BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aster x Wilczek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aster x Wilczek. Pokaż wszystkie posty

28 maja 2025

Od Aster CD. Jeżynka (Wilczka)



— Jeżynku, wszystko w porządku? Wyglądasz na przygnębionego… Słyszałam, że kłóciłeś się z Tatą… — mruknęłam, przytulając się do niego.

— Wszystko okej, chcę po prostu pobyć sam, zostaw mnie! — warknął ostro kocurek, odpychając mnie.
— W razie, gdybyś zmienił zdanie, to zawsze możesz ze mną pogadać. Kocham Cię — szepnęłam tylko, jednak on mnie olał i poszedł do żłobka.
Było mi bardzo smutno, ale uszanowałam to, że chcę być sam.
"Mam tylko nadzieję, że pamięta, że nadal go kocham i że zawsze może ze mną porozmawiać…" — pomyślałam, kierując się do legowiska medyczek, aby uporządkować je po naszej porannej zabawie.

★ ★ ★ 

— A-ale co to znaczy n-nie ma… — wyjąkałam z zaszklonymi oczami, wpatrując się w tatę, który wbijał wzrok w ziemię.
— Gdzie jest Jeżynek?! Dlaczego on w ogóle opuścił obóz?! Gdzie jest mój brat… — pisnęłam, kiedy łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
Świdrowałam wzrokiem Pochmurnego Płomienia, który nadal nie oderwał wzroku od jednolitego podłoża.
— Nie n-nie… — wychlipiałam, robiąc dwa małe kroki w tył.
Zaraz później, jak na automacie, wystrzeliłam w stronę legowiska medyczek.
— Aster! Wracaj tu! — krzyknął za mną Pochmur, jednak ja miałam go aktualnie gdzieś.
— Zostaw mnie! — odpowiedziałam tylko.
Wskoczyłam na pełnej prędkości do posłania, w którym jeszcze tego samego ranka leżał mój brat i zakopałam się w nim, przyciskając niewielki nosek do tego właśnie miejsca, aby móc poczuć słaby zapach czekoladowego kocurka.
— G-gdzie jesteś Jeżynku… Potrzebuję Cię, p-przepraszam, że z Tobą nie porozmawiałam. Nie powinnam pozwolić Ci tam iść! Jestem złą siostrą!

