BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
14 lipca 2023
Od Gawroniego Obłędu CD. Źródlanego Dzwonka
11 lipca 2023
Od Źródlanego Dzwonka CD. Gawroniego Obłędu
24 czerwca 2023
Od Gawroniego Obłędu CD. Źródlany Dzwonek
— Tam. — wskazał łapą krąg niewielkich kamieni.
Bratkowe Futro powiedziała mu, że energia z natury jest ważnym elementem takich spotkań. Czarny nic z tego rozumiał, lecz jeśli kotka uważała, że dzięki jasnym, gładkim kamieniom ma większe szanse nie zamierzał się kłócić. Liliowa drgnęła na ten widok. Nic nie powiedziała. Milczała.
Kurka niezbyt wiedział, jak to odbierać. Wszedł w krąg i usiadł na jeszcze ciepłym piasku. Trzepnął resztką ogona obok siebie, wskazując Dzwonek jej miejsce. Dawna mentorka niepewnie podeszła. Usiadła dalej niż chciał. Dlatego też zbliżył się sam, przykrywając liliową sierść swoją czernią. Kotka ze wzrokiem pogrążonym we własnych łapach nie skupiała się na zachodzie słońca. A właśnie to miało zagwarantować im relację. Nie mogli pominąć tego kroku. Był ważny.
— Słońce. — wskazał pazurem na zanikającą kulę.
Brązowe ślepia powędrowały do góry. Wraz z ujrzeniem topiącego się słońca nabrały lekkiego blasku. Kurka uniósł ogon zadowolony. Zadziałało. Udało się. Nie wiedział za bardzo co robią partnerzy i na czym polegają, ale zamierzał odkryć. Wszystko było przed nim.
Zauważył, że bliskie sobie koty posiadały obok siebie legowiska. Dlatego też wziął swoje i położył obok łoża spoglądającej na niego pytająco Dzwonka. Położył się i wbił pomarańczowe ślepia w kotkę. Nie wiedział co dalej.
11 czerwca 2023
Od Źródlanego Dzwonka CD. Gawronego Obłędu
09 czerwca 2023
Od Gawroniego Obłędu CD. Źródlanego Dzwonka
– Dzwonek...? – wydał z siebie cichy dźwięk, podchodząc do kotki.
Nie pozwalała się zbliżać innym. Nie chciała go do siebie dopuścić. Wrócić do tego co było. Nie reagowała. Nie słyszała go. Albo nie chciała słyszeć. Zwiesił ogon i odszedł zostawiając ją samą.
Czar goryczy, jednak splamił jego serce.
– ...I kotki to lubią? – nieśmiały głos dotarł do jego uszu.
Jego wzrok powędrował w tamtą stronę. Wodnikowe Wzgórze i Bratkowe Futro siedzieli wspólnie nad myszą.
– Jasne. Jakby spójrz na mnie. Wiesz ile mam już związków za sobą? – przechwalała się wojowniczka.
Bury jak i Kurka spojrzeli na kotkę z zaciekawieniem.
– Ile? – zapytał Wodnik.
– Nieważne. Nie mówimy tutaj o mnie. Chodzi o ciebie i Liściastą. Słuchaj, kto nie lubi prezentów? Praktycznie każdy. Weź ją na wspólne polowanie, ale bez tego jełopa Czapli, tylko idźcie sami. Na plaży, gdy zanika słońce jest naprawdę pięknie. Powiesz jej co czujesz i z głowy. – mruknęła pewnie srebrna, prostując się dumnie. – Łatwizna, nie?
Mina burego nie wyglądała, jakby też tak uważał. Czarny także niezbyt rozumiał. Wystarczy zabrać kogoś w ładne miejsce i będzie się razem? I wszystko będzie tak jak miało być? Nie ukrywał, że czuł lekkie zaskoczenie, że sprawa wyglądała tak łatwo. Uniósł ogon zadowolony. Los do niego się uśmiechnął.
– A ty czego się gapisz? Sio. – prychnęła na niego Bratek, napuszona.
Wodnik spojrzał na niego zaskoczony. Potem zrobił dziwną minę. Jakby już wiedział o nim wszystko. Kurka zmarszczył się. Nie podobało mu się to spojrzenie.
– Bratku, nie przeganiaj go. – poprosił kotkę. – Może Gawroni Obłęd też potrzebuje twojej pomocy?
Srebrna wywróciła ślepiami i wstała.
– Ja temu dziwadłu pomagać nie będę. Jak chcesz się bawić w wolontariat to proszę bardzo. Tylko potem nie płacz, że Liściastą ci ukradnie... – popuszczała burego, by następnie wstać i odejść, zostawiając kocury same.
Wojownik przeniósł przerażone spojrzenie na Kurkę. Przez jego ciało przeszedł dreszcz. Pomarańczowe ślepia zdawały się zaszklić. Czarny był bardzo zdezorientowany tą wymianą zdań.
– Gawroni Obłędzie, czujesz coś do Liściastego Wiru? – jego głos był cichy i smutny.
Czarny przekręcił łeb, nie rozumiejąc zbytnio tej sytuacji. Nie wiedział co miał niby czuć do młodszej szylkretki, że tak to emocjonowało Wodnikowe Wzgórze.
– Nic. – bąknął cicho, unosząc brwi do góry pytająco.
Ciało burego rozluźniło się. Na jego pysk wkradł się lekki uśmiech.
– Całe szczęście. Chcesz razem pozrywać kwiatki? Koło Zrujnowanego Mostu rosną piękne maki. Myślę, że będą w sam raz. – zaproponował mu wojownik. – Możemy przy okazji porozmawiać o kocie, którego lubisz. Chętnie ci pomogę!
Kurka trzepnął uchem. Nie za bardzo znał kocura, by mu się zwierzać. Wolał zachować to dla siebie. I Dzwonek.
– Chodźmy. – mruknął, ruszając w stronę wyjścia z obozowiska.
19 maja 2023
Od Źródlanego Dzwonka CD. Kurkowej Łapy (Gawroniego Obłędu)
02 lutego 2023
Od Kurkowej Łapy CD Źródlanego Dzwonka
Słaba liliowa sylwetka stała wśród śnieżnych połaci. Smród choroby kąsał go w nos.
— Jeśli każe zrobić ci coś ryzykownego, nie słuchaj jej, nie musisz nic udowadniać, tak? — poklepała go po matczynemu łapą między uszami.
Położył uszy, spoglądając z zawodem na mentorkę. Nie chciał tego. Treningu z inną. Specyficzną kotką. Przyjaciółką Makowego Pola. Skrzywił się na myśl o srebrnej kotce i kiwnął łbem niechętnie. Otworzył niepewnie pysk.
— Kminek!
Szylkretka spojrzała na nią zniecierpliwiona. Lepkie Łapki. Siostra lidera. Siostrzenica jego ojca. Kolejna zakała jego rodziny. Fuknął zirytowany. Samo jej istnienie było pomyłką. Teraz jeszcze kradła jego mentorkę.
— Już wracam, przepraszam — miauknęła liliowa.
Ciepły uśmiech to ostatnie co ujrzał, nim zniknęła w cieniu legowiska. Gorycz przelewała się w młodym kocurze. Był bezradny wobec tego co się działo. Nie wiedział, jak zatrzymać mentorkę przy sobie. Nie pozwolić innym mu jej ukraść. Odszedł, kręcąc ogonem na prawo i lewo.
— Kurkowa Łapo! — radosny głos rozległ się za jego grzbietu.
Niechętnie odwrócił się do tyłu.
— Rudzikowa Gwia... znaczy Rudzikowy Śpiew wyznaczył mnie, jako twoją zastępczą mentorkę. Mam nadzieję, że jesteś gotowy na wspólny trening. Musisz nadrobić te braki. Tylko ty i Jaskier jesteście nadal uczniami. — miauknęła.
Kurka zjeżył się. Być porównywany do tej pokraki. Kpiła z niego. Z pewnym uśmiechem na pysku.
— Nie dąsaj się. Zobaczysz, razem szybko nadrobimy trening i Źródlany Dzwonek będzie mogła w końcu zająć się swoimi "sprawami". — rzuciła, poruszając dziwnie brwiami.
Czarny zmarszczył brwi, przyspieszając kroku. Swoimi sprawami? Czym były. Nie rozumiał specyficznego toku myślenia Pszczelej Dumy. Na samą myśl, że mentorka ma go dość kopnął mocno kamień.
— Oho, nie mów mi, że ty... — zaczęła, zerkając podekscytowana na kocura. — To tym bardziej musisz zakończyć szybko trening. — zachichotała.
Kurka zignorował wojowniczkę. Nie rozumiał kotek. Były dziwne, śmiały się bez powodu i udawały słabe i głupie. Uczeń nie zamierzał dać się nabrać. Dobrze pamiętał prawdziwą twarz swojej matki. Spięty maszerował za nią.
— Wolisz poćwiczyć walkę czy polowanie? — zapytała. — Z czym masz większy problem.
Gdyby wiedział sam by już sobie z tym poradził.
— Halo? Sama nie zgadnę.
Wzruszył barkami, uciekając wzrokiem gdzie indziej. Czuł na sobie zaintrygowane spojrzenie kotki. Usłyszał kroki. Szła w jego stronę. Słodki zapach jej futra sprawił, że zmarszczył nos. Nie wiedział czego chciała.
— Wiesz, Kurkowa Łapo. Znamy się już kilkanaście księżyców. Pamiętam cię ze żłobka... A mimo to nigdy nie słyszałam twojego głosu. — przywarła do niego bokiem.
Syknął, odsuwając się od niej.
— Naprawdę jesteś takim dziwakiem, jak mówi Maczek? — zaczęła wojowniczka, unosząc brew. — Twierdzi, że masakrowałeś ciało swojej martwej matki.
Spuścił wzrok, wbijając nerwowo pazury w śnieg. Miał dość tych pytań. Przesłuchania. Istnienia Makowego Pola.
— Odpowiesz mi? Proszę. Chciałabym wiedzieć jaka jest prawda. Jeśli kłamie to wyjaśnię jej, że tak się nie robi. To straszne oszczerstwo. — mruknęła z poważną miną.
Wspomnienie tego wieczoru uderzyło w niego. Złapał się za łeb, próbując je wyrzucić. Zakopać jak najgłębiej. Spoglądające na niego martwe ślepia przepełnione absurdem śmiały się z niego. Z jego słabości, którą tak starał się zamaskować. Z samotności na jaką go skazała.
Z szaleństwa, które było mu przeznaczone.
— Kurko... — oprószona śniegiem łapa dotknęła go.
Złapał ją. Zęby zatopiły się w czymś miękkim.
— Ajć! Kurkowa Łapo! Czemu...?! — syknęła, odpychając go.
Ciepła krew skapnęła na śnieg. Metaliczny zapach uniósł się w powietrzu. Padł na ziemię. Nie zamierzał wstawać. Spojrzeć jej w pysk.
— Trening zakończony. Przekażę wszystko Rudzikowemu Śpiewowi. — mruknęła zawiedziona. — Myślałam, że jesteś inny. Zawiodłam się.
Odeszła. Pozostawiła go samego wśród śnieżnych zasp. Ślad krwi prowadził do obozu. Niewielkie plamki dowodzące jego zbrodni. Schował pysk pod łapami.
Nie chciał wracać.
— Rozumie, że ci ciężko ze względu na zaistniałe zmiany i stratę byłej mentorki, do której się pewnie przywiązałeś, ale twoje zachowanie zagraża pozostałym wojownikom i jeśli nie nastąpi poprawa to wyciągnie poważniejsze konsekwencje. — miauknął surowym głosem.
— Zrozumiałeś? — utkwił w niego spojrzeniem.
Odwrócił wzrok. Nie miał zamiaru na niego spoglądać. Poczucie poniżenie już i tak sprawiało, że czuł piętrzącą się w nim złość.
— Pszczela Duma nie chce cię dłużej uczyć. Ugryzienie jej było zachowaniem godnym kocięcia. Późniejsza wrogość i fukanie także. A Źródlany Dzwonek wciąż choruje. — mruknął lider, łapiąc się za łeb. — Kogo mam ci wyznaczyć, by nie podzielił losu Pszczelej Dumy?
— Lampart. — miauknął cicho.
Lider wstał i przeszedł się kawałek.
— Zastanowię się nad tym.
— Co tu robisz? — nieznany głos szepnął wśród mroku.
Żółte ślepia spojrzały na niego. Przełknął ślinę, czując smak goryczy. Nie miał prawa zepsuć mu tego.
— Kurkowa Łapo? — znał jego imię.
