Zareagowała na śmierć matki zupełnie tak jak można się było tego spodziewać. Ostatnio coraz milsza kotka, znów wróciła do swojej postaci z dzieciństwa. Gdy dowiedziała się o TYM co wydarzyło się Brzozowemu Szeptu przez kilka dni ryczała jak bóbr. Jednak wkońcu, przypomniała sobie że ich mama patrzy na nich z góry, prawda? Musi być silna. Mama musi być z niej dumna. Pracowała więc ciężko, chodziła na więcej polowań, więcej patroli i coraz bardziej starała się być tą dobrą, przykładową wojowniczką bo wiedziała, że tego chciałaby jej matka. Przy okazji, może przyniesie to jakieś korzyści. Teraz właśnie siedziała na trawce, obserwując i myśląc. Myślała o swoim rodzeństwie i rodzinie. Najbliżej szczerze była z Jeżową Ścieżką. Po wyjściu ze żłobka jej kontakty z Rzeczną Łapą (Nurtem) się popsuły, a Srebrna Łapa nagle znikneła. Psianka nie podłamała się tym wtedy. w tamtym momencie była zbytnio skupiona na treningu. Jako wojowniczka, przewidziała sobie że prowadzi najnudniejsze życie w klanie Burzy. Czy to prawda? Szczerze, powątpiewam. Jednak nie miała ona żadnych dobrych przyjaciół, partnera a rodzicielka już ją opuściła. Jednak sama tego nie zmieni, wiedziała. Szukanie kogoś na siłę też nie było zbyt dobrym rozwiązaniem. No cóż. Wywnioskowała więc że los napisał dla niej scenariusz zwykłej poczciwej wojowniczki w swoim klanie, która trochę pożyje i pewnego dnia odejdzie do klanu Gwiazdy. Jedyne co jej nie pasowało, to to że ona akurat bardzo potrzebowała towarzystwa innych kotów i atencji.
Lecz go nie posiadała, a naprawdę nie chciała umrzeć samotnie.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psiankowa Szyja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psiankowa Szyja. Pokaż wszystkie posty
28 kwietnia 2020
04 marca 2020
Od Psiankowej Szyi cd. Jeżowej Łapy
- Mam cię z tamtąd sciągnąć tak?! - Miaukneła rozdrażniona wojowniczka, szybko po tym słysząc odpowiedź brata.
- Tak, właśnie o tym myślę. - Miauknął spokojniej Jeżowa Łapa. Liliowa kotka nastroszyła futro, łażąc w te i spowrotem.
- Złaź w tym momencie! Rozumiesz co mówię?! Z Ł A Ź i już! - Warkneła, machając ogonem w tą i w tamtą.
Kocur zaczął odpowiedź, ale usłyszała tylko '..Nie..' Zamknęła oczy i położyła uszy.
- JAK NIE ZEJDZIESZ TO WYWALĘ TO GŁUPIE DRZEWO RAZEM Z TOBĄ TAK ZE WYLECISZ NA STARE TERENY O ILE JESCZE NIE DALEJ! - Krzyknęła desperacko, jednak próby kopania drzewa nie ruszyły ani go, ani czekoladowego kocurka.
Zaczęła wściekle dyszeć i wysuneła pazury patrząc na drzewo.
- TAK SIĘ BAWISZ? - Sykneła jednak po chwili machneła głową. Nie, nie tak.
- Ide tam po ciebie! - Rykneła, wskakując już na kore. Po długim czasie dosiadła się do niego, jednak gdy tylko chciała usiąść na gałęzi usłyszała.. trzask. Zanim się zoorientowała zaczeli spadać. Psianka darła się w niebogłosy, pryz okazji okropnie przeklinając.
-LISIE STRAWY KLANIE GWIAZDY! - Darła się, nawet gdy poczuła ze udało jej się złapać kory drzewa. Nagle zobaczyła, że nad nią wylądował Jeżowa Łapa.
- COŚ TY ZROBIŁ?! - Zadarła się długo futra wojowniczka klanu Burzy. Oddychała tak szybko jak nigdy, spodziewała się że jej brat też.
- Złaź w tym momencie! Rozumiesz co mówię?! Z Ł A Ź i już! - Warkneła, machając ogonem w tą i w tamtą.
Kocur zaczął odpowiedź, ale usłyszała tylko '..Nie..' Zamknęła oczy i położyła uszy.
- JAK NIE ZEJDZIESZ TO WYWALĘ TO GŁUPIE DRZEWO RAZEM Z TOBĄ TAK ZE WYLECISZ NA STARE TERENY O ILE JESCZE NIE DALEJ! - Krzyknęła desperacko, jednak próby kopania drzewa nie ruszyły ani go, ani czekoladowego kocurka.
Zaczęła wściekle dyszeć i wysuneła pazury patrząc na drzewo.
- TAK SIĘ BAWISZ? - Sykneła jednak po chwili machneła głową. Nie, nie tak.
- Ide tam po ciebie! - Rykneła, wskakując już na kore. Po długim czasie dosiadła się do niego, jednak gdy tylko chciała usiąść na gałęzi usłyszała.. trzask. Zanim się zoorientowała zaczeli spadać. Psianka darła się w niebogłosy, pryz okazji okropnie przeklinając.
-LISIE STRAWY KLANIE GWIAZDY! - Darła się, nawet gdy poczuła ze udało jej się złapać kory drzewa. Nagle zobaczyła, że nad nią wylądował Jeżowa Łapa.
- COŚ TY ZROBIŁ?! - Zadarła się długo futra wojowniczka klanu Burzy. Oddychała tak szybko jak nigdy, spodziewała się że jej brat też.
<Jeżyku :3?>
03 marca 2020
Od Psiankowej Szyi cd. Jeżowej Łapy
- Tak, n-napewno jest wyjątkowe! Ja je wynalazłam to myślisz że będzie się mnie słuchać? Super by było! Zrobiłabym sobie klan drzewek, byłabym ich Przywódcą! - wykrzyknęła radośnie Psianka, niezbyt przejmując się że szanse na drzewo wiewiórkowe są małe. Małe ale są!
<Jeżo?>
- Myślisz że jak będzie wyglądać? - Zapytał Jeżowa Łapa nastawiając uszu, przygotowując się do słuchania jej wypowiedzi.
- Noo.. będzie duże! I iglaste ale heros mieć też listki. Na listkach będą rosły wiewiórki a igły będą sobie sterczały tak jak na sośnie! - Podzieliła się swoimi przemyśleniami z bratem, który kiwnął głową. W jego oczach było widać lekką niepewność co do tego pomysłu, jednak starał się tego raczej nie pokazywać.
- Zapolujemy? Trzeba znaleść więcej Wiewiórek na więcej drzew! - Mrukneła gdy wyczuła rude zwierzątko i przypadła do ziemi. Powoli, sunąć niczym wąż skoczyła mu do gardła i jest! Ruda kitka była już w jej łapach. Szybko zakopała ją trochę dalej od reszty i ruszyła polować dalej.
Gdy wyczuła kolejny zapach tym razem Wróbla, przycupneła. Nagle zauważyła że zwierzątko powoli podbija się do lotu i cyk! Złapała go za skrzydło i pazurami przecięła brzuch. Popatrzyła na bok, na drugi i nigdzie nie było czekoladowego..
- Jeżowa Łapo! - Zawołała, szukając jakich kolwiek oznak jego pobytu.
- Gdzie jesteś, Jeżyku! - Wołała, w pysku nadal trzymając ptaka.
- Noo.. będzie duże! I iglaste ale heros mieć też listki. Na listkach będą rosły wiewiórki a igły będą sobie sterczały tak jak na sośnie! - Podzieliła się swoimi przemyśleniami z bratem, który kiwnął głową. W jego oczach było widać lekką niepewność co do tego pomysłu, jednak starał się tego raczej nie pokazywać.
- Zapolujemy? Trzeba znaleść więcej Wiewiórek na więcej drzew! - Mrukneła gdy wyczuła rude zwierzątko i przypadła do ziemi. Powoli, sunąć niczym wąż skoczyła mu do gardła i jest! Ruda kitka była już w jej łapach. Szybko zakopała ją trochę dalej od reszty i ruszyła polować dalej.
Gdy wyczuła kolejny zapach tym razem Wróbla, przycupneła. Nagle zauważyła że zwierzątko powoli podbija się do lotu i cyk! Złapała go za skrzydło i pazurami przecięła brzuch. Popatrzyła na bok, na drugi i nigdzie nie było czekoladowego..
- Jeżowa Łapo! - Zawołała, szukając jakich kolwiek oznak jego pobytu.
- Gdzie jesteś, Jeżyku! - Wołała, w pysku nadal trzymając ptaka.
<Jeżo?>
01 marca 2020
Od Psiankowej Szyi cd. Jeżowej Łapy
Liliowa kotka truchtała do wyjścia, chcąc zobaczyć jak ma się Wiewiórka która zasadziła w ziemi. Brzozowy Szept opowiadała jej o tym jak rosną drzewa kilka wschodów słońca temu. Dowiedziała się że dzięki nasionku danego drzewa to rośnie! Liliowa postanowiła więc zasądzić drzewo wiewiórkowe. Przecież to idealne, wiewiórki będą rosnąć na drzewach, klan się nie narobi, zwierzyny będzie masa a dodatkowo będzie to sekret klanu Burzy, a ona zostanie bohaterką! Co prawda, od kopania w ziemi i zakopywania wiewiórki miała w futrze tyle błota i ziemi (oraz trawy z liśćmi) że do dzisiaj nie mógła się go pozbyć. Prawie już dotarła do wyjścia, gdy usłyszała głos swojego brata. Zdenerwowana, pacneła ogonem w ziemię jednak zgodziła się na wspólne polowanie, oczywiście nie zamierzając tak naprawdę polować, lecz wciągnąć brata w sekretne sadzenie zwierzyny. U boku jeżyka, zbiegła z terenu obozu i zaczeła kierować się w stronę jej sadu.
- Jeżowa Łapo? Zdradzę ci sekret, chyba jesteś godzien. - Miaukneła, uśmiechając się nieco złośliwie. Jeżowa Łapa zmarszczył czoło, jednak lekko kiwnął głową.
- Sądzę drzewa wiewiórkowe. Myślę że niedługo wyrosną! - Miaukneła, nieco pęsząc się na trochę krzywe spojrzenie brata. Wbiła wzrok w swoje puszyste łapy, na których mięciutkie liliowe futerko było delikatnie głaskane przez wiatr. Psianka przełkneła śline, bojąc się nieco wyśmiania przez brata. Schyliła jescze bardziej główe.
- M-myślę, że wyrosną.. - Miaukneła niepewnie jąkając się.
01 lutego 2020
Od Psiankowej Łapy
Liliowa została brutalnie zbudzona pacnięciem łapą, a dokładniej łapą prosto w zamknięte oko. Spodziewała się że był to jej mentor, albo znowu kundel. Jednak nie, to co zauważyła bardzo ją zadziwiło, gdyż Jeżowa Łapa postanowił ją tym razem obudzić.
— Co tak rano? Nawet brat już nie ma litości! — Lamentowała kotka nad futrem czekoladowego kocurka. — Pytałem twojego mentora czy możemy iść poszukać ziół. — Miauknął. — No chodź, musimy w końcu pogadać. — Powiedział spokojnie. Żółto-oka kotka początkowo zmarszczyła czoło, jednak chwile później przypomniała sobie że już od jakiegoś czasu brat jest uczniem medyka, a konkretniej medyczki. W sumie to się cieszyła, a dlaczego? Bo pewnie to ona będzie pierwsza mianowana! Tak, tylko to się dla niej liczyło.Obiecała sobie że zrobi wszystko żeby odbyć mianowanie wtedy kiedy jej siostra i brat, jednak skoro owy zmienił swą pozycje oraz wystartował z treningiem od nowa, zresztą ceremonia odbędzie się w innym miejscu. Wracając, kotka po krótkiej debacie wstała i powlokła nogi w stronę wyjścia, plotkując w między czasie z Jeżową Łapą.
— Co ostatnio robisz na treningach? — Zapytał pręgowany, idą bardzo blisko długowłosej liliowej koteczki, wręcz dotykając się z nią futrami.
— Noo wiesz, to co zawsze. Ostatnio byliśmy na dość ciekawym patrolu. — Mrukneła Psiankowa Łapa, z radością przywołując wspomnienie tego miłego "treningu". — Chyba w końcu w miarę dogaduje się z Lamparcim Skokiem. Szkoda że dopiero teraz, kiedy już kończę trening. — Kontynuowała relacje Psianka, oczywiście na końcu mocno akcentując że jest już gotowa zostania wojowniczką.
<Jeżowa Łapo? Psianka opowie ci całe swoje życie XD>
Od Psiankowej Łapy
— Wstawaj wronia strawo! —
Wydarł się Chuderlawa Łapa, z tyłu stał natomiast nieco zdziwiony Lamparci Skok. Psianka prychneła niezadowolona, a szczególnie z tego że potencjalnie piękny dzień zaczął się od widoku najgorszego lisiego bobka w klanie Burzy.
— Dziękuję Chuderlawa Łapo, chociaż sam dał bym radę. — Powiedział nieskormnie mentor kotki, po czym zwrócił się do liliowej. — Idziemy. — Ruszył z legowiska, jednak zaraz przysiadł najwidoczniej świadomy tego że terminatorka nie wyjdzie szybko.
Warkneła w stronę pręgowanego 'kundla', na co odpowiedział tym samym.
— Dziękuję za zepsucie poranka widokiem twojej przebrzydłej mordy. — Miaukneła na odchodne do 'przyjaciela' z legowiska.
Gdy wyszła, Lamparci Skok przyjaźnie pacnął ją ogonem.
— Obejdziemy nowe terytoria i zobaczymy co można znaleźć na tych nowych terenach, możemy też poszukać fajnych miejsc do trenowania. — Miauknął Lampart. Nie czakając na Psianke, ruszył do wyjścia z obozu.
***
Gdy już znaleźli się na otwartym terenie, Psianka pokicała do przodu.
— Czekaj! — Zaczął. — Nie znasz przecież tego miejsca, musisz być ostrożna, albo chociaż spróbuj. — Powiedział van. Miał rację, jednak Psianki to nie obchodziło.
— No przecież zaznajamiam się z terenem, tak? — Burkneła. — Zresztą nie bądź takim nudziarzem! — Miaukneła chichocząc. Brązowo-oki najbardziej jak się da starał się pokazać że mu się to nie podoba, jednak pogonił za liliową uczennicą. Razem kicali sobie po trawie, a Psianka bardzo dobrze się bawiła, chyba po raz pierwszy z swoim mentorem.
