BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sroczy Żar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sroczy Żar. Pokaż wszystkie posty

13 marca 2020

Od Sroczego Żaru CD. Pójdźkowej Łapy

— Mamusiu? — Pójdźka leżała w legowisku uczniów, przytulona do Sroczego Żaru i rozmyślała. — Dlaczego Wilcze Serce z nami nie mieszka?
Kotka gwałtownie zaciągnęła powietrzem. 
— Bo... — zaczęła niepewnie, nie wiedząc co odpowiedzieć małej. — Bo widzisz... Wilcze Serce... on... on bardzo się nie lubi się z Lisią Gwiazdą — powiedziała zgodnie z prawdą. 
Z zaciekawieniem wbite w nią brązowe oczka, analizowały słowa mamy. 
— A czemu się nie lubią? — zapytała cicho, bojąc się, że to jakaś poważna sprawa. 
— Widzisz... Klan Klifu kiedyś z pomocą innych klanów zniewolił Klan Wilka — skróciła bardzo tą historię Sroka. — i od tamtego czasu Wilcze Serce nienawidzi Lisiej Gwiazdy najbardziej na całym świecie. Nawet bardziej niż odkurzaczy — dodała z powagą, przypominając sobie historię o tej krwiożerczej bestii Dwunożnych pożerającej wszystko na swojej drodze. 
Poczuła jak mimowolny dreszcz przechodzi po jej grzbiecie na samą myśl o tym potworze. Pójdźka wtuliła się mocniej w futerko mamy. 
— Ale nam nie grożą żadne odkurzacze, prawda? — zapytała mała, patrząc na mamę z nadzieją. 
Kotka uśmiechnęła wyjątkowo pogodnie jak na siebie. 
— Nawet jeśli to mama i tata rozszarpią je na malusieńkie kawałeczki  — mruknęła i liznęła czule córkę w czoło.

* * *

Pomimo złamanego ogona i ostrzeżeń Sokolego Skrzydła, Sroczy Żar, która niedawno przestała być uczennicą swojego ulubionego potomka, wybrała się na patrol łowiecki z córką i Lwią Grzywą. Chciała zobaczyć jak kociak, z którym jeszcze tak dawno bawiła się w żłobku w wojny i bitwy, radzi sobie z treningiem Pójdźkowej Łapy. Nie kryła się z tym, że cieszy się, że uczy ją wojownik z krwi i kości, a nie jakaś ciota jak Żywiczna Mordka. Pora Nagich Drzew nadeszła szybciej niż ktokolwiek się spodziewał, zamieniając jeszcze do niedawna zielonawy krajobraz w morze śniegu. Koty podnosząc wysoko łapy, próbowały przedostać się przez zaspy. Dla Lwiej Grzywy to nie był większy problem, lecz dla krótkołapnej Sroki oraz małej Pójdźki było to nie lada wyzwanie. Na szczęście wraz z pojawieniem się lasu wysokość śniegu się zmniejszała. Pewnym krokiem koty wkroczyły do sosnowego zagajnika skąpanego białym puchem. Przywodził on na myśl ich las na rodzimych terenach. Uśmiechnęła się na wspomnienie jak uciekła z obozu, gdy Zimorodkowa Pieśń, uważała, że przesadza i Cyprysowy Gąszcz wcale nie jest taka zła. Pokłóciły się wtedy i o mało co nie przypłaciły za to życiem, gdyż pointa zemdlała wśród śnieżnych zasp i przemoknięta Sroka cudem ją znalazła. Posmutniała na myśl o siostrze. Poczuła zbierające się łzy w oku i zaraz w głowie pojawił się obraz zmaltretowanego ciała Żurawinowego Bagna, który w końcu nie doczekał się narodzin swoich pierwszych kociąt. Poczuła jak nieprzyjemny dreszcz ogarnia jej ciało, a gula w gardle niebezpiecznie rośnie. Wszystkie śmierci najbliższych zaczęły pojawiać się przed jej oczami. Powoli wykrwawiający się Zlepiona Łapa, zgnieceni przez kamienie rodzice, rozszarpane gardło jej ukochanej córki, puste i zimne ślipia Zimorodkowej Pieśni, z której łba wyciekała bordowa krew, a na koniec cały splamiony krwią Żurawinek z wyszarpanymi jak dla zemsty ślipiami. Łapy zaczęły jej nerwowo drżeć, a oddech niebezpiecznie przyspieszył. Powoli zostawała w tyle, a moment, w którym Pójdźka i Lew zauważą, że coś jest nie tak był bliski. 
Musiała coś zrobić. 
Nie mogła okazać słabości. 
— No to zaczynamy ten trening? — syknęła ostro, będąc na granicy załamania. — Lwia Grzywa uczył cię jak wspinać się po drzewach? — rzuciła, wbijając drżące łapy w pień sosny. 
Lwia Grzywa widząc co ta chce zrobić, szybko podbiegł do kotki. 
— Sroczy Żarze, nie sądzę, że to dobry pomysł — mruknął do kotki, kładąc łapę na jej barku. 
Jego niebieskie ślipia biły współczuciem. Sroka zjeżyła się. 
Nie chciała litości.
Miała jej serdecznie dość. 
— Nic mi nie będzie — wycharczała cicho, strącając jego łapę z siebie. — Patrz uważnie, kochanie — zwróciła się do córki.
Zaczęła wdrapywać się na drzewo. Nie szło jej to tak dobrze jak myślała. Wszystkie zmysły mówiły jej, że to fatalny pomysł, a zwisający w połowie ogon, wręcz to potwierdzał. Lecz Sroczy Żar nie mogła się wycofać. Nie byłaby wtedy sobą. Zawzięcie wbijała łapę za łapą w przemarznięty pień sosny. Gdy znalazła się na wysokości trzech lisich ogonów zatrzymała się i wdrapała na pobliską gałąź. Widząc zafascynowanie w brązowych oczach córki, uśmiechnęła się lekko. Tą wspaniałą chwilę jednak zepsuła drżąca pod nią gałąź.
A może to jej łapy tak drżały?
Kotka nie była pewna.
— Sroczy Żarz, zejdź już proszę! — miauknął głośno Lwia Grzywa, wpatrując się w kiedyś niemal zastępującą mu matkę kotkę. — To niebezpieczne!
Słowa biało-rudego sprawiły, że jeszcze bardziej chciała udowodnić mu, że wcale nie jest taką mysią strawą za jaką ją uważa. Postawiła pewnie lekko drżącą łapę dalej na gałęzi i powoli przesunęła się na jej środek.
— Sroczy Żarze! — nie poddawał się młody wojownik, który już stał pod drzewem gotowy na to, by wspiąć się na górę i ściągnąć kotkę siłą.
Ta prychnęła niezadowolona, lecz postawiła łapę w stronę konaru drzewa.
— Lwia Grzywo, nie sądziłam, że masz mnie za taką... — urwała, mając wrażenie, że na dole zobaczyła sylwetkę Zimorodkowej Pieśni.
Nagle zamiast utrzymania równowagi najważniejsze stało się odnalezienie siostry wzrokiem. Sosnowy las był pokryty prawie całkowicie śnieżnym puchem, potężne gałęzie rzucały gdzieniegdzie ciemniejsze cienie, a przez wąskie gałązki przedostawały się promienie słabego słońca. Kotka widząc otaczającą jej biel i szarość, miała wrażenie, że w każdym zakamarku skryje się jej siostra.
— Zimorodku? — zawoła cicho zmarłą. — Zimorodku! — krzyknęła niemal pewna, że widzi kotkę.
Pognała do pnia drzewa, starając się jak najszybciej zejść ze sosny i pobiec na spotkanie z kotką. Gałąź zupełnie niegotowa na to drżała niczym łyse kocie na wietrze. Sroka jednak nie przejmowała się tym, pośpiesznie stawiała łapy, nie myśląc o niczym innym niż jak najszybszym zejściu na dół. Lecz jedna z tylnych łap nie trafiła w końcu na drewnianą podporę i pofrunęła w dół. Kotka w ostatniej chwili złapała się przednimi kończynami gałęzi, próbując się podciągnąć. Nie okazało się to tak łatwe jak myślała. Dyndała w powietrzu, czując jak powoli pazury ześlizgują się z grubego pędu.
— Trzymaj się mocno Sroczy Żarze! — krzyknął Lwia Grzywa, wspinający się na pień sosny.
Kotka spojrzała w stronę gdzie zdawało się jej widzieć siostrę, lecz zamiast ujrzeć tam niebieskiej pointki, zobaczyła jedynie pokryty śniegiem krzak. Poczuła jak łzy zbierają się jej w oku. Tak bardzo chciała ją zobaczyć, a umysł ciągle płatał jej figle. Pazury coraz bardziej ześlizgiwały się jej z gałęzi, a ona nie miała już ochoty walczyć.
— M-mamo? — usłyszała cichy pisk swojej córki.
Zamknęła oczy, wiedząc, że już długo nie wytrzyma i uśmiechnęła się do Pójdźki, mając nadzieję, że ta poradzi sobie bez niej. Kochała ją i nie chciała, by ta widziała, jak ta umiera, lecz czuła, że Lwia Grzywa nie zdąży jej uratować. Że spadnie na dół. Połamie sobie wszystkie kości. Łbem uderzy głucho o ziemię i zakończy tak swój żywot.
— Kocham cię — miauknęła cicho do Pójdźki, gdy poczuła, jak pazury ześlizgują się z gałęzi.
Upadła, a jej niewielkie ciało nadziało się na wystającą gałąź, przebijając jej wnętrzności.

<trauma time>

Od Sroczego Żaru

Spoglądała na puste legowisko Zimorodkowej Pieśni, nie mogąc uwierzyć, że przez pół życia jej tak nienawidziła. Śmiać jej się chciał na myśl o ich wszystkich kłótniach o takie pierdoły, jak co robiła ze Zlepioną Łapą w krzakach lub czemu znowu jest cała w wodorostach. Najgorsze było jednak to, że w większości spraw z czasem okazywało się, że to siostra miała racje, sprawiając jeszcze większą irytację u Sroki. Gdyby tylko wtedy ktoś jej powiedział jak nie wiele czasu wspólnego im zostało, była przekonana, że wszystko może i potoczyłoby się inaczej. Oczywiście nadal nie posłuchałaby rad w siostry w sprawach miłosnych, o których tamta miała blade pojęcie, ale i może doceniłaby jej troskę i zapał przed ochronieniem jej przed zranieniem. Poczuła jak pojedyncza łza wypływa jej z oka. Otarła ją szybko nie chcąc, by ktokolwiek zauważył. Kątem oka zobaczyła niebieską kitę z białym zakończeniem. Poczuła jak serce szybciej jej zabiło. 
— Zi-zimorodku? — jej głos brzmiał żałośnie. 
Pełen złudnych nadziei. Słaby. Drżący. 
Kotka jak głupia wybiegła z legowiska wojowników, licząc całym sercem, że właścicielem tej niebieskiej kity jest jej dziwaczna siostra. Jednak widok zdziwionego jej widokiem Sokolego Skrzydła to ostatnie czego potrzebowała. Widząc jego pytające spojrzenie, pobiegła dalej, nie chcąc by ktoś się dowiedział o zwidach. Postrzępione ucho zwróciło jej uwagę. Szybko skierowała oko w jego stronę, lecz dumna, kremowa sylwetka pokazała, że znów się pomyliła. Ruszyła smętnie przed siebie ze spuszczonym łbem. Nie mogła się pogodzić ze śmiercią siostry. Miała nieustanne wrażenie, że to wszystko było złym snem, a ta aktualnie jest na jakimś patrolu lub polowaniu i po prostu nie mają czasu porozmawiać. Jedynie puste legowisko pointki uświadomiło ją w tym, że Zimorodkowa Pieśń naprawdę nie żyła. Że jej puste błękitne ślipia nie były wymysłem jej wyobraźni. Że zabarwiająca bordowa krew rzekę na czerwono faktycznie wylatywała z niewielkiego ciała niebieskiej wojowniczki. Próbując czymś zająć myśli postanowiła się wybrać na spacer. Polowanie było dobre na wszystko. Na każde zmartwienie. Tak przynajmniej próbowała sobie wmówić Sroka. 
— Sroczy Żarze — poważny głos wyrwał ją z zamyśleń. 
Prawie podskoczyła. Spojrzała za siebie, jednak nadal nie ujrzała kota, którego tak bardzo chciała zobaczyć. 
— Mamo — mruknął z niebywałą jak na niego czułością. 
Kotka wlepiła pomarańczowe ślipie w syna. 
— Tak Bluszczowy Poranku? — miała wrażenie, że nieważne jak starała smutek i tak było słychać w jej głosie. 
Potężny kocur podszedł do niej i pochylił się, by spojrzeć rodzicielce prosto w oko. Jego zielone  ślipia jarzyły się wyjątkowym ciepłem niczym te Zlepionej Łapy kiedyś na jej widok. Tylko Bluszczyk i nieżyjąca już Jarzębinowy Strumień odziedziczyli jego piękne oczy. Westchnęła cicho, prawie nie wsłuchując się w słowa syna. 
— Martwię się o ciebie, mamo — te słowa sprawiły, że Sroczy Żar otrząsnęła się lekko. — Nie chcę stracić i ciebie — mruknął ciszej, jakby był zawstydzony tymi emocjami. 
Kotka uśmiechnęła się sztucznie. 
— Spokojnie — miauknęła, starając się wyglądać poważnie. — Niełatwo mnie zabić, a niektórzy się nawet o tym przekonali — dodała, wskazując łapą na swe wydrapane oko. 
Kocur kiwnął łbem, jednak bez przekonania i odszedł w stronę już wkurzonej na niego Makowego Kielicha, która zaczęła się drzeć na kocura. Sroczy Żar obserwowała jeszcze chwilę to parę. Cieszyła się, że jej syn kogoś znalazł, kto zdawał się mieć jakiekolwiek pokłady intelektu, nie jak Frajerska Bryza. Widząc oddalających się i przekrzykujących nawzajem partnerów, skierowała się w stronę wyjścia z obozu. 

Od Sroczego Żaru

Siedziała z nisko opuszczonym łbem, wpatrując się w przeniesiona przez Żywiczną Mordkę mysz. Życie w obozie toczyło się dalej. Zdawało się, że nikt już nie przejmował się śmiercią jej rodzeństwa. Może prócz Borówkowego Nosa, która nadal rozpaczała za śmiercią ukochanego. Sroczy Żar miała wrażenie, że jedynie ta jakkolwiek odczuwa jej stratę. Żal jej było przyszłej matki. Zupełnie jak ona kiedyś siedziała smutna we żłobku bez wyczekującego z nią partnera, bez wsparcia rodziny o jakim marzyła. Zupełnie sama. Kotka pomimo że nie miała najmniejszej ochoty ruszać gdziekolwiek tyłka, podniosła się. Chwyciła chudą mysz w pysk i ruszyła w stronę kociarni. Wiedziała, że tamtej i rosnących w niej kociętom pożywienie jest bardziej potrzebne. Pora Nagich Drzew powoli każdemu klanu zaczynała sprawiać problemy z polowaniem i zdobywaniem pożywienia. Lisia Gwiazda nawet kiedyś coś rzucił o kurczakach z farmy Dwunożnych. Kotka powolnym krokiem ruszyła w stronę kociarni. Śnieg skrzypiał pod jej łapami, a nieprzyjemny wiatr targał sierść. Gdy już znalazła się pod celem swej podróży, skrzywiła się przed wejściem do niego. Żłobek nadal pachniał wojną. Zapach strachu i lęku, który go wypełniał pochodził od czterech uprowadzonych w wojnie kociąt, którymi próbowała zajmować się Wschodząca Fala. Sroczy Żar weszła do środka. Na jej widok we żłobku zapanowała cisza. Biało-czarny kociak schował się za starszą karmicielką, a ciemnoszary nadal wpatrywał bez wyrazu w mech, jakby widział w nim inny wszechświat. Jedynie siedząca w kącie dwójka, prawdopodobnie rodzeństwa, wpatrywała się w nią chłodno. Niebieska dziko pręgowana kotka mierzyła ostrym wzrokiem prawie jej wzrostu wojowniczkę, a jej srebrny czekoladowy brat także zawiesił na niej spojrzenie. Jednakże Sroczy Żar nie przejęła się gówniakami rybojadów. Miała je totalnie w nosie pogrążona własną żałobą. Podeszła do leżącej w drugim kącie żłobka czarno-białej karmicielki i położyła mysz przed jej nosem. 
— Dla ciebie — mruknęła, widząc jej pytające spojrzenie. 
— Jadłam już — wymamrotała cicho, uciekając wzrokiem w stronę brzucha.
Sroka ugryzła się w język, powstrzymując od niepotrzebnych komentarzy. 
— Jedz — powtórzyła nieco milej, podsuwając mysz bliżej kotki. — Obydwie przecież chcemy, by twoje kociaki były zdrowe i silnie  — dodała. 
Żurawinowe Bagno też by tego chciał, pomyślała, lecz nie chciała przypominać kotce o zmarłym ukochanym. Mogła się jedynie domyślać jaki ból teraz odczuwała. Przez długi czas ta dwójka nie miała ze sobą nic wspólnego. Do czasu, gdy Berberysowa Bryza puściła ich we dwójkę na patrol łowiecki. Podczas niego wpadli w wir rozmowy i już następnego wschodu słońca każdy wiedział, że wkrótce staną się nierozłączni. Pomimo już nie najmłodszego wieku szaleli nie gorzej niż uczniaki. Ganiali się po obozie jakby mieli po 20 księżyców na karku, wybierali się na wspólne spacery, z których wracali cali w kwiatach, plotkowali, bawili się z kociakami. Potrafili spędzać ze sobą całe dnie i nigdy się nie nudzić. Jednak Klan Gwiazd najwyraźniej miał inne plany. Widząc jak Borówkowy Nos nie chętnie bierze pierwszy gryz, Sroka uśmiechnęła się lekko. 
— Będziesz cudowną mamą — mruknęła do karmicielki. 

12 marca 2020

Od Sroczego Żaru CD. Wilczego Serca

— O cholera — wyrwało Wilczemu Sercu. 
Sroka natomiast jedynie tępo wpatrywała się w ciało siostry, z której powoli uciekała krew zabarwiająca wodę strumienia na bordowo. Gula w gardle uniemożliwiała powiedzenie jej czegokolwiek, a pomarańczowe ślipie jedynie potrafiło produkować łzy. 
— O-ona — wydusiła w końcu z siebie. — Ona nie żyje 
Wraz z tymi słowami gula w gardle zaczęła się bezpiecznie powiększać, a z pyska Sroczej Łapy wydobył się mimowolnie cichy jęk. Pomimo że siostra przez pół życia była niczym wkurwiający wrzód na dupie Sroka kochała ją. Gdy Zlepiona Łapa ją zostawił, a potem na świat przyszły jej pierwsze kocięta to właśnie w swoim rodzeństwie znalazła oparcie. To oni byli z nią przy jej humorkach, podczas dziecięcych zabaw oraz uczniowskich przygodach. Gdyby nie oni pewnie byłaby takim lisim bobkiem jak Barani Łeb. Oparła łapą łzy. Musiała... musiała zacząć myśleć logicznie. Spojrzała na Wilcze Serce. Musiała go przegonić, bo jeśli Klifiaki wyłapią jego zapach wybuchnie wojna, której nie chce nikt prócz Lisiej Gwiazdy.
— M-musisz uciekać — mruknęła, wlepiając pełne łez pomarańczowe ślipie w wyłysiałego kocura.
Widząc, że ten stoi lekko zaskoczony i podchodzi, chcąc ją pocieszyć, popchnęła go łbem. 
— O-ostatnie czego potrzebujemy to wojna pomiędzy klanami — dodała Srocza Łapa, próbując zapanować nad drżeniem głosu. — W-wilcze Serce, dla dobra n-naszych kociąt...
Kocur niechętnie spuścił łeb i po pożegnaniu z kociakami przeskoczył po kamieniach na drugą stronę strumienia. Srocza Łapa jeszcze chwilę odprowadzała go wzrokiem aż odważyła się spojrzeć ponownie na martwe ciało siostry. Ponowna fala łez opanowała jej ciało, wprawiając je w nerwowe dreszcze. 
— Mamo, co z ciocią? — zapytał Psia Łapa, szturchając niebieską wojowniczkę łapką.
— Nie dotykaj jej! — syknęła wściekle, gwałtownie jeżąc się.
Widząc jednak przerażone oczy syna, położyła futro. Był małym kociakiem, pewnie sam nie do końca rozumiał co się stało. 
— C-ciocia — zaczęła niepewnie, nie wiedząc jak to wytłumaczyć takim maluchom. — C-iocia o-odeszła do K-klanu Gwiazd... — i rozryczała się na dobre

* * *

Pomimo że od tego tej tragedii minęło już trochę czasu Sroczy Żar nie mogła się pozbierać. Gdzie nie spojrzała zdawało się jej, że widzi jej zmarłą siostrę spoglądającą na nią z wyrzutem. Stała się praktycznie kompletnym workiem wypranym z emocji. Nic jej nie cieszyło, ani nie smuciło, jedynie jej nerwowość i lekkie paranoje urosły w siłę. Ignorowała istnienie wszystkich współklanowiczy poza Psią Łapą i Pójdźkową Łapą. Jedynie w walce potrafiła wyżyć się. W przemocy odnajdowała spokój. Z uśmiechem wspominała odgryzienie młodemu Wilczakowi kawałka ogona, niestety sama przy tym łamiąc swój. Spojrzała na dziwacznie zgięty w połowie ogon oblepiony pajęczynami i jakimiś liśćmi. Przez niego właśnie nie mogła wybrać się na mordobicie z Nocniakami, a miała nadzieję, że spotka się ze swoim ulubieńcem, który gejozował jej ucznia, Łabędzi Plusk. Korzystając prawie z pustego obozu, którego z połowa mieszkańców wyruszył na podbój Klanu Nocy, Sroczy Żar wymknęła się w stronę granicy z Klanem Wilka. Pierw powolnymi krokami zaczęła iść przed siebie zastanawiając się o czym chce porozmawiać z Wilczakiem. W jej łbie przelewały się dwa różne uczucia. Z jednej strony miała ochotę to wtulić się w wyłysiałą pierś kocura i móc się mu wypłakać. Lecz z drugiej strony nie miała najmniejszej ochoty okazywać przed nim słabości, a może i wydrapać mu oczy. Płacz i chęć w jakikolwiek pomszczenia siostry, pomimo że dobrze wiedziała, że to nie wina Wilczego Serca zawładnęły kotką. Biegła na oślep przed siebie. Chciała otrzymać trochę ciepła, lecz z drugiej strony panicznie bała się o nią prosić. Pragnęła czułości, lecz na samą myśl o tym przypominała się jej siostra.
Była... była roztrzęsiona. Nie wiedziała co wybrać.
Gniew czy smutek. Walkę czy płacz. Zemstę czy żałobę.
Czuła się tak zagubiona w swoich myślach, że miała ochotę wydrapać sobie mózg. 

<Wilcze Serce? czas na roztrzęsioną ukochaną>

Od Sroczego Żaru (Sroczej Łapy) CD. Żmijowej Łapy (Żmijowego Płaczu)

Zlała pytanie gówniaka Lisiej Gwiazdy, kierując się przed siebie. Nie kontaktowała za bardzo. Nawet sama za bardzo nie wiedziała, gdzie szła. Liczyło się jedynie, że do przodu. Pomimo straszliwego bólu przechodzącego przez jej ciało z każdym krokiem, wolała to niż towarzystwo tamtej dwójki. Uparcie kładła każdą łapę wstrzymując się od łez, aż w końcu zemdlała. 

