BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orlikowy Szept x Brzoskwiniowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orlikowy Szept x Brzoskwiniowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

12 kwietnia 2020

Od Orlikowej Łapy cd. Brzoskwiniowej Łapy

Orlikowa Łapa wracał z Narcyzowym Pyłem do obozu Klanu Burzy. Podwójnie zraniony mentor jęczał i szeptał pod nosem stos wyzwisk skierowanych do Śledziowego Futra.
- Mogłeś się nie pakować w kolejną bijatykę - powiedział ze skwaszonym wyrazem pyska biały. Czuł się opiekunem niebieskiego kocura, chociaż powinno być na odwrót.
- Miałem pozwolić na urażenie MOJEGO majestatu? JA? Nie wiesz, co odczuwa MOJA... Dusza. Wnętrze czy co tam jeszcze mam... Cierpię psychicznie i fizycznie. Ty parszywy egoisto. Brak ci empatii - miauczał dramatycznie Narcyz. Patrzył smutnymi oczami na ucznia, aby wyżebrać litość. Orlikowa Łapa westchnął ciężko i, ignorując pojękiwania dorosłego, szedł dalej, nawet przyspieszył. - Orliczku! Wracaj! Nie zostawiaj mnie samego, rannego żołnierza. - Narcyz położył się na ziemi i jęknął kilka razy boleśnie. Uczeń przystanął i przyjrzał się cierpiętnikowi. W takim tempie nigdy nie dojdą do medyczki. Trzeba w jakiś sposób zmobilizować Narcyzowy Pył do przyspieszenia... Syn Ostrzenia już wiedział, co zrobić. Zdołał na wylot poznać słabe strony opiekuna.
- I co? Mnie ma to poruszyć? Oczekujesz, że zaniosę cię na grzbiecie, do obozu, a za nami uformuje się marsz kotów? Jeszcze one obsypią cię przywiędłymi liśćmi bądź kwiatami? - zapytał Orlikowa Łapa z nutą drwiny w głosie.
- Tak! Jakiś ty w końcu inteligenty się zrobił! Dzięki mnie! Umiem wychować małego kiciusia. Jak wrócę, to każda kotka klęknie przede mną... Nie... Przed moim uśmiechem i wyszepcze cicho: Bądź mój, bądź mój na zawsze - rozmarzył się Narcyz, uśmiechając się krzywo. - Nazwę jedno z kociąt Orliczek na twoją cześć.
Czy on mówi serio? Trzeba sięgnąć po nieco silniejszy kaliber.
- Cholerny masochista - miauknął głośno uczeń i znowu zaczął kierować swoje kroki do obozu Klanu Burzy.
- Coś ty powiedział?! - Poirytowany mentor stanął na cztery łapy i przytruchtał szybko do Orlikowej Łapy. - Ja tu się staram, żebyś wyrósł na dumnego wojownika, wychwalam cię, snuję piękne plany na własną przyszłość, a ty mnie wyzywasz? - Sierść na ciele niebieskiego zjeżyła się.
- A jak inaczej mam nazwać leżącą w śniegu ranną kluskę? - kontynuował bezwstydnie biały.
- Policzę się z tobą! Dam ci taki wycisk, że twoja matka będzie mnie prosiła na łopatkach, bym cię oszczędził! - Głos kocura zrobił się piskliwy.
I tak zeszła im reszta drogi. Orlikowa Łapa wymyślał przeróżne mniej czy bardziej wredne przezwiska, a wkurzony Narcyz mówił o sobie i czynił uczniowi wyrzuty. Stopniowo uczeń przyspieszał, aż w końcu pod wieczór dotarli do obozu, a ukochany mentor otrzymał kompleksową opiekę zdrowotną od medyczki.
Konwaliowa Łapa i Cętkowana Łapa wypytywały białego kocurka o to, skąd Narcyzowy Pył nabawił się tylu ran. Potomek Koniczynki opowiedział tylko o walce ze Śledziowym Futrem, nie wspomniał nic o spotkaniu z Brzoskwiniową Łapą.
Minęło kilka dni, robiło się coraz cieplej. Nieznacznie, lecz różnicę temperatury odczuwali wszyscy. Od kociąt po starszyznę. Narcyzowy Pył przebywał u medyków. Orlikowa Łapa wysłuchiwał długich i bolesnych wywodów mentora oraz odbębniał trening poprzez słowa. Słuchał uważnie Narcyza. Praktykę odbywał sam ze sobą. Polował w pojedynkę, ślady rozpoznawał sam. Ćwiczył w najwyższych trawach skradanie się.
- Źle to robisz. Musisz bardziej ugiąć łapy. Uszy do tyłu, jeszcze. Jeszcze. O tak - oceniła białego Cętkowana Łapa. Bura korygowała błędy przyjaciela. Uczyła się dłużej i miała opanowane podstawy.
- Orlikowa Łapo! - Oboje usłyszeli czyiś głos. Nieznany. Nowy. Obcy. Spojrzeli w kierunku, skąd dobiegał. W pobliżu stała kremowa kotka. To Brzoskwiniowa Łapa! - Przepraszam, przepraszam, na Klan Gwiazdy! Tak długo się nie odzywałam, ale Śledziowe Futro męczyła mnie treningami. Teraz spodziewa się kociąt i nie ma nawet siły, żeby na mnie wrzeszczeć. Wyobrażasz to sobie? No ale ja przyszłam, żeby się o coś ważnego zapytać… Bardzo, bardzo ważnego. Bo widzisz, kiedy mój przyjaciel, który teraz jest dla mnie kimś trochę więcej niż przyjacielem, ale mniejsza, był na zgromadzeniu, zapomniałam go zapytać o Narcyzowy Pył. Co u niego? Dobrze się czuje? Bo ta rana nie wyglądała zbyt wesoło, a ja bym miała cholerne wyrzuty sumienia, gdyby przez Śledzika coś mu się stało. - powiedziała szybko i zwięźle.
Cętkowana Łapa wstała i zaczęła iść powoli, z nieprzyjemnym wyrazem na pysku ku kotce z Klanu Nocy. Machnęła kilka razy ogonem i napięła mięśnie.
- Kim ona jest? - zapytała. - Zna twoje imię. Czegoś nie powiedziałeś mi i Konwalii.
- Stój - miauknął stanowczo "Orliczek". - Zaraz stąd pójdzie - Wyprzedził burą i zbliżył się do kremowej. Spojrzał jej w oczy. Nie wiedział, kim jest tajemniczy adorator młodej uczennicy, lecz... Wewnętrznie życzył jej jak najlepiej, mimo pochodzenia z innego klanu. - Z nim wszytko dobrze. Rany się goją. I... Masz dobre serce. Niech Klan Gwiazdy ma pieczę nad losem twoim i... Twojego przyjaciela. Idź lepiej, bo znowu dojdzie do bójki, a jesteśmy zbyt blisko mojego obozu. Zranią was, lepiej nie dopuśćmy do przerwania pokoju. Może spotkamy się na zgromadzeniu, lecz czas pokaże - miauknął Orlikowa Łapa.
Zapadła cisza. Krótka, acz dla trójki kotów dłużąca się. Brzoskwiniowa Łapa kiwnęła głową i odeszła w kierunku Klanu Nocy. Z pobliskich krzaków wyłoniła się Śledziowe Futro. Stała chwilę i spoglądała na dwójkę uczniów z Klanu Burzy. Skrzywiła się niemiło i dołączyła do swojej podopiecznej.
Biały wrócił do Cętkowanej Łapy.
- Jak dołączy do nas Konwalia, to będę musiał wam wyjaśnić, kim jest ta kremowa kotka - rzekł do burej.
Wrócili do pozornego trenignu, a zachodzące słońce oświetliło ich sylwetki, żegnając się z młodym pokoleniem dzikich traw. 

04 kwietnia 2020

Od Orlikowej Łapy cd. Brzoskwiniowej Łapy

Stali blisko siebie, zmuszeni przez obie strony do walki. Przez zwykłe niespodziewane spotkanie. Przez decyzję Narcyzowego Pyłu i Śledzika, bo zapewne tak nazywała się kotka z kikutem zamiast ogona. Przyglądali się im. Starsza generacja nowemu pokoleniu. Dorośli wojownicy mlodym uczniom. Burza kontra Noc. Zającożercy kontra rybojady. Mieszańcy traw kontra mieszkańcy terenu przy rzece.
Nie chciał walki. Nie był gotowy. Za krótko ćwiczył. Nie wiedział, jak bardzo doświadczona była kremowa uczennica. Mogła mieć nawet dziwięć księżyców, a on ledwo skończył sześć. Tyle tygodni treningu różnicy. Mógłby podstępem wrzucić kotkę do rzeki, ale to nie pomogłoby w zdobywaniu potrzebnego doświadczenia dla wojownika. No... Może coś by dało, ale praktycznie nic.
- No atakuj! Tak, jak ci pokazywałem! Dumnie! Z ekspresją mnie! Tak mnie! Nikogo innego! - krzyczał Narcyzowy Pył. Klanie Gwiazdy... dlaczego om dostał za mentora takiego idiotę.
Na pysku Śledzika zagościł krzywy uśmieszek drwiny, który nie przysporzył jej urody.
- Wykorzystaj sytuację, Brzoswkiniowa Łapo. Dalej. Masz szansę. Patrząc na tego nieudacznika, pokonanie go będzie łatwiejsze niż polowanie na ryby podczas pory nagich drzew - miauknęła z pogardą.
- Ej! Paniusiu, wypraszam sobie takie słowa! - Narcyz napuszył się, widocznie poirytowany słowami dorosłej wojowniczki.
- No, proszę, proszę, trawiasty kiciuś się obraził, bo nie zdołał pokonać rybojada. Jaka szkoda. Taki nędzny niebieski szkodnik. Prosty do wyeliminowania. I jeszcze przypałętał się z białym szczurem do obceho klanu - ciągnęła monolog drwiny Śledzik.
- To ma ci pomóc w zdobyciu triumfu nad nami? To ma MNIE ruszyć? MNIE? - Narcyz coraz bardziej się wkurzał. Już nie przypominał przesadnie dbającego o siebie kocura, a wściekłego drapieżcę. Polozyl uszy po sobie.
- Rozpraszacie nas! Dajcie nam się wykazać! - przerwała im Brzoswkiniowa Łapa. W sumie... Jej imię brzmiało całkiem ładnie.
- Skoro jesteście tacy mądrzy, to może pokażecie nam, jak Klan Burzy powinien walczyć z Klanem Nocy i na odwrót? - dodał od siebie Orlikowa Łapa. Trzeba wykorzystać sytuację. Chciał poznać kota z innego klanu, nie chciał w tak młodym wieku naparzać sobie wrogów. W czasie bitwy co innego. Walka w imieniu rodziny i przyszłych pokoleń dominuje nad chęcią poznania odmiennego środowiska, acz teraz... Teraz panuje względny pokój. Klan Burzy i Klan Nocy nie są pogrążeni w głębszym konflikcie. Po powrocie do obozu dostanie sromotny opieprz za takie nakierowanie sytuacji. Poza tym Koniczynka mie będzie zadowolona... Tylko, że ona nie zajmuje się już nim. Jest wolny. Sam podejmuje decyzje.
Śledzik i Narcyz spojrzeli ze zdziwieniem na białego kota.
- Chyba sobie żartujesz. To wasza walka, nie nasza. Mieliśmy swoje kilka minut, które zadecydowały o dominacji Nocy nad Burzą - stwierdziła względnie lakonicznie kotka.
- Masz rację, Orliczku! Czas na pokazanie prawdziwej siły naszego klanu! - Narcyz, bez chwili zawachania, skoczył na Śledzika z wysuniętymi pazurami. Do uszu młodych uczniów dobiegły dźwięki szmotaniny, wredne miauknięcia i warkoty. Tym razem zupełnie różniła się od poprzedniej. Była o wiele brutalniejsza i wymagała więcej taktyki od obu stron.
- Pssst, chodź. Zaufaj mi. Nie mam złych intencji. Oni są zajęci, a my zajmiemy się sobą. Nie chcę mieć w tobie wroga - szepnął konspiracyjnie Orlikowa Łapa do Brzoskwiniowej Łapy.
Kremowa zawachała się. Spojrzała na lejących się mentorów i skinęła tylko głową. Idąc cicho, oddalili się od pobojowiska.
- Orliczek? Co to za dziwne imię? To twój ojciec? - zaśmiała się uczennica Klanu Nocy.
Biały skrzywił się na myśl o Narcyzie jako swoim rodzicu. Już wolał przesadnie naładowane komplementami opowieści o Ostrzeniu, prawdziwym tacie.
- Nie, jestem Orlikowa Łapa, już uczeń. Tamten narcyz... Doslownie narcyz tak mnie przezywa. Nie wiem dlaczego i po co. Tak sobie ubzdurał i tego się trzyma - miauknął mlodszy. - Co tutaj robiłaś?
<Brzoskwiniowa Łapo?>

02 kwietnia 2020

Od Orlika (Orlikowej Łapy)

Minął tydzień od mianowania potomków Koniczynki. Tamten dzień dla Klanu Burzy okazał się nader radosny, gdyż bardzo rzadko, w grono uczniów, przyjmuje się więcej niż trzy kocięta.  A tu nagle wpadły cztery. Orlik długo czekał na to wydarzenie. W ostatnim tygodniu, przed ukończeniem szóstego księżyca, zamiast bawić się ze Słonikiem, Mniszkiem i Bluszcz, rozmawiał z nimi na ten temat. Tylko i wyłącznie, wręcz popadli w paranoję. Śnili o tym, ale z drugiej strony rodzeństwo nie chciało się ze sobą rozstawać. W miarę dopasowali się do siebie charakterami, chociaż różnili się światopoglądem i kolorami sierści. Płynęła w nich krew Koniczynki i Ostrzenia, troskliwej matki i przykładnego (chociaż martwego) ojca.
Minął tydzień od mianowania Orlika na Orlikową Łapę i... Szczerze się zawiódł. Może to wina mentora? Wyobrażał sobie, że otrzyma osobnika z dużą wiedzą, pokładami cierpliwości i optymistycznym podejściem do życia, a trafił mu się Narcyzowy Pył. Kocur atencjusz. Dosłownie i w przenośni. Dzień w dzień opowiadał białemu, czego to nie dokonał, czego to nie wygarnął starszyźnie. Uśmiechał się, ukazując wszystkie zęby i czekał, aż uczeń nie rzeknie chociaż jednego, drobnego komplementu.
- Orliczku, Orliczku, wysil się. Już trzeci dzień chwalisz biel moich twardych kłów, a ja o tym wiem od dawna. Byłem zadowolony, gdy odkryłeś ich kolor, jestem z ciebie dumny, ale oczekuję większej bystrości. - Niebieski wojownik patrzył surowo na ucznia.
- Masz... Istnie gęsty ogon... i długi... A twój spryt i ambicje są... wspaniałe - powiedział Orlikowa Łapa, chcąc zakończyć tę dziwną grę wstępną i zacząć trening.
- Hmmm... - zamyślił się teatralnie Narcyz - Może być, acz wczorajsza uwaga odnośnie moich zębów była lepsza...no nic. Czas na naukę.
Nareszcie... Sam potomek zastępczyni Klanu Burzy może i okazał się dosłownym narcyzem, ale lubił walczyć. Już w tym pierwszym tygodniu nauki kładł duży nacisk na skuteczną obronę i wycelowany atak oraz obserwację słabych punktów wroga. Oceniał białego surowo, lecz sprawiedliwie. Na chwilę zapominał o ciągłej chęci otrzymywania atencji.
- Ogon niżej, nie odwracaj głowy w inne strony, to walka, nie pokaz piękności futra. - Narcyzowy Pył bacznie przyglądał się Orlikowej Łapie, by uczeń nie nabył złych nawyków. Syn Ostrzenia podporządkowywał się każdej uwadze, może prócz tej odnośnie źle mówionych komplementów i adoracyjnych tytułów.
- Dobrze się spisałeś, Orlikowa Łapo. W nagrodę... - Narcyz rozejrzał się wokoło, jakby miał wyjawić jakąś wielką tajemnicę. - Pokażę ci nasze tereny. Wyjdziemy dalej od traktoru, który zresztą powinieneś znać.
Orlikowa Łapa nie mógł uwierzyć. Mentor proponował mu wyjście poza obóz? Wgłąb terenów Klanu Burzy? Nie spodziewał się tego, w ogóle nie oczekiwał od Narcyzowego Pyłu podobnej propozycji.
- Tak, wiem gdzie znajduje się traktor... - Chciał odpowiedzieć, ale mentor od razu przerwał wypowiedź własnego ucznia.
