BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lis (OL). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lis (OL). Pokaż wszystkie posty

10 marca 2026

Od Lisa

UWAGA: WALKA, LEKKI GORE

Był piękny, słoneczny dzień. Tak piękny, że Lis postanowił — ot, tak — wykraść się samemu z obozu, by trochę się powygrzewać.
Z powodu swego zdrowotnego problemu — dziwnej choroby, która nie pozwalała mu chodzić i biegać jak każdemu innemu kotu — nie mógł sam wychodzić. Jednak uznał, że i tak nikt się o tym nie dowie. Może uda mu się udowodnić, że on też może zrobić coś pożytecznego dla klanu!
Małymi, cichymi oraz chwiejnymi krokami zaczął zbliżać się do wyjścia z obozu. Na szczęście (lub nieszczęście, czego się zaraz dowiemy) w obozie prawie nikogo nie było. Wszyscy wojownicy oraz zwiadowcy wraz z liderką byli na patrolach czy polowaniach. Jedynie zastępcy, szaman, uzdrowiciele oraz stróże zostali, a oni zajęci byli swoimi sprawami. Takim sposobem Lisowi udało się wyjść.
— Wow… — wymknęło mu się. Terytorium zdawało się nie kończyć! Co prawda był już raz na zewnątrz, ale wciąż nie mógł uwierzyć, jak wielki jest teren Owocowego Lasu.
Jego kiwające się łapki sam poprowadziły go w jakimś kierunku. Biedny nowy uczeń nie miał jeszcze w pełni wykształconych zmysłów, nie były one tak dobre, jak u starszych terminatorów oraz dorosłych kotów, a więc nie wyczuł świeżego zapachu lisa. Prawdę mówiąc, wyczuł go, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie niebezpieczeństwo mu grozi. Lis swoimi oczami spoglądał na Lisa, który chwiejnie maszerował przez teren.
W końcu rudzielec zdecydował, że wróci do obozu.
Pewniejszymi już krokami skierował się w tamtą stronę i znów chciał niepostrzeżenie wkraść się do środka. Gdy rozmyślał, jak to zrobić, przed nim stanął jakiś kot.
— Co tutaj robisz, mały? Czy aby nie wolno ci wychodzić bez drugiego kota? — To była Orchidea, patrząca na niego łagodnie i zarazem stanowczo.
— Ja… chciałem nazbierać trochę mchu do… do… legowiska uczn… uczniów — odparł Lis.
— No dobrze, ale już tak więcej nie rób, młody. — Z tymi słowami Orchidea zaprowadziła go z powrotem do obozowiska. Widocznie Pieczarka już dowiedziała się o jego ucieczce, gdyż gniewnie machnęła ogonem, gdy mały uczeń wszedł do środka.
— Co ty sobie… — Nie dokończyła; w jej oczach ukazał się strach, a jej futro stanęło dęba. Spoglądała na wejście, gdzie znikąd pojawił się łeb, a potem całe ciało gotowego do boju najprawdziwszego lisa.
— LIS! LIS W OBOZIE! — wrzasnęła. Nie zdołała ukryć gdzieś Lisa, a więc mały został na miejscu, przypatrując się scenie z paniką w oczach. Czy ten lis przyszedł tu za jego tropem?

* * *

— Udało nam się — westchnęła Pieczarka. — Ale za jaką cenę?
W bitwie zmarło kilka kotów. Gdy lis rzucił się na Pumę, Mucha spróbował go uratować, jednak zapłacił za to życiem. Gdy lis go załatwił, przeszedł do Pumy i tym sposobem, mimo starań innych stróż, także został ofiarą kłów i pazurów. Lis (uczeń OL) został ciężko ranny. Pół jego twarzy zostało obdarte, a na prawej tylnej nodze już raczej nie stanie. Jego ogon znaczyła długa blizna. Jakim cudem taki mały uczeń mógł zostać tak ciężko ranny?

[468 słów]

27 lutego 2026

Od Lisa

Lis pokuśtykał do legowiska uzdrowicieli. Dziś rano, gdy pomagał robić nowe gniazda z mchu, potknął się o wystający kamień i zwichnął nogę. Iskrzyk podpierał go z jednej strony, by pomóc kiwaczkowi w dojściu. W wejściu powitał ich Poranek.
— Czego potrzebujecie? — zapytał uczniów.
— Chyba zwichnąłem nogę — wyjęczał Lis.
Uzdrowicieli ruchem ogona zaprosił go do środka i nakazał, by Iskrzyk pozostał na zewnątrz. Przeglądał wzrokiem zioła, aż w końcu wyjął liście bzu. Młodszy rudzielec oczywiście nie znał nazwy tych ziół, lecz nie chciał się dopytywać.
Kocur przeżuł je na papkę i zaczął nakładać okład na nogę ucznia.
Lis westchnął z ulgą. Dobrze, że uzdrowicieli wie jak wyleczyć jego uraz.
— Ale ty masz błota na łapach, Lisie! Coś ty takiego zrobił, że takie masz brudne łapy?
Lekko zawstydzony pochylił głowę. Od kociaka maczał je w błocie i czuł do tego jakiś… sentyment? Nostalgię? A więc wciąż to robił mimo niezadowolenia niektórych kotów.
— Ja… zawsze to robiłem i do dziś smaruje je błotem.
Poranek ze zdziwieniem pochylił głowę, jednak nie pytał dalej.

* * *

Kilka dni później łapa Lisa miała się znacznie lepiej. Choć czasem pobolewała, uczeń mógł hasać po polanie (na swój sposób, przewracając się ciągle) i znów pomagał w obozie. Był zadowolony, że znów może wykonywać swoje obowiązki i był z tego dumny!

[211 słów]

[Przyznano 4%]

Wyleczony: Lis

16 lutego 2026

Od Lisa

Przeszłość

Był wczesny ranek. Słońce wolno wznosiło się, a mała rodzinka niedaleko Owocowego Lasu powoli zaczynała ruszać się w swoim gnieździe z mchu. Mały Lis jako pierwszy otworzył pysk i pisnął, gdyż było mu zimno. Chwilę potem jego brat, Iskrzyk, także się obudził. Na końcu podniosła głowę ich matka, Tefra.
— Cześć, dzieciaki. Jak się wam spało? — wymamrotała sennie.
— Dobrze! — pisnął Lis.
— Było okej — odparł Iskrzyk.
Cała trójka zaczęła myć swoje futro — a raczej Tefra i Iskrzyk myli futro, ponieważ Lis próbował, jednak jego główka kiwała się bez przerwy, a ciało przewracało się za każdym razem, gdy ją odwrócił.
— Czekaj, Lisie, zaraz ci pomogę — wymruczała rozbawiona Tefra, kończąc pielęgnację swego futra i przechodząc do Lisa.
Po krótkiej chwili cała trójka aż lśniła.
— Dobrze, idę zapolować. Nie oddalajcie się stąd i uważajcie na siebie. Niedługo wrócę.
Tefra odeszła, by zapolować dla jej małej, rozkosznej rodzinki. Kociaki przez chwilę drzemały, potem zaczęły opowiadać sobie wymyślone historie.
— I wtedy liść odleciał przerażony! Tak, zadałem mu tyle mocnych ciosów, że odleciał! — mówił Lis.
Kociaki bawiły się świetnie. Jednak Tefra już długo nie wracała, a więc kocurki zaczęły się coraz bardziej martwić. Gdzie była mamusia?
— Może pójdziemy jej poszukać, co? — zasugerował Lis.
— Coś ty. Po pierwsze, mama pewnie zaraz wróci i będzie przestraszona, gdy ujrzy, że nas nie ma. Po drugie, na tych twoich kiwających się łapkach nie zajdziesz daleko.
Biedna Tefra nie wiedziała, że do jej legowiska zbliżały się obce koty. Nie wiedziała, że zaniesienie obfitej zdobyczy do niego skończy się rozpaczą i poszukiwaniem młodych…

Od Lisa

Przeszłość

Był zimowy wieczór, noc zbliżała się dużymi krokami. W lesie niedaleko Owocowego Lasu można było ujrzeć gniazdo z mchu, w którym ładna kotka leżała z dwoma ciekawskimi kulkami futra.
— Mamo?
To pytanie zostało zadane przez Lisa, malutkiego kociaka.
— Tak, słodziaku? — odparła matka, znana jako Tefra.
— A czy kiedyś nas zostawisz?— zapytał Lis, przytulony do boku Iskrzyka, brata.
— Dopóki nie dorośniecie i nie będziecie silnymi, wyrośniętymi kotami, nie pozwolę, byście mnie opuścili — wymruczała Tefra.
Lis piskliwie zamruczał i przytulił się do mamusi.
—To dobrze, mamusiu. — Kociak zadarł łebek, przez co wywrócił się na bok. — Czemu nie umiem utrzymać równowagi? — parsknął kocurek.
— Nie wiem, kochany.
Lis wepchnął się między brata a mamę, aby być obok obu z nich podczas snu.
— Hej! — zaprotestował Iskrzyk.
— Pszpszam — wymamrotał Lis niezrozumiałe, gdyż pyszczek miał wciśnięty w futro mamy.
— Dobranoc, maluchy. Śpijcie dobrze — miauknęła Tefra.
— A…mamusiu? — wyszeptał Lis.
— Tak?
— Czy…czy obiecujesz, że nie pozwolisz, żeby ktoś nas porwał? Albo nie opuścisz nas zbyt wcześnie?
— Obiecuję, mały Lisku. A teraz śpij dobrze i nie miej żadnych trosk. Mamusia jest przy tobie.
Tak oto Lis zasnął, jego oddech stał się wolny, a myśli odleciały daleko, do krainy snów. Obok niego także braciszek zasnął. Ich matka chwilę się im przyglądała z czułością w łagodnych oczach, po czym ułożyła głowę na mchu i też zasnęła, mrucząc pod nosem.
“Obiecuję” pomyślała jeszcze raz przed zaśnięciem…

Od Lisa Do Kropli

Przeszłość

Był wczesny ranek. Wojownicy, zwiadowcy, stróże oraz wszyscy inni powoli zaczynali ruszać się w swoich legowiskach. U uczniów zaczynały się ciche rozmowy, w żłobku dało się dosłyszeć popiskiwanie kociaków, a za parę chwil najmłodsi członkowie wystawili swoje łebki z wejścia do żłobka, aby eksplorować i psocić. Z legowiska uczniów wyłoniła się łaciata czekoladowo-biała kotka. Lis, gdy tylko ją zobaczył, podbiegł, kiwając się na lewo i prawo.
— Hej! Jestem Lis, a ty? — powitał ją ciekawski dzieciak.
— Jestem Kropla — odparła nieśmiało kotka, po czym spróbowała odejść, jednak kociak skakał przed nią (przez co wiele razy wylądował na ziemi).
— Kropla! Ładne imię! A kim jesteś? Znaczy, jaką masz drogę szkolenia?
— Jestem uczennicą stróża — odmiauknęła kotka zwięźle, nie mając ochoty na konwersację. Jednak Lis nie zauważył tego i dalej zadawał pytania.
— Ja też kiedyś będę uczniem stróża! A raczej niedługo! A…a kiedy zostaniesz stróżem?
Kroplą spojrzała na pełnego energii kociaka. Nie miała na to odpowiedzi, więc potrząsnęła głową. Lis przekręcił łebek, przez co prawie upadł. Jego prawa łapka znalazła się nagle przed lewą, jednak udało mu się utrzymać równowagę.
— Nie wiem — odpowiedziała Kropla, chcąc zakończyć rozmowę.
— Aha, nie wiesz. A ja się nie mogę doczekać nauki! Będę się uczył jak robić gniazda z mchu, jak pomagać uzdrowicielowi, jak budować legowiska... — Potok słów wyszedł z małego pyszczka Lisa. Można się aż zdziwić, że z takiego małego kocurka wyjdzie tyle słów!

