BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuklik x Perkoz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuklik x Perkoz. Pokaż wszystkie posty

03 maja 2022

Od Kuklika Cd Perkoza

 Nienawidził bycia na wysokości. Nie żeby kiedykolwiek się na coś wspinał, ale teraz jak już tego doświadczył, nie potrafił zrobić niczego innego niż pozostania na gałęzi w tej samej pozycji w której się tu znalazł. Pazury wbiły się mocno w korę, zestresowany starał się oddychać głęboko i nie wpaść w paranoję. 
- J-ja t-teraz nie zejdę....- oznajmił płaczliwym tonem.- T-to się z-złamie i-i ja spadnę i-i...- zaczął mamrotać w panice, nie zważając na Perkoza, który stał obok. To było teraz niemożliwe by zejść. Połamie sobie kończyny! Jak to się skończy?! Już nigdy nie wejdzie na drzewo. To było zbyt straszne. Teraz chciał tylko, by starszy kot mu pomógł w schodzeniu z drzewa, lecz rudy na pewno nie będzie chciał! Jest zbyt odważny na to, by stchórzyć i uciec z "pięknego miejsca". Nie było żadnych niesamowitych widoków! Okłamał go czy co? Po prostu wszystko było z góry! Czemu to niby miało być ładne? Kto lubi w ogóle być wyżej, skoro coś może się zepsuć i można skręcić kark?
- MAMOO!- wydarł się ile wlezie, szlochając oraz strosząc futro. 
- Spokojnie, nic się nie stanie...- już lekko zaniepokojony kocur starał się uspokoić kociaka, ale nie miało to żadnego skutku. 
- Kuklik? Co ty tam robisz...- usłyszał głos Kolendry gdzieś na dole. Lecz nie przejmował się nią zbytnio. Zerknął gdzieś na powierzchnię, by zauważyć to, czego się spodziewał. Futro siostry było nastroszone chyba aż tak jak jego. 
- Idiotka. Kompletna z ciebie idiotka Kukliku, po cholerę tam wchodziłaś?!

***


"Kompletna idiotka".

To samo teraz by słyszał. Ta sama sytuacja. Potrafił wejść, ale zejść już nie. Teraz przynajmniej nie płakał, tylko lekko się trząsł i wrzeszczał ze strachu, ku uciesze uczniów, którzy tak samo jak on mieli się uczyć wchodzenia na drzewa.

- Kukliku, spróbuj może zejść, dasz sobie radę...- Jaskółka mówiła do niego spokojnym tonem, wpatrując się na niego z pewnego rodzaju politowaniem. 

- NIE DAM RADY, JA TU UMRĘ JUŻ!- krzyknął po raz kolejny, wywołując kolejną salwę śmiechu ze strony Krwawnika. Poziomka również uśmiechała się trochę- co oczywiście on musiał odczuć jako atak na niego, bo inaczej nie byłby sobą. Może była szczęśliwa bo na przykład zobaczyła motyla, ale co to to nie! Jak na złość, Agresta nie było. A on jedyny by zrozumiał jego obawy i lęki, może nawet by dał wsparcie. A zamiast tego, był zmuszony słuchać wyzwisk pod jego adresem ze strony czarnego, bo oczywiście bardzo śmieszne było jego cierpienie. 

- Wierzę, że dasz sobie radę. Dobrze ci poszło ze wspinaniem, poinstruuje cię jak zejść, dobrze?- jeszcze raz powiedziała jego mentorka. Wiedział, jak ja musiał zirytować. Był w końcu tylko beksą.

- D-dobrze- pisnął cicho, pociągając nosem. Powoli przysunął się bliżej pnia drzewa, czekając na to, aż Jaskółka coś powie. 

- Teraz powoli, obróć się przodem do ziemi i szukaj punktów do zaczepienia łap...- skupiona zaczęła mu tłumaczyć. Przełknął ślinę. Uda mu się. Uda się i tyle. 

Szybko pozbierał łapy, podążając za tym co mówiła wojowniczka. Sunął powoli, mocno trzymając się pazurami. Gdy pozostała mu połowa metra, szybko skoczył na dół, oczywiście wywalając się na zbity pysk. Otrząsnął się z ziemi i spojrzał na mentorkę.

- Może być, jeszcze poćwiczymy i... Będzie dobrze.

Taak, będzie dobrze. Raczej znośnie.

"Kompletna idiotka". 

Dokładnie. Aż się uśmiechnął na myśl, jaką minę miałaby teraz Mak, widząc go całego w ziemi i łzach, ale z pewną rodzaju motywacją skończonego debila.


