BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oliwkowa Łapa x Daglezjowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oliwkowa Łapa x Daglezjowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

25 sierpnia 2023

Od Daglezjowej Igły (Przewspanialutkiej Daglezjusi) CD. Oliwkowego Szkwału (Zieloniutkiej Oliweczki)

Klify nie różniły się tyle od koron drzew. Kiedy była uczennicą zdawało jej się, że klifiaki są wyjątkowe, bo wspinają się na drzewa czy skały i atakują ptaki. Po dołączeniu do Owocowego Lasu jednak zdała sobie sprawę, że to oni są bardziej związani z drzewami niż ktokolwiek inny. Szkoda tylko, że znalazła się Jaskółka i znikąd stwierdziła, że ptaki są święte. Przynajmniej tu mogła się wyżyć, bez krzywych spojrzeń co niektórych wyznawców Wszechmatki. 
Pacała parę razy łapą przerażoną sikorę, czekając tylko na jej ruch. Wiedziała, że jak spróbuje złapać ją teraz, to rzuci się do ucieczki w przestworza i tyle będzie ją widziała. Dodatkowo patrzenie na ten rozwarty dzióbek, napuszone skrzydła, i strach w oczach było zabawne. To maleństwo robiło wszystko co mogło, byle nie być zjedzonym. Co za durne stworzenie.
W końcu bogatka zatrzepotała skrzydłami i poleciała, mając nadzieję na niewystarczająco szybką reakcję wroga. Jej niedoczekanie. Daglezja wystrzeliła do przodu jak strzała, bez problemu łapiąc ptaszynę w pysk i zaciskając kły na jego karku. 
— Kolejna zdobycz dla mnie — wymruczała, odkładając ptaka na trawę, w zamiarze zakopania go i poszukania jeszcze czegoś, co mogłoby skończyć pod jej pazurami. Niespecjalnie przejmowała się byciem nielojalnym i złym dla porywacza. Żyła własnym życiem, dopóki nie nadarzy się okazja do ucieczki.
— Nieźle łapiesz ptaki, jak na zdrajcę, Przewspanialutka Daglezjusio. — Uszy kotki podniosły się na sztorc, a ona sama momentalnie odwróciła się, by spojrzeć na kota przerywającego jej polowanie. — Widzę, że nie zapomniałaś wszystkiego z Klanu Klifu. Słyszałem, że tam u was ptaszki to dar od bogów, czy co wy tam macie — paplał Oliwka, a mimo nieprzyjemnego tonu w głosie kąciki jego ust uniosły się do góry. Ruda przewróciła oczami.
— Jeżeli to jest wszystko, co masz do powiedzenia, to jednak poleciłabym ci stulić pysk — odfuknęła szorstko, machając ogonem. — I nie musisz próbować mnie ośmieszyć, mówiąc pełnym imieniem, Zieloniutka Oliweczko — dodała, przedrzeźniającym tonem mówiąc jego imię. Chwyciła złapaną sikorę raz jeszcze i próbowała przejść obok kocura, jednak ten przesunął się zagrodził jej drogę swoim ciałem. Czy ona przeniosła się do żłobka?
— Mógłbyś się przesunąć i przestać robić scenę jak niewyrośnięte kocię? — zapytała, widocznie zirytowana jego obecnością. Wolałaby, żeby ją zostawił. Wprawdzie miała z nim pewne wspomnienia, lecz nie była ani do nich, ani do niego jakkolwiek przywiązana. Zwłaszcza, jeżeli Oliwka miał chęć zrobienia z niej obiektu kpin.
— Nie — odparł, ze swoim złośliwym uśmiechem, od którego gotowała jej się krew. — Porozmawiamy?
— O czym? O tym, że jestem zdradzieckim łasiczym bobkiem, który nie miał w pysku ptaka od sezonów, bo to takie zabawne? Przykro mi, uczniowskie księżyce mam już za sobą, w przeciwieństwie do ciebie, bo zachowujesz się jakbyś mentalnie jeszcze z nich nie wyszedł.
— Nie zmieniłaś się tak bardzo, jak myślisz — odpowiedział liliowy, mrużąc oczy które wbijał w oświetlaną gorącym słońcem sylwetkę Daglezji. — Co ci szkodzi? — spytał, na co nie mogła znaleźć szybkiej odpowiedzi; dodatkowo kocur zdawał wrażenie zdesperowanego. Chcąc nie chcąc, wojowniczka nareszcie usiadła, zdając sobie sprawę że ten szybko jej nie wypuści.
— Więc o czym tak pilnie chcesz pogadać? — mruknęła nieprzyjemnie, mierząc go wzrokiem. Nie tylko charakter pozostał bez zmiany – szara, pręgowana sierść, miejscami przykryta brudną bielą, pysk na którym gościły pełne życia i chęci do wywoływania chaosu zielone oczy, no i najważniejszy kikut z tyłu zamiast pełnoprawnej łapy. Czy ona też została zupełnie taka, jaką ją zapamiętał? Nie wydawało jej się. Miała wrażenie, że zmieniła się przez te księżyce w innym środowisku, innym towarzystwie. A może?
— Dlaczego uciekłaś? — zapytał, co wywołało w kotce jeszcze większe zdenerwowanie. To pytanie, zadawane niemal codziennie przez wszystkich członków Klanu Klifu po kolei działało jej już na nerwy.
— Na Klan Gwiazdy, przechodziłam już przez to. Nie mogłeś akurat nadstawić ucha gdy mówiłam o tym jakieś, nie mam pojęcia, trzy tysiące razy? 
— Słyszałem — odpowiedział, co Daglezję nie potrafiła stwierdzić czy zaskoczyło, czy może jeszcze bardziej zirytowało. 
— To co się durnowato pytasz? — Zmarszczyła nos, zastanawiając się, jak można być tak idiotycznym. Pszczoły zamieszkały już w jego mózgu? Patrząc na ogólny stan kocura, nie zdziwiłaby się, gdyby te uwiły już w miejscu jego mózgu buzujący ul.
— Nie wierzę po prostu, że ty po prostu opuściłaś wszystko i wszystkich. Nie widzisz, jaki chaos tym zrobiłaś? Przez ile księżyców, ile zgromadzeń Aksamitka i inni poszukiwali cię, w nadziei, że dostaną prawdziwe zeznania, z twoich ust? — Pysk liliowego wydawał się wyrażać smutek, co było bardzo nietypowym widokiem, przynajmniej na tyle na ile go znała. Od kiedy go to w ogóle obchodziło? — Zostawiłaś tak bez powodu... nas? — dodał, a w jego głosie zagościł żal. Czuła, że kocura to boli i to szczerze. Nie miała już do niego jednak wiele sympatii.
— Och błagam, nadal to rozpamiętujesz? — Podniosła jedną brew, nie traktując jego słów na poważnie. — Powinieneś o tym zapomnieć — poleciła Oliwce i westchnęła, ale nie z własnego przygnębienia, a bardziej irytacji. — Jeżeli myślisz, że mój "powrót" do klanu oznacza powrót również tego, to lepiej przygotuj się szybciej na to, że to się nie wydarzy. Nastoletnie głupoty. — zakończyła, wzięła swoją już nieco zakurzoną zdobycz i przeszła obok kocura, który wydawał się zamrozić w krótkim osłupieniu. Dopiero po nieco dłuższej chwili się ocknął.
— Nie obchodzi mnie to. Wcale mi na tym nie zależy, jakbyś chciała wiedzieć! — rzucił jeszcze do odchodzącej kotki, rozpaczliwie próbując ratować swoje ego. Przewspanialutka Daglezjusia jednak nie raczyła nawet drgnąć ogonem. Mysie serce — pomyślała tylko, kierując się już w stronę obozowiska. Może zrozumie, że teraz jest dla niej ważny jak jeden wąs.

