BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzicza Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzicza Łapa. Pokaż wszystkie posty

26 grudnia 2018

Od Dziczej Łapy C.D Świetlistego Potoku

Przyciśnięty przez czyjąś łapę, nie miał szans na to, by się stąd wymknąć i zapomnieć o wszystkim. Popatrzył na Czapli Potok, który najwyraźniej bardzo dobrze się bawił. Dzicza Łapa posłał mu jedno z charakterystycznych dla siebie wrogich spojrzeń, żeby ten się ogarnął i wyciągnął go z tej sytuacji, bo jego bynajmniej to nie bawiło. W końcu, to nie czekoladowy jest na terenach wrogiego klanu, leżąc pod łapą jednego z ich wojowników. Bury próbował się jakoś uwolnić, oswobodzić z tego uścisku, jednak za każdym razem, gdy to robił, nacisk na jego grzbiet stawał się silniejszy.
– Zabieraj ze... Mnie te łapsko, rozlazła glizdo! – wysyczał w jej stronę przez zaciśnięte zęby, zaś ta, nie robiąc sobie nic z jego protestów, przycisnęła jego głowę swoją drugą łapą.
– W twoich snach, płoteczko – odpowiedziała z równie przyjemnym tonem co on. – Czapli Potoku, zapytam się jeszcze raz, co ten kocur robi na naszych terenach, a na dodatek z tobą? – zwróciła się do współklanowicza. – Chyba nie trzeba ci przypominać, że jesteś wojownikiem, którego obowiązuje Kodeks Wojownika, czyż nie?
– Właśnie! – wtrąciła się ta druga, patrząc na Czapli Potok z podejrzliwością.
Syn Białej Sadzawki zerknął na nią, prychając pod nosem.
– Ty to się tam schowaj, malutka – odpowiedział z kpiącym uśmieszkiem, na co uczennica lekko nastroszyła swoje futerko.
Tym czasem, Dzicza Łapa nadal się siłował z trzymającą go przy ziemi kocicą. Mimo to, nie udawało mu się wyswobodzić z jej uścisku. Ta taktyka nie działała, obrał więc inną. Przestał się na chwilę wiercić na wszystkie strony, czekając na to, by wojowniczka nie naciskała na niego tak mocno. Trafił w dziesiątkę – po kilku uderzeniach serca, nie napierała na niego tak, jak przed paroma sekundami, co Dzicza Łapa od razu wykorzystał. Jednym, sprawnym ruchem obrócił się tak, by jego brzuch był w górze. Nie było to najbezpieczniejsze, bo całkowicie się odsłonił przed wrogiem, lecz to jedyne, co wtedy przychodziło mu do głowy. Następnie ugryzł ją w łapę, na co ta syknęła i uniosła ją do góry. Wtem bury wyśliznął się spod niej, po czym w biegu wstał, choć prawie się wywrócił. Mimo to, udało mu się dobiec do Czaplego Potoku, który po chwili dostał od Dziczej Łapy w pysk za to, że przez niego znaleźli się w tej sytuacji.

< Brzozowa Łapo? >

16 grudnia 2018

Od Dziczej Łapy C.D Czaplego Potoku

Wyglądało na to, że byli na siebie skazani na resztę tej nocy. Nie, żeby się to podobało Dziczej Łapie, czy coś...
Wbrew temu, co myślał o nim Czapli Potok, kocur o burym futrze nie zasnął od razu i wysłuchał go. W sumie... Czy miał w tej kwestii coś do powiedzenia? Nie mógł się ruszyć i powiedzieć, by czekoladowy się zamknął. Nie interesowało go to, co się dzieje w jego życiu, a tym bardziej to, że nie dostał od razu po swojej ceremonii ucznia. Dziczej Łapie się nie spieszyło do bycia wojownikiem, więc nie nadawał się do doradzania w tych sprawach. Co to za różnica – uczeń, czy wojownik? To tylko imię i ranga. Nie przykładał do tego uwagi i wszystkich traktował po równo. W przeciwnym razie byłoby to dla niego zbyt upierdliwe.
Słuchał do tej części, w której Nocna Gwiazda zarządza Klanem Burzy mniej od swojego zastępcy, a potem... Zasnął. Ból, który był dla niego bardzo wyczerpujący, minął. Czy była to zasługa Czaplego Potoku? Możliwe. Pewne było, że to przez niego Dzicza Łapa tak bardzo się nacierpiał i na pewno nie ujdzie mu to na sucho.
Wtem stało się coś, co się u niego nie zdarzało na co dzień. Nieczęsto bywał w krainie snów – zwykle była to sama czerń, pustka, z której nic nie pamiętał. Jednak teraz znalazł się w miejscu, które wydawało mu się zupełnie obce. Było ono ciemne, spowijała je czarna mgła i unosił się tu zapach stęchlizny i śmierci. Przebijająca się przez zwęglone drzewa poświata o ciemnoczerwonym jak krew kolorze była jedynym, co w jakiś sposób rozpraszało tę ciemność. Powiódł swoim wzrokiem po otoczeniu, a zobaczywszy, że znajdują się tu kości, wzdrygnął się. Gdzieś za sobą zdawał się słyszeć złowrogie, zachrypnięte szepty, jednak odwróciwszy się, nikogo nie zobaczył. Nim zdążył się podnieść, czy w jakikolwiek inny sposób ruszyć się stąd, w oddali dostrzegł czyjąś sylwetkę. Była ona krępa, a pokrywało ją czarne futro i wiele blizn. Zbliżyła się do jakiegoś krzewu, a następnie zerwała z niego coś, najpewniej jagodę, po czym zamarła w bezruchu. Po kilku uderzeniach serca bezwładnie opadła na ziemię, by po chwili w nienaturalnym tempie rozłożyć się. Jedynym, co po niej zostało, były kości i zgniłe mięso, skóra. Smród ten uderzył w nos Dziczej Łapy niczym piorun, który przecina niebo w czasie burzy. Rana na gardle zaczęła go piec, a potem... Obudził się. Gwałtownym ruchem podniósł głowę do góry. Rozejrzał się, oddychając płytko i szybko. Słońce wychylało się znad ziemi, co oznaczało, że był ranek. Jego serce nie chciało się uspokoić. Czuł się tak, jak w chwili, gdy przyniesiono do obozu martwą Zawilec. Niepokój na nowo został w nim osadzony.
Popatrzył na Czapli Potok. Spał, a ślina wyciekała mu z kącika pyska... Wprost na futro Dziczej Łapy, bowiem z niewiadomych powodów znalazł się on na grzbiecie burego. Z cichym westchnięciem wyśliznął się spod objęć czekoladowego, który w ramach protestu bąknął coś pod nosem. Wstał, a gdy chciał odejść od swojego przyjaciela, zobaczył, że na brzegu znajduje się upolowana przez niego ryba. Niewiele myśląc, podsunął ją do Czaplego Potoku tak, by po obudzeniu się miał ją przed oczami – ot, w ramach podziękowania. Zapewne nie jadł jeszcze nigdy tego zwierzęcia, więc mógł to uznać za wyjątkowy prezent.
Wróciwszy do obozu, spodziewał się, że dostanie od Dryfującego Obłoku wykład o tym, że wychodzenie z raną nie jest odpowiedzialne. Tak się nie stało. Klan Nocy był zbyt zajęty czymś innym. Dostrzegł, że zgromadzeni pod leżącym drzewem żegnają się z kimś. Słyszał płacz, zawodzenie, narzekanie, a kłębiące się wśród nich emocje utwierdziły go w przekonaniu, że ktoś umarł. Tym kimś był nikt inny jak Czarne Piórko – krępa kocica o czarnym futrze z wieloma bliznami.

< Czapli Potoku? >

15 grudnia 2018

Od Dziczej Łapy C.D Czaplego Potoku

Gdy Czapli Potok wciągnął go za sobą do wody, Dzicza Łapa wydał z siebie krzyk, a raczej coś, co by bardziej się wpasowało w skrzeczenie. Woda dostała się do jego gardła, przez co się zachłysnął. Ignorując to, że kocur, przez którego tu wylądował, ciągle się szamotał, wypełznął z rzeki na brzegi, a następnie wykaszlał to, co się dostało do jego płuc. Nie była to jakaś wielka ilość, bo uczeń w porę zamknął swój pysk i nie dostało się do niego tyle wody, ile dostałoby się, gdyby był otworzony. Mimo to, piekąca go rana na szyi nie przestała dawać o sobie znać, dlatego Dzicza Łapa zacisnął na piasku swoje pazury i czekał. Wiedział, że musi to przeczekać, bo innego sposobu nie było na pozbycie się tego bólu – chyba, że Dryfujący Obłok dałby mu coś, co by go otumaniło na cały dzień i noc, jednak jego tu w tej chwili nie było i musiał się z tym uporać sam. Przez myśl mu przemknęło, że pozbycie się tego opatrunku nie było do końca dobrym pomysłem, acz czasu nie dało się cofnąć. Nawet nie dostrzegł, gdy Czapli Potok wygramolił się z potrzasku i doskoczył do niego, drąc mu się do ucha jak oparzony. Prędzej czy później zdzieli go po mordzie za to, co zrobił, jednak w tym momencie myśli Dziczej Łapy krążyły wokół tego, jak piekielnie go boli. Boli, boli, BOLI! – darł się we własnej głowie. Nie zauważył, że od nagłego ruchu, który wykonał, kiedy krzyknął z zaskoczenia, będąc wciąganym do wody, rana się nieco otworzyła i zaczęła z niej kapać krew. Jednak... Po jakimś czasie, gdy ból zmalał, choć nadal mu bardzo doskwierał, poczuł na szyi coś dziwnego. Coś, czego nie czuł od wielu księżyców. Coś, co robiła Zawilec, kiedy się zranił. Coś, co robiła Oszroniona Łapa, gdy dzielili ze sobą języki. Tak, to był język. Czyj? Łatwo się domyślić. Dzicza Łapa otworzył jedno z zamkniętych oczu i popatrzył ze zdziwieniem na Czapli Potok, który delikatnie, jakby się bał, że zada mu jeszcze większy ból, przesuwał swoim językiem po jego ranie. W tych ruchach nie było pewności, jaką się odznaczał na co dzień – wyglądało to jak kocię o bojaźliwym charakterze, które stawiało swoje pierwsze kroki i wychodziło z kociarni, by poznać otaczający je świat. Przestraszone i z nastroszonym na karku futerkiem brnęło powoli przed siebie, zastanawiając się przed każdym krokiem, czy nic mu się nie stanie, czy jest tu bezpieczny, czy nic mu nie grozi. Wtem, po tych kilku uderzeniach serca, które dla kociaka trwały niczym cały obieg pór w roku, coś się zmieniło. Coś dodało mu pewności siebie, a świat nie wydawał się taki wielki, jakim był przed chwilą. Przezwyciężył swój strach, a jego ruchy nie były niezgrabne i lękliwe. Z każdym następnym krokiem stawał się pewniejszy siebie. Podniósłszy swą głowę do góry z wyprostowaną piersią zaczął przed siebie biec. Co prawda nie obyło się bez upadku, jednak i to mu nie przeszkodziło. Zaraz po nim się podniósł, czując, jakby mógł podbić cały świat. To porównanie, choć rozbudowane i nietypowe, wpasowywało się w tę sytuację. Czapli Potok z kolejnymi, choć niespokojnymi, uderzeniami swojego serca czuł się pewniej. W sumie, Dzicza Łapa i tak nie mógłby się mu sprzeciwić czy zaprotestować. Nie był w stanie się nawet stąd ruszyć, a co dopiero wyrywać się od brązowofutrego, który na dodatek się do niego przysunął, stykając się z nim bokami, by mieć lepszy dostęp do jego szyi. Uczeń nie czuł się z tym dobrze, a wręcz przeciwnie – gdyby tylko mógł, to odsunąłby się od napastującego go kocura. Nie dość, że wzbudzał w nim sprzeczne emocje, których Dzicza Łapa nie potrafił zrozumieć, to jeszcze molestował go swoim językiem. Z jednej strony chciał, by ktoś to zobaczył i zareagował, lecz z drugiej... Nawet on – ten, który ma pod ogonem to, co inni o nim myślą, czułby się zawstydzony, gdyby to się rozeszło po Klanie Nocy. Szczerze mówiąc, bury miał na tyle sił, by dać znak, nawet drobny, Czaplemu Potokowi, żeby ten zaprzestał. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, a mimo to... Mimo to, nic nie zrobił – nawet się nie ruszył. Zamknął to jedno oko, po czym lekko, wręcz minimalnie, odchylił swoją głowę w bok, dając drugiemu kocurowi lepszy dostęp do jego rany. Czuł się dziwnie, bardzo dziwnie, ale w tej chwili jego priorytetem było pozbycie się bólu, a skoro to Czapli Potok zawinił, to teraz on za to ponosi odpowiedzialność. Nigdy by się nie przyznał do tego, że to, co robił leżący obok niego wojownik, dawało mu pewnego rodzaju ukojenie i łagodziło nieprzyjemne uczucie, pochodzące z rany.

<Czapli Potoku?>

09 grudnia 2018

Od Dziczej Łapy C.D Czaplego Potoku

To, co się ostatnio wydarzyło w jego życiu, sprawiło, że Dzicza Łapa był najzwyczajniej w świecie zmęczony. Nie miał ochoty nawet na myślenie o tym, co zrobił i jaki to miało wpływ na Klan Nocy. Liczyło się dla niego tylko to, że Oszroniona Łapa nie zostanie więcej skrzywdzona przez tę plugawą istotę, która śmiała się zwać ich liderem, nie mając nawet dziewięciu żyć. Usłyszał o tym od jakiegoś kota, który przyszedł do Starej Dziupli, by wyjąć ze swojej łapy wbity w nią cierń. Gdyby tylko mógł, to wyszedłby stąd i udał się gdzieś wgłąb lasu, by odpocząć od nieustannego towarzystwa innych. Dryfujący Obłok, mając do pomocy Gołębią Łapę, prawie że nie ruszał się ze swojego legowiska, mogąc przy tym pilnować, żeby poturbowany przez Jagodowe Futro Dzicza Łapa się stąd nie ruszał do czasu całkowitego wyleczenia. Wkurzało i irytowało go to tak bardzo, że ledwo co się powstrzymywał od nawrzeszczenia na medyka. Niestety, nawet po przekroczeniu tej granicy i wypuszczeniu tych wszystkich emocji ze środka, uczeń nie mógłby wydrzeć się na Dryfującego Obłoka z jednego, prostego powodu – były przywódca go tak poharatał w okolicach gardła i szyi, że ledwo co udawało mu się cokolwiek przełykać, bowiem sprawiało mu to ból, jakby pazury tej gnidy po raz kolejny rozrywały jego skórę. Tyczyło się to również mówienia – zamiast słów, wychodziły z niego mruki i charknięcia, których za nic nie dało się zrozumieć. Do tego dochodził opatrunek, który Dryfujący Obłok zrobił chyba ze wszystkiego, co miał pod łapą, utrudniając poruszanie szyją. Przy tym ta rana na łapie to był pikuś i malutkie zadrapanie, jakby zadane przez ostre, choć nie do końca wyrośnięte, pazurki kociaka.
Tej nocy, o dziwo, w legowisku nie było śladu po kocurze z oklapniętymi uszami. Coś się kołatało Dziczej Łapie po głowie, że Dryfujący Obłok mówił o wyprawie do Księżycowej Zatoczki, acz ten, jak zwykle, go nie słuchał. Mimo to, po jego braku w Starej Dziupli, wywnioskował, że nie będzie go do samego rana. Nie mógł zmarnować tej okazji, dlatego jednym, sprawnym ruchem pozbył się ze swojej szyi opatrunku, który bardziej zawadzał, aniżeli mu pomagał, po czym rozciągnął się, skostniały od ciągłego przesiadywania w jednym miejscu i wyskoczył z drzewa. Lekko mu się zakręciło w głowie, gdy wylądował na ziemi, acz uczucie to zniknęło po krótkiej chwili, dlatego niemalże od razu ruszył dalej, w stronę wyjścia z obozu, gdzie zastał nikogo innego jak Gołębią Łapę – nielubianego przez Dziczą Łapę kocura. Była to strawa wron, która jedynie marnowała jedzenie ze stosu świeżej zdobyczy i nic nie wnosiła od siebie. Z tego powodu bury nawet nie obdarzył tego lisiego łajna swoim spojrzeniem, ignorując jego ciche popiskiwanie, mające przekonać go do pozostania w obozie. Opuściwszy tę małą polankę z leżącym drzewem na jej środku, podążył za już trochę zwietrzałym zapachem patrolu, do którego najwyraźniej należała Oszroniona Łapa. Czuł jej lekki i łagodny zapach, którego nie dało się pomylić z niczym innym. Szedł po brzegu rzeki, wiedziony ciekawością oraz zainteresowaniem tym, w jakim miejscu kończyła się ta woń. Zauważył, że ostatnie promienie słońca zostały zastąpione przez bladą poświatę księżyca, która odbijała się w wodzie, tworząc obraz iście ze snu. Niestety Dzicza Łapa nie umiał się zachwycać nad takimi rzeczami i nie dostrzegał w nich piękna, dlatego żadna z tych poetycko plastycznie metafor nie przyszła mu do głowy.
Gdy doszedł do Wodnych Głazów, zatrzymał się na chwilę, zerkając w ich stronę. Po tych kilku dniach, w których był zmuszony do siedzenia w dziupli, wiedział, że przydałoby się mu trochę rozruszać te skostniałe niczym u starszego kości. Wybił się z tylnych łap, wskakując na jeden z wystających ponad wodę kamieni, po czym zrobił to ponownie i ponownie, dostając się na drugi brzeg. Powiódł swoim wzrokiem po okolicy, wypuszczając ze świstem powietrze przez nos. W przeciwieństwie do obozu, było tu spokojnie i cicho. Zbliżył się do płynącej w stronę Klanu Klifu wody, wbijając w jej taflę spojrzenie. Dopiero w tej chwili dostrzegł, jak bardzo źle wyglądał. Rana na szyi, oczyszczona jedynie na szybko jakimiś kwiatkami wyglądała tak, jakby wyszedł z grobu, a sterczące i brudne od zaschniętej krwi futro bardziej upodabniało go do martwego kota. Nawet on od czasu do czasu potrzebował się wyczyścić, więc wysunął do przodu jedną z łap z zamiarem zamoczenia jej w wodzie, aczkolwiek powstrzymał go od tego rozmazany w niej kształt. Zastygł w bezruchu, mrużąc nieco swoje brązowe oczy, a po kilku uderzeniach serca sprawnym ruchem pochwycił rybę, od razu rzucając ją na brzeg. Nie było to doskonałe polowanie, jednak dobrze było wiedzieć, że nie wyszedł całkowicie z wprawy.
W tej samej chwili, czyjś głos dobiegł z drugiego brzegu. Co prawda Dzicza Łapa wyczuł tu czyjąś obecność, ale uznał to za jakiś ślad po innym kocie, który tędy niedawno przechodził. Podniósł swój wzrok znad wody, a widok tego, którego skrzywdził podczas ich ostatniego spotkania, zdziwił go. Nie spodziewał się, że spotka tu kogoś, a tym bardziej z Klanu Burzy – w dodatku na terenach Klanu Nocy. Jednak w tej kwestii Czapli Potok miał szczęście, ponieważ burego nie bardzo interesowało to, czy obcy wejdzie na te terytorium. W gruncie rzeczy to wisiało mu to pod ogonem. Nic dziwnego, że do tej pory był jeszcze uczniem.
Patrzył się na Czapli Potok, nie mogąc określić tego, w jaki sposób się teraz czuje. Czy jest to radość? Złość? Tak właściwie to kim oni dla siebie byli? Przyjaciółmi? Wrogami? Gdyby nie to, w jaki sposób się odezwał do niego, obstawiłby tę drugą opcję. Kocur o czekoladowym futrze nie wyglądał na złego, ba! Wręcz się uśmiechał, co również wzbudziło w Dziczej Łapie lekki szok. Czy zapomniał o tym, że księżyce temu go zranił?
– Coś ty taki zdziwiony, co? Nie pamiętasz mnie, gamoniu? – parsknął, a następnie ugryzł swoją zdobycz i zaczął się wpatrywać w kocura na drugim brzegu.
Gdy Czapli Potok przeżuwał, Dzicza Łapa zerknął na leżącą obok niego rybę. Czuł, że ssie go w brzuchu i z chęcią by ją zjadł zamiast tego zielska, które dzień w dzień dostawał od Dryfującego Obłoku. Wysunął z języka pyszczek i przesunął nim po swoich wargach, jednak po chwili pokręcił głową. Wiedział, że nadal nie był w stanie tego zjeść. Będzie musiał to jakoś przeboleć. Popatrzył na wojownika na drugim brzegu. Jakby bijąc się z własnymi myślami, poklepał łapą miejsce obok siebie, nie bardzo wiedząc, czy to, co robi, jest słuszne. Jednak w jaki inny sposób będzie mógł mu wyjaśnić, że nie jest w stanie odpowiedzieć? Gdy czekoladowofutry zobaczy go z bliska, z pewnością zrozumie. I pewnie pójdzie. Nie będzie mógł się podroczyć z Dziczą Łapą, a raczej o to chodziło, gdy się do niego odezwał, prawda?

<Czapli Potoku?>

02 grudnia 2018

Od Dziczej Łapy C.D Oszronionej Łapy

Niby nic, a jednak coś, bo w końcu Dzicza Łapa i wzięcie się za trening to nie byle co. Biorąc pod uwagę to, jak bardzo rozleniwiony był przed kilkoma księżycami, zapewne wszyscy z Klanu Nocy zdziwieni byli tym, że prawie w ogóle go nie przyłapywali na drzemkach o każdej porze. W czasie, który niegdyś poświęcał na nicnierobienie, wychodził z obozu i wracał dopiero pod wieczór, gdy słońce chowało się za koronami drzew – często z jedną lub dwoma zdobyczami, by nikt nie zawracał mu głowy, że jako uczeń wrócił z pustymi łapami. Zresztą i tak przestrzeganie zasad kodeksu wojownika było mu całkowicie obce. Owszem, znał jakieś tam punkty, lecz nie przykładał do nich większej uwagi, myśląc, że są to bezsensowne reguły, które tylko utrudniają wszystko. Tak samo było z treningiem – Srebrne Poroże tylko raz uświadczył swojego ucznia w miejscu, w którym się z nim umówił. Dzicza Łapa stwierdził, że to, co próbują mu przekazać jego mentorowie, jest bezużyteczne i całkowicie mu niepotrzebne. Z tego powodu skupił się jedynie na treningu walki. Nie było co do tego wątpliwości, że ta umiejętność przyda mu się w ochronie Oszronionej Łapy, będącej jedyną, która się dla niego w tej chwili liczyła. Resztę swojego klanu zlewał ciepłym moczem, a co do Czaplej Łapy... Burofutry miał wobec niego mieszane uczucia, jednak od czasu walki nie zamienili ze sobą praktycznie ani jednego słowa, w skutek czego Dzicza Łapa po prostu o nim zapomniał. Nie było to łatwe – w końcu nie był to kocur, który swojego przyjaciela ma głęboko pod ogonem, aczkolwiek musiał zrobić to, co koniecznie, żeby w stu procentach skupić się na Oszronionej Łapie. Wracając do niej...
Kiedy wszedł do obozu, a zaraz za nim patrol, w którym znajdował się nielubiany przez Dziczą Łapę Deszczowe Futro, kocur o burym futrze z białymi łatami obrał kierunek do legowiska, by dać swoim łapom chwilę wytchnienia. Nie było to możliwe, bowiem od razu podeszła do niego jego siostra z prośbą o to, aby razem z nią i synem Żurawinowego Krzewu udali się pod Płaczącego Strażnika. Gdy ta wspomniała o niebieskofutrym, Dzicza Łapa lekko się skrzywił, jednak nie mógł jej odmówić. Otarł się o nią swoim bokiem, mrucząc cicho, po czym we trójkę udali się do miejsca, w którym spoczywała matka rodzeństwa. Nie spodziewał się, że to, co tu usłyszy, tak bardzo nim wstrząśnie. Kiedy Oszroniona Łapa skończyła opowiadać o tym, w jaki sposób jest traktowana przez Jagodową Gwiazdę, coś pękło w Dziku. Przez dłuższą chwilę z lekko uchylonym pyszczkiem wpatrywał się w ziemię przed jego łapami, ciągle powtarzając w głowie słowa wypowiedziane przez kotkę. Nim się zorientował, ruszył szaleńczym biegiem w stronę obozu, ignorując nawoływania Oszronionej Łapy. Nie miał pojęcia o tym, co się wkoło niego działo. Po prostu pędził przed siebie, mając w głowie jedno – zabić Jagodową Gwiazdę. Skrzywdzić go tak, jak to zrobił jego siostrze, a nawet bardziej, by poczuł to tak, że sam z siebie będzie chciał umrzeć i znaleźć się w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd, byleby nie tu, nie z Dziczą Łapą, którego otumaniała w tej chwili niedająca się poskromić żądza mordu i krwi. Niefortunnie dla niego, Gołębia Łapa akurat wracał do obozu z kilkoma listkami między swoimi zębami, zapewne niosąc je dla Dryfującego Obłoku, by choć trochę odciążyć go od pracy. Omijanie go nie wchodziło w grę, dlatego burofutry najzwyczajniej w świecie uderzył w czarno-biały bok, turlając się razem z nim na środek obozu. Kiedy tylko się zatrzymali, a Dzicza Łapa rozpoznał w kocie jednego z kocurów, które zadawały się z Oszronioną Łapą, gniew jeszcze bardziej zawrzał w jego żyłach.
– ...i ty śmiesz nazywać się jej przyjacielem? Bezużyteczna i marnotrawiąca jedzenie strawo dla wron?! Jesteś wart mniej nawet od lisiego łajna! – wycedził przez zęby, a następnie splunął prosto na pysk ucznia. W jego brązowych ślepiach szalały gorące płomienie nienawiści oraz gniewu, a także bólu. Czuł się tak, jakby to on był przez ten cały czas raniony przez Jagodową Gwiazdę, a może i nawet gorzej. Czemu akurat padło na jedynego kota, na którym mu szczerze zależało? Gdyby nie to, że w tym momencie czarny przywódca pojawił się w zasięgu jego wzroku, Dzicza Łapa mógłby skrzywdzić leżącego pod nim Gołębią Łapę, albo nawet gorzej. Gdy tylko ich spojrzenia się skrzyżowały, brązowooki wyskoczył przed siebie z nadzwyczajną prędkością. Krew dudniła mu w uszach tak, jakby zaraz miały one pęknąć. Zdawało mu się, jakby jego serce chciało wydostać się z klatki piersiowej, bowiem biło ono tak szybko. Jednym sprawnym ruchem dostał się do barku Jagodowej Gwiazdy, zahaczając na nim swoje pazury i wbijając je tak głęboko, jak to możliwe. Wiek robił swoje, a zmysły niebieskookiego nie były tak wyostrzone jak kiedyś, dlatego nie zdążył zareagować na atak. Mimo to, bardzo szybko udało mu się odepchnąć od siebie Dziczą Łapę, przy okazji przygniatając go do ziemi swoimi przednimi łapami. Wyglądał tak, jakby wreszcie mógł wyzbyć się stłamszonych w nim emocji wobec innych kotów, którymi gardził z całego serca. Ostatnimi czasy nie wychodził z obozu, więc nie miał jak się wyżyć – oprócz, oczywiście, treningów z Oszronioną Łapą. Kąciki jego warg drgnęły delikatnie ku górze, a szaleństwo w ciemnoniebieskich oczach dodało Dziczej Łapie siłę, która brała swoje źródło wyłącznie z nienawiści. W momencie, w którym Jagodowa Gwiazda zbliżał się do ucznia, by go ugryźć w szyję, ten wysunął do przodu swój pysk i złapał za czarne ucho, niemalże od razu odrywając je i rzucając gdzieś na bok. Czarnofutry syknął z bólu, wbijając pazury jeszcze głębiej w ciało buro-białego. Krew spływająca z rany zmusiła go do zamknięcia jednego oka, co Dzicza Łapa od razu wykorzystał. Rył tylnymi łapami w brzuchu Jagodowej Gwiazdy jak w ziemi, starając się zadać mu jak największy ból. Ten jednak, nieoczekiwanie, wydał z siebie rechot i przeniósł kończynę na szyję leżącego pod nim kocura, po czym zacisnął na niej pazury.
– Jesteś o sto księżyców za młody, aby choć trochę dorównać mi siłą, chwaście – wysyczał do ucha Dziczej Łapy, a jego uścisk wzmocnił się.
Brązowooki nie mógł oddychać, więc z braku powietrza powoli zaczynał opadać z sił, a jego drapnięcia stawały się wolniejsze i słabsze. Obraz rozmywał mu się przed oczami, nie wiedząc, czy to z powodu traconej krwi, czy z niedostatku tlenu. Ostatkami tego, co mu pozostało, musnął lekko pazurami łapy napastnika, bardziej go łaskocząc, niżeli zadając obrażenia.
– N... ie... -oty... kaj... mo... oje... j sio... st.....
Przed tym, jak całkowicie stracił jakiekolwiek czucie, zobaczył jakiś szary kształt, a ciężar zniknął z jego ciała. Niestety, nie wystarczyło to, by Dzicza Łapa się ocknął, dlatego jego głowa bezwiednie opadła na ziemię. Nie znaczyło to, że umarł. Za nic w świecie nie odszedłby z tego świata, wiedząc, że ten kocur nadal tu jest i stanowi zagrożenie do Oszronionej Łapy. Nawet, gdyby to się stało – wróciłby tu jako niespełniona dusza, nękając Jagodową Gwiazdę do momentu, w którym sam będzie chciał zakończyć swój marny żywot.

