tw: opisy martwych ciał
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
10 czerwca 2023
Od Traszki
09 czerwca 2023
Od Traszki CD. Kruchej
Od Traszki
*przed mordem*
Pysk Jaskółki zdawał się nie zamykać. Traszka powoli gubiła się w tych wszystkich rodzajach drzew. Nawet nie sądziła, że tyle gatunków rośnie w Owocowym Lesie. Tyle jeszcze nie wiedziała o świecie. Żałowała, że nie mogła tego nagrać w umyśle i odtworzyć innego dnia. Świergot, której legowisko znajdowało się od niedawna niedaleko Traszki okazała się strasznie chrapać. Pointka nie wiedziała czy to jednorazowy epizod, czy kotka wydawała z siebie takie odgłosy każdego wieczoru. Jeśli tak szybko musiała się przeprowadzić.
–...Drzewne Grzyby... drzewach... drzewom... drzewami... – pojedyncze słowa Jaskółki docierały do jej uszu.
Traszka ziewnęła mimowolnie. Wstała i próbowała utrzymać się na palcach, by senność nie ogarnęła jej z powrotu. Miała nadzieje, że jej poczynania nie rzucały się zbytnio w oczy Gęgawy i Kruchej. Nie chciała się przed nimi ośmieszyć. W końcu mieli być niedługo pierwszą paczką nowych zwiadowców.
* * *
Odeszła parę kroków i zasnęła na ziemi. Nie przejmowała się tym, czy ktoś ją znajdzie. Zmęczenie brało nad nią górę. Nie było jednak jej dane na dłużej zmrużyć ślepia. Poczuła, jak ktoś delikatnie ją tyka w ramię. Niechętnie otworzyła ślepia, by ujrzeć pysk Jaskółki. Szybko otrząsnęła się i wstała do starszej kotki.
– Tak? – miauknęła jeszcze zaspanym głosem.
Zwiadowczyni uśmiechnęła się do niej ciepło.
– Zauważyłam, że byłaś bardzo zmęczona na naszej lekcji. – zaczęła czarna.
Traszce zrobiło się głupio. Od zawsze szanowała bardzo kotkę. A teraz okazała wobec niej taki brak szacunku! Na pewno ją znienawidziła i pogardzała.
– Przepraszam, naprawdę Jaskółko, bardzo przepraszam, ja... – urwała, czując łapę kotki na swojej kończynie.
Brązowe ślepia spojrzały na nią łagodnie. Pozbawione były pogardy.
– Nie jestem zła Traszko. – wyjaśniła łagodnym głosem. – Jeśli chcesz mogę ci powtórzyć tą lekcję prywatnie. Żebyś nie straciła tych informacji. Pewnego dnia będziesz musiała je przekazać swojemu uczniowi. Co ty na to?
Traszka odetchnęła z ulgą. Uśmiechnęła się do starszej kocicy wdzięczna za jej dobro.
– Bardzo ci dziękuję! Naprawdę. Bardzo chętnie skorzystam! – miauknęła energicznie. – Po prostu... Świergot całą noc chrapała i nie mogłam zasnąć... – wyznała cicho.
Jaskółka zaśmiała się lekko. Westchnęła z nostalgią.
– Dobrze cię rozumiem. Włóż sobie trochę mchu do uszu na noc. Na pewno pomoże. – zdradziła jej swój patent czarna, puszczając oczko.
Pointka pokiwała łebkiem i jeszcze raz podziękowała Jaskółce za wyrozumiałość i jej mądrość. Szybkim krokiem ruszyła w stronę obozowiska. Musiała się położyć, bo zaraz znowu zaśnie w połowie drogi.
Od Traszki
*przed mordem*
– Teraz wyglądasz jak bagienny potwór. – stwierdziła Gwiazdnica, śmiejąc się cicho. – Może dorzuć jakieś gałązki albo listki? – sięgnęła po leżące wśród leśnej ściółki skarby.
– Liście nie będą zbyt dobre. Jeszcze drzewa nie mają ich zbyt wiele. – stwierdziła zamyślona. – Gałązki to super pomysł. – uśmiechnęła się do siostry.
Liliowa pokiwała łbem zadowolona i wetknęła jej parę gałęzi w breję, jaką stanowiło teraz futro Traszki.
– Już nieco lepiej. – mruknęła, mrużąc ślepia. – Wciąż mi czegoś brakuje...
Wojowniczka wskoczyła na drzewo. Wspięła się na najniższą gałąź i przylgnęła do kory.
– I jak? – zapytała, starając się siedzieć nieruchomo.
– Faktycznie mniej się wrzucasz w oczy. Tylko zamykaj oczy. – miauknęła Gwiazdnica, przekręcając łeb. – Wyróżniają się na tle tego błota.
Wojowniczka zmrużyła ślepia. Nie mogła ich przecież zamknąć całkowicie, inaczej nic by nie widziała.
– Jest dobrze! Chodź, pokażemy cię mamie. – zawołała uczennica, kierując się do obozowiska.
Wojowniczka spojrzała lekko zdezorientowana na kotkę. Położyła uszy zakłopotana. Nie chciała wyjść na arogancką. Po prostu się zamyśliła.
– Na ziemi tylko się potkniesz o własne łapy, ale na drzewie możesz spać i zrobić sobie krzywdę. – wyjaśniła córce, ocierając się o nią pocieszająco. – Dobrze?
Traszka pokiwała łbem. Musiała się bardziej przyłożyć. Skupić tylko i wyłącznie na tym. Przestać w końcu rozpraszać się pierdołami.
26 maja 2023
Od Traszki Do Skrzypu
*parę księżyc temu*
— Skąd u ciebie taka radość? — zamruczał cicho, kaszląc.
Traszka zastrzygła uszami, przybierając zmartwioną minę. Podeszła bliżej ojca.
— Co się stało? Jesteś chory? Byłeś z tym u Plusk? — zaczęła zalewać Żurawinka pytaniami.
Kocur pokiwał łbem i owinął się ogonem.
— Tak, już biorę odpowiednie zioła. Musiało mnie przewiać na spacerze z Maczkiem. — miauknął spokojnie, ziewając. — Ale już mi lepiej. Powoli zdrowieje. Więc? Co się stało?
Traszka uśmiechnęła się, a jej łapki energicznie uderzyły o ziemię.
— Zostałam wybrana na zgromadzenie. — miauknęła wesoło. — Znów.
Żurawinek uśmiechnął się słabo do córki.
— Musisz naprawdę dobrze się sprawować, skoro Komar tak często cię zabiera. — stwierdził, przeciągając się leniwie. — Jakbyś miała kiedyś chwilę to poprosiłabyś Fretkę by mnie odwiedziła? Chciała ze mną o czymś porozmawiać, jak byłem u medyka, lecz choroba mi nie pozwoliła. — wyjaśnił.
Pointka kiwnęła ochoczo łbem.
— Żaden problem. — stwierdziła i zaszurała w ziemi nerwowo.
Miała ukryty cel w tych odwiedzinach. Liczyła, że ojciec nie będzie miał jej tego za złe.
— Tato, wiesz może jak najlepiej sprawdzić czy ktoś cię lubi? Ale tak lubi lubi. — zapytała szybko. — Bo Gwiazdnica kogoś lubi i chciałam jej pomóc. — dodała pospiesznie.
— Niestety ja ci w tym nie pomogę. Jestem beznadziejny w tych sprawach. Cieszę się, że jesteś dobrą siostrą. — miauknął śpiącym głosem, zwijając się w kłębek. — Nie obrazisz się jeśli się zdrzemnę? Te zioła strasznie mnie przymulają.
— Hej, Skrzyp, słuchaj mam sprawę. — zaczęła, zaczepiając młodszego ucznia. — Gdybyś spotkał swoją matkę mógłbyś jej przekazać, żeby poszła do starszyzny. Żurawinek chciał z nią o czymś porozmawiać. — miauknęła przyjaźnie.
Od Traszki
*przed księżycem, dwoma*
Uśmiechnęła się lekko w jej stronę. Martwiła się z lekka o kotkę. Wciąż nie ukończyła treningu. Ślepia liliowej zabłysły, jakby wpadła na rozwiązanie tajemnicy.
— Z a k o c h a ł a ś się w kimś, przyznaj! — przeliterowała słowo, niczym paruksiężycowe kocię.
Uszy Traszki oklapły. Pokręciła łbem. Jej serce wciąż było złamane po odrzuceniu przez Lisi Ognik. Nie potrafiła się do końca po tym poskładać. W nocy we snach wciąż widywała rozczarowane nią morskie ślepia.
— Mam ważniejsze rzeczy na głowie. — wymamrotała szorstko. — Muszę ćwiczyć, by zostać jak najszybciej zwiadowcą. — dodała by siostra nie poczuła się zbyta.
Gwiazdnica uśmiechnęła się tajemniczo.
— Ah to tak, twoje treningi... Z pewną śliczną kotką. Musisz uważać, niejeden kot ma Kruchą na oku. — stwierdziła pointka, wzdychając.
Traszka zastrzygła uszami.
— Naprawdę? W sensie jest naprawdę super i fajna, i taka miła, i śliczna... ale nie sądziłam, że ma wielu adoratorów. — miauknęła ze zdziwieniem czarna, zerkając na siostrę.
Liliowa pokiwała głową energicznie. Rozejrzała się wokół nich, by sprawdzić kto znajduje się blisko nich. Dzieląca się ptakiem Sadzawka z Przebiśniegiem nie zdawali się zainteresowani ich rozmową.
— Oh, uwierz mi. Niejeden wzdycha jej imię w nocy... — zaśmiała się cicho. — Szkoda, że biedni nie mają żadnych szans! — dodała tajemniczo, prostując się.
Zupełnie jakby znała sekret, o którym nie wiedział nikt poza nią. Traszkę zżerała ciekawość.
— Czemu?
Gwiazdnica uśmiechnęła się pewnie.
— Widzisz, bycie uczniem tej wrednej jędzy... znaczy Mleczyk ma swoje plusy. — stwierdziła, teatralnie machając łapą. — Nie zauważyłaś jak często Krucha zerka w jej stronę. Albo odzywa się do Mleczyk? Przecież normalnie nikt nie chce z nią gadać.
Traszka słuchała siostry z podziwem jej umiejętności obserwacji.
— Coś w tym jest. — mruknęła, przekręcając łeb. — Myślisz, że Mleczyk też ją lubi? Uroczo by razem wyglądały.
Liliowa zamyśliła się. Po paru uderzeniach serca uśmiechnęła się wesoło. Jej niebieskie ślepia zabłysły ekscytacją.
— Wiesz jaka jest Mleczyk. Syczy na każdego kto na nią spojrzy, ale... nie zabija aż tak spojrzeniem Kruchej, więc może jest szansa! — miauknęła radośnie, kiwając się na boki.
Czarna zaśmiała się cicho. Kto by pomyślał, że można mieć tyle radości z shipowania innych kotów.
— No proszę przyszła przywódczyni zwiadowców mnie odwiedziła. — miauknął żartobliwie, sprawiając, ze Traszka zawstydzona położyła uszy.
— Nie tak głośno, tato! Bo jeszcze przyjdzie Fretka i mnie zje. — burknęła jak zbuntowana nastolatka, lecz szybko uśmiechnęła się do ojca.
Maczek zaśmiała się pod nosem i spojrzała na córkę. Przejechała językiem po jej rozczochranej czuprynie.
— Fretka to naprawdę dobra kotka. Musisz tylko bliżej ją poznać. Przeżyła dużo złego i przez to jest dość chłodna. Straciła całą swoją rodzinę, jak była w twoim wieku, więc bądź wyrozumiała. — wyjaśniła jej matka.
Traszka owinęła się szczelnie ogonem. Brzmiało to strasznie. Nic dziwnego, że kotka była taka nieprzyjemna. Także byłaby nieszczęśliwa, gdyby cała rodzina jej umarła. Zwiesiła pyszczek nad ziemią.
— Ale wy mnie nie opuścicie tak szybko, prawda? — zapytała nieco egoistycznie, wpatrując się w rodziców.
Żurawinek uśmiechnął się słabo.
— Nie zamierzam szybko wybierać się na drugi świat, lecz to nie zależy ode mnie. Wszystko jest w łapach Wszechmatki. — wyjaśnił córce.
— Wszechmatka jest dobra i litościwa. Myślę, że możesz spać spokojnie. Owocowy Las mimo ostatnich wydarzeń zawsze był dość spokojny. Chociaż dla starszyzny. — dodała Maczek, przytulając Traszkę. — A gdy tylko ukończysz swój trening zamierzam się tutaj wybrać. Będziemy razem spędzać czas, podziwiając jak dorastacie i zakładacie własne rodziny. — miauknęła z uśmiechem.
Czarna wtuliła się w kotkę.
— Dobrze. Myślę, że Ślimakowi najszybciej się uda! Ma w sobie ten wdzięk i czar... — mruknęła pointka, wtulając się w futro matki.
Maczek otuliła ją ogonem.
— Też pewnego dnia spotkasz kogoś wyjątkowego na swojej drodze. A może już spotkałaś. To wie tylko Wszechmatka. Musisz jej zaufać. — zamruczała pocieszająco kocica.
20 maja 2023
Od Traszki DO Kruchej
07 maja 2023
Od Traszki
— Traszko...? Traszko...? — czuły głos matki dobijał się do niej.
Zacisnęła mocniej ślepia, by ukryć łzy.
— Tak? — słaby głos wydobył się z jej gardła.
Poczuła ciepło rozchodzące się po jej boku. Mak przysiadła się do niej.
— Co tam się stało? Ktoś zrobił ci krzywdę? Proszę, powiedz mi. — błagała zaniepokojona rodzicielka. — Nigdy nie widziałam cię takiej smutnej...
Traszka schowała pysk za łapami. Nie chciała sprawiać kotce przykrości. Nie chciałaby ta cierpiała przez nią. Chciała móc się wysilić na nieszczery uśmiech. Skłamać o tym, że wszystko w porządku. Lecz bezkresny żal, który wciąż się w niej przelewał uniemożliwiał to. Nawet najmniejsze kłamstwo.
— Nic... po prostu nic. — miauknęła cicho, kuląc się bardziej na legowisku.
Chcąc schować się przed tym całym światem. Zapaść się głęboko pod ziemię. Tam gdzie nie dosięgną jej morskie ślepia. Poczuła jak znów łzy moczą jej poliki. Miała tak strasznie tego dość. Oddała by wszystko by cofnąć czas. Cofnąć ten błąd. Trwać w dalej w tej sielance. Idealnym świecie, gdzie Lis nie jest nią obrzydzona. Gdzie wciąż ją lubi. Gdzie nie patrzy na nią takim spojrzeniem.
Poczuła jak stłumiony jęk przechodzi przez jej ciało. Dreszcz żalu przeszedł przez jej grzbiet, zmuszając napuchnięte ślepia do dalszego płaczu.
— Zostaw mnie samą... — poprosiła cicho.
25 kwietnia 2023
Od Traszki
— Nie zabijajcie go! — pisnęła jedynie, widząc, jak Cyprys zbliża się do gardła przeciwnika.
Lis wykorzystał powstałe zamieszanie i zrzucił kotkę, która zaraz znalazła się w pobliżu jego szczęk.
— Cyprys! — pisnęła Winogrono przerażona.
Rana na łbie nie wyglądała dobrze. Traszka położyła uszy. To wszystko jej wina. Bura złapała za ogon rudzielca i zaczęła go odciągać od leżącej pod nim wojowniczki. Jeden cios pazurów rudej nad gardłem i lis padł obok nich. Pointka jako jedyna siedziała sparaliżowana, gdy pozostali jej towarzysze jej dyszeli.
— Traszka. — surowy głos dawnej mentorki sprawił, że łzy wylały się na jej poliki.
— Przepraszam... przepraszam... ja... ja naprawdę przepraszam. — zaczęła, czując co się zbliża.
Nie chciała tego. Nie rozumiała czemu lis zaatakował. Dlaczego postanowił ich skrzywdzić bez powodu. Przecież to było złe. Nie sprowokowali go niczym. A teraz nie żył, a Borówek i Cyprys byli ranni. Nie mogła powtrzymać łez.
— Traszka. Uspokój się. Weź Borówka, wracamy. — miauknęła jedynie bura.
Pokiwała smutnie łbem. Bała się spojrzeć kotce w ślepia.
Minął księżyc, a Borówek powrócił do patrolów. Lekko kulał, lecz Plusk twierdziła, że wciągu paru księżyców odzyska sprawność całkowicie. Gorzej z Cyprys. Rana strasznie ją bolała, nie było dnia, by nie słyszeć jej cichego popiskiwania. Medycy byli bezradni. Kotka zmieniła się. Była inna. Strachliwa i nieobecna. Ciągle gdzieś uciekała i skrywała się. Jakby wciąż męczyły ją wizje z tamtego dnia. Winogrono starała się wspierać partnerkę, lecz było jej coraz trudniej. Kotka zdawała się jej nie poznawać. Majaczyła. Gorączka nie chciała jej zostawić. Witka załamywała łapy. Nie umiała jej pomóc.
— Może powinniśmy wybrać się do Klanu Burzy. Może ich medycy coś wiedzą? — zaproponowała Ważka, próbując wesprzeć młodą szylkretkę.
Witka otuliła się ogonem.
— Coś jest nie tak. Na ich terenach pachnie Wilczakami.
— Niedługo zgromadzenie.
— Ostatnio leśne klany nie zjawiły się. — wtrącił się Komarnica. — Może znów nie przyjdą. Głupcy tak się pobili, że nie mieli kogo na zgromadzenie puścić.
Traszka minęła rozmawiające koty zmartwiona. Miała nadzieję, że Lisi Ognik wyszła z tego cało.
— Traszka!
Odwróciła się w stronę zdyszanej Winogrono.
— Nie widziałaś nigdzie Cyprys? Znowu uciekła gdzieś, a zbliża się pora leków. — jej głos drżał.
Kotce tak strasznie było żal dawnej mentorki. Nie rozumiała czemu Wszechmatka zsyłała jej takie cierpienie. Bura nikła w oczach. Ciągle spięta i zmartwiona, wiecznie próbując być u boku chorej.
— Poszukajmy ją razem. — miauknęła, rozglądając się wokół siebie. — Sprawdzałaś przy powalonej kłodzie. Ostatnio tam ją znalazł Lśniąca Tęcza wraz z Żbikiem, gdy pilnował Nikogo na polowaniu.
— Witka planuje poradzić się medyków z leśnych klanów. Może oni będą umieli coś doradzić. — rzekła do burej. — Więc może niedługo w końcu będzie lepiej.
Winogrono uśmiechnęła się smutno.
— Mam nadzieję. — odparła. — Dłużej nie wytrzymam. — dodała szeptem bardziej do siebie.
Pointka podeszła do kotki, by ją przytulić. Tylko tyle mogła zrobić.
— Nie zbliżajcie się. — ostrzegł czekoladowy. — Nie rozpoznaje nas.
Dopiero teraz Traszka dojrzała jak poraniony był Lulek. Krew spływała po jego barku, lecz wciąż dalej trzymał kotkę, przyciskając jej pysk do ziemi. Pointka załamana chciała jedynie uciec stąd gdzieś daleko i prosić Wszechmatkę by zlitowała się nad nimi. Cyprys zdawała się być pozbawiona duszy. Nie była sobą. Była czymś innym. Czymś strasznym.
— Traszko, Borsuku, Żbiku, szybko zacznijcie kopać dziurę. Nie utrzymamy jej wiecznie. — krzyknęła Lisówka, która trzymała tylne łapy wojowniczki.
— Słyszałaś? Szybko. Nie chcemy więcej rannych. — warknął na nią Borsuk.
Pointka szybko zaczęła kopać wraz z kocurami. Wilgotna i miękka ziemia nie ułatwiała zadania. Łapy ślizgały się jej, a całe ciało pokryła lepka breja. Dołączyła do nich Świt wraz ze Wanilią.
— Witko, zajrzyj do starszych. Sadza zdawała się także dostać. — mruknął słabo Perkoz, którego Plusk wraz z Tęczą zabierała do legowiska medyków.
Młodsza kiwnęła łbem. Traszka poczuła, jak łapy jej drętwieją. Myśl, że jej tata mógł ucierpieć sprawiła, że serce jej zamarło. Zaczęła kopać szybciej, chcąc już móc sprawdzić czy z Żurawinkiem wszystko w porządku. Dół jednak wciąż był za płytki. Obsuwająca się mokra ziemia nie pomagała. Robota zdawała się nie mieć końca.
20 kwietnia 2023
Od Traszki
Woda skryła się pomiędzy kłębami trawy. Nieprzyjemnie brodziło się z przemarzniętymi łapami już drugi raz z rzędu. Zamarzłe, mokre i łamliwe gałęzie drzew były zbyt zdradliwe, szczególnie na polowanie. Traszka już raz się zraziła. Prawie spadła z drzewa podczas polowania na wiewiórkę. Winogrono do dziś wypominała jej tą nieuwagę.
— Skup się. — burknęła mentorka.
Traszka z grymasem wykrzywiła pysk, parodiując kotkę. Burej nie spodobało się to.
— Jak tak dalej pójdzie Komar wywali cię z klanu na zbity pysk. I Jaskółka cię nie uratuje przed tym. — ostrzegła ją.
Pointka spuściła ogon. Dobrze o tym wiedziała. Sama nie wiedziała czemu tak beznadziejnie jej szło. Może zbyt często błądziła oczami ku pięknym morskim ślepiom, zamiast patrzeć na bure myszy w krzakach. Marzyła o ponownym spotkaniu kotki i nie mogła doczekać się zgromadzenia! Lecz Komar przestrzegał przed wojną czterech klanów. Nie wiedziała co zastanie. A co jeśli kotka została zabita?! Serce bolało ją na samą myśl o tym. Nie chciała jej tracić. Jeszcze przez coś takiego jak głupia wojna. Nie rozumiała rozbójnickich postępowań leśnych klanów. Sami wysyłali swoich bliskich na bezsensowną śmierć w imię durnej idei.
— Halo? Traszka! — krzyknęła jej do ucha Winogrono.
Kotka aż podskoczyła, łapiąc się z bólem ucha.
— Co?
— Znowu odleciałaś. Skup się na polowaniu. — rozkazała bura. — I to już.
Traszka położyła uszy, lecz zaczęła węszyć. Nie miała innego wyjścia. Jeśli chciała zostać Zwiadowcą musiała pierw ukończyć podstawowe szkolenie.
Nie minęło parę zachodów słońca, a Komar wezwał ją do siebie. Bała się najgorszego. Siwe futro zmieszało się z szarym kocura. Wyglądał mega staro. Była w szoku, że jeszcze trzymał się na łapach. Zastanawiała się kto przejmie po nim władzę, gdy on zaczął coś do niej stękać. Albo coś opowiadać. Nie wiedziała. Nie wsłuchiwała się. Dopiero gdy padło słowo "mianowanie" niebieskie ślepia spojrzały na lidera.
— Naprawdę? — aż trochę nie dowierzała.
— Tak, jutro. Przygotuj się.
Od Traszki CD. Larwy
Od Traszki CD. Agresta
10 marca 2023
Od Traszki
— Z dalszym treningiem poczekamy do zmierzchu. — oznajmiła kotka, kładąc się na ziemi.
Traszka westchnęła. Ją także męczyła ta temperatura.
— Za co Wszechmatka tak nas każe... — jęknęła, obracając się na grzbiet.
Chłodna ziemia jako jedyna sprawiała, że jeszcze dychała.
— To nie tak, że nas każe, Traszko. Wszystko w przyrodzie jest konieczne. Susze i powodzenie. Upał i mróz. Wszystko ma większy sens, którego jeszcze ty nie dostrzegasz. — wyjaśniła jej Winogrono.
Pointka pokazała jej język.
— "Nic nie dzieje się bez powodu". — zacytowała Jaskółkę ze skwaszoną miną. — Ale sama przyznasz, że mogłoby być chłodniej...
Bura uśmiechnęła się słabo.
— Też bym wolała. — przyznała cicho. — Ale nic nie poradzimy. Porą Nagich Drzew zatęsknimy za tym ciepłem.
Traszka zmarszczyła nos. Jedynie Pora Nowych Liści jak i Upadających, były znośne. Reszta to koszmar do życia. Szelest rozległ się niedaleko ich. Obie kotki nastawiły uszu, zrywając się z ziemi.
— Nasz patrol? — miauknęła do mentorki.
Bura pokręciła łbem. Zdawała się zdenerwowana. Traszka opuściła uszy, lekko zestresowana. Winogrono zwykle była oazą spokoju.
— Zwiadowcy nie zapuszczają się zwykle w okolice Konającego Buka. Za mało drzew. — odparła, otwierając pysk. — Przerażenie i krew. Traszko stań za mną.
Uczennica grzecznie wykonała rozkaz. Rozglądała się nerwowo wokół. Szelest przemieszczał się pomiędzy krzewami.
— Kim jesteś! Wtargnąłeś na tereny Owocowego Lasu. — oznajmiła Winogrono, jeżąc się.
Biała kupa futra wypadła z krzaków. Drapała się agresywnie po całym ciele. Spanikowane czerwone ślepia ugrzęzły na dwóch kotkach. Szybkim krokiem skierowała się do nich.
— Jeśli zaatakujesz nie zamierzam być dłużna! — ostrzegła bura, pokazując kły.
— P-pomocy... — pisnęło zdarte gardło. — Boli...
Dopiero z bliska Traszka dostrzegła strużki krwi wypływające spod gęstego białego futra.
— Winogrono, ona cierpi... — jęknęła zmartwiona pointka.
Bura wciąż czujnie obserwowała obcą.
— Jesteś zbyt młoda i ufna. — stwierdziła. — To może być podstęp. Nie spuszczaj z niej wzroku na uderzenie serca.
Biała wciąż szamotała się, jeżdżąc pazurami po ciele. Niczym opętana, płakała i niespokojnie wierciła się, pogrążona w cierpieniu.
— Kim jesteś. — powtórzyła Winogrono, stając nad kotką. — Odpowiadaj.
Czerwone ślepia spojrzały na wojowniczkę.
—...Ja-jarząb. — padło jedno słowo z pyska, ociekające cierpieniem.
Bura zmarszczyła nos.
— Co ci jest? Dlaczego tak wyglądasz? — przyglądała się uważnie obcej.
— Bardzo cię boli? Zabierzmy ją do medyka. — wtrąciła się Traszka.
— Cicho. Pierw dowiemy się czy nie jest zagrożeniem. — zganiła ją mentorka.
Biała przestała się drapać na uderzenie serca, by ponownie zacząć jeszcze mocniej.
— Błagam... Pomóżcie... Słońce... Ono mnie z-zabije... Zabije... — miauczała, płacząc.
Traszka z Winogronem spojrzały po sobie. Zachowanie białej nie było normalne, lecz przypominało im coś. Kocięta Nic także źle reagowały na słońce. Szczególnie tak mocnie, jak ostatnio.
— Cii... — miauknęła pointka, niepewnie przejeżdżając łapą po łbie roztrzęsionej kotki. — Pomożemy ci. Prawda, Winogrono?
Bura niechętnie kiwnęła łbem.
— Dziękuję... Dzię-dziękuje... — szeptała w kółko biała, próbując się uspokoić.
— Słyszałem, że ma oczy czerwone jak krew. — miauknęła Gruszka do brata.
Borówek podrapał się po łbie.
— Ciekawe czy gustuje w kocim mięsie. — mruknął ironicznie.
— Jak zniknie, któreś z was to będziemy wiedzieć kto za tym stoi, hahaha. Choć ja bym zaczął od kociąt, najbardziej bezbronne i najłatwiejsze do szybkiego pozbycia się dowodów. Jeśli wiecie jeśli mi chodzi. Ale Mrówka szybciej by pysk mi przeryła niż pozwoliła się zbliżyć do jej kociąt. Może i dobrze, ja i tak nie czuje potrzeby kontaktu z nimi, ani z nią. Zostały jej tylko one, wiecie. Cała rodzina jej praktycznie umarła. Trochę smutne nie? Mam w sumie podobnie. — zaczął Borsuk, sprawiając, że kocięta Nikt i Miodunki szybko go opuściły.
Smutne niebieskie ślepia spojrzały na Traszkę.
— Wszystko w porządku, kuzynko? Trening źle ci idzie? To trochę dziwne, że cała wasza trójka jest jeszcze uczniami. Rozmawialiście z Komarem by zostać razem mianowani?
Traszka westchnęła, ale dosiadła się do kocura. Miał tylko ich i siostrę. Nie przepadała za nim szczególnie, przegadywał ją i nie dopuszczał do słowa, ale musiała to znieść. Widok Borsuka chodzącego samotnie po obozowisku ze spuszczonym ogonem był gorszym niż znoszenie jego paplaniny.
— Wszystko w porządku. Trening dobrze mi idzie. Wiesz, mamy jeszcze dodatkowe zajęcia z Wszechmatką, to może trochę opóźniło wszystko. Wątpię, by Komar był dla nas taki łaskawy. — odpowiedziała mu z uśmiechem na pysku.
Borsuk pokręcił łbem rozbawiony.
— Może jeszcze staruszek nas zaskoczy. Jest już taki stary, czasem serce mięknie na starość. Myślisz, że Fretka czy Agrest zajmą pozycję lidera? Stoczą walkę o nią? Fretka zdaje się nie odpuścić łatwo takiej szansy. Wygląda na taką co szybciej rzuciłaby się lisom na pożarcie niż oddała tą okazję. Ale Agrest za to jest taki... uroczy. Chciałbym czasem go przytulić, wiesz? Ma takie puszyste poliki...
— Traszko! — uratowała ją Witka, wołając z legowiska medyków.
Kotka wstała i zerknęła na kuzyna.
— Sorki, muszę iść. — miauknęła i skierowała się szybko w stronę drzewa.
Szylkretka siedziała załamana nad leżącą białą. Ta zdawała się spać.
— Jej stan jest cięższy niż sądziłam. Spójrz. — podniosła białą sierść, ukazując liczne poparzenia i bąble.
Pointka przestraszona cofnęła się na krok. Nie chciałaby Jarząb umierała.
— Nie jesteś w stanie nic zrobić? — zapytała z lękiem.
Witka westchnęła.
— Raczej wyjdzie z tego. Ale przez najbliższy księżyc nie może wychodzić na słońce, jeśli ma się nie pogorszyć. Pierwszy raz widzę takie straszne poparzenia od słońca. — wyznała, kładąc liście na rany kotki. — Nie może się też drapać. Komar wyznaczył ciebie do pilnowania jej. Mówił, że jesteś odpowiedzialna za problem, który sama znalazłaś.
Traszka kiwnęła łbem i pochyliła się nad śpiącą kotką.
— Obiecuję się tobą zająć, Jarząb.
09 marca 2023
Od Traszki CD. Larwy
Kociak energicznie pokiwał łebkiem, przytulając się do Traszki.
— Kocham cię, mamo.
Kotka uśmiechnęła się, przyciskając kociaka do siebie mocniej. Chciałaby trwało to wiecznie.
— Traszko, Traszko! Kogo tam masz? — przybiegła do nich Gwiazdnica.
Pointka wyprostowała się, odsłaniając Larwę.
— Patrz, to mój synek, Wróbelek. — ogłosiła.
— A to nie Larwa, syn tej... — urwał, bardziej zmuszony przez łapę Traszki.
— Wcale nie! To Wróbelek. Mój ukochany synek! — wyjaśniła głośno i wyraźnie rodzeństwu.
Larwa oderwał się od niej i spojrzał na nich.
— Bardzo mi was poznać, wujku i ciociu. — miauknął kocurek.
Gwiazdnica zmrużyła oczy.
— Skoro jest twoim synem, a zawsze się mamusie i tatusia, to kto jest ojcem Traszko? — wysnuła liliowa, zerkając na siostrę zagadkowo.
Pointka zaśmiała się nerwowo.
— No jak to kto, głuptasku. — zaczęła niepewnie, analizując znane jej kocury.
Czyli tatę, brata i Larwę. O i Lukrecja. Nie poznała do dziś tego wspaniałego wojownika. Naprawdę musiał być pracowity i zajęty. Jak na przyszłą głowę klanu przystało.
— Lukrecja! — ogłosiła. — Przyszły lider naszego klanu. Widzicie, jak dobrze się ułożyłam? — miauknęła pewnie.
Od Traszki Do Ślimaka
27 lutego 2023
Od Traszki
Niczym ptak.
npc: żurawinek, ślimak
26 lutego 2023
Od Traszki
Biegła ile sił w łapach. Zupełnie jakby od tego zależało jej życie. Niebieskie ślepia próbowały dojrzeć niebezpieczeństwo, które mogło wyskoczyć z każdej strony.
— Zapomniałaś o drzewach. — obwieścił jej podekscytowany głos brata.
Kątek oka zobaczyła skaczącą po gałęziach białą sylwetkę. Nim się spostrzegła, blokował jej drogę. Traszka zdenerwowana uderzyła łapą o ziemię.
— Na ogon kruka! Czemu musisz być tak niezwykle mądry! — jęknęła niezadowolona z kolejnej porażki. — Mamo! Jak tak biegać ładnie po drzewach. Naucz mnie!
Vanka zaśmiała się, podchodząc do swoich kociąt. Żurawinek podążył za swoją partnerką.
— Najważniejsze jest wyczucie równowagi. Musisz panować nad swoim ciałem. Dobrze wiedzieć na ile je stać. I co potrafi, a co nie. — wyjaśniła córce. — A ty, kochanie, masz z tym lekki problem. — trąciła lekko kotkę, która niemal nie rąbnęła o ziemię, straciwszy równowagę.
Traszka zmarszczyła brwi.
— Jak mam to wyćwiczyć? Chce być taka super jak ty i Ślimak. — miauknęła podekscytowana.
— Wasza mama jest zwiadowcą. Po szkoleniu na wojownika kotki mogą się doszkolić na tą rangę. — dodał Żurawinek.
Ślimak i Traszka spojrzeli po sobie.
— Czemu tylko kotki? — zapytała pointka. — To strasznie niesprawiedliwe!
Ślimak kiwnął łbem, zgadzając się z nią. Traszka nie zgadzała się na taki stan rzeczy. Brat świetnie wspinał się po drzewach. Był niczym jakaś wiewiórka. Nie mógł zostać skreślony przez to co ma pomiędzy łapami.
— W sumie nikt nigdy nie mówił, że kocury absolutnie nie mówią. Tylko żaden jeszcze nie próbował. — wyjaśniła im rodzicielka. — Więc kto wie? Życzę ci, jak najlepiej, Ślimaku. — otarła się czule o syna.
Kocurek zamruczał cicho.
— Dzięki mamo.
Traszka przeniosła wzrok na tatę.
— A ty, tato, nie chciałeś zostać zwiadowcą? Dlaczego? — zaczęła męczyć ojca pytaniami.
Żurawinek westchnął cicho.
— Już z Krecik i Jaskółką miałem wystarczająco przygód. Zapytaj ich o to, jak do lisów mnie wyciągnęły. Do dziś z nimi nie oddalam się od obozu. — zażartował, machając łapą.
Traszka zmarszczyła brwi, niezbyt rozumiejąc staruszka. Gdyby ją ktoś zabrał do prawdziwych lisów, chyba umarłaby ze szczęścia.
npc: ślimak, mak, żurawinek
Od Traszki
Winogrono uniosła ogon.
— Witaj, Traszko, niech Wszechmatka ci sprzyja. — powitała uczennicę. — Gotowa na kolejną lekcję?
Pointka pokiwała energicznie łebkiem.
— Oczywiście. Jak zawsze! — zawołała żywiołowo. — Dopóki to nie są te wygibasy z łapami... — jęknęła na wspomnienie nienaturalnych pozycji.
Bura uśmiechnęła się słabo. Trochę na siłę. Przyspieszyła kroku, kierując się w głąb zagajnika.
— Wszystko czego jest konieczne, Traszko. Bez tego nie zostaniesz godnym wojownikiem naszego klanu. — wyjaśniła uczennicy starsza.
Traszka pokiwała łebkiem. Niby to rozumiała, i wiadomka nie miała nic przeciw, ale były dla niej rzeczy ciekawsze niż nudne stanie w miejscu.
— Skoro uczysz mnie wszystkiego co potrzebne do zostania wojownikiem... — zaczęła pointka z uśmiechem na pysku.
Winogrono widząc to, szybko odwróciła wzrok, przygotowując się mentalnie na najgorsze.
— To musisz nauczyć mnie podrywów. — zażądała kotka. — Bez tego nie znajdę partnera i nie urodzę klanu silnych kociąt... — teatralnie padła na ziemię, zerkając rozbawiona na mentorkę.
Bura z całych sił próbowała zachować kamienny wyraz pyska.
— Nie wiem, czy nie oczekujesz ode mnie zbyt wiele. — miauknęła po dłuższej chwili. — Ja... nie jestem zbyt dobra w te klocki. — przyznała, uciekając spojrzeniem na drzewa.
Traszka zaskoczona podniosła się i podeszła do kotki.
— Jak to nie jesteś? — zapytała zdziwiona. — A Cyprys...?
Mentorka westchnęła i zaszurała łapą w ziemi.
— Oh, to nie taka prosta sprawa. — mruknęła jedynie. — Do ćwiczenia podrywów zagadaj do Nikogo. Miodunka z Lukrecją walczyli niemalże o niego. — dodała.
Pointka kiwnęła łebkiem. Nie poznała jeszcze tego kota, miał dziwne imię. Takie nietypowe. Nie słyszała wcześniej, żeby ktoś nazywał kocię od niczego. Lub nikogo. Specyficznie.
— No więc. Trenujemy. — bura przybrała pozycję do polowania.
Traszka niechętnie powtórzyła ruch. Wolałaby dalej poplotkować.
25 lutego 2023
Od Traszki CD Larwy
— Na Wszechmatkę. Ale chciałabym go poznać! Myślisz, że moglibyśmy zostać jego zastępcami?? — zapytała podekscytowana.
Para błękitnych ślepi wbiła się w młodego kocurka, który uśmiechnął się pewnie.
— Owszem. Tata nawet mi zdladził, że może Komal zgodzi się, by mnie sam szkolił! Będę wtedy taki jak on! — Uśmiechnął się szeroko. — Mogę mu o tobie powiedzieć. Pewnie się zgodzi, bo jest supel miłym kotem
Nie wierzyła normalnie w co słyszy. Nie wierzyła. Na wszelkie ptaki świata, że los się tak do niej uśmiechnął!
— Nie mogę się doczekać! — podskoczyła znów, czując jak łapy ją świerzbią. — Kiedy przyjdzie?
Kociak zamyślił się, siadając.
— Ne wem. Telas poluje dla klanu i walcy ze złymi potwolami. Rzadko psychodzi, ale ma duzo placy — wytłumaczył jej to, zerkając mimo wszystko w stronę wyjścia, jakby nagle kocur miał się pojawić w zasięgu jego wzroku. — A twój tata? Jaki jest?
Na myśl o spokojnym czekoladowym wojowniku aż też klapnęła. Westchnęła teatralnie. Jak tu miała przedstawić pozytywnie swojego ojca po takiej petardzie jak Lukrecja.
— Nie taki super jak twój. — wyznała z żalem. — Jest cichy, lubi nam opowiadać bajki. Nie lubi walczyć... ale często nas odwiedza! Dziś obiecał nam opowiedzieć bajkę o tym, jak pewien kocur skradł serce słońcu i dlatego zimą jest tak zimno.
Zielone oczka rozszerzyły się. Kocurek kulił się.
— Ale jak to skladł? Ja nie lubie Poly Nagich Dsew. Jest bllll — Zadrżał cały. — Niech odda selce. Sce by było ciepło. Muse się tulić do kasdego, bo inacej tsęse się cały, a nie kazdy lubi...
Przestraszyła się lekko reakcją kociaka. Podeszła do niego bliżej.
— Nie wiem, jak tata wróci to się dowiemy! — miauknęła. — Jak będzie ci zimno zawsze możesz przyjść do mnie! Ja jestem bardzo ciepła! Zobacz — rozłożyła łapki, czekając aż kociak się do niej przytuli.
Podszedł dość chętnie, przytulając się do Traszki. Przytuliła mocno kociaka. Jego mięciutkie futerko. Jeszcze pachniał słodkim zapachem mleka. Larwa westchnął, wtulając się w nią mocniej.
— Już cię nie pusce — mruknął.
Zaśmiała się cicho, liżąc kociaka po łebku.
— No to będziesz moim kociakiem. — miauknęła, tuląc małego kocurka. — Jesteś taki słodziutki!
Nie sądziła, że tak szybko zostanie matką, ale nic nie stało jej na drodze. I tak już siedziała w kociarni. Nikt nie mógł jej zabronić. A mama na pewno będzie przeszczęśliwa, że tak szybko została babcią!
— Twoim kociakiem? Sces być moją mamusią? — zapytał, patrząc na nią wielkimi oczkami.
Jakby mogła wykrzyczałaby "tak" całemu klanowi, lecz musiała się jeszcze upewnić.
— A mogę??
Pokiwał łebkiem. Prawie nie powstrzymała się od podskoczenia z radości.
— Ja ne mam mamy. — przypomniał jej, bo w sumie już ją o tym informował. — Więc moses. Nikt nie bęsie się gniewał.
Utuliła go mocniej. Nie chciała nawet myśleć o tym, jak to jest nie mając mamy.
— Super! Zobaczysz ze mną zaznasz DUŻO miłości!
Uśmiechnął się do niej radośnie.
— Kocham cię mamusiu — Przylgnął do niej bardziej swoim małym ciałkiem, zapadając się w jej sierści.
— Larwo! Larwo! — podbiegła do małego kocurka.
Jego kremowe futerko, nastroszone w każdą stronę, nie prezentowało się najlepiej. Definitywnie nie mógł tak pokazać się rodzinie! Pospiesznie zaczęła wylizywać kociaka, a przynajmniej parodiować sposób w jaki robiła to jej mama. Efekt nie był oszałamiający, ale liczyły się dobre chęci, prawda?
— Larwooo! — szturchała kremowego.
Zielone ślepka otworzyły się niepewnie. Zaspane błądziły wokół niej. Ziewnął, mrużąc je ponownie.
— Co się dzieje? — zapytał nieprzytomnie.
W Traszcze buzowała dzika energia.
— No wstawaj! Musisz poznać moją rodzinę! Moja mama jeszcze nie wie, że ma wnuka. — pognaliła kociaka, szturchając go delikatnie łebkiem. — No chodź, Larwuś.