BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczurek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczurek. Pokaż wszystkie posty

27 września 2023

Od Szczurka

 Tata znikał coraz częściej. Nie pozwalał mu wychodzić z kartonu, a naprawdę bardzo chciał mu pomóc. Mógł też szukać w tych wielkich metalowych koszach pożywienia. Starczyłby mu jakiś ser, a resztę oddawałby starszemu. Ten jednak się upierał, przez co tkwił w jednym miejscu. I tak bezustannie, że powoli łapała go nuda. Raz za razem wydrapywał kreski na kartonie, licząc upływające dni. Musiał mieć już bardzo ich dużo, ponieważ wszystkie ściany były oznaczone przez jego pazury. A mimo to... czuł, że nic się nie zmieniło. 
Tęsknił za Bylicą. Za całą Kamienną Sektą i swoim przyjacielem Głazikiem. Czasami liczył, że ktoś przejdzie obok, dostrzeże go i zabiorą go z tatą z powrotem do domu. Nie rozumiał, dlaczego Krokus życzyła im śmierci. Gdyby nie ona, na pewno tak to by się nie skończyło. 
Z lewej strony dobiegł go cichy pisk. Zaciekawiony tymże dźwiękiem, wyjrzał z kartonu i wstrzymał oddech. Szczur! Najprawdziwszy! 
Nigdy nie spodziewał się, że tak oto spotka się pierwszy raz ze swoją rodziną. Dużo o nich słyszał, ale nigdy nie było okazji, by z nimi się bliżej zapoznać. 
Gryzoń nie zwracał na niego uwagi. Przechadzał się wśród śmieci, wywracając metalowe kubły. Był duży i miał łysy ogon. Poznał podobieństwo od razu. Byli z tego samego gatunku. Może udałoby mu się z nim zaprzyjaźnić? Znał wszak szczurzy język. To było zwykłe popiskiwanie. Tata nie będzie chyba zły jak na moment opuści karton... Zrozumiałby, że chciał się zakolegować ze swoim. 
Ostrożnie wyszedł na zimny beton i stanął niepewnie przed zwierzęciem. Ten na moment przestał przetrząsać kosz i łypnął na niego swoimi czarnymi oczkami uważnie. 
— Cześć — przywitał się piśnięciami. — Też jestem szczurem, wiesz? Mieszkałem przez te wszystkie księżyce z kotami i może wydaje się koci, ale tak nie jest. Czy... Czy zostaniemy przyjaciółmi? Chciałbym więcej dowiedzieć się o moim dziedzictwie. Bardzo byś mi pomógł. 
Gryzoń zamrugał, przekrzywiając łeb i wydał z siebie dziwny dźwięk. Nie zrozumiał go, co go zaskoczyło. Sądził, że znał szczurzą mowę. Czyżby jednak życie z kotami sprawiło, że o niej zapomniał? 
Spiął się, kiedy piski szarawego przybrały na sile. Ujrzał jego długie, wystające zęby. Co teraz? Jak miał dowiedzieć się co powiedział? 
Nagle coś zaszurało i z bocznej uliczki wyszedł kolejny szczur. Ucieszył się. Czyli wzywał swoich przyjaciół! Chcieli go bliżej poznać! Usiadł i przyglądał się jak nowo przybyły wpatruje się w niego uważnie. 
— Cześć. Jestem Szczurek. Wasz przyjaciel — ponowił próbę kontaktu. 
Gryzonie zbliżyły się, a widząc brak reakcji z jego strony, zrobiły coś niespodziewanego. Skoczyły na niego i ugryzły! To bolało! Wydał z siebie pisk, gdy poczuł jak ta dwójka zaczyna go ciągnąć. Zaparł się łapami, ale znów boleśnie wbito w niego zęby. Nie wiedział co się dzieję. Nie rozumiał tych pisków! 
— Tato! Tato pomocy! — zawołał, ale kocura nie było. Nie mógł go usłyszeć. Nikt nie zainteresował się jego piskami, gdy dwa gryzonie zamiast przyjaciół zamienili się we wrogów. 