27 stycznia 2023

Od Oliwkowej Łapy (Oliwkowego Szkwału) CD. Daglezjowej Igły

Daglezja była ostatnim kotem jakiego spodziewał się w tym miejscu, chociaż teraz, gdy o tym myślał, wydawało się to oczywiste. Krewetka wspominała mu coś o tym jak to ruda kotka ma się mu podobać. Nigdy jakoś o tym w ten sposób nie myślał, byli… przyjaciółmi i tyle. Przez myśl mu nie przeszło, że to mogłoby się zmienić. Teraz, gdy patrzył prosto w pysk wojowniczki, przy akompaniamencie cicho kwaczących kaczek i czerwonego zachodu słońca, odbijającego się na jej już i tak rudym futrze jakoś tak… Sam nie wiedział, ale jego serce na pewno biło szybciej, trochę jak przy sprincie.
- Nie wyglądasz jakby ci to specjalnie przeszkadzało - miauknął ze swoim pewnym siebie uśmieszkiem.
Daglezja nie odpowiedziała. Był pewny, albo przynajmniej miał bardzo głęboką nadzieję, że czuła się tak jak on. W żołądku coś mu się ruszało, jakby jego ostatni posiłek ożył.
- Mam wrażenie, że wręcz przeciwnie - nie przestawał jej podpuszczać. - Na co masz ochotę? Osobiście mógłbym całą noc patrzeć w twoje piękne oczy, ale może ty masz jakiś pomysł?
Kotka w końcu na niego spojrzała. Nie umiał odczytać jej wyrazu pyska. Obrzydzenie? Może jednak przyjemność? Nerwowo zwinął ogon, szurając nim delikatnie po ziemi. Teraz to on, pomimo ogromnego sprzeciwu umysłu, spuścił wzrok. Zawsze takie rzeczy wydawały się mu takie proste! Był w stanie flirtować z kimś trzy razy starszym od siebie, patrząc mu prosto w oczy! W myślach karcił się za tchórzostwo. Daglezja dalej milczała, spoglądając na niego zmrużonymi oczami. Atmosfera wydawała się dość… bardzo niezręczna. Nigdy pomiędzy nimi nie zapadła taka cisza jak teraz. Do Oliwki doszło, że jako dżentelmen musi przejąć inicjatywę.
- Chodź za mną - szepnął.
Nie czekając na reakcję kotki, zrobił długi sus i popędził na swoich trzech łapach w stronę najwyższego drzewa w okolicy. Nie było ich dużo, nie miał wielkiego wyboru. Po drodze wdepnął w kałużę, rozchlapując błoto na wszystkie strony, brudząc swoje i tak już zmierzwione futro. Szybko zatrzymał się i odwrócił w miejscu, spoglądając na podążającą za nim koleżankę.
- Przepraszam - powiedział szybko, kontrolując jej sierść. - Ochlapałem cię?
- Masz szczęście. - Zmierzyła go wzrokiem. - Poza brakiem łapy, brakuje ci też manier?
- Przeprosiłem - oburzył się. - Dobra, nie marudź, bo jak się nie pospieszymy, to słońce kompletnie zajdzie.
Wypowiadając te słowa ponownie zerwał się, podbiegając do drzewa i stosunkowo zwinnie wskoczył na najniższą gałąź, spoglądając z góry na rudą.
- Jak tam pogoda na dole? - zapytał złośliwie, bardzo dumny ze swoich nowo nabytych umiejętności wspiaczki.
Nie zdążył długo cieszyć się swoją przewagą, ponieważ kilka chwil później, Daglezja siedziała już na szczycie, pokonując drzewo w kilku sprawnych ruchach.
- Ty mi powiedz - odpowiedziała z uśmiechem.
- Denerwujesz mnie - zaśmiał się. - Myślisz, że jedna dodatkowa łapa dodaje ci inteligencji?
- Dokładnie tak - skomentowała i rozsiadła się na szczycie, spoglądając w powoli ciemniejące niebo.
Oliwkowy wdrapał się za nią, z lekkim trudem. Usiadł obok i spojrzał na jej piękne futro.
- Widzisz tamtę chmurę? - zapytał. - Wygląda jak Biała Zamieć.
Wojowniczka przekręciła głowę.
- Może faktycznie. Dobra, serio ją widzę. Już słyszę jak mówi coś głupiego.

***

- Oliwkowa Łapo, od dziś twoje imię będzie brzmieć Oliwkowy Szkwał - oznajmił Lamparcia Gwiazda. - Klan Klifu wita cię, jako nowego wojownika.
Liliowy skłonił głowę i przyjął wszystkie pochwały w milczeniu. Nawet nie znał tych kotów, ba, miał spore podejrzenia, że oni sami za nim nie przepadali, ale nagle teraz życzyli mu wszystkiego co najlepsze. Wydawało się mu to nienaturalne. Od zniknięcia Daglezji, myślał tylko o niej. Prawie się nie pożegnała, ledwo wspomniała coś o Owocowym Lesie, a by to osiągnąć, Oliwek musiał mędzić jej nad uchem z godzinę. Dla niego nie była to krótka przygoda, żadna przyjaźń z benefitami... Może nie byli nigdy nawet oficjalnie w związku, ale przez ten krótki czas, gdy byli naprawdę blisko, czuł się cudownie. Nigdy nie miał w swoim życiu takiej relacji, czegokolwiek ruda wojowniczka do niego nie czuła, on nie mógł przestać o niej myśleć. Tego dnia był bardzo niespokojny. Na swoim nocnym czuwaniu nie mógł usiedzieć w miejscu. Po głowie chodziła mu jedna myśl. W końcu gdy nie był już uczniem, jego myśli o niej się nasiliły. O wschodzie słońca, gdy jego warta się zakończyła, nie zastanawiając się niemal wcale, wyruszył ze swoimi nowymi wojowniczymi przywilejami, granicą Klanu Wilka oraz Burzy, dzięki ogromnemu szczęściu, nie trafiając na nikogo wrogiego. W końcu postawił łapę na terenie tego całego Owocowego Lasu, który zabrał mu przyjaciółkę. Przyłożył nos do ziemi i spróbował odnaleźć zapach Daglezjowej Igły.

<Daglezja, jesteś tam?>

22 stycznia 2023

Od Daglezjowej Łapy (Daglezjowej Igły) Igły CD. Oliwkowej Łapy

jeszcze w Klanie Klifu, przed mianowaniem i spotkaniem Lukrecji
Daglezjowa Łapa obserwowała jak kocur nieudolnie próbuje wyciągnąć z łapy ciernia, powstrzymując śmiech. W końcu jednak mu się to udało, ale Daglezja zauważyła, że oczu zaszkliły mu się z bólu. Wypluł drewniany kołeczek na ziemię i podniósł dumnie głowę.
— Mógłbym być medykiem!
— A jeże umieją latać — zachichotała wojowniczka. — Tak ci się mina skwasiła, że nie sądzę.
— Nawet nie drgnąłem z bólu — mruknął Oliwkowa Łapa, nie odchodząc od swojego stanowiska. 
— Wyglądałeś, jakbyś miał się lada chwila rozpłakać — zmierzyła go udawanie zdegustowanym wzrokiem, po czym zachichotała. — Jak baba.
— Umniejszasz sobie — zauważył Oliwka.
— Nieprawda, bo ja nie jestem jakąś zwykłą babą — na pysku Daglezjowej Łapy pojawiło się oburzenie. — Ja jestem kobietą, kotką sukcesu. Babą to może wariatka typu Zimorodkowy Sen być. Między mną a tym babsztylem — warknęła — jest sporo różnic, jak gdybyś nie zauważył.
— Jedno i to samo. Każda kocica to baba.
Daglezja zanim tylko liliowy przestał mamrotać rzuciła się, by przewalić Oliwkową Łapę z irytacji. Nie była przecież pierwszym lepszym babskiem, jakie można spotkać wszędzie! Daglezjowa Łapa przecież była najprawdziwszą damą, taką jak z najwyższych sfer. A to zdecydowanie co innego niż pogardliwa "baba".
Pacnęła go łapą za karę, jednak nie mogła pozostać poważna na długo. Bawiło ją nieporadne gramolenie się z ziemi delikatnie oszołomionego przyjaciela. W końcu jednak Oliwkowa Łapa wstał na trzy łapy i odpowiedział tym samym, rozpoczynając między uczniami zapasy. Przetaczali się po ziemi, brudząc sobie nawzajem futra i bijąc sobie nawzajem przyjacielsko zady. Oczywiście, że walkę wygrała Daglezja, jakżeby inaczej! Musiała mu udowodnić, że ma rację. Stała nad Oliwkową Łapą, z triumfem posyłając mu złośliwy uśmiech, upajając się słodkim smakiem wygranej. 
— No to zostałem przetrzepany — westchnął i otrzepał się z piachu, który jednak przeniósł się na Daglezję.
— A chcesz być przetrzepany jeszcze raz?! — rzuciła gniewnie, wylizując drobinki kurzu. Nie zajęło jej długo, by się zemścić. Posłała kocura ponownie w kurz i piach.

***

ok. połowa pory nowych liści
— Lubisz go — przekonywała ją Pluskająca Krewetka, z szelmowskim uśmieszkiem na pysku. Daglezjowa Igła tylko przewróciła oczami, jak gdyby irytowało ją już ciągle paplanie na ten temat przyjaciółki. Przecież nie podobał jej się Oliwkowa Łapa, skąd ten pomysł! Był troglodytą, wprawdzie figlarnym i lubiącym przygodę wraz z dobrą zabawą, ale wciąż troglodytą! A to, że się dobrze kolegowali o niczym nie świadczyło.
— Jesteśmy przyjaciółmi, jakbyś jeszcze nie zauważyła.
— Chyba czymś więcej niż przyjaciółmi, chciałaś powiedzieć — Krewetka usiadła zaraz przy boku Daglezjowej Igły i owinęła wokół niej swój ciemnobrązowy ogon. — Przecież nie musisz udawać. Nikomu nie powiem! 
— Nie lecę na twojego brata — rozgniewała się Daglezja, nie patrząc nawet na Pluskającą Krewetkę. — Jest głupi, lekkomyślny, niedojrzały. No i Krewetka, Oliwkowa Łapa nie ma łapy! 
— Jak na razie nie wygląda to na coś, co jakoś ci bardzo wadzi — zaśmiała się cicho Pluskająca Krewetka. — Widać, że za nim wariujesz. A on za tobą jeszcze bardziej!
Daglezjowa Igła odwróciła się, by na nią cicho syknąć. Krewetka wycofała się na moment, jednak szybko jej to przeszło.
— No nie denerwuj się! Przecież się z ciebie nie śmieję — dosiadła się do niej ponownie, ironicznie chichocząc pod nosem. Daglezja parsknęła, z rozbawienia i frustracji. — To naprawdę fajny kocur. Wiesz przecież, skoro się z nim "przyjaźnisz".
— Yhy — mruknęła, mając nadzieję, że Pluskającej Krewetce się to znudzi. Ile razy ma powtarzać, że Oliwka nie zawrócił jej w głowie? To już się robiło powoli nudne.
— A może was umówię? — zaproponowała czekoladowa, a Daglezji podświetliły się aż oczy. — Wiesz, kacze bajorko, zachód słońca, kameralnie, we dwoje...
— Nie potrzebuję swatki — mruknęła Daglezja, wychodząc z legowiska wojowników. Ona i Oliwka? Nie ma mowy. 
— Daj mu szansę! — miauknęła jeszcze Krewetka. Nie uzyskała od rudej odpowiedzi. 

