Stałam jak osłupiała. Patrzyłam na Lidera. Zalewał się łzami. Ojciec go nawiedza? Nawet jeśli to nie prawda to wypadałoby mu wybaczyć. Poza tym, kłamałby, a przy tym płakał? No właśnie raczej nie. Usiadłam koło Wodnej Gwiazdy i...no...wtuliłam się w jego sierść. Nie był to przytulas miłości. Tylko taki przyjacielski. Kocur przestał płakać i trzepnął głową po czym zadał pytanie:
- Pomogłabyś mi z nim? Nie dam już rady.
W moich oczach zabłysło współczucie. Nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji jak on. Skoro to się jeszcze pogorszyło od czasu mianowania to co będzie za kilka księżyców?! Nie! Tak nie może być! Muszę mu pomóc! Po chwili odpowiedziałam:
- Oczywiście, Wodna Gwiazdo. Zrobię wszystko co w mojej mocy.
<Wodny? Idę liczyć opka :/>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilcza Róża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilcza Róża. Pokaż wszystkie posty
24 listopada 2016
23 listopada 2016
Od Wilczej Róży C.D Wodna Gwiazda
*** Kilka dni po wyzdrowieniu Wilczej***
Wyszłam z kociarni. Moja Myśl się znalazła, ale teraz wywędrowała Wspomnienie! Ni było mnie przez pierwszy księżyc ich życia*! Nawet nie wiem jaką sierść ma moja pierworodna. Te myśli mnie zadręczały, aż nie zobaczyłam buro-białej, młodej kotki siedzącej przy Liderze. Oczy miała takie jak on- miętowe. Plamy na jej futerku Miały taki sam odcień. To nie możliwe! On to zrobił? Nie! Na pewno nie! Chociaż...Wszystko na to wskazywało...Oczy...Futerko...A nawet jego ostatnio zaobserwowane przeze mnie nastawienie do moich kociąt. Ale po co miałby to robić? Dlaczego?
- Wspomnienie!- Krzyknęłam. Młoda obróciła się, a ja podeszłam, wzięłam ją delikatnie za skórkę na karku i zaniosłam do kociarni po czym wróciłam do Lidera. Chciałam porozmawiać z nim na osobności.
- Czy moglibyśmy porozmawiać na osobności?- Spytałam.
- Dobrze- Odpowiedział i poszedł za mną.
- Czy to ty jesteś ojcem moich kociąt?
<Wodny? Odpisz jak nie będziesz już miała nieobecności ;-;>
Wyszłam z kociarni. Moja Myśl się znalazła, ale teraz wywędrowała Wspomnienie! Ni było mnie przez pierwszy księżyc ich życia*! Nawet nie wiem jaką sierść ma moja pierworodna. Te myśli mnie zadręczały, aż nie zobaczyłam buro-białej, młodej kotki siedzącej przy Liderze. Oczy miała takie jak on- miętowe. Plamy na jej futerku Miały taki sam odcień. To nie możliwe! On to zrobił? Nie! Na pewno nie! Chociaż...Wszystko na to wskazywało...Oczy...Futerko...A nawet jego ostatnio zaobserwowane przeze mnie nastawienie do moich kociąt. Ale po co miałby to robić? Dlaczego?
- Wspomnienie!- Krzyknęłam. Młoda obróciła się, a ja podeszłam, wzięłam ją delikatnie za skórkę na karku i zaniosłam do kociarni po czym wróciłam do Lidera. Chciałam porozmawiać z nim na osobności.
- Czy moglibyśmy porozmawiać na osobności?- Spytałam.
- Dobrze- Odpowiedział i poszedł za mną.
- Czy to ty jesteś ojcem moich kociąt?
<Wodny? Odpisz jak nie będziesz już miała nieobecności ;-;>
21 listopada 2016
Od Wilczej Róży
Leżałam bezczynnie na mchu. No bo..co miałam robić? Czułam ból w oczach. No tak...choroba. Moja dzisiejsza riposta na wszystko...tak samo jak i na nic. Była noc...Medycy spali od czasu do czasu pomrukując coś np. ,,Podaj mi miętę Lodowe Serce" albo ,,Wiesz gdzie spotykana jest pajęczyna, Szczawiowa Łapo?''. Ciekawie zrobiło się po jakiejś godzinie. Asystentka Medyka- Lodowe Serce, wyszła z części w której śpią, a wyjrzała z legowiska. W tej chwili przyglądałam się jej i...i zleciałam z mchu. Kotka odwróciła się w moją stronę. Wstałam ostrożnie i weszłam z powrotem na legowisko. Czarna Asystentka wyszła z legowiska. Potem nie było już ciekawie. Z nudów zasnęłam.
***Rano***
Nie mogłam otworzyć lewego oka. Świetnie. Płomienna Pręga już się wyleczył. Świetnie! Po prostu super! Dlaczego ja nie mogę wyzdrowieć?!
Ktokolwiek z KN?>
***Rano***
Nie mogłam otworzyć lewego oka. Świetnie. Płomienna Pręga już się wyleczył. Świetnie! Po prostu super! Dlaczego ja nie mogę wyzdrowieć?!
Ktokolwiek z KN?>
16 listopada 2016
Od Wilczej Róży
Do Kociarni weszła córka Nakrapianego Kwiatu, nowa, dumna uczennica Klanu Nocy- Czarna Łapa. Czarna kotka usiadła przy Królowej i zaczęła dzielić języki z Nakrapianą i kociakami. Do Szczurzej Skórki przyszedł Paskudny Upadek- jedynie Wilcza Róża nie miała z kim dzielić języków. Nie miała partnera, starszego potomstwa ani nikogo bliskiego (przy sobie) w głębi serca wierzyła, że ojciec żyje i kiedyś ich drogi się połączą, ale sama wiedziała, że to marzenie najpewniej się nie spełni...Z resztą tak jak większość marzeń śnieżno- białej. Cóż jej zostało? Mogła tylko- czekać. I czekać. Sama nie wiedziała do końca na co, ale na coś na pewno. Nagle kotka zaczęła kaszleć. Odwróciła się w stronę po której nikogo nie było. Kaszel nie był jedyną oznaką- był jeszcze lekki ból głowy i zapchany nos.
- Jak to możliwe?! Przecież cały czas siedzę w kociarni...Chociaż...Tak...Wczoraj wyszłam!- Myślała Wilcza Róża. Po chwili jednak zaatakował ją katar. Wyszła na chwilę z kociarni, aby nie zarazić innych. No bo kto wie? Może to był właśnie Zielony Kaszel. Potruchtała (bo szybciej nie mogła) do Legowiska Medyka i weszła. Leżał tam już Płomienna Pręga. Kaszlał i kichał. Oczy miał zaropiałe i nie mógł ich otworzyć. Stała przy nim Lodowe Serce i coś szeptała pod nosem. Królowa podeszła do Tajemniczego Kwiatu i spytała:
- Tajemniczy Kwiecie, mogłabyś mnie zbadać? Aaa...a psik!- Kichnęła.
- Tak. Oczywiście, że mogę.- Medyczka poprosiła Śnieżno- białą aby usiadła i otworzyła pyszczek.
*** Time Skip ***
- Królowa leżała w Legowisku Medyka. Nie spała. Medyczka chciała, aby na razie tam zostali. Ona z Płomienną Pręgą. Oboje nie spali. Choroba ich trzymała. Nie dawała zasnąć, a nawet odpocząć. Kociakami na razie opiekowała się Szczurza Skórka. Wilcza Róża nie mogła jednak spać. Czuła się źle. Nie tylko przez chorobę, ale i przez uczucie, że zostawiła swoje kociaki. No bo gdyby teraz umarła to co? Co te malutkie kulki by zrobiły? Niby któraś z Królowych mogłaby się nimi zająć, ale...Eh...
***Rano***
- Do Legowiska Medyka weszła Malinowe Futerko. Wilcza Róża została wzięta w głąb nory na przebadanie. Malinka przyszła do Płomienia. Nie wiedziała co mu jest. Stanęła przy nim i spytała:
- Co się stało?!
- Medyczka mówi, że to Zielony Kaszel.
<Płomienna Pręgo?> <Malinowe Futerko?>
- Jak to możliwe?! Przecież cały czas siedzę w kociarni...Chociaż...Tak...Wczoraj wyszłam!- Myślała Wilcza Róża. Po chwili jednak zaatakował ją katar. Wyszła na chwilę z kociarni, aby nie zarazić innych. No bo kto wie? Może to był właśnie Zielony Kaszel. Potruchtała (bo szybciej nie mogła) do Legowiska Medyka i weszła. Leżał tam już Płomienna Pręga. Kaszlał i kichał. Oczy miał zaropiałe i nie mógł ich otworzyć. Stała przy nim Lodowe Serce i coś szeptała pod nosem. Królowa podeszła do Tajemniczego Kwiatu i spytała:
- Tajemniczy Kwiecie, mogłabyś mnie zbadać? Aaa...a psik!- Kichnęła.
- Tak. Oczywiście, że mogę.- Medyczka poprosiła Śnieżno- białą aby usiadła i otworzyła pyszczek.
*** Time Skip ***
- Królowa leżała w Legowisku Medyka. Nie spała. Medyczka chciała, aby na razie tam zostali. Ona z Płomienną Pręgą. Oboje nie spali. Choroba ich trzymała. Nie dawała zasnąć, a nawet odpocząć. Kociakami na razie opiekowała się Szczurza Skórka. Wilcza Róża nie mogła jednak spać. Czuła się źle. Nie tylko przez chorobę, ale i przez uczucie, że zostawiła swoje kociaki. No bo gdyby teraz umarła to co? Co te malutkie kulki by zrobiły? Niby któraś z Królowych mogłaby się nimi zająć, ale...Eh...
***Rano***
- Do Legowiska Medyka weszła Malinowe Futerko. Wilcza Róża została wzięta w głąb nory na przebadanie. Malinka przyszła do Płomienia. Nie wiedziała co mu jest. Stanęła przy nim i spytała:
- Co się stało?!
- Medyczka mówi, że to Zielony Kaszel.
<Płomienna Pręgo?> <Malinowe Futerko?>
15 listopada 2016
Od Wilczej Róży C.D Wodnej Gwiazdy
- Podeszłam do Lidera i wzięłam moje maleństwo. Pierwszy raz przyniosła ją Nakrapiany Kwiat, a teraz?! Sam Lider, Wodna Gwiazda?! Teraz pewnie pomyśli, że jestem złą matką... W każdym razie wróciłam z Myślą do reszty piszczących kuleczek. Polizałam wszystkie między uszami, aby choć trochę się uspokoiły. No cóż...nie podziałało. Miałam nadzieję, że chociaż w nocy będą cicho. No i...Tak w sumie były cicho. Tylko, że...Odezwały się rano...Budząc przy tym kociaki Nakrapianego Kwiatu. Samej Królowej na szczęście nie jednak jej kociaki wyglądały na niezbyt szczęśliwe. Polizałam moje kocięta i przytuliłam do siebie, aby chociaż trochę się uspokoiły. Tym razem podziałało. Zapomnienie, Wspomnienie, Pamięć i Świadomość zasnęły, ale Myśl...Ona ciągle nie spała. Była ciekawska.
<Dzieci? Oprócz Myśli> <Wodny? Co myślisz o Wilczej? (Sorki, musiałam :v Mają być razem C'nie?>
<Dzieci? Oprócz Myśli> <Wodny? Co myślisz o Wilczej? (Sorki, musiałam :v Mają być razem C'nie?>
12 listopada 2016
Od Wilczej Róży C.D Kruczego Wąsa
- Myślałam, że ten dzień będzie piękny- ale nie! To znowu ten wypierdek z Klanu Klifu!
***Zmiana perspektyw***
- Biała kotka syknęła na Wojownika. Ten odskoczył i odwzajemnił syknięcie.
- Znowu ty?- Spytał ze znudzeniem i załamaniem nerwowym w głosie.
- A czego się spodziewałeś?- Odpowiedziała - To tereny Klanu Nocy wypierdku!- Syknęła.
- No wiesz... Przekonałem się psychopatko!- Od syknął kocur.
- Psychopatko?!- Kotka warknęła po czym rzuciła się na kota, jednak on odskoczył i najeżył się.
- Czego ode mnie chcesz?!
- Żebyś nie wchodził na nasze tereny Mysi Móżdżku!- Krzyknęła po czym jeszcze raz zaatakowała kota. W tym momencie zapomniała, że jest w ciąży. Liczyło się tylko przegonienie kocura z granic. Skoczyła i wbiła mu pazury w tył pleców. Kot zasyczał i kopnął ją. Wojowniczka spadła na plecy. Otrzepała się i zaczęła biec na czarnego kocura. On jednak uniknął szarży odskakując na bok i chyba pomyślał, że najrozsądniej będzie opuścić te tereny, ponieważ odszedł.
<szonko?- Kruczy?>
***Zmiana perspektyw***
- Biała kotka syknęła na Wojownika. Ten odskoczył i odwzajemnił syknięcie.
- Znowu ty?- Spytał ze znudzeniem i załamaniem nerwowym w głosie.
- A czego się spodziewałeś?- Odpowiedziała - To tereny Klanu Nocy wypierdku!- Syknęła.
- No wiesz... Przekonałem się psychopatko!- Od syknął kocur.
- Psychopatko?!- Kotka warknęła po czym rzuciła się na kota, jednak on odskoczył i najeżył się.
- Czego ode mnie chcesz?!
- Żebyś nie wchodził na nasze tereny Mysi Móżdżku!- Krzyknęła po czym jeszcze raz zaatakowała kota. W tym momencie zapomniała, że jest w ciąży. Liczyło się tylko przegonienie kocura z granic. Skoczyła i wbiła mu pazury w tył pleców. Kot zasyczał i kopnął ją. Wojowniczka spadła na plecy. Otrzepała się i zaczęła biec na czarnego kocura. On jednak uniknął szarży odskakując na bok i chyba pomyślał, że najrozsądniej będzie opuścić te tereny, ponieważ odszedł.
<szonko?- Kruczy?>
11 listopada 2016
Od Wilczej Róży C.D Kruczy Wąs
- Wychodziłam od Medyczki. Opatrzyła moje rany i sprawdziła czy żadnemu z moich kociąt nic się nie stało. Na szczęście były całe i zdrowe. Wyszłam na samotny spacer po granicach. Kiedy nagle wyczułam zapach innego kota. Najpewniej z Klanu Klifu. -
- Te zidiociałe koty z Klanu Klifu zawsze pchają nosy tam gdzie nie trzeba.- Poszłam to sprawdzić. Rzeczywiście. Stał tam czarny kocur. Zasyczał na mnie.
- Że co?! Syczy?! To nasza granica!- Pomyślałam i zrobiłam to co on. Chyba dopiero wtedy ten idiota mnie zobaczył.
- Co robisz tak blisko granicy?!
- Mogę zapytać cie oto samo- Zasyczałam. Kot prychnął i zawrócił. Ja jednak nie dałam za wygraną. Skoczyłam mu na plecy i wbiłam pazury.
- Złaź ze mnie!- Próbował mnie zwalić.
- Ha! Teraz się nauczysz! Nie podchodzi się tak blisko granicy lisi bobku!- Od syknęłam. Kot zaczął się rzucać jednak ja nie miałam zamiaru go wypuścić. W pewnej chwili wyglądał jakby opadł z sił. Moje sumienie kazało mi go puścić. Zeszła z niego, ale cały czas w pozycji bojowej. Kocur dyszał.
- Odpiło ci?! Mogłaś mnie...- W tej chwili urwał. Pewnie miał na myśli słowo zabić, ale przypomniał sobie, że tak możemy.
- To nasze granice! Spadaj stąd wypierdku!- Kot odszedł.
<Krucza, Szono?>
- Te zidiociałe koty z Klanu Klifu zawsze pchają nosy tam gdzie nie trzeba.- Poszłam to sprawdzić. Rzeczywiście. Stał tam czarny kocur. Zasyczał na mnie.
- Że co?! Syczy?! To nasza granica!- Pomyślałam i zrobiłam to co on. Chyba dopiero wtedy ten idiota mnie zobaczył.
- Co robisz tak blisko granicy?!
- Mogę zapytać cie oto samo- Zasyczałam. Kot prychnął i zawrócił. Ja jednak nie dałam za wygraną. Skoczyłam mu na plecy i wbiłam pazury.
- Złaź ze mnie!- Próbował mnie zwalić.
- Ha! Teraz się nauczysz! Nie podchodzi się tak blisko granicy lisi bobku!- Od syknęłam. Kot zaczął się rzucać jednak ja nie miałam zamiaru go wypuścić. W pewnej chwili wyglądał jakby opadł z sił. Moje sumienie kazało mi go puścić. Zeszła z niego, ale cały czas w pozycji bojowej. Kocur dyszał.
- Odpiło ci?! Mogłaś mnie...- W tej chwili urwał. Pewnie miał na myśli słowo zabić, ale przypomniał sobie, że tak możemy.
- To nasze granice! Spadaj stąd wypierdku!- Kot odszedł.
<Krucza, Szono?>
09 listopada 2016
Od Wilczej Róży C.D Wodnej Gwiazdy
- Wyszłam na polowanie dość wcześnie. Po obozie kręciły się nieliczne koty z których wymienić mogę tylko Srebrny Pysk, Ciepłą Pieśń, Wodną Gwiazdę, Wieczorny Blask i Nakrapiany Kwiat . Wybiegając usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam się. Stała tam kotka.
- Co robi tutaj taka gruba kocica jak ty?- Spytała wrednie. Nie lubię takich kotów, więc odpowiedziałam tak:
- Chodzi po terenach jej Klanu mysi móżdżku.- Kotka nastroszyła sierść i syknęła.
- Nikt cię chyba nie uczył, że z silniejszymi się nie zadziera, co?
- Z silniejszymi?! Widzisz tu kogoś silniejszego ode mnie?- Zadrwiłam. Miałam jej dość.
- Słuchaj no! Ja już nie będę taka miła! Lepiej stąd spadaj bo jak nie!- Zasyczała.
- Bo jak nie to co? To tereny Klanu Nocy! Nie twoje!- W tym momencie kotka skoczyła na mnie i wbiła pazury w moje plecy. Odrzuciłam ją.
- A więc tak się chcesz bawić? Nie ma sprawy!- Krzyknęłam i wyskoczyłam na nią z pazurami. Przewróciła się. Weszłam na jej plecy i wbiłam w je bardzo mocno pazury. Kotka zrzuciła mnie jednak, kiedy oglądałam się czy na pewno jest sama po czym przygwoździła do ziemi.
- Ostatnie życzenie?- Spytała tak jakby była pewna swego zwycięstwa. Jednak ja w ostatniej chwili zrzuciłam ją i skoczyłam na jej plecy zostawiając na nich dość dużą szramę ciągnącą się od karku do ich połowy. Kocica zasyczała z bólu i podniosła pazury wycelowane w moją stronę. Na moje nieszczęście- trafiły. Drasnęły mnie mocno w ucho robiąc na nim duże rozerwanie. Nastroszyłam się. Skoczyłam w jej stronę z wysuniętymi pazurami, ale mój skok przerwał głos lidera.
- Kim jesteś?- Spytał obcą kotkę, ale ta syknęła na niego i nastroszyła sierść.
- Nie wasz interes lisie bobki!- Rozumiem. Obrażała mnie, ale Lidera?! Skoczyłam na nią ponownie. Może nie jakoś bardzo wysoko- zresztą jak zwykle, ale w każdym razie wbiłam pazury w jej kark i ugryzłam. Kotka momentalnie jednak zrzuciła mnie i trzasnęła mną o ziemię. Poczułam straszny ból w plecach, ale zlekceważyłam to.jednak lider powiedział abym się zatrzymała. Zrobiłam to.
- Czego chcesz od niej?- Spytał. Kotka, bo tego wypłosza nie można było nazwać Wojowniczką syknęła i nastroszyła się jeszcze bardziej.
- Czego mogę chcieć od tak nędznej i grubej kotki?!- Odwarknęła.
- W takim razie, po co tu jesteś? To terytorium Klanu Nocy, a nie jakieś tereny niczyje!- Syknął. Mysi Móżdżek bo tak mi ją przyszło nazywać przygotowała się do skoku. Widząc to zniweczyłam jej plany podbiegając i atakując ją. Wodna Gwiazda podszedł spokojnie do naszej walki i powiedział:
- Kto tu zawinił?- Ten nędzna Kotka-Mysi Mózg nic nie odpowiedziała.
- Ona!- krzyknęłam-To ona! Wyszłam na polowanie, a ta mnie zaatakowała!- Lider popatrzył na obcą. Jest mądrym kocurem i wiedziałam, dlaczego jeszcze jej nie zabił. To była część planu.
- Tak na prawdę nieważne kto zaczął! Ty, nieznajoma wojowniczko nie jesteś z naszego Klanu. Odejdź więc i nigdy nie wracaj!- Kotka syknęła i odeszła. Wodna Gwiazda usiadł i chyba myślał. Zrobiłam tak samo.
- ,, O na Gwiezdnych! Że jeszcze takie Mysie Móżdżki na tej ziemi istnieją. Trzeba to wybić!"- Przywódca poderwał się nagle i szedł w stronę obozu. Postanowiłam pójść za nim.
<Wodna Gwiazdo?> (Już weny brak :p
- Co robi tutaj taka gruba kocica jak ty?- Spytała wrednie. Nie lubię takich kotów, więc odpowiedziałam tak:
- Chodzi po terenach jej Klanu mysi móżdżku.- Kotka nastroszyła sierść i syknęła.
- Nikt cię chyba nie uczył, że z silniejszymi się nie zadziera, co?
- Z silniejszymi?! Widzisz tu kogoś silniejszego ode mnie?- Zadrwiłam. Miałam jej dość.
- Słuchaj no! Ja już nie będę taka miła! Lepiej stąd spadaj bo jak nie!- Zasyczała.
- Bo jak nie to co? To tereny Klanu Nocy! Nie twoje!- W tym momencie kotka skoczyła na mnie i wbiła pazury w moje plecy. Odrzuciłam ją.
- A więc tak się chcesz bawić? Nie ma sprawy!- Krzyknęłam i wyskoczyłam na nią z pazurami. Przewróciła się. Weszłam na jej plecy i wbiłam w je bardzo mocno pazury. Kotka zrzuciła mnie jednak, kiedy oglądałam się czy na pewno jest sama po czym przygwoździła do ziemi.
- Ostatnie życzenie?- Spytała tak jakby była pewna swego zwycięstwa. Jednak ja w ostatniej chwili zrzuciłam ją i skoczyłam na jej plecy zostawiając na nich dość dużą szramę ciągnącą się od karku do ich połowy. Kocica zasyczała z bólu i podniosła pazury wycelowane w moją stronę. Na moje nieszczęście- trafiły. Drasnęły mnie mocno w ucho robiąc na nim duże rozerwanie. Nastroszyłam się. Skoczyłam w jej stronę z wysuniętymi pazurami, ale mój skok przerwał głos lidera.
- Kim jesteś?- Spytał obcą kotkę, ale ta syknęła na niego i nastroszyła sierść.
- Nie wasz interes lisie bobki!- Rozumiem. Obrażała mnie, ale Lidera?! Skoczyłam na nią ponownie. Może nie jakoś bardzo wysoko- zresztą jak zwykle, ale w każdym razie wbiłam pazury w jej kark i ugryzłam. Kotka momentalnie jednak zrzuciła mnie i trzasnęła mną o ziemię. Poczułam straszny ból w plecach, ale zlekceważyłam to.jednak lider powiedział abym się zatrzymała. Zrobiłam to.
- Czego chcesz od niej?- Spytał. Kotka, bo tego wypłosza nie można było nazwać Wojowniczką syknęła i nastroszyła się jeszcze bardziej.
- Czego mogę chcieć od tak nędznej i grubej kotki?!- Odwarknęła.
- W takim razie, po co tu jesteś? To terytorium Klanu Nocy, a nie jakieś tereny niczyje!- Syknął. Mysi Móżdżek bo tak mi ją przyszło nazywać przygotowała się do skoku. Widząc to zniweczyłam jej plany podbiegając i atakując ją. Wodna Gwiazda podszedł spokojnie do naszej walki i powiedział:
- Kto tu zawinił?- Ten nędzna Kotka-Mysi Mózg nic nie odpowiedziała.
- Ona!- krzyknęłam-To ona! Wyszłam na polowanie, a ta mnie zaatakowała!- Lider popatrzył na obcą. Jest mądrym kocurem i wiedziałam, dlaczego jeszcze jej nie zabił. To była część planu.
- Tak na prawdę nieważne kto zaczął! Ty, nieznajoma wojowniczko nie jesteś z naszego Klanu. Odejdź więc i nigdy nie wracaj!- Kotka syknęła i odeszła. Wodna Gwiazda usiadł i chyba myślał. Zrobiłam tak samo.
- ,, O na Gwiezdnych! Że jeszcze takie Mysie Móżdżki na tej ziemi istnieją. Trzeba to wybić!"- Przywódca poderwał się nagle i szedł w stronę obozu. Postanowiłam pójść za nim.
<Wodna Gwiazdo?> (Już weny brak :p
07 listopada 2016
Od Wilczej Róży
- Nie każdy dzień w życiu jest idealny. Śnieżno-biała wojowniczka doświadczyła tego na własnej skórze, akurat tego dnia. Zaczęło się niewinnie. Jak zwykle wstała i przeciągnęła się. Wyszła z obozu, lecz tym razem podszedł do niej Wieczorny Blask i oznajmił:
- Lider wybrał dzisiejszą grupę na poranny patrol. Idziesz ty, ja, Srebrny Pysk i Ciepła Pieśń.- Kotka zmieszała się, ale pozostała pogodna. Poszła wraz z nimi na patrol. Dawno na nim nie była. Zawiodła się jednak. Srebrny Pysk, jej dawna uczennica wzięła Wieczorny Blask na rozmowę w cztery oczy. To jeszcze dało się znieść lecz po tej rozmowie zapadła głucha cisza i trwała aż do rozwidlenia rzeki. Wtedy odezwała się Ciepła Pieśń i wszyscy jakimś cudem przyłączyli się do konwersacji. Po powrocie z patrolu, Wilcza Róża postanowiła pójść na polowanie. Nie było jednak za dużo zwierzyny. No tak- Pora Nagich Drzew i te sprawy. Zrezygnowana już wojowniczka Klanu Nocy wróciła do obozu. W, którym także jakoś świetnie nie było, co prawda wzięła jakąś mysz ze stosu i najadła się, ale wciąż brakowało jej towarzystwa- nie miała uczennicy, partnera, rodzeństwa ani nikogo innego bliższego. Smutna i zmęczona tym całym nie zbyt miłym dniem położyła się do legowiska, lecz i jej sen został w nocy przerwany przez ból brzucha.
- Chyba dziś już nic nie może pójść gorzej!- Krzyknęła sama do siebie. Leżała z wściekłą miną w norze. Stanowczo był to najgorszy dzień jej życia! Nie umiała sobie przypomnieć gorszego niż ten.
* Kilka godzin później*
- Słońce już wstało, a wojowniczka wyszła z legowiska. Była niewyspana. Przeszła kilka kroków i zobaczyła Lidera. Wyglądał jakby z czegoś się śmiał. Podeszła bliżej, ale nie za blisko. Kocur był dobrze zbudowany i chyba się jej lekko spodobał, ale sama jeszcze do końca nie wiedziała, a zresztą! Zignorowała to uczucie. Dlaczego? Dlatego, że pewnie każda kotka chciałaby być z liderem i pewnie jest to po prostu naturalne. Oddaliła się, więc i poszła nad rzekę połowić ryby. Wracając do obozu znowu zobaczyła Wodną Gwiazdę i...
<Wodny? Będę polsatem ( ͡° ͜ʖ ͡°) > (I tak wiem, że masz nieobecność)
- Lider wybrał dzisiejszą grupę na poranny patrol. Idziesz ty, ja, Srebrny Pysk i Ciepła Pieśń.- Kotka zmieszała się, ale pozostała pogodna. Poszła wraz z nimi na patrol. Dawno na nim nie była. Zawiodła się jednak. Srebrny Pysk, jej dawna uczennica wzięła Wieczorny Blask na rozmowę w cztery oczy. To jeszcze dało się znieść lecz po tej rozmowie zapadła głucha cisza i trwała aż do rozwidlenia rzeki. Wtedy odezwała się Ciepła Pieśń i wszyscy jakimś cudem przyłączyli się do konwersacji. Po powrocie z patrolu, Wilcza Róża postanowiła pójść na polowanie. Nie było jednak za dużo zwierzyny. No tak- Pora Nagich Drzew i te sprawy. Zrezygnowana już wojowniczka Klanu Nocy wróciła do obozu. W, którym także jakoś świetnie nie było, co prawda wzięła jakąś mysz ze stosu i najadła się, ale wciąż brakowało jej towarzystwa- nie miała uczennicy, partnera, rodzeństwa ani nikogo innego bliższego. Smutna i zmęczona tym całym nie zbyt miłym dniem położyła się do legowiska, lecz i jej sen został w nocy przerwany przez ból brzucha.
- Chyba dziś już nic nie może pójść gorzej!- Krzyknęła sama do siebie. Leżała z wściekłą miną w norze. Stanowczo był to najgorszy dzień jej życia! Nie umiała sobie przypomnieć gorszego niż ten.
* Kilka godzin później*
- Słońce już wstało, a wojowniczka wyszła z legowiska. Była niewyspana. Przeszła kilka kroków i zobaczyła Lidera. Wyglądał jakby z czegoś się śmiał. Podeszła bliżej, ale nie za blisko. Kocur był dobrze zbudowany i chyba się jej lekko spodobał, ale sama jeszcze do końca nie wiedziała, a zresztą! Zignorowała to uczucie. Dlaczego? Dlatego, że pewnie każda kotka chciałaby być z liderem i pewnie jest to po prostu naturalne. Oddaliła się, więc i poszła nad rzekę połowić ryby. Wracając do obozu znowu zobaczyła Wodną Gwiazdę i...
<Wodny? Będę polsatem ( ͡° ͜ʖ ͡°) > (I tak wiem, że masz nieobecność)
02 listopada 2016
Od Wilczej Róży
Siedziałam nad rzeką. Patrzyłam w jej taflę nie zważając na przepływające ryby. Słońce zachodziło, a ja wydawałam się nieobecna na tym świecie...Tylko tak jakby w moich myślach. Minęła godzina i słońce zaszło. Zrobiło się bardzo zimno. Postanowiłam, więc wrócić do obozu, ale nie iść spać. Musiałam jeszcze chwilę pomyśleć nad moim życiem. Jak pomyślałam tak zrobiłam...ale czy miałam inne wyjście? Mogłam wybrać: albo zamarznąć albo wrócić. W końcu jest Pora Nagich Drzew...Na zewnątrz jest zimno i nie ma dużo zwierzyny. ,,Ah...Gdyby świat byłby idealny to nie byłby nasz...'' westchnęłam ciężko, wchodząc do obozu. Usiadłam na jakiejś kępie trawy i myślałam dalej kilka godzin. Po ich minięciu byłam już naprawdę zmęczona. Powolnie doczołgałam się do legowiska i położyłam. Na sen nie czekałam długo. Nadszedł po kilku uderzeniach serca. Pogrążyłam się w nim...Potem miałam koszmar...Śnił mi się Płomienny...Tulił inną kotkę...Wiem, że nie jesteśmy już razem, ale...Ah...Nie ważne. To i tak już tylko przeszłość...Nie będę rozdrapywać starych ran....Tego dnia postanowiłam nie oddalać się z obozu. Nie wybrali mnie dzisiaj na patrol...Sterta ze zwierzyną jest wysoka na długość króliczego skoku...Usiadłam, więc na jednej z wyższych górek i zasnęłam. Nic mi się nie śniło. Nie chciałam, żeby się śniło. Chciałam po prostu odpocząć po prawie nie przespanej nocy. Kiedy się obudziłam była już Pora Szczytowania Słońca. Natychmiast postawiłam się na równe łapy oraz poszłam do sterty ze zdobyczami. Było coraz większa. Nie wiedziałam jak to w ogóle możliwe! To przecież tylko kilka godzin! Nie mogłam w to uwierzyć. Podeszłam do niej bliżej i wzięłam grubego ptaka. Zjadłam go po czym kości zakopałam obok mojego legowiska. Zawsze je tam zakopuję., aby nie rozkopywać całego obozu.
<Ktoś?
<Ktoś?
30 października 2016
Od Wilczej Róży CD. Wodnego Ogona
Moje bóle brzucha nie dawały mi spokoju od przeszło dwóch tygodni.
Cały czas czułam skurcze i rozpychanie. Poszłam do medyczki po raz
drugi. Tajemniczy Kwiat kazała mi się położyć. Płożyłam się, więc. Kotka
już drugi raz badała mój brzuch...Aż wreszcie powiedziała:
- Wilcza Różo, jesteś w ciąży.- Moje oczy otworzyły się najszerzej jak mogły. Nie mogłam w to uwierzyć! Będę miała młode?! Moją pierwszą reakcją na te słowa było:
- Co?! Jak to?! To nie możliwe!
- A jednak...
- Tajemniczy Kwiecie, jesteś pewna?
- Wilcza Różo jestem pewna. Czy przypominasz sobie kto jest ojcem?- Na kilka minut pogrążyłam się w myślach aż przypomniałam sobie napaść z przed dwóch tygodni. Pożegnałam się z medyczką i wybiegłam z obozu.
Zatrzymałam się przy legowisku Płomiennej Pieśni, ale on powiedział, że to moja wina! Że go zdradzam i jak się jeszcze raz do niego zbliżę to mnie zabije. Uciekłam w płaczu- myślałam, że mnie kocha...a on po prostu...On mnie odrzucił. Przecież to nie moja wina. Nie zdradzam go! Nie znam nawet tożsamości ojca kociąt! Nie wiem nawet jeszcze ile ich będzie!
Zrozpaczona pobiegłam pod drzewo na naszych terenach i jeszcze mocniej zaczęłam płakać. ,,Straciłam partnera. Jak to możliwe?!" płakałam. Płomienny był jedynym kotem któremu mogłam zaufać...Którego kochałam...Tylko on jeden mi został! Moja rodzina zginęła...Na Azaleę nie mam co liczyć. Ojciec kociąt już pewnie się nie zjawi, a na noworodkach nie ma co polegać...Co ja mam teraz zrobić?! Jedynym racjonalnym i sensownym wyjściem byłoby znaleźć sobie nowego partnera, bo Płomienna Pieśń mi nie wybaczy...Co ja takiego zrobiłam...Siedziałam tak płacząc i nagle zobaczyłam lidera. Był na sąsiedniej górze i wyglądał jakby nad czymś myślał...
<Wodna Gwiazdo?>
- Wilcza Różo, jesteś w ciąży.- Moje oczy otworzyły się najszerzej jak mogły. Nie mogłam w to uwierzyć! Będę miała młode?! Moją pierwszą reakcją na te słowa było:
- Co?! Jak to?! To nie możliwe!
- A jednak...
- Tajemniczy Kwiecie, jesteś pewna?
- Wilcza Różo jestem pewna. Czy przypominasz sobie kto jest ojcem?- Na kilka minut pogrążyłam się w myślach aż przypomniałam sobie napaść z przed dwóch tygodni. Pożegnałam się z medyczką i wybiegłam z obozu.
Zatrzymałam się przy legowisku Płomiennej Pieśni, ale on powiedział, że to moja wina! Że go zdradzam i jak się jeszcze raz do niego zbliżę to mnie zabije. Uciekłam w płaczu- myślałam, że mnie kocha...a on po prostu...On mnie odrzucił. Przecież to nie moja wina. Nie zdradzam go! Nie znam nawet tożsamości ojca kociąt! Nie wiem nawet jeszcze ile ich będzie!
Zrozpaczona pobiegłam pod drzewo na naszych terenach i jeszcze mocniej zaczęłam płakać. ,,Straciłam partnera. Jak to możliwe?!" płakałam. Płomienny był jedynym kotem któremu mogłam zaufać...Którego kochałam...Tylko on jeden mi został! Moja rodzina zginęła...Na Azaleę nie mam co liczyć. Ojciec kociąt już pewnie się nie zjawi, a na noworodkach nie ma co polegać...Co ja mam teraz zrobić?! Jedynym racjonalnym i sensownym wyjściem byłoby znaleźć sobie nowego partnera, bo Płomienna Pieśń mi nie wybaczy...Co ja takiego zrobiłam...Siedziałam tak płacząc i nagle zobaczyłam lidera. Był na sąsiedniej górze i wyglądał jakby nad czymś myślał...
<Wodna Gwiazdo?>
29 października 2016
Od Wilczej Róży
Wilcza Róża wstała i przeciągnęła się. Wyszła z obozu w szybkim tempie. Po drodze usiadła na kamieniu i rozglądała się. Po chwili usłyszała kroki. Odwróciła się jednak nic nie zobaczyła. Słońce świeciło za mocno i widać było tylko ciemną sylwetkę kota powoli zbliżającego się do niej
- Płomienny?- Spytała ze strachem.
- Kto taki?- Odpowiedział kocur.
- Nikt...Nikt taki...- Odrzekła i cofnęła się jednak kot zrobił kroki w przód.
- Zabawa w kotka i myszkę?- Spytał dziwnym głosem. Kotka przeraziła się i zaczęła biec jak najszybciej może, ale napastnik ją dogonił.
- C-c-czego o-ode mn-n-nie chcesz?!- Wykrzyczała przez strach mieszany ze łzami.
- Tylko Jednej Rzeczy...- Głos napastnika stał się dziwniejszy i bardziej tajemniczy.
- Czego?!- Spytała z jeszcze większym przerażeniem. Przez łzy w oczach nie mogła dojrzeć kocura, który ją gonił. Kot zaczął zachowywać się dziwnie. Przewrócił Wilczą Różę i tak mocno przycisnął do ziemi, że z dodatkową pomocą strachu nie mogła się ruszyć i strącić prześladowcy (a jest dość silną kotką). W pewnej chwili nie wytrzymała już tego. Strach i siła kota sprawiły iż straciła przytomność. Kiedy się obudziła napastnika już nie było. Odetchnęła z ulgą i poszła do obozu. Podeszła do sterty ze zdobyczami i wzięła jakiegoś ptaka. Zjadła go ze smakiem po czym poszła do swojego legowiska i położyła się. Spała i miała dziwne wrażenie, że coś jest w jej brzuchu. Kiedy rano się obudziła bolał ją. Cały dzień zastanawiała się czy zjadła coś nie świeżego czy może boli ją za stresu. Nie wiedziała. Po południu wybrała się do medyka. I powiedziała, że brzuch ją boli i czuje w nim dziwne uczucie. Tajemniczy Kwiat położyła łapę na brzuchu kotki i zaczęła badać. Powiedziała jednak, że nic nie czuje i dała jej do zjedzenia Liść Mięty.
- Przeżuj i wypluj.- Rzekła medyczka.
<Panie Ogonie?>
- Płomienny?- Spytała ze strachem.
- Kto taki?- Odpowiedział kocur.
- Nikt...Nikt taki...- Odrzekła i cofnęła się jednak kot zrobił kroki w przód.
- Zabawa w kotka i myszkę?- Spytał dziwnym głosem. Kotka przeraziła się i zaczęła biec jak najszybciej może, ale napastnik ją dogonił.
- C-c-czego o-ode mn-n-nie chcesz?!- Wykrzyczała przez strach mieszany ze łzami.
- Tylko Jednej Rzeczy...- Głos napastnika stał się dziwniejszy i bardziej tajemniczy.
- Czego?!- Spytała z jeszcze większym przerażeniem. Przez łzy w oczach nie mogła dojrzeć kocura, który ją gonił. Kot zaczął zachowywać się dziwnie. Przewrócił Wilczą Różę i tak mocno przycisnął do ziemi, że z dodatkową pomocą strachu nie mogła się ruszyć i strącić prześladowcy (a jest dość silną kotką). W pewnej chwili nie wytrzymała już tego. Strach i siła kota sprawiły iż straciła przytomność. Kiedy się obudziła napastnika już nie było. Odetchnęła z ulgą i poszła do obozu. Podeszła do sterty ze zdobyczami i wzięła jakiegoś ptaka. Zjadła go ze smakiem po czym poszła do swojego legowiska i położyła się. Spała i miała dziwne wrażenie, że coś jest w jej brzuchu. Kiedy rano się obudziła bolał ją. Cały dzień zastanawiała się czy zjadła coś nie świeżego czy może boli ją za stresu. Nie wiedziała. Po południu wybrała się do medyka. I powiedziała, że brzuch ją boli i czuje w nim dziwne uczucie. Tajemniczy Kwiat położyła łapę na brzuchu kotki i zaczęła badać. Powiedziała jednak, że nic nie czuje i dała jej do zjedzenia Liść Mięty.
- Przeżuj i wypluj.- Rzekła medyczka.
<Panie Ogonie?>
Od Wilczej Róży CD Azalea
Obudziłam się wcześnie. Na zewnątrz było ciemno. Słyszałam krople deszczu spadające z nieba. ,,Gwiezdni płaczą'' pomyślałam i przeciągnęłam się po czym wstałam. Do mojego legowiska zawitał lodowaty wiatr. ,,No tak...Pora Nagich Drzew...'' westchnęłam ziewając. Wyjrzałam z legowiska. Koty chodziły już po obozie co oznaczało, że można już bezpiecznie wychodzić z obozu. Powoli wyczołgałam się z legowiska i poszłam na polowanie. Wychodząc z obozu poczułam zapach innego kota. Nie pachniał on jednak żadnym klanem. Postanowiłam pójść za zapachem. Minęło kilka minut i dotarłam do jego źródła wyszłam zza drzewa i zobaczyłam jasno-siwą kotkę.
- Cześć! Jestem Azalea. - przedstawiła się przybyszka. - Jesteś dzikim kotem? - zapytała. Widać było, że nie pochodzi z klanu ani nie jest samotniczką...czyli jest pieszczoszką. Po kilku uderzeniach serca odezwałam się:
- Jestem Wilcza Róża i tak jestem dzikim kotem.- Kotka uśmiechnęła się. ,,Nie będę jej przepędzać ona pewnie i tak tylko zabłądziła.''- pomyślałam i dodałam:
- Jesteś pupilkiem dwunogich?
- Dwunogich? Ja jestem pupilką ludzi.- Oznajmiła entuzjastycznie. ,,Ludzi? Może tak pupilki ich nazywają?"
- Więc ty tu mieszkasz?- spytała- A są tu też inne dzikie koty?
- Tak Azaelo, są tu inne dzikie koty, ale...ale nie będą miło do ciebie nastawione.- Po tych słowach Azaela wyraźnie posmutniała.- Uszka do góry, może jeden się znajdzie!- Wspomniałam tutaj o Płomiennym. Może jednak nie powinnam tego robić. Poszłyśmy razem z Azaleą do miejsca gdzie Płomienny się osiedlił. Zawołałam go, a on wyszedł.
-Witaj Płomienny, to jest Azalea.- Wskazałam na towarzyszącą mi kotkę.
- Witaj! Ty też jesteś dzikim kotem?- Spytała. Płomienny wyglądał na oszołomionego. Nie wiedział pewnie skąd ją wytrzasnęłam. Po 20 uderzeniach serca odpowiedział.
-Witajcie. Em...Tak jestem dzikim kotem tak jak Wilcza Róża Azaleo.- Wykrztusił. Po czym wziął mnie na rozmowę w cztery oczy.
-Kto to jest?
- To Azalea, jest pupilką dwunogich.
- Po co ją tu przyprowadziłaś?!
- Do lasu sama weszła.
- Eh...No dobra...- Odpowiedział niechętnie- Posłuchaj Wilcza, odeskortuj ją. Ja idę na polowanie.
- Dobrze. Żegnaj.
- Żegnaj.- Powiedział i poszedł. Odeszłam z Azaleą. I poszłyśmy tam gdzie pierwszy raz ją spotkałam- Koło Drogi Grzmotu. Kotka powiedziała jednak, że jeszcze nie chce wracać do domu. Ja próbowałam przekonać ją, że nie jest tutaj zbyt bezpiecznie i lepiej, żeby wróciła. Kotka wreszcie się zgodziła i poszła w stronę drzew.
<Azaleo?> Poszłaś do domu? <Mruczek?> Na co polowałeś?
- Cześć! Jestem Azalea. - przedstawiła się przybyszka. - Jesteś dzikim kotem? - zapytała. Widać było, że nie pochodzi z klanu ani nie jest samotniczką...czyli jest pieszczoszką. Po kilku uderzeniach serca odezwałam się:
- Jestem Wilcza Róża i tak jestem dzikim kotem.- Kotka uśmiechnęła się. ,,Nie będę jej przepędzać ona pewnie i tak tylko zabłądziła.''- pomyślałam i dodałam:
- Jesteś pupilkiem dwunogich?
- Dwunogich? Ja jestem pupilką ludzi.- Oznajmiła entuzjastycznie. ,,Ludzi? Może tak pupilki ich nazywają?"
- Więc ty tu mieszkasz?- spytała- A są tu też inne dzikie koty?
- Tak Azaelo, są tu inne dzikie koty, ale...ale nie będą miło do ciebie nastawione.- Po tych słowach Azaela wyraźnie posmutniała.- Uszka do góry, może jeden się znajdzie!- Wspomniałam tutaj o Płomiennym. Może jednak nie powinnam tego robić. Poszłyśmy razem z Azaleą do miejsca gdzie Płomienny się osiedlił. Zawołałam go, a on wyszedł.
-Witaj Płomienny, to jest Azalea.- Wskazałam na towarzyszącą mi kotkę.
- Witaj! Ty też jesteś dzikim kotem?- Spytała. Płomienny wyglądał na oszołomionego. Nie wiedział pewnie skąd ją wytrzasnęłam. Po 20 uderzeniach serca odpowiedział.
-Witajcie. Em...Tak jestem dzikim kotem tak jak Wilcza Róża Azaleo.- Wykrztusił. Po czym wziął mnie na rozmowę w cztery oczy.
-Kto to jest?
- To Azalea, jest pupilką dwunogich.
- Po co ją tu przyprowadziłaś?!
- Do lasu sama weszła.
- Eh...No dobra...- Odpowiedział niechętnie- Posłuchaj Wilcza, odeskortuj ją. Ja idę na polowanie.
- Dobrze. Żegnaj.
- Żegnaj.- Powiedział i poszedł. Odeszłam z Azaleą. I poszłyśmy tam gdzie pierwszy raz ją spotkałam- Koło Drogi Grzmotu. Kotka powiedziała jednak, że jeszcze nie chce wracać do domu. Ja próbowałam przekonać ją, że nie jest tutaj zbyt bezpiecznie i lepiej, żeby wróciła. Kotka wreszcie się zgodziła i poszła w stronę drzew.
<Azaleo?> Poszłaś do domu? <Mruczek?> Na co polowałeś?
25 października 2016
Od Wilczej Róży CD Malinowe Futerko
Wróciłam z polowania. Kierowałam się do stosu ze zdobyczami. W klanie już wszyscy wiedzieli o śmierci pierwszego lidera. Usiadłam przed stosem i zostawiłam zdobycz po czym wzięłam jakąś mysz. Nie była duża, ale musieliśmy oszczędzać zdobycze na Porę Nagich Drzew. W nią nigdy nie ma tłustych i dorodnych zwierząt. Odchodząc ze stosu zauważyłam Malinowe Futerko. Jadła jakiegoś ptaka. Postanowiłam spytać się jej jak idzie trening jej terminatora. Kotka podniosła głowę z nad zdobyczy i powiedziała:
- Dobrze. Dzisiaj upolował zająca. Jestem z niego bardzo dumna, a Tobie jak idzie? - uśmiechnęła się.
- Srebrna Łapa złamała łapę i nasz trening stanął w miejscu... - Odpowiedziałam smutnym tonem, czułam jakby była to moja wina.
- Na prawdę? Współczuję. - Odrzekła i dodała - Wiesz... Ja powinnam już iść i kontynuować polowanie...Chcesz iść ze mną? - Namyśliłam się trochę i odparłam:
- Srebrna Łapa złamała łapę i nasz trening stanął w miejscu... - Odpowiedziałam smutnym tonem, czułam jakby była to moja wina.
- Na prawdę? Współczuję. - Odrzekła i dodała - Wiesz... Ja powinnam już iść i kontynuować polowanie...Chcesz iść ze mną? - Namyśliłam się trochę i odparłam:
- Z chęcią.
Poszłyśmy, więc. Było coraz zimniej, a na drzewach były już tylko ostatnie liście. W pewnym momencie wyczułam zające.
- Malinowe Futerko - szepnęłam- to idealne zdobycze.
Kotka pokiwała głową na ,,tak'' i powoli zbliżyłyśmy się do szaraków i skoczyłyśmy na nie. Złapałyśmy dwa...Ja jednego i Malinowe Futerko jednego. Zaniosłyśmy je do obozu i poszłyśmy nad rzekę złapać jakieś ryby. Po kilku minutach złapałyśmy pierwsze dwie, a po godzinie miałyśmy ich już siedem. Je także zaniosłyśmy do obozu na stertę i poszłyśmy do swoich legowisk.
<Malinowe Futerko?>
23 października 2016
Od Wilczej Róży C.D. Srebrnej Łapy
Weszłam do legowiska Medyka. Tam leżała moja uczennica. Miała kwaśną minę.
- Srebrna Łapo, nic Ci nie jest?!
- Nie...
- Dlaczego mnie nie posłuchałaś?! Mogłaś się zabić! - Zganiłam ją
- Ja... Myślałam, że dam radę. Przeceniłam się.
- To dobrze, że umiesz przyznać się do błędu.
- Czarna Gwiazda powiedział mi to samo.
- Czyli mnie wyprzedził... - zamyśliłam się. - ...dobrze. - skończyłam i podeszłam do Szczawiowej Łapy.
- Wiesz może kiedy jej się to zagoi?
- Wilcza Różo, możemy porozmawiać na osobności? - Spytał.
- Jasne. - Odparłam i poszłam z uczniem na zaplecze legowiska.
- Ona złamała sobie łapę. - Powiedział Szczawiowa Łapa.
- Co?! Czy to oznacza, że nie ukończy treningu na czas?!
- Na to wygląda...Tylko ona pewnie powie, że nic jej nie jest... Nie słuchaj jej!
- Dobrze...
- Żegnaj Srebrna Łapo.
- Żegnaj...
*Time Skip 30 minut*
Postanowiłam spotkać się z Płomiennym. Miał nowe legowisko i podczas naszych prywatnych rozmów mi je pokazał. Wyszłam z terenów Klanu Nocy na tereny niczyje. Biegłam kilka minut, bo nie osiedlił się daleko. Nie było go jednak w legowisku. Siedział koło krzaków i rozmawiał z jakimś szaro-białym kociakiem.
- Kto to? - Spytałam.
Płomienny obejrzał się do tyłu, a kociak przyległ do ziemi
- Srebrna Łapo, nic Ci nie jest?!
- Nie...
- Dlaczego mnie nie posłuchałaś?! Mogłaś się zabić! - Zganiłam ją
- Ja... Myślałam, że dam radę. Przeceniłam się.
- To dobrze, że umiesz przyznać się do błędu.
- Czarna Gwiazda powiedział mi to samo.
- Czyli mnie wyprzedził... - zamyśliłam się. - ...dobrze. - skończyłam i podeszłam do Szczawiowej Łapy.
- Wiesz może kiedy jej się to zagoi?
- Wilcza Różo, możemy porozmawiać na osobności? - Spytał.
