BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowy Nów x Poziomkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowy Nów x Poziomkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

09 czerwca 2025

Od Makowego Nowiu CD. Kremika (Poziomkowej Łapy)

– Widzę, że Mroczna Wizja, albo ktokolwiek inny, wam nie opowiedział – mruknęła Mak, a po chwili westchnęła. – Jednak dobrze, że chcesz się dowiedzieć – dodała cicho. – Mentor to kot, który będzie cię szkolić na dobrego wojownika. Twój trening zacznie się wraz z dniem, kiedy skończysz 6 księżyców, wtedy też pokażesz swoją odwagę i zostaniesz mianowany, a kot ci przydzielony będzie uczyć cię podstawowych umiejętności. Gdy uzna, że jesteś gotowy, zostaniesz wojownikiem. Jednak trzeba na to zapracować – wyjaśniła liliowa, posyłając mu swoje spojrzenie. Kocur pokiwał głową. Znowu nastała ta niezręczna cisza. Makowy Nów jednak się nie odzywała. Nie wiedziała nawet, jak mogłaby zacząć. Nie umiała zajmować się kociętami, a każda taka rozmowa nie wychodziła jej najlepiej. Na szczęście to właśnie wtedy Cisowe Tchnienie zawołała Kremika do siebie.
 
***
 
– Sikoreczka sikoreczka... – nuciła cicho, obserwując, jak kociaki się bawią. Widziała, jak Pustułka wraz z Krukiem skaczą na siebie nawzajem, tworząc tym samym udawaną walkę. Po chwili do walki dołączył Warkotek, wymieniając się z Krukiem, który odszedł nieco na bok. Makowy Nów obserwowała ich walkę, nie odzywając się jednak. Wtedy zamiast Warkotka ktoś wepchnął Kremika. Było widać jak kociak się przerażony, a zapach strachu unosił się w powietrzu. Liliowa jednak dalej siedziała, nie reagując. Obserwowała uważnie mniejszego kocurka, jego ruchy i przerażenie w oczach. Dlaczego to wszystko wyglądało tak znajomo? Zamknęła na chwilę oczy, przypominając sobie ten strach. Siebie sprzed lat. Gdy znowu je otworzyła, wszystko wróciło do normy. Kremik dalej stał na środku, Pustułka szykował się do skoku na swojego przeciwnika. W końcu wybił się ze swoich tylnych łap, z małym poślizgiem trafiając chwilę przed kremowym. Ten wykorzystując sytuację, zaczął uciekać, jednak Pustułka nie dawał za wygraną. W końcu kremowe kocię znalazło się obok Makowego Nowiu, którą ominął i bezpiecznie stanął za jej plecami. Chłodny wzrok liliowej skierował się w stronę przerażonego kocięcia, ignorując tym samym drugiego kocurka, który zatrzymał się tuż przed nią.
– Musisz znaleźć w sobie siłę, inaczej zginiesz – zauważyła sucho Mak, zwracając się do Kremika. Po chwili jej wzrok padł na dalej stojącego tam Pustułkę. – Wygrałeś walkowerem, możesz wracać – oznajmiła, a kocurek przechylił lekko głowę.
– Walkowerem? – powtórzył.
– Twój przeciwnik sam się poddał – wyjaśniła zastępczyni. Jej syn pokiwał głową i ruszył w stronę reszty, zaczynając już kolejną rundę swojej zabawy. Mak za to została z Kremikiem za plecami. Odwróciła się do niego, przeszywając go swym spojrzeniem, uważnie się mu przyglądając. – Nie możesz być tak słaby. Gdyby była to prawdziwa walka a nie zabawa kociaków, już byś umarł, jako rozczarowanie klanu. Ucieczka nigdy nie jest wygraną, to przegrana na samym starcie – powiedziała chłodno, a Kremik pokiwał głową, jednak się nie odzywając. Po chwili podeszła do niego jego siostra, Plamka.
 
