BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrotyczowa Szrama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrotyczowa Szrama. Pokaż wszystkie posty

02 grudnia 2024

Od Głupiej Łapy CD. Miodowej Łapy

Patrzyłam na dziwne coś, co stworzył właśnie liliowy uczeń. Łzy nadal płynęły mi z oczu, ale nie tak gęsto, jak wcześniej. Co to miało być? Nie wiedziałam, ale było to dosyć zabawne. W moim sercu zakiełkowała nadzieja, że nie ma do mnie żalu. Jednak szybko zaczęłam sobie w myślach mówić, że to może nie być prawda. Nie chciałabym się przejechać na moich odczuciach. Chciałam w to wierzyć, ale to byłoby zbyt piękne, by tak szybko by mi wybaczył. W końcu przyniosłam mu hańbę… Mój biedny mały braciszek! Mój mały braciszek, jak mogłam mu wyrządzić taką krzywdę? Łzy znów popłynęły mi z oczu intensywniej. Jednak brat podszedł do mnie bliżej. Dotknął mnie swoją łapą, po czym ruszył, szybkim ruchem głowy wskazał na to, co stworzył. Podszedł do tego i dotknął to. Co chciał mi przez to przekazać… Chciałabym to wiedzieć. Głowa troszkę zaczynała mnie boleć. Ale podeszłam do tego. Owe coś było małe, czy nie bolały go poduszki łap z zimna, gdy to robił? W każdym razie zaczęłam się temu przyglądać. Patyk wbity w to był krótki. I wtedy coś zrozumiałam… To mogłam być ja. Ten gest, krótki patyk wbity w to. Czy to miało imitować kota. Czy to miało imitować Głupią Łapę, mnie? Czy on stworzył to dla mnie? Czemu stworzył moją podobiznę? Przecież dotykanie śniegu nie jest specjalnie przyjemne… Co chciał mi przekazać? Miałam wrażenie, że wcale może mi nie życzyć źle? Mało pewne, ale jednak nadzieja zaczęła już kiełkować… Ale byłam mu wdzięczna. Chciałam się przytulić do brata, nie mogę mu w końcu powiedzieć, że jestem wdzięczna za to, że nie jest dla mnie tak wrogo nastawiony. Podeszłam do niego blisko i przytuliłam głowę do jego futra. Moje łzy wsiąkały w liliową sierść Miodowej Łapy. Chciałam powiedzieć mu, że nie mogłam wymarzyć sobie lepszego brata. Jednak wtedy… usłyszałam ją, ten znajomy głos. Ten znajomy nieprzyjazny odkąd zyskałam swoje nowe imię ton. Olszowa Kora, moja babcia i mentorka… Odsunęłam się szybko od brata, gdy tylko usłyszałam dźwięki wydobywające się z jej gardła:
— Miodowa Łapo? Co ty robisz? — powiedziała do kocura, patrząc przy okazji na mnie z ukosa. Jej ton był dosyć głośny.

Przerażało mnie to, a resztka mojego ogona automatycznie przykleiła się do mojego ciała, a uszy powędrowały do dołu. Głowę opuściłam i próbowałam iść do tyłu. Gdy natrafiłam na lód, moja noga przesunęła się do tyłu. I runęłam na ziemię, nawet nie próbowałam wstać po prostu, popatrzyłam na brata z ziem, i czekając na jego reakcje. Mając nadzieje, że coś zrobi, że nie zakażą mi interakcji z nim.

[421 Słów]

<Miodowa Łapa?>

[przyznano 8%]

01 grudnia 2024

Od Głupiej Łapy Do Miodowej Łapy

Biały niczym kości śnieg był wszędzie. Zimno kuło w nos, uszy, poduszki łap, po prostu wszędzie. Poniekąd krajobraz uznałabym pewnie za piękny, gdyby… Świat nie byłby taki zamazany. Płakałam, po prostu nie wiedziałam, jak inaczej zareagować. Łzy strumieniem spływały mi po policzkach. Patrzyłam z utęsknieniem na legowisko medyka. Byłam winna i czułam się bezbrona. Nie mogłam nigdzie się schować. Czułam się jak zwierzyna, na którą ktoś polował. W legowisku uczniów i tak by nikt mi nie pomógł. Koty patrzyły się na mnie z ukosa, a ja nie miałam już siły. Nie mogłam wyjść z obozu bez opieki. Uczyłam się słabo, bardzo słabo… Cała byłam pobijana. Siniaki, choć ukryte pod futrem, były wszędzie. Treningi były zbyt wymagające. Jednak czy to była jej wina? Moja babcia… Choć starałam się tego nie czuć, poniekąd jej nienawidziłam. Nienawidziłam tego miejsca. Choć to ja byłam tu winna. To ja coś źle zrobiłam. To ja, nie oni. Bałam się ich, choć powinnam ufać klanowi. Jestem słaba. Jestem słabym kotem. Bardzo słabym. Powinnam ich się bać, może wtedy moje wady nie wyjdą na wierzch? Marzyłam o dniu, kiedy w końcu mi chociaż trochę wybaczą. Miałam wrażenie, że wyrwałabym sobie oczy z czaszki, jeśli mieli, by mi wtedy wybaczyć. Oddychałam ciężko i głośno. Czułam wstyd, jednak i tak imię już było skażone moimi własnymi czynami. Nie ważne co zrobię. Chyba nie powinnam się tak wpatrywać w legowisko medyka… Mój wzrok przeniósł się na liliowego kocura. Po chwili zdałam sobie sprawę, że jest to mój brat… biedny Miodowa Łapa. Patrzyłam na niego a on, jeszcze mnie nie zauważył. W końcu i tak nie może ze mną rozmawiać… Chciałabym móc z nim rozmawiać. Chciałabym móc wymienić z nim parę zdań. Jednak nie mogę. A nawet jeśli bym mogła, to przyniosłam mu taką hańbę. Raczej nie chciałby się do mnie odzywać. Jestem pchłą w futrze dla mojej rodziny… Przeszkadzam i szkodzę. Czy ich też boli to, że to zrobiłam? Czy mają do mnie żal?... Nie wiedziałam i na razie nie miałam jak się dowiedzieć. Zostało mi się tylko im przyglądać i próbować wyczytać coś z ich twarzy oraz oczu, z resztą nie udawało mi się to. Chociaż może tym razem? W każdym razie spróbuje. Przyglądając się mu, widocznie widziałam jego chude ciało. Wydawało mi się nawet trochę za chude… Czyżby go głodzili? Czyżby przeze mnie nie dawali mu jeść, tyle ile potrzebuje? Chociaż on zawsze był taki chudy. A reszta mojej rodziny nie wygląda na tak kościstych… Obserwowałam go, a łzy dalej leciały mi z oczu. W końcu szary odwrócił łeb. Spojrzał na mnie złocistymi oczami. Czy był zły, że na niego patrze? A może smutny? W każdym razie popatrzyłam na własne łapy, by go potencjalnie nie denerwować. Ogon przybliżam do siebie jeszcze bardziej, nie chciałam kusić losu, że się zdenerwuje i odgryzie mi jego resztki. Fakt był spokojnym kotem, ale nie chciałam ryzykować. Nie miałam na to sił. W końcu Sosnowa Gwiazda też poniekąd wydawała mi się spokojna, a w ramach kary mi go odgryzła.

[502 Słów]

<Miodowa Łapo?>

[przyznano 10%]

10 listopada 2024

Od Skarabeuszowej Łapy CD. Rysiej Łapy

Wkładałam sobie kwiaty do futra. Były takie piękne, delikatne. Nie do porównania do czegokolwiek. Cieszyłam się, że ozdobią moje futro. W końcu były takie… Piękne! Fakt, zwiędną za dzień, czy dwa, ale czy nie jest to piękne? Zmienią się w pył i przestaną istnieć tak szybko, niczym piorun uderzający w ziemię. Z impetem, lecz powoli. Zgniją, zanim się wszyscy nacieszą ich widokiem, nie będzie ich w zimne pory. By potem powstać, jakby ze śmierci. Czy to nie było stosunkowo urocze? Były trochę jak jajka! Z czegoś martwego, powstawało coś żywego.
— Podobają ci się te kwiatki? — Zapytała Rysia Łapa, uśmiechając się do mnie.
— I to jak! Fajne są. — Odmruknęłam w odpowiedzi. Popatrzyłam w jej oczy i uśmiechnęłam się.

***

Słońce zapewne byłoby już widoczne wysoko na niebie, gdyby nie to, że padał deszcz. Za to ja? Dopiero parę uderzeń serca temu skończyłam sortować zioła. Nie byłam z tego powodu zła. Uwielbiałam siedzieć sama, sortować rośliny przez wiele uderzeń serca. Mimo wszystko chciałabym mieć czasem więcej czasu. Tęskniłam nieco za czasami, kiedy byłam w żłobku. Gdy nie miałam obowiązków, gdy ciągle spędzałam czas z moją drogą babcią oraz z moim ukochanym rodzeństwem. Gdy wszystko nie było tak skomplikowane. Gdy wszystko było proste jak patyk, nie co to teraz. Obecną sytuację porównać można było do plątających się korzeni roślin. Ostatnio często bywałam zirytowana. Owy gwiezdny kot, który przyśnił mi się, był dla mnie wielką tajemnicą. Niczym pytanie, czemu z jajka powstawało coś żywego. Nie wiedziałam zbyt wiele o tym całym Klanie Gwiazdy i bałam się o niego zapytać. W końcu co sobie o mnie pomyślą? Fakt, mogłam spróbować porozmawiać z kotem z innego klanu na ten temat, ale czy taki jegomość nie zaatakowałby mnie i chciałby mi o nim opowiadać? Rodzice mówili, że klan gwiazdy jest zły… Więc czy taki kot nie byłby od samego początku w błędzie? A może powinnam nie wierzyć w to? Zresztą koty z innych klanów były takie… biedne, nie znając jedynej, prawdziwej wiary. Przynajmniej jedynej, w którą chcę wierzyć. Dodatkowo czułam się trochę jak wybrana do czegoś. Ale do czego? Nie wiedziałam do końca. Czy powinnam się tym przejmować? Przecież wielka Mroczna Puszcza mi tego nie powiedziała. Nie wiem, czemu o tym tak często myślałam. Czy powinnam o tym zapomnieć? Zignorować to? Pozostawić tą sytuację bez odpowiedzi?… Przecież nigdy tak nie robiłam, nigdy nie zostawiałam czegokolwiek bez odpowiedzi. Byłam bardzo podirytowana tym wszystkim. Miałam wrażenie, że moja wiara w bezgwiezdną ziemię została nieco zachwiana. Zaczęłam się zastanawiać nad wiarą. Nad tym jak to działa. Nie doszłam do żadnych większych wniosków, ale mówili mi, że nie powinnam nad tym zbytnio zastanawiać, bo się pogubię... Faktycznie, miałam wrażenie, że powoli zaczynam się w tym gubić. Nie jakoś bardzo, jednak bałam się tego. Nie chciałam przestać wierzyć, ale jak mam się zmusić do wiary? Wiedziałam, że nikt mi w tym nie pomoże. Co by o mnie pomyśleli? Co by pomyśleli o mojej rodzinie? Co pomyśleliby o Olszowej Korze, Cisowym Tchnieniu, Topielcowym Lamencie? Nie chciałam wywoływać na temat Rysiej łapy, Lamentującej Łapy i Miodowej Łapy plotek! Ewidentnie muszę przestać o tym myśleć.. Do mojego łba wpadł mi tylko jeden pomysł. Co, gdyby zająć się czymś innym? Może poprosić matkę, o przydzielenie mi więcej obowiązków? Fakt, dawno nie spędzałam czasu z moim rodzeństwem. Nie lubiłam jakoś często rozmawiać, nigdy nie przepadałam za dłuższymi pogaduszkami i plotkami, ale miałam wrażenie, że ciągle siedzę w ziołach. Nie chciałam, by poczuli się przeze mnie opuszczeni. Moim marzeniem nie było bycie dla nich obcym kotem. Zdawałam sobie sprawę z tego, jak bardzo lubię samotność i jak męczące są dla mnie czasem interakcje z innymi kotami, ale tak nie było cały czas. Więc czemu by mimo tej pogody, nie przejść się szybkim chodem i nie odwiedzić ich. W końcu byli moimi krewnymi! Ta trójka była dla mnie ważna, byłam ich siostrą. Fakt, Lamentująca Łapa była trochę zbyt agresywna i waleczna, ale nadal w naszych żyłach płynęła ta jedna, wspaniała krew. Warto zmoczyć dla nich nieco futro, przejść parę kroków i porozmawiać. Tak więc postanowiłam zrobić. Przeszłam parę kroków. Gdy tylko jedna z moich przednich łap dotknęła zmoczonej ziemi, wzdrygnęłam się nieco, czując błoto na poduszkach łap i krople deszczu na palcach. Obóz nie wyglądał teraz za ładnie. Było w nim pełno błota i nawet parę kałuży. No cóż, takie uroki posiadania obozu w odsłoniętym na deszcz miejscu. Nie podobało mi się to, ale na to wpływu nie miałam. Odetchnęłam głęboko i zaczęłam iść. Ominęłam stos zwierzyny, tylko po to by po chwili się zawrócić, czując burczenie w brzuchu. Wzięłam przemoczoną wiewiórkę ze szczytu. Rude zwłoki wyglądały tragicznie, po spotkaniu ze spadającą z nieba wodą. Niegdyś puchate stworzenie, teraz było mokre oraz zmarłe. Podziękowałam przodkom w myślach, że będę mogła się nim pożywić. W końcu taki smakowity kąsek bywa czasem trudny do złapania i zabicia. Zaczęłam iść dalej. Minęłam pełne kotów legowisko wojowników i weszłam do legowiska uczniów. Było tam wiele kotów, wyraźnie widziałam ich wielobarwne futra. Były tam koty dużo starsze, niż powinny być, takie jak Topaz i młode, takie, jak moje rodzeństwo. Na szczęście nie zwróciłam uwagi żadnego z nich. Nie lubiłam być w jej centrum, zbyt wielka szansa, że ktoś będzie mnie ciągle zaczepiał lub pomyśli sobie o mnie coś złego. Przyglądałam im się z wiewiórką w pysku, nie dostrzegłam Lamentującej Łapy oraz Miodowej Łapy. Tylko Rysią Łapę, której głos usłyszałam chwile później:
—Dzień dobry, Skara! — Powiedziała niebiesko-kremowa. Patrzyła na mnie swoimi brązowymi, jak kora drzew, oczyskami.
Podeszłam do niej. Odłożyłam przemoknięte stworzonko i powiedziałam cicho:
— Droga siostro, nie nazywaj mnie tak, przy innych. Proszę. — Dopowiedziałam też po chwili: — Jesteś może głodna?
— Przepraszam, a i tak poza tym, to nie jestem głodna, Skarabeuszowa Łapo. — Powiedziała szylkretowa.
— Chcesz ze mną pogadać? — Zapytałam wprost. Nie czekając na odpowiedź, zaczęłam jeść swój posiłek.