* * *

Słodki zapach ziół wypełnił jej nozdrza. Pierwsze co jej przyszło do łba to liliowy kocurek o pełnych niepewności zielonych ślipiach. 
— Zlepiona Łapo? — zapytała nieprzytomnie. 
— Kulawy nie żyje niż dobre kilkadziesiąt księżyców mysia strawo — usłyszała jak zwykle miły komentarz Szybującej Mewy. 
Kotka prychnęła, jeżąc się zajadle. Już chciała się zerwać z legowiska, by pokazać temu przemądrzałemu smarkowi gdzie jest jego miejsce, lecz ból w ogonie skutecznie uratował dupsko burasa. 
— Nie radzę, złamany ogon to nic przyjemnego — mruknął Sokole Skrzydło, wchodzący do legowiska medyków. — Parę wschodów słońca i będziesz mogła znowu polować, lecz o walce musisz zapomnieć na długi czas. 
Srocza Łapa syknęła głośno, ukazując swe niezadowolenie, po czym wbiła smutne, pomarańczowe ślipie w marnie zwisający w połowie ogon. 
Czemu ostatnio spotykały ją same nieszczęścia?

* * *

Widząc szeroki uśmiech na pysku brata, który jeszcze tak niedawno wypłakiwał ślipia przez nagłą śmierć Zimorodkowej Pieśni, uśmiechnęła się lekko. Żurawinowe Bagno oraz jego partnerka spodziewali się kociąt. Rodzina się powiększała, zapełniając powoli pustkę po zmarłych bliskich. Gdy Żmijowa Łapa przyniosła jej mysz podziękowała kotce, skinięciem łba i zabrała się za pożeranie piszczki.
— Bardzo boli? — zapytała młodsza bardziej z ciekawości niż współczucia.
Sroczy Żar, która dzięki zlaniu mord paru Wilczakom znów stała się wojowniczką, wywróciła oczami. Zlała pytanie szylkretki, nadal wcinając mysz. Po śmierci siostry nie miała najmniejszej ochoty gadać z nikim poza rodziny, a co dopiero z gówiarstwem Lisiej Gwiazdy.
— Ej, Srocza Łapo? Znaczy, Sroczy Żarze? — pomyliła się kotka, powodując, że futro kotki automatycznie się zjeżyło. 
— A co chcesz się przekonać na sobie? — syknęła, wstając i wystawiając pazury. 
Pomimo że kotka starała się sprawiać wrażenie, że nie boi się, Sroczy Żar wręcz czuła smród jej strachu. Wystarczyło, że zamachnęła się łapą, a wkurzający odwiedzający zniknął jej z pyska. Teraz znów mogła siedzieć w cichy, wgapiając się w pustą przestrzeń i zastanawiając się co by było, gdyby to wszystko potoczyło się inaczej. 

05 marca 2020

Od Sroczego Żaru (Sroczej Łapy) CD. Żmijowej Łapy

*przed spotkaniem z Wilkiem*

Spacerowała powolnym krokiem obok szumiącego potoku. Co jakiś czas zerkała na drugą stronę brzegu za Wilczym Sercem. Nie widzieli się od zgromadzenia, a chciała mu przedstawić Psią Łapę, spędzić trochę czasu, czy nawet po prostu chwilę porozmawiać. Dlatego też powolnym krokiem, przechadzała się, korzystając z tego, że jej "łaskawa mentorka" ją puściła. Sam fakt, że Żywiczna Mordka ją mentorował niesamowicie wkurwiał, a nagła zmiana jego rzekomej płci sprawiła, że Srocza Łapa non stop chodziła nabuzowana. Słysząc czyjeś krzyki pochodzące z niedaleka, machnęła zirytowana kitą, rozpoznając do kogo należy ten cudowny głos. 
— Hmm Frajerska Bryza — mruknęła pod nosem.
Podążyła śmierdzącym zapachem aż ujrzała swą ulubioną zastępczynie wraz z jej uczniakiem, gówniakiem Lisiej Gwiazdy. Młodsza kotka wyróżniała się z tłumu swym wystającym jęzorem i kłami, które zdecydowanie nie dodawały jej uroku. Była paskudna niczym jej matka, a może bardziej? Kotka potrzęsła łbem i z szyderczym uśmiechem podeszła do swej ulubionej synowej.
— Widzę, że nawet nad własną uczennicą nie umiesz zapanować — rzuciła złośliwie i już chciała coś dodać, gdy nagły plusk rozległ się niespodziewanie.
Trzy kotki szybko odwróciły łby w stronę strumienia, w którym niczym z nieba znalazł się czekoladowy kocurek. Wyglądał nieco znajomo, lecz Sroka szybko uznała to podobieństwo za przypadkowe. Przemoczone kocie obserwowało dużymi oczami wrogie kotki. Zapach Wilczaków unosił się z niego na parę lisich długości. Sroka poczuła jak sierść automatycznie jeży się jej na karku.
— Co tu robisz Wilczaku? — syknęła zajadle, obserwując bacznie kocie.
Chciała spotkać się z Wilczym Sercem, a jak zaraz cały klan wyruszy na poszukiwanie tego smarka nici z jakiegokolwiek spotkania.
— Nie wiesz, że właśnie bezczelnie przekroczyłeś granicę i wtargnąłeś na terytorium Klanu Klifu? — dodała Berberysowa Bryza równie ostro.
Najwidoczniej zmęczona kłóceniem się ze smarkatą uczennicą też potrzebowała się wyżyć. Ciche piśnięcie wydobyło się z pod łap czekoladowego kocurka. Niewielka przemoczona myszka wystawiła łebek, potem jedną łapkę, drugą oraz uciekła w popłochu.
— I na dodatek masz czelność kraść nam pożywienie? — syknęła Berberysowa Bryza, jeżąc się.
Kocurek przełknął nerwowo ślinę po czym rzucił się do ucieczki. Jednak krótka łapa Sroczej Łapy skutecznie mu to uniemożliwiła.
—  A ty gdzie? — mruknęła.
Podobnie jak Żmijowa Łapa nie odezwał się słowem. Jedynie wpatrywał się w nią swymi żółtymi oczętami, jakby to miało jakkolwiek załagodzić sprawę. Na jego nieszczęście tylko jeszcze bardziej wkurzyło to niebieską. Mimowolnie wyciągnęła pazury i wbiła je w ogon młodego uczniaka. Jego pisk był jak miód na jej wkurzone serce. Jednak krótko po tej akcji zza krzaków po drugiej stronie strumienia wyskoczył czekoladowy wojownik w towarzystwie jakiejś kotki. Na widok Klifiaków zjeżyli się i rzucili pędem w ich stronę. W niecałe uderzenie serca w strumieniu rozpoczęła się walka. Powietrze wypełnił strach oraz dzika furia, której najlepszym dowodem były pełne szału syki i wrzaski. Plątanina różnobarwnych futer zaburzyła spokojny nurt strumienia. Srocza Łapa korzystając z chwili, że Słoneczny Zmierzch upadł boleśnie na dno potoku i zaczął krztusić się wodą, podbiegła do walczących uczniów i wgryzła się boleśnie w ogon czekoladowego. Metaliczny smak krwi wypełnił jej usta, zalewając ją dobrze znaną jej substancją. Kocurek zawył z bólu i zaczął się szarpać w agonii, próbując wyrwać swój ogon ze szczęk niebieskiej kotki. Lecz ta z każdym jego szarpnięciem zaciskała je coraz mocniej. Dopiero gdy niebieska tortie wskoczyła jej na grzbiet, haratając go boleśnie, puściła, chcąc zrzucić z siebie kotkę. Lecz ta uparcie się jej trzymała, tworząc nowe, krwawe wzory na jej grzbiecie. Dopiero Żmijowa Łapa, która wgryzła się w ogon Wilczaka, sprawiła, że Sroka pozbyła się uciążliwego ciężaru. Berberysowa Bryza walczyła sam na sam z Słonecznym Zmierzchem, a Zawilcowa Łapa pobiegł szybko w głąb lasu za pewne po posiłki. Widząc zakrwawiony i zwisający mu bezwładnie ogon, uśmiechnęła się zadowolona ze swego dzieła. Zorientowawszy się gdzie ten gówniak pędzi, prychnęła na myśl walki z większą ilością kotów. Podbiegła do zastępczyni, by uświadomić tej smarkuli, że czas się wycofać, gdy ponownie niebiesko-kremowa kupa futra rzuciła się na nią, sprawiając, że ta boleśnie grzmotła o kamienne podłoże. Czując wręcz paraliżujący ból ogona, pisnęła mimowolnie. Później wszystko stało się zamazane i gwałtowne. Prychająca na nią Berberys, przerażona Żmija, szybko przemijające krajobrazy. Srocza Łapa czuła się niczym na kocimiętce, gdyby nie ten wręcz paraliżujący ból, który rozchodził się po jej całym ciele.

<Żmijowa Łapo? ogółem sroka jak coś złamała ogon> 

24 lutego 2020

Od Sroczej Łapy (Sroczego Żaru) CD. Wilczego Serca

Chłodna bryza potoku dawała przyjemną ochłodę w ten parny dzień. Kotka dość leniwie stawiała łapy przed siebie, pogrążona w myślach. Jedyne na czym potrafiła się skupić to zerkanie co chwilę, czy po drugiej stronie strumienia nie przechadza się pewien wyłysiały kot. Plusk wody w strumieniu niepokojąco zakłócał ciszę panującą na granicy. 
— Mamo, daleko jeszcze? — mruknął nieco zniecierpliwiony Psia Łapa, rozglądając się uważnie. —  Czemu musimy być tak cicho? —  pisnął swym cienkim głosem. 
Kotka znudzona już tymi pytaniami wróciła łeb w stronę syna. 
—  Jak chcesz poznać tatę to morda na kubeł —  syknęła do Pieska nieco ostrzej niż planowała. 
Przynajmniej Pójdźkowa Łapa nie marudziła podczas wycieczki. Jej brązowe ślipia pochłaniały rozciągające się widoki. Psia Łapa mruknął coś pod nosem, ale spotkawszy się ze spojrzeniem pomarańczowe ślipia, zamilkł pośpiesznie, wbijając wzrok gdzieś indziej. Srocza Łapa westchnęła i kiwnęła zirytowana ogonem. Nie była zła na swe pociechy i dobrze rozumiała znudzenie syna, wałęsali się już kawał czasu nad strumieniem, a Wilczego Serca nie było widać. Co prawda kotka nie ustaliła z nim dokładnie miejsce i datę spotkanie, ale czy ten jako zastępca nie powinien patrolować swych granic? Poza tym mógłby się domyśleć, że Sroka dziś będzie chciała się spotkać. 
— Mysi móżdżek, jak zwykle niczego się nie domyśla — fuknęła pod nosem, kopiąc znajdujący się w pobliżu jej łap kamień.
Ten odbił się od tafli wody, by po chwili zniknąć w głębinach strumienia. Kotka zafascynowana tym z lekka, zaczęła przymierzać się do posłania w wodne otchłanie kolejną skałę. 
— M-mamo, spójrz — miauknęła cichutko Pójdźka, sprawiając, że Srocza Łapa przestała poszukiwań kolejnego kamienia. 
Oderwała wzrok od kamiennego brzegu, by podążyć śladem wskazywanym przez cynamonową łapkę Pójdźkowej Łapy. Na drugiej stronie brzegu stał kot. Jego spora, smukła sylwetka wyróżniała się ta tle lasu. Czarne futro wyłysiałe i poprzecinane licznymi bliznami dodawało kocurowi charakterystycznego uroku.
— To ten kot ze zgromadzenia — dodała na wydechu koteczka, kryjąc lekko się za rodzicielką.
Srocza Łapa kiwnęła łbem. Spotkawszy się ze spojrzeniem brązowych ślipi machnęła przyjaźnie ogonem. W oczach obcego wojownika pojawiły się radosne iskierki, które na podrapanym pysku wojownika zdecydowanie wyglądały nietypowo. Kocur zaczął sprawnym susem wskoczył na wystający z potoku kamień, powoli pokonując wydzielające granice strumień. Srocza Łapa rozejrzała się uważnie wokół siebie. Sielankowa atmosfera oraz cisza wskazywała, że są sami nad potokiem. Poranny patrol także już wrócił do obozu, więc nikt nie powinien im przeszkodzić w spotkaniu. Jednakże Sroka miała nieustanne wrażenie, że ktoś ich obserwuję. Nie potrafiła się go pozbyć, lecz także nic nie wskazywałoby powinna się niepokoić. Widząc zbliżającego się wojownika, podeszła do strumienia, pomimo swej nie chęci do wody. Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, wszelkie zmartwienia kotki zniknęły. Przez uderzenie serca wgapiała się w Wilczaka, którego spojrzenie od razu powędrowało na towarzyszących jej kociakom. Na pysk zastępcy Klanu Wilka wkradł się dobrze jej znany paskudny uśmiech, który wydał się Sroce wyjątkowo rozczulający.
— Witaj, Wilcze Serce — mruknęła nawet ciepło, ocierając się o kocura na powitanie.
Lekko zaskoczony tym gestem kocur od razu wrócił ślipia w jej kierunku
— Sroczy Żarze, czym zasłużyłem na takie czułe powitanie? — miauknął żartobliwie, lecz w jego ślipiach można było zauważyć jak bardzo się ucieszył.
Kotka wywróciła ironicznie okiem i pacnęła go lekko ogonem. 
— Mysi móżdżek — rzuciła, pomijając informację o swoim tymczasowym powrocie do bycia uczniem, i zwróciła łeb w stronę swoich pociech.
Psia Łapa uważnie obserwował stojącego przed nimi kocura z wysoko zadartym łebkiem. Wyglądał dość zabawie przy ogromnej sylwetce Wilczego Serca, lecz zmrużone, pomarańczowe ślipia kocurka dodawały mu powagi. Obok niego siedziała nieco zgarbiona, ale także gotowa w każdej chwili do ucieczki, Pójdźka. Jej duże, brązowe oczy, którymi tak przypominała ojca, uważnie lustrowały sylwetkę wojownika.
— To jest Wilcze Serce, zastępca Klanu Wilka — przedstawiła kocura kociakom. — To on jest waszym tatą — ogłosiła jakby któreś z nich nie załapało.
Wilcze Serce przejął pałeczkę i podszedł do dwójki uczniaków. Różnica wzrostu była dość zauważalna pomiędzy nim a cynamonami.
— Cześć kociaki — przywitał się, widząc nieco onieśmielone pyszczki swych potomków.
Psia Łapa przyglądał się mu uważnie, przekręcając łebek.
— Mamo jesteś pewna, że to nasz tata? — zapytał ostro swym piskliwym, obchodząc odważnie wypłosza.
Wyglądał dość uroczo, gdy ze swoją poważną minką oraz krótkimi łapkami, starał się sprawić wrażenie groźnego.
— Nie wygląda jak my — dodał osądzająco, posyłając kocurowi podejrzliwe spojrzenie.
Kotce aż zjeżyła się sierść na karku, słysząc komentarz syna. Lekko nerwowym krokiem podeszła do tej radosnej trójeczki, kiedy to zaskoczona usłyszała rozbawione parsknięcie kocura. Lekko zdziwiona usiadła koło niego.
— Cała Sroka — stwierdził Wilcze Serce i zwrócił się w stronę kociaka. — Z wyglądu też jesteście prawie identyczne.
Psia Łapa automatycznie się zapowietrzył.
— Mamy piękne córki — zdążył mruknąć do ucha Sroczej Łapie Wilczak, nim naburmuszony Piesek zdążył go poprawić.
— Hej nie jestem kotką! Nie wyglądam na kocura? Pewnie, że wyglądam! Jeszcze będę wyższy od ciebie! — zaczął swój dobrze już znany Klifiakom jazgot Psia Łapa, atakując zastępce wrogiego klanu słowami.
Wilcze Serce zamrugał zaskoczony, po czym zaśmiał się.
— Ciekawe, czy jak cię przerosnę też się będziesz tak śmiać? — zagroził Psia Łapa, tupiąc łapką.
Srocza Łapa uśmiechnęła się, obserwując tą scenkę. W takich momentach jak ten naprawdę żałowała, że Wilcze Serce i ona nie żyją w jednym klanie. Że nie mogą wspólnie wychowywać Pójdźki i Pieska oraz patrzeć jak dorastają. Delektując się tą chwilą, lekko oparła się o Wilcze Serce. Ten od razu spojrzał na nią i uśmiechnął lekko. Kotka korzystając z chwili, że cynamonowy popadł w lekki monolog, a Pójdźka pochłaniała swymi brązowymi ślipiami otoczenie, przysunęła ogon w stronę ogona wypłosza, by następnie splątać swój z kocura. Pochłonięta tą chwilą nawet nie zauważyła zbliżającej się sylwetki.
— Nie przeszkadzam wesołej rodzince? — usłyszała pełne ironii i złości pytanie.
Zaskoczona zwróciła łeb w stronę jego właścicielki. Pierwsze co ujrzała to wlepiające się w nią z pogardą, niebieskie ślipia siostry. Zimorodkowa Pieśń stała parę lisich ogonów od nich z degustowaniem wymalowanym na pysku. Jej ogon nerwowo kiwał się na boki, a pozostałe ucho przylegało prawie do jej łba.
— Ciocia! — krzyknął Psia Łapa, robiąc krok w stronę niebieskiej wojowniczki. — Co tu robisz?
Pointka nie odpowiedziała malcowi na pytanie. Z wbitym wzrokiem w siostrę i jej partnera, zmierzała w ich kierunku.
— Srocza Łapo jaki wielkim mysim móżdżkiem się jeszcze okażesz? — zapytała z zawodem Zimorodkowa Pieśń. — Czy ty kiedykolwiek w ogóle zmądrzejesz?! Sama dobrze wiesz jak to parszywe łajno cię zranił! A ty jeszcze zrobiłaś sobie z nim kociaki? Czy ty już w ogóle postradałaś rozum?! — wrzeszczała wkurzona kotka, nie spuszczając wzroku z siostry.
Sroka poczuła jak sierść się jeży się jej na karku, a pazury automatycznie wysuwającą. Nim jednak zdążyła cokolwiek odpyskować wojowniczce, ta rzuciła się na Wilcze Serce.

<Wilku? jak zwykle rodzinne spotkanie pełne emocji>

19 lutego 2020

Od Sroczego Żaru (Sroczej Łapy) CD. Pójdźki (Pójdźkowej Łapy)

Słysząc słowa córki, poczuła jak zalewa ją złość. Ledwo co wysłuchała do końca Pójdźki, a już wiedziała, że ma ochotę wypatroszyć Nocka, a jego marne truchło przeciągnąć po całej polanie, by na koniec podarować go Wilczemu Sercu jako wycieraczkę pod łapy. Zirytowana wypuściła powietrze ciężko, wiedząc, że przez fakt kim jest tatuś tej bestyjki nie może nic mu zrobić. Wściekła wbiła pazury w podłoże kociarni. Jedynie wtulająca się w jej niebieskie futro Pójdźka powstrzymywała ją przed kompletną demolką tymczasowej kociarni oraz przetrzepania tyłka Zachodzącego Promyka. 
— Się p-puściłaś — miauknęła koteczka i zaniosła się długo powstrzymywanym płaczem. 
Płacz Pójdźki rozległ się po żłobku, budząc jego współlokatorów. Bura karmicielka posłała kotce zirytowane spojrzenie, a Nocek zatkał uszy, zaczął coś mamrotać pod nosem. Sroczy Żar chwyciła pośpiesznie rozpłakaną koteczkę za kark i wraz z nią ewakuowała się ze kociarni. Ostatnie czego potrzebowała to awantury z Zachodzącym Promykiem, która na pewno nie zakończyłaby się pokojowo. Rozejrzała się po tymczasowym obozie, szukając jakiegoś ustronnego miejsca na rozmowę z Pójdźką. Stojący w odosobnieniu niedaleko podłużny głaz okazał się jedynym wyborem. Nie marudząc szybkim krokiem skierowała swe krótkie łapy ku niemu. Rozejrzała się jeszcze raz dla pewności po czym położyła szlochającą cicho córeczkę na trawie.  
— Ciii... — zamruczała spokojnie, liżąc czule tą rozemocjonowaną kulkę futra po łebku. — Jeśli chcesz usłyszeć prawdę o tacie musisz przestać płakać — mruknęła nieco ostrzej lekko już zmęczona płaczem małej. 
Załzawione, brązowe oczęta spojrzały na nią zaskoczone, lecz i ujrzała w nich też ulgę. 
— N-nocek k-kłamał? — zapytała z nadzieją mała i widząc jak Sroczy Żar kiwa łbem, otarła łapką łzy. 
Kotka pochyliła się nad córką i szepnęła jej do ucha. 
— Nocek to wstrętny kłamczuch jak jego tata — mruknęła cicho karmicielka, sprzedając maluchowi swoją propagandę. — Jakby wiedział kim naprawdę jest twój tata zesrałby się z zazdrości — dodała z paskudnym uśmiechem, nie zaważając na niezbyt odpowiednie dla kocięcych uszek słownictwo. 
Brązowe ślipia zalśniły z zaciekawieniem. 
— A k-kim j-jest? — dopytywała nieco niepewnie zainteresowana Pójdźka. 
Sroczy Żar usiadła wygodnie i spojrzała lekko rozmarzonym wzrokiem w niebo.
— Jednym z odważniejszych wojowników... I wiernie służy swojemu klanowi, więc nie miał czasu jeszcze cię odwiedzić, ale... Ale jestem pewna, że nie może się doczekać, by cię poznać i Pieska — zaczęła nieco chaotycznie kotka, nie wiedząc jak do końca wytłumaczyć córce, że jej tata jest zastępcą wrogiego klanu, z którym od dłuższego czasu nie mają zbyt pozytywnych relacji. 
Widząc lekko zdezorientowany wzrok córki, liznęła ją w czoło. Niesforny kosmyk futra odstawał śmiesznie na czubku łebka koteczki, a Sroka nie mogła go uklepać. 
— Jeśli będziesz grzeczna to zabiorę ciebie i Pieska do niego — postawiła surowy warunek. —  Jak już zostaniecie uczniami oczywiście — dodała. 

<Pójdźko? jak chcesz to skip time można zrobić>

07 lutego 2020

Od Sroczego Żaru CD. Wilczego Serca

Pomimo taktycznego wycofania się Wilczego Serca sytuacja pozostała napięta. Zarówno Żywiczna Mordka jak i Zimorodkowa Pieśń mierzyli ją w wzrokiem. Jeden był pełen wyrzutów i smutku, drugi złości i pretensji. Kotka przełknęła ślinę i zwróciła łeb w stronę siostry i syna.
— Pamiętajcie, że jestem w ciąży i nie mogę się denerwować — rzuciła Sroczy Żar, lekko przyspieszając. Wściekłe prychnięcie pointki uwieczniło ją w tym, że to nie będzie łatwa rozmowa.

