BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Traszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Traszka. Pokaż wszystkie posty

10 czerwca 2023

Od Traszki

 tw: opisy martwych ciał 


Poranne promienie słońca wkradające się do obozowiska przez gęste gałęzie drzew oświetlały piekło zeszłej nocy. Oziębłe zesztywniałe ciała. Puste ślepia. Odór moczu.

09 czerwca 2023

Od Traszki CD. Kruchej

Słysząc kuszącą propozycję kremowej, kiwnęła energicznie łebkiem. Było ciepłe popołudnie. Idealne na wspólną przechadzkę. Słońce przyjemnie grzało, a wiatr lekko muskał sierść. Lepiej trafić nie mogły. 
— Bardzo chętnie. — miauknęła, lustrując uważnie Kruchą.
Zdawało się jej, że coś się zmieniło w wyglądzie kotki. Wyglądała jakoś lepiej. Promienniej.   
— Robiłaś coś w futrem?
Kotka zdawała się być nieco zaskoczona tym pytaniem. Uniosła pytająco ogon. 
— Nie, a co? 
— A nic, zdaje się bardziej lśniące. Myślałam, że może coś stosujesz. Sadzawka kiedyś coś mi miauczała, że odpowiednie zioła mogą nadać futerku bardzo ładny blask. — zaczęła paplać młodsza, kierując się powoli w stronę wyjścia z obozowiska. 
Starsza kotka ruszyła za nią, próbując dotrzymać dość energicznego kroku Traszki, która wyjątkowo miała znakomity humor. Było tak pięknie i ciepło. Nie dało się być smutnym w taką pogodę. 
— Jak widzisz moje nie ma takiego za bardzo. Jest takie matowe. — mruknęła niezadowolona. 
Krucha słuchała jej uważnie. 
— Przyjaźnisz się z Sadzawką? Nigdy nie widziałam was razem. — stwierdziła lekko zaskoczona kremowa.
Pointka pokręciła łbem. Westchnęła cicho. To nie była najłatwiejsza relacja. Sadzawka bardzo lubiła zmieniać sobie towarzystwo. Jak i przyjaciół. Traszka przekonała się o tym dość szybko już za kociaka. 
— Nieee... wiesz, to moja kuzynka. Czasami ją męczyliśmy z Gwiazdnicą i Ślimakiem. — wyznała pointka, uśmiechając się lekko. — Są plusy i minusy posiadania rodziny w klanie. A ty? Masz rodzeństwo? Nie tęsknisz za nim?


<Krucha?>

Od Traszki

 *przed mordem*


Pysk Jaskółki zdawał się nie zamykać. Traszka powoli gubiła się w tych wszystkich rodzajach drzew. Nawet nie sądziła, że tyle gatunków rośnie w Owocowym Lesie. Tyle jeszcze nie wiedziała o świecie. Żałowała, że nie mogła tego nagrać w umyśle i odtworzyć innego dnia. Świergot, której legowisko znajdowało się od niedawna niedaleko Traszki okazała się strasznie chrapać. Pointka nie wiedziała czy to jednorazowy epizod, czy kotka wydawała z siebie takie odgłosy każdego wieczoru. Jeśli tak szybko musiała się przeprowadzić.
–...Drzewne Grzyby... drzewach... drzewom... drzewami... – pojedyncze słowa Jaskółki docierały do jej uszu. 
Traszka ziewnęła mimowolnie. Wstała i próbowała utrzymać się na palcach, by senność nie ogarnęła jej z powrotu. Miała nadzieje, że jej poczynania nie rzucały się zbytnio w oczy Gęgawy i Kruchej. Nie chciała się przed nimi ośmieszyć. W końcu mieli być niedługo pierwszą paczką nowych zwiadowców. 

* * * 


Odeszła parę kroków i zasnęła na ziemi. Nie przejmowała się tym, czy ktoś ją znajdzie. Zmęczenie brało nad nią górę. Nie było jednak jej dane na dłużej zmrużyć ślepia. Poczuła, jak ktoś delikatnie ją tyka w ramię. Niechętnie otworzyła ślepia, by ujrzeć pysk Jaskółki. Szybko otrząsnęła się i wstała do starszej kotki.
– Tak? – miauknęła jeszcze zaspanym głosem. 
Zwiadowczyni uśmiechnęła się do niej ciepło.
– Zauważyłam, że byłaś bardzo zmęczona na naszej lekcji. – zaczęła czarna.
Traszce zrobiło się głupio. Od zawsze szanowała bardzo kotkę. A teraz okazała wobec niej taki brak szacunku! Na pewno ją znienawidziła i pogardzała. 
– Przepraszam, naprawdę Jaskółko, bardzo przepraszam, ja... – urwała, czując łapę kotki na swojej kończynie.
Brązowe ślepia spojrzały na nią łagodnie. Pozbawione były pogardy. 
– Nie jestem zła Traszko. – wyjaśniła łagodnym głosem. – Jeśli chcesz mogę ci powtórzyć tą lekcję prywatnie. Żebyś nie straciła tych informacji. Pewnego dnia będziesz musiała je przekazać swojemu uczniowi. Co ty na to?
Traszka odetchnęła z ulgą. Uśmiechnęła się do starszej kocicy wdzięczna za jej dobro. 
– Bardzo ci dziękuję! Naprawdę. Bardzo chętnie skorzystam! – miauknęła energicznie. – Po prostu... Świergot całą noc chrapała i nie mogłam zasnąć... – wyznała cicho. 
Jaskółka zaśmiała się lekko. Westchnęła z nostalgią. 
– Dobrze cię rozumiem. Włóż sobie trochę mchu do uszu na noc. Na pewno pomoże. – zdradziła jej swój patent czarna, puszczając oczko. 
Pointka pokiwała łebkiem i jeszcze raz podziękowała Jaskółce za wyrozumiałość i jej mądrość. Szybkim krokiem ruszyła w stronę obozowiska. Musiała się położyć, bo zaraz znowu zaśnie w połowie drogi. 

Od Traszki

 *przed mordem*

Nakładała błoto na jasne futro, próbując zamaskować jak najlepiej rażącą biel. Żałowała z lekka, że miała tak jasną sierść. Nie musiała zgadywać, jak bardzo rzucała się w ślepia będąc na drzewach. Nie chciała być gorsza od reszty. Od dawna zależało jej na tym stanowisku. Dlatego też dokładnie pokrywała futro błotnistą mazią. 
– Teraz wyglądasz jak bagienny potwór. – stwierdziła Gwiazdnica, śmiejąc się cicho. – Może dorzuć jakieś gałązki albo listki? – sięgnęła po leżące wśród leśnej ściółki skarby. 
Traszka mruknęła, przyglądając się swojemu odbiciu w rzece. 
– Liście nie będą zbyt dobre. Jeszcze drzewa nie mają ich zbyt wiele. – stwierdziła zamyślona. – Gałązki to super pomysł. – uśmiechnęła się do siostry. 
Liliowa pokiwała łbem zadowolona i wetknęła jej parę gałęzi w breję, jaką stanowiło teraz futro Traszki. 
– Już nieco lepiej. – mruknęła, mrużąc ślepia. – Wciąż mi czegoś brakuje...
Wojowniczka wskoczyła na drzewo. Wspięła się na najniższą gałąź i przylgnęła do kory. 
– I jak? – zapytała, starając się siedzieć nieruchomo.
– Faktycznie mniej się wrzucasz w oczy. Tylko zamykaj oczy. – miauknęła Gwiazdnica, przekręcając łeb. – Wyróżniają się na tle tego błota. 
Wojowniczka zmrużyła ślepia. Nie mogła ich przecież zamknąć całkowicie, inaczej nic by nie widziała. 
– Jest dobrze! Chodź, pokażemy cię mamie. – zawołała uczennica, kierując się do obozowiska. 

* * *

– Musisz pamiętać, by nie błądzić myślami. – powtórzyła Maczek, spoglądając na Traszkę karcąco. 
Wojowniczka spojrzała lekko zdezorientowana na kotkę. Położyła uszy zakłopotana. Nie chciała wyjść na arogancką. Po prostu się zamyśliła. 
– Na ziemi tylko się potkniesz o własne łapy, ale na drzewie możesz spać i zrobić sobie krzywdę. – wyjaśniła córce, ocierając się o nią pocieszająco. – Dobrze?
Traszka pokiwała łbem. Musiała się bardziej przyłożyć. Skupić tylko i wyłącznie na tym. Przestać w końcu rozpraszać się pierdołami. 

