BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szafirkowy Potok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szafirkowy Potok. Pokaż wszystkie posty

09 marca 2020

Od Szafirkowej Łapy CD. Wilczego Serca

*ogromny magiczny skip time, bum bum *

Szafirkowa Łapa zamrugał oczami, średnio zadowolony ze swojego snu. Ziewnął przeciągle, po czym wstał, porządnie rozciągając po kolei każdą część ciała. Wreszcie wyszedł z legowiska uczniów, omijając przy tym śpiącego jeszcze Ostrokrzewiową Łapę. Biedaczek wrócił do obozu poprzedniego dnia już o zmroku i zmęczony nie znalazł nawet czasu na kolację. To było do niego niepodobne. Treningi trochę odebrały mu jego wieczną energię.
Słońce już całe wyszło nad horyzont, co oznaczało, że patrol poranny dawno wyruszył. Cóż - jeśli Szafirkowa Łapa nie został wybrany na poranny, prawdopodobnie pójdzie na wieczorny. Rozejrzał się, szukając wzrokiem swojej mentorki, ale Trzcinowego Brzegu nigdzie nie było. Wzruszył więc tylko ramionami i usiadł spokojnie, zaczynając poranną toaletę. Jeśli cynamonowa będzie chciała zabrać go na trening, na pewno sama odnajdzie swojego ucznia.
Nagle wzrok czekoladowego zatrzymał się na czarnym kocurze, który wyszedł właśnie z legowiska wojowników. Brak sierści w niektórych miejscach na ciele kocura jasno dały Szafirkowej Łapie znak, że to Wilcze Serce. Choć rozmawiał z nim niewiele razy, polubił go już od pierwszego spotkania w żłobku, mimo jego charakterystycznego sposobu bycia i przerażającego wyglądu. Od razu stwierdził więc, że jeśli nie ma nic do roboty, to może zapytać go jak leci albo coś w tym stylu. Podniósł się ciężko i podszedł do wojownika.
- Cześć, Wilcze Serce - miauknął. - Wyspałeś się?

<Wilczku? :P>

Od Szafirkowej Łapy

Szafirkowa Łapa trenował niemalże cały dzień. Musiał przyznać, że Trzcinowy Brzeg była życzliwa, ale wymagająca, choć wcale by się tego po niej nie spodziewał.
Na szczęście do obozu nie wrócił z pustym pyskiem. Mimo nieudanych pierwszych prób, w końcu polowanie zaczęło mu wychodzić i teraz dumnie paradował z dwoma nornicami w zębach. Jedną z nich odłożył na stos ze zwierzyną, a drugą zjadł ze smakiem.
Chwilę później zaczęło się robić ciemno, więc ułożył się wygodnie w legowisku uczniów razem ze swoimi braćmi i zasnął, czując jeszcze ból w zmęczonych łapach.

***

- Dzisiaj będziesz polować sam - oznajmiła Trzcinowy Brzeg kilka dni później.
- To znaczy?
Czekoladowy wyszedł z obozu tuż za swoją mentorką, ziewając. Przed chwilą się obudził i jeszcze nie do końca kontaktował ze światem.
- Pójdziemy w stronę granicy z Klanem Burzy. Będę obserwować cię z ukrycia, a ty postaraj się upolować jak najwięcej zwierzyny.
- Z ukrycia? - powtórzył, nie do końca rozumiejąc. - Gdzie będziesz?
- Nie skupiaj się na mnie. Po prostu poluj, a potem do ciebie przyjdę - odparła kotka.
Po chwili wędkowania wojowniczka zatrzymała się.
- Idź dalej - miauknęła, więc czekoladowy wzruszył ramionami i poszedł przed siebie. Kiedy za kilka uderzeń serca odwrócił łebek, Trzcinowego Brzegu nie było. Przypominając sobie jej radę, nie przejął się tym zbytnio. Zaczął polowanie.
Nieco później udało mu się wyczuć mysz. Kiedy wreszcie ją namierzył, podkradł się do niej ostrożnie, a następnie skoczył. Udało się. Zadowolony zakopał ją starannie, aby wziąć ją później i ruszył dalej.
Nagle jednak wyczuł coś innego, niż mysz czy inne zwierzę. Ta woń była ciężka do przeoczenia w tym miejscu, ale teraz stała się nieco mocniejsza. Nie można było ukryć, że to zapach Klanu Burzy. Czyżby ktoś pałętał się zbyt blisko terytorium Klanu Wilka? Szafirkowa Łapa zmarszczył brwi, podchodząc bliżej granicy. Jeśli wypędzi intruza, Trzcinowy Brzeg na pewno będzie z niego dumna, mimo że miał robić coś innego.

<Tańcząca Łapo? Wreszcie jest>

08 marca 2020

Od Szafirkowej Łapy


Tego ranka Szafirkowej Łapie znów przypadł patrol, tak samo nudny jak poprzedni. Zamiast jednak wrócić do obozu z resztą uczestników, został z Trzcinowym Brzegiem. Według jej obietnicy miał tego dnia spróbować swoich sił w polowaniu.
- No dobrze - zaczęła spokojnie. - Czujesz coś?
- Cały czas, ale nie wiem co - odparł Szafirkowa Łapa, wciągając jeszcze raz powietrze.
- Ten zapach to królik. Trochę za trudny na początek, więc lepiej chodźmy gdzieś indziej.
Czekoladowy poszedł razem z Trzcinowym Brzegiem w inną część lasu, próbując wywęszyć mysz czy nornicę. Według wojowniczki te zwierzęta są idealne do nauki.
- O, teraz czujesz? - spytała, zatrzymując się. - To nornica. Z której strony dochodzi zapach?
Szafirkowa Łapa po chwili zastanowienia wskazał ogonem kierunek.
- Chyba stamtąd - odparł.
- Bardzo dobrze. A raz bądź cicho i obserwuj mnie.
Trzcinowy Brzeg szybko odszukała swój cel, a po chwili i Szafirkowa Łapa go zauważył. Cynamonowa składała się, nie odrywając wzroku od niczego nieświadomej nornicy. Bezszelestnie stawiała łapy na miękkim, leśnym podłożu, aż nagle zatrzymała się i przybrała pozycję do skoku. Zaczekała na odpowiedni moment i wtedy skoczyła, zadając śmiertelny cios w szyję zwierzątka.
- Teraz ty spróbuj - poleciła, wracając do swojego ucznia.
KiedyvSzafirkowej Łapie udało się wreszcie wyczuć jakieś zwierzę, zaczął szukać go innymi zmysłami. W końcu wypatrzył niewielką mysz. Upewnił się, że Trzcinowy Brzeg go obserwuje, po czym zaczął się skradać.
Mysz jednak już po kilku krokach czekoladowego nastawiła uszy, po czym gdzieś zniknęła.
- No dobrze, zobacz - miauknęła zrezygnowanie Trzcinowy Brzeg, po czym zaczęła stawiać łapy przed siebie. - Nie musisz skradać się szybko, wręcz przeciwnie. Uważnie stawiaj łapy. Jeśli cię usłyszy, od razu ucieknie. 
Czekoladowy kiwnął kilka razy głową, po czym spróbował jeszcze raz.
Tym razem problem Szafirkowej Łapie udało się skradanie. Zatrzymał się i przysiadł na tylnych łapach, szykując się do skoku. Wreszcie wybił się mocno, przyszpilając mysz do ziemi.
Dopiero po chwili zorientował się, że w łapach miał liść; z kolei prawdziwa ofiara była już kilka długości ogona dalej.

Od Szafirkowej Łapy

Szafirkowa Łapa wyjątkowo jak na niego stawił się w centrum obozu punktualnie razem z Trzcinowym Brzegiem. Po chwili dołączyli do nich także Północny Wiatr i Sójcze Gniazdo, który był przybranym bratem cynamonowej.
- Chodźmy - powiedziała najstarsza Północny Wiatr, która prowadziła patrol, więc cała czwórka wyszła z obozu i skierowała się od razu na granicę z Klanem Burzy. Wojownicy wyjaśnili Szafirkowej Łapie, jak oznaczać swoje terytorium. Zniesmaczony zaczął więc ich naśladować.
Na granicy z Klanem Burzy nie działo się nic specjalnego, a tak właściwie w ogóle nic się nie działo. Poszli więc na granicę z Klanem Klifu.
Szafirkowa Łapa słyszał wiele historii o Lisiej Gwieździe, ich liderze. Że zjada małe kocięta, zabija swoich wojowników i tych z innych klanów. Czekoladowy często zastanawiał się, czy to wszystko jet prawdą? Może to była ironia i Lisia Gwiazda to tak naprawdę całkiem sympatyczny kocur?
Szafirkowa Łapa znudzony stał z boku, kiedy reszta uczestników patrolu węszyła uważnie w okolicy. Tutaj też nie znaleźli niczego podejrzanego. Wreszcie Północny Wiatr ogłosiła, że wracamy do obozu.
- Nuda - mruknął Szafirkowa Łapa w powrotnej drodze.
- Uwierz mi, czasami patrole są o wiele ciekawsze - miauknęła Trzcinowy Brzeg, lecz nagle stanęła jak wryta.
Zaskoczony czekoladowy zrobił to samo. Kotka nasłuchiwała uważnie, aż nagle skoczyła w bok, kryjąc się za krzakiem. Zerknął na Północny Wiatr i Sójcze Gniazdo. Czy powinien też się schować? Oboje jednak wyglądali na zrelaksowanych, więc nie ruszył się.
Wreszcie Trzcinowy Brzeg wróciła, trzymając w zębach sporą mysz.
- Przestraszyłaś mnie - miauknął, na co kotka roześmiała się.
- Jutro też spróbujesz zapolować - odparła, trącając ogonem swojego ucznia w bok.

Od Szafirkowej Łapy

Kiedy Szafirkowa Łapa wrócił do obozu, wziął ze stosu zwierzyny jaszczurkę i zniknął w legowisku uczniów, gdzie czekał na niego Ostrokrzewiowa Łapa. Jak tylko kremowy zobaczył brata, jednym susem znalazł się obok niego.
- Nareszcie jesteś! Co robiłeś? - spytał entuzjastycznie.
- Zwiedzałem granicę - odparł Szafirkowa Łapa, siadając zmęczony w kącie. - I upolowałem żuka.
Ostrokrzewik od razu zaczął opowiadać o swoim pierwszym treningu, ale czekoladowy był zbyt znużony, żeby go słuchać. Kilkoma kęsami zjadł kolację, po czym ułożył się wygodnie i zasnął.
*** 

Następnego dnia Trzcinowy Brzeg zbudziła swego ucznia jeszcze przed wschodem słońca, mówiąc, że tego dnia będą robić coś ciekawszego. Szafirkowa Łapa liczył na to, że rzeczywiście będzie to coś interesującego. Wyszedł więc z legowiska i usiadł na chwilę, aby trochę wyczyścić futerko.
Po szybkiej przekąsce wyszedł razem z Trzcinowym Brzegiem z obozu. Nieco się zdziwił, kiedy kotka zatrzymała się przy jakimś zwalonym drzewie.
- Co mam z nim zrobić? - spytał znudzony. - Będziemy przez nie skakać?
- Szafirkowa Łapo! - miauknęła z politowaniem. - Na tym drzewie jest mech. Musimy wymienić podłoże u starszyzny i w żłobku.
Czekoladowy zmarszczył brwi. I to jest ciekawe? No cóż, może to nie wszystko co przygotowała na dzisiaj jego mentorka.
Trzcinowy Brzeg pokazała mu, jak efektownie zdzierać mech. Nie było to dla niego zbyt interesujące, ale wzruszył ramionami i zrobił to samo. Im szybciej skończy, tym szybciej będzie robił coś fajnego.
- Dobrze, teraz wracamy do obozu - odparła Trzcinowy Brzeg z mchem w pysku.
Szafirkowa Łapa poczłapał za nią, aż wreszcie znaleźli się w obozie.
- Najpierw pójdziesz razem ze mną do starszyzny, a potem sam wymienisz w żłobku - miauknęła pogodnie, jakby śmiejąc się z zadania swojego ucznia.
Czekoladowy starał się wymieniać mech dokładnie, ale nie miał do tego chęci. Przygasający Płomyk również wyglądała, jakby się z niego naśmiewała, co jeszcze bardziej go zdenerwowało. Mimo to powitała go przyjaźnie i zdawało się, że nie przeszkadzają jej kocięta plączące się pod nogami. Tego Szafirkowa Łapa w ogóle nie rozumiał.
- Na razie jesteś wolny - powiedziała Trzcinowy Brzeg. - Ale Iglasta Gwiazda mówił mi, że wieczorem pójdziesz na patrol.
- Patrol? - kocurek zastrzygł uszami. - Co będziemy robić?
- Utrwalisz sobie granice - odparła wojowniczka. - Na patrolach sprawdza się, czy wszystko na nich w porządku
Czekoladowy pokiwał głową, zgadzając się, po czym położył się gdzieś w kącie obozu, aby odpocząć.