[950 słów]

<Rysia Łapko?>

[przyznano 19%]

13 października 2024

Od Skarabeusz

Był spokojny poranek, a Ryś wciąż spała. Temperatura była coraz cieplejsza, Zwiastowało to kolejną porę roku. To było cudowne, że świat się tak zmienia. Smuciło mnie tylko to, że potem będzie coraz zimniej. Ale nie chciałam się tym przejmować. Póki co, po prostu chodziłam w kółko po azylu. Zagubiona w marzeniach, głównie o tym, jaką będę wspaniałą uczennicą. Jak będę dbać o moje drzewko i biegać po lesie! Uczyć się ciężko, chodzić na spacery! I jeść świeże dobre rzeczy! Typu myszy! Gdy tak byłam pogrążona w myślach, usłyszałam dźwięk. Zatrzymałam się. I zobaczyłam szylkretową kocice z dużą ilością bieli. Miała krótkie futro i podobne do moich brązowe oczy. Moja babcia, Olszowa Kora przyszła mnie odwiedzić! Ogon powędrował mi do góry w przyjaznym geście. Lubiłam moją babcię! No bo była moją babcią! Dodatkowo w pysku miała parę kwiatków. Szybko podbiegłam do kotki.
— Dzień dobry — wymruczałam, ocierając się o nogi babuni. Starsza położyła rośliny na ziemię i odezwała się
— Proszę, to dla ciebie — powiedziała.
Byłam szczęśliwa. Lubiłam, jak ktoś mi przynosił prezenty! To chyba znaczy, że mnie lubił? Zresztą ja też lubiłam dawać kotom różne rzeczy, konkretnie tym, do których pałałam sympatią. Od ździebełek trawy, po robaczki! W tym żuczki! Szybko podeszłam i zaczęła wkładać sobie kwiatki w futro. Babcia przyglądała mi się. Dopiero po chwili zauważyłam, że zapomniałam podziękować.
— Dziękuje babciu — powiedziałam przyciszonym tonem.
Wróciłam do wkładania sobie roślin w futro, ale co gdyby babcia Olszowa Kora też chciała mieć kwiatki? Wzięłam dwa w pysk, podbiegłam do jej ogona i zaczęłam wkładać je ciut zdziwionej kocicy w futro.
— Prosze! — mruknęłam ciut głośniej niż zazwyczaj, by na pewno usłyszała.
— Dziękuje, ale muszę już iść — powiedziała uprzejmie, po czym polizała mnie po głowie. Po chwili poszła
— Pa babciu Olszowa Koro! — krzyknęłam jej na pożegnanie.
Bardzo lubiłam babcie! Mamusia miała szczęście, że miała taką mamę. Co prawda moja mama jest fajniejsza, ale Olszowa Kora na pewno też była w tym fajna.

Od Skarabeusz Do Cisowego Tchnienia

Dzień był piękny; światło delikatnie wpadało do legowiska medyka. Spokojnie siedziałam sobie na posłaniu. Powietrze z każdym dniem wydawało mi się coraz bardziej ciepłe. Czyżby to znaczyło, że pora roku znów się zmienia? Najwyraźniej tak. Świat był pięknym miejscem. Jednak zastanawiał, a raczej męczył, mnie jeden fakt. Czemu nie mieszkam w żłobku? Czemu mamusia siedzi z nami w legowisku medyka. I czy jak dorosnę, też będę robić to, co ona? Albo Topielcowy Lament! Albo będę jak Olszowa Kora! Co prawda wolałabym spędzać większość czasu z mamą! Mamusia na pewno umiałaby fajnie uczyć! Ale nie przeszkadzałoby mi, gdybym miała zostać kimś innym. No cóż, przecież skoro tak ma być, muszę to już zaakceptować! I tyle! To przecież takie proste! Co nie? Z tych przemyślan wytrąciła mnie moja matka. Szybko wstałam i zaczęłam ocierać się głową o długie łapy. Niebiesko-kremowa kocica przemówiła.
— Dzień dobry Skarabeusz — mruknęła i polizała mnie po główce.
— Dzień dobry mamo Cisowe Tchnienie — wymruczałam cicho. Bardzo lubiłam nazywać koty po ich imionach, więc czemu by nie nazywać tak matki? Przy okazji postanowiłam ją zapytać. Nie myślałam za wiele — Mamusiu, a kogo będę uczniem? Twoim? Czy kogoś innego? I czemu nie mieszkamy w żłobku? Popatrzyłam w jej brązowe oczy, czekając na odpowiedź.

