BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nimfie Zwierciadło x Mżawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nimfie Zwierciadło x Mżawka. Pokaż wszystkie posty

27 października 2024

Od Mżącej Łapy CD. Nimfiego Zwierciadła

Z wody wystawała tylko jej głowa, otoczona srebrzystym kosmykami sierści. Wyglądały one trochę jak jasna aureola, posklejana jednak wodorostami w paru niefortunnych miejscach. Spojrzała na mentorkę, minimalnie kiwając na zgodę. Drobne ryby odbijały łuskami światło, czyniąc to wręcz niemożliwe na ich niezauważenie. Gdy tylko podpłynęły wystarczająco blisko i dostała od Nimfy znak, wysunęła się do przodu i szybko złapała jedną z nich między zęby, a o inną zahaczając pazurami. Wynurzyła się i przytrzymała mocniej zdobycze, łapiąc zadowolone spojrzenie czarno-białej. Z każdym księżycem polowanie szło jej lepiej, o ile rzeczywiście się na nim skupiała. Ryby czy myszy, obie umiała zadowolona przynieść do obozu. Te drugie rzadziej, ale jednak.
— Dobra robota – oznajmiła wojowniczka z uśmiechem, posyłając na taflę wody chmarę bąbelków – Aż dwie!
Zachichotała nieśmiale, ponownie zanurzając łapy w wodzie. Jak najdłużej chciała korzystać z chłodu i cienia, zanim wyruszyły dalej i musiałaby znosić nasłonecznioną ziemię w obozie. Pozostawiła zdobycze na brzegu i podpłynęła bliżej przyjaciółki. Mimo początkowej nieswojej atmosfery na pierwszych treningach - co głównie było jej sprawką; nie umiała się przypasować do roli uczennicy, a Nimfiego Zwierciadła do nauczycielki - stała się wdzięczna za tak miłą mentorkę. Ich treningi były spokojne i wypełnione przyjemnymi rozmowami. Często przez to zbaczały z ustalonych planów, ale nic nie pozostawało niezrobione. Parę razy zdarzyło się jej oberwać za nieuważanie i oddalanie się aż do granic z Klanem Klifu czy Burzy, jednak nie mogła nic na to poradzić. Nowe otoczenie i spokój przerywany jedynie świergotem ptaków wręcz skłaniał ją do rozmyślań, którym mogła się oddawać godzinami. Była świadoma, że traciła tym na czasie i umiejętnościach, ale co mogła powiedzieć - patrole i wspinaczka na drzewa były zdecydowanie mniej ciekawe od jej własnych “historyjek”.
— Zaniosę je później do żłobka – oznajmiła, siadając w płytszej części rzeki.
Orientalka zamruczała na zgodę, wynurzając głowę z wody. Jej błękitne oczy odbijały ostre światło, przypominając Mżawce dwie gwiazdki na niebie. Wytrząsnęła wilgoć z uszu, na co druga skrzywiła się, gdy kropelki trafiły także w nią.
— Korzystając, że tu jesteśmy – zaczęła towarzyszka – Może pokażesz mi, jak pływasz? Chyba żadnej z nas nie chce się jeszcze wychodzić na brzeg.
Pokiwała głową, podnosząc się na łapy. Gładko wsunęła się w głębsza część rzeki, która i tak była płytsza niż zazwyczaj, zważając na gorącą pogodę. Wysunęła pyszczek ponad taflę, zawzięcie przebierając kończynami. Było spokojnie; w wodzie czuła się bardzo dobrze, niczym rodzima nocniaczka. Ciągle jednak próbowała odsuwać od siebie fakt, że nie należała tu od początku - jako najstarsza z uczennic często czuła się głupio, gdy coś jej nie wychodziło, a jej dzieciom tak.

***

Wyjrzała z uczniowskiego legowiska, próbując zobaczyć coś zza zadka Kijankowej Łapy; kocurek czekał na Algową Strugę i kolejny trening. Szturchnęła go lekko, zyskując od niego prychnięcie, ale też i widok na obóz.
— Mamo! – pisnął, odsuwając się o krok. Chwilę później oberwała po uszach od chichoczącego syna. Rzuciła mu zniesmaczone spojrzenie, na co tylko wybuchł śmiechem.
— Idź już lepiej – mruknęła – Spóźnisz się.
— Ale! – miauknął – Miałem czekać na…
Wypowiedź przerwała mu postać mentorki, które wręcz wyrosła przed nim z ziemi. Zielonooki popatrzył na nią zaskoczony, podnosząc się jednak na łapy.
— Życz mi powodzenia! – odwrócił się jeszcze po wyjściu na zewnątrz. Wytknęła na niego język z lekkim uśmiechem, wzdychając, gdy zniknął z jej pola widzenia. Spojrzała jeszcze na nadal śpiącego Siwka w kącie. Kocurek leżał zwinięty w kulkę na swoim posłaniu, raz po raz przebierając łapkami. Z podsłyszanej wczoraj historii wynikało, że Wodnikowe Wzgórze porządnie go wymęczył polowaniem przez niemal cały dzień. Niebieski był bardzo zadowolony z każdego treningu z ojcem - zawsze wracał uśmiechnięty i pełen nowych nowinek do opowiedzenia. Mżawka chcąc czy nie chcąc przysłuchiwała się im podczas posiłku czy wieczornych pogaduszek, zważając na to, że mieli całe legowisko dla siebie. Czuła się niemal tak jak w żłobku; nadal sprawowała opiekę nad całą trójką, rozwiązując ich kłótnie i zapobiegając bójkom. Z zamyślenia wyrwał ją cichy pomruk kocurka, który przewrócił się na drugi bok. Jego łapa natrafiła na kolorowe piórko, które wzlecialo w powietrze, chwilę później lądując na jego brzuchu.
Jej wąsy zadrżały, i po chwili namysłu wyszła na zewnątrz. Łapy skierowały ją w stronę kociarni, z której już w tak wczesnych godzinach dobiegały wesołe piski. Zajrzała do środka, rozpoznając Baśniową Stokrotkę wraz z jej nowymi pociechami. Nie miała jeszcze okazji bliżej ich poznać; planowała to zrobić, gdy otworzą już oczka. I gdy będzie miała ochotę słuchać ich lamentów, jak to na dzieci przystało. Samej matce kociaków przyniosła już jedzenie parę razy, pytając o samopoczucie i tym podobne.
Pod jej łapy od razu przyplątał się Bagietka, z mniej skorym do rozmowy Rysiem na ogonie. Przywitała malca liźnięciem po głowie, co on uznał za znak chęci do zabawy i zaciągnął ją w głąb legowiska. Mruknęła coś na dzień dobry do Kotewki. Kocica leniwie przyglądała się zabawom dwójki, leżąc na posłaniu. Na głos uczennicy podniosła wzrok i odmiauknęła przywitanie; niezbyt pogodnie mówiąc prawdę. Karmicielka nadal uprzejmie z nią rozmawiała przy różnych okazjach… Ale miała wrażenie, że ta przejadła się już jej towarzystwem. Nie dziwiła się jej; Kijanka i Ikra nieźle wchodzili kotce na głowę, a krzyki jej samej podczas pierwszych dni spędzonych w klanie nie mogły należeć do najprzyjemniejszych. Niekończące się pytania Mżawki też musiały ją zmęczyć…
Przytaknęła słowom Bagietki, które popchnęło w jej kierunku jakąś szyszkę. Nim jednak zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, poczuła wbity w plecy wzrok. Jej oczom ukazała się postać Nimfiego Zwierciadła, zaglądającej do środka. Z przepraszającym wyrazem mordki pożegnała przybranego syna, obiecując zabawę po południu. Nie odwracając się już podbiegła do mentorki, uśmiechając się lekko.
— Nadal spędzasz tu bardzo dużo czasu – skomentowała orientalka, widząc maślane oczy łaciatego kociaka, który z podkówką na mordce poszedł za mamą.
Mżawka westchnęła i zniżyła się do poziomu malca, który od razu objął jej mordkę łapkami, paplając do ucha o czymś, czego za nic nie mogła zrozumieć. Coś o głupiej Kotewce..? I jej dziwnych zabawach? No nic, zajmie się tym później.
— Bagietko, proszę, puść mnie – wydusiła poprzez puchate łapki zasłaniające jej pyszczek – Muszę iść na trening.
Po chwili tłumaczenia im, że nie może zabrać dziecka na patrol, rozgoryczony tą wiadomością kociak wrócił do żłobka. Zrezygnowana podniosła się z ziemi, spoglądając na mentorkę.
— Przepraszam za niego – mruknęła, przestępując z łapy na łapę – Trudno mu wytłumaczyć, że… Czasem muszę iść.
— Nie masz za co przepraszać – uśmiechnęła się ciepło Nimfa – W końcu to nie twoje dziecko, a poza tym nadal jest dobrze wychowany.
Spuściła trochę uszy. Nigdy nie rozwodziła się za bardzo nad relacjami z “jej dziećmi” w rozmowach z kimkolwiek, nie uważając tego za istotne. Jakoś jej to umykało. Poza tym, kto by chciał słuchać o tym, że jednego lubiła mniej od drugiego? Przełknęła ślinę, spoglądając w niebieskie oczy mentorki.
— Noo… Tak trochę jestem – bąknęła, ściszając trochę głos – Od małego nazywa mnie mamą, nie ma pojęcia o Kazarce… Z czasem zaczęłam traktować go tak samo, jak Ikrę czy Kijankę – spuściła głowę, wodząc wzrokiem po suchym piachu – A nawet lepiej… Przywiązałam się do niego, pomimo tego, że nie chciałam.


<Nimfa?>
[1134 słowa, nauka pływania]

[przyznano 23% +5%]

npc: Kijankowa Łapa, Siwa Łapa, Kotewkowy Powiew

19 października 2024

Od Nimfiego Zwierciadła CD. Mżawki (Mżącej Łapy)

Porą Nagich Drzew
Płatki śniegu wirowały wśród podniebnych spirali, tworząc w powietrzu liczne wzorki i nietypowe szlaczki. Ich kształt zmieniał się niczym tafla jeziora, którą ktoś musnął czubkiem paliczka – przy każdym podmuchu wiatru, rozwiewały się na wszystkie strony, przybierając coraz to ciekawsze formy, aż do momentu upadku na ziemię. Wtedy łączyły się ze swym rodzeństwem, tworząc gęstą, zwartą pierzynę. Po dłuższym zastanowieniu, czarno-biała była w stanie przyrównać ich los do żywota każdego istnienia. Małe, szargane przez los płatki, których prawdziwe piękno można było dostrzec dopiero po złapaniu takiej śnieżynki w łapy, odzwierciedlały w jej oczach życie klanów, a być może i wszystkich kotów. Podobnie jak one, każdy wojownik był inny, unikalny i niepowtarzalny, jednak aby się o tym przekonać, należało wpierw go “schwytać” w swe łapy. Chwila ta jednak była krótka, gdyż drobinki szybko powracały do pierwotnej postaci wody, a koty, wbrew pozorom, żyły krócej niż niejeden by sobie tego życzył.
Być może właśnie dlatego wojowniczka tak bardzo ceniła sobie życie w Klanie Nocy, nie mogąc sobie wyobrazić spędzenia go w żadnym innym miejscu. Nigdzie nie czuła takiej wolności, jak w wodzie, która z każdej strony otulała ich tereny. Tej dzikości i swobody nie umiałaby odnaleźć w żadnym innym miejscu – ani na trawiastych połaciach Klanu Burzy, ani wśród leśnej gęstwiny Klanu Wilka, wietrznych urwiskach Klanu Klifu czy pomiędzy słodko pachnącymi sadami Owocowego Lasu. Wielokrotnie już widziała, jak drzewa się pękają, umierają ze starości lub z winy głodnych bobrów, trawy stają się suche, a skarpy kruszą. Jednak rzeki? Nieważne ile łyków wody wzięła ona czy potężne łosie, chylące swe szyje ku lustrze wody, nieważne ile susz i huraganów by przeszło, woda ciągle powracała na swe miejsce, piękna, błękitna i niezmącona. Mimo prób, nie umiała sobie wyobrazić zniknięcia Wielkiej Wody, morskich otchłani. Po każdym odpływie następował przypływ, a z tego co wiedziała – trwało to od kiedy każdy kot pamiętał. Wszystko poza wodą i niebem, w obliczu potęgi żywiołu, zdawało się być mierne i słabe wobec symbiozy panującej pomiędzy tymi dwoma światami. Każda kropla stracona podczas nieurodzaju, wkrótce powracała do koryta, spadając wraz z deszczem z burzowych chmur.
– Hejka, Nimfa! Co tam u ciebie? – rozbrzmiał rezolutny, znajomy głos.
Para błękitnych oczu uniosła się sponad trzymanej między łapami zdobyczy. Mały, siwy uszak, który pechowo utknął w ukrytej pod śniegiem szczelinie, był łatwym łupem, nie wymagającym użycia dużych pokładów energii, których potrzebowała jednak do przeniesienia go przez zaspy. Miała w planach zanieść go za chwilę do żłobka, by karmicielki wraz z kociętami miały szansę zasmakować rzadkiego rarytasu, jakim o tej porze był królik, ale jak dało się już usłyszeć – zainteresowani sami do niej przybyli.
– Dzień dobry, Mżawko, Kijanko i Ikro – powitała całą rodzinę, mrużąc oczy.
Podeszła do nich swobodnym krokiem, podnosząc przed tym nieco zaśnieżonego królika. Zielone oczy czarno-białego kocurka od razu powędrowały na upuszczoną przed łapami jego matki ofiarę.
– Jaka cudowna zdobycz! – zachwyciła się niebieska, nosem obwąchując puszyste zwierzę – Chyba nigdy nie widziałam czegoś takiego… Wygląda trochę jak królik, ale ten kolor… – dodała, przyglądając się bliżej posiłkowi.
Na pysk Nimfiego Zwierciadła wkradł się przyjazny uśmiech.
– Bo to jest królik, Mżawko – zaczęła, łapą zgarniając z różowego nosa śnieg – Podczas Pory Nagich Drzew ich sierść staje się gęstsza oraz zmienia kolor na taki, który ułatwi im kamuflaż pośród bieli. – wyjaśniła karmicielce.
– Cóż za cwane bestie! – skomentowała zauroczona stworzeniem Mżawka – Nigdy bym nie pomyślała, że są takie bystre…
– Łaaał! – pisnął Kijanka, podbiegając do dyskutujących kocic – Jaki milusi! – wymruczał, po oparciu się łapkami o puchaty zadek królika.
