BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skoczny Krok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skoczny Krok. Pokaż wszystkie posty

11 lutego 2019

Od Skocznego Kroku

Byłem w ciemnym, gęstym lesie. Zewsząd dobiegały do mnie różnorodne pomruki, piski i powarkiwania, których nie mogłem zidentyfikować. Po prostu, jakby cała wiedza, którą do tej pary pochłonąłem, uleciała niczym powietrze. Czułem, jakby ktoś mnie śledził, cicho skardając się przez paprocie. Po moim ciele przebiegły ciarki, gdy chłodny wiatr rozwiał mi futro. Usłyszałem pisk. Od razu pobiegłem w stronę dźwięku, po drodze z gracją przeskakując przeszkody w postaci kłód, gałęzi i pni. Wybiegłem na jakąś polanę. Po środku stała jakąś ciemna, mała postać. W momencie, kiedy do moich nozdrzy dotarł znajomy zapach, moje kończyny zdrętwiały. Tam była moja rodzona siostra. Bałem się do niej zbliżyć, było to takie... dziwne uczucie, strach i tęskonta w jednym. Przyjrzałem się jej dokładniej, licząc na to, że nasz wzrok się spotka, jednak ona, patrzyła za mnie. Wtedy spojrzała na moją osobę pustym wzrokiem, coś wyszeptała i w tym samym momencie uniosła swoją łapę. Z początku, myślałam, że wskazuje na mnie, ale gdy poczułem ciepły, śmierdzący padliną oddech tuż obok mnie, obróciłem się gwałtownie, jak nigdy dotąd, by zobaczyć, jak wielka, zębata, ruda paszcza rzuca się na mnie i wgryza w moją głowę. Przyszły mnie ból i... obudziłem się, uderzając z hukiem w sufit legowiska. Jeden z jeszcze śpiących klanowiczy rzucił mi zirytowane spojrzenie.

<Ktoś, coś?>

26 grudnia 2018

Od Skocznego Kroku C.D Księżycowej Łapy

Kocur powoli przeanalizował każde słowo ucznia. Wszystko było by bardzo cacy, ale nie. Po pierwsze - jego umiejętności były mocno ponad możliwości pieszczochów. Po drugie - jego zachowanie wcale nie wskazywało na jakieś tęsknotki i tak dalej. Najwyraźniej terminator starał się go oszukać - ale czemu? Jaki miał w tym cel, Skoczny nie wiedział.
- Coś Ci nie pykło, a teraz każ swoim oczom przestać się pocić i chodź. - miauknął do młodego, który przez chwilę patrzył na niego, najpewniej trochę zaskoczony odpowiedzią swojego "opiekuna". W drodze do obozu Skoczny złapał grubiutkiego wróbla i trochę mniej pulchną myszkę, jednak to też go zadowalało.
Gdy na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy, Skoczny Krok zbliżył się do swojego ucznia pochłaniającego, coś, co było kiedyś ptakiem, ale obecnie wyglądało jak wypluty kłaczek.
- Wyjaśnisz mi, dlaczego kłamałeś mi prosto w pysk? Nie rozumiesz, że przez takie zachowania koty tracą do ciebie zaufanie, a tobie będzie coraz trudniej je zauroczyć? Spójrz na siebie - czy normalny pieszczoch miał by takie umiejętności? Nie! Znał klany? Tym bardziej! Więc nie wmawiaj mi teraz, że twój ojciec to jakiś napakowany lew, a matka to jakaś klanowy wygnaniec! Myślisz, że jestem głupi? Tak, teraz zostało mi czekać na twoją kozaczkową odpowiedź "O jesteś gupi, bo mnje profokujesz i jesce palancie mnie nasladujesss, ty jasnofidzu" - dokończył ze wkurzającym akcentem, uderzając ogonem o ziemię. Czy naprawdę nie może z nim normalnie porozmawiać?

<Księżycowa Łapo?>

21 grudnia 2018

Od Skocznego Kroku C.D. Księżycowej Łapy

Kocur przez chwilę milczał, po czym odpowiedział: - Przypuszczam, że sprawdzimy trochę twoją siłę i spryt. - mruknął wojownik, spoglądając przelotnie na Księżyca, po czym niespodziewanie skoczył zgrabnie na ucznia i przygniótł go do ziemi, na co ten szybko się zreflektował i kopnął kocura w brzuch. Starszy syknął cicho, odskakując na bok. Ten styl walki nigdy mu nie wychodził, więc zmienił taktykę, na najbardziej do niego pasującą. Szybko odbił się od podłoża, jednak, zamiast uderzyć w ucznia, przeleciał z gracją nad nim. Treningi z tym upierdliwym kociakiem sprawiały mu ulgę, bo zapomniał na jakiś czas o jego miłości - Rogatku. Księżycowa Łapa był nieznośny, chwilami denerwujący i uparty, ale było w nim coś, co jakoś to wynagradzało. Nie chodziło tu o to, że oboje są nie stąd, a po prostu o coś innego, co ich łączyło. Wracając do walki - Skoczny Krok, po wylądowaniu za kocurem, skoczył na niego od tyłu, przygniatając do gleby. - Leżysz. - stwierdził z nutką rozbawienia, jednakże drugi kot tego nie popierał, więc wbił kły w łapę swojego mentora tak mocno, że ten aż ostro warknął, gdy na jego kończynie pojawiła się szkarłatna ciecz. - I co teraz zrobisz, lisie łajno? - po wypowiedzeniu tych strasznych słów, terminator mocno pożałował, że nie trzymał języka za zębami. - Na Klan Gwiazdy, dosyć tego, młodzieńcze! Nie będę tolerował takiego zachowania! - ostro miauknął Skoczny. - Albo mi powiesz, co się ostatnio z Tobą dzieje, albo zabiorę Cię do medyka, bo zachowujesz się jak opętany przez jakiegoś straceńca! Młody milczał przez chwilę, wpatrując się w swoje łapy. Kiedy atmosfera opadła, wojownik kulejąc, przybliżył się do czarno-białego. - Słuchaj, ja nic do ciebie nie mam - po prostu się martwię i tak - rozumiem, że wolałbyś mieć bardziej doświadczonego mentora, niż takiego przybłędę jak ja... ale sam zobacz - albo jesteś tej samej płci co twój mentor, jednak jeden jest siedemdziesięcioksiężycowym zrzędą, a drugi dziesięcioksiężycowym szalonym i chętnym wrażeń młodzikiem i ciągle się sprzeczacie, albo jesteście różnych płci i po paru księżycach stajecie się parą i macie bachory. Myślę, że mogę Cię spróbować jakoś zrozumieć, obiecuję, że nikomu nie powiem. - dokończył i głęboko odetchnął. Ta przemowa go wykończyła.

<Księżycowa Łapociapo uwu?>

02 grudnia 2018

Od Skocznego Kroku CD. Srebrnego Poroża

- Mówisz, jakbym był małym gnojkiem, co dopiero ze żłobka wyszedł! - miauknąłem przewracając oczami.
- A niby tak właśnie nie jest? - mruknął mój rozmówca, po czym przewrócił się na bok.
Jego lśniące futro, złote jak gwiazdki oczy... ah, wręcz ideał. Wyglądał jak syn księżyca i słońca - poranna gwiazda we własnej osobie.
Potem jeszcze się pośmialiśmy, poopowiadaliśmy sobie co u nas słychać, co nam przeszkadza... było cudownie. Z tym kocurem mógłbym spędzić całe swoje życie... oczywiście jako dobry przyjaciel. Było jeszcze parę mniej istotnych spotkań, które i tak były bardzo ważne, bo spędzałem je z nim. No ale cóż... każdy początek ma koniec.
Miałem się z nim znowu zobaczyć. Tego dnia, miałem powiedzieć mu to, co dusiłem w sobie wiele księżyców. Moje uczucia chciały wyjść na wierzch, nie mogąc dłużej siedzieć w ciasnej klatce. Czułem, że jeśli wstrzymam się jeszcze, dostanę jakiejś paranoi. Wiedziałem, że jeżeli coś spieprzę, wszystko, na co tak długo pracowałem pójdzie się jednym słowem wow. Byłem coraz bliżej mojego celu - miejsca spotkania. Ogon mi lekko drgał, tak samo uszy. Kiedy postawiłem pierwsze kroki, moje ciało nieco się rozluźniło. Byłem pierwszy i miałem czas na dokładne obmyślenie planu. Czy potrafię być zmysłowy? Nie. Potrafię być śmieszny? Nie, ale umiem zrobić z siebie wariata, bądź ostatniego kretyna. Umiem podrywać? O zgrozo, chyba nikt tego by nie chciał widzieć.
Tak wyglądało parę jakże długich uderzeń serca, aż pojawił się on. Idąc z dumą, z tym czymś w oczach, z ostrymi jak szpony sokoła pazurami... Mogłem się jedynie domyślać, jak głupio wyglądałem gapiąc się na Sreberko. Kiedy zaczął rozmowę, z początku byłem tego nawet nie świadomy, aż do momentu, kiedy podwyższył ton głosu. Znowu mogłem z nim spędzić wiele wspaniałych chwil, wyżalić się mu, pogadać jak z kumplem.
Nadszedł ten moment. Wziąłem głęboki wdech i spojrzałem mu prosto w oczy.
- Rogatku, ja... - zacząłem, ale nigdy nie skończyłem, gdyż kocur mi gwałtownie przerwał.
- Skoczku, naprawdę, przepraszam, ale obawiam się, że będę musiał już zmykać. Proszę, nie miej mi tego za złe... - po tych słowach, polizał mnie w policzek, posłał szczery uśmiech i znikł w zaroślach, przy okazji lekko mnie trącając i cicho szepcząc "Wkrótce się spotkamy, uwierz". To wystarczyło. Gdy tylko jego kita zniknęła za zielskiem, wydałem z siebie pełen radości pisk. Czułem, że nareszcie jestem szczęśliwy! Piszczałem "On mnie kocha, kocha mnie, awwwww" i wcale nie widziałem, że to nie tylko jego ostatnie słowa, które słyszałem, ale nasze ostatnie spotkanie... kiedykolwiek.
Minął księżyc. Dwa. Nie było go. Nigdzie. Czekałem, mokłem, miałem nadzieję. Chciałem wiedzieć, że żyje. Że wszystko jest dobrze. Że wróci. Tak strasznie się martwiłem... chwilami zapominałem o swoich potrzebach. Tak trudno było mi siebie uświadomić, że jego nie ma. Jeśli coś mówił - dotrzymywał słowa. Serce rozdzierało mi się na pół. Coraz częściej po cichu, wchodziłem na tereny wrogiego klanu, w nadziei, iż go spotkam. Wszystko na marne. W tej całej rozpaczy, straciłem swój poukładany świat. Wszystkie szufladki porozsypywały wszystkie wspomnienia i odczucia. Jak nie miałem koszmarów, to nie mogłem spać i na odwrót. Brakowało mi ciepła drugiej osoby.
Brakowało mi Jego.

16 października 2018

Od Skocznego Kroku

Księżyce leciały nie ubłagalnie. Nim Skoczek się obejrzał, był już uczniem, a potem... Wojownikiem. Z powodu swojego jeszcze młodego, niepoważnego żywota, większość kotów w wieku kocura już latała i wzdychało za sobą. Z pysków niektórych, dało się wyczytać wiele. Jedni mieli wzajemne miłostki, drudzy zaś odwrotnie. Czasem amory zaczynał kocur, czasem kotka. Oj, chcielibyście być na miejscu Skocznego Kroku. Czasem miał ochotę na wyplucie z siebie swoich wnętrzności, gdy słyszał "Oh, mój misiu pysiu, miodku smrodku, mój najjaśniejszy kryształku, rodzynko, świnko..." i jeszcze wiele innych ptaszków i owocków. Atfu! Okej, okej, ale co mu w tym nie pasowało? A to, że tak było wszędzie. Już nawet myszy nie miały nic do roboty, tylko serenady odprawiać. Raz nawet przeszkodził w bardzo ważnej rzeczy w życiu każdego stworzenia, a parka gryzoni rzuciła mu takie oskarżycielskie spojrzenie, jakby im rodzinę powybijał, co mogło być nawet prawdą, ale poczuł się tak głupio i dziwnie, że ostrożnie się wycofał, chcąc wymazać ten okropny widok z pamięci.
Młodzik przedzierał się przez śmierdzącą miłością roślinnością, szukając czegoś, co nie je sobie z dzióbków, nie jest zajęte przedłużaniem gatunku, ani inną ohydnie ważną sprawą. Był na granicy, z której aż waliło amorami z nutką słodkiego, męskiego zapaszku. Nieco przyśpieszył, odsunął jakiś krzew i... On. Srebrzysty wojownik o przepięknych oczach i błyszczącym w słońcu futrze. Wysunął się lekko ze swego "obserwatorium" tylko odrobinkę, chcący się upewnić, że to ten gościu, o którym myśli, jednak ta odrobinka starczyła, by gałąź za nim trzasnęła go w zad, wypychając na zewnątrz. Nim zarył pyskiem w ziemię, wydał z siebie pisk, przypominający dźwięk, który wydają fangirlsy, gdy widzą swojego crusha. Od razu powrócił do pozycji siedzącej, czując, jak robi mu się gorąco. On się na niego gapił. To chyba źle. Z tego, co wiedział, gdy patrzą na ciebie, jak na idiotę, którym jesteś, masz małe szanse na szacunek z drugiej strony.
- Czeeeeeeeeeeść? - młodzik wydał z siebie przeciągły, wysoki dźwięk, brzmiący bardziej jak malutka koteczka. Chudzielcowi aż uszy zaczęły się przebarwiać na czerwień. Debil.

<Rogatek?>

31 lipca 2018

Od Skocznej Łapy C.D. Dymka

- Nie ma za co, młody. - odpowiedział i uśmiechnął się. - Jak dojdziesz do siebie, wrócisz do swojego domu, więc się nie martw. - Dymek kiwnął łepkiem. Wyglądał na nieco zdziwionego, nie każdy kot na co dzień czuje tyle obcych zapachów i jest w środku obozu innego klanu. Wilczak nieco się rozejrzał i obejrzał swoje naderwane ucho.
- Jesteś głodny? - zagadnął Skoczna Łapa.
- No... tak trochę. - miauknął kociak.
- Dobrze, pójdę po coś dla ciebie. - kocur wstał i ruszył do wyjścia. Na stercie zwierząt leżał ładny, tłusty wróbelek. Z pewnością dobry. Kocur uniósł go w pysku i udał się ponownie do lecznicy. Dymek przypatrywał się zaciekawiony medyczce, lecz gdy tylko do jego nozdrzy dotarł przyjemny zapach zdobyczy, odwrócił się w tamtą stronę.
- Smacznego! - miauknął uczeń i położył przed kocięciem kąsek. Z początku powoli zaczął podgryzać skrzydełko, by już po jednym uderzeniu serca z wielkim zapałem rozkoszować się smakiem ptaka. Musiał być nie lada zmęczony wszystkim wydarzeniami, bo jak na malucha bardzo szybko zjadł stworzenie.
- Dzięmki! - powiedział, przeżuwając ostatni kęs.
- Czujesz się już lepiej? - zapytał członek klanu Klifu.
- Zdecydowanie, nie wiem, co by się stało, gdybyście się nie pojawili.
- Skończyłbyś w brzuchu swojego potencjalnego obiadu. - skomentował kocur.
- Najprawdopodobniej... - odpowiedział nieco ciszej.
- Mam nadzieję, że przy odprowadzaniu cię do obozu Klanu Wilka nie oskarżą nas o atak na ciebie... - burknął.
- Też bym tego nie chciał, słabo by było, jednak myślę, że wszystko powinno być dobrze.

<Dymku?AAAA JAKI GNIOT>

30 lipca 2018

Od Skocznej Łapy

Kolejny nudny jak gapienie się w słońce, patrol. On, Czarny Potok, Wschodząca Fala, Pyliste Czoło i Sójcze Pióro szli w tym upale, zachowując się jak zdrowo rąbnięci. No cóż, nikt idealny nie jest, a zasady to zasady, zawsze ktoś musi udać się na patrol. Ognista kula wisząca na niebie, niczym jesienny liść na drzewie, grzała tak mocno, że Skoczek zaczął szukać co chwilę cienia, by tylko przez chwilę poczuć przyjemny chłód. W pewnym momencie gdzieś niedaleko usłyszał szelest. Rozejrzał się po kompanach, oni też nastawili uszu i zaczęli się rozglądać. Do Ucznia doszedł jeszcze jeden, znajomy dźwięk. Kociak. Bez większego zastanowienia się ruszył szybkim krokiem w stronę odgłosów. Gdy odgarnął łapą zielsko, ujrzał drapieżnego ptaka, który w swych szponach trzymał przerażone kocię. Zwierzę, ujrzawszy kocura, zaczęło machać skrzydłami, by wzbić się w powietrze, ale to nie było łatwe ze sporym ładunkiem. Członek Klanu Klifu bez namysłu skoczył na ptaka, zanim ten wzbił się na tyle, żeby nie mógł już go dosięgnąć. Gdy kocur wylądował na upierzonym grzbiecie drapieżnika, ten upuścił przerażoną zdobycz, która w ostatnim momencie została złapana przez Wojowniczkę - Wschodzącą Falę. Ptaszysko zaczęło dość szybko opadać, jednak przez ten czas, zdążyło parokrotnie, szybko udziobać czarno-białego, który tylko czekał, aż ten odsłoni szyję, czyli swój słaby punkt. Wbił się ostrymi kłami i przebił tchawicę zwierzęcia, które zaczęło z zawrotną prędkością spadać. Wraz z kocurem uderzyli o twardą ziemię. Do Skocznej Łapy od razu podbiegł rozgniewany, a zarazem zestresowany Czarny Potok.
- Jak k-kocię? - zapytał powoli roztrzęsiony uczeń, ostrożnie wstając do pozycji siedzącej.
- Ma parę ran, więc jak najszybciej musimy przetransportować go do medyka. - wtrąciła kotka.
- Ty również nie jesteś w najlepszym stanie... - stwierdził zastępca.
Wszyscy zgodnie stwierdzili, żeby zawrócić i odprowadzić do medyka oba kocury, a dopiero potem ponowić patrol. Kocię jedynie dalej niepewne siedziało cicho w pysku zmęczonej wojowniczki, nerwowo się rozglądając. Był to z pewnością członek Klanu Wilka, bo był przesiąknięty ich intensywnym zapachem.

<Dymku?>

17 lipca 2018

Od Skocznej Łapy CD. Czarnego Potoku


- Więc... - zaczął kocur. - może wpierw nauczę Cię mojego stylu walki, a potem spróbujemy dodać coś twojego, dobrze? - zapytał i uniósł wzrok na ucznia, a ten, kwinięciem głowy, dał znak, iż nie ma nic przeciwko. Czarny Potok przybrał dobrze sobie znaną pozycję uważnie obserwując Skoczka.

***

- No, nie jest źle. Wiesz, gdzie przeciwnik ma słabe punkty, w które warto celować, jednak problemem jest twoja chęć do latania. Mam nadzieję, że na następnej lekcji, pójdzie nam lepiej. - skomentował kocur po skończeniu nauki i dał znak młodziakowi, by ruszył wraz z nim do obozu. Droga upłynęła im spokojnie, w ciszy. Skoczek swoje skupienie poświęcił bowiem na swoich myślach i wspomnieniach z jego pierwszego zebrania. Dalej widział pysk wojownika klanu Nocy, nienaturalnie blisko jego mordki, z tym uroczym uśmiechem. Jego duże, złote oczy i urocze plamki na uszkach. Aż westchnął ciężko i spojrzał w górę, na niebo. "Srebrne Poroże....ah, co za kocur!" Powiedział w myślach, nieco się uśmiechając. Jego mentor jedynie rzucił mu dziwne spojrzenie, następnie delikatnie przymykając ślepka. Gdy tylko weszli do obozu, zastępca Klanu Klifu, podszedł do dwójki i powiadomił o tym, że wraz z Wschodzącą Falą, jej uczennicą - Gronostajową Łapą i Wschodzącym Zboczem, pójdą tego dnia na patrol nocny. Skoczek postanowił przekąsić jakąś jedną, małą myszkę, przed ponownym opuszczeniem obozu. Jego żółtawe ząbki, pokryła czerwona, jak kwiat maku, krew zwierzęcia.
Piątka Klifiaków przemierzała wolnym krokiem granicę z Klanem Nocy. Księżyc, który był już widoczny na bezchmurnym niebie, oświetlał im ich drogę. Skoczna Łapa, czując zapach myszy, zaczął skradać się w tamtą stronę, najciszej, jak potrafił. W pewnym momencie, poczuł mocny, znajomy zapach. Pamiętał go dobrze z zebrania. Nieco wilgotny, męski zapach. Ewidentnie z klanu Nocy. Idąc za coraz mocniejszym tropem, doszedł do...
- Rogatek...! - miauknął wesoło, tak, by tylko wojownik go usłyszał, podskakując bliżej jasnego, wyższego i starszego kocura.