< Deszczowe Futro? Oszroniona Łapo? >

08 września 2018

Od Dziczej Łapy

Dzień nie zapowiadał się na taki, w którym trzeba by się było bać o to, że ktoś z Klanu Nocy zginie i to w momencie, gdy Dzicza Łapa był ze swoim mentorem, Spienioną Falą, Tonącą Łapą oraz Gołębią Łapą na patrolu. Słońce, przedostające się przez kilka liści, które się ostały na drzewach, nie ogrzewało tak bardzo jak jeszcze kilka księżyców temu. Las wyraźnie dawał znać, że nadchodzi Pora Nagich Drzew, a zimny powiew znad łąk Klanu Burzy jeszcze bardziej utwierdził koty w przekonaniu, iż ten okres nie będzie należał do łatwych. Kocur o burym futrze w klasycznie pręgi wzdrygnął się, kiedy wiatr musnął i jego. Nie przepadał za tymi trzema księżycami, w których zwierzyny jest o dwa razy mniej niż w Porze Spadających Liści, a z nieba opadają zimne płatki, osadzając się w postaci białego puchu na ziemi oraz gałęziach drzew. Liczył na to, że przed najgorszym okresem w roku Jagodowa Gwiazda postanowi go mianować na wojownika, aby nie męczył się już z ciągle narzekającym na wszystko Wrzosowym Kłem. Według Dziczej Łapy, kocur ten dawno powinien odejść do starszyzny i tam wylewać swoje wszystkie smutki oraz żale. Słyszał raz nawet jak przywódca rozmawiał z nim o tym, zaś ten oburzony wyszedł z jego legowiska i z zadartym do góry nosem opuścił obóz. Po powrocie przyniósł do niego sporych rozmiarów rybę, dzięki której najadła się i Żwirowa Ścieżka, i jej kocięta. Zapewne pragnął w ten sposób udowodnić Jagodowej Gwieździe, iż trzyma się bardzo dobrze, nie widząc potrzeby, aby go przenosić do legowiska dla starszych. Na pyszczku Dziczej Łapy zawitał kpiący uśmieszek, bowiem choć sytuacja ta z początku go żenowała, to w tej chwili, myśląc o niej, wywoływało w nim to rozbawienie. Wrzosowy Kieł, jakby mając pojęcie o tym, o czym w tej chwili myślał jego uczeń, spojrzał na niego przez swój bark. Wzrok, którym go obdarzył, nie należał do najprzyjemniejszych.
— Skup się — nakazał. — Zbliżamy się do granicy z Klanem Burzy. Mam nadzieję, że wiesz, co masz zrobić, Dzicza Łapo.
Uczeń kiwnął mu niechętnie głową, a następnie wypuścił ze świstem powietrze przez nos. Podążył za prowadzącym ten patrol wojownikiem, opuszczając tereny Klanu Nocy i wkraczając na te, które należały do wrogiego klanu. Kiedy Wrzosowy Kieł zatrzymał się przy jednym z większych krzewów, Dzicza Łapa zrobił to samo. Gdy podnosił jedną z tylnych łap, szykując się do oznaczenia tej rośliny, coś z impetem na niego wpadło i przeturlało się razem z nim o kilka długości ogona dalej. Kątem oka zdążył zauważyć, że za tym, co go przygniotło, zza krzaków wyskoczyło jeszcze kilka kotów. Syknął, kiedy uderzył barkiem o wystający kamień, a następnie popatrzył prosto w oczy swojego napastnika, którym okazał się być ktoś mu bardzo znajomy.
— Dzik? — zapytał ze zdziwieniem kot o czekoladowym futrze.
— Złaź ze mnie, pokrako — wycedził do niego przez zaciśnięte zęby uczeń z Klanu Nocy.
Czapla Łapa przez chwilę wpatrywał się w kocura, który się znajdował pod nim, by po kilku uderzeniach serca pokiwać głową na boki.
— Nie chcę z tobą walczyć, łajzo, ale nie mogę wam pozwolić, abyście robili to, co wam się zachce na naszych terenach — oznajmił. — Chyba nie pogniewasz się, jeśli cię tu trochę przetrzymam?
Ucisk na barkach Dziczej Łapy stał się mocniejszy, jakby jego rówieśnik bał się o to, że bury za chwilę mu ucieknie. Gdyby ta sytuacja zadziała się przed śmiercią Zawilca, zapewne uczeń z Klanu Nocy miałby to wszystko gdzieś i po prostu leżałby pod Czaplą Łapą, jednak w tej chwili liczyło się dla niego tylko to, iż miał szansę na poćwiczenie walki, której nie dawano mu na treningach z Wrzosowym Kłem. Nie interesowało go to, że kocur o czekoladowym futrze nie chciał się z nim pojedynkować, a wręcz być może pragnął ochronić Dziczą Łapę przed walką z Burzowymi kotami. Jedynym, co zajmowało jego umysł, było to, że musi się pozbyć z siebie Czaplej Łapy, by walczyć na serio z prawdziwymi wojownikami, dlatego bez namysłu wysunął jedną łapę z objęć napastnika i przesunął pazurami po piersi ucznia, zostawiając tam świeży ślad, z którego zaraz zaczęła sączyć się szkarłatna posoka. Zaskoczony takim ruchem ze strony Dzika, syn Białej Sadzawki odskoczył od niego. Bury wykorzystał tę chwilę nieuwagi ze strony Czaplej Łapy i podniósł się, stając na dość szeroko rozstawionych łapach. Nie wiedział bowiem, czy kot z Klanu Burzy zamierza go dalej atakować, czy może postanowi zrobić coś innego, więc wolał być przygotowanym na tę pierwszą opcję. Jedynym, co otrzymał od czekoladowego, był zawiedziony i niezadowolony z jego zachowania wzrok. Po chwili Czapla Łapa zniknął z pola widzenia Dziczej Łapy, gdyż rzucił się w wir walki, zaś kocur z Klanu Nocy stał w miejscu jak kołek. Mimo, że przed chwilą w głowie miał tylko walkę, walkę i walkę, tak w tym momencie nie był pewien tego, co powinien zrobić. Myśli te zostały zastąpione przez dziwne uczucie i... Jakby... Poczucie winy? Sam nie umiał tego określić, bowiem była to dla niego nowość. Gdyby nie to, że w oddali zobaczył zbliżającą się do niego Oszronioną Łapę, pewnie by nie robił nic przez jeszcze jakiś czas.
— Bracie! — zawołała, a następnie wtuliła się w jego futro, czym ocuciła swojego brata z dziwnego stanu. — Czy w-wszyst-tko w po-porządku? — zapytała, lecz kiedy odsunęła się od niego i zlustrowała go wzrokiem, jej oczy rozszerzyły się. — T-Ty krwawisz! — spanikowała, wskazując na spływającą po barku Dziczej Łapy krew.
Dopiero w tej chwili dotarło do kocura, że w chwili, w której Czapla Łapa przeturlał się z nim, a ten uderzył w kamień swoim barkiem, jego skóra została przez niego przecięta. Choć nie była to głęboka rana, wystarczyła, by wywołać u Oszronionej Łapy odruchy wymiotne. Zapewne wyobraziła sobie to, jak jej brat walczy z kotem z Klanu Burzy, a kiedy zerknęła na szczepionych ze sobą wojowników i uczniów, którzy walczą i ranią siebie z całych sił, nie wytrzymała. Odwróciła się tyłem do Dziczej Łapy, po czym wyrzuciła z gardła całą zebraną w nim mysią żółć. Ten, wiedząc, że dołączając do walki mógłby pogorszyć stan jego siostry, zaproponował odprowadzenie Oszronionej Łapy do obozu.
— Ni-Nie będziesz w-wa-walczył? Gdyb-by zo-zobaczył ci-cię Wrzosowy Ki-Kieł, na pe-pewno zosta-ta-tałbyś jutro mi-mianowa-wany... — mruknęła, nie patrząc w oczy swojemu bratu.
— Nie obchodzi mnie, co myśli sobie ten gbur — odpowiedział na tyle spokojnie, na ile umiał, bo mimo braku chęci na walkę, krew ciągle mu dudniła w uszach, a serce biło tak szybko jak nigdy dotąd. — Dla ciebie mogę poczekać nawet kilka księżyców — dla potwierdzenia swoich słów, liznął Oszronioną Łapę po uchu, a ta skinęła mu swoją głową i podążyła za nim z opuszczonym łebkiem w stronę obozu.