– To prawda – przytaknęła kociakowi czarno-biała – Królicze futro często jest wykorzystywane do budowy posłań dla królowych. Szczególnie to z szyi i brzucha samic jest dobre. Gęste, chroni przed mrozem i dobrze trzyma ciepło… Można je znaleźć podczas plądrowania ich nor, króliczyce celowo je sobie wyrywają, aby wzmocnić gniazda, w których schowane są oseski. – wytłumaczyła. – Przed zjedzeniem możecie go oskubać i odświeżyć posłanie w żłobku. – zasugerowała.
Zielonooki aż zadrżał z ekscytacji. Podskoczył parę razy w miejscu, pacając łapką z wysuniętymi pazurkami w martwe ciało uszaka. Kilka wyrwanych, zaczepionych o jego szponki kłaczków uniosło się w powietrze, jedynie dodając mu energii.
– A co to ten osesek? – zagadnął po chwili.
– Młody króliczek. Jest ślepy, głuchy… Trochę różowy. – Nimfie Zwierciadło przywołała w myślach obraz króliczego potomstwa. Nie widziała ich często, właściwie w całym swym życiu miała taką przyjemność tylko dwa razy, jednak postarała się opisać je najdokładniej jak potrafiła. – Nieszczególnie przypominają dorosłe osobniki… Niektórzy wojownicy, mimo ich delikatnej konsystencji i słodkawego smaku, boją się je jeść, gdyż przypominają nieco łyse kocięta.
Kocurek nieco się skrzywił, unosząc do góry jedną wargę.
– A ja się nie boję! – krzyknął, machając ogonkiem. – Wpadłbym do ich nory i zrobił o tak! Rach, ciach, ciach, grrr!! – zaprezentował, przyjmując pozycję łowiecką – A gdyby któryś spróbował uciec to… To… To tak o bym zrobił! – rzucił, po czym poleciał do przodu, skacząc na cienki pieniek jednego z sumaków tworzących żłobek.
Mocno wczepił się pazurkami w drewno, parę razy uderzając nimi o zmarzniętą korę, by zaprezentować swoją siłę. Coś zaskrzypiało podejrzanie, a gdy Kijanka się odwrócił – napotkał niespokojne spojrzenie matki. W pierwszej chwili wyprostował się dumnie, wybijając ogonek do góry niczym strzelistą trzcinkę, myśląc, iż dymna tak zlękła się skrytej w jego drobnych łapkach potęgi, a w drugiej… Został złapany za kark i zgarnięty przez Nimfie Zwierciadło na bok.
W miejscu, w którym chwilę temu stał, znalazła się gruba, śnieżna czapa, osunięta z wyższych gałęzi, przez jego bohaterskie ataki na krzaczek. Śnieżny pył wzbił się w powietrze.
– Kijanko! – miauknęła przejęta Mżawka, przygarniając kocurka bliżej siebie – Co ja ci mówiłam o ostrożności! – dodała, strofując synka. – Gdyby nie Nimfie Zwierciadło, skończyłbyś wyglądając jak rozmaślona żaba!
Orientalka odetchnęła, ruchem głowy wytrząsając z ucha pyłek osadzony w jego wnętrzu. Spojrzała na Ikrę, który podreptał do matki, wraz z nią kręcąc łebkiem na poczynania nierozważnego brata. Wyciągnęła jedną z łap, by strącić z czoła królowej biały płatek uczepiony jednego z kosmyków sierści.
– Hm? – wydała z siebie zaskoczona Mżawka.
– Śnieżynka – wymruczała w odpowiedzi wojowniczka.
***
Teraźniejszość
Różnica między mokrą Porą Nowych Liści, a aktualnie panującą suszą Pory Zielonych Liści, była zatrważająca. Medykom brakowało ziół, poziom rzeki diametralnie się obniżył, a z drzew wręcz spadały ptaki, nie mogące poradzić sobie z ciężkimi temperaturami. Brzegi rzeki także stały się mniej przyjazne niż wcześniej – jako, iż wszystkie mniejsze zbiorniki wodne zdążyły wyschnąć, każde stworzenie przybywało do koryta, by zaspokoić pragnienie. W przypadku ptaków, gryzoni czy zajęczaków i gadów, działało to na korzyść wojowników, jednak nie dało się powiedzieć tego samego o drapieżnikach i rozjuszonych nieurodzajem i głodem dzikach czy jeleniach. Nimfa westchnęła, wypuszczając na powierzchnię wody kilka bąbelków. Siedziała zanurzona w płytszej części rzeki, aż po sam czubek nosa, rozkoszując się chłodem, jaki dawała jej poranna, jeszcze nie-nagrzana woda. Cień szumiących nad nią szuwarów także okazał się być pomocny. Dzięki nim promienie słoneczne nie parzyły jej bezpośrednio w grzbiet, a ryby nie widziały jej własnego cienia, mogącego zdradzić jej położenie.
– Czy to już…? – spytała Mżąca Łapa, której długie futro, teraz posklejane od wody i glonów, nieco utrudniało poruszanie się.
– Jeszcze nie – zaprzeczyła kocica cichym szeptem, wysuwając brodę nieco ponad taflę – Obserwuj. Zbliżają się. – skomentowała, wskazując na niczego nieświadomą ławicę, która podpływała coraz bliżej dwóch łowczyń.
<Mżąca Łapo?>
[1169 słów]

[przyznano 12%]

08 września 2024

Od Mżawki CD. Nimfiego Zwierciadła

Przeciągnęła się na posłaniu, gdy poranne promienie słońca wpadły do żłobka. Czuła ciepłe ciałka kociaków przy swoim brzuchu, które też zaczynały powoli się ruszać. W chwili, w której zdążyła ponownie odpłynąć w krainę snu, ktoś złapał jej ucho między zęby I zaczął kopać tylnymi łapkami jej głowę. Karmicielka mruknęła z poirytowaniem, odsuwając się i spoglądając na winowajcę.
- Kijanko… Proszę cię, jest jeszcze wcześnie…
Czarny kocurek podniósł na nią spojrzenie i z błyskiem w oczach wskoczył na jej bok.
- Jak to wcześnie! - zawołał, a pozostała dwójka kocurków otworzyła małe ślepka - Wszyscy już wstają! Słońce też się obudziło!
Łaciata westchnęła I podniosła się z posłania, a Kijanka z piskiem sturlał się na ziemię.
- To, że wszyscy wstali, nie znaczy, że należy krzyczeć - powiedziała synowi, a ten wywrócił oczami - Co, jeżeli Kotewkowy Powiew jeszcze śpi? Nie chcemy jej-
- Ale jej tu nie ma! - wszedł jej w słowo - Wyszła wcześniej!
Mżawka rozejrzała się po kociarni. Rzeczywiście, czarno-białej kotki nie było w zasięgu wzroku. Ciekawe gdzie poszła. Pewnie na jakiś spacer.
- To nadal nie znaczy, że możesz krzyczeć - mruknęła, liżąc łapek syna.
Chwilę pogadała z kociakami, ale szybko im się to znudziło i zaczęli się łapać nawzajem za ogony. Parę razy musiała interweniować, bo nie chcieli żadnych odgryzionych kończyn.
- Hejka - od obserwowania ich poczynań oderwał ją głos czarno-białej kotki, stojącej w wejściu.
- Cześć!! - odpowiedziała od razu, prostując się - Chyba jeszcze nie rozmawiałyśmy.. Jestem Mżawka! A ty?
- Nimfie Zwierciadło - odpowiedziała wojowniczka, spoglądając na kociaki.
- Miło cię poznać! A to są Ikra i Kijanka. I Siwek. Ale on akurat nie jest moim synem.
Jednooki po usłyszeniu swojego imienia od razu przybiegł do kotek.
- Mówiłyście o mnie?? - zapytał, podnosząc główkę - To ja jestem Siwek!!
Łaciata pacnęła kocurka ogonem w nos, śmiejąc się.
- Tak, przedstawiam was pani Nimfie. Przywitaj się ładnie, to powiesz tacie, kogo poznałeś.
- Dzień dobry!!! - uśmiechnął się w stronę Nimfy, po czym obejrzał się przez ramię - Ja chyba już wrócę. Chyba nie radzą sobie beze mnie - po czym odwrócił się i popędził do kolegów.
Mżawka zwróciła wzrok z powrotem na wojowniczkę.
- Wracając, szukasz tu czegoś? Albo kogoś? Kotewkowy Powiew gdzieś wyszła, nie wiem kiedy wróci.
- To czego szukałam, już znalazłam - wymruczała przyjaźnie, obdarzając młodszą kotkę i jej kocięta spojrzeniem niebieskich ślepi.
Karmicielka uśmiechnęła się lekko. Ktoś przyszedł z nią pogadać!
- Oo! - po chwili zrozumiała, o co chodziło - Jak na razie to nie rozmawiałam z wieloma kotami… Chyba że któreś z dzieci chce wyjść na zewnątrz. To może wtedy.
- Pomyślałam, że przyda Ci się towarzystwo - odparła na to wojowniczka.
Piski przyciągnęły uwagę Mżawki, która od razu zwróciła się w stronę kociaków.
- Proszę was, nie bijcie się! Bo zaraz będziecie oboje siedzieć samemu - zawołała do swoich synów.
Nadal się trochę bała się “rozkazywać” Siwkowi, pomimo, że karmiła go od malucha. Nie była przecież jego matką. Nie umiała się zajmować jej własnymi dziećmi sama, co dopiero cudzym. Cieszyła się, że jednooki wolał na nią raczej “Pani Mżawka” niż mama. Zdecydowanie nie czuła się mamą żadnego z tych kociąt. Może swoich tak trochę. Chyba nie robiła czegoś poprawnie. Spojrzała ponownie na Nimfę.
- Przepraszam za nich, Kijanka jest strasznie głośny - mruknęła, owijając ogonem łapy - Myślisz, że inni będą patrzeć na mnie inaczej? Ze względu, że już jestem mamą? - wojowniczka już otworzyła pyszczek, ale ta jej przerwała - Jakby wiem, medyczki zawsze mówiły między sobą, że jestem strasznie młoda…
- To niewykluczone. Ale nie powinnaś o tym myśleć. Twoja historia nie definiuje tego, kim jesteś teraz. Wydajesz się być bardziej doświadczonym życiowo kotem, niż nie jeden wojownik.
Słuchała uważnie bicolorki, raz czy dwa machając ogonem.
- Dziękuję, że tak myślisz… - nie uważała, że była doświadczona życiowo. Nawet nie wiedziała jak kochać swoje dzieci! Ale może inni własnie myśleli, że jest… - Śmiesznie też będzie, jeżeli zostanę uczennicą w tym samym czasie co oni - odparła, wskazując na kociaki - Bo muszę odbyć trening, jeżeli dobrze rozumiem? - jej towarzyszka skinęła głową - No właśnie. Ciekawe jak to będzie wyglądało… I jakiego dostanę mentora. Chcesz mi opowiedzieć jak wygląda taki trening?
- Głównie trenujesz walkę i polowanie. U nas ważna jest też umiejętność pływania oraz łowienia ryb, bo dużo ich jemy. Uczymy się też wspinaczki na drzewa, bo jak mogłaś widzieć, część naszego terenu obejmuje las.
Mżawka słuchałam tego wszystkiego z szeroko otwartymi oczami.
- Łał! Pływać trochę umiem, nauczyłam się w drodze tutaj. Ale na ryby nigdy nie polowałam - odpowiedziała z zachwytem, przechylając łepek.
Może jak zdobędzie te same umiejętności co każdy klanowy kot, to wpasuje się lepiej? Może nawet zaprzyjaźniłaby się z kimś ważnym.
- W każdym razie, nie mogę się doczekać, aż zostanę uczennicą. Nie zrozum mnie źle, nawet bardzo dobrze żyje mi się w żłobku. Jestem wdzięczna twojemu klanowi za przyjęcie mnie, ale… Czasem jest tu z nimi trochę nudno - zaśmiała się, patrząc starszej kotce w jej niebieskie oczy - Miałam ci jeszcze powiedzieć, masz bardzo piękną sierść. Idealne połączenie czerni i bieli. Jestem pewna, że jesteś świetną wojowniczką!
***
- Mamo! Mamo! Chodźmy na dwór! - zawołał Kijanka, po tym, jak jego brat pouczył go, że nie może sam wyjść - Jest całkowicie biało!
Łaciata westchnęła I popchnęła dwójkę na zewnątrz. Usiadła przy wejściu, podczas gdy czarny kocurek okładał Ikrę śniegiem. Obserwowała uważnie życie w klanie, przyglądając się kotom wychodzącym i wchodzącym do obozu. Jej uwagę przykuła czarno-biała kotka.
- Hejka! Nimfa! Co tam u ciebie?
<Nimfa?>

01 września 2024

Od Nimfiego Zwierciadła do Mżawki

W Klanie Nocy, jak zwykle zresztą, nie brakowało atrakcji. Pojawienie się nowych kotów, pomoc Klanowi Wilka, śmierć Czaplego Tańca… Nimfie Zwierciadło sama nie była pewna, jakie jest jej zdanie na te tematy. Zbliżała się Pora Nagich Drzew, a Wilczacy nadal pozostawali na ich terenach, jedząc ich zwierzynę i korzystając z ich zasobów ziół. Mimo, że to jej klan udzielił im schronienia, a nie na odwrót, dumni mieszkańcy puszczy nie byli skłonni uchylić przed nimi głów. Zawsze łypali na nich groźnie, nieufnie, jakby spodziewali się za moment ataku. Czarno-biała nie do końca rozumiała, czym kierowała się Srocza Gwiazda godząc się na taką ofertę, złożoną przez Wieczorną Gwiazdę. Czuła jednak, że liderka miała w tym jakiś interes, o którym nie raczyła im głośno powiedzieć. Ale co wilczacy mogli im zaoferować? Ich tereny nie graniczyły ze sobą, zwierzyny w rzece nie brakowało, a łąki i lasy obfitowały w zioła lecznicze. Nimfiemu Zwierciadłu nie przychodziło do głowy nic, co mogłoby być korzystną wymianą za tak olbrzymią pomoc.
– To dziwne, że jej już nie ma… – wymruczała Nenufarowy Kielich, przyglądając się swojemu odbiciu w rzece – Chciałam ją zapytać o jeszcze tyle rzeczy! Przegapiłam masę okazji, martwiąc się, że ją niepotrzebnie obciążę, a teraz…
– Nie obwiniaj się – rzuciła w odpowiedzi orientalka, owijając ogon wokół boku starszej – Nie mogłaś wiedzieć, że tak szybko odejdzie. Nikt nie mógł.
Bura oparła cały swój ciężar na barku wojowniczki. Ich spojrzenia spotkały się w rzecznym odbiciu, rozmywanym co jakiś czas przez przepływające żyjątka.
– Myślisz, że to był przypadek? – spytała niespodziewanie, marszcząc nos – Przecież Strzyżykowy Promyk wcale nie była taka stara! Co jeśli… Co jeśli to Różana Woń zapragnęła sięgnąć po władzę i coś jej zrobiła? Często mówiła, że nie może doczekać się mianowania, a ono nigdy nie nadchodziło, aż-
– Nenufarowy Kielichu – wcięła się jej chłodnym tonem towarzyszka, wyrywając przy tym z wiru myśli.
Żółtooka drgnęła, z zawstydzeniem kładąc po sobie uszy. Zsunęła się wzdłuż ciała kocicy, kończąc z pyskiem przy ziemi.
– Przepraszam. – miauknęła ze szczerą skruchą – Nie powinnam była tak mówić. Różana Woń może nie być najserdeczniejszym kotem, jakiego dane mi było poznać, i potrafi czasem pozrzędzić, ale nie jest zła. Nie byłaby zdolna do… Morderstwa. Jest dobrą medyczką! – tłumaczyła Nena, aż w końcu z głośnym warknięciem, skierowanym do siebie, schowała pysk w łapach – Nie wiem co we mnie wstąpiło. Nie powinnam nikogo oskarżać o coś takiego. To okropne. W dodatku, przecież ona jest dla ciebie jak siostra, wychowałyście się razem… – wraz z coraz większą realizacją ciężaru, jakie niosły ze sobą wcześniej wypowiedziane słowa, Nenufara wydała z siebie głośny, sfrustrowany furkot.
Łaciata westchnęła, kładąc jedną z łap na głowie leżącej nad wodą towarzyszki. Wieczorny wiatr zawiał, czochrając futro na jej policzkach i mierzwiąc ogon.
– Wiem, że nie miałaś na celu obrażenia jej. Nie chowam do ciebie urazy. Znam Różę od dzieciństwa i mogę poręczyć, że mimo jej wad i gderliwości, nie jest zbrodniarką. Wiele jej można zarzucić, ale nie to. Doceniam, że w porę zdałaś sobie sprawę ze swoich słów – pocieszyła przyjaciółkę – Ściemnia się. Powinnyśmy już wracać do obozu, nim zapadnie zupełny mrok.
Wojowniczka rozejrzała się po okolicy, jak gdyby dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak długo już odpoczywały na brzegu jednej z otaczających Klan Nocy wysp. Wstała leniwie na równe łapy.
– Masz rację. Wracajmy.
***
Kiedy obie kocice dotarły do obozu, było już ciemno, a niebo okryło się gwiezdną powłoczką. Nieliczne koty krzątały się w kątach obozu, kończąc kolację czy dzieląc języki przed snem. Nie wszyscy jeszcze zdołali przyzwyczaić się do skracającego się dnia. Nimfie Zwierciadło wbiła swój wzrok w legowiska medyka, z którego właśnie wychodził Sumowa Płetwa. Jego ogon był ciasno owinięty pajęczyną, przez którą prześwitywała zielonkawa maź.
– Nie idziesz? – rzuciła Nenufara, obracając się do kotki, która nadal stała na środku obozu.
– Pójdę jeszcze do Różanej Woni i Zimorodkowej Łapy. Zaraz do ciebie dołączę – odmiauknęła w odpowiedzi, a widząc zmartwione spojrzenie przyjaciółki, dodała: – Nie przejmuj się. Nic mi nie dolega. Chcę po prostu sprawdzić, czy wszystko u nich w porządku.
Uspokojona wojowniczka skinęła głową, odbiegając w stronę legowiska wojowników.
– Ała!! – usłyszała, jeszcze zanim przekroczyła próg lecznicy – R-Różana Wonio, mogłabyś być nieco delikatniejsza… – dodał znajomy, tym razem spięty głos.
Tuż za baldachimem z paproci, kryła się Kotewkowy Powiew, z wykrzywionym w dyskomforcie pysku, podczas gdy medyczka zaglądała jej do ucha. Z pyszczka Nimfy uciekł cichy pomruk rozbawienia, co zwróciło uwagę wszystkich zebranych.
– Nimfa! – pisnęła piastunka, spoglądając na nią – Nie mów, że tobie też się coś stało…
– Nie, Kotewkowy Powiewie. Całe szczęście w tym sezonie jestem zdrowa. – odpowiedziała, uśmiechając się do byłej opiekunki.
Czarno-biała już chciała coś dodać, kiedy Różana Woń wcisnęła jej coś trawiastego do ucha. W legowisku rozległ się nieprzyjemny syk, należący zarówno do pacjentki, jak i do Nimfiego Zwierciadła, która od obserwacji działań księżniczki, aż sama musiała machnąć uchem, by usunąć otulający ją dyskomfort.
– Gotowe – Różana Woń wyszczerzyła ząbki, stukając ciotkę w policzek. Obróciła się w stronę koleżanki, a jej mina zrzedła – Oh, Nimfo… W końcu przyszedł ktoś, z kim mogę szczerze pogadać. Siadaj, siadaj. Ja muszę jeszcze to sprzątnąć – mruknęła, wskazując ogonem na rozsypane medykamenty.
Niebieskooka, zgodnie z poleceniem medyczki, zajęła miejsce na jednym z wolnych posłań, niedaleko piastunki, która z bólem przecierała swoje ucho.
– Oho, słuchaj, świeża historia. Wczoraj odwiedziła mnie Krabowe Paluszki. Klanie Gwiazdy, jak usłyszałam, co jej dolega, to myślałam, że padnę i nie wstanę! Niby Nocniak z krwi i kości, wody w bród z każdej strony, rzeka głęboka na cztery koty, a ta się odwodniła! – parsknęła, uderzając gwałtownie jednym z trzymanych liści w grunt – O, a taka Nartnikowy Czułek, niby nic, niby tylko wybity bark, a jak się przyjrzałam… Przodkowie trzymajcie mnie! Musiałam jej dać maść łagodzącą i zalecić przemywanie oczu codzienne, bo białka to miała czerwone jak mak w rozkwicie! Nie wiem, co ona wyprawia, ale zdecydowanie jej to nie służy… A taka Bratkowe Futro to… – paplała, przerzucając roślinki z kupki na kupkę.
Podczas gdy Różana Woń kontynuowała swą przejmującą opowieść, skupioną na prychaniu na współklanowiczów, Kotewkowy Powiew przysunęła się bliżej wojowniczki.
– Wiesz, może chciałabyś odwiedzić mnie jutro w kociarni? A bardziej Mżawkę niż mnie. Młoda jest, a już przywiązana do kociarni. Przyda się jej jakieś inne towarzystwo poza mną, medyczkami i Wodnikowym Wzgórzem – zasugerowała Kotewkowy Powiew
– Postaram się – odpowiedziała po chwili namysłu Nimfa.
<Mżawko? Odwiedzę cię o poranku :3>

Wyleczeni: Bratkowe Futro, Sumowa Płetwa, Nartnikowy Czułek, Krabowe Paluszki, Kotewkowy Powiew