BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misty. Pokaż wszystkie posty

09 października 2024

Od Misty CD. Lwa

— Mam cię — powiedziałam, dobijając pulchną mysz. Przez ostatnie kilka księżyców moje życie było idealne. Mogłam polować, a co ważniejsze, umiałam polować. Chodziłam na treningi z Lwem, Mniszkiem oraz Pochmurnym Płomieniem, i świetnie się z nimi dogaduje; oni są dla mnie jak rodzina. Dlatego też posmutniałam, gdy przypomniałam sobie, że Mniszek i Pochmur muszą wrócić do Klanu Klifu, o którym tak wiele mi opowiadali. Ciekawie by było żyć w takim klanie, ale to nie dla mnie. Ja mam swoje miejsce tutaj. W mieście, w domku razem z Lwem. Dobra, czas wracać - ustaliłam i skierowałam się w podskokach do domu. Po drodze zerwałam jeszcze trochę kwiatków do spiżarki. Zbierałam je i miałam swoją małą kolekcję, by nie łazić tam i z powrotem, gdy chciałam udekorować legowisko, czy coś w tym stylu. Gdy przyszłam, chciałam zanieść Lwu złowioną przeze mnie mysz. Zajrzałam przez wejście do w legowiska kocura, składającego się z zamkniętych skrzyń, takich jak te, w których leże miałam ja i reszta, a na nich, tworząc dach, był rozłożony jakiś dziwny materiał. Nie rozumiem, czemu wybrał sobie takie miejsce. Niestety nie widziałam Lwa. Ale jakże tu pusto! Gdzie kwiaty? Gdzie ozdoby? Cała sierść mi chyba wyblakła. Już tu udekoruje! Podreptałam do mojej spiżarki kwiatów. Były podzielone na dwie części. Zaczęłam przeglądać pierwszą. Hmm, jaki kolor by pasował do Lwa? Żółty podkreślałby jego pogodność, poczucie humoru, złociste futro, chęć do pomocy, opiekuńczość, cudowność. A z kolei może czerwony. On przypomina w Lwie, jaki jest przystojny i uroczy, oraz odważny. Albo biały, oznaczałby tą jego lojalność, troskliwość, dobroć. Nie mam pojęcia, które wybrać. Postanowiłam przejrzeć drugą kupkę kwiatów. Od razu w oczy rzuciły mi się ostatnio napotkane błękitno-niebieskie kwiaty, miałam ich dosyć dużo, gdyż nie często spotykam niebieskie kwiaty; zebrałam zatem wszystkie. Modre płatki przypominały mi oczy Lwa. Kochałam jego oczy. Po prostu śliczne nie ma słów, by je określić. Szybko zabrałam się do roboty i udekorowałam posłanie kocura, najpiękniej jak umiałam. Mam nadzieję, że mu się spodoba. Nazbierałam mu jeszcze malinek i zaniosłam na liściu, jako taki słodki gest. Mam nadzieję, że doceni. Potem ogarnęłam bałagan zrobiony przy wyborze kwiatów i zaczęłam się trochę nudzić, ale po chwili wyczułam, że zbliża się Lew. Wybiegłam mu naprzeciw, stanęłam przed nim i zebrałam się na odwagę.
— Cześć Lew! Ja... chciałam Ci powiedzieć... że... masz naprawdę piękne oczy! — wykrzyknęłam i szybko pognałam do swojego legowiska, gdzie zwinęłam się w kłębek, jakbym spała. O jeju, powiedziałam! Jak głupio to brzmiało? Ciekawe co o mnie myśli? Czułam, że się rumienię. On jest taki fajny i cudowny! Ciekawe, jakie kotki lubi? A może woli te poważne i mądre? Wtedy jestem beznadziejna! Lew wsunął się do mojego legowiska i położył przy mnie pulchną mysz. Był tak wysoki, że musiał się pochylić, by nie uderzyć się głową o sufit skrzyni. Serce biło mi jak szalone, myślałam, że zaraz zapadnę się pod ziemię, o ile jeszcze się nie zapadłam.
— Hej, Misty! To, co powiedziałaś... Było bardzo miłe. — Lew wyglądał na zmieszanego, trochę mnie to zdziwiło, on raczej zawsze jest pewny siebie. — Nigdy nikt mi czegoś takiego nie powiedział. Wiesz, ty też masz bardzo ładne oczy; jak las, świeże liście w kroplach porannej rosy... Przede wszystkim takie radosne. — Aaa! Jakie to słodkie Lwie, czemu jesteś taki cudowny!
— To, tak przy okazji, futro też masz ładne, takie złociste. — mruknęłam.
Kocur tylko się uśmiechnął i liznął mnie delikatnie w ucho. Zaczerwienił się, nie spuszczając ze mnie spojrzenia błękitnych oczu. Poczułam się trochę słabo. Ja chyba mdlalam!
