Nie myślał, że tak wszystko się odmieni, gdy pierwszy raz pojawiła się w legowisku starszych. Pachniała inaczej. Dawno już nie czuł tej woni, lecz powiązanie jej z czymś tak odległym zdawało się niemożliwe. Była też inna niż przeciętnie zapracowane Owocniaki. Przychodziła często. Rozmawiała z pozostałymi członkami starszyzny. Sprzątała i pomagała. Obserwował ją bacznie. Była czymś nowym. Ciekawym. Elementem przerwania nieustannej rutyny i nudy panującej w legowisku starszyzny. Czasem ich spojrzenia się skrzyżowały, lecz Bez nie mógł zrobić nic innego niż spuścić wzrok. Lekka obawa, że kotka zacznie do niego poruszać pyskiem, na co on nie będzie wstanie odpowiedzieć, sprawiała, że mimowolnie gdzieś w środku odczuwał skrępowanie. Nie chciał gdzieś głęboko, by dowiedziała się, że jest inny. Nie chciał, żeby też zniknęła - zbyt skrępowana by z nim przybywać.
Lecz nie zniknęła. Zaczęła się do niego dosiadać. Nie poruszała pyskiem. Wiedziała. A mimo to wciąż tu była. Nie silił się na staranie się analizowania zachowania kotki. Nie chciał się zawieść. Próbował cieszyć się tą odrobiną ciepła i uwagi jaką dostał od niej.
Pierwszy wspólny spacer był zaskoczeniem. Gdy tylko zrozumiał, że pada taka propozycja ochoczo wstał. Kotka zdawała się taka przyjazna i miła. Nie mogła być kim złym skoro wyciągnęła do niego łapę. Pomimo chłodnego dnia pogoda nie była taka zła. Zachmurzone niebo tworzyło obrazy z różnych odcieniach szarości obłoków. Szli przez niewielki zagajnik aż do rzeki. Była większa niż pamiętał. Woda przejmowała ziemię zamieniając ją w nieco bardziej lepką substancję. Niczym kocię uderzył ją łapą obserwując jak się rozpryskuje. Zdawało się to takie głupie, lecz jakie satysfakcjonujące. Obserwowanie rozpryskujących się wokół kończyny kropli. Niektóre splamiły jego futro, ozdabiając je drobnymi brązowymi plamkami. Uśmiechnął się do kremowej kotki, która z jeszcze większym uśmiechem do niego dołączyła do niego. Sprawnym susem wskoczyła w błoto. Brąz rozlał się wokół. Bez nie zamierzał stać bezsensownie. Także zaczął precyzyjniej uderzać w breje. Kocięca radocha tak błaha a ile szczęścia zapewniająca wypełniła go. Im więcej mulistej wody zauważył unoszącej się nad ziemią tym większy rozprysk błota otrzymywał. Kremowa próbowała ulepić z brei coś, lecz poddała się, gdy wszystko znów się rozlało. Nie musiało minąć wiele uderzeń serca by oba koty pokryły się brązem. Van najchętniej by konturowałby to w nieskończoność, lecz wystarczył mocniejszy podmuch wiatru i przemoczone futro, a dreszcz przeszedł przez jego ciało. Kotka szybko to dostrzegła i wskazała ogonem by powrócili do obozowiska. Przywitało ich wiele spojrzeń. Bez miał nadzieję, że kremowa nie zrezygnuje przez to.
Lecz nie skończyło się na tym. Po nim nastąpił kolejny i jeszcze jeden. Przepełnione samotnością dni zaczynały odchodzić w niepamięć przez kremową sylwetkę zjawiającą się w legowisku starszyzny. Przełomowym momentem w jego życiu było odkrycie, czegoś takiego jak imiona, których sensu jeszcze nie do końca rozumiał. Dotychczas nie sądził, że koty przypisują sobie nazwy kwiatów, rzeczy lub zwierząt jako określenie siebie. Dzień, w którym kremowa stanęła przed nim z dużym białym kwiatostanem o pięknym zapachu pozostanie na zawsze w jego pamięci. Na początku nie rozumiał o co chodzi. Dlaczego pokazywała na niego i kwiat. Wskazał na swoje futro, które może przypominało jej kolor kwiecia. Lecz kotka pokręciła łbem. Kotka próbowała jeszcze parę razy, aż wzięła piórko i pokazała na siebie. Bez przekręcił łeb. Nie rozumiał. Nie wyglądała jak piórko. Nie miała futra w jego kolorze. Więc na co pokazywała? Musiało minąć dużo zanim pojął koncept przyjmowania przez koty nazwy rzeczy. Nazywał się od tego kwiatu. Powąchał go, przyglądając się mu uważnie. Z tego co zrozumiał to rodzice przypisywali rzeczy do kociąt.
Z nostalgią spojrzał na kwiat. Jego mama naprawdę musiała go kochać skoro przypisała mu taki piękny kwiat. Bez. Myślami uciekł ku temu, jakim kwiatem lub drzewem ona była. Czy jego siostry były? Czy także kwiatami? Tak bardzo pragnął poznać odpowiedź na to pytanie. Lecz nie zapowiadało się na możliwość odkrycia tego.
Po powrocie do obozowiska z kotką zaczął poznawać imiona kotów, z którymi żył tyle księżyców. Poza nim w legowisku starszym mieszkał Borówka i Brud. Ich liderem był Mucha. Imiona swojej dawnej partnerki nie potrafił zrozumieć. Coś podobnego do Wody. Ich kocięta nosiły nietypowe dosyć imiona. Miód, Miodowy Kij, Mlecz, Jałowiec. Nie potrafił zrozumieć czym sugerowała się Woda, gdyby miał możliwość wolałby nadać im ładniejsze imiona. Coś od kwiatów, jak jego imię. Piórko, bo tak się nazywała kremowa kotka, próbowała mu przedstawić kolejnego kota tym razem ukochanego Miodu, lecz wnioskując po minie kotki przerosło ją to z lekka, więc i on nie naciskał. I tak był wystarczająco szczęśliwy. Odkrył tak wiele o świecie, w którym żył już tyle księżyców. Z lekką ekscytacją skierował się ku legowisku starszych. Nie mógł się doczekać co jeszcze jest przed nim do odkrycia.
Wbił pazury w ziemię, wstając. Nie mógł pozwolić sobie smutek. Nie wiedział czy choroba nie rozprzestrzeni się po całym obozowisku. A on był stary i słaby. Musiał się cieszyć się tym co mu pozostało na tym świecie. Widząc kremowe futro, uśmiechnął się słabo i zaczął zmierzać w stronę wyjścia z legowiska. Piórko poruszała pyskiem do burej kotki Kałuży. Lecz gdy ujrzała Bza podeszła do niego. Kocur liczył na kolejny spacer, wszystko na to zapowiadało, aż doszli do wyjścia z obozowiska i Łasica zastawiła im drogę. Z jej wąskich ślepi i zjeżonego ogona wywnioskował, że nie miała nic miłego do przekazania Piórku. Zwiesił kitę. Musieli się wrócić do obozowiska.
Dławiący zapach stresu rozchodził się po obozowisku. Z każdym wschodem słońca napięcie zdawało się rosnąć. Nie zapowiadał niczego dobrego. Bez nie mógł dowiedzieć się w żaden sposób co się dzieje, lecz wyczuwał napięcie rosnące w obozie. Koty były spięte. Inne zachowywały się inaczej niż zwykle. Brud był bardziej osowiały. Niechętnie przyjmował gości. Stresowały go odwiedziny innych kotów. Tracił powoli na wadze. Mimo to Bez nie widział, by ten udał się do medyka. Nic z tego nie rozumiał. Trzepnął uchem i skulił się w kulkę.
Trącony w łapę otrząsnął się. Śliwka trzymała upolowaną w pysku mysz. Spoglądała na niego zmartwieniem. Bez złapał się za pysk. Nie chciałby widziała go w takim stanie. Słabego i przerażonego. Skulił się, odwracając się do wnuczki. Musiał to przeczekać. Lęk kiedyś minie.
Nie zorientował się kiedy zasnął. Było już ciemno. Jedynie słabe światło księżyca wkradało się pomiędzy gałęzie drzew. Wyszedł powoli z legowiska, próbując nie budzić śpiącej koło jego boku Miodu. Musiało być z nim naprawdę źle skoro kotka spędziła z nim większość dnia. Bez próbował odszukać Piórka na którejś z gałęzi, lecz z dołu nie widział kotki. Pisnął, lecz odpowiedziała mu głucha cisza, która towarzyszyła mu od zawsze. Nawoływanie było bezsensowne. Pogrążona w śnie kremowa nie wstanie od razu. Tym bardziej, że nie wiedział nawet jak głośny dźwięk z siebie wydał. Kręcił się jeszcze parę uderzeń serca po obozowisku w nadziei, że ją gdzieś dojrzy. Musiał zaczekać do ranka.
Białe łapy zbłądziły w stronę legowiska starszyzny. Niegdyś jego więzienia, teraz jedynego pustego miejsca w obozowisku. Brud i Borówek także zostali zmuszeni do pobytu w legowisku medyków przez odniesione rany. Gdyby nie waleczność szylkreta pewnie Bza już nie było na tym świecie. Podszedł do swojego legowiska. Tak ciepłego i znajomego. Pewnie wszedł do środka, szukając po zakamarkach kolekcjonowanych przez wiele księżyców ptasich piór. Jeśli jego podejrzenia były słuszne to nie chciał zostawiać jej z niczym. Nie chciał, żeby myślała, że ją porzucił. Zebrał pióra i ruszył na poszukiwanie kotki. Nie miał niewiele czasu. Nie wiedział kiedy Miód znowu go dorwie. Odnalezienie Piórka nie okazało się trudne. Kremowa była niedaleko jego, zupełnie, jakby sama chciała podejść, lecz nie mogła. Jej wzrok zdawał się nerwowy. Podobnie jak reszta sylwetki.
Starał się nie pokazać zalewającego go smutku. Ze słabym uśmiechem podszedł do kotki i położył przed nią kolekcjonowane przez księżyce skarby. Oczy kotki zaszkliły się. Lecz nie były to złe łzy. Chwycił jedno z piórek, jego ulubione podarowane mu przed księżycami przez mentorkę, i włożył je za ucho kotki. Małe brązowe piórko nieznanego mu ptaka. Kremowa nie wytrzymała i zalała się łzami. Przytuliła się do starszego kocura, otaczając go z każdej strony swym puszystym futrem. Bez położył łeb na barku kotki, wtulając się w nią mocniej.
Już dawno nikt go nie przytulał. Nie sądził, że aż tak tęsknił za tym uczuciem.
Miał nadzieję, że nie będzie miała mu tego za złe.
Bez zmarły 113ks, głównie biedny zaniedbany, ale pisanie głuchym kotem jednak było trudne