BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agrest x Nikt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agrest x Nikt. Pokaż wszystkie posty

05 kwietnia 2024

Od Agresta cd. Nikogo

Serce mu się ściskało, kiedy słuchał o stanie, w jakim znalazł się jego przyjaciel. Nie chciał, żeby takie poczucie beznadziejności towarzyszyło mu jeszcze dłużej, więc wprost zapytał się, o czym tak naprawdę marzył. Arlekin jednak odmówił odpowiedzi, na co czekoladowy poczuł przypływ irytacji. Jak miał w końcu go uszczęśliwić, gdy ten w żadnym wypadku nie chciał mu nic powiedzieć w tej sprawie? 
— Cieszę się, że zszedłeś się w końcu z Kuklikiem i będziecie mieć potomstwo. Obyś był dobrym ojcem. — Zmiana tematu nakierowała jego myśli na zupełnie inny tor. 
— Taak, trochę nam to zajęło — zaśmiał się, a na łaciatym pysku pojawił się lekki rumieniec. — Postaram się być, jest jakaś wątpliwość co do tego? — Jego głos przybrał nerwową barwę. — W końcu ty masz już doświadczenie, to pewnie potrafisz niektóre kwestie wyczuć. Może nawet masz już jakieś konkretne rady odnośnie rodzicielstwa? 
 — J-ja? Ja nie wiem... To Miodunka zajmowała się kociętami. Ja tak jakoś... stresuje się przed nimi. Nie miałem w końcu nigdy ojca i nie wiem, czy dobrze wszystko robię, ale gdy już jestem przy nich to... to po prostu czuje, że zrobiłbym dla nich wszystko. Zwłaszcza dla mojej Gruszeczki.
— Och, rozumiem — odparł przyszły tata, lekko speszony wcześniej zadanym pytaniem. Jakoś nie doszło do niego, że Nikt nie będzie się czuł z nim komfortowo. — Ja też zresztą nie miałem dobrego przykładu, więc wiem, o czym mówisz. Postaram się jednak być jak najlepszy w tej roli.
Nie dało się jednak ukryć, że sam był spięty wizją tak ogromnej odpowiedzialności.
Porozmawiał jeszcze dłuższą chwilą z kocurem, nim zawołała go wspomniana wcześniej córka. Miło było móc spędzić czas z Nikim. Stęsknił się za nim po tak długim okresie przywłaszczenia go sobie przez Miodunkę. Bicolor liczył, że od teraz będą przyjaźnić się ze sobą dokładnie tak, jak dawniej.

***

Wpatrywał się szklistymi ślepiami w ciało arlekina, nie rozumiejąc. Dlaczego zdecydował się odebrać sobie życie? Przecież Agrest specjalnie zapewnił go, że nie wyda nikomu prawdy o faktycznej przyczynie śmierci Miodunki. Czyżby nie brzmiał wystarczająco przekonująco?
Uderzył ogonem o ziemię, w górę wzniecając pył. Czuł, że znowu zrobił coś nie tak i jego kolejny brat przypłacił za to swoim życiem. Nie potrafił jednak wpaść na to, co dokładnie zaprzepaścił tym razem, co tylko potęgowało w nim poczucie bezradności. Zapobieganie nieszczęściom najwidoczniej nie było jego mocną stroną.
Odrętwiałą łapą strzepnął z pyska Nikogo pozostałości po jagodach cisu i zarządził pochówek obu zmarłych. Nie zamierzał mówić reszcie o zbrodni kocura – już wystarczająco wycierpiał za życia, żeby zaznawać jeszcze więcej potępienia po śmierci. Cokolwiek nie stało się z nim w ostatnim dniu jego życia, wojownik definitywnie zasługiwał na uhonorowanie swojej wytrwałości. Do końca pozostawał lojalnym ich społeczności, pomimo całego ostracyzmu ówczesnego środowiska.
Agrest westchnął ciężko. Będzie mu go brakować.

***

Wszedł do legowiska medyka, wzrokiem szukając burej kotki. Witka poleciała mu, by z nią porozmawiał, jako że już w pełni wróciła do sił. Samemu bicolorowi wciąż nie mogło przestać chodzić po głowie pewne pytanie… Miał zamiar zadać je jej, kiedy nadarzy się okazja. 
Pręgowana spięła się na widok lidera. 
— Dzień dobry. — Schyliła nieznacznie głowę. 
— Dzień dobry — odpowiedział, lekko mrużąc oczy, bo nie mógł wyzbyć się uczucia, że aktualnie kogoś mu przypominała. — Już lepiej z tobą? 
Niedawna pacjentka tylko przytaknęła skinieniem, nie wydając się chętna, by wchodzić w szczegóły. Czekoladowy czekał, aż pierwsza odezwie się odnośnie swoich zamiarów, bo sam nie miał praktycznie żadnych informacji na jej temat. Jedyne, co było pewne, to fakt, że przedstawiła się głównej medyczce jako Kaczka.
— Chciałabym dołączyć do Owocowego Lasu.
Oho. No to teraz już dokładnie wiedział, jak poprowadzić tę rozmowę.
— Dobrze, najpierw powiedz mi, skąd pochodzisz i jak trafiłaś na nasze tereny — zaczął ostrożnie. Nowi wojownicy zawsze byli mile widziani w Owocowym Lesie, jednak akurat w przypadku tej jednostki okoliczności wyglądały dosyć… wątpliwe. — Należałaś wcześniej do Klanu Nocy, prawda?
Wypowiedział na głos tę gorszą opcję, bo jeśli istniało coś, czego bardziej nie lubił od tej wizji, to okłamywania go. A już z góry zakładając czyjeś faktyczne pochodzenie, takiej osobie ciężej było temu zaprzeczyć. 
Kaczka zawahała się na chwilę, co już dało mu niemal jednoznaczny sygnał. Jeżeli jednak bura postanowi się teraz wyprzeć prawdy, to nie ma mowy, że Agrest pozwoli jej zostać. 
— Tak. Ale mnie już z nimi nic nie łączy — dodała pośpiesznie, zaraz prychając z oburzeniem. — Od dawna nie czułam żadnej więzi. Ale teraz to już przekroczyli granice jakiejkolwiek tolerancji, nawiązując ten haniebny sojusz z Wilczakami. Nie mogłam dłużej na to patrzeć — syknęła, wbijając pazury w ziemię. 
Nocniaki miały sojusz z… kim? Cóż, rzeczywiście można było zauważyć, że liderzy obu klanów czasem rozmawiali ze sobą na skale, jednak Agrest nie przypuszczał, że sprawy zaszły aż tak daleko. Już widział bladą minę Róży, gdy tylko jej o tym powie. 
— A ja chcę — bura kontynuowała już spokojniejszym tonem — po prostu zacząć od nowa. I wy… wydajecie się być w porządku. 
— Rozumiem — odpowiedział z namysłem, skupiając się już wyłącznie na tym, co od samego początku najbardziej go interesowało. — Powiedz mi jeszcze jedno. Czy wiesz może, co się stało z wojowniczką o imieniu Źródlany Dzwonek? — Spojrzał na nią z nadzieją. — Przyjaźniliśmy się kiedyś, ale już od dłuższego czasu przestała przychodzić na spotkania…
Bura niespodziewanie wbiła wzrok w ziemię, zaciskając szczękę. 
— Nie żyje. 
Och. Tego właśnie się spodziewał, ponieważ nie widział wiele innych powodów, dla których kotka miałaby nagle zostawić go bez pożegnania. Mimo to żołądek boleśnie ścisnął się mu na tę informację. Miał nadzieję, że przynajmniej odeszła w bezbolesny sposób. 
— Znałaś ją? — zapytał, nieco zaskoczony reakcją młodszej. 
Kotka jedynie kiwnęła głową, nie spotykając jego wzroku. Sam Agrest czuł się zmieszany, bo miał wrażenie, że aktualnie znajdował się bardzo blisko… czegoś. Nie miał jednak pojęcia, skąd wzięło się w nim takie poczucie i czy w ogóle było słuszne. 
Chrząknął po chwili ciszy, chcąc przerwać tę dziwną atmosferę, jaka nagle nad nimi zawisła. 
— Dobrze — wyprostował się — masz moją zgodę na dołączenie do Owocowego Lasu. Przez następne wschody słońca Leszczyna nauczy cię wszystkiego, co powinnaś wiedzieć o życiu tutaj — poinformował, zaraz przystępując z łapy na łapę. — I… nie musisz dzielić się z resztą swoim pochodzeniem. Ja nie będę o tym wspominał — zadecydował, bo wtem ogarnęło go jakieś wyraźne przeczucie, a nawet garstka sympatii do burej. Nie zmieniało to jednak faktu, że będzie ją miał na oku przez jakiś czas. 
Kaczka podziękowała i wyszła z legowiska medyków. Minęła się z Mirabelką, która z niemrawym wyrazem pyska rozglądnęła się po dziupli. Była chora? Agrest udał się w jej stronę, z troski marszcząc brwi. 

***

Umarła. Fretka nareszcie odeszła z tego świata i jakkolwiek to nie brzmiało, Agrest nie mógł odczuć większej ulgi. Codzienne znoszenie jej okropnego humoru, bezskuteczne próby przekonania żeby odpuściła, ciche pozbawianie jej części obowiązków, zaciąganie siłą do Witki i obserwowanie bólu tylko bardziej malującego się na jej twarzy, było… chyba najbardziej wykańczającym doświadczeniem jego życia. W żadnym momencie nie podziwiał tak bardzo siebie i kotów wokół niego, jak teraz. Przetrwali to. 
Sam ledwo co potrafił uwierzyć w fakt, iż to naprawdę koniec. Wytchnienie dla nich i przede wszystkim dla niej samej. 
Śmierć zastępczyni nie dla nikogo niczym zaskakującym – kotka spędziła swoje ostatnie dni, leżąc w legowisku medyka, ledwo kontaktując z rzeczywistością z powodu mocnych ziół przeciwbólowych, jakimi napychała ją w dobrej wierze Witka. Aż przechodziły go dreszcze, na wspomnienie, że nawet podczas chowania liliowej można było wyraźnie wyczuć ich zapach. 
Naprawdę nie sądził, iż kiedykolwiek tak wstrząśnie nim śmierć, z powodu czegoś takiego jak choroby. A jednak tak było. Ku swojemu przerażeniu zaczął wręcz myśleć, że wolałby zostać zamordowany, niż umrzeć w taki sposób.
Gwałtownie potrząsnął głową, desperacko pragnąc odgonić od siebie takie myśli. 
Nadszedł czas ogłoszenia Owocowemu Lasu kolejnego zastępcy i odcięcia się od przeszłości. Pierwszym wyborem był Gęgawa, co popierała Daglezja wraz ze Świergot. Czarny odmówił jednak objęcia tej roli, przez co pozostały nici z ich pierwotnego planu. W przypadku innych kandydatur kotki dziwnym trafem ani trochę nie mogły dojść ze sobą do porozumienia. Lider postanowił więc, że ponownie podejmie tę decyzję samodzielnie. Na nowego zastępcę miał zamiar wskazać kota, nad którym debatował już po śmierci Ważki. Może nie był tradycyjnie następnym zwiadowcą, ale definitywnie zasłużył na tę rangę. Lśniąca Tęcza mimo braku pokładów entuzjazmu w sobie, od zawsze wykazywał się obowiązkowością, oddaniem i zdolnością do racjonalnej oceny nawet ciężkich sytuacji. 
Nie bez powodu Agrest szukał właśnie jego, kiedy Bryza okazał się być najgorszym strażnikiem żłobka w historii, nie bez powodu później wyznaczył kocura na mentora Malinki. Ufał mu i z czasem jedynie utwierdzał się w tym, że słusznie. 
Teraz pozostało tylko ogłosić wybór ich wspólnocie. 

***

Wędrował wzdłuż Wrzosowej Polany, aktualnie całkowicie pokrytej śniegiem. Potrzebował pospacerować w samotności dopóty, dopóki z jego łap nie zejdzie całe napięcie, gromadzące się w nim przez ostatnie księżyce. Takie przechadzki już od dłuższego czasu były dla niego pomocne, a Świergot twierdziła nawet, że również i zdrowe.
Wdychał głęboko mroźne powietrze, zauważając ze zdziwieniem, że przynosi mu to niemałą satysfakcję. Dzięki temu kłującemu doznaniu w nosie i lekkiemu ucisku w płucach ponownie czuł, jakby żył. Mógł nareszcie powrócić do teraźniejszości, zamiast ciągle pozostawać na uwięzi lęku przed przyszłością. Zawsze najlepiej odpoczywał, kiedy znajdował się w chwili obecnej. Powinien częściej przypominać sobie, że tkwienie w swoim umyśle nigdy nie wychodziło mu na dobre. 
Przymknął powoli oczy, kontynuując odbijanie poduszek łap na śniegu. Na choćby moment pragnął skupić się wyłącznie na zmysłach słuchu, dotyku i węchu. Ograniczyć pozostałe bodźce, by móc się zrelaksować. 
Niebawem jego próba oczyszczenia się została jednak zakłócona, przez odgłosy czyjejś rozmowy. Rozdrażniony podniósł powiekę i w dalszej od siebie odległości ujrzał srebrnego kota wraz z… Mirabelką? Jak to się stało, że jego córka nagle rozmawiała z kimś nieznajomym? 
Dyskretnie skierował się w stronę dwójki, mrużąc przy tym ślepia. Z każdym kolejnym krokiem wydawało mu się, jakby w jego żołądek wbijały się coraz liczniejsze i grubsze kolce cierni. Z bliższej perspektywy mógł teraz zobaczyć, jak jego córka uśmiecha się pod nosem, patrząc na osobę naprzeciw. Nie minęło wiele uderzeń serca, nim tortie zupełnie nie wybuchła głośnym rechotem. Agrest przyspieszył. Musiał jak najszybciej to zakończyć. 
— Mirabelko — niezadowolonym głosem zwrócił na siebie uwagę, gdy znalazł się już parę lisich skoków od obojga — co tutaj się dzieje? 
— Och, to ja chyba powinienem się już zbierać — wymamrotał nieznajomy kocur, speszony wycofując się w stronę terytorium Klanu Burzy. Bicolor ani na moment nie przestawał świdrować go wzrokiem. — Do zobaczenia! — szepnął jeszcze na pożegnanie czarny, zanim nie oddalił się na odpowiednio długi dystans. 
— Nie martw się tato, wszystko pod kontrolą — mruknęła szylkretka, wciąż posiadając rozbawiony błysk w oku. 
Czekoladowy nie odpowiedział na to ani słowem. 
Ślina w jego jamie ustnej zaczęła przybierać coraz kwaśniejszy posmak. 
Odwrócił się od córki na pięcie, sztywnym krokiem zmierzając w głąb Owocowego Lasu. Nie wierzył w to, czego właśnie stał się świadkiem. 
— Hej, wszystko z tobą dobrze? — wydyszała tortie, zaraz do niego dobiegając. 
Bicolor skrzywił się na tak niewrażliwe pytanie w aktualnej sytuacji. Kolejna bliska mu osoba okazała się mieć jakieś upodobania w osobach z Klanu Burzy, a ona się jeszcze pytała o jego emocje? 
— Od kiedy się znacie — jedynie to był w stanie z siebie wycedzić. 
— Z kim? — Na jej pysku pojawiło się skonfundowanie. — A, że z nim? Od dzisiaj. Matoł wszedł przypadkiem na nasze terytorium i chciał tu polować, ale opanowałam sytuację. 
Lider zmarszczył czoło. Czy ona miała go za idiotę? Może i był już stary, ale niestety nie oślepł jeszcze wystarczająco, aby nie dostrzegać faktycznego kontekstu tej sytuacji. 
— Nie wyglądało to na przeganianie wroga z naszego terytorium. 
Mirabelka parsknęła krótko, lekko pacnąwszy go łapą w bok, jakby to, co właśnie powiedział, było przezabawne. Jemu natomiast wcale nie było do śmiechu. 
— Tak, bo po przeproszeniu zaczął wygadywać takie rzeczy, że nie dało się wytrzymać. Dawno nie spotkałam kogoś aż tak głupiego!
Świadomość, że już kolejna córka próbowała ukryć przed nim prawdę, jakby momentalnie rozżarzyła każdy skrawek jego ciała. 
— Mhm, oczywiście wcale nie znacie się już od dłuższego czasu — stwierdził z przekąsem, mając dość słuchania jej bajeczek. Nie wierzył, że to wszystko było przypadkiem. Już za wiele razy w życiu zapłacił za swoją naiwność, żeby wreszcie nie wyciągnąć z tego lekcji. — Nie musisz mydlić mi oczu, żebym poczuł się lepiej. 
— Słucham? — Szylkretka zatrzymała się gwałtownie, tym samym zupełnie zmieniając nastawienie. Czekoladowy także przestał iść i obrócił się przodem do niej. — Przecież wytłumaczyłam ci, że to nie wyglądało w ten sposób. Nie wierzysz mi? 
Bicolor potrafił jedynie wpatrywać się w nią gniewnie, nie chcąc potwierdzać ani zaprzeczać postawionej tezie. 
Mirabelka zmarszczyła brwi. 
— Na Wszechmatkę, co cię ugryzło? — sapnęła, mając jeszcze czelność udawać zdezorientowaną. 
Och, to musiało go coś ugryźć, żeby wreszcie przejrzeć na oczy? Teraz już doskonale widział, co chodziło jej po głowie od samego początku. Z tą różnicą, że tym razem nie ma mowy, iż da się ponownie wykiwać losu. Nigdy więcej. 
— Słuchaj, ja rozumiem, że jest ci ciężko, ale… 
— Nie potrzebuję od ciebie żadnego współczucia! — fuknął natychmiast, czując, jak upokorzenie z ostatnich księżyców oblewa go na nowo. 
Po co kiedykolwiek się starał, gdy wszystko wydawało się kończyć tak samo? Pewnie jego skowyczenie i tak nie odwiedzie szylkretki od tego, co już nieuniknione – opuszczenia go. 
— Skoro nie, to nie, proszę bardzo — wypaliła, smagając ogonem powietrze. — Ale musisz przestać panikować z powodu zwykłych sytuacji i dopisywać im jakieś drugie dno. Nawet jeśli ty nie podzielasz mojego humoru, to ja mam prawo cieszyć się z tego, czego tylko zechcę. Jestem dorosła i nie potrzebuję całodobowej opieki. 
Agrest zacisnął mocno powieki, starając się wyrzucić z głowy to, co właśnie usłyszał i kogo takiego mu to przypominało. Ziemia z kamieniami nagle wrzucona przez szylkretkę do jego wciąż niezagojonej rany, tylko spotęgowała w nim uczucie wściekłości. 
— Nie powstrzymuj się więc dłużej i po prostu powiedz mi prosto w pysk, jak bardzo cię nie obchodzę! — palnął, wykonując krok do przodu. — No proszę bardzo. Zrób to! 
Tortie wydała z siebie gardłowy warkot. 
— Uspokój się. 
— Uspokój się? — powtórzył jej słowa kpiąco, zaraz śmiejąc się szaleńczo. Gorycz przelewała się w nim niczym wrząca ciecz, powoli wypalając jego wnętrzności. Nie potrafił się pogodzić z tym, co zaszło i czego tak bardzo się obawiał. — Uspokoję się dopiero wtedy, kiedy wreszcie przyznasz się, że tylko marzysz o tym, aby nas zostawić. — Wbił pazury w ziemię, ledwo utrzymując się na nogach. — Porzucić bez słowa dokładnie tak samo jak Gracja! 
— Nie jestem jak ona! — wypluła z wyrzutem Mirabelka, cała się strosząc. 
Mroźny wiatr zawył złowrogo. 
— Jesteś tego pewna?! Bo jakimś dziwnym trafem strasznie mi ją przypominasz! — wysyczał jadowitym tonem, nie mogąc już tego znieść. Wszystko w nich było identyczne. Od zielonych oczu, po pucołowatą buzię, występującą grzywkę i plamy rudego. Aż po najgorsze – ich najwyraźniej wspólne ciągoty do mieszkania z dala od niego. — Nie widzę różnicy. 
Zwiadowczyni położyła po sobie uszy, odwracając od niego zaszklone ślepia. Prychnęła po tym głośno, odwróciła się jakby poparzona i pobiegła w stronę Groty Stachu. 
Agrest obserwował ją przez chwilę, oddychając nierówno, nim nie zaczął wracać do obozu, na drżących łapach. Czuł jak wszystko w nim płonie. Huczący pożar ogarniał każdą z jego kończyn, nie pozostawiając po sobie nic. Zupełnie jakby wreszcie znalazła się potrzebna iskra, aby zapalić w nim już od dawna obecny ładunek wybuchowy.

***

Podniósł się z posłania, dziękując Wszechmatce, że tej nocy mimo początkowych problemów, udało mu się zasnąć na przynajmniej parę godzin. 
Zeskoczył na dół, machając nerwowo ogonem. Wiedział, że ujrzy dzisiaj Mirabelkę i będzie musiał jakoś stawić temu czoła. 
Z nagła pojawiła mu się w głowie myśl, iż może w ogóle powinien ją ignorować, dopóki sama nie przyjdzie do taty i nie przyzna się do błędu. Taka taktyka w końcu zawsze działała na niego, kiedy był mały. Dzięki temu nauczył się, żeby bardziej zwracać uwagę na uczucia ojca i jeszcze częściej kręcił się wokół niego, gdy nareszcie mu pozwolono. Kontakt z nim stał się dla niego wówczas jeszcze istotniejszy. 
Zaraz… co? Czemu on w pierwszej kolejności wpadł na tak okrutny pomysł? Przecież nienawidził Janowca i w życiu nie chciał być taki jak on! Nadal pamiętał, jak bardzo zraniły go metody wychowawcze liliowego. I nigdy nie zamierzał nikomu wyrządzić tej samej krzywdy. Fakt, że choć na moment wrócił myślami do tamtego okresu, sprawił, iż miał ochotę zwymiotować. 
Potrząsnął głową. Po prostu musiał pogadać z szylkretką, chociaż sam jeszcze nie do końca miał pojęcie, w jaki sposób. Wczoraj był dla niej trochę zbyt ostry, lecz musiała zrozumieć, że to, co zrobiła, było wyjątkowo nierozsądne. Stwierdził jednak, że ze względu na wciąż obecne w nim emocje, odczeka z tym jeszcze parę dni, dopóki nie będzie zdolny wytłumaczyć jej tego wszystkiego z większym spokojem. 
Uniósł brwi, dostrzegając ewidentne poruszenie przy jednym z klonów. Zaniepokojony podszedł do garstki kotów, wyraźnie szepczących na jakiś temat. 
Lider chrząknął wymownie, kiedy znalazł się w odpowiedniej odległości. 
— Co się dzieje? 
Wszyscy zwiadowcy raptownie się wyprostowali. Przez parę uderzeń serca przerzucali się między sobą nerwowymi spojrzeniami, nim jeden z nich wreszcie nie zdecydował się odezwać. 
— Nikt od wczoraj nie widział Mirabelki. 
Agrest miał wrażenie, jakby ktoś właśnie chwycił w łapy ogromną bryłę lodową i z całej siły roztrzaskał ją o jego głowę. 

***

Już kompletnie stracił grunt pod nogami. I tym razem było jeszcze gorzej niż poprzednio. Przestało go obchodzić czy warczy na swoich podwładnych, czy odzywa się do nich odpowiednim tonem. Ich uczucia i potrzeby raptem straciły dla niego na znaczeniu, toteż nie marnował dłużej swojej energii na hamowanie się w słowach. 
Dla Agresta liczyło się już tylko jedno – żeby ci kretyni wreszcie znaleźli jego córkę. 
Nawet choćby mieli harować przez całe dnie, już do końca swojego życia. 


Wyleczeni: Mirabelka

26 września 2023

Od Nikogo CD. Agresta

 Zjawienie się lidera było dla niego sporym zaskoczeniem. W pierwszym odruchu spiął się. Czyżby dowiedział się o jego planach na pozbycie się Miodunki? Nagadała mu coś? Zaraz jednak powoli jego ciało rozluźniło się, a oddech unormował. Chciał tylko porozmawiać. Nic nadzwyczajnego nie stało za tym czynem. 
Zastanowił się jak odpowiedzieć mu, że niezbyt dobrze się czuł. Pomimo minionych księżyców, jego umysł zachowywał się tak, jakby brodził w gęstej brei. Nie miał pojęcia czy to wina wieloksiężycowego ćpania jakichś podejrzanych roślin, które podawała mu partnerka, czy może śmierć Krwawnika tak bardzo go rozstroiła, że powoli tracił poczucie rzeczywistości. Każdy dzień był dla niego w końcu katorgą. Nawet dostanie własnego ucznia nie sprawiło, że jakkolwiek poczuł się lepiej. 
— Nie wiem — odparł szczerze. — Trenuje ją. Wychodzimy razem. Nie idzie jej jednak to najlepiej — przyznał, głośno wzdychając. — Chyba jestem beznadziejnym mentorem. Nie nadaje się do tej roli. 
— Sądzę, że zasługujesz na ucznia. Więcej wiary w siebie — czekoladowy starał się go pocieszyć. 
Tą wiarę stracił już dawno temu. Dosłownie nikt w Owocowym Lesie nie interesował się jego dobrem od kocięctwa. Komar napiętnował go jako północniaka, kogoś kto nie zasługiwał na imię. Wierzył w to do teraz. Po tym jak odeszła miłość, jak została tylko i wyłącznie pustka, która wysysała z niego ostatnie siły, to poczucie wyobcowania tylko w nim wzrosło. 
— Wiara... Tak. Tylko ona mi pozostała. — Uniósł głowę, aby zetknąć się ze spojrzeniem lidera. — Nie wiem jednak czy warto wierzyć, gdy i tak to się nie spełni — brzmiał na całkowicie pokonanego. 
Poddał się. Cała jego sylwetka, ton głosu, wszystko to wskazywało na podłamanie. Dla niego czas nie miał sensu. Obowiązki tym bardziej, chociaż starał się je wykonywać. Robił to jednak machinalnie, przywyknąwszy do rutyny. Nie było w tym nic z życia, jakie jeszcze posiadał. Był tylko wyżutą i wyplutą skorupą. Jedyne o czym myślał to o zemście. To jedyne powodowało, że pragnął jeszcze się obudzić. 
— O czym marzysz? — zapytał kocur, co spowodowało jego zmieszanie. 
Nie powinien mu mówić. Znaczy... Kiedyś na pewno zdarzyło mu się o tym wspomnieć, gdy był jeszcze młodym kotem. Nie pamiętał jednak tych czasów. Były zbyt odległe. Tak jakby te wspomnienia należały do kogoś innego. 
— Nieważne. — Odwrócił łeb w innym kierunku, aby nie patrzeć dłużej w te pełne współczucia oczy. — Jeżeli powiem to nie będzie prawda. Chcę mieć pewność, że na to zasługuję, a nie dostać to z litości... — odpowiedział, zmieniając zaraz temat. — Cieszę się, że zszedłeś się w końcu z Kuklikiem i będziecie mieć potomstwo. Obyś był dobrym ojcem. 

<Agrest?>

17 sierpnia 2023

Od Agresta cd. Nikogo

*Dawno*

Nikt zachowywał się zupełnie inaczej. Plątał mu się język, deklarował, że tęskni za Miodunką, której jeszcze niedawno otwarcie nienawidził. Agrest próbował dotrzeć do niego, z bólem przypomniał mu nawet, jaką krzywdę ona mu wyrządziła, ale arlekin pozostawał jakby głuchy na to wszystko. Naraz idealizował ją i bał się zostawać sam. Co się stało do jasnej ciasnej?! 
Mimo wszystko starał się dotrzeć do wojownika, jednak zaraz potem przyszła wspomniana tak często kotka i cały jego wysiłek poszedł na marne. Czarny schował się za szylkretką, wtulając się w jej futro, na co zastępca uniosł wysoko brwi.
— Co mu się stało? — Zesztywniał ze zmartwienia. — Zachorował czy co?
— Tego się obawiam — wymiauczała piszczącym głosem. — Mówił dzisiaj, że źle się czuje. Pójdziemy do medyka zaraz, jeśli mu nie przejdzie. 
— Wpadałoby… — wymamrotał, moment później gwałtownie marszcząc brwi. — Czy on nie może pójść tam sam? 
— Nie panikuj. — Przewróciła oczami. — Nic mu nie robię, po prostu wolę się upewnić, że nic mu się nie stanie po drodze — zadeklarowała, przerzucając wzrok na arlekina. — Zresztą, Nikt sam chce ze mną pójść, prawda? 
— T-tak, ty-tylko z tobą chcę i-iść! 
Czekoladowy zmieszany obserwował tą nagłą zmianę zachowania u przyjaciela. Znowu przylepił się do Miodunki i nie wyglądał jakby nawet w najmniejszym stopniu chciał, żeby Agrest kontynuował z nim rozmowę. Bicolor odszedł więc, bezwiednie ciągnąc za sobą ogon. Nie spodziewał się, że Nikt będzie tak na niego spoglądał. Zupełnie jakby stał się jakimś obcym dla kocura. 
Ostatni raz obejrzał się na dwójkę, zwieszając uszy. Nie wiedział już, co powinien począć w tej sprawie. 

***

Wchodząc do legowiska medyka minął się z Brzoskwinką, mającą pajęczynę owiniętą wokół łapy. Zapewne coś sobie wbiła w poduszkę. Sam Agrest oczywiście przyszedł do dziupli leczniczej, aby odwiedzić Jaskółkę. Przycupnął cicho obok posłania szamanki, podczas gdy Witka zajmowała się leczeniem Ważki oraz jej syna. 
— Jak tam się trzymasz? — wyszeptał, spoglądając na oczodół kotki z gęsią skórką. 
— Nie jest tak źle, kiedy przypominam sobie, że ten ból jest tylko tymczasową reakcją ciała, na uszkodzenie. Ma mi uświadomić, żebym bardziej uważała na siebie — zaśmiała się słabo. — Bardziej od rany czy straty oka boli mnie to, jak sprawy się potoczyły. Naprawdę mi przykro, że nie potrafili się na nas otworzyć i dopuścili aby ich cień przejął nad nimi kontrolę — westchnęła. — Żal mi ich, teraz będą musieli się nauczyć żyć na własną łapę. Co wcale nie jest tak proste, jak może się wydwać. 
— Przepraszam. — Pokręcił łbem, mając wrażenie, że cały się zaraz rozpadnie z tej skruchy. 
— Och nie masz za co, nie miałeś wpływu. 
— Właśnie, że miałem! — zawył żałośnie. — Nie możesz mi udowodnić, że nie. Jestem tutaj osobą odpowiedzialną za podejmowanie decyzji. 
— Miałam na myśli, iż nie miałeś wpływu na to, jak się zachowali w tej sytuacji. Nie możesz kontrolować wszystkich, nawet jako przywódca. Ta rola po prostu daje ci większy udział w społeczności, nie zamienia cię w nadkota. 
Czekoladowy się skrzywił. Zdawał sobie sprawę, że kotka miała rację, jednak nadal było mu trudno zaakceptować jej słowa. Chciał po prostu być lepszym liderem niż Błysk, Brzoskwinka… czy Komar. Wreszcie dobrze zadbać o ich wspólnotę. 
— Hej, uszy do góry. — Czarna lekko szturchnęła go w ramię. — Może ich Ścieżka zazwyczajnie wykracza poza Owocowy Las. A my też już mamy dużo za sobą, jakoś sobie poradzimy. 
Bicolor posłał jej wdzięczne spojrzenie. Wciąż dzwiło go, że Jaskółka, nawet już z tylko jednym okiem, miała w sobie więcej optymizmu niż on. 