- To ruszamy ku przygodzie! Chodź za mną. Znam te tereny lepiej od innych członków klanu. - Ruszył tanecznym krokiem w kierunku wyjścia z obozu.
Orlikowa Łapa szedł za mentorem. Kroczyli po wydeptanych ścieżkach, trochę wykopanymi w śniegu tunelami. Im bardziej oddalali się od obozu Klanu Burzy, tym trudniej bylo przedrzeć się przez śnieg. Narcyz miał dłuższe nogi, przez co podążanie przez białą pustynię nie sprawiało mu trudności. Orlikowa Łapa wręcz biegł, żeby nie zostawać w tyle.
Doszli do rzeki. Woda płynęła szybko, obmywając brzeg. Uczeń dyszał ze zmęczenia i na myśl o dłuższym odpoczynku uśmiechnął się. Przeszli bardzo długą drogę. Do nosa białego dotarło dużo zapachów, w tym... Kotów, lecz innych niż te, zamieszkujące wysokie trawy. Obecne tutaj kotki i kocury wydzielały inny zapach. Pachniały... rzeką, martwą rzeką. Widocznie żywią się mieszkańcami wodnej toni.
- Witaj na terenie Klanu Nocy. Tutaj miejscowe koty jedzą ryby, czyli takie obrzydliwe i oślizgłe robale wodne. - Narcyzowy Pył wzdrygnął się na myśl o łuskowanym stworze.
- Czy... My opuściliśmy Klan Burzy? - zdziwił się Orlikowa Łapa. - Mogą nas zaatakować!
Mentor prychnął.
- Gdyby jakiś miejscowy kot tu był, już dawno bym go zwęszył i poleciłbym ciche i skryte wycofanie się - rzekł.
- Tylko po drugiej stronie rzeki stoi nocniak - szepnął Orlikowa Łapa, wzrokiem pokazując kremową kotkę Narcyzowi.
- Ooo, takiej sytuacji nie przewidziałem, ale mogę opisać ci Klan Nocy. Zobacz, skryci, cisi, śmierdzący rybą. Żyjący w zgodzie z rzeką. I bardzo, bardzo brutalni. Oj, nie chciałbyś z nimi zadrzeć, Orliczku - snuł opowieść Narcyzowy Pył cichym tonem. Dlaczego wiecznie nazywa go Orliczkiem? Eh...
- Cisza, Śledziku. Zapomniałaś, że to moje bardzo-ważne-zadanie? Bardzo-bardzo. Ty mnie musisz śledzić. - Usłyszeli to, co rzekła kremowa. Wyglądała na zadowoloną. Drgnęła z zimna, przysuwający do siebie gęsty ogon. Rozluźniła się, przymknęła oczy i skierowała głowę ku słońcu.
- Mówi do ryb. Paranoja. - Przewrócił oczami Narcyz. - Idziemy na teren innego klanu. Tutaj nie ma nic ciekawego. - Mentor cofnął się ostrożnie. - Ugnij łapy, powoli się wycofuj. Patrz, na co depczesz.
Orlikowa Łapa wykonał polecenie nauczyciela. Niebieskimi oczami patrzył na ziemię i starał się omijać leżące wśród trzcin gałęzie. Skąd one się wzięły? Nie wiedział i wolał nie poznać prawdy.
Skryte wycofanie skończyło się fiaskiem, gdyż Narcyz nadepnął na jedną gałązkę. Cienką, ale taka wystarczyła, aby zdradzić ich pozycję. Kremowa kotka z Klanu Nocy otworzyła oczy i spojrzała w ich kierunku. Wstała, napinając mięśnie.
- Ratuj się kto może! Rybojady atakują! - Sierść Narcyzowego Pyłu napuszyła się. Mentor zwiał szybko, chowając się w śniegu kilka metrów od rzeki. - Chowaj się, albo wypierze ci mózg gadką o śledziach - powiedział wystraszony syn zastępczyni do Orlikowej Łapy.
Biały jednak wycofał się powoli, przyglądając się kremowej.
<Brzoskwiniowa Łapo?>