Siedział przed norą, bardziej spięty niż zazwyczaj z racji braku siostry, razem z nim była Makowy Nów, kotka, która była jedną z ich nowych opiekunek. Był jej wdzięczny, na szczęście nie zostali porzuceni na pastwę losu, tylko przyjęto ich do klanu.
Między nimi trwała niezręczna cisza, okazjonalnie przerywana odgłosami innych kotów znajdujących się w obozie. Kocur owinął łapy wokół łap i zaczął mówić.
– Dziękuję, że mnie poniosłaś – zamiauczał cicho.
– To nic takiego – powiedziała z typowym dla siebie chłodem – jednak masz już tyle księżyców, że mógłbyś popracować nad swoim tempem – dodała ostrzej.
– Postaram się – pochylił głowę na znak skruchy i zaczął wpatrywać się w swoje łapy.
Znów nastała cisza, Kremik starał się wymyślić jakieś inne tematy do rozmowy, jednak nie szło mu to zbyt dobrze. Nie wiedział za dużo o kotce czy klanie, z rodziną przychodziło mu to jakoś łatwiej. Chociaż, czy on nawet wtedy kiedykolwiek zaczynał rozmowy, a może jednak ktoś inny to robił? Ta druga opcja była dużo bardziej prawdopodobna. Myśląc o domu, w końcu wpadł na pomysł, o czym może porozmawiać. Przecież jeszcze nie podziękował Makowej Nów i reszcie za ratunek i troskę. Dlaczego tyle z tym zwlekał?
– Dziękuję, że razem z Mroczną Wizją zaopiekowaliście się nami. – miauknął, nie podnosząc wzorku – Dziękuję całemu klanowi, przecież nie musieliście tego robić – dodał po chwili namysłu.
– Każdy kot klanów ma obowiązek chronienia kociąt.
– O-okej – wydukał – Mimo wszystko jestem wdzięczny – powiedział tak cicho, że mało prawdopodobne, aby ktokolwiek inny to usłyszał. Nie chciał, aby rozmowa ponownie umarła. Na poczekaniu wymyślił kolejny temat.
– Ma-masz może pomysł co mam zrobić, aby być szybszy? – spytał niepewnie i spojrzał w kierunku kotki
– Niedługo będziesz w odpowiedni wieku, aby dostać własnego mentora, on zajmie się twoim treningiem. – jej słowa brzmiały bardziej jak sucho podany fakt niż porada, której potrzebował kociak – Tylko nie biegaj teraz po całym obozie tylko po to, by poprawić swoje umiejętności, tylko by to innym przeszkadzało.
Kiwnął głową.
– Dobrze, rozumiem. Nie będę przeszkadzać. – powiedział z delikatnymi wyrzutami sumienia. Czuł jakby sama jego obecność była wystarczającym ciężarem. – Jeśli chodzi o trening i mentora – wziął wdech, bał się, że otrzyma kolejną ogólną odpowiedź, która nic mu nie wyjaśni – to o co z tym chodzi?
<Makowy Nowiu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz