BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kotewkowy Powiew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kotewkowy Powiew. Pokaż wszystkie posty

11 marca 2024

Od Kotewkowej Łapy (Kotewkowego Powiewu)

Dzień po porodzie Tuptającej Gęsi
Każdy dzień pokazywał jej boleśnie na drodze coraz to kolejne rzeczy których nie umiała, nie chciała umieć, albo całkowicie psuła za każdym razem. Nie odnajdywała się w tym co miała robić, ba, męczyło ją już samo próbowanie zmienienia się tak jak oczekiwała od niej matka. Już zrozumiała, że jest okropna w każdej dziedzinie, to czemu po prostu nie mogła być wojownikiem by robić cokolwiek? Czemu nie może po prostu jakoś funkcjonować bez dokończonego treningu? Jakąś rybę może by złapała, pobić przeciętnie, ale dałaby sobie radę… To czemu miała wyciskać z siebie resztki chęci na coś, co jeszcze bardziej skręci ją w środku?
Rozumiała, że to wszystko było nie w porządku wobec innych, uczyła się z jakimiś młodszymi kotami bo była na ich poziomie i nie powinna zostać wojowniczką, lecz… Na pewno się tego nie dało zmienić? Cokolwiek zaradzić? Jeżeli będzie musiała budzić się z rana jeszcze przez najbliższe kilka księżyców tylko po to, by ponarzekać na śmierdzący las, to nawet medytacji jej się odechciewało. Bo jak tu znaleźć ukojenie duszy, gdy wszystko zmuszało ją do ciągłej wściekłości i rozgoryczenia? Jej łapy przestawały do niej należeć, czuła się po prostu jakby utknęła w innym ciele, które na ślepo miało robić jakieś pierdoły. Dla niej już nie było innej opcji, niż powtarzać ten cały cykl w kółko do końca jej dni.
O dziwo jednak w ten jeden dzień coś się zmieniło i nie została obudzona o świcie. Nikt nie kazał jej zanurzać się w zimnej wodzie, by poćwiczyć nie topienie się. Kiedy wyszła już z legowiska uczniów, jakiś losowy kot zdążył jej tylko powiedzieć, że matka ją wzywa do siebie. I to już brzmiało strasznie. Starała się, by jej zdumienie nie było aż tak widoczne, by udawać, że rzeczywiście wiedziała o co w tym wszystkim chodzi. Tak naprawdę była w cholerę przerażona, bo czego mogła od niej oczekiwać Srocza Gwiazda w środku dnia?
Niepewnie podeszła do legowiska lidera, nie do końca przekonana do tego, czy chce się teraz widzieć z matką. Ale co tam, będzie na pewno luźno, skoro….To była jej kochana mentorka…
- Um, mamo? Srocza Gwiazdo? Chciałaś mnie widzieć z tego co słyszałam... Coś się stało? - uśmiechnęła się lekko, w głębi duszy biegnąc maraton pod górkę. W momencie gdy była jeszcze poza legowiskiem myślała, że będzie dobrze, ale gdy do niego weszła, zmieniła zdanie. Będzie okropnie.
Srocza Gwiazda wyglądała jakby jej wyczekiwała, siedząc na posłaniu z luźno położnym ogonem. Kiedy przekroczyła próg legowiska, liderka wyprostowała się, zwiększając swoją wysokość o głowę. Spowodowało to, że poczuła się jeszcze bardziej onieśmielona.
- Tak, wzywałam. - zaczęła, wstając z legowiska. Podeszła do niej bliżej, kontynuując - Czy znasz powód dla którego tu jesteś?
Przełknęła ślinę, patrząc się gdzieś w bok.
- Chyba nie... Tak mi się wydaje... Jest jakiś problem?
Liderka trzpnęła z niezadowoleniem ogonem.
- Co myślisz o swoich postępach na treningu, Kotewkowa Łapo? - zapytała, okrążając powoli niższa kotkę.
- Jest... Znośnie? - powiedziała z nadzieją, że Sroczej Gwieździe nie o to chodziło…
Próbowała ignorować to, jak strasznie wyglądała obecnie jej mentorka. Unikała wzroku tych całkowicie pozbawionych emocji ślepi i odliczała sekundy do końca ich rozmowy.
- Spójrz na twoje siostry. Wszystkie skończyły trening już wiele, wiele księżyców temu. Niektóre z nich mają już nawet własne rodziny, szkolą młodych uczniów... Twoich kolegów z legowiska. - mówiła, nie urywając kontaktu wzrokowego - Wystarczająco długo tolerowałam twoje zachowanie. Wierzyłam, że źle się czujesz, byłam cierpliwa, jednak osiągnięcie tego samego co Tuptająca Gęś, Wirująca Lotka, a nawet Spieniony Nurt zajęło ci dwa razy dłużej niż im! Myślę, że sama wiesz jak patrzą na ciebie inni wojownicy. Wszakże to ty każdego dnia musisz mierzyć się z ich spojrzeniami na swoim grzbiecie.
Spojrzała smutno na mamę.
- Ale... Ja... No nie mogę się wytłumaczyć, ale jest aż tak źle?... Ja naprawdę... Nie idzie mi najgorzej! A może nie chcę zakładać rodziny jak moje siostry? Może... Takie życie mi się podoba?... Te wszystkie spojrzenia mi... Nie przeszkadzają.
Próbowała zignorować to głośne westchnienie pełne zawodu, jednak jej poczucie winy wzrastało. Czarno biała cofnęła się krok do tyłu, a w głębi jej oczu odbiło się matczyne zmartwienie i rozczarowanie.
- Nie są najgorsze, jednak to nie jest wystarczające dla kogoś kto jest moją córką. Klan nie będzie się czuł bezpiecznie w łapach kogoś, komu nie udało się nawet wyszkolić własnej uczennicy... Dlatego jestem zmuszona podjąć bardziej radykalne środki.
Poczuła taki szok jakiego nigdy w życiu. Jak jej serce już i tak biło strasznie szybko, to teraz była już była zawrotna prędkość.
- Jakie radykalne środki?! Mamo?!
- Nie krzycz - gestem łapy uspokoiła ją. - Nie martw się. Jesteś moim dzieckiem, nie wygnam cię. Jednak nie możesz pozostać bezkarna. - wzięła głębszy wdech - Twoja siostra wczoraj się okociła. Większość kotów już wie, co się stało z jednym z nich.... To prawdziwa tragedia dla Klanu Nocy.
Nie możemy czuć się bezpiecznie, kiedy nasze kociaki giną tuż po narodzinach. Dodatkowo, Tuptajaca Gęś to moja zastępczyni. Ma teraz dużo obowiązków, zarówno tych matczynych, jak i wobec klanu. Dlatego chcę, abyś to ty została piastunką jej kociąt.
Powstrzymała się od parsknięcia ze śmiechu i szczerego przerażenia. To… Nie brzmiało tak źle, ale co jeżeli była do tego nieodpowiednia jak do wszystkiego?!
- Ale ja przecież nie znam się na dzieciach! Będę jeszcze bardziej kłopotliwa niż teraz! Co jeżeli coś im się stanie przeze mnie? Tuptająca Gęś mi nie wybaczy przecież!
- Jesteś moją córką, oczywiście, że dasz sobie radę! - pocieszyła Kotewkę.- Wątpiąc w siebie wątpisz w swoją rodzinę, a to jest niedopuszczalne. Nikt nie rodzi się z umiejętnością opieki nad dziećmi. Nauczysz się, prędzej czy później. Jednak bycie piastunką przychodzi z wieloma zasadami i ograniczeniami, chociaż to i tak drobnostka w porównaniu do perspektywy życia jako wygnaniec. - wymruczała - Co prawda twoim priorytetem są kocięta o przywódczej krwi, jednak o inne też musisz dbać i nauczyć zasad panujących w Klanie Nocy. Jesteś przekonującą i sprytną kotką, poradzisz sobie. Otrzymasz własny ciepły kąt i będziesz mogła spać tyle ile kocięta... Twoim głównym zadaniem będzie ochrona i nauka ich. Im wcześniej młode zaczną zdobywać doświadczenie tym lepiej. Muszą wiedzieć jak poradzić sobie w razie kryzysu. - zatrzymała się, rozmyślając, co jeszcze powinna dodać - Nie przejmuj się matkami. Mogą być uparte, ale to ty rządzisz w żłobku. Jedyne w czym im możesz pomóc to poród... Nie możemy pozwolić na kolejne straty niewinnych maleństw... Jak pewnie się domyślasz, nie będziesz mogła opuszczać obozu bez nich i wybranego wojownika do eskorty. Jedzenie będzie ci dostarczane przez uczniów, podobnie jak czynione jest to z karmicielkami, więc nie musisz się martwić o to, że zabraknie ci pożywienia.
Była trochę zestresowana tymi wszystkimi nowymi rzeczami, a ta cała nowa rola przytłaczała ją tą odpowiedzialnością za dzieci. Naprawdę wolała nie wyobrażać sobie tego co mogło jej się stać, jeśli coś zawali.
- Nie brzmi aż tak źle... Sama nie wiem co o tym myśleć, bo ja... Uh, naprawdę się starałam być wojownikiem... Nigdy nie będę mieć możliwości zostania wojownikiem? Ani niczego takiego? Są jeszcze jakieś zakazy czy?...
- Rozumiem, dlatego właśnie ciebie wybrałam do tej roli. Masz wiedzę wojownika, jesteś młoda i sprawna. Jednak prawdziwi wojownicy nie mogą sobie pozwolić na taką ignorancję. Spójrz na to co stało się z Ryjówkowym Urokiem. Od śmierci Drozdowego Futra cały czas chudnie. A to wszystko mogłoby się potoczyć inaczej, gdyby tylko bardziej przykładała się do treningu... jednak nie o niej teraz rozmawiamy. Nie ma innych zakazów, sama powiedziałaś, że nie chcesz zakładać rodziny, dlatego własne potomstwo nie stanie ci na drodze w opiece nad innymi kociakami. Wieczorem ogłosimy klanowi twoje nowe imię i powołanie. Przygotuj się.
Tak właśnie zakończyły rozmowę - i nie, nie udało jej się przygotować. Dalej czuła się strasznie nieprzygotowana. Nieprzygotowana w każdym calu. Nawet kiedy później Srocza Gwiazda to wszystko ogłosiła, dalej nie była pewna co ze sobą począć.
[1263 słów]
[25%]

21 stycznia 2024

Od Kotewkowej Łapy CD. Topikowej Łapy (Głębiny)

To całe bycie uczniem nie było zabawne. Kiedy była młodsza wielokrotnie wyobrażała to sobie, emocjonujące przygody, ciekawe rzeczy do nauczenia… A rzeczywistość okazała się być całkowicie inna! Miała już dość tych nudnych rzeczy, z każdym treningiem miała coraz to większą ochotę by po prostu nie wychodzić z legowiska i grzać tyłek przez cały dzień. Bo co niby robiła, słuchała jakichś pierdół o przetrwaniu i walce oraz brudziła swoje niesamowite futro! Jak dla niej to był skandal, ale według innych po prostu była leniwa. Nie kłóciła się z nimi, to była prawda, ale jak tu się nie lenić skoro wszystko było tak mało interesujące? Czy tylko jej to wszystko się nie podobało? Jak można było kochać takie życie?
Zdawała sobie sprawę z tego jakie konsekwencje mogły na nią czekać i w ogóle, bla, bla, bla… Mogła zostać wyrzucona z klanu i tak dalej, ale miała nadzieję, że mama się nad nią zlituje czy coś w ten deseń.
Wiedziała, że przedstawiała się gorzej od swoich sióstr które już skończyły trening i były super wojowniczkami, lecz czy to jej wina, że wszystkie rzeczy które musiała robić wydawały jej się tak głupie… Może inni czuli w sercu chęć bronienia klanu i działania na jego rzecz, natomiast ona miała to całkowicie gdzieś. To nie podobało się większości kotów w jej otoczeniu. Wychodziła na ignorantkę, idiotkę i tak dalej… Czy to miało znaczenie? Czy tak naprawdę cokolwiek miało znaczenie? Jej jak na razie zależało na jej własnym szczęściu a trening tego nie dawał.
- Kotewkowa Łapo, ruszysz się w końcu? - usłyszała głos matki gdzieś z przodu. Prychnęła tylko, wściekle przebierając łapami. Tylko te treningi i treningi! Już w głowie jej się przewracało od tego wszystkiego! Czy nie dało się zrobić jakiegoś księżyca przerwy od tych pierdół?
- Idę, idę - odburknęła, wpatrując się w glebę tak, jakby ona miała jej coś zrobić. Zdawała sobie sprawę z tego co będą dziś robić i nie była z tego zadowolona. Już słyszała ten okropny szum rzeki… I to nie tak, że nie lubiła wody, ona po prostu była w niej okropną niezdarą i porażką! Przypomniała sobie, jak kiedyś na oczach sióstr poślizgnęła się i wpadła do niej, a później nie potrafiła dopłynąć do brzegu… Brrr, okropność.
- Dzisiaj poćwiczymy łowienie ryb - oznajmiła Srocza Gwiazda, przystając przy brzegu. Pewnie była już zmęczona uczeniem Kotewki podstaw, które umieli nawet najmłodsi uczniowie. Czarno-biała zerknęła tylko w toń wody, widząc tam swoje zniekształcone odbicie.
- Muszę?- zapytała się jak zawsze, młócąc łapą rzekę, czując jak przez jej łapę przenika zimno. Okropność.
- Kotewko, chyba nie chcemy wracać do tego tematu. Zostanie wojownikiem to twój obowiązek i nawet jeżeli ci się to nie podoba, nie możemy nic na to poradzić - westchnęła jej mentorka, gapiąc się na nią jak… W sumie sama nie wiedziała. Ciężko jej było rozszyfrować emocje matki. Była gorsza do zrozumienia niż te wszystkie zasady panujące w ich klanie. Od niechcenia ustawiła się przy brzegu jak zawsze, próbując wyłapać wzrokiem jakąś rybę w wodzie. Jak zawsze nic, a nawet gdyby coś było, to nie byłaby na tyle szybka by to złapać.
- I tak mi się nie uda, bo te głupie ryby nie przypływają! - prychnęła, mrużąc jeszcze bardziej oczy, by skupić się na otoczeniu.
- Postaraj się ustawić tak, by twój cień nie padał na rzekę, powtarzałam ci to- przypomniała Srocza Gwiazda. No tak, tak, coś tam mówiła, ale czy wtedy słuchała? Na pewno nie. Ruszyła się trochę swoim zadem, wyklinając pod nosem wszystko co jej przyszło na myśl. To i tak nie miało szansy zadziałać.
Siedzenie i gapienie się w glebę było już ciekawsze niż siedzenie i gapienie się w wodę. Wszystko się ruszało, co niezmiernie ją irytowało i doprowadzało do szaleństwa. Ona, taka świetna czarno-biała kotka, mająca niegdyś nienaganne zachowanie i radę dla każdego, poddawała się z każdym dniem przez głupią rzekę! Idiotyczna woda prowadziła ją na dno… Całe szczęście nie dosłownie. Chociaż do tego też mogło dojść, bo nie umiała pływać zbyt dobrze.
Może to był cud, może w końcu się przyłożyła do roboty, ale zauważyła srebrzysty kształt rzece. W ostatnim momencie ruszyła się by wyciągnąć ją z wody, a i tak po złapaniu jej, ta dalej się szamotała i był to obrzydliwy widok. Zacisnęła zęby na karku zwierzęcia i od razu poczuła się lepiej. Przynajmniej to jej się udało… Jak na razie.
***
Chyba jedną z niewielu rzeczy które lubiła na treningach, było spędzanie czasu w lesie. Dla kota z Klanu Nocy ważniejsze powinno być pływanie i to wszystko, ale ona naprawdę dobrze się czuła pod osłoną drzew. Dalej było nudno, lecz przynajmniej lepiej się czuła. Chociaż trochę. Szum liści był naprawdę uspokajający i fajnie było się zatrzymać na chwilę, posłuchać… To również tutaj poznała jeden z jej niewielu talentów.
Jak zawsze było nudno, ale nagle coś zaczęło jej się udawać. Ćwiczyli wspinaczkę na drzewa, coś czego w ogóle się nie spodziewała, no i nagle… Nagle odkryła, że jest to całkiem proste. Fakt, że była dość drobna bardzo jej pomagał, bo mogła z łatwością ustać na gałęzi bez strachu. Widok z wysokości był dość ładny. Może powinna dodać do swojej rutyny codzienne wchodzenie na drzewo by codziennie odkrywać piękno świata? Może. Jako Nocniak nie powinna się czuć dumna z tego, że pływanie jej wychodzi do bani a wspinaczka już tak, ale dla niej to nie miało znaczenia. Robiła coś? Tak. Było to coś “użytecznego”? Najprawdopodobniej. To po co jęczyć z niezadowolenia?
- Jak teraz zejść? - zapytała się mentorki, czując jak kręci jej się w głowie od patrzenia na dół.
- Spróbuj wrócić tak jak tam weszłaś. Pamiętaj, by mocno trzymać się kory…- zaczęła jej matka, jednak przerwała, widząc, że Kotewce szło nawet dobrze. Nawet nie spadła, ale miała już dość tego wszystkiego. Chciała już wrócić do obozu, a Srocza Gwiazda pewnie chciała coś jeszcze zrobić… Nie mogli tego już zakończyć? Przez jej zamyślenie, zeskoczyła z pnia trochę za wcześnie i syknęła, kiedy nie wylądowała zbyt dobrze na ziemi. Przez jej pomyłkę, wpadła na pomysł…
- Wiesz co mamo, chyba coś sobie zrobiłam i muszę wrócić do obozu i odpocząć… Mhm…- próbowała powiedzieć jak najbardziej przekonywująco, patrząc z niepokojem na swoją prawą przednią łapę.
- Skoro tak twierdzisz, to zabiorę cię do legowiska medyków. Na pewno coś ci się stało? - zapytała kotka trochę podejrzliwie, jednak ona szybko przytaknęła. Teraz musiała tylko dobrze udawać u medyków… Może by dostała jakieś zwolnienie na księżyc?
Po dotarciu do obozu, udając obolałą, udała się do nory, gdzie już na wejściu zobaczyła tego zapchlonego czekoladowego kota. Wolała, żeby zajęła się nią Strzyżykowy Promyk… Ale stwierdziła, że to przeżyje.
- Boli mnie łapa. Źle… Upadłam- wymamrotała, starając się wyglądać na jak najbardziej cierpiącą jak się dało, lecz niestety jej to niezbyt wychodziło.- Wylecz mnie i w ogóle… Bo straaaaaaaaasznie mnie boli…- dodała jeszcze, licząc na odrobinę litości.
<Topik?>
[1107 słów]
[Przyznano 32%]
[polowanie na ryby i wspinanie na drzewa]

22 września 2023

Od Kotewkowej Łapy CD. Topikowej Łapy

 Skrzywiła się, patrząc z odrazą na ruch kociaka. Żałosne… A myślała, że wytłumaczyła już Topikowi jaką pokraką jest. Najwidoczniej to było za mało, by dojść do jego małego, pustego łebka. Mama od zawsze mówiła o tym, jak głupie były czekoladowe koty. Pozbawione rozumu, nawet nie mogły się równać z czarno-białymi. Tacy jak on, mogli jedynie się przydać do pracy niewymagającej zbytniego zasobu inteligencji. Na nich nawet nie działały jej niesamowite rady, a myślała, że były takie dobre. Już nie było co próbować naprawiać te zepsute od urodzenia istoty. Nie da się przecież nastawić ich mózgu na dobry tor. Na zawsze pozostaną tępe i nad wymiar brzydkie. Jak można było uważać ten ohydny odcień brązu za coś ładnego! Z takim futrem bałaby się wychodzić z cienia, a co dopiero komplementować swoją urodę. Biedne stworzenia, od początku skazane na straty… I słusznie. 
- Odsuń się, wiesz, nie chcę się zarazić- zachichotała, chowając pyszczek za łapką. Chciała dalej iść w tej cyrk, bo przecież w końcu mogła zaistnieć wśród sióstr i zrobić coś przydatnego.- Wolę nie wiedzieć ile zarazków trzymasz na tej swojej brudnej sierści… Z tego co słyszałam, to czekoladowe koty prawie w ogóle się nie myją… Jest to dość obrzydliwe.
- Ale ja przecież myję futerko! Nie rozumiem, przecież to nie prawda…- powiedział cicho Topik, niezbyt rozumiejąc o co jej chodziło. Tak, tak, teraz miał zamiar się bronić i twierdzić, że jest inaczej. Ona znała prawdę. Nie potrzebowała wysłuchiwać tych jego żałosnych wytłumaczeń.
- Możesz się tak tłumaczyć. Strasznie jesteś biedny, taki młody, a już cierpisz na ubytki na umyśle… Wiesz, czasem to aż mi się szkoda robi takich jak ty. Ale niczego nie zmienisz.  Jesteś głupiutkim i brzydkim potworkiem z bagien. Czemu nie zostałeś w tym błocie i się tam nie utopiłeś, co? Może byłoby lepiej, gdybyś pospędzał więcej czasu kąpiąc się w tej brudnej brei. I tak nie byłoby widać różnicy. Oj, Topiku, Topiku… Dla ciebie to nie ma nadziei- parsknęła, kręcąc oczami i wyciągając dalej szyję. To ona tu rządziła! To poczucie wyższości nad innymi było naprawdę niesamowite. Chciałaby częściej czuć się jak pani i władca! W szczególności, kiedy mogła sobie pożartować z szkaradnych stworzeń, które się z nią nie mogły równać.
- I pamiętaj, maseczka z błota idealnie działa na futro na pyszczku, może chociaż dzięki temu będziesz trochę lepiej wyglądać- zachichotała, nie mogąc już sie powstrzymać. Widziała łzy w oczach młodszego, ale czy ją to obchodziło? Oczywiście, że nie, nawet na litość nie zasługiwał mały mysi bobek. Najlepiej by było, gdyby skulił ogon i pobiegł do kąta płacząc. Przyniosłoby jej to pewną satysfakcję.
Nagle poczuła dotyk na plecach. Zaskoczona odwróciła się, by spojrzeć w oczy Wir. O co jej znowu chodziło? Dobrze się bawiły, a teraz chciało jej się przeszkadzać! Zmarszczyła nos, nawet jeszvze nie wiedząc o co kotce chodziło. Samo przerywanie jej było nie na miejscu.
- Dajmy mu już spokój, to bezsensowne. Koloru futra przecież zmienić nie zmieni przez to, że nie jest dobre - powiedziała jakaś dumna z siebie i odeszła spokojnym krokiem. Co to miało znaczyć?! Zdrada? Nie no, trochę ją rozumiała, bo to wszystko przestało być ciekawe. Zaczęła się trochę nudzić, powtarzając jedną i tą samą gadkę. Prychnęła, by pokazać swoją irytuację i odwróciła się z powrotem do tego bezużytecznego dziwaka.
- Pamiętaj tylko o tym, co ci mówiłam. Jak tylko będziesz próbował zachować się jak ktoś lepszy, to nie oczekuj, że będę dla ciebie miła. Wręcz przeciwnie, może nawet stracisz zęby. Więc to twój wybór- uśmiechnęła się słodko na pożegnanie, machając mu ogonem tuż przed pyskiem. Fajnie by było, gdyby każdy czekoladowy kot znał swoje miejsce. Nie musiałaby wtedy niczego tłumaczyć i się męczyć z półgłówkami. Z drugiej strony, jednak dobijanie takiego Topika było dość miłe, gdyby nie wierzył tak w to, że coś znaczy, to nie byłoby tak zabawnie. 