Powrót do niego zajął im o wiele mniej czasu niż to zwykło bywać, gdy wychodzili na polowania lub wracali z treningów. Dzicza Łapa nie wiedział, dlaczego tak jest, jednak nie miał zamiaru się nad tym zastanawiać, bowiem gdy udało im się wejść przez kolczaste wejście do centrum ich klanu, ujrzeli na środku Dryfujący Obłok razem z Gołębią Łapą, który w tej chwili leżał w bezruchu na ziemi. Przy nich siedziała Łzawa Łapa, a jej imię oddawało w tej chwili całe jestestwo tej kotki - oczy czerwone od nieustannie wypływających z nich łez, ślady na policzkach, które zostały przez nie wyżłobione i, co najważniejsze, mokra plama na futrze Gołębiej Łapy. Uczennica co chwilę jęczała i wyła, na co medyk tylko marszczył swój nos. Dzicza Łapa domyślił się, że próbował on podjąć próby uspokojenia jej, jednak z marnymi skutkami. Syn Zawilca przez chwilę wpatrywał się w zaistniałą sytuację, przez co nie bardzo kontaktował ze światem. Oszroniona Łapa od razu to zauważyła i lekko go dotknęła swoją łapą, na co ten się ocknął. 
— Powini-nieneś opatrzyć t-tę ranę u Dryfu-fującego Obłok-ku — stwierdziła.
— Ma chyba wystarczająco roboty w łapach — odparł, wskazując ruchem głowy na Gołębią Łapę i Łzawą Łapę. — Zresztą jestem zmęczony po tej walce — ziewnął. — Chyba mogę się chwilę przespać?
Kocica o rudym futerku w czarne i białe łaty popatrzyła na niego ze zdezorientowaniem w swoich oczach, by po chwili przełknąć gulę w jej gardle i przenieść wzrok na Dryfujący Obłok.
— Nie wi-wiem, czy powinieneś, a-ale... — powiodła po obozie spojrzeniem i zatrzymała go na Jagodowej Gwieździe. — Myślę, że je-jeśli on ci ni-nie zwróci u-uwagi, to odpo-pocznij. Ja zap-pytam się Dryfującego Obłoku, czy mo-mogę mu w czymś pomóc — po tych słowach udała się w stronę medyka, zaś Dzicza Łapa powłóczył łapami do legowiska dla uczniów.

Obudził się dopiero w chwili, kiedy w obozie pojawiło się poruszenie na tyle głośne, że zdołało go wyrwać ze snu. Skrzywił się i wymamrotał pod nosem kilka przekleństw, acz po chwili wygiął do góry grzbiet, przeciągając się. Mlasnął, a następnie wyszedł z legowiska. Widok, który zastał, sprawił, iż na chwilę się zatrzymał. Chwilę mu zajęło, by rozpoznać w umiejscowionym na środku obozu truchłu o brudnoczerwonej barwie swojego mentora. Był to Wrzosowy Kieł, a rozpoznał to po jego na wpół otwartych oczach, z których każde miało inny kolor. W tej chwili oba były jakby zasnute mgłą, za którą nie czaiła się nawet iskierka życia. Nim jednak zdążył przyjąć do wiadomości to, że wojownik o czekoladowym futrze nie żyje, bądź jakkolwiek na to zareagować, rozległ się krzyk. Należał on do Czarnego Piórka - dawniej Pierzastej Gwiazdy.
— Jak mogłeś na to pozwolić?! — wycharczała, zaciskając na ziemi swoje pazury i zaciskając oczy, z których i tak już nie mogła korzystać.
W jej głosie nie było smutku czy żalu, bowiem przepełniały go złość i bezsilność. Dzicza Łapa powiódł po zgromadzonych wzrokiem i zatrzymał go na Jagodowej Gwieździe, który w tej chwili stał nieopodal ciała Wrzosowego Kła, wpatrując się w Czarne Piórko z lekką pogardą w niebieskich oczach. Bury zdołał dostrzec, że na jego futrze nie ma żadnego zadrapania, co znaczyło tylko tyle, iż nie brał udziału w bitwie.
— Nie moją winą jest to, że dał się zranić na tyle, by nie zdołać dotrzeć do obozu przed wykrwawieniem się — oznajmił z chłodem w głosie. — Poza tym — zwrócił się w tej chwili do Dryfującego Obłoku. — Gdyby nie jego humorki, moglibyśmy mieć ucznia, który zostałby w obozie, podczas kiedy on byłby na miejscu i opatrywałby rany naszych wojowników.
Oczy zgromadzonych w obozie kotów skierowały się na medyka, który pod ich wpływem lekko się zgarbił.
— Gdyby nie twoje zachcianki i chęć zagarnięcia czyichś terenów, moglibyśmy nie mieć teraz martwego wojownika i rannych — prychnęła Czarne Piórko. — Nie wiem, dlaczego byłam tak zaślepiona i wybrałam cię na mojego zastępcę. To był błąd — dodała. — Wiedz, że jeśli dalej będziesz podążał tą drogą, sprowadzisz na Klan Nocy same nieszczęścia, a sam zginiesz marnie — uderzyła ogonem o pięty, by po chwili zamilknąć i w spokoju pożegnać się ze swoim synem, zaś pozostali byli zbyt spięci i zdezorientowani, aby coś dopowiedzieć, więc, podobnie jak Dzicza Łapa, dotknęli nosem futra martwego wojownika, a następnie wrócili do Dryfującego Obłoku i opatrzyli swoje rany.

05 września 2018

Od Dziczej Łapy C.D Oszronionej Łapy

Od czasu, gdy Zawilec została zabita przez samotnika, przychodził w to miejsce o poranku - przed treningiem z Wrzosowym Kłem. Jednak, kiedy ten wstrzymał jego naukę, bowiem Dzicza Łapa nie chciał wkuć na pamięć Kodeksu Wojownika, kocur o burym futrze w klasycznie pręgi zdecydował, że przeniesie wizyty z rana na południe - o porze, w której Oszroniona Łapa wracała ze swojego treningu, jadła, a następnie wychodziła z obozu i kierowała się do Płaczącego Strażnika. Chciał z nią w końcu porozmawiać i, choć z początku sceptycznie do tego podchodził, pogodzić się. Co za tym idzie - odpuścić oraz pozwalać jej na spotkania z innymi kotami. Musiał przyznać, że jego siostra była bardzo uparta w tym temacie i z pewnością nie pogodziłaby się ot tak z wolą swojego brata. Nie widział sensu w tym, by być skłóconymi i nie odzywać się do siebie przez tyle czasu, bo mimo, iż odejście Zawilca do Klanu Gwiazdy uciszyło ten konflikt, to po jakimś czasie wrócili do tego, co było dawniej. Dziczej Łapie zależało na tym, aby mieć dobry kontakt z Oszronioną Łapą, bowiem oprócz jego mentora była to tak naprawdę jedyna osoba, z którą chciało mu się rozmawiać. Wypuścił ze świstem powietrze z płuc, słysząc dobiegające zza niego szybkie i drobne kroki. Zacisnął na wilgotnej od deszczu ziemi swoje pazury, a kiedy kotka o krótkich łapach dosiadła się do niego i przywitała, zwrócił ku niej pyszczek. Ku jego zdziwieniu, nie zobaczył uśmiechu, którym go zwykła obdarzać za każdym razem, kiedy się witali. Zmartwiło to go nieco, jednak od razu odpędził od siebie te myśli. Przecież siedzieli w miejscu pochowania ich matki - nic dziwnego, że Oszroniona Łapa smuci się na wspomnienie o jej śmierci.
— Cześć — odpowiedział.
Dzicza Łapa zerknął na lekkie wzniesienie z ziemi przed nimi, na której zdążyło już urosnąć parę kępek z lekka żółtej trawy, wpasowującej się do ciepłych i brudnych barw typowych dla pory opadających liści. Było to miejsce, w którym zdecydowali się na zakopanie Zawilca, a że nie tylko oni je odwiedzali, bowiem Oblodzona Sadzawka i Ognisty Krok byli z nią równie blisko co Dzicza Łapa i Oszroniona Łapa, to zawsze leżał tu przynajmniej jeden kwiat. Nie musiał być on kolorowy i najpiękniejszy z całego lasu. Liczyło się to, że pamiętali o swojej matce i nie zamierzali o niej szybko zapomnieć.
— Jak c-ci idzie tr-trening z Wrzoso-sowym Kłem? — zapytała, by uniknąć niekomfortowej dla nich ciszy.
Na myśl o tym, że kocur o czekoladowym futrze nie chciał go uczyć tylko z tego względu, iż Dzicza Łapa nie znał Kodeksu Wojownika, skrzywił się. Być może uczeń winien się w końcu mu poddać i nauczyć wszystkich zasad, jednak z drugiej strony - nie pozwalała mu na to jego duma. Czułby się tak, jakby Wrzosowy Kieł miał rację, a on myliłby się. Co gorsza, znając tego wojownika, mógłby wymyślić coś, co jeszcze bardziej zawstydziłoby Dziczą Łapę, dlatego opcja z nauką odpadała. Zerknął na Oszronioną Łapę, a widząc wypełnione przez smutek i żal oczy, postanowił skłamać. Nie chciał jej jeszcze bardziej dołować. Wolał zatrzymać dla siebie swoje problemy i nie obarczać nimi siostry.
— Ujdzie — stwierdził, a na poparcie tych słów wzruszył lekko barkami, dając jej znać, że nic ciekawego się na nich nie dzieje. — A jak u ciebie i Jagodowej Gwiazdy?
Gdy wypowiedział to imię, uczennica wzdrygnęła się, jak gdyby zobaczyła rozjechanego na Grzmiącej Ścieżce kota. Dzicza Łapa zdziwił się jej reakcją, a kiedy ta nie odpowiadała mu, dotknął ją łapą. Od razu powróciła do rzeczywistości, choć wyglądała tak, jakby się obudziła z nieprzyjemnego snu.
— O co py-pytałeś, Dzik-ku?
— Same z tobą problemy — westchnął i uśmiechnął się do niej delikatnie, chcąc jej pokazać to, że może na nim polegać i opowiedzieć, co leży na sercu. — Czego nauczył cię ten stary pryk?

< Oszroniona Łapo? >

02 września 2018

Od Dziczej Łapy C.D Oszronionej Łapy

Był to pierwszy i ostatni raz, gdy kocur nad kimś zapłakał. Przyrzekł, że stanie się silniejszy i nie pozwoli, by ktoś, kto jest bliski jego sercu, został zraniony lub zabity, a w tym celu w końcu zacznie uczęszczać na treningi z Wrzosowym Kłem. Utwierdziło go to w przekonaniu, że nie warto nawiązywać z innymi kotami relacji, przez które na końcu on jako jedyny ucierpi. Niechęć do nowych znajomości stała się jedynie większa. Postanowił, że zaufa tylko swojej siostrze, bowiem chronienie jednego kota nie wydawało mu się trudnym zadaniem, a więc gdy ta się wtuliła w jego futro, on oparł swój łebek na jej czole i z niepowodzeniem próbował powstrzymywać wypływające z jego oczu łzy. Nie chciał, by ktoś na nich patrzył, a jednocześnie pragnął zostać przy matczynym ciele i ostatni raz podzielić z nią języki. Jednak w tej chwili uznał za priorytet to, aby zostać z Oszronioną Łapą i wspierać ją na duchu, choć nie bardzo wiedział, w jaki sposób się za to zabrać. Bądź co bądź on sam w tej chwili cierpiał i łkał w jej kolorowe futerko na głowie.
- Pożegnajmy się z nią - wypowiedział te słowa na tyle cicho, że mająca przy jego pyszczku ucho Oszroniona Łapa ledwo co to usłyszała.
W odpowiedzi, kocica o rudym futrze w czarne i białe łaty skinęła mu swoją głową i pociągnęła noskiem, a następnie się odsunęła, po czym podeszła do Zawilca i trąciła ją swoim nosem. Widząc jej rozdarte na pół gardło i czerwoną posokę brudzącą jej białe futro, Dzicza Łapa poczuł, że podchodzi mu do gardła mysia żółć, dlatego odwrócił swój wzrok od tego miejsca i skupił go na jej tułowiu. Podszedł do brzucha, jak to zwykł robić, gdy był kociakiem, i wtulił się w długie futro, by po chwili zamruczeć i zmoczyć je swoimi łzami. Zdusił swój szloch, przyciskając nos do zimnych zwłok i wpadając w spazmy. Dreszcze zaczęły targać jego ciałem, gdyż nie mógł zapanować nad swoimi emocjami. Wydawałoby się, że Dzicza Łapa jest w tej chwili w gorszym stanie od Oszronionej Łapy, acz on wiedział, iż tak nie jest. Ona to przeżywała na inny sposób, jednak cierpiała tak samo. Po chwili dołączyły do nich Ognisty Krok i Oblodzona Sadzawka, które zasiadły po stronie grzbietu jego matki i dotykały nosem jej futerka, ledwo powstrzymując się od wylania łez w podobny sposób do Dziczej Łapy. Z pewnością szybko od Zawilca nie odejdą.

< Oszroniona Łapo? >

Od Dziczej Łapy C.D Czaplej Łapy

Droga do Klanu Nocy minęła im w ciszy, bowiem Dzicza Łapa był tak zdegustowany zachowaniem tego kocura, że nie miał ochoty nawet na niego patrzeć. Nie bawiło go robienie z niego żartów, więc jego opinia o Czaplej Łapie spadła do o wiele niższego poziomu, niż była na początku. Gdy tylko dotarli do granicy, kocur o burym futrze odetchnął z ulgą i ruszył przed siebie szybszym krokiem, jakby nagle nabrał energii, a tempo, w jakim wcześniej szedł, było tylko po to, by zirytować idącego z nim Czaplą Łapę.
- Hej! Nie pożegnasz się ze mną? - zawołał za nim, na co Dzicza Łapa prychnął pod nosem i uderzył swoim ogonem o pięty, nie odpowiadając na pytanie zadane mu przez czekoladowofutrego.
Tym, co usłyszał jako ostatnie, był wzdychający z powodu jego zachowania kot z Klanu Burzy. Po tym nastąpiły jego szybkie kroki w przeciwną stronę, a na końcu otaczała go cisza, czyli jedyny byt, który na ten moment całkowicie akceptował.

~ * ~

Od spotkania jego i Czaplej Łapy minęły z dwa, jak nie więcej księżyców - a może mniej? Przez to, że Zawilec umarła, Dzicza Łapa nie zwracał na takie pierdoły uwagi, bowiem tym, co go całkowicie pochłaniało w wolnym czasie, był trening i leniuchowanie, lecz z mniejszą częstotliwością niż dotychczas. Po śmierci jego matki doszedł do wniosków, do których dojść winien od dawna i dopiero w wieku dziesięciu księżyców uświadomił sobie to, że trening i nauka są ważne - przede wszystkim dla tego, by chronić go i jego siostrę. Niestety dla Dziczej Łapy liczyło się tylko to, aby być dobrym w walce i polowaniu, zaś Kodeks Wojownika nie stanowił dla niego żadnej wartości. Wrzosowy Kieł był zadowolony z podejścia swojego ucznia, ale wiedział, że zasady obowiązujące go i inne koty z klanów są równie ważne. Gdy powiedział mu, że nie przejdą dalej, jeśli Dzicza Łapa nie będzie znał choć większości podpunktów z kodeksu, uczeń zbuntował się i sprzeciwił. Skutkiem tego była kłótnia, a przez nią kocur o burym futrze w tej chwili szedł z zadrapaniem na pysku w stronę Klanu Burzy, by wypełnić zadane mu powierzone przez Jagodową Gwiazdę. Jeden z synów Czarnego Piórka stwierdził, że nie ma ochoty na trenowanie kogoś, kto nie wykonuje jego poleceń. Przekazał mu, aby wrócił do niego wtedy, kiedy będzie w stanie powiedzieć mu z pamięci kodeks nawet wtedy, kiedy go obudzi w środku nocy, a do tej pory ma polować i poszerzać granicę z łapiącym króliki klanem. Jagodowa Gwiazda trwał przy swoim i nawet po zgromadzeniu, na którym się skłócił z Nocną Gwiazdą, oznaczał teren Klanu Nocy po stronie Klanu Burzy wyraźnie za granicą. Dzicza Łapa nie chciał dostać po mordzie jeszcze od lidera, dlatego bez gadania podszedł do jakiegoś krzaczka, na którym wyczuł stary zapach kogoś z jego klanu - zapewne z porannego patrolu.
- Ale to upierdliwe... - mruknął i podniósł jedną z tylnych łap, by zmoczyć tę roślinkę swoim moczem, jednak chwilę przed tym znajomy głos do niego zawołał.
- Co ty se myślisz, złamasie? Że niby jak sobie trochę pogadaliśmy to możesz wchodzić na nasze tereny bez pytania i robić co ci się podoba, hę? - z lekka rozsierdzony kocur o czekoladowym futrze wyłonił się zza wysokiej trawy. - A tak w ogóle to kto cię obił po mordzie? - zapytał, wskazując na ślady po pazurach, które znajdowały się na nosie Dziczej Łapy i przechodziły na jego policzek.

< Czapla Łapo? >

30 sierpnia 2018

Od Dziczej Łapy C.D Oszronionej Łapy

Dziczej Łapie nie podobało się to, że Oszroniona Łapa wymykała się spod jego łap. Wyprowadzało to go z równowagi i ledwo się powstrzymywał od tego, by nie zaatakować kotów, z którymi kotka się zadawała. Nie rozumiał, dlaczego on jej nie wystarczał do towarzystwa i czemu Oszroniona Łapa go nie słuchała. Czy była to zazdrość? Być może Dzicza Łapa tak o nią zabiegał, bowiem był zazdrosny i sam nie umiał zawierać znajomości z innymi kotami? On sam tego nie wiedział, a nawet jeśli - i tak by się nie przyznał, nawet przed samym sobą. Nie lubił być zależnym od innych kotów, a więc cała ta sytuacja była dla niego dość niekomfortowa. Niby zostawała mu do rozmów Zawilec, jednak kocur o burym futrze nie chciał wyglądać w oczach klanowiczów na maminsynka. Mimo wszystko wolał mieć neutralną opinię wśród Klanu Nocy, niż być jego pośmiewiskiem.
Gdy Oszroniona Łapa podjęła się próby odgonienia swojego brata od niej i Gołębiej Łapy, Dzicza Łapa prychnął w stronę kocura o czarnym futrze w białe plamy i odwrócił się od nich, posyłając starszemu uczniowi nienawistne spojrzenie, a następnie skierował swoje kroki do legowiska dla uczniów, chcąc się zdrzemnąć i choć na chwilę odciąć od niekorzystnej dla niego rzeczywistości.

~*~

Od tego wydarzenia minęło z kilka księżyców, a Dzicza Łapa nadal nie zmienił swojego nastawienia wobec tego, w jaki sposób zachowywała się Oszroniona Łapa. Z każdym dniem było widać, jak coraz bardziej się od siebie oddalają. Zmartwiło to Zawilec, a to, że jej syn nie miał kontaktu z nikim innym poza nią samą i jego mentorem dodawało jej tylko kolejnych powodów do rozmyślań i niepokoju, dlatego też postanowiła porozmawiać o tym ze swoim dzieckiem.
- Dziku!
Kocur o burym futrze odwrócił się w stronę, z której dobiegał znajomy mu głos, a gdy zobaczył, że zbliża się do niego biała kotka z ciepłym uśmiechem na pyszczku, zgarbił się lekko i rozejrzał, by być pewnym, iż nikt nie zwraca na nich uwagi. Ten gest nie umknął uwadze Zawilca, więc gdy znalazła się o długość ogona przy swoim synu, uniosła jedną z przednich łap i uderzyła nią w bark kocura, bowiem wyżej nie mogła dosięgnąć. Dzicza Łapa zachwiał się, o mało nie wywalając się na ziemię. Spojrzał z ukosa na matkę, której słodki uśmiech tylko jeszcze bardziej się poszerzył.
- Co to był za wzrok? Wstydzisz się mnie, czy co? - zaśmiała się i na przekór uczniowi otarła się polikiem o jego bok, co wywołało u niego wzdrygnięcie się.
- Coś się stało, Zawilcu? - zwrot, którego Dzik użył do określenia jego matki nie spodobał się białej kotce, dlatego na jej czole pojawiły się dwie zmarszczki.
- Nie nazywaj mnie tak - powiedziała. - Jestem twoją mamą i to, że jesteś uczniem, nie zmienia tego.
Dzicza Łapa nie odpowiedział, co Zawilec uznała za czekanie na odpowiedzenie na zadane jej pytanie. Kocica o krótkich łapach wypuściła ze świstem powietrze przez nos i odnalazła wzrokiem swoją córkę, rozmawiającą z Gołębią Łapą. Zauważyła, jak jej syn dostrzegł ich, a jego ciało od razu się spięło.
- Co się dzieje między waszą dwójką? - zapytała, zwracając się ku kocurowi, przez co lekko musiała unieść głowę, bowiem był on od niej wyższy. - Nie widzę, byście rozmawiali ze sobą, a na dodatek ty wyglądasz tak, jakbyś chciał do niej podejść, ale nie mógł.
Nie odpowiedział, bo nawet nie wiedział jak. On sam nie miał pojęcia, w jaki sposób nazwać to, co się dzieje między nim a Oszronioną Łapą. Milczał i nie wyglądało na to, by się miał za chwilę odezwać, przez co Zawilec kolejny raz westchnęła.
- Chcę ci pomóc - oznajmiła. - Ale nie zrobię tego, dopóki mi nie powiesz o co chodzi.
- To sprawa moja i Szron - warknął, wstając i odchodząc od Zawilca, wyraźnie poirytowany jej nastawieniem.
Gdyby tylko wiedział o tym, co się stanie później... Z pewnością porozmawiałby z nią dłużej.

< Oszroniona Łapo? >

Od Dziczej Łapy C.D Czaplej Łapy

Gdy kocur o ciemnym futrze w cienkie i długie pręgi popchnął go w stronę granicy z Klanem Nocy, Dzicza Łapa otworzył szeroko swój pyszczek, a następnie ziewnął, wieńcząc to kilkoma mlaśnięciami. Nie rozumiał, dlaczego kot z Klanu Burzy go tak bardzo popędza i nie chce, by przebywał po tej stronie linii, która odgradzała dwa z czterech stad zamieszkujących ten las. W ogóle nie widział sensu w tym, aby się dzielić na tyle grup i żyć w dość niepozytywnych relacjach ze sobą, rygorystycznie pilnując zasad i tego, żeby koty nie przekraczały nawet o krok granic. Wydawało mu się to bardzo upierdliwe i męczące, a samo zastanawianie się nad tym i doszukiwanie się w tym sensu przyprawiało go o ból głowy, więc kończąc rozmyślanie ruszył do przodu swoim powolnym krokiem, ignorując wydobywające się z gardła towarzyszącego mu kocura nieprzyjazne warknięcia i burknięcia.
- Miałeś na swoich terenach tyle drzew i akurat musiałeś wybrać te, które znajdowało się na terytorium Klanu Burzy, pierdzie? Pewnie zrobiłeś to na złość, a może Jagodowa Gwiazda planuje coś wrogiego wobec naszego klanu, co? No odpowiedz, ty śnięty grzybie! - prychnął w stronę Dziczej Łapy uczeń z Klanu Burzy, przerywając niewygodną dla niego ciszę.
- Przymknij się trochę, bo uszy mnie już bolą od tego twojego gderania i ciągłego narzekania - odburknął syn Zawilca, nawet nie obdarzając burego towarzysza jednym spojrzeniem. - Tak w ogóle to jakie imię nadał ci wypłosz, który wypluł cię ze swojego tyłka? - zapytał, w końcu zerkając na niego kątem oka.
Uczeń z Klanu Burzy wyraźnie się zdenerwował, słysząc wyrażenie, jakiego użył Dzicza Łapa do określenia jego matki i tego, w jaki sposób wydała go ona na świat. Brązowe uszy o ciemnym odcieniu przyległy do głowy kocura, niemniej jednak nie zamierzał dać się sprowokować rówieśnikowi i po prostu wziął głęboki wdech, a następnie wypuścił ze świstem powietrze przez nos, uspokajając się.
- Czapla Łapa - odpowiedział krótko, nie siląc się na to, by mówić na tyle wyraźnie, aby być pewnym, że Dzicza Łapa go zrozumiał.
Tym razem kocur z Klanu Nocy objął swoim wzrokiem całą postać idącego obok niego kota. Dostrzegł, że ich futra są w podobnych kolorach, różniąc się jedynie rodzajem pręgowania i odcieniem brązu oraz rozmieszczeniem białych plam. Nawet ich oczy były do siebie zbliżone barwą i kształtem. Przez głowę Dziczej Łapy przeleciała myśl, według której on i Czapla Łapa są kuzynami lub dalszą rodziną, jednak po chwili odgonił ją od siebie, nie chcąc mącić sobie we łbie tymi wszystkimi połączeniami krwi i drzewami genealogicznymi z bardzo długimi oraz zaawansowanymi gałęziami.
- Czapla to te takie co se stoi w wodzie na jednej łapie i zżera nam ryby z rzeki, taaaaa? - zadał mu pytanie, chcąc się upewnić, czy na pewno mówią o tym samym, a przy okazji ziewnął, przeciągając ostatnie słowo. - Nie wiem, co jest z tobą, twoją matką i całym tym Klanem Burzy nie tak, ale chyba zaczynam rozumieć, dlaczego mój klan nie stanowi z wami jednego - powiedział, po czym przyspieszył, bowiem zauważył znajomy mu głaz, na którym bardzo często się wygrzewał.

< Czapla Łapo? >

19 sierpnia 2018

Od Dziczej Łapy

Kocur o krótkim, burym futrze w klasyczne pręgi wbił pazury w drzewo i zaczął się po nim wspinać. Jakiś czas temu udało mu się odkryć, że drzemki na umiejscowionych wysoko gałęziach są lepsze niż te w runie leśnym, dziuplach czy na pniach, bowiem przede wszystkim istniała mniejsza szansa na to, iż ktoś go zauważy i mu przeszkodzi w spaniu. Będąc długość ogona od grubej i długiej gałęzi, wybił się z tylnych łap i na nią wskoczył, nie martwiąc się na zaś tym, w jaki sposób stąd zejdzie - skoro za poprzednimi razami udawało mu się to, to czemu i w tym wypadku miałoby nie? Okręcił się dwa razy w miejscu i ułożył na zimnej korze o szorstkiej strukturze, ignorując to, że przebywa po drugiej stronie granicy Klanu Nocy z Klanem Burzy, czyli tam, gdzie go nie powinno być. Otworzył szeroko swój biały pyszczek i ziewnął, po czym mlasnął. Położył głowę na łapach i gdy już miał zasnąć, czyjś głos wywrócił go z równowagi i prawie spadł z gałęzi. Dzicza Łapa zmarszczył nos i spojrzał w dół, będąc lekko rozgniewanym tym, iż ktoś go śmie zaczepiać.
— Halo?
Zobaczywszy pod drzewem kocura o brązowym futrze i tygrysich pręgach z brązowymi oczami intensywnie wpatrującymi się w niego, uczeń z Klanu Nocy prychnął i wrócił do odpoczywania, myśląc, iż jest to tylko ktoś z jego klanu. Dzicza Łapa nie umiał jeszcze dobrze rozróżniać zapachu innych klanów, a że dzieliła ich niemała odległość to szanse na to, iż wyczułby w obcym kocie Klan Wilka, były równe zeru.
— Wstawaj! — krzyknął.
Na czole syna Zawilca pojawiło się kilka zmarszczek, które pojawiały się tylko wtedy, gdy ktoś przeszkadzał mu w odpoczywaniu. Mimo to nadal ignorował obecność kocura o pomarańczowych oczach i liczył na to, że w końcu znudzi mu się wołanie do niego i za chwilę stąd odejdzie. Niestety tak się nie stało, a słysząc, że kot podejmuje się próby wejścia na drzewo Dzicza Łapa syknął i poderwał się, spoglądając na nieznajomego z góry.
— Spadaj stąd, bo chcę się wyspać! — warknął.
Uszy brązowookiego przyległy do jego głowy, a sam kot odsunął się od pnia, jednak nadal nie spuszczał wzroku z Dziczej Łapy.
— Nie jesteś z Klanu Burzy, więc nie możesz przebywać na tych terenach — powiedział, próbując brzmieć jak najbardziej stanowczo.
Kocurowi z Klanu Nocy chwilę zajęło zrozumienie tego, co powiedział do niego drugi kot. Nie rozpoznał go, bowiem był on z Klanu Burzy, a na dodatek nie odpuścił, gdy Dzicza Łapa zaczął go ignorować, co było całkiem logiczne, biorąc pod uwagę to, iż znajdował się na czyichś terenach. Po kilku uderzeniach serca wydał z siebie pomruk, który świadczył o jego niezadowoleniu. Nie chciało mu się stąd schodzić, ale nie był też na tyle głupi, by nie domyśleć się o tym, co zrobi kocur z Klanu Burzy po tym, jak samemu nie uda mu się przegonić Dziczej Łapy. Podniósł się, a następnie powiódł wzrokiem po konarze drzewa, na którym obecnie się znajdował, by po chwili zatrzymać wzrok na wyrastających z ziemi korzeniach.
— Ruchy, ruchy! — zawołał ten z dołu. — Bo zaraz sam po ciebie tam wejdę i nie skończy się to tak miło.
W odpowiedzi, Dzicza Łapa wyszczerzył do niego swoje zęby, a następnie wrócił do zastanawiania się nad tym, w jaki sposób stąd zejść. Nie mając pojęcia o prawach fizyki, uznał, że najlepszym na to rozwiązaniem będzie szybkie zbiegnięcie po konarze do kota z Klanu Burzy. Dodatkowo nie był on zbyt skory do intensywnego myślenia, bowiem jedyne, na czym mu teraz zależało, to wrócenie na swoje tereny i znalezienie miejsca, w którym będzie mógł w spokoju zasnąć. Dzicza Łapa wciągnął powietrze przez nos, a następnie wyskoczył przed siebie i podjął się próby pionowego zbiegnięcia po drzewie. Nie przypuszczał, że skończy się to tak, iż w połowie drogi jego tył przechyli się do przodu i straci równowagę, po czym spadnie na obcego mu kocura, otrzymując tym samym miękkie lądowanie.

