O dziwo ta myśl sprawiła, że zamiast radości z możliwego spotkania z bliskimi poczuła ukłucie w sercu. Obawiała się reakcji braci, a tym bardziej Zawodzącej Gwiazdy, którzy mogliby uznać jej odejście z klanu za zdradę. Obawiała się także konfrontacji z Wdzieczną Firletką, mimo że medyczka nie raz wykazała się zrozumieniem dla swojej uczennicy, jak i nie raz okazała jej wsparcie. Jednak składając przysięgę podczas ceremonii obiecała, że będzie bronić klanu, jak i dbać o zdrowie chorych czemu podczas pożaru nie podołała. Po raz kolejny złamała kodeks, mimo że pragnęła ochronić bliskich.
Zamyślona przyglądała się czarnemu kotu, zastanawiając się nad ubraniem swoich odczuć w słowa. To, że kocur był tutaj przy niej i rozmawiali, nie musząc się obawiać, że ktoś mógłby ich nakryć podczas nocnych spotkań było wręcz nierealne.
– Nie... właściwie, zamierzałam odejść całkowicie z tutejszych, gdy tylko poczuję się lepiej. Nie chciałam zasiać niezgody między Owocowym Lasem, a Klanem Burzy, gdyby wyszło na jaw, że przebywam na waszych terenach – miauknęła siląc się na łagodny ton, mimo, że z każdym kolejnym słowem jej ciało bardziej się napinało. – Nawet nie chce myśleć, co by się stało, gdyby Tańcujące Pierze dowiedział się, że żyje i znajduję się tak blisko klanu...
Opowiedziała wojownikowi wszystko, czego doświadczyła na własnej skórze i czego była świadkiem podczas pożaru. O tym, jak widziała śmierć własnego ojca, jak i o tym, że buntownicy pozbawili życia jej przyjaciela, Skrzypiący Skrzyp, grożąc, że jeśli powróci na tereny Klanu Burzy podzieli los poległych, których tamtego dnia krew została przelana. Wspomniała również o tym, jak Bąbelkowy Plusk wstawił się za nią oraz, jak Dziki Berberys odprowadził ją na granicę. To dzięki nim na dobrą sprawę była tu, gdzie teraz jest. Żywa.
Odejście, tym razem o wiele dalej, wydawało się najlepszym rozwiązaniem, nawet jeśli nie była stworzona do samotniczego życia.
– J-jeśli dobrze zrozumiałam, to co przekazali mi wasi medycy... uzdrowiciele – poprawiła się. – Na ten moment Klanem Burzy przewodzi Zawodząca Gwiazda, a na zastępczynię wybrał Skrzydlatą Płomykówkę. Oprócz tego dowiedziałam się, że obóz został całkowicie zniszczony, a schronienie znaleźli w podziemiach terenów... – mruknęła, nie wyjawiając Śnieniu nazwy Groty Pamięci. Bo to tam najprawdopodobniej schronili członkowie klanu, a przynajmniej tak to zrozumiała od Modrogończyka, który wspomniał o rozmowie ze swoim rodzeństwem, Łzawą Łapą i Milknącą Łapą o tym, że teraz obóz znajduję się w innym miejscu. Mimo, że ufała kocurowi widziała, że lokalizacja groty, jak i sieć tunelów nie powinna być znana żadnemu koty, który nie żył na otwartych terenach. – Wiem również, że na pewno jeden z moich braci żyje...
– Żyje i ma się dobrze. Przynajmniej fizycznie, nie zauważyłem, aby został zraniony przez cudze zęby czy języki płomieni. Ale twoje zniknięcie na pewno go zasmuciło...
– Rozmawiałeś z nim? Wie, że jestem pacjentem Owocowego Lasu?
– I tak, i nie. Czereśnia wysłał patrol na wasze tereny, w którym wziąłem udział, tuż po tym, gdy pożar został ugaszony przez deszcz. Purchawka i Modrogończyk chcieli się upewnić, czy ich bliscy są cali i zdrowi, jak i chcieli zaoferować pomoc sojusznikom. Na twojego brata wpadliśmy całkowicie przypadkowo, gdy wraz z innym wojownikiem wyszedł nam na przeciw, kiedy przeczesywaliśmy zgliszcza waszego starego obozu. To właśnie od niego dowiedziałem się, że zostałaś wygnana przez buntowników. – zamruczał. – Oprócz tego, wiem również, że rebeliantów spotkała zasłużona kara. Dwoje z nich zostało skazanych, a pozostali zostali więźniami. A Dziki Berberys, ten o którym wspomniałaś, został wygnany. – Śnienie mówił spokojnym tonem, dawkując informacje. Bardzo cenne informacje. – Być może ten, którego się tak obawiasz już ci nie zagraża. Jestem pewien, że jego dusza spoczęła w czeluściach miejsca, gdzie brak gwiazd. Zawodząca Gwiazda na pewno nie pozostawiłby kogoś takiego jak on przy życiu, kto w imię własnych idei morduje pobratymców.
Wróżka poruszyła uszami, powstrzymując łzy. Nie chciała, aby krew kolejnych kotów została przelewna na terenach Klanu Burzy, nawet mordeców. Starała się poznać odpowiedź na nurtujące ją od dnia pożaru pytanie. Czy Tańcujące Pierze od początku był zły? Czy jednak śmierć Aminkowej Łapy przeważyła szalę i doprowadziła jego brata na skraj szaleństwa. Żałowała, że nie była w stanie przywołać w myślach obrazu Pierza, gdy ten był kociakiem i młodym uczniem, który psocił z rodzeństwem. Gdy jego ciało nie pokrywała krew innych wojowników. Żałowała, że nie była w stanie im obojgu pomóc.
Wróżka przybliżyła swój pyszczek do boku kocura, by zaraz zatopić go w kruczoczarnej sierści Śnienia.
– Póki co i póki mogę, chce zostać w Owocowym Lesie. Z tobą. Jednak nie mogę wykluczyć ponownego powrotu do Klanu Burzy, o ile mnie w nim zechcą. – W końcu to nie Królicza Gwiazda, ani Zawodząca Gwiazda ogłosili jej wygnanie. I jakby nie patrzeć, wciąż przecież była medyczką, nie zrzekła się swojej funkcji, ani nikt jej nie zdegradował. Tańcujące Pierze jedynie kazał jej odejść i nigdy nie wracać. I nawet jeśli być może faktycznie jest tym, na kim przeprowadzono wyrok, i nie ma go wśród żywych, czy powinna narażać się duszy z Mrocznej Puszczy? – Kiedy będę gotowa, chcę się spotkać zarówno z liderem oraz zastępczynią Klanu Burzy, jak i moimi braćmi. Jestem im winna wyjaśnienia. A na razie, chce pozostać chociaż przez chwilę w miejscu, gdzie jestem bezpieczna. Gdzie nikt nie patrzy na mnie przez pryzmat koloru futra i oczu, jak i omenów, łagodnym spojrzeniem czy pogardliwym. Poproszę osobiście Czereśnie i obu zastępców o przyznanie mi azylu, gdy tylko Mistral i pozostali uzdrowiciele ogłoszą zakończenie mojej rekonwalescencji.
<Śnienie? pora nauczyć wróżkę nie tego jak latać, ale tego jak poruszać się wśród drzew
>
>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz