BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duszek x Jerzyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duszek x Jerzyk. Pokaż wszystkie posty

23 grudnia 2023

Od Jerzyka CD. Duszka

 — Duszek, co ty za bzdury wygadujesz? Przecież dobrze ci idzie trening. Ukończysz go raz dwa, niczym się nie martw! 
Bury był bardzo zdziwiony wyznaniem młodszego kolegi. No bo może i był mniejszy od syna Jeżyk, i był pieszczochem, ale to nie sprawiało, że mógł nie ukończyć szkolenia. W końcu uczyła go cioteczka Skowronek, tak jak i Jerzyka, Cynie oraz Miedź. Pomagając i wspierając się na pewno raz dwa zostaną wspaniałymi wojownikami. No i kto wie, Cynamonka widząc jakiego ma super dzielnego syna, zgodzi się, aby dołączył do Kamiennej Sekty? Tak na zawsze.
Ciche podziękowanie padło z pyska syna pieszczoszki, na co Jerz wyszczerzył się, ukazując swoje białe kiełki.
— Ruszcie się w końcu! — miauknęła będąca na samym tyle Miedź, najpewniej zła, że przez rozmowę Jerza z jej bratem dłużej musili kisić się w śnieżnym tunelu — Powspieracie się jak wyjdziemy na zewnątrz...
— Nie bądź zazdrosna Miedź! Ty też sobie dajesz świetnie radę! Może i urodziliście się jako piecuchy, ale dzięki cioteczce Skowronek będziecie dorównywać wspaniałym samotnikom, takim jak moja babka Bylica — Mówiąc to ruszył naprzód, czołgając się w stronę wyjścia. — Opowiadałem wam chyba o niej, co? Na pewno musiałem... Ale opowiem wam jeszcze raz! Ekhm... wszystko zaczęło się od kotki o imieniu Mimi, zwanej później przez koty z klanów Pląsająca Sójka [...]
I tak po raz kolejny uraczył swoich przyjaciół historią swojej rodziny, która gdy był jeszcze małym brzdącem, mającym mleko pod nosem, opowiedziała mu Jeżyk. Poprzez tę opowieść chciał udowodnić dzieciom Cynamonki, że gdyby nie pewna pieszczoszka, będąca jego przodkinią, która zapragnęła żyć po swojemu, na własnych zasadach, nie byłoby ani jego i jego rodzeństwa, ani mamy, ani babki Krokus czy Bylicy.

***

Pora Opadających Liści sprzyjała kotom żyjącym w Betonowym Świecie. Jerzyk co chwilę wracał do szopy albo z sporą zwierzyną, albo z ziołami, o które prosiła go zazwyczaj matka, które zbierał w drodze powrotnej ze swoich wypadów na miasto. Tym razem wrócił jednak z jakimś kolorowym ptakiem w pysku. Pewien Wyprostowany chciał mu zabrać zdobycz i omal nie dostał grabiami w swój wielki bury łeb, ale ostatecznie udało się kocurowi umknąć z altany. Skoro od dobrych dziesięciu minut polował na kolorowego ptaka, który w końcu usiadł na drewnianej belce, nie miał zamiaru wracać do domu z pustymi łapami.
— Mamo, spójrz jakiego cudaka upolowałem! — miauknął, przepełniała go duma, gdy spoglądał na kolorową papugę, a matka widząc jego zdobycz przez dłuższą chwilę milczała, by w kolejnej chwili zdzielić łapa syna w ucho
— Coś ty narobił?! Co ja ci mówiłam o polowaniu na ptaki Wyprostowanych?! Chcesz żeby po okolicy kręciło się więcej hycli? Bo do tego doprowadzisz swoimi wybrykami.
— Ale to nie był ptak Wyprostowanych... Nie był w metalowym pudełku. Latał sobie po ogrodzie, tak jak inne ptaki... — burknął, nie podobało mu się ani trochę to, że został złajany niczym małe kocię. Nie był nim przecież! — Dopiero jak już go capnąłem, jakiś Dwunóg nie stąd, ni zowąd zamachnął się na mnie tym kijem... nie tym z miękką końcówką, tylko tą ostrą, co liście w kupki zbierają...
— Jerzyku... 
— Przepraszam mamo. Obiecuję, że nie będę już nigdy polować na te kolorowe ptactwo, aby nam nie sprawiać problemu... Ale spójrz na to z drugiej strony. Skoro już go upolowałem, to go zjemy, a pióra możemy przekazać temu całemu Jafarowi... Babcia Krokus może mu je sprezentować, bądź Cynamonka jak tam wpadną do niego w odwiedziny — zaproponował, chociaż wcale nie miał zamiaru się z jakimś kocurem chodzącym w swetrze dzielić takimi pięknymi zdobyczami. — Kiedyś to ja założę swój własny gang, gang Jerzyka, wielkiego pana Betonowego Świata i będziemy mieli sojusz. 
— A kto przejmie obowiązki Skowronek? 
— Em... Czy bycie Kamiennym Szamanem uniemożliwia posiadanie własnego gangu?
Jeżyk pokręciła swym szylkretowym łebkiem, po czym sięgnęła łapą po nasiona maku z ich małej medycznej spiżarki w szopie i podała je synowi.
— Zanieś je Duszkowi. Cynamonka wspomniała, że jej syn cierpi na bezsenność, a skoro się z nim przyjaźnisz to na pewno się ucieszy, że dostał je od ciebie, a nie ode mnie. No już, zmykaj. I pamiętaj, nie sprawiaj już więcej kłopotów!
— Jasne... — miauknął zabierając ze sobą zawiniątko, kierując się w stronę Gniazda Dwunożnych 
Wślizgnął się po cichu przez klapę w drzwiach. Pierwszym kotem–piecuchem, na którego wpadł wewnątrz była Kremówka.
— A Pan do kogo?
— Eeee... — zaczął, czuł się dziwnie z nazwaniem go panem, bo raczej nie odnosiło się do tego, że kiedyś będzie wielkim panem Betonowego Świata, tylko do płci i tego, że był trochę starszy. Kremówka wyłapując to poprawiła się szybko.
— Kogo dzisiaj chcesz widzieć, Miedź czy Duszka? — zagadnęła płowa szylkretka przyglądając się puchatemu kocurowi 
— Duszka. Mam coś dla niego. Ponoć ma problem ze snem, a to powinno pomóc — wskazał na zawiniątko, w którym było lekarstwo 
— Jest na piętrze. Pierwsze drzwi na lewo. Uważaj tylko, aby nasi właściciele cię nie zauważyli, bo się kręcą po domu i wynoszą jakieś pudła z dołu.
Dziękując za informację, ruszył szybko po schodach na górę. Wślizgnął się do pomieszczenia Dwunogów, jakim była sypialnia. Rozglądając się po pomieszczeniu, dostrzegł bury ogon zwisający z krańca łóżka. 
— Uwaga, wskakuję! — zawołał, chcąc uprzedzić kocura i już po chwili znalazł się na kołdrze 
— J-jerzyk? Co ty tu robisz?
— Doszły mnie słuchy, że masz problem z zaśnięciem, więc postanowiłem przyjść ci pośpiewać kołysanki. — powiedział z powagą w głosie. Widząc minę pieszczocha roześmiał się już po sekundzie. I tyle było z wkręcenia go, że faktycznie by mu zaśpiewał. — Żartowałem. Zamiast kołysanek mogę coś innego ci zaśpiewać, ale to jak będziesz się lepiej czuł... Trzymaj. To powinno ci pomóc, tak mówi moja mama. To nasiona maku. Pomogą ci w zaśnięciu i będziesz się lepiej czuł.

<Duszek?>
[trening woj: 913 słów]
[Przyznano 18%]

Wyleczeni: Duszek

03 listopada 2023

Od Duszek CD. Jerzyk

 Kociak podciągał lekko nosem, gdy szedł przez śnieg za resztą grupy treningowej. Zdecydowanie, znowu zastanawiał się nad czymś, głęboko rozmyślał. Od ostatniej rozmowy z Jerzykiem nie minęło dużo czasu, jednak Duszek zauważył, że przez ten czas udało mu się trochę urosnąć, a jego pulchność zaniknęła, co było też pewnie spowodowane przez to, że Duszek omijał posiłki, nie chcąc jeść tych króliczych bobków tak litościwie dawanych im przez Dwunogów. 
 Buro-biały kocurek zastanawiał się nad różnymi sposobami, dzięki którym mógłby urosnąć szybciej, nabrać na sile lub być bardziej odpornym na zimno. Z tego rozmyślania wyrwał go głos Jerzyka, który szedł zaraz przed nim. Spojrzał w górę na buraska i wysłuchał co miał do powiedzenia. Gdy ten skończył, patrzył na niego przez chwilę i zastanawiał się co powiedzieć. 
- Ja... Eh, no, ja wiem o tym.. Ale, wtedy, jak rozmawialiśmy, ja miałem na myśli to, że zwyczajnie... Mam wrażenie, że jestem za słaby, za mały i że nie ukończę szkolenia. Nie chcę robić z siebie ofiary losu. - Kociak spuścił wzrok na łapy w zawstydzeniu, że mówi coś takiego. To było pewnie żałosne. 
 Jerzyk wpatrzył się w niego z lekkim niedowierzeniem.
- Duszek, co ty za bzdury wygadujesz! - wykrzyknął - Przecież dobrze ci idzie trening. Ukończysz go raz dwa, niczym się nie martw. - Jerzyk nie mógł uwierzyć, że młodszy kocurek mógłby w ogóle myśleć, że miałby nie ukończyć treningu, nie było do tego powodu.
 Kocurek popatrzył na Jerzyka z dużymi żółtymi oczami. Dziwnie miło zrobiło mu się od tych słów, ale nie wiedział co na nie odpowiedzieć. Tak jakby mu mowę odebrało. 
- Ja.. Ermmm, dziękuję. - Odparł cicho, brzmiało to trochę jakby się zawstydził słowami Jerzyka, ale w końcu słowa od kogoś takiego jak on były istotne. Bez znaczenia na wszystko to Jerzyk był takim trochę idolem Duszka (czego by nie przyznał).

<Mój bury idolu?>
[295 słów]
[Przyznano 6%]

16 października 2023

Od Jerzyka CD. Duszka

 Myślał, że znalazł kompana do zabawy, a tu proszę, Duszek nie chciał się z nim bawić. Nawet jeśli był tym całym pieszczochem, które całe dnie spędzały na leżeniu, zabawach i byciu głaskanym przez tych swoich wyprostowanych. Rozczarowany postawą kociaka klapnął sobie na ziemi, garbiąc się. Mocniej zacisnął zęby na patyku.
— Jesteś Jerzyk, co nie? 
— Yhm! — Upuścił patyk. — Tak. Jestem Jerzyk, syn Jeżyk, członek Kamiennej Sekty. — przedstawił się oficjalnie, tak jak miał w zwyczaju przedstawiać się obcym. Czy też raczej nie miał, bo najczęściej kończyło się na wyzwiskach i przeganianiu obcych samotników. Jednak dla syna pieszczoszki, u której pomieszkiwali postanowił zrobić wyjątek i być miły. Musiał, a poza tym nie czuł potrzeby przeganiania małego kociaka — Bardzo możliwe, że to ja w przyszłości zostanę Kamiennym Szamanem, wiesz? — dodał, a jego ogon podrygiwał radośnie na dźwięk własnych słów. Był największy i najsilniejszy, więc na pewno Skowronek weźmie go pod uwagę przy wyborze swojego następcy.
Bury wpatrywał się tępo w Jerzyka, najpewniej starając się przetworzyć zasłyszaną informację.
— Kim zostaniesz?
— No Kamiennym Szamanem, przywódcą grupy. — wytłumaczył będąc zaskoczony tym, że kocur nie wiedział takich rzeczy. W końcu dla Jerzyka to była podstawowa informacja. — A ty już wiesz kim chcesz być w przyszłości? Bo jak nie, to może dołączysz do nas i też będziesz czcił kamienie? — wyszczerzył się, mama na pewno byłaby z niego dumna, że udało mu się zwerbować kolejengo członka do ich grupy
Kociak przez chwilę spojrzał na starszego buraska, lekko jak na jakiegoś nienormalnego umysłowo kota, ale po chwili jego wzrok wrócił do normalnego i spokojnego stanu. Patrzył chwilę w górę, na kocurka.
— Nie jestem pewien, czy czczenie kamieni jest moim marzeniem... Szczerze uważam, że jest to dość głupie, ale w końcu to nie moja sprawa... — Duszek przerwał na chwilę, zastanawiając się co dalej powiedzieć — Nie wiem kim chcę zostać w przyszłości. Gdy będę dorosły, chciałbym po prostu mieć spokojne życie, gdzieś w spokojnym miejscu.. Albo nawet mieć spokojne życie z kimś... — przerwał na chwilę, gdy zapatrzył się w swoje łapy.
— Spokojne życie? Czyli co, chcesz być do końca życia pieszczochem? Nudy! — prychnął naburmuszony, że Duszek uważał ich wiarę za głupią. Gdyby Duszek był obcym kotem, to by mu pokazał jak to się kończy, gdy ktoś uważa wiarę w kamienie za głupotę — Życie ci całe przeleci przez łapy i nim się zorientujesz będziesz martwy. Ale jak uważasz. Jak ci się zachce dołączyć do nas, to wiesz co robić. Wystarczy jak zagadasz do mnie, albo reszty mojej rodziny.
— ... kiedy ja wcale nie chcę być pieszczochem.. Właśnie wcale nie chcę. Ja chcę żyć spokojnie na wolności! A z resztą... bez znaczenia. Ty urodziłeś się na wolności i zawsze tak zostanie. Ja czasem mam wrażenie, że nie ważne ile bym próbował i tak nadal będę piecuchem... — Duszek strzepnął ogonem rozdrażniony i obrócił się na pięcie, aby odejść od burego kocurka. 
Nie rozumiał burego pieszczocha. Skoro nie chciał być pieszczochem, to wcale nim nie musiał być. To była jego decyzja co zrobi, jak już będzie dorosły. I nikt z jego rodziny wcale nie mógł mu zabronić być samotnikiem.
— Ej...ale wiesz, że... — nie dokończył. Nie udało mu się zatrzymać kocurka.
Pulsujący ból przeszył jego ciałko, kiedy to Pliszka uderzyła go kijkiem. Jeszcze chwilę temu to on chciał tak uderzać i ganiać syna Cynamonki. Cętkowana wypuściła z pyszczka gałąź, powoli zaczęła się wycofywać do tyłu. 
Zdawała sobie sprawę, że przeholowała i to mocno. Nie tylko przeszkodziła mu w rozmowie, ale w dodatku zraniła go. Czuł jak na samym czubku głowy rośnie mu guz.