07 marca 2020

Od Szafirkowej Łapy

- Szafirkowa Łapo!
Czekoladowy wyciągnął łapy przed siebie, mrucząc z rozkoszy. Dopiero po chwili zrozumiał, że to Trzcinowy Brzeg woła go na pierwszy trening. Otworzył oczy i wstał powoli, a następnie skierował się do centrum obozu. Cynamonowa już tam na niego czekała.
- Chodźmy, póki jest jasno - miauknęła, po czym ruszyła do wyjścia z obozu i ogonem dała Szafirkowej Łapie znak, aby poszedł za nią.
- Czego mnie nauczysz? - spytał zezowaty, leniwie powłócząc łapkami za mentorką.
- Zanim zaczniesz polowanie i walkę, zajmiemy się podstawami - odparła z lekkim uśmiechem.
- To znaczy?
- Przede wszystkim powinieneś znać terytorium swojego klanu. Przejdziemy się po granicy, żebyś zobaczył, dokąd sięga i gdzie mieszkają inne klany.
Szafirkowa Łapa pokiwał głową, a następnie rozejrzał się. Mimo wszystko chciał wiedzieć, jak wygląda świat poza obozem. Wszędzie jednak widział tylko drzewa i krzaki. Nic ciekawego. Czuł jednak zapach jakiejś zwierzyny, co przypomniało mu, że jest głodny.
- A może jednak coś upolujemy? - spytał w końcu.
Trzcinowy Brzeg tylko pokręciła stanowczo głową, idąc dalej przed siebie.
- Kiedy ja jestem głodny!  - jęknął czekoladowy.
- Mówiłam, żebyś coś zjadł, a zamiast tego przespałeś pół dnia - miauknęła kotka z lekkim rozbawieniem.
Szafirkowa Łapa zmarszczył brwi. Trudno, zapoluje sam! To nie może być przecież takie trudne, a Trzcinowy Brzeg nie ma prawa mu tego zabronić.
Wciągnął powietrze. Był pewien, że w pobliżu jest jakieś zwierzę, nie wiedział tylko, jakie. Przez chwilę szukał go wzrokiem, aż wreszcie zauważył drobny ruch na ziemi. Trzcina akurat nie patrzyła na niego, więc skorzystał z okazji i podszedł bliżej.
Było to nic innego, jak ogromny, błyszczący, czarny żuk. Poruszał się tak wolno, że chyba nawet jednoksiężycowe kocię by go upolowało.
- Trzcinowy Brzegu, patrz! - miauknął czekoladowy, a kiedy kotka zatrzymała się i zwróciła na niego wzrok, przysiadł na tylnych łapach, a przednimi przygniótł mocno owada do ziemi. Usłyszał przy tym głośne "plask", a kiedy podniósł łapy, żuk był zgnieciony i jeszcze delikatnie poruszał nogami.
- Widzisz? Upolowałem! - krzyknął, po czym wziął żuka w ząbki i rzucił go zdezorientowanej mentorce.
Trzcinowy Brzeg pisnęła z przerażeniem, odskakując, co rozbawiło jej ucznia.
- To żuk - zaśmiał się.
Kotka rzuciła mu nieco zdenerwowane spojrzenie, po czym pacnęła go lekko ogonem.
- Brawo, Szafirkowa Łapo. Twoja pierwsza zdobycz. - parsknęła ironicznie, po czym ruszyła dalej w kierunku tej swojej granicy.

04 marca 2020

Od Szafirka (Szafirkowej Łapy)

Czekoladowy wpatrywał się znudzony w ten cały tłum kotów Klanu Wilka, które z jakiegoś powodu były bardzo zainteresowane ceremonią. To było dość dziwne, w końcu większość z nich widziała takie coś po raz setny.
Zresztą... Miał większe problemy na głowie - można nawet powiedzieć, że dosłownie, bowiem Biały Puch tak go ulizała, że czuł się, jakby użyła do tego nie własnej śliny, lecz dziwnej substancji pożyczonej od Świetlikowego Skrzydła. Może śluzu ślimaka? Pokręcił delikatnie głową, uśmiechając się pod nosem.
- Szafirku, podejdź.
Uniósł łebek, czując na sobie wzrok ojca. Podreptał do niego, poruszając delikatnie końcówką ogona. Miał wrażenie, że z całej trójki tylko on nie emocjonuje się tym całym mianowaniem. Jego bracia już przed chwilą zostali uczniami. Ostrokrzewik wyglądał, jakby miał zaraz wybuchnąć z radości, a Leszczynek prawie zemdlał, kiedy dowiedział się, kto jest jego mentorem.
Szafirek stanął obok Iglastej Gwiazdy, a że ten nadal się na niego patrzył, kociak rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie.
- Daj mi kogoś normalnego - syknął w myślach, po czym ponownie spojrzał na tłum.
- Jesteś z nami od sześciu księżyców i dziś nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego momentu będziesz znany jako Szafirkowa Łapa. - powiedział głośno liliowy.
Następnie przywołał do siebie pewną wojowniczkę.
- Trzcinowy Brzegu, zostaniesz mentorką Szafirkowej Łapy. Wierzę, że przekażesz mu całą swoją wiedzę.
Ah, no tak, to Trzcinowy Brzeg. Otworzył szeroko oczy, kiedy kotka zerknęła się z nim nosami.
Przez jakiś czas cały Klan Wilka krzyczał:
- Ostrokrzewiowa Łapa! Leszczynowa Łapa! Szafirkowa Łapa!
I tak dalej, aż wreszcie się uciszyli, a Iglasta Gwiazda zakończył zebranie. Wtedy dopiero czekoladowy mógł pogadać ze swoją mentorką tak, aby cokolwiek usłyszała.
- Więc teraz będziesz mnie uczyć tego wojownictwa? - miauknął.
- Postaram się, abyś został jak najlepszym wojownikiem - odparła przyjaźnie Trzcinowy Brzeg. - Teraz masz czas wolny, a wieczorem pójdziemy na pierwszy trening.
Pokiwał głową.
- No dobra - mruknął, po czym skierował się do legowiska uczniów. Musiał koniecznie sprawdzić, czy spełnia jego wymagania idealnego miejsca do snu.
- Tylko zjedz coś, żebyś miał dużo siły! - krzyknęła za nim wojowniczka, po czym gdzieś zniknęła.
Kocurek zajrzał niepewnie do środka, nie wiedząc, co go czeka. Spodziewał się, że oprócz jego braci będą z nim mieszkać starsi uczniowie. Na szczęście jednak żaden pysk nie był mu obcy. W środku była tylko Zmierzchowa Łapa, która posłała mu przyjazny wzrok. Inni uczniowie byli już niedawno mianowani. Usiadł tuż przy wejściu, ugniatając łapkami miękki mech, po czym chrząknął.
- Tak, więc... Teraz będzie tu dziki Ostrokrzewiowa Łapa i Leszczynowa Łapa, który budzi się w środku nocy i lamentuje. No i ja, ale raczej nie będę ci przeszkadzał.
To powiedziawszy ułożył się w kłębek i przymknął oczy. Został dzisiaj za wcześnie zbudzony.

31 stycznia 2020

Od Szafirka

- Opowiedz mi coś.
Ostatnimi dniami Szafirek nie mógł spać, co w jego wypadku było niemałym problemem. Za każdym razem przypominał sobie ten moment, kiedy poznał gorzką prawdę. Jednak nie tylko on źle przeżył śmierć Gęsiego Pióra. Ostrokrzewik stracił część swojej energii, a Leszczynek stał się jeszcze bardziej delikatny.
Wtulił się mocniej w ogon Białego Puchu, wpatrując się obojętnie w swój nos. Nie potrafił na niego nie patrzeć. Zaczynało go to już denerwować.
Biały Puch była dobrą matką. Karmiła wszystkich do syta, dokładnie czyściła futerka, pomagała wymyślać zabawy, a nawet nie przeszkadzało jej, kiedy wchodziło się jej na głowę. Szafirek lubił wypytywać ją o różne opowieści i w ciągu tych kilku dni zdążył dzięki niej poznać prawie całe życie poza klanem.
- Znowu? - karmicielka uniosła brwi. Kiedy zrozumiała, że nie otrzyma odpowiedzi, westchnęła. - W takim razie opowiem ci, co robiłam, zanim dołączyłam do Klanu Wilka.
Czekoladowy kiwnął delikatnie główką, po czym zamknął oczy.
- Dawno, dawno temu, kiedy miałam jeszcze na imię Pierzynka, zostałam porzucona przez moją matkę. Byłam niewiele starsza od was. Razem z moim rodzeństwem musiałam znaleźć dom u Dwunożnych, jednak...
Szafirek nie słyszał, co się działo dalej. Wtedy właśnie, ze zbyt dużego osłabienia pierwszy raz od kilku dni zapadł w prawdziwy, twardy sen, a nie tylko niespokojną drzemkę.