Nagle na drodze stanął traktor. Młodsza kotka zrobiła unik, jednak końcowo przekoziołkowała na plecy. Zanim zdążyła się podnieść, doskoczył również Lamparci Skok który tak samo jak i Psianka nie zdołał dobrze wyminąć opuszczonego potwora. Kiedy już się podnosiła, wojownik ponownie przydzwonił ją do ziemi, i drwiąco się uśmiechnął.
— Spadaj, spadaj, spadaj, spadaj! — Zaczęła wydzierać się kotka, jednak w jej głosie nie było słychać typowego dla niej zdenerwowania.
— Musisz być gotowa na atak w każdej chwili, szczególnie teraz. Nie wiemy ile czaji się tutaj zagrożeń. —
Powiedział kocur, powolnie podchodząc do dziwnego potwora.
— Pff, ciągle o tym mówisz, tak się o mnie boisz? — Parskneła terminatorka. — Boję się że jak coś ci się stanie chociażby twoi rodzicie oskubią mnie ze skóry. —
Ciekawe. Widok Lamparta oskubanego ze skóry brzmiał zachęcająco..
— Dziękuję Chuderlawa Łapo, chociaż sam dał bym radę. — Powiedział nieskormnie mentor kotki, po czym zwrócił się do liliowej. — Idziemy. — Ruszył z legowiska, jednak zaraz przysiadł najwidoczniej świadomy tego że terminatorka nie wyjdzie szybko.
Warkneła w stronę pręgowanego 'kundla', na co odpowiedział tym samym.
— Dziękuję za zepsucie poranka widokiem twojej przebrzydłej mordy. — Miaukneła na odchodne do 'przyjaciela' z legowiska.
Gdy wyszła, Lamparci Skok przyjaźnie pacnął ją ogonem.
— Obejdziemy nowe terytoria i zobaczymy co można znaleźć na tych nowych terenach, możemy też poszukać fajnych miejsc do trenowania. — Miauknął Lampart. Nie czakając na Psianke, ruszył do wyjścia z obozu.
***
Gdy już znaleźli się na otwartym terenie, Psianka pokicała do przodu.
— Czekaj! — Zaczął. — Nie znasz przecież tego miejsca, musisz być ostrożna, albo chociaż spróbuj. — Powiedział van. Miał rację, jednak Psianki to nie obchodziło.
— No przecież zaznajamiam się z terenem, tak? — Burkneła. — Zresztą nie bądź takim nudziarzem! — Miaukneła chichocząc. Brązowo-oki najbardziej jak się da starał się pokazać że mu się to nie podoba, jednak pogonił za liliową uczennicą. Razem kicali sobie po trawie, a Psianka bardzo dobrze się bawiła, chyba po raz pierwszy z swoim mentorem.
Nagle na drodze stanął traktor. Młodsza kotka zrobiła unik, jednak końcowo przekoziołkowała na plecy. Zanim zdążyła się podnieść, doskoczył również Lamparci Skok który tak samo jak i Psianka nie zdołał dobrze wyminąć opuszczonego potwora. Kiedy już się podnosiła, wojownik ponownie przydzwonił ją do ziemi, i drwiąco się uśmiechnął.
— Spadaj, spadaj, spadaj, spadaj! — Zaczęła wydzierać się kotka, jednak w jej głosie nie było słychać typowego dla niej zdenerwowania.
— Musisz być gotowa na atak w każdej chwili, szczególnie teraz. Nie wiemy ile czaji się tutaj zagrożeń. —
Powiedział kocur, powolnie podchodząc do dziwnego potwora.
— Pff, ciągle o tym mówisz, tak się o mnie boisz? — Parskneła terminatorka. — Boję się że jak coś ci się stanie chociażby twoi rodzicie oskubią mnie ze skóry. —
Ciekawe. Widok Lamparta oskubanego ze skóry brzmiał zachęcająco..
<Ktoś może teoretycznie odpisać, chociaż straszy gniot>
Od Psiankowej Łapy CD. Czaplej Gwiazdy
Zawołana tuż po patrolu, niechętnie przyszła do legowiska Czaplej Gwiazdy. Miała ochotę rzucić coś w stylu ''Spadaj staruchu'' ale do lidera to tak trochę nie wypada.
Skineła tylko głową, nie mając siły na serdeczności.
Bez pozwolenia osiadła i z przygarbieniem patrzyła w łapy, czekając aż będzie mogła wyjść.
— Witaj, Psiankowa Łapo.. — Zaczął lider, myśląc nad swoją wypowiedzią. Gdy już otworzył pysk, psiana rzuciła coś w stylu 'ehe', zmuszając go do ponownego zebrania się do wypowiedzi.
— Jak ci się trenuje? — Powiedział czekoladowy, patrząc z skupieniem na Psiankową Łapę. Liliowa wywróciła oczami, starając się unikać kontaktu wzrokowego.
— Gdyby nie ten dziad było by.. w granicach tolerancji. — Miaukneła niedbale, mocno akceptując ostatnie słowa.
— Używaj może nieco kulturalniejszych słów, dobrze? — Miauknął już lekko poirytowany zachowaniem terminatorki — Często trenujecie? — Mruknął, wbijając wzrok prosto w oczy liliowej. 12-księżycową już kotkę przeszedł dreszcz, przełkneła śline i wzięła wdech.
— Noo, różnie. — Odparła.
Niezbyt usatysfakcjonowany tą odpowiedzią lider odwrócił się na chwilę, by zaraz wrócić do swojej pozycji i kontynuowania rozmowy.
Liliowa koctka wbiła nie zauważalnie pazury w ziemię i znudzona zaczęła nimi rozkopywać mech, starając się aby lider nie zauważył. Oczywiście zauważył i posłała jej mordercze spojrzenie.
— Lamparci Skok przychodzi codziennie rano po ciebie aby wziąć cię na trening? — Zadał kolejne pytanie. Żółto-oka siedziała jak wryta, patrząc tym razem na ogon przywódczy.
Skineła tylko głową, nie mając siły na serdeczności.
Bez pozwolenia osiadła i z przygarbieniem patrzyła w łapy, czekając aż będzie mogła wyjść.
— Witaj, Psiankowa Łapo.. — Zaczął lider, myśląc nad swoją wypowiedzią. Gdy już otworzył pysk, psiana rzuciła coś w stylu 'ehe', zmuszając go do ponownego zebrania się do wypowiedzi.
— Jak ci się trenuje? — Powiedział czekoladowy, patrząc z skupieniem na Psiankową Łapę. Liliowa wywróciła oczami, starając się unikać kontaktu wzrokowego.
— Gdyby nie ten dziad było by.. w granicach tolerancji. — Miaukneła niedbale, mocno akceptując ostatnie słowa.
— Używaj może nieco kulturalniejszych słów, dobrze? — Miauknął już lekko poirytowany zachowaniem terminatorki — Często trenujecie? — Mruknął, wbijając wzrok prosto w oczy liliowej. 12-księżycową już kotkę przeszedł dreszcz, przełkneła śline i wzięła wdech.
— Noo, różnie. — Odparła.
Niezbyt usatysfakcjonowany tą odpowiedzią lider odwrócił się na chwilę, by zaraz wrócić do swojej pozycji i kontynuowania rozmowy.
Liliowa koctka wbiła nie zauważalnie pazury w ziemię i znudzona zaczęła nimi rozkopywać mech, starając się aby lider nie zauważył. Oczywiście zauważył i posłała jej mordercze spojrzenie.
— Lamparci Skok przychodzi codziennie rano po ciebie aby wziąć cię na trening? — Zadał kolejne pytanie. Żółto-oka siedziała jak wryta, patrząc tym razem na ogon przywódczy.
<Czapla Gwiazdo?>
04 stycznia 2020
Od Psiankowej Łapy
Ta przeprowadzka zdecydowanie nie działała na nią dobrze. A może nie przeprowadzka, co sam postuj. Liliową bolał sam fakt, że musi się poruszać poza obozem i poznawać kolejne miejsce, do którego nigdy już potem nie wróci. Ciągle siedziała gdzieś z Lampartem, który wytrwale tłumaczył jej dlaczego tu są, mówił aby się nie grymasiła tylko robiła coś pożytecznego i trenowała. Ciągle ma według niego trenować! Walneła z impetem ogonem o ziemię i zoorientowała się że od kilku dni nie jadła, więc podeszła do marnego.. no cóż, nawet nie stosu tylko czterech królików i raczył odgryść jednemu pół ciała, zostawiając resztę. Błyskawicznie połkneła długo uchego zwierza i ziewając poszła do legowiska, spać.
***
— Już! — Wrzasnął Lampart do kaszlącej Psiankowej Łapy
— Duszę się nie widzisz? — Miaukneła rozchwianym głosem przeplatanym z kaszlem.
— I to wsyzstko przez ciebie! Gdybyś nie walił mnie prosto w gardło teraz by mnie nie bolało i bym nie kaszlała!
Z pretensjami rzuciła żółto-oka.
— I kto to mówi! A jagby panienka nie ugryzła mnie tak w łapę nie odwołałbym treningu, a jagbyś mnie łaskawie nie ugryzła, mogłbym stać na niej to pół dnia! — Odparł zezłoszczony. — Atakujesz mnie czy nie? Chyba po coś tu przyszliśmy,co?
— Prychnął napinając mięśnie.
Liliowa terminatorka parskneła i z miejsca rzuciła się na Lamparta. Stojąc z lewej strony, skoczyła na prawy bok kocura co było do przewidzenia. Lampart wylądował jednak na ziemi, spodziewają się raczej wskoczenia na grzbiet. Gdy ten się podnosił, a ta przymierzyła się do ponownego uderzenia kocura, ten skutecznie odsunął ją przednią łapą, a stojąca wtedy na tylnych kończynach Psiankowa Łapa błyskawicznie spadła na ziemię. Gdy oba koty stały już na łapach, Lamparci Skok rzucił się na swoją uczennice z zębami, jednak ta zrobiła skuteczny odskok, przy okazji uderzając go ogonem.
— Dobrze ci poszło. I bardzo się cieszę że użyłaś ruchów których pokazałem ci trochę na ostatnim treningu. A teraz chodź, spróbujemy coś upolować. — Miauknął kocur, jednak Psianka w tym czasie już przymierzała się do polowania.
— Shhhhh! Czuję.. chyba wiewiórkę.. — Mrukneła posuneła do przodu. Gdy była wmiare blisko skoczyła do przodu i wylądowała jak długa na ziemi. Już była przekonana że zwaliła, jednak okazało się że leży właśnie na wiewiórce, która przygniotła. Wstała, a gdy zdezorientowane zwierzątko starało się postawić krok, Lamparci Skok wyskoczył do przodu, gryząc wiewiórkę w gardło.
— Um.. Dzięki? — Wydukała, na co Lampart tylko się uśmiechnął.
***
— Już! — Wrzasnął Lampart do kaszlącej Psiankowej Łapy
— Duszę się nie widzisz? — Miaukneła rozchwianym głosem przeplatanym z kaszlem.
— I to wsyzstko przez ciebie! Gdybyś nie walił mnie prosto w gardło teraz by mnie nie bolało i bym nie kaszlała!
Z pretensjami rzuciła żółto-oka.
— I kto to mówi! A jagby panienka nie ugryzła mnie tak w łapę nie odwołałbym treningu, a jagbyś mnie łaskawie nie ugryzła, mogłbym stać na niej to pół dnia! — Odparł zezłoszczony. — Atakujesz mnie czy nie? Chyba po coś tu przyszliśmy,co?
— Prychnął napinając mięśnie.
Liliowa terminatorka parskneła i z miejsca rzuciła się na Lamparta. Stojąc z lewej strony, skoczyła na prawy bok kocura co było do przewidzenia. Lampart wylądował jednak na ziemi, spodziewają się raczej wskoczenia na grzbiet. Gdy ten się podnosił, a ta przymierzyła się do ponownego uderzenia kocura, ten skutecznie odsunął ją przednią łapą, a stojąca wtedy na tylnych kończynach Psiankowa Łapa błyskawicznie spadła na ziemię. Gdy oba koty stały już na łapach, Lamparci Skok rzucił się na swoją uczennice z zębami, jednak ta zrobiła skuteczny odskok, przy okazji uderzając go ogonem.
— Dobrze ci poszło. I bardzo się cieszę że użyłaś ruchów których pokazałem ci trochę na ostatnim treningu. A teraz chodź, spróbujemy coś upolować. — Miauknął kocur, jednak Psianka w tym czasie już przymierzała się do polowania.
— Shhhhh! Czuję.. chyba wiewiórkę.. — Mrukneła posuneła do przodu. Gdy była wmiare blisko skoczyła do przodu i wylądowała jak długa na ziemi. Już była przekonana że zwaliła, jednak okazało się że leży właśnie na wiewiórce, która przygniotła. Wstała, a gdy zdezorientowane zwierzątko starało się postawić krok, Lamparci Skok wyskoczył do przodu, gryząc wiewiórkę w gardło.
— Um.. Dzięki? — Wydukała, na co Lampart tylko się uśmiechnął.
Od Psiankowej Łapy
Nie pamiętała już porządnego treningu. Nie pamiętała luźnej rozmowy, z kimkolwiek. W jej pamięci było tylko zmęczenie i wychodzenie z Lamoarcim Skokiem na przynosowe polowania, gdzie w większości tylko patrzyła. Wcześniej ćwiczyła z Lampartem głównie walke, bo polowanie nie było ich mocną storoną, a wypad do Klanu Wilka był.. słabo postrzegany prze nich obu. Była wcześniej na jednym treningu, starając się swoimi ruchami chociaż trochę przypominać poze do polowania. Mentor jej obiecał że na następnym treningu nauczy ja polować, jednak wtedy to się wydarzyło. Piorun trzasnął liderkę, a ona wtedy beztrosku spała. Gdy się obudziła koty już ustawiły się do wyjścia. Rzeczna Łapa o wszystkim jej opowiedziała, w drodze. Przy postoju z racji okocenia się Pląsającej Łapy, Lamparci Skok zabierał swoją uczennice na polowania, gdyż zwierzyny bardzo brakowało. Mało co umiała i udało się jej upolować aż jedną wiewiórke, która już wtedy się obudziła. A udało się to tylko za sprawą tego iż owe zwierzątko spadło z drzewa i pół przytomne znalazło się przy liliowej. Natomiast walka szła... całkiem całkiem. Nauczyła się jak skutecznie odepchnąć napastnika, oraz prostych skoków, jednak w większości walki z mentorem zawierały dużooo uciekania, a dość krótkie jak na swój klan, lecz masywne łapki nie dawały jej nieziemskiej szybkości, jednak to wsyzstko działo się w jej starym domu, miejsce które zawsze będzie traktować jak to jedyne, to gdzie powinma żyć.. wmawiała sobie że tu będzie lepiej i cudowniej, jednak mimo wszech obecnego głodu na starych terytorium, tylko tam będzie czuła się jak w domu. Leżąca aktualnie na błotnistej ziemi przy 'legowisku' Psianka znalazła wzrokiem Brzozowy Szept, jednak była zbyt zmęczona po polowaniu aby się przywitać, więc tylko coś burkneła.
<Ktoś>
<Ktoś>
26 grudnia 2019
Od Psiankowej Łapy CD. Chudzielca (Chuderlawej Łapy)
Kiedy zobaczyła tylko że Rzeka wróciła, miała ochotę zrobić z nią swego rodzaju wywiad, co robiła gdy jej nie było. Po krótkiej rozmowie dołączył się Jeżyk i Sreberko. Rzeka zadeklarowała, że musi iść do mamy i przywódczyni, więc reszta już się nie wtrącała, a Psianka krzyknęła tylko, żeby nie spóźniła się na mianowanie na co Rzeka odparła uśmiechem.
* * *
Już po mianowaniu, a nawet pierwszym treningu Psiankowej Łapy, gdy dowiedziała się że niebieska pręguska przytargała do obozu jakiegoś brudnego kundla, od razu skoczyła do Rzecznej Łapy, tak jak reszta rodzeństwa
― GDZIE ON JEST? ―Warknęła.
Pchlarz w obozie, śmieszne.
― Em... właściwie wygląda jak kot... tylko myśli że jest psem... i u medyczki.. ― Miauknęła nieśmiało kotka.
Słysząc szepty Jeżowej Łapki i Srebrnej Łapy ruszyła prosto przed siebie, a zaraz za nią pognała Rzeka, która szybko ją wyprzedziła.
― To tutaj mieszka ten dziwak co ma się za psa? ― Zapytała Rzeczną Łapę, jednak zanim zdążyła odpowiedzieć ta przybliżył się do przybysza.
Rzeczna Łapa powiedziała coś o byciu miłym i Zajęczej Stopie, ale Psiankowa Łapa już jej zbytnio nie słuchała.
― Mamy być mili? Mam mu wianek z kwiatów spleść czy też wmówić sobie, że jestem psem albo borsukiem? ― Fuknęła.
Jak można być miłym dla pseudo kundla który jeszcze zamieszkał se w obozie? Psianka wskoczyła na kamień obok i przystanęła.
― Nie rozumiem czemu trzymamy tego wariata jeszcze w klanie... ― Miauknęła nieco ciszej do rodzeństwa.
― Może Brzoskwiniowa Gwiazda ma wobec niego jakiś plan, Psiankowa Łapo? Jak chcecie to idźcie go poznać, ja tu poczekam ― Tym razem odezwała się Srebrna Łapa.
― Cykasz się! Boisz się mysiego móżdżka uważającego się za psa ― Chwilę potem zwyzywała kotkę od nie nadające się na Wojowniczkę.
Jednak zanim zdążyła się zastanowić, co dalej poczuła że coś zdziera ją z kamienia. Zdezorientowana zauważyła że jest przybita, do ziemi. Liliowy kocur warknął coś do niej, jednak była zbyt rozkojarzona. Dużo niższa, jednak masywniejsza kotka zaczęła kopać go w brzuch, co skutkowało tym że musiał go podnieść. Wtedy bez problemu się wyślizgnęła, jednak ten wbił kły w jej ogon, zostawiając krwawiącą ranę. Od boku wskoczyła na kark kocura i wysuniętymi pazurami chwyciła go za kark, a dodatkowo złapała zębami za obrożę. Kocur rzucił się na plecy i przygniótł kotkę do ziemi. Gdy wstał, w zębach terminatorki już wisiała przegryziona obroża. Kocur zaczął sunąć w jej stronę i już otworzył, pysk, jednak odezwała się pierwsza.
― I co teraz ''kundlu''? ― Parsknęła drwiąco, obserwując zakrwawione od ogona Psianki futro byłego członka klanu Wilka.
<Chudzielec?>
Od Psiankowej Łapy
Liliowa, niska kotka ledwo zdążyła ochłonąć, a to lisie łajno już coś chciało, a tym lisim łajnem był Lamparci Skok. Dopiero uświadomiła sobie że jest uczennicą, że w końcu, otwiera się przed nią cały świat! Z tego entuzjazmu wyrwał ją widok swojego mentora. Miała ochotę napluć w pysk Brzoskwiniowej Gwieździe za ten wybór. Lamparci Skok miał ją szkolić przez najbliższe księżyce. Niestety, z kocurem miała już do czynienia i niezbyt się polubili. Zaczęło się od tego że Psianka zabrała mu kulkę mchu, a ten zawsze gdy ją potem widział zaczynał żądać przeprosin, wyzywając liliową od mysiego bobka. Jej rodzeństwo dostało takich fajnych mentorów, a ona akurat dostała jednego z tych kotów, których jeszcze w kociarni zdążyła uznać za wrogów. Ale cóż, tak jak etykieta wymaga, dotknęła nosem tego dziada, a gdy się odwróciła, aby porozmawiać z rodzeństwem, ten powstrzymał ją, przyciągając za kark.
― Gdzie panna się wybiera? Idziemy na oprowadzanie! ― Warknął Lamparci Skok, z trudem wyprowadzając Psiankę z obozu.
* * *
― ...Graniczymy z klanem Nocy właśnie w tym miejscu. Nie właź do tej rzeki, bo raczej będziesz miała trudności z przepłynięciem. ― Prawie że cały biały kocur pokazał na szarawe pasmo lodu, jednak Psianka była zbyt zajęta obserwowaniem przechodzącego w oddali patrolu klanu Nocy.
― Idziemy dalej.
Głos mentora jednak nie oderwał kotki od obserwacji lądu po drugiej stronie strumyka, a pomógł dopiero jego krzyk. Gdy doszli do terenów Klanu Wilka, Lampart wziął Psiankę na stronę i pokazał łapą stadko królików prawie takich samych jak śnieg.
― Obserwuj i ucz się od mistrza ― Szepnął i zaczął skradać się do królików.
Niestety, sporymi kicnięciami przeskoczyły przez cienki strumień, w którym była masa pokruszonych kawałków lodu za sprawą kota, który wcześniej tam wpadł, a panika zwierząt, na które polował Lampart dodała im ''skrzydeł'', więc pognały w hen daleko. Kocur krzyknął do kotki coś o tym, że na pewno je upoluje, że to zwierzyna Klanu Burzy i mysie bobki Klanu Wilka nie mogą jej dostać. Przeskoczył zgrabnie przez strumyk, jakby robił to już wiele razy i przecisnął się przez krzew pojękując przy tym, a następnie rzucił się w głąb terenów Klanu Wilka.
Psianka nieśmiało podsunęła się do strumyka i pacnęła go łapką, którą szybko odsunęła. Cofnęła się i truchtem zbliżyła do wody. Odbiła się i wylądowała na końcówce strumyka. W panice zaczęła odgarniać lód i jakimś cudem, dotarła do brzegu. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że nie powinna znajdować się na nie swoim terytorium, ale kotkę zbytnio to nie interesowało. Zaczęła przyglądać się krzewowi na którym zaczepiona była masa białego futra. Miała dziwne wrażenie że jej mentor się nieco.. pogubił. Zresztą ona też. Nie było ostatnio jakiegoś bardzo wysokiego śniegu za sprawą deszczu, a puchate futro Psianki uniemożliwiało dotarcie zimna do kotki, więc chociaż zimno jej nie doskwierało. Czekała tak i czekała, aż dostrzegła idącego po śniegu bardzo wysokiego kocura. Zamarła.
W panice wysunęła pazury i zasyczała cicho. Miała ochotę zapaść się pod ziemię zwłaszcza, że kot zaczął iść w jej stronę...
<Iglasty Krzewie? Troszku gniot mi wyszedł>
20 grudnia 2019
Od Psianki
Ta głupia rutyna już naprawdę męczyła. Mijał już któryś dzień od zaginięcia Rzeki i liliowa zaczynała popadać w paranoję. Od kiedy tylko dowiedziała się że siostra zniknęła, starała się uspokajać wszystkich wokół. Strasznie się martwiła tak jak reszta, jednak wydawało się jej, że tylko ona zachowała zdrowy rozsądek, jednak było to totalną bzdurą. Zaczynała świrować od ciągłego bałaganu w otoczeniu. Brzozowy Szept była cieniem siebie, ciągle leżała bo już dawno zwątpiła w powrót niebieskiej. Psianka wmawiała sobie że wróci, chociaż mózg mówił jej totalnie co innego. Jeżyk miał chyba największą nadzieję do czasu. Sreberko panikowała i wymyślała najdziwniejsze scenariusze. Zaczynało się od spekulacji o tym że zjadł ją lis, a kończyło na tym, że została zaatakowana przez zmutowaną wielką muchę i właśnie się wykrwawia. Tą ostatnią teorię wymyśliła akurat Psianka i uparcie broniła swoich prawd. To wszystko strasznie ją męczyło, a myśli o zmutowanych muchach nie dawały żyć.
― Rzeko, błagam wróć już.. ―wymajaczyła Brzozowy Szept leżąca na boku.
Oczy miała zamglone a głos chybotliwy. Psianka przytuliła się do jej brzucha.
― Mamo... Przynieść ci coś do jedzenia? ― Wyszeptała liliowa.
― Nie malutka. Jeśli jesteś głodna to idź sobie weź, tylko uważaj na siebie...
Mała skinęła głową i rzuciła się do wyjścia. Potruchtała do przodu wymijając koty obok. Wskoczyła prosto na myszkę i zaciągnęła ją do żłobka.
11 grudnia 2019
Od Psianki
Psianka od prawie całego dnia, leżakowała i leżakowała i leżakowała i.. w skrócie, ciągle leżała z małymi przerwami na jedzenie czy spanie. Wyciągneła łapy, tak naprawde ciągle tylko myśląc nad sobą. Miała wręcz aż za dużo czasu, więc wszystko mogła sobie przemyśleć. Rodzeństwo, jagby znikneło. Nigdzie tak naprawdę ich nie widziała ― sama zresztą też tego nie chciała. Miała takie chwilowe wyciszenie, czas dla siebie, na odpoczynek. Dość znacznie wpłyneło to na liliową, bo takiego czegoś właśnie potrzebowała. Ziewneła przeciągle zastanawiając się dlaczego skoro cały dzień leżała? Jednak słuchając się tego znaku, lizneła ostatni raz futerko, pozbywając się wszystkich kupek mchu które zdążyły się doczepić. Wzrokiem chciała odnaleźć Brzozowy Szept, jednak przypomniała sobie że wyszła porozmawiać z przyjaciółkami. Psianka chrząkneła i znalazła wygodne posłanie.
― Dobranoc. ―
Szepnęła będąc pewną że nikt jej nie odpowie. Położyła się, a gdy zwijała w kłębek, ku swojemu zaskoczeniu usłyszała głos brata.
― Dobranoc, Psianko! ―
Uśmiechnęła się mimo wolnie i oddała się snu.
***
Koteczke obudziło szczypnięcie i podmuch zimna. Spanikowana, uniosła głowę i zobaczyła że Sreberko targa ją do źródła zimna. Srebrna jechała Psianką po ziemi, zbierając za jej pomocą wszystkie kurze.
― Hej! Co ty ro.. ―
Liliowa nie zdążyła skończyć, a siostra zpiorunowała ją wzrokiem.
― Shhh! Cicho bądź! Musze ci coś powiedzieć na osobności! ―
Psiance zaczeło się to nie podobać, więc ugryzła Sreberko w pierś, zanim zdążyła wytargać ją z żłobka.
― Nie, nie, nie! Sama się tam mroź! Gadaj co chcesz tutaj! ―
Warkneła kotka.
― DZIECI! Nie kłócić się, próbowałam spać! ―
Wrzasneła Brzozowy Szept tak głośno, że razem z siostrą się skuliły. Pointka trzepneła ogonem i spowrotem usiadła.
<Ktokolwiek?>
― Dobranoc. ―
Szepnęła będąc pewną że nikt jej nie odpowie. Położyła się, a gdy zwijała w kłębek, ku swojemu zaskoczeniu usłyszała głos brata.
― Dobranoc, Psianko! ―
Uśmiechnęła się mimo wolnie i oddała się snu.
***
Koteczke obudziło szczypnięcie i podmuch zimna. Spanikowana, uniosła głowę i zobaczyła że Sreberko targa ją do źródła zimna. Srebrna jechała Psianką po ziemi, zbierając za jej pomocą wszystkie kurze.
― Hej! Co ty ro.. ―
Liliowa nie zdążyła skończyć, a siostra zpiorunowała ją wzrokiem.
― Shhh! Cicho bądź! Musze ci coś powiedzieć na osobności! ―
Psiance zaczeło się to nie podobać, więc ugryzła Sreberko w pierś, zanim zdążyła wytargać ją z żłobka.
― Nie, nie, nie! Sama się tam mroź! Gadaj co chcesz tutaj! ―
Warkneła kotka.
― DZIECI! Nie kłócić się, próbowałam spać! ―
Wrzasneła Brzozowy Szept tak głośno, że razem z siostrą się skuliły. Pointka trzepneła ogonem i spowrotem usiadła.
<Ktokolwiek?>
02 grudnia 2019
Od Psianki CD. Jeżyka
Psiana krzywo obserwowała Jeżyka, siegajacego po kulkę Mchu. Wywróciła oczami, jednak szybko machnela ogonkiem i wysłuchała propozycji tej zabawy. Gdy ten skierował się skokiem w jej stronę, napieła mięśnie i szybko wywala się z pod jego łap, w zębach trzymając ową kulkę. Jeżyk nieporadnie odbiegł kociarnie. Czmychnął przed kotkę i wyrwał jej z pyska mech. Psianka pisneła coś z irytacją a następnie rzuciła się w dziką pogoń za kocurkiem. Gdy ten zawrócił, oderwała się od ziemi i wylądowała na jego Ogonie. Jeżyk zdziwiony pacnął ją w pysk, a ta odskoczyła i spojrzała na wyplutą kulkę. Była cała osliniona i nie zachęcała wyglądem.
- Tja.. Może zrobimy coś innego.. -
Powiedziała z niechęcią Psianka.
Jeżyk już otworzył Pysk, ale przed nich wybiegła Sreberko. Nie zauważyli jak się budziła, bo byli zajęci zabawą.
Srebrna wykorzystała to, że Psianka z Jeżykiem stali obok siebie, i skoczyła między ich grzbiety. Jedną strona była na Czekoladowym Kocurku, a druga na Liliowej Psiance.
***
Kociaki po dłuższej zabawie, przysiadły aby odpocząć, a Jeżyk udał się do Brzozowego Szeptu aby coś zjeść. Psianka ziewneła szeroko i odwróciła się do Sreberka.
- Wiesz co, chyba powinniśmy potem obudzić Rzekę. Cały dzień biedna śpi, nawet nie wie ile zabaw jej ucieka! -
Sreberko krzywo Kiwneła Głową.
-Nie wiem czy to najlepszy pomysł.. -
W tym momencie, zblizył się Jeżyk.
- O czym rozmawiacie? -
<Jeżyk? Wybacz że dopiero teraz ta opka się pojawia xD>
12 listopada 2019
Od Psianki
Psianeczka po bardzoo długim śnie, otworzyła ślepka. Owinęła się ogonem, a pyszczek schowała w futerko na klatce piersiowej. Leżała tak przez długi czas, przytulając się do mamy i rodzeństwa. Było jej zimno. Wydawało się że to najsilniejszy dzień od kiedy się urodziła, a przecież wraz ze swoim rodzeństwem, chyba już łapali się na listę 1-księżycowych kociaków. Liliowa nie rozumiała jeszcze tego całego systemu księżycy, lecz coś zapamiętała. Przewróciła się na bok, wtulając w futerko mamy.
Wstała, gdy słoneczko już zaszło. Ileż można spać? Nakrzyczała sama na siebie Liliowa i szybko wstała. Widziała że Jeżyk i Sreberko rozmawiali, a gdy wstała chcieli coś do niej powiedzieć jednak ta szybciej wybiegła. Brzozowy Szept nie mogła tego zbytnio zauważyć, gdyż czyściła dokładnie Rzeczkę. Nie przejmując się tym, truchtała dalej. Wywróciła się, na kamyku. Cóż, nie biegała perfekcyjnie... W każdym razie, wylądowała pyskiem przed legowiskiem wojowników. Zajrzała, a w środku zobaczyła masę kolorowych futerek. Między nimi dostrzegła czekoladowe, pręgowane Futro swojego taty. Zaraz po tym jego żonkilowe oczy. Udało się jej Odskoczył zanim ją dostrzegł. Dorwała w łapy kulkę mchu, niesioną przez Lamparcią Łapę.
- Hej, Kociaku! Zostaw, to nie twoje! - Stanowczo Miauknął kocur, a Psianka tylko osłoniła ciałem swoją kuleczkę.
- Ale to tylko kulka! Masz dużo. - Odparła oburzona Psianka. Skoro on może to ona też.
-. Na Klan Gwiazdy! Nie możesz po prostu oddać? Każda ta kulka ma duże znaczenie. Głupi ten twój pomysł. - Warknął i odszedł. Psianka syknęła, i z nastroszonym ogonkiem pokierowała się do żłobku. Potknęła się o kulkę, spadając do żłobka prosto przez wejście. Wylądowała na Rzeczce, a za nim ta się odezwała pobiegła po kulkę. Wróciła z nią do żłobka, wspięła się na kark Pointki, Brzozowego Szeptu i z triumfem wypięła pierś.
- PATRZCIE CO ZDOBYŁAM! - Wykrzyczała. Brzozowy Szept się Otrzepała. Psianka spadła, a kulka spadła do rodzeństwa. Mama trzepneła ją w ucho, a ta nie wiele myśląc rzuciła się na kulkę
***
- Hej, Kociaku! Zostaw, to nie twoje! - Stanowczo Miauknął kocur, a Psianka tylko osłoniła ciałem swoją kuleczkę.
- Ale to tylko kulka! Masz dużo. - Odparła oburzona Psianka. Skoro on może to ona też.
-. Na Klan Gwiazdy! Nie możesz po prostu oddać? Każda ta kulka ma duże znaczenie. Głupi ten twój pomysł. - Warknął i odszedł. Psianka syknęła, i z nastroszonym ogonkiem pokierowała się do żłobku. Potknęła się o kulkę, spadając do żłobka prosto przez wejście. Wylądowała na Rzeczce, a za nim ta się odezwała pobiegła po kulkę. Wróciła z nią do żłobka, wspięła się na kark Pointki, Brzozowego Szeptu i z triumfem wypięła pierś.
- PATRZCIE CO ZDOBYŁAM! - Wykrzyczała. Brzozowy Szept się Otrzepała. Psianka spadła, a kulka spadła do rodzeństwa. Mama trzepneła ją w ucho, a ta nie wiele myśląc rzuciła się na kulkę
<Ktoś z rodzeństwa? Albo ogólnie z klanu ^^ Wkońcu wena przyszła i napisałam coś dłuższego niż na 200słów>
Od Psianki CD. Jeżyka
Tak. Długo, bardzo długo szukała Jeżyka. Dobrze on się schował! Jego futerko bardzo dobrze stapiało się z większością rzeczy w otoczeniu. On miał łatwiej!
- Mamusiu, nie widziałaś gdzieś Jeżyka? - Zapytała siedzącej Brzozowy Szept. Kotka pokręciła tylko głową. Psianka parsknęła i obrzuciła się. Zaczęła chodzić po wszystkich legowiskach z mchu. Gdy nagle go zobaczyła, rzuciła się do przodu i wylądowała na małym, niebieskookim czekoladowym kocurku. Czyli rzecz jasna jego bratu.
- ZNALAZŁAM CIE! - ryknęła Liliowa, po raz kolejny przyciskając brata do miękkiego podłożu w żłobku.
- Puszczaj! - Pisnął zaskoczony Jeżyk, desperacko próbując się uwolnić.
- Kto ma cie puścić? - Mruknęła Psianka z sarkastyczno-złośliwym uśmiechem.
- Ty! Znaczy.. Ty, Wielka Psianko. -
Pręgus Wywrócił oczami a Psianeczka zeszła z jego puszystego ciałka.
- No, w końcu zapamiętałeś. Ale nadal nie umiesz się obronić, musisz być bardziej sprytny. - Powiedziała Psianka patrząc się na resztę swojego rodzeństwa.
***
Psianeczka siedziała na środku żłobka i drapała się po łopatce. Miotała ogonem, skupiając się tylko na skończeniu drapania. W rogu Sreberko i Rzeczka rozcinały Liścia pazurkami. Psianka przez chwilę myślała czy do nich nie podejść, ale ostatecznie odwróciła wzrok i wbiła go w mamę. Pointka zjadała właśnie królika. Psianka zastrzygła uszami, i zauważyła obok niej odpoczywającego Jeżyka. Patrzył on na Psianke, więc Liliowa postanowiła podejść.
- Co robisz? - Zapytał Jeżyk. Psianka musiała się dłuższą chwilę zastanowić co tak naprawdę robiła. Chyba nic.
- A ja wiem. Siedzę i patrzę. - Odpowiedziała i ziewnęła.
- Ja też. - Odpowiedział krótko Jeżyk. Szybko się podniósł i zaczął lizać łapę.
<Jeżyk?>
11 listopada 2019
Od Psianki CD. Jeżyka
Wysłuchała Jeżyka, czasami odpowiadając na jego pytania.
- Możemy pobawić się w Chowanego.
Gdy Jeżyk zaproponował grę w chowanego, bardzo się ucieszyła, jednak gdy uświadomiła sobie że jej wielkie, nie pasujące do niczego cielsko nie pomoże w chowanym.
- Tak! Tylko... Nie jestem za duża? - Zaniepokojona zapytała Psianka.
- Spokojnie! Dasz radę. - Odparł.
Z resztą gdzie można tu się bawić?
- Ale gdzie ty się chcesz schować w kociarni?
- Mm... Nie wiem! W każdym razie najpierw ty liczysz! - Zamruczał Jeżyk i oblizał sobie nos.