*Przed porodem Kruchej*

Przechadzał się spięty po obozie, bacznie obserwując czy wszyscy wojownicy przestrzegają nowych zasad. Bardzo nie chciał, żeby ktokolwiek jeszcze ucierpiał przez jego decyzję. Ostatnio na domiar złego także Gwiazdnica opuściła ich szeregi. Zaczęła żegnać się z każdym dzień przed i nikt nie miał pojęcia, o czym ona gada. Następnie opuściła obóz wraz ze Ślimakiem i już nie wróciła. Sam point nawet nie wiedział co się stało, bo gdzieś postanowił się zatrzymać i potem oczywiście ją zgubił. Trop prowadził w kierunku Klanu Wilka, co tylko przysparzało mu zmartwień. Albo liliowa była już w tym momencie martwa, albo… jakimś cudem wpadła na pomysł dołączenia do tego tyrańskiego klanu. Nie mógł się zdecydować, która z tych opcji była gorsza. 
Jego uwagę przykuł Nikt, który spoczął przy kasztanowcu z widocznie zamyślonym wyrazem pyska. Może Agrest powinien do niego zagadać? Trochę było mu głupio zaczynać rozmowę, po tym jak się od siebie oddalili i ich ostatnia dłuższa konwersacja była… jaka była. Nadal dziwnie się z nią czuł. Jednak lider miał teraz chwilę wolnego, więc czemu by nie spróbować? Najwyżej znowu w miarę szybko się ewakuuje… A jeżeli wszystko pójdzie w porządku to może nawet uda im się trochę odbudować relacje, którą niegdyś mieli…?
— Hej. — Uśmiechnął się do wojownika niezręcznie. — Przepraszam, że jakoś ostatnio zaczęliśmy spędzać znacznie mniej czasu wspólnie. — Zaszurał łapą w ziemi. — Jak ci się powodzi tak w ogóle? Szkolenie Brzoskwinki przebiega w miarę pomyślnie, mimo tych wszystkich okoliczności? Chciałem ci dać kogoś miłego na ucznia. 

<Nikt?>

Wyleczeni: Brzoskwinka, Ważka, Kamyczek

30 listopada 2022

Od Nikogo cd Agresta

Przypomniał sobie swoją rozmowę z Kuklikiem. Głupio mu było teraz tak stać przed kocurem, ponieważ sądził, że skrzywdził go inaczej niż oboje mieli na myśli. Nie miał pojęcia skąd wzięła się u niego ta myśl. Może chciał wierzyć w to, że niektórzy mają podobne problemy co on? No nic... Teraz i tak to nie był czas na rozmyślania o tej sprawie. Trochę szkoda, że kocury się pokłócili. To musi być dla nich ciężka chwila. 
— Przykro mi to słyszeć... Bardzo... Mam nadzieję, że jednak się wszystko ułoży — Położył mu łapę na ramieniu, chcąc dać mu odrobinę swojego wsparcia. 
Wyczuł jak zastępca wzdrygnął się, jakby zaskoczony takim gestem. Zaraz jednak jego mięśnie się rozluźniły. 
— Dzięki — odparł cicho.
Skinął łbem, uśmiechając się do niego lekko. Nie chciał zawracać mu dłużej głowy. Widział, że nowa pozycja wiązała się z większymi wymaganiami, a co za tym idzie, kocur musiał być bardzo zajęty. Dlatego też pożegnał się z nim, wracając do swoich spraw. Miał tylko nadzieję, że Agrest porozmawia z Miodunką i jasno pokaże jej granicę. Nie chciał myśleć co będzie, jeśli mu się to nie uda.

***

*przed śmiercią Nic*

Byli na nowych terenach. Niezbyt dobrze orientował się jak właściwie się tu znalazł. Dni były dla niego... Takie dziwne. Ale była ona... Miodunka. Jego ukochana, promyk i skarb, który rozświetlał horyzont. Czuł się tak jakby był naćpany, ale jego umysł mało co łączył, by bardziej się w to zagłębiać. Najwyraźniej miał lepszy humor. Tak, to na pewno to. W końcu już nie rozstawał się z Miodunką. Była cudowna. Taka... wspaniała. Ale... ale teraz gdzieś zniknęła. Z tego co zarejestrował, to musiała pójść na stronę, więc czekał bardzo smutny na jej powrót. Bez niej... od razu dopadał go nieuzasadniony lęk. Spinał się, a wzrok obsesyjnie jej szukał. Dojrzał zbliżającego się w jego stronę Agresta, a panika jaką poczuł, prawie pozbawiła go tchu. Co on miał zrobić?! Gdzie była Miodunka? Nie chciał z nim rozmawiać. Powie jeszcze coś nie tak! Nie nadawał się do tego! Kotka na pewno by wiedział co w takiej sytuacji zrobić, ale nie on. O nie... Zastępca zwrócił na niego wzrok. Skinął mu głową, rzucając rozbieganymi oczami na boki. Może przejdzie i go nie zaczepi. Błagał, prosił o to w myślach.
Kocur uniósł lekko jedną brew, ale podszedł bliżej. 
— Jak tam się trzymasz?
Spojrzał na niego niespokojnie, znów zerkając na boki. Gdzie była Miodunka? Gdzie ona była? Gdzie? Gdzie? 
— Ja? Że ja? J-ja d-dobrze u-um... M-miodunka o mnie dba, j-jest taka o-opiekuńcza... A-ale poszła i... i jej nie ma i... i ja t-t-tęsknie — Zwiesił uszy, czując jak język strasznie mu się plątał. 

<Agrest?>

07 listopada 2022

Od Agresta cd. Nikogo

Uśmiechnął się ciepło, widząc, że spełnił swoją misję poprawienia mu humoru. Będzie musiał pamiętać o dokarmianiu Skorupka, żeby znowu nie wyszła z tego przykra sytuacja.