Lew odsunął się nieznacznie i zaśmiał nerwowo.
— To... To może ja już pójdę. — Zrobił się jeszcze bardziej czerwony
— Czekaj! Jesteś super przyjacielem! — otrząsnęłam się. — Mam do ciebie pytanie, czy Pochmurny Płomień i Mniszek muszą iść? — zapytałam ze smutkiem w oczach. Lew przyjrzał się mi uważnie.
— Muszą wrócić do domu. Mniszek powinien dorastać w klanie, nieszczęśliwy wypadek sprawił że trafił tutaj, ale jego domem jest klan. A Pochmurek to postrzelony wariat, ale czuje jakąś przynależność do społeczności, w której się wychowywał, choć myślę, że to nie jest ostatnie miejsce, w które poniosą go kiedykolwiek łapy. Szczerze mówiąc, będę za nimi tęsknił... Pochmurny Płomień jest moim najlepszym przyjacielem, znam się z nim od dzieciństwa, a Mniszek to dobry dzieciak; mam nadzieję że spotkam jeszcze kiedyś ich obu. — Powiedział bez jakichkolwiek emocji, wpatrując się tym razem w przestrzeń.
— Dobra nie smućmy się, przecież jeszcze kiedyś ich zobaczymy. Może nie będziemy mogli z nimi przebywać połowę dnia, ale cieszmy się, że mogliśmy się poznać. Poza tym nie będziesz sam, ja nigdzie sobie nie idę! I dzięki za myszkę — mówiłam radośnie, więc mam nadzieję, że go pocieszyłam. Lew spojrzał na mnie niepewnie, nic nie mówiąc. Po chwili wstał, uderzając głową w sufit, sygnalizując to cichym syknięciem. Schylił się, by wysunąć się na zewnątrz. Odwrócił się i znowu spojrzał się na mnie.
— Może chodźmy pod wierzbę, a potem na wiszącą deseczkę? Zjesz mysz, a potem możemy pogadać jeszcze trochę i pohuśtać się. Chyba że masz inny pomysł. — dodał z uśmiechem i tymi iskierkami w oczach. Chyba naprawdę mnie lubi i liczy na to, że będę chciała spędzić z nim czas.
— Jasne! — Podniosłam się i podbiegłam pod wierzbę. O jeju, mam nadzieje, że go nie uraziłam; w końcu to dla niego trudny temat. Mogłaś się, głupia, nie odzywać.
Lew chwycił mysz, którą zapomniałam wziąć, jak to typowa ja, po czym dogonił mnie przy wierzbie i ułożył się tuż przy mnie.
— Zapomniałaś — Położył mysz obok mnie. Tak uroczo mrużył oczy, wygrzewając się w promieniach słońca…
— A to tylko ja będę jadła? A no... chyba nie wchodziłeś do swojego legowiska...  No to masz tam mysz, leć po nią, chyba nie będziesz się patrzył, jak jem. A, i nie zszokuj się, wchodząc ...— powiedziałam do niego. Lew był trochę zaskoczony, ale poszedł do swojego legowiska. No cóż, skoro wtedy płonął ze zmieszania, teraz to nie wiem, co zrobi. To ja się na chwileczkę zrelaksuje i odrzucę myśli na temat moich uczuć. Zamknęłam na chwilę oczy. W końcu je otworzyłam i zaczęłam powolutku delektować się swoją myszą. Po chwili zjawił się Lew. Dziwnie inaczej się na mnie patrzył... tak jakoś dziwnie czule; nigdy wcześniej tak na mnie nie patrzył. Z powrotem ułożył się u mojego boku, odłożył mysz u swoich łap. Bałam się tego co powie...
— Jesteś kochana Mistuś — powiedział do mnie, na co wytrzeszczyłam oczy. Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam. Muszę teraz wyglądać naprawdę głupio.
— Nie patrz tak na mnie. — zaśmiał się — Taka prawda, jesteś kochana i ślicznie udekorowałaś mi legowisko. Ale nie zauważyłaś jednej rzeczy. — Uśmiechnął się łobuzersko. Mogło mu chodzić o cokolwiek; gdy tak robi, nic nie jest oczywiste. On niespodziewanie sięgnął za siebie i wyciągnął przecudowny, delikatny kwiatek o jasno-fioletowym zabarwieniu. Pochylił się nade mną i delikatnie wsunął mi go za ucho. Spojrzał na mnie. Skąd on wytrzasnął to cudo?
— Jaki śliczny! Dzięki! — wykrzyknęłam — Ładnie wyglądam? Pasuje mi? — zapytałam.
— Tak! Zdecydowanie, pasuje ci idealnie. W końcu nie zebrałbym dla ciebie pierwszego lepszego kwiatu rumianku, czy też innego. — Odpowiedział kocur. Uśmiechnęłam się do niego i zaczęliśmy rozmawiać. Tak zszedł nam prawie cały dzień. Bardzo lubię Lwa i cieszę się, że na niego trafiłam.