***

Więcej patroli, więcej obowiązków i coraz cieplejsze i dłuższe dni, co było dla Daglezjowej Igły zbawieniem. Nie wiedziała ile razy zdążyła już zacząć narzekać znajomym na obrzydliwy śnieg zmieszany z błotem, nieustający chłód, mroźne poranki, szare niebo i dni skąpane w ciemności. Daglezjowa Igła sądziła, że temat jej i Oliwkowej Łapy jest już zamknięty po wczorajszej rozmowie z dymną. Przemówiła przecież Krewetce do rozsądku, prawda? Tak jej się wydawało. Chciała sobie odsapnąć, wygrzać się w ciepłym słoneczku... ah, jaka ta pora była przyjemna...
Biała Zamieć podeszła do niej z uśmiechem na ustach, jak gdyby próbowała z trudem ukryć śmiech, opanowała się jednak w momencie, gdy otworzyła pysk. O co mogło jej chodzić?
— Spokojnie, mam dobre wieści! — zapewniła ją, przekrzywiając głowę w zadowoleniu. — Słyszałam, że Aksamitka chciała rozkręcić jakieś fajne spotkanko towarzyskie przy kaczym bajorku. To miała być niespodzianka, ale wiem jak bardzo ty lubisz stawać się główną niespodzianką imprezy — puściła do niej oczko. 
— I ja o tym nie wiedziałam? — miauknęła zaskoczona Daglezja, zrywając się z ziemi. Przecież Aksamitka rzadko kiedy coś organizowała tak, by jej siostra o tym nie wiedziała! Chciała to przed nią zatrzymać w sekrecie? Niedoczekanie! Ściany miały uszy, takie jak Biała Zamieć, której była teraz bardzo wdzięczna. 
— No, mówię ci! Już się rozkręca, ale powiedziałam, że muszę załatwić potrzebę. Nie wyobrażam sobie tego bez ciebie.
— I dobrze! Zaraz pokażę tej kupie futra jak to jest, gdy nie jestem pierwszym z zaproszonych gości!
— Dajesz, jestem pewna, że zrobisz na nich piorunujące wrażenie. Ja się zmęczyłam, dojdę do ciebie później — Biała Zamieć przeciągnęła się, ziewając, jak na zawołanie. Daglezji nie trzeba było jednak drugi raz tego powtarzać, bo zamiast się leniwie mazać wystrzeliła jak proca w stronę wyjścia z obozu. Przyhamowała nieco po drodze, nie mogła przecież dojść tam zdyszana. Musiała wyglądać dostojnie jak zawsze, by każdy chciał zawiesić na niej oko. Właściwie, jak zawsze. Kacze Bajorko nie było tak daleko do obozu, więc szybko na horyzoncie pojawił się mały staw. Zatrzymała się na moment, by ułożyć swoją sierść i wylizać tak, że będzie lśnić pełnym blaskiem. Musiała promieniować na tle innych.
Im jednak bardziej się zbliżała do tego miejsca tym bardziej jej podekscytowanie gasło. Panowała głucha cisza, a przy brzegu siedział tylko jeden kot. Co to miała być za impreza, jednoosobowa? A może to Aksamitka siedziała tu smutna, po tym jak stało się coś złego? A może ktoś ją, Daglezję wrobił? Musiała i tak sprawdzić co się święci!
Wraz ze zbliżaniem się do wody czuła zapach kwitnących, polnych kwiatów, a na niebie pojawiały się pierwsze pomarańczowo-czerwone smugi. Kaczki zataczały ostatnie koła, zmierzając już pewnie, by ułożyć się do snu. Gdy była już kilka lisich odległości od brzegu nieznajomy kot odwrócił się, ujawniając tożsamość... Oliwkowej Łapy?
— Daglezja? A ty co tu robisz?
— To ja się ciebie powinnam spytać co TY tu robisz — mruknęła, rozglądając się w poszukiwaniu szczątków imprezy. Nic tu takiego jednak nie było. Tylko oni, we dwóch, w ciszy przerywanej ich własnymi głosami i kwakaniem kaczek.
— Ja? Biała Zamieć powiedziała mi, że Niedźwiedź ma coś ważnego mi do powiedzenia, lecz ma wiele na głowie i może się spóźnić!
Co za brednie!
— A mi Biała Zamieć powiedziała, że Aksamitka organizuje tu coś fajnego i żywego... — w tej chwili wszystko zrozumiała.
Przecież Pluskająca Krewetka i Biała Zamieć się przyjaźnią.
— Niech się to ścierwo cieszy, że jej tu nie ma w pobliżu, bo bym jej ogon wystrzępiła na łyso! — zasyczała do siebie. 
— Kto? Co? O czym ty mówisz? — zdziwił się Oliwkowa Łapa.
— Twoja kochana siostrzyczka, Krewetka, próbuje nas spiknąć — warknęła. — I to najwyraźniej jej pierwszy krok. Jakaś durna randka.
— Krewetka nas paruje? Ale heca... — mruknął uczeń, poruszając za chwilę w lekkim rozbawieniu wąsami. — I tak wolę tu ciebie niż Niedźwiedzia.
— Doprawdy?
— Wiesz, chyba jesteś lepsza od jakichś niespodziewanych, ważnych wieści od mentora. No i z pewnością wyglądasz lepiej od niego — parsknął. — Nie masz przybłoconej sierści, ogromnych barów i baby, do której jesteś uczepiona jak rzep. 
—Wybacz jeśli cię urażę, ale ty jesteś gorszy od przyjęcia. Musiałam ułożyć sobie futro tak pięknie, iść tak ostrożnie i co? 
— Nie wyszło ci to wcale na marne. Wygląda ślicznie.
Postawiła uszy, gdy dopadł do nich komplement. Było wiadome, że jest na nie łasa jak nikt inny. Być może to nie będzie taka strata czasu? Jeżeli ta "randka" ma oznaczać, że Oliwka będzie wychwalał jej wygląd to może tak być. Jej to wcale nie przeszkadzało.
— Cóż, w przeciwieństwie do ciebie mam trochę stylu — dała mu łapą żartobliwego pstryczka w nos, przez co oboje wybuchli śmiechem.
— Ja nie mam stylu?
— Wiesz, średnio wpasowujesz się w moje standardy piękna — mruknęła, kręcąc wzrokiem. 
— Na przykład jak?
— Na przykład mając kikut zamiast nogi.
— Hej! — Oliwkowa Łapa wyglądał na zdenerwowanego, ale Daglezja szybko zrozumiała jego żartobliwy ton głosu. — To przez łapę nie jestem w twoim typie?
— Przez jej brak — dokuczliwie zbliżyła swój pysk do jego, przybierając złośliwy uśmiech. — A ja? Czy ja jestem w twoim typie?
— A chciałabyś? — mruknął, zbliżając swą mordkę jeszcze bardziej do rudej kotki, sprawiając, że niemal stykali się nosami. Daglezja słysząc to zachichotała, odwracając głowę, czując jak pod futrem jej policzki czerwienieją. Oliwkowa Łapa był takim dziwakiem...
— Jesteś idiotą — wypuściła z ust powietrze, nadal starając się na niego nie patrzeć.
— Nie wyglądasz jakby ci to specjalnie przeszkadzało.
Nie wydusiła z siebie ani słowa, lecz jej uszy stanęły widocznie na sztorc. Tym razem jednak nawet idiota miał rację...

<Oliwkowa Łapo, konkubencie?>

05 stycznia 2023

Od Oliwkowej Łapy CD. Daglezjowej Łapy (Daglezjowej Igły)

Oliwkowa Łapa powoli, na ugiętych, trzęsących się łapach, przesuwał się po gałęzi drzewa. Nie było wysokie, była to wręcz drzewna miniaturka, ale wrażenie wciąż było takie samo. Gdy tylna łapa lekko poślizgnęła się na wilgotnej korze, pisnął, niemal tracąc równowagę. Obrócił się do Niedźwiedziego Pazura, błagając wzrokiem o ratunek, ale mentor pozostawał stanowczy. Uczeń dawno go takiego nie widział. Nawet on, będący zwykle oazą spokoju, rzadko odzywający się i raczej wycofany, nie chciał już chyba niańczyć Oliwki. Liliowy był ze dwa razy starszy od reszty uczniów, do tego mniej więcej trzy razy bardziej denerwujący i wprawiony w unikaniu treningów.
- Oliwkowa Łapo, wiem, że nie jest ci łatwo, ale już pora nauczyć się porządnie wspinaczki, w tym klanie to bardzo ważne - pouczył go Niedźwiedź.
Skoro jesteś taki mądry, to sam spróbuj - odpowiedział, posyłając mentorowi nieufne spojrzenie. Nie wyglądał na największego wspinacza. Gdyby wszedł na to drzewo, pewnie by się zawaliło, podejrzewał Oliwek. 
Starszy kocur westchnął i w kilka chwil znalazł się obok Oliwki. Nie wydał przy tym dźwięku głośniejszego niż szelest trawy na wietrze. Uczeń strzepnął ogonem rozwścieczony. Kilka skoków i tyle? Po co on się tak długo męczył, skoro wydawało się to takie proste?
- Goń się - skomentował wyczyn wojownika.
Niedźwiedź spojrzał na niego bez słowa i zamknął swoje niebieskie oczy, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Wyglądał na zmęczonego. W głębi duszy, młodszy się mu nie dziwił, co nie oznacza, że sam też nie padał z łap. Ostatni porządny trening miał dawno temu, nie był przyzwyczajony do wysiłku fizycznego. W przypływie poczucia winy odezwał się cicho:
Chyba powoli zaczynam to łapać. To trochę jak chodzenie po ziemi, ale cięższe.
Mentor skinął głową i zeskoczył na ziemię, zostawiając go samego.
Pokaż co potrafisz - mruknął znudzonym głosem wojownik i skupił wzrok na łaciatym futrze Oliwkowego, ściśniętym w gałęziach drzewa.

***

Ostatecznie trening okazał się nawet, w miarę, całkiem udany. Wieczorem zaczął nawet skakać z gałęzi na gałąź, wciąż z oporem, ale już dużo odważniej niż na początku. Okazało się, że brak łapy nie przeszkadza wcale aż tak bardzo w treningu, jak obawiał się uczeń. Tak naprawdę czuł się, jakby zawsze umiał się wspinać, tylko zapomniał jak to się robi i musiał tylko odkopać stare wspomnienia. Może w poprzednim wcieleniu był wielkim wspinaczem czy czymś w tym rodzaju. Oliwka bardzo polubił to zajęcie. Mógł patrzeć na wszystko z góry. Czuł się trochę bardziej wolny na wysokości niż na ziemi. W końcu nie zwiódł wszystkich tak jak zwykle na każdym treningu. Przez moment poczuł chęć ucieczki z klanu, gdzieś daleko, wysoko. Nikt by od niego niczego nie wymagał, mógłby spać ile chce, nie musiałby się nikogo słuchać. Jeśli nie przyspieszy treningu, to sami pewnie go wywalą z klanu. Może nie byłoby to takie złe? Przypomniał sobie jednak, że poza Klanem Klifu nie zna nikogo, życie na wolności samo w sobie jest ciężkie, szczególnie gdy nie ma nikogo, kto mógłby pomóc w polowaniu i pewnie ostatecznie byłoby jeszcze gorzej niż teraz. Zsunął się ostrożnie z drzewa na ziemię obok Niedźwiedzia. Czy teraz było aż tak źle? Zanim Oliwka zdążył odpowiedzieć sobie na to pytanie, poczuł kłujący ból w łapie. Syknął i spojrzał na nią. Z jego różowej poduszki sterczał kolec. Jak zwykle nie patrzył gdzie idzie i w coś wdepnął. Spróbował wyciągnąć go zębami, ale prawie stracił równowagę, więc odpuścił. Medyk się tym zajmie. Pokazał mentorowi swoją ranę. Niedźwiedź pochwalił go za dzisiejszy trening (co zdarzyło się chyba pierwszy raz od przydzielenia ich do siebie) i poprowadził go do obozu. Oliwkowa Łapa z uśmiechem nie schodzącym z pyska pomimo nieprzyjemnego bólu, kulejąc doczłapał do legowiska medyka. Zajrzał do środka i widząc cały ten tłum zranionych kotów. Trochę się przeraził. Większość z nich wyglądała przynajmniej kiepsko, jeśli nie okropnie. Jeśli tam wejdzie, to na pewno coś złapie, a już tak dobrze sobie radził z tym treningiem, że chciał to szybko zaliczyć i zostać w końcu mianowany. Wycofał się na bok i usiadł, wylizując sobie łapę z cierniem. Niespodziewanie naprzeciw niego pojawiła się Daglezja.
-Na Klan Gwiazdy - skomentowała ich spotkanie, kopiąc kamyk.
- Też miło mi cię widzieć - odpowiedział przyglądając się jej z uwagą. Spojrzał na kamyk ponuro - Długo jeszcze będzie tam takie zamieszanie? - zapytał wskazując ruchem pyska na wypełnione po brzegi legowisko medyka,
- Na to wygląda - odpowiedziała krótko ruda.
- Boli mnie łapa - pomiędzy słowami okładał zranioną poduszkę łapy ciepłym językiem, cała była wilgotna od śliny - Ale nie będę czekać aż wszyscy stamtąd wyjdą bo zdążę do tego czasu umrzeć ze starości. Znasz się na wyciąganiu kolców z łapy?
- Nie będę wyciągać ci nic z tej śmierdzącej giry - uśmiechnęła się spoglądając na niego zmrużonymi oczami.
- No trudno, sam sobie wyciągnę.
Chwycił cierń zębami i z całej siły pociągnął. Do oczu napłynęły mu łzy i ledwo powstrzymywał pisk bólu, ale dumnie wyprostował się i splunął kolcem na ziemię.
Mogę zostać medykiem - miauknął przez łzy, próbując zapanować nad łamiącym się głosem - Boli jak skurczybyk, ale chyba przeżyję.

<Daglezjowa Łapo?>

[przyznano 10%]

10 grudnia 2022

Od Daglezjowej Łapy CD Oliwkowej Łapy

Akurat była w obozie, ponieważ Wrzosowa Pogoń miała jej dość. Jeszcze nie wiedziała tylko, że wraz z Krewetką wsadziła pod jej nieobecność do jej legowiska zarobaczonego ptaka. Zasłużyła na to sobie jednak. Tak ją cisnęła rankiem, by złapała w końcu coś oprócz najprostszej myszy, że upolowała niejadalnego słowika pełnego larw. Niech teraz go sobie pod ogon wsadzi, skoro tak mu na nim zależało. W międzyczasie ujrzała jednego z jej kolegów, Oliwkową Łapę, który syczał zlękniony na nietoperza. 
— Ale z ciebie cipka — podeszła do niego od tyłu i mruknęła ze śmiechem.
— A z ciebie idiota — prychnął w odpowiedzi, odwracając się i wygładzając sierść — Skoro jesteś taka odważna, to pokaż mi co mam zrobić z tymi paskudami.
— Z przyjemnością! — wyskoczyła przed niego z dumnie wysuniętą szyją. Potrafiła wyganiać te idiotyczne kreatury. Były tak wrażliwe na głośne dźwięki, że już po usłyszeniu jej donośnego głosu kilka zerwało się do lotu. — Wynoście się, wronie strawy! Odlatujcie tam, skąd przylecieliście!
— Nie sądzę, że skądś przyleciały, a bardziej są tu od urodzenia... — wymamrotał Oliwkowa Łapa.
— Czepiasz się. Bezmózgie, skrzydlate szczury! — krzyczała głośno, przy okazji potupując. Nietoperze odlatywały w piskach, rozpraszając się i wylatując z jaskini. — Widzisz, jakie to proste? Wystarczy powrzeszczeć i potętnić. Ale tobie nie polecam — spojrzała na jego prawą łapę, a bardziej jej brak — bo jeszcze wyrżniesz zębami o podłogę.
— Ha ha, bardzo śmieszne — warknął uczeń, odwracając głowę.
— No weź tu teraz focha nie wal, stary! — odpowiedziała rozczarowanym tonem, podchodząc bliżej. — Wiesz, że wyglądasz stylowo bez nogi. 
— Na pewno.
— No, zdecydowanie! Trzeba ci jakieś przezwisko dać... Trója, albo Tupacz, albo Wywrotka...
— Wielkie dzięki. Jakby samo bycie inwalidą nie było wystarczające...
— Ale dzisiaj marudny jesteś — zawiodła się Daglezjowa Łapa. Oliwkowa Łapa tylko prychnął z zażenowaniem, odpychając od siebie zaskoczoną uczennicę. Aha? Jak on tak mógł! — Aż się z tobą gadać nie da. Daj znać jak ci przejdzie, a wrócę. — zamachnęła mu ogonem przed pyskiem i odeszła z wyrazem oburzenia. Nie ma zabawy z rozmowy z kimś tak naburmuszonym jak on.

***

Powiedziała Morskiemu Oku, że pomoże jej dzisiaj w legowisku medyka. Oczywiście nie z własnej woli - oczekiwała, że medyczka sypnie dawką kocimiętki za pomoc. Parę razy już jej próbowała i za każdym razem dzięki niej odlatywała w nieznane. Czasem sama, czasem z kimś. Kiedy jednak jej przyjaciółka została mianowana nie była taka chętna na użyczanie jej kocimiętki. Mówiła, że nie powinna, że to niemoralne. Oczywiście, że ignorowała to wszystko i nalegała tylko coraz bardziej. Miała nadzieję, że pobrudzenie sobie łap ziołami się opłaci. 
— Mamo? Co ci? — mruknęła, widząc Wilczą Pogoń z widocznie niezdrowo wyglądającym, ropiejącym zadrapaniem.
— Szczur mnie dziabnął... a ty co tu robisz? Nie powinnaś trenować walki czy polowania?
— Wrzos mi kazała — skłamała, wiedząc doskonale, że obiecała kotce pójście na wieczorny patrol. — Wygląda paskudnie. Morskie Oko!
— Tak? — odpowiedziała medyczka, obkładając łapę Łabędziej Pieśni ziołami.
— Co mam zrobić jak ją szczur ugryzł?
— Korzeń łopianu. Ten tamten — wskazała końcówką ogona i wróciła do pracy — musisz z niego zrobić maść. Po prostu przeżuj i będzie dobrze.
Skinęła głową i zaczęła przeżuwać brązowy korzeń, wykrzywiając przy tym pysk. Ohyda! Te soki smakują jak coś, co tylko pogorszy ranę, a nie ją wyleczy. Przeżuła niedokładnie roślinę, byle szybko się jej pozbyć i wypluła ją na ranę Wilczej Pogoni, która podziękowała i sobie poszła. Fu! Czy medycy nie mają zmysłu smaku?!
— Dobra, mam coś jeszcze zrobić? Oh... Krewetka?! A tobie co?! — miauknęła, patrząc na kaszlącą Pluskającą Krewetkę. Wyglądała na bardzo słabą i wręcz półżywą. Niedaleko obok niej leżał również osłabiony Czarny Ogień. 
— Nie zbliżaj się do nich! Zarażą cię. Krewetka ma zielony, może nawet czarny kaszel. Przynieś mi kocimiętkę. 
— Będziesz ją narkotyzować? — zdziwiła się Daglezjowa Łapa.
— To lek. Nie trzymamy go tylko po to, by jakiś uczeń sobie poćpał — warknęła, pokazując powagę całej sytuacji. Daglezjowa Łapa chciała jej coś odsyknąć, ale to było już i tak bezsensowne. Podała jej zioło i wyszła bez pożegnania, trafiając na Oliwkową Łapę.
— Na Klan Gwiazdy — kopnęła w zirytowaniu kamyk.

<Oliwka?>

Wyleczeni: Wilcza Pogoń (infekcja ugryzienia szczura), Pluskająca Krewetka (czarny kaszel), Czarny Ogień (gorączka), Łabędzia Pieśń (skręcenie tylnej łapy)

[przyznano 5%]

03 listopada 2022

OD Oliwkowej Łapy DO Daglezjowej Łapy

 Nowy obóz był… fajny. Nic szczególnego, co wzbudziłoby w Oliwce jakieś emocje, dużo kamieni i w sumie to tyle. Kocurek miał dziś zły humor. Pół dnia musiał polować dla klanu nad przepaścią, potykając się o wszystkie te luźne głazy, które z hukiem spadały po skale na sam dół, które uczeń zrzucał licząc po cichu, że może kogoś na dole trafi. Po całym tym wysiłku, jakieś wojownicze zgredy kazały mu, biednemu, wycieńczonemu po całym dniu ciężkiej roboty kociakowi, przeganiać z obozu nietoperze. Większego upokorzenia nie zaznał od dawna! Kroczył powoli ciemnym korytarzem, kładąc łapy jak najciszej tylko mógł, żeby nie obudzić jakichś jaskiniowych potworów. Nie bał się wcale ciemności, tylko te opowieści, które nagadały mu siostry, gdy wspólnie szukali duchów w nowym obozie były dla niego gorszące. Uczeń gardził za to samym sobą, ale przez głupią zabawę teraz nie mógł normalnie przejść przez ciemny korytarz, nie pokulając podświadomie ogona. Nie chciał się przyznawać, to oczywiste, ale te czarne wiewiórki ze skrzydłami wyglądały jak jedne z tych potworów, które nazmyślał by nastraszyć rodzeństwo. Odrobinę go przerażały. Odrobinę to mało powiedziane, wręcz się ich brzydził. A jak wplączą się mu w futro!? Jeszcze te ich świecące malutkie oczka. Fuj. Gdy dotarł do jednego z nich, jak gdyby nigdy nic zwisającego z sufitu i patrzącego się mu prosto w ślepia, zjeżył futro z przerażenia i syknął, gdy ich spojrzenia się zetknęły.
- Ale z ciebie cipka - zaśmiał się ktoś za nim.
Oliwkowa Łapa przewrócił oczami. A któż to przyszedł, jego ulubiony bachor. Uczeń uwielbiał Daglezję tak samo mocno jak jej nienawidził. Była od niego niższa o zaledwie pół centymetra, a w wieku różnił ich niecały księżyc, ale kocur i tak uważał się za tego odpowiedzialnego, dojrzałego i rozważnego w tej relacji. Nie jest to prawda, oboje byli siebie warci.
- A z ciebie idiota - prychnął w odpowiedzi speszony - Skoro jesteś taka odważna, to pokaż mi co mam zrobić z tymi paskudami.

<Daglezja?>

[przyznano 10%]