BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez (OL). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez (OL). Pokaż wszystkie posty

26 maja 2023

Od Bzu

Siedział w bezruchu. Spokojne legowisko starszych nigdy się nie zmieniało. Swoisty ład i rutyna powoli go wyniszczały. Tkwił tu wiele księżyców. Trudno było mu zliczyć ile. Każdy kolejny zdawał się coraz cięższy. Pozbawione bodźców środowisko było torturą. Z nieznanych powodów nie mógł już wychodzić sam. Musiał poczekać aż ktoś niczym kocie go weźmie na spacer. Widział, że szylkret wraz czekoladowym kocurem często poruszali do siebie pyskiem. Czasem i w jego stronę. Pozostało jednak dla niego tajemnicą wymieniane pomiędzy nimi informacje.
Odwiedziny rodziny stawały się rzadsze. Każdy miał zajęty własnymi sprawami dzień. Dawną partnerkę widywał jedynie w legowisku medyków. Niegdyś przychodziła do niego jego ruda córka o pachnącym wiecznie kwieciem futrze. Wiedziała, że nic nie rozumie, a mimo to poruszała do niego pyskiem. Bez nie miał jej tego za złe. Doceniał samą obecność kotki w jego życiu. Czas, który mu poświęcała. Pamiętał jak pewnego ranka przyprowadziła kotkę o burym futrze i oklapłych uszach. Zdawały się takie szczęśliwe i podekscytowane. Bura ukłoniła się mu, a kątem oka zauważył ich złączone ogony. Uśmiechnął się wtedy ciepło. Czyż radość jego dziecka nie była i jego szczęściem? Jej jedynej się udało zbudować tak ciepłą relację. Często obserwował z daleka kotki spędzające razem czas. Lubił się im przyglądać. Beztrosce i błogości jaka z nich emanowała.
Doczekał się wnuków. Jedna z szylkretowych córek doczekała się trzech kociąt z biało-czarnym kocurem. Ich relacja była inna. Specyficzna. Nietypowa. Bez nie umiał zrozumieć jej specyfiki, lecz wyrazy pysków, gesty, jak ich sam zapach kryły przed nim tajemnicę, której prawdopodobnie nigdy nie odkryje. Mógł jedynie snuć teorie na ten temat. Ich kocięta były śliczne. Wnuczki przypominały mu jego matkę. Usiane wieloma kolorowymi łatami. Odwiedzały go czasem. Podobnie jak ich matka.
Kociąt kremowego syna nie znał. Podobnie jak jego partnerki. Pewnego dnia odkrył, że śnieżno-białe kocięta o przeraźliwie jasnych ślepiach należą do jego rodziny. Różniły się od powszechnie znanych kociąt nie tylko bardzo jasnym futrem. Słońce zdawało się je ranić. Plusk często opatrywała młode. Dwójka kociąt z tego miotu wyglądała inaczej, jedno przypominało jego syna, drugie zaś wrodziło się w jego ojca Krzemienia, czarną okrywą włosia, podobnie jak młode Miodunki.
O życiu kremowego Bez jednak nie wiedział za wiele. Kocur zdawał się nim gardzić, więc Bez czynił podobnie. Drugi kremowy syn zdawał się zaginąć, nie widział go nawet w obozowisku przez wiele księżyców. Może udał się do leśnych klanów? Zawsze kochał odkrywać nieznane.
Ostatnie z jego kociąt druga szylkretowa córka zdawała się go wstydzić i unikać. Niczym zakałę. Błąd przeszłości. Izolowała się od całej rodziny, próbując wymazać ich pokrewieństwo.
Bez więc spędzał całe dnie większości w samotności, od czasu do czasu od kogoś odwiedzony czy wzięty na spacer. Wymyśliła liczne historie i bajki, które mógłby opowiadać swoim wnukom, gdyby tylko miał możliwość. Myślał o swojej czekoladowej mentorce, która była pierwszym kotem z jakim rozmawiał. Zastanawiał się nad przygodami kremowego syna, który zniknął bez śladu. Do którego z klanów leśnych mógł się udać. Czasem złe wspomnienia zazdrosnego o Plusk burego kocura nawiedzały go powodując dreszcze na grzbiecie. Zatapiał się coraz bardziej w swym świecie, uciekając od nudnej rzeczywistości jaka go czekała po otwarciu swych ślip.
Czasem myślał o zakończeniu swojego żywota. Był tylko ciężarem i obciążeniem dla klanu. Nudne i pozbawione sensu istnienie w legowisku starszych było męczące. Z każdym dniem, z każdym uderzeniem serca coraz bardziej. Sporadyczne odwiedziny rodziny nie potrafiły wypełnić bólu samotności i pustki jaka rosła w jego sercu. Brakowało mu jednak sposobu. Nie znał ziół, jak jego dawna partnerka. Nie mógł też wspiąć się na drzewo, gdyż zbyt powolny zwykle zostawał zauważony i poproszony o zejście. A nie chciał także sprawić rodzinie kłopotu. Nie zrozumieliby. Nie mieliby jak. To co odczuwał nie dało się narysować paroma kreskami na podłożu. Ani pokazać łapami.
Był skazany na pozostanie ze swoimi myślami sam.
Aż zjawiła się ona.
Nie myślał, że tak wszystko się odmieni, gdy pierwszy raz pojawiła się w legowisku starszych. Pachniała inaczej. Dawno już nie czuł tej woni, lecz powiązanie jej z czymś tak odległym zdawało się niemożliwe. Była też inna niż przeciętnie zapracowane Owocniaki. Przychodziła często. Rozmawiała z pozostałymi członkami starszyzny. Sprzątała i pomagała. Obserwował ją bacznie. Była czymś nowym. Ciekawym. Elementem przerwania nieustannej rutyny i nudy panującej w legowisku starszyzny. Czasem ich spojrzenia się skrzyżowały, lecz Bez nie mógł zrobić nic innego niż spuścić wzrok. Lekka obawa, że kotka zacznie do niego poruszać pyskiem, na co on nie będzie wstanie odpowiedzieć, sprawiała, że mimowolnie gdzieś w środku odczuwał skrępowanie. Nie chciał gdzieś głęboko, by dowiedziała się, że jest inny. Nie chciał, żeby też zniknęła - zbyt skrępowana by z nim przybywać. 
Lecz nie zniknęła. Zaczęła się do niego dosiadać. Nie poruszała pyskiem. Wiedziała. A mimo to wciąż tu była. Nie silił się na staranie się analizowania zachowania kotki. Nie chciał się zawieść. Próbował cieszyć się tą odrobiną ciepła i uwagi jaką dostał od niej.
Pierwszy wspólny spacer był zaskoczeniem. Gdy tylko zrozumiał, że pada taka propozycja ochoczo wstał. Kotka zdawała się taka przyjazna i miła. Nie mogła być kim złym skoro wyciągnęła do niego łapę. Pomimo chłodnego dnia pogoda nie była taka zła. Zachmurzone niebo tworzyło obrazy z różnych odcieniach szarości obłoków. Szli przez niewielki zagajnik aż do rzeki. Była większa niż pamiętał. Woda przejmowała ziemię zamieniając ją w nieco bardziej lepką substancję. Niczym kocię uderzył ją łapą obserwując jak się rozpryskuje. Zdawało się to takie głupie, lecz jakie satysfakcjonujące. Obserwowanie rozpryskujących się wokół kończyny kropli. Niektóre splamiły jego futro, ozdabiając je drobnymi brązowymi plamkami. Uśmiechnął się do kremowej kotki, która z jeszcze większym uśmiechem do niego dołączyła do niego. Sprawnym susem wskoczyła w błoto. Brąz rozlał się wokół. Bez nie zamierzał stać bezsensownie. Także zaczął precyzyjniej uderzać w breje. Kocięca radocha tak błaha a ile szczęścia zapewniająca wypełniła go. Im więcej mulistej wody zauważył unoszącej się nad ziemią tym większy rozprysk błota otrzymywał. Kremowa próbowała ulepić z brei coś, lecz poddała się, gdy wszystko znów się rozlało. Nie musiało minąć wiele uderzeń serca by oba koty pokryły się brązem. Van najchętniej by konturowałby to w nieskończoność, lecz wystarczył mocniejszy podmuch wiatru i przemoczone futro, a dreszcz przeszedł przez jego ciało. Kotka szybko to dostrzegła i wskazała ogonem by powrócili do obozowiska. Przywitało ich wiele spojrzeń. Bez miał nadzieję, że kremowa nie zrezygnuje przez to. 
Lecz nie skończyło się na tym. Po nim nastąpił kolejny i jeszcze jeden. Przepełnione samotnością dni zaczynały odchodzić w niepamięć przez kremową sylwetkę zjawiającą się w legowisku starszyzny. Przełomowym momentem w jego życiu było odkrycie, czegoś takiego jak imiona, których sensu jeszcze nie do końca rozumiał. Dotychczas nie sądził, że koty przypisują sobie nazwy kwiatów, rzeczy lub zwierząt jako określenie siebie. Dzień, w którym kremowa stanęła przed nim z dużym białym kwiatostanem o pięknym zapachu pozostanie na zawsze w jego pamięci. Na początku nie rozumiał o co chodzi. Dlaczego pokazywała na niego i kwiat. Wskazał na swoje futro, które może przypominało jej kolor kwiecia. Lecz kotka pokręciła łbem. Kotka próbowała jeszcze parę razy, aż wzięła piórko i pokazała na siebie. Bez przekręcił łeb. Nie rozumiał. Nie wyglądała jak piórko. Nie miała futra w jego kolorze. Więc na co pokazywała? Musiało minąć dużo zanim pojął koncept przyjmowania przez koty nazwy rzeczy. Nazywał się od tego kwiatu. Powąchał go, przyglądając się mu uważnie. Z tego co zrozumiał to rodzice przypisywali rzeczy do kociąt.
Z nostalgią spojrzał na kwiat. Jego mama naprawdę musiała go kochać skoro przypisała mu taki piękny kwiat. Bez. Myślami uciekł ku temu, jakim kwiatem lub drzewem ona była. Czy jego siostry były? Czy także kwiatami? Tak bardzo pragnął poznać odpowiedź na to pytanie. Lecz nie zapowiadało się na możliwość odkrycia tego. 
Po powrocie do obozowiska z kotką zaczął poznawać imiona kotów, z którymi żył tyle księżyców. Poza nim w legowisku starszym mieszkał Borówka i Brud. Ich liderem był Mucha. Imiona swojej dawnej partnerki nie potrafił zrozumieć. Coś podobnego do Wody. Ich kocięta nosiły nietypowe dosyć imiona. Miód, Miodowy Kij, Mlecz, Jałowiec. Nie potrafił zrozumieć czym sugerowała się Woda, gdyby miał możliwość wolałby nadać im ładniejsze imiona. Coś od kwiatów, jak jego imię. Piórko, bo tak się nazywała kremowa kotka, próbowała mu przedstawić kolejnego kota tym razem ukochanego Miodu, lecz wnioskując po minie kotki przerosło ją to z lekka, więc i on nie naciskał. I tak był wystarczająco szczęśliwy. Odkrył tak wiele o świecie, w którym żył już tyle księżyców. Z lekką ekscytacją skierował się ku legowisku starszych. Nie mógł się doczekać co jeszcze jest przed nim do odkrycia. 