<Cisowe Tchnienie?>

11 października 2024

Od Skarabeusz Do Ryś

Siedziałam sobie spokojnie na legowisku. Odpoczywałam, nie myśląc o niczym oprócz kwiatków; kwiatki były fajne, miłe i przyjemne. Niektóre z nich były ziołami, a niektóre zwykłymi kwiatkami. W skrócie ,były bardzo fajne! Pachniały delikatnie i rozkosznie; gdy tylko dorwałam jakiegoś, wkładałam go w futerko, a potem jego ładny zapach otulał mnie całą. No, dopóki ktoś mnie nie umył, ale to już inna kwestia. Po chwili zaczęłam zastanawiać się, gdzie jest moja siostrzyczka. Ryś była bardzo miła; może pospędzałabym z nią odrobinkę czasu? Tak! To był świetny plan! Zaczęłam się rozglądać za koteczką. Zauważyłam ją wkładającą sobie w futro kwiatek, siedzącą nad kupką roślin. Powoli podeszłam do niej, a gdy już byłam blisko, uśmiechnęłam się w jej stronę. Wyraźnie widziałam jej długie szaro-kremowe futerko,
— Dzień dobry Ryś — wymruczałam cicho.
— Cześć Skara! — powiedziała wstając, podeszła do mnie, a jej ogon powędrował wysoko w przyjaznym geście.
Kotka była fajnym kotem. Nie wiedziałam, czemu tak sądziłam; może dlatego że jest moją siostrą?
— Siostrzyczko? Mam pytanie. — miauknęłam.
— Tak?— rzekła dużo głośniej od mnie.
— Możesz... No wiesz... No ten... Podzielić się kwiatkami? Bardzo lubię je mieć w futrze, no i ten jest ich dużo, a wiesz, może się podzielisz?— wymruczałam, nieco niezręcznie było mi prosić o coś siostrę. Spojrzałam więc na nią z nadzieją, że się podzieli.


<RYŚ??>

08 października 2024

Od Skarabeusz CD. Topielcowego Lamentu

Zakopywałam właśnie nasionko. Podobno dzięki miłości, słońcu i wodzie miało stać się pewnego dnia potężną sosną! Miało być jak te drzewa spoza obozu, jak te, które mnie teraz otaczały! Gdy tylko zostanę uczniem, będę tu przychodzić i je myć. Mimo że ma, a raczej będzie mieć igły, musi przecież być mu okazywana miłość, aby rosło, a wątpiłam, że jak będzie je swędzieć, będzie mogło się podrapać lub umyć z brudu. Więc będzie mi ono wdzięczne za mycie i drapanie go, i dlatego będzie mnie kochać. Przynajmniej tak sądziłam. Byłam ucieszona, że takie fajne drzewko tu wyrośnie i zaczęłam przyklepywać ziemie. W końcu gdy skończyłam, spojrzałam swoimi brązowymi oczkami na ciemnego kocura
— Pośpieszmy się — miauknął, wstając z piasku — Twoja mama zaraz wróci. Nie chcę, by nas tu przyłapała
— Mhm — mruknęłam cicho. Zaczęliśmy iść. Las był ogromny, piękny i pełen ciszy; nie to, co obóz. Żal mi było go opuszczać. Jednak nie miałam za wiele do powiedzenia, gdyż Topielcowy Lament wziął mnie w pysk i ruszył w drogę powrotną. Nie lubiłam, gdy ktoś mnie nosił, ale nie protestowałam. Po prostu, jak to zazwyczaj, znieruchomiałam i patrzyłam się, ostatnimi w tym dniu, spojrzeniami na las.

* * *

Długi czas temu Miodek i Lament pojawili się w obozie. Zastanawiałam się od jakiegoś czasu, skąd się wzięli. W końcu najpierw ich nie było, a dopiero potem ich skądś wytrzasnęli. Fakt, byli nawet fajni, a Miodek miał takie podobne do mnie futerko. Zupełnie jakbyśmy byli z jednego miotu! Ale rozmyślałam na temat ich pochodzenia. Muszę się zapytać kogoś! Siostrzyczka raczej nie będzie wiedzieć. Ale dorośli? Na pewno! Męczyło mnie to tak długo. Widząc kontem oka Topielcowy Lament pilnujący nas, postanowiłam zagadać.
— Topielcowy Lamencie — powiedziałam cicho, podchodząc do niego. Po czym spytałam — A skąd wytrzasnęliście Miodka i Lament?


<Topielcowy lament??>

22 września 2024

Od Skarabeusz do Topielcowego Lamentu

Mamusia i Ryś spały sobie w najlepsze. Jednak ja patrzyłam właśnie na szyszkę. Brązowe wypustki za wypustką. Miała specyficzny kształt i ogonek. Podobno miały też tak liście, ale ich jeszcze nigdy nie widziałam. Byłam ciekawa skąd i czym konkretnie były szyszki. To są te owoce czy jagody? Nie widziałam jeszcze nigdy jagód lub owoców, ale słyszałam o nich. Wiedziałam jedno, szyszki na pewno nie były roślinkami, które miała moja mamusia! Szyszki ani tak nie wyglądają, ani nie pachną! Nie mają chudziutkich łodyg, nie leczą, nic nie robią. Oprócz tego, że można się nimi bawić. Robiłam to czasem z siostrzyczką. Mimo tej funkcji do zabawy zastanawiało mnie, czy coś jeszcze można z nią robić. Można ją jeść? No trochę twarda jest, więc może jak się ją połamie? Na pewno da się ją jakoś połamać! Wszystko oprócz paru rzeczy da się połamać, prawda? Rozmyślając tak na szyszką usłyszałam kroki. Były ciężkie, zapewne należące do dorosłego kota. Po chwili mym brązowym oczkom ukazała się duża sylwetka. Z uśmiechem na ustach patrzyłam na dymnego kocura. Miał ledwo widoczne zawijasy nazywane powszechnie przez innych pręgami, a na mordce miał trochę białego futra. Patrzył na mnie swoimi złotymi oczyskami. Kocur miał podobną maść do mnie, z tą różnicą, że była ciemna, dokładnie to czarna.
- Dzień dobry! - mruknęłam cicho, zanim coś powiedział.
- Dzień dobry, maluchu - odpowiedział łagodnym tonem. Przeszedł przez barierę, która blokowała mi potencjalne wyjście z legowiska medyka.
Gdy tylko wszedł, szybko pobiegłam niemalże pod jego nogi. Jednak nadal zastanawiałam się czym skąd są owe szyszki! Musiałam o to zapytać:
- A skąd są szyszki? - wypaliłam w końcu, patrząc na jego pysk.
Nastała drobna chwila ciszy. Czy coś zrobiłam źle? W końcu usłyszałam odpowiedź.
- Z sosny, one są z sosny Skarabeusz - mruknął nieco rozbawiony.
- A skąd są sosny? - mruknęłam w odpowiedzi na pytanie.

<Topielcowy lamencie?>

17 października 2014

Wrotyczowa Szrama

Autor grafiki: enerjaydrinks

OGÓLNE
WROTYCZOWA SZRAMA
*Poprzednie imiona: Skarabeusz >> Skarabeuszowa Łapa >> Głupia Łapa
Płeć: Kotka
Orientacja: Homoseksualna
Przynależność: Klan Wilka
Ranga: Królowa

- - - -

Właściciel: Postać NPC
Opiekun: kruliik.
Autor: kskssk447@gmail.com
CHARAKTERYSTYKA

APARYCJA

Opis ogólny - Kotka posiada długie, liliowe futro z przejaśnieniami oraz długie nogi zakończone białymi palcami. Jest też barczysta. Na świat patrzy pięknymi, brązowymi oczyskami. Uszy ma długie, zakończone frędzlami. Choć nie jest żywym ideałem, nie jest też uznawana za najbrzydszą. Jej ciało zdobią blizny zadane jej przez Sosnową Gwiazdę.
Cechy szczególne - pędzelki, ciało naznaczone licznymi bliznami, wyrwany ogon
Kolor sierści - liliowa dymna z bielą
Długość sierści - długa
Kolor oczu - brązowe
Problemy zdrowotne - ///

CHARAKTER

Wrotyczowa Szrama to kotka cicha i wycofana, sprawiająca wrażenie nieobecnej. Rzadko zabiera głos w różnych sprawach, a jeśli już to robi, nie zawsze brzmi pewnie ani przekonująco. Większość czasu spędza pogrążona we własnych myślach, analizując świat wokół siebie i wszystkie wydarzenia, które ją ukształtowały. Mimo to często dochodzi do błędnych wniosków – szczególnie jeśli chodzi o emocje innych kotów, które są dla niej jak zagadka. Nie zawsze potrafi wyczuć czyjś nastrój i zrozumieć jego potrzeby.
Oprócz tego jest wręcz skrajnie uparta. Kiedy coś sobie postanowi, nie potrafi odpuścić, nawet jeśli się myli. Nie jest jednak typem kota, który zawzięcie broni swoich przekonań – woli zachowywać je dla siebie. Gdy ktoś próbuje ją przekonać do zmiany opinii, udaje, że słucha, a potem i tak robi swoje. Jej problemem jest też impulsywność – rzadko zastanawia się nad konsekwencjami swoich decyzji.
Mimo że wewnętrznie jest dosyć silna, na zewnątrz może wydawać się krucha. W trudnych sytuacjach ma tendencję do nieświadomego stawiania się w roli ofiary. Może i nie robi tego celowo, ale jej sposób reagowania sprawia, że inni mogą tak to odbierać. Zamiast głośno walczyć o siebie, zamyka się w sobie i tłumi emocje. Można więc uznać, że jest bardzo… pacyfistyczna. Za wszelką cenę unika otwartych konfliktów – nawet wtedy, gdy powinna się sprzeciwić. Wierzy, że przemoc i kłótnie nigdy nie są rozwiązaniem, przez co bywa bierna.

MORALNOŚĆ

Upiera się przy tym, że silnie wierzy w Klan Gwiazdy i jego dobrą wolę. Nigdy z własnej woli nie chciałaby działać na korzyść Wilczaków wierzących w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd, ani nie byłaby w stanie zabić czy trwale okaleczyć innego kota. Woli wybierać pokojowe rozwiązania, jednak ze względu na trudne środowisko, w jakim się wychowywała, posiada w sobie również nieco mroczniejszą stronę. Mimo wszystko zależy jej na tym, by Cisowe Tchnienie była z niej dumna, przez co w pewnym sensie odczuwa satysfakcję z faktu, że Zalotna Gwiazda postanowiła ją sobie przywłaszczyć jako prawą łapę. Choć karci się za myśl, że mogłaby choć w najmniejszym stopniu cieszyć się z tej więzi z liderką, to jest ona prawdziwa.