* * *

Od tego wydarzenia minęło parę wschodów słońca, jednakże lekkie napięcie pomiędzy nią i siostrą nadal było widoczne. Zimorodkowa Pieśń nie potrafiła zrozumieć i ciągle jej stękała o tym jak głupie było spotkanie z tym "parszywym Wilczakiem" o raz jakie mogą być tego konsekwencje, gdyby ktoś postronny to zauważył. Nie mówiąc już o Lisiej Gwieździe. I tak Sroka słuchała jej ględzenia zarówno jak i w dzień, jak i w noc, jedynie kiwając łbem. Pomimo swojego upartego charakterku wolała ugryź się w język niż kłócić się w tej sprawie z siostrą. Im bardziej by się w niej sprzeciwiała pointce, tym większa była możliwość, że ta domyśli się prawdy o ciąży Sroczego Żaru. Kotka wątpiła, że Zimorodek ucieszyłaby się z wyboru partnera i ojca kociąt. Już chyba szybciej uradowałaby się na widok zmartwychwstałego Zlepka niż tej jakże cudownej wieści.
— Potrzebujesz czegoś? — rzuciła oschle Zimorodkowa Pieśń, zerkając na ciężarną siostrę. — Nie jesteś głodna? — zapytała już z nieco większą troską.
Sroka pokręciła łbem, wpatrując się w wyjście z legowiska. Miała ochotę rozprostować łapy i poszwendać się trochę po okolicy, a wiedziała, że z siostrą nie da rady. Na pewno by jej nie pozwoliła wybrać się na samodzielną przechadzkę w obawie przed nie wiadomo czym. Dlatego też musiała zając czymś pointkę, by się na nią wybrać. 
— Ej, Zimorodku — zaczęła Sroka, przeciągając się. — Zauważyłaś, że coś ostatnio pomiędzy Żurawinowym Bagnem, a Borówkowym Nosem za bardzo iskrzy? — mruknęła niby od niechcenia.
Widząc jak pointka zastrzygła uszami, uśmiechnęła się pod nosem. Siostra odwróciła się w jej stronę i spojrzała na niższa podejrzliwie.
— No i? — zapytała, nie wiedząc do czego tamta dąży.
— Może pogadałbyś z nim o pszczółkach i kwiatkach? Wiesz to jego pierwsza partnerka, nigdy nie miał nikogo, a Słoneczny Blask pewnie niczego mu nie tłumaczył. Poza tym wątpię by ktokolwiek miał ochotę na jeszcze jeden postój w czasie podroży. Każdego bolą już łapy od tej wędrówki, a co dopiero mnie... Ah, nawet się nie domyślasz jak mnie kręgosłup ciśnie na te stare księżyce — jojczyła kotka niczym prawdziwa stara baba.
Zimorodkowa Pieśń słysząc maruderstwa siostry, wróciła niebieskimi ślipiami. Rzuciła coś o tym, że może z nim pogada i ewakuowała się z legowiska. Sroka zadowolona z osiągniętego efektu, podniosła się na swoich krótkich, lecz silnych łapkach i korzystając z tego, że nikt jej nie widzi wymknęła się z obozu. Jedynie Żywicznej Mordce rzuciła, że idzie się przejść jak coś i żeby nie panikował jakby jej długo nie było. Powolnym krokiem ruszyła przed siebie, podziwiając widoki. Polana, na która wkroczyła po jakimś czasie marszy zauroczyła ją nawet. Bijąca z niej zieleń działała jakoś uspokajająco na kotkę. Cichy szum wiatru, który rytmiczne poruszał trawą, brzmiał niczym pieśń rozumiana tylko przez wtajemniczonych. Widząc niewielki krzew, skierowała łapy w jego stronę. Może i Sroka nie była jakimś wielkim miłośnikiem drzemek w ciągu dnia, jednak to miejsce aż błagało o zdrzemniecie się. Rozłoży się pod nim wygodnie, przeciągając się leniwie, po czym zwinęła się w kłębek i zamknęła oczy. Słońce delikatnie przebijało się przez liście krzaku, przyjemnie grzejąc grzbiet kotki. Chłodny powiew wprawiający gałązki krzewu w ruch brzmiał niczym leśna kołysanka. 
— No proszę, nie spodziewałem się ciebie tutaj spotkać — usłyszała zachrypnięty głos wypłosza. 
Leniwie otworzyła zdrowe oko. 
— Albo się dosiadasz, albo spadasz — mruknęła ospale do kocura. 

<Wilcze Serce? powodzenie w wyciąganiu jej gdziekolwiek xd>

04 lutego 2020

Od Sroczego Żaru CD. Berberysowej Bryzy

*czasoprzestrzeń strzelił szlak, ale cii*

Kotka podziwiała zdrowym okiem dwie cynamonowe kuleczki. Zaspane pyszczki schowane były pod jej szarym futrem, a krótkie ogonki splątane razem wyglądały przeuroczo. Kto by pomyślał, że po takim łysolcu jak Wilczego Serca wyjdą takie słodziaki? Karmicielka westchnęła i uśmiechnęła się do nich. Na pewno już niedługo będą najlepszymi wojownikami w całym klanie. Jednak tą  jakże przyjemną chwilę musiała oczywiście jej przerwać Berberysowa Bryza, wparowując sobie do żłobka jak gdyby nigdy nic. W pysku trzymała wróbla, który jak Sroka się domyśliła pewnie był dla niej.
Głupia lizuska.
— Przyniosłam ci coś na wzmocnienie — powiedziała, po czym schyliła lekko łeb w stronę kociaków. — Są przepiękne. Jak mają na imię?
Sroczy Żar, a dokładniej Srocza Łapa wywróciła okiem. Nie rozumiała po co ta wyrośnięta gnida udaje takie zainteresowanie. Jedynie jeszcze bardziej ją tym wkurzała. 
— Pójdźka, Piesek — wyrzuciła szybko, wskazując pierw na cętkowaną koteczkę, a później na bardziej białego syna. 
Berberysowa Bryza uśmiechnęła się pogodnie i mruknęła. 
— Dość... oryginalne 
Sroka zjeżyła się. Nie mogła uwierzyć, że ta smarkula śmie podważać jej wybór. Pewnie gdyby ona nadawałaby imiona jej kociaki zostały by jakimś Rumankiem i Żonkilem. Kita niebieskiej niebezpiecznie poszybowała w górę i ugryzła się w język. Wiedziała, że nie może zacząć się na nią drzeć, bo obudzi maluchy. 
— Może lepiej zajmij się swoją PARTNERKĄ — warknęła na zastępczynie dość cicho, by nie o kociaków. — Pewnie usycha z tęsknoty za tobą, biedaczka — prychnęła z lekkim obrzydzeniem. 
Zawsze wiedziała, że Żywiczna Mordka jest dość... kobiecy, jednak nagła zmiana płci zaskoczyła wszystkich. Tym bardziej, że ostatnio zrobił-zrobiła jej awanturę i unikał-ła matki, co zdecydowanie nie było do niej podobne. 
— No na co czekasz?

<Berberysowa Bryzo?>

29 stycznia 2020

Od Sroczego Żaru CD. Kurki

Kotka okryła piszczące kocie ogonem i przyciągnęła do małej Pójdźki i Pieska. Czekoladowe futerko malucha nawet wpasowywało się w cynamonowe jej kociąt. Słysząc jak Kurka powoli się uspokaja i zasypia, sama zmrużyła oczy, oddając się w objęcia Morfeusza.

* * *

― Mamo! ― jęknął niepocieszony Piesek do rodzicielki. ― Ani Kurka, ani Pójdźka nie chcą się ze mną bawić! 
Sroczy Żar westchnęła i spojrzała na cynamonowego. Niechęć Pójdźki do niebezpiecznych i zwariowanych przygód jakoś jej nie dziwiła, ale nie spodziewała się, że i Kurka mu odmówi.  W końcu czasem nawet razem się bawili. Zwróciła łeb w stronę siedzącego na poboczu kociakowi, przyglądającemu się bawiącym się kociakom Zachodzącego Promyka. Maluch, choć w sumie trudno było go tak nazwać patrząc na masywną sylwetkę kociaka, siedział zupełnie osamotniony w cichy. Kurka wydawał się totalnym przeciwieństwem ojca, na myśl bardziej przychodził jej Niebiański Lot, który też wydawał się jej podobnie skryty. Podeszła do czekoladowego kociaka i trąciła go lekko. 
― Coś się stało Kurko? ― zapytała kocie, które odwróciło łebek w stronę przybranej mamy. ― Coś cię gryzie? 
Żółte ślipia kocurka spojrzały w jej stronę. Pomimo innej barwy i tak przypominały jej pomarańczowe burego wojownika. Nie były tak zimne i oschłe jak Martwego Cienia, lecz nadal znajome.
― Nic mamo ― mruknął jedynie czekoladowy, powracając do swojego dawnego zajęcia.
Kotka dosiadła się do adoptowanego syna i spojrzała na rozbrykane kocięta lidera. Wydawały się dość niewinne, no może prócz Nocka, w swojej zabawie. Im dłużej się jej przyglądała tym bardziej wyglądało jej to na terroryzowanie rodzeństwa przez Nocka niż zabawę, ale najwidoczniej chyba mieli jakąś z tego frajdę. Piski i krzyki momentami miały nawet radosny wygłos.
― Czemu się im tak przyglądasz, co? ― zapytała zaciekawiona, szturchając kociaka. ― Chyba się nie cykasz, nie? ― dodała lekko podejrzliwie.
Kocurek uniósł lekko brwi, przyglądając się pociechą lidera.

<Kurko? wiem, że trochę gniotowato, ale muszę się z charakterem oswoić xd>

21 stycznia 2020

Od Sroczego Żaru CD. Wilczego Serca

akcja dzieje się po walce z Berberys ale jeszcze przed porodem 

Gdy Sokole Skrzydło poinformował ją o ciąży, kotka zamarła i zaczęła dokładnie analizować swoje spotkanie z wypłoszem, który jako jedyny mógł być sprawcą jej tymczasowego stanu. Medyk widząc zszokowany pysk niebieskiej wojowniczki odesłał ją, by ta mogła to przetrawić. Sroczy Żar wyszła oszołomiona z tymczasowego legowiska medyków, kierując swoje łapy w stronę Żurawinowego Bagna. 
— Coś się stało Sroczko? — spytał kocur, widząc zbliżającą się siostrę. 
Kotka kiwnęła łbem i przysiadła się do jedzącego piszczkę brata. W jej łbie myśli biły się ze sobą, próbując ustalić jak to dokładnie się stało. Spotkanie z Wilczym Sercem co prawda było dość pełne od dawna brakującej jej czułości i pieszczot, ale kotka nie spodziewała się, że może się skończyć ciążą. Wypłosz pewnie też. 
Więc jakim cudem do niej doszło? 
Zdziwiona dotknęła swojego podrapanego brzucha, w którym, wierząc słowom Sokoła, rosło nowe życie. 
— Bardzo cię boli? — zapytał zmartwiony Żurawinowe Bagno, spoglądając na kotkę. — Eh, czemu walczyłaś z Berberysową Bryzą, co? Sama dobrze wiesz, że jesteśmy w trakcie wędrówki i walka to ostanie czego potrzebu... — urwał zdziwiony, że siostra ani razu mu nie przerwała jego wywodu.
Zaniepokojony wzrok wojownika znów powędrował na niebieską kotkę. Ta westchnęła, wiedząc, że i tak nie utrzyma tej informacji w tajemnicy. 
— Jestem w ciąży — mruknęła cicho do brata. 
Spotkawszy się z dziwieniem w jego pomarańczowych ślipiach, machnęła ogonem nerwowo. Ostatnie czego potrzebowała to paplaniny Żurawinowego Bagna o kwiatkach i pszczółkach. Chyba jako jedyny usłyszał tą cudowną historię od Słonecznego Blasku i mielił ją zarówno jej i jej kociakom przy każdej sytuacji. Jednak ku zdziwieniu Sroki kocur zamiast chrząknął teatralnie i zacząć opowieść przekazaną mu przez ojca, usiadł bliżej kotki i objął ją delikatnie ogonem. 
— Z kim? Jeśli mogę wiedzieć oczywiście — zapytał liliowy, schylając łeb w stronę siostry. — Na pewno będą cudownymi szkrabami — dodał po chwili zastanowienia z lekkim uśmiechem. 
Sroczy Żar uśmiechnęła się na myśl na wizję "cudownych" zapewne wyłysiałych kociąt wypłosza. 
— Tak na pewno —  mruknęła. 

* * *

Maszerowała obok Zimorodkowej Pieśni, która co rusz zamęczała ją pytaniami o tożsamości ojca jej kociąt. Przynajmniej dzięki niej kotka nie miała szansy marudzić na zawrotną prędkość marszu. Lisia Gwiazda najwidoczniej chciał przejść jak najwięcej nim Sroczy Żar urodzi kocięta i będzie trzeba zrobić nieco dłuższy postój. Wojowniczka, a raczej karmicielka, nawet to rozumiała, jednak jakikolwiek szybszy marsz w jej stanie był katuszami. Wszelkie złości wyżywała na męczącej jej siostrze, która akurat dzisiaj miała do niej wyjątkową cierpliwość. Dlatego też gdy ta odeszła od niej, by zapytać o coś Żurawinowe Bagno, Sroka mruknęła niezadowolona. Teraz już nie miała na kogo drzeć pyska. Zwolniła trochę krok, pozwalając innym kotom się wyprzedzić i dość wolnym tempem maszerowała przed siebie, podziwiając równinę. Porastały ją jedynie gdzieniegdzie krzaki lub trawska. Kotka westchnęła, mając nadzieję, że Zimorodek jakimś cudem ją usłyszy i znowu do niej przybiegnie. Jednak tak się nie stało. Zirytowana trzepnęła ogonem i rozejrzała się znudzona. Wędrówka w samotności była jeszcze bardziej męcząca. Ujrzawszy za sobą znajomy wyłysiały kształt, drgnęła. Akurat jego tu się nie spodziewa. Zatrzymała się gwałtownie i zlustrowała kocura wzrokiem. Nie spodziewała się, że zobaczą się tak szybko. Jeszcze nawet nie wiedziała czy powinna mówić mu o ciąży i przede wszystkim jak. Nie wiedziała w końcu jak tamten zareaguje. 
— Wilcze Serce — mruknęła nieco oschle na powitanie. 
Wypłosz spotkawszy się z jej spojrzeniem, uśmiechnął się lekko i podbiegł do niej. 
— Witaj, Sroczy Żarze — także się przywitał. 
W jego głosie kotka wyczuła lekką tęsknotę, przez którą serce niebezpiecznie zabiło jej szybciej. Dopiero teraz uświadomiła jak bardzo tęskni za tą wyłysiałą kupą futra. Chciała przytulić się do Wilczaka albo chociaż niewinnie złączyć ogony jak tamtej nocy. Szybko pokręciła łbem, próbując się pozbyć tych uczuć. To nie był czas na amory. Szli właśnie pomiędzy dwoma wrogimi klanami, które nie mogły się dowiedzieć o ich relacji. Sroczy Żar wołała sobie nie wyobrażać co by zrobił Lisia Gwiazda, gdyby zobaczył ją obok wypłosza. 
—  Co tu robisz? — zapytała, wlepiając spojrzenie przed siebie.
Ukradkiem zerknęła na Wilczaka. 
— Chciałem cię zobaczyć — mruknął szczerze kocur. 
Poczuła jak łapy jej miękną, ale potrząsnęła gwałtownie łbem. Nie była już nastolatką, by rozklejać się nad takimi tekstami. Wzięła głęboki wdech i spojrzała na wypłosza. 
— Hm — wydawała w końcu z siebie Sroczy Żar. — K-klan Wilka dobrze radzi sobie z przeprowadzą? — zapytała nagle, starając się zmienić temat. 
— Nawet — odpowiedział dość ogólnikowo wypłosz. — Klanie Klifu dobrze wam się powodzi, co nie?  — stwierdził kocur, spoglądając na niższą kotkę. 
Sroczy Żar poczuła jak sierść automatycznie zjeża się jej na karku. 
Czy on właśnie zasugerował jej, że jest gruba?
— Głównie dzięki tobie — syknęła, mierząc Wilcze Serce ostrym wzrokiem. 
Zdziwienie na pysku Wilczaka dodatkowo ją zdenerwowało. 
Czy naprawdę musiał w tej sytuacji zgrywać głupiego? 
— Spłodziłeś mi bachory, mysi móżdżku — warknęła prosto z mostu. 
Te słowa wprowadziły kocura w takie oszołomienie, że Sroką przez chwilę nawet rozważała wezwanie Sokolego Skrzydła. Zdezorientowanie i szok w brązowych ślipiach malowały się także na wyłysiałym pysku Wilczego Serca. Dziwnie było ujrzeć dorosłego wojownika pełnego wszelakich raz bitewnych w takim stanie. Zniecierpliwiona czekaniem aż ta informacja w końcu do niego dotrze Sroka trzepnęła go ogonem. 
— Ej, żyjesz? — spytała lekko zmartwiona stanem Wilczaka.
Kocur kiwnął łbem choć nadal trochę nieprzytomnie. Dopiero spotkawszy się z zdziwionym spojrzeniem kotki, oprzytomniał trochę bardziej. Zbliżył się do niej, co Sroka obserwowała uważnie, a gdy pojęła, że ten najwidoczniej chce ją przytulić, zdenerwowana odepchnęła łapą wyłysiały pysk. 
Naprawdę teraz zebrało mu się na amory?
— Już kompletnie zgłupiałeś?  syknęła, mierząc go spojrzeniem. 
—  Sroczy Żarze, obiecuję, że nie zostawię cię samej   miauknął poważnie Wilcze Serce.   Będę przychodził tak często jak tylko będę mógł, naprawdę...   urwał, jakby po jego łbie chodził jeszcze jeden pomysł.  Jeśli chcesz to możesz dołączyć do Klanu Wilka  mruknął bez zawahania. 
Sroka już otworzyła pysk, by odpowiedź mu, jednak czyjś wściekły syk jej w tym przeszkodził. 
—  Co on tu robi?   prychnęła Zimorodkowa Pieśń, jeżąc się. 

<Wilcze Serce?>

Od Sroczego Żaru CD. Pójdźki

Kotka już prawie odpłynęła w objęcia Morfeusza, gdy poczuła, że mała wtula się w nią mocniej. 
― Chciałabym potrafić sprawić, żebyś się uśmiechnęła, mamusiu ― miauknęła cicho Pójdźka, sprawiając, że serce kotki szybciej zabiło. 
Sroczy Żar poczuła jak w ślipiu zbiera się jej znienawidzona słona substancja, więc szybko poparła je łapą, udając, że niby coś jej wpadło do oka. Zerknęła na wpatrującą się w nią jak w obrazek Pójdźkę i chrząknęła. Wiedziała, że powinna teraz powiedzieć coś mądrego, ale zawsze była słaba w te klocki. Wszystko co jej przychodziło do łba było zbyt finezyjne lub prostackie jak dla takiego malucha. Tym bardziej, że cynamonowa była dość wrażliwym kociakiem. Więc i postanowiła wykorzystać zagranie jej mamy, Poplamionego Piórka.
― O spójrz już ci się udało ― mruknęła niebieska, wyszczerzając w pysk w nienaturalny uśmiech. 
Widząc reakcje na pysku małej, poczuła, że odniosła klęskę. Pomimo że tytułu matki roku na pewno by nie dostała, na pierwszy rzut oka stwierdziła, że coś tu było nie tak. Posłała Pójdźce pytające spojrzenie, na które koteczka zerknęła na swoje łapki niepewnie.
― Ale ― zaczęła, po czym zamilkła, jakby stwierdziła, że to jednak zły pomysł. 
― Ale? ― powtórzyła karmicielka po córce. 
Zapadła chwila ciszy, którą jedynie przerywały oddechy kotek. Gdy w końcu mała raczyła podnieś łebek i spojrzeć w ślipie mamy, Piesek przeciągnął się sennie, ziewając. Mlasnął leniwie paszczą, po czym przeniósł jeszcze zaspany wzrok na kotki. 
― Ruszamy już? ― zapytał nieco ospale, przecierając łapką ślipia. 
Sroczy Żar widząc, że Pójdźka nadal bije się sama ze sobą w myślach, zwróciła łeb w stronę kociaka. 
― Jeszcze nie, wyśpij się lepiej póki jeszcze możesz ― rzuciła do kocurka nieco oschle, by następnie znowu skupić uwagę na cynamonowej. 
Piesek na szczęście tym razem bez protestów czy zbędnych pytań ziewnął, by po chwili znów zamknąć ślipia. Kotka widząc, że ten powoli odpływa, mruknęła zadowolona. Przynajmniej jedno kocie mniej na głowie. 
― A więc? ― spytała Pójdźkę, mając nadzieję, że może tym razem raczy jej udzielić odpowiedź. 

<Pójdźko?> 

18 stycznia 2020

Od Sroczego Żaru

Leżała z wtulonymi w nią trzema kuleczkami. Kociaki wierciły się niespokojnie nie mogąc zasnąć od tego upału. Sroka nie dziwiła im się, jej także było gorąco, krzew jeżyny dawał marny cień, a niczego lepszego nie znaleźli. Westchnęła przypominając sobie morską bryzę, która zawsze idealnie orzeźwiała w tak upalne dni. Tęskniła za starym obozem i klifami, na których się wychowała. Za sosnowym lasem i plażą, a nawet i za krabami, których ohydnego smaku nie dało się zapomnieć.
— Mama? — cichy głosik wyrwał ją z zamyśleń. 
Jak poparzona szybko zwróciła łeb w stronę swych pociech. Spotkawszy się z lekko nieśmiałym spojrzeniem Pójdźki, zmarszczyła brwi. Miała nadzieję, że młoda nie wyrośnie na takiego przegrywa jak Żywica. 
— Tak? — zapytała nieco oschle, lustrując uważnie kocie.
Widząc, że mała się jakby waha, spoglądając a to na nią, a to na braci. 
— Coś się stało? — dodała lekko zmartwiona Sroczy Żar. 
Wielkie i szeroko otwarte ślipia malucha obserwowały uważnie niebieską kotkę, wprawiając ją w lekki niepokój. Koteczka naprawdę przypominała wtedy pójdźkę. 
— Nie — odpowiedziała cichutko Pójdźka, spuszczając łebek. 
Sroczy Żar westchnęła i przygarnęła koteczkę ogonem. Kociak nie prostował, Pójdźka zupełnie pozwoliła się zgarnąć puszystemu ogonowi rodzicielki. Sroka kompletnie nie rozumiała małej, ale czuła, że u boku Wilczego Serca ta na pewno by się odnalazła. Czując jak cynamonowa wtula się w jej niebieskie futerko, a jej oddech powoli się uspokaja, liznęła kocie w czoło i sama zamknęła oczy. 