< Czapla Łapo? >

04 sierpnia 2018

Od Dzika (Dziczej Łapy) C.D Szronu (Oszronionej Łapy)

Kocur o krótkim, burym futrze uśmiechnął się do Szron, a ta odwzajemniła ten gest, będąc pewną, że Dzik zgodzi się na jej spotkania Z Gołębią Łapą. Widząc to, z jaką nadzieją na niego patrzy, prychnął. Naiwność jego siostry była powodem, dla którego to jej brat musiał ją chronić i kontrolować to, z kim się spotyka, a także co robi na takich spotkaniach.
— Nie — odparł, a uśmiech na jego pyszczku został zastąpiony przez obojętność i lekką wrogość, bowiem gdy pomyślał o tym, jaką krzywdę mogą wyrządzić inne koty jej siostrze, poczuł się zły.
Szron zamrugała swoimi brązowymi oczkami, a słowa Dzika dotarły do niej dopiero po chwili. Zdziwienie mieszało się ze złością i niedowierzaniem na jej pyszczku. W kącikach oczu kotki kocur dostrzegł łzy, a gdy to zrobił, odwrócił się do niej plecami i zadarł nos do góry, nie patrząc na nią.
— Nie weźmiesz mnie na litość — powiedział.
— Umiem so-sobie sama poradzić, wi-więc nie musisz mnie pi-pilnować! — odparła, a po oburzeniu w jej głosie Dzik mógł z łatwością stwierdzić, że Szron jest w tej chwili bardzo zła.
— Hmpf.
Syn Zawilca nie miał zamiaru tłumaczyć jej po raz kolejny, dlaczego to robi i czemu sama by sobie nie poradziła. Robił to już wiele razy, a do kotki i tak nie docierały jego słowa. W tej kwestii była bardzo uparta i Dzik nie mógł nic na to poradzić, dlatego nic nie odpowiedział, wydając jedynie z siebie dźwięk zaprzeczenia.
— Argh! — warknęła i uderzyła jedną ze swoich krótkich łap o jego ogon, na co ten lekko się skrzywił. — Nienawidzę, g-gdy się ta-ak zachowujesz! Mama ni-nic nie ma do moich spo-potkań z Gołąbkiem, dlatego nie wt-wtrącaj się w t-to, co robię i-i gdzie i z k-kim jestem!

Od tego momentu minęły ze dwa księżyce, a przez ten czas Dzik i Szron oddalili się od siebie. Kocur przekonał się o tym, że nie może kontrolować całkowicie jego siostry. Postanowił, iż zamiast namawiania kotki i powstrzymywania jej od spotkań z podejrzanymi kocurami, zacznie rozmawiać z tymi, którym Dzik nie ufa i grozić im, by nie zadawali się ze Szron. Zrobił to tylko raz, a dlaczego? Odpowiedz jest bardzo prosta - jako kocię nie ma wielkiego autorytetu, więc szanse na to, że ktoś starszy od niego (bo tylko z takimi kotami spotykała się Szron) posłucha go, były równe zeru. Na szczęście dzisiaj nadszedł ten dzień, w którym on i jego siostra awansują na wyższą rangę, a co za tym idzie - będą na równi z tymi, którym Dzik nie ufa. Cała ta zgraja od Żurawinowego Krzewu i Spienionej Fali wydawała mu się kotami o kłamliwej osobowości, które tylko czekają na to, aż Szron pokaże im swoje słabe punkty i będą mogli w nie zaatakować. Kocur był niemalże pewien, że tak zrobią, jednak w tej chwili wolał nie zatracać się w swoich spiskach na temat innych klanowiczów. Stał przed obliczem Jagodowej Gwiazdy, który spoglądał na Dzika i Szron z pogardą i wyższością, siedząc na powalonym pniu.
— Dziku, Szron ukończyliście sześć księżyców i nadszedł czas, abyście zostali uczniami. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziecie się nazywać Dziczą Łapą i Oszronioną Łapą, a waszymi mentorami zostanie Wrzosowy Kieł oraz ja. Jestem pewien, że pod naszym nadzorem wasz trening skończy się bardzo szybko — oznajmił, a gdy zgromadzone u jego łap koty zaczęły wykrzykiwać imiona nowych uczniów, ogłosił koniec ceremonii i zeskoczył z pnia, by po chwili podejść do Oszronionej Łapy i trącić ją w polik swoim nosem z uśmieszkiem, który nie wróżył niczego dobrego.
Widząc to, Dzicza Łapa podszedł do nich i wcisnął się między Jagodową Gwiazdę a swoją siostrę, nie zwracając uwagi na to, że jest to lider. Kocur o czarnym futrze zmierzył go od palców u łap po końcówki jego uszu, a następnie prychnął i uderzył o pięty ogonem, odwracając się od nich i odchodząc w stronę Wrzosowego Kła. Bury kot powiódł za nim wzrokiem, a gdy skrzyżował go ze spojrzeniem czekoladowego wojownika, małe uszy syna Czarnego Piórka przyległy do czaszki, pokazując, że Wrzos nie jest zadowolony z bycia jego mentorem. Po kilku uderzeniach serca Dzik odwrócił się do Oszronionej Łapy, ale jego wzrok nie złagodniał.
— Nie wiedziałem, że kręcisz z liderem — powiedział do niej z grymasem obrzydzenia na pyszczku, nie dowierzając, że jego siostra jest tak głupia.

< Oszroniona Łapo? >

19 lipca 2018

Od Dzika C.D Szronu

Wypuścił ze świstem powietrze przez nos i popatrzył na Szron z nadzieją, że ta się jednak rozmyśli i da mu pospać, ale ona się tylko jeszcze szerzej do niego uśmiechnęła i wskazała na leżące przed nim kamyczki. Skwitował to wywróceniem swoich oczu, a następnie chwycił w jedną z przednich łap głaz i rzucił nim. Zrobił to byle jak i na odwal się, bowiem nie zależało mu na tym, by wygrać. Jeśli by uszczęśliwił w ten sposób swoją siostrę to nie miałby nic przeciw temu, a na dodatek po zwycięstwie Szron ta by dała mu spokój i wróciłby do krainy snów. Kotka o futerku w czarne i rude plamy wydęła swoje policzki i zmarszczyła czoło, patrząc na brata z nieukrywaną złością. O ile w stosunku do obcych kotów bywała nieśmiała i bardzo uważnie dobierała słowa w rozmowie z nimi, o tyle w kontaktach ze swoim bratem bardzo się różniła, choć nie było w tym nic dziwnego. Żyła z nim od ich pierwszych uderzeń serca, co oznaczało, że byli se sobą bardzo zżyci i nie odstępowali od siebie na krok. Czasami było to dla Szron nieco niekomfortowe, biorąc pod uwagę to, iż dorastała i zaczynała się interesować tym, od czego próbował ją bronić Dzik. Niestety nic nie mogła na to poradzić, bowiem bury kocur bardzo troszczył się o swoją siostrę i nie chciał, by ktokolwiek ją skrzywdził.
— Dzi-Dzik! — miauknęła z lekkim grymasem na pyszczku. — Miałeś m-mi nie da-dawać fo-fo-forów!
— Rzucaaaaaaaj... — ziewnął i zamknął na chwilę oczy.
— Ale z ci-ci-ciebie pta-tasi mó-móżdżek — mruknęła.
Kotka o krótkich łapkach chwyciła w jedną z nich kamień i rzuciła nim o wiele dalej, niż zrobił to jej brat, a następnie zwróciła się w jego stronę z szerokim uśmiechem, choć widząc, że Dzik praktycznie zasypia na siedząco, zastąpiło go niezadowolenie i złość.
— DZIK! — wrzasnęła mu prosto do ucha, na co ten się zerwał z miejsca i podskoczył.
— Dobrze, nie będę już jadł twoich przyjaciół, tylko nie atakuj mnie, łososiu! — krzyknął, a po chwili rozejrzał się nerwowo, lecz widząc, że nie ma zagrożenia ze strony ryby, która mu się przyśniła, odetchnął z ulgą.
— Same z t-to-tobą problemy — oznajmiła, a następnie uderzyła w jego nos swoim ogonem, by go rozbudzić, na co ten zareagował kichnięciem - była to jego słabość, bowiem za każdym razem, gdy coś go połaskotało w nos, kichał, a Szron wiedziała o tym doskonale i był to jeden ze sposób na obudzenie jej brata. — Ma-mam dla ciebie pro-propozycję, że-żebyś się trochę ba-bardziej zaang-gażował w naszą g-grę.
— Jaką? — zapytał, masując się po nosie.
— Jeśli z to-tobą wyg-gram, to nie będzi-dziesz się wtrącał w t-to, co robię, prze-przez najbliższy k-księżyc, zgo-goda?
Myśl o tym, że Szron ma być bez jego nadzoru przez ten cały czas i robić to, na co ma ochotę, a w tym rozmawiać z tymi, którzy są dla Dzika podejrzani, zadziałała na niego jak wskoczenie do zamarzniętej wody w porę nagich drzew. Od razu nabrał chęci do walki, chcąc wygrać z siostrą i zapewnić jej należytą opiekę. Nie mógłby patrzeć na nią, gdy rozmawia z Gołębiem i Żmijką, albo - co gorsza - z tym kocurem o niebieskim futrze i cętkach. On od zawsze wydawał mu się jakiś podejrzany, a do tego te jego siostry. Nie lubił ich, więc chciał odciąć Szron od kontaktów z nimi. Był pewien, że wiedział, co jest dla niej najlepsze.
— Zgoda.

<Szron?>