***

Śmierć była bolesna, ale nastąpiła szybko. Nie zdawał sobie sprawy ze swojej głupoty, nauczony takich, a nie innych zachowań. Nikt nie powiedział jakie niebezpieczne potrafią być szczury. Dla niego były przyjaciółmi. Jednym i tym samym gatunkiem. Okazały się jego katem. Rozerwały go na strzępy, posilając się jego mięsem. Gdy dryfował w powietrzu, czuł spokój. Martwił się jednak o ojca. Co teraz zrobi bez niego? Przecież... Byli sobie najbliżsi. Kochał go mocno pomimo tego, co kiedyś mu uczynił. Nie mógł jednak tu zostać. Coraz bardziej jaśniejące światło go do siebie wzywało. Słyszał głosy niezliczonych kamieni. Pierwszy raz odkąd przyjął tą wiarę, usłyszał ich wezwanie i odpowiedział na nie, znikając w przestworzach. 

16 lipca 2023

Od Szczurka CD. Aitala

 Słowa taty go zmartwiły. Nie chciał, aby znikał na tak długi czas. Widział jak męczyło go poszukiwanie pożywienia dla ich dwójki. Mógłby przysiąc, że chudł w oczach. Martwił się o niego. Bardzo. Przytulił się do jego białej sierści ze zdziwieniem rejestrując fakt, że kocur jakoś tak zmalał. Kiedyś otulał go ogonem w całości, a teraz jakoś tak niezbyt. A może to on urósł? Tym bardziej niepokój ścisnął jego serce. Nie wiedział do ilu dorastają szczury. A co jeśli go przerośnie i będzie olbrzymem? Przecież wtedy nie zmieści się nawet do kartonu! No i pozostała jedna kwestia... Jadł coraz więcej. Życie z Bylicą było bardzo komfortowe. Tam zawsze dostawał coś na ząb i nie martwił się głodem. Teraz żyjąc na banicji nie mogli sobie na to pozwolić, dlatego też stąd padła jego propozycja, aby pomógł. Aital jednak uparł się przy swoim, więc musiał to zaakceptować. 
— No dobrze... — miauknął, przymykając oczy. Leżeli tak chwilę w ciszy, aż nie zmógł go sen. 
W nim jego babcia żyła i miała się dobrze. Uczyła go dalej wiary w kamienie. To było przyjemne... Jednak powrót do rzeczywistości bolał. A najbardziej to jego bulgoczący brzuszek.

***

Siedział w kartonie oczekując powrotu taty. Miał ochotę wyjść i mu pomóc, lecz ten stanowczo odmówił i go zamknął. Jedyne co widział w półmroku to lekkie światełko, które wpadało przez szczeliny. Dłużyło mu się w nim. Nie miał nic do roboty, a z każdym dniem ten karton robił się przyciasny. Już teraz musiał podkurczać łapki, bo dotykał nimi ściany. Trzeba będzie powiedzieć Aitalowi, że potrzebowali większego domu. Spanie we dwójkę w takim ścisku może w zimne noce było przyjemne, ale na dłuższą metę niezbyt mu się podobało. 
Gdy świat nagle rozbłysnął, uniósł łeb w górę, dostrzegając, że ktoś otworzył jego domek. Wysunął łeb na zewnątrz, a widząc tatę, uśmiechnął się radośnie i promiennie. Wrócił! 
— Tatusiu! I co? — pisnął, a widząc jego łup, aż mu zaświeciły się oczy. — O rany — zaniuchał. — Co to? Ładnie pachnie. 
— Kurczak. Znalazłem w worku. — Po czym rzucił mu nie do końca obgryzioną pałkę.
Od razu zaczął się nią zajadać, wylizując kość aż do czysta. To była niewielka ilość mięsa, ale i tak jak dla niego była przepyszna. A żeby tego było mało kocur znalazł także ser! Pisnął z ekscytacji widząc żółty pokarm, zaczynając kręcić się w kartonie jak podekscytowany szczeniak. 
— Serek! Znalazłeś serek! Kocham cię tatusiu! Tak dawno go nie jadłem! — Następnie spałaszował kawałek pysznego szczurzego pokarmu, za którym tak tęsknił. Nie przepadał aż tak bardzo za kocim jedzeniem, a to... To było wyborne. Oblizał swój pyszczek, mlaskając ze smakiem i ocierając się łbem o głowę ojca z wdzięcznością, wciąż łapami siedząc w kartonie. O! No właśnie! Powinien mu powiedzieć! 
— Tato... Bo ten karton jest dla nas już za mały. Może udałoby się znaleźć większy? — zasugerował. — I moglibyśmy przenieść się w lepsze miejsce do żerowania. Takie gdzie jest dużo tych worków z pycha mniam, mniam. 

<Tato?>

26 czerwca 2023

Od Szczurka CD. Aitala

 Tak wiele się zmieniło odkąd babcia zmarła. Tata czym prędzej zabrał go z domu, nie wyjaśniając niczego, a jedynie twierdząc, że nie byli już tam bezpieczni. Bał się Krokus, tej kotki, która podobno była córką Bylicy, a która mogła żywić urazę do Aitala za to, że doprowadził staruszkę na tamten świat. On nie za bardzo rozumiał to wszystko. Chciał wrócić do stodoły. Czuł się tam naprawdę dobrze, a teraz... Skończył wraz z kocurem na ulicy. Było mu z tego powodu bardzo smutno. Zostawił bowiem swojego przyjaciela kamienia. Martwił się o niego. 
Aktualnie przebywał w jakimś kartonie i oczekiwał na swojego ojca, który zaginął. Dość często wychodził, przynosząc mu jakieś marne resztki z odpadków Wyprostowanych. Nie smakowały dobrze, ale dla szczura jakim był, to powinno uchodzić za rarytas. Przez to, że Bylica czasami dawała mu smaczniejsze posiłki, odzwyczaił się od takiego jadła. Powodowało w nim wstręt i obrzydzenie, lecz nie chciał martwić Aitala, który w pocie czoła je dla niego wyszukiwał. Sam nawet zaczął z nim to jeść, bo jak twierdził, bieda na tych terenach była taka, że to jedyne czym mogli się najeść. 
— Tato... — zapytał pewnego dnia z kartonu, w którym przyszło im żyć. — Czemu nie możemy wrócić do kamiennej sekty? Krokus na pewno już ochłonęła. Nie powinna być zła. To nie była twoja wina — starał się pocieszyć białego, wtulając pysk w jego futro. 
— Nie potrzebujemy ich. Sami radzimy sobie znakomicie — skłamał, bo w zasadzie to ledwo wiązali koniec z końcem. 
— Może... pomóc? — zasugerował. — Ja wiem, że szczury powinny siedzieć w kartonie, ale... Wtedy moglibyśmy znaleźć więcej jedzenia. Pogadałbym z innymi szczurami czy nie znają fajnych żerowisk. Widzę jak się męczysz...
Naprawdę nie chciał, aby biały się przepracował i padł pewnego dnia tak jak Bylica, bo potknęła się o kamień. Pragnął go nieco odciążyć, nawet jeśli oznaczałoby to wyjście w dzicz, gdzie niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku. Dla niego. By mieli szansę dożyć kolejnych dni. 

<Aital?>

24 czerwca 2023

Od Szczurka CD. Bylicy

Życie w rodzinie Bylicy mijało mu całkiem przyzwoicie. Koty nie chciały go zjeść, a zamiast tego karmiły. Czuł się zadbany. Spojrzał na swojego przyjaciela, który był kamieniem. Odkąd dowiedział się, że miały uczucia i potrafiły mówić, rozmawiał z nim cały czas. Bardzo się lubili. Był tego pewien. Pamiętał jak jeszcze dawno temu, gdy był mały, mama opowiadała mu o swoim ślubie z tatą. Podobno robiły to przyjaciele. Czy nie był tym z Głazikiem? Przyjaciółmi? Rozmarzył się nad tym, bo nie wiedział za bardzo jak wyglądał ślub, ale... może Bylica wiedziała? Wypatrzył kocicę wzrokiem, po czym przemknął przez uchyloną kratę w jej stronę. 
— Babciuuuuu. Wiesz co to ślub?
— Nie — odparła, zaciekawiona — Nigdy o tym nie słyszałam. Wiem tylko co to znaczy ślubować, ale nie wiem czy to ma związek mimo podobieństwa słów — odparła, przyglądając się kociakowi z iskrami zaintrygowania w oczach. — Co to takiego? 
Nie wiedziała? Myślał, że wiedziała wszystko! Była przecież taka stara! 
— Ślub to takie coś, że ty i twój przyjaciel ślubujecie być ze sobą na zawsze. Tak mówiła mama. I ja chcę z Głazikiem ślub! Chcemy być zaślubieni. Ale nie wiem jak to wygląda...
— Ja też nigdy o tym nie słyszałam... Wiesz, koty mają różne tradycje. Hej, a słyszałeś może o klanach? Podejrzewam, że nie, ale wolę się upewnić.
Klany? Pokręcił główką. Kojarzyły mu się z czymś dziwnym. W zasadzie to nawet nie potrafił stwierdzić z czym. Pierwszy raz słyszał takie słowo.
— Nie... A co to klany? To jakieś... fajne miejsca? — Przekrzywił łebek zainteresowany
— Hm... nie powiedziałabym, że fajne. Przynajmniej nie zwykle. Klany to grupy kotów. Ogromne. Tutaj, w Drewnianym Gnieździe, żyje nasza grupa rodzinna. Jesteśmy tu ja, ty, Aital, Błotniste Ziele, Krokus, Deszcz, Skowronek, Jeżyk i Sroka. Klany mają nawet cztery razy więcej członków. To ogromne grupy. Tak jak my mają serca swych terytoriów, zwane obozami. Tak jak my składują zwierzynę w jednym miejscu i mają składziki ziół oraz koty, które umieją leczyć. Ale ich rangi i hierarchia nieco się różnią od naszych. Koty klanowe znają się nawzajem, ale nie mają tak mocnej więzi jak nasza grupa. Choć mieszkają, rodzą się, umierają, jedzą i wypoczywają w jednym miejscu, na swym terytorium, to zazwyczaj trzymają się bliżej z jakąś grupą wewnątrz klanu, którą preferują. To wynika z tego, że w klanach jest znacznie więcej członków oraz z tego, iż to nie są koty z jednej rodziny, tylko z wielu. Niektórzy dołączyli także z poza klanu, stając się jego członkami. Klany mają swoje zasady, zwane kodeksami. Nie zawsze są one przestrzegane co do joty, ale większość z nich jest traktowana jak jakieś słowa świętego, których nie można lekceważyć i że trzeba się ich słuchać. Wiele zasad jest głupich i uwłaczających, ale wiele zależy też od klanu, czasów i lidera. Klany bronią swych granic i zależnie od tych trzech czynników potrafią zbić, albo nawet zabić każdego, kto przekroczy ich granicę. Wierzą w Klan Gwiazdy. Uważają, że ich przodkowie tam idą po swej śmierci, jeśli przestrzegali zasad i byli dobrzy, w innym przypadku w ich mniemaniu są zsyłani do Mrocznej Puszczy inaczej zwanej Miejscem, Gdzie Brak Gwiazd. Mają tam panować trudne warunki a zło wiedzie prym. W klanach rządzą liderzy. Oni karają za zdaniem społeczności złe zachowania, wypowiadają wojny, zawierają sojusze, nadają podczas