Kremowa sylwetka usiana w cętki ukazała się jego oczom. Niedaleko niego leżała pół śpiące Węgorzy Pysk.
— Prezent. — wykrztusił niechętnie przez kamień.
Obawa przed podniesieniem alarmu wygrała z dumą. Słaby uśmiech pojawił się na pysku wojownika.
— Nie zakradaj się więcej tutaj nocą. — pouczył go z ledwo wyczuwalnym stresem w głosie.
Czarny położył uszy, ale finalnie tylko kiwnął łbem. Pozostawił podarunek koło mentorki i pospiesznie wyszedł.
Rzeczywistość wracała do normalności. Źródlany Dzwonek znów go nauczała. Udawał, że nie widzi posyłanych ku starszyźnie spojrzeń kotki, gdy wychodzili z obozowiska. Nie umiał poradzić sobie z faktem posiadanej przez kotkę relacji z tym czubkiem uwięzionym w legowisku starszych.
— Spójrz to on. — dotarło do niego uszu. — Nie dość, że niezrównoważony psychicznie to jeszcze treningu nadal nie ukończył.
Zerknął ukradkiem na przyglądające się mu z lisiej odległości Mysi Okruch i Wzburzony Potok.
— Myślisz, że Rudzikowy Śpiew go wyrzuci?
— Powinien to już dawno zrobić. Słyszałaś co zrobił Pszczelej Dumie? Rzucił się na nią bez powodu i próbował odgryźć łapę.
— Co?
— Makowe Pole mówiła, że Pszczółka ledwo uszła z życiem. Jebany psychopata. Idzie zupełnie śladami swojej matki... Co? — Mysz przerwała szturchnięta przez wojowniczkę.
Zauważywszy na sobie jego przepełnione goryczą spojrzenie, uśmiechnęła się prześmiewczo. Wbił pazury w ziemię, strosząc sierść. Nie miał zamiaru pozwolić jej ujść z tego cało. Nie miała prawa. Nie mogła. Wstyd i gniew zmieszały się ze sobą sprawiając, że jedyne co wiedział to to, że zamierzał za uderzenie serca zerwać jej ten durny uśmiech z pyska.
— No co, Truposzku? Makowe Pole o wszystkim mi powiedziała. Spróbuj mi coś zrobić, a jeszcze dziś wylecisz. Rudzikowy Śpiew jest frajerem, ale nie aż takim, by trzymać cię tu w nieskończoność. — wysyczała gotowa do doparcia ataku.
Kurka ryknął gniewnie, cofając się o krok. Nie mógł, lecz nie potrafił tego odpuścić. Nie tego. Wpadł w coś miękkiego. Delikatny zapach mięty otoczył go z każdej strony.
<mentorko? przepraszam, że tyle czekałaś :< >
postacie npc: Pszczela Duma, Wydrzy Wir, Mysi Okruch, Wzburzony Potok
[przyznano 5%]
17 listopada 2022
Od Źródlanego Dzwonka CD. Kurkowej Łapy
29 października 2022
Od Kurkowej Łapy CD. Źródlany Dzwonek
Mrok powoli ustępował tonącemu we szkarłacie słońcu. Bordo złączony w tańcu z purpurem malowały niebo. Pomarańczowe ślepia oderwane na uderzenie serca od brutalnej rzeczywistości zatonęły w malującym się krajobrazie.
— Współczuję ci, Źródlany Dzwonku. — głos przerwał ciszę. — Pierwszy uczeń i taka udręka. Na twoim miejscu pozbyłabym się go nim stanie się potworem jak matka. Jak już widzieliśmy ma podobnie nasrane we łbie. — szmaragd jej ślepi wyróżniał się na tle skąpanego w fiolecie nieba.
Jasne futro poprzecinane ciemniejszymi pręgami przybrały rumianą barwę.
— Kurkowa Łapa nie jest Kruczą Gwiazdą. Zostaw nas samych. — syknęła mentorka.
— To się jeszcze okaże. — rzuciła.
— Nie zdaje się być zagrożeniem. — odparła mentorka, widząc czujny wzrok ucznia na nim. — Ale musimy się mieć na baczności. Dwunożni są nieprzewidywalni. — dodała.