<Pójdźko? co powiesz na wspólną drzemkę?> 


15 stycznia 2020

Od Sroczego Żaru CD. Berberysowej Bryzy

— Przyniosłam ci nornicę, abyś nabrała siły zanim ruszymy w dalszą drogę — usłyszała poważny ton pani zastępczyni, która chyba najwidoczniej nie chciała się już bić z ciężarną.
A szkoda.
Widząc jak ta przysuwa w jej stronę nornicę, ugryzła się w język i spojrzała na zbliżającą się w jej stronę zwierzynę. Dyskretnie oblizała pysk na samą myśl o jego wspaniałym zapachu i zapewne smaku. Spojrzała podejrzliwie na szylkretową kotkę.
Czyżby ta miała jakieś wyrzuty sumienia, że postanowiła się aż tak dla niej pofatygować?
— Jak się czujesz? — padło pytanie, którego Sroczy Żar tak bardzo nie znosiła.
Za każdym razem, gdy była w tym cudownym stanie nic nie robienia całymi dniami, musiała je usłyszeć co najmniej sześć razy dziennie. Wywróciła oczami i sięgnęła po nornicę. Wgryzła się w gryzonia po czym przeniosła wzrok na wybrankę swojego marnego syna. Widząc wpatrujące się w nią żółte ślipia, zrozumiała, że jednak musi na nie odpowiedzieć.
— Dobrze — rzuciła od niechcenia, biorąc kolejnego gryza.
Pomiędzy kotkami nastała niezręczna cicha, choć w sumie Sroczemu Żarowi ani trochę to nie przeszkadzało. W końcu mogła zjeść spokojnie bez żadnych pogaduszek i ploteczek, które tylko zakłócały jej przeżuwanie. Kończąc powoli nornice, oblizała pysk i spojrzała na młodą zastępczynie.
— Jeśli chcesz się pogodzić to przynieś mi jeszcze dwa wróble — zażądała, napotkawszy się z jej zaskoczonym spojrzeniem.
W sumie miała gdzieś relacje z kotką, jeśli ta chciała być partnerką Żywicznej Mordki, najwidoczniej sama była jakaś upośledzona. Jednak to nie powinno jej przeszkadzać w przynoszeniu jej posiłków. Widząc zdziwienie na pysku szylkretki, zmrużyła ślipia w udawany grymas.
Może jak ją trochę postraszy stanie się jej sługusem?
Widząc jak kotka otwiera pysk, na pysk Sroczego Żaru wkradł się niemały uśmiech. Jednakże ten niezwykle miły przebieg negocjacji przerwał niespodziewany skurcz u niebieskiej kotki. Z pyska karmicielki wydostał się mimowolnie stłumiony pisk.
— Sroczy Żarze? — usłyszała zaniepokojony głos Berberysowej Bryzy. — Co się dzieje? — dopytywała głupio zastępczyni.
Kotka ugryzła się w język, żeby nie opieprzyć zastępczyni.
— I-idź po Sokole Skrzydło — jęknęła, próbując nie okazywać przy niezbyt lubianej kotce słabości.

<Berberysowa Bryzo?>

14 stycznia 2020

Od Sroczego Żaru

Dwie małe cynamonowe kuleczki leżały obok jej brzucha wtulone w siebie. Futerka miały pokryte drobnymi cętkami, łapki zakończone białymi skarpetkami oraz malutkie pędzelki na uszkach. Wyglądały tak uroczo, chyba nawet i bardziej niż jej pierwszy miot. Może dlatego, że jak przez mgłę pamiętała malutkiego Bluszczyka, Żywice i Jarzębinkę. Wspominając tamtych rozrabiaków, westchnęła, spoglądając na swoje nowo-narodzone pociechy. Ich puszyste futerko o dość niespotykanym kolorze chyba najbardziej ją zaskoczyło. Tak bardzo obawiała się małych wypłoszy. Zamiast tego, ku jej wielkiej uldze, ujrzała kociaki mogące uchodzić  chyba jedynie za młode Niebiańskiego Lotu. Starszy wojownik jako jedyny miał w klanie zbliżony kolor sierści do jej pociech. Jej rozmyślenia przerwał pisk kociaka. Szybko obleciała spojrzeniem Pójdźkę i Pieska, jednakże obydwoje spali jak zabici. Rozpaczliwe popiskiwanie dochodziło z przed wejścia do tymczasowej kociarni. Towarzyszył mu dobrze jej znany tupot łap i dyszenie, które nie oznaczały niczego dobrego. Bury pysk Martwego Cienia pojawił się w wejściu do żłobka, a zaraz po nim reszta masywnego cielska kocura. W paszczy wojownika zwisał czekoladowy kociak, któremu zdecydowanie nie podobała się obecna sytuacja. 
— Masz, zajmij się nim — mruknął, praktycznie rzucając jej kociaka. 
Sroczy Żar spoglądała na kocura lekko osłupiała. W końcu kto by nie był zaskoczony, gdyby siejący postrach u kociąt Martwy Cień podrzucał komuś niedawno narodzone kocie. Spojrzała na czekoladową kupę futra, a następnie na wojownika. 
—  A jakieś proszę? — syknęła w stronę kocura, który zdawał się już wychodzić. — Poza ty skąd go masz? — mruknęła cicho, licząc, że wyciągnie z burego jakieś informacje. 
Kocur prychnął i odwrócił się irytowany. Jego długi bury ogon zawis w powietrzu, a chłodne pomarańczowe ślipia zmierzyły ją ostrym spojrzeniem.  
— Zajmiesz się nim, czy mam go rzucić lisom na pożarcie? — warknął ochrypniętym głosem. — Nazywa się Kurka
Nie czekając na odpowiedź Sroki, wyszedł ze żłobka, zostawiając niebieską kotkę z trójką kociąt. Sroczy Żar spojrzała niechętnie na podrzutka. Wiedziała, że kodeks wojownika nakazywał jej pomagać kociakom w potrzebie, ale czy potomek tak paskudnego wojownika jak Martwy Cień nie mógł być wyjątkiem? Słysząc popiskiwanie malca, westchnęła i przygarnęła go ogonem. Spoglądając na tą uroczą czekoladową kupę futra nie chciało się jej wierzyć w ich pokrewieństwo. 
Może jeśli wychowa go po swojemu wyjdzie na proste? 
Widząc jak maluch powoli uspokaja się wtulając się w jej sierść, uśmiechnęła się lekko.  
— Witaj w rodzinie Kurko —  miauknęła do wiercącego się kociaka. 

<Kurko?>

13 stycznia 2020

Od Sroczego Żaru

Poranne promyki przebijały się przez liście krzewu, oświetlając jego wnętrze. Sroczy Żar stęknęła. Nie dało się spać w takie upały tym bardziej na jakimś marnym polu, które nie dawało takie chłodu jak las czy bagna. Spojrzała zmartwiona na swój brzuch. Lada dzień miała urodzić, a oni nadal nie byli na miejscu. Kotka nie mogła skłamać, że sytuacja ta była jej dość nie na łapę. Poza tym była jeszcze jedna sprawa, która dość niepokoiła karmicielkę. Mianowicie wygląd jej nienarodzonego potomstwa. Sroczy Żar była gotowa uwierzyć w tą całą bajkę o kotach na niebie i Klanie Gwiazd, byle tylko jej kociaki nie odziedziczyły wyglądu po ojcu. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić reakcji klanu na małe wypłosze, wyglądem łudząco przypominające pewnego zastępce Klanu Wilka. Tak, ta wizja zdecydowanie spędzała jej sen z powiek. Ciągle zastanawiała się, czemu choć raz nie mogłaby zakochać się albo mieć kocięta z kimś z kim kto nie dowiedziałby się o ich istnieniu chwile przed śmiercią albo mogłaby je wspólnie wychować, podziwiać jak dorastają i stają się wojownikami. 
― Nadal nie śpisz ― mruknęła w jej stronę Zimorodkowa Pieśń, trzymająca w pysku dwie myszy. ― Chcesz? 
Sroka kiwnęła łbem i posunęła się na legowisku, robiąc miejsce siostrze. Pointka usiadła na mchowym posłaniu po czym położyła się na nim tak by nie dotykać jakkolwiek ciężarnej. W taki upał kontakt fizyczny był męczarnią dla każdego. Zjadły w ciszy piszczki, czasem spoglądając a to na siebie, a to na coraz szybciej znikające gryzonie. 
― Sroczko ― zaczęła Zimorodek, oblizując pysk. ― Czyje to kocięta? ― spytała bezpośrednio.
Sierść na karku Sroki od razu się podniosła. Kotka rzuciła siostrze wściekłe spojrzenie, mówiące jej jak ma ochotę na tą pogawędkę. Poza tym obydwie doskonale wiedziały, że z tej rozmowy nic dobrego nie wyniknie. 
― Mówiłam ci już, że ci nie powiem ― warknęła Sroczy Żar, wstając i podchodząc do wyjścia. ― Ani tobie, ani Żurawinkowi, więc przestań go na mnie nasyłać! ― niepotrzebnie uniosła głos. 
Pointka ruszyła za podenerwowaną siostrą, nie zważając na jej próbę ucieczki przed tą rozmową. 
― Lepiej spójrz na siebie ― syknęła wojowniczka. ― Znów sama z ogromnym brzuchem wychowująca kociaki bez ojca! Czy to ci czegoś nie przypomina? Ile jeszcze razy ten scenariusz musi się powtórzyć, byś w końcu zmądrzała?
Sroczy Żar wbiła pazury w ziemię. Miała ochotę zacząć wrzeszczeć i drzeć się na siostrę. Wykrzyczeć pointce wszystkie problemy chodzące jej aktualnie po łbie. Przekląć jej głupotę i podłość wobec niej. Jednak zamiast tego zaczęła liczyć do dziesięciu, starając się uspokoić. Obudzenie połowy obozu to ostatnie czego teraz potrzebowały. 
― Co znów usłyszę, że to jakiś samotnik? Że to wcale nikt z klanu? A później gorzki płacz i przeprosiny? Powiedz mi kto to ― zażądała Zimorodkowa Pieśń, wpatrując się w swoją siostrę chłodnym spojrzeniem. 
Sroczy Żar spuściła wzrok. Spojrzała na swój brzuch po czym na pointkę i przełknęła ciężko ślinę. Wiedziała, że jeśli klan się dowie wyleci na zbity pysk podobnie jak jej kocięta. Na zupełnie obcej ziemi same pozostawione sobie. 
― Nie powiem ― burknęła i wyszła na zewnątrz. 