***

Siedział lekko skulony, posępnie wbijając wzrok w dal. Komar poszedł z kimś rozmawiać, a on nawet nie wiedział z kim. Może z Kamienną Gwiazdą? Już nie pamiętał. Ostatnio o wszystkim zapominał, dni zlewały się w jedną wielką, rozkładającą się breję. Przeprowadzka się dłużyła, a on był zmęczony tą niekończącą się wędrówką. Wydawała się wieczna niczym jego własne nieszczęście.
— M-mogę z tobą chwilę p-p-pogadać? — Nikt wyrwał go z zamyślenia, zwieszając smętnie uszy.
Zastępca spojrzał na niego lekko zdziwiony. 
— Jasne. Co się stało?
— B-bo... T-twoja uczennica nie chcę mi dać spokoju. Zerwaliśmy ze sobą, t-teraz mam kogoś innego, a ona... Ona nie chce mnie zostawić...
Zmarszczył brwi. Już kolejna osoba skarży mu się na Miodunkę.
— Co to znaczy?
— N-no... Z-zakazuje mi zerwać ze sobą. R-robiłem t-to dwa razy i... i nadal ona nie ro-ozumie. A ja... Ja nie chcę ju-uż z nią być. T-to wyszło przypadkiem. T-ten związek. M-myślałem, że ona się bawi jak L-lukrecja, ale wzięła to na poważnie. J-ja nic do niej nie czuje, a ona... Ona mi nie pozwala o-odejść. — wymiauczał żałośnie.
— To… brzmi strasznie. Coraz gorsze rzeczy o niej słyszę. Myślałem na początku, że jest fajna, ale z czasem okazuje się tylko większą wariatką. — Potrząsnął głową, nie mogąc uwierzyć, jaki obrót przybrały sprawy. — Porozmawiam z nią. Przepraszam, że… że musisz przez to przechodzić.
— D-dziękuję. M-mam nadzieję, że ciebie posłucha. Jesteś w k-końcu jej mentorem. A... A jak tam u ciebie? Gra-atulacje zostanie zastępcą. Zasłużyłeś — Uśmiechnął się lekko.
— Wątpię w to, ale dzięki. — Słabo odwzajemnił uśmiech kocura. — Staram się jakoś pozbierać po… tym wszystkim. — Nagle przerwał, gdy doszedł do niego fragment wypowiedzi czarnego. — Zaczekaj, jak- jak z Lukrecją?
— N-no... B-bo Lukrecja też zapraszał mnie na randki... Jak byłem mały. Całowaliśmy się i jak ona zaczęła, t-to myślałem, że też się tak bawi — wytłumaczył. 
Uniósł brwi obrzydzony, tym co usłyszał.
— Masz na myśli, że… zmuszali cię do tego?
— T-tak — potwierdził. — A-ale teraz... L-lukrecja się zmienił! Już jest miły i... i taki cudowny — rozmarzył się. — Teraz to on jest moim chłopakiem. 
Czekoladowy oniemiał na kilka uderzeń serca, wpatrując się w niego wielkimi oczami. 
— Lukrecja?! On przecież wcale się nie zmienił! Ciągle warczy na każdego bez większego powodu.
— Zmienił... kocha mnie. Jest... jest cudowny. Czuje przy nim, że żyje. O-on udaje tylko takiego buca. T-to dobry kot. N-naprawdę. T-to Miodunka jest potworem, nie on. 
— Skoro tak twierdzisz… — odpuścił, chociaż nie wierzył w dobro Lukrecji. Sam fakt, kto go uczył, również nie wpływał pozytywnie na opinię Agresta o nim. — Mam nadzieję tylko, że teraz jasno stawiasz swoje granice.
— O-oczywiście. Staram się przynajmniej. T-tylko Miodunka niszczy nasze szczęście. J-jest zła... B-bardzo zła. K-klei się do mnie i napastuje... A ja... ja chcę być z Lukrecją, a nie z nią. 
— Co jest nie tak z obecną młodzieżą… — wymamrotał do siebie bicolor. 
Arlekin chyba nie za bardzo zrozumiał, o co mu chodziło.
— T-to źle? T-ty jakoś nadal nikogo nie znalazłeś — zauważył. — M-może porozmawiaj z Kuklikiem?
Jego sierść lekko się uniosła w defensywie. 
— Czemu miałbym z nim rozmawiać?
— B-bo cię lubi... R-rozmawiałem z nim. Myślałem, że go skrzywdziłeś, bo płakał, ale... ale to było tylko nieporozumienie. — Naraz młodszy się speszył, jakby przypominając sobie o czymś. 
— Ja… tak, skrzywdziłem go — Przełknął ślinę. — Wydarłem się na niego i wiesz, nie widzi mi się teraz kolejna rozmowa, po tym jak to się potoczyło. On… zasługuje na kogoś lepszego.

<Nikt?>

30 lipca 2022

Od Nikogo cd Agresta

Smarkał w mech, próbując pozbyć się tych strasznych wspomnień z głowy. One jednak nadal tam były, nadal żywe i krwiste. Odczuwał omamy smakowe. To mięso... na jego języku. Zwinął się ciaśniej w kulkę. To tak bolało. Jego dusza cierpiała, świadomość i całe jestestwo. A jego mentor? Miał to gdzieś. Chciał by zjadł go całego, aż do gołych kości. Na samą myśl, zemdliło go. Miał traumę i to poważną. Nie podchodził do stosu ze zwierzyną, nie tykał ani skrawka mięsa. Wyniósł się z posłaniem najdalej jak mógł od Miodunki, która kolekcjonując w swoim legowisku kości, tylko przypominała mu o tym co zrobił. Chciał umrzeć. Zniknąć z tego świata, by nie wracać w tamto miejsce i dalej nie jeść Księżyca. 
Ktoś szedł. Przetarł załzawione i spuchnięte oczy łapką, zerkając na Agresta. To właśnie jego kazał mu niedawno podsłuchiwać Krwawnik. 
— Hej… słyszałem o tym, co się stało. Więc pomyślałem, że to może trochę poprawić ci humor — Postawił na ziemi winniczka, którego zabrał. — Wiadomo, nic nie zastąpi tego poprzedniego, ale… może ten też będzie fajny. Akurat wybrałem takiego z grubą skorupą, więc raczej go nie zdeptasz.
Spojrzał zdziwiony na ślimaka. Przez chwilę zastanawiał się, dlaczego go mu przyniósł, ale przypomniał sobie, że przecież wmówił wszystkim, że stracił swoje zwierzątko, które przypadkiem zdeptał, stąd stan w jakim teraz był. Chociaż to było kłamstwo, Agrest postanowił naprawdę dać temu więcej wiary, przynosząc mu prawdziwego. Nie miał pojęcia jak zajmować się czymś tak małym, jednak z zafascynowaniem przyglądał się jego muszli. 
— D-d-ziękuję — miauknął cichutko, podsuwając zwierzątko pod brzuszek. Ślimak na ten gest szybko się ukrył w swoim domku, ale po chwili, gdy zrobiło się bezpieczniej, znów wynurzył swoje rogi na zewnątrz, z ciekawością badając jego futerko. Zaśmiał się na to, a uśmiech przyozdobił mu pyszczek. Był naprawdę fajny! Miał nadzieję, że nikt go nie porwie, a zwłaszcza mentor, nie rozkaże mu go zabić. Możliwe, że wtedy naprawdę zacząłby płakać za ślimakiem, którego dopiero co dostał. 
— N-nazwę go Skorupek — zadecydował. — M-miło z pana strony — dodał jeszcze nieśmiało, obserwując pełzającego po mchu ślimaka. To był pierwszy prezent jaki od kogoś dostał. Naprawdę poprawiło to mu znacznie humor. Aż zrobiło mu się głupio, że podsłuchiwał kocura. Wydawał się fajny.

<Agrest?>

[przyznano 5%]

Od Agresta cd. Nikogo

— Nie jest chory — wyjaśniła mu Jaskółka. — On po prostu nie lubi się odzywać. Rozmawia tylko ze swoją siostrą. 
Zamrugał zdziwiony, zaraz potem kiwając głową ze zrozumieniem. To smutne. 
— Prze...praszam — Do jego uszu dobiegł przerwany szept. 
— Nie, nie. Nie przepraszaj — pospieszył z wyjaśnieniem. — Nie musisz mówić. — Zmarszczył brwi. — A przynajmniej na razie, bo potem komunikacja z mentorem jest raczej istotna. 
— Da radę, kiedy przyjdzie czas. — Czarna uśmiechnęła się do arlekina. 
— Racja, to ja… już chyba sobie pójdę. Miło było cię poznać — pożegnał się z malcem i opuścił żłobek. 

***

Nikt po treningu z Krwawnikiem, wylądował aż u Plusk. Chyba już każdy w klanie wiedział o incydencie ze ślimakiem. Nie było to nic dziwnego, w końcu uczeń wyglądał na kompletnie zdruzgotanego. Musiał być naprawdę z nim związany. Serce się krajało Agrestowi, gdy słyszał, jak kocurek płacze spazmatycznie. 
Postanowił, że musi coś zdziałać i to jak najszybciej. Młodszy wyglądał, jakby wręcz stracił całą nadzieję po tym z pozoru drobnym wypadku. 
Udał się zatem wgłąb lasu, by znaleźć mu nowego przyjaciela. Miał nadzieję, że mu się spodoba. 
Po pomyślnych poszukiwaniach wszedł ostrożnym krokiem do legowiska uczniów. Stuknął lekko zwiniętego arlekina. 
— Hej… słyszałem o tym, co się stało. Więc pomyślałem, że to może trochę poprawić ci humor — Postawił na ziemi winniczka, którego zabrał. — Wiadomo, nic nie zastąpi tego poprzedniego, ale… może ten też będzie fajny. Akurat wybrałem takiego z grubą skorupą, więc raczej go nie zdeptasz.

<Nikt?>

28 czerwca 2022

Od Nikogo cd Agresta

Umiał mówić, jednak zbyt bardzo się bał, aby otworzyć swój pyszczek do nieznajomego. Mimo tego, że wyglądał na miłego i zadawał dużo pytań, nie był po prostu w stanie. Dziwił się, że nie wiedział, że nie miał imienia. To Owocowy Las nie zdawał sobie sprawy z ich obecności? Tak naprawdę nie istnieli w ich myślach? Ale czego mógł się spodziewać. Byli nikim, nic nie wartościowym kłębkiem kości. Kto miałby się nimi przejmować?
Starał się być grzeczny i kiwał główką na zadane przez wojownika pytania. Chciał poznać jego imię, lecz najwidoczniej kolejny kot uznał, że nie jest tego godny. Był więc Wielkim, tak jak wszyscy, którzy wchodzili do żłobka, aby na nich popatrzeć. Czuł się przez to niczym jakiś rzadki okaz, ale w żłobku były też inne kocięta, więc ta teoria odpadała. 
— Czyli gardło cię boli, tak? — zgadnął owocniak, nie potrafiąc wpaść na inny powód, dla którego arlekin się jeszcze nie odezwał. — To jak coś, to powinieneś jak najszybciej pójść do Plusk, żeby nie zarażać innych.
Poszedłby z nim do medyczki jeżeli taka była jego wola. Nie był jednak chory. Nie bolało go gardło ani nic. Nie chciał zajmować Plusk czasu. Mogła przecież potrzebować go do pomocy innym, naprawdę potrzebującym. Zwrócił proszący wzrok na Jaskółkę, która przysłuchiwała się tej wymianie zdań.
- Nie jest chory - wyjaśniła mu. - On po prostu nie lubi się odzywać. Rozmawia tylko ze swoją siostrą. 
Zauważył jak na pysku wojownika maluje się zdziwienie, a jego wzrok z powrotem skupia się na nim. Skulił się tylko. Znów kogoś zezłościł? Nie chciał kary. Ostatnie spotkanie z złym Wielkim spowodowało, że złamał sobie łapkę. 
- Prze...praszam - wyszeptał, wbijając wzrok w swoje łapki. 
Oby to wystarczyło starszemu. Nie chciał znów zostać gdzieś wyniesiony i pozostawiony sam sobie.

<Agrest?>

Od Agresta do Nikogo

 *Przed akcją z Plusk*
 
Już jakiś czas temu urodziły się kocięta z gwałtu Nocniaka na Doli. Wiele wojowników nie traktowało ich jak pełnoprawnych członków Owocowego Lasu. Część nie tylko ich nieakceptowała, ale również uznawała za przekleństwo i twierdziła, że wyrosną z nich kolejni zwyrodnialce.
Sam Agrest się nad tym zastanawiał. W końcu miały krew Klanu Nocy. Klanu, który ostatnio bezprawnie porywał, gwałcił i kto wie, co jeszcze. Ale w ich żyłach nie płynęła wyłącznie krew rybojadów oraz wychowywały się tutaj. Były Owocniakami.
Klan to i tak drugorzędna sprawa. Najbardziej niepokojącym aspektem był ich ojciec-sadysta. Co, jeśli jego bestialstwo przejdzie na nie? Nie, to przecież tylko kociaki. Zresztą, Drewno na przykład była tępa. A on nie był tępy. Przynajmniej nie aż tak bardzo, jak ona.
Właściwie to najlepiej będzie z nimi porozmawiać i to mu da największe świadectwo, jakie są. Tak czy inaczej, dobrze jest znać nowych członków ich społeczności.
Z tą myślą wybrał ze stosu pierwsze lepsze żyjątko. Pamiętał jednak, żeby nie był to ptak z uwagi na to, co Krecik ostatnio mu powiedziała. Wręczy gryzonia Jaskółce, ponieważ młode chyba wciąż piły mleko.
Kiedy już zaniósł zdobycz karmicielce, jego uwagę przykuły dwie istotki chowające się w rogu żłobka. Jedna z nich spała, a druga przyglądała się mu ukradkiem. Uśmiechnął się i podszedł do obserwatora, który niestety wydawał się coraz bardziej kulić z każdym kolejnym krokiem wojownika.
— Hej, jak masz na imię? — zapytał.
Kocurek wzruszył ramionami i pokręcił łebkiem.
— Nie masz imienia? — Uniósł brwi.
Arlekin skinął głową. Ał. To brzmiało źle.
— To jak powinienem ciebie nazywać?
Kocię znów wzruszyło ramionami, a przez umysł Agresta przeszła straszliwa myśl.
— Czekaj, czy ty umiesz mówić?
Malec pokazał, że tak.
— To możesz, jakby co. Nie musisz się wstydzić, czy inne takie.
I znów kocurek kiwnął głową. To chyba znaczyło „wiem”.
— Czyli gardło cię boli, tak? — zgadnął, nie potrafiąc wpaść na inny powód, dla którego arlekin się jeszcze nie odezwał. — To jak coś, to powinieneś jak najszybciej pójść do Plusk, żeby nie zarażać innych.


<Nikt?>