Czarny trzepnął uchem, lecz wciąż wpatrywał się w dziwną istotę. Kotka kierowała się w stronę piaszczystej łąki, którą przerywała ogromna słona woda. Nikt wcześniej nie widział podobnej. Kurka także nie słyszał. Była fenomenem. Irracjonalna mrzonka.
Kapryś Bóstw.
Uczeń obawiał się jej. Dziwne fale co uderzenie serca skradały się na ląd, próbując pochwycić i wciągnąć w głąb siebie kolejne zdobycze. Mroczna Woda zdawała się żywym organizmem o niesłychanym głodzie.
— Poćwiczymy tu bieg długodystansowy. — oznajmiła liliowa. — Teraz, gdy większość naszych terenów to polany do złapania zwierzyny będziesz potrzebował kondycji i dynamiczności.
Kurka spojrzał zniesmaczony na tonące w piasku łapy. Nic z tego nie rozumiał. Ćwiczenie biegu na piasku. To nie miało sensu. Zirytowany prychnął na mentorkę, jeżąc się.
— To dobre na poprawę sprawności. Piasek jest trudny po poruszania się, obciąża łapy. Nie wiesz też w jakich warunkach w przyszłości będziesz musiał walczyć. — dodała liliowa, zaczynając trening.
— Ciii. — rozkazała mentorka.
Już otworzył ponownie pysk, lecz zaskakująco podłużna sylwetka wyłoniła się z tafli wody. Mokra sierść przylegała sztywno do ciała. Przypominała jednego z nich, lecz zarówno łapy jak i uszy istoty były krótsze. Masywny ogon ciągnął się po ziemi.
— Wydra. — miauknęła liliowa, robiąc krok do tylu. — Nie prowokuj jej. Możliwe, że gdzieś w pobliżu ma norę.
Istota charczała na nich, mierząc ostrym spojrzeniem niewielkich ślepi. Szczuro-kot wydał z siebie kolejny dziwny odgłos. Z każdym ich krokiem w tył stawał się coraz cichszy, lecz wciąż niepokojący. Kurce nie podobało się to. Odejście z podwiniętymi ogonami, niczym bezbronne kocięta. Czarnemu z trudem było nie sprzeciwić się kotce. Zjeżony czujnie obserwował wybryk natury. Wydra go także. Nie zamierzał tego pozostawić. Nie dziś. Lecz kiedyś.
Dopiero po długości drzewa oderwali od siebie spojrzenia. Źródlany Dzwonek spojrzała na niego.
— Jestem dumna, że mnie posłuchałeś. — oznajmiła mu.
Położył uszy, udając, że nie przejął się tym. Wykrzywiony w niesmak pysk powędrował znów ku wodzie.
Lecz gdzieś w środku pod masą czarnych kudłów rozległo się przyjemne ciepło.
17 października 2022
Od Źródlanego Dzwonka CD. Kurkowej Łapy
15 października 2022
Od Kurkowej Łapy CD. Źródlanego Dzwonka
Zmarszczył nos, lecz nie zaprzeczył. Spojrzał na nią oczekująco. Nie będzie się upokarzać na marne. Kotka wysunęła pazury w przednich łapach i zaprezentowała, jak powoli wspina się na górę drzewa. Kurka obserwował to w ciszy.
— Teraz ty. — oznajmiła spoglądając na niego z gałęzi drzewa.
Kurka obszedł buka z dozą ostrożności. Postawił łapę na konarze, a następnie wbił w niego pazury. Uniósł wzrok do góry. Zmrużył ślepia przez wydostające się pomiędzy pomarańczowych liści słońce. Przesunął wyżej łapę, a potem powtórzył czynność z lewą. Nie ośmielił się spojrzeć za siebie. Podciągał się ku górze, nie zwalniając na uderzenie serca. Lekka obawa, że spadnie jeśli się zatrzyma była z tyłu łba kocura. Wysunął łapę w stronę gałęzi. Musnął ją pazurami, lecz poczuł, jak zsuwa się ku dołowi. Panika sprawiła, że serce zabiło mu szybciej. Poczuł, jak za sprawą stresu traci równowagę.
Zęby wbiły się w jego kark. Mentorka zaparła się i podciągnęła niemal dorównującego jej wzrostem ucznia. Zdyszany spojrzał na nią nie ukrywając zaskoczenia. On patrzyłby na upadek niekompletnego towarzysza zamiast go uratować. Nie podałby z własnej woli łapy rodzeństwu, a co dopiero zmuszającej go do treningów mentorce.