CIEKAWOSTKI

- Lubi powoli jeść swoją zwierzynę, podczas jedzenia się nie śpieszy i zawszę ją dokładnie ogląda
- Preferuje zwracanie się do kotów ich pełnym imieniem, nieważne czy są to członkowie jej rodziny czy ktoś inny
- Bardzo interesują ją zioła i inne rośliny, zwłaszcza te mogące wyrządzić krzywdę; fascynuje ją ich działanie
- Jej ulubionym sposobem okazywania uczuć jest dawanie prezentów (np. kwiatków bądź kamyczków)
- Podobają jej się ciemne maści i duża ilość bieli 
- Nadała córce imię Seradela z powodu ciekawostki, o której opowiedziała jej Brukselkowa Zadra
UMIEJĘTNOŚCI

Poziom medyczny: ///
Poziom wojownika: III (dawniej IV)
Słabe strony:
- Nie jest za bardzo zwinna
- Ma problemy z równowagą
- Podczas walki szybko się poddaje
Mocne strony:
- Ma dobrą pamięć
- Jest wytrzymała fizycznie
- Posiada ostre zęby i mocny zgryz
RELACJE

RODZINA

Ojciec - Horus (Nie ma pojęcia o jego istnieniu); Przybrany ojciec - Topielcowy Lament [*] (Nie pamięta go już zbyt dobrze)
Matka - Cisowe Tchnienie (Nie rozmawiają ze sobą, ale Wrotycz ma cichą nadzieję, że jej matka jest z niej dumna po tym, jak wydała na świat potomstwo dla kultystów. Nawet jeśli wstydzi się tej myśli, bo z własnej woli nigdy nie chciałaby przysłużyć się kotom, które krzywdzą innych)
Rodzeństwo - Rysi TropPrzybrane rodzeństwo - Miodowa Kora, Lamentująca Toń
Partner - ///
Potomstwo - Seradelowa Łapa (Gdy patrzy na swoją córkę, odczuwa niepokój. Wie, że młódka zostanie wcielona do kultu, a jej umysł zostanie wyprany. To tylko kwestia czasu), 
Garbata Łapa (Serce jej się kraja na myśl o swoim biednym, pokrzywdzonym synku. Zdaje sobie sprawę, że młody nie pociągnie długo wśród Wilczaków, ale jest wobec tego bezsilna); Przybrane potomstwoRozżarzona Pieśń (Jest wobec niej neutralna. Czasem zastanawia się, czy Horyzont odnalazła swoje powołanie i czy w ogóle wciąż żyje)
Mglisty Sen (Ich relacja była dosyć burzliwa, ale mimo wszystko Wrotycz wciąż kocha swojego przybranego syna. Chciałaby mieć szansę porozmawiać z nim jeszcze raz, by wszystko sobie wyjaśnić…)
Gwiazdnicowy Blask (Mimo że należą do tego samego klanu, nie rozmawiają zbyt często. To dlatego, że Wrotycz musiała zdystansować się od wszystkich kotów, które kiedyś były dla niej ważne, pod naciskiem Zalotnej Gwiazdy)

INNE

Brukselkowa Zadra (Odkąd została “służką” liderki, nie odzywa się do swojej dawnej towarzyszki. Czuje wstyd i żal za każdym razem, gdy na nią patrzy, ale boi się, że gdyby spróbowała zagadać, Brukselka oskarżyłaby ją o spoufalanie się z wrogiem, przez co doszłoby do kłótni)

