BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosa. Pokaż wszystkie posty

02 sierpnia 2022

Od Rosy CD. Kminkowej Łapy

*mhh, też bardzo dawno*

Zanim wyszła z Nory, czujnie przystanęła w bezruchu, rozglądając się dookoła niepewnie. Wyczuwała ich tutaj już od jakiegoś czasu i naprawdę bardzo się jej to nie podobało. Wszędzie śmierdziało rybojadami, a ona musiała spać przez całą noc na czuja, by żadne klanowe kocisko ich nie zaskoczyło. Czasem robiły to na warty, by móc obudzić resztę mieszkających.
Rosa była niewyspana, wręcz ledwo co potrafiła zobaczyć. Ryjówka nie miała o to problemu, bo ciągle gdzieś znikała, Mysz także. Żadne jeszcze złapane nie zostało.
Większość samotników wyniosła się częściowo ze swoich wcześniejszych terytoriów, by nie robić sobie czasem problemu. Ruda natomiast twierdziła, że byli po prostu zwykłymi tchórzami, którzy przestraszyli się paru wychudzonych klanowych kotków.
Rosa obserwowała ich od jakiegoś czasu. Nauczyła się podchodzić na tyle bezszelestnie, podpatrując ich szkolenia. I nie tylko, bo wybiedzone rybojady nawet nie zauważały nic dookoła.
Nauczyła się dzięki temu wielu rzeczy, które chętnie wykorzystywała przeciwko Myszy w trakcie ich małych potyczek. Strażniczka obserwowała je tylko czujnie wraz z całą okolicą, by jednocześnie poprawić ich błędy, jak i ostrzegać o nadchodzących niebezpieczeństwach.
Ruda pointka wypuściła głośno powietrze z nosa, wdychając świeże dżdżyste powietrze. Popadało nieco w nocy, więc miała pewność, że żadna zwierzyna nie wylezie ze swoich nor. Co oznaczało brak polujących klanowców.
W jej brzuchu zaburczało cicho, na co Rosa mruknęła niezadowolona. Reszty już w Norze nie było, została tylko szturchnięta na tyle, by móc się szybko obudzić. I żadna niestety nie zostawiła jej nic do jedzenia jak na złość. Jak tak można, ona o nie dba, zawsze coś z rana przyniesie, jeśli jest to jej warta.
Ziewnęła ciężko, wychodząc i przeciągając się z głośnym pomrukiem. Przynajmniej na chwile mogła spokojnie zmrużyć te oczy. Ruszyła po porannej rutynie, jaką było przygładzenie jej półdługiego futerka na tyle, by jakoś wyglądać. Nie musiała jednak o nie zadbać za bardzo, bo i tak najpewniej gdzieś się pobrudzi.
Ruszyła truchtem między powoli już zieleniejące się listki krzaków. Pora nowych liści była dla niej tą pierwszą i wydawała się kotce szczególnie śliczna. Cieplutka, miła a przede wszystkim bez śniegu, na którym można się poślizgnąć. Podniosła pyszczek, próbując wywęszyć jakąś najbliższą zwierzynę. Szczęście jej sprzyjało, bo wyczuła i nawet usłyszała, wychodzącą na żer nornice. Od kiedy tylko nauczyła się polować na gryzonie, jej życie stało się o wiele prostsze. Mogła samodzielnie znaleźć sobie jedzenie, a nie oczekiwać, że ktoś znajdzie coś dla niej. Było to strasznie uwłaczające, a teraz? Wreszcie mogła ściągnąć z barków Ryjówki, chociaż parę obowiązków.
Przyczaiła się krótko, widząc, jak nornica zatrzymywała się i zaczęła coś podgryzać. Od razu, gdy znalazła się w zasięgu skoku, gryzoń uderzenie serca później leżał już martwy pod łapami kotki.
Zadowolona zjadła ją ze smakiem, ciesząc się, że powstrzymała swoje kiszki od zdradzenia jej własnej pozycji w lesie.
Dopiero gdy zakopywała kostki, podskoczyła nagle na donośny pisk. Jej futro na grzbiecie uniosło się, a ona sama wygięła grzbiet zaskoczona. Co to było? Zagrożenie? Klanowy kot? Może jakiś drapieżnik? To brzmiało jak drapieżnik, żadna zwykła mysz nie wyda takiego dźwięku.
Ruszyła w tamtym kierunku prędkim truchtem, dopiero niedaleko przypominając sobie, że powinna być cicho! Jeszcze ktoś się na nią przyczai i dopiero będzie!
Dlatego wychyliła głowę spomiędzy gałązek, skanując ziemię uważnie. Powoli, łapa za łapą stawiała kolejną, węsząc przy okazji. Wyczuwała zapach, chyba ptaka, pamiętała go po spotkaniu z tą dziwną niebieską starszą kotką jednego dnia. Drozd? Drugiego nie mogła rozpoznać, za to trzeciego nie potrafiła pomylić z żadnym innym. Czuła go na początku, gdy ich matka pokazywała im tereny- z grubsza.
Jednak wszystkie znaki na ziemi wskazywały, że nic z boku, przodu czy z tyłu jej nie zaskoczy. Żadnej nory też nie widziała w pobliżu. A gdyby już opuściła to miejsce, zapach powoli zacząłby znikać w powietrzu. Zostało jej tylko jedno miejsce.
Zmrużyła oczy, zerkając spode łba w górę i dostrzegając ją. W sumie, aż przez chwilę powstrzymała parsknięcie śmiechem, widząc tę drobną kotkę z tym długim gryzoniem w pysku. Jeszcze trzymającym się ledwo drzewa.
— Długo tam raczej nie usiedzisz! — odparła rozbawiona, widząc, jak pazury klanowiczki powoli zsuwały się po pniu drzewa.
Pomimo jej aktualnego nastawienia, ruda miała już gotowe wysunięte pazury. Miała nadzieję tylko, że klanowa kotka nie zamierza jej zaatakować. Znała ją z widzenia, kiedyś dostrzegła, jak snuła się za jakimś większym kocurem w stronę rzeki. W sumie teraz była ciekawa.
— Nie sądziłam, że w klanie, w którym się pływa, ktoś będzie na tyle odważny, by wdrapywać się na drzewa — odparła zaciekawiona, przechylając łeb w bok.
Znała nieco klanowych obyczaj, wiedziała, w czym są dobrzy tylko dlatego, że Ryjówka im o tym opowiedziała.

<Kminek?>

[przyznano 5%]

29 czerwca 2022

Od Rosy CD. Bylicy

Kotka nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że ta samotniczka właśnie aktualnie jej ubliża. Odda jej, bo jest kocięciem? Okropieństwo! Tak samo ona powinna siedzieć na dupsku gdzieś w norze, bo jest już sta-A w sumie nie powinna tak myśleć, Ryjówka przecież też jest w podobnym wieku, uh.
Dostając zabitą piszczkę pod nos, poczuła się jakaś dziwnie gorsza. Jedyne co robiła, to obserwacja. Ryjówka wyraźnie mówiła, że lepiej najpierw poznać się po kocie. Skoro nadal żyje i jeszcze prawie została przez nią nakarmiona, oznacza tylko jedno: dopóki nie przekroczy danej granicy cierpliwości, zapewne nie dostanie po pysku. Ha, mogła nawet stwierdzić, że nie skrzywdzi jej, bo jest kocięciem!
Na pytanie o rodzicach ponownie wróciła do rzeczywistości, tuląc uszy.
Uh oh, nie ma mowy, że ci na to odpowie po dobroci.
— Tak jak- — zaczęła już powoli wyrażać zdanie swoim niewyparzonym językiem, gdy zatrzymała się w pół słowie.
Po głowie zaczęła jej krążyć pewna myśl. Ile razy słyszała od Strażniczki, że można wykorzystać słowa innych na swoją korzyść. Jedna z głównych zasad przetrwania, jeśli chce się, żeby ktoś coś dla niej zrobił. Więc jakby tak…
— Może tak, może nie — odparła koteczka zdawkowo, rozglądając się dookoła — Czy też polują, czy może patrolują? Nie wiem. Mogą nawet w tym momencie właśnie obserwować mnie niedaleko~ — tutaj już uśmiechnęła się niewinnie, przymykając oczy — I na pewno nie spodoba im się to, że ktoś mi przeszkadza w nauce.
Była ciekawa reakcji tej staruszki. Wyraźnie miała już lata świetności za sobą, więc na pewno nie będzie chciała wdawać się w bójkę z żadnymi młodziakami.  Nie trzeba jej uzmysławiać.