< Jeżynku?! Gdzie jesteś, nie zostawiaj mnie! Przepraszam! >

27 maja 2025

Od Jeżynka CD. Aster

Jeżynek wybudził się ze snu, a słysząc pytanie Aster momentalnie na nie odpowiedział.
— Spało się w porządku, wyspałem się. A ty? Jak się spało? Wyspana?
Aster ucieszyła się z odpowiedzi brata, najwidoczniej takiej odpowiedzi oczekiwała.
— Mi również, spało się w porządku i się wyspałam! A braciszku.. Miałeś koszmar? mruczałeś przez sen i się wierciłeś... Wszystko w porządku? — spytała zmartwiona Aster
Czekoladowy jej odpowiedział, kompletnie nie wiedząc o co chodzi, był trochę rozkojarzony.
— Jaki koszmar? Wszystko w porządku, nie przypominam sobie żadnego koszmaru. Nie martw się siostrzyczko! — Polizał ją za uchem, po czym wyszedł ze żłobka.
✦ .  ⁺   . ✦ .  ⁺   . ✦ .  ⁺   . ✦ .  ⁺   . ✦ .
Kłótnia z ojcem i Postrzępioną Łapą, do której również wtrąciła się Aster, coraz bardziej przyprawiała młodego kociaka o nerwy.
— Mógłbyś chociaż raz mnie posłuchać! — Jeżynek prychnął odwracając się gwałtownie od ojca — ale nie! Ty wiesz lepiej, zawsze! A moje zdanie się w ogóle nie liczy!
Pochmurny Płomień rzucił synowi ostrzegawcze spojrzenie.
— Bo może mam? — Pochmurny Płomień rzucił chłodno mrużąc oczy — Ty tylko gadasz, a nie myślisz. Rzucasz się w każde bagno, a potem liczysz, że ktoś cię wyciągnie!
Jeżynek jeszcze bardziej poddenerwowany słowami ojca odwrócił się i odbiegł w stronę stosu ze zwierzyną. Za sobą słyszał kroki Postrzępionej Łapy. Spod tuptania jej łap wydobył się głos
— Jeżynku, nie denerwuj się tak na tatę. On chce dla Ciebie dobrze, bo się o Ciebie martwi. Wszyscy się martwimy, jak pakujesz się w tarapaty — mruknęła spokojnie, aby uspokoić całą sytuację.
— Ja przynajmniej coś robię i nie jestem niewolnikiem ojca, jak będę starszy będziemy się wszyscy śmiać z tego co robiłem! — syknął zdenerwowany. Chciał być sam. Choć przez moment. — Robicie ze mnie kociaka, który potrzebuje specjalnej klanowej opieki! Potrafię sobie sam poradzić!
— Oho? Czyli to teraz moja wina!? — Postrzępiona Łapa najeżyła się po czym uniosła ogon do góry. — Wiesz co Jeżynku? Masz w sobie tyle uporu, że nawet rzeka nie dała by Ci rady, a ty i tak potknąłbyś się o swoje łapy.
Jeżynek w ciszy odszedł od kuzynki. Miał ich już dzisiaj dosyć.
✦ .  ⁺   . ✦ .  ⁺   . ✦ .  ⁺   . ✦ .  ⁺   . ✦ .
Słońce ledwie przebijało się przez liście, kiedy Pochmurny Płomień wciąż spięty po kłótni, postanowił zabrać innych na spacer. Jeżynek nadal plujący negatywną energią niechętnie poszedł za tatą i kuzynką. Czekoladowy kociak po porannej wymianie słów na temat jego uczuć i tego, że nikt go nie słucha, nie chciał się bawić z Postrzępioną Łapą ani ojcem. Chciał być sam. Z każdym dalszym krokiem las przyciągał go swoją tajemniczością, ale młody nie znał jeszcze go wystarczająco dobrze. Oddalił się od reszty słysząc szum wody, skręcił w jego stronę nie zdając sobie sprawy jak blisko jest brzeg. Potknął się. Krzyknął. Jeżynek nagle zniknął pod powierzchnią wody. Pochmurny Płomień z dala zauważył zaistniałą sytuację.
Sekunda. Może dwie, jak Jeżynek zniknął. Liście wzlatywały ku górze. Postrzępiona Łapa i jego tata rzucili się biegiem za młodym w dół rzeki. Czekoladowy kociak z sercem kołatającym mu w piersi ze zdenerwowania myślał, że jest w sytuacji bez wyjścia.
Myślał, że już za późno. W głowie szumiało mu od strachu. W pewnym momencie zaklinował się między mokrymi kamieniami, a kępami trawy, zmęczony sapnął i wygramolił się na brzeg. Tylko, że po drugiej stronie. Cały przemoczony z dygoczącymi łapami i oczyma pełnymi zdziwienia, rozejrzał się dookoła. Nikogo. Głosów też nie było słychać. Tylko szum lasu i rzeki, która wzięła go w swoje ramiona i zostawiła na wrogim terytorium.
<Aster..?>

Od Aster CD. Jeżynka

— Tak! To świetny pomysł! No chodź! — poganiałam brata, już stojąc obok wejścia do żłobka.
Kiedy mój braciszek w końcu się doczołgał, we dwójkę wkroczyliśmy do żłobka, w którym już czekała na nas Mamrok, z kolejną fantastyczną historią do opowiedzenia.

★ ★ ★ ★ ★

Kilka dni wcześniej

Leżałam obok mamusi, wpatrując się w ścianę, z nieodczytaną mimiką pyszczka. Jedyne, co mogło dać znać innym, że nie śpię, to moje jasnoniebieskie, szeroko otwarte oczka oraz pokasływanie, które samoistnie wydawało się z mojego pyszczka.
— Dlaczego tak bardzo się smucisz, siostra? Przecież prawie w ogóle nie znałaś Liściastego Futra. Nie rozumiem — powiedział kocurek leżący obok mnie. Zanim dałam radę odpowiedzieć, kociak zaczął kaszleć. Wzięłam płytki wdech, kiedy już jego oddech się wyrównał.
— Nieważne czy znałam Panią Liściaste Futro, czy nie. Była kotem, tak jak ja i Ty. Poza tym, wydawała się fajna… Chciałam ją poznać, może nawet zostać jej uczennicą… — szepnęłam cicho, nie odrywając wzroku od jednolitej ściany lecznicy.
— Ale jak to, zostać jej uczennicą? Ty chcesz być… medyczką? Nie chcesz walczyć o klan, przeżywać tego dreszczyku emocji, czuć krew wroga w pysku? Wolisz siedzieć w tej zapyziałej dziurze i być po sam nos w śmierdzących ziołach, w dodatku mając obok siebie jakiś chorych, zapchlonych wojowników? Serio?
Momentalnie odwróciłam głowę w stronę brata i zmierzyłam go lodowatym, niemalże morderczym spojrzeniem. Przez jedno, króciutkie uderzenie serca w jego oczach widziałam strach, jednak zaraz potem starał się to ukryć. Niezbyt mu to wyszło. Wpatrywałam się w niego przez dłuższą chwilę, po czym odezwałam się, nadal świdrując go wzrokiem, który z pewnością go przeszył, ponieważ ten zatrząsł się od dreszczy.
— Jeżynku, kocham Cię. Jesteś moim bratem, ale przysięgam, że jeśli jeszcze kiedykolwiek nazwiesz w ten sposób czyjąś pracę, to Cię trzepnę. Każda rola w klanie jest równie ważna, nieważne czy to uczeń, medyk, czy wojownik. Nie obrzydzaj mi czegoś, co lubię. To mnie bardzo zabolało; z resztą nie tylko mnie, bo jestem pewna, że nie ważne komu byś to powiedział, zabolałoby. Fakt, może i szkolenie się na wojownika jest fajne, ale to nie znaczy, że możesz mówić w taki sposób o innych rolach, dobrze?
Ten przez chwilę się we mnie wpatrywał z nieodgadnionym wyrazem pyska, a potem tylko polizał mnie między uszami, mówiąc:
— Dobrze już, dobrze, okej. Też Cię kocham, więcej tak nie będę, ale to nie znaczy, że rozumiem Twoją decyzję — powiedział, po czym pacnął mnie w ucho.
— Nie musisz rozumieć, wystarczy, że to zaakceptujesz. — mruknęłam miękko, przytulając się do niego.
Nawet, jeśli czekoladowy chciał coś jeszcze dodać, to nie miał jak, ponieważ nowa medyczka oraz jej asystentka stanęły przy naszym legowisku. Jeżynek zaczął pokasływać, a zaraz po nim Kukułka. Pani Ćmi Księżyc szepnęla coś na ucho do medyczki, a potem podeszła do koteczki.
Potem Pani Wieczne Zaćmienie spojrzała na nas i powiedziała:
— Zbadam Was, żeby wiedzieć, czy Wasz stan się nie pogarsza. Najpierw Mamrok.
Kiedy mamusia usłyszała swoje imię, otworzyła oczy, wstała i podeszła do byłej asystentki.
— Oddychaj głęboko i powoli — poleciła jej, przykładając głowę do klatki piersiowej.
Mama zrobiła co kazała jej Pani Zaćmienie, ale po chwili zaczęła kaszleć. Nie jakoś bardzo, ale tak trochę.
— Dobrze. Czy odczuwasz jakieś trudności w nabieraniu lub wydychaniu powietrza?
— Trochę, ale jest okej. Nie marnuj na mnie drogocennych medykamentów, zajmijcie się moimi kruszynkami — mruknęła, jednak zaraz później zaczęła kasłać.
— O tym zadecyduję ja — odpowiedziała tylko Wieczne Zaćmienie.
W tym czasie jej asystentka podeszła i znowu coś szepnęła. Potem skierowała swoją głowę w moją stronę, tak, jakby mogła mnie zobaczyć.
— Aster, podejdź do mnie.
— Dobrze, Pani Ćmi Księżycu — pisnęłam, zrywając się z posłania. Wesoło potuptałam do kocicy.
— Oddychaj powoli i mocno. Tak, jakbyś chciała zapaść w sen — mruknęła z zamkniętymi oczami, podczas przykładania ucha do mojej malutkiej piersi.
Grzecznie wykonałam polecenie, zaczynając spokojnie oddychać.
— Mhm… Boli Cię, jak oddychasz? — zapytała miękko, przykładając mi łapę do głowy.
— Nie. Już mi lepiej! Ale chyba mamusia i mój brat nadal się źle czują, niech Pani ich zbada.
— Możesz już usiąść. Teraz Ty, Jeżynku.
Czekoladowy podszedł do kotki, która zadała mu dokładnie to samo pytanie, co mi.
— Troszeczkę, ale to ni... — przerwał, aby kaszlnąć, ale zaraz potem dokończył: — nic takiego.
— Zaraz przyjdziemy — oznajmiła medyczka, wychodząc wraz ze swoją asystentką z lecznicy.
Po chwili obie kotki wróciły. Pani Ćmi Księżyc położyła między mną, Jeżynkiem, mamą i Kukułką po niewielkiej garstce medykamentów.
Następnie Wieczne Zaćmienie odezwała się.
— Zjedzcie to. Jutro powinniście poczuć się lepiej.
Wszyscy zjedli swoje porcje, a następnie w końcu zaczęło robić się ciemno.
Zanim kotki zdążyły odejść, podreptałam do Pani Ćmy i spytałam:
— Co to było za zioło?
Ta przez chwilę nie odpowiadała, a potem jedynie strzepneła delikatnie ogonem.
— Jutro ci powiem, a teraz idź spać.
— Dobrze, Pani Ćmi Księżycu… — mruknęłam trochę zawiedziona, wracając na posłanie.