[1167 słów]

<Lew?>

[przyznano 23%]

06 czerwca 2024

Od Misty CD. Lwa

 Misty przypatrywała się z przerażeniem walce dwóch kocurów. 
“Hmmm, może powinnam uciec?” 
Nie mogła uwierzyć, że jakiś kocur pomógłby jej w szybszej śmierci niż z głodu, aż nagle pojawił się ten kocur i wszystko zepsuł. Naraża życie, co za mysi móżdżek. Dwa kocury wymieniały zdania pomiędzy sobą, ale ona nie miała siły ich słuchać. Mogła liczyć, że nie umawiają się, że podzieliliby ja na pół na posiłek. Jednak życie to najcenniejsze co teraz ma. W tej chwili zauważyła że czarny kocur, który ją zaatakował się oddala. Nastroszyła futro i wpatrywała się z nienawiścią i przerażeniem w oddalającego się kocura. 
-Heej mała, nic ci nie jest?- zapytał się jej rudo-ładny kocur.
-N-nie, nic mi nie jest - odpowiedziała mu. Teraz zauważyła dopiero, że cały czas się trzęsła ze strachu. To było jednak przerażające. A jeśli ten żółty kot ją zje?
-Czego się boisz? -zapytał ją - przecież cię nie zjem- zaśmiał się.
-N-nie zjesz….?- zapytała. Nie wiedziała czego się spodziewać. Do wyboru miała tak: zje, zabije lub puści wolno. Miała nadzieję na to ostatnie.
-Nie zjem cię, a co, myślałaś, że wszystkie nie-pieszczoszki jedzą się nawzajem?
- Nie…
- A faktycznie, nie przedstawiłem się. Jestem Lew. A ty?
- Mam na imię Misty.
- Gdzie jest twój dom, Misty? Odprowadzę cię.
- Nie trzeba, sama dam radę.- odpowiedziała. Czemu on chce tak pomagać? Tam, gdzie mieszkała, znała naprawdę dużo kotów, ale żaden z nich nigdy nie ryzykowałby by kogoś uratować lub pomóc. Ona sama mogłaby dać  futro innym kotom, które nie mają, a chciałyby. Życie też mogłaby poświęcić. Mimo to nie rozumiała, że jakiś inny kot mógłby pomóc.
-Nie dasz rady. Nawet nie zaprzeczaj, bo widać to po tym jak wyglądasz. Kiedy, komu i po co nawiałaś właścicielowi, huh? - powiedział Lew.
- Ja nie nawiałam…- mruknęła.
”Nigdy bym nie uciekła mojej ukochanej Dwunożnej."
Teraz chciała, by ją zostawił. Bo chciała się zamknąć w sobie i dalej rozpaczać nad swoją panią.
- To co się stało? Ktoś cię porzucił? Twój właściciel umarł? 
- Mhm. - Mruknęła koteczka a w jej ślicznych zielonych oczach zaczęły zbierać się łzy.
”wścibski kot. Po co mu to wiedzieć?”
- No już, nie płacz. - Mówiąc to podszedł do kotki i ją objął. - Pomogę ci. Jak nie masz domu, mogę zabrać cię do mnie, zamieszkamy razem, mam bardzo dużo miejsca, a mieszkam sam. Zobaczysz, spodoba ci się. Nie myśl że cię tu zostawię, przecież ty już wyglądasz jak nie wiem co. 
- N-naprawdę? M-mogę z tobą zamieszkać?-zapytała niepewnie z nadzieją. Mieszkać wszędzie, byle nie w krzakach. Kolce ją coraz bardziej raniły. Może jednak nie jest wścibski. On chyba jest dobry. Chyba może mu ufać. No cóż, już ją przekonał. Jednak ona jest strasznie łatwowierna.
- Oczywiście, że tak! Tylko najpierw muszę iść zapolować, bo inaczej nie mamy dzisiaj śniadania i kolacji. Chodź, to w tamtą stronę, w okolicach pola można znaleźć najbardziej tłuste i smaczne myszy! Możemy zapolować razem! - mówił Lew.
- Ale ja nie umiem polować. - Powiedziała zwieszając główkę Misty. 
“Wiesz, ja nie polecam ci mnie brać. Jestem pasożytem”.
- O, to nauczę cię! Chodź! - mówiąc to, Lew wziął ją na kark i zaczął nieść. Ona była zszokowana i wkurzona.
” Jak on może mnie nieść? Najbardziej żenująca rzecz jaką miałam dotychczas”.
Ale nie mogła być długo zła. Przecież ten kot jest jej wybawicielem zesłanym z innego świata.
Chociaż ma nadzieję, że tak więcej nie zrobi. 
Gdy wreszcie mogła zejść otrząsnęła się. I tak dwie długości ogona lisa trzymała się od niego.
-no więc, co umiesz?- zapytał kocur. 
-nic-  odpowiedziała przybita.
- w takim razie zaczniemy od podstaw. Musisz przybrać pozycję myśliwską…- mówił. Misty słuchała go uważnie i naśladowała ruchy. 


Po polowaniu zjedli coś i ruszyli. A ona musiała być na grzbiecie Lwa. Ach, wkurzało ją to jak nie  powiem co. Ale przynajmniej mogła uznać, że to jej pierwsze prawdziwe polowanie. Fajnie było, że nikt ich nie zaczepiał. Ale wolałaby chodzić o własnych łapach… 
-jesteśmy- powiedział Lew. Misty pospiesznie zeszła. Znajdowali się w jakimś starym budynku 
-tu mieszkasz?- zapytala .  Przed nią było stado różnych śmieci w opuszczonym gnieździe Dwunożnych czy czymś podobnym dziwnym. 
-tak. Znajdź sobie jakieś wygodne miejsce. Jeśli nie będziesz mogła znaleźć czegoś dla siebie, mogę pomóc - powiedział do niej Lew. 
- Dzieki - odpowiedziała i radośnie pobiegła do sterty śmieci. Już mu ufała. Jakikolwiek ma plan czy zdobyć jej zaufanie i jakoś wykorzystać, to by mu się już to udało. Nauczył ją przynajmniej podstaw polowania, dał jej mieszkanie, i uratował od złego kota. Wybawiciel to jest to nie kot tylko kot-niesamowitus. Pomiędzy śmieci starą średniej wielkości szafkę. Napełnić ją jakimiś piórami materiałami i będzie dobrze. 
Resztę dnia spędziła na układaniu sobie nowego domku i pogadała trochę z Lwem w większości o jej starym mieszkaniu. 