<Bylica?>

[przyznano 5%]

31 maja 2022

Od Rosy

Słońce wyjrzało zza chmur, więc aż dziwne dla kotki było wyjście i zobaczenie tego cudownie iskrzącego dookoła śniegu. Biały puch delikatnie spadał z chmur, wirując jej przed pyszczkiem. Mogła zobaczyć te cudowne kształty, gdy jeden z nich wylądował na jej nosie. Tylko po to, by zniknąć za dotknięciem czarów. Spojrzenie rudej rozbłysło radośnie, tak samo, jak rozświetlił się jej pyszczek. Może Mysz wreszcie nie będzie jęczeć w trakcie wyjścia na powietrze!
Dlatego potuptała z powrotem do Nory, szturchając zawiniętą w kulkę kremową kotkę.
— Wstawaj, Mysz wstawaaaj — odparła, potrząsając nią delikatnie.
Druga córka Ryjówki tylko mruknęła, podnosząc głowę i spoglądając na nią ze zmrużonymi ślepiami. Było jej tak przyjemnie, tak ciepło, a Rosa jak zwykle musiała ją obudzić. Co znów się stało, czyżby cały ten śmierdząca, paskudna breja wreszcie zniknęła z tego świata.
— Czego — mruknęła jakby niezadowolona, ale ziewnęła, szeroko otwierając pyszczek i wyciągając łapy przed siebie.
— Idziesz dzisiaj ze mną — odparła Rosa stanowczo, łapą pociągając ją lekko i obracając na bok — Czy tego chcesz, czy nie. Czas cię rozruszać!
Kremowa zajęczała głosem pełnym sprzeciwu, ale podniosła się uderzenie serca później. W końcu przecież Ryjówka może zobaczyć, jak się zachowuje. Nie może przy niej wypaść źle.
Próbowała w niektóre dni uczyć się razem z nimi, ale miała nieco mniej treningów niż jej ruda siostra. Głównie dlatego, że ilość kałuż i znienawidzonej dookoła wody była dla niej nie do zaakceptowania. Zauważała jednak, że jest zdecydowanie nieco bardziej w tyle z jakimikolwiek naukami. Rosa ją wyprzedzała, musi ją dogonić.
Spojrzały obie w kierunku śpiącej samotniczki, przy czym Rosa westchnęła cicho. Chciała chociaż raz wstać przed nimi wszystkimi i przynieść każdej z nich coś do jedzenia. Jejku, jaka ona byłaby z siebie dumna, może nawet wreszcie usłyszałaby jakąś pochwałę.
Z myśli rozbudziła ją kremowa, podchodząc do niej niepewnie. W tej chwili rudą aż delikatnie cofnęło, gdy zobaczyła, że kremowa jest od niej wyższa. Może i nie przeszkadzał jej drobny wygląd, ale stojąc przy rodzonej siostrze z krwi i kości, poczuła się nieco zazdrosna.
— Nie na mokradła? — zapytała Mysz niepewnie, robiąc krok za siostrą.
— Nie ma mowy, zostawiłabym cię tam — podsumowała ruda, wyskakując z Nory pierwsza prosto w miękki śnieg.
Było zimno, ale przynajmniej wiatr czy deszcz nie mroziły jej do kości. Nawet Mysz wydała z siebie ciche „woah”, gdy zobaczyła widok na powietrzu. Wszystko iskrzyło się w delikatnych promieniach słońca, które nieśmiało przebijało promyki przez rzadkie chmury. Nie czuły pod łapami błotnistej ziemi. Tak samo okryte sadzią i lodem gałązki błyszczały, uginając się pod ciężarem śniegu. Może i nie było niesamowitych kolorów jak w trakcie Pory Opadających Liści, ale mogła zauważyć te wyróżniające się kolory, jak rdzawoczerwone owoce jarzębiny. Przynajmniej jeden, spokojny dzień bez gwałtownych opadów.
Może znajdą coś ciekawego po drodze?

[przyznano 6%]

30 maja 2022

Od Rosy

Obserwowanie ptaków, siedząc po łapy w śniegowej brei, było ostatnimi czasy ulubionym zajęciem Rosy w trakcie treningowych polowań. Ryjówki nie było w pobliżu, nikt nie mówił jej, co powinna powtarzać. Wiedziała już sporo rzeczy, wiedziała. Nie potrafiła jednak przyswoić ich w swoim zachowaniu, skradaniu- ugh, wiedziała jak to zrobić, po prostu jej ciało nie słuchało!
Kolejne zwracania uwagi na te farty wprawiało jej myśli w większy zamęt. Ryjówka zapewne to zauważyła, pewnie dlatego ją zostawiła. Pewnie uważa za stratę czasu nauczyć ją czegokolwiek.
Wtem na gałązce jakieś dwa lisie skoki od niej przysiadł on- to ten sam paskudny szaro-czerwony ptaszek, którego widziała wcześniej. Sierść zjeżyła się jej lekko na karku, przywołując nazwę, którą Ryjówka wymówiła po pytaniu, co to.
Ten paskudny gil tego dnia straci swoje marne życie.
Powoli z pozycji siedzącej przypadła do ziemi, robiąc parę szybkich kroków do przodu. W tej odległości ptaszek albo jej nie zauważy, albo nie uzna za zagrożenie. Jedno z dwóch.
Ośnieżone gałązki sprawiały, że gil huśtał się na niej niepewnie, przez zbyt duży ciężar. Mógł wystartować z opóźnieniem, może nawet się obniżyć. Na pewno go złapie, musi go złapać. Nikt nie będzie z niej robił pośmiewiska, zwłaszcza ten ptaszek. To przez niego to wszystko jej nie wychodzi, to jak zły omen!
Z chwilą, w której był na jeden skok, koteczka poślizgnęła się na zamarzniętej kałuży. Nie widziała jej, była zbyt skupiona na wszystkim przed nią, że zapomniała kompletnie o otoczeniu!
Zdeterminowanie pojawiło się na jej pyszczku, gdy postawiła pewniejszy, dodatkowy krok. Widziała jakby w zwolnionym tempie, jak gil przysiadł na gałązce bardziej, powolutku wybijając się do lotu. Musi zdążyć, musi się rzucić!
Wysunęła pazury, wbijając je w lód, by zyskać pewniejszy skok. Zrobiła to, wręcz leciała w jego kierunku, wyciągając łapy w stronę czerwonego brzuszka. Pazur delikatnie tylko musnął piórka skrzydeł ptaszka, gdy ten uciekł z jej potrzasku. Czas przyśpieszył, a ona sama padła z ciężkim łoskotem na ziemię, wywijając fikołka. Syknęła cicho, gdy już zatrzymała się na ziemi i skuliła na chwilę, dysząc cicho. Musiało do niej dotrzeć to, że po raz kolejny okazja dosłownie wyfrunęła z jej łap. Prychnęła z agresją, mocno uderzając otwartą łapą w śnieg na ziemi, wzniecając go w powietrze.
Spędziła kilkanaście uderzeń serca na wyżywaniu się na powierzchni, by usiąść i spuścić łeb smętnie. Co takiego robiła źle? Przecież patrząc na jej matkę, wydawało się to takie proste. Jest zbyt szybka? Za impulsywna? A może nadal po prostu jest zbyt mała na to wszystko…
— Może już wiesz jak się skradać, ale zdecydowanie nie potrafisz tego dobrze wykorzystać — nagle za grzbietem rudej odezwał się doskonale znany jej głos, przy którym stuliła uszy zirytowana — On cię widzi, więc nawet jak by na to nie wyglądał i tak odleci w czas.
Rosa spojrzała za siebie, zauważając oceniający wzrok czekoladowej szylkretki. Łatwo jej mówić, ona już to potrafi. Cisnęło jej się kilka słów na język, ale nie chciała kierować ich w stronę swojej matki. Może i próbuje zachowywać się jak ona, ale nie krzyknie na nią w tym stanie. Okazywanie złości to jak okazywanie słabości. Widać wtedy co zrobić, by uderzyć w nią najlepiej. Dlatego po chwili westchnęła cicho, spuszczając uszy.
— Może ja się nie nadaje… — odparła pod nosem, spoglądając na Ryjówkę kątem oka.
Żeby uderzenie serca później uznać to za jeden z większych błędów, jakie dziś popełniła. Widząc spojrzenie czekoladowej, aż spięła się, patrząc z przestrachem. Może i nie widziała żadnej emocji na jej pysku. Wiedziała jednak, że taki dobór słów był zdecydowanie nie na miejscu. W końcu jak wiele razy widziała i czuła na własnej skórze, chociaż niedosłownie, gdy tylko któraś z nich pokazała odrobinę słabości.
Miała racje, po chwili czekoladowa wyszła z krzaków, podchodząc do niej. Jej oczy zatrzymały się na równi z oczami Rosy, zmuszając ją do cofnięcia pyszczka.
— Może po prostu jeszcze nie umiesz — odparła stanowczo, unosząc brwi — Lub sama nie chcesz-
— Chce! — z pyszczka rudej momentalnie wypadły te słowa, czując, jak sierść ponownie się unosi na grzbiecie — Gdybym nie chciała, siedziałabym w Norze, nie wyściubiając z niej nosa!
Frustracja zbierana przez połowę dnia wylała się po tym jednym stwierdzeniu starszej. Nie zrobiła tego umyślnie, prędzej jej świadomość podpowiadała, by bronić siebie i swojego zdania. Dopiero po chwili, gdy zauważyła delikatny błysk dumy w oczach Ryjówki, dotarło do niej, co się stało. Zrobiła pół kroku w tył, otwierając pyszczek w lekkim zdumieniu.
„Oh” pomyślała, siadając zdumiona i patrząc się przed siebie „Czy ja właśnie nakrzyczałam na mamę-„
— Chodź, nie będziemy tu siedziały tak długo — odparła Ryjówka z nutą wesołości w głosie, wchodząc pomiędzy gołe gałęzie krzaków — Jest zdecydowanie zbyt zimno na siedzenie w miejscu.