★ ★ ★ ★ ★

Ostatnie promienie słońca gasły, a kiedy ostatni promyczek zniknął, w medycznym kąciku, jak i w całym obozie zapadł półmrok. Powolutku pojawiały się niewielkie plamy światła, lecz tym razem o srebrzystych odcieniach. Księżyc powoli wschodził ku górze, a na dworze zaczął padać deszcz. Mój brat już spał, wtulony w mamę, a niewiele dalej pochrapywała Kukułka. Przyjemna, lekko chłodna bryza otuliła mnie jak miękki ogon mojej mamusi, jednak ja nie chciałam spać. Wpatrywałam się jedynie w jednolitą ścianę, rozmyślając nad tym, kim chcę być, przy okazji cichutko nucąc jakąś wymyśloną przez siebie melodię.
“Chciałabym być wojowniczką, czy może raczej medyczką? Obydwie opcje są bardzo kuszące. Życie wojownika wydaje się fajne i takie emocjonujące! Ale chyba jednak wolałabym pomagać innym i leczyć ich rany. Tylko czy ja w ogóle zasługuje na to, aby zostać uczennicą medyczki? Przecież jestem tylko małym, nic nie znaczącym kociakiem…”
Nagle usłyszałam jakiś niewyraźny mamrot.
Delikatnie podniosłam głowę i spojrzeniem przeleciałam wszystkich wokół. Wszystko wydawało się normalne, oprócz niespokojnego oddechu Jeżynka.
Lekko się do niego przybliżyłam i łapką pogłaskałam go po głowie.
“Chyba śni mu się koszmar…” — pomyślałam z troską, otulając go swoim małym ogonkiem.
— Cii… Już jest okej, jestem z Tobą, pamiętaj o tym. Zawsze. Kocham Cię.
Następnie ułożyłam się obok, a on wtulił się we mnie, mamrocząc coś niewyraźnie przez sen. Poczułam bicie jego serca, które powoli zwalniało, a jego oddech się w końcu wyrównał. Ponownie zaczęłam nucić, w końcu samej także zamykając oczy. Nuciłam tak, aż sama nie zapadłam w płytki sen.

★ ★ ★ ★ ★

Obudziłam się, kiedy na ścianach obozu tańczyły pomarańczowo żółte odcienie, a pierwsi wojownicy pewnie już wstawali na poranny patrol czy polowanie.
Zauważyłam, że Wieczne Zaćmienie spojrzała na mnie akurat kiedy otworzyłam oczy.
— Dzień dobry, Pani Wieczne Zaćmienie. Dzień Dobry Pani Ćmi Księżycu, gdzieś Panie idą? — spytałam, ciekawa dlaczego tak wcześnie wstały.
— To nic takiego, nie musisz się niczym martwić — powiedziała tylko medyczka, kiedy ogon jej asystentki zniknął w przejściu do lecznicy.
“Pewnie Pani Ćma poszła po zioła” — pomyślałam, zaczynając czyścić futerko.
W pewnym momencie zobaczyłam, że oczy czekoladowego kocurka powoli się otwierają i spoglądają prosto na mnie.
— Dzień Dobry, Jeżynku, jak Ci się spało? — mruknęłam, siadając naprzeciw niego.

< Jeżynku? >

06 maja 2025

Od Jeżynka CD. Aster

— Hm. Chętnie, zgłodniałem od tej gry w chowanego. — Jeżynek czmychnął w stronę stosu ze zwierzyną.
Wybrał sobie niewielką mysz, a dla siostry wziął jednego skowronka.
Ze swoim posiłkiem skierował się w stronę jego ojca, po czym zaczął go spożywać ze smakiem, oblizując pysk po każdym kęsie myszy. Nie chciał mieć brudnego pyska. Po zjedzonym posiłku przerzucił się na plecy z przejedzenia, dawno nie jadł takiej dużej porcji; zwłaszcza jak na kociaka. Spojrzał przed siebie w poszukiwaniu Aster.
— Hej Aster! Przez ciebie bolą mnie całe plecy! — burknął nieprzyjaźnie do siostry. Był zły za to, że na niego wskoczyła. Czuł, że musi się na niej zemścić w podobny sposób.
— hm... Gdy zacznie jeść, to zrobię jej to samo, ale czy ja chcę być mściwy? Tak! Za mój ból pleców mi zapłaci! — syknął pod nosem, nadal szukając Aster wzrokiem.
"No gdzie ona się podziała?" — Pomyślał Jeżynek, bo nadal nie zlokalizował siostry albo po prostu jest ślepy.
Zobaczył, jak Aster biegnie w jego kierunku, wesoło machając ogonkiem.
— Nie jesteś zmęczona po takiej ilości jedzenia? — zapytał, ze zdziwieniem, lekko przekręcając główkę na bok.
— Nie, ale widzę, że Ciebie jest łatwo pokonać! — zaśmiała się, stając obok mnie.
— Hej! To nie prawda! — oburzył się, szybko wstając.
Nie chciał, żeby siostra pomyślała, że jest słaby. W końcu to z niego miała brać przykład!
— Może pójdziemy do mamy? Nie byliśmy u niej dzisiaj, przynajmniej ja nie byłem — westchnął, nadal czując ścisk w żołądku po posiłku — Może nam opowie jakąś fajną historię! Ciekawe co się działo w klanie, zanim przyszliśmy na świat!

<Asterko?>

25 kwietnia 2025

Od Aster do Jeżynka

— Jestem pewna, że mnie nie znajdziesz! — zachichotałam, wymachując wesoło ogonem.
— Tak? No to zobaczymy, pani mądralińska — pisnął w odpowiedzi kocurek.
— Raz, dwa, trzy... — zaczął wesoło odliczać, trzymając łapki na ścianie.
Ja w tym czasie szybko zaczęłam uciekać, w ogóle nie mając pomysłu, gdzie się schować przed bratem.
— Pst!
Odwróciłam główkę w stronę dochodzącego szeptu. Był to mój tata, Pochmurny Płomień.
— Choć tu Słońce, ukryj się za mną! — szepnął, przyciągając mnie swoim długim ogonem. — Tutaj na pewno Jeżynek Cię nie znajdzie!
— Dziękuje Tatusiu, jesteś najlepszy! — wyszeptałam grzecznie, pomykając za wojownika, a następnie przytulając się do Pochmura, tak, aby czekoladowy mnie nie zobaczył.
— Gotowa czy nie, znajdę Cię! — usłyszałam wołanie brata.
Zakryłam swój malutki pyszczek łapkami, tak, aby nie wydobył się z niego nawet najcichszy chichot. Po chwili usłyszałam coraz głośniejszy tupot łapek, może trochę większych od moich. Był to oczywiście kocurek.
— Hej, tato, widziałeś gdzieś Aster? — usłyszałam stłumione pytanie.
— Hm? Asterkę, nie nie widziałem... Wydaje mi się, że pobiegła o tam — mruknął po chwili, wskazując swoim puchatym ogonem w kierunku jaskini uczniów.
Delikatnie wychyliłam się z boku, tak, aby było widać tylko moje oczka, oraz łaciaty nosek.
— Dzięki! — pisnął, odwracając się na pięcie, a następnie biegnąc we wskazanym przez naszego tatę kierunku.
Kiedy upewniłam się, że jest wystarczająco daleko, odetchnęłam głęboko. Nie widziałam nawet kiedy przestałam oddychać.
— Jest czysto — szepnął Pochmurny Płomień, oglądając się szybko.
— Kocham Cię Tatusiu — mruknęłam, przymilając się na chwilkę.
— Ja też Cię kocham, moja Ty mała Gwiazdeczko.
Po kilku uderzeniach serca i słuchaniu rytmicznego oddechu taty odbiegłam w poszukiwaniu brata.
„Gdzie jesteś, gdzie jeeeesteeeeś!” — Pomyślałam, skradając się w cieniu.
Pewnie mało co mi to dawało, z uwagi na moje kwiatuszki wplątane w futerko, oraz jasne, rude plamki, jednak nie było to aż tak uciążliwe. Po chwili obserwowania zauważyłam Jeżynka wychodzącego z legowiska. To była moja szansa. Szybko czmychnęłam za niego, a następnie naskoczyłam na jego plecy. Był niewiele większy ode mnie, ale mimo to, przewróciliśmy się razem.
— Mam Cię! — zachichotałam, tarzając się wraz z nim ze śmiechu.
— Hej, to nie sprawiedliwe, to miał być chowany, a nie zaklepany, ani berek chowany, czy nie wiem jaki! — powiedział marudnie, jednak po chwili też zaczął chichotać.
— Teraz Ty się chowaj!
— Dobra, ale nie podglądaj, bo przejadę ci pazurkami po uszach. — warknął na niby, odsłaniając swoje malutkie ząbki oraz pazurki, które błysnęły w słońcu.
Zamiast odpowiedzieć, wesoło pognałam w stronę miejsca do odliczania, stanęłam tyłem do ściany obok żłobka, a następnie, znów zakrywając pyszczek łapkami, zaczęłam powoli liczyć.
— Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć! Gotowy czy nie, znajdę Cię! — krzyknęłam, zaczynając poszukiwania.
Najpierw szybko i nagle zaczęłam się kręcić w kółko. Zrobiłam takich ze trzy, ale i tak mi się kręciło w głowie. Po co? Bo mój brat był już kiedyś na tyle sprytny, że po prostu chodził za mną przez cały czas, a potem mnie wystraszył. Nie ma opcji, drugi raz się na to nie nabiorę. Kiedy już upewniłam się, że nie był tym razem taki cwany, zaczęłam rzeczywiście go szukać.
— Pomyślmy, gdybym była Tobą, gdzie bym się schowała... — zaczęłam myśleć na głos, a następnie delikatnie wsunęłam głowę do legowiska medyczek.
— Nie, tu by Cię raczej nie wpuścili... — stwierdziłam, szybko odpuszczając.
Mój brat może i ma cięty język, ale myślę, że ma jednak trochę piór w głowie i nie zawracałby, głowy tak ważnym osobom w klanie, jakimi są nasze medyczki. Zostały mi jeszcze półki wojowników, miękkie dzięki mchu, a czasami też odrobinie ściółki. Oraz żłobek. Stwierdziłam, że sprawdzę przy okazji, jak się miewa moja mamusia, więc wybrałam swoje aktualne miejsce zamieszkania.
— Cześć mamusiu! — zawołałam, wchodząc do środka.
— Aster, coś się stało? — zapytała zatroskana Mamrok.
— Nic złego! Bawimy się z Jeżynkiem w chowanego, jest świetnie!
— To dobrze — mruknęła mama, liżąc mnie między uszami.
Kilka rytmicznych liźnięć przypomniało mi, po co tu jestem.
— Dobrze, to ja już idę szukać dalej, pa mamusiu, Kocham Cię! — zawołałam na tyle głośno, żeby mój brat usłyszał.
Potem zaczęłam stukać łapkami, najpierw mocno, a potem coraz słabiej. Muszę przyznać, mój brat ma bardzo dobrze pomysły na kryjówkę, dużo gorzej w kwestii, jak się kryje. Powoli i cicho, zakradłam się za czekoladowego kocura.
— BU! Mam Cię! Ale miałeś minę! — krzyknęłam, kiedy czekoladowy kocurek aż podskoczył.
Parsknął śmiechem, a zaraz potem ja również. W przeciągu kilku uderzeń serca obydwoje znowu zwijaliśmy się ze śmiechu.
— Może gdybyś umiał schować też ogon, to bym Cię nie znalazła.
— Ta, ta... Gadaj za siebie! A kto ostatnio wybuchł śmiechem pośrodku grobowej ciszy? Byłaś taka głośna, że zlokalizowałem Cię chwilę później.
Zamiast odpowiedzi przytuliłam go.
— Kocham Cię i ten Twój cięty język... Hej, a może byśmy coś zjedli? Nie jadłam od rana, zaraz chyba umrę z głodu!
< Kochany Braciszku? >