– Migocząca Łapo, mówiłeś, że umiesz wyciągać kleszcze. Na pewno to wcześniej robiłeś?
Kocur się lekko zezłościł.
– Oczywiście, że to wcześniej robiłem! – oburzył się.
– W takim razie czemu tak zareagowałeś?
– Ponieważ… – Kocur próbował znaleźć jak najmniej upokarzającą odpowiedź. – Jakieś zepsute to musi być, jakieś takie… gęste i w ogóle.
– To nie możliwe, to najnowsza partia. Zobaczę… – zastanowiła się, czy nie zrobił jakiegoś głupiego psikusa, ale nie zrobiłby tego w towarzystwie tak zwanych kotów trzecich.
– Jest idealnej konsystencji i świeżości. Wiem, że to nie zapach kwiatów, ale jeżeli nie zajmiemy się kleszczami, mogą zrobić krzywdę starszym. Proszę, wróć do pracy.
Migocząca Łapa zastanowił się, co zrobić, fuknął i z obrzydzeniem zamoczył mech w żółtej, źle pachnącej cieczy.
~*~
Skończyli. Żaden kleszcz (przynajmniej u Rozświetlonej Skóry i Mniszkowego Nektaru, gdyż wątpiła w to, że kocurek dogłębnie obejrzał Wieczne Zaćmienie) się nie mógł uchować. Niebieski point wyszedł z legowiska starszyzny, naburmuszony. Ćmia Łapa miała nadzieję, że poszło mu w pięty i chociaż trochę ostudzi to jego wredną naturę.
– Chwaście, jeszcze się policzymy.
– A myślałam, że chociaż z tego wyciągniesz lekcję. No ale trudno, dzięki za twoją “pomoc”. Na razie, ego topie! – odmruknęła i poszła do legowiska medyka.
W środku czekały na nią medyczki opiekujące się jej bratem, Firletkową Łapą.
– Witajcie, Jagnięcy Ukłonie i Księżycowa Aldrowando! – przywitała się. – Co u Firletkowej Łapy?
– Coraz lepiej. Pamięta coraz więcej, ale wybudzony jest bardzo przewrażliwiony. Obawiam się, że to może być nie szok, a uszkodzenie pamięci – miauknęła mentorka. – Idź z nim porozmawiać, to mu pomoże.
Młodsza kremowa kiwnęła głową i poszła do niebieskiego. Kocurek leżał w kłębku, a jego bok się unosił i opadał. Gdy podeszła bliżej, kocur podniósł głowę i z zaspanymi oczami popatrzył się na kotkę.
– Siostra? Ćmia Łapa? – mruknął.
Kremowej oczy się zaświeciły szczęściem i wzruszeniem.
– Tak! To ja! Siostra! Ćmia Łapa!
– Ach… – mruknął spokojnie.
– Jak się czujesz? – zapytała.
– Moja łapa… boli. Zły ten kot.
– Jaki kot? – zastrzygła uszami.
– Co mi to zrobił… jak spałem… zły… niedobry…
Kremowa machnęła swym małym ogonkiem w kształcie piórka.
– Firletkowa Łapo, nikt ci tego nie zrobił. Spadłeś z klifu.
– Co? Nie! To był kot… kot! Jak spałem… zrobił mi to!
– Bracie, łapę straciłeś przez wypadek! Z klifu spadłeś!
– WCALE NIE! – zapiszczał. – Tak nie było!
– Dobrze, już dobrze… – uspokoiła go. – Chcesz, abym opowiedziała ci o naszych czasach kocięcych?
– Tak! Proszę! – mruknął.
– A więc, oprócz mnie, mamy i taty masz jeszcze dwie siostry: Mysikróliczą Łapę i Słonkową Łapę. Kiedy byliśmy jeszcze w żłobku, razem się bawiliśmy, śmialiśmy i rozrabialiśmy. Nasza mama mówiła nam wiele świetnych historii, również o ptakach i jak nas wspierają…
Klasyczna opowiadała zielonookiemu powoli i dokładnie różne sytuacje z ich życia, czasami nawet się śmiał, czasami się denerwował, a czasami słuchał jak nawiedzony przez Klan Gwiazdy.
– Później cię przestraszyłam i…
– Ćmia Łapo, Jagnięcy Ukłon cię woła – rzekła zza roślinnej kurtyny Księżycowa Aldrowanda.
– Już idę! – odpowiedziała i wstała.
– Nie! Zostań! Zostań! – Firletka chciał ją zatrzymać amputowaną łapą.
– Nie martw się, Firletkowa Łapo. Później znów do ciebie przyjdę i poopowiadam ci więcej, dobrze?
– Dobrze… – mruknął.
– Pa! – pożegnała się.
– Pa! – odpowiedział.
~*~
Ćmia Łapa wróciła z uzupełniania magazynu. Dzień powoli dobiegał końca, ale nie obyło się bez afer, przy wejściu do legowiska uczniów. Wodospad wszystko zagłuszał, a więc podeszła bliżej. Całe legowisko było puste, pewnie inni uczniowie poszli na treningi... W środku byli tylko Migocząca Łapa i Mysikrólicza Łapa.
– Wzięłaś MOJĄ nornicę. Wiesz, jak ciężko jest zdobyć tak pulchną zwierzynę w czasie Pory Opadających Liści?
– Ale zwierzyna się tuczy na Porę Nagich Drzew. Jest jeszcze dużo zwierzyny, a w dodatku nie pachniała tobą!
– Oddaj mi tę nornicę! – zażądał.
– Nie! Była na stercie i ja ją sobie wzięłam!
– Powiedziałem, oddaj! – Wysunął pazury i otworzył złowieszczo pysk. Szylkretka położyła po sobie uszy.
– Hej! Co robisz? – krzyknęła Ćmia Łapa.
– Nic, w co mogłabyś znowu wsunąć swój wścibski nos, chwaście – warknął.
– Ciebie również mi miło widzieć, Migocie – rzekła ironicznie. – Czemu dokuczasz Mysikróliczej Łapie?
– Gdyż ukradła moją nornicę, która właśnie należy do mnie. Złodziej!
– A niby jakim prawem? Odłożyłeś ją gdzieś na bok!
Mysikrólicza Łapa zmarszczyła brwi, a futro wzdłuż jej karku się uniosło.
– Ona była na stercie, kłamco! – odbiła piłeczkę, obnażając kły w grymasie.
– A upolowałeś ją chociaż? – zapytała się kremowa Migoczącej Łapy.
– Eee… nie, ale nie ma już żadnej jadalnej zwierzyny, a ja nie będę jeść jakiegoś paskudztwa!
Ćma nie wierzyła własnym uszom. Ten kocur doprowadzał ją czasami do szału.
<Migot?>
[745 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz