BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieczne Zaćmienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieczne Zaćmienie. Pokaż wszystkie posty

04 lipca 2025

Od Wiecznego Zaćmienia

— Kornikowa Koro? — miauknęła Wieczne Zaćmienie, gdy zauważyła, jak do lecznicy wchodzi znajomy jej kocur. — Co ci się stało? — rzuciła kolejnym pytaniem.
— Kolec w łapie się stał… — mruknął, krzywiąc pysk, gdy stanął na jednej z łap. — Och, co za pech… Chciałem jedynie się przejść po terenach, a akurat wtedy trafił się kolec! Może to znak, że powinienem już nie ruszać się z obozu? To już nie te księżyce, jeśli rozumiesz, co mam na myśli — dodał protektor, krzywiąc się.
— Och, jestem pewna, że nie jest tak źle! — odpowiedziała, wymuszając uśmiech, jednak jej oczy mówiły wszystko. Była wyczerpana. Medyczka wskazała ogonem na pobliskie legowisko uplecione z mchu, aby czekoladowy na nim usiadł. — Zajmij miejsce, obejrzę twoją łapę — miauknęła.
Kornikowa Kora zrobił chwiejny krok w jej stronę, a po chwili położył się na legowisku, aby unieść przednią łapę w górę. Medyczka najpierw spojrzała na niego zagubiona, zastanawiając się, dlaczego ten postanowił położyć się, zamiast zwyczajnie podnieść łapę… Dopiero wtedy przypomniała sobie o niedokształconej łapie, która czasami mu dokuczała. Fakt, ciężko byłoby na niej oprzeć ciężar swojego ciała. Medyczka skinęła głową, a następnie chwyciła w pysk odrobinę namoczonego mchu, który podrzuciła tuż obok kocura.
— Po co mech? — zapytał protektor, przekrzywiając głowę, niczym ciekawski kociak. Szylkretka nie mogła powstrzymać uśmiechu.
— Ach, mech z chłodną wodą może pomóc złagodzić ból po wyjęciu kolca. Może on zebrać te kropelki krwi, które wypłyną, chociaż nie powinno być jej aż tyle — wytłumaczyła. Ton jej głosu był spokojny, opanowany, i zmęczony. Nie pamiętała kiedy był ostatni raz, gdy ta zmrużyła oko. Medyczka delikatnie podniosła łapę kocura, upewniając się, że ten nie przeturla się na bok, gdy tylko straci grunt pod łapą. Kocica następnie starannie obejrzała ranną łapę. — Widzę sprawcę, twojego bólu.. — mruknęła. — Teraz zaciśnij zęby, bo może zaboleć. — Tymi słowami Wieczne Zaćmienie chwyciła w zęby koniec ciernia, i jednym szybkim ruchem wyszarpnęła ostry kolec. Oczywiście odpowiedzią kocura na ten gest kotki był głośny syk przez zaciśnięte zęby, ale nie mogła go winić… Medyczka liznęła ranę kilka razy, a następnie przycisnęła wilgotny mech do wcześniej zranionej łapy. — I jak, lepiej? — zapytała.
— Tak, o wiele. Dziękuję, Wieczne Zaćmienie. Bardzo to doceniam… — powiedział protektor, powoli wstając z miejsca. — Pozwolę sobie wrócić do legowiska, a mech zabiorę ze sobą… Nie chcę tutaj przeszkadzać! Do usłyszenia, Wieczne Zaćmienie — miauknął kocur.
— Jasne, jeśli łapa dalej będzie ci dokuczać, to śmiało przychodź tutaj — odpowiedziała, wymuszając ostatni uśmiech. Kolejny kot wyleczony…

Wyleczono: Kornikowa Kora

04 maja 2025

Od Wiecznego Zaćmienia

— Zaćmienie! — usłyszała znajomy głos medyczka, a po chwili w lecznicy pojawił się kocur o liliowym futrze. Kocur dyszał, jakby przebiegł cały maraton! Medyczka mogła jedynie się zastanawiać, co było przyczyną takiego pośpiechu, w jakim znajdował się kocur.— Co ciebie tu sprowadza, Mroźny Wichrze? — zapytała kocica, skanując go niepewnie wzrokiem, w poszukiwaniu drobnych ran, z którymi mógł przyjść kocur.
— Znalazłem jajo! Chyba jajo… — odpowiedział.
— Chyba? — dopytała medyczka, niepewnie podnosząc brew.
— No… Chyba jajo, tak mi się wydaje. Jest okrągłe i… Jakieś takie, nie wiem! Ty się znasz na jajach, tak? Jesteś medykiem, to mi powiesz — mruknął, wyciągając medyczkę z lecznicy, prowadząc ją do miejsca, w którym znalazł to “jajo”.
— Jeśli to jest kolejny kamień, to przysięgam, że ciebie zabije… — mruknęła, idąc za nim. Droga kotów była długa, kotka nie wiedziała, gdzie ją prowadził, dopiero gdy ujrzała znajomy jej klif, ta się rozluźniła. Wiedziała, gdzie jest. Byli w pobliżu granicy z Klanem Nocy, czyż nie? Okolice Sowiego Strażnika, mówiąc dokładniej. Mroźny Wicher prowadził kotkę przez krzewy, zatrzymując się dopiero przy jednym z nich.
— To tutaj! — odparł kocur, rozchylając krzewy, odsłaniając dziwny, okrągły przedmiot. Fakt, wyglądało ono jak jajo, jednak czy nim było? Kształt podobny, ale kolor zdecydowanie nie. Wydawało się ono przeźroczyste, a w środku coś się poruszało, jakby jakieś dziwne stworzonko, którego nie była w stanie określić… Jednak nie przypominało ono żadnego żywego zwierzęcia. Nie wyglądało to, jak ptak. Łap ono miało cztery, a głowa taka jakaś dziwna, zdeformowana… Skorupa była przeźroczysta, więc ta mogła zobaczyć wnętrze tego “jaja”.
— Fakt, wygląda to, jak jajo… Ale nie bierzmy tego. Zostaw to tutaj, nie wiemy, czym ono jest… Lepiej poszukaj innego, ono jest jakieś dziwne, ale zdecydowanie nie należy do ptaka — wytłumaczyła szylkretka, odchodząc z kocurem od tego dziwnego jaja. Czasami lepiej jest nie dotykać tego, co obce.

