BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różana Przełęcz x Tygrysia Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różana Przełęcz x Tygrysia Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

20 sierpnia 2023

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Różanej Przełęczy

W pełni rozumiała postawę Różanej Przełęczy. Nie miała żadnych pretensji do jej prośby o przerwę od obowiązków, bowiem po ujrzeniu na środku obozu zmaltretowane ciało jednej z lepszych wojowniczek, i ją samą ścisnęła za żołądek.
A przecież Czajka była siostrą Róży, więc szylkretka tę stratę odczuła o wiele mocniej. Tym bardziej że jej rodzeństwo od dłuższego czasu miało nieciekawą historię. Węgielek zginął tragicznie zamordowany, Pasikonik zniknęła już jakiś czas temu, a teraz zadziało się... to.
— A więc zamieniam się w słuch, moja niezastąpiona zastępczyni — rzekła, uśmiechając się łagodnie, aby choć odrobinę zejść z tej ciężkiej atmosfery, jaka panowała w klanie od dłuższego czasu.
Szylkretka zaczerpnęła głębszego oddechu. Świst umykający z jej nozdrzy przerwał chwilową ciszę, zwiastując napływ kolejnych słów.
— Bezpieczeństwo — rzuciła. — To jest teraz nasz priorytet. Musimy zadbać o to, by nikt więcej nie doznał krzywdy. Zacznijmy od obozu. Mam wrażenie, że jesteśmy dosyć mocno na widoku. Plus pamiętajmy, że Klan Wilka wie, w którym punkcie naszych terenów śpimy — dodała.
— Dlatego mamy nocne straże. Przeniesienie się w inne miejsce byłoby trudne, aczkolwiek rozsądne. Rozpatrzymy ten problem później, kontynuuj swoją przewodnią myśl — poleciła.
Brązowe ślepia zniknęły na moment za ciemnymi powiekami, a potem, wypełnione powagą, zawiesiły swe spojrzenie na niej.
— Tu jest naprawdę wiele do zrobienia.

***

Przegadała z Różaną Przełęczą niemalże cały dzień. W życiu Tygrys nie usłyszała tyle możliwości na ogrodzenie obozu, byleby żaden wróg się do nich nie przedostał. I choć sprawa była poważna, uśmiech pchał jej się na pysk, słysząc determinację w głosie kotki.
Poniekąd pewnie kierowała nią gorycz po stracie siostry. Czajkowe Zaćmienie zasłużyła na spokojną emeryturę, a niewiadomego pochodzenia byt postanowił uniemożliwić jej osiągnięcia tego.
Ruda chciała jak najlepiej dla klanu, ale wiedziała, że nie ma już tak żwawo myślącego umysłu co kiedyś. Róża przerastała ją swoimi pomysłami, a ona po prostu się na wszystko godziła, ewentualnie wypominając kotce potencjalne wady jej planów, aby przy realizacji wzięła je pod uwagę.
Oddawała coraz więcej w jej łapy. Miała już pewność, że szylkretka jest na wszystko gotowa.

***

Ta noc była ostatnią, którą spędziła w fizycznej powłoce. Połowy nie przespała, rozmyślając nad tym, co ją czeka następnego dnia. Powinna odwiedzić syna, powinna porozmawiać trochę z córką. Bycie liderką to jedno, ale jako matka również musiała się wykazać.
Jej powieki były wyjątkowo ciężkie. Otwarcie oczu zajęło jej sporo czasu, a gdy to się stało, jasność wypełniła otaczającą ją przestrzeń. Nie czuła jednak bólu.
Dookoła niej mignęły kocie sylwetki. Niewyraźne, jakby przezroczyste.
Sama czuła się wyjątkowo lekka. Pierwszy raz od dawna wstała bez bólu w którejkolwiek z kości. Jakby znowu była młoda. To było wyjątkowo przyjemne.
W końcu obraz jej się wyostrzył. Rozpoznała stojące przed nią koty.
Topaz.
Topaz tu był, tak jak obiecał jej w dniu, w którym otrzymała życia.
Najpierw uznała to za sen, a dopiero dłuższa chwila uświadomiła ją, że wcale nie śpi.
Umarła. Zwyczajnie jej żywot skończył się, choć wcale nie czuła się taka stara. Najpewniej świat uznał, że już wystarczająco zdziałała dla klanu.
Pogodziła się z tym, że to koniec. Co prawda czuła, że na ziemi wciąż pozostawiła wiele niedokończonych spraw. Jej dzieci były dorosłe, jednak... Jelonek wciąż nie był sobą, a z Diament jej relacje ostatnimi czasy wydawały się pogorszyć.
Nie była usatysfakcjonowana z tego, jak spędziła swoje życie. Popełniła masę błędów, aczkolwiek czasu nie mogła cofnąć. Już tam nie wróci.

06 sierpnia 2023

Od Różanej Przełęczy CD. Tygrysiej Gwiazdy



Ogon Róży chodził na boki, jednak na pysku panował spokój, który po chwili przeobraził się w dziwnego rodzaju, zwycięski, lekki uśmiech. Jakby coś kombinowała. 
- Wiesz co jest dobrego w posiadaniu dzieci, Tygrysia Gwiazdo? - pyta, patrząc rudej kotce w oczy - Są świetnymi donosicielami. To już nie tylko moja intuicja po tym, jak córka Leśnego Pożaru, który pozwól, że przypomnę czyją ma krew i gdzie się znalazł podczas okupacji przez Wilczaków i jeszcze jakimś cudem przyprowadził do klanu zupełnie rudą kotkę, spytała mnie o to, czy moje kocięta będą rude, z całkiem sporą powagą na pysku. Może do nas zachowują się miło, Zięba jako współklanowiczka nie ma sobie nic do zarzucenia, jednak chowamy w obozie rasistów, Tygrys. Nie mam ochoty, by powtórzyła się sytuacja z manipulacją, jak to miało miejsce ze Zwęglonym Kamieniem, Piaskowa Gwiazda zbyt wiele namieszała w życiu moim i mojego rodzeństwa, żebym to dalej tolerowała, szczególnie, że mają bezpośredni kontakt z moimi kociętami. - Tu przerwała, wzięła oddech i umilkła na moment, zanim wzięła się do kontynuowania - Dlatego mam propozycję. Nie zdążyłam jeszcze tego zrobić, gdyż potrzebowałam twojej wiedzy i zgody. Chcę podejść do każdego nie rudego w obozie i dopytać o zachowanie dzieci Zięby, również z prośbą, by zgłaszali wszelkie nieodpowiednie zachowanie. Poproszę o to również zaufane koty. Co o tym myślisz? Przez całą wypowiedź Róży na pysku liderki malowało się skupienie. Wytrwale czekała do końca, aż nie padnie jakieś pytanie. 
- Rozumiem twoje zmartwienia i obawy. W żadnym stopniu nie chciałabym powtórki z tego, co było, albo upokorzenia którejkolwiek ze stron. Mam wrażenie, że znowu popadamy w skrajność. Po raz kolejny używamy zwrotów rudzi i nierudzi, nie tak powinno to wyglądać - westchnęła, pochylając lekko głowę i kręcąc nią na boki z rezygnacją. - Zgodzę się na twój plan, tylko dlatego, że Zięba wciąż jest dla nas niczym nieznajome, od razu po dołączeniu do nas utknęła w żłobku i nie miałam nawet okazji przyjrzeć się jej codziennemu zachowaniu, tak, jak było chociażby przy Powiewie. Nie będę cię okłamywała, nie ufam jej, głównie przez jej powiązanie z Leśnym Pożarem. Proszę cię jednak Różana Przełęczo, byś po tym wszystkim ograniczyła stosowanie poprzez słownictwo podziałów. Wszyscy jesteśmy Burzakami, stanowimy jedną społeczność. Nie chcę, by pod moją kadencją, na nowo rozpętało się piekło. Róża słuchała spokojnie słów przywódczyni, z każdym słowem się powoli, mało bo mało, ale uspakajając. Być może zastępczyni była już przewrażliwiona na pewnych punktach, jednak sama sobie nie zamierzała tego przyznać. Ostrożności nigdy za wiele. Poza tym, uświadomiła sobie pewną słabość Tygrysiej Gwiazdy. Co prawda już wcześniej o tym wiedziała, jednak teraz mogła to śmiało przyznać w myślach. Tygrys była zbyt naiwna. Za bardzo wierzyła, że niektóre problemy można rozwiązać pokojowo. Może to i dobrze. Może nie powinna brudzić sobie łap. Wystarczy, że Róża to zrobi. 
- Dziękuję, Tygrysia Gwiazdo, postaram się. - miauknęła z wyczuwalną ulgą w głosie- Jednak jeśli pozwolisz - Tu przerwała, szykując się na wypowiedzenie kolejnych słów - Mam do ciebie jeszcze dwie sprawy, jedną mniej przyjemną. Lub też prośbę, obojętność interpretacji. Czy mogłabyś jeszcze rozpatrzyć, by nie przydzielać dla dzieci Zięby mentorów o wiadomym kolorze futra? I najlepiej by był to ktoś, komu ufasz. Naprawdę nie chcę by wyszło to wszystko poza kontrolę. A co do moich kociąt, cóż. Jest to już bardziej personalnie, jednak chciałabym dostać pod opiekę któreś z nich. Najchętniej wyszkoliłabym wszystkich, jednak zdaję sobie sprawę, że to niemożliwe. Szczególnie martwi mnie Stokrotka i Szept. O ile przy tym drugim jest sprawa wiadoma i naprawdę nie wiem co w niego wstąpiło, powinien lepiej panować nad emocjami. - Wtrąciła, słowa kierując bardziej do siebie, aniżeli do Tygrys - To nie boję się o to, jak sobie poradzi podczas treningu, chociaż obawiam się, że wejdzie mentorowi na głowę, tak jego siostra wydaje się być inną osobowością i... uważam, że powinna dostać kogoś, kto wzmocni jej pewność siebie - Zamilkła na dłuższą chwilę, dając sobie czas na przełknięcie śliny. Naprawdę wypowiadanie zbyt wielu słów okropnie działało na jej gardło, które czuła, jak powoli chrypnie. - No i druga, ostatnia sprawa. Chciałabym cię poinformować o gotowości Powiewa by zostać wojownikiem. Tygrys skinęła głową. 
- W takim razie po kolei. - Zaczerpnęła ze świstem oddech. -  Powierzę ich pod zaufane łapy, z uwagi na to, że są dziećmi samotniczki i Leśnego Pożara, który mimo wszystko zniknął z naszego klanu w najgorszym dla niego momencie. Nie z uwagi na kolor ich futra, a na niewiadome pochodzenie ich matki i brak zaufania wobec jej metod wychowawczych. Dla twoich dzieci też zapewnię jak najlepszych mentorów, jeśli siły mi pozwolą, sama wezmę nad kimś pieczę - zapewniła. - A co do Powiewa, to tak też myślałam, że jest już gotowy, ale wolałam poczekać na twój werdykt. Przy następnym świcie mianuję go.
- Rozumiem, dziękuję - miauknęła, ciesząc się, że jej propozycja przeszła. Najpewniej nie było to całkowite zrealizowanie tego co chciała, jednak wątpiła, by Tygrysia Gwiazda popierała niektóre z metod i myśli które miała na wiele tematów. 
- Powiew na pewno się ucieszy, truł mi tym głowę już od dłuższego czasu, chociaż nadal nie wierzę, że się na to godzę - mruknęła, przyznając miękko jakąś swoją słabość, z której nie była zadowolona - I jestem pewna, że moje kocięta trafią w dobre łapy, szczególnie z tobą na miejscu mentora u któregoś z nich - Dokończyła, nieco zniżając głowę w wyrazie szacunku.

‧▪꙳◈◃♦――♜――♦▹◈꙳▪‧

Czajka zniknęła. Siostra była dorosła i odpowiedzialna, jednak takie znikanie w tych czasach nie było dobre. Ba! W jakich czasach, ciągle nie było dobre! Była ostatnią, która została z jej rodzeństwa. Węgielek zginął z łap plugawego przybłędy a Pasikonik zniknęła gdzieś bez śladu. Nic więc dziwnego, że Róża chodziła poddenerwowana, a mogli to poczuć nie tylko bliższe jej koty, jednak nawet ci którzy mieli wystarczająco dobry wzrok i czas, by zerknąć na moment w stronę zastępczyni, wydającej się być bardziej chłodną i zabieganą niż zazwyczaj. Ciągle gdzieś znikała, w żłobku było jej mało, a gdy wracała zazwyczaj robiła to co miała zrobić, chodziła na krótkie, przerywane drzemki i znów wstawała. Niezbyt zdrowy tryb życia jedynie wzmógł zdenerwowanie. Na nic zdało się znalezienie prawie nie wyczuwalnego zapachu krwi na granicy z klanem wilka. Śnieg zakrywał trop, a krew mogła równie dobrze należeć do złowionej przez kogoś zwierzyny. Co prawda wypytała wszystkich o to, jednak albo zaprzeczali by tam polowali, albo nie pamiętali. Więc mogło to być cokolwiek. Krew zwierzyny upolowanej przez Burzaków, przez Wilczaków, ranna sarna, samotnik. Wszystko jednak przysypał śnieg, a jakikolwiek trop był trudny do rozpoznania. Granica Klanu Wilka po prostu śmierdziała klanem wilka, nic szczególnego. To natomiast, co przyszło potem, zmusiło Różę do wycofania się z obowiązków zastępcy na kilka krótkich dni, więc Tygrys miała trochę więcej zajęć. Któryś z wojowników przywlekł do obozu przemoczone, poranione ciało Czajki. Podobno zahaczyło o jakąś gałąź w rzece, a zaalarmowany wojak postanowił sprawdzić czemu coś barwnego i puchatego unosi się na wodzie. Musiało być to jednak niezbyt przyjemne odkrycie, prawda? Róża akurat była poza obozem, kiedy jeden z wojowników został wysłany, by o wszystkim ją powiadomić. Usłyszeć coś takiego od kogoś innego to jedno, ale zobaczyć na własne oczy? Gdy tylko przekroczyła granicę obozu, jej oczom ukazało się przemoknięte futro. 
Czajka! 
Zastępczyni podbiegła do leżącego na środku obozu ciała. Wyciągnęła jedną z łap, by szturchnąć mokre futro, jednak zatrzymała się w połowie, “zaciskając” łapę z wysuniętymi pazurami, zaraz potem odkładając ją na ziemię. 
- Kto to zrobił! - Pyta surowo, rozglądając się dookoła na równie zdezorientowane koty co ona. Miała dość patrzenia na martwych członków rodziny. Czemu musiało jej się to przytrafić? Czemu nie mogła zdechnąć zamiast niej Wilcza Zamieć? Czemu szara tak długo się trzymała, kiedy kocięta które spłodziła padają jak muchy? Starucha powinna oddać swoje życie, zamiast Czajki. To ją powinni znaleźć unoszącą się na wodzie. 
- Znaleźliśmy ją w rzece obok Przybrzeżnego Oka. Wygląda, jakby prąd ją tam przyniósł… - odezwał się trochę niepewnie jeden z wojowników po chwili ciszy, jednak Róża nie specjalnie zdawała się słuchać. Jakby słowa do niej nie docierały, a jedyne co próbowała, to rozpoznać ślady na ciele Czajki. Nie wyglądało na żadnego rodzaju ptaka. Bardziej jak na coś psowatego lub drugiego kota… lecz czy po spotkaniu z lisem zostałoby z niej aż tyle? A z psem? Gdzieś z tyłu mogła dosłyszeć znajome kroki Powiewu, który zaalarmowany opuścił żłobek. Nie specjalnie się tym przejmowała, niech smrody robią co chcą, nie muszą mieć opieki 24/7. Lilowy kocur zdawało się, że chciał podejść i pocieszyć calico, jednak ta gdy tylko poczuła zbliżającą się głowę partnera, natychmiast zjeżyła sierść ostrzegawczo, przez co ten bez słowa się cofnął siadając po prostu w pewnej odległości obok. Nie chciała pocieszenia, nie chciała, by ktokolwiek ją dotykał. Jedyne co miała przed oczami, to łamigłówkę którą musiała rozwiązać. Nie mogła pozwolić, by żal ścisnął jej gardło, by przejął nad nią kontrolę. Wystarczyło zobaczyć szok, malujący się na pyskach siostrzeńców. Niech młodzi rozpaczają, opłakują zmarłych, gdyż jedynie oni mogli być teraz do tego zdolni. Niech łzy goryczy nie spływają po starym pysku. Schowaj to w sobie, nie okazuj słabości przed klanem, wśród którego znaleźć możesz zdrajców. Milczała chwilę, siedząc w ciszy nad ciałem tak długo, jak uznała, że będzie to odpowiednie i tak długo, jak sama tego potrzebowała, pod koniec wciskając nos w oszronione, szylkretowe futro. Spoczywaj w pokoju. Przynajmniej teraz zaznałaś trochę odpoczynku, który należy się jedynie zmarłym. Żywi powinni natomiast zająć się światem im przedstawionym i uczyć się na poległych. Zastępczyni wstała, kiedy większość kotów zdążyła się rozejść, a jej kości zaczęły sztywnieć. To co chciała zrobić, to zanieść ciało do Wiśniowej Iskry, by przedyskutować to, co mogło Czajkę zabić, by wykluczyć kilka możliwości. Ciało znaleziono po dwóch dniach, a mróz pory bezlistnej skutecznie spowalniał rozkład ciała. 
,,Musisz jeszcze chwilę zaczekać, wojowniczko, zanim zapewnimy ci godny pochówek na wrzosowiskach. Najpierw dowiedzmy się, co Cię zabiło”.

‧▪꙳◈◃♦――♜――♦▹◈꙳▪‧

Minęła chwila, kilka dni, aż w końcu Tygrysia Gwiazda doczekała się całkowitego powrotu Róży do obowiązków zastępcy. Calico nie za bardzo czuła się z tym, że zostawiła cały klan w łapach przywódczyni obarczając ją wszystkimi obowiązkami którymi zajmowała się do tej pory osobiście, jednak liczyła na to, że Tygrys zrozumie sytuację… i właśnie z tym przyszła teraz do srebrnej. 
- Tygrysia Gwiazdo. - przywitała się, wchodząc do jej legowiska - Chciałam zgłosić swoją gotowość do przejęcia z powrotem swoich obowiązków. - Chwila oddechu, podczas gdy brązowe oczy utkwione zostały w podłożu - Przepraszam, że cię z tym wszystkim zostawiłam. I.. chciałabym zaproponować kilka… ulepszeń. - Być może była bezczelna pojawiając się po takim czasie i od razu podając swoje pomysły, które teraz mogłyby być przesadzone, jednak nie obchodziło ją to w tym momencie. Chciała sprawić, by granice Burzaków były nie do przejścia, obóz który kiedyś wzmocniła: nie do przebicia i miała zamiar zrobić wszystko, by chronić to miejsce. Stworzyć z tego fortecę nie do pokonania, otoczyć murem sięgającym chmur, wszystko, co tylko mogła w stanie zrobić. Czy przesadzała? Być może, jednak nie miała ochoty się nad tym rozwodzić ani przyjmować w tym momencie wszelkiej krytyki. Już postanowiła. I jeśli cokolwiek lub ktokolwiek postanowi wejść jej pod łapy i przeszkodzić, albo znajdzie wszelkie sposoby by ową przeszkodę ominąć, albo się kłopotu zwyczajnie pozbędzie. Usunie ze swojej drogi. W ten, czy inny sposób. 

<Tygrys? c:  >

28 lipca 2023

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Różanej Przełęczy

Przez całą okupację odczuwała mocno brak posiadania przy sobie wyszkolonego medyka. Gepardzia Łapa wydawała się wiedzieć wiele, ale jej wiek i brak pochlebstwa na mianowanie ze strony mentorki mocno ją martwił. Tygrys nie mogła dłużej pozwalać swojej miłej stronie rządzić nad rozsądkiem. Musiała postawić szynszylowej sprawę jasno.
— Na razie niech wszyscy odpoczną, gdy będę mieć pewność, że Wiśniowa Iskra ma się lepiej, porozmawiam z nią na ten temat. Jest mądra, warto zaufać jej opinii, choć obawiam się, że dla Gepardziej Łapy na tym stanowisku nie ma już przyszłości — stwierdziła.
Na pewno kotce trudno będzie przejść trening na wojownika, ale w taki sposób ewentualnie przyda im się bardziej, aniżeli siedząc jako wieczny uczeń w legowisku medyka.
Różana Przełęcz po raz kolejny zgodziła się z nią kiwnięciem głowy, po czym pozwoliły sobie rozdzielić się, aby każda z osobna mogła przemyśleć to, co działo się w klanie ostatnimi czasy. Później najpewniej znowu się zetkną, aby podzielić się wnioskami, do jakich doszły.
Ruda lekko uśmiechnęła się, spoglądając na znikającą wśród tłumu futer kotkę. Była dobrym wyborem na zastępcę, a do tego każda rozmowa z nią była przyjemna, nawet jeśli dotyczyła czegoś budzącego niezbyt dobre odczucia. Szylkretka potrafiła się wysłowić i postawić sprawę jasno, co dla Tygrys było znakiem, że w przyszłości podoła roli liderki.

***
przed śmiercią Czajki i przed tym jak Szept pogryzł Lew

W skrócie obecną sytuację w klanie mogła podsumować jednym słowem.
Bagno.
Pamiętała, jak ledwo co robiła za dyplomatkę, gdy Powiew skarżył jej się na Różaną Przełęcz, a ta narzekała na niego. Tygrys zdecydowała się wtedy nie zmieniać kocurowi mentora. Poniekąd zrobiła swojej zastępczyni próbę przetrwania z tymi "bardziej irytującymi" członkami klanu.
Nie spodziewała się jednak, że zakończy się to ciążą kotki.
Wcześniej ruda była zdania, że po tym, jak sama się zakochała i doczekała dzieci, w pełni zrozumiała działanie relacji międzykocich. Teraz jednak jej wiedza zawracała do startowego punktu. To było nazbyt skomplikowane.
Ponadto w międzyczasie Róża zawitała do niej, dzieląc się zmartwieniem odnośnie postawy Lew. Zachowanie jednej z pociech samotniczki rzekomo budziło niepokój, jednak ilekroć Tygrys zaglądała do żłóbka, porozmawiać z młodymi bądź poprzyglądać im się w ciszy, nie widziała nic dziwnego.
Ciężko było jej kryć samej przed sobą uprzedzenie do nich. Wiedziała, że te maluchy w niczym nie zawiniły, ale... Jak Leśny Pożar śmiał kiedykolwiek mówić, że kochał jej syna, a potem iść w krzaki z pierwszą lepszą kotką? W dodatku dobór imienia "Piasek" dla kremowego kocięcia o wykręconych uszach budził w niej zmieszanie.
W końcu i Róża sprowadziła na świat aż piątkę kociąt. Fakt, że żadne z nich nie było w pełni rude, był pocieszający. Miło było widzieć różnorodność w kolorze futer.
Potem jednak zastępczyni ponownie do niej przyszła.
— Dalej uważam, że zachowanie Lew jest niepokojące — powtórzyła, po przekroczeniu progu jej legowiska. Dzieci najpewniej zostawiła z Powiewem, który dobrze radził sobie w roli ojca i Tygrys w najbliższym czasie chciała go w końcu przemianować. Udowodnił im, że nadaje się na wojownika.
— Wydaję się dosyć wyniosła, ale czy to coś złego? Wielu mamy takich i nie stanowią zagrożenia — odparła, choć miała na uwadze, że Róża, mieszkając w żłóbku, widzi znacznie więcej niż ona. — Jestem jednak w stanie uwierzyć, że to, co pochodzi od Leśnego Pożara, jest zł... — ucięła. Nie zdała sobie sprawy, że powiedziała to na głos. — To znaczy... Ich matka jest samotniczką. Nie wiemy, skąd przybyła i jakie metody wychowawcze zna. Na pewno warto mieć na nią oko, to fakt. Ale potrzebuję konkretnych przykładów i dowodów na to, że trzeba uważać na jej córkę.

<Różo?>

14 czerwca 2023

Od Różanej Przełęczy CD. Tygrysiej Gwiazdy

Powoli przesuwali się do przodu, w stronę obozu Wilczaków. Jak na razie szło bezproblemowo. Koty z obcego klanu padały jak muchy, bez większego wysiłku. Jednak szło jakoś prosto. Można by wręcz powiedzieć, że za prosto. Gdzie Mroczna Gwiazda? Co kombinuje? Jak to wszystko odwróci się przeciwko nam? Szylkretowa starała się iść z grupą pod wiatr, nie chcąc zbyt wcześnie ogłosić swojego przybycia, chociaż spodziewała się, że cały obóz mógł być już postawiony na równe łapy, oczekując na przybycie zagrożenia. Jeszcze wcześniej poprosiła Owczą Pierś i Ostowy Pęd by mieli w szczególności zwróconą uwagę na znalezienie więźniów. Nie wiedziała czy Mroczna Gwiazda zechciał mieć ich blisko przy sobie, czy zastosował tą samą taktykę co z Jelenim Puchem. Być może co do Wiśniowej Iskry się tego nie obawiała, jednak Diament? Nie była na tyle cenna, na pewno nie w jego oczach. 
Byli na miejscu, pozostawało jedynie dać sygnał do ataku, dzięki któremu w szybkim tempie, cicho znaleźliby się w obozie, nim jeszcze słońce całkowicie zawisło w górze. Ostatni oddech i ruszyli. 
Na moment rozpętał się znajomy chaos. Kłęby sierści, pazurów i wściekłych pysków wirowały niczym w jakimś nawałnicowym walcu. Niezwykłym było to, jak łatwo było pokonać koty, które jeszcze chwilę temu robiły za ich oprawców. Jak łatwo się poddawali, kiedy od środka trawieni byli przez truciznę. Sprawiało to kotce niemałą satysfakcję, kiedy nie musiała się nawet bardzo zmęczyć, pomimo przewagi przeciwnika w obozie. Nie miała zamiaru jednak się tym ani ekscytować, ani zbytnio zajmować, a skupiła na swoim zadaniu. Szybko schyliła głowę przed nadchodzącym atakiem, chwilę potem mocując się z jakimś wojownikiem, którego zrzuciła z siebie szybkim kopnięciem w brzuch. Niepokoiło ją coś. Wstała szybko i spróbowała się rozejrzeć i rozeznać po chaosie jaki odbywał się teraz w obozie, wszędzie migały różnokolorowe futra, jednak nie mogła dostrzec tej charakterystycznej, cieniowanej sylwetki. Nigdzie. Nie było na skale, wśród walczących, wśród poległych. Nie dostrzegła również zdradzieckiego rudego futra Leśnego Pożaru, jednak była to tylko dodatkowa myśl z tyłu głowy, której jednak nie chciała ignorować. Z tego całego rozkojarzenia i zamieszania niemal dostała po uszach od jakiegoś wilczaka, jednak i tu obrona trwała krócej niż zazwyczaj, chociaż zakończona sporą raną na piersi i kilkoma bolesnymi obiciami. 
Uspokoiło się jakiś czas potem, Różanej wydawało się, że nie minęło nawet kilka uderzeń serca, zanim zobaczyła znajomą sylwetkę Diamentowej Groty, a zaraz po niej… oh. Czoło na pysku kotki zmarszczyło się kiedy dostrzegła pozbawioną oka medyczkę. Czy nawet dla zielarki nie mieli za grosz poszanowania? Zacisnęła zęby rozglądając się dookoła. Ci, którzy zostali w obozie albo się poddali, albo byli niezdolni do ruchu, podczas gdy reszta najpewniej uciekła. Kotka szybkim okiem obejrzała możliwych rannych, by jako tako ocenić straty, które… cóż, nie były złe. Można wręcz powiedzieć, że całkiem dobre, patrząc na to, że wszyscy stali na nogach. Prócz jednego, niebieskiego kota, który właśnie zbliżał się do burzakowej grupki kuśtykając. 
- Dasz radę dotrzeć do obozu? - Pyta kocura, gdy ten znajduje się już blisko. 
- Ch-chyba tak - Wypowiada jakoś słabo, na co kotka kiwnęła głową. 
- Pomóżcie mu w razie czego - Zwróciła się zaraz do Końskiego Kopyta i Owczej Piersi, kątem oka dostrzegając, jak Wiśniowa Iskra próbuje ocenić stan niebieskiego. Różana jeszcze zdążyła spytać medyczkę jak się czuje, a gdy dostała odpowiedź pozytywną, lub też na tyle pozytywną na ile mogła pozwolić na to obecna sytuacja, postanowiła zająć się sprawą na chwilę obecną ważniejszą i nie dającą jej spokoju. Wiśnia i jej brak oka może pozostać na razie na dalszym planie, na pewno spyta o to kiedy już będą bezpieczni w obozie. O ile tam wszystko dobrze przebiegło. 
- Widziałeś gdzieś Mroczną Gwiazdę? - Pyta zaraz Mżyste Futro, na co ten na chwilę odrywa się od próby szybkiego oczyszczenia zranionej opuszki, by pokręcić przecząco głową. 
- Nigdzie ani śladu. - Calico kieruje wzrok na innych członków patrolu, ale tu też otrzymała odpowiedź negatywną. Co on kombinuje? 
- Wracamy do obozu - zakomunikowała, po czym szybkim krokiem skierowała się w stronę swoich terenów. Nie chciała zostać tu dłużej niż konieczne, dając tym samym wilczakom szansę na atak.. Miała nadzieję, że wszystko przebiegło dobrze. Że Omen zaraz nie wkroczy z jakąś armią Klifiaków, samotników czy innych grup które trzymał w rękawie, by nagle wybić wszystkich, pozostawiając po sobie zniszczenie jak to miał w zwyczaju. Chciała dotrzeć do obozu jak najszybciej. Zobaczyć, czy wszyscy są cali, czy jednak wyraźny obraz splamionego krwią burzaków obozu w jej głowie nie jest tylko koszmarnym przywidzeniem. Otwarta przestrzeń pokryta początkującymi kwitnienie wrzosami była już tak blisko, jeszcze chwila i znajdą się na granicy. Calico wskoczyła na piaszczysty teren, czując poddenerwowanie w łapach, przez które najchętniej by przyśpieszyła kroku do biegu, by jak najprędzej znaleźć się w obozie, jednak nie zdążyła zrobić nawet kilku większych kroków, gdy do jej uszu doszedł dźwięk potykającego się ciała, które zaraz potem ciężko upadło na ziemię. Kotka szybko odwróciła głowę, doskonale wiedząc czego się ma spodziewać. Wzięła głębszy oddech, szybkim krokiem podchodząc do Wrzosowej Rzeki, który zdawał się jeszcze chwilę oddychać, zanim całkowicie zgasło w nim życie. Zastępczyni spojrzała wyczekująco w stronę Wiśniowej Iskry, która pojawiła się przy kocurze niemal natychmiast. Trudno było stwierdzić, na co Różana tak właściwie liczyła, być może jedynie na potwierdzenie, które uzyskała po chwili milczenia, kiedy to Wiśnia skrzyżowała z calico wzrok, kręcąc powoli głową. Nie żyje. 
Różana Przełęcz wypuściła z siebie powoli powietrze. 
Wrzosowa Rzeka był jedyną stratą, jaką poniosła osobiście tego dnia. 


‧▪꙳◈◃♦――♜――♦▹◈꙳▪‧


Z ulgą dostrzegła, że stan obozu Klanu Burzy różni się od wizji, jaką miała w swojej głowie. Teraz, razem z jej patrolem była to zbitka posklejanych od krwi, poszarpanych kotów, ale żywych. Kątem oka dostrzegła ciało Pochmurnego Tańca, jednak nie zatrzymała się na czarnym ciele zbyt długo. Nie było tego warte. Poza tym, zaraz musiała się skupić na Tygrysiej Gwieździe oraz jej pytaniu, które wierciło wnętrzności również i Róży. 
- U nas podobnie. Atak na ich obóz odbył się bez problemów. Stawiali znaczący opór, jednak większość z nich była mocno osłabiona, szybko się rozproszyli - tu przerwała, na chwilę się jakby zamyślając - Jedynym co mnie niepokoi jest Mroczna Gwiazda. Lub raczej jego brak. Podczas całej walki nie zobaczyłam ani razu jego osoby, podobnie jak inni. Po twoim pytaniu wnioskuję, że u was też się nie pojawił. 
Tygrys na te słowa zmarszczyła w zadumie nos i objęła spojrzeniem pustą przestrzeń. 
-  Nie podoba mi się ten fakt. Raczej nie kulił by ogona w swoim legowisku, kiedy wprost weszliśmy na jego tereny -  mruknęła -  Mam nadzieję, że to wszystkie nie wynika z jakiegoś jego planu i nie zaskoczy nas nagle kolejnym atakiem. Zbyt łatwo i szybko udało nam się odzyskać wolność, więc albo Wilczaki mają problemy, albo coś knują. Nie znudziła by im się od tak ta władza, jaką tu mieli - gdybała. 
- Racja - mruknęła, kiwnąwszy krótko głową - Jedyne czego nam brakuje, to jego nagłe pojawienie się z całą armią, przez którą trafimy na gorszą sytuację niż ta, w której byliśmy. - Tu na moment umilkła, poruszając krótko uchem - Myślę, że jeśli miałoby do czegoś dojść, nie zdążymy i tak stworzyć kolczastej bariery wokół obozu, jednak jeśli pozwolisz, chciałabym jeśli będzie taka możliwość, spróbować takową stworzyć z jakichś kolczastych pnączy. Oprócz tego chciałabym patrolować dzisiaj granicę z Klanem Wilka. 
- Uważam, że to dobry pomysł - rzuciła Tygrys z delikatnym uśmiechem. - Choć przy tworzeniu takiej bramy sami się prędzej wykończymy niż którykolwiek z Wilczaków zdążyłby się na to nadziać - zażartowała. - Ufam ci i wierzę, że zadbasz o bezpieczeństwo w tamtych rejonach. Na razie potrzeba nam też straży nocnej, przynajmniej dwóch kotów, które czuwały by przy granicach obozu i budziły resztę w razie zagrożenia.
- Rozumiem - kiwnęła krótko głową - Zaraz się tym zajmę. Czy jest jeszcze coś, co powinnam zrobić? 
- Odpocząć  choć przez chwilę potem - oświadczyła ruda. - I naprawdę, nie przemęczaj się, potrzebuje zdrowej zastępczyni. Porozmawiam później z Wiśniową Iskrą, może będzie wiedziała coś więcej o sytuacji w Klanie Wilka. Nie zamierzam pchać się na kolejne wojny, ale jeśli dowiemy się czegoś ciekawego, to dobrze będzie móc to w razie co wykorzystać w formie obrony.
- Dobrze - mruknęła, trochę jakby spuszczając z siebie powietrze, chociaż zaraz potem, na wspomnienie medyczki smętny wzrok utkwił w niewidzialnym punkcie - Nie zdążyłam zapytać jak straciła oko, jednak nie powinien mnie ten uraz dziwić patrząc na... ostatnie ich poczynania - Nie specjalnie podobała jej się wizja odpoczynku. Znaczy, jasne, wypadałoby, ale było jeszcze sporo rzeczy do zrobienia, a nie ufała kotom z klanu na tyle, by rzucać ich na granicę. A nawet jeśli takowe zaufanie posiadała, to po prostu wolała zrobić to sama. Nie miała ochoty na widok kolejnego martwego ciała klanowicza, którego gdzieś wysłała. No i sprawa Wiśniowej Iskry nie dawała jej spokoju. Medyczka musiała sporo przejść w obozie wroga i Różana miała zamiar wszystkiego się od niej dowiedzieć. 
- Są brutalni, to pewne. Stanowią największe zagrożenie, choć pozostałe klany również nie warto ignorować - mruknęła. - Może rzeczywiście jedynie Owocowy Las nie jest czymś, czego musimy się aż tak obawiać, choć ich nowy lider wydawał się ostatnio dosyć mocno zaangażowany w rozmowę z przywódczynią Klanu Nocy, a do nich na pewno będę trzymać dystans. Dziwne, że co zgromadzenie przewodzi nimi ktoś inny - zauważyła.
- Z Agrestem miałam okazję rozmawiać na jednym ze zgromadzeń - poinformowała, poruszając uchem - Zdawał się być mocno po naszej stronie, w dodatku przejęty śmiercią Kamiennej Gwiazdy. Szczerze powiedziawszy miałam nadzieję na współpracę, chociaż szczerze nie ufam jego rozmowie ze Śnieżną Gwiazdą.
- Hmm, równie dobrze mógł chcieć jedynie sprawdzić, z kim ma do czynienia. Warto czasem poznać swojego wroga, a nuż jego słabe strony wyjdą na wierzch — gdybała, na co Róża jedynie kiwnęła głową. Oczywiście, zdawała sobie sprawę z możliwych zabiegów i podstępów, jednak najlepiej mieć wszystkich blisko, jak najbliżej, by lepiej móc obserwować czyjeś ruchy -  No cóż, na następnym zgromadzeniu może spróbuję i ja go lepiej poznać, choć ufam temu, że wiele rozmawiał z Kamień. Na razie będziemy mieli jeszcze inną sprawę do załatwienia - stwierdziła, zmieniając gwałtownie temat. - Gepardzia Łapa. Nie chcę przeciążać Wiśniowej Iskry obowiązkami, ale gdy tylko lepiej się poczuje i uzna, że Gepard dalej nie zrobiła postępy, będę zmuszczona oddalić ją od tej roli. Jest tylu młodych i ambitnych uczniów, a może i w niedalekiej przyszłości narodzi się taki, który będzie od samego początku pchał się do roślin. Nie możemy pozwolić, by tak ważne stanowisko marnowało się przez kogoś niekompetentnego.
- Pomyślałam o tym samym gdy zabrakło Wiśniowej Iskry - przyznała zaraz poważnym tonem - Gepardzia Łapa jest już dorosłym kotem, a nadal tkwi w miejscu. Wiśniowa Iskra nie staje się coraz młodsza, jeśli tak dalej pójdzie możemy zostać bez medyka - Stwierdziła, z niezadowoleniem poruszając uszami. Gepard może się nadawała do lekkiej pomocy przy rannych, ale nie widziała jej w roli zaufanego medyka skaczącego pomiędzy rannymi na wojnie. 


<Tygrys?>




12 czerwca 2023

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Różanej Przełęczy

Zastrzygła uszami, na dźwięk głosu swojej zastępczyni. Niespiesznie przechyliła głowę w jej kierunku, zawieszając wzrok na jej spokojnym wyrazie pyska, oczekującym na jakąkolwiek odpowiedź.
Wilczaki. Ich kondycja zdecydowanie się pogarszała, choć niektórzy wciąż zbyt śmiało stąpali po tych ziemiach. Księżyc na niebie bił tej nocy pełnym blaskiem, a gwiazdy tylko dopełniały piękno tego obrazu. Tygrys powtórzyła sobie w myślach wnioski, jakie wyciągnęła z tego, co zdążyła już zauważyć na przełomie ostatnich dni. Stopniowo zwiększano dawkę trucizny w ich pożywieniu, a skutki zaczynały być coraz bardziej widoczne i zaczynały sprawiać jej większą satysfakcję.
— Ciężko stwierdzić. Mroczna Gwiazda z jednej strony ma nas za bandę nieudolnych ofiar, a z drugiej może mieć na uwadze, że nasza bierność jest podejrzana i możemy coś po cichu knuć. Nie powinien nas lekceważyć, ale to, czy do tego doszedł, to już inna sprawa. Jak na razie jest to na naszą korzyść — zauważyła.
Czas był po ich stronie. Czekali na odpowiedni moment, kiedy wrogowie będą na tyle osłabione, że będą mogli uderzyć. Ale nie mogli sobie pozwolić na pochopne działania. Musieli być cierpliwi i obserwować, aż przeciwnicy zaczną padać sami z siebie, a skoro już potykali się o własne łapy, byli na dobrej drodze.
— Nie będziemy dłużej zwlekać, jeśli to cię trapi — zapewniła, choć długo wahała się nad wypowiedzeniem tych słów. — Następnego świtu po zgromadzeniu dokonamy ostatniego kroku. W pierwszej kolejności powiadomimy tych, którzy będą w naszym obozie, o dziwnych zamieszeniach w okolicy ich granicy. Poproszę jednego z uczniów by przybiegł zdyszany i oznajmił o zamęcie. Rozdzielą się najpewniej, część z nich pójdzie to sprawdzić, niektórzy zostaną, a ktoś inny może zapewne zawiadomić ich lidera. Trzeba wziąć pod uwagę każdy ruch, nawet to, że oleją tę sprawę i zostaną, w co jednak akurat wątpię — mruknęła. — Na granice poślemy odpowiednią ilość wojowników, jeszcze w nocy, by nikt tego nie zauważył. Zaatakują ich tam z ukrycia, a wtedy my zaczniemy nasze działanie. W międzyczasie przyda nam się jeszcze jedna grupa, która uderzy w samo serce obozu Wilczaków. Musimy odbić Wiśniową Iskrę i moją córkę. Potrzebujemy sprawnego medyka, bo Gepardziej Łapie trening idzie zdecydowanie za długo i zaczynam powątpiewać, czy w takim przypadku jej leczenie jest jakkolwiek skuteczne — rzekła, marszcząc nos. — Ale to akurat problem do rozwiązania po wojnie.
— Starczy nam wojowników? — spytała szylkretka, spoglądając na moment w dal. — Zakładasz rozdzielenie nas na 3 grupy.
Pokiwała w odpowiedzi głową.
— Przeanalizowałam już to. Później powiem ci, kogo chcę gdzie rozstawić i wezmę pod uwagę twoje spostrzeżenia, jednak starałam się uwzględnić jak najwięcej szczegółów, więc powinno być dobrze — przyznała, biorąc głęboki wdech.
Jej własny spokój ją martwił. Nie była pewna zwycięstwa, miała masę wątpliwości co do słuszności swoich decyzji, jednak nie chciała się negatywnie nastawiać. Jeśli ona zmieni podejście, to może zarazi tą wiarą w sukces innych.

***

Po całodniowym dopieszczaniu planu i poinformowaniu reszty Burzaków o kolejności działań nadszedł czas na atak. Tym razem — jak miała nadzieję — skuteczniejszy niż ten poprzedni. Teraz polegali tylko na sobie, nie było nikogo, kto miałby ich zostawić na pastwę losu, chociaż Tygrysia Gwiazda zdawała sobie sprawę, że często zdrajcy czają się pod nosem.
Zgodnie z planem, uczeń imieniem Gradowa Łapa, wraz z wyznaczoną grupą, w trakcie, gdy większość spała, ruszyli w kierunku granicy. Skryci pod osłoną nocy mieli szansę pozostać niezauważeni. Następnie, gdy nastał ranek, przyszło im czekać. Zadanie terminatora było kluczowe, ponieważ miało na celu wprowadzenie zamieszania i podzielenie sił wroga na mniejsze grupy.
Wilczaków nie było aż tak wielu na ich terenach. Może doszli do wniosku, że źródłem ich osłabień jest Klan Burzy? Tygrys nie narzekała, powinno łatwiej być ich pokonać. Rozglądała się w skupieniu po pałętających się wzdłuż obozu kotach i w duchu dziękowała, że Mrocznej Gwiazdy tu nie było. To zepsułoby znacznie jej wizję.
— Tygrysia Gwiazdo!
Gwałtownie obróciła głowę na dźwięk młodzieńczego głosu. Szylkret wbiegł do obozu, zdyszany, z całkiem dobrze odwzorowanym przerażeniem przyklejonym do pyska.
— Jakaś grupa samotników zaatakowała nasz patrol! — pisnął, skupiając na niej uwagę.
— Gdzie? — zapytała, powtarzając w głowie przygotowaną wcześniej rozmowę.
— Blisko granicy z Klanem Wilka — wymamrotał, co natychmiastowo zwróciło uwagę obecnych wśród nich Wilczaków. Z zainteresowaniem zbliżyli się do nich, nie spuszczając wzroku z ucznia.
Tygrys zerknęła ukradkiem na nich. Czarny kocur i bura kotka wydawali się mocno zdezorientowani. Stali jak dwa kołki, które nie wiedziały, co ze sobą zrobić.
— Powinnam pójść to sprawdzić — orzekła ruda, siląc się na skruchę w głosie.
— Nie kłopocz się. Skoro to blisko nas, sami to sprawdzimy — stwierdził pręgowany, szepcząc coś do swojej towarzyszki, po czym spojrzał na Gradową Łapę. — Gdzie konkretnie ma miejsce ten zamęt? Zaprowadź nas — zażądał, a zaraz to za nim zebrała się kilkuosobowa grupka.
Szylkret przytaknął głową, odwracając się i pomimo zmęczenia ruszył w kierunku, z którego przybył. Rudej pozostało błagać Gwiezdnych, aby ci, którzy tam czekali, bez problemu poradzili sobie z tą gromadą.
Obserwowała burą kotkę z szybko bijącym sercem. Podeszłą do innego wojownika ze swojego klanu, mruknęła coś do niego, a ten chwilę później opuścił ich obóz.
I wtedy rzeź zaczęła się na nowo.
Sama doskoczyła do stojącego w pobliżu kocura. Choć nie była zwolenniczką wojen, tak teraz musiała raz a porządnie zmusić się do zadania kilku mocniejszych ciosów, aby móc w późniejszym czasie choć przez moment zadowolić się spokojem. Była świadoma, że każdy ruch i decyzja miały znaczenie w osiągnięciu zwycięstwa dla jej klanu.
Pozwolili jednemu z Wilczaków uciec. Wiedziała, że zaraz zawiadomi resztę, a wojna przybierze jeszcze szybszego tempa. W tym czasie kolejna grupa, która miała udać się do wrogiego obozu, szykowała się do drogi. Różana Przełęcz miała im przewodzić, bowiem tylko jej Tygrys mogła na tyle zaufać, aby wierzyć, że wszyscy wrócą z tego cało.
Pieczę nad akcją graniczną przyjęła Czajkowe Zaćmienie, która jednak dobrze radziła sobie w walkach, a zastępczyni poleciła jej ją jako godną zaufania do powierzenia tak ważnego zadania.
W tym momencie wszyscy się rozdzielili. Zarówno oni jak i Wilczaki. Z jednej strony szansę wydawały się wyrównane, z drugiej to oni mieli przewagę z uwagi na wdrażany od pewnego czasu w życie plan.
Charknęła, gdy krew spłynęła po jej futrze. Jej własna, z okolic piersi. Cudem uniknęła oberwania w kark. Miała niby życia od Gwiezdnych, ale tak czy siak, każde uderzenie mogło być rychłą śmiercią. Zresztą, jeśli grupa na czele z Różaną Przełęczą nie przyprowadzi im całej i zdrowej Wiśniowej Iskry, to wszyscy skończą jako trupy.
Spojrzała w bok. Liliowe futro jednego z jej wojowników zjawiło się na horyzoncie, zatrzymując się dopiero przy niej. Rumiankowy Wschód przybył przekazać jej wieści odnośnie spraw przy granicy.
— Jak sytuacja u was? — Tygrysia Gwiazda liczyła na sprawną odpowiedź.
— Ci, którzy przybiegli z Gradową Łapą, zostali szybko powaleni i wrzuciliśmy ich do tej dziury co tam była, nie mają za bardzo jak stamtąd na razie wyjść. Potem przybiegło 3 z obozu, ale zaraz to udało nam się ich przegonić. Najpewniej wrócili do siebie, ale nie wiemy, czy nie poszli po większą grupę — westchnął Rumiankowy Wschód.
Ruda skinęła z wdzięczności głową. I do ich obozu wtargnęła kolejna liczba tych śmierdzących kundli.
— Dziękuję ci, jeśli cokolwiek się u was zmieni, wyślij tu kogoś jak najszybciej, by dał nam znać — mruknęła, obserwując, jak krew coraz to bardziej zalewa ich obóz. Już drugi raz karmili tę ziemię zwykłą nienawiścią.
Nie zostawiła swoich wojowników samych. Z ulgą zauważyła, że Wilczaki, które dotychczas ochoczo podjadały im ze stosu, niemalże same padały na ziemię od najlżejszych uderzeń. Trucizna działała.
Wstawali, chwiali się i próbowali uciekać.
Ani razu nie ujrzała Mrocznej Gwiazdy. Go obawiała się najbardziej, nie znosiła ich dziwnych taktyk, które z pewnością wypracowali przez te wszystkie księżyce. Sama, gdy cały ten chaos się skończy, zadba o sytuacje w klanie i rozwój niektórych wojowników.
Smak zwycięstwa zawitał na ich językach. Klan Wilka po prostu się wycofał. Ktoś zażądał odwrót, i posłusznie zbiegli z pola bitwy. To wszystko było dziwne, ale od połowy bitwy Tygrys odbierała wrażenie, że wrogowie sami nie wiedzą, co chcą zrobić. Zdawali się ospali i niezbyt skupieni, co zadziałało na ich korzyść.
Milczeli przez dłuższą chwilę. Nikt nie wiedział, czy to pora świętować, dopóki pozostałe grupy nie wpadły zakrwawione przez główne wejście.
Serce rudej zabiło mocniej na widok dwóch porwanych kotek. Wiśniowa Iskra wyglądała okropnie bez oka i Tygrys nawet nie chciała myśleć, jakie katusze ich medyczka musiała przeżywać w obozie. Przeklnęła w myślach, bowiem nie tak dawno Szakali Szał dała jej znać, że szylkretce nic nie jest. Diamentowa Grota pomimo kilku zadrapań, nie zdawała się być oszalała niczym jej brat po "odwiedzinach u wujka”. Wyglądała na wychudzoną i przerażoną, ale w jej oczach iskrzyło nadzieją, odkąd tylko postawiła łapę w obozie.
Liderka ledwo co powstrzymała się od łez. Nie mogła ukazywać tej słabości, ale i tak podeszła śmiało do córki i przytuliła ją do siebie.
— Wrzosowa Rzeka zginął, miał za dużo obrażeń i udało mu się tylko dojść do granicy, dwójka wojowników za niedługo go tu pewnie doniesie — oznajmiła zastępczyni, patrząc na nich w skupieniu.
Wśród nich poległym okazał się również Pochmurny Taniec. Odzyskali tak po prostu wolność, za cenę dwóch żyć. Brzmiało to okrutnie, ale porównując te bitwę do ostatniej walki, straty były mniejsze. Mieli na uwadze, że prędzej czy później Wilczakom może zechcieć się zemsty. Mimo to sporo wojowników wydawało się uradowanych obecnym stanem, pomimo straty pobratymców w boju.
Tygrys uśmiechnęła się niepewnie i choć z całego matczynego serca chciała spędzić chwilę z córką, musiała dopełnić formalności. Nie mogli spoczywać na laurach.
Poczekała, aż emocje opadną, i ukradła Różaną Przełęcz na bok.
— Trzeba obstawić na noc obóz z każdej strony i pożegnać godnie Wrzosową Rzekę i Pochmurnego — rzuciła, rozglądając się po pokaleczonych wojownikach. — Sama mogę stanąć na straży, mam jeszcze dużo sił. Powiedz mi jednak dokładnie, jak miała się walka na twojej stronie? Tutaj wszystko przebiegło szybko i podejrzanie bezproblemowo. Czy natknęłaś się na Mroczną Gwiazdę? — spytała, nie kryjąc zmartwienia. Z uwagą przyglądała się ciału kotki, której futro gdzieniegdzie pozlepiane było krwią.
Poza tym dziwił ją brak Klifiaków. Czy Klan Wilka w tej walce zrezygnował z ich pomocy? Nie zdążyli nikogo wysłać po pomoc, zbyt zajęci odparciem ich buntu? Nadmiar tych pytań ją niepokoił, jednak obiecała sobie pozostać czujną, przynajmniej do czasu następnego zgromadzenia.

<Różo?>


Przebieg wojny:
Pierwsza wyznaczona przez liderkę Burzaków grupa wyrusza nocą na granice z Klanem Wilka>>>Za dnia Gradowa Łapa przybiega zdyszany do obozu, informująć o rzekomym ataku grupy samotników w okolicy granicy. Wilczaki obecne w obozie dzielą się na dwie grupy, pierwsza z nich biegnie wraz z uczniem na granicę, ktoś inny wraca do obozu zawiadomić o ataku>>>Na granicy Wilczaki wpadają w pułapkę i zostają powaleni, kolejni, którzy przybyli, wycofują się z uwagi na przewagę liczebną wroga>>>Burzaki walczą zaciekle we własnym obozie>>>Kolejna grupa burzaków wyrusza na atak do obozu Wilczaków, odzyskują dwie pojmane na poprzedniej wojnie kotki>>>Nigdzie nie ma śladu po Mrocznej Gwieździe, Wilczaki są w rozsypce i wycofują się z obozu Burzaków>>>Klan Burzy odzyskuje wolność.

 
Klan Burzy
Grupa walcząca w obozie Burzaków: Tygrysia Gwiazda, Pochmurny Taniec, Długie Rzęsy, Narcyzowy Splot, Tropiący Szlak, Płonąca Pożoga, Koniczynowa Łąka, Malwowa Łapa, Słoneczna Łapa
Grupa walcząca na granicy: Czajkowe Zaćmienie, Rumiankowy Wschód, Kwiecisty Pocałunek, Makowa Furia, Sójczy Szczyt, Lisi Ogon, Gronostajowa Bryza, Kurza Pogoń, Gradowa Łapa
Grupa walcząca w obozie Wilczaków : Różana Przełęcz, Wrzosowa Rzeka, Końskie Kopyto, Mżyste Futro, Drozdowy Szept, Owcza Pierś, Wyrwana Dusza, Ostowy Pęd, Zwiędły Hiacynt
Zmarli: Wrzosowa Rzeka, Pochmurny Taniec
Uwolnieni: Wiśniowa Iskra, Diamentowa Grota


Klan Wilka
Grupa walcząca w obozie Burzaków: Rzeczny Wir, Frezjowy Płatek, Błękitny Ogień, Szeleszczący Wiąz, Jadowita Żmija, Jabłoniowa Łapa, Olszowa Kora, Pajęcza Łapa,
Grupa walcząca na granicy: Czerwona Róża, Wroni Trans, Koszmarny Omen, Wieczorna Mara, Ostra Łapa, Chłodny Omen
Grupa walcząca w obozie Wilczaków: Bielicze Pióro, Płonąca Dusza, Lwia Grzywa, Ważkowe Skrzydło, Chryzantemowa Krew, Gronostajowy Taniec, Mętna Łapa, Cedrowa Łapa, Kukułcza Łapa, Wilcza Łapa, Różana Łapa, Szakali Szał, Stokrotkowa Polana, Wiśniowy Świt, Irgowy Nektar, Sosnowa Igła, Różana Łapa, Gęsi Wrzask
Zmarli: Krzaczasty Szczyt, Drżący Liść, Bukowy Pień, Wiśniowy Świt

03 czerwca 2023

Od Różanej Przełęczy CD. Tygrysiej Gwiazdy

Słuchała uważnie słów przywódczyni, nie odzywając się przez ten cały czas ani słowem. Podtrucie Wilczaków wydawało się być dobrym sposobem i nawet satysfakcjonującym, szczególnie, że ostatnio zaczęli czuć się jak u siebie w domu. Tylko pozostawało pytanie, czy się nie zorientują? Co będzie, jeśli jako pierwsi wykonają jakiś ruch, jeśli Mroczna Gwiazda ich uprzedzi, a przecież nie był głupi, jakkolwiek by tego Róża głośno nie przyznała. Nie wiedziała co cieniowanemu siedzi w głowie i jakie ma co do nich plany, a jego relacje z Klifiakami wydawały się być… dziwne. Z resztą co się dziwić? Chłop sam był jakiś sus, jednak wracając: chciała przewidzieć każdy możliwy scenariusz. Zorientowanie się Wilczaków o podstępie, podsłuch i mimo iż przesitkowała klan próbując wyłapać czy podsłuchać rozmowy kotów i ich zamiary odnośnie Wilczaków, co z obecnym stanowiskiem wydawało się być dla niej cięższe niż powinno, to nadal tliła się w niej jakaś nieufność, z czego doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że może być to uczucie niebezpieczne. No i w głowie calico pojawiły się jeszcze dwie, konkretne myśli. 
- Nie masz w planach skorzystania z propozycji Owocowego Lasu - spytała, chociaż brzmiało to bardziej jak stwierdzenie faktu.
- Wierzę w uczciwość Owocowego Lasu bardziej, niż Klanu Nocy - zaczęła - Ale po ostatnim razie wolę nie mieszać w nasze sprawy osób postronnych. Zapewne nie wszyscy z nich byliby chętni na mieszanie się w sprawy obcego klanu, a tym bardziej na oddanie za niego życia. - Róża milczała przez chwilę, nie mogąc się ze słowami przywódczyni nie zgodzić, problem jednak polegał na tym, że zawsze dobrze by było mieć jakieś wsparcie z zewnątrz w razie czego. Kogoś, kto żywił niechęć do Wilczaków tak samo jak oni. Problem polegał na tym, że niechętna otwarcie pewnie była tylko mała część, nie dość wystarczająca. Jednak było już za późno, by cokolwiek zmienić, a wymknięcie się poza obóz zdawało się być niemożliwe. A jakby zauważyli? Kogo by wtedy ukarali? Szylkretowa po chwili myślenia i analizowania sytuacji kiwnęła krótko głową, po czym skierowała wzrok na oczy Tygrys. 
- Pójdę poinformować innych - oznajmiła krótko cichym tonem, po czym wstała, kierując się wpierw do legowiska wojowników. Miała co jednej osoby najwięcej obaw, nie wiedząc dokładnie, co kryje się w głowie takiej Pasikonik i czy nie wpadnie na pomysł, by spróbować jednak wziąć czegoś ze stosu, pomimo ostrzeżenia. I czy nie będzie to dziwne, jeśli Klan Burzy nie będzie nic ranem brał ze stosu, jeśli do tej pory żywili się normalnie? Musiała nad tym pomyśleć. 

‧▪꙳◈◃♦――♜――♦▹◈꙳▪‧

Obserwowała, jak Gepardzia Łapa tworzy nowe danie ze zwierzyny, nadziewane odpowiednią, jak na razie skąpą ilością ziół, z przymrużonymi oczyma. Powoli będą słabnąć, jednak zanim się zorientują, że coś jest nie tak, należałoby wykonać ruch. Może pochowają zjadliwą zwierzynę po obozie i będą ją normalnie jeść jak codziennie, na oczach wilczaków, by ci nie nabrali podejrzeń? Już po chwili wszystko było gotowe, słońce jeszcze nawet nie zdążyło dokładnie wyjść zza drzew na horyzoncie, kiedy Różana skrzyżowała spojrzenia z Tygrysią Gwiazdą porozumiewawczo. Chwyciła ze trzy stworzenia za krańce tak, by przypadkiem samemu się niczym nie zatruć, po czym wyniosła je na zewnątrz ( wcześniej uważnie sprawdzając, czy w okolicy nie kręci się nikt podejrzany), na normalny stos zdobyczy z małą pomocą. Sama zostawiła sobie drobną mysz, którą specjalnie przygotowała by uspokoić swoje myśli w kwestii zbyt podejrzanego zachowania. Pozostawało teraz jedynie wrócić do swoich legowisk i czekać aż całkiem wzejdzie słońce, aż pierwsza większa grupa kotów ze smrodem wilczaków się pojawi, by jak gdyby nigdy nic zabrać sobie kilka piszczek ze stosu i znów chełpić się swoją osobą, wywyższonym ego i poczuciem wyższości. Róża czasem w takich momentach zastanawiała się, czy niektórzy z nich nie mają kompleksów i problemów na tym punkcie, głównie przez częste, śmieszne zachowanie. I gdy pierwszy ciepły wiatr zawiał w jej bok, z zadowoleniem spostrzegła znad swojej myszy, jak pierwszy wilczak wgryza się w przygotowaną zwierzynę. 

‧▪꙳◈◃♦――♜――♦▹◈꙳▪‧

Powolne, systematyczne osłabianie wilczaków działało, nawet odpowiadać zaczęli mniej asertywnie, a ciepła, słoneczna pogoda która przyjemnie grzała futra tylko dodatkowo osłabiała ich czujność. W końcu co by się mogło stać, kiedy na błękitnym bezkresie tam w górze nie można było dostrzec nawet najmniejszej chmurki? Spokojne, malownicze dni zdawały się wypełniać ciemną sierść radością, jednak nie z powodu, jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka- pogody, a coraz to mniej aktywnych wilczaków, którym stopniowo zwiększano dawkę trucizny. Oczyszczała właśnie sierść na łapach z piasku po tym, jak zakopała jedną z pozostałych, zatrutych myszy, której nikt nie tknął, a nie chciała, by wymieszała się z jadalną resztą ze stosu. Ile jeszcze będą czekać? Dzień? Może dwa? Czy wtedy, kiedy padną na środku obozu? Widząc pręgowane rude futro, nieśpiesznie wstała i skierowała się do Tygrys, zerkając w bok by przypadkiem nie przeoczyć czającego się w cieniu nocy, nieproszonego osobnika. 
- Wydaje mi się, że zaczyna im być trudno ustać na łapach. Myślisz, że zaczynają mieć już jakieś wątpliwości co do jedzenia? - spytała cicho, nie chcąc zwracać na siebie większej uwagi. Starała się zachować spokój i znaleźć odpowiednią okazję, ale przecież to nie ona dowodzi całą tą operacją. Krótko mówiąc, chciała się upewnić, jak Tygrys to widzi. 

<Tygrys?>

28 maja 2023

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Różanej Przełęczy

Wpierw dotarł do niej dźwięk jej głosu. Nie spojrzała na nią od razu, pozwalając sobie jeszcze przez chwilę na składanie chaotycznych myśli w spójną całość. Wiedziała, że to Różana Przełęcz, choć jej ciche, niemalże niesłyszalne kroki, wydawały się na ten moment obce. Odkąd wrogi jednostki zagościły na stale w ich obozie, każdy szmer zdawał się oznaką zagrożenia.
Tygrysia Gwiazda spojrzała na szylkretkę z powagą, świadoma ciężaru sytuacji, w jakiej się znaleźli. W jej oczach emanowało od sztucznego spokoju, jakim starała się przekazać zastępczyni, że jeszcze z tego cało wyjdą. Próbowała nie tracić nadziei pomimo swojego realistycznego spojrzenia na świat.
— Co teraz? — spytała wprost, jednocześnie spoglądając za siebie, jakby podsłuch miał kryć się za rokiem. — Jaki jest plan? — doprecyzowała, wpatrując się w nią wyczekująco.
Srebrna zawahała się, powoli przenoszą na nią swój wzrok. Paskudna rana na tylnej nodze czarniawej wywołała u niej lekkie wzdrygnięcie. Tak wielu niepotrzebnie ucierpiało.
— Chciałabym ci powiedzieć, że wiem, co trzeba zrobić, ale byłoby to kłamstwem — ujęła okrężną drogą, patrząc na własne zadrapania zdobiące w głównej mierze jej łapy. — Na razie jedyne co możemy, to uśpić ich czujność. Jesteśmy zbyt osłabieni i skrzywdzeni, by walczyć teraz o wolność — stwierdziła, choć sam fakt utraconej przez nich rzeczy wzbudzał w niej zawstydzenie. Nie warto było polegać na sojuszach, nawet wspólny wróg nie łączył na tyle blisko, by mogli liczyć na czyjekolwiek wsparcie.
Usiadła, a Róża przyłączyła się nieopodal niej, choć drżenie jej ogona zdradzało, że tkwienie w tych okolicznościach w jednym miejscu nie napawało jej radością.
— Najpierw musimy wzmocnić nasze szeregi. Część naszych wojowników jest ranna, a przy jednej niemianowanej medyczce ciężko zapewnić im odpowiednią opiekę. Jedyne co mogę im dać, to czas na wyzdrowienie — mruknęła. — Ja sama potrzebuję czasu, by to przemyśleć.
Różana Przełęcz wydawała się słuchać uważnie.
— A co z zakładnikami? — zapytała. — Brak nam swobody w łapach, dopóki oni są tam.
Tygrysia Gwiazda kiwnęła głową, zgadzając się z jej słowami.
— Owszem, ta kwestia stanowi spory problem, ale póki jesteśmy osaczone we własnym domu, sprawy poza nim są nierealne do załatwienia. Nie chcę, by moje drugie dziecko skończyło jak wygłodniałe zwierzę ze wścieklizną, a bez medyczki jesteśmy jak bez kończyn, ale chwilowo ich nie uratujemy.
Nie lubiła odpowiadać w ten sposób. Zdawała sobie sprawę, że brzmiało to jak puste obiecanki w stylu „Jeszcze będzie dobrze, ale nie teraz”. Czas niestety nigdy nie grał na ich korzyść.
— Chciałabym na razie, żebyś zorientowała się, komu możemy ufać — zaczęła. — Nie wątpię, że wielu jest dogłębnie oddanych klanowi, ale są i tacy, co w ostateczności wygadaliby o nas wszystko. To jedyne, o co na razie cię proszę — mruknęła, po raz kolejny spoglądając na jej ranę. — I odpocznij. To potraktuj jako swój obowiązek — zaleciła.

***

Wypatrzenie momentu, w którym okolice legowiska medyków były czyste, trochę jej zajęło. Przeciągnęła się, niespiesznie, próbując po raz ostatni poukładać w głowie swój plan działania. Ostrożnie stawiała kroki, starając poruszać się bezdźwięcznie.
Zajrzała do miejsca bytowania szynszylowej kotki i cicho odchrząknęła, skupiając jej uwagę na sobie.
— Mam do ciebie sprawę, Gepardzia Łapo — odezwała się cichym głosem, strzygąc uszami za siebie. Próbowała wyłapać każdy dźwięk w otoczeniu, aby przerwać mówienie w razie potencjalnego zagrożenia. — Czy wśród tych zbiorów znajdują się zioła, które zdołają osłabić kota?
Uczennica wytrzeszczyła z lekka oczy, niepewnie potakując głową.
— Doskonale. Przygotuj proszę kilka takich i skryj je gdzieś w kącie, aby nikt ich nie znalazł. Wrócę tu w nocy — oświadczyła, czekając, aż ta po raz kolejny bez żadnego dopytywania skinie jej głową.
Ruda wyszła po chwili milczenia, powtarzając sobie w głowie wszystko. To była ich jedyna nadzieja na to, że wróci im wolność. Musiała jeszcze odnaleźć tylko jedną istotę, której jak na razie najbardziej ufała. Nie żałowała, że to właśnie Różana Przełęcz została jej zastępcą i kiedyś obejmie rolę lidera.
Szylkretkę znalazła na uboczu, na jej szczęście całkowicie samą.
— Dzisiaj zaczynamy — rzekła, siadając przy niej.
Ta spojrzała na nią wyczekująco, ale nie odezwała się, dając jej kontynuować wypowiedź.
— Minęło już wystarczająco wiele czasu, by większość z nas odzyskała siły. Krnąbrność Wilczaków wkrótce ich zgubi, skoro coraz to śmielej podwędzają nasze jedzenie i zapasy medykamentów — mruknęła. — Poprosiłam Gepardzią Łapę o odstawienie kilku ziółek na bok. Musimy poinformować naszych, by nie tykali z rana niczego ze stosu, a jedzenie przez noc podtrujemy. Osłabimy ich na tyle, by pokonanie ich było tylko kwestią krótkiego ataku.

<Różo?>

07 kwietnia 2023

Od Różanej Przełęczy CD. Tygrysiej Smugi (Gwiazdy)


Słuchała słów Tygrysiej Gwiazdy z uwagą, przez dłuższy czas po prostu milcząc, od czasu do czasu poruszając uszami. Nie podobała jej się sytuacja w jakiej się znalazł Klan Burzy, nie tylko przez wzgląd na Nocniaków do których nie była przekonana i coś ją od nich odpychało, ale również na ulokowanie terenów. Ze strategicznego punktu widzenia, byli w czarnej dupie (trochę jak polsza w czasie rozbiorów). Otoczenie przez różnego rodzaju klany, wodę, czy też drogę grzmotu. Calico uciekła na chwilę myślami gdzieś za ten śmierdzący mostek umożliwiający przejście na drugą stronę rzeki, jednak zaraz wróciła do realności, drgając znów uchem, tym razem w reakcji na ostatnie słowa rudej kotki. 
- Z praktycznego punktu widzenia jestem bardziej podatna na szybszą śmierć - mruknęła, może nawet lekko rozbawiona, mając tu na myśli dar dziewięciu żyć. Nawet jeśli Tygrys zginęłaby w walce, to najpewniej obrażenia nie byłyby tak paskudne jak u Kamień… chociaż kto wie? Wilczaki widocznie są gotowe do każdego posunięcia, byleby wygrać. Jeśli tak, oni muszą zrobić to samo, chociaż wizja ,,po trupach do celu” kotce nie specjalnie odpowiadała. Zaraz jednak jej pysk przybrał wyraz bardziej poważny, na chwilę uciekając wzrokiem gdzieś w dal. 
- Nie ufam sojuszom - przyznała po chwili - I wątpię, by Mroczna Gwiazda uznał, że sam Klan Wilka jest w stanie pokonać wszystkich bez wyjątku. - Właśnie. Irytujący był fakt, że jak bardzo by nie uważała przywódcy Wilczaków za najgorsze ścierwo, to kocur miał głowę na karku, a w połączeniu z jakimś chorym szaleństwem czyniło go niebezpiecznym bardziej, niż jeśli mowa by była o kocie, który chociaż zachował resztki moralności.
- Jednak wracając, nie ufałabym do końca również Daliowej Gwieździe. Łączą nas jedynie interesy, co jest dobre i wygodne do czasu, chociaż w tym przypadku nie jestem w stanie teraz już nic zrobić, chociaż to pewnie już wiesz.
- Tak naprawdę nikomu nie warto ufać. Trzymaliśmy tyle czasu u siebie Zakrzywioną Ość, mieliśmy tu Czarnowroni Lot i trzeba było tragedii, żeby w końcu się ich pozbyć. Te wszystkie wcześniejsze podziały, rewolucje i bunty –  Tygrys zaczerpnęła głębszego oddechu – nie mamy pewności, co niektórzy o nas myślą i kiedy nie postanowią wbić nam pazurów w grzbiet. Sojusze trwają tylko do czasu, dopóki inny klan nie zaproponuje jednej ze stron naskoku na drugą. Tu nie ma miejsc ani na wierność, ani na zaufanie – stwierdziła. – I nie chcę, by moja kadencja skończyła się całkowitym upadkiem Klanu Burzy. To zabrzmi jak puste słowa, ale byliśmy, jesteśmy i będziemy silni. Mroczna Gwiazda chce pełnego dowództwa nad nami, ale choćbym sama miała stracić życie, nie zamierzam mu oddać tego po dobroci. - Dolne powieki Róży delikatnie uniosły się w górę na wspomnienie o Czarnowronie, jednak nie skomentowała tego. Rzeczywiście musiało dojść do tragedii, by w końcu zaczęto coś robić z problemem, zamiast zapobiegać i przewidywać do przodu. 
- Postaramy się, by do tego nie doszło - Odparła w temacie upadku klanu, chociaż… nie wykluczała takiej możliwości. Burzacy potrafili być uparci kiedy trzeba (lub też nie), a też nikt nie lubi się wysiedlać ze swojego domu, niezależnie od osoby, jeśli tylko jest się chociaż odrobinę przywiązanym. Zerknęła bokiem na Tygrys. Co, jeśli będzie musiała stracić wszystkie życia, by go powstrzymać? 

‧▪꙳◈◃♦――♜――♦▹◈꙳▪‧

Mieszające się zapachy czterech klanów drażniły nos Różanej Przełęczy, która próbowała połapać się który kot jest który. Nie podobało jej się to. Ten fakt, że Wilczaki byli przygotowani. Może powinni się rozdzielić, obejść klan Wilka pod osłoną drzew i… uh, czemu tereny Wilczaków muszą być długie? Bezsensownie rozciągnięte, łatwe w tym wszystkim do przejęcia. Jedynym problemem była granica z Klanem Klifu, jednak do tego momentu ten kawałek ziemi był na wyciągnięcie łapy. Nie o to jednak teraz walczyli, prawda? A Tygrysia Gwiazda pewnie nie chciała słyszeć o bezsensownym zabieraniu cudzego kawałka ziemi. Nie pamiętała kiedy dokładnie się posypało, jednak był to moment w którym zdała sobie sprawę, że powinna zrobić więcej. Zaplanować to inaczej, poddać Tygrys inne pomysły. Właśnie wtedy Nocniacy zaczęli się wycofywać, na co calico zacisnęła zęby unikając ataku jakiegoś Klifiaka. I tyle było z tego całego sojuszu, aż na pysk cisnął się sarkastyczny uśmieszek. Przecież się tego Różyczko spodziewałaś, czyż nie? Wypuściła z pyska martwe, szylkretowe ciało w odpowiednim momencie by dostrzec czyjś, jakby znajomy wzrok wśród tej całej obcej masy kotów, który jednak szybko zniknął, pozostawiając kotkę z nieprzyjemnym uczuciem w ciele. Był to pierwszy kot tego dnia, u którego zapamiętała pośmiertny wyraz na pysku. Następnymi były Burzaki, zabite przez pionki tego szaleńca uważającego się za przywódcę, w tym jej mentorka. A ona? Ona stała, z pazurami wbitymi w ziemię, nie mogąc nic z tym faktem zrobić. Była na przegranej pozycji, cokolwiek by teraz nie zrobiła przeciwko Wilczakom, odwróciłoby się przeciwko niej z potrojoną siłą. Nie widziała wyjścia, drogi. Na razie wszystko zostało zablokowane przez niewidzialną barierę. Pozostawało mieć nadzieję i w razie czego nie dopuścić, by kundle dobrały się również do jej najbliższych, jak to zrobili z dziećmi Tygrysiej Gwiazdy. 

‧▪꙳◈◃♦――♜――♦▹◈꙳▪‧

Nie do końca wiedziała w którym momencie podczas bitwy, lecz zyskała dość paskudną ranę na tylnej lewej nodze, która rozciągnęła się w poprzek i przez jakiś czas utrudniała chodzenie, jednak przy odpowiedniej ilości odpoczynku nawet szybko się goiła. Każda wizyta wrogiego klanu w obozie spinała jej skórę na plecach, jednak z wierzchu zdawała się być jedynie chłodno spokojna. Mieli zakładników, co konkretnie krępowało jej łapy w działaniu. Nawet, jeśli jakimś sposobem zyskałaby sposobność, do, powiedzmy uśpienia lub wyeliminowanie przychodzącego tu co jakiś czas patrolu, to co potem? Po kolejnym zeskoczeniu ze swojego punktu obserwacyjno-wypoczynkowego, udała się nie gdzie indziej niż do Tygrys. Do momentu w którym wszyscy się nie uleczą było jeszcze trochę czasu. 
- Tygrysia Gwiazdo - Dała o sobie znać, na chwilę stając w wejściu, by po chwili wślizgnąć się cicho do środka. Pytanie z jakim przyszła było dość proste. Jaki był plan? Jak przywódczyni to widziała? W jaki sposób Róża mogłaby pomóc w tej sytuacji. Potrzebowała jakiś wytycznych z góry, czegokolwiek, co pozwoliłoby jej ruszyć z miejsca i działać, chociażby poprzez wymyślenie planu. 

<Tygrys?>

06 kwietnia 2023

Od Tygrysiej Smugi(Tygrysiej Gwiazdy) CD. Różanej Przełęczy

Krok za krokiem, a cichy skrzyp wydobywał się spod jej łap. Okryte białym całunem Pory Nagich Drzew rośliny zlewały się w spójną całość, toteż czuła się, jakby wędrowała po bezkresnej krainie śniegu. Z początku sama, zgubiona we własnych myślach, nieustannie balansujących pomiędzy sprawami klanu a kwestią jej syna. Zaginionego już od tylu księżyców, że wielu dla świętego spokoju uznałoby go za martwego.
Głos Różanej Przełęczy wydawał się równie delikatny co płatek śniegu. Rozbrzmiał dźwięcznie w jej uszach, pozwalając jej dłuższą chwilę przetwarzać znaczenie tych słów.
— Niestety byłoby za proste, gdyby nie miały tych swoich nor — odparła, siłując się na wykazujący jakiekolwiek chęci do życia ton. — Nie sądzę jednak, by mi to miało przeszkadzać — dodała bez zastanowienia.
Nie stroniła od pracy, lecz wyjątkowo była na tyle zmęczona, by rzeczywiście mieć dosyć nawet tych najprostszych czynności. Coraz to dłuższe szukanie Jelenia wywoływało w niej wrażenie, iż nieustannie kręci się dookoła jednego miejsca i traci czas, zamiast poszerzyć swoje horyzonty.
Odbycie z Różą patrolu łowieckiego okazało się dobrą decyzją. Nie rozmawiały zbyt wiele, ale Tygrys odpowiadało towarzystwo szylkretki. Pozwoliło jej to wszystko na dłuższą chwilę odciągnąć myśli od spraw jej syna.

***

Na wiele była gotowa, jednak śmierć Kamień nie wpasowywała się w ten ściśle wyznaczony przez nią zakres. I to nie w momencie, gdy byli o krok przed wojną, która w takich okolicznościach wymagała większego zaangażowania od niej. To ona miała stanąć na czele klanu i poprowadzić go naprzeciw wrogom, ryzykując życia wielu ze swych pobratymców. Ryzykując nawet własnym bytem i licząc się z faktem, że nie zdąży nawet spotkać swojego dziecka, dla którego tak naprawdę działo się to wszystko. Starała się uświadomić siebie, że ktokolwiek by to nie był, to i tak musieliby stawić czoła Wilczakom. Ci pozwolili sobie na zbyt dużo, jawnie kpiąc z ich. Temu trzeba było położyć kres, a fakt, że zaszło to w jej kadencji, wcale nie należał do pocieszających.
Ciało Kamiennej Gwiazdy nie zostało pochowane na terenie klanu. Ruda dłuższą chwilę gdybała, co z nią zrobić, bo zdawała sobie sprawę, że niektórzy mocno stronili od czarnej i z chęcią wykorzystają okazję na zemstę.
Dlatego też zwłoki trafiły do rzeki, a gdy odpływały, Tygrys modliła się jedynie, by trafiły one jak najdalej.
Dosyć ważną kwestią był też wybór zastępcy. Gdybała niedługo, bo jako z natury obserwatorka zdążyła wyrobić sobie przeróżne opinie o poszczególnych kotach.
Z pewnością unikała całkowicie rudego koloru futra. Pomimo zakończenia ery rasizmu, wolała nie kusić losu i nie być posądzana o „spoufalanie” się ze swymi i powrotu do przeszłości. Z innej strony nie znała się aż tak z innymi wojownikami. Będąc zastępcą, nabyła wielu nowych znajomości, bo wyznaczanie patroli i załatwianie klanowych spraw zmusiło ją do dużej ilości interakcji.
I dlatego też wybrała Różaną Przełęcz.
Szylkretka wydawała się specyficzna, a zarazem była jedynym słusznym wyborem. Zdystansowana i spokojna, a jednocześnie potrafiła zaingerować, gdy sytuacja tego wymagała. To w końcu ona pomściła biednego, Zwęglonego Kamienia.
— Różana Przełęczo — wymknął się z jej pyska, gdy tylko dominujące w czarnej barwie futro przeszły przed jej pyskiem. — Pozwól, że przejdziemy się na patrol. Chciałabym omówić z tobą parę spraw — mruknęła zgrabnie, jakby z góry planowała tę rozmowę.
— A istnieje jakiś konkretny powód, dla którego nie możemy przeprowadzić tej rozmowy tutaj? — spytała na tyle spokojnie, iż ruda nie potraktowała tego w żadnym stopniu jako uszczypliwość, a jedynie wynik ciekawości nowej zastępczyni.
— Wolę nie mieć postronnych świadków. Do tego ostatnie sytuacje w klanie nauczyły mnie, że nie każdemu warto ufać, nawet jeśli żyje wśród nas wiele księżyców — stwierdziła. — Mamy wojnę na karku, potrzebuję usłyszeć twojej wizji i odczuć. Oczywiście opowiem ci najpierw, co ja widzę i co wiem po ustaleniach z Daliową Gwiazdą, żebyś mogła mieć punkt odniesienia — dodała.
Skinięcie głową potraktowała jako zgodę. Obie pokierowały swe łapy w kierunku północnych granic, gdzie nie sąsiadowali z żadnym klanem i ryzyko spotkania jakiegoś patrolu spadało do zera. Samotnicy byli inną kwestią, ale nią się na razie nie przejmowała.
— Wolałabym uniknąć tego wszystkiego, ale siedzimy już zbyt głęboko w tym bagnie — westchnęła, bo sama myśl o rozlewie krwi przywodziła jej do głowy okropne wspomnienia. Czy ten jeden raz, gdy akurat zsolidaryzowali się z Klanem Wilka, by dobić Nocniaków, niczego ich nie nauczył? — Nie wiem, na ile cierpliwa będzie Daliowa Gwiazda. Przez to, co stało się z Kamień… Kamienną Gwiazdą — poprawiła się w ramach formalności. — My zaatakujemy od jednej strony, oni od drugiej i walczymy choćby do ostatniego tchnienia. Oni chcą odzyskać swojego wojownika, my chcemy naszego — dodała, choć im dłużej to trwało, zaczynała odbierać wrażenie, że większość Jelenia miała już gdzieś. — Poza tym, jeśli przyjdzie mi nie przeżyć tej wojny, cieszę się, że klan trafi w odpowiednie łapy. 

<Różo?>

15 lutego 2023

Od Różanej Przełęczy CD. Tygrysiej Smugi

Zgromadzenie przebiegło spokojnie, jeśli nie liczyć nieporozumień wśród przywódców, z resztą jak zwykle. Nie podobali jej się. Ba, trudno było znaleźć kogoś, kto by nie wzbudzał w Różyczce po pierwszym rzucie oka niechęci i nieufności. Podobnie było z Motylim Trzepotem, którą przypomniała sobie dokładniej już po powrocie do obozu. Mimo wszystko chciała wierzyć, że miała jakąś sojuszniczą duszę w innym klanie. W końcu, czy nie było to pomocne? A właśnie, co do wspomnianej wcześniej kotki, temat zszedł na Jeleniego, jednak i tutaj żadnej poszlaki nie było i kotka zaczęła mieć powoli tego dość. Nie była do rudzielca przywiązana, nie miała więc obsesji na punkcie szukania jego zaginionego dupska. Równie dobrze już dawno mógł wąchać kwiatki od spodu, jednak te myśli zachowała dla siebie, po prostu po raz kolejny chodząc na patrol wzdłuż granic. Ot, dla zabicia czasu. 
Tym razem nie było inaczej. 
Szylkretowa istota, pomimo śniegu pomiędzy łapami i nieprzyjemnego zimna wyruszyła na kolejny patrol. Dwa dni temu wybrała się na tereny niczyje w towarzystwie Wietrznej Melodii i Mżystego Futra, jednak pomimo chodzenia po lasach i znalezienia całego niczego, po Jelenim Puchu nie było śladu, nawet jakiegoś kawałka sierści. A na siedliska dwunożnych nie miała jak na razie myśli się wybierać. Żeby ominąć tereny wilczaków trzeba by zrobić całkiem spory łuk, a to już by była wyprawa na więcej niż jeden dzień. Do momentu, w którym nie padnie odgórny rozkaz o przeszukaniu tamtych terenów, Róża nie miała zamiaru kiwnąć palcem. Dodatkowo, nie znała tamtejszych gruntów, nie miała pojęcia czego się spodziewać i jak się poruszać. 
Położyła po sobie uszy, kiedy zimny wiatr uderzył z całej siły w jej pysk, mrożąc nos i oczy. Ale żadnego zapachu zwierzyny, a jeśli już to lichy, spłowiały. Mogła podążyć za tropem, jednak bardziej zainteresował ją silnejszy zapach, należący do zastępczyni klanu, kierujący się w stronę granicy. Róża nie miała zamiaru za nim podążać, a przynajmniej z początku. W końcu jednak Tygrysia Smuga sama znalazła się na drodze calico, która błądziła bez celu po terenach, nie przykładając się nawet szczególnie do próby łowieckiej. Tak więc, rudawa istota należąca do tej samej rasy wydawała się być ciekawszą alternatywą, prawda? Po chwili zawahania wojowniczka podreptała w stronę Tygrys, ignorując oblepiający ją śnieg. Nie miała ochoty na rozmowę, ale na chodzenie bez celu też nie. 
- Zwierzyna się o tej porze trochę za bardzo chowa - Mruknęła na przywitanie, stając nieopodal zastępczyni. Kiepski początek i pewnie rozejdą się po chwili niezręcznej ciszy, ale zawsze coś, prawda? 

<Tygrys? Zapomniałam jak się zaczyna.>