BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lisia Łapa x Aksamitna Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lisia Łapa x Aksamitna Łapa. Pokaż wszystkie posty

01 września 2023

Od Aksamitnej Gwiazdeczki(Aksamitnej Chmurki) CD. Lisiaczkowego Puszeczku(Lisiego Ognika)

Wszyscy pogłupieli. Coraz częściej powtarzane słowa niezadowolenia co do jej władzy i posyłane ku niej markotne spojrzenia ją o tym uświadamiały.
Kiedyś uznałaby Lis za najmądrzejszą z ich grona. Teraz kotka w jej mniemaniu stała na szarym końcu listy. Szczególnie gdy zaraz po jej wyjściu, usłyszała odgłosy jatki. Skrzywiła się i kładąc uszy nisko po sobie, wyściubiła nos na zewnątrz.
Krew ściekała z mordki jej ukochanego. A własna siostra wpatrywała się w nią ozięble.
— Co ty robisz? — wykrztusiła Aksamitka, wlepiając pełne oskarżeń spojrzenie w kotkę.
— Nic — odparła spokojnie.
Niebieska podeszła o krok, zerkając to na jednego wojownika, to na drugiego. Nie wyglądała z ich powodu na najszczęśliwszą, co w jej przypadku było dosyć rzadkim widokiem.
Liliowa na zbyt wiele sobie pozwalała. Sugerowała jej złe traktowanie Daglezji, podczas gdy sama zachowywała się jak skończona wariatka i bez powodu atakowała niewinnych wojowników. Liderka wiedziała, że jej Misiu bez powodu — czy tam bez rozkazu — nie zaatakowałby nikogo, więc wina leżała tylko po jednej stronie.
— Przeproś go — zażądała dosyć ostro jak na nią.
Morskie ślepia wydawały się zmieszane, a jednocześnie wciąż kryło się w nich obruszenie.
— Dlaczego miałabym to zrobić? Nie żałuję tego, że dostał ode mnie w pysk — rzekła.
Aksamitka w tym momencie zrozumiała, że sercem jej siostry włada już tylko zło. Posuwała się do przemocy, była krnąbrna i na dodatek sprzeciwiała się jej poleceniom. A podobno lidera każdy powinien słuchać!
Napięła mięśnie, opuszczając niżej wzrok. Za dużo się działo. Wciąż nie pozbierała się po śmierci córki, a Daglezja dalej nie zachowywała się tak, jak dawniej, więc problemy, które Lis sobie wymyślała, tylko utrudniały jej zachowanie pogodnego wyrazu pyszczka.
— Brzydko mówisz, brzydko myślisz i brzydko pachniesz — odparła. — Dobrze. Będzie... będzie kara.
Usłyszała świst czyjegoś oddechu. Poczuła masę spojrzeń na swoim futrze. Jej sierść momentalnie zaczęła wydawać jej się krótka, jakby w ogóle nie była w stanie ochronić ją przed światem.
— Co zrobisz? Poślesz mnie do kąta? — prychnęła ruda.
— A żebyś wiedziała — mruknęła weselej, uśmiechając się lekko pod nosem.

***

Musiała poczekać, aż Niedźwiedź się pozbiera. Upierał się, że jest z nim dobrze, ale i tak zaciągnęła go do medyka. Po tym znalazła kogoś, kto jeszcze jej słuchał, a następnie tak jak obiecała — umieściła Lis w kącie obozu, między skalistymi ścianami. Szum wodospadu zagłuszał jej własne myśli, ale duma na jej pysku nie zniknęła ani na urywek króliczego oddechu.
Liliowa była zirytowana i widać to było z daleka.
— Do reszty oszala...
— Cichuteńko Krnąbrny Lisiaczku. Gdyby nie fakt, że masz takie ładniusie imię, dostałabyś nowe, bardziej bebe! — rzuciła, mrużąc z zadowolenia oczy. — Ciemniusie Futerko i Cieplutki Płomyczek cię popilnują, żebyś nie uciekała ze swojej kary. A potem przyprowadzę Misia i go przeprosisz. No, chyba że wolisz tu siedzieć do końca życia...