* * * 

Cieplejsze dni stały się czymś codziennym. Wiosna była obwita w zwierzynę. Mimo to w Owocowym Lesie nie układało się. Nie wiedział niestety jaki był tego powód. Wszystko zaczęło się od tego, że Jałowiec przestała go odwiedzać. Zawsze starała się chociaż parę razy w ciągu księżyca do niego zajrzeć. Lecz nie widywał kotki dłuższy czas. Dopiero Piórko zaprowadziła go na zagrzebanie Jałowca w ziemi. Wychudzone i wykrzywione ciało jego kocię sprawiło, że nie mógł spać po nocach. Nie rozumiał co się stało z kotką. Pachniała chorobą. Więc dlaczego Woda jej nie uratowała? Coraz więcej go zadręczało. Co jeśli kremowy syn, który pewnego dnia zaginął skończył tak samo? Nerwowy dreszcz przeszedł przez jego ciało. Pokręcił łbem. Wolał wmawiać sobie jego ucieczkę.
Wbił pazury w ziemię, wstając. Nie mógł pozwolić sobie smutek. Nie wiedział czy choroba nie rozprzestrzeni się po całym obozowisku. A on był stary i słaby. Musiał się cieszyć się tym co mu pozostało na tym świecie. Widząc kremowe futro, uśmiechnął się słabo i zaczął zmierzać w stronę wyjścia z legowiska. Piórko poruszała pyskiem do burej kotki Kałuży. Lecz gdy ujrzała Bza podeszła do niego. Kocur liczył na kolejny spacer, wszystko na to zapowiadało, aż doszli do wyjścia z obozowiska i Łasica zastawiła im drogę. Z jej wąskich ślepi i zjeżonego ogona wywnioskował, że nie miała nic miłego do przekazania Piórku. Zwiesił kitę. Musieli się wrócić do obozowiska. 

* * *

Dławiący zapach stresu rozchodził się po obozowisku. Z każdym wschodem słońca napięcie zdawało się rosnąć. Nie zapowiadał niczego dobrego. Bez nie mógł dowiedzieć się w żaden sposób co się dzieje, lecz wyczuwał napięcie rosnące w obozie. Koty były spięte. Inne zachowywały się inaczej niż zwykle. Brud był bardziej osowiały. Niechętnie przyjmował gości. Stresowały go odwiedziny innych kotów. Tracił powoli na wadze. Mimo to Bez nie widział, by ten udał się do medyka. Nic z tego nie rozumiał. Trzepnął uchem i skulił się w kulkę. 

* * *

Wpatrywał się w ślad po ugryzieniu. Bolał go i nieprzyjemnie pulsował. Nieświadomość tego co z nim będzie była jeszcze gorsza. Nie miał pojęcia czy przez ugryzienie nie podzieli zachowania Biały Kwiat, który już zdawał nie być sobą. Przerażał go taki stan. Tym bardziej, że nic o tym nie wiedział. Czy nastąpi też i u niego. I jak prędko. Poczuł, jak nerwowo kołata mu serce. Próbował spokojnie zaczerpnąć powietrza, lecz stres wkradał się w jego ciało coraz mocniej. Aż wzięcie samego oddechu stało się problematyczne. 
Trącony w łapę otrząsnął się. Śliwka trzymała upolowaną w pysku mysz. Spoglądała na niego zmartwieniem. Bez złapał się za pysk. Nie chciałby widziała go w takim stanie. Słabego i przerażonego. Skulił się, odwracając się do wnuczki. Musiał to przeczekać. Lęk kiedyś minie. 
Nie zorientował się kiedy zasnął. Było już ciemno. Jedynie słabe światło księżyca wkradało się pomiędzy gałęzie drzew. Wyszedł powoli z legowiska, próbując nie budzić śpiącej koło jego boku Miodu. Musiało być z nim naprawdę źle skoro kotka spędziła z nim większość dnia. Bez próbował odszukać Piórka na którejś z gałęzi, lecz z dołu nie widział kotki. Pisnął, lecz odpowiedziała mu głucha cisza, która towarzyszyła mu od zawsze. Nawoływanie było bezsensowne. Pogrążona w śnie kremowa nie wstanie od razu. Tym bardziej, że nie wiedział nawet jak głośny dźwięk z siebie wydał. Kręcił się jeszcze parę uderzeń serca po obozowisku w nadziei, że ją gdzieś dojrzy. Musiał zaczekać do ranka. 

* * * 

Miał dość legowiska chorych. Ciągłe przypomnienie, że skończy jak Biały Kwiat sprawiało, że tracił panowanie nad swoim sercem i umysłem. Przytłaczająca obecność Miodu nie pomagała. Potrzebował uciec gdzieś. Gdzieś gdzie nikt nie będzie nad nim siedział jak nad umierającym - co tylko potwierdzało jego obawy. 
Białe łapy zbłądziły w stronę legowiska starszyzny. Niegdyś jego więzienia, teraz jedynego pustego miejsca w obozowisku. Brud i Borówek także zostali zmuszeni do pobytu w legowisku medyków przez odniesione rany. Gdyby nie waleczność szylkreta pewnie Bza już nie było na tym świecie. Podszedł do swojego legowiska. Tak ciepłego i znajomego. Pewnie wszedł do środka, szukając po zakamarkach kolekcjonowanych przez wiele księżyców ptasich piór. Jeśli jego podejrzenia były słuszne to nie chciał zostawiać jej z niczym. Nie chciał, żeby myślała, że ją porzucił. Zebrał pióra i ruszył na poszukiwanie kotki. Nie miał niewiele czasu. Nie wiedział kiedy Miód znowu go dorwie. Odnalezienie Piórka nie okazało się trudne. Kremowa była niedaleko jego, zupełnie, jakby sama chciała podejść, lecz nie mogła. Jej wzrok zdawał się nerwowy. Podobnie jak reszta sylwetki. 
Starał się nie pokazać zalewającego go smutku. Ze słabym uśmiechem podszedł do kotki i położył przed nią kolekcjonowane przez księżyce skarby. Oczy kotki zaszkliły się. Lecz nie były to złe łzy. Chwycił jedno z piórek, jego ulubione podarowane mu przed księżycami przez mentorkę, i włożył je za ucho kotki. Małe brązowe piórko nieznanego mu ptaka. Kremowa nie wytrzymała i zalała się łzami. Przytuliła się do starszego kocura, otaczając go z każdej strony swym puszystym futrem. Bez położył łeb na barku kotki, wtulając się w nią mocniej. 
Już dawno nikt go nie przytulał. Nie sądził, że aż tak tęsknił za tym uczuciem. 


* * *

Mrok zalał obozowisko. Powietrze było ciężkie od wilgoci, zbierającej się w chmurach. Oddychał ciężko. Nie miał pojęcia co się dzieje. Czuł wszechobecny lęk. Zapach śmierci nasilał się z każdym uderzeniem serca. Nie wytrzymywał tego. Czuł, jak tracił rozum wraz z coraz silniejszym kołataniem serca. Poczuł, jak ktoś go wyciąga na zewnątrz. Nie opierał się. Zacisnął mocniej ślepia, czując, że widok martwych ciał doprowadzi go do szaleństwa. Dławił się obrzydliwym zapachem śmierci otaczającym go z każdej strony. Ujrzał burą łapę Kota z paroma jagodami. Woda zawsze przestrzegała go, by ich nie ruszać. Teraz nie miał wyboru. Utkwił w nich wzrok na parę uderzeń serca. Bał się posunąć dalej spojrzeniem. Bał się ujrzeć do czego doprowadziła tajemnicza choroba. Zacisnął ślepia i przyjął jagody. Posłusznie i bez sprzeciwu. Nie miał innego wyjścia. Nie zdołałby uciec. Nie miał szans wydostać się z tego paradoksu. Poczuł, jak słabnie. Jak oszalałe serce w końcu zwalnia. Zamknął ślepia, czując zbierające się łzy. Żałował, że nie zdążył pożegnać się z kremową. 
Miał nadzieję, że nie będzie miała mu tego za złe. 








Bez zmarły 113ks, głównie biedny zaniedbany, ale pisanie głuchym kotem jednak było trudne

04 września 2022

Od Bzu CD. Lukrecji

Spoglądał na sprzeczające się kocięta. Były do niego i Plusk takie podobne. Bardziej niż mógł kiedykolwiek wyobrazić. Nieskalane ani odrobiną burego. Odetchnął z ulgą. Jednocześnie było mu wstyd za takie myśli. 
Kocie zostało wepchnięte pod jego łapy. Nachylił się nad zniesmaczonym synem. Maluch prychnął, krzywiąc się z obrzydzeniem. Bez położył po sobie uszy. Nie wiedział za bardzo co robić w takie sytuacji. 
Śmierdział?
Może stracił już węch. Jednak słodki zapach mleka unoszący się w kociarni temu zaprzeczał. Wziął mech w łapy i wzbił go w kulkę. Posłał ją ku malcowi ją. Niczym jego tata mu kiedyś. Nostalgia uderzyła go z lekka.
Kremowy kociak zamiast paść z zachwytu zgniótł kulkę. Bez posmutniał. Syn pokazał mu język i odwrócił się do niego kuprem, pokazując dodatkowo co o nim myśli. 
Van niechętnie odsunął się od niego. Chyba nie miał co próbować zaprzyjaźnić się z nim. Już spisał go na straty. Przez jego inność. 

* * *
Jego kocięta zostały uczniami nim zdążył się zorientować. Nie chciały mieć z nim kontaktu. Unikały niewygodnego ojca. Nienawidziły go. 
Czasem przychodził odwiedzić tatę w starszyźnie. Był już bardzo stary. Zielone ślepia nie lśniły jak dawniej. Rysował mu ich kocięta. Starał się je przyprowadzić. Lecz te niechętnie się z kim wybierały gdziekolwiek. 
Kremowy kocur był najgorszy. Brutalny. Zły na cały świat. Widział pogardę z jaką na niego patrzył. Jak niczym cień łaził za Wiatrem. 
Bez także za nim nie przepadał. Jeśli wolał tamtego to sam zbłądził na tym świecie. 
Dlatego też spotkawszy syna na swojej drodze, zjeżył się. 
Czego chciał?