— Musisz być uważny. — pouczyła go.
Przyglądał się poruszającemu pysku kotki, nie wsłuchując się w to co do niego mówiła. Nic z tego nie rozumiał. Widział, że za nim nie przepadała. Słyszał wśród kotów plotki, że był karą dla niej za nieposłuszeństwo i pyskatość wobec jego matki. Sam traktował ją podle, udowadniając swą niezależność nad nią. Więc skąd jej decyzja? Mogła się pozbyć ciążącego jej problemu. Każdy normalny kot by na to zezwolił.
Brązowe ślepia spojrzały na nie uważnie.
— Uderzyłeś się w łeb? — zapytała. — Kontaktujesz? — pomachała mu łapą przed pyskiem.
Prychnął cicho, odtrącając łapę kotki.
— Mówi się dziękuję. — pouczyła go zmęczonym głosem.
Zmarszczy jedynie nos, wywracając ślepiami. Kotka westchnęła. Powędrowała na pół przytomnym spojrzeniem po terenie. Obserwował ją w ciszy. Oczekując jej odpowiedzi.
— Jeśli zamierzasz się tak zachowywać następnym razem będziesz sam czołgać się do medyków z połamanymi łapami. — ostrzegła go, prostując się. — Schodzimy. Jutro dokończymy.
Kurka nie odpowiedział. Jedynie obserwował czekającą na niego na dole mentorkę. Niepewnie zbliżył się do konaru, by spróbować zejść w jak najmniej upokarzający sposób.
Kurka patrzył na martwe ciało swojej matki. Gniew i gorycz przeszła przez niewielkie czarne ciało. Ciarki wprawiły łapy w drżenie. Zaciśnięte ze złości ślepia zdawały się zaszklone. Łzy frustracji zmoczyły czarne poliki.
— Kurkowa Łapo, przykro mi z powodu twojej straty. — miauknął Trzcinowa Sadzawka cicho, wyciągając w jego stronę łapy.
Czarny odtrącił ją od siebie, nie chowając wysuniętych pazurów. Zaskoczony zastępca syknął cicho z bólu i oddalił się od niego. Nienawidził go. Nienawidził Rudzikowego Śpiewu. Odebrał mu to. Jego przeznaczenie.
Przez wszystkie księżyce spędzone w żłobku. Jej nieustanne krzyki, które odbijały się o ściany żłobka. Nieustanne plotki o jego powstaniu z martwych. Wyśmiewanie przez rówieśników. Wykluczenie z bycia członkiem tej rodziny. Widział, jak na niego spoglądała. Jak pozbawione matczynego ciepła było jej spojrzenie. Oziębłe i przepełnione niesmaku do jego osoby. Traktowała go, jak zupełnie obce kocię. Spoglądał nieraz, jak trenowała Łosia. Jak chwaliła, jak i miażdżyła z ziemią masywnego kociaka. Jedynie arlekin był brany przez matkę na wyjścia na dwór. Zżerała go zazdrość, widząc to wszystko. Jedynie Łoś dostawał jej uwagę i czas. Jedynie Łoś był godny bycia jej kociakiem. Reszta musiała radzić sobie sama. Na wpół zaopiekowana przez przypadkowe koty znajdujące się w żłóbku. Nieustanna zazdrość i ból, przez który teraz czuł jeszcze większą gorycz zalewającą go z każdym uderzeniem serca.
— Kurkowa Łapo. — W cichym i spokojnym głosie nowego lidera słychać było zawahanie.
Odwrócił się, słysząc swe imię. Zjeżył się na widok rudego futra. Tego, który wszystko pokrzyżował. Tego, który wszystko zniweczył.
— Rozumiem, że strata matki musiała być dla ciebie czymś okropnym, tym bardziej patrząc na twój młody wiek. Może nie jest to zbyt pocieszające, ale... Ona i tak była stara. Prędzej czy później jej czas by nadszedł, a do tego już od dawna zasługiwała na śmierć. Przykro mi to mówić, ale była potworem. Mordowała dla własnych korzyści i przynosiła klanowi wstyd. Mam nadzieję, że to przeżycie nie pogorszy twojego treningu. Widzę, że Źródlanemu Dzwonkowi dobrze idzie nauka ciebie i wierzę, że od teraz będzie nawet lepiej.