26 maja 2023

Od Traszki Do Skrzypu

 *parę księżyc temu*

Wpadła radośnie do legowiska starszych. Napotkawszy spojrzenie żółtych ślepi uśmiechnęła się do ojca radośnie. Czekoladowy zmrużył oczy. 
— Skąd u ciebie taka radość? — zamruczał cicho, kaszląc. 
Traszka zastrzygła uszami, przybierając zmartwioną minę. Podeszła bliżej ojca. 
— Co się stało? Jesteś chory? Byłeś z tym u Plusk? — zaczęła zalewać Żurawinka pytaniami. 
Kocur pokiwał łbem i owinął się ogonem. 
— Tak, już biorę odpowiednie zioła. Musiało mnie przewiać na spacerze z Maczkiem. — miauknął spokojnie, ziewając. — Ale już mi lepiej. Powoli zdrowieje. Więc? Co się stało?
Traszka uśmiechnęła się, a jej łapki energicznie uderzyły o ziemię. 
— Zostałam wybrana na zgromadzenie. — miauknęła wesoło. — Znów. 
Żurawinek uśmiechnął się słabo do córki. 
— Musisz naprawdę dobrze się sprawować, skoro Komar tak często cię zabiera. — stwierdził, przeciągając się leniwie. — Jakbyś miała kiedyś chwilę to poprosiłabyś Fretkę by mnie odwiedziła? Chciała ze mną o czymś porozmawiać, jak byłem u medyka, lecz choroba mi nie pozwoliła. — wyjaśnił. 
Pointka kiwnęła ochoczo łbem. 
— Żaden problem. — stwierdziła i zaszurała w ziemi nerwowo.
Miała ukryty cel w tych odwiedzinach. Liczyła, że ojciec nie będzie miał jej tego za złe. 
— Tato, wiesz może jak najlepiej sprawdzić czy ktoś cię lubi? Ale tak lubi lubi. — zapytała szybko. — Bo Gwiazdnica kogoś lubi i chciałam jej pomóc. — dodała pospiesznie. 
Kocur zaśmiał się cicho i pokręcił łbem. Westchnął głęboko i spojrzał na córkę z lekkim uśmiechem. 
— Niestety ja ci w tym nie pomogę. Jestem beznadziejny w tych sprawach. Cieszę się, że jesteś dobrą siostrą. — miauknął śpiącym głosem, zwijając się w kłębek. — Nie obrazisz się jeśli się zdrzemnę? Te zioła strasznie mnie przymulają. 

* * *

Starała się odszukać Fretkę, ale zastępczyni zdawała się przepaść. Może udała się na zwiad z innymi zastępczyniami. Nie chciała zawieść ojca, a czuła, że jeśli odłoży to w czasie prędzej czy później wyleci jej to z łba. Dlatego też posunęła się krok dalej niż zamierzała. Prawie cały biały kocurek szybko wrzucił się w jej oczy. Na pewno widywał Fretkę częściej od niej. W końcu był jej synem, musieli mieć nienajgorszą relację. 
— Hej, Skrzyp, słuchaj mam sprawę. — zaczęła, zaczepiając młodszego ucznia. — Gdybyś spotkał swoją matkę mógłbyś jej przekazać, żeby poszła do starszyzny. Żurawinek chciał z nią o czymś porozmawiać. — miauknęła przyjaźnie. 


<Skrzyp?>

Od Traszki

 *przed księżycem, dwoma*

Atmosfera w obozowisku zdawała się być napięta. Śmierć Cyprys przyniosła nie tylko wiele bólu, lecz też paniki, która została rozsiana w kotach. Lęk o własne życie oraz napotkanie zdziczałych lisów sprawił, że Owocniaki nie oddalały się zbytnio od obozowiska. Pora Nowych Liści była obfita. Wydawałaby się rajem, gdyby nie mające miejsce wydarzenia. Pomimo że nadeszło ocieplenie, a zwierzęta zaczęły łączyć się w pary, nie było widać tego w obozowisku. Niewiele kotów myślało o tym w czasie nieznanego zagrożenia. Wyjątkami był Jarząb i Żbik, których uczucie zakwitło księżyc temu. Od tamtego czasu często widywała koty razem, aż Jarząb trafiła do kociarni. Ważka urodziła synka. Nikt nie wiedział z kim. Niektórzy podejrzewali Lśniącą Tęczę, lecz nikt nie odważył głosić tych teorii głośno. 
— Nad czym tak myślisz? — usłyszała za sobą głos siostry. 
Uśmiechnęła się lekko w jej stronę. Martwiła się z lekka o kotkę. Wciąż nie ukończyła treningu. Ślepia liliowej zabłysły, jakby wpadła na rozwiązanie tajemnicy. 
— Z a k o c h a ł a ś  się w kimś, przyznaj! — przeliterowała słowo, niczym paruksiężycowe kocię. 
Uszy Traszki oklapły. Pokręciła łbem. Jej serce wciąż było złamane po odrzuceniu przez Lisi Ognik. Nie potrafiła się do końca po tym poskładać. W nocy we snach wciąż widywała rozczarowane nią morskie ślepia. 
— Mam ważniejsze rzeczy na głowie. — wymamrotała szorstko. — Muszę ćwiczyć, by zostać jak najszybciej zwiadowcą. — dodała by siostra nie poczuła się zbyta. 
Gwiazdnica uśmiechnęła się tajemniczo. 
— Ah to tak, twoje treningi... Z pewną śliczną kotką. Musisz uważać, niejeden kot ma Kruchą na oku. — stwierdziła pointka, wzdychając. 
Traszka zastrzygła uszami. 
— Naprawdę? W sensie jest naprawdę super i fajna, i taka miła, i śliczna... ale nie sądziłam, że ma wielu adoratorów. — miauknęła ze zdziwieniem czarna, zerkając na siostrę. 
Liliowa pokiwała głową energicznie. Rozejrzała się wokół nich, by sprawdzić kto znajduje się blisko nich. Dzieląca się ptakiem Sadzawka z Przebiśniegiem nie zdawali się zainteresowani ich rozmową. 
— Oh, uwierz mi. Niejeden wzdycha jej imię w nocy... — zaśmiała się cicho. — Szkoda, że biedni nie mają żadnych szans! — dodała tajemniczo, prostując się. 
Zupełnie jakby znała sekret, o którym nie wiedział nikt poza nią. Traszkę zżerała ciekawość. 
— Czemu? 
Gwiazdnica uśmiechnęła się pewnie. 
— Widzisz, bycie uczniem tej wrednej jędzy... znaczy Mleczyk ma swoje plusy. — stwierdziła, teatralnie machając łapą. — Nie zauważyłaś jak często Krucha zerka w jej stronę. Albo odzywa się do Mleczyk? Przecież normalnie nikt nie chce z nią gadać. 
Traszka słuchała siostry z podziwem jej umiejętności obserwacji. 
— Coś w tym jest. — mruknęła, przekręcając łeb. — Myślisz, że Mleczyk też ją lubi? Uroczo by razem wyglądały. 
Liliowa zamyśliła się. Po paru uderzeniach serca uśmiechnęła się wesoło. Jej niebieskie ślepia zabłysły ekscytacją.
— Wiesz jaka jest Mleczyk. Syczy na każdego kto na nią spojrzy, ale... nie zabija aż tak spojrzeniem Kruchej, więc może jest szansa! — miauknęła radośnie, kiwając się na boki. 
Czarna zaśmiała się cicho. Kto by pomyślał, że można mieć tyle radości z shipowania innych kotów. 

* * *

Niosła grubą mysz do legowiska starszych. Tata nie był sam, mama także przyszła go odwiedzić. Kocur uśmiechnął się promieniście na jej widok. 
— No proszę przyszła przywódczyni zwiadowców mnie odwiedziła. — miauknął żartobliwie, sprawiając, ze Traszka zawstydzona położyła uszy. 
— Nie tak głośno, tato! Bo jeszcze przyjdzie Fretka i mnie zje. — burknęła jak zbuntowana nastolatka, lecz szybko uśmiechnęła się do ojca. 
Maczek zaśmiała się pod nosem i spojrzała na córkę. Przejechała językiem po jej rozczochranej czuprynie. 
— Fretka to naprawdę dobra kotka. Musisz tylko bliżej ją poznać. Przeżyła dużo złego i przez to jest dość chłodna. Straciła całą swoją rodzinę, jak była w twoim wieku, więc bądź wyrozumiała. — wyjaśniła jej matka.
Traszka owinęła się szczelnie ogonem. Brzmiało to strasznie. Nic dziwnego, że kotka była taka nieprzyjemna. Także byłaby nieszczęśliwa, gdyby cała rodzina jej umarła. Zwiesiła pyszczek nad ziemią.
— Ale wy mnie nie opuścicie tak szybko, prawda? — zapytała nieco egoistycznie, wpatrując się w rodziców. 
Żurawinek uśmiechnął się słabo.
— Nie zamierzam szybko wybierać się na drugi świat, lecz to nie zależy ode mnie. Wszystko jest w łapach Wszechmatki. — wyjaśnił córce. 
— Wszechmatka jest dobra i litościwa. Myślę, że możesz spać spokojnie. Owocowy Las mimo ostatnich wydarzeń zawsze był dość spokojny. Chociaż dla starszyzny. — dodała Maczek, przytulając Traszkę. — A gdy tylko ukończysz swój trening zamierzam się tutaj wybrać. Będziemy razem spędzać czas, podziwiając jak dorastacie i zakładacie własne rodziny. — miauknęła z uśmiechem. 
Czarna wtuliła się w kotkę. 
— Dobrze. Myślę, że Ślimakowi najszybciej się uda! Ma w sobie ten wdzięk i czar... — mruknęła pointka, wtulając się w futro matki. 
Maczek otuliła ją ogonem.
— Też pewnego dnia spotkasz kogoś wyjątkowego na swojej drodze. A może już spotkałaś. To wie tylko Wszechmatka. Musisz jej zaufać. — zamruczała pocieszająco kocica. 

20 maja 2023

Od Traszki DO Kruchej

Traszka siedziała w swoim legowisku pogrążona w myślach. Przed oczami wciąż widziała przepełnione zawodem morskie ślepia. Na samą myśl o tym potworny ból rozchodził się po całej kotce. Nie miała siły na nic - prócz płaczu. Chude ciało zaniedbane do granic leżało zwinięte w mchowym posłaniu. Posklejane białe futro przybrało burawej barwy. Gdyby nie para jasnych niebieskich ślip byłaby nie do poznania. 
— Traszko, słoneczko. — czuły głos matki kuł ją w uszy.
Nie chciała, żeby tak ją widziała. Żałośnie pogrążonej we własnej rozpaczy. Na skraju płaczu. I to jak przez banalną sprawę. Zawód miłośny. Jakże zaskakującą bolesną. Wstydziła się. Wstydziła się komukolwiek przyznać do tego co wydarzyło się na tym zgromadzeniu. Bała się wyśmiania. Kpiny. Czyże przeżywanie tak mocno błahej rzeczy nie było godne politowania?
Jednakże dla Traszki nie było to w żadnym aspekcie błahe. Ból, który doprowadził ją do tego stanu. Odrzucenie jakie odczuła. Twarde zderzenie z rzeczywistością. Z rzeczywistością, w której Lisi Ognik już nie będzie chciała ją znać doprowadzało ją do łez. 
— Mam wieści. — Mak wciąż się nie poddawała, próbując dotrzeć do córki. — Przez lisy oraz coraz więcej samotników nabór na zwiadowców rusza już za parę wschodów słońca. — oznajmiła jej z nadzieją. 
Traszka niepewnie spojrzała na matkę. Gdyby nie wydarzenie sprzed paru wschodów słońca, pewnie teraz skakałaby z radości. Zmusiła się jedynie słaby uśmiech. 
— Myślisz, że mam szansę? — zapytała cicho, nie wierząc za bardzo w swoje siły. 
Zapuściła się. Opuściła parę patroli. Fretka musiała jej nienawidzić. 
— Oczywiście, że tak, słońce. W końcu jesteś moją córeczką. — Mak polizała ją czule za uchem. 
Traszka pasywnie przyjęła ten gest. 

* * *

Nie była sama. Prócz niej pod klonowym drzewem znajdowali się Gęgawa i Krucha. Kremową kotkę kojarzyła z niedawnego dołączenia do Owocowego Lasu. Zdawała sobie radzić lepiej od niej w ich społeczności. Czarny kot natomiast nie był jej bliżej znany. Jedynie kojarzyła ich rodzeństwo. 
— Witajcie, zostaliście wybrani... — słowo "wybrani" Fretka dość dziwnie zaakcentowała, sprawiając, że Traszka poczuła się tutaj niechciana. 
Liliowa kotka jakby znikąd zjawiła się na jednej z gałęzi klonów. Cichy szelest liści szybko uświadomił pointkę, że nie pojawiła się sama. Gdzieś wśród gęstwiny młodych łodyg ujrzała swoją matkę, która posłała jej ciepły uśmiech. Traszka położyła uszy po sobie. 
— Jako możliwe następstwo i przyszłość zwiadowców. W ciągu najbliższych trzech miesięcy będziecie szkoleni przez wybranych przeze mnie mentorów i ostateczny egzamin zadecyduje czy się nadajecie czy nie. Nie będzie żadnych drugich szans, więc lepiej się przyłóżcie. — podkreśliła surowym głosem zastępczyni. 
Zeskoczyła z drzewa i podeszła do każdego z osobna. 
— W normalnych warunkach mamy dość selektywny wybór jeśli chodzi o koty przynależące do zastępców. — posłała krzywe spojrzenie Gęgawie i Kruchej. — Lecz przez obecny stan rzeczy możliwe, że okażecie się równie przydatni. 
Zrobiła krok w stronę drzewa, unosząc dumnie ogon. 
— Gęgawo, twoją mentorką zostanie Krecik. Jaskółka weźmie pod swoje skrzydła Kruchą. Ciebie Traszko będzie nauczyć twoja matka. — głos Fretki wydawał się znużony. — Macie tu się jutro zjawić przed świtem słońca. Lisówka przekaże wam tajniki kamuflażu wśród drzew. — burknęła i wskoczyła na pień drzewa, by wspiąć się w koronę drzewa. 
Traszka jeszcze uderzenie serca podążała spojrzeniem za znikającą wśród liści sylwetką zastępczyni. Poczuła jak dudni jej serce. Ekscytacja, której nie czuła od tylu dni słabo krążyła w niej. Ciężki trening zdawał się zapomnieniem o bolesnym wydarzeniu. Oderwaniem się od tego wszystkiego co ciągnęło ją w dół. Nowi znajomi. Nowe przyjaźnie. Nowe wspólne przygody. To wszystko dawało nikłe światełko nadziei.
Nadziei na lepsze jutro. 
— Hej, chcesz się zaprzyjaźnić. — podeszła do wyższej od niej kremowej kotki. 
Puszysta istota odwróciła się w jej stronę. Jej przyjazne brązowe ślepia spojrzały na nią.
— Jasne. — uśmiechnęła się Krucha. — Jestem Krucha, a ty?
Traszka zadarła łebek do góry by lepiej widzieć pysk nowej koleżanki.
— Traszka. Nie mogę się już doczekać jutra. Zazdroszczę ci mentorki. Jaskółka to świetna kotka. Jest taka mądra. Nie żeby moja mama nie była... ale sama zobaczysz. — miauknęła radośnie. 

<Krucha?>

07 maja 2023

Od Traszki

Słowa kotki wciąż odbijały się echem w jej głowie. Czuła jak dusiła się tym. Niechęcią i zmieszaniem jakie ujrzała w jej oczach. Zabierały jej oddech. Przyprawiały o bóle serca. Nieustanne potworne kucie, które nie chciało jej zostawić. 
Patrzyła pusto na szare ogołocone gałęzie. Świat stracił barwy, pogrążając się we smutku wraz z nią. Nieważne na co spojrzała - wszystko przypominało jej o kotce, która ją złamała. Zdruzgotała. O kotce, której uwagi i ciepła tak łapczywie pragnęła. Żałowała, tak strasznie żałowała. Co uderzenie serca przeklinała się w myślach. Zniszczyła. Wszystko zniszczyła. Zawiniła. Zepsuła wszystko co miała. Teraz został jej tylko płacz. Nie mogła nic więcej zrobić. Nie mogła jej do niczego zmusić, nieważne jak bardzo pragnęłaby to wszystko potoczyło się inaczej.
Jej największy błogostan zamienił się w najgorszy koszmar. 
— Traszko...? Traszko...? — czuły głos matki dobijał się do niej. 
Zacisnęła mocniej ślepia, by ukryć łzy.
— Tak? — słaby głos wydobył się z jej gardła. 
Poczuła ciepło rozchodzące się po jej boku. Mak przysiadła się do niej. 
— Co tam się stało? Ktoś zrobił ci krzywdę? Proszę, powiedz mi. — błagała zaniepokojona rodzicielka. — Nigdy nie widziałam cię takiej smutnej...
Traszka schowała pysk za łapami. Nie chciała sprawiać kotce przykrości. Nie chciałaby ta cierpiała przez nią. Chciała móc się wysilić na nieszczery uśmiech. Skłamać o tym, że wszystko w porządku. Lecz bezkresny żal, który wciąż się w niej przelewał uniemożliwiał to. Nawet najmniejsze kłamstwo.
— Nic... po prostu nic. — miauknęła cicho, kuląc się bardziej na legowisku. 
Chcąc schować się przed tym całym światem. Zapaść się głęboko pod ziemię. Tam gdzie nie dosięgną jej morskie ślepia. Poczuła jak znów łzy moczą jej poliki. Miała tak strasznie tego dość. Oddała by wszystko by cofnąć czas. Cofnąć ten błąd. Trwać w dalej w tej sielance. Idealnym świecie, gdzie Lis nie jest nią obrzydzona. Gdzie wciąż ją lubi. Gdzie nie patrzy na nią takim spojrzeniem. 
Poczuła jak stłumiony jęk przechodzi przez jej ciało. Dreszcz żalu przeszedł przez jej grzbiet, zmuszając napuchnięte ślepia do dalszego płaczu.
— Zostaw mnie samą... — poprosiła cicho. 

25 kwietnia 2023

Od Traszki

Las zamienił się w mokradło. Pochmurny dzień, jak i brak słońca nie podnosił na duchu. Łapy, jak i brzuch kotki były przemoknięte. Zimny wiatr szalał pomiędzy drzewami, a w brzuchu wciąż pustka. Trzęsła się mimowolnie próbując brodzić do przodu. 
— Tak ciężkiej Pory Nagich Drzew już dawno nie było. — miauknęła Cyprys ocierając się o Winogrono. 
Bura cicho zamruczała. Jej także głód odbierał siłę. Poszli do okolic Szopy. Znajdująca się trochę wyżej konstrukcja zapewniała suchszy teren. Traszka Otrzepała łapy z błota. 
— Słyszeliście to? — Borówek rozejrzał się niespokojnie. 
Zeskoczył z niskiego drzewa do kotek. . Jego czarny ogon nastroszył się. Niepokój szybko się rozprzestrzenił. Nie byli tu sami. Po ostatnich krwawych wydarzeniach nikt za bardzo nikomu nie ufał. Morderca żył pomiędzy nimi tyle księżyców i nikt się nie zorientował. Byli bardziej bezbronni niż myśleli. 
— Lis. — miauknęła Traszka lekko rozluźniając się. 
Piołun był idealnym przykładem dawnego życia lisów i kotów w harmonii. Miejscowe lisy mogły równie dobrze być jak on. Mogli wszyscy razem się dogadać i żyć w pokoju. Zwierzę wyskoczyło za krzaków. Było dziwne. Inne. Ślina ciekła z jego pyska. Futro nastroszone. Nim któreś z nich zdążyło zareagować rzucił się na Borówka. Cyprys zareagowała od razu. Rzuciła się na rudzielca, a tuż za nią Winogrono. Jedynie Traszka stała oszołomiona i niezdolna do ruchu. Zapach krwi zaczął wypełniać lasek. Borówek piszczał przeraźliwie. Jego łapa złapała przez zwierzę krwawiła intensywnie. 
— Nie zabijajcie go! — pisnęła jedynie, widząc, jak Cyprys zbliża się do gardła przeciwnika. 
Lis wykorzystał powstałe zamieszanie i zrzucił kotkę, która zaraz znalazła się w pobliżu jego szczęk. 
— Cyprys! — pisnęła Winogrono przerażona. 
Rana na łbie nie wyglądała dobrze. Traszka położyła uszy. To wszystko jej wina. Bura złapała za ogon rudzielca i zaczęła go odciągać od leżącej pod nim wojowniczki. Jeden cios pazurów rudej nad gardłem i lis padł obok nich. Pointka jako jedyna siedziała sparaliżowana, gdy pozostali jej towarzysze jej dyszeli. 
— Traszka. — surowy głos dawnej mentorki sprawił, że łzy wylały się na jej poliki.
— Przepraszam... przepraszam... ja... ja naprawdę przepraszam. — zaczęła, czując co się zbliża.
Nie chciała tego. Nie rozumiała czemu lis zaatakował. Dlaczego postanowił ich skrzywdzić bez powodu. Przecież to było złe. Nie sprowokowali go niczym. A teraz nie żył, a Borówek i Cyprys byli ranni. Nie mogła powtrzymać łez. 
— Traszka. Uspokój się. Weź Borówka, wracamy. — miauknęła jedynie bura. 
Pokiwała smutnie łbem. Bała się spojrzeć kotce w ślepia. 

* * *

Minął księżyc, a Borówek powrócił do patrolów. Lekko kulał, lecz Plusk twierdziła, że wciągu paru księżyców odzyska sprawność całkowicie. Gorzej z Cyprys. Rana strasznie ją bolała, nie było dnia, by nie słyszeć jej cichego popiskiwania. Medycy byli bezradni. Kotka zmieniła się. Była inna. Strachliwa i nieobecna. Ciągle gdzieś uciekała i skrywała się. Jakby wciąż męczyły ją wizje z tamtego dnia. Winogrono starała się wspierać partnerkę, lecz było jej coraz trudniej. Kotka zdawała się jej nie poznawać. Majaczyła. Gorączka nie chciała jej zostawić. Witka załamywała łapy. Nie umiała jej pomóc. 
— Może powinniśmy wybrać się do Klanu Burzy. Może ich medycy coś wiedzą? — zaproponowała Ważka, próbując wesprzeć młodą szylkretkę. 
Witka otuliła się ogonem. 
— Coś jest nie tak. Na ich terenach pachnie Wilczakami. 
— Niedługo zgromadzenie. 
— Ostatnio leśne klany nie zjawiły się. — wtrącił się Komarnica. — Może znów nie przyjdą. Głupcy tak się pobili, że nie mieli kogo na zgromadzenie puścić. 
Traszka minęła rozmawiające koty zmartwiona. Miała nadzieję, że Lisi Ognik wyszła z tego cało. 
— Traszka!
Odwróciła się w stronę zdyszanej Winogrono.
— Nie widziałaś nigdzie Cyprys? Znowu uciekła gdzieś, a zbliża się pora leków. — jej głos drżał. 
Kotce tak strasznie było żal dawnej mentorki. Nie rozumiała czemu Wszechmatka zsyłała jej takie cierpienie. Bura nikła w oczach. Ciągle spięta i zmartwiona, wiecznie próbując być u boku chorej. 
— Poszukajmy ją razem. — miauknęła, rozglądając się wokół siebie. — Sprawdzałaś przy powalonej kłodzie. Ostatnio tam ją znalazł Lśniąca Tęcza wraz z Żbikiem, gdy pilnował Nikogo na polowaniu.
Bura pokręciła łbem, więc ruszyli w tamtą stronę. Traszka nie mogła znieść widoku tak zmarnowanej kotki. Musiała jej jakoś pomóc. 
— Witka planuje poradzić się medyków z leśnych klanów. Może oni będą umieli coś doradzić. — rzekła do burej. — Więc może niedługo w końcu będzie lepiej.
Winogrono uśmiechnęła się smutno. 
— Mam nadzieję. — odparła. — Dłużej nie wytrzymam. — dodała szeptem bardziej do siebie.
Pointka podeszła do kotki, by ją przytulić. Tylko tyle mogła zrobić. 

* * *

Wrzask postawił ją na łapy. Nie tylko nią. Spojrzała na zaspanego brata rozglądającego się wokół. Był równie zdezorientowany. W mroku nocy nikt nie widział co się stało. 
— Szybko, pomocy! — krzyk Perkoza wyrwał ją z zamyślenia. 
Nie tylko ich. Lulek wraz z Lisówką pędzili przed nimi. Biegli w stronę legowiska starszyzny. Wśród krzewów kaliny ujrzeli ich. Zdyszany i zakrwawiony Perkoz nie był tym czego spodziewali się zastać. Pod nim wiła się Cyprys. Wyglądała inaczej. Zdawała się ich nie poznawać. Rwała się i syczała. Z pyska ciekła jej ślina. Zupełnie jak tamtemu lisowi. 
— Wezwijcie medyków! — miauknął rozpaczliwie rudy, próbując utrzymać wojowniczkę. 
Traszka kiwnęła łbem i skierowała się w stronę legowiska ich. 
— Witko! Plusk! Pomożcie, Cyprys oszalała! — pisnęła przerażona. 
Wystarczyło parę uderzeń serca by kotki zabrały się i pognały wraz nią do reszty. Krwawiący Perkoz leżał na trawie, liżąc krwawiącą ranę. Lulek wraz z Lisówką próbowały utrzymać szarpiącą się rudą. W bezpiecznej odległości Świt, Borsuk i Żbik przyglądali się temu zszokowani. 
— Nie zbliżajcie się. — ostrzegł czekoladowy. — Nie rozpoznaje nas. 
Dopiero teraz Traszka dojrzała jak poraniony był Lulek. Krew spływała po jego barku, lecz wciąż dalej trzymał kotkę, przyciskając jej pysk do ziemi. Pointka załamana chciała jedynie uciec stąd gdzieś daleko i prosić Wszechmatkę by zlitowała się nad nimi. Cyprys zdawała się być pozbawiona duszy. Nie była sobą. Była czymś innym. Czymś strasznym. 
— Traszko, Borsuku, Żbiku, szybko zacznijcie kopać dziurę. Nie utrzymamy jej wiecznie. — krzyknęła Lisówka, która trzymała tylne łapy wojowniczki. 
— Słyszałaś? Szybko. Nie chcemy więcej rannych. — warknął na nią Borsuk. 
Pointka szybko zaczęła kopać wraz z kocurami. Wilgotna i miękka ziemia nie ułatwiała zadania. Łapy ślizgały się jej, a całe ciało pokryła lepka breja. Dołączyła do nich Świt wraz ze Wanilią. 
— Witko, zajrzyj do starszych. Sadza zdawała się także dostać. — mruknął słabo Perkoz, którego Plusk wraz z Tęczą zabierała do legowiska medyków.
Młodsza kiwnęła łbem. Traszka poczuła, jak łapy jej drętwieją. Myśl, że jej tata mógł ucierpieć sprawiła, że serce jej zamarło. Zaczęła kopać szybciej, chcąc już móc sprawdzić czy z Żurawinkiem wszystko w porządku. Dół jednak wciąż był za płytki. Obsuwająca się mokra ziemia nie pomagała. Robota zdawała się nie mieć końca. 

* * *
 
Ciche szepty i panika rozsiały się po obozowisku. Plotki na temat tego co się wydarzyło nabierały na sile stając się coraz dziwniejsze. Winogrono zapłakana siedziała w legowisku. Nikt nie wiedział co działo się z Cyprys. Nawet medycy. Uwięziona w dziurze ruda kotka jedynie wydawała się z siebie straszny lament i prychała wściekle. Był zakaz zbliżania się do dziury. Traszka wraz z Borówkiem zostali przepytali o wszystko co wiedzieli na temat tego lisa. Podejrzenie, że Cyprys zaraziła się tym od rudzielca rosło na sile. A przecież coraz częściej widywali te zwierzęta w lasach.
Komar zwołał swoich zastępców i zniknęli na całe popołudnie wśród korony topoli. Nikt nie wiedział co ich czeka.
— To prawda, że cię ugryzła? — zaciekawione kocięta Fretki, zaczepiły Lulka.
Kocur pokazał bliznę na barku.
— Nie raz. Lecz dałem jej radę z Lisówką. — mruknął dumny z siebie. — Musieliśmy trzymać ją pół nocy zanim dół został ukończony. 
Kociaki zdawały się zafascynowane. Teraz niepilnowane przez matkę miały okazję pokręcić się po obozowisku. 
— Jesteś cała? — matka pojawiła się przy niej jakby znikąd.
Traszka oparła łeb o nią.
— Martwię się tym co nadchodzi. — wyznała szczerze. — Cyprys była straszna. Bałam się, że zabiła tatę. 
Maczek objęła ogonem córkę. Westchnęła cicho. Też się martwiła. Kocur na szczęście wyszedł bez szwanku dzięki szybciej reakcji Perkoza i Sadzy. Oni i Lulek ucierpieli przez Cyprys najbardziej. 
— Wszechmatka nad nami czuwa. — próbowała dodać otuchy Maczek. — Jaskółka i Fretka zamierzają porozmawiać z Komarem. By zwiększyć ilość zwiadowców i ich patroli. By nikt więcej nie natknął się na te chore lisy. — wyznała vanka córce z uśmiechem. 
Ślepia Traszki zalśniły. 
— Naprawdę? Myślisz, że mam szansę? — zapytała z nadzieją. 
Maczek kiwnęła łbem i uciekła wzrokiem gdzieś dalej. Nic nie mówiła przez parę uderzeń serca. Dopiero gdy spotkała się ze spojrzeniem córki otworzyła pysk.
— Nadchodzą naprawdę trudne czasy, Traszko. Musisz mieć się na baczności.

20 kwietnia 2023

Od Traszki

Woda skryła się pomiędzy kłębami trawy. Nieprzyjemnie brodziło się z przemarzniętymi łapami już drugi raz z rzędu. Zamarzłe, mokre i łamliwe gałęzie drzew były zbyt zdradliwe, szczególnie na polowanie. Traszka już raz się zraziła. Prawie spadła z drzewa podczas polowania na wiewiórkę. Winogrono do dziś wypominała jej tą nieuwagę. 
— Skup się. — burknęła mentorka. 
Traszka z grymasem wykrzywiła pysk, parodiując kotkę. Burej nie spodobało się to. 
— Jak tak dalej pójdzie Komar wywali cię z klanu na zbity pysk. I Jaskółka cię nie uratuje przed tym. — ostrzegła ją.
Pointka spuściła ogon. Dobrze o tym wiedziała. Sama nie wiedziała czemu tak beznadziejnie jej szło. Może zbyt często błądziła oczami ku pięknym morskim ślepiom, zamiast patrzeć na bure myszy w krzakach. Marzyła o ponownym spotkaniu kotki i nie mogła doczekać się zgromadzenia! Lecz Komar przestrzegał przed wojną czterech klanów. Nie wiedziała co zastanie. A co jeśli kotka została zabita?! Serce bolało ją na samą myśl o tym. Nie chciała jej tracić. Jeszcze przez coś takiego jak głupia wojna. Nie rozumiała rozbójnickich postępowań leśnych klanów. Sami wysyłali swoich bliskich na bezsensowną śmierć w imię durnej idei. 
— Halo? Traszka! — krzyknęła jej do ucha Winogrono. 
Kotka aż podskoczyła, łapiąc się z bólem ucha.
— Co?
— Znowu odleciałaś. Skup się na polowaniu. — rozkazała bura. — I to już.
Traszka położyła uszy, lecz zaczęła węszyć. Nie miała innego wyjścia. Jeśli chciała zostać Zwiadowcą musiała pierw ukończyć podstawowe szkolenie. 

* * *

Nie minęło parę zachodów słońca, a Komar wezwał ją do siebie. Bała się najgorszego. Siwe futro zmieszało się z szarym kocura. Wyglądał mega staro. Była w szoku, że jeszcze trzymał się na łapach. Zastanawiała się kto przejmie po nim władzę, gdy on zaczął coś do niej stękać. Albo coś opowiadać. Nie wiedziała. Nie wsłuchiwała się. Dopiero gdy padło słowo "mianowanie" niebieskie ślepia spojrzały na lidera.
— Naprawdę? — aż trochę nie dowierzała.
— Tak, jutro. Przygotuj się. 


[Przyznano 5%]

Od Traszki CD. Larwy

—...Tęsknie za wami. — wbił w nią ogromne, smutne oczka.
Poczuła, jak rozpada się na milion małych kawałeczków. Złapała kociaka i przytuliła mocniej. 
— Oh ja za tobą też! Każdym dniem i nocą, mój mały Wróbelku! — zamiauczała, jak rodowita ciotka. — Jak urosłeś, jejku. Zaraz zaczną się za tobą panny rozglądać. 
Kociak zdawał się być zdezorientowany z lekka. 
— Jakie panny?
Traszka uśmiechnęła się głupio. 
— Nieważne, słuchaj! Treningi są zajebiste! Tyle się dzieje. Skaczemy, polujemy, biegamy wśród gałęzi drzew tuż przy gwiazdach... Na Wszechmatkę! Jest cudownie. Naprawdę nie mogę się doczekać aż dołączysz. Czuję w tobie wielką moc, me kocię. Szybko awansujesz. — puściła mu oczko.
Larwa otworzył szerzej ślepia.
— Naprawdę? — dopytywał nie wierząc. 
Traszka wygładziła dumnie futerko.
— Wszechmatka nigdy się nie myli. — wyszeptała tajemniczo. 
Kociak wesoło zatupał łapkami. 
— Ale super. Już nie mogę się doczekać. — miauknął, przytulając się do kotki. 
Pointka polizała go po czubku łebka. 
— Ja też. — przyznała.

* * * 

Nie spodziewała się, że skończy się to tak, że Wróbelek ukończy szkolenie przed nią. Oczywiście, była z niego bardzo dumna, a na mianowaniu jak najgłośniej umiała wiwatowała. Lecz gdzieś w środku było jej cholernie wstyd. Niegdyś była dla niego autorytetem, a teraz on ją prześcignął. Ten malutki do niedawna kociak, którego tuliła. Już był dorosłym wojownikiem, a ona wciąż uczniem. Miała ochotę zapaść się gdzieś głęboko pod ziemię! Słysząc głos Larwy, szybko schowała się za drzewem. Nie chciała by widział jak zżera ją zazdrość. 


<Wróbelku?>

[Przyznano 5%]

Od Traszki CD. Agresta

— A ty? Znasz może jakieś słowa w ich języku?
Traszka położyła uszy zawstydzona. Kiedyś tata coś jej mówił, ale niestety wyleciało jej z głowy. 
— Niestety nie. Wszystko przede mną. — dodała optymistyczniej. 
Czekoladowy spojrzał ponownie na lisa.
— Dawno już ich nie widzieliśmy.
Pointka nastawiła uszy. 
— A czemu się rozdzieliście? Ciocia mówiła, że kiedyś dzieliliśmy razem tereny i więzy. — dopytywała kocura.
Zastępca westchnął cicho.
— Lisy postanowiły pozostać na starych terenach. Piołun najwidoczniej miał inne zdaniem. 
Traszka obeszła by zbliżyć się bardziej do lisa. 
— Dzień dobry! Jestem Traszka! Miło poznać. — ukłoniła się nisko, tak, że prawie upadła na pyszczek. 
W ostatniej chwili odzyskała równowagę i nie ośmieszyła się przed nieznajomym. Lis coś odpowiedział. Niewiele zrozumiała, więc przekręciła łebek pytająco. 
— Także się z tobą wita, Traszko. Dałabyś nam chwilkę? Muszę o czymś porozmawiać z Piołunem. — poprosiła Jaskółka. 
Kotka niechętnie kiwnęła łbem. 
— Panie Agreście! — zawołała do zastępcy, który zdążył się już oddalić od lisa. 
Czekoladowy zatrzymał się i spojrzał się na nią pytająco. 
— Tak? 
Traszka podskoczyła wesoło. Miała już w głowie super plan. Przygodę życia. Tylko dla nich. 
— Może... może poszukamy razem lisów? To super pomysł, serio. Wystarczy spojrzeć ile radości przyniósł jeden. A jak będzie ich więcej? Jejku Jaskółka chyba oszaleje ze szczęścia. Albo szczeniaczki!! One są pewnie jeszcze śliczniejsze! — próbowała zachęcić kocura, wpatrując się w niego oczekująco. 
Nie zamierzała przyjmować odmowy!


<Agrest?>

[Przyznano 5%]

10 marca 2023

Od Traszki

Gorąc sprawiał, że nie była wstanie podnieść się. Przyjemny chłód drzewa uwięził ją tutaj. Także ją mentorkę. 
— Z dalszym treningiem poczekamy do zmierzchu. — oznajmiła kotka, kładąc się na ziemi. 
Traszka westchnęła. Ją także męczyła ta temperatura. 
— Za co Wszechmatka tak nas każe... — jęknęła, obracając się na grzbiet. 
Chłodna ziemia jako jedyna sprawiała, że jeszcze dychała. 
— To nie tak, że nas każe, Traszko. Wszystko w przyrodzie jest konieczne. Susze i powodzenie. Upał i mróz. Wszystko ma większy sens, którego jeszcze ty nie dostrzegasz. — wyjaśniła jej Winogrono. 
Pointka pokazała jej język. 
— "Nic nie dzieje się bez powodu". — zacytowała Jaskółkę ze skwaszoną miną. — Ale sama przyznasz, że mogłoby być chłodniej... 
Bura uśmiechnęła się słabo. 
— Też bym wolała. — przyznała cicho. — Ale nic nie poradzimy. Porą Nagich Drzew zatęsknimy za tym ciepłem. 
Traszka zmarszczyła nos. Jedynie Pora Nowych Liści jak i Upadających, były znośne. Reszta to koszmar do życia. Szelest rozległ się niedaleko ich. Obie kotki nastawiły uszu, zrywając się z ziemi. 
— Nasz patrol? — miauknęła do mentorki. 
Bura pokręciła łbem. Zdawała się zdenerwowana. Traszka opuściła uszy, lekko zestresowana. Winogrono zwykle była oazą spokoju. 
— Zwiadowcy nie zapuszczają się zwykle w okolice Konającego Buka. Za mało drzew. — odparła, otwierając pysk. — Przerażenie i krew. Traszko stań za mną.
Uczennica grzecznie wykonała rozkaz. Rozglądała się nerwowo wokół. Szelest przemieszczał się pomiędzy krzewami. 
— Kim jesteś! Wtargnąłeś na tereny Owocowego Lasu. — oznajmiła Winogrono, jeżąc się. 
Biała kupa futra wypadła z krzaków. Drapała się agresywnie po całym ciele. Spanikowane czerwone ślepia ugrzęzły na dwóch kotkach. Szybkim krokiem skierowała się do nich. 
— Jeśli zaatakujesz nie zamierzam być dłużna! — ostrzegła bura, pokazując kły. 
— P-pomocy... — pisnęło zdarte gardło. — Boli...
Dopiero z bliska Traszka dostrzegła strużki krwi wypływające spod gęstego białego futra. 
— Winogrono, ona cierpi... — jęknęła zmartwiona pointka. 
Bura wciąż czujnie obserwowała obcą. 
— Jesteś zbyt młoda i ufna. — stwierdziła. — To może być podstęp. Nie spuszczaj z niej wzroku na uderzenie serca. 
Biała wciąż szamotała się, jeżdżąc pazurami po ciele. Niczym opętana, płakała i niespokojnie wierciła się, pogrążona w cierpieniu. 
— Kim jesteś. — powtórzyła Winogrono, stając nad kotką. — Odpowiadaj. 
Czerwone ślepia spojrzały na wojowniczkę. 
—...Ja-jarząb. — padło jedno słowo z pyska, ociekające cierpieniem. 
Bura zmarszczyła nos. 
— Co ci jest? Dlaczego tak wyglądasz? — przyglądała się uważnie obcej. 
— Bardzo cię boli? Zabierzmy ją do medyka. — wtrąciła się Traszka. 
— Cicho. Pierw dowiemy się czy nie jest zagrożeniem. — zganiła ją mentorka. 
Biała przestała się drapać na uderzenie serca, by ponownie zacząć jeszcze mocniej. 
— Błagam... Pomóżcie... Słońce... Ono mnie z-zabije... Zabije... — miauczała, płacząc. 
Traszka z Winogronem spojrzały po sobie. Zachowanie białej nie było normalne, lecz przypominało im coś. Kocięta Nic także źle reagowały na słońce. Szczególnie tak mocnie, jak ostatnio.
— Cii... — miauknęła pointka, niepewnie przejeżdżając łapą po łbie roztrzęsionej kotki. — Pomożemy ci. Prawda, Winogrono?
Bura niechętnie kiwnęła łbem. 
— Dziękuję... Dzię-dziękuje... — szeptała w kółko biała, próbując się uspokoić. 

* * * 
Czerwonooka kotka budziła dużo emocji w Owocowym Lesie. Zaciekawione koty ciągle zerkały w stronę legowiska medyka, utrudniając pracę Witki. 
— Słyszałem, że ma oczy czerwone jak krew. — miauknęła Gruszka do brata. 
Borówek podrapał się po łbie. 
— Ciekawe czy gustuje w kocim mięsie. — mruknął ironicznie. 
Borsuk dosiadł się do pary uczniów. 
— Jak zniknie, któreś z was to będziemy wiedzieć kto za tym stoi, hahaha. Choć ja bym zaczął od kociąt, najbardziej bezbronne i najłatwiejsze do szybkiego pozbycia się dowodów. Jeśli wiecie jeśli mi chodzi. Ale Mrówka szybciej by pysk mi przeryła niż pozwoliła się zbliżyć do jej kociąt. Może i dobrze, ja i tak nie czuje potrzeby kontaktu z nimi, ani z nią. Zostały jej tylko one, wiecie. Cała rodzina jej praktycznie umarła. Trochę smutne nie? Mam w sumie podobnie. — zaczął Borsuk, sprawiając, że kocięta Nikt i Miodunki szybko go opuściły. 
Smutne niebieskie ślepia spojrzały na Traszkę. 
— Wszystko w porządku, kuzynko? Trening źle ci idzie? To trochę dziwne, że cała wasza trójka jest jeszcze uczniami. Rozmawialiście z Komarem by zostać razem mianowani? 
Traszka westchnęła, ale dosiadła się do kocura. Miał tylko ich i siostrę. Nie przepadała za nim szczególnie, przegadywał ją i nie dopuszczał do słowa, ale musiała to znieść. Widok Borsuka chodzącego samotnie po obozowisku ze spuszczonym ogonem był gorszym niż znoszenie jego paplaniny. 
— Wszystko w porządku. Trening dobrze mi idzie. Wiesz, mamy jeszcze dodatkowe zajęcia z Wszechmatką, to może trochę opóźniło wszystko. Wątpię, by Komar był dla nas taki łaskawy. — odpowiedziała mu z uśmiechem na pysku. 
Borsuk pokręcił łbem rozbawiony. 
— Może jeszcze staruszek nas zaskoczy. Jest już taki stary, czasem serce mięknie na starość. Myślisz, że Fretka czy Agrest zajmą pozycję lidera? Stoczą walkę o nią? Fretka zdaje się nie odpuścić łatwo takiej szansy. Wygląda na taką co szybciej rzuciłaby się lisom na pożarcie niż oddała tą okazję. Ale Agrest za to jest taki... uroczy. Chciałbym czasem go przytulić, wiesz? Ma takie puszyste poliki...
— Traszko! — uratowała ją Witka, wołając z legowiska medyków. 
Kotka wstała i zerknęła na kuzyna. 
— Sorki, muszę iść. — miauknęła i skierowała się szybko w stronę drzewa. 
Szylkretka siedziała załamana nad leżącą białą. Ta zdawała się spać. 
— Jej stan jest cięższy niż sądziłam. Spójrz. — podniosła białą sierść, ukazując liczne poparzenia i bąble. 
Pointka przestraszona cofnęła się na krok. Nie chciałaby Jarząb umierała. 
— Nie jesteś w stanie nic zrobić? — zapytała z lękiem. 
Witka westchnęła. 
— Raczej wyjdzie z tego. Ale przez najbliższy księżyc nie może wychodzić na słońce, jeśli ma się nie pogorszyć. Pierwszy raz widzę takie straszne poparzenia od słońca. — wyznała, kładąc liście na rany kotki. — Nie może się też drapać. Komar wyznaczył ciebie do pilnowania jej. Mówił, że jesteś odpowiedzialna za problem, który sama znalazłaś. 
Traszka kiwnęła łbem i pochyliła się nad śpiącą kotką. 
— Obiecuję się tobą zająć, Jarząb. 

[przyznano 5%]

09 marca 2023

Od Traszki CD. Larwy

Zatrzymała się i spojrzała uważnie na kociaka. Obeszła go z każdej strony. Powąchała po łebku. Zmrużyła ślipia.
— Wróbelek! — ogłosiła głośno. — Jesteś taki malutki i uroczy jak one. I dodatkowo nawet podobny! Podoba ci się?
Kociak energicznie pokiwał łebkiem, przytulając się do Traszki.
— Kocham cię, mamo. 
Kotka uśmiechnęła się, przyciskając kociaka do siebie mocniej. Chciałaby trwało to wiecznie. 
— Traszko, Traszko! Kogo tam masz? — przybiegła do nich Gwiazdnica. 
Pointka wyprostowała się, odsłaniając Larwę. 
— Patrz, to mój synek, Wróbelek. — ogłosiła.
Liliowa przekręciła łebek niezbyt rozumiejąc sytuację. Ślimak także do nich dołączył po paru uderzeniach serca.
— A to nie Larwa, syn tej... — urwał, bardziej zmuszony przez łapę Traszki. 
— Wcale nie! To Wróbelek. Mój ukochany synek! — wyjaśniła głośno i wyraźnie rodzeństwu. 
Larwa oderwał się od niej i spojrzał na nich. 
— Bardzo mi was poznać, wujku i ciociu. — miauknął kocurek. 
Gwiazdnica zmrużyła oczy. 
— Skoro jest twoim synem, a zawsze się mamusie i tatusia, to kto jest ojcem Traszko? — wysnuła liliowa, zerkając na siostrę zagadkowo.
Pointka zaśmiała się nerwowo. 
— No jak to kto, głuptasku. — zaczęła niepewnie, analizując znane jej kocury. 
Czyli tatę, brata i Larwę. O i Lukrecja. Nie poznała do dziś tego wspaniałego wojownika. Naprawdę musiał być pracowity i zajęty. Jak na przyszłą głowę klanu przystało. 
— Lukrecja! — ogłosiła. — Przyszły lider naszego klanu. Widzicie, jak dobrze się ułożyłam? — miauknęła pewnie. 


<Larwuś?>

Od Traszki Do Ślimaka

Szli lasem w stronę Upadłej Gwiazdy. Ona, Winogrono, jej brat i jego mentor Kuklik. Łapki kotki wesoło podskakiwały z każdym krokiem. Uwielbiała łączone treningi, a szczególnie z jej bratem. W końcu miała czas opowiedzieć mu wszystko. 
— Żałuj, że nie było cię na zgromadzeniu! — miauknęła podekscytowana. — Leśni liderzy zaczęli się kłócić i mieli jakieś pojedynki na spojrzenia! A potem zastępczyni Klanu Klifu próbowała porwać Larwę! — pisnęła rozemocjonowana. 
Ślimak wybałuszył ślepia. 
— Jak to porwać?
Traszka zatrzymała się dramatycznie. Spojrzała bratu głęboko w ślepia. 
— Sam wiesz, jak dobrym wojownikiem jest Larwuś. Nic dziwnego, że chcieli go mieć u siebie! Gdybym tylko ją dorwała... — miauknęła, unosząc wojowniczo łapę do góry. — Pokazałabym jej, gdzie ptaki zimują!
— Z twoim wyszkoleniem nie sądzę. — wtrąciła się Winogrono. — No już, już. Idziemy, nie mamy całego dnia. 
Uczniowie kiwnęli łbem i ruszyli dalej za mentorami.
— I! I znów spotkałam ją! — miauknęła Traszka, wracając do swych opowieści. 
Ślimak uniósł brwi pytająco, przechylając lekko łeb.
— Jaką ją?  
Pointka otworzyła szeroko pysk. Na szpaki, nie sądziła, że zapomniała opowiedzieć bratu o Lisim Ogniku. 
— Niech mnie gawrony porwą, naprawdę ci nie mówiłam? Ale ze mnie głuptak. Spotkałam na pierwszym zgromadzeniu kotkę. Piękną, czarującą o ślepiach skrywających piękno morskich fal... — zaczęła biadolić. 
Widząc na sobie wzrok brata, trochę się speszyła. 
— I jest super kotem. Taka mądra. Taka piękna!! Na wszechmatkę, o niczym innym nie marzę, jak o codzienności ku jej boku! — wyznała zbyt głośno. 
Mentorka spojrzała na nią, lecz nic nie powiedziała. Cała trójka jedynie uważnie ją obserwowała. Zaśmiała się nerwowo. 
— Hahaha, a jak u ciebie, Ślimaku? Ktoś wpadł ci w oko? — szturchnęła brata. 