<Czarny, Rogatku?>

29 czerwca 2018

Od Skocznej Łapy C.D Czarnego Potoku

- Więc... zacznijmy od kodeksu. - miauknął mentor i zaczął zadawać pytania.
Dla ucznia był to pikuś, jedynie parę razy się przejęzyczył. Był przecież pojętnym uczniem i szybko mu zszedł ten mini "sprawdzian". Jak na "obcego" był wierzący, wierny klanu i dużo o nim wiedział. Za nic my go nie oddał!
Po skończonym treningu, który spędził głównie na odpowiadaniu wojownikowi, udali się w stronę obozu. Uczeń przysiadł z boku i zaczął obserwować koty. Wschodząca Fala, wraz ze swoją uczennicą musiały wrócić jako pierwsze, bo już kończyły posiłek. Kocurek wpatrzył się w wojowniczkę, obok której przysiadł jej... partner? Tak, choć byli już od jakiegoś czasu razem, to Skoczek dalej nie chciał wierzyć. Spojrzał na zakochaną parkę, która dzieliła ze sobą języki, mruczała i szeptała ciepłe słówka. Młodzika coś ukłuło, odwrócił się napięcie i podreptał w stronę swojego legowiska. Powoli przysiadł i spojrzał na swoje łapy. Jeśli Wschodzik jest z nim szczęśliwa, to nie powinien im przeszkadzać, prawda? Po za tym... czy to aby na pewno była miłość? A może obsesja? Zdecydowanie to drugie. Postanowił, że spróbuje zachowywać się nieco lepiej wobec kota, który skradł serce wojowniczki. Wziął głęboki wdech i odwrócił się. Przełknął ślinę i wyszedł z legowiska, po cichu przysiadł się do gołąbeczków i mruknął znane "ekhm, ekhm, nie chcę przeszkadzać, ale...". Klifiacy odwrócili się stronę młodziaka i rzucili mu pytające spojrzenia.
- Przepraszam za moje zachowanie, Wschodząca Falo i Czarny Potoku... - mruknął nieco spięty i potrząsnął łepkiem. Teraz równie szybko jak tu przyszedł, trzeba się wycofać.
***
Po powrocie z zebrania był szczególnie zadowolony. Poznał parę świetnych kotów! Był to Rogatek, czyli Srebrne Poroże, młody wojownik Klanu Nocy, Migusia-Migacza, czyli Migoczącą Łapę z Klanu Burzy i jej brata - Ziółka, czyli Ziołową Łapę. Każdego lubił tak samo, czyli tak, jak lubi się nowo poznane koty, ale najbardziej do gustu przypadł mu rogaty śmieszek. Był... intrygujący! Z pewnością będzie go chciał jeszcze spotkać, po mimo tego... dziwnego wypadku, którym było przekroczenie "Granicy prywatności" Skoczka. Po prostu się na niego wywalił. Było to... krępujące, głupie i śmieszne za razem. Jednakże dla mentora młodzika z pewnością nie było to przyjemne zdarzenie. Ale przecież jak szaleć, to na całego!
I tak o to, Skoczna Łapa, zamiast wrócić padniętym i z wielką chęcią paść na pysk był jak po przesadzeniu kocimiętki. Na szczęście udało mu się zasnąć, po długim śmieszkowaniu z uczennicą Wschodzącej Fali. Niestety biedaczka nie wiedziała, że rano zostanie obudzona w tak brutalny spo--
- NA KLAN GWIAZDY, ROGATKU, JESTEM NIE SMACZNY! - w tym momencie biedna Gronostaj zerwała się na równe łapy i pisnęła:
- MATKO, GDZIE, JELENIE ATAKUJĄ!? - uczennica zjeżyła sierść i zaczęła się rozglądać. Dopiero po paru biciach serca zorientowała się, że to jej kolega właśnie się obudził.
- Ej, co ci jest z pyskiem? Masz... - lekko przechylił głowę. - jakieś tiki-riki...
- TY MYSI MÓŻDŻKU, SAM MASZ TIKI-SRIKI, TFU! - rozwścieczona kocica zaczęła gonić kocura po całym legowisku, przy okazji budząc resztę uczniów. Czyli... jakieś siedem, nie wyspanych, syczących kotów? Na szczęści kocura patrzyły na Gronostaj, nie na niego. No, czyli zostało czekać, aż klanowicze się obudzą. Z szerokim uśmiechem usiadł na swoim legowisko i wpatrzył się w wyjście, ale nie trwało to długo, bo już po chwili wraz z Zgubioną i Północną Łapą. Przysiadł blisko legowiska wojowników i zaczął czyścić futro. Podczas ogarniania się przypomniały się mu słowa znajomej Rogatka. "Kochasiu". O co jej chodziło kocur rozgryzał dłuższą chwilę, która była taka długa, że Czarny Potok już zdążył wyjść z legowiska. Być może to jego partnerka? A może... nie, z pewnością ta odpowiedź odpada.
- Skoczna Łapo, musimy pogadać. - rzekł poważnie wojownik.
- Oczywiście, Czarnuszku! - miauknął kocurek. - tylko teraz już bez twojej kotki! - roześmiał się i wstał na równe łapy.
<Murzynku??>

17 czerwca 2018

Od Skocznej Łapy

Czemu. Czemu ten straszny, potworny, okropny dzień. Czemu wypadło akurat na Skoczka? Tego nie wie nikt. To było przeznaczenie. Skoczna Łapa wystąpił na przód i z grymasem, jakby chciał zwrócić obiad zbliżał się na środek. Czarny kocur wolnym krokiem zmierzał ku uczniowi. Banan na jego twarzy z każdym uderzeniem serca rósł. Młody skulił lekko uszy i przełknął ślinę. Przeżyje to, musi to zrobić. Gdy byli już blisko zetknął się z kocurem nosem po czym ostrożnie się odsunął. Nikt zbytnio się nie przejmował nimi, poczuł się zakłopotany. Teraz miał przerąbane. Wojownik go zabije. Z pewnością. I cała nauka na marne. Przecież tyle się uczył o klanach, powiedzeniach, rangach! Jego krótkie rozmyślenia przerwały dwie śliczne kotki - Wierzbowe Serce i Wschodząca Fala. Ale nie, zamiast pogratulować nowemu uczniowi te zaczęły miauczeć wokół jego mentora. Nieco zażenowany kocurek wypiął dumnie pierś i przybrał poważną minę.
- Ej no, ciesz się młody! - krzyknęła Wschodzik i trąciła go łapą w bark. W jego oczach pojawiły się iskierki podekscytowania. Jeśli jest uczniem Czarnego Potoku to będzie bliżej kotki! Plan idealny. Zaprzyjaźnić się z kocurem, odbić mu dziewczynę i założyć rodzinę. Idealnie. Skoczek pokazał swoje wszystkie zęby i zamruczał pobudzony.
- To kiedy zaczynamy, Czarny Potoku?
<Czarny Potoku? SRYYYY ZA GNIOTTTT>

10 czerwca 2018

Od Skoczka

Biegł za wielką, rudą wiewiórką. Wokół latały barwne motylki, dookoła niego, piękne kwiaty pachniały, słowiki urządzały swój koncert, a w oddali rysowała się kocia sylwetka. Kiedy był bliżej można było stwierdzić kim był ów kot. Była to młoda wojowniczka Klanu Klifu, Wschodząca Fala. Wielkie, intensywnie zielone niczym poranna trawka, na której były jeszcze krople rosy, oczy wpatrywały się w niego. Wyhamował się tuż przed nią. Jej mały, różowy jak wczesny wschód słońca nosek, na tle ciemnego jak nocne niebo futra, zdobionego ognistymi plamkami bardzo się wyróżniał. Puszysta kotka uniosła swoim ogonkiem jego podbródek i uśmiechnęła się. Była taka piękna... i wtedy się obudził. Był w żłobku od paru księżyców, przyzwyczaił się do nowego domu i nie miał ochoty go opuszczać. Tu nazywano go Skoczkiem. Szczerze mówiąc imię pasowało do niego idealnie. Był bardzo ruchliwym kociakiem, z naturalną wprawą do sprawnego poruszania się po skałach, zboczach i drzewach. Kolejnym plusem była ona. Piękna jak gwieździsta noc Wschodzik. Choć był jeszcze mały to właśnie ona podbiła jego serce. Większość kotów może nazwać to kocięcą miłością, ale tak nie było. Skoczek zakochał się naprawdę po uszy. Rzadko z nią gadał, bo był jeszcze kocięciem, ale nie to najbardziej go martwiło. Czarny Potok był w niej zakochany... z wzajemnością. Czarno-biały kociak mógł jedynie posępnie patrzeć na ich gruchnie. Czekał jedynie aż zostanie nareszcie uczniem, wtedy może do niej zagada. Przecież tyle się pytał o tutejsze zwyczaje, rangi znał na pamięć, umiał poruszać się cicho, robił to wszystko by zostać uczniem i wtedy wykorzystać tą wiedzę, by szybko zostać wojownikiem i zabłysnąć w oczach kotki! Nocami, gdy nie mógł spać układał sobie plany na życie i puszczał wodzę fantazji. Dlatego codziennie miał sny właśnie z tym cudem.
Kocur, po tym, jak obudził się na dobre zaczął ostrzyć pazur i doprowadzać futro do stanu używalności. Widział ktoś z was kiedyś kocura po gorącym śnie ze swoją miłością? Nie! I dobrze, bo mógłby być to zbyt wielki szok. Ogarnął trochę oczy, bo często zdarzało mu się mieć małe śpioszki. Już miał zacząć poranne rozciąganie gdy nagle tuż przy żłobku usiadła piękność. Kocur zauroczony podszedł prawie bezszelestnie i patrzył na to co robi kociczka. I... przewrócił się. Teraz leżał parę kroków od niej i gapił się na nią. Gdyby był łysy, pewnie wyglądał by jak mak. Nie wiedząc co powiedzieć zapytał:
- Pomóc ci umyć futro? - zapytał, wstał z ziemi i otrzepał się zawstydzony wbijając wzrok w ziemię.
<Miłości moja ( ͡° ͜ʖ ͡°)>

03 maja 2018

Od Skoczka C.D Wierzbowego Serca

- Klan to takie wielkie stado kotów... rodzina, która jest zgrana...dom... potem ci to lepiej wyjaśnię. - powiedziała Wierzbowe Serce. 
Maluch czuł zapach wielu obcych kotów. Obóz spowijał mrok, jedynie księżyc świecił jasno. Gdzieś w oddali było słychać szum wody, który był nawet kojący. Dorosły, czarny kocur ruszył do jednej ze szczelin w klifie i znikł na jakiś czas. W tym czasie kociak zaczął przysypiać, a w efekcie oparł się o milusią, burą łapę i zamknął błyszczące ślepka. Już chciał po raz ostatni w tym dniu ziewnąć, a tu jego podusia się odsuwa. Zdezorientowany starał się zanalizować sytuację, jednak kiedy przed nim pojawił się znajomy, czarny kocur oraz starszy, trochę jaśniejszy znieruchomiał i udał, że go nie ma. 
- To powód, dla którego mnie obudziłeś? - mruknął jakiś zaspany głos.
- Tak, jak już wspominałem Wierzbowe Serce i ja znaleźliśmy go w jakiejś starej norze samego.
- To dziwne, że ktoś zostawia w takim stanie swoje kocię... a coś powiedział? Skąd jest, jak ma na imię?
- Mówił, że podczas zabawy zgubił matkę i siostrę, a imienia nie posiada. - do akcji wkroczyła kotka lekko przybliżając niepewnego kocurka bliżej kotów. - możesz nam coś powiedzieć?
Burszytynowooki kiwnął ostrożnie łepkiem i szepnął:
- Po tym jak wyszliśmy z mamusią i siostrą z kryjówki i dotarliśmy na miejsce miałem szukać... no i policzyłem, potem szukałem i nie znalazłem... szukałem naprawdę wszędzie, ale nie było... Ujrzałem norkę schowałem się, zostałem znaleziony i jestem tu.
- Wiesz, jak twoja mama lub siostra wyglądały albo jak się nazywały? - spytał po krótkiej chwili brązowooki.
- Moja siostrzyczka była taka śliczna i jaśniutka, a mama szaro-biała... i...nie miały imion, a przynajmniej moja siostra, bo mama chyba miała...
Koty patrzyły na siebie, a Wierzba miauknęła ostrożnie:
- A czy on może u nas zostać póki nie znajdzie się jego rodzina, Niedźwiedzia Gwiazdo...?
Tak zwany Niedźwiedzia Gwiazda uważnie przyjrzał się młodzikowi, mruknął coś i otworzył pysk:
- Dobrze, ale niech nic nie nabroi, pilnujcie go.