[przyznano 5%]

Od Rosy

Przez to, jaki sezon aktualnie panował dookoła nich, Nora zrobiła się niezbyt przyjemnym miejscem do spania. Zimno, wody było więcej niż zwykle.  Wszystko głównie przez to, jak mieszane opady leciały z nieba. Raz zacinający do środka deszcz, potem biały puch. By skończyć na ostrej mieszance, która wręcz wdzierała się w skórę Rosy, pomimo jej półdługiego futerka. Dzięki temu wszystkiemu Mysz nie miała już żadnego miejsca do schronienia się przed jej najgorszym koszmarem, jakim była woda.
Jedyne co mogły zrobić to spać wtulone w siebie, z nadzieją, że pogoda zmieni się na lepsze. Chociaż Rosa dobrze wiedziała, że chociaż minimalnie pomoże biednej Myszy, którą natura obdarzyła krótszym futrem.
Nie był to jednak czas na szukanie odpowiedniego miejsca do przeczekania pogody, nie było takiej opcji. Ryjówka wyraźnie zaznaczyła, że ani pogoda, ani nawierzchnia nie będą zawsze na ich korzyść, gdy znajdą się w niebezpieczeństwie.
Rosa przeklinała swoje jestestwo po raz kolejny tego dnia. Jej rude futerko było zdecydowanie zbyt dużym ostrzeżeniem dla każdej jej ofiary. Biała okrywa miejscami zmieniona przez ciągle opady w błotnistą breję nie ułatwiała jej pracy. A już szczególnie dla każdego rodzaju ptaka, jaki napotkała.
Jej oczy kolejny raz tego dnia napotkały skubiącego na ziemi czerwono-szarego ptaszka. Nie kojarzyła go, zastanawiając się, jakim cudem te kolorki umknęły jej wzrokowi. Przede wszystkim jednak słysząc jego ciche diu, nie potrafiła go przyrównać do niczego.
Stawiała ostrożnie łapę za łapą, nie odrywając od niego wzroku. Zadrżała delikatnie z dziwnej dla niej ekscytacji, a końcówka jej ogona dygnęła nieznacznie. Chciała skoczyć, prędko szybko, najszybciej jak się da. Jeśli jej się uda, matka będzie z niej dumna!
Zdradzieckie podłoże stwierdziło jednak, że nie spróbuje nowego smaku tego stworzonka na swoim języku. Łapa zapadła się w pluchę, zasysając ją w miejscu i nie puszczając w trakcie skoku. Dopiero gdy leciała na spotkanie z ziemią, wydała z pyska ciche „hik”. Jednocześnie z głośnym plaskiem, który odbił się echem, ptaszek odleciał z cichym furkotem, znikając wśród gałęzi jarzębiny.
Leżała tak przez krótki moment, próbując zaakceptować swoją sromotną klęskę. Podniosła głowę, spoglądając w kierunku miejsca, gdzie wcześniej przebywała jej ofiara. Nie widząc jej, postanowiła liczyć do dziesięciu, próbując opanować swoją frustrację i nie dać się ponieść emocjom. Ryjówka potrafiła się opanować, ona też musi-
— Mysi bobek! — krzyknęła za ptaszkiem, uderzając wolną łapką o błoto.
To zdecydowanie nie były dobre dni na polowanie. Ani na żadne niepotrzebne wybuchy emocjonalne.
Wysiedziała kilka uderzeń serca, by podnieść się cała mokra i z dumnie uniesioną głową, zaczęła węszyć dalej. Musi coś znaleźć, nie może wrócić do Nory z pustymi łapami.

Jeszcze Ryjówka uzna, że nie są godne mieszkania z nią i co wtedy,,,

[przyznano 5%]

29 maja 2022

Od Rosy Do Bylicy

Aktualna pogoda zdecydowanie była zdecydowanie najgorszym momentem w życiu rudej córki Ryjówki. Zacinający deszcz i śnieg sprawiał, że każdego dnia po szkoleniu z Ryjówką wracała brudna. Dosłownie ubłocona od góry do dołu, gdy wpadała w te zdradzieckie błotne kałuże. Najbardziej jednak zadziwiło ją to, że ziemia była w niektórych miejscach biała. Tak, biała!
Gdy koteczka dotknęła tego swoją łapką, aż wzdrygnęła się z zimna. Było okropne! Dziękowała w duchu temu, że miała tak długie futerko, które chroniło ją przed zimnem dookoła. Już nie było tak źle, jak jeszcze kilka księżyców temu.
Mysz od jakiegoś czasu nie wychodziła razem z nią na polowania z Ryjówką. Rosa była w pewien sposób nią zawiedziona, jako że Ryjówka robiła te szkolenia sama z siebie. Następnym razem może ich nie zrobić i wtedy dopiero kremowa będzie niezadowolona!
Tego dnia jednak Rosa dostała zadanie, które momentalnie uznała za jedno z największych wyzwań w jej życiu.
— Złap coś na kolację — odparła Ryjówka po ich porannej rutynie, jaką była obserwacja i powtarzanie ruchów czekoladowej przez młodszą. — Będę czekać przed wejściem.
Wtedy też Rosa potrzebowała dobrych kilkunastu uderzeń serca, żeby wstać i pobiec przed siebie z nosem w górze.
Aktualnie powolutku kładła łapę za łapą, przyczajając się od jakiegoś czasu na tę jedną, szarą myszkę. Śledziła ją od sporego czasu, szukając najlepszego miejsca na ostateczne uderzenie. Za każdym razem jednak czekała zbyt długo na skok, bo jej ofiara od razu pędziła dalej przed siebie. Nie dlatego, że koteczka wydała jakikolwiek szmer. Po prostu mysz kończyła swój żer w tym miejscu i szukała kolejnego.
Tym razem już była gotowa. Jej powoli kształcące się mięśnie łap drżały w ekscytacji i gotowości do skoku. Wyciągnęła przednią łapę, chcąc zadać ostatni cios, by nagle ruch z lewej zmroził ją w jednym miejscu. Ofiara nie zdążyła wydać dźwięku, a krew bryznęła prawie na rudą, która cofnęła kończynę pod siebie.
Szara masa pojawiła się przed Rosą w całej swojej okazałości. Kotka otworzyła szeroko swoje oczy, widząc wielką kocicę przed sobą. To nie była Ryjówka- W sumie, to nie był żaden kot, którego kotka kiedykolwiek widziała. Gdy zapach dotarł do nosa młodszej, nie mogła go porównać do żadnego innego. Nie śmierdziała Klanem Nocy, nie pachniała, jak Szkarłat. To była obca. Obca na terenie Ryjówki. W końcu to był teren Ryjówki, prawda?
Nie mogła się ruszyć. W końcu matka mówiła, że najlepiej najpierw obserwować. Zobaczyć, czy nie jest to nikt na tyle groźny na pierwszy rzut oka. Potem, nawet jeśli okaże się przyjazny, zdecydowanie nie okazać zaufania. Co, jeśli najpierw będzie milutka, a potem zaatakuje? A co najważniejsze-
— Co tutaj robisz?
Nagły dźwięk przed nią przywołał ją z jej myślowego dołka w środku podświadomości. Podniosła pyszczek instynktownie, wydając cichy pisk. Jej źrenice zwężyły się w szparki, a sama sierść rudej podniosła się w górę.
Podniosła łapkę jakby zestresowana, gotowa do ucieczki. Jak ją znalazła tak szybko?! Przecież się ukrywała, nie wydała żadnego dźwięku!!
Przy czym jej podświadomość nagle przebiła się przez strach, stukając w jej myśli.
Rosa zmrużyła oczy, wykrzywiła pysk i uderzyła głośno łapką, wychodząc spod krzaka i sprawiając, że kotka cofnęła instynktownie pysk.
— Raczej co TY robisz! — krzyknęła ruda zła, robiąc kolejny krok do przodu — Śledziłam ja cholernie ogromny szmat czasu! Wszystko to twoja wina!
Oho, ktoś się rozzłościł.

<Bylica?>

[przyznano 5%]

Od Rosy

końcówka Pory Opadających Liści
— Czemu jesteśmy w tak paskudnym miejscuuu — Mysz cicho wyła na szarym końcu, unosząc wysoko ubłocone łapki — Ja nie chcęęę.
Rosa jedynie tuliła uszy do głowy, chcąc jakkolwiek przestać słyszeć zawodzenia siostry. Szkoda tylko, że jej wywinięte uszy działały niczym te u nietoperzy, wychwytując każdy najlżejszy dźwięk. Spuściła łeb, marszcząc brewki i patrząc przed siebie niestrudzona. Co jest takiego złego w błocie?! Wilgoć nie jest przecież taka straszna. Fakt, może i brzmiała teraz w ten sposób, jakby przeczyła swoim przekonaniom. Jednak stęchlizna w Norze a wilgoć ziemi na świeżym powietrzu to dwie różne sprawy.
Ryjówka zerkała kątem oka, niewidocznie dla nich rozbawiona, na próbującą nie stracić spokoju ducha córkę. A przez głowę pointki przechodziła masa różnych rzeczy, jak na przykład zaczęcie wrestlingu w błocie, by zaprzestać tego bezpośredniego ataku na jej bębenki w uszach.
— Im szybciej dojdziemy, tym szybciej stąd pójdziemy — odparła Ryjówka pod nosem, co Rosa wychwyciła bardzo szybko. W końcu jakimś sposobem była tuż za nią. Wychodzi na to, że obserwowanie i naśladowanie zdecydowanie poprawia jej umiejętności. Dotrzymywała kroku tylko dlatego, że patrzyła, jak Ryjówka stawia swoje łapy. Ona również zaakceptowała fakt, że musi poświęcić swój wygląd na to wszystko.
Najzabawniejsze było to, że musiała to szybko podłapać. Inaczej dokonałaby morderstwa na siostrze w wieku tych czterech księżyców, gdyby nie uciekła od jej jazgotu.
— Poczekajcie na mnieee — jęczała głośno, cicho chlipiąc i doprowadzając do pęknięcia granicy tolerancji rudej koteczki — Będę się czyścić kilka księżyyyyców...
— Zaraz możesz wieczność, gdy wepchnę cię w to bajoro razem ze mną! — ruda straciła swoją cierpliwość, wręcz rosnąc w oczach, gdy jej futerko stanęło dęba — Dorośnij i chodź tutaj!
Nie lubiła jęczenia, sama czuła się okropnie, robiąc to w przeszłości. W sumie robiła to jeszcze kilka chwil temu, były to jednak krótkie syknięcia.
Ryjówka przystanęła również, spoglądając za siebie i patrząc na drugą latorośl wyczekująco. Miała w planach tylko dojść do rzeki. Przedstawić tereny, które rozciągają się dookoła nich. I najważniejsze to ostrzec je o zagrożeniu ze strony osobników, które tam przebywają.
— Podnoś łapy wyżej i dalej, to tylko błoto — odparła starsza stanowczo, strzepując uchem na cichy jęk Myszy. — Trzeba się nauczyć akceptować swoje otoczenie, nie wszędzie zawsze znajdziesz twardą, suchą ścieżkę.
Rosa spojrzała na matkę z pewną dozą szacunku. Woah, chciałaby wiedzieć tyle, co ona.
Poczekały jeszcze trochę, aż kremowa- już nie do końca- kotka dogoni je. Z krzywym wyrazem pyszczka mruczała pod nosem niezadowolona. Zapewne kwestionowała to, w jaki sposób w ogóle polazła za nimi. Prawdopodobnie tylko po to, by nie wyglądać na słabą.
Ruda kotka spojrzała po siostrze, przy czym uśmiechnęła się pod nosem, wreszcie znajdując okazję na odegranie się.
— Jeszcze trochę i będziesz przypominać mamę — odparła z uśmieszkiem na pyszczku, po czym szybko uciekła od podniesionej łapy Myszy przed siebie.
Po czasie ziemia zaczynała robić się stabilniejsza, a łapki nie chowały im się w kilkucentymetrowym błocie. Rosa wreszcie mogła rozglądać się dookoła i chłonąć widoki terenów, niż patrzeć pod siebie. Było tak, dopóki nie zauważyła dość sporego odstępu, gdzie zauważyła wodę. Było jej niesamowicie dużo! W oddali mogła zauważyć błyszczące jezioro, na środku którego widziała małą wysepkę. Od wody odbijały się ostatnie promienie słońca, pokazując czystą wodę jeziora. Niedługo już nie będzie tak przyjemnie, Ryjówka wyczuwała to aż za dobrze w swoich starszych już kościach. Najlepiej było im pokazać to wszystko teraz, niż później zastanawiać się, czy jej córki przypadkiem nie zgubiły się w lesie. Wtedy też zauważyła, jak jej córka przygląda się krajobrazowi.
— To tereny Klanu Nocy, jak wam wcześniej mówiłam — odparła neutralnym tonem, siadając przy brzegu rzeki — Pełno wody, dużo pływania.
Myszka, która dopiero co dotarła do tej dwójki, cicho sapiąc pod nosem, wzdrygnęła się.
— Ugh, najgorszy klan... — odparła do siebie, tuląc uszy.
— Nie miałam z nimi za dużo kontaktu, ale pływanie jest naprawdę pomocne — odmruknęła już nieco bardziej upominająco. — Może byś wtedy się do niej przyzwyczaiła.
Rosa tylko podeszła do brzegu, mocząc łapkę i wyciągając ją po chwili. Uśmiechnęła się pod noskiem, widząc, że jest czysta. Mogłaby teraz wejść do połowy i pozbyć się połowy błota, ale- po co, skoro zaraz będą wracać. Wtedy też dostrzegła nagle poruszenie na drugim brzegu, zauważając sylwetki kilku kotów idących przed siebie. Nastawiła uszu w tamtą stronę.
— Widzę koty po drugiej stronie! — zawołała szczęśliwa, że mogła je przyuważyć, odwracając się w stronę rodzinki. — To też Klan Nocy?
Ryjówka spojrzała nagle za nią i Rosa mogła przysiąc, że widziała jakiś dziwny cień w jej oku. Oh, czyli nie? Czy może... nie ma zbyt miłych wspomnień?
— Nie, to Klan Burzy — odparła beznamiętnie, przenosząc wzrok na córkę — Jeden z najszybszych klanów, głównie na tym polegają ich treningi. Jakoś muszą dogonić te prędkie zające.
Zające? Kotka przekręciła łepek, próbując sobie przypomnieć to stworzonko. Nie pamiętała, by Ryjówka kiedykolwiek im je przyniosła. Po czym zdała sobie sprawę, że przecież tylko cudem mogłaby to zrobić z jej wcześniejszą kondycją. Skoro zające są szybkie...
— Pełno dziur na ich terenach, jeśli chcesz zostać kotem jaskiniowym — odpowiedziała jakby żartem, wracając wzrokiem dalej — Za nimi, tam, gdzie ten las zaczynają się tereny Klanu Wilka. Tam głównie, żeby coś złapać, trzeba najpierw uważać, by nie rozkwasić pyska o pień drzewa.
Obie siostry zaśmiały się pod nosem na samą myśl o tym, jak by to musiało wyglądać. Ciekawe jak długo trzeba trenować omijanie drzew, żeby móc złapać jedną mysz.
— Ostatni to Klan Klifu — kontynuowała Ryjówka, spoglądając na góry w oddali. — Widzisz to duże drzewo? Tam mieszka Klan Klifu. Pełno kamieni, gór i nierównych terenów. Na ich terenach najlepiej jest często spoglądać w górę, żeby żaden nie mógł zeskoczyć ci na grzbiet.
Tym razem to Mysz przerwała, kichając głośno.
— Oh, czyli muszą być naprawdę dobrzy we wspinaczce, prawda? — zapytała koteczka dumna z siebie — Ciekawe czy byłabym lepsza od nich?
Obie kotki spojrzały na kremową, przy czym ruda uśmiechnęła się pod noskiem.
— Najpierw naucz się z nich schodzić — odparła z lekka złośliwie, na co Mysz zmarszczyła brewki i zerknęła na nią. By podnieść łapkę i potrząsnąć nią na tyle mocno, że błoto plasnęło idealnie pomiędzy oczy jej siostry. — Abgh, ej!
I nim Ryjówka zdążyła jakkolwiek zareagować, jej obie córki już taplały się w błocie. Obracały i rzucały się na siebie. Zapewne grając, w kto kogo bardziej ubłoci. Sama spuściła uszy z lekka zawiedziona. Chciała im jeszcze pokazać tę całą skałę, gdzie odbywały się te śmieszne zgromadzenia. Ciekawiło ją przynajmniej trochę, jak teraz te wszystkie koty się teraz tam bawią. Nie słyszała żadnych wieści od naprawdę długiego czasu.
— Wracamy, jeśli nie chcecie słuchać — odparła Ryjówka po chwili obserwacji kłótni tych dwóch wypierdków. — Nie chcę niepotrzebnie tracić czasu na czekanie, aż skończycie.
Kocięta momentalnie przestały, spoglądając na matkę z dozą przestrachu i zawodu. Ryjówka teraz dopiero otworzyła szerzej oczy, widząc, jak jej dwie pierworodne wyglądały.
Uśmiechnęła się lekko kątem pyska, prychając cicho pod nosem.
— Nie sądziłam, że „upodobnić się do kogoś” będzie miało dla was tak dosłowne znaczenie — odparła na sam koniec z ironią w głosie, unosząc jedną brewkę.
Kotki spojrzały po sobie, przy czym Mysz zajęczała cicho, widząc swoje futerko. Rosa za to zaczęła się niekontrolowanie trząść ze śmiechu. Ubrudzone od łap do pyska, ich rude plamy częściowo pokazywały się spod ilości błota, jakie były na nich.
Teraz mogły szczerze być nazywane „klonami” Ryjówki pod względem wyglądu.
— Wracamy — odpowiedziała Ryjówka głosem nieznoszącym sprzeciw. — Teraz nie musicie się martwić, że się zabrudzicie.
Rosa westchnęła cicho, nieco opuszczając uszy zasmucona. Mogła nie skakać na Mysz, ale- nie potrafiła jej puścić tego płazem. Przynajmniej tym razem nie będzie nasłuchiwała jazgotu Myszy, skoro i tak jest pobrudzona po czubek ogona.
Spojrzała jeszcze szybko na rozległe tereny dookoła, widząc, jak wiatr porusza morzem trawy na drugim brzegu rzeki. Uśmiechnęła się pod nosem, po czym pognała za rodzicielką.
— A nauczysz nas potem polować? — zawołała za Ryjówką, na co ta zastrzygła uszami.
— Nie dzisiaj — odparła czekoladowa szylkretka beznamiętnie, na co uśmieszek Rosy jakby zmalał, a ona sama spuściła łeb i patrzyła pod łapki — Chce was widzieć o świcie przed wyjściem z Nory.
Pyszczek Rosy w sekundę podniósł się szybko do góry, tak jak pojawiły się jej ząbki.
— Tak jest! — odparła szczęśliwa, przy czym Mysz tylko jęknęła po raz ostatni.
— Tylko bez błota proszeeee.

[przyznano 5%]

27 maja 2022

Od Rosy

końcówka Pory Opadających Liści
Czekoladowa smuga śmignęła prędko pomiędzy wysoką, pożółkniętą trawą. Przemknęła razem z wiatrem, który wywoływał poruszenie się wszystkiego dookoła. Na tyle głośno, że nie dało się odróżnić tego od dźwięków otoczenia. Zatrzymała się nagle, przykucając przy ziemi i patrząc czujnie przed siebie. Wiało jej w pysk, więc nikt nie będzie jej niepokoił. I dobrze, bowiem była zdecydowanie zbyt blisko zagrożenia.
Cichy pisk i syk nastąpiły po sobie bardzo szybko. Konkretnie jakieś kilka króliczych susów od Ryjówki, która stuliła uszy. Wywróciła oczami w lekkiej irytacji, odwracając swój pysk w stronę cicho kłócących się kociąt. Nie wiedziała już, ile razy nastąpiły sobie wzajemnie na ogony. Robiły to specjalnie, nie patrzyły pod łapy? Ewentualnie mogła stwierdzić, że były zbyt zaaferowane tym, co aktualnie robiły, by myśleć o wzajemnej zemście.
— Jeśli dalej będziecie się zachowywać tak głośno, możemy za chwilę nie mieć takiej sielanki jak teraz — zwróciła im uwagę, sprawiając, że pyszczki obu kotek zamknęły się momentalnie. Z czego zaobserwować mogła, że Mysz próbuje zachowywać się poważnie. Rosa tylko patrzyła spod byka, będąc podirytowana obecną sytuacją.
— To niech nauczy się chodzić, nie tobie sprawiła ból trzy razy! — odburknęła ruda pointka, podchodząc do Ryjówki bez żadnej oznaki strachu. Na pewno jednak czuła się częściowo zawstydzona, przez to, że nie patrzyła matce prosto w oczy.
Ryjówka spojrzała na swoje dzieci, uśmiechając się leciutko kącikiem pyska. Coraz lepiej mogła zauważyć, że te dwie z pewnością mają cos z jej charakteru.
— Nie, ale jeśli nie przestaniecie być głośno, ktoś inny może nas znaleźć — odparła Ryjówka, spoglądając ponownie w stronę linii drzew znajdujących się przed nimi — Powąchajcie.
Rosa i Mysz spojrzały nagle na kotkę zainteresowane. Obie koteczki podniosły pyszczki, węsząc w powietrzu. Nagły podmuch wiatru przywiał do nosa rudej kotki nieprzyjemnie ostry i jednocześnie dziwnie nieprzyjemny zapach. Kotka skrzywiła się z niesmakiem, a Mysz aż drgnęła z odrazą.
— Pachnie jakby cos tam zgniło — odparła Rosa zniechęcona, zasłaniając nosek i otwierając pysk. Jakież było jej zdziwienie, gdy odór stał się o wiele mocniejszy niż wcześniej.
— To zapach członków Klanu Nocy — zaczęła ponownie starsza, spoglądając nadal czujnie w kierunku granicy — Rybojady, które potrafią naprawdę dobrze pływać w wodzie.
W tej chwili Mysz wydusiła z siebie przeciągłe rzężenie, jakby miała zaraz umrzeć.
Oh, inne koty! Zarówno jedna, jak i druga nie miały większej okazji zobaczyć innego osobnika ich rodzaju. Nawet prawie wcale, jedyne co Rosa pamięta to obecność i zapach jednego z nich, który z pewnością nie był ani jej siostrą, ani matką.
— A zapach tego kota, co był w Norze? — zapytała po chwili, obserwując, jak wibrysy starszej się naprostowały.
Czekoladowa szylkretka szastnęła ogonem, podnosząc się na łapy po krótkiej chwili. Pointka nie wiedziała, czy powinna to brać za dobry znak. W końcu mogła wdepnąć w nie to, co powinna. Nie chciała zirytować Strażniczki, po prostu ma- zdecydowanie za dużo pytań, na które chce znać odpowiedź.
— To był Szkarłat, wasz ojciec — podsumowała Ryjówka, ostatni raz patrząc w stronę granicy Klanu Nocy i obróciła się, idąc wzdłuż niej w kierunku mokradeł — O nim kiedy indziej, na razie przekazuje wam, że nie macie w ogóle przekraczać tej granicy — spojrzała na córki, które jednocześnie mruknęły zawiedzione — A najlepiej to w ogóle się do niej nie zbliżać… jak na razie.

[przyznano 5%]

Od Rosy

końcówka pory opadających liści
Cisza, tylko szum gałęzi i opadających liści był obecny w kolorowej scenerii. Małe, szare stworzonko przeskakiwało z łodygi na łodygę, przez co woda zebrana na nich spadała na glebę, wsiąkając natychmiastowo.
Szara myszka zeskoczyła na mokrą ziemię, podnosząc ziarenko do pyszczka. Trzeba było się przygotować, niedługo będzie musiała przesypiać dłużej, niż zazwyczaj. Wyczuwała to całym swoim ciałkiem. Wetknęła ziarenko do pyszczka, już szukając następnych.
Stworzonko nie spodziewało się jednak, że sen przyjdzie o wiele szybciej. Jak również nie będzie trwał tylko kilku chwil.
Nagły ruch, wszystko momentalnie zadrżało. Nim nornica zdążyła zareagować choćby piskiem, jej życie zakończyło się prędzej niż uderzenie serca.
Oczy Rosy zaświeciły się mocno, gdy zobaczyła, jak Ryjówka unosi w pyszczku właśnie złapane stworzonko. Serduszko zabiło jej z ekscytacji, tak jak ona zadrżała w jego rytm. Woah, to było super! Nie to jednak było najważniejsze dla kotki.
— Nic ci nie jest! — odparła wesoło, spotykając zdziwione spojrzenie swojej matki — Eee... znaczy- — umilkła na sekundkę, patrząc z dołu niepewna — Łapa cię już nie boli?
Oh, jak cichutko i zestresowanie zabrzmiał jej głos. Trzęsła się z nerwów, że mogła powiedzieć coś złego. W końcu Rosa naprawdę uwielbiała obserwować, a nietrudno było zauważyć, jak bardzo doskwierało jej chodzenie. NAWET jeśli koteczka widziała ją tylko na uderzenie serca przed zniknięciem w krzakach.
Czekoladowa szylkretka po chwili minimalnego zaskoczenia pytaniem, ponownie przyjęła swój obojętny wyraz pyska. Odłożyła piszczkę na ziemię, uwalniając od niej swój pysk. Spojrzała z góry na obie córki.
— Sądzę, że nie po to aktualnie spędzam z wami czas, by porozmawiać o poranionych łapach — odparła samotniczka sarkastycznie, wprawiając córkę w zakłopotanie.
Rosa tylko nabrała powietrza w pyszczek, burmusząc się. Tak jakby normalnie nie mogła powiedzieć, że już wszystko dobrze. Niby czuła jakiś inny zapach z tamtego dnia, gdy ich matka spędziła pół dnia w Norze, jednak nie potrafiła go do niczego porównać. Nie potrafiła połączyć faktów, że ktoś mógł jej pomóc. Przecież Ryjówka nikogo nie prosi o pomoc, dlatego Rosa chciała wiedzieć, jak kotka się naprawiła. Proste! Tyle razy słyszała o tych całych klanowych uzdrowicielach. Przecież pamiętała, jak Ryjówka przyniosła jej to dziwne ziarenko, po którym ból w głowie zniknął.
— Chciałam tylko wiedzieć jak — odmruknęła zła, spoglądając tym razem na Strażniczkę spod byka.
Mysz aż wzięła cichy wdech, wypuszczając go z nagłym parsknięciem. Po czym pacnęła siostrę tylko łapką w ogon, patrząc na nią upominająco.
Ryjówka jedyne co zrobiła, to uniosła brwi wyżej, nie zmieniając wyrazu pyska. Można było jednak dostrzec iskierki rozbawienia w jej spojrzeniu.
— Innym razem — podsumowała starsza, podnosząc się z siadu i zaczęła kopać w ziemi.
Obie koteczki patrzyły zdezorientowane na to, co teraz się dzieje. Co teraz będą robić, chować się w ziemi i czekać na kolejną ofiarę?
Zanim jednak którakolwiek zadała kolejne pytanie, starsza wepchnęła tam swoją zdobycz, po czym zakopała z powrotem.
— Teraz czas na trening podstaw — odparła od razu, kierując się dalej przed siebie — Idziemy wywęszyć sobie jutrzejsze śniadanie.