<Lukrecja?>

14 czerwca 2022

Od Bzu CD. Plusku

Wystarczył sam widok żółtych ślepi sprawił, że przyspieszył kroku. Niczym kwiaty słoneczników wyróżniały się na tle szaro-burego obozowiska. Nie wiedział, gdzie zmierzała. Może znów zniknąć gdzieś na pół dnia? Nie chciał tego. Przez cały zamęt życia nie mieli dla siebie za dużo czasu. Były dni kiedy widział tylko jej cień znikający w oddali. Pospiesznie odrywał łapy od podłoża, byle jak najszybciej znaleźć się przy niej. Dziś nie zamierzał pozwolić jej zniknąć. Zauważyła go. Lekki uśmiech zakradł się na jej pysk. Odwzajemnił gest. Otarła się o jego szyję.
Zamruczał cicho. Chciał zatrzymać w czasie to uderzenie serca. Kotka oderwała się od niego i zaczęła poruszać pyskiem. Znów tajna mowa, której tylko on nie potrafił zrozumieć. Był wśród tylu kotów, a nie było nikogo kto potrafił go zrozumieć. Wraz z odejściem Iskry zniknęły rozmowy. Widział, że Plusk się starała. Chciała go rozumieć. Chciała z nim rozmawiać. Lecz nie potrafiła. Nie mógł jej za to obwiniać. 
Widząc, jak kocur posmutniał, ruda szturchnęła go lekko zdziwiona. Szybko sztuczny uśmiech powrócił na jego pysk. Nie mógł jej pokazać, że coś było nie tak. Potem nie miałby jak tego jej wytłumaczyć. Nie miał jak pokazać jej swoich problemów. Nie mogła go zrozumieć. Nie miała jak. 
Wyszli z obozowiska. Ciepłe promienie słońca tańczyły na polanie. Wysoka trawa łaskotała brzuch asystenta wojownika. Ruszył przed siebie, a ona tuż za nim. Niegdyś nieznane tereny stawały się coraz bardziej ich. Czuł się spokojnie przechadzając się wokół. Lisy też przestały być problemem. Choć wciąż niepewnie spoglądał na nie, jak niejeden współklanowicz. 
Żółte ślepia stanęły mu na drodze. Zmartwiony pysk Plusk przyglądał się mu uważnie. Dotknęła łapą jego czoła. Uśmiechnął się smutno. Nie był chory. Nie fizycznie. Musiał sprawić coś, żeby przestała się o niego martwić. Nie chciał, żeby marnowała swój czas i szczęście na coś co i tak nie mogła zrozumieć.
Strącił łapę kotki, uśmiechając się. Szybko zetknął się nosem z rudą, by następnie w podskokach oddalić się od niej. Zaskoczona przyglądała się mu. Przykucnął, zupełnie jakby chciał zaraz podskoczyć, żeby zachęcić ją do wspólnej zabawy. Plusk uniosła brew lekko zażenowana, jakby chciała powiedzieć, że są na to za starzy, lecz po uderzeniu serca podbiegła do niego. Odskoczył, nie dając się kotce złapać. Posłała mu stanowcze spojrzenie, lecz w jej ślipiach dojrzał wesołe iskierki. Zbliżyła się do niego, lecz i tym razem zdołał umknąć kotce. A tak mu się przynajmniej wydawało, gdyż przyciśnięty rudą łapą ogon do ziemi, uniemożliwił mu ten plan. Spojrzał zaskoczony na nią. Uśmiechnęła się zadowolona z siebie i podeszła do niego. Tym razem nie uciekał. Pozwolił jej na tą wygraną. 

* * *

Był na polowaniu. Błądził po polanie, próbując coś wytropić. Zwierzyna jak zwykle z nim nie współpracowała, lecz Błysk nie potrafiła znaleźć dla niego innego zajęcia niż zdobywanie pożywienia. Uważał, że to bez sensu, lecz nie miał jak wyrazić swojego sprzeciwu liderce prócz niezadowolonego wyrazu pyska. Miał już wracać do obozu, kiedy na jego drodze stanął ON. 
Bure futro poprzecinane pręgami lśniło zdawało płonąć w świetle zachodzącego słońca. Wibrysy kocura sterczały sztywno w powietrzu. Jego pogardliwy wzrok spoczął na nim. Bez położył uszy. Nie potrafił zrozumieć nienawiści kocura jaką pałał do jego osoby. Nie potrafił zrozumieć nic w nim. Dlaczego tak uczepił się Plusk. Co chciał od kotki. Dlaczego nie dawał jej spokoju, wciąż kręcąc się wokół niej. 
Nie wiedział jak na to zareagować. Co zrobić z mierzącymi go nienawistnym spojrzeniem ślepiami, które były wbite w jego sylwetkę. Bury zbliżył się do niego. Wystawił pazury. Bez wpatrywał się niepewnie w kocura. Chciał walczyć? Chciał go zabić? Tylko tyle potrafił wyczytać z jego sylwetki. 
Nie wiedział co zrobić.
Walczyć? Uciekać? Poddać się? 
Bury nie zamierzał dać mu więcej czasu na zastanowienie. Nastroszone sztywne futro skoczyło w jego stronę. Pazury wbiły się w niego, brudząc białą sierść na czerwono. Pisnął przestraszony. Próbował uciec. Próbował zrzucić z siebie silniejszego kocura. Lecz tamten nie zamierzał mu na to pozwolić. Twardo i silnie trzymał się niego, coraz bardziej go raniąc. Widział tańczące w jego ślipiach szaleństwo. Płonęło ogniem. Bał się. Cholernie się bał. Sparaliżowany tym strachem poddał się. Skulił się, czując cieknące łzy. Czuł się taki bezradny. Zamiast walczyć pogodził się z tym. Był skończonym idiotom. Nic dziwnego, że bury nim gardził. Nie był warty Plusk. Nie znał praktycznie partnerki. Była dla niego najważniejszym kotem, a nic o niej nie wiedział. Skąd była. Jak się znalazła u nich. Kim byli jej rodzice. Jak się czuła. 
Nic nie wiedział. 
Bezradny płacz został przerwany przez burego. Złapał jego pysk. Splunął na niego. Jego pazury jednym szybkim ruchem przejechały po nim. A potem drugi raz. I trzeci. Ciepła ciecz spływała mu po mordce. Metaliczny zapach przytłumiał inne zapachy. Ból stawał się z każdym uderzeniem serca niedoniesienia. Aż zemdlał. 

* * * 

Zapach ziół obudził go. Legowisko Plusk. To pierwsze co ujrzał. Wraz z otwarciem oczu powitał go ból. Głowy? Sam nie był pewny. Czuł się taki otumaniony. Przez zioła? Wszystko na to sugerowało. Zjeżona sierść dawała mu przeczucie, że coś złego się stało. Przebłyski tamtej nocy sprawiały, że w jego ślipiach pojawiały się łzy.
Ziemia zadrżała. Spojrzał zapłakany w stronę wejścia do legowiska medyka. Chciał wstać, lecz pajęczyna na brzuchu sprawiła, że krzywił się z bólu. Chciał ukryć łzy, zetrzeć je, lecz nie zdążył. W jej oczach także je dojrzał. Podbiegła do niego. Płakała. Wtuliła się w niego. Nie wiedział co zrobić jak zareagować. Pozwolił się wtulić w siebie kotce, zbyt sparaliżowany własnym strachem. 

* * *

Mrok powoli wkradał się na obozowisko. Zalewał sobą coraz więcej terenu. Bez obserwował to bez wyrazu. Ostatnio czuł się taki pusty. Niezdolny do życia. Całe dnie spędzał w legowisku medyka. Sam nie wiedział, czy wciąż musiał tu siedzieć, czy może za bardzo bał się wyjścia poza bezpieczny teren. Pozbawiony JEGO. Na samą myśl o kocurze ciarki przechodziły po jego ciele. Nie chciał go już nigdy spotkać. Nie chciał go już nigdy widzieć. Lecz czuł. Cały czas czuł jego zapach. Nikt nie wiedział co się wydarzyło. Nie miał jak komu o tym powiedzieć. Nie miał jak wskazać winnego jego stanu. Był całkowicie bezradny. Jak całe swoje życie.
Wysunął pazury. Był taki zły. Wściekły na cały świat. Dlaczego jego to spotkało? Akurat jego? Nie znał nikogo podobnego sobie. Tylko on miał tak zjebane życie. Tylko jego tak pokarał los. Za co? Nic nie zrobił. Od zawsze był taki. Upośledzony. Wykluczony. Dziwny. Inni. Chciał być jak inni. Móc mieć normalne relacje. Móc porozumiewać się z innymi kotami. Wiedzieć jak się czują. Móc powiedzieć im jak się czują. 
Lecz nie. Musiał być dziwadłem. Pozbawionym jednej z najważniejszych rzeczy w życiu. 
Zirytowany trzepnął ogonem, wbijając kurz w legowisku medyka. Coś mignęło mu przed ślipiami. Wrócił spojrzeniem w stronę wejścia. Plusk. Zdawała się być inna. Skulona. Pachniała smutkiem. Bez zastanowienia zerwał się. Skrzywił się lekko, czując ból. Nienawidził słabości swojego ciała. Kotka usiadła, chowając przed nim pysk. Uciekała spojrzeniem. Nie miał pojęcia co się stało. Nie miał jak zapytać. Bezradność znów sprawiła, że jego pazury wyżywały się na niewinnej glebie.
Zapach, którego tak bardzo nie chciał czuć dotarł do jego nozdrzy. 
Nie wierzył w to. 
JEGO paskudny smród unosił z kotki.
Nie. Nie chciał dopuścić do siebie tej myśli. Musiał pocieszyć kotkę. Nie mógł patrzeć na jej smutek. Spowodowany NIM. Musiał coś zrobić. 
Chciał przytulić kotkę, lecz ta drgnęła i odsunęła się niego. Spojrzała na niego ze smutkiem. Nie rozumiał. Nie rozumiał nic. Nie chciała go już? Nie kochała go? Dlaczego to zrobiła? Był gorszy od burego? Nie chciała go, bo był dziwadłem. Nie chciała go, bo nie potrafili rozmawiać. Nie mieli jak rozmawiać. Był wybrakowany. Nigdy nie poznał swojego ojca. Więc jak miał zostać ojcem dla ich kociąt. Był tak niekompletny. Wadliwy. 
Spojrzał na nią. Gniew i smutek mieszał w nim. Chciał się stać wartościowy w jej ślipiach. Nie gorszy od NIEGO. Lepszy. Choć wiedział, że to niemożliwe. Nie miał naprawić siebie. Nie miał jak się zmienić. Był skazany na swoją życiową bezradność. 
Poczuł ciepło na swoim barku. Kotka spojrzała na niego roztrzęsiona. Płakała. Otarła łapą łzy. Chciała udawać, że wszystko w porządku. Że nie jest gorszy. Lecz obydwoje dobrze znali prawdę. Zbliżył się do kotki. Czuł lekki opór u niej. Nie przejął się tym. Był skupiony na swojej misji. Chociaż w tym nie chciał być gorszy. 

* * *

Od tamtego wieczoru nie widywali się. Nie tak jak kiedyś. Wszystko zdawało się inne. Byli bardziej oddaleni. Bez nie rozumiał. Nie wiedział o co chodziło. Udowodnił, że nie jest gorszy, lecz teraz czuł się tak. Skąd. Dlaczego. Nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Nie potrafił dowiedzieć się od nikogo co zaszło nie tak. Nie miał jak z kimkolwiek porozmawiać. Zirytowanie na swój stan urosło w kocurze. Trzepnął gniewnie ogonem, ściągając na siebie uwagę Owocniaków. Ruszali pyskami do siebie. Nikt nie obawiał się rozmawiać o nim w jego towarzystwie. Nikt się z tym nie krył. Zupełnie jakby myśleli, że ich spojrzeń też nie widzi. Drwiących. Obrzydzonych. Zaniepokojonych. Współczujących. Miał ich dość. Nienawidził ich. Nienawidził tego całego świata, który z niego kpił. 
Tylko ona. Tylko się liczyła. Jej nienawiści nie potrafił znieść. Chciał to naprawić, lecz nie wiedział jak. Nikt go nie nauczył przepraszać. Rozumieć innych. Mógł jedynie obserwować innych. Koty często podarowywały sobie prezenty. Może w tym tkwiło porozumienie z Plusk?

* * *

Stali na przeciwko siebie. Jej przerażone spojrzenie wędrowało pomiędzy łapami. Nie była sobą. Nie była kotką, którą znał. Musiał ją pocieszyć. Kotka drgnęła, gdy podszedł bliżej. Zmieniła się. Zdawała się okrąglejsza. Pachniała inaczej. Często bywała we żłobku? Zmartwiony położył przed nią sójkę. Ptaka, którego już kiedyś jej podarował. Wtedy była szczęśliwa. Spojrzał niepewnie na kotkę, kładąc po sobie uszy. Chciał, żeby znów była radosna.

<Plusk?>

24 marca 2022

Od Bzu CD. Plusku

Smutno śledził kroki kotki. Ostatnio była taka inna. Taka obca. Widząc na sobie jej spojrzenie, położył uszy. Ogon smętnie pozamiatał podłogę. Widział, jak jej żółte ślipia pytająco na niego spoglądają. Zrobił krok w tył. 
Gdyby tylko umiał się z nią skomunikować.

* * *

Lisy zjawiły się w ich obozowisku. Krążyły wśród nich, jak u siebie. Jaskółka wesoło kroczyła w towarzystwie rudej kity. Zupełnie jakby zapomniała o całym świecie. O wszystkim co im zrobili. Bez to widział. Pamiętał do dziś. Nie tylko u niego obecność rudzielców przynosiła ból. Tuż za Jaskółką wędrował zazdrosny wzrok jej partnerki. Krecik przyglądała się temu wszystkiemu. Smutek bił od niej, sprawiając skrzywienie na mordce vana. Ćma i Maczek szeptali coś, kręcąc nerwowo ogonami. Jedynie Komar wraz z Sadzą u boku przypatrywali się temu z uśmiechem. Para kotów oglądała to wszystko z góry niczym przedstawienie. 
Wzrokiem szukał znanej mu puszystej sylwetki. 
Rude futro wpadło mu w ślipia. W towarzystwie nieznanego burego. Zmarszczył brwi. Nie znał go. Kiedy on tu się zjawił. Napotkawszy zielone ślipia obcy posłał mu wywyższające spojrzenie. Bez położył uszy. Nie rozumiał o co chodziło tamtemu. 
Szybkim krokiem oddalił się, czując dziwną gorycz w sercu, której nie rozumiał. 

* * *

Śniła mu się Plusk.
Pamiętał jak spoglądał niepewnie w jej żółte ślipia. Nie chciał tego zakończyć w tak sposób. Pachniała radością, więc czemu reagowała w taki sposób. Dlaczego to robiła. Tracił ją ponownie, aż zaczęła się śmiać. Na dobrze znanym mu rudym pysku zakwit uśmiech, za którym tak tęsknił. Odetchnął z ulgą. Widok śmiejącej się kotki był taki błogi. Taki pocieszny. Tracił ją jeszcze raz, aż ich pyszczki znów się spotkały. Tym razem trwało to dużej. Żar palił go po całym ciele. Przyjemne pieczenie. Chęć dotyku. Nigdy wcześniej nie myślał, że może poczuć coś takiego dotykając drugiego kota. Plusk odsunęła się, zasłaniając mu pysk łapą. Spojrzała na niego z wyrzutem, ruszając pyskiem. I znów? Bez spojrzał niepewnie na nią. Zaczęła znów poruszać pyskiem, spojrzała na swoje łapy. Znów posmutniała. Bez położył uszy. Nie chciał znów widzieć w tym niezrozumiałym dla niego stanie. Tracił kotkę. Plusk zaskoczona, pacnęła do lekką łapą. Bez znów lekko naparł na nią. Nie spodziewała się tego, gdyż obydwoje znaleźli się na chłodnym śniegu. Kotka ruszyła pyskiem. Zrobiła groźną minę. Bez uśmiechnął się lekko i zetknął się z nią nosem. Zły nastrój opuścił kotkę. Przyciągnęła go lekko do siebie.
Otworzył ślipia, by uderzeniu serca je zamknąć. Nie chciał wracać do szarej rzeczywistości. Nie chciał opuszczać przyjemnego snu. Coś poruszyło za nim. Zaskoczony zerwał się na łapy.
Ruda kotka niespokojnie kręciła się przez sen. Bez rozejrzał się wokół. Niebo powoli zabawiało się na czerwone barwy. Wspomnienia ostatniej nocy zaczęły bombardować umysł kocura. Serce zabiło szybciej. Wraz ze świadomością, jak martwi będą, gdy liderka odkryje co zrobili.
Trącił lekko onieśmielony kotkę. Plusk poruszyła pyskiem, by po uderzeniu serca zasłonić go łapami. Zdawała się też mieć miły sen. Bez nie chciał go przerywać, lecz nie miał wyjścia. Nie jeśli chcieli uniknąć gniewu liderki. Zdezorientowana ruda w końcu przebudziła się. Żółte ślipia spojrzały na niego pytająco. Ziewnęła, wstając leniwie.
Bez zatupał łapami, próbując dać kotce do myślenia, jak ważna jest kwestia czasu. Ruda spojrzała na niego nieobecnym spojrzeniem. Rozejrzała się wokół i spojrzała zmartwiona na pysk kocura. Zrozumiała. Razem prędkim krokiem udali w stronę znajomych terenów. Nieznane tereny prezentowały się zupełnie inaczej za dnia. Bezkresne polany. Zapach królików unoszący się w powietrzu. Niskie i wysokie nieznane trawska. Bez przyglądał się temu ile mógł, biegnąc przed siebie.
Byli już blisko.
Zatrzymał się gwałtownie widząc na horyzoncie szarą sylwetkę.
Komar.
Kocur uśmiechnął się do nich. Zaczął poruszać pyskiem. Podchodzić bliżej. Bez zdezorientowany spoglądał na Plusk. Beztroska zniknęła z płaskiego pyska. Uszy jak i ogon opadły. Odpowiedziała coś wojownikowi, który zdawał się bawić znakomicie. Pomimo powagi na pysku pachniał radością. Radością zmieszaną z podekscytowaniem. Bez nie rozumiejąc nic z tego co się działo, jedynie spoglądał a to na jedno, a to na drugie.

* * *

Leniwie otworzył ślipia. Ponura pogoda nie zachęcała do wyjścia. Podobnie jak głód. Powrót do dawnego domu coraz częściej chodził wszystkim po łbie. Każdy tego pragnął. Tam nie znali głodu. Tam nie znali niebezpieczeństwa. Odizolowani. Bezpieczni.
Wstał niechętnie. Długie, białe łapy wlokły się po ziemi. Metaliczny zapach uderzył do jego nosa. Niewyraźna sylwetka stała na środku obozu. Niewielka.
Kocię?
Potarł zaspane ślipia.
Nie.
Nie wierzył w to co widział.
Wraz z jego paniką zjawiły się inne koty. Równie przerażone. Woń strachu i niepokoju mieszała się ze sobą. Nie musiał słyszeć, by wiedzieć co mówią do siebie. Wszyscy zamarli, gdy bura sylwetka wyszła ze swojego legowiska. Żółte ślipia przeszyło niedowierzenie. Potem gniew. Ryk tak potężny, iż nawet najdrobniejsze kamyczki zadrżały na ziemi.
Bez starał się odnaleźć Plusk wśród przerażonego tłumu. Rude futro wyjątkowo stało się trudne do wyłapania.
Krąg nad cynamonowym łbem poruszał się samoistnie, dyrygowany przez panikę. Matki tuliły swe kocięta. Komar zasłonił łapą widok Agrestowi. Gronostaj płakał cicho wtulony w brata. Jaskółka wraz z lisią towarzyszką spoglądały na to z niedowierzeniem.
Wszystkim chodziło jedno pytanie po łbie.
Kto zamordował Drewno?


<Plusk?>

05 stycznia 2022

Od Bzu CD. Plusk

 Śnieg sypał, zalewając wszystko bielą. Puch przykrywał wszystko. Nawet koty. Bez, widząc idącą rudą sylwetkę, otrzepał się. Plusk przyszła się z nim pobawić. Cieszył się, że jego siostra jednak nie miała nic przeciwko. Czasem tak bardzo nie rozumiał kotki. Ale miała dużo na głowie. Tyle kotów ostatnio łapało nowe urazy. Ciekawe, czy miała z kimś cię czasem pobawić. 
Zeskoczył z drzewa, nie pogrążając się dalej w myślach. Teraz liczyło się to, że ruda chciała z nim spędzić czas. Podekscytowanie aż paliło go w łapy. Kotka powitała go czule, ocierając się o jego szyję. Zamruczał, ale zawstydził się i nie powtórzył gestu Plusk. Usiadła, więc dosiadł się. Jej wzrok powędrował ku górze. Płatki śniegu tańczyły na niebie, tworząc wszelakie wzory. Bez obserwował to zafascynowany. Chciałby również tak tańczyć...
Świetny pomysł zawitał w łebku vana. Nie był pewien czy rudej też się spodoba, ale była szansa, że tak. Zerwał się, sprawiając, że żółte ślipia spojrzały na niego. Trącił kotkę, pokazując ogonem, żeby za nim szła. Kotka nieco zdziwiona wstała i ruszyła za nim. Wesołym krokiem asystent wojownika pędził przez ośnieżony sad. Ptaki zrywały się do lotu, widząc parę biegnących kotów. Lecz koty nie przejmowały się tym. Co innego wojownicy patrzący na nich z niesmakiem. 
Dotarli. Bez wciągnął do płuc chłodne powietrze, lekko zipiąc. Spojrzał się na rudą. Kotka uśmiechała się niepewnie, rozglądając. Nie wiedziała, czemu tu przybiegli. Decydująca chwila. Bez wkroczył na zamrożoną ziemię. Jego łapy zaczęły się ślizgać. Lód nie akceptował miękkich poduszek kocura. Van wyciągnął pazury dla lepszej przyczepności i zaczął się ślizgać. Plusk na początku jedynie go obserwowała. Dopiero widząc, że Bez się świetnie bawi, niepewnie wkroczyła na zamrożony strumyk. Jej łapy szybko się rozjechały i upadła na lód. Bez uśmiechnął się lekko i podszedł do kotki. Trącił ją lekko i pomógł wstać. Łapy kotów zaplątały się w ślizgawicy i tym razem obydwoje wylądowali twardo. Bez zaśmiał się cicho. Plusk uśmiechnęła się jedynie lekko zawstydzona. 

* * *

Niechętnie podniósł się z legowiska. Śniła mu się Iskra. Tęsknił potwornie za czekoladową. Jedyną, z którą mógł porozmawiać. Jedyną, która starała się go zrozumieć. Ból zakwitł w sercu kocura. Nie chciał tak żyć. Wiecznie samotny wśród tylu kotów. 
Widząc rudą sylwetkę, idącą ku wyjścia z obozu skulił się. 
Ona także go opuściła. W dzień tragedii powaliła go na ziemię. Krzyczała. Zapach rozpaczy mieszał się ze złością. Była na niego zła. Lecz nie wiedział czemu. Nie rozumiał. Tak bardzo się jej bał. Zaufał jej, lecz ona zraniła go i uciekła. Nic nie trzymało się sensu.
Niechętnie trącił mech w legowisku. Teraz znów szła tam. Wyglądała radośnie wybierając się w tamto miejsce. Podekscytowanie zdawało się od niej bić. Jedyny szczęśliwy kot w morzu bezsilności i rozpaczy. Znikała na cały dzień. Czasem dłużej. Wracała pachnąc królikami. Obcymi. Bez widział, że woli ich od Owocowego Lasu. Nie dziwił się. Musieli być szczęśliwszym klanem niż jego. 
Otulił się szczelnie ogonem. Próbował wrócić do tamtego snu. Nim zostanie wyciągnięty na polowanie, które i tak zawali. 

<Plusk zrehabilituj się czy coś>

Od Bzu

Wpatrywał się zniszczone ogrodzenie. Nie rozumiał, czemu nie wolno było mu tam wchodzić. Każda próba kończyła się na wizycie u Błysk. Kotka krzyczała. Nie słyszał tego, lecz szeroko otwarty pysk, zwężone ślipia, najeżone futro oraz ostry zapach złości skutecznie o tym mówił. Miauczała do niego tyle rzeczy. Czasem płakała. Lecz Bez nic nie rozumiał. Nie mógł. Był uszkodzony. Obcy we własnym klanie. Nie rozumiany przez nikogo. Samotny.
Nie lubił nowego miejsca. Nie mógł się do niego przyzwyczaić. Do wilgoci. Mokrego podłoża. Zbyt dużego natężenia kotów. Małej ilości zwierzyny. Ciągle ktoś był głodny. Ciągle ktoś był ranny. Zapach smutku i rozpaczy wypełniał cały ich "nowy dom". Nikt się nie uśmiechał. Nikt nie był szczęśliwy. Wszyscy tęsknili. Lecz nikt nie mógł tam wrócić.
Bez czuł zapachy porzuconych przez nich członków klanu. Wciąż byli w ich starym domu. Lecz nie wiedzieć czemu nie mogli do nich przyjść. Kocur trochę im się nie dziwił. Także wolałby tam zostać gdyby nie łyse kreatury. Zadrżał na myśl o nich. Okropnych bestiach, które przyniosły ze sobą ból, rozpacz i głód. Pachnące spalenizną i śmiercią. Van pokręcił łbem, starając wyrzucić złe wspomnienia. Lecz te wciąż go nawiedzały. Rozmyślał nad tym co się stało. Był pogrążony we własnych teoriach, lecz żadna z nich nie miała sensu. Nikt nie mógł mu wytłumaczyć co naprawdę się wydarzyło. Czemu ich klan został podzielony na dwie części i nie mogli do siebie wrócić. Mógł jedynie umartwiać się i tonąć we własnych domysłach.
Ziemia zadrżała. Odwrócił się niechętnie. Niebieski kocur. Znał go. Lubił mu dokuczać. Jak i pozostałym. Podszedł do niego. Otulił ogonem i zaczął coś mamrotać. Bez zacisnął ślipia z bezsilności. Nic nie rozumiał.
Jak zawsze.

24 listopada 2021

Od Bzu CD. Plusku

Wesoło podskoczył, sprawiając, że kolorowe liście powędrowały do góry. Czerwień, pomarańcz i ciepła żółć tańczyła wokół bawiących się jak kocięta kotów. Liście wirowały dookoła skaczących i śmiejących się mieszkańców Owocowego Lasu. Ich roześmiane ślipia zerkały na siebie ukradkiem, a łapy skocznie przemieszczały się.
Bez przykucnął, by wbić się wyżej. Ciepły podmuch wiatru przywitał go, rozwiewając białe futro kocura. Lądowanie nie było tak przyjemne. Ciężko grzmotnął o mokrą ziemię. Nieznajoma kotka podeszła do niego zmartwiona. Jej pomarańczowe ślipia przyglądały się mu z troską. Bez uśmiechnął się i wstał pospiesznie, by ta nie przejmowała się. Nic mu nie było prócz brudu. Spojrzał na błocko, które skryło się pod liśćmi. Uśmiechnął się przebiegle. Uderzył łapami mocno, ochlapując siebie i kotkę błotem.
Zastygła. Bez niepewnie spojrzał na nią. Nieokreślone emocje wypełniały jej ślipia w kolorze zachodzącego słońca. Położył w akcie skruchy uszy. Myślał, że uzna to za zabawne. Łeb powędrował ku dołu, lecz nim zdążył wyskrobać pazurem obrazek coś lepkiego uderzyło w jego futro. Kotka przyglądała mu się dumna ze swojego dzieła. Bez podskoczył wesoło w bojowym nastroju. Ich walka dopiero się rozpoczęła. 


* * *

Cali w błocie, ale za to jacy szczęśliwi skierowali łapy ku obozowisku. Bez nie wiedział kim była, lecz już ją uwielbiał. Była taka super. Taka czaderska. Chciał móc codziennie się z nią bawić. Tak bardzo brakowało mu tego w tym pozornie szczęśliwym społeczeństwie.
Koty uśmiechały się, lecz Bez widział jak smutek grał w ich sercach. Cały Owocowy Las przygasł, pozostawiając go samego. Mama nie miała czasu. Siostry też. Wszyscy zbyt zajęci własnym życiem odrzucili głuchą i zbędną jednostkę. Wszyscy czuli się zbyt niezręcznie w towarzystwie kota, z którym nie można było rozmawiać. Lecz teraz wszystko się zmieniło. Nieznajoma kotka pojawiła się w jego życiu, rozświetlając je na nowo. Niczym zesłana przez Iskrę sprawiła, że wieczna samotność odeszła w nie pamięć. Bez wyprzedził kotkę, skrobiąc pazurem obrazek przed nią. Kółko przedstawiające słońce i owalne kształty przedstawiające liście. Przekaz był jasny. Jutro znów się pobawmy. 
Ziemia zadrżała. 
Niebieska szylkretka wyszła z krzaków. Niezapominajka. Bez uniósł radośnie ogon na widok kotki. Jej wymuszony uśmiech sprawił, że opuścił uszy. Medyczka spojrzała na obraz Bzu i pokręciła łbem, ścierając go łapą. Zaczęła poruszać pyskiem, sprawiając, że ruda kotka położyła po sobie uszy. Bez nie rozumiał co się dzieje. Spoglądał jedynie smutno na siostrę i rudą. Nie chciał jej stracić. Nie rozumiał co się dzieje. 

<Plusk?>

30 października 2021

Od Bzu

Jego siostra miała własnego niewolnika. Albo ucznia. Nie zbyt rozumiał ten koncept. Tak czy inaczej nieznana mu wcześniej ruda kotka pojawiła się w Owocowym Lesie i zamieszkała wraz z jego siostrą. Może były razem? Tego Bez nie wiedział, lecz nie pamiętał, żeby Owieczka mieszkała z Bielikiem. Pokręcił łbem. Wszystkiego się dowie, jak przyjdzie do siostry. Pewnym krokiem wkroczył do legowiska medyków. Zapach ziół uderzył w jego nozdrza już po pierwszym kroku. Zaraz po nim smród chorób. Skrzywił się, rozglądając. Nie zauważył wcześniej wiele kotów znajduje się w łożu medyków. Przestrzeń pomiędzy gałęziami krzewów jeżyn była wręcz przepełniona znanymi mu pyskami. Księżyc siedział z łapą w pajęczyną. Obok niego drzemiąca Tajfun z podobnym urazem. Nowa partnerka taty także się tu znalazła wraz z jego rodzeństwem, które miało mokry mech na łbie. Prócz nich dojrzał córkę Owieczki siedzącą obok Głogu, który jak zwykle smętnie poruszał pyskiem. Zauważył ostatniego kota stojącego obok jego siostry. Kotka, której wręczał pióra odwróciła łeb na jego widok.
Bez położył uszy smętnie, zapominając prawie po co tu przyszedł. Zrobił krok w tył, lecz poczuł opór. Coś miękkiego znajdowało się za nim. Coś ciepłego. Pachnącego ziołami. Odwrócił się zaskoczony. Ruda kotka także wpatrywała się w niego zdziwiona. Zaczęła poruszać do niego pyskiem, co prawiło, że Bez przekręcił łeb nie rozumiejąc ani słowa. Zaczął rysować pazurem w ziemi. Niezapominajka do nich podeszła. Burknęła coś zmęczona do rudej i pozostawiła ich samych. 

<Plusk?>


wyleczeni: Księżyc, Tajfun, Zięba, Szpak, Miód, Głóg, Sadza

Od Bzu

Kolejny ciepły dzień zawitał w Owocowym Lesie. Bez spojrzał na zachmurzone niebo i uśmiechnął się lekko. Było ciepło. Trochę duszno, lecz nie przeszkadzało mu to szczególnie. Białe krótkie futro było idealne na takie temperatury. Asystent wojownika przeciągnął się leniwie. W takie dni jak te lubił spędzać czas z rodziną, która ostatnio się powiększyła. 
Jego siostra Kolendra miała młode. Małe puszyste kulki futra. Obydwie z rudym kolorem na swoim ciele. Nie wiedział kto jest ich tatą, ale podejrzewał Posłonka, który ostatnimi księżyców plątał się przy jego siostrze. Ciekawe czy Krzemień cieszył się z zostania po raz drugi tatą i dziadkiem w tak krótkim czasie. Nadal nie rozumiał czemu tata miał nową kotkę, ale zamierzał to jeszcze z nim wyjaśnić. 
Pewnym krokiem wszedł do kociarni, która ostatnio wręcz przepełniona była kociętami. Rozbiegane kulki futra o wszelakich kolorach biegały energicznie. Niektóre siedziały w kącie, inne skryte za rodzicielkami przyglądały mu się niepewnie. Szybko w tym chaosie zauważył siostrę. Kolendra posłała mu lekki uśmiech, zachęcając łapą do podejścia. Bez wziął głęboki wdech, przygotowując się na poznanie siostrzeńców. Pierwsze wrażenie robiło się tylko raz. Podszedł do karmicielki, rozglądając się uważnie za jej młodymi. Jedno z nich siedziało przy matce. Nie przypominało Kolendry, ani Niezapominajki, czy Bzu. Ani ich babci Brzoskwinki. Skąpane w czarni miało rude plamki gdzieniegdzie. 
Na pewno było jego siostry? 
Trochę w to wątpił patrząc na młode i kotkę. Ale zaraz. Było ich podobno dwa. Przynajmniej tak pokazywał mu Posłonek. Więc gdzie było drugie?

<Kulik? Maczek? ktoś chce poznać wujka?>

23 października 2021

Od Bzu CD. Perkoza

Zdezorientowany spoglądał na skaczące kocie. Lekko się uśmiechnął do malca. Lubił młode. Były takie wesołe, pełne energii oraz radości z życia. Nie to co dorośli wojownicy, z którymi zazwyczaj przebywał. Z kociakami chociaż dało się pobawić. Widząc jak rudzielec porusza pyskiem w jego stronę, odszedł na uderzenie serca, by po chwili sprezentować malcowi kłębek mchu. Taki sam jaki podarował mu jego tata. Rudy też nie miał taty. Chyba. Owieczka zdawała się interesować tylko Bielik, ale Bez nie był pewien czy dwie kotki mogą mieć młode. Może tak, skoro młoda medyczka za bardzo nie przebywała z innymi kotami.
Bez poturlał kłębek mchu do malucha. Ten przyjrzał mu się uważnie, a następnie podarunkowi. Zadowolony poruszał do niego pyskiem, by potem zniknąć w kociarni. Bez z zaciekawieniem wypatrywał sylwetki młodzika. Każda interakcja z mieszkańcem Owocowego Lasu była zupełnie inna. I taka tajemnicza i ekscytująca. Van nigdy nie wiedział czego się spodziewać.
Kocie wróciło. W pysku trzymało kolory liść, który musiał spaść z jabłoni. Pomarańcz przechodziła w czerwień, a sam czubek pożółkły sprawiał, że wszystko przypominało Bzowi wschodzące słońce rankiem. Rudy podsunął liść pod jego łapy. Van nie mógł uwierzyć. To było dla niego? Taki piękny liść? Nie wiedział czy da radę przyjąć taki podarunek. Z szacunkiem pokłonił się przed kociakiem, któremu najwidoczniej się to bardzo spodobało. 
Teraz musiał sprowadzić jego drugą mamę do niego! Musiał jakoś się odwdzięczyć za ten piękny gest. Pokazał ogonem kocięciu, żeby podążył za nim. Odzyska dla niego mamę. Bielik się nie wywinie od rodzicielstwa!

<Perkoz?>

21 września 2021

Od Bzu CD. Brzoskwinii

Przytulił się do mamy mocno, żeby poczuła jak bardzo ją kocha. Kolejne piórko. Miał już jedno od Krzemienia, jedno od siostry i jeszcze jedno od Iskry. Jeszcze trochę i zdobędzie wystarczająco dużo by zostać ptasim wojownikiem. W poskokach chwycił ptaka i spojrzał na mamę zadowolony. Musieli zanieść zdobycz na stos. Tak jak inne koty w Owocowym Lesie. 

* * *

Nowe liście zawitały na drzewach. Słońce niestety nie. Było zimno. Bez chodził skulony po obozowisku. Mróz mu dokuczał. Chciałby mieć futro jak ten śmieszny czarny kocur. Jemu musiało być cieplutko. Gdyby nie miał takiego strasznego pyska Bez bez zastanowienia wtuliłby się w niego i przeczekał zimne dni. Trójkolorowe futro pojawiło się w zasięgu wzroku młodego wojownika (a dokładnie asystenta wojownika).
Jego ukochana!
Poznał kotkę parę księżyców temu. Komar coś poruszał do niej pyskiem. Była smutna. Ale na widok podsuniętego przez Bza piórka uśmiechnęła się lekko. Wtedy jego serce zabiło szybciej, a kocur zrozumiał, że to z nią chce być jak Księżyc i Poziomka. Może bez wrogości Księżyca. Cały skowronkach chodził po Owocowym Lesie prezentując ukochanej coraz dziwniejsze prezenty, na które bywała nie raz zdezorientowana. Z czasem zaczęła poruszać do niego pyskiem. Bez w skupieniu starał się zrozumieć co ta próbuje mu przekazać, ale z marnym skutkiem. Nie miał bladego pojęcia o czym mówiła, ale wierzył, że połączyła ich wyjątkowa więź!
Szybkim krokiem skierował się w jej stronę. Uszy ukochanej oklapły. Zrobiła krok do tyłu, a Bez przekrzywił łebek nie rozumiejąc co się dzieje. Wpatrywała się w niego uderzenie serca i uciekła. Van od zniknięcia Iskry nie poczuł takiego smutku. Nie rozumiał co się stało. Czemu tak zrobiła. Położył po sobie ogon i skierował się w stronę legowisk wojowników. Stracił ochotę na produktywny dzień. I tak nie miał już posłań do zrobienia. 
Dopiero napotkana przez niego para zielonych ślip sprawiła, że jego ogon uniósł się ciutkę do góry. Mama. Podbiegł do kotki cały zdołowany i przytulił się do wojowniczki. 
Jak miał jej wytłumaczyć swój problem? 


<mamo, mistrzyni związków pomóż dziecku>

19 września 2021

Od Bzu CD. Poziomki

Bez widząc Księżyca i Poziomkę podbiegł do nich radośnie. Miał do nich jedną sprawę. Miłośną. Byli jedyną znaną mu parą prócz jego mamy i taty, a ci nie zdawali się być tacy w sobie zakochani. A Bza rozpierało wesołe uczucie towarzyszące kotom w związku. Chyba. Tak mu się wydawało. Odkąd poznał tą kotkę wszystko... nabrało sensu! 
Księżyc zmrużył na jego widok ślipia, ale Poziomka szturchnęła go. Bez usiadł koło nich cały w skowronkach. Koty zaczęły poruszać pyskami, a kocur wziął się za rysowanie. Narysował dwa koty i wskazał na nich. Potem inne dwa i wskazał na siebie. Proces myślowy ruszył u Poziomki i Księżyca, którzy na początku nie orientowali się o co chodzi. Ale dzięki paru innym rysunkom przekaz, który próbował im rozrysować Bez dotarł do nich. 
Pozostawał im jeden problem. Jak mają doradzić głuchemu kocurowi zdobyć ukochaną? Kim ona w ogóle jest?
Poziomka po paru uderzeniach serca narysowała Bzu kwiatka. Van puknął się łapką w łeb. No tak kotki lubią kwiatki. Wszyscy lubią kwiatki. Idealny prezent. Księżyc kręcił pazurem w ziemi dłuższą chwilę. Napotkawszy się ze spojrzeniem Bza prychnął i pokazał swoje dzieło. Van zmrużył ślipia. Rysunek przedstawiał dużo leżących na ziemi kotów, jakieś kałuże, łeb myszy i dwójkę kotów na drzewie. Jeśli miał być szczery to nic z tego nie rozumiał. 
Poziomka zaczęła ruszać pyskiem, Księżyc się zjeżył. Pachniał złością. Wściekłością. W końcu starł rysunek i agresywnie warknął na vana. Bez już kompletnie się gubił. Nieco spanikowany odbiegł od dwójki kotów.
Żałował, że ich zapytał. 


* * *

Wraz z nadejściem pory śniegu zrobiło się bardzo zimno. Bez nie dawał rady na legowisku na drzewie. Wystarczyło, że zawiał wiatr, a już cały się trząsł. Ogołocone z liści gałęzie nie dawały żadnego schronienia. Śnieg spadał na nich sprawiając, że coraz więcej kotów chorowało.
Jego siostra nie dawała sobie rady. Wszyscy to widzieli. Zagrzebana w ciągle kończących się ziołach kotka pogrążała się w rozpaczy. Bez przychodził do niej często. Przynosił posiłki, których tak unikała. Nie rozumiał co się działo z siostrą. Gdzie odeszli Wschód i Owieczka. 
Wstał niepewnie z legowiska. Czuł jak łapy zamarzły mu. Próbował nimi poruszać, ale nie mógł. Spanikowany pisnął. W końcu zerwał się z legowiska niemal spadając z gałęzi. Ledwo wyciągnął pazury, by zawisnąć w powietrzu. Przed ślipiami zrobiło mu się ciemno. Czarne kropki zatańczyły tam gdzie kiedyś były drzewa. Nawet nie wiedział gdy upadł. 

* * *

Obudził się w ciepłym legowisku. Otworzył niepewnie ślipia. Nie wiedział kiedy się tu znalazł. Rozejrzał się. Prócz niego leżała tu Kostka. Była zła. Jak zawsze. Smutna Bielik leżała też niedaleko nich. Ale nawet nie spojrzała na żadnego z nich. Próbował wstać, ale coś mu nie pozwalało. Spojrzał na swoją łapę. Była owinięta liśćmi, pajęczyną i chyba w środku był patyk. Powąchał łapę i skrzywił się. Śmierdziała ziołami. 
Poziomka zjawiła się w wejściu do łoża medyków. Spojrzała na niego smutno i przybiegła do kocura.

wyleczeni: Bez, Kostka, Bielik 

07 września 2021

Od Bzu CD. Iskry

Kocurek spojrzał na kotkę zaskoczony. Już wiedział czemu piszczka uciekła. Uśmiechnął się szeroko i podbiegł do mentorki. Przyległ do jej boku zadowolony, spoglądając na dumną z niego kotkę. Dzięki niej tyle już rozumiał! Niezrozumiały i dziwaczny świat, w którym żył z każdym wschodem słońca jej nauk stawał się ciutkę bardziej logiczny dzięki treningom z czekoladową. Iskra poczochrała go po łbie łapą i dała mu znak, żeby spróbował ponownie coś upolować. Bez kiwnął łebkiem i ruszył ku krzakom. Teraz musiało wyjść.