<Lisek?>

22 sierpnia 2023

Od Lisiego Ognika (Lisiaczkowego Puszeczku) CD. Aksamitnej Chmurki (Aksamitnej Gwiazdeczki)

 — Myślę, że to czas, aby moje dzieci poznały najlepszą, najwspanialszą, najmądrzejszą i najmilszą ciocię, jaką tylko mogły mieć — zamruczała Aksamitka, patrząc na nią z nadzieją. — Pokochasz je, naprawdę! Tak mocno jak ja! Kwiatuszek, Listek, Księżycek i Promyk są takim słodziakami! Wiedziałaś, że kocięta są takie malutkie, że można je łatwo zgnieść? Dobrze, że nas nikt nie zgniótł, jak byłyśmy małe, bo by nas nie było — rzuciła tą jakże błyskotliwą myśl, która tak znienacka napłynęła jej do głowy.
Lis uśmiechała się, ale opierała się siostrze, która usiłowała zaciągnąć ją do kociarni.
— Wiesz, nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Nie przepadam za...
— Nie daj się prosić — przerwała jej siostra, patrząc na nią wzrokiem swoich okrągłych, uroczych oczu, które błyszczały w odbijającym się świetle dnia. — Polubią cię, zobaczysz.
Liliowa szylkretowa pointka przełknęła ślinę i weszła do kociarni, gdzie powitała ją setka (no, może trochę mniej) skonsternowanych oczek. Małe kluski w większości wyglądały jak mniejsze kopie swojej matki. W żłobku pachniało mlekiem i kłębkami futra. To uświadomiło Lis, że zdecydowanie nie chciała sama zachodzić w ciążę. Nie była odpowiednią osobą do matkowania ani ciotkowania, ale Aksamitka musiała sądzić inaczej, bo cały czas zachęcająco kiwała jej głową. 
Cóż, prędzej czy później musiało do tego dojść. Rozpoczęła rozmowę krótkim "cześć", a ciekawskie maluchy od razu zaczęły wypytywać ją o to, kim jest i co tu robiła.

* * *
Lisiemu Ognikowi ciężko było stwierdzić, co czuła, odkąd poprzednio rozmawiała z Daglezjową Igłą. Gniew? Rozczarowanie? Może po prostu ogromny zawód zachowaniem swojej siostry i tym, że osoba, którą tak bardzo starała się chronić, okazała się nie lepsza od swoich poprzedników. Nie widziała nic złego w tym, żeby przetrzymywać Daglezję wbrew jej woli. Mało tego, nakazała Niedźwiedziowi ją skrzywdzić, uderzyć, by straciła przytomność. Władza uderzyła jej do głowy. Nie była już tą samą osobą, którą była kiedyś. W Klanie Klifu co chwilę ktoś umierał, co chwilę znajdowano ciała nabite na gałęzie jak pieprzone szaszłyki, ale Aksamitka nic sobie z tego nie robiła. Klan wykazywał niezadowolenie z jej decyzji, a ona wciąż na to pozwalała, prowadząc ich wszystkich na zagładę, zmuszając koty do robienia czegoś, co ona chce, by robiły. 
Miała wybór. Mogła wybrać rodzinę, posłuchać się jej i przestać krzywdzić klan. Wybrała Niedźwiedzią Siłę, kota, który nie miał absolutnie żadnych uczuć. Lis zamierzała to zaakceptować - jeśli Aksamitka nie chciała jej pomocy, nie dostanie jej.
Wparowała do legowiska przywódcy. Niedźwiedziej Siły z nią nie było, pewnie znów latał za Daglezją, by uniemożliwić jej ucieczkę. 
Aksamitka poderwała się na jej widok i uśmiechnęła, jakby zadowolona, że siostra wreszcie przyszła ją odwiedzić, ale Lis nie potrafiła opanować gniewu, jaki kłębił się w niej już od dawna i teraz szukał drogi, by wyjść na zewnątrz.
— Co ty robisz, Aksamitka? — wygarnęła jej prosto z mostu, nie kryjąc ostrego tonu głosu. Liderka w pierwszej chwili była zaskoczona.
— O co ci chodzi?
— Zaniedbujesz klan w chwili, gdy on najbardziej cię potrzebuje. Porwałaś Daglezję i przetrzymujesz ją tu celowo, chociaż wiesz, że nie jest szczęśliwa w Klanie Klifu. Kazałaś Niedźwiedziej Sile ją uderzyć, by straciła przytomność. Masz pojęcie, co wyprawiasz?
— Daj spokój, Liseczku, dajesz się im tak łatwo zmanipulować jak Daglezja — nie dało się ukryć oburzenia w głosie Aksamitki, ale Lis strzepnęła tylko uchem. — Przecież robię to dla jej dobra! To tobie nie zależy na naszej rodzinie, Misiek powiedział mi, że próbowałaś zwrócić go przeciwko mnie.
— Czyli ufasz słowom mordercy, który sprzedałby cię za trochę jedzenia bardziej niż moim?
—  Jak możesz tak mówić? — sapnęła Aksamitka. —  Miś przynajmniej mi ufa i nie kwestionuje moich decyzji, w przeciwieństwie do ciebie.
— Nie kwestionuje twoich decyzji, bo jesteś liderką — poprawiła ją Lis. — Serio tego nie widzisz? Znajdujemy się pewnie na celowniku wszystkich klanów po tym, co zrobiłaś na zgromadzeniu, a teraz nie masz oporów, żeby krzywdzić Daglezję. Co się z tobą w ogóle stało? I kim jesteś? Bo nie wiem, czy mogę wciąż nazywać cię swoją siostrą.
Na moment niebieska tonkijka zamilkła, a gdy znów się odezwała, brzmiała na złą i rozczarowaną jednocześnie.
— Robię to wszystko dla waszego dobra, a ty wciąż nie chcesz mi zaufać.
— Mam tego dość, Aksamitka. Próbowałam cię wspierać, nawet jeśli nie popierałam większości twoich decyzji. Ale nie zamierzam wspierać osoby, która narzuca innym swoją wolę w tak potworny i przemocowy sposób. Nie wiem, co się z tobą stało, ale stoczyłaś się na każdej możliwej płaszczyźnie życia i moralności.
Odwróciła się od Aksamitnej Gwiazdeczki i wyszła z jej legowiska, akurat, żeby zobaczyć Niedźwiedzią Siłę, który przypatrywał się jej ze zmrużonymi oczami, jakby to wszystko słyszał. Spośród obecnych w obozie dało się zauważyć zaciekawione spojrzenia.
— Masz jakiś problem, Lisiaczkowy Puszeczku?
Lis strzepnęła ogonem. Odwróciła się plecami do Niedźwiedzia i wzruszyła barkami.
— Nie. Skądże?
Bury popatrzył się w stronę legowiska Aksamitnej Gwiazdy, a Lisi Ognik odwróciła się i wyrżnęła mu z całej siły w pysk. Wojownik zatoczył się do tyłu, a liliowa pointka poczuła na sobie tysiąc zaskoczonych spojrzeń. Wysunęła pazury i przeorała nimi jego prawy bark, jakby mocny policzek nie wystarczył, żeby wyładowała swój gniew.
Liderka musiała usłyszeć dźwięki walki, bo wyszła ze swojego legowiska, najpierw spoglądając na Niedźwiedzia, a potem na Lis i jej naostrzone pazury, z których ściekło trochę krwi. Wojowniczka spojrzała się na siostrę chłodnym wzrokiem.

<Aksamitka?>


14 kwietnia 2023

Od Aksamitnej Łapy(Aksamitnej Chmurki) CD. Lisiej Łapy(Lisiego Ognika)

Ciężko było jej nie przejmować się bratem, kiedy co rusz psuł jej humor. Gdziekolwiek ona nie postawiłaby łapy, pewne było, że zaraz zjawi się i on, przeganiając każdego nieznajomego, któremu ledwo co zdąży powiedzieć "Cześć". Nie była pewna, z czego to wynika. Jeśli się martwił, to niepotrzebnie, przecież potrafiła dobierać sobie przyjaciół! A jeśli był zazdrosny i chciał jej ich ukraść, to było to z jego strony bardzo brzydkie zachowanie, którego ona tolerować dłużej nie zamierzała.
Kochała go, jak każdego ze swojej rodziny, ale nie popierała jego akcji.
— To głupie, ciągle odpędza mi znajomych — westchnęła cierpiętniczo, patrząc na siostrę i lekkie niezadowolenie, które wstąpiło na jej pysk. — Tobie też się to nie podoba? Głupi jest, prawda? Bardzo głupi. Nie to, co ty. Ty jesteś mądra — uznała z podziwem.
Aksamitka była nawet w stanie pokusić się o stwierdzenie, że zaraz po niej, Lisek była najinteligentniejszym kotem z ich licznego rodzeństwa. Trochę jej jeszcze brakowało, by dorównać niebieskiej, ale kto wie, może kiedyś geniusz liliowej jej dorówna?
Jasna pointka uśmiechnęła się lekko w jej kierunku.
— Dzięki, że tak o mnie sądzisz — miauknęła. — Urdzik już taki jest. Dam mu lepę w łeb za to co robi — dodała, na co szylkretka lekko zesztywniała. Przemoc nie była prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem, ale może ten jeden raz nie warto powstrzymywać kotki? — Może chciałabyś wyjść kiedyś razem na polowanie czy coś? Jakiś wojownik na pewno by nas zgarnął, a w końcu jesteśmy siostrami. Powinnyśmy spędzać ze sobą więcej czasu.
W morskich ślepiach zaiskrzyło z ekscytacji. To, o czym mówiła, było spełnieniem jej marzeń. Tak rzadko ze sobą gdziekolwiek wychodziły, że szansa na zmianę tego, brzmiała wspaniale.
— Oczywiście! Szkoda, że Cętkowana Gwiazda już mnie nie uczy, na pewno chętnie by z nami poszła. Jest taka miła i spokojna! Czasem trochę za, ale to jej mogłam wybaczyć — westchnęła, spuszczając na moment wzrok. Trochę rzeczywiście za nią tęskniła. — No nic, znajdzie się ktoś jeszcze. Może... O, Złota Pręga wydaje się fajna! Albo Fioletowe Spojrzenie, ma śmieszne oczka! A może mama z nami pójdzie? Nie będzie mogła odmówić, jak się ładnie uśmiechniemy!
Lisek wydawała się rozbawiona, ale nie przerywała jej. To pozwoliło Aksamitnej Łapie poczuć się jeszcze pewniej i gdyby nie Igła, która przyszła poprosić je o pomoc, zasiedziałyby się tak do następnego ranka.

***

Dorosłość była straszna.
Przynajmniej takie wnioski nasunęły się Aksamitce, gdy nieustannie wodziła wzrokiem za czwórką rozbrykanych kotek. Jej trzy małe kopie i jedna, która stanowiła idealną mieszankę jej i Niedźwiedzia. Młode, pełne życia i beztrosko gnające za własnym ogonem.
Z niej ta dziecięca radość nigdy nie uciekła. Ale reszta? Już pomijając jej partnera, który był chodzącą definicją gburowatości (i zapewne się takim ponurakiem urodził), tak wiele kotów w klanie zdecydowanie za dużo zrzędziło. A przecież nie byli tacy starzy, by mieć na co narzekać.
Przez te ciągłe niezgody dochodziło do licznych wojen. Okrutne i bezsensowne przelewy krwi. Czy nie mogli po prostu porozmawiać? Albo urządzić sobie zawody, jeśli już koniecznie musieli kraść czyjekolwiek tereny?
Spuściła wzrok na ziemię. Wszystko się zmieniła. Nawet stan jej rodziny.
Igiełka nie żyła, Daglezja siedziała w Owocowym Lesie i nie chciała się nawet do nich odezwać, Wilczek wrócili, ale trzeba im było czasu, aby przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości w klanie, Urdzik mniej z nią gadał i mniej przeszkadzał, a Lisek...
Z Lisim Ognikiem dawno nie rozmawiała. Siostra wydawała się w ogóle nie zmienić, choć wieści o tym, co tak naprawdę działo się z jej mentorem, musiały być dobijające.
Niebieska przeciągnęła się sprawnie i dostrzegając ruch w okolicach wejścia do żłóbka, zerwała się z posłania. Bury spojrzał na nią pytająco, a ta w odpowiedzi liznęła go w czubek nosa.
— Muszę coś załatwić. Pilnuj je, bardzo dużo biegają — ostrzegła.
Głębokie westchnięcie potraktowała jako zgodę, choć bliżej temu było do rezygnacji. Niedźwiedzia Siła nawet się nie stawiał, on po prostu akceptował swój los.
Obóz wcale nie tętnił życiem, jak to bywało w jej wyobrażeniach. Było dosyć chłodnawo i nieprzyjemnie, więc większość kotów pochowała się w zakamarkach własnych legowisk.
Nie chciała rozmawiać z siostrą w miejscu, gdzie w zestawie była masa ciekawskich uszu. Ona sama lubiła wyłapywać każdą rozmowę, więc po swoim przypadku doskonale wiedziała, jak to jest.
Zajrzała na moment do środka, ale wśród znajomych pysków nie widziała liliowej pointki.
Po chwili przeanalizowania aktualnej sytuacji postanowiła na nią poczekać. Przez dosyć długi czas kręciła się po obozie, czekając na siostrę i nie martwiąc się o dzieci pozostawione z Niedźwiedziem. Im pod ich opieką na pewno nic się nie stanie, za to on przy nich nie miał zapewnianego bezpieczeństwa.
Bacznie obserwowała otoczenie, aż w końcu długo wypatrywane przez nią futerko nie pojawiło się w pobliżu.
— Liseczku! — zamruczała, przylegając do boku siostry. — Bardzo za tobą tęskniłam, wiesz? Tak dawno cię nie widziałam — westchnęła, muskając językiem jej polik. — Aleś ty brudna, co ty robiłaś na tym polowaniu?
Kotka zastrzygła uszami, spoglądając na nią ze zmieszaniem.
— Też się cieszę, że cię widzę, chociaż ciężko mówić o tęsknocie, skoro widzimy się codziennie — zauważyła z lekkim rozbawieniem.
Aksamitka od niechcenia pokiwała głową. I tak teraz liliowa jej się nie wywinie.
Niby to przypadkiem, opierała się o nią na tyle mocno, by pchać ją w stronę żłóbka.
— Myślę, że to czas, aby moje dzieci poznały najlepszą, najwspanialszą, najmądrzejszą i najmilszą ciocię, jaką tylko mogły mieć — zamruczała, patrząc na nią z nadzieją. — Pokochasz je, naprawdę! Tak mocno jak ja! Kwiatuszek, Listek, Księżycek i Promyk są takim słodziakami! Wiedziałaś, że kocięta są takie malutkie, że można je łatwo zgnieść? Dobrze, że nas nikt nie zgniótł, jak byłyśmy małe, bo by nas nie było — rzuciła tą jakże błyskotliwą myśl, która tak znienacka napłynęła jej do głowy.

<Lisek?>

26 września 2022

Od Liska (Lisiej Łapy) CD. Aksamitki (Aksamitnej Łapy)

 *skip do momentu objęcia władzy przez Lamparta*

Lis kompletnie nie była przygotowana na to, co wydarzyło się na środku obozu. Cętkowana Gwiazda, cuchnąca Wilczakami (dobrze zapamiętała ten zapach, gdy ostatni raz wraz z Lamparcim Rykiem uczyła się granic),  weszła do środka i niemal od razu z pysków wielu kotów zaczęły cieknąć oszczerstwa i rozmaite oskarżenia, a to że się puszczała, a to że złamała kodeks, a to tylko kilka z wielu kwiatków.
A Lis? Lis patrzyła na to wszystko oczami bez uczuć. Czuła po prostu pustkę. Nie mogła wierzyć tym oskarżeniom. Przecież Cętka była mentorką mamy. Mama nigdy nie mówiła źle o liderce. A mimo to, gula ciężka do przełknięcia, pojawiła się w gardle tonkijki. Była nerwowa, futro mimowolnie się jej jeżyło. Jeśli Cętkowana Gwiazda faktycznie była zdrajczynią, to Lisia Łapa nie miała kompletnie nic przeciwko orędziu nowego lidera. Wręcz przeciwnie. Zdrajcy byli okropni, niezasługujący na miejsce w klanie.
Jednak dziwnie było jej próbować wierzyć, że liderka naprawdę mogłaby mieć romans. Miała przecież w klanie swoich partnerów... 
To co stało się później było jednak bardziej szokujące. Jej mentor z Lamparciego Ryku w mgnieniu oka stał się Lamparcią Gwiazdą, a jego następne decyzje wywołały w niej skurcz w żołądku. 
Najpierw sytuacja za ogrodzeniem, a teraz to.
Coraz bardziej bała się własnego mentora, który powinien być przecież dla niej przykładem. Zacisnęła mocno zęby, powstrzymując myśli. Nie powinna go przecież kwestionować? Jak przykładna wojowniczka. Dobry wojownik powinien słuchać rozkazów.
Nie była jednak taka pewna, czy to naprawdę słuszna droga.
Tonąc we własnych rozmyślaniach, nie zauważyła nawet, gdy natknęła się na swoją siostrę. Kichnęła, gdy jej nos przez przypadek wciągnął zakurzone powietrze z futra siostry. Uśmiechnęła się. Jednak to nie był dobry uśmiech. To był sztuczny uśmiech, bo nie chciała przecież zamartwiać Aksamitki. Pamiętała jak bawiła się z nią w żłobku. Ścigały kulkę mchu. Aksamitna Łapa była świetna w bieganiu. Siostra była przecież delikatna jak kwiatuszek. Jak kwiatuszek, po którym została nazwana.
— Cześć siostro, jak trening? — spytała i zaraz zesztywniała, nerwowo drgając koniuszkiem ogona. No tak, przecież jej mentorka była w kociarni. — P-przepraszam, zapomniałam, że... — urwała, spoglądając w oczy siostry. Tak jej współczuła. Musiała się już przywiązać do Cętkowanej Gwiazdy.
—Za co przepraszasz? Nic się nie stało! — rzekła z wesołością siostra, spoglądając w stronę żłobka z pewnym zachwytem. — Ah, moja mentorka będzie miała kocięta... Dziwne, ale skoro sama zdecydowała się na taki wybór, to życzę jej jak najlepiej! Była dobrą mentorką, ale pewnie znajdzie się ktoś równie dobry jak ona — mruczała. — Oh, tylko nie mogę się już chwalić, że uczy mnie sam lider! Teraz to ty będziesz mogła tak mówić, ale super, prawda? — zapytała, a w ślepiach zaiskrzyło jej.
Szylkretowa tonkijka zacisnęła zęby i strzepnęła ogonem. Aksamitka nic sobie nie robiła z tego, co stało się w klanie. Nic. Ale może to i lepiej? Lis sama nie wiedziała, ale bynajmniej nie zamierzała uświadamiać siostry. Nieświadomość czasami jest lepsza. Zresztą nie chciała, by było jej smutno. By się bała.
— Tak... Bardzo super — skłamała, uśmiechając się sztywno. — No...  w każdym razie... Jestem ciekawa, kto będzie cię teraz uczyć. Lamparcia Gwiazda na pewno znajdzie ci kogoś dobrego, kto cię wspaniale wyszkoli. A kocięta Cętki będą miały rodzeństwo — dodała i wreszcie zbliżyła się do futra siostry, zaczynając je troskliwie wylizywać. Kochała ją, tak jak resztę rodzeństwa. Wszyscy byli równie świetni. Może to była po prostu zwykła siostrzana troska, a może po prostu zbyt bardzo bała się, że to siostrze przyjdzie uczestniczyć w którymś z durnych patroli nowego lidera i skończy jak Słoneczna Polana. — Klanie Gwiazdy, gdzie ty się tak pobrudziłaś? Wyglądasz, jakbyś wpadła na stado jeży — prychnęła z nutą rozbawienia.
— Jakich jeży? Nie widziałam żadnych jeży, o czym ty mówisz Lisek? — zaskoczona lekko przechyliła łebek, patrząc z zainteresowaniem na liliową. Lis usłyszała pomruk swojej siostry, wywołany dotykiem jej języka.
— Ah, już wiem! — zaćwiergotała. — Byłam z Krewetkową Łapą i jej mentorem na treningu. I sobie szliśmy, aż tu nagle znalazłyśmy takie podejrzanie wypukłe coś pod śniegiem. Rozkopałyśmy biały puszek w tym miejscu i tam były resztki błota, tylko już takiego zmrożonego. I Krewetka powiedziała, że fajnie, jakbym też była taka brązowa jak ona. To łapą zbiłyśmy te kałuże i zaczęłam tarzać się w tym. Trudno było się ubrudzić, ale chyba trochę się udało! Jestem teraz jeszcze ładniejsza, prawda?
Lis zaśmiała się jedynie, kręcąc głową z niedowierzaniem. Chyba jednak nic nie powinno jej dziwić. 
— Tak, Aksamitko, wyglądasz cudownie — miauknęła. — Ale jesteś piękna taka jaka jesteś, wiesz o tym — otarła się o jej bok, mrużąc oczy. — Poza tym jak następnym razem przyjdzie ci tarzać się w błocie to weź mnie ze sobą, kupo futra — dodała, trącając ją lekko. — A jak było na zgromadzeniu? Chyba jeszcze cię jeszcze o to nie wypytywałam.
Mimo wszystko liliowa tonkijka była zadowolona, że Aksamitka cieszyła się w pewnej nieświadomości. Nie było nic lepszego niż szczęście bliskicch.
Źrenice Aksamitki rozszerzyły się w ekscytacji. Pokiwała energicznie głową, uśmiechając się szeroko. 
— O matko, Lisek, ale było super! Poznałam magiczną kotkę z Klanu Burzy, która jeszcze nie umie sztuczek i nawet nie wiedziała, że kiedyś się ich naumie — powiedziała, przeskakując z łapy na łapę. — Tylko Urdzik przylazł i zaczął na nią krzyczeć! Nie wiem, o co mu chodziło, ale brzydko się zachował. Tamta magiczna kotka miała na imię Gepard i powiedziała potem, że jest moją dziewczyną! Nie wiem, o co chodzi, ale fajnie, co nie? I jeszcze ten kolorowy pokaz od liderów, świetnie im to wyszło! — mruczała.
Lisia Łapa na moment rozdziawiła pysk - może z zaskoczenia, a może by przetrawić te informacje. Potem jedynie potrząsnęła głową i zaśmiała się. 
— Magiczna kotka? — z początku ją to zdziwiło, ale przypomniała sobie, że słuchała przecież Aksamitki, która często nadinterpretowała pewne rzeczy. Wciąż jednak zastanawiało ją, co takiego zrobiła ta Gepard, że została opisana jako magiczna. — Dziewczyna? No, widzę, że już zdobywasz sobie sympatie. Nie dziwię się, jesteś piękna — miauknęła, chociaż martwiło ją po części, że Aksamitka wplątuje się w zbyt mocne relacje międzyklanowe. Musiała bardziej pilnować siostry, by nie zrobiła czegoś głupiego i nie skończyła jak jej mentorka. — Uh, nie przejmuj się Urdzikiem. Widocznie znowu pomyślał, że coś ci grozi. Przejdzie mu — jedynie na wzmiankę o ,,pokazie liderów" skrzywiła się nieznacznie, przypominając sobie ten zatrważający widok.

<Siostrzyczko? Doczekałaś się odpisu>

[przyznano 5%]

13 lipca 2022

Od Aksamitki CD. Liska

W morskich ślepiach szylkretki zaiskrzyło z ekscytacji. Pokiwała energicznie głową, bez pytania próbując podwędzić siostrze kulkę mchu z pyszczka. Musiała odpowiednio wykorzystać sekundową nieuwagę liliowej, aby następnie łapką pchnąć zabawkę w dal i pogonić za nią. Jej krótkie, koślawe kończyny, nie pozwalały jej na osiągnięcie zbyt dużych prędkości, ale przynajmniej dała radę umknąć koteczce sprzed nosa. Za niebieską pozostał ślad w postaci wzbitego z podłoża kurzu.
— Lisek! — zawołała, oglądając się na wspominaną istotkę. — Goń mnie! No dawaj! Mam twoją prześliczną kuleczkę meszku! — wołała, ignorując obecność resztę obecnych w kociarni. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że w swej nagłej ucieczce nadepnęła na ogon Krewetki, która teraz przyglądała jej się z lekkim zaskoczeniem.
Liliowa szylkretka nie powiedziała nic, tylko ruszyła w jej stronę, jakby dając znać, że jest gotowa na dalszą zabawę. Aksamitka wydała z siebie pomruk zadowolenia i schowała pod sobą kulkę, biorąc zabawę całkowicie na poważnie. Gdy Lisek próbowała jej ją odebrać, chciała nawiać szybko ze swoją zdobyczą, ale zamiast tego zrobiła przewrót w przód i wylądowała na plecach, pozostawiając swój skarb z tyłu.
Usłyszała krótki śmiech siostry, przez co sama uśmiechnęła się i zaczęła wymachiwać wszystkimi czterema łapami w powietrzu. Próbowała wstać, ale nie szło jej to najlepiej. A gdy już udało jej się podnieść, liliowa nawiała na drugi koniec żłóbka. Aksamitka sprawnie otrzepała się z kurzu i ponownie ruszyła w pościg.
— Zaraz cię dogonię, siostrzyczko! — popiskiwała radośnie, nie patrząc pod siebie i taranując wszystko na swej drodze. W tym momencie nie była w stanie zliczyć zdeptanych ogonów i łap. Jak to mawiali brzydko dorośli: "Po trupach do celu".
Lisek była podejrzanie szybka i o wiele lepiej szło jej unikanie przeszkód. Niebieska musiała skracać co chwilę drogę, ale w końcu obie znalazły się w kącie kociarni, padając roześmiane na ziemię.
— O! A może teraz urządzimy sobie malutkie wyścigi? — zaproponowała, strzygąc uszami. — Będziemy popychać twoją superową kuleczkę jak najdalej, a potem na trzy cztery biec do niej! — Wyszczerzyła się, zachwycona tym, że wpadła na tak genialny pomysł.

<Lisku?>

30 czerwca 2022

Od Liska Do Aksamitki

Leżała na posłaniu, bawiąc się w łapkach kulką z mchu i opierając pyszczek o pierś mamy, która wylizywała ją po głowie. Chwilkę później język mamy spoczął na reszcie rodzeństwa. Wylizywała każdego po kolei, a było to ciężkie zważając na ilość kociąt.
— Masz pazurki jak prawdziwy wojownik.— zwróciła się do niej pobłażliwie Wilcza Pogoń, gdy zauważyła, jak Lisek atakuje malutkimi łapkami ofiarę, którą upatrzyła sobie w małym kawałku mchu, jaki oderwała sobie z posłania w ramach zabawy.
Rozejrzała się po kociarni. W żłobku było ich teraz pełno. Krewetka, Morze i reszta dzieci Gołębiego Puchu... Kalinkowa Łodyga... Ona także spodziewała się kociąt. Lisek była przekonana, że nie będzie się tu nudzić, jednak towarzystwo tylu ciał sprawiało, że było niewiarygodnie duszno, a z każdej strony walała się spora ilość kociąt.
Szylkretka przerzucając sobie kulkę z łapy do łapy w końcu podrzuciła ją zbyt mocno. Wzrokiem mierzyła mech, który niedawno ugniatała w łapkach i poderwała się z miejsca, ku zdziwieniu Wilczej Pogoni, która właśnie zbliżyła do niej swój pysk, by wyczyścić jej futerko. Usłyszała cichy śmiech mamy zza pleców.
Podbiegła do Aksamitki, której kulka nieszczęsnej zabawy spadła prosto na głowę. Lisek zdjęła ją z niej, śmiejąc się nerwowo.
— Wybacz! — rzuciła przez mech, który trzymała w zębach. — Ale całkiem zabawnie w niej wyglądałaś. Jak już jestem przy tobie, to chcesz się razem pobawić? Wyobraź sobie, że ten mech to zwierzyna, a my na nią polujemy — zaproponowała. Zabawa z siostrą brzmiała o wiele bardziej przekonująco, niż w samotności.

<Siostro?>