[przyznano 5%]

Od Rosy

końcówka Pory Opadających Liści
— Wiedziałam, że złym pomysłem będzie iść za tobą — mruknęła Mysz zła, gdy wdepnęła w kolejne błoto. Ugh, jakie ohydztwo! Rozmokła ziemia była tak strasznie obleśna. Chociaż wszystko, co jest w połowie wodą, na zawsze pozostanie dla kremowej najgorszym paskudztwem na świecie.
Ruda zerknęła na nią kątem oka, napuszając futerko.
— To mogłaś być szybsza, cykorze — odparła z lekka w nerwach, tuląc uszy — Próbuje ją dostrzec, ale to na nic.
Z każdym oddechem i uderzeniem serca była coraz bardziej niepewna tego wszystkiego. Jak niby ma ją odszukać? Strażniczka opowiadała im trochę o tym, jak powinny wyczuwać zagrożenie, gdy jej nie ma. Na każdy podejrzany dźwięk, zapach czy głos miały być cicho i uciekać lub się schować. W końcu ich tandetne pacnięcia tymi słabowitymi łapkami to żadne obrażenia. Na samo przypomnienie sobie tych słów, kotka wykrzywiła pyszczek w złości.
— To próbuj bardziej — jej przemyślenia przerwała kremowa, która wyprzedziła swoją siostrę dumnym truchtem — Żaden z ciebie przewodnik, skoro tak szybko się poddajesz. Ja cię obronie!
Rosa zmrużyła oczy, unosząc łeb i patrząc na nią wyzywająco.
— Ha, mówi to ktoś, kto nie potrafi się podnieść, gdy ktoś na nim siedzi — odpowiedziała sarkastycznie, na co Mucha napuszyła się urażona.
— Dlatego, że jesteś ciężka! — odwarknęła agresywnie, zbijając rudą z tropu. Zaraz, że niby jaka jest?? Że ona jest gruba?!
Pyszczek Rosy otworzył się szeroko, gdy dotarły do niej te wszystkie słowa.
— Spójrz najpierw na siebie! Sama jesteś ciężka!
— Ja jednak jestem tylko dlatego, że przerastam cię o długość mojego kroku!
Po czym kontynuowały te dość głośną wymianę zdań, jakby zapomniały, że nie przebywają aktualnie w Norze. Cały las mógł je usłyszeć w odległości kilku króliczych susów.
Przestały na siebie krzyczeć, gdy Rosa kątem oka dostrzegła małe, szare ciałko przemykające tuż za Myszą. Śmignęło na tyle szybko, że koteczka trudno mogła je dostrzec. Skupiona nastawiła uszy do przodu, otwierając nieco pyszczek. Czy to było to, co myślała?
— Teraz to mnie specjalnie ignorujesz, bo wiesz, że przegrałaś! — odpowiedziała triumfalnie kremowa, unosząc się wyżej na łapkach — Przyznaj si-
Łapka niebieskookiej momentalnie znalazła się na pyszczku jej siostry, uciszając jej królewskie zapędy. Nadal patrzyła w stronę stworzonka skupiona, zniżając się na łapach. Co oznaczało, że zdjęła ją również z Myszy, by ta jeszcze czasem nie myślała, by jej oblizać w złośliwości.
Widziała, jak się zatrzymało. Dziwiło ją tylko to, że w ogóle się tutaj pojawiło.
— Opuść ogon — nagle Rosa drgnęła zaskoczona razem z Myszą, słysząc cichy głos za sobą — Niżej na łapach, pysk do przodu, cicho.
Spojrzały obie za siebie, dostrzegając wychyloną z krzaków głowę Ryjówki. Obserwowała je obie uważnie, unosząc jedną z brwi. Zaraz, co ona mówiła…
Rosa zestresowała się widocznie, próbując obniżyć się na łapach. Na tyle, że zachwiało nią lekko, gdy chciała wysunąć do przodu łapkę. Jakby splątała się lekko, jej równowaga zniknęła, a sama ruda padła się niczym długa na mokra ziemię.
Stworzonko momentalnie wyczuło, jak ziemia zadrżała, po czym czmychnęło w suchą trawę i tyle je widziały.
Niebieskie oczy kociaka przygasły lekko, gdy usłyszała chichy śmiech Myszy za sobą. Poczuła jednak jak siostra podeszła do niej i pomogła wstać, czego Rosa nie zrobiła jakoś prędko. Czuła się zawstydzona tym, jak to wszystko wyszło, że nawet nie spojrzała bezpośrednio w stronę Ryjówki.
— Jak nas znalazłaś mamo? — zapytała Mysz, spoglądając na nią i przekrzywiając głowę.
— Po prostu wracałam do Nory i na was trafiłam — stwierdziła kotka, po czym Ryjówka tylko spojrzała na swoje córki znacząco, marszcząc nos.
— Zresztą trudno was nie usłyszeć — odparła ironicznie, unosząc brwi — Jesteście głośniejsze niż stary zziajany borsuk biegnący przez las.
Po czym bezceremonialnie wyciągnęła głowę z krzaka, znikając im z oczu.
Obie koteczki spuściły uszy w dół i zapewne, gdyby mogły, spaliłyby się ze wstydu. Spojrzały na siebie wzajemnie, przy czym to Rosa wystawiła język w stronę siostry.
— Cykooor — syknęła kpiąco ruda, przysiadając bliżej ziemi.
— Memejaaa — odparła szyderczo Mysz, odwzajemniając ten sam gest w kierunku pointki.
— Długo jeszcze się wzajemnie wyzywać, czy wreszcie się ruszycie? — twardy głos Strażniczki sprawił, że obie drgnęły zestresowane. Szybko się podniosły i skierowały w jej stronę truchtem. Nie zrobiły tego ze strachu, uśmiechając się do siebie szczęśliwe.
Czas zacząć porządną naukę.

[przyznano 5%]

Od Rosy

koniec Pory Opadających Liści
Nie podobało jej się. Wcale a wcale.
Odkąd liście zrobiły się bardziej czerwone czy brązowe z dnia na dzień. Może i powinna się cieszyć, że przez pewien okres będzie mogła się ukrywać między liśćmi. Już wypróbowała, Mysz krzyknęła na tyle głośno, że spłoszyła wszystkie ptaki na polance.
Jednak to nie pogoda czy zmieniające się otoczenie sprawiały, że się martwiła. Chodziło jej o coś, a raczej kogoś innego. Znikała na o wiele dłużej niż zazwyczaj. Rosa nie jeden raz widziała, jak kulejąc na jednej łapie, wychodziła z nory. Zawsze jak chciała się zapytać, oczy samotniczki tylko wwiercały się w nią przenikliwie. Na tyle, że kotka automatycznie tuliła uszy i stwierdzała, że zapyta o coś innego.
Najlepszym pytaniem, jakie kiedykolwiek zadała, było „Czy nigdy nie myślała, żeby się z tej nory wynieść". Ryjówka uniosła wyżej głowę i otworzyła szerzej oczy, jakby zaskoczyło ją to pytanie. Wtedy też Rosa zobaczyła na jej pysku inną emocję niż zwykłą obojętność.
— Tak właściwie, to nie siedziałam tutaj przez całe swoje życie — mruknęła starsza kotka, spoglądając na moment w bok. Sprawiła tylko, że spojrzenia obu jej latorośli momentalnie się rozświetliły i nie miała innego wyjścia jak opowiedzenie wszystkiego. W żadnym wypadku nie dałyby jej z tym spokoju, a kotka szanuje swoją wolność i przestrzeń osobistą. Lepiej coś im napomknąć, niż do końca życia mieć je uczepione do łap, które i tak już ciężko było jej podnosić.
Wracając, wczoraj przynajmniej widziała, że starsza się wyspała. Wyszła z Nory, dopiero gdy słońce było wysoko na niebie. Tego dnia znów zniknęła na bardzo długo, a na pewno dla Rosy. Ruda pointka od momentu, w którym zaczęła się martwić, siedziała przy wejściu do nory. Wypatrując czujnie poruszenia w krzakach lub mignięcia czekoladowego futra.
— Bo ci ocy wyschną.
Rosa zamrugała nagle, słysząc głos tuż obok swojego ucha. Strzepnęła nim, marszcząc nosek i spoglądając na siostrę spod zmrużonych powiek.
— Pilnuj swojego nochala — mruknęła obruszona, nabierając powietrza do pyszczka, jednak po chwili znów zwróciła swoje oczy w kierunku linii drzew, tuląc uszy — Duża długo nie wraca...
Dopiero wtedy Mysz mruknęła ciche „oj”, samej smętniejąc momentalnie. Faktycznie, nie widziała jej, od kiedy tylko wstała. One we dwie często wstają nieco później niż ich Strażniczka, chociaż i tak zawsze wiadomo, że starsza zawsze pierwsza się obudzi.
— To chodź, poszukamy jej! — stwierdziła pewnie kremowa po chwili, wprawiając siostrę w stan osłupienia — Chyba że się booooiiiisz~
Pointka stała bez ruchu, gdy przez jej głowę przewijało się tysiąc rozmyślań na sekundę. Pójść? Do lasu? Na poszukiwania? Źrenice rudej rozszerzyły się nagle, a przez jej grzbiet przeszedł nagły dreszcz.
— Kto ostatni ten cykor! — zawołała zaborczo, słysząc za sobą zirytowane „ej!” Myszy.
Dobiegła szczęśliwa do linii drzew, spoglądając na nie w ekscytacji. Nie pomyślała o tym ani na sekundę, jaka ona była głupiutka! Przecież jest na tyle duża, że bez problemu mogła już dawno uciekać z tej Nory. Mysz popełniła wielki błąd, mówiąc jej coś takiego.

[przyznano 6%]

23 maja 2022

Od Rosy

końcówka Pory Opadających Liści
Ten dźwięk. Irytujący, przypominający o najgorszym uczuciu, jakie kiedykolwiek doświadczyła sprawiał, że wykręcała się we wszystkie strony, próbując się go pozbyć.
Padła brzuszkiem na ziemię, rozciągając łapki na wszystkie strony świata, wzdychając cichutko. To potworne burczenie nawet nie śmiało dać jej chwili spokoju.
Tęskniła za tym, że mogła po prostu podejść do Strażniczki i się posilić. Ryjówka jednak prędko odcięła ich od tak łatwo dostępnego jedzenia. A tak naprawdę, to od poprzedniego dnia, gdy wychodziła o świcie w las. Ruda widziała wyraźnie, jak ciężko jest się poruszać starszej samotniczce, gdy znikała w krzakach po drugiej stronie polany.
Czy zrobiły z Myszą coś złego? Obraziła się na nie? Może uznała, że jednak ich już w ogóle nie chce?
W końcu nigdy za długo z nimi nie rozmawiała, jak już to tyle, ile było konieczne.
Po drugiej stronie wyjścia z nory również leżała, jednak zwrócona grzbietem do ścianki, Mysz. Patrzyła się jakby nieobecnie w szczyt wejścia, samej też kręcąc się raz w jedną, raz w drugą stronę.
— Jestem głodnaaa — miauknęła cicho, zwijając się w kłębek, gdy burczenie ponownie odezwało się z jej brzucha. — Nie ma jej, od kiedy słońce wstało!
Rosa spojrzała na kremową, jakby znudzona.
— Nie nazekaj — odpowiedziała na jej jęki ruda, wciskając wszystkie łapki pod siebie — Mogłaś więcej latać po polance za wsystkim co się rusało.
To nie tak, że ona też nie biegała za tymi śmiesznymi, zielonymi stworzonkami. Śmiesznie skakały, a Rosa za żadne skarby nie mogła dobrze do nich doskoczyć. Sfrustrowało ją to na tyle, że przestała się tak bawić o wiele szybciej niż jej siostra.
— Mhhh, to niby moja wina! — syknęła nagle Mysz, podnosząc się na równe łapki. — Ty zadawałaś tyle gupich pytań wcoraj!
W sumie prawda, poprzedni dzień był dniem pełnym nowych rzeczy, które zastanawiały kotkę. Musiała wypytać o to wszystko, ale sama teraz nie pamiętała, co to były za pytania. I jakie miały odpowiedzi.
I nim mniejsza rudaska zdążyła zauważyć, drobne ciałko kremowej padło na nią z rozpędu. Zdążyła tylko cicho pisnąć, by nagle obie przeturlały się nieco dalej od wejścia. Odskoczyły nagle, jak na siłę trójksiężycowych kociąt, to za chwilę rzuciły się na siebie wzajemnie, pacając się agresywnie. Nie miały jeszcze aż tak dobrych pazurków, żeby zrobić sobie permanentną krzywdę. Chyba że dobrze by to wykombinowały.
Dopiero po kilku minutach wspólnej szarpaniny, to Rosa przyszpiliła Myszkę do ziemi. Usiadła na niej cała, przytrzymując łapką jej brzuszek, przez co kremowa za żadne skarby nie mogła się obrócić.
Wtedy również obie poczuły, jakby coś je obserwowało. Przypuszczenia obu zostały rozwiane, gdy usłyszały ciche „ekhem” za sobą. Spojrzały więc równocześnie w stronę lasku, zauważając starszą samotniczkę, siedzącą i obserwującą je uważnie. Uniosła jakby lekko głowę, spoglądając z lekka krytycznie, ale tez i- czy ona miała uniesione kąciki pyska?
— Jeśli już skończyłyście dziecięce przepychanki, możecie przyjść coś zjeść — odparła Ryjówka beznamiętnie, przekrzywiając z lekka głowę. — Następnym razem lepiej jest odskoczyć, niż ustawiać się tyłem do przeciwnika. Łatwiej wtedy uniknąć upadku.
Rosa zmarszczyła brewki, widząc, jak samotniczka podniosła się z siadu. Zabrała leżące na przednich łapach dwa szarobure strzępki futra i kawałek mchu. Po co jej to? Przecież to nie jej futerko.
— Zlezies ze mnie cy nie?! — warknęła nagle Mysz z dołu, na co ruda momentalnie podskoczyła i zeszła z siostry. Ta tylko podniosła się naburmuszona, strzepując błoto i ziemię ze swoich pleców — Następnym rasem mama swróci uwagę tobie.
Po czym pobiegła szybko do norki, znikając prędko. Rosa jeszcze przez chwile stała w bezruchu, rozmyślając nad tym, co się właśnie stało. Szczerze, nawet nie wiedziała, co robiła, po prostu chciała, żeby Mysz się przymknęła. Gdy dotarło do niej, że Ryjówka w pewnym sensie ją pochwaliła, jej ogonek zafalował, a jej pyszczek rozświetlił się uśmiechem. Pochwaliła ją! Może bezsłownie, ale pochwaliła!
Szczęśliwa ruszyła z lekkim poślizgiem do norki, dostać zasłużoną nagrodę. Gdy wpadła do środka, Duża była w trakcie nakładania sobie na plecy tego kawałka mchu. Krzywiła przy tym pysk wyraźnie, jakby była to najbrzydsza rzecz na świecie. Kotka przypatrywała się zaciekawiona, zastanawiając się, po co to robiła. Starsza zostawiając mech w tym miejscu, spojrzała na rudą. Widząc jej wzrok, odparła tylko, że „wyciąga kleszcza”, po czym pokazała pyskiem w stronę pałaszującej szare futerko Myszy, przekazując jej by podeszła do niej. Gdy była już blisko zapach piszczki wreszcie dotarł do jej noska. Ślina napłynęła jej do pyska, poznając, co takiego właśnie łykała kremowa. Mama podzieliła się z nimi posiłkiem!
Wcześniej słyszała, że są za małe na jedzenie czegoś takiego… Czy to znaczy, że są już dostatecznie dorosłe?
— Macie się tym podzielić, starczy na was dwie — odparła cicho samotniczka, spoglądając na kremową. Mysz z kolei, słysząc głos matki, przestała na moment żuć, po chwili cicho mamrocząc pod nosem. Oddała jednak połowę piszczki, wtykając ją pod nos Rosy.
Ruda zatopiła w niej swoje ząbki, po czym czując tak cudowny smak, dosłownie zaczęła pochłaniać wszystko w mgnieniu oka.
Nie ważne już, że nie będą mogły pić mleka, *to* było zdecydowanie o wiele lepsze.

[przyznano 5%]

22 maja 2022

Od Rosy do Myszy

porą opadających liści
Dwie, drobne i skulone przy sobie kuleczki spały mocno, próbując zatrzymać przy sobie jak najwięcej ciepła. Noce były coraz zimniejsze, chociaż Rosa miała to szczęście, że odczuwała je mniej. Jej dłuższe futerko spełniało swoje zadanie. Zdecydowanie gorzej miała jej kremowa siostra.
Nagle uszy rudej pointki drgnęły nieznacznie, gdy ciszę nocy przerwał donośny trel. Ten śpiew był znakiem umownym dla młodej koteczki. Podniosła leniwie swoją głowę, ziewając bezgłośnie. Otworzyła szeroko pyszczek, po czym wstrząsnęła głową, cicho mlaszcząc. Mogłaby spać dalej, z pewnością, było jej tak przyjemnie i wygodnie.
Strzepnęła uchem, gdy trel ucichł znacznie, sprawiając, że koteczka mruknęła niezadowolona. To coś prawdopodobnie uciekło dalej w las. Nie ma mowy, że będzie mogła go słyszeć z głębi nory. Rozejrzała się dookoła, wciągając wilgotne powietrze. Strasznie nie lubiła tego zapachu, a musiała zasypiać i budzić się przy nim. Zawsze zastanawiała się, dlaczego Ryjówka wybrała takie, a nie inne miejsce na ich mieszkanie. Nie lepiej znaleźć coś lepszego? Przecież powinno być gdzieś miejsce, w którym z pewnością byłoby przytulniej. Sama mając do wybrania spanie w kałuży, a w tej norze, zdecydowanie wybrałaby błotną kąpiel.
Krzywiąc nosek, postanowiła jednogłośnie – dosyć siedzenia w tym zatęchłym miejscu.
Podniosła swoje cztery litery, uciekając z uścisku kremowego diabła i przeciągnęła swoje wyleżane ciałko. Wspomniana coś mruknęła pod noskiem, na co Rosa westchnęła cicho. Zapewne za chwile się obudzi, stwierdziła w myślach.
Spojrzała jeszcze prędko w stronę czekoladowo-rudej kocicy, leżącej w głębi nory. Stuliła nieco uszy w tył, zastanawiając się, kiedy te niewinne dni, gdy dopiero zaczynały chodzić, się skończyły. Spojrzała prędko na swoje łapy, po czym potrząsnęła głową lekko. Nie! Dosyć rozmyślania. Ten ładny głosik jest ważniejszy!
Przytruptała do wyjścia norki z szerokim uśmieszkiem, wciągając nosem świeże, ranne powietrze. Może też było czuć wilgoć, ale o wiele przyjemniejszą niż ta w dole. Po chwili jednak zadrżała nagle, gdy dreszcz przeszedł jej po grzbiecie. Cholerka jak zimno! Skurczyła się nagle w sobie, przy akompaniamencie jej cichego jęku. Co się dzieje, jeszcze wczoraj było cieplutko!
Przy czym kolejny, przyjemny trel sprawił, że uszy drgnęły, kierując się w jego stronę. Wśród liści dostrzegła go, gdy zatrząsnął piórkami gwałtownie. Oczy zaświeciły się z radości, gdy usiadła tak zgarbiona i wtulona w siebie, rozglądając się wreszcie dookoła.
Dopiero teraz zaczynała dostrzegać, jak zielone liście drzew powolutku zmieniają go na jaśniejszy. W sumie zastanawiała się dlaczego… Ona też tak może? Wiele z nich leżało już na ziemi, dzięki czemu ruda kotka miała zdecydowanie więcej zabawek, które mogła sobie znaleźć sama!
Nagle trel stworzonka ponownie rozniósł się po polance, przy czym ruda przymknęła oczy, słuchając.
Jeszcze chwila spokoju, zanim zostanie zaniepokojona.

<Myszko?>

21 maja 2022

Od Rosy Do Ryjówki

Pierwszy raz w swoim króciutkim życiu, Rosa nie miała zamiaru ruszyć się nawet na milimetr. Słoneczne światło sprawiało tylko, że jej okropne samopoczucie staczało się coraz bardziej po górce w dolinkę rozpaczy.
Jej oczka bolały, każdy dźwięk przyprawiał o dreszcze, a światło wpadające do ziemistej nory tylko pogarszało sytuację. Nagle jednak jej bolączki zwiększyły się, w momencie, w którym usłyszała głos obok swojego ucha.
— Losa, hoć się bafić — zajęczała głośno kremowa koteczka, z którą od kilku księżyców dzieliła aktualne miejsce zamieszkania.
— Nie kce — mruknęła koteczka niewyraźnie, kładąc swoje łapki na uszy — Odejć.
Myślała, że to wystarczy do odgonienia natrętnej Myszy. Chociaż raz mogły sobie odpuścić niepotrzebne swawole. Jakże się jednak pomyliła, gdy poczuła, jak łapki siostry popychają ją w bok i wywracają na grzbiet.
— Fstafaj! — pisnęła głośno, tak że dźwięk jej głosu wżarł się w głowę rudej koteczki — Jestes ble!
To był moment, w którym w niedawno otwartych oczach koteczki pojawiły się łezki. Niezdarnie obróciła się tyłem do siostry, chowając pyszczek w łapy i przy okazji kładąc je na wywinięte uszy, usilnie starając się je przymknąć.
Ciche szlochanie sprawiło, że Mysz zrobiła niewielki kroczek w tył, kładąc po sobie uszy. Nie wiedziała, co dokładnie zrobiła, przecież nigdy nie było problemu z ich zabawami. Zazwyczaj to Rosa potrafiła ją w ten sposób obudzić, opierając o nią łapki i szturchając. Co innego może zrobić, jeśli to ona nie chce wstać!
— Co tutaj się dzieje? — Nagle obie koteczki drgnęły, gdy usłyszały poważny głos. Mysz spojrzała szybko w stronę wyjścia z nory, a widząc dużą kocią sylwetkę, jej uszy automatycznie się wyprostowały.
— Losa nie kce wstać — mruknęła koteczka niezadowolona, spoglądając na siostrę niedawno co otwartymi oczami. — A telas płace! Beksaa!
Ruda tylko skuliła się bardziej, szybko pociągając noskiem. Wcale nie płacze, wydaje jej się!
Resztką swojej malutkiej siły usiadła wyprostowana, przyciskając uszy do głowy. Miała zamknięte oczy, które uchyliła leciutko, spoglądając na Ryjówkę. Aż lekko się wzdrygnęła, widząc wbite w nią spojrzenie jasnobrązowych oczu matki. Dobrze wiedziała, że nie oszuka tej kotki w żaden sposób.
Po chwili mierzenia się spojrzeniami łezki ponownie pojawiły się w kącikach oczu rudej koteczki.
— Głofa mnie bolii — załkała cichutko, spuszczając wzrok na swoje łapki.
Chciała grać silną, ale jednak coś się jej nie udało.

<Ryjówko?>

07 maja 2022

Od Rosy

Zimno.
Potworne zimno pojawiło się bez żadnej zapowiedzi. Mogła tylko głośno piszczeć, gdy nie przestało na nią napierać. Wdzierać się do każdej części ciała, sprawiając, że trzęsła się bezustannie. Kto w ogóle kazał jej wyjść z tego ciepła?! Przez tak długi czas nie musiała się niczym męczyć, pomimo ciasnoty. Teraz to zimno nawet przez pyszczek dostawało się jej do środka! Zabierzcie ją stąd, nie chce tutaj być, chce wrócić! Cały ten świat się jej nie podobał, nie lubiła go.
W miarę jak coraz więcej dźwięków docierało do jej powoli wysychających uszu, mogła usłyszeć, że nie tylko jej ta zmiana nie przypadła do gustu. Druga kremowa klucha tuż obok również nie była za bardzo zadowolona z takiego obrotu spraw. Jej piszczenie było zdecydowanie głośniejsze, co znaczyło, że najprawdopodobniej była szybsza w przyjściu na świat. Wdzierający się w umysł kocięcia pisk był praktycznie nie do zniesienia. Nie dość, że zimno, to jeszcze głośno i nieprzyjemnie. Już miała dokonać własnego osądu, gdy jej jeszcze niezbyt silna łapka przepchnęła pyszczek piszczącej kluchy obok. W tym momencie dźwięk ustał, a ona sama aż drgnęła leciutko. Ma taką siłę? W ogóle coś takiego podziałało w ten sposób?
Dopiero wtedy poczuła, jak coś szorstkiego przetarło jej zamknięte oczka, na co aż pisnęła cichutko. Chociaż bardziej niż nagłym dotykiem, zaskoczona była tym, że ta rzecz dała jej tego, czego najbardziej pragnęła. Ciepła!
Momentalnie wyciągnęła się w tamtą stronę, przewracając na boczek. Zaczęła machać słabymi łapkami, turlając się wraz z pociągnięciami tego czegoś. Dopiero wtedy coś wielkiego przeciągnęło ją, by w jednym momencie znalazła się otoczona mięciutką powłoką. A co najważniejsze, poczuła instynktownie, jak cały strach po prostu z niej ucieka. Poczuła się bezpiecznie na tyle, że dopiero teraz dotarły do niej nowe zapachy. Przede wszystkim zapach, który sprawił, że jej malutki jeszcze żołądek zaburczał głośno. Gdy coś lekko popchnęło ją bliżej wielkiego ciepła, szybko skierowała swój pyszczek w jego kierunku, wyczuwając instynktownie, co powinna zrobić. Coś dobrego wypełniło jej pyszczek, sprawiając, że zamruczała głośno jak na swoje możliwości. Ugniatając lekko tę mięciutką powłokę, jej myśli stopniowo zanikały, pozwalając po pewnej chwili zasnąć wtulona w wielkie ciepło.
Może jednak ten świat nie będzie taki zły.