ceremonii imiona uczniom, wojownikom i tak dalej. Są zastępcy, to prawe łapy swych liderów, które wyznaczają patrole. Medycy leczą i kontaktują się podobno z Klanem Gwiazdy. Zabrania się im posiadania kociąt i partnerów, a nie rzadko jeśli złamią tę zasadę, są wyrzucani z Klanu lub nawet zabijani a ich bliscy potępieni. Ale Klany nie są najlepsze, bo często nie szanują innych kotów z poza swych grup. Nie rozumieją, że mogą mieć inne wartości i przekonania, wierzyć w co innego. Postrzegają nas, samotników i włóczęgów, jako słabych złodziei zwierzyny, nie patrząc na to, że nie są wcale od nas lepsi. A o pieszczochach mówią, że są niewolnikami dwunogów, grubymi i słabymi, co nie zawsze jest przecież prawdą. Mają o sobie wysokie mniemanie, ego im poszybowało w górę. 
Otworzył z szokiem pyszczek, wysłuchując opowieści. Ale tego było dużo! Nie nadążał! Ale zaczął po tym bardzo się bać tych całych klanów. Brzmiały na bardzo straszne! Raczej nie przyjęliby takiego szczura jakim był pod swoje skrzydła. Prędzej skończyłby jako ich obiad! 
— Ojej. Dobrze, że mieszkam z wami. Tam by mnie zjedli! Pewnie głodni są cały czas i chętnie zjedliby szczura. A daleko są od nas? Nic nam nie zrobią? — miauknął z przejęciem.
— Wiesz, pewnie nie jeden samotnik tutaj nie wie o ich istnieniu, albo wie tyle, że są jakieś duże grupy kotów. Ale daleko, bardzo daleko stąd, na starych terenach, gdzie ja przyszłam na świat, samotnicy zdawali sobie z ich obecności sprawę, bo klanowe koty żyły tam od pokoleń i nie dało się ich przeoczyć. A że wygnańcy lub uciekinierzy też opowiadali, jak tam było, to wiedza była w miarę rozpowszechniona wśród miejscowych. Ale klany przeniosły się tutaj po długiej podróży, bo na tamtych terenach zapanował głód. Klany osiedliły się tutaj jakieś dziewiętnaście księżyców temu. Ja w tym samym czasie z resztą też. Najbliższym klanem jest Klan Wilka. A teraz słuchaj mnie uważnie, zapamiętaj moje słowa na całe swoje życie, drogie dziecko. Klan Wilka jest niebezpieczny. To mordercy. Zabijają szczury i koty też. Mordują samotników takich jak ja czy twój ojciec dla zabawy. Karmią się naszym bólem i cierpieniem. Poznałam ich lidera i jego syna, próbowali mnie zabić. Nastawili także pewną kotkę imieniem Kminek przeciwko mnie. Kminek... Kiedyś była taka jak my. Była moją córką. Moim kochanym dzieckiem. Ale inny Klan, Klan Nocy ją porwał. Potem obróciła się przeciw nam. Lider Klanu Wilka polował na nią, chcąc mnie nią zaszantażować. Ale zmienił zdanie przez eskalację konfliktu i postanowił, że przekona ją do zamachu na moje życie. Prawie mnie zabiła.  Mieszkają za jedną z odnóg rzek od jeziora. Do ich terytorium prowadziło przejście po kamieniach, ale je zniszczyłam, lecz znaleźli inne. Nie wiedzą, gdzie mieszkamy, więc nie chcą marnować sił na szukanie i tylko dlatego nie zaatakowali nas. Nie wolno się do nich zbliżać ani nic im o nas mówić, bo inaczej wszyscy możemy zginąć. 
Nastroszył swoje futerko słysząc te słowa, a jego oczy rozszerzyły się ze strachu. To było straszne! Nie zamierzał nigdy zbliżać się do tamtych kotów! W zasadzie to wolał się nie spoufalać z tym gatunkiem, bo w końcu w ich oczach był tylko pożywieniem. Jedynie mógł ufać swojej nowej rodzinie. Babci i tacie. Reszta... Nie znał ich za dobrze. Mogli myśleć jakby go tu upolować... 
— Nie będę tam chodzić! Obiecuje! I tak z tatą tylko spacerujemy po naszych terenach. Ale zapamiętam, babciu.
— Dobrze. — Pogłaskała go po głowie — Są cztery klany i jeszcze jedna, podobna do nich, ale jednak nieco inna grupa. Klany to Klan Wilka, mieszkający w lesie jak już mówiłam za jedną z odnóg rzek, dalej jeśli pójdzie się najbliższą drogą Grzmotu w stronę przeciwną do tej, po której jest nasz dom, jest Klan Klifu. Nie podchodziłam tam za blisko, nie wiem jak dokładnie tam to wygląda. Dawne tereny znałam znacznie lepiej. Zaś jeśli pójdziesz w przeciwną stronę niż Klan Klifu, przejdziesz przez nasze Złote Trawy i dotrzesz do lasu, a następnie znajdziesz w nim rzekę, przekroczysz ją i pójdziesz jeszcze dalej, napotkasz inną Drogę Grzmotu. Idąc wzdłuż niej dotrzesz w końcu, zaraz po przekroczeniu kolejnej rzeki, nad którą dwunogi jakoś zbudowały drogę, Klan Burzy. To chyba najlepszy z czterech klanów, choć dawno temu tak nie było. Dawniej to było miejsce ślepego posłuszeństwa, później terroru kotki zwanej Piaskową Gwiazdą, która po podporządkowaniu sobie klanu zaczęła wywyższać rudych ponad resztę. Ale teraz rządzi tam bardzo dobra kotka, moja przyjaciółka, Kamienna Gwiazda. Jest czarna i ma zielone oczy, niska i już teraz starsza, bo chyba nadal żyje, choć dawno jej nie widziałam. Jeśli kiedykolwiek coś nam się stanie, to na nią możesz liczyć. Jest przeciwniczką Klanu Wilka. Po przeciwnej stronie niż Klan Burzy jest grupa podobna do Klanów, zwana Owocowym Lasem. Tam koty mają nieco inne, choć podobne zwyczaje. Nie wierzą w Klan Gwiazdy i medycy mogą mieć u nich rodzinę. Dawniej żyli w owocowym Sadzie. Jeśli pójdziesz jeszcze dalej drogą grzmotu, to po stronie, po której był Klan Burzy znajdziesz Klan Nocy. Jego też się wystrzegaj. To oni porwali niegdyś me dzieci w tym Kminek, przez nich ona jest teraz u wilczaków. Zabili też mojego ukochanego synka, Fiołka. Pilnują mocno granic, zabijają za przekroczenie ich. Są agresywni. Nie ufaj im, chyba, że danego osobnika dobrze poznasz. Bardzo dawno temu, na starych terenach był jeszcze Klan Lisa, ale to było przed moim urodzeniem. Zniszczył go właśnie Klan Nocy. Nie wiem, co stało się z jego członkami. Ale Owocniaki z jakiegoś powodu pewnego dnia przeniosły się ze swego sadu na tamte tereny i nie lubią nocniaków. 
To brzmiało tak strasznie zawile! Ile się dowiedział od babci o świecie! Nie wiedział, że był on aż taki wielki! Że tyle w nim było kotów i tych całych klanów! Zawsze uważał, że koniec był tam, gdzie nie sięgał jego wzrok... A tu... Ojeju...
— Ojeju... Musiałaś mieć masę przygód, skoro wiesz o takich rzeczach — zauważył.
Kotka uśmiechnęła się, a przez myśl przemknęło jej wiele chwil z jej życia.
— Tak, tak drogie dziecko. Podróżowałam po całych starych terenach, znałam je wzdłuż i wszerz. Miałam wielu znajomych, zarówno w Owocowym Lesie, Klanie Wilka, Klanie Burzy... Znałam wielu samotników. Safonę, wieszczkę Księżyca i Gwiazd, była wielką uzdrowicielką. Był też Słonecznik, mój stary przyjaciel, który pewnego dnia zniknął bez śladu. Wygnańczynie, z którymi się tak dobrze nie zaznajomiłam, Złoty Wilk, Puszyste Futro i Chore Ucho. Był też Psia Łapa, chyba też pochodził z Klanu, bo ma charakterystyczny dla niego człon "Łapa" w imieniu... Heniek, którego spotkałam tylko raz gdy walczyliśmy... Pleśniak, uzdrowiciel podrywacz, który uratował mi raz życie. Przeniósł się tutaj wraz z klanami, na nowe tereny. Medyk Klanu Burzy, Jeżowa Ścieżka. Medyczka Owocowego Lasu, chyba dalej