Od Sroczego Żaru CD. Zachodzącego Promyka

Sroczy Żar siedziała w tym czasowej kociarni, obserwując bawiące się pod okiem Wschodzącej Fali kociaki Zachodzącego Promyka. Nadal nie potrafiła uwierzyć, że znowu jest w ciąży. Zupełnie niezaplanowanej i po raz kolejny samotnej. Spojrzała smętnie na swój już nie tak mały brzuch, zastanawiając się, czy i tym razem trafi się jej trójka urwisów. No dobra, dwójka i jeden fajtłapa, który na dodatek teraz został jej mentorem. Po grzbiecie przeszły jej nieprzyjemne ciarki. Do dziś sierść na karku się jej jeżyła na wspomnienie walki z zastępczynią Lisiej Gwiazdy oraz wstydu jaki poczuła, gdy Niebiański Lot ich rozdzielał. Jednak najgorsze co ją przytrafiło to kara wymierzona przez ich lidera. Cofnięcie na ucznia i to na dodatek Żywicznej Mordki! Na myśl o tym pazury wysunęły się jej automatycznie. 
― Wszystko w porządku Sroczy Żarze? ― usłyszała spokojny głos starszej karmicielki. ― Pamiętaj, że Sokole Skrzydło kazał ci się jak najmniej denerwować ― upomniała ją, spoglądając swoimi zielonymi ślipiami na niebieską karmicielkę. 
Sroka przewróciła lekko lekceważąco oczami. Starszy medyk zawsze się mądrował, a sam przecież nigdy nie był w ciąży. Ona lepiej wiedziała co ma robić, a co nie i nie miała zamiaru słuchać niczyich poleceń. 
― Ta, dobrze ― mruknęła byle tamta się odczepiła i wróciła do pilnowania bachorów buraski. 
Starsza kocica posłała jej jeszcze raz zmartwione spojrzenie, po czym usiadła niedaleko bawiących się kociąt. Cyprys, Żmija i Świst bawili się w jakąś grę, jedynie Nocek siedział sam. Gdyby nie zupełnie odmienne charakterki Sroka mogłaby go porównać do Żywicy. Jednakże ten czarny maluch zdecydowanie się wrodził w ojca. Podły i wredny dokazywał swojemu rodzeństwu jak i Miętkowi, synowi Liliowej Sadzawki. Innym dość niepokojącym kocięciem z tego miotu była Cyprys, która nie tylko imię odziedziczyła po jej zmarłej mentorce. Pierwszy raz gdy zobaczyła koteczkę myślała, że się przewidziała. Nic dziwnego, że lider miał na jej punkcie taką obsesje. Dlatego też kotka miała nadzieję, że nim jej kociaki przyjdą na świat potomstwo Lisiej Gwiazdy opuści żłobek i dostanie własnych mentorów. Im dalej się jest od rodziny przywódcy tym lepiej. 
― Idę się przejść ― mruknęła do Wschodzącej Fali, która od razu posłała jej pytające spojrzenie, gdy ta się podniosła. ― Weź, chce coś zjeść, a Żurawinowe Bagno przynosi mi ciągle jakieś marne wróble ― stęknęła, mijając rozbrykane kociaki. 
Prychnęła na Żmiję, która zawieruszyła się jej pomiędzy łapami i spokojnym krokiem skierowała się w stronę stosu z zwierzyną. Wybrała z niego dość pulchnego gołębia, po czym zaczęła się rozglądać za rodzeństwem, by wspólnie zjeść posiłek. Po śmierci rodziców i Jarzębinowego Strumienia oddalili się od siebie. Sroka miała podświadomie nadzieję, że może dzięki nowym członkom rodziny znów zaczną spędzać ze sobą więcej czasu. Jednak ani Żurawinowego Bagna, ani Zimorodkowej Pieśni nie było widać na horyzoncie. Jedynie znikająca w chaszczach sylwetka Zachodzącego Promyka śmignęła jej przed oczami. Wyglądała jakby wracała od medyków, jednak zamiast skierować się do kociarni i zwolnić Wschodzącą Falę z opieki, kotka zdawała się mieć inne plany. Sroczy Żar powoli usiadła i spojrzała na ptaka, a następnie na swój brzuch i burą kotkę. Pomimo tego, że ciekawiło ją co tamta kombinowała głód był silniejszy. Rozsiadła się wygodnie i zaczęła pochłaniać piszczkę. Nie często trafia się im taka pulchna zwierzyna, więc nie zamierzała zmarnować ani jej gryza. Odkąd Sokole Skrzydło uświadomił ją, że jest w ciąży miała wrażenie, że była ciągle głodna. Dlatego też nim ruszyła sprawdzić co kombinuje Zachodzący Promyk, oblizała pysk, delektując się resztami smaku gołębia. Gdy miała już pewność, że z ptaka nic nie zostało, podniosła się na swoich krótkich łapkach do góry. Spojrzała ponownie w stronę krzaków, jednak nie widziała już tam burej karmicielki. Zdziwiona przekręciła łeb, gdy ujrzała ją zmierzającą do kociarni. Dość szybkim krokiem, za który na pewnie Sokole Skrzydło ją opierdzielił, pogoniła buraskę, przyglądając się jej uważnie. 
― Czego? ― mruknęła kocica, nie odrywając oczu od swoich łap. 
Najwidoczniej były ciekawsze niż Sroczy Żar. 
Niebieska poczuła niemały przypływ irytacji bezczelnością karmicielki. 
Czy w tym klanie już nikt nie miał szacunku dla starszych od siebie?
― Co robiłaś w tych krzakach? ― spytała bezpośrednio.
Podniosła łeb do góry, by spojrzeć tamtej prosto w oczy. Spotkawszy się z pogardliwym spojrzeniem tamtej, ogon zawirował w powietrzu. 
― A co cię to? Radzę się zająć własnym życiem, a nie wtykać nos w nie swoje sprawy ― warknęła jej w odpowiedzi, przyspieszając i zostawiając ciężarną kotkę w tyle. 
Sroczy Żar zirytowana zachowaniem młodszej karmicielki wbijała pazury w ziemie. Nie było opcji, żeby tak się zakończyła ich przesympatyczna pogawędka.  

<Zachodzący Promyku?>

08 stycznia 2020

Od Sroczego Żaru

Kotka siedziała niezadowolona obok stosu z piszczkami. Ostatnio nieważne co zjadła miała mdłości, co nie zbyt dobrze wpływało na jej humorki. Wszyscy ją irytowali nawet bardziej niż zwykle. Na początku myślała, że to przez tą całą męczącą przeprowadzkę, jednak w jakiś sposób wystarczyło, że spojrzała na czyjś pysk, a już irytacja na cały świat magicznie się w niej pojawiała. 
— M-może jednak coś z-zjesz? — zaproponował jej syn, przyglądając się uważnie matce. — Czeka n-nas j-jeszcze d-dług-ga podróż — dodał ciszej. 
Kotka posłała liliowemu chłodne spojrzenie i westchnęła, spoglądając na swój brzuch. Miała dziwne wrażenie, że pomimo ostatniego odpuszczania sobie parę razy posiłków i tak przytyła. 
— Jak mówię, że nie to znaczy, że nie chce i twoje prośby nic nie dadzą — syknęła, a jej ogon zawirował w powietrzu.
Kocur kiwnął łebkiem niepewnie, podniósł się i nieco koślawym krokiem podszedł do stosu z zwierzyną. Widząc jak młody wojownik wraca z dwiema myszami, prychnęła. Żywiczna Mordka położył uszy, ale i tak podszedł do matki. Położył przed nią gryzonia i usiadł przed niebieską kotkę. 
— W-wiem, że n-nie m-masz ochoty, ale p-proszę c-cho...— urwał, gdy jego pysk spotkał się z pazurami Sroczego Żaru. 
Liliowy pisnął, a w jego ślipiach pojawiły się łzy. Przyłożył łapkę do bolącego polika i z przerażeniem odkrył, że jest na niej krew. Jej drobne krople barwiły mu futro na bordowo. Wlepił pełne goryczy spojrzenie w matkę. Ta cicho westchnęła i pokręciła z zawodem łbem. 
— Nie znaczy nie, Żywiczna Mordko — warknęła na syna i odwróciła się na pięcie, by odejść. — Naucz się tego w końcu!
Jednak nim zdążyła zrobić choć krok poczuła jak ktoś staje jej na ogonie. Zdenerwowana nonszalanckim zachowaniem syna, odwróciła się cała zjeżona. Jednakże zamiast dygającej liliowej kupy futra zobaczyła tą jego paniusie, Berberysową Bryzę, nową pupilkę Lisiej Gwiazdy. 
— Czego? — prychnęła do niedoszłej synowej, wyrywając swój ogon z pod łap córki Gronostaja. 
Jej żółte ślipia, wpatrywały się w nią ze złością, 
— Przeproś Żywiczną Mordkę — zażądała szylkretowa kotka, zdająca się ani trochę nie obawiać starszej wojowniczki, co dodatkowo zirytowało Srokę. 
Podeszła do nowej zastępcy Lisiej Gwiazdy, którą zapewne byle silniejszy podmuch mógłby zdmuchnąć, i podniosła pysk do góry, by spojrzeć tej kupie futra prosto w oczy. 
— Bo co? — rzuciła zgryźliwie. — Jednak nadal chcesz go matkować? Myślałam, że już ci się znudził — mruknęła, obchodząc kotkę spokojnym krokiem. 
Widząc zaskoczenie i zmieszanie na jej pysku, uniosła ogon dumnie do góry. 
— Żywica nigdy mi się nie znudzi — warknęła zła, spoglądając na teściową spod łba. — Kocham go i przynajmniej nie traktuję jak jakąś mysią strawę — dodała z zarzutem, patrząc na niską wojowniczkę z góry. 
Futro na grzbiecie Sroczego Żaru stanęła dęba. Mimowolnie wysunęła pazury, które następnie wbiła w ziemię. Ta gówniara coraz bardziej ją irytowała. 
— Powiedziała zastępczyni największego lisiego łajna jakie chodzi po ziemi — mruknęła cicho, spoglądając a no na Żywicę, a to na Berberys, którą na uderzenie serca wmurowało. — No co się gapisz? Może jeszcze mi powiesz, że Lisia Gwiazda wcale nie jest potworem? — syknęła. 
— Lisia Gwiazda wcale nie jest potworem, nie rozu... — urwała, widząc kątem oka podchodzącego do nich kota. 
Nagle ku zdziwieniu zarówno Berberysowej Bryzy jak i Sroczego Żaru pomiędzy nie wszedł mazgający się Żywica. 
— M-mamo...  p-przestań... nie widzi — zaczął rozpłakany wojownik. 
Tylko tego jej tutaj brakowało. 
Rozryczanego kociaka. 
— Zamknij się! — wydarła się na syna, odpychając go z drogi.
Widząc jeżące się futro szylkretki bez zawahania rzuciła się na nią. 
Jakoś nie miała ochoty słuchać, więcej jazgotu i wymądrzania się tamtej. 

<Berberysowa Bryzo?>

31 grudnia 2019

Od Sroczego Żaru CD. Wilczego Serca

Wtuliła się w wyłysiałą pierś Wilczaka i spojrzała na zachodzące słońce. Pomarańczowe promyki oświetlały ich sierść, zabarwiając ją na złoty kolor. Wiatr błąkał się pomiędzy drzewami, wprawiając gałęzie w delikatny ruch. Kotka wzięła głęboki oddech i przeciągnęła się leniwie, obracając się na grzbiet. Śnieg zatrzeszczał pod nią, ale zignorowała to. Spojrzała na obserwującego ją Wilcze Serce, który napotkawszy się z jej spojrzeniem, liznął czule kotkę w czoło. Kąciki jej ust delikatnie się podniosły, tworząc na jej pysku mały uśmiech.  
Już dawno nie czuła takiego... spokoju? 
Pomimo ostatnich nieprzyjemnych wydarzeń, miała wrażenie, że to wszystko jest nieważne. Chciała zostać tutaj już na zawsze. Z dala od tych wszystkich problemów. Skomplikowanych kotów i relacji pomiędzy nimi, żądnego krwi lidera, czy upierdliwych kociaków, które coraz bardziej plątały się pod łapami. Ale wiedziała, że nie mogła, że im dłużej będzie tu z nim siedzieć, tym trudniej będzie się jej odejść. A nie mogła tu zostać. Musiała wrócić. Wiedziała, że nieważne jakby się starała nie odnajdzie się w Klanie Wilka, tak samo jak Wilcze Serce w Klanie Klifu. Oderwała się od kocura niechętnie i pośpiesznie wstała. Zdążyła zrobić parę kroków nim usłyszała jego głos.
― Zostań jeszcze ― mruknął wypłosz, śledząc poczynania kotki lekko ospałym spojrzeniem. ― Jeśli chcesz, oczywiście ― dodał ciszej, gdy trochę oprzytomniał. 
Sroka westchnęła i spuściła wzrok. Odwróciła się tyłem do Wilczego Serca i spojrzała się na swoje terytorium. Lisia Gwiazda by ją bez zawahania zabił, gdyby wiedział co teraz robi. Zawsze był nieobliczalny, ale ostatnio miała wrażenie, że jest z nim jeszcze gorzej. 
― C-chce ― stęknęła wyjątkowo nieśmiało jak na nią. ― Ale muszę ― burknęła nieco poważniej, odwracając pysk w stronę Wilczaka.
Napotkawszy się z pomarańczowym ślipiem przyglądającym się mu uważnie, Wilcze Serce wstał lekko niepewnie. Jednak nie widząc na jej pysku żadnego sprzeciwu, podszedł do kotki i usiadł obok niej.
― Rozumiem, jeśli musisz to idź ― mruknął niechętnie. ― Ale ja zawsze będę na ciebie czekał ― dodał, spoglądając na kotkę. 
Sroczy Żar uśmiechnęła się delikatnie, słysząc słowa kocura. 
― Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać, a co jak na ciebie jutro spadnie głaz?  ― spytała lekko rozbawiona, trzepiąc wypłosza w ucho ogonem. ― Postaram się jak najszybciej wpaść ― mruknęła, liżąc na pożegnanie wyłysiałego wojownika w polik. 

<Wilcze Serce? jeszcze raz sorry za gniot xd>