<Wierzba? sry wena mnie w pewnym momencie opuściła :/>

02 maja 2018

Od Skoczka

Blade, delikatne promienie słońca łaskotały kocurka w nosek, co jakiś czas dotykając jego oczu. Bursztynowe ślepka otworzyły się, kiedy na jedno z dużych uszu spadła kropla wody. Skulona obok kulka o jasnym futerku cicho mruczała. Jego siostrzyczka. Nie chciał jej przeszkadzać w śnie. Matka kociąt wylizywała właśnie swoje krótkie futro, jednak gdy ujrzała, że jej dzieci nie śpią, a przynajmniej jedno mruknęła znudzona:
- Ile można spać, leniwe mysie móżdżki...? 
- Przepraszam, byliśmy zmęczeni, ale sen to samo zdrowie! - miauknął wesoło maluch.
- Idź obudź siostrę, chcę z wami porozmawiać.
Czarny, mało puszysty kłaczek podreptał bliżej kotki i trącił ją w czółko.
- Chodź, wstawaj, mamusia chce nam coś powiedzieć! - pisnął bardzo uradowany.
- D-dobrze, j-ju-- 
- Masz się zamknąć, strawo dla wron, bo ci oczy wydłubie, stary ośle! - po całej kryjówce słychać było ryk rozwścieczonej rodzicielki.
- Mama i tata znowu się bawią w kto głośniej krzyknie?
- Na to wygląda, lepiej się pośpieszmy...
Rodzeństwo potruchtało w stronę krzyków i syków. Młode nie były zbyt świadome, co się w ich rodzinie dzieje, więc mówiły sobie, że rodzice się tak bawią, a agresja powstaje z tego, że ktoś przegrywa. W momencie, kiedy odnaleźli rozwścieczone koty ich pazury i kły były wystawione i gotowe do ataku, lecz kiedy tylko dorosła kocica ujrzała potomstwo, odepchnęła "Partnera" i wolnym krokiem podeszła do skrępowanych dzieci.
- We trójkę pójdziemy na spacer. - widać było, że uśmiech i przymilny głos to tylko przykrywka. - powiem coś jeszcze waszemu ojcu, wy możecie już powoli ruszyć.
Białouchy posłusznie ruszył wraz z siostrą do wyjścia. Z tyłu było jeszcze słychać wiele wyzwisk i syków. Nareszcie mamusia ruszyła do kociąt i razem wyszli na chłodny dwór. Po drodze było cicho, raz zobaczyli dwie ciotki, ale ich spotkanie nie było przyjemne.
- Mamo, patrz to Ciocia Świński Ryj!- po usłyszeniu tych słów "Ciocia Świński Ryj" już chciała się rzucić do gardła kocięcia, jednak jej siostra szepnęła coś, co spowodowało szalony bieg obrażonej kocicy do kryjówki. 
***
- Daleko jeszcze?
- Nie, to już tu. Teraz się pobawimy. - kolejny wymuszony uśmiech pojawił się na pysku kotki.
- A w co?
- W chowanego, policz te... kamyczki i wtedy zacznij szukać! - ogonem wskazała parę drobnych, szarych kamyczków. - teraz się schowamy, tylko nie podglądaj!
Kocurek nie zdążył nic powiedzieć, bo długi i smukły ogon już zniknął za paroma krzewami. Jedyne co usłyszał to ciche "Powodzenia!" od siostry. Usiadł więc przed skałkami i zaczął je liczyć.
- jedna, druga, czwarta, nie, nie... piąta? Nie, trzecia, tak, na pewno... - tak właśnie spędził sporo czasu, ale niestety, jak skończył i ruszył żwawo szukać rodzinki nie znalazł nic. Zapach był już słaby, ale on się nie poddawała, bo przecież mama jest starsza i sprytniejsza! Szukał tak do wieczora, bez skutku. Nawet zaczął poważnie się zastanawiać, czy przypadkiem coś nie stało się kotkom. Nastał bardzo późny wieczór, kocurek schował się między paroma krzewami. Zaczął nawet przysypiać, gdy czyjś łeb wtargnął do jego "Domku".
<Wierzbowe Serce?>