<Lew?>

Od Misty

 Misty właśnie się obudziła i wstała ze swojego mięciutkiego posłania. Słońce świeciło wysoko, naprawdę długo spała, ale ona nie musiała się tym przejmować, mogła spać do woli. Pomaszerowała do kuchni, gdzie leżała jej miska.” Miska jak zwykle pełna!”. Zaczęła łapczywie pożerać znajdującą się w niej karmę. "Moja pani zawsze jest taka miła i opiekuńcza, nie żałuje mi jedzenia, moja miska jest cały czas napełniona, wypuszcza mnie na dwór, kiedy chcę, jest po prostu cudowna!" komentowała w myślach. ”Ostatnio polowała na pewnego robaka, było bardzo fajnie i na dodatek udało jej się go złapać, a był naprawdę szybki!”
 Nagle z korytarza usłyszała kroki wielkich łap jej właścicielki, która właśnie się obudziła. Misty podeszła do niej i zaczęła miauczeć. Starsza dwunożna wzięła ją na łapy i pogłaskała jej puszyste, zrudziałe, futerko. Zaniosła ją do drzwi i wypuściła na zewnątrz. 
“Zaczyna się przygoda! Tu na zewnątrz, nawet tylko w jej ogrodzie jest tyle zapachów! Nie wiem od czego zacząć!"
W tym momencie usłyszała szelest w krzakach. "To mysz!” Najciszej jak mogła przyjęła swoją wymyśloną pozycję i zaczęła zakradać się do puszystego stworzonka. Ale nawet nie podeszła blisko a mysz ją zauważyła i uciekła. Zawiedziona usiadła. Chciałaby kiedyś złapać piękną mysz i zanieść ją swojej dwunożnej. To było jej marzenie odwdzięczyć się swojej ukochanej pani za wszystko co dla niej robi.
I uda się! Będzie ćwiczyć!
- Misty! - usłyszała głos innej kotki. 
- Limonka! Co u ciebie?- zamiauczala do białej kotki. Była to jej starsza koleżanka. Miała ona  siedemnaście księżyców. 
- Wszystko dobrze. Dawno się nie widziałyśmy… Ale posłuchaj, wczoraj polowałam na ptaka. Nawet nie wiesz jaki on był wielki! Skoczyłam i dotknęłam go nawet pazurem, ale niestety udało mu się uciec - opowiadała kotka 
- Niesamowite! Też bym chciała chociaż małą myszkę upolować. Ale ja nie umiem polować. Powiedziałabym nawet że totalnie nic nie umiem jeśli chodzi o temat polowania.
- Ojej, nie martw się, jesteś jeszcze mała. Nauczysz się, chociaż mnie raczej nigdy nie dorównasz. - przechwalała się Limonka - A teraz muszę iść. Jestem strasznie głodna. Pa! - rzuciła, kierując się do płotu, który zaraz przeskoczyła.
- Pa! - krzyknęła za nią Misty. "W sumie ma rację. Nigdy jej nie dorównam, ale mysz złapie!"
Po długim czasie uznała, że czas już wracać. Podreptała do okna, do swego gniazda i usiadła na parapecie. Zaraz jej dwunożna już ją wpuściła do domu. Jej pani jakby ucieszyła się że ją widzi, bo nie będzie musiała jej szukać na dworze. 
"O nie", zrozumiała. "Jedziemy do Obcinacza. Mogłam nie wracać."
Dręczyły ją ostatnio straszny katar i trudności z oddychaniem, a zawsze gdy tam jechała, gdy była chora, to nagle ją uzdrawiali. Nienawidziła tam jeździć, ale to w końcu dobry sposób i nie chciała martwić też swojej Dwunożnej, bo ona też się chyba jakoś źle czuła. Właściwie coraz bardziej się o nią martwiła bo zamiast polepszyć, czuła, że stan pani się pogarsza. Jej pani mocno chyba teraz choruje. Może jakoś pomoże? Tylko że ona w ogóle nie znała się na ziołach.
Hmm... jedno zioło znała. Kocimiętka! Wiedziała nawet gdzie rośnie. Jutro jej poszuka, a teraz trzeba jechać do Obcinacza… Gdy Misty ostatnio przewiało i miała katar, jej pani też ją tam wzięła i teraz już miała się dobrze.


Wspięła się po płocie ogrodzenia jej gniazda i dostała się na drugą stronę. Taka mała wspinaczka, a jednak fajna, lecz teraz najważniejszym dla niej było znaleźć zioło. Pamiętała spotkanie Limonki i jeszcze jakiejś innej kotki. Wtedy właśnie dowiedziała się o kocimiętce. Jej zapach był bardzo rozpoznawalny. Powąchała większość roślin w ogródku. "Jest". Pachniała pysznie, ale postanowiła, że to dla jej pani. Zaczęła zrywać liście, a że musiała też myśleć o czymś innym, bo zapach był kuszący, to postanowiła pomyśleć o myszy.
"Może gdybym poprosiła Limonkę, to by mnie nauczyła?" 
Nie bała się prosić innych o pomoc, ale Limonka... Ona chyba jest za bardzo dumna z siebie by komuś pomóc. Myślała jeszcze o innych swoich znajomych, ale z niektórymi nie znała się aż tak dobrze, a niektórzy nie chcieliby jej pomóc. A inni to po prostu są dziwni. 
"Ech.. czy tu już nikt nikomu nie pomaga? Złapię mysz nie wiem kiedy. Złapię i przyniosę ją mojej pani".
Gdy już skończyła zbierać szybko z pełnym pyskiem wróciła do swojego gniazda. O dziwo okno było otwarte. Czy pani zostawiła je dla niej? Jej Dwunożna wyglądała jakby nie miała siły już wstawać. Misty podreptała do niej i położyła przed nią kocimiętkę. Pani się uśmiechnęła i powiedziała coś w swoim języku, ale nie wzięła kocimiętki. Nagle starsza Dwunożna zaczęła się krztusić krwią, a Misty nie wiedziała, co zrobić. 
"Co robić?", Usłyszała otwieranie drzwi. To jej stary Dwunożny. " O rany, niech on się zajmie moją dobrą właścicielką. Co się dzieje?"
Po kilku minutach Dwunożny, być może syn starszej pani zaczął pomagać jej właścicielce. Nie zdążyła się zorientować kiedy przyjechały dwa potwory, jeden strasznie głośny i wielki. To właśnie do tego wielkiego widziała jak zabierają jej panią. Nie wiedziała co się dzieje, nie wiedziała w ogóle o co chodzi, ale nie wiedzieć czemu wiedziała, że jej pani już nigdy nie wróci...
Patrzyła jak odjeżdża potwór który zabrał jej najukochańszą osobę. Wiedziała, że chcieli jej pomóc. 
"I co teraz ze mną będzie? Teraz znajdą mi nowego opiekuna?" O nie, nie zniosłaby tego. Nie zniosłaby kolejnej rozłąki . Ani nie zniosłaby patrzenia na Dwunożnych.
"Ucieknę", zdecydowała tu i teraz. Był taki harmider, że i tak nikt na nią nie zwracał uwagi. Pobiegła w stronę, gdzie jechał potwór. Nagle odzyskała nowe nadzieje.
 "Może ją dogonię ".
 Z jednej strony wiedziała, że nawet, jeśli dogoni to i tak nie uratuje jej życia, ale nawet jeden procent szans był dla niej całym życiem. Biegła ile miała sił w łapach. Widziała światła potwora, który jechał tak szybko jak błyskawica. Biegła, biegła i biegła. Potwór był już coraz dalej, a nie bliżej... Mimo wszystko biegła, aż nagle zrobiło jej się ciemno przed oczami, padła na ziemię, przeturlała się gdzieś w bok i straciła przytomność.

                                                                        ***

Misty otworzyła oczy. Znajdowała się w jakimś miejscu. Tylko tyle wiedziała. Dała sobie chwilę na przypomnienie tego, co się wydarzyło. Czuła się słaba, ale nie była pewna czy bardziej z powodu biegu, czy smutku. Zorientowała się, że teraz już na pewno nie była w mieście.
 W mieście miała jakieś szanse do przeżycia, teraz nie miała już żadnych. Nie umiała polować, nie umiała się bronić, nie umiała się leczyć, nie umiała kompletnie nic. 
"No super!", miała ochotę poczekać i poleżeć aż do śmierci z głodu czy z czegokolwiek, ale mózg był uparty i wolał się ruszyć i coś zrobić.
"No dobrze, muszę wymyślić teraz co ze sobą zrobić, by spróbować chociaż przeżyć".
Ustaliła, że nie jest jeszcze aż tak głodna, więc postanowiła poszukać w miarę bezpiecznego miejsca. Ledwo chodziła na łapach, przewracała się i kręciło jej się w  głowie. Po jakimś długim czasie znalazła bardzo ładny krzak. "Czy ja już zwariowałam, czy ja naprawdę chcę tu zamieszkać? Przecież będę miała kolce! Jestem nienormalna! "
Właściwie nie była jednak aż tak nienormalna. Pomimo że krzak miał kolce, to jakby do niego weszła, a że jest bardzo mała to ma dużo miejsca i nie widać ją na zewnątrz,  to byłoby to bezpieczne miejsce.
 "Kolce chyba jeszcze nikogo nie zabiły . Trudno, trochę krwi i tyle.", Kłóciła się w myślach ze sobą.
 Od razu weszła, by się trochę zadomowić. Nie było tak źle - chyba tylko dwa kolce jej się wbiły i  nie bolały aż tak mocno. Bardziej bolał ją nadal smutek, który odczuwała. Nawet przez chwilę pomyślała, że to może dobrze, że poczuła ból. Ale natychmiast zakopała tą myśl. Jeszcze nie chciała schodzić do  stanu depresji, wystarczy że i tak ledwo żyła. Wyślizgnęła się z krzaka.
"Przecież nie będę tam siedziała cały dzień!"
wtedy wypatrzyła bardzo blisko ogromną kałużę (przynajmniej jak na nią). Poczuła ulgę i natychmiast zaczęła z niej pić. 
"Brudna, ale dobra! I mam teraz mniej rzeczy na głowie. Schronienie mam, wodę mam, brak jedzenia i brak zdrowia. Nie ma co się jednak tak cieszyć".
 Doceniała teraz to, co miała, jednak schronienie nie było najlepsze , a kałuża kiedyś wyschnie lub się wyczerpie. Postanowiła, że popróbuje polować. Wcześniej robiła to dla zabawy, a teraz po to, by przeżyć. Ale jak zwykle szło jej tragicznie. Próbowała polować cały dzień. Starała się nauczyć jakiejś techniki, ale czuła, że nawet na trop techniki żadnej nie natrafiła. Tego dnia wróciła bez jedzenia. 


***
Trzy dni później

"Obiecałam, że przyniosę pani mysz. Nie zrobiłam tego..." Rozmyślała, leżąc. To był cud, że żyła. Dokładnie wszystko co się wydarzyło od momentu kiedy straciła przytomność zdarzało się przypadkiem. Przez te kilka dni zjadła ona wychudłego ptaka który dosłownie wpadł jej w łapy. 
-Moja pierwsza zdobycz - prychnęła. - wychudły ptak. 
Ale złość szybko wychodziła jej z głowy. Zaczęła znów smucić się w myślach. Oprócz ptaka napotkała wiewiórkę. Oczywiste było, że nie udało jej się jej upolować . Ale przynajmniej ją wystraszyła, co dało jej  możliwości do ukradnięcia i orzechów. Domyślała się, że raczej się tego nie je, ale ona była gotowa jeść nawet trawę. Do jej futra wbijały się kolejne kolce, ale przestała już na to zwracać uwagę. Głównie leżała i zatapiała się w smutkach albo chodziła i szukała czegoś do jedzenia. 
"Ja chcę cofnąć czas.. ja chcę do pani…” 

Wyleczeni: Misty