***

Przeciskali się przez śnieżny tunel, który przygotowała dla nich z samego rana Skowronek. Kolejny raz miał trenować wraz z siostrą oraz z dziećmi pieszczoszki. Szli gęsiego, jeden za drugim. Na przodzie znajdowała się Cynia. Za nią czołgał się sam Jerzyk, za którym szedł Duszek i na samym końcu Miedź. Z każdym kolejnym treningiem kocurek czuł się pewniejszy siebie, wiedząc, że jeszcze trochę, a zostanie mianowany na wojownika. Lepszej mentorki nie mógł sobie wymarzyć, była nią sama Kamienna Szamanka.
— Ej, Duszek... — zagadnął kocurka, który znajdował się tuż za nim — Pytanko mam do ciebie. Wciąż nie chcesz być pieszczochem? Bo wiesz, to że z nami ćwiczysz może ci pomóc przestać nim być. Jak skończysz szkolenie to możesz żyć na ulicy i nikt ci tego nie zabroni, nawet twoja mama. 

<Duszku?>
[702 słów]
[Przyznano 14%]

24 września 2023

Od Duszka CD. Jerzyka

 Ten to zapatrzył się na niego, z jego żółto szarawymi jeszcze, trójkątnymi oczami, jakby ducha zobaczył. Albo nie mógł odwrócić wzroku od jakże wielce przystojnego Jerzyka. Jego wyraz twarzy był spokojny, wręcz bez emocji. Szczerze mówiąc to chciał się odezwać już gdy tylko Jerzyk wypowiedział pierwsze słowa, jednak nie zdążył, jako iż duży, bury kociak mówił za szybko i Duszek nie nadążał. 
Nie zareagował on też, gdy większy kocurek go trącił łapą. Kiedy usłyszał kolejne słowa o grze, zirytował się w środku. Nie zamierzał biegać. Nie chciał grać w gry. Wolał pogadać. Ale Jerzyk wyglądał na tym kota który woli skakać i biegać, a w dodatku nie dał mu nawet nic powiedzieć i teraz każe mu uciekać. No chyba nie.
- Gadasz tak szybko, że nie mogę dojść do słowa. - Odrzekł cicho, nie zamierzając wstawać. - Nie będę uciekać, bo masz dłuższe nogi i szybko mnie dogonisz. Nie ma to sensu, szczególnie, że gdy już pacniesz mnie tym badylem, będzie mnie to boleć a ty będziesz rozczarowany, że nie da się ze mną bawić... - Dodał po chwili, patrząc z dołu na kocurka. Potrząsnął głową, strzepując źdźbła trawy z jego głowy, po czym podniósł się do pozycji siedzącej, w której zauważył, że nadal był niższy od kota. Zapewne nawet gdyby wstał na równe nogi, nadal byłby niższy. Może by musiał na dwie łapy stanąć żeby był wielkości Jerzyka. Być może, a raczej na pewno tak. Zastanawiał się, czy też będzie taki wysoki za niedługo, a nawet imponowało mu to, że starsze kocię było tak duże. Kalkulował w głowie, że i tak czy siak będzie niższy od niego, ponieważ Jerzyk był wyższy nawet od jego rodzeństwa i rodzeństwa Duszka. Na pewno będzie wyższy od Cynamonki gdy dorośnie. Może Duszek też będzie wyższy od matki!
- Jesteś Jerzyk, co nie? - Zapytał po chwili, ignorując to, że ten chciał się bawić. Najpierw chciał się czegoś dowiedzieć, a może jeśli Jerzyk go przekona to mogliby się pobawić w coś, w czym Duszek nie będzie musiał czuć się gorszy lub po prostu zostać wyśmianym przez starszego kociaka. Nie chciał wyjść na słabego lub małego lub głupiego albo nic nie potrafiącego.. Jak na przykład Lilia...

<Jerzyku? Nie będzie bonga w łep>

23 września 2023

Od Jerzyka CD. Duszka

 Bawił się ze swoją siostrą, raz za razem skacząc na nią i wywracając na ziemię. Był za bardzo pochłonięty walka, by zwrócić uwagę na pewne kocię, które im się przyglądało. W końcu lada dzień mama pozwoli im rozpocząć szkolenie. A Jerzyk już się nie mógł doczekać tego dnia. Chciał pokazać matce, że jest pilny i raz dwa opanuje podstawy walki czy tropienia. Bo o ich wierzę to już dużo umiał 
— No przyznaj, że przegrałaś siostrzyczko. Kotki z kocurami to żadnych szans nie mają. — wymamrotał gryząc siostrę za jej wywinięte uszko, które w przeciwieństwie do uszu kocurka było pozbawione pędzelków — Poddaj się, a cię puszczę!
Ugryzienie nie było wcale mocne, a walka w końcu była na niby. Nie mógł pozwolić, aby jego jednej z siostrzyczek coś złego się stało, a jednak chciał pokazać jej, że jako kocur i do tego sporych rozmiarów jest silniejszy.
— Nigdy! — Usłyszał w odpowiedzi.
Cynia za żadne skarby nie chciała się poddać, co nie podobało się kocurkowi. Jeszcze chwilę ją będzie tak tarmosił za ucho, to naprawdę je oderwie. Puścił ją.
Wywrócił oczami będąc rozczarowany zachowaniem siostry. Kotki. Niby delikatne stworzenia, a jednak były tak cholernie zawzięte jak chyba żadne stworzenie. Przyglądał się jak szynszylowa rozmasowuje swoje ucho, wyzywając pod nosem swego brata. A Jerzykowi z pyska nie schodził uśmiech. 
— Oj Cyniu, moja siostrzyczko przekochana, musisz jeszcze sporo poćwiczyć, jak chcesz mieć ze mną szansę! 
Może i się poddał, odpuścił, ale wygrał. Mama na pewno by po pochwaliła za jego umiejętności.
Pragnąc atencji i uwagi rodzicielki zaczął się rozglądać po ogródku. Nie dostrzegł jej, ale za to dostrzegł ruch źdźbeł trawy. Pliszka właśnie dawała kuksańce Goshenit, więc żadne z nich nie mogło się w niej chować.
Przyczaił się po czym powoli ruszyła w kierunku trawy, w której dostrzegł ruch. Zbliżył się na tyle, by dostrzec kociaka młodszego od siebie wylegiwującego się pośród źdźbeł. Nachylił się do niego pyskiem mrużąc oczy. No tak, jedno z tych szóstki pieszczochów. Na całe szczęście szło ich rozróżnić, bo każde było inne. 
— Witaj, mój mały kolego. Widzę, że i ty też nie lubisz siedzieć w zamknięciu jak reszta twojego rodzeństwa — podjął uśmiechając się do kocurka — Nie powinieneś opuszczać swojego gniazda. Ledwo cię widziałem w tej trawie i o mały włos na tobie nie usiadłem! Zostałby z ciebie placek, a wtedy miałbym przechlapane... — Położył po sobie uszy, matka to by go chyba sprała, gdyby zgniótł tyłkiem kociaka pieszczoszki, u której mogli pomieszkiwać. — Te, głuchy jesteś, niemy czy co? Myszy ci język odgryzły? — szturchnął dość mocno kocurka wywalając go na bok będąc zirytowany, że młodsze kocię jedyne co robiło to się na niego patrzyło 
Trzeba było rozruszać tę bandę pieszczochów. Bo jeszcze parę księżyców, a będą tam krągłe jak ich matka, gdy w ciąży była. Nie czekając na odpowiedź młodziaka, pochwycił w zęby patyk, którym jakiś czas wcześniej bawił się z siostrami.
— Bawimy się. Ty uciekasz, ja gonię. Żebym to ja wygrał to muszę cię uderzyć w głowę, o tym patykiem. 3... 2... 1... Start!

<Duszku? Uciekaj bo bong dostaniesz>

22 września 2023

Od Duszka do Jerzyka

 Ahhh, tak. Duszek w końcu po raz pierwszy mógł wyjść na zewnątrz. Dosłownie chwilkę temu skończył rozmowę z jego matką, Cynamonką, o tym czy może w końcu wyjść na zewnątrz. W końcu podał jej bardzo dobre argumenty na to - Był cały czas grzeczny i nie zrzucał ze stołów rzeczy tak jak robiła to na przykład Kremówka. Nie jadł też za dużo ani za mało, nie wyżerał ani nie żebrał jedzenia dwunożnych. Nie wchodził na żadne stoły, nie dziurawił kanapy... Krótko mówiąc zrobił matce całą rozprawkę na temat tego, że był grzeczny. Oczywiście była to część jego sekretnej taktyki manipulacji, która zmusza kota do zgodzenia się, żeby nie musieć słuchać jego gawędzenia. Tak też zrobiła Cynamonka, która nie wysłuchała całości jego wypowiedzi, zamiast tego szybko mu powiedziała, żeby już szedł jak chce zanim zmieni zdanie. 
Teraz Duszek zadowolony szedł z podniesionym krótkim ogonkiem w stronę wielkich szklanych drzwi które prowadziły na taras. Szybko potruchtał na swoich króciutkich jeszcze łapeczkach i wyszedł. Rozglądał się dookoła z wielkimi oczami, aż przyzwyczaił się do jasności od słońca. Gdy jego małe, szarawo-żółte oczka w końcu się przyzwyczaiły, zbiegł z drewnianej podkładki po schodach, nieomal robiąc pokaźnego fikołka w przód. Gdy zszedł z ostatniego schodka, zauważył kociaki bawiące się w krzakach. Musiał być to ten... Jerzyk? I Cynia, może. Nie był pewien co do drugiego kociaka. Była to na pewno kotka. Oboje bawili się w udawaną walkę. Duszek natomiast obserwował z daleka. Chciał podejść, ale to nie było w jego stylu. Poza tym nie znał ich, a wstydził się też podejść i zapytać o cokolwiek. No cóż, Duszek nie był tak odważny na jakiego wyglądał. Po prostu jest nieśmiały. 
Z tego powodu zamiast podejść, postanowił zrobić sobie gniazdo w miejscu gdzie jest wyższa trawa i położyć się w słońcu, aby móc obserwować kociaki z daleka. Miał nadzieję, że nie podejdą do niego a jednocześnie chciałby, aby tak zrobiły. Zastanawiał się dlaczego jego odczucia zawsze musiały być takie niezgodne. Jakby nie mógł po prostu zdecydować się na jedną rzecz - To było naprawdę irytujące!

<Jerzyku? Chcesz poderwać naszego tsundere Duszka?>