<Ślimak?>

[przyznano 20%]

27 lutego 2023

Od Traszki

*dawno*

Wpatrywała się w obsypane gwiazdami niebo. Złośliwe chmury ciągnęły się po nim powoli, ospale, zasłaniając coraz więcej gwiazd. Traszka zmarszczyła niezadowolona brwi.
— Wolałabym, żeby chmur wcale na świecie nie było. — oznajmiła obrażona na puszyste istoty. — Ciągle tylko zasłaniają coś, albo gwiazdy, albo słońce. 
Lekki chichot wydobył się z gardła ojca. Jego łagodne pomarańczowe ślepia spojrzały na nią. 
— Chmury są potrzebne, słoneczko. Jak wszystko co Wszechmatka powołała do życia. Bez chmur nie było by deszczu, a bez deszczu rzek i kałuż. Wszystko zginęło by, uschło i w pył się obróciło. — wyjaśnił młodej uczennicy. 
Pointka położyła uszy. Zrobiło jej się trochę wstyd. Jeszcze tata ją pouczał. Zupełnie jakby była małym kociakiem. A przecież była już trochę większa. 
— Przepraszam, chmurki! Możecie zostać. — zawołała w stronę niebios, mając nadzieję, że te się jeszcze nie pogniewały. 
Ogon ojca utulił ją. Zapomniała szybko o wstydzie. Oparła się o bok ojca i zamruczała cicho. Uwielbiała wieczorne rozmowy z tatą. To była zdecydowanie jej ukochana pora dnia. 
— Spokojnie, nie przejmuj się. Są zbyt daleko, by usłyszały. — miauknął do niej pocieszająco. — Lecz zbaczaj na swoje słowa. Nigdy nie wiesz kiedy przez nieuwagę kogoś zranisz. Słowa niosą ze sobą wielką moc, niszczycielską i tworzącą. Zawsze lepiej tworzyć niż siać zamęt. 
Traszka pokiwała łbem. Tata jak zwykle miał rację i mówił mądre rzeczy. Kotka chciała czasem być tak inteligenta jak kocur. Chciała także móc tak zabłysnąć w towarzystwie, zamiast załamywać swych rozmówców. 
— Co robicie? Ja też chce! — krzyknęła z dołu Gwiazdnica, wbijając pazurki w drzewo. — Ślimak, weź pomóż. — zawołała do brata. 
Point niechętnie stanął pod konarem, próbując ułatwić kotce wspinanie się na pień klonu. Minęło trochę uderzeń serc zanim liliowa znalazła się na gałęzi raz obok Traszki i Żurawinka. Ślimak paroma zgrabnymi ruchami zajął gałąź wyżej, wdychając cicho. 
— Tato, może być coś nam opowiedział. — poprosiła Gwiazdnica. — Jakąś super historię, jak tą o lisach. Prosimy...
Traszka uderzyła energicznie łapkami o drzewo. Gałąź wydała z siebie nieprzyjemny odgłos.
— Bardzo chętnie, ale pierw zejdźmy na ziemię. Czuję, że nie posiedzimy tu długo... — urwał, spoglądając nerwowo na skrzypiące drzewo. 
Liliowa pierwsza ruszyła w stronę pnia, za nią czekoladowa kita ich ojca. Traszka już miała podążać ich śladem, gdy poczuła, jak traci grunt pod łapami. Zdążyła pisnąć i zamknąć ślepia, lecz upadek nie nadszedł. Niepewnie otworzyła oczy. Zwisała. Unosiła się w powietrzu.
Niczym ptak. 
— Traszko! Wciągnij się, Ślimak dłużej cię tak nie utrzyma! — zawołał Żurawinek z dołu. 
Spojrzała do góry na zmęczonego brata, który z całych sił trzymał ją za skórę na karku. Podciągnęła się, by po paru uderzeniach serca znaleźć się wraz z bratem na gałęzi. 
— Dzięki! Znów ratujesz mi życie! — miauknęła wdzięcznie, wieszając się na Ślimaku. 
Kocur mruknął coś pod nosem, ale odwzajemnił przytulasa. 
— Uważaj bardziej, dobrze? 
Pokiwała energicznie łebkiem.
Od dziś zamierzała być super uważna!

npc: żurawinek, ślimak
[przyznano 10%]

26 lutego 2023

Od Traszki

*dawno*

Biegła ile sił w łapach. Zupełnie jakby od tego zależało jej życie. Niebieskie ślepia próbowały dojrzeć niebezpieczeństwo, które mogło wyskoczyć z każdej strony. 
— Zapomniałaś o drzewach. — obwieścił jej podekscytowany głos brata. 
Kątek oka zobaczyła skaczącą po gałęziach białą sylwetkę. Nim się spostrzegła, blokował jej drogę. Traszka zdenerwowana uderzyła łapą o ziemię. 
— Na ogon kruka! Czemu musisz być tak niezwykle mądry! — jęknęła niezadowolona z kolejnej porażki. — Mamo! Jak tak biegać ładnie po drzewach. Naucz mnie! 
Vanka zaśmiała się, podchodząc do swoich kociąt. Żurawinek podążył za swoją partnerką. 
— Najważniejsze jest wyczucie równowagi. Musisz panować nad swoim ciałem. Dobrze wiedzieć na ile je stać. I co potrafi, a co nie. — wyjaśniła córce. — A ty, kochanie, masz z tym lekki problem. — trąciła lekko kotkę, która niemal nie rąbnęła o ziemię, straciwszy równowagę. 
Traszka zmarszczyła brwi. 
— Jak mam to wyćwiczyć? Chce być taka super jak ty i Ślimak. — miauknęła podekscytowana. 
— Wasza mama jest zwiadowcą. Po szkoleniu na wojownika kotki mogą się doszkolić na tą rangę. — dodał Żurawinek. 
Ślimak i Traszka spojrzeli po sobie. 
— Czemu tylko kotki? — zapytała pointka. — To strasznie niesprawiedliwe! 
Ślimak kiwnął łbem, zgadzając się z nią. Traszka nie zgadzała się na taki stan rzeczy. Brat świetnie wspinał się po drzewach. Był niczym jakaś wiewiórka. Nie mógł zostać skreślony przez to co ma pomiędzy łapami. 
— W sumie nikt nigdy nie mówił, że kocury absolutnie nie mówią. Tylko żaden jeszcze nie próbował. — wyjaśniła im rodzicielka. — Więc kto wie? Życzę ci, jak najlepiej, Ślimaku. — otarła się czule o syna. 
Kocurek zamruczał cicho. 
 — Dzięki mamo. 
Traszka przeniosła wzrok na tatę. 
— A ty, tato, nie chciałeś zostać zwiadowcą? Dlaczego? — zaczęła męczyć ojca pytaniami.
Żurawinek westchnął cicho.
— Już z Krecik i Jaskółką miałem wystarczająco przygód. Zapytaj ich o to, jak do lisów mnie wyciągnęły. Do dziś z nimi nie oddalam się od obozu. — zażartował, machając łapą. 
Traszka zmarszczyła brwi, niezbyt rozumiejąc staruszka. Gdyby ją ktoś zabrał do prawdziwych lisów, chyba umarłaby ze szczęścia. 

npc: ślimak, mak, żurawinek

[przyznano 5%]

Od Traszki

*dawno*

— Dzień dobry! — krzyknęła na powitanie do burej kotki. 
Winogrono uniosła ogon. 
— Witaj, Traszko, niech Wszechmatka ci sprzyja. — powitała uczennicę. — Gotowa na kolejną lekcję?
Pointka pokiwała energicznie łebkiem. 
— Oczywiście. Jak zawsze! — zawołała żywiołowo. — Dopóki to nie są te wygibasy z łapami... — jęknęła na wspomnienie nienaturalnych pozycji. 
Bura uśmiechnęła się słabo. Trochę na siłę. Przyspieszyła kroku, kierując się w głąb zagajnika. 
— Wszystko czego jest konieczne, Traszko. Bez tego nie zostaniesz godnym wojownikiem naszego klanu. — wyjaśniła uczennicy starsza.
Traszka pokiwała łebkiem. Niby to rozumiała, i wiadomka nie miała nic przeciw, ale były dla niej rzeczy ciekawsze niż nudne stanie w miejscu. 
— Skoro uczysz mnie wszystkiego co potrzebne do zostania wojownikiem... — zaczęła pointka z uśmiechem na pysku. 
Winogrono widząc to, szybko odwróciła wzrok, przygotowując się mentalnie na najgorsze. 
— To musisz nauczyć mnie podrywów. — zażądała kotka. — Bez tego nie znajdę partnera i nie urodzę klanu silnych kociąt... — teatralnie padła na ziemię, zerkając rozbawiona na mentorkę. 
Bura z całych sił próbowała zachować kamienny wyraz pyska. 
— Nie wiem, czy nie oczekujesz ode mnie zbyt wiele. — miauknęła po dłuższej chwili. — Ja... nie jestem zbyt dobra w te klocki. — przyznała, uciekając spojrzeniem na drzewa. 
Traszka zaskoczona podniosła się i podeszła do kotki. 
— Jak to nie jesteś? — zapytała zdziwiona. — A Cyprys...? 
Mentorka westchnęła i zaszurała łapą w ziemi. 
— Oh, to nie taka prosta sprawa. — mruknęła jedynie. — Do ćwiczenia podrywów zagadaj do Nikogo. Miodunka z Lukrecją walczyli niemalże o niego. — dodała. 
Pointka kiwnęła łebkiem. Nie poznała jeszcze tego kota, miał dziwne imię. Takie nietypowe. Nie słyszała wcześniej, żeby ktoś nazywał kocię od niczego. Lub nikogo. Specyficznie. 
— No więc. Trenujemy. — bura przybrała pozycję do polowania. 
Traszka niechętnie powtórzyła ruch. Wolałaby dalej poplotkować. 