***
*Teraźniejszość*
 
Wszystkie dzieciaki zostały mianowane, włącznie z Kremikiem i Plamką, którzy otrzymali nowe imiona - Poziomkowa Łapa i Plamista Łapa. Od dnia ich mianowania Makowy Nów nie odzywała się do żadnego z nich. Nie widziała w tym większego sensu. W końcu jej rola się zakończyła, pomogła Mrocznej Wizji się nimi zająć. Teraz sama musiała wyszkolić swojego syna i zająć się obowiązkami. Jednak to nie oznaczało, że niektóre rzeczy nie rzucały jej się w oczy.
– Krucza Łapo ugnij tylnie łapy, cały czas popełniasz ten sam błąd – powiedziała nieco zirytowana Mak. Uczeń kiwnął głową i spróbował wykonać polecenie dane przez mentorkę. Liliowa uważnie się mu przyglądała, w głowie już wyłapując kolejne błędy zrobione przez Kruka. – Jutro popracujemy nad tą pozycją – oznajmiła tylko i ruchem ogona nakazała kocurowi powrót do obozu. Obydwoje szli w ciszy, mijając drzewa znajdujące się w lesie. Gdy dotarli każde z nich poszło w inną stronę, Kruk do swojego rodzeństwa, a Mak do stosu zwierzyny, chcąc złapać coś na ząb. Miała jeszcze dziś wieczorem patrol, a wcześniej nie było czasu zjeść żadnej porządnej myszy. Łapą przerzuciła zwierzynę znajdującą się z wierzchu i złapała średniej wielkości mysz, leżącą obok. Gdy podnosiła głowę, rozejrzała się w poszukiwaniu dobrego miejsca by spożyć posiłek. Usiadła niedaleko legowiska i położyła zwierzynę na ziemi, chcąc już zjeść. Wtedy jednak kątem oka zauważyła Poziomkową Łapę, idącego z bardzo dużą ilością mchu. Makowy Nów nie przejęła się tym za bardzo, przynajmniej do póki kocur nie potknął się o korzeń, rozrzucając dookoła mech, ale też miażdżąc jej mysz. Kotka od razu wstała, odsuwając się nieco do tyłu.
– Zmiażdżyłeś mój posiłek ty mysia strawo, patrz gdzie stawiasz łapy! – warknęła, zwracając się w stronę dalej leżącego kremowego.
– Wybacz! Naprawdę nie chciałem, przepraszam – powiedział Poziomkowa Łapa szybko, starając się podnieść. Mak przyglądała się mu uważnie. Było widać, że kocur jest zmęczony. Wtedy kotka przypomniała sobie jego zachowanie przez ostatni czas. Miała wrażenie, że uczeń cały czas coś robi.
– Zamęczysz się zaraz – syknęła liliowa.
– Naprawdę wybacz, to był wypadek, nie zauważyłem tego korzenia... – zaczął się tłumaczyć, jednak Mak ruchem ogona go uciszyła.
– Przestań. Wytłumacz mi może, co ty wyprawiasz? – powiedziała, jednak dalej ostrym i zirytowanym tonem, nad którym nie umiała zapanować.
– Noszę mech do legowisk – wytłumaczył cicho.
– Znowu? Ostatnio cały czas widzę cię z mchem albo innym ziołem od medyka, które potem przekazujesz starszyźnie.
– Chcę pomóc i się na coś przydać. Poprawić się jak obiecałem – oznajmił uczeń.
– Na razie jak widzę to się zamęczasz. Widać, że jesteś zmęczony, jeśli dalej będziesz to ciągnąć, zawalisz trening – zauważyła ostro zastępczyni. – Po co to w ogóle robisz? Robisz ponad swoje siły i więcej niż twoje obowiązki obejmują.
– By się poprawić, nie chcę by znów mnie ukarali...
Makowy Nów zamilkła na chwilę. Ukarali? Wiedziała, że gdyby coś się stało, doszłoby to również do niej, a nic takiego się nie stało. Zastanowiła się chwilę. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że niedawno miała miejsce noc w lesie dla nowych uczniów i to od tamtej pory mogła zauważyć Poziomka z kupą mchu w pysku.
– Nie ukarali cię Poziomkowa Łapo – westchnęła liliowa. – To była noc w lesie. Każdy kociak musi ją przejść, by stać się pełnoprawnym uczniem.

<Poziomkowa Łapo?>

11 maja 2025

Od Kremika CD. Makowego Nowiu

Jego życie tak nagle się zmieniło. Jeszcze niedawno leżał razem z rodziną w ciepłym legowisku, a teraz był w zupełnie nowym miejscu z całkowicie obcymi kotami. Jedyne co zostało mu ze starego życia to siostra, która właśnie zniknęła w legowisku Cisowego Tchnienia, przynajmniej tak inni nazywali kotkę.
Siedział przed norą, bardziej spięty niż zazwyczaj z racji braku siostry, razem z nim była Makowy Nów, kotka, która była jedną z ich nowych opiekunek. Był jej wdzięczny, na szczęście nie zostali porzuceni na pastwę losu, tylko przyjęto ich do klanu.
Między nimi trwała niezręczna cisza, okazjonalnie przerywana odgłosami innych kotów znajdujących się w obozie. Kocur owinął łapy wokół łap i zaczął mówić.
– Dziękuję, że mnie poniosłaś – zamiauczał cicho.
– To nic takiego – powiedziała z typowym dla siebie chłodem – jednak masz już tyle księżyców, że mógłbyś popracować nad swoim tempem – dodała ostrzej.
– Postaram się – pochylił głowę na znak skruchy i zaczął wpatrywać się w swoje łapy.
Znów nastała cisza, Kremik starał się wymyślić jakieś inne tematy do rozmowy, jednak nie szło mu to zbyt dobrze. Nie wiedział za dużo o kotce czy klanie, z rodziną przychodziło mu to jakoś łatwiej. Chociaż, czy on nawet wtedy kiedykolwiek zaczynał rozmowy, a może jednak ktoś inny to robił? Ta druga opcja była dużo bardziej prawdopodobna. Myśląc o domu, w końcu wpadł na pomysł, o czym może porozmawiać. Przecież jeszcze nie podziękował Makowej Nów i reszcie za ratunek i troskę. Dlaczego tyle z tym zwlekał?
– Dziękuję, że razem z Mroczną Wizją zaopiekowaliście się nami. – miauknął, nie podnosząc wzorku – Dziękuję całemu klanowi, przecież nie musieliście tego robić – dodał po chwili namysłu.
– Każdy kot klanów ma obowiązek chronienia kociąt.
– O-okej – wydukał – Mimo wszystko jestem wdzięczny – powiedział tak cicho, że mało prawdopodobne, aby ktokolwiek inny to usłyszał. Nie chciał, aby rozmowa ponownie umarła. Na poczekaniu wymyślił kolejny temat.
– Ma-masz może pomysł co mam zrobić, aby być szybszy? – spytał niepewnie i spojrzał w kierunku kotki
– Niedługo będziesz w odpowiedni wieku, aby dostać własnego mentora, on zajmie się twoim treningiem. – jej słowa brzmiały bardziej jak sucho podany fakt niż porada, której potrzebował kociak – Tylko nie biegaj teraz po całym obozie tylko po to, by poprawić swoje umiejętności, tylko by to innym przeszkadzało.
Kiwnął głową.
– Dobrze, rozumiem. Nie będę przeszkadzać. – powiedział z delikatnymi wyrzutami sumienia. Czuł jakby sama jego obecność była wystarczającym ciężarem. – Jeśli chodzi o trening i mentora – wziął wdech, bał się, że otrzyma kolejną ogólną odpowiedź, która nic mu nie wyjaśni – to o co z tym chodzi?


<Makowy Nowiu?>

08 maja 2025

Od Makowego Nowiu Do Kremika

Wraz z objęciem nowego stanowiska doszły też nowe obowiązki. Musieli przecież wszystko ustawić, by w Klanie Wilka zapanował nowy porządek. Teraz nie tylko lider i zastępca mieli głos, mogli się też wypowiadać mistrzowie, którzy zdobyli większe prawo głosu w najważniejszych decyzjach. Makowy Nów cieszyła się z takiego obrotu spraw. Liczyła, że dzięki temu wszystko się polepszy. Albo zostanie, jak jest, jak to mówiła Lodowy Omen na ich ostatnim spotkaniu. Mimo tego liliowa widziała na twarzach niektórych coś typu obawę. Niezadowolenie, choć niewypowiedziane wprost, najpewniej spowodowane wyborem Nikłej Gwiazdy na przywódcę Klanu Wilka. Liliowa sama nie wyrażała się na ten temat. Ci, co musieli znali jej zdanie, więcej powtarzać go nie musiała. Ci, co musieli znali też jej początkową niechęć do objęcia tak ważnej pozycji. Mimo swojej ambicji obawiała się tego co się stanie, jeśli to ona zasiądzie obok Nikłej Gwiazdy, co dodawało jej dodatkowego stresu, choć na głos tego nie wypowiedziała. Jednak kłócić się już nie mogła. Musiała się pogodzić z tym faktem i zmienić swoje nastawienie. Postarać się trzymać spokoju, by zaraz nie dać się ponieść emocjom. Co dla niej było dość trudnym zadaniem, zwłaszcza w kontekście gniewu, który towarzyszył kotce praktycznie od początku. Przecież nie raz można było usłyszeć jej krzyki i niezadowolony głos, nawet dochodzący z samego środka obozu. Nienawidziła tego w sobie chyba najbardziej, widząc wtedy w sobie zachowanie Gęsiego Wrzasku, jednak często nie potrafiła z tym walczyć. Walkę oczywiście podejmowała, wychodząc wtedy z obozu do lasu, który jako jedyny ją uspokajał, oczywiście nie licząc Mrocznej Wizji, jednak nie zawsze taka możliwość była. Tak jak chociażby teraz.
– Co wam strzeliło do głowy? – zapytała ostro, chłodnym spojrzeniem lustrując każdego z kociąt. – Tyle razy było wam mówione, a wy dalej swoje?! – syknęła. – Czy naprawdę to tak trudno wam zrozumieć? Was też się to tyczy – zwróciła się tym razem w stronę dwójki innych kociąt, do tej pory siedzących przy ścianie w żłobku. – Nie macie nic wywijać. Jesteście pod opieką Mrocznej Wizji, czyli jak jej nie ma, również moją – oznajmiła ostro i gdy miała odezwać się po raz kolejny, do legowiska weszła Mroczna Wizja. Spojrzała na Mak, później na kociaki. W końcu postanowiła podejść bliżej i położyła ogon na barku liliowej, lekko ją uspokajając. Zastępczyni tylko wypuściła powietrze, nie odzywając się już, wzrok jednak dalej mając wlepiony w dwójkę innych kociąt. Doskonale pamiętała dzień, w którym zostały one przyniesione do obozu. Pamiętała swoje lekkie zdziwienie, choć ukryte pod chłodem i relacje patrolu, z których wynikało, że oba kociaki tonęły. Teraz grzały miejsce w bezpiecznej kociarni, będąc pod opieką Mrocznej Wizji oraz oczywiście matki kultu. Kremik i Plamka. Odkąd dzieciaki pojawiły się w żłobku, Mak zwróciła uwagę na ich kilka zachowań, które czasem rzucały się w oczy. Głównie na zachowania Kremika, przez fakt tego, że kocur był nieśmiały i strachliwy, co dało się zauważyć. Liliowa widziała, jak chował się za siostrą, jakby bał się iść gdzieś sam. Dokładnie jak ona z Naparstnicą. Na każdą taką myśl Makowy Nów wbijała tylko pazury w ziemię. Widziała w młodym Kremiku siebie w jego wieku i starszą. Tę strachliwą uczennicę, która po chwili musiała całkowicie się zmienić, pod wpływem sytuacji w jej życiu.
– Makowy Nowiu? Wszystko dobrze? – nagle usłyszała głos Mrok. Spojrzała na nią, wracając do rzeczywistości.
– Wybacz, musiałam się zamyślić – odparła cicho Mak. – Coś mówiłaś?
– Tak, żebyś wzięła Plamkę i Kremika do Cisowego Tchnienia – powtórzyła karmicielka. – Chciała jeszcze coś sprawdzić i w razie czego podać odpowiednie zioła – oznajmiła i spojrzała w oczy liliowej. Ta kiwnęła głową i posłała partnerce czułe spojrzenie, które po chwili przeniosła na dwójkę kociąt, zmieniając je na dość chłodne.
– Plamka, Kremik, idziemy do Cisowego Tchnienia – zwróciła się do kociąt i powoli podeszła do wyjścia ze żłobka. Kociaki posłusznie poszły za nią, jednak gdy zauważyła, jak wolno idą przez swoje krótkie łapki, złapała Kremika za kark i niepewnie zaniosła do legowiska medyka. Plamka szła tuż za nimi, doganiając ich.
– Witaj Cisowe Tchnienie – przywitała się, gdy tylko odłożyła kocurka na ziemię. Medyczka wypowiedziała jakieś słowa przywitania i ruchem ogona rozkazała Plamce, ponieważ była bliżej, podejść. Mak więc została sama z Kremikiem, czekając na jego siostrę.

<Kremik?>