03 maja 2025

Od Wiecznego Zaćmienia CD. Jarzębinowego Żaru (Jarzębinowej Łapy)

Gdy Wieczne Zaćmienie usłyszała słowa medyczki, ta podniosła brew zaskoczona. Nigdy nie była w stanie zbudować jakiejś głębszej relacji z młodszą kotką z sąsiedniego klanu. Można było powiedzieć, że żółtooka unikała Jarzębinowego Żaru. Powodów mogło być wiele, jednak największym z nich było pochodzenie medyczki. Była ona z Klanu Wilka, a przez jedną… Sytuację, Wieczne Zaćmienie nabrała jakiegoś wstrętu do ich przynależności. Coś mocno śmierdziało.— Szukałaś mnie? Dlaczego? — odbiła pytanie kocica, a jej ogon przeciął powietrze. Niepewnie zerknęła na drugą. Była ona drobna i szczupła, nie powinna stanowić zagrożenia… Wieczne Zaćmienie rozejrzała się, aby upewnić się, że nie ma nigdzie kolejnego kota, ta rozluźniła mięśnie. — Gdzie zgubiłaś resztę patrolu? — zapytała żółtooka.
— Poprosiłam ich, aby zostali po naszej stronie granicy — miauknęła w odpowiedzi, spuszczając wzrok na swoje łapy. — Szukałam cię dlatego, że potrzebuje z tobą o czymś pilnie porozmawiać… — odparła.
Wieczne Zaćmienie zakłopotana przekrzywiła głowę, a kolejne pytanie nasunęło jej się na język.
— Jeśli masz jakieś pytanie dotyczące Klanu Klifu, to wątpię, że będę w stanie udzielić ci na nie odpowiedzi — mruknęła medyczka. Nie mogła udzielać informacji o ich klanie, nawet jeśli nie zostałaby za to ukarana, są to sprawy klanu. Jeśli Jarzębinowy Żar przyszła tutaj, aby wyciągnąć od niej te informacje, to niech wie, że jej się to nie uda.
— Ach, nie! Nie przyszłam wypytywać o klan… Bardziej o.. — zatrzymała się, starając się dobrać słowa. — Bardziej o medykowanie? — wymruczała niepewnie.
— Chcesz się mnie zapytać o medycynę? Myślę, że Cisowe Tchnienie również byłaby w stanie udzielić ci na to pytanie odpowiedzi, ma ona więcej doświadczenia — wymruczała. — Chyba że jest to całkiem inny temat? — dodała, spoglądając na Jarzębinowy Żar.

<Jarzębino? Czego potrzebujesz?>

30 kwietnia 2025

Od Wiecznego Zaćmienia

Wieczne Zaćmienie, to szylkretka o delikatnym futrze i żółtych, jasnych oczach, które dokładnie skanowały pobliskie polany, poszukując przydatnych ziół. Spodziewała się wszystkiego, tylko nie tego pewnego liliowego wojownika, który bardzo szczęśliwie grzebał w zaroślach.
— Czy oczy mnie mylą, czy to Mroźny Wicher również przyłączył się do grzebania w krzewach, aby znaleźć jaja? — zapytała kocica, przekrzywiając głowę. Mroźny Wicher prawie wyskoczył z własnej skóry, nerwowo odwracając łeb na widok szylkretowej kotki. — Nie sądziłam, że w nich gustujesz — dodała.
— Ja niczego nie szukałem! — miauknął, kręcąc głową. — Co ty tu robisz, swoją drogą? Nie powinnaś być… Nie wiem, w lecznicy lecząc koty? — prychnął.
— Dla twojej wiadomości, medycy nie są przywiązani pnączami do ich legowiska. My też musimy wychodzić z obozu, aby znaleźć potrzebne nam zioła — powiedziała, wskazując na kępkę tymianku, który leżał przy jej łapach. — Potrzebujesz pomocy z szukaniem jaj? Jestem w tym całkiem dobra — zapytała, wymuszając uśmiech w stronę kocura. Ten jedynie westchnął i skinął głową. Parka kotów przeczesywała krzewy, starając się odszukać, chociaż najmniejsze możliwe jajo na całych terenach Klanu Klifu! Może im się coś uda…
— A tam? Szukałaś w tym miejscu już? — zapytał kocur, wskazując głową w jednym kierunku. Medyczka podążyła za nim wzrokiem, lądując na wysokiej, suchej trawie, którą kocur wskazał. Szylkretka w podskokach do niej ruszyła, rozsuwając zarośla, tylko aby po krótkiej chwili uśmiechnąć się szeroko. Znalazła jajo sierpówki!

Od Wiecznego Zaćmienia

— Po co my ich szukamy? — zapytała Pikująca Jaskółka, spoglądając na Wieczne Zaćmienie, która grzebała w wysokich trawach. Medyczka była w stanie łatwo stwierdzić, że kocica się nie wyspała. Cały poranek kremowa nic tylko narzekała! To na pogodę, to na sposób, w jaki układa jej się futra, to, że wiatr źle wieje i piach wlatuje jej do oczu! Tragedia normalnie z tą kotką…
— Jaskółko, mówiłam ci już, obiecałam Pietruszkowej Błyskawicy ładne ptasie pióro, nikt ci nie kazał ze mną iść! — prychnęła, celowo uderzając zielonooką ogonem w pysk.
— Wolałam iść po jakieś głupie pióra, niż brudzić sobie łapy brudnymi legowiskami… — odpowiedziała, robiąc krótką przerwę. Wojowniczka następnie podniosła wzrok, lądując nim na szylkretowej kocicy. — Swoją drogą, mówiłam ci, abyś nie mówiła na mnie Jaskółka! Brzmi to, jakbyś mówiła do jakiegoś kociaka, który jeszcze tyłka poza obóz nie powinien wystawiać.. — odparła.
— Cóż, może momentami zachowujesz się jak kociak — medyczka się zaśmiała, wracając do swoich poszukiwań.
— Nie mów tak o mnie! Nie jestem kociakiem — powiedziała, strosząc futerko na swoim grzbiecie. Kremowa szybkim krokiem zbliżyła się do medyczki, a gdy znalazła się na tyle blisko, ta tupnęła nóżką.
— Ostrożnie! Zadeptasz gniazdo, które jakiś głupi drozd tu zbudował… — odparła żółtooka, wskazując na zawiniątko z patyków ukryte w wysokiej trawie, w którym leżało jedno, błękitne ptasie jajo.
— Och, wybacz — mruknęła, odrobinę speszona. Tego dnia Pikująca Jaskółka nie robiła więcej problemów…

Od Wiecznego Zaćmienia

— Mysi Postrachu! Gdzie uciekasz? — zapytała Wieczne Zaćmienie, zerkając na czarnego kocura, który właśnie skakał niczym zając przez wysokie trawy. Wyglądał na tak szczęśliwego, że żal było mu przerywać jego zabawę… Niby taki dorosły wojownik, a momentami dalej przypomina kociaka! Wieczne Zaćmienie pamiętała, jak ten jeszcze krzywo łapy stawiał i nie mógł przejść z punktu A do punktu B bez upadku… Wspaniałe wspomnienia.
— Nie uciekam, ja tylko rozglądam się za jajami! — odpowiedział, energicznie wybijając się z ziemi, rzucając się w pobliskie zarośla, tylko aby dwójka kotów usłyszała głośne chrupnięcie.
— Jesteś pewien, że właśnie nie wylądowałeś na jednym z nich? To chrupnięcie brzmiało jak jajko, gdy się na nie nadepnie… — odpowiedziała szylkretka. Kocica rozejrzała się na boki, upewniając się, że w pobliżu nie ma żadnej mewy, która mogłaby napaść na dwójkę kotów, a następnie ruszyła w stronę kocura. — No, wstawaj — wymruczała, gdy znalazła się na tyle blisko.
— Wiesz… Chyba mi tu wygodnie — odparł wojownik, nerwowo odwracając głowę.
— Nie marudź, wstawaj! — prychnęła medyczka, łapiąc młodszego za ogon, i siłą ściągając go z plątaniny gałązek, która przypominała gniazdo… Duże gniazdo. Gdy medyczce udało się zrzucić kocura z wiązanki, była w stanie dokładniej jej się przyjrzeć. Miała rację, było to gniazdo, a w środku niego dojrzała rozbite, duże jajo, które najprawdopodobniej należało do mewy… — Świetnie, czyli to jednak było jajo… I to jeszcze mewy. Uciekajmy, bo za moment zjawią się tu rodzice, a ja nie chce dostać po zadzie od ptaka — odparła.

Od Wiecznego Zaćmienia

Mysi Postrach niemal podskakiwał w miejscu, podczas gdy Wieczne Zaćmienie szperała w koronach drzew, starając się odnaleźć ptasie jajo. Mimo iż udało się kocurowi osiągnąć jego cel, to ten dalej nie porzucił jego obsesji na punkcie ptasich jaj…
— Znalazłaś coś? — krzyknął kocur, płosząc kilka ptaków. Dlaczego to akurat żółtooka musiała zostać jego wsparciem w szukaniu jaj? Miała inne rzeczy na głowie! Leczenie innych, zbieranie ziół, patrzenie się na Pietruszkę i podziwianie jej cudownego futra i tych wspaniałych oczu… Tak, same ważne rzeczy!
— Nie, jeszcze nic! Cierpliwości trochę! Jeśli zależy ci na czasie, to sam mógłbyś zacząć ich szukać! — miauknęła w odpowiedzi kocica, strzepując ogonem. Czas się skupić… Wieczne Zaćmienie szukała go i szukała! Szperała w gałęziach drzew, starając się odnaleźć coś… Interesującego. Mogło być to samo gniazdo lub zbite jajo, tylko aby nie było porażki… Wstyd, szukać po całym drzewie, tylko aby znaleźć liście i ani jednego jaja!
— No i jak tam… Masz coś? — wymruczał kocur, przekrzywiając łeb.
— Mysi Postrachu, jeśli jeszcze raz mnie o to zapytasz, to przysięgam, że cię wciągnę na to drzewo za ogon! — odpowiedziała, posyłając mu spojrzenie, które oznaczało kłopoty.
— Dobrze, już dobrze! Zero stresu Zaćma, złość piękności szkodzi, a ty nie masz jej wiele… — wymruczał, śmiejąc się.
— Ty mały… — zaczęła mówić, podnosząc się w górę, jednak krótko po tym poczuła, jak gałąź ugina jej się pod łapami, a ona sama spada. Lądowanie na Mysim Postrachu nie należało do przyjemnych. Gdy medyczka podniosła się z młodszego, ta otrzepała swoje rudo-czarne futro, doprowadzając je do ładu. Momentami było ono w stanie tragicznym… Dopiero wtedy zauważyła coś w kąciku oka, mały, okrągły przedmiot.
— Co tam masz? — zapytał, podążając za wzrokiem kotki.
Medyczka wstała z ziemi i zrobiła kilka kroków w kierunku tajemniczego przedmiotu. Wyglądało ono jak jajo, takie dziwne… Niby jajo, ale jakieś takie inne. Dlaczego inne? Cóż, może dlatego, że na środku skorupki miało dziwne malowidła. Przypominało to uśmiech.
— Jakieś dziwne jajo, może lepiej je zostawmy.. — zaproponowała, a Mysi Postrach skinął głową.
— Jasne, to co, wracamy już? — zapytał.
— Możemy już wracać, idziemy, Mysi Postrachu! — miauknęła Wieczne Zaćmienie, wyruszając.

Od Wiecznego Zaćmienia

— Zaćmienie, szybko! Bo jaja zaraz się wyklują i odlecą! — miauknęła Pikująca Jaskółka, z którą medyczka udała się na drobne poszukiwania w okolicy klifu.
— Co jeszcze… Jaskółko, jaja same nie uciekną. Nie wykluły się przez całą porę zielonych liści, to nagle się wyklują i uciekną? — zaśmiała się szylkretka. — A jeśli myślisz, że wyrosną im łapy i uciekną, to mogę cię zapewnić, że to się nie stanie — dodała kocica.
— A co jeśli były to takie… Specjalne jaja? Hm? Co wtedy? — zapytała kremowa, podskakując do rudo-czarnej. Żółtooka zamrugała, skanując pręgowaną kotkę.
— Chyba nie dorwałaś się do ziół halucynogennych? — upewniła się medyczka.
— Znowu się ze mnie śmiejesz! — parsknęła, tupiąc nóżką. — Mniej gadania, więcej szukania!
I tymi słowami Pikująca Jaskółka dała nura w pobliskie wysokie trawy, znikając z zasięgu wzroku kotki. Wieczne Zaćmienie zauważyła, jak wojowniczka z każdym dniem coraz bardziej się zmienia… Fakt, dalej dostawała w pysk wrednym komentarzem od czasu do czasu, gdy ta zapomniała o filtrze w pysku, chociaż nie było aż tak źle.
Koteczka zerknęła w kierunku Pikującej Jaskółki, której ogon wystawał z wysokiej trawy, kołysząc się na boki.
— I jak, masz coś? — zapytała szylkretka, a wojowniczka podskoczyła w górę.
— Tak! Mam! Znalazłam jajo sierpówki! — wymruczała. — Myślisz, że smakują inaczej od tych, które składają drozdy? — zapytała.
— Nie zjadaj go… — westchnęła medyczka.