***

Czuł i słyszał, że w żłobku jest ktoś jeszcze oprócz jego braci, Zawilca i Białego Puchu. Jednak nie spodziewał się, że ten osobnik stoi tuż przed nim. Przekonał się o tym, kiedy otworzył oczy i ujrzał duży, bezwłosy, przekrzywiony pysk z licznymi bliznami, a tuż nad nim bursztynowe oczy.
Z zaskoczenia cofnął się lekko, jednak po chwili zrozumiał, że to tylko jakiś wojownik, który widocznie miał więcej bitew niż czekoladowy snów. Zerknął na Leszczynka, który drżał jak nigdy wcześniej i z płaczem wtulał się w Biały Puch tak mocno, że prawie wywiercił w niej dziurę. Z kolei Ostrokrzewik stał obok niego, wpatrując się z zaciekawieniem w przybysza.
- Mysie łajno - Szafirek wymiauczał bezcelowo swe ulubione słowa, starając się skierować swe oczy na kocura, aby lepiej mu się przyjrzeć. - Cześć!

<Wilcze Serce? XD>

17 stycznia 2020

Od Szafirka CD. Leszczynka

Środek dnia, słońce prażyło tak mocno, jak jeszcze nigdy w życiu malutkiego Szafirka. Krzaki dawały kotom chłodne cienie, w których każdy mógł się ukryć przed gorącymi promieniami. Pod jednym z nich czekoladowy sapał cichutko, przytulony do ogona Gęsiego Pióra. 
Chwilę zajęło, zanim przebudził się na tyle, aby zrozumieć, że mamusia zniknęła. Lekko zdenerwowany zamrugał oczami i rozejrzał się. Szylkretowa stała nad Leszczynkiem, który znów wpadł w panikę z byle powodu. Szafirek westchnął, zastanawiając się, co z niego wyrośnie. Martwił się o przyszłość brata, ale wiedział, że nic na to nie poradzi.
Obok nich stała jakaś kotka, którą czekoladowy znał tylko z widzenia. Usiadł powoli i przez chwilę wpatrywał się w nią z zaciekawieniem. Musiała być wojowniczką. Pewnie przyszła poznać kociaki, tak samo jak po kolei każdy członek Klanu Wilka. Szafirka zaczynały już denerwować te ciągłe odwiedziny obcych kotów. Jednak wiedział, że będzie musiał nauczyć się z nimi żyć. Niektórych nawet polubił. Miał nadzieję, że ta kotka również będzie należała do tej grupy.
- Cześć! - miauknął, podchodząc.
Nikt go jednak nie zauważył, co zdenerwowało go jeszcze bardziej; właśnie bowiem ni stąd ni zowąd w podskokach pojawił się Ostrokrzewik.
- Leszczynku! - zawołał wesoło, niemalże rzucając się na spanikowanego Leszczynka. - Chodź się pobawić! Przyszedł do nas Słoneczny Zmierzch i Przygasający Płomyk! - miauknął.
- N-nie... N-nie-e chc-cee... - szepnął rudzielec, kręcąc główką na boki. Szafirek zamarł z przerażenia, widząc, że Ostrokrzewik łapie brata za kark i wyciąga spod krzaka. Czy on musi to robić? Zaraz się zacznie...
Większy nie zwracał uwagi na głośne wrzaski Leszczynka, które brzmiały, jakby obdzierali go ze skóry. Na szczęście Gęsie Pióro szybko wkroczyła do akcji i uspokoiła swojego syna, lecząc biedne uszka Szafirka. Czekoladowy odetchnął z ulgą i zerknął ponownie w stronę wojowniczki.
- Halo, chciałem się przywitać! - miauknął, podchodząc. - Jestem niewidzialny, czy jak?
- Szafirku, bądź grzeczny, proszę - skarciła go szylkretowa, co oczywiście nie wzbudziło zainteresowania w czekoladowym. Z kolei nieznajoma wojowniczka zastrzygła wąsami i pochyliła głowę, aby spotkać się ze spojrzeniem kociaka.
- Witaj, mały - wymruczała przyjaźnie. - Jestem Chłodny Wiatr.
- A ja Szafi... - miauknął, lecz nie dokończył, gdyż nagle poczuł nieprzyjemny chwyt na karku. - Ostrokrzewik, przestań! - krzyknął, rozpoznawszy brata.
Kremowy nie odpowiedział. Zamiast tego zaciągnął Szafirka jeszcze dalej, aż do Leszczynka. Tam puścił go, a czekoladowy usiadł z gniewną minką.
- Czego chcesz?
- Pobawić się, a czego! - odparł Ostrokrzewik z szerokim uśmiechem na pyszczku.