npc: winogrono
[przyznano 5%]

25 lutego 2023

Od Traszki CD Larwy

Na samą wieść o tym, jak super kocurem jest ojciec Larwy nie wytrzymała tych buzujących w niej emocji i podskoczyła.
— Na Wszechmatkę. Ale chciałabym go poznać! Myślisz, że moglibyśmy zostać jego zastępcami?? — zapytała podekscytowana. 
Para błękitnych ślepi wbiła się w młodego kocurka, który uśmiechnął się pewnie. 
— Owszem. Tata nawet mi zdladził, że może Komal zgodzi się, by mnie sam szkolił! Będę wtedy taki jak on! — Uśmiechnął się szeroko. — Mogę mu o tobie powiedzieć. Pewnie się zgodzi, bo jest supel miłym kotem
Nie wierzyła normalnie w co słyszy. Nie wierzyła. Na wszelkie ptaki świata, że los się tak do niej uśmiechnął! 
— Nie mogę się doczekać! — podskoczyła znów, czując jak łapy ją świerzbią. — Kiedy przyjdzie?
Kociak zamyślił się, siadając.
— Ne wem. Telas poluje dla klanu i walcy ze złymi potwolami. Rzadko psychodzi, ale ma duzo placy — wytłumaczył jej to, zerkając mimo wszystko w stronę wyjścia, jakby nagle kocur miał się pojawić w zasięgu jego wzroku. — A twój tata? Jaki jest?
Na myśl o spokojnym czekoladowym wojowniku aż też klapnęła. Westchnęła teatralnie. Jak tu miała przedstawić pozytywnie swojego ojca po takiej petardzie jak Lukrecja. 
— Nie taki super jak twój. — wyznała z żalem. — Jest cichy, lubi nam opowiadać bajki. Nie lubi walczyć... ale często nas odwiedza! Dziś obiecał nam opowiedzieć bajkę o tym, jak pewien kocur skradł serce słońcu i dlatego zimą jest tak zimno.
Zielone oczka rozszerzyły się. Kocurek kulił się. 
— Ale jak to skladł? Ja nie lubie Poly Nagich Dsew. Jest bllll — Zadrżał cały. — Niech odda selce. Sce by było ciepło. Muse się tulić do kasdego, bo inacej tsęse się cały, a nie kazdy lubi...
Przestraszyła się lekko reakcją kociaka. Podeszła do niego bliżej. 
— Nie wiem, jak tata wróci to się dowiemy! — miauknęła. — Jak będzie ci zimno zawsze możesz przyjść do mnie! Ja jestem bardzo ciepła! Zobacz — rozłożyła łapki, czekając aż kociak się do niej przytuli.
Podszedł dość chętnie, przytulając się do Traszki. Przytuliła mocno kociaka. Jego mięciutkie futerko. Jeszcze pachniał słodkim zapachem mleka. Larwa westchnął, wtulając się w nią mocniej. 
— Już cię nie pusce — mruknął.
Zaśmiała się cicho, liżąc kociaka po łebku. 
— No to będziesz moim kociakiem. — miauknęła, tuląc małego kocurka. — Jesteś taki słodziutki!
Nie sądziła, że tak szybko zostanie matką, ale nic nie stało jej na drodze. I tak już siedziała w kociarni. Nikt nie mógł jej zabronić. A mama na pewno będzie przeszczęśliwa, że tak szybko została babcią!
— Twoim kociakiem? Sces być moją mamusią? — zapytał, patrząc na nią wielkimi oczkami.
Jakby mogła wykrzyczałaby "tak" całemu klanowi, lecz musiała się jeszcze upewnić. 
— A mogę??
Pokiwał łebkiem. Prawie nie powstrzymała się od podskoczenia z radości. 
— Ja ne mam mamy. — przypomniał jej, bo w sumie już ją o tym informował. — Więc moses. Nikt nie bęsie się gniewał.
Utuliła go mocniej. Nie chciała nawet myśleć o tym, jak to jest nie mając mamy. 
— Super! Zobaczysz ze mną zaznasz DUŻO miłości!
Uśmiechnął się do niej radośnie.
— Kocham cię mamusiu — Przylgnął do niej bardziej swoim małym ciałkiem, zapadając się w jej sierści. 

* * * 
*następnego dnia*


Traszka spojrzała na wschodzące powoli na niebo słońce. Zapowiadał się piękny dzień. Idealny na obwieszczenie rodzinie o nowym członku ich familii. Jej rodzeństwo jeszcze smacznie spało. Mama czekała na tatę, zerkając czasem na rozbrykaną Traszkę. 
— Larwo! Larwo! 
— podbiegła do małego kocurka. 
Jego kremowe futerko, nastroszone w każdą stronę, nie prezentowało się najlepiej. Definitywnie nie mógł tak pokazać się rodzinie! Pospiesznie zaczęła wylizywać kociaka, a przynajmniej parodiować sposób w jaki robiła to jej mama. Efekt nie był oszałamiający, ale liczyły się dobre chęci, prawda?
— Larwooo! — szturchała kremowego. 
Zielone ślepka otworzyły się niepewnie. Zaspane błądziły wokół niej. Ziewnął, mrużąc je ponownie.
— Co się dzieje? — zapytał nieprzytomnie. 
W Traszcze buzowała dzika energia. 
— No wstawaj! Musisz poznać moją rodzinę! Moja mama jeszcze nie wie, że ma wnuka. — pognaliła kociaka, szturchając go delikatnie łebkiem. — No chodź, Larwuś. 

<Larwo?>

Od Traszki CD Gwiazdnicy

— Phi! — zakpiła bura kotka. — To ma być większe od mojej kupki z liśćmi? 
Zdezorientowane kociaki spojrzały na stosy. Były praktycznie takiej samej wielkości. Traszka nie zbyt rozumiała problemu kotki. 
— A nie jest? — zapytał Ślimak, ścierając cieknącą mu ślinę z pyska. 
Sadzawka tupnęła łapą. 
— Zdecydowanie nie jest, zaślinione bachory! — syknęła. — Macie się nie zbliżać do mojej kupki liści. Jak zobaczę to łapy powyrywam. 
Traszka pisnęła, chowając się za bratem. Gwiazdnica jednak stała dalej dzielnie na czele. 
— Siostro, uciekaj, wyrwie ci łapy! — próbowała ją uświadomić pointka. 
Liliowa wpatrywała się z pogardą w starszą kotkę. 
— Jesteś głupia i brzydka! Nie potrzebujemy twoich głupich liści. — ogłosiła, skacząc na kupkę liści burej. 
Traszka wraz ze Ślimakiem w szoku obserwowali poczynania najgrubszej z rodzeństwa. 
— Osz ty! — krzyknęła Sadzawka. — Rozszarpię was! 
Gwiazdnica pisnęła. Traszka szybko podbiegła do siostry i złapała ją w pysk. 
— Musimy uciekać. 
Liliowa kulka nie była łatwa do ciągnięcia. Lecz nie mogła porzucić siostry. Nie chciała, żeby umierała tak młodo. Bura nie musiała się starać, by ich dogonić. Parę sprawnych susów i stała przed trójką przestraszonych kociąt. Traszka zapiszczała żałośnie. Miała jeszcze całe życie do przeżycia. Nie chciała tak szybko umierać. 
— Co tu się dzieje? — tatuś przybył im na ratunek. 
Traszka puściła Gwiazdnice, która grzmotnęła na ziemię i rzuciła się do łap ojca. 
— Tato! Sadzawka chce nas zamordować! — pisnęła przerażona. 
— Tak dokładnie! — obudziła się Gwiazdnica. — Powiedziała, że nas "rozszarpie", a my tylko chcieliśmy się z nią pobawić! 
Zdezorientowany, a zarazem surowy wzrok czekoladowego przeniósł się na uczennicę. 
— Wcale nie prawda! Kłamią. Oni kłamią! — broniła się kotka. — Zniszczyli moją kupkę liści i teraz jeszcze cię okłamują. 
Żurawinek spojrzał na swoje pociechy. 
— Okłamujecie mnie?  — zapytał łagodnie, przytulając do siebie kociaki. 
Traszka wraz z Gwiazdnicą pokręciły szybko łebkiem. Kocur westchnął. 
— Sadzawko jesteś już uczennicą. Nie możesz grozić śmiercią innym. — pouczył kotkę. 
Bura wymamrotała coś pod nosem, mordując kocięta wzrokiem. 
— Pożałujecie zobaczycie! — ogłosiła, odchodząc. 
Traszka nie chciała tego dłużej słuchać. Wtuliła łebek w futro taty. W końcu czuła się bezpiecznie.

<Gwiazdnico?>


npc: ślimak, żurawinek, sadzawka