Od Wiecznego Zaćmienia

— I ty zamierzasz to komuś podać? — wymruczała Pikująca Jaskółka, która ostatnio zaczęła coraz częściej przebywać w pobliżu medyczki. — To wygląda jak zielone błoto, jesteś pewna, że nikogo tym nie zabijesz? — zapytała.
— Raczej nikogo tym nie zabiję. Swoją drogą, ta maź trafi na użądlenie, a nie do pyska kota — odpowiedziała medyczka. — Jest to odrobinę liści jeżyn, aby złagodzić użądlenie pszczoły. Fakt, są trujące zioła, ale raczej z nich nie korzystamy tutaj.. — dodała.
— Nuda, gdybym ja była medykiem, to nigdy bym takiego zioła kotu nie podała! Wygląda ono okropnie! — prychnęła, wstając z miejsca.
— To dobrze, że nie jesteś medykiem.. — powiedziała kocica.
— Dobra tam, idziemy na spacer, może znajdziemy kilka ładnych ziół… Które to były? Takie kwiatki czerwone.. — zamyśliła się kremowa.
— Masz na myśl mak? — upewniła się.
— Tak! Mak, dokładnie! Może go znajdziemy i jakieś inne przydatne rzeczy.. — wymruczała Pikująca Jaskółka, powoli kierując się w stronę wyjścia. Wieczne Zaćmienie nie miała nic lepszego do roboty, więc ruszyła za wojowniczką. Może nauczyłaby ją czegoś… Reszta tego dnia dla kotek minęła bardzo przyjemnie i spokojnie. Medyczka pokazała gdzie występują maki na terenach Klanu Klifu, również pokazując kotce lawendę. Zauważyła, że Pikująca Jaskółka bardzo polubiła zioła, które kwitną. Wojowniczka twierdzi, że nie są one AŻ TAK obrzydliwe.

29 kwietnia 2025

Od Wiecznego Zaćmienia

— Czy w tej lecznicy zawsze tak… Śmierdzi? — zapytała Pikująca Jaskółka, wchodząc do lecznicy bez zapowiedzi. Wieczne Zaćmienie siedziała na jednym z legowisk, czyszcząc swoje futro. — Ty też śmierdzisz, swoją drogą… — wymruczała kocica, zerkając na medyczkę.
— Ja śmierdzę? Czym? — zapytała, niepewna czy powinna się obrazić. Pikująca Jaskółka była dziwnym kotem.
— No… Tym! — odparła, wskazując na ich magazynek.
— Ziołami? — upewniła się szylkretka niepewnie, zerkając na skupisko ziół. Fakt, wiele z nich nie pachniało najlepiej, ale duża część z nich nie pachniała… Aż tak źle. Okej, może miała rację, faktycznie mogła śmierdzieć. Pewnie śmierdziała gorzej niż nie jeden trup!
— No… Ziołami — powtórzyła. — Proszę, możemy iść stąd? Nos mi odpadnie! — wypłakała, próbując wyciągnąć Wieczne Zaćmienie na zewnątrz. Medyczka jedynie pokręciła głową, a po chwili ruszyła w stronę wyjścia, trzymając się blisko Jaskółki. Kocice wędrowały i wędrowały, aż te nie dotarły do klifu, który znajdował się całkiem blisko Sowiego Strażnika. Było to znajome miejsce w świecie medyczki. Często tu chodziła po różne zioła… Pikująca Jaskółka zatrzymała się, odchodząc w pobliskie wysokie trawy, podczas gdy mewy szybowały wysoko na niebie.
— Siadaj, zdradzę ci kilka sekretów, jak nie cuchnąc trupem! — powiedziała kremowa, wskazując na trawę. Gdy Wieczne Zaćmienie usiadła, Pikująca Jaskółka zrobiła to samo, z różnicą taką, że ta usiadła na ptasie gniazdo… Medyczka usłyszała chrupnięcie, a w panice Pikująca Jaskółka wstała z miejsca. Jak się okazało, w środku gniazda było jajo sierpówki… A dlaczego było? Może dlatego, że fragmenty skorupki, białka i żółtka właśnie oblepiały zad panikującej wojowniczki. To się nazywał pech.

Od Wiecznego Zaćmienia

Szylkretka była w środku przygotowania następnej dawki ziół dla jednego z chorych, gdy do lecznicy nagle wślizgnęła się Pikująca Jaskółka, niezauważona przez medyczkę.
— Widziałaś, co zrobiła Zagubiony Obuwik ze swoim futrem? — parsknęła wojowniczka, wpychając się na jedno z legowisk. Wieczne Zaćmienie mało co nie podskoczyła, gdy usłyszała jej głos za sobą.
— Zagubiony Obuwik? Mówisz o tym, że ta ostatnio zaczęła nosić kwiaty w futrze? — zapytała medyczka, przekrzywiając głowę.
— No… Trochę tak, ale tutaj pojawia się pytanie! Od kogo dostaje te kwiaty? — powiedziała dramatycznie wojowniczka, zachowując się, jakby było to najważniejsze wydarzenie w całym lesie.
— Może sama je zebrała? — zasugerowała kotka, posyłając niepewne spojrzenie kremowej.
— Och, nie umiesz w plotki! — prychnęła, odwracając łeb, naburmuszona postawą kotki, jeśli chodziło o jej podejście do plotek.
— No wybacz mi, ale nigdy nie mam czasu, aby o nich słuchać. Chociaż jeśli chcesz, to właśnie wychodzę po zioła poza obóz, to możesz mi potowarzyszyć i wyszeptać kilka z nich — powiedziała medyczka, kierując się w stronę wyjścia z lecznicy.
Pikująca Jaskółka zatrzymała się na krótką chwilę, odrobinę niezadowolona faktem, że ta musi towarzyszyć kotce przy pracy, aby poplotkować, jednak myśl o plotkach z medyczką ją skusiła. Wojowniczka prędko wstała z legowiska, ruszając za szylkretką.

Kocice wędrowały przez tereny Klanu Klifu. Wieczne Zaćmienie przebierała w ziołach, a Pikująca Jaskółka nadawała niczym radio!
— Od czego tu zacząć… — wymruczała, zbierając swoje myśli. — Och! Wiem, słyszałaś, że Mroźny Wicher kręci z jakimś wojownikiem? Ach, jak mu tam było… — powiedziała, starając się sobie przypomnieć imię kocura. Wieczne Zaćmienie mało kiedy rozmawiała z wojownikiem, nie byli oni blisko. Wiedziała jedynie, że jest on bratem Pietruszkowej Błyskawicy i to tyle! — Pamiętam! Mroźny Wicher kręci z Promienistym Słońcem! — ogłosiła, a szylkretka zrobiła wielkie oczy. Czy ona usłyszała dobrze?
— Z moim bratem?! — zapytała, zatrzymując się.
— Och! Promieniste Słońce to twój brat? Dobrze wiedzieć! — wymruczała, jakby właśnie nie zrzuciła tak ważnej informacji na głowę medyczki. — Wracając, tam jest gniazdo! — powiedziała, wskazując na pobliską wiązankę z gałązek, odbiegając. Wieczne Zaćmienie nawet nie miała szansy, aby dopytać o to… Pozostało jej jedynie ruszyć za wojowniczką. Gdy Wieczne Zaćmienie zdołała zbliżyć się na tyle mocno do wojowniczki, ta zauważyła… Niebieskie skorupki w ciemne kropki. Dlaczego skorupki? Bo medyczka właśnie wbijała swoje żółte ślepia w Pikującą Jaskółkę, która delektowała się jajami drozda…
— No co? Słyszałam, że są dobre na futro… — wymruczała.

Od Wiecznego Zaćmienia

— Zaćmienie! — wypłakała Pikująca Jaskółka, wbiegając do lecznicy medyków. Szylkretka była w środku układania ziół w magazynku, sprawdzając, czego im brakuje.
— Coś się stało, Jaskółko? — zapytała kocica, zerkając na wojowniczkę, zaniepokojona jej nagłym wtargnięciem. — Ktoś jest ranny? — rzuciła kolejnym pytaniem.
— Ranny? Nie! Ale spójrz na mnie! Wyglądam strasznie! — zapłakała, wskazując na futro na swoim grzbiecie, które najzwyczajniej w świecie odmawiało posłuszeństwa. — Przypominam trupa! I nie mów do mnie Jaskółko, już ci o tym mówiłam! — dodała.
— I to jest tak ważne, aby mnie straszyć? — westchnęła Wieczne Zaćmienie, kręcąc głową. — To nie jest choroba, Pikująca Jaskółko — odparła.
— Może i nie choroba fizyczna, ale wpływa to na moje samopoczucie! Masz może jakieś magiczne zioła, które sprawią, że będę piękna? — zapytała błagającym tonem.
— Nie, nie mam magicznych ziół. Nie zajmuję się samopoczuciem innych, jeśli szukasz wsparcia, możesz poszukać go u jednego z protektorów — prychnęła.
— No proszę! Musisz coś mieć! — ponowiła swoje pytanie.
Wieczne Zaćmienie zatrzymała się, zerkając na magazynek ziół w ich lecznicy. Nie było zioła, które sprawia, że kot czuje się piękniejszy… Może coś na uspokojenie by zadziałało? Tymianek?
— Dobrze, już dobrze, mam coś, co może ci pomóc poczuć się lepiej, ale po to musimy się przejść poza obóz. Tobie nie mogę tego bez powodu oddać, zawsze musimy mieć jedną porcję danego zioła w obozie na wypadek… Kryzysu — wytłumaczyła, jednak gdy zauważyła, jak kremowa otwiera mordkę, aby się odezwać, szylkretka się poprawiła. — Kryzysu, który nie tyczy się wyglądu.
— Okej, możemy iść.. Tylko szybko! — wypłakała, praktycznie wybiegając z lecznicy, a zaraz po tym z obozu. Zaćmienie nawet nie znalazła chwili, aby powiedzieć jej, czego szukają… Może i lepiej.

Obie kotki wędrowały wzdłuż klifu, stawiając swoje kroki ostrożnie.
— I jak! Widzisz to, widzisz Zaćmienie? — zapytała, mało co nie naskakując na medyczkę.
Żółtooka odchrząknęła, robiąc krok w bok, aby zbudować odrobinę dystansu między nimi.
— Tak, moment tylko… — westchnęła, zbliżając się do gałązek tymianku, które postanowiły wyrosnąć w tym miejscu. Prędko zerwała kilka liści, podając jej kocicy, a ta nawet nie zawróciła sobie głowy pytaniem o nie, tylko wepchnęła je do pyska.
— A co to jest? — zapytała, wskazując na coś w krzakach, gdy ta skończyła przeżuwać zioło. Przynajmniej przestała narzekać na swój wygląd… Gdy kotka się dokładniej przyjrzała, okazało się, że jest to jajo sierpówki. Co ono tu robiło, medyczka wolała nie pytać…
— Zwyczajne jajo sierpówki, może wytoczyło się z gniazda, lub jakaś głupia ptasia mama w tym miejscu je złożyła… A teraz jak się czujesz lepiej, to wracajmy — odpowiedziała, ruszając z miejsca, a Pikująca Jaskółka zaraz za nią.

Od Wiecznego Zaćmienia

Wieczne Zaćmienie wędrowała przez tereny Klanu Klifu razem z Pikującą Jaskółką. Były one… Ciekawym połączeniem, to Klan Klifu musiał przyznać.
— Dobrze wyglądam? — pytała kolejny raz kremowa, przekręcając głowę pod innym kątem, aby pokazać się medyczce. — A może lepiej wyglądam tak? — zapytała, ponownie przekrzywiając głowę, tym razem pokazując drugą stronę pyska.
— Jaskółko, wyglądasz dokładnie tak samo, jak dziesięć uderzeń serca temu… — odpowiedziała szylkretka, dalej maszerując przed siebie, podczas gdy wojowniczka dalej pokazywała siebie z różnych stron.
— Ale odpowiedz mi! Lepiej tak czy tak? — nie odpuszczała, jednak dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego, że medyczka ruszyła z miejsca. — Hej! Czekaj na mnie, i nie mów do mnie Jaskółko! Nie jestem kociakiem! — prychnęła.
Wieczne Zaćmienie pokręciła głową zrezygnowana, cicho wzdychając.
— Dobrze, mój błąd Pikująca Jaskółko — poprawiła się, specjalnie podkreślając imię wojowniczki w swojej wypowiedzi.
— To jak wtedy wyglądam? — ciągnęła temat zielonooka.
— Wyglądasz normalnie jak zawsze — odparła kocica, nie zawracając sobie głowy zatrzymywaniem się, za każdym razem gdy ta zapyta o swój wygląd.
— Czyli dobrze, tak? — upewniła się, zerkając na Wieczne Zaćmienie podejrzliwie. Wojowniczka zmrużyła oczy, dokładnie ją skanując wzrokiem. — Ty się ze mnie śmiejesz! — rzuciła oskarżycielsko.
— Ale że ja? Nigdy! — wymruczała.
— Ugh, jesteś okropna! — miauknęła, ruszając przed siebie, tylko aby po paru krokach potknąć się i upaść na ziemię. — To twoja wina — prychnęła.
— Moja? — zaśmiała się, zerkając na kremową. — O co ty się potknęłaś swoją drogą? — zapytała, dopiero dostrzegając ptasie gniazdo. Po dokładniejszej inspekcji go okazało się, że należało ono do sierpówki. Rozpoznała je po jednym, bladym jajku, które w nim leżało. Po wielu śmiechach i zaczepkach ze strony Wiecznego Zaćmienia obie kotki wróciły do obozu całe i zdrowe, jednak Pikująca Jaskółka zmusiła medyczkę do obiecania, że ta nigdy nie opowie komuś tej żenującej historii…

Od Wiecznego Zaćmienia

Słońce tego dnia bardzo powoli przesuwało się po niebie. Prawie każdy z kotów w Klanie Klifu się nudziło… Stos był pełny, a magazynek z ziołami uzupełniony. Jedyne czego przydałoby się więcej to odrobina pajęczyn, jednak każdy wie, że pajęczyny znikają tak szybko jak kałuża w upalny dzień. Pajęczyny są wykorzystywane do praktycznie wszystkiego… Tamowanie krwawienia? Pajęczyny. Przymocowanie opatrunku? Pajęczyny. Przymocowanie patyka, aby usztywnić łapę? Pajęczyny. Są one do wszystkiego!
Gdy Wieczne Zaćmienie kręciła się po obozie, nawet nie zauważyła, jak Srebrna Szadź do niej pochodzi!
— Spokojnie dzisiaj, prawda? — odezwała się wojowniczka, robiąc krok w stronę medyczki. Wieczne Zaćmienie podniosła wzrok, lądując nim na cętkowanej kocicy.
— Fakt, bardzo spokojnie — odparła, prędko nakładając uśmiech na pysk. — Jeśli chcesz, to możesz się ze mną gdzieś przejść… Byłoby fajnie — dodała kotka.
— Mhm, mogę — odpowiedziała krótko niebieska szylkretka. Wieczne Zaćmienie wiedziała, że ta nie potrzebuje zbyt wielu słów, aby wyrazić to co myśli. Wiedziała, że nie powinna na nią naciskać. Młodsza jedynie skinęła głową, a po chwili ruszyła z miejsca, kierując się w stronę wyjścia z obozu. Może uda im się coś znaleźć…

Wędrówka kotek nie trwała jakoś długo. Droga minęła całkiem szybko, w porównaniu do tego jak ten dzień się dłużył. Nawet nie zorientowała się, gdy dwójka dotarły do znajomego im klifu, w pobliżu Sowiego Strażnika.
— Co teraz? — zapytała starsza, zerkając na rudo-czarną swoimi niebieskimi oczami.
— Ach, sama nie wiem… Można się pokręcić i coś poszukać — wymruczała, a wojowniczka skinęła głową. Starsza ruszyła w swoją stronę, oddalając się w cień, aby najprawdopodobniej odpocząć. Cóż… Poszukiwania najwidoczniej pozostawiła żółtookiej. Tego dnia medyczka zdołała znaleźć kilka jaj sierpówki.

Od Wiecznego Zaćmienia

— Jesteś pewna, że to dobry pomysł..? — zapytał Szary Klif, który właśnie nachylał się nad urwiskiem w poszukiwaniu gniazd.
— Tak tak, doskonały, wszystko będzie dobrze! Cały czas to robię z Pietruszką… — wymruczała szylkretka, obserwując, jak protektor zagląda do wgłębień w skarpie, aby znaleźć potencjalne ptasie gniazda.
— Jak się połamię, to twoja wina będzie.. — odpowiedział.
Medyczka w odpowiedzi się zaśmiała, a następnie przewróciła oczami. Pamiętała, jak w tym samym miejscu szukała ptaków razem z Pietruszką… Znalazła wtedy jaja pleszki, o ile dobrze pamięta… Był to bardzo przyjemny i romantyczny dzień z jej ukochaną.
— Hm… Widzisz coś? — zapytała medyczka, delikatnie się wychylając, jednocześnie zachowując bezpieczną odległość. Nie chciała spaść z klifu… Byłoby to żenujące. Członek Klanu Klifu spadł z klifu…
— Raczej nic tam nie ma — odparł, podnosząc się i otrzepując swoje niebieskie futro z piachu.
— Ach! Jaka szkoda, liczyłam, że znajdziemy coś przydatnego… — wymruczała koteczka.
— Przydatnego? Od kiedy ptasie jaja są przydatne? Lub świadomość gdzie budują gniazda… — przewrócił oczami kocur.
— Oj tam, nie łap mnie za słowa wujku — powiedziała żółtooka, ruszając w przeciwnym kierunku. Myślała, że zaraz będą wracać, gdy nagle nie nadleciała ogromna mewa… Och Klanie Gwiazdy, jakie było to ogromne! Większość jej ciała było białe, za to skrzydła duże i szare. Medyczka obserwowała, jak ta leci w stronę wysokich traw, gładko lądując w niczym innym jak gnieździe. Okazało się, że była to ptasia mama, która starała się wykluć swoje pisklę… — Widzę mewę, może wracajmy już… Nie chcemy ich zdenerwować — powiedziała, a zielonooki skinął głową.
— Racja, czas wracać. Poszukiwania udane? — zapytał, zerkając na młodszą.
— Tak, jest ono udane — odpowiedziała.

Od Wiecznego Zaćmienia

— Jaja! Znajdę je wszystkie! — wykrzyczał protektor, przeczesując krzewy w poszukiwaniu jaj. — Przysięgam na wszystkie pióra w moim ogonie, że je znajdę! — ogłosił.
Wieczne Zaćmienie podniosła jedynie brew, spoglądając na jego ogon.
— Kornikowa Koro, ale ty nie masz piór w ogonie..? — miauknęła, zastanawiając się, czy może ten nie dorwał się do ziół, które mogły spowodować jakieś halucynacje… — Swoją drogą, po co ci te ptasie jaja? Już słyszałam o obsesji Mysiego Postrachu, ale po tobie się tego nie spodziewałam, co, chcesz je wysiedzieć i zostać ojcem trójki piskląt? — zaśmiała się, a czekoladowy przewrócił oczami.
— Wiesz co, to nie jest taki zły pomysł… — wymruczał, grzebiąc w krzakach. — A teraz pomóż mi! — dodał na sam koniec.
Wieczne Zaćmienie nie była w stanie mu odmówić. Przykucnęła w jego pobliżu, również zabierając się za poszukiwania. Może “marzenia” kocura o zostaniu ojcem piskląt się spełnią.
— Dobrze, już się za to zabieram! — miauknęła w odpowiedzi.
— Tylko nie rozdepcz ich! — pośpiesznie rzucił, a medyczka skinęła głową. Kocur szukał ich i szukał, kręcił się po zaroślach, wciskał pod krzewy, robił wszystko, tylko aby je znaleźć, jednak jego wysiłek poszedł na marne, tego dnia nie udało się znaleźć ani jednego ptasiego, a jaka szkoda… Kocur wygląda na wspaniałego ptasiego ojca! Może kiedyś ukradnie jakiegoś kociaka i go podaruje kocurowi? Zawsze coś.

Od Wiecznego Zaćmienia

Wieczne Zaćmienie spacerowała przez tereny Klanu Klifu, docierając do okolic Kaczego Bajorka, widząc Pogorzelisko w oddali. Był to spokojny dzień, jednak Szary Klif napędził jej stracha. Powiedział, że najstarszy z protektorów gdzieś wyszedł i nie wrócił! Nie chciał tym martwić innych, dlatego poprosił medyczkę, aby ta się przeszła po terenach i spróbowała go znaleźć.. Nie było to wymarzone z zajęć medyczki tego dnia, ale nie potrafiła mu odmówić.
Dopiero wtedy zauważyła w oddali czekoladową sylwetkę, która siedziała przy zbiorniku wodnym.
— Za cicho dziś… — wymamrotał Kornikowa Kora, szurając lewą łapą po ziemi. — Nawet ptaki przestały odpowiadać na moje żarty — prychnął sam do siebie, a po chwili rozpoczął swój monolog.
Dopiero wtedy Wieczne Zaćmienie wyłoniła się z wysokiej trawy, szturchając go w grzbiet.
— Może zauważyły, że twoje żarty mają na celu odwracać innych? — zapytała, przysiadając obok niego. — Dużo kotów już to zauważyła, że traktujesz żarty jak odskocznie od rzeczywistości.
— Och, nie musiałaś tego mówić wprost! Myślałem, że medycy są delikatniejsi ze słowami! — odparł Kornikowa Kora, przewracając oczami. — Co, humoru dziś nie masz? — zapytał.
— Nie mowa tu o mnie, a o tobie. Gdzie ty byłeś? Szary Klif zaczął się martwić! Aż poprosił mnie, abym ciebie odszukała, a ty tu sobie odpoczywasz? — rzuciła szylkretka. — Ktoś musi się martwić o ciebie, jak ty sam o siebie zadbać nie potrafisz — mruknęła.
— Łatwiej się troszczyć o kogoś, gdy to nie dookoła ciebie skaczą — odpowiedział.
— Łatwiej się udaje, że nic tobie nie jest — odbiła żółtooka, strzepując ogonem. — Łatwo jest machnąć łapą na wszystko i udawać, że nic ciebie nie rusza. Łatwo jest odwrócić wszystko w żart, mam rację? — powiedziała, wbijając swoje spojrzenie nie w pysk kocura, a w wodę, obserwując swoje odbicie.
— Wiesz… — zaczął mówić czekoladowy, nerwowo odwracając wzrok. — Czasami zastanawiam się, jak to byłoby zostać wojownikiem, a nie protektorem. Pamiętam, jak moje rodzeństwo zostało mianowane… Byłem tak zazdrosny — wymruczał. — Może miałbym ucznia, którego mógłbym nauczyć, jak się walczy? Może byłbym odrobinę inny.
— A może byś się nie zmienił, niepełnosprawność nie może ci mówić, jakim kotem jesteś lub będziesz — odpowiedziała medyczka, a jej ogon sunął po ziemi, owijając się dookoła jej łap.
— Nie zależy mi na sławie jako wojownik, nie zależy mi na tych wszystkich walkach lub codziennych patrolach. Zależy mi na tej możliwości wyboru, której nigdy nie otrzymałem. Chciałem mieć tylko wybór, możliwość wybrania własnej ścieżki — powiedział czekoladowy. — Szkoda, że nie każdy to dostrzega — odparł smutno. — Nie każdy rozumie to, z czym się męczę. Nie każdy widzi moje cierpienie, o ile tak to można nazwać… — dodał na koniec.
— Ja to widzę — odpowiedziała żółtooka, zanurzając swoją łapę w wodzie. — Może nawet lepiej niż ty sam, Kornikowa Koro? — wymruczała, żartobliwie ochlapując protektora wodą.
— Może kiedyś nauczę się patrzeć na innych, tak, jak ty to robisz — odpowiedział, wycierając swoje futro. Czekoladowy zrobił krótką przerwę, przenosząc swój wzrok na Wieczne Zaćmienie, skanując ją pomarańczowymi ślepiami. — Wiesz co? Byłby z ciebie dobry protektor, jesteś w tym dobra — dodał, a medyczka się ciepło uśmiechnęła. Nie był to ten sztuczny, fałszywy uśmiech. Był on prawdziwy.
— Ach… Dziękuję — odpowiedziała, a kocur odwzajemnił uśmiech szylkretki. — To co, może krótki spacerek i do obozu? Może coś znajdziemy… — zapytała.
— Chętnie! — odparł, podnosząc się z ziemi, a kotka zaraz za nim. Na zakończenie tego przyjemnego dnia, dwójka znalazła gniazdo drozda, a w nim kilka niebieskich jajek, w tym kilka piór… Będzie miała o czym opowiadać Pietruszkowej Błyskawicy, jednak ta rozmowa pozostanie sekretem.

Od Wiecznego Zaćmienia

Protektor Klanu Klifu stał na uboczu, przyglądając się obozowi Klanu Klifu, wypatrując potencjalnych nieporozumień lub sprzeczek, które mógłby rozwiązać, jednak o dziwo, nie zauważył niczego nadzwyczajnego. Dopiero wtedy zauważył Wieczne Zaćmienie, która wędrowała w stronę wyjścia z obozu. Widząc to, czekoladowy ciepło się uśmiechnął, ruszając w stronę medyczki.
— Och, a kogo ja tu widzę, nasza asystentka Liściastego Futra! — wymruczał kocur, posyłając uśmiech kocicy. — Masz może jakieś magiczne zioła na nudę? — zapytał. — W tym obozie nic się nie dzieje! Wieczne Zaćmienie odwzajemniła uśmiech kocura, zatrzymując się przed nim.
— Zioła na nudę? Wątpię, raczej nie mamy takich rzeczy… Chyba że liczysz zioła, które mogą wywołać halucynacje, ale ich to nie podaję — zażartowała kocica. — A jak tam twoja łapa? Nie dokucza ci, mam nadzieję — zapytała łagodnie, kierując swój wzrok na pustą przestrzeń w miejscu, w którym powinna znajdować się łapa.
— Jak moja łapa? Cóż, dalej jej nie mam, to jest pewne — odparł kocur. — Przynajmniej mam wymówkę, aby nie latać w każdym możliwym kierunku, nosząc mech, a zamiast tego mogę poprosić jednego z uczniów, aby zrobił to za mnie! — powiedział Kornikowa Kora, dumnie wypinając pierś do przodu.
— To… Nie jest, o co pytałam… — wymruczała, kryjąc swój własny uśmieszek. Musiała to mu przyznać, że żart protektora całkiem mu wyszedł. — Może chciałbyś się ze mną przejść na spacer? Może nie będą to magiczne zioła na nudę w obozie, ale zawsze się czymś zajmiesz. Poszukamy może kocimiętki lub jakiś ładnych świecidełek!
— Spacer? Ach, kim ja jestem, aby ci odmówić! — odparł, ruszając z miejsca za kocicą. Tego dnia dwójka niestety nie zdołała znaleźć ukrytych skarbów lasu, ale przynajmniej dali radę poznać siebie odrobinę lepiej… Kornikowa Kora był miłym kocurem.

Od Wiecznego Zaćmienia

— Wieczne Zaćmienie! Co tam tak szukasz w tej trawie? — zapytał Mniszkowy Nektar, podchodząc do medyczki, która grzebała w krzewach i trawach. Medyczka podniosła się, otrzepując swoje futro.
— Och, nic takiego! Szukam tylko jaj, chcę zobaczyć, czy może jakieś ptaki jeszcze się nie wykluły.. — wymamrotała, zerkając na kocura. — Chciałbyś mi pomóc? O ile masz czas i chęci! — wymiauczała.
— Czy ci pomóc? Cóż, mam czas jak i chęci, więc chyba nic nie stoi na przeszkodzie. Które krzewy zacząć przeszukiwać? — zapytał wojownik.
— Możesz rozpocząć od tych tutaj! — odpowiedziała, wskazując na pobliskie zarośla. — Tych jeszcze nie sprawdziłam — dodała kotka, zerkając krótko na liliowego.
— Jasne! Mam nadzieję, że coś interesującego znajdziemy… — dodał kocur.
Czarna szylkretka i liliowy kocur cały czas przeszukiwali różne krzewy, starając się znaleźć chociaż jedno jajo! Niby odnalezienie go nie byłoby aż takim dobrym znakiem, że ptaki wykluwają się w Porze Opadających Liści, ale co poradzić na to?
— I jak, masz coś? — zapytała medyczka po dłuższej chwili, przenosząc swój wzrok z kolejnego pustego gniazda na kocura, którego spojrzenie było równie zawiedzione co jej.
— Nic, same puste gniazda, może jakieś zwierze jaja wyjadło? Albo tak się poszczęściło, że większość zdołała już się wykluć… — odpowiedział kocur, strzepując swoim ogonem. Wojownik przysiadł obok medyczki, oczyszczając swoje futro z liści, które zdołały się wplątać w jego futro. — Wracamy już? — zapytał krótko, a Wieczne Zaćmienie skinęła głową.
— Wracamy — odpowiedziała.

Od Wiecznego Zaćmienia

Tego dnia Rozświetlona Skóra, brat Wiecznego Zaćmienia, postanowił zdradzić medyczkę Klanu Klifu. Kotka nigdy wcześniej nie czuła się aż tak… Oszukana. Pojawia się teraz pytanie, w jaki sposób została szylkretka oszukana? Wszystko zaczęło się poprzedniego dnia, gdy ta rozmawiała z kocurem. Obiecali sobie, że następnego dnia o świcie przejdą się na krótki spacer, aby ten zapolował, a ona zebrała kilka ziół, jednak gdy zjawiła się pod wejściem do obozu, zamiast znajomego jej kocura, spotkała tam Złotą Łapę. Medyczka stanęła jak wryta.
— Witaj, Wieczne Zaćmienie — przywitał się kocur, dumnie się prostując.
— Cześć, Złota Łapo.. — odpowiedziała, dyskretnie rozglądając się na boki, jednak gdy nie zauważyła swojego brata, ta postanowiła zapytać. — Czy widziałeś może Rozświetloną Skórę? Byliśmy umówieni na spacer o tej porze, ale nigdzie go nie widzę — miauknęła.
— Rozświetlona Skóra? Ach, tak, widziałem go! Już dawno temu wyszedł na patrol, powiedział, że dzisiaj idę z tobą — wymruczał kocurek. Była to zdrada, której medyczka nie mogła wybaczyć.
— Ach, no dobrze. Ale wiedz, że będziemy szukać piórek.. Muszę przynieść kilka Pietruszkowej Błyskawicy — wytłumaczyła, a kocurek skinął głową. W taki sposób medyczka została skazana na niańczenie nie tak młodego ucznia… Może uda im się coś znaleźć? Mimo iż medyczka się tego nie spodziewała, to wyjście z kocurkiem było całkiem… Przyjemne. Fakt, może i dużo gadał, ale przynajmniej udało im się znaleźć gniazdo sierpówki z jednym, drobnym jajem.