SZKOLENIE

Uczniowie obecni - ///
Uczniowie dawni - Mglisty Sen
HISTORIA

Wrotycz – a właściwie Skarabeusz – urodziła się w Klanie Wilka za panowania Wieczornej Gwiazdy. Przyszła na świat wraz z siostrą, której nadano imię Ryś. Jest córką Cisowego Tchnienia, a także samotnika, którego nigdy w życiu nie widziała – na imię mu Horus. Od narodzin wmawiano jej jednak, że jej ojcem jest Topielcowy Lament, toteż w to wierzyła.
Początkowo została uczennicą medyczki. Na mentorkę otrzymała własną matkę, jednak szybko straciła tę posadę i możliwość dalszego kształcenia się u Cisowego Tchnienia. W tamtych czasach w Klanie Wilka wydarzyła się tragedia – Wieczorna Gwiazda zmarła, a Wilczaki miały kategoryczny zakaz wspominania o prawdziwym powodzie jej śmierci przy kotach z innych klanów. Jak można się domyślić, Skarabeuszowa Łapa złamała ten zakaz, wspominając o tej tajemnicy przy uczennicy z Klanu Klifu.
Za ten czyn przypłaciła zdrowiem i przyszłością. Gdy Sosnowa Gwiazda dowiedziała się o jej przewinieniu, bez wahania okaleczyła ją na oczach wszystkich Wilczaków. Jakby tego było mało, nadano jej nowe imię – od tamtego haniebnego dnia nosiła miano Głupiej Łapy. Jej nową mentorką została Olszowa Kora, która miała za zadanie wybić jej wszystkie głupoty z głowy.
Jednak podczas żmudnego okresu nauki wydarzyło się coś niezwykłego. Pewnej niepozornej nocy Głupia Łapa otrzymała przepowiednię od samego Klanu Gwiazdy. Dzięki temu poznała Brukselkową Łapę, Zabłąkaną Łapę i Kosaćcową Łapę. Cała czwórka dostała zadanie nawrócenia Klanu Wilka i pozbycia się rządzących nim wówczas kotek – Sosnowej Gwiazdy i Jadowitej Żmii.
Jej rola w tej misji nie była wymagająca ani bohaterska, lecz bardzo stresująca. Miała służyć jako przynęta, ofiara. Liderkę i zastępczynię udało się wywabić z kryjówek tylko dlatego, że Głupia Łapa miała zostać przez nie poświęcona. Tak się jednak nie stało – zamiast tego to Sosna i Żmija tamtej nocy przypłaciły życiem za swoje tyrańskie rządy.
Po ich śmierci uczennica została zmuszona do ucieczki z terenów Klanu Wilka. Towarzysze eskortowali ją na granicę z samotnikami, gdzie się rozdzielili, a ona ruszyła własną ścieżką.
W ten sposób dotarła do Siedliska Dwunożnych. Tam poznała dwójkę kotów – Makowca i Konfidenta. Zupełnie nieświadomie zniszczyła ich związek, ponieważ kocur zakochał się w niej po uszy. Ona jednak nie odwzajemniła jego uczuć i po pewnym czasie odeszła bez słowa.
W końcu nadszedł moment powrotu do Klanu Wilka. Od początku plan zakładał, że kiedyś zakończy swoją wędrówkę i wróci do Wilczaków. Została odnaleziona przez patrol złożony z Miodowej Kory, Lamentującej Toni, Brukselkowej Łapy oraz Rysiego Tropu i sprowadzona do azylu.
Z początku nie przyjęto jej ciepło i trafiła do izolatki. Wkrótce jednak w Klanie Wilka wybuchła poważna epidemia, do której zwalczenia potrzebny był wrotycz. Zapasy szybko się skończyły, a wtedy pojawiła się plotka, że Głupia Łapa wie, gdzie rośnie ta roślina. Otrzymała zadanie poprowadzenia grupy Wilczaków do miejsca, w którym miały znajdować się jej złoża.
Misja zakończyła się sukcesem, a w “nagrodę” Głupia Łapa została mianowana wojowniczką i otrzymała imię Wrotyczowa Szrama.
To jednak nie był koniec jej przeżyć. Podczas jednego ze spacerów, razem z Brukselkową Zadrą, znalazła trójkę porzuconych kociąt. Obie zdecydowały się zabrać je do obozu i wspólnie wychować. Dzieci otrzymały imiona na cześć Klanu Gwiazdy – Sen, Horyzont i Gwiazdnica.
Gdy kocięta osiągnęły sześć księżyców i były gotowe opuścić żłobek, Wrotyczowa Szrama dostała jednego z nich na ucznia. Sen – już jako Senna Łapa – został jej podopiecznym. Mogłoby się wydawać, że będą się świetnie dogadywać, w końcu była jego przybraną matką. Okazało się jednak, że on i jego rodzeństwo są dziećmi Makowca i Konfidenta. Uczeń zaczął obwiniać swoją mentorkę o rozpad ich relacji i o to, że doprowadziła Makowca do porzucenia kociąt na terenach Klanu Wilka.
Po kilku księżycach trudnych, napiętych treningów czarnofutry został mianowany na wojownika, otrzymując imię Mglisty Sen.
Można powiedzieć, że później Wrotyczowa Szrama została wykluczona z planów nawrócenia klanu na Gwiezdnych Przodków. Bardzo późno dowiedziała się o planowanej ucieczce części jej bliskich i przybranego potomstwa. Mimo to zdecydowała się pozostać w swoim rodzimym klanie i wycofać w cień. Od tego czasu jej życie stało się względnie spokojne.
Przynajmniej do momentu, gdy Zalotna Krasopani dostrzegła w niej okazję. Zmusiła ją do przekazania informacji o uciekinierach, grożąc, że w przeciwnym razie wyjawi całemu klanowi, iż Wrotycz w młodości otrzymała sen od Klanu Gwiazdy. Liliowa utrzymywała jednak, że nic nie wie o planach swoich pobratymców.
To jednak nie był ostatni raz, gdy szylkretowa kocica ją wykorzystała. Gdy Zalotna Krasopani objęła władzę jako Zalotna Gwiazda, uczyniła z Wrotyczowej Szramy swoją służkę i kazała jej przebywać w legowisku lidera. A gdy to przestało jej wystarczać, zmusiła ją do wydania na świat potomstwa w imię Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd – jako forma pokuty za dawne “grzechy”. I w ten sposób na świat przyszła Seradela i Garbatek.