- Jasne. - Odparłam i poszłam z uczniem na zaplecze legowiska.
- Ona złamała sobie łapę. - Powiedział Szczawiowa Łapa.
- Co?! Czy to oznacza, że nie ukończy treningu na czas?!
- Na to wygląda...Tylko ona pewnie powie, że nic jej nie jest... Nie słuchaj jej!
- Dobrze...
- Żegnaj Srebrna Łapo.
- Żegnaj...
*Time Skip 30 minut*
Postanowiłam spotkać się z Płomiennym. Miał nowe legowisko i podczas naszych prywatnych rozmów mi je pokazał. Wyszłam z terenów Klanu Nocy na tereny niczyje. Biegłam kilka minut, bo nie osiedlił się daleko. Nie było go jednak w legowisku. Siedział koło krzaków i rozmawiał z jakimś szaro-białym kociakiem.
- Kto to? - Spytałam.
Płomienny obejrzał się do tyłu, a kociak przyległ do ziemi
- To Zajączek jest samotniczką - wyjaśnił, a ja usiadłam obok niego.
- Witaj malutka.
- Cz-cz-cześć.
- Jesteś Zajączek prawda?
- T-t-tak. - Wyjąkała kotka. Była mała. Myślałam, że mieszka u dwunożnych albo pochodzi z jakiegoś klanu.
- To jest Wilcza Róża. - Przedstawił mnie Płomienny. Kotka powoli wstała i otrzepała się z ziemi.
- Wiecie to ja może nie będę wam przeszkadzać, żegnajcie! - Pożegnałam się z Zajączkiem i Płomiennym po czym pobiegłam w okolice rzeki, aby coś upolować. Po jakimś czasie złapałam rybę. Potem drugą, trzecią i tak dalej aż do sześciu. Z tymi rybami postanowiłam wrócić do Płomiennego. Trwało to już z deka więcej czasu, bo taszczyłam ze sobą sześć ryb, ale wreszcie dotarłam. Odłożyłam ryby i zawołałam:
- Cz-cz-cześć.
- Jesteś Zajączek prawda?
- T-t-tak. - Wyjąkała kotka. Była mała. Myślałam, że mieszka u dwunożnych albo pochodzi z jakiegoś klanu.
- To jest Wilcza Róża. - Przedstawił mnie Płomienny. Kotka powoli wstała i otrzepała się z ziemi.
- Wiecie to ja może nie będę wam przeszkadzać, żegnajcie! - Pożegnałam się z Zajączkiem i Płomiennym po czym pobiegłam w okolice rzeki, aby coś upolować. Po jakimś czasie złapałam rybę. Potem drugą, trzecią i tak dalej aż do sześciu. Z tymi rybami postanowiłam wrócić do Płomiennego. Trwało to już z deka więcej czasu, bo taszczyłam ze sobą sześć ryb, ale wreszcie dotarłam. Odłożyłam ryby i zawołałam:
- Hej! Płomienny!
Kocur wyjrzał z legowiska.
- Co jest?
- Chciałam z tobą pogadać. I chcesz rybę?
- Ok pogadajmy...I tak, mogę zjeść. - Po tej odpowiedzi zaczęliśmy rozmawiać. Gadaliśmy tak aż do późnego wieczoru. Zostawiłam Płomiennemu trzy ryby i wróciłam do obozu gdzie odłożyłam pozostałe na stos zdobyczy. Po czym położyłam się spać w legowisku. Dzisiejsza noc była jedną z zimniejszych, więc stuliłam się jeszcze mocniej niż zwykle i zasnęłam. Śniło mi się, że latam z Płomiennym po niebie.
<Mruczek?> <Zając?>
- Chciałam z tobą pogadać. I chcesz rybę?
- Ok pogadajmy...I tak, mogę zjeść. - Po tej odpowiedzi zaczęliśmy rozmawiać. Gadaliśmy tak aż do późnego wieczoru. Zostawiłam Płomiennemu trzy ryby i wróciłam do obozu gdzie odłożyłam pozostałe na stos zdobyczy. Po czym położyłam się spać w legowisku. Dzisiejsza noc była jedną z zimniejszych, więc stuliłam się jeszcze mocniej niż zwykle i zasnęłam. Śniło mi się, że latam z Płomiennym po niebie.
<Mruczek?> <Zając?>
22 października 2016
Od Wilczej Róży C.D. Płomiennej Pieśni
*(kilka tygodni po wydarzeniach z opka ze Srebrną)*
Biegłam ile sił w nogach, aby dotrzeć do miejsca naszych spotkań (moich z Płomiennym). ,,Mam nadzieję, że nie będzie na mnie zły" myślałam po drodze. Nie było to spowodowane tym, że zapomniała. Ja musiałam zostać dzisiaj dłużej w obozie. Kiedy dobiegłam do tego miejsca Płomienna Pieśń siedział tam. Wyglądał na zmartwionego. Podeszłam do niego i spytałam:
- Witaj, coś się stało? - On podniósł głowę i uśmiechnął się.
- Nie, nic. Czekałem na Ciebie i... tak jakoś przypomniałem sobie o moim starym przyjacielu-Oślinionym Futrze...
- Na pewno?
- Tak.
- Ok... Masz jakieś nowe wieści?
- Tak, a ty?
- Yhm.
- To dawaj ty pierwsza.
- Dobrze, dzisiaj byłam z moją uczennicą na kolejnym wspinaniu się na drzewo. Wspięła się na najwyższą gałąź. Teraz ty.
- Wreszcie udało mi się wykurzyć tego kota z mojego legowiska! - Powiedział szczęśliwy.
- To dobrze.
- Tak... Ciągle znakowałem terytorium... i on też. Może to dlatego się odczepił.
- Może... A może poczuł po prostu, że jesteś silniejszy?
- Może też tak być. Heh... Nikt nie wie...
- Oprócz niego - Zaśmiałam się.
- Tak... oprócz niego. - Uśmiechnął się kot... Nagle poczułam dziwne uczucie w środku... Jakby on nie był taki... zwyczajny dla mnie....
-Płomienny... Ja... Muszę Ci coś wyznać....
- Zamieniam się w słuch.
- Bo ja... Ja.. Ja... Ja cię kocham!!! - U Płomiennego pojawiły się rumieńce na policzkach. Zamilkł na kilka uderzeń serca i potem wymamrotał:
Biegłam ile sił w nogach, aby dotrzeć do miejsca naszych spotkań (moich z Płomiennym). ,,Mam nadzieję, że nie będzie na mnie zły" myślałam po drodze. Nie było to spowodowane tym, że zapomniała. Ja musiałam zostać dzisiaj dłużej w obozie. Kiedy dobiegłam do tego miejsca Płomienna Pieśń siedział tam. Wyglądał na zmartwionego. Podeszłam do niego i spytałam:
- Witaj, coś się stało? - On podniósł głowę i uśmiechnął się.
- Nie, nic. Czekałem na Ciebie i... tak jakoś przypomniałem sobie o moim starym przyjacielu-Oślinionym Futrze...
- Na pewno?
- Tak.
- Ok... Masz jakieś nowe wieści?
- Tak, a ty?
- Yhm.
- To dawaj ty pierwsza.
- Dobrze, dzisiaj byłam z moją uczennicą na kolejnym wspinaniu się na drzewo. Wspięła się na najwyższą gałąź. Teraz ty.
- Wreszcie udało mi się wykurzyć tego kota z mojego legowiska! - Powiedział szczęśliwy.
- To dobrze.
- Tak... Ciągle znakowałem terytorium... i on też. Może to dlatego się odczepił.
- Może... A może poczuł po prostu, że jesteś silniejszy?
- Może też tak być. Heh... Nikt nie wie...
- Oprócz niego - Zaśmiałam się.
- Tak... oprócz niego. - Uśmiechnął się kot... Nagle poczułam dziwne uczucie w środku... Jakby on nie był taki... zwyczajny dla mnie....
-Płomienny... Ja... Muszę Ci coś wyznać....
- Zamieniam się w słuch.
- Bo ja... Ja.. Ja... Ja cię kocham!!! - U Płomiennego pojawiły się rumieńce na policzkach. Zamilkł na kilka uderzeń serca i potem wymamrotał:
- Ja... Ja Ciebie też... - Ja też przez chwilę nie mogłam nic powiedzieć...
*Time Skip kilka dni*
Byliśmy już kilka dni po tym szczerym wyznaniu. Co jak co, ale bardzo się od tego czasu zbliżyliśmy. Byliśmy już parą. Razem oglądaliśmy zachody słońca i rozmawialiśmy o sprawach prywatnych. Bałam się tylko, że ktoś nas odkryje...a najbardziej, że będzie to Czarna Gwiazda albo Wodny Ogon...
<Mruczek?> TAG 10 o p o Jej!
*Time Skip kilka dni*
Byliśmy już kilka dni po tym szczerym wyznaniu. Co jak co, ale bardzo się od tego czasu zbliżyliśmy. Byliśmy już parą. Razem oglądaliśmy zachody słońca i rozmawialiśmy o sprawach prywatnych. Bałam się tylko, że ktoś nas odkryje...a najbardziej, że będzie to Czarna Gwiazda albo Wodny Ogon...
<Mruczek?> TAG 10 o p o Jej!
21 października 2016
Od Wilczej Róży C.D. Srebrnej Łapy
Dzisiaj był pierwszy patrol Srebrnej Łapy. Tak jak jej to powiedziałam. Miałam nadzieję, że będzie gotowa... no i była. Wystarczyło pójść tylko po Złotą Łuskę.
Miałam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze... w końcu jest taką świetną uczennicą. Poszłyśmy wczesnym rankiem. Wtedy było najbezpieczniej... Nie tylko dla nich, ale też dla mnie. Nie to, że wstydziłam się Płomiennego, ale Srebrna Łapa mogłaby na to źle zareagować... W każdym razie podczas drogi Srebrna Łapa była niezwykle cicho jak na ucznia. Postanowiłam się jej o coś spytać.
- Coś się stało Srebrna Łapo?
Kotka spojrzała na mnie i odpowiedziała.
Miałam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze... w końcu jest taką świetną uczennicą. Poszłyśmy wczesnym rankiem. Wtedy było najbezpieczniej... Nie tylko dla nich, ale też dla mnie. Nie to, że wstydziłam się Płomiennego, ale Srebrna Łapa mogłaby na to źle zareagować... W każdym razie podczas drogi Srebrna Łapa była niezwykle cicho jak na ucznia. Postanowiłam się jej o coś spytać.
- Coś się stało Srebrna Łapo?
Kotka spojrzała na mnie i odpowiedziała.
- Nie... Nic. Tylko się zamyśliłam.
- Aha... - Skończyłam. Kiedy doszłyśmy do Drogi Grzmotu postanowiłam zawrócić. Szłyśmy ok. godziny, ale przed tym nic nie jadłyśmy... a poza tym chciałam jeszcze potem wyciągnąć Srebrną Łapę na trening, a dokładniej nauczyć ją wspinania się na drzewa.
(kilka godzin później)
Poszłam po Srebrną Łapę. Wyszłyśmy z obozu i usiadłyśmy na pobliskich kamieniach.
- Więc, umiesz już wspinać się na drzewa? - spytałam.
- Nie wiem... Jeszcze nie próbowałam... - Po tych słowach dotarło do mnie, że ona jest dopiero uczennicą! Jakby coś się jej stało?! - I co w związku z tym? - dodała.
- Emm... Może SPRÓBUJESZ - podkreśliłam. - wspiąć się na tamto drzewo?
- Aha... - Skończyłam. Kiedy doszłyśmy do Drogi Grzmotu postanowiłam zawrócić. Szłyśmy ok. godziny, ale przed tym nic nie jadłyśmy... a poza tym chciałam jeszcze potem wyciągnąć Srebrną Łapę na trening, a dokładniej nauczyć ją wspinania się na drzewa.
(kilka godzin później)
Poszłam po Srebrną Łapę. Wyszłyśmy z obozu i usiadłyśmy na pobliskich kamieniach.
- Więc, umiesz już wspinać się na drzewa? - spytałam.
- Nie wiem... Jeszcze nie próbowałam... - Po tych słowach dotarło do mnie, że ona jest dopiero uczennicą! Jakby coś się jej stało?! - I co w związku z tym? - dodała.
- Emm... Może SPRÓBUJESZ - podkreśliłam. - wspiąć się na tamto drzewo?
Wskazałam młody dąb o stosunkowo grubym pniu.
- To wszystko? Nie mogę na wyższe?
- Na razie spróbuj na to. Potem zobaczymy...
- Zgoda... - Rzekła kotka niechętnie po czym spróbowała wspiąć się na drzewo. Wyszło jej to świetnie. Patrzyłam z podziwem.
- To wszystko? Nie mogę na wyższe?
- Na razie spróbuj na to. Potem zobaczymy...
- Zgoda... - Rzekła kotka niechętnie po czym spróbowała wspiąć się na drzewo. Wyszło jej to świetnie. Patrzyłam z podziwem.
- Dobra! Stop! - Krzyknęłam i kotka zastopowała się.
- Co teraz?
- Możesz zejść! - Odpowiedziałam, Srebrna Łapa była dość nisko i szybko zsunęła się po pniu.
- Mogę wejść na wyższe?
- Z tego co widzę jesteś bardzo ambitna. No... dobrze. Ale ostrożnie i nie wchodź zbyt wysoko!
- Zgoda! - Rzekła energicznie kotka po czym wdrapała się na dość wysoki klon. I usiadła na jednej z najniższych gałęzi.
- Mogę wejść wyżej?
- Wiesz... Wolałabym uczyć cię stopniowo... czyli no...
- Tak... Wiem jak...
<Srebrna Łapo?>
- Co teraz?
- Możesz zejść! - Odpowiedziałam, Srebrna Łapa była dość nisko i szybko zsunęła się po pniu.
- Mogę wejść na wyższe?
- Z tego co widzę jesteś bardzo ambitna. No... dobrze. Ale ostrożnie i nie wchodź zbyt wysoko!
- Zgoda! - Rzekła energicznie kotka po czym wdrapała się na dość wysoki klon. I usiadła na jednej z najniższych gałęzi.
- Mogę wejść wyżej?
- Wiesz... Wolałabym uczyć cię stopniowo... czyli no...
- Tak... Wiem jak...
<Srebrna Łapo?>
15 października 2016
Od Wilczej Róży
Dzisiejszy dzień, cały przesiedziałam w obozie. Rozmyślałam nad tym jak będę się sprawdzać w roli mentorki... W końcu nigdy nie miałam ucznia. Nie wiedziałam też czy Płomienny go miał, a w dodatku nie będę codziennie do niego chodziła i go zadręczała. W końcu nadszedł ten dzień i Czarna Gwiazda wybrał mnie, abym szkoliła Srebrną Łapę.
***(Srebrna zjawiła się przy rzece)
- Witaj, Srebrna Łapo.
- Witaj. - Powiedziała kotka od niechcenia i poszłyśmy nad brzeg.
- Dzisiaj nauczę cię łowić ryby w rzece, tak aby do niej nie wpaść. - Powiedziałam wskazując na długą rzekę.
- Dobra... Miejmy już to za sobą.
- Dobrze. Więc tak... Pierwszy krok. Postaraj się stanąć na tamtym kamieniu i utrzymać równowagę. - Kotka wskoczyła na kamień - Tylko tyle?
- Nie. Teraz spróbuj się uchylić, tylko delikatnie! Żebyś nie wpadła.
Kotka posłusznie wypełniła zadanie.
- I co dalej? - spytała.
- Poczekaj aż jakaś ryba podpłynie.
***(5 minut później)
Ryba podpłynęła, ja powiedziałam Srebrnej Łapie, że to jest idealna okazja na złapanie. Kotka szybko zanurzyła łapę i złapała rybę. Wzięła ją w zęby i zeskoczyła z kamienia.
- Coś jeszcze mam zrobić?
- Tak, teraz idziemy na Siedlisko Koni.
- Co?! To tak daleko!
- Wiem, ale jeśli pójdziemy tam dzisiaj to szybciej się tego nauczysz, Srebrna Łapo.
- No zgoda...
- Więc chodźmy.
***(1 godzinę później)
- Więc teraz będę cię uczyć jak polować na myszy i ptaki. Jest to łatwiejsze niż polowanie na ryby, więc jeśli tak dobrze poradziłaś sobie z rybami to z tym też dasz sobie radę.
- To zaczynajmy!
- Widzisz tamtą norkę?
- Tak!
- Podejdź do niej tylko cicho.
- Cicho?
- Tak...zaraz...muszę cię nauczyć sztuki skradania.
- Czego?
- Zobaczysz! Powtarzaj za mną. Stawiaj cicho łapki, łapa za łapą i tak dalej. Spróbuj.
- Dobrze. O tak? - Spytała kotka skradając się.
-Świetnie! To teraz skradaj się do tamtej norki.
- Kotka posłusznie wykonała zadanie. Cicho podkradła się do norki i usiadła przed nią patrząc na mnie. Skinęłam głową i powiedziałam po cichu: - Teraz nasłuchuj i czekaj aż pojawi się jakaś mysz.
- Po kilku minutach czekania Srebrna Łapa coś usłyszała.
- To mysz. - Wyszeptała.
- Dobrze. Kiedy wyściubi głowę to złap ją.
- Srebrna patrzyła na norę, po sekundzie mysz z niej wyszła. Moja uczennica przykryła ją łapą i wzięła w zęby, po czym przegryzła szyję.
- Czy mogę już iść?
- Tak.
- Mogę sama wrócić do obozu?
- Nie za bardzo.
- Czemu?
- Możesz iść 3 metry przede mną zgoda?
- Zgoda! - Krzyknęła kotka i obie pobiegłyśmy do obozu. Kiedy tam dotarłyśmy zostawiłam zdobycz w punkcie zbiórki i poszłam na krótki spacer. Wiem, że wojownicy nie powinni spacerować, ale musiałam sobie wszystko poukładać. Poszłam, więc do Ust Matki, aby złożyć cześć Klanowi Gwiazd.
<Srebrna Łapa?> Masz tu kilka procent!
08 października 2016
Od Wilczej Róży CD Płomiennej Pieśni
Od Wilczej Róży C.D Płomiennej Pieśni
-Przechodziłam obok ust matki...Byłam daleko od klanu, aby trochę odetchnąć i wyrwać się z otoczenia innych wojowników z tego klanu.
***
Wróciłam na terytorium, ale nie do obozu. Nie chciałam tam iść, zamiast tego poszłam na Siedlisko Koni, tam usiadłam...Gdy nagle podszedł do mnie jakiś kot, był to Płomienna Pieśń.
-Witaj, Płomienny.
-Witaj, Wilcza Różo.-Uśmiechnął się kot.
-Gdzie byłeś, kiedy ja poszłam do Czarnej Gwiazdy?
-W moim legowisku...To znaczy jest moje, ale był tam inny kot...Jakiś obcy, w każdym razie nie znam go.
-Naprawdę?
-Tak.
-Ale z niego lisi bobek.-Dodałam
-Masz rację.
-A jak wyglądał?
-Nawet mu się nie przyglądałem.
-Aha...-A potem dodałam-Wybacz Płomienny, ściemnia się...Muszę iść do obozu.
-Żegnaj.
-Żegnaj.-Po tych słowach poszłam do obozu, nie wiem co we mnie wstąpiło...Pożegnałam się z Płomiennym tak jakoś...nie po mojemu. Jakby od niechcenia...Jakbym się na niego wściekła...tak...dziwnie, no cóż może za dużo czasu spędzamy razem...
***
-Położyłam się na moim legowisku i zamknęłam oczy, tej nocy śnił mi się Płomienna Pieśń...Leżał martwy...na terenie naszego klanu. Wiedziałam, że to nieprawda, ale sen ten wzbudził we mnie niepokój...W sercu czułam smutek i chodziłam tak cały dzień...Dlaczego? To tylko mój przyjaciel, nie partner...Może boli mnie utrata przyjaciela? W każdym razie następnej nocy także śnił mi się on...Tym razem, że opuszcza las i staje się kotem domowym...W dzień po tej nocy znów o tym myślałam, ale już nie ze smutkiem a z niepokojem, który mi tego dnia towarzyszył...Postanowiłam, więc poszukać Płomiennego, zeszła mi na tym jakaś godzina, ale w końcu go znalazłam, leżał na gałęzi jednego z Czterech Drzew. Zaczepiłam go, więc:-Ej, Płomienny!-Kot obudził się.
-Wilcza?
-Tak.
-Co tu robisz?
-Szukałam Cię...Miałam bardzo dziwny sen...
-I zwracasz się z nim do mnie?
-Nie mam do kogo innego.-Po tych słowach kocur zeskoczył z gałęzi, przeciągnął się i stanął na prostych łapach.
-Więc, o co chodzi?
-Śniłeś mi się ty.-Powiedziałam zawstydzona.
-Ja?
-Tak, ty.
-A dokładniej, co Ci się śniło?
-Że odchodzisz z lasu.-Nie chciałam mu mówić o śnie w którym umarł, on był lisim bobkiem (ten sen).
-Odchodzę?-Zdziwił się kot-Ale gdzie?
-Do dwunożnych...
-Naprawdę to Ci się śniło?
-Tak... Wiem, że to głupie, ale musiałam się komuś zwierzyć...Koty z mojego klanu ciągle się pytały czemu jestem taka smutna...-Dodałam.
-Byłaś smutna?
-Trochę...
-To ja Cię rozweselę!
-Jak?
-Nigdzie nie odchodzę!
-Wiem, te sny były głupie...
-Sny? Miałaś więcej tego typu snów?-Dopytywał kot.
-Nie! Przejęzyczyłam się...Był tylko jeden...-Wymyślałam, aby nie mówić Płomiennemu o tym najgorszym...
-Aha...
-No, a właśnie...Miałam Cię spytać...Wkurzyłeś się na mnie za to, że od Ciebie odeszłam tak po prostu jak niewychowany, lisi bobek?
-Odeszłaś? Kiedy?
-No przedwczoraj...Wtedy kiedy byliśmy na Siedlisku Koni...
-Przecież szłaś do obozu.
-Tak, ale czuję się tak jakbym zostawiła Cię bez pożegnania.-Tłumaczyłam Płomiennemu.
-Nic się nie stało, Wilcza.
-Napewno?
-Napewno!
-Dziękuję.
-Za co?-Zdziwił się kocur.
-Za to, że jesteś tak dobrym przyjacielem.-Uśmiechnęłam się.
-Nie ma za co-Płomienny odwzajemnił uśmiech-Chcesz iść na polowanie?
-Jasne!
-To gdzie chcesz iść na to polowanie?
-Może...Tutaj?
-Tutaj? Zgoda.
-To może zróbmy wyścig! Ten kto złapie najwięcej pokarmu do wschodu księżyca wygrywa!
-Zgoda!
***(Wschód księżyca)
-Ile masz, kupo futra?-Spytał Płomienny.
-20, a ty?
-23.
-Wygrałeś.
-O tak!
-Płomienny, księżyc już jest na niebie, to czas by się pożegnać.
-Żegnaj, Wilcza!
-Żegnaj, Płomienny!-Krzyknęłam i pobiegłam ze zdobyczami do obozu, aby je tam zostawić...
<Mruczek?>
-Przechodziłam obok ust matki...Byłam daleko od klanu, aby trochę odetchnąć i wyrwać się z otoczenia innych wojowników z tego klanu.
***
Wróciłam na terytorium, ale nie do obozu. Nie chciałam tam iść, zamiast tego poszłam na Siedlisko Koni, tam usiadłam...Gdy nagle podszedł do mnie jakiś kot, był to Płomienna Pieśń.
-Witaj, Płomienny.
-Witaj, Wilcza Różo.-Uśmiechnął się kot.
-Gdzie byłeś, kiedy ja poszłam do Czarnej Gwiazdy?
-W moim legowisku...To znaczy jest moje, ale był tam inny kot...Jakiś obcy, w każdym razie nie znam go.
-Naprawdę?
-Tak.
-Ale z niego lisi bobek.-Dodałam
-Masz rację.
-A jak wyglądał?
-Nawet mu się nie przyglądałem.
-Aha...-A potem dodałam-Wybacz Płomienny, ściemnia się...Muszę iść do obozu.
-Żegnaj.
-Żegnaj.-Po tych słowach poszłam do obozu, nie wiem co we mnie wstąpiło...Pożegnałam się z Płomiennym tak jakoś...nie po mojemu. Jakby od niechcenia...Jakbym się na niego wściekła...tak...dziwnie, no cóż może za dużo czasu spędzamy razem...
***
-Położyłam się na moim legowisku i zamknęłam oczy, tej nocy śnił mi się Płomienna Pieśń...Leżał martwy...na terenie naszego klanu. Wiedziałam, że to nieprawda, ale sen ten wzbudził we mnie niepokój...W sercu czułam smutek i chodziłam tak cały dzień...Dlaczego? To tylko mój przyjaciel, nie partner...Może boli mnie utrata przyjaciela? W każdym razie następnej nocy także śnił mi się on...Tym razem, że opuszcza las i staje się kotem domowym...W dzień po tej nocy znów o tym myślałam, ale już nie ze smutkiem a z niepokojem, który mi tego dnia towarzyszył...Postanowiłam, więc poszukać Płomiennego, zeszła mi na tym jakaś godzina, ale w końcu go znalazłam, leżał na gałęzi jednego z Czterech Drzew. Zaczepiłam go, więc:-Ej, Płomienny!-Kot obudził się.
-Wilcza?
-Tak.
-Co tu robisz?
-Szukałam Cię...Miałam bardzo dziwny sen...
-I zwracasz się z nim do mnie?
-Nie mam do kogo innego.-Po tych słowach kocur zeskoczył z gałęzi, przeciągnął się i stanął na prostych łapach.
-Więc, o co chodzi?
-Śniłeś mi się ty.-Powiedziałam zawstydzona.
-Ja?
-Tak, ty.
-A dokładniej, co Ci się śniło?
-Że odchodzisz z lasu.-Nie chciałam mu mówić o śnie w którym umarł, on był lisim bobkiem (ten sen).
-Odchodzę?-Zdziwił się kot-Ale gdzie?
-Do dwunożnych...
-Naprawdę to Ci się śniło?
-Tak... Wiem, że to głupie, ale musiałam się komuś zwierzyć...Koty z mojego klanu ciągle się pytały czemu jestem taka smutna...-Dodałam.
-Byłaś smutna?
-Trochę...
-To ja Cię rozweselę!
-Jak?
-Nigdzie nie odchodzę!
-Wiem, te sny były głupie...
-Sny? Miałaś więcej tego typu snów?-Dopytywał kot.
-Nie! Przejęzyczyłam się...Był tylko jeden...-Wymyślałam, aby nie mówić Płomiennemu o tym najgorszym...
-Aha...
-No, a właśnie...Miałam Cię spytać...Wkurzyłeś się na mnie za to, że od Ciebie odeszłam tak po prostu jak niewychowany, lisi bobek?
-Odeszłaś? Kiedy?
-No przedwczoraj...Wtedy kiedy byliśmy na Siedlisku Koni...
-Przecież szłaś do obozu.
-Tak, ale czuję się tak jakbym zostawiła Cię bez pożegnania.-Tłumaczyłam Płomiennemu.
-Nic się nie stało, Wilcza.
-Napewno?
-Napewno!
-Dziękuję.
-Za co?-Zdziwił się kocur.
-Za to, że jesteś tak dobrym przyjacielem.-Uśmiechnęłam się.
-Nie ma za co-Płomienny odwzajemnił uśmiech-Chcesz iść na polowanie?
-Jasne!
-To gdzie chcesz iść na to polowanie?
-Może...Tutaj?
-Tutaj? Zgoda.
-To może zróbmy wyścig! Ten kto złapie najwięcej pokarmu do wschodu księżyca wygrywa!
-Zgoda!
***(Wschód księżyca)
-Ile masz, kupo futra?-Spytał Płomienny.
-20, a ty?
-23.
-Wygrałeś.
-O tak!
-Płomienny, księżyc już jest na niebie, to czas by się pożegnać.
-Żegnaj, Wilcza!
-Żegnaj, Płomienny!-Krzyknęłam i pobiegłam ze zdobyczami do obozu, aby je tam zostawić...
<Mruczek?>
02 października 2016
Od Wilczej Róży
Przyglądałam
się niebu. Było szare i zachmurzone... zapowiadało się na burze. Nagle,
usłyszałam znajomy głos:
- Witaj, Wilcza Różo. - Obróciłam się zobaczyłam Płomiennego.
- Witaj.
- Co robisz?
- Patrzę na niebo.
- I co? Widzisz coś ciekawego?
- Nie... -Odparłam
- Ja widzę. - Uśmiechnął się kot.
- Co widzisz?
- Lisa!
- Na niebie?
- Nie... O tam za krzakami! - Płomienny wskazał na lisa, którego pysk wystawał zza krzaków.
- Muszę poinformować przywódcę, a ty uciekaj!
- Dobrze. - Kiwnął głową kot, po czym pobiegł w stronę Sowiego Drzewa.
*** (dotarłam do Czarnej Gwiazdy)
- Witaj, Czarna Gwiazdo. - Powiedziałam do lidera.
- Co się stało Wilcza Różo?
- To lis! Lis! Lis koło Słonecznych Skał! Siedzi w krzakach!
- Lis...? Dawno ich tutaj nie było...Wolały tereny niczyje, gdzie prawie nikt nie polował. - Dziwił się lider, a potem dodał: - Dziękuję za informacje.
- Proszę. - Lider odszedł... Ja poszłam do Siedliska Koni, aby upolować jakąś mysz albo coś innego.
Upolowałam cztery myszy i dwa ptaki. Całkiem nie źle, chodź mogło by być lepiej...
- Witaj, Wilcza Różo. - Obróciłam się zobaczyłam Płomiennego.
- Witaj.
- Co robisz?
- Patrzę na niebo.
- I co? Widzisz coś ciekawego?
- Nie... -Odparłam
- Ja widzę. - Uśmiechnął się kot.
- Co widzisz?
- Lisa!
- Na niebie?
- Nie... O tam za krzakami! - Płomienny wskazał na lisa, którego pysk wystawał zza krzaków.
- Muszę poinformować przywódcę, a ty uciekaj!
- Dobrze. - Kiwnął głową kot, po czym pobiegł w stronę Sowiego Drzewa.
*** (dotarłam do Czarnej Gwiazdy)
- Witaj, Czarna Gwiazdo. - Powiedziałam do lidera.
- Co się stało Wilcza Różo?
- To lis! Lis! Lis koło Słonecznych Skał! Siedzi w krzakach!
- Lis...? Dawno ich tutaj nie było...Wolały tereny niczyje, gdzie prawie nikt nie polował. - Dziwił się lider, a potem dodał: - Dziękuję za informacje.
- Proszę. - Lider odszedł... Ja poszłam do Siedliska Koni, aby upolować jakąś mysz albo coś innego.
Upolowałam cztery myszy i dwa ptaki. Całkiem nie źle, chodź mogło by być lepiej...
<Mruczek?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)