***


To była taka ulga skończyć ten trening. Po prostu mieć już gdzieś to wspinanie. Jaskółka nawet go pochwaliła! Cały odwieczny problem polegał na jego idiotycznym lęku, bo sama technika przychodziła mu z łatwością. Czuł się o niebo lepiej. Potrafił coś zrobić! Teraz nawet złapał mysz i szczerze, był naprawdę z siebie dumny. Ten jeden raz… Udało się. Jedynie zostało mu pochwalić się Agrestowi, Mak… Wiadomo, kotka nie żyła, ale był jej grób. Zawsze pojawiały się na nim kwiaty. Nawet jeżeli go przy nim nie było, to codziennie gdy przychodził na tamto miejsce, znajdował świeże roślinki, z racji, że obok była pochowana Kolendra. Jednak nawet jeżeli było tam coś już, to dawał tam choćby gałązkę od siebie. 

- Jaskółko?- zapytał cicho, dreptając powoli łapami, gdyż kierowali się już do obozu.

- Tak?- odpowiedziała kotka lekko machając ogonem. 

- Cz-czy mógłbym pójść do siostry? Chciałbym jej się… Pochwalić- mruknął cicho, bojąc się, że brzmi dziecinnie albo głupio. 

Ale Jaskółka rozumiała. 

Kto inny by nie zrozumiał, jak nie ona?


***


Obóz był przepełniony kotami. Jak na wieczór przystało, wracano już patroli czy innych polowań. Z dumą oddał mysz na stos zwierzyny. Nie był jednak aż takim idiotą. Mak mogłaby się pocałować w nos z takim gadaniem, był dzielny! Często się czegoś bał, ale nie był do końca taki głupi. Głupek niczego by nie upolował, dalej by siedział na drzewie… Rozejrzał się wokół. Pewnie dla innych to zwykły wyczyn, lecz oni nie byli nim! Każdy miał swoje oddzielne cechy, a u niego były to same wady, spośród których znalazło się coś dobrego. Mama byłaby dumna. Albo i nie? Bo szczerze, to pewnie wolała Mak. Ona urodziła się już zdolna, nie to co on. No i nie wkurzała jej aż tak bardzo jak on. 

Kątem oka zauważył rude futro. Ale Perkoz byłby zdziwiony! Teraz już nie bał się tych drzew. Był… Inny? No może nie inny, raczej mniej przerażony wizją wspinania się na wysokie szczyty. Oczywiście, taki wspaniały wojownik tego nie zrozumie. Przecież był pewnie idealny we wszystkim, w końcu tak mówił, prawda? Musiał pewnie świetnie polować, świetnie się skradać, a co najważniejsze, wspaniale walczyć. Potrafić jedną łapą poskromić wroga. Może i nie potrafił tego wszystkiego, ale przynajmniej jedno z tych, w końcu był już pełnoprawnym członkiem grupy. A nie taki Kuklik, co jest ciągłym strachajłą i debilem. Ah… Chciałby być taki jak inni. Odważny, zaradny. Więc musiał przezwyciężać strach! Podszedł cicho do wojownika. Nie mógł już się aż tak kryć, musiał z kimś rozmawiać, prawda?

- Dzień dobry Perkozie!- miauknął do niego.- Nie boję się już drzew, wiesz? Pewnie ty się ich nigdy nie bałeś, bo jesteś takim dobrym wojownikiem i w ogóle, ale to dobrze, że już się nie boję, prawda?


<Perkozie, wspaniały wojowniku, który jedną łapą poskromisz wszystkie klany…>


[10% przyznane]

01 listopada 2021

Od Perkoza CD. Kuklika

 Rudy zauważył, że podbiega do niego jakaś mała kotka. Spojrzał się na nią, gdy dotarła do jego łap. Wyglądała na niepewną.
- Ceść... - Wyjąkała.
- Witaj - Miauknął pogodnie uczeń. - Jak się nazywasz?
- Kuklik - Odpowiedziała kotka. - T-ty jesteś uczniem?
Perkoz strzepnął ogonem. To raczej oczywiste, że był uczniem. Uśmiechnął się dumnie.
- Tak, jestem uczniem. - Mruknął. - I to jeszcze jakim! Najlepszym uczniem Owocowego Lasu! Nazywam się Perkoz. Syn tej... no, Owieczki i jakiegoś gościa. Ktoś ją tam musiał zapłodnić, ale mam to gdzieś. A ty to pewnie ta córka Kolendry?
- Syn - Poprawiła kotka, na co Perkoz się zdziwił. Jego koniuszek ogona drgał lekko, gdy ten rozmawiał z koteczką.
- Jak to syn? - Syn Owieczki zdziwił się i to bardzo. Nie rozumiał, przecież Kuklik była szylkretowa. Nie mogła być kocurem. - Wydaje mi się, że jesteś kotką. 
- N-nie, jestem k-kocurem - Powiedziała niepewnie Kuklik.
- W porządku, nie będę tego negować - Miauknął. - Skoro już odważyłaś... znaczy odważyłeś, się zagadać, to możemy coś wspólnie zrobić, co ty na to?
Uśmiechnął się pogodnie. Ta kotka była dziwna, ale skoro do niego zagadała, to musiała mieć jakiś powód. Może jego przystojny, błyskotliwy uśmiech ją zwiódł? Albo zakochała się w jego płomiennorudej sierści? Albo przyciągnął ją jego nieziemski zapach?
- T-to z-zna-znaczy co? - Wyjąkała kotka. 
- Coś się wymyśli, ale na pewno nie będziesz żałowała czasu ze mną! - Powiedział pogodnie Perkoz, po czym skłonił się teatralnie. - To znaczy, żałował.
Dziwne te dzieci! Ale dobra, chciał zorganizować jakąś fajną zabawę. Puchacz pokazał mu chowanego, ale według rudzielca, zabawa była fajna - ale zbyt mało energiczna!
Poszedł przed siebie, nie patrząc nawet, czy Kuklik podążała za nim. Zaprowadził ją do jakiegoś dość wysokiego głazu obok jednego z drzew. Teraz miał już dobre pazurki, wystarczające, by się wspinać - ba! Nawet kilka dodatkowych, które zagwarantowała mu jego wada genetyczna. 
- Lubisz wysokości, Kukliku? - Miauknął.
- N-n...
Nie zdążyła... to znaczy, nie zdążył dokończyć, ponieważ Perkoz złapał go za kark i zaczął się wspinać, nie zwracając uwagi na protesty. Dotarł do jednej z wyższych gałęzi i posadził kociaka u swojego boku, po czym uśmiechnął się, szczęśliwy.
- I jak, podoba się widok... kocurku? - Miauknął. - Świat jest mały! Na wyciągnięcie łapy.

<Kuklik?>

31 października 2021

Od Kuklika

jakiś czas temu

 Zmiana miejsca, mogła się wydawać przerażająca, ale przeżył to. Choć jak tylko opuścił ciepłe gniazdko, w którym przebywał, to poczuł zimno, chciał nastawić się dobrze. Był jeszcze mały i głupi, ale trzymały go mocno takie rozmyślania. Teraz był w nowym środowisku, musiał się przyzwyczaić. Najbardziej niesamowite było to, jak pierwszy raz ujrzał kolory. Mógł zauważyć swoją siostrę i mamę. I odkrył kryjówki. Miejsca, gdzie mógł być sam. Niestety, jego umiejętności przemieszczania się, jeszcze były na bardzo małym poziomie. Nie chodził, on się tarzał po ziemi, ślizgał jak jakaś glizda. Cóż, nie narzekał, bo przynajmniej się przemieszczał. Była to niezwykła możliwość. Potrafił po prostu zmienić lokalizację i zasnąć w miejscu innym niż przy mamie. Dlatego zawsze jak ona chciała ich karmić, tak długo zajmowało mu dojście do źródła pożywienia. 
Dziś jego siostra oświadczyła, że pójdą na pole. Chciała pewnie zobaczyć co się kryje poza kociarnią, ale on niezbyt miał na to chęci. Wolał sam sobie odbijać kulkę mchu gdzieś w kącie legowiska, z dala od reszty kociąt. Oczywiście, ona się nie zgodziła i jakoś tak mu powiedziała, że zdecydował pójść. Dalej jakoś mu się to nie widziało, a do tego z racji jej gadania. Była nieznośna. Irytująca. Manipulowała. Po prostu nie widział jej sobie w roli siostry. No i nie traktowała poważnie tego, że był kocurem. Mówiła do niego jak do kotki, co zawsze doprowadzało go do drgawek. Niezbyt widziało mu się wyjście i słuchanie paplania jaka to ona jest fajna a on nie. Ona się tak przechwalała. Czasem… Miał jej dość, lecz nie mógł nic na to poradzić. Starał się traktować ją bardzo miło. Czy doceni te starania?
Przymknął lekko oczy, starając się odpędzić złe myśli na temat zewnętrza. On po prostu się bał tam iść.

***


Chwilę potem


Poczuł lekkie szturchnięcie. Jeżeli ten ktoś myślał, że wstanie, to się grubo mylił. Znowu to robił. Będzie tak do skutku? W końcu otworzył ślepia i chwilę zdziwiony wpatrywał się w siostrę. Ogarnęła go niepewność. Na pewno to była ona? Pewnie było dużo takich kotów. Znalazł się po prostu taki następny.
Ale nie, to musiała być jego siostra. Spojrzał na nią niepewnie. Już mieli iść? Serio? Chciał jeszcze spać.
- Chodz! Wyjdzemy z kociarni, będze fajnie- miauknęła do niego podniecona. Zmarszczył lekko brwi. Czemu była taka szczęśliwa? Tam nie było bezpiecznie.
- J-j-ja n-nie chće...- wymamrotał cicho, wiercąc się na posłaniu, dopóki nie poczuł lekkiego uszczypnięcia na karku, po czym kotka zaczęła go ciągnąć, Pisnął przeraźliwie. To nie mogła być ona! Po prostu nie mogła! Zastąpił ją ktoś, kto miał go wymęczyć.
- Idzemy! Mas iść zie mną!- powiedziała do niego władczo, po czym puściła go na ziemię. Zetknięcie z podłożem nie było fajne. Poczuł jak kurz wpada mu do nosa i szybko kichnął.
- N-no d-dobze...- szepnął cicho. Pozbierał się szybko z ziemi. Musiał przeżyć. Nic nie mogło go pokonać. Da sobie radę.
Jego oczy zalała fala kolorów. Uszy przepełnione zostały nowymi dźwiękami. Kociarnia to wszystko blokowała. I dobrze, bo z paniki zaczął się wycofywać.
- Ne mozes być tiaka strachliwa!- doszedł do niego głos kotki. Nawet nie zwrócił uwagi na złe zaimki, po prostu ukrył się w cieniu. Spojrzał za siebie, lecz zamiast żłobka ujrzał zewnętrzną jego ścianę. Trawa była wszędzie. Zieleń przepełniała wszystko, a mocne zapachy uderzyły prosto w niego. Zlękniony spojrzał na siostrę. Ta stała bez cienia strachu, lekko zakurzyła czarno-rude futro, ale była w porządku. Uśmiechała się z niejaką wyższością do niego i przechyliła łebek.
- No wez...- zaśmiała się, podchodząc do Kuklika.- To nie jest straszne! Mam dla ciebie wyzwanie. Pokaż, że nie jesteś taką strachajłą. Ja się nie boję. Widzisz go? - zapytała się, wskazując na rudzielca niedaleko stąd. Kiwnął głową, obserwując kota.
- D-d-dlac-cego m-miałb-bym g-go nie w-widzeć? - zaniepokojony jeszcze bardziej wlepił wzrok w ucznia. On skrywał jakąś tajemnicę? Był niewidzialny?
- Zagadiaj do nego- uśmiechnęła się kotka, szurając łapami po ziemi. Przełknął ciężko ślinę. Nie chciał być mysim móżdżkiem i wszystkiego się bać, lecz... Nie lubił rozmawiać z innymi. Było to takie niezręczne. Spojrzał błagającym wzrokiem na siostrę.
- M-musię? - wychrypiał cicho, raz po raz spoglądając na niebieskookiego.
- Tak. Beź dyśkusi. Ić- powiedziała kotka i popchnęła go do przodu. Znowu rąbnął swoim marnym ciałkiem o podłoże oraz zaczął robić niepewne kroki. Teraz bardzo uważał, by nie upaść. Ruchy musiały być skoordynowane. Raz jedna, raz druga. Na zmjanę.
Prawdziwe lęki pojawiły się w pobliżu tego kota. Co jeśli źle zacznie mówić? Obrazi go? Powie coś nie tak? Zaczął się lekko trząść. Nie chciał. Nie lubił. I dalej miał wątpliwości, czy to była jego siostra. Choć zachowanie miała podobne.
W końcu nadszedł ten moment był przy tym kocie, który na chwilę przerwał jedzenie piszczki. Co mógł mu powiedzieć? Nie zapyta się od razu o imię. Nie zacznie mówić o pogodzie, bo nie znał się na tym. Na czym się znał? Na niczym. Był taki głupi, że dał się wpływom siostry. Mógł zawsze się odwrócić i pójść, ale obraziłby go. Przełknął ciężko ślinę. Musiał spróbować.
- C-ceść... - powiedział cichutko, po czym wycofał się cicho do tyłu. Jak zareaguje? Czy nie będzie zły? Okaże się miły?

<Perkoz?>