***


Trening był o wiele trudniejszy niż myślała. Oczekiwała bułki z masłem, czegoś, co będzie prostsze od zjedzenia ryby, ale jednak ostro się przeliczyła… Te wszystkie wymagania na bycie wojownikiem ją dobijały do cna, naprawdę nie miała już nawet siły się starać. Jednak była zmotywowana rywalizacją pomiędzy nią a siostrami. To jakoś ją pchało do przodu, bo inaczej już dawno temu by walnęła na glebę i odmówiła posłuszeństwa. Z drugiej strony, może tak byłoby lepiej? W końcu przez to całe poranne wstawanie i ciągłe ćwiczenia, była wyczerpana. A ostatnio nawet działy się coraz to dziwniejsze rzeczy. Na początku były to dziwne cienie zauważane kątem oka, ale teraz była pewna, że jakieś dziwne postacie ją obserwowały. W sumie to jednak jej nie przeszkadzały. Czasem wyskakiwały i w ogóle. Takie tam pierdoły. Tak myślała…
Jej otępiałe i dziwne zachowanie w końcu po jakimś czasie zwróciło uwagę Sroczego Lotu, która była zmuszona zaciągnąć ją do legowiska medyka. Nie rozumiała w ogóle czemu. Nie lubiła tych postaci? Przecież na pewno też je widziała. Chyba, że zwariowała do reszty i to wszystko jej się wydawało? Nie, na pewno nie, przecież prowadziła super zdrowy styl życia i była we wszystkim perfekcyjna, dlaczego miałaby wariować? To nie mogły być tylko jej wyobrażenia, albo może jednak? Halucynacje, głupie halucynacje! Zaprzątały jej mózg tak, że nie potrafiła jasno myśleć. Wszystko było pogrążone w chaosie i łączyło się dobrze z jej wyczerpaniem. Mogła jedynie zmęczonymi oczami wpatrywać się w przestrzeń, gdzie raz po raz zauważała różne istoty. Najchętniej, to by walnęła łbem w jakiś konar drzewa, albo podtopiła dla jaśniejszego umysłu. 
Czyjeś czekoladowe łapy pojawiły jej się przed oczami. Wydawało jej się to czy nie? To był prawdziwy kot, czy tylko wytwór jej zmęczenia? Nie, to musiało być całkowicie realne. Zmrużyła już i tak na wpół żywe ślepia, starając się dopatrzyć jakichś dziwnych rzeczy wokół siebie. Jej sierść była stale nastroszona w stanie gotowości, jakby coś miało za chwilę wyskoczyć z zasięgu jej wzroku. Będzie przygotowana na jakiekolwiek stwory! Bo kto, jak nie ona? Głosy zaczęły jej się zlewać w jedno. Ale by chciała pójść spać… To był nawet dobry pomysł, lecz jakoś po prostu… Nie dało się. Szybkie zaśnięcie było niemożliwe. Przekrwione oczy dalej funkcjonowały skanując otoczenie. Była trochę jak zombie. Tak tylko trochę.
Dopiero po chwili zareagowała widząc, że ta czekoladowa łapa podsunęła jej coś pod nos. Co to było? Próbowała się skupić na małych listkach, ale po chwili musiała szybko odwrócić łeb. Widziała coś. Albo i nie? Albo tak? Zresztą, nieważne! Teraz to ziółko wydawało się być ważne. Fajnie wyglądały… Zjadła je, po czym znowu obróciła się w tą stronę. No w cholerę, co za ustrojstwa wydawało jej się, że widzi! Miała nadzieję, że listki jakkolwiek jej pomogą powrócić do normalnego stanu, bo naprawdę była tym wszystkim zmęczona!

<Topik?>

Wyleczeni: Kotewkowa Łapa
[1084 słów]
[Przyznano 22%]

04 sierpnia 2023

Od Kotewkowej Łapy CD. Spienionej Łapy

 Przewróciła oczami, słysząc tą dobroduszną wypowiedź siostry. Bzdura! Każdy powinien zostać mianowany w swoim czasie, a ona nie miała zamiaru czekać na swoje siostry! Bo oczywiste było to, że ona będzie pierwsza. A kto inny? Z jej super stylem życia i klasą? Poza tym, miała najlepszą mentorkę z nich wszystkich. One podostawały jakieś wywłoki, a ona ich matkę Sroczy Lot, która przecież była ideałem w kociej postaci. Z taką nauczycielką dojdzie choćby do gwiazd! Świetlana przyszłość była jej pisana i już nie mogła się doczekać tym, jaką wspaniałą wojowniczką będzie. Oczywiście jej siostry też będą super, ale… No nie aż tak fajne jak ona. Tuptająca Łapa zawsze chciała być tą lepszą, lecz nawet jej do stóp nie dosięga, więc jej porażki była najbardziej pewna. Wirująca Łapa… Była nawet dobra, ale brakowało jej tego czegoś. A Spieniona Łapa… Była Spienioną Łapą. Cóż, chociaż wydawałoby się, że jest najgorsza z rodzeństwa, to jej naiwne urocze zachowanie poprawiało humor. Była naprawdę słodką istotką, dlatego akceptowała to jej całe istnienie i nie chciała jej wykluczać z rodzeństwa. Jak długo będzie się zgadzała z resztą, tak długo mogła być z nimi na równo pomimo tego brzydkiego koloru futra. 
Poprawiła futerko na szyi, rozkoszując się tą chwilą we własnym posłaniu w legowisku uczniów. Ah, była już taka dorosła! Za niedługo zacznie zachwycać wszystkich w Klanie Nocy, którzy nawet nie mogli siebie z nią równać! Oczywiście dawała im porady jak być tak ekstra jak ona, ale niezbyt wiele kotów chciało słuchać… To jedynie pokazywało na jak niskim poziomie byli. Nawet nie próbowali być super! Może już zdali sobie sprawę, że nawet gdyby próbowali, to ich chęci spełzną na niczym? Było to bardzo zabawne. Ale no ile razy można komuś wciskać zdrowy styl życia, najwyżej będą dalej gorsi… Mogli jej pozazdrościć błyszczącej, zdrowej sierści, krzepy oraz energii na treningach.
- Oh skarbie, każdy by tak chciał…- zamruczała cicho, uklepując jeszcze trochę mech na swoim posłaniu.- Ukończyć jak najszybciej trening, żeby było mu ciepło na nocnym czuwaniu… Nic na to nie poradzimy, ale za to możemy się jak najbardziej starać. Jak coś to poczekam z wami na mianowanie…- widząc wściekły wzrok Wirującej Łapy i Tuptającej Łapy na jej przechwalanki, zachichotała słodko i uśmiechnęła się szeroko, pokazując swoje nieskazitelnie białe ząbki.- Oczywiście żartuję, siostrzyczki. Wszystkie jesteście boskie. 
Wiedziała, że teraz wśród nich zakiełkuje rywalizacja, ale nie przejmowała się tym. I tak była najlepsza, to po co przejmować się innymi? To oni mogli jej zazdrościć i psuć dobry nastrój sobie i innym. Czasem trzeba przyjąć do siebie porażkę, racja? 
- Nie ma co mówić o mianowaniu, skoro dopiero co zostałyśmy uczennicami!- parsknęła Wirująca Łapa, patrząc z lekką złością na Kotewkę. Ta jednak rżnęła głupa i tylko przekrzywiła lekko łebek.- Najważniejsze jest to, by teraz się postarać na treningu i dać z siebie wszystko, racja?
Spieniona Łapa pokiwała głową i już miała zabrać głos, kiedy przerwała jej Tuptająca Łapa.
- Przecież to oczywiste, że będziemy sobie dobrze radzić! Z dnia na dzień radzę sobie coraz lepiej… 
- No tak tak, a najlepiej może bierzmy z ciebie przykład i czcijmy jako boginię!- powiedziała na początku wściekła Kotewkowa Łapa, po chwili jednak się poprawiła i lekko uśmiechnęła. Ta co się zawsze musiała przechwalać, zołza jedna! I tak zawsze będzie od niej gorsza, bo kto tu był numerem jeden? No kto?- Pianka chciała coś powiedzieć, a jej tak niemiło przeszkodziłaś… Możesz mówić, kochana- mrugnęła do siostrzyczki, nie mogąc się doczekać co takiego uroczego znowu powie.
- Chciałam tylko potwierdzić słowa Wir… Musimy się skupić na treningu, ale na pewno będzie dobrze. Mamy super mentorów i na pewno skończymy szkolenie równie szybko!- powiedziała liliowa z lekkim, skrępowanym uśmiechem. Przewróciła oczami. No równie szybko, równie szybko… Mogły się dalej okłamywać sądząc, że mają z nią szanse. Skoro tak bardzo chciały, to nie miała zamiaru im przeszkadzać w tej syzyfowej pracy. 
- A wiecie co bardzo pomaga, by utrzymać dobrą formę i lepiej się czuć na treningu?- zagaiła i nawet to, że jej siostry wiedząc co nastąpi już zatkały uszy, jej nie mogło przeszkodzić.- Poranna gimnastyka. To jest najlepsza rzecz jaką możecie zrobić, by utrzymać dobry nastrój oraz oczywiście giętkość! Kilka ćwiczeń z rana z pewnością wam pomoże dojść do takiego poziomu co chcecie… Ja tak robię codziennie i czuję się świetnie! Poza tym medytacja zawsze po rozciąganiu też jest bardzo fajna. Pomaga wam oczyścić umysł i powstrzymać przed zmęczeniem. Zawsze trzeba nabrać duchowego spokoju przed treningiem, bo później chodzi się spiętym. Dzięki takiej rutynie na pewno wasze umiejętności wzrosną a wraz z nimi skróci się czas do waszego mianowania…
Tak, tak, ta cała gadanina nudziła wszystkich wokół, ale musiała im to powiedzieć! To był klucz do sukcesu, jej sprawdzone, czaderskie metody na życie. Mogły tylko pozazdrościć tego jak zdrowo żyła i szczęśliwie kroczyła przez trudności dnia codziennego!

[784 słowa]

<Pianka?>
[Przyznano 15%]

05 lipca 2023

Od Kotewki CD. Pianki

 W ciszy przyglądała się temu stworowi. Wijący się, brzydki i obleśny. Gdy tylko patrzyła na jego każdy, pokraczny ruch, coś w jej żołądku się przewracało, dlatego stała do niego jak i jej sióstr tyłem. Niestety robaczek sam w sobie był dość ciekawy, więc ukradkiem patrzyła na niego, wykręcając łebek do tyłu. Przypominał jej dużo kotów w jej klanie. Tak samo niefajne oraz obrzydliwe. Na przykład taki Kolcolistek. Również się wił i był nieznośnie brzydki. Jak można w ogóle było akceptować kota, który ma taki odrażający kolor futra? Wolała być czarno biała, tak jak jej siostry (odliczając Piankę, która była inna) oraz jej kochaną mamę Sroczy Lot. Zastanawiała się, czy istniał taki piękny czarny robaczek, tak samo dostojny jak kotka, emanujący tak uspokajającą aurą. Eh, gdyby tylko mogła być taka jak jej mama… 
-O czym wy w ogóle mówicie?!- pisnęła dramatycznym tonem, jeszcze raz odwracając się samą głową w ich stronę.- To jest tak… Tak… Obleśne! Po takim stworze brzuch z pewnością boli kilka dni! Bleh!
- To nie jest stwór, tylko zdobycz, ile razy mam mówić?- parsknęła Gąska, wyraźnie zawiedziona, że nikt jej nie doceniał tak jak chciała. Jaka biedna, niedowartościowana…
- Ależ rozumiem, że upolowałaś to i jesteś z tego dumna… Po prostu to jest takie brzydkie i niepotrzebne… Jeść powinno się tylko ryby, bo są najbardziej zdrowe. Mówię wam- powiedziała pewna siebie, od razu naprowadzając siostry na lepszą drogę żywieniową. Jak Gąska mogła w ogóle myśleć o zjedzeniu czegoś tak… futrzastego i malutkiego? Nie przegryzłaby go nawet, tylko wszedłby jej w żołądek! Zdawała sobie dobrze sprawę z tego, że rodzeństwo nie doceniało jej niesamowitych porad, ale tą naukę powinny wziąć sobie do serca. To byłoby niesamowicie upokarzające, gdyby musiała żyć z siostrami, które jedzą robale. Nie przyznałaby się do nich już nigdy, a i tak ciężko było jakkolwiek zaakceptować Piankę, która tak się odróżniała. Jedyny plus w tym wszystkim był taki, że zamiast sprawiać problemy jak to robiła Gąska, liliowa była nawet użyteczna i aż do zesrania słodka. Gdyby nie była jej siostrą, z pewnością by ją wyśmiała, ale z takim stanem rzeczy nie miała zbytnio na co narzekać.
- Ten robal przypomina mi Wzburzony Potok… Tak samo nieułożony oraz obrzydliwy- stwierdziła Wir, krytycznie patrząc na wijącą się gąsienicę. Kotewka przytaknęła, całkowicie zgadzając się z czarną.
- Tak… Tylko, że Wzburzony Potok wygląda jeszcze gorzej. Jakby coś ją zjadło i potem zwróciło- zachichotała, śmiejąc się z własnego przytyku. Zerknęła na bok na liliową siostrę.- Pianko, a ty co sądzisz?- wyrwała kotkę z zamyślenia.- Co jest ładniejsze, gąsienica czy Wzburzony Potok? Hm?
Wlepiła w nią jak najbardziej ostry wzrok, mając nadzieję, że odpowie tak jak to sobie wyobraziła. Wolała, żeby się z nią zgodziła, bo inaczej obraziłaby się na nią i już z nią nie rozmawiała nigdy! Pianka spojrzała gdzieś w bok, wyraźnie niezbyt chętna do rozmowy na ten temat.
-Nie wiem, czy można porównywać robaczka z kotem…
- Oczywiście, że można!- parsknęła, machając ogonem na boki z irytacji. Nie usłyszała od jej słodkiej siostry tego co chciała. Strasznie ominęła odpowiedź, a ona oczekiwała od niej jednego- stwierdzenia, że Wzburzony Potok jest brzydka.- To w takim razie kto jest ładniejszy, Sroczy Lot czy Wzburzony Potok? Jak myślisz? Bo pewnie jak większość się zgodzi, to nasza mama jest ta bardziej przystojna, ale ja wolę poznać twoją opinię… Zgodzisz się z tym, racja? I z tym, że matka tych pokrak dorównuje brzydotą robakowi?- zamruczała, mrużąc lekko oczy. Pilnująca ich kotka była po prostu głupia i obleśna, a ich mama? Chodzący ideał. Zastanawiała się, czy Pianka podzielała jej zdanie, czy może ukrycie lubiła kogoś innego niż Sroczy Lot. Nie rozumiała w ogóle czemu musiały siedzieć w żłobku z taką babą. Przychodził do niej tylko chłopak i na siebie krzyczeli. Strasznie żenujące. 

<Pianko?>