<Kropelciu?>

Od Lisa

Przeszłość

Był lodowaty, śnieżny ranek. Lis otworzył szeroko oczęta. Nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego! Zaspy białego puchu leżały w obozie, a koty przedzierały się przez niego, dygocząc z zimna.
Kociak bez namysłu wskoczył w zaspę — tak, wskoczył bez wywalenia się! — i pisnął zaskoczony, gdy znalazł się w niej aż po ramiona. Zamarł, gdy poczuł, jak zimny jest ów puch.
— Pomocy! — zapiszczał. Na szczęście niedaleko siedziała Orchidea, myjąc swoje liliowe futro.
— Lisie! — zamiauczała i podbiegła, by wyciągnąć kocurka z zaspy.
— Ach, maluchu! Spójrz na siebie! Będziemy musieli zmienić ci imię na Śnieg!
Lis spojrzał na swoje rude...
Nie, zaraz…białe futerko! Śnieg tak je okrył, że nie było widać ani śladu rudego!
Orchidea wylizała sierść kociaka. Rude futro znów się ukazało.
— Zmykaj do żłobka, mały. Bo się zaraz przeziębisz!
Drobny maluch odpisnął i na chwiejnych, kiwających się łapkach, krok po krzywym kroczku oddalił się do żłobka, aby zaraz rozemocjonowany opowiadać braciszkowi i opiekunce o przygodzie.
— I wtedy śnieg chciał mnie pożreć! — pisnął. — Ale Orchidea przyszła i mnie uratowała! A potem zadałem śnieżnemu potworowi kilka ciosów, o tak! — Kotek pokazał, jak wyimaginowane ciosy wyglądały, równocześnie przewracając się. — I wtedy potwór odbiegł! Uratowałem klan przed niebezpieczeństwem!
Brat i opiekunka zamruczeli z rozbawienia. W końcu — kogo nie rozbawiłaby wymyślona historia Lisa?

Od Lisa

Przeszłość

Lis spojrzał na papkę zrobioną z myszy leżącą przed nim. Nie był głodny, jednak wiedział, że jeśli chce być silny, musi dużo jeść. Jedna z karmicielek położyła łapę na jego plecach, a on zaczął powolnie jeść.
Gdy skończył, niezdarnie wylizał sobie futerko pod brodą i wyczłapał na zewnątrz.
Tym razem chciał zbadać obóz własnymi, kiwającymi się łapkami, bez Iskrzyka lub Orchidei, lub kogokolwiek innego.
Lis stanął przed żłobkiem i postanowił, że pójdzie sprawdzić legowisko stróżów. Uważał, że pewnie sam takowym zostanie, gdyż nie nadawał się na nic innego. Kiedyś myślał, że będzie bezużyteczny — teraz wiedział, że w Owocowym Lesie znajdzie się dla niego idealna rola.
O matce nie zostało mu wiele wspomnień. Gdy pierwszy raz zauważył, że wspomnienia zanikają, a on sam ledwo pamięta twarz mamusi, poczuł panikę. Jednak teraz? Teraz przyzwyczaił się do tego.
Kocurek skierował krzywe kroczki do stróżów. W wejściu powitała go młoda, czekoladowa, pręgowana kotka. Lis zadarł główkę i podniósł ogonek.
— Cześć! — Miał nadzieję, że kotka nie będzie taka jak Rokitnik.
Kotka zaskoczona spojrzała na małe kocię.
— Cześć...! Jesteś Lis, co nie? — spytała.
— Mhm! A ty?— odmiauknął kocurek.
— Jestem Miodunka. Miło mi cię poznać! Słyszałam, że miewasz problemy z równowagą.
Lis zawstydzony opuścił chwiejącą się, małą główkę, co skutkowało przewróceniem się na bok.
— Ojej! Wszystko dobrze? — spytała Miodunka.
— Tak! Wszystko okej — odrzekł rudasek i podniósł się na chude łapki.
— No, to zmykaj się pobawić, maluszku. Nie możemy przeszkodzić innym stróżom, którzy drzemają. Spójrz, to chyba twój braciszek cię woła! Och, on ma motylka na nosku! Pa, pa, Lisie — wyszeptała kotka, po czym obserwowała kiwającego się to w prawo, to w lewo rudaska, gdy odchodził zafascynowany motylkiem.

09 lutego 2026

Od Lisa CD. Iskrzyka

Lis popatrzył na braciszka.
— Przecież wiesz, że… nie wolno nam tego robić, Iskrzyku. Dostaniemy karę, a ja nie chcę kary.
Kocurek spojrzał na niego i zmrużył oczka.
— Boisz się…? — zapytał kiwającego się rudaska.
— Starsi są podobno bardzo fajni! Inni mówili, że opowiadają cudowne historie… i są szanowani. Nie możemy robić im psikusów — odparł Lis i przekręcił główkę na bok.
— Pójdę do nich i poproszę, żeby opowiedzieli mi historię. Nie chcę robić złych rzeczy. Jak chcesz, to dołącz do mnie.
Lis, kiwając się na różne strony, odszedł do starszych.
— Cześć! — miauknął głośno, gdy się tam znalazł. W legowisku był tylko jeden starszy. Wyglądał groźnie… tak wydawało się maluchowi.
— Mały brudasek się znalazł, hm? — rzekł starszy. Lis podwinął ogon.
— Ja... chciałem zobaczyć… jak… jak tu wygląda i tak dalej… — wyjąkał kocurek z ubłoconymi łapkami. Starszy stanął nad kociakiem.
— Nie z tymi ubłoconymi łapami, mały — warknął i powrócił na swoje miejsce, zasypiając. Lis w popłochu wybiegł i pognał do braciszka, przewracając się wiele razy.
— Iskrzyku, Iskrzyku! Ten starszy chciał mnie zjeść! — wykrzyknął do kremuska. — Nigdy więcej tam nie wrócę! — wyszeptał przerażony rudas. Jego brat westchnął.
— Nie wymyślaj, Lisku. Te staruchy tylko się lenią i lenią. Nie jedzą kociaków.
— Ale on był taki straszny, Iskrzyku! Jeśli mi nie wierzysz, sam tam pójdź!

<Iskrzyku?>

08 lutego 2026

Od Lisa Do Orchidei

Przeszłość

Lis obudził się, gdy brat dźgnął go w bok łapką z wyciągniętymi pazurkami.
— Hej! — miauknął oburzony rudasek.
— Wstawaj, śpiochu! — odparł Iskrzyk, po czym sam wyszedł ze żłobka, aby pozwiedzać nieznane mu dotąd części obozu. Lis także wygrzebał się z gniazda, aby potem chwiejnym krokiem wyjść.
Skupił się na tym, aby mocno wbijać pazurki w ziemię. Takim sposobem lepiej się utrzymywał i mógł łatwiej się przemieszczać. Gdy tak skupiał się na łapach, nie zauważył szarawej kotki stojącej przed nim.
— Ojej! Przepraszam! — pisnął, gdy przypadkiem w nią wszedł.
— Nie…nic się nie stało — odparła nieśmiało i odsunęła się, dając rudaskowi miejsce na przejście.
— Jak masz na imię? — zapytał zaciekawiony kociak, zadzierając chwiejący się łebek.
Kotka zdziwiona spojrzała w dół.
— Orchidea. A ty jesteś pewnie Lis, prawda? — spytała ostrożnie.
— Tak! Jestem Lis! — odmiauknął do niej i podskoczył. Gdy wylądował, przewrócił się na bok i prychnął.
Orchidea złapała go za skórę na karku i posadziła na ziemię. Kocurek starał się pozbyć ziemi z pyszczka.
— Ojej, ale masz brudne łapki! — zauważyła Orchidea.
— To jest tak specjalnie! Żebym wyglądał jak groźny lis! — kocurek zamachnął się łapką, po czym spadł na plecy.
Liliowa znów go podniosła. Na jej pysku widniał cień rozbawienia.

* * *
Dalej przeszłość, kilka dni później

Kotka zaczęła lubić Lisa. Był taką rozkoszną, małą kulką futra, która nie umiała utrzymać równowagi. Maluch także polubił Orchideę. Lubił, gdy patrzyła na niego swoimi łagodnymi oczami lub mówiła swoim uspokajającym głosem.
Dzień był bardzo zimny, a więc bez namysłu usiadł obok kotki i wtulił się w jej futro.
— Zimno mi — wymamrotał. Orchidea zamruczała cicho.
— Siedź sobie tam, mały Lisku, siedź — wymiauczała z czułością. Kociak odparł piskliwym mruczeniem. Patrzył, jak jego brat bawił się piórkiem, udając, że jest ono wrogiem.
— Chciałbym móc się tak bawić — pisnął przygnębiony kocurek.
— Nie martw się, Lisie. Jesteś cudowny taki, jaki jesteś — odparła wojowniczka i ogonem smagnęła go po główce. Kociak na to zachichotał.
— Ojej, chyba wołają mnie do żłobka. Zobaczymy się jutro, Orchideo?
Kocurek odszedł swoim chwiejnym kroczkiem, przewracając się kilka razy. Jednak dzielnie brnął dalej, aby dotrzeć do żłobka jak najszybciej!

<Orchideo? Chcesz się zobaczyć z Liskiem?>

20 stycznia 2026

Od Lisa

Przeszłość

Lis, mały, rudo-biały kociak zapatrzył się w dal. Obok niego siedział jego braciszek, Iskrzyk.
Ich mamusia nie wracała od dłuższego czasu. Pewnie poszła na polowanie. Kocięta były przyzwyczajone do tego, że mama zostawiała je same, by potem wynagrodzić im to obfitym stosem zwierzyny.
Gdy rodzeństwo tak siedziało, z tyłu zbliżyły się obce im koty. Lis odwrócił się i upadł na bok. Iskrzyk westchnął i pomógł mu się podnieść. Nieznajomi podeszli bliżej do młodych.
— Czereśnio, zobacz! Kocięta bez matki! — wykrzyknęła obca kotka.
— No nie wiem, czy matka zostawiłaby młode same… chyba że ona… — Brązowy kocur nie dokończył zdania, lecz czwórka wymieniła między sobą spojrzenie pełne zrozumienia. One domyślały się, co stało się z matką Lisa i Iskrzyka.
Rudy spróbował podejść do kotów, lecz jego prawa łapa nagle znalazła się tuż przed lewą i tym sposobem kocurek upadł na pyszczek.
— Biedactwa — rzekł kolejny. — Nie możemy ich tu zostawić samych… — Patrol przez chwilę między sobą szeptał, po czym podszedł jeszcze bliżej. Kotka zwana Figą podniosła Iskrzyka.
— Hej! Zostawcie mnie! Mamusia zaraz wróci! — pisnął. Czereśnia złapał ciągle upadającego Lisa za kark i podniósł go.
— Ifemy fo ofozu! — powiedział ciemny kocur. Zdanie było nieco zniekształcone przez to, że trzymał w pysku malucha.
Biedne kocurki nie chciały zostawiać gniazda. Wiedziały, że rodzicielka w końcu wróci z polowania i będzie ich szukać…

Teraźniejszość

Kocurki zaczęły przyzwyczajać się do nowego domu. Chociaż tęsknota po matce nie znikała, były coraz bardziej ciekawskie. Możliwe, że koty z tego… "Owocowego Lasu" miały rację i mamusia już nie wróciła… Iskrzyk wsadzał nos wszędzie; wszystko musiało zostać przez niego sprawdzone. Lis za to był bardziej wycofany, jednak był najbardziej słodkim i rozkosznym kociakiem, jaki mógł istnieć. Często też okazywał ciekawość, lecz nie tak wielką, jak brat.
Koty niedawno zdały sobie sprawę, że coś jest nie tak z rudaskiem, jednak zdążyły się do tego przyzwyczaić. Wiele z nich śmiało się z malucha.
Lis wiedział, że żaden… "wojownik" z niego nie wyrośnie, ale zbytnio się tym nie martwił. Za to miał dobrą pamięć i lubił pomagać kotom w obozie.
Zbliżała się noc. Kotka, która opiekowała się kociakami, zawołała ich do legowiska. Lis poszedł do niego, potykając się raz czy dwa. Wiedział, że musi iść spać, by jutro móc dalej odkrywać świat!