<Leszczynku, Ostrokrzewiku?>

07 stycznia 2020

Od Szafirka

Gęsie Pióro wylizywała dokładnie dwa malutkie kocurki. Według Świetlikowego Skrzydła nadchodził jeszcze jeden, ale już od dłuższego czasu nic się nie działo, więc szylkretowa nieco się zrelaksowała.
A jednak nagle poczuła okropny skurcz. Już po chwili na świat wyszedł trzeci kocurek, o czekoladowym futerku - nie taki maleńki jak rudy, ale też nie tak spory jak ten kremowy. Gęsie Pióro jeszcze nie wiedziała, jak wiele problemów będzie miała z każdym z osobna.
***

Czekoladowy leżał na grzbiecie, wpatrując się w górę, czyli w liście krzewu. Tego ranka otworzył oczy i kiedy Gęsie Pióro zauważyła, że w dziwny sposób tkwią w jednym miejscu, zaniepokojony Iglasta Gwiazda od razu wezwał Świetlikowe Skrzydło. Medyczka powiedziała jednak, że nic nie da się z tym zrobić. Mimo wszystko Szafirek nie miał aż tak złego wzroku, jak mogłoby się wydawać.
Szafirek. To imię otrzymał również tego poranka, bowiem pochodzi ono od koloru jego oczu. Kocurkowi całkiem się ono spodobało i po dłuższym przemyśleniu stwierdził, że nie chce innego. Leżał więc teraz i rozmyślał. Jego bracia otrzymali imiona Leszczynek i Ostrokrzewik. Każde imię było w porządku i w jakimś sensie oddawało postaci kocurków.
Nagle Szafirek usłyszał głośne miauknięcie, co sprowadziło go na ziemię. Obejrzał się zdezorientowany; to Leszczynek znów czegoś się przestraszył i aktualnie łkał głośno. Gęsie Pióro otuliła synka ogonem. Czekoladowy wstał i podszedł z zaciekawieniem do rudego.
- Co tym razem? - spytał.
- M-miałem okropny koszmaaar - zawodził Leszczynek, drżąc i kuląc się ze strachu.
- Oj, to tylko sen - odparł Szafirek, po czym przytulił się do brata, aby go trochę pocieszyć.
On tam lubił i koszmary, i przyjemne sny. Zawsze działo się w nich coś ciekawego i nawet szkoda mu było się z nich wybudzać.
- Wszystko okej? - spytał Ostrokrzewik, który przed chwilą się obudził.
- Zły sen - wyjaśniła krótko Gęsie Pióro, po czym nagle wpadła na pewien pomysł. - Może się w coś pobawicie? Leszczynek szybko o nim zapomni.
- Tak! - Ostrokrzewik poderwał się tak gwałtownie, że Szafirek aż podskoczył. Energia jego brata czasami go przerażała. - A możemy pochodzić po okolicy? Proooszę!
- A-a co j-jeśli tam się czai ten... ten w-wielki stwór? - spytał Leszczynek, wtulając się w futro Gęsiego Pióra.
Szafirek już miał zacząć marudzić, że woli zostać tutaj, w cieniu, jednak nagle zauważył, że ktoś się zbliża.
- Witaj, Przygasający Płomyku! - miauknęła Gęsie Pióro, a czekoladowy zrozumiał, że tym kimś jest jego starsza siostra.

<Leszczynku, Ostrokrzewiku, Przygasający Płomyku?>