- Zamknij te oczy! - Powiedział z powagą.
To też Psianka uczyniła. W myślach doczekała sobie chwilę. Cóż, nie umiała zbytnio liczyć jak większość kociaków w jej wieku. Gdy uznała że już czas, gwałtownie się poderwała i zaczęła lustrować wzrokiem żłobek.
- SZUKAM! - Zawrzeszczała i tym właśnie obudziła mamę i siostry.
Zakłopotana lekko się uśmiechnęła i zaczęła biegać tu i tam szukając Jeżyka. Wyglądnęła za żłobek, okrążyła matkę, ale go nigdzie nie było...
- J-E-Ż-Y-K! - Ponownie zawyła, mając nadzieję, że czekoladowy kocur się zapomni i odpowie. Cisza. Zaczęła podejrzewać, że wparował.
- Psianko.. Bawcie się ciszej.. Proszę.. - Wykrztusiła zaspana pointka z aprobatą Sreberka i Rzeczki. Brzozowy Szept otuliła ogonem obie kotki i przeciągle ziewnęła. Psianka wywróciła oczami i zaczęła dalej szamotać się w poszukiwaniu Jeżyka.
<Jeżyk?>
10 listopada 2019
Od Psianki CD. Jeżyka
Psianka tylko wnikliwie obserwowała.. Poirytowanym wzrokiem patrzyła jak swoje rodzeństwo śpi. I-l-e można spać? Warczała pod nosem, bawiła się ogonem matki, której niezbyt się to podobało, ale jej niezbyt to przeszkadzało. Następnie, jednak zdecydowała, że ukradkiem wyjdzie na chwilę że żłobka pod pretekstem spotkania ojca, następnie napiła się, zabiła małego, barwnego żuka a co oni? Nadal spali. Tracąc cierpliwość zaczęła biegać jak popierdzielona po żłobku. A gdy Sreberko przez sen skopała Jeżyka, a ten się podniósł i zaczął mierzyć rozkojarzony wzrokiem siostrę, natychmiast się do niego skierowała jak mogła zmarnować tą okazję? Skoczyła na jego grzbiet i przycisnęła do ziemi z uśmiechem.
- Leżysz mysi móżdżku! - Syknęła dumie i przestąpiła z łapy na łapę.
Gdy Jeżyk poprosił ją o łaskę a ona zaśmiała się pod nosem.
- Błagaj o litość, Jeżyku. - Miauknęła z chytrym uśmiechem.
- No dobrze, błagam wielka Psianko, czy zechcesz ze mnie zejść? Pobawimy się w coś lepszego.
Na to, znów się Zaśmiała.
- Tylko wielka Psianko? Jakbym była z innego klanu już dawno byłbyś karmą dla wron. Jaki z ciebie będzie wojownik jak przed siostrą z tego samego miotu nie możesz się obronić, co? - Wyszeptała mu do ucha i zeszła z kocura.
- Dzisiaj ci daruje. - Miauknęła, myjąc sobie łapę.
- A... Chcesz coś potem porobić czy coś? - Zapytał Jeżyk.
- Wymyśl, chyba robiłam dzisiaj wszystko
<Jeżyk? Tak tu serio jest 200 słów xD>
Od Psianki
Psianka znów była zmuszona do siedzenia w żłobku. Co prawda, mama spała... Ale dla Psianki było już wystarczająco dużo kłopotów i przygód jak na jeden marny dzień. Jedyne co pozostało, to siedzieć tu z rodzeństwem. Wyłożyła się na plecach, w celu podrapania grzbietu i znalezienia wygodnej pozycji do spania. Zaczęła rozmyślać, jak to możliwe że jest w porównaniu do swojego rodzeństwa puchata i duża. I jak to możliwe że jest w takim dziwnym kolorze? Pewnie tak chciał los. Gdy właśnie tak zadecydowała, zaczął powoli porywać ją sen...
***
Liliowa poczuła nagłe ukucie na uchu. Podniosła zaspany wzrok i ujrzała Sreberko wbijającą swoje kły w owe ucho Psianki. Pisneła cicho, po czym oparła łapy na brzuchu Sreberka, a ta prawie wylądowała na ziemi, jednak była nieco szybsza i skoczyła na Psianke. Kluski przeturlały się po podłożu w żłobku, po czym się rozdzieliły.
- Jak jescze raz ugryziesz mnie w ucho to tego pożałujesz! Wiesz jak to boli?! - Miaukneła lekko oburzona Psianka.
- Um... Przepraszam, Psianko. Chciałam się tylko pobawić... - Sreberko spuściła wzrok.
- Tylko ci uświadamiam że to boli, nie panikuj tak odrazu. - odpowiedziała Psianka, wywróciła oczami i odwróciła się od kotki. Usłyszała rozmowy z poza żłobka. Mama nadal spała... Nie, zostaniesz tutaj! Krzyczała sama na siebie Psianka. Ustatecznie wyjrzała tylko zza żłobka, i zobaczyła dwa nieznajome jej koty. Odwróciła się więc tylko, i usiadła gdzieś z boku.
<Ktoś z Burzy?>
Od Psianki CD. Jeżyka
Kotka uważnie słuchała każdego słowa kotów. Tu że patrol, coś o mianowaniu, Rzeka coś powiedziała a takie tam. Gdy wszystko ucichło, a Brzozowy Szept chciała już wracać do żłobka, Psianka zauważyła że nie tylko ona ma ochotę zostać, co trochę ją zdziwiło. Jeżyk też nie wyrażał zbyt dużej chęci wrócenia. A więc co jej pozostaje? Trzeba rozkręcić zabawę! Odbiła się od ziemi i wylądowała prosto na barku kocura. Łapy oparła wokół szyji kocurka. Kilkoma zgrabnymu ruchami zdołała wytrącić go z równowagi, więc Jeżyk mimowolnie upadł. Miała już to i owo wyćwiczone w przepychankach. Jeżyk jednak postanowił się jednak odegrać i pacnął łapą kotkę w ucho. Psianka nastroszyła ogon, bojowo sykneła i niezdarnie wywróciła czekoladowego na plecy. Jeżyk ponownie zaczął dawać jej łapami po pysku, więc liliowa musiała się odsunąć. Jeżyk z dość mało triumfalną miną przeszedł obok Psianki. Po chwili przycupnął obok mamy, zapewne obmyślając strategie ataku.
- Jestem już zmęczona... Mamo mogę wrócić do żłobka? - zapytała cichutko Sreberko.
- Tak kochana, już będziemy szli. Wy też idziecie, i kropka. - W zakończeniu swojej wypowiedzi, zwróciła się do Jeżyka, Psianki i Rzeki.
- Mamo, ale dopiero wyszliśmy! - oburzona Psianka jak zwykle wyraziła swe zdanie.
- Ruszaj tymi łapami a nie marudź! - odparł Jeżyk, a Psianka podążyła za nim.
- Jestem już zmęczona... Mamo mogę wrócić do żłobka? - zapytała cichutko Sreberko.
- Tak kochana, już będziemy szli. Wy też idziecie, i kropka. - W zakończeniu swojej wypowiedzi, zwróciła się do Jeżyka, Psianki i Rzeki.
- Mamo, ale dopiero wyszliśmy! - oburzona Psianka jak zwykle wyraziła swe zdanie.
- Ruszaj tymi łapami a nie marudź! - odparł Jeżyk, a Psianka podążyła za nim.
<Jeżyk, Rzeka?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)