* * *

Dziś nie wyszli z obozowiska. Bez spojrzał niezrozumiale na mentorkę. Lubił ich wspólne wycieczki. Kotka uśmiechnęła się do niego i wskazała na kupę gałązek. Van podszedł do nich i obwąchał je. Gałęzie jak każde inne.
O co więc chodziło?
Łapa Iskry wskazała na drzewo. Na jego gałęziach ciągnęły się legowiska kotów, które wylegiwały się w nich, poruszając pyskami. Bez zmarszczył brwi. Miał już swoje miejsce do spania. Po co te gałęzie? Kotka wzięła do pyska jedną z patyków i zaczęła coś z nich tworzyć. Parę sekund później przed Bzem leżało nawet zgrabne gniazdo. Kotka spojrzała na swoje dzieło z dumą, a potem na Bza. Wskazała na jego, a potem na gałęzie, poruszając spokojnie pyskiem. Kocurek podszedł do kupki patyków. Czuł, że to nie będzie łatwa lekcja. 

* * *

Po paru wschodach słońca budowanie legowisk szło mu jak z płatka. Mógłby to robić nawet z zamkniętymi ślipiami, ale wtedy patyki wystawały nieładnie. Bez był dumny z siebie, a jego mentorka jeszcze bardziej. Pomimo że nie słyszał gdzieś głęboko czuł, że kotka na pewno go wychwala. Pokazywał już mamie swoje legowiska i kotka nawet obdarowała go zdumionym spojrzeniem! Bez był wniebowzięty. Cały w skowronkach łaził po obozowisku prezentując swoje wyroby. Komarowi się nie spodobały i rozwalił parę z nich, ale dla Bzu to kolejne wskazówki co musi poprawić. Dzięki długim liściom traw były jeszcze bardziej wytrzymałe na ataki niezadowolonego Komara.
Podbiegł do Iskry wesoło. Już nie mógł się doczekać co dzisiejszy dzień przyniesie. Mentorka posłała mu lekki uśmiech i wskazała na drzewo. Bez przekręcił łebek. Nie rozumiał. Umiał już wspinać się po drzewach. W sensie aby dostać się na legowisko i z powrotem. Czekoladowa podeszła do drzewa i sprawnie wspięła się na nie. Po paru uderzeniach serca spoglądała na ucznia z góry. Pomachała do niego łapą, a następnie wzięła rozpęd i przeskoczyła na kolejną jabłoń. Bez z otwartym pyskiem obserwował poczynienia kotki na drzewach. Nie wiedział do dziś, że można na nich robić takie rzeczy. Wbił pazury w korę podekscytowany. Zaraz on będzie latał niczym ptasi wojownik pomiędzy jabłonkami. 

* * *

Dziwna ceremonia odbyła się parę wschodów słońca po zniknięciu Iskry. Bez był przygnębiony. Nie rozumiał, gdzie poszła sobie kotka.
Czemu nie wzięła jego?
Przecież mieli tyle wspaniałych wspólnych przygód. Kotka była dla niego jak druga mama, a teraz zniknęła bez żadnego rysunku tłumaczącego co się dzieje. Bez wbił wzrok w łapy. Znów jego życie zmieniło się. Nie wiedział o co chodzi. Już miał nie spać na legowisku uczniów, ale wraz ze starszymi kotami. Nie był tak duży jak oni, więc nie rozumiał, czemu ma teraz spać na gałęzi z nimi. Westchnął i spojrzał do góry. Gwiazdy mrugały do niego przyjaźnie. Chmury skąpane w różnych kolorach granatu sunęły się przez gwiazdozbiór. Niebo wyglądało majestatycznie. Bez tak strasznie żałował, że Iskry nie ma z nim teraz. 
Stracił jedynego kota, który go rozumiał. 
Poczucie samotności i tęsknota były nie do zniesienia. Znów był sam, wśród całego klanu kotów. 

06 sierpnia 2021

Od Bzu CD. Krzemienia

Spojrzał podekscytowany na kamień. Nie mógł zrezygnować ze swojej wizji nawet jeśli ptasi wojownik nie był ptasim wojownikiem.
Kto wie, może on odkryje w sobie potencjał do lotu?
Wskoczył na kamyk wesoło. Czarny nieznajomy pokręcił stanowczo łbem. Wiedział już na metodzie prób i błędów, że ten gest oznaczał "nie". Ale czy to powstrzymywało? Nie. Nie mógł zrezygnować dopóki sam się nie przekona. 
Pewnie zamachał łapami i poderwał się do lotu. Pomimo że ten trwał ułamek uderzenia serca był piękny. Kocurek poczuł wiatr wędrujący po jego futrze. Przyjemny letni powiew. Był tak wysoko. Chciał, żeby ta chwila trwała wiecznie. Niestety skończyła się twardym lądowaniem. Nie wylądował tak pięknie jak ptaki na dwóch łapach. Upadek na pysk nie był przyjemny. Bez oderwał się od ziemi i zapłakany spojrzał na czarnego kocura. Ten tylko westchnął i podszedł do niego. Obejrzał go z każdej strony zupełnie jakby chciał sprawdzić czy na jego ciele wyrosły jakieś pióra. To skutecznie odwróciło uwagę malca i sam zaczął oglądać swoje niewielkie ciałko. Czarny pokazał mu łapą, że ma tu czekać po czym zniknął na uderzenie serca w krzakach. Bez wpatrywał się w zniecierpliwieniem, zastanawiając się co się zaraz wydarzy. Dreszcz podekscytowania przeszedł przez jego białe łapki. Czarny kształt wyskoczył z krzewów. 
Bez zastygł. Jego ślipia otworzyły się szeroko. Śliczne białe piórko zostało położone przed jego łapkami. Malec aż podskoczył z radości. Nie wiele myśląc, podbiegł do dopiero poznanego kocura i przytulił do niego. Tulił się mocno w czarne futro i uniósł łebek by spojrzeć w zaskoczone zielone ślipia. 
Chciałby mieć takiego brata jak czarny. Pewna myśl przeszła przez łebek Bzu. Ogonek aż sam wesoło podskoczył do góry. Kocur dał mu tyle miłości i czasu. A nawet prezent! A co jeśli... co jeśli czarny był dla niego tym samym co Jabłko dla Poziomki?
Co jeśli był jego tatą?
Poczuł jak kocur poklepał go ogonem po grzbiecie. Zamruczał cicho. Było tak miło. Złapał za piórko i nieumiejętnie próbował włożyć je sobie w futerko. Jego pierwsze pióro. Jeszcze trochę takich i będzie prawdziwym ptasim wojownikiem. Może wtedy uda się, żeby jego lot trwał dużej niż ułamek uderzenia serca? 
Możliwe. Nie mógł wykluczyć takiej możliwości. Czarny tyknął go i wskazał łapą na piórko. Bez podał mu je niepewnie. Kocur włożył je za ucho malca. Kociak gdyby nie lekkie gilgotanie pewnie nawet by nie wiedział, że je tam ma. Cały skowronkach złapał czarnego za ogon i zaczął ciągnąć w stronę żłobka. Skoro ten był jego tatą to musiał kochać mamę jak Jabłko Stokrotkę. 
Może mama ucieszy się na jego widok i przestanie być na niego zła?

<Tato?>

01 sierpnia 2021

Od Bzu CD. Brzoskwinki

Bez widząc zbliżający się do niego pomiot piekielny pokręcił łebkiem. Nie rozumiał, czemu i mama chce go otruć. Skulił się pod ostrym spojrzeniem rodzicielki. Straszna myśl przeszła przez główkę Bzu. 
Aż tak nie chciała z nim spędzać czas?
Łzy pojawiły się w zielonych ślipiach. Pokręcił łebkiem, czując jak traci nad tym kontrolę. Mama spojrzała spanikowana na złego pana, który także wyglądał na zmartwionego. Poruszył pyskiem i wyszedł. Mama niepewnie do niego podeszła i przytuliła. Bez już nie rozumiał. Płakał cicho, wtulony w rodzicielkę. 
Drżenie ziemi. Straszny pan powrócił. W pysku trzymał niewielkiego ptaszka i kwiatek. Ładny kwiatek. Bez otarł łezki. Podszedł niepewnie, ale zaciekawiony. Takiego jeszcze nigdy nie widział. Jego płatki wyglądały jak niebo, gdy słońce zachodziło. Każdy innego odcieniu. Bez nie mógł się na nie napatrzeć. Było ich tak dużo. Mama tupnęła. Kocurek spojrzał na nią zdziwiony. Pokazała mu ptaszka, a potem kwiatka. Van położył uszy. Dobrze rozumiał ten przekaz. 

* * *
*przed śmiercią Iskry*

Bez chodził obozowisku, szukając mamy. Ostatnio była dziwna. Odkąd ruda kotka, która czasami odwiedzała ich w żłobku została zakopana w ziemi mama już się nie uśmiechała. Bez nic tego nie rozumiał. Tajemniczy, lecz i mrożący zapach, którym pachniała zakopywana pozostał w pamięci Bzu. Kocurek miał nadzieję, że już nigdy więcej go nie poczuje. 
Widząc trójkolorowe futro, podbiegł do niego. Mama spojrzała na niego i uśmiechnęła się licho. Bez położył uszy. Nienawidził, gdy rodzicielka była smutna. A tak pachniała większość swojego życia. Musiał coś zrobić. Coś, żeby znów uśmiechnęła się szczerze. Podskoczył zadowolony, gdy pewien pomysł wpadł mu do łebka. Spojrzał na kotkę. Mama przyglądała się podejrzliwie. Wysunął pazur i narysował jej najlepszego ptaka jakiego potrafił. Przekaz był prosty chodźmy na polowanie. Bez uśmiechnął się dumnie. Zagwarantuje mamie najlepszy spacer jaki można mieć w Owocowym Lesie. Z kąpielą w ich rzece włącznie. 

<Brzoskwinka?>

18 czerwca 2021

Od Bzu CD. Niezapominajki

 *latem*

Wesoło podbiegł do legowiska medyków. Mokry mech, który trzymał w pysku dla siostry tracił coraz więcej wody. Musiał się pospieszyć. Niezapominajki nie było w pierwszej komorze kryjówki medyków, gdzie przyjmowali chorych, więc pewnie leżała w swoim legowisku nieświadoma niespodziewanej wizyty brata. Bez zaczął powoli się skradać jak to pokazywała mu jego mentorka. Nie był pewny do czego to służyło (prócz polowania na mech), ale przydawało się do bezszelestnego przemieszczania lub jak to w odczuciu Bzu do bezdrganiowego przemieszczania. Uniósł łebek, zaglądając w strony siostry. Ich spojrzenia się spotkały, więc kocurek uniósł wesoło ogon i podbiegł do tortie. Zbyt dużego podekscytowania mokry mech koniec końców zamiast przed łapami kotki wylądował na jej łbie. Siostra zmrużyła ślipia zła, ale pachniała radością. Na jej pysku Bez dostrzegł lekki uśmiech. Kotka zdjęła mech z głowy i wzięła do łapki. Kocurek już się skulił w obawie, że zaraz dostanie, ale tortie nie zrobiła tego. No tak nie mogli zmarnować wody. Susza dawała we wszystkim w kość. Kotka zaczęła poruszać pyskiem, więc kocurek usiadł koło niej, próbując cokolwiek zrozumieć z tego co próbowała mu opowiedzieć. 

* * *

*jesień*

Niepokój. Strach. Przerażenie. Głównie te zapachy unosiły się po Owocowym Lesie. Nieproszony gość budził obawy w niejednym kocie. Niektórzy członkowie ich klanu zniknęli przez niego na zawsze. Bez nie rozumiał co się działo. Gdzie odeszli ranni wojownicy i czemu ruda kreatura wyrządziła im tyle złego. Przez jej pobyt w sadzie tyle się zmieniło. Już nikt nie chodził sam. Większość czasu spędzali na drzewach. Lekcje z Iskrą były z innymi kotami przez co Bzowi było trudniej się skupić na tym co chciała mu przekazać czekoladowa kotka. Na dodatek brat Jeżynka gdzieś zniknął. Nikt go nie widział od paru wschodów słońca. Jego przyjaciel pachniał smutkiem. Podobnie jak jego mama. Bez siedział zasmucony na gałęzi jabłoni. Chciał, żeby to już się skończyło. Żeby było jak dawniej. Żeby żaden kot już nie zniknął na zawsze. Westchnął cicho, wbijając wzrok w łapki. Gałąź zadrżała. Bez zwrócił łebek w stronę konaru. Siostra. Od razu poczuł się ciutkę lepiej. Wstał i podszedł do niej. Pachniała zmęczeniem i smutkiem. Otarł się o polik tortie, licząc, że chociaż tak da trochę wsparcia kotce. 

<Niezapominajka?>

Od Bzu CD. Iskry

Bez przyglądał się rysunkowi w ziemi. Spojrzał na kotkę z zachwytem. Przedstawiona w ziemi postać wyglądała zupełnie jak on! No może była bardziej brązowa. Kotka przyglądała się mu wyczekująco. Bzu aż zatrząsały się uszy z radości. Jeszcze nigdy nie próbował takiej rzeczy, ale brzmiało jak super zabawa. Wysunął pazur niczym kotka i zaczął ryć w ziemi. Kółko, dwa trójkąty, potem kreska na tułów, cztery na łapy, jedna na ogon. Dzieło zdawało się już prawie skończone. Bez zmrużył ślipia i dorysował jeszcze dwie kreski na grzbiecie. Zadowolony ze swojej pracy spojrzał na kotkę oczekująco z uśmiechem. Czekoladowa przyglądała się długo rysunkowi, analizowała kreski, ruszała pyskiem, ale nie w jego stronę. Koniec końców spojrzała na niego, wskazała łapą kreski na grzbiecie, a potem gałęzie. Bez szybko pokręcił łebkiem.
Jak kotka mogła pomylić wspaniałe skrzydła ptasiego wojownika z gałęziami?
Czekoladowa spojrzała pytająco na ucznia. Bez westchnął i wstał. Musiał jej to wytłumaczyć jak kociakowi. Uniósł się na tylne łapy i zaczął machać przednimi. Mentorka przyglądała się mu jedynie. Usiadł, czekając na reakcje kotki. Czekoladowa zaczęła rysować, kółko, kreski i coś podobnego do ptaka zostało uwiecznione na ziemi. Bez kiwnął łebkiem z uśmiechem, a potem pokazał na rysunek ptaka i kota. Kotka zmrużyła ślipia. Bez oczekująco zatuptał łapkami. Wierzył, że kotka zrozumie o co mu chodzi.

<Iskierka?>

17 czerwca 2021

Od Bzu CD. Krzemienia

Kocurek przyglądał się uważnie czarnemu z zachwytem. Obcy bez wątpienia był ptasim wojownikiem. Machał łapami jak rodowity ptak. Bez złapał kulkę mchu. Jeszcze podarował mu tak cudowny prezent. Na pierwszy rzut oka kulka wyglądała jak pospolity mech, ale Bez wiedział, że jest wyjątkowy. Z niego zapewne ptasi wojownicy tworzyli swoje gniazda. Oczy Bzu zalśniły.
Czyżby został uznany za godnego dołączenia do ich gangu?
Skinął łebek w podzięce. Musiał teraz stworzyć swoje własne gniazdo. Być niczym prawdziwy ptasi kot. Spojrzał na drzewa. Były wysokie. Zbyt duże dla niego. Na dodatek nie potrafił się na nie wzbić jak nieznajomy. Musiał wybrać coś niższego. Na początek. Podszedł do krzaka jeżyn i położył na nim kłębek mchu. Obcy przyglądał się mu zdziwiony. Bez uniósł brwi.
Może ten krzew nie był odpowiedni do zbudowania gniazda?
Ptasi wojownik wziął inny mech i poturlał pomiędzy swoimi łapami, a potem do niego. Bez przyglądał się mu parę uderzeń serca, analizując. Może musiał go pierw odpowiednio ugnieść przed użyciem do gniazda? 
Kociak zdjął kulkę mchu z krzewu i zrobił to samo co czarny. Obcy uśmiechnął się lekko i kiwnął łebkiem. Bez dumnie wypiął pierś. Miał nadzieję, że ptasi wojownik doceni jego intelekt i może zostanie jego mentorem. Van nie ukrywał, że chętnie nauczyłby się latać. Musiał to jednak przekazać jakoś czarnemu. Wskazał białą łapką na kulkę mchu, a potem na siebie. Następnie podrzucił ją do góry i spojrzał wyczekująco na czarnego. Kocur przechylił łeb, próbując się do myśleć o co chodzi malcowi. Powtórzył jego ruch i spojrzał na niego. Bez westchnął cicho. Nie o to mu chodziło. Stanął na tylnych łapkach i zaczął machać przednimi. Poskoczył i upadł. Spojrzał na ptasiego wojownika, a potem na drzewo.  

<Krzemień?>

14 maja 2021

Od Bzu

*gdzieś na początku zostania uczniem*

Upał był nie do zniesienia. Bez czuł jak ostatnie drobinki wody wyparowują z jego ciała. Woda zniknęła. Czasem koty przynosiły ją w dziwnych pojemnikach, ale nie zawsze starczało dla każdego. Kocurek siedział schowany pod drzewem dającym lichy cień. Wbił spojrzenie w swoje łapki. Minęło już parę wschodów słońca odkąd wraz z siostrami zostali wygnani ze żłobka. Nadal tego nie rozumiał.
Dlaczego nie mógł tam mieszkać z mamą i siostrami jak kiedyś?
Poczuł jak łza spływa mu z polika. Tak wielu rzeczy nie rozumiał. Żył wśród tylu kotów, ale nikt nie potrafił się z nim porozumieć. Wszyscy ruszali niezrozumiale pyskami, które wykrzywiały się śmiesznie pod wpływem emocji. Bez nigdy nie wiedział dlaczego. Co takiego sobie przekazują. Nie raz próbował dołączyć, zaprzyjaźnić się z nimi. Wszystko kończyło się podobnie. Poruszali pyskiem do niego, on próbował powtórzyć ten ruch głupio się uśmiechając. Lecz wynik był zawsze taki sam. Odchodzili od niego zmieszani lub patrzyli na niego z współczuciem. Otulił się ogonem. Był sam pomimo tylu kotów wokół niego. Nikt nie potrafił go zrozumieć, jak i on innych.
Ziemia zadrżała koło niego. Ktoś zeskoczył z drzewa. Bez niechętnie uniósł łebek. Czekoladowa kotka z dziwnymi żółtymi plamami na pysku i czaszką na łbie spoglądała na niego. Od czasu wygnania ze żłobka spędzała z nim czas. Zabierała go na wycieczki, pokazywała jakieś pozycje, ruszała dużo pyskiem posyłając ciepły uśmiech. Bez nie mógł stwierdzić, że jej nie lubił, ale wolał jednak znów być w żłobku z mamą i siostrami zamiast spędzać czas na niezrozumiałych dla niego rzeczach. Kotka podeszła do niego i ze spokojem w oczach zaczęła poruszać pyskiem. Bez zwiesił łeb zawiedziony.
Znów to samo. 

<Iskra nauczaj senpai>

13 maja 2021

Od Bzu CD. Poziomki

Wpatrywał się w Poziomkę niezadowolony.
Zaraz!
Czemu szylkretka kradła mu mamę? Czy tak w ogóle wolno? Zerwał się na łapki i podążył za nimi. Nie pozwoli na kradzież mamy w biały dzień! Kotki zaskoczone, że podąża za nimi stanęły i spojrzały na niego. Niezrozumiale poruszały pyskiem do siebie. Bez wbił w nie zniecierpliwiony wzrok. Czemu choć raz nie mogą gadać w jego języku? Tupnął łapą niezadowolony, zwracając na siebie uwagę kotek. Wskazał mamę i żłobek. Potem na siebie i na żłobek. Tam było ich miejsce. Tam był ich dom. Nie mogła sobie z niego od tak wybiegać. 
Spojrzał oczekująco na rodzicielkę. Kotka westchnęła i pokręciła łebkiem. Wskazała na niego i żłobek. Następnie na siebie i Poziomkę w stronę lasu. Bez zmarszczył brwi. Skoro im było wolno na wycieczkę to jemu tym bardziej! Już wcześniej uciekały ze kociarni razem. Więc czemu i on nie mógł. Uniósł łeb wysoko i zaczął iść za nimi. Mama jeszcze wielokrotnie wskazywała na jego i żłobek, aż w końcu nie wytrzymała i sama go tam za niosła. Niezadowolony Bez szybko pobiegł do Poziomki i chował się za nią. Wbił w kuzynkę proszące spojrzenie. Kuzynka zaczęła poruszać pyskiem. Jego mama też. Trwało to parę uderzeń serca aż rodzicielka westchnęła. Pokazała łapą, że może iść z nimi. Ucieszony Bez podskoczył z radości i podążył za nimi. Rozglądał się zafascynowany po nieznanych mu okolicach. Wszystko tu było takie inne, a jednocześnie znajome. Na dodatek te zapachy. Tyle tajemniczych woni! Świat był taki niezwykły. Jeszcze pewnie niejedna tajemnica pewnie czekała w ukryciu. Kotki w końcu stanęły i zaczęły robić jakieś dziwne rzeczy skakać na siebie, machać łapami w powietrzu. Bez przyglądał się temu zaciekawiony aż w końcu sam zapragnął dołączyć. Wskoczył na kotki, które zdezorientowane upadły na ziemie. Ale zabawa!

<Poziomka?>