Pomarańczowe ślepia z otumanieniem spoglądały na niego, przetwarzając wypowiedziane w jego stronę słowa. Śmiech. Histeryczny. Kpiący. Przepełniony absurdem rzeczywistości śmiech wydobył się z czarnego pyska.
Rozległy się szepty za jego plecami. Ciekawskie spojrzenia nalepiały mu kolejne łatki. Wariata. Świra. Potwora godnego swej matki. Wybrakowanego pomyleńca.
Przekręcił łeb w prawo, ujrzawszy kątem oka liliową sylwetkę. Skazaną na niego, a on na nią. Połączonych nicią szaleństwa jego matki. Pomarańczowe zapłakane ślepia pogrążone w chaosie myśli przeszyły mentorkę spojrzeniem.
13 października 2022
Od Źródlanego Dzwonka CD. Kurkowej Łapy
08 października 2022
Od Kurkowej Łapy CD. Źródlany Dzwonek
Napotkawszy się ze spojrzeniem kotki, zwrócił wzrok ku mijanym drzewom.
— Tak? — mruknęła wojowniczka.
Zmarszczył nos, kręcąc nerwowo ogonem.
— Jeśli coś cię boli, udaj się do medyka. Albo do krzaków.
Fuknął cicho. Rozmowy, dialogi, pogawędki. Były codziennością i obowiązkiem istnienia i życia w Klanie Nocy. Kurka nie przepadał za nimi. Lecz unikanie ich sprawiały z każdym dniem coraz większe problemy. Irytujące nieporozumienia. Herezje przekazywane przez ześwirowane kotki na jego temat. Niepomówienia.
— Więc? — miauknęła mentorka.
Kurka nie odpowiedział. Przyspieszył kroku, udając, że kieruje się niby do Muchomorzego Jadu.
02 października 2022
Od Źródlanego Dzwonka CD. Kurkowej Łapy
06 września 2022
Od Kurkowej Łapy CD. Źródlanego Dzwonka
Wzrok Kurki padł więc na Jaskier. Ten nijaki wypierdek szybko odwrócił wzrok, udając, że nie ma go. Lecz jej drżące ciało zdradziło ją. Czarny podszedł do rodzeństwa. Syknął i wystarczyło by czarne kocie skuliło się. Uderzył dla zasady Jaskier. Położył uszy, słysząc prychniecie Kruczej.
— Kurka! Ty... ty... — nie skończyła, widząc na sobie spojrzenia kotek z kociarni. — Nie waż się drugi raz uderzyć siostry. Nie kiedy dopiero ją umyłam. — syknęła, jeżąc ogon.
Prychnął oburzony, uderzając łapą o ziemię.
— Już wymarsz. Czekać aż was do siebie zawołam. I nie przynieść mi hańby. — mruknęła, mierząc spojrzeniem kocięta.
Kurka zmarszczył nos. Ona była zakałą tej rodziny. Jak jego gówniane rodzeństwo. Z ojcem-trupem na czele.
— Mentorem Kurkowej Łapy zostanie... — urwała, mrużąc ślepia.
Zdawała się dziwnie podekscytowana. Obrzydliwe.
— Źródlany Dzwonek.
Kurka spojrzał w stronę zgromadzonych wokół wojowników. Przyglądał się ich frajerskim obliczom. Gotowy i teraz rzucić wyzwanie mentorowi, jeśli okaże się kocią glistą jak Popielaty Świt. W końcu ktoś ruszył się w tłumie. Uniósł ogon.
Ona.
Milcząca wronia strawa, która zabawiała się nim gorzej niż Krucza. Położył po sobie uszy, jeżąc ogon. Kotka nie zdawała się równie zachwycona. I słusznie. Zamierzał się jej pozbyć przy pierwszej lepszej okazji. Nie będzie nim niewiele wyższa smarkula pomiatać. Posłał Kruczej mordercze spojrzenie.
Upokorzyła go. I zapłaci za to.
Rytuał wymagał zetknięcia się z mentorem nosem. Kurka uważał to za absurdalny idiotyzm. Nie miał zamiaru dotykać tego czegoś w innym celu niż dominacja. Wojowniczka zbliżyła nos. Czarny tylko czekał gdy zbliży się wystarczająco. Wydmuchał mocno powietrze, ozdabiając mentorkę własnymi smarkami.
Liliowa zamruga zaskoczona. W brązowych ślepiach dojrzał rozpalającą się złość. Lecz nawet nie pisnęła. Uśmiechnął się szyderczo.
Czekał go cudowny trening.
— I kogo my tu mamy, Truposzka. — miauknęła srebrna kotkę. — Lepiej nie zgub się na pierwszym treningu.
— Mysia strawo, rzucając się na starszych od ciebie tylko się ośmieszasz. — miauknęła z wyższością.
Był innego zdania. Tak napuszona i zapatrzona w siebie idiotka jak Makowa Łapa w końcu zrobi błąd. Potknie się. A on będzie czekał na to uderzenie serca. Sprawi, że zapamięta to do końca życia.
Podniósł się, strzepując z siebie mokrą ziemię. Para brązowych ślepi spoglądała na niego. Jego pseudo mentorka. Na myśl, że mogła to widzieć, urosła w nim frustracja. Syknął wściekły na Mak, która jedyne zaśmiała się z jego, by opowiedzieć o wszystkim Pszczelej Łapie.
Wyszedł niezadowolony z legowiska uczniów, kręcąc na prawo i lewo. Spojrzał oczekująco na Źródlany Dzwonek. Skoro miała czegoś nauczyć to czemu jeszcze tego nie robiła. Prychnął na nią.
30 sierpnia 2022
Od Kminkowej Łapy (Źródlanego Dzwonka) CD. Kurki (Kurkowej Łapy)
28 sierpnia 2022
Od Kurki CD Kminkowej Łapy (Źródlanego Dzwonka)
Syknął z odrażeniem, próbując się wyrwać spod ciężkiej łapy liliowej. Była większym wyzwaniem niż jego rodzeństwo. Silniejsza. Cichsza. Mniej przewidywalna. Nie podobało się mu. Stanowiła dla niego zagrożenie. Musiał ją obserwować. Znaleźć słabości. Zniszczyć.
Próbował jakoś wygrzebać się spod jej łapy. Ugryź. Drapnąć. W końcu w akcje bezsilności ryknął charakterystycznym dla siebie wrzaskiem.
Kotka była twarda, syknęła na niego niewzruszona.
Niesłusznie.
— Kminowa Łapo, co się dzieje? — nieznany mu głos pojawił się znikąd.
Bury kocur pojawił się koło nich. Zdawał się znać liliową. Pomarańczowe ślepia spojrzały na wojownika. Był duży. Masywny.
— To nie tak jak myślisz, znalazłam go i chciałam zabierać do żłobka, ale się rzuca. — wyjaśniła liliowa.
Kurka zapiszczał obolały, próbując wydostać się spod łapy uczennicy. Bury westchnął.
— Może ja z nim spróbuję, co? — zaproponował. — Wiesz, że to kocię Kruczej Gwiazdy. Lepiej, żeby cały i zdrowy wrócił. — dodał ciszej.
Gdy tylko poczuł, jak ciężar kończyny znika z jego brzucha, spiął mięśnie. Przygotowany na uderzenie serca nieuwagi wbił w łapę szereg swoich zębów. Liliowa zagryzła zęby, tłumiąc w sobie pisk i spoglądając na mentora, który nie ukrywał zaskoczenia.
— Ma charakterek. — syknął cicho, łapiąc lekko kociaka za kark. — Kurko puść, brzydko tak innych gryź.
Warknął, ukazując w jak głębokim poważaniu ma burasa. Wgryzł się mocniej w ciało liliowej. Nie zamierzał dalej pozwolić, by nim pomiatała. Nie miał zamiaru dać się więcej dominować.
— Kto by pomyślał, że taki diabeł będzie po spokojnym Niezapominajkowej Gwieździe. — wymamrotał wojownik, próbując odciągnąć kociaka od łapy uczennicy.
Kurka słysząc to, puścił. Oburzony i zjeżony spojrzał na wojownika. Prychnął ostrzegawczo. Nie będzie porównywał go do truchła gnijącego gdzieś w obozowisku.
On nie zamierzał dać się zabić matce.
<Kminek?>