tu jest, Plusk. Głuchy Bez... Kuklik, Agrest, Wiatr... Tego ostatniego nie lubiłam. I ta przeklęta Lew z którą miałam na pieńku... Och, nie zapominajmy o Nocnym Piórze. Tak, Nocna... — przypomniała sobie starą przyjaciółkę. — Żyła na bagnach. Przez pewien czas też tam mieszkałam. Rozumiała mnie. Wiedziała o kamieniach, o ich potędze. Zmarła na czarny kaszel, musiałam ją pochować... — zasmuciła się, po czym westchnęła — Gdyby tu była z nami... Na pewno by się cieszyła z kolekcji kamieni... Byłam w starym mieście, mniejszym niż to, które tu jest. Tam była walka o władze, gangi. Walczyłam z nimi i byłam jednym z pretendentów do tronu. Ale głód wszystko przerwał. Znano mnie tam, wiedziano, że jestem silna i że przewodzę dużej grupie. Nie jeden gang podbiłam, nie jeden zrównałam z ziemią... 
— Pani była gangsterką? Ojej ile znajomych! Śmieszne mają imiona — zauważył, nadstawiając ucha. — A teraz też cię znają w mieście? Właśnie... czemu mieszkacie tu a nie tam? Tu takie odludzie. Nic nie ma.
— Nie do końca... No w sumie chyba tak... No tak, tak. Wtedy nasza rodzina była takim jakby gangiem, choć nie twierdziliśmy tak o sobie. Teraz chyba nie znają mnie za dobrze, nie zrobiłam nic takiego, by me imię się rozniosło. A mieszkamy tu...bo to miasto jest duże. Bardzo duże. Gdy tu trafiliśmy, byliśmy wychudzeni. Nie wiedziałam, czy tam będzie bezpiecznie. I miałam rację, bo jest tam niejaki hycel, dwunóg. Poluje na większe grupy kotów, gdybyśmy tam zamieszkali, szybko by nas dorwał. Tu jest cisza i spokój, tylko czasami ktoś wejdzie na teren, ale to nie taka tragedia kiedy jest jedzenie. 
Hycel! Coś o nim słyszał, ale nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Polował na koty! Niczym... Niczym koty polowały na szczury! Go raczej by nie upolował skoro wolał takich pokroju Bylicy.
— Ojej! To w takim razie dobrze, że mieszkacie tutaj. Miłe miejsce. Ciepło jest... — Przytulił się do niej. — Opowiesz coś jeszcze? Jakąś przygode?
—  Hm... Co by tu opowiedzieć... Oh, już wiem — po namyśle zdecydowała — Dawno, dawno temu, jeszcze gdy nie byłam taka stara i pomarszczona... — rozpoczęła z dawką humoru — Spotkałam pewnego kocura. Miał na imię Anubis. Był pieszczochem, młodszym ode mnie. Wystraszył się mnie. Chciał wrócić do swego domu. Byliśmy między terenami Klanu Nocy a Owocowego Lasu. Dom dwunożnych był w ich siedlisku, za Klanem Nocy. Postanowiłam, że go odprowadzę. Postraszyłam go trochę, bo aż szkoda by było nie. Zaczęliśmy naszą podróż. Dla mnie to było mało, ale on chyba rzadko zapuszczał się tak daleko od bezpiecznego Gniazda Wyprostowanych. Po drodze weszliśmy na terytorium samotniczki imieniem Lew. Chciała nam zrobić krzywdę, groziła i syczała, choć chcieliśmy tylko przejść. Rozpoczęła się walka między mną a nią. Anubis skrył się za mną. Zbiłam ją. Jednak on uciekł przerażony i musiałam go później szukać. Wpadł na mnie sam i bardzo się mnie wystraszył. Ale przemówiłam mu do rozumu. Mieliśmy iść w nocy, by dotrzeć w końcu do jego domu. Ale on nie chciał po ciemku. Dlatego, gdy dostrzegłam pobliską dziuplę, nadającą się do spania, kazałam mu tam wleźć. Pilnowałam jego bezpieczeństwa z gałęzi tuż przed wejściem. Ostatecznie dotarł do Siedliska cały i zdrowy. 
Słuchał z zafascynowaniem słów starszej kocicy. Czuł się tak jakby widział oczami wyobraźni wszystko to co mówiła. 
— A co stało się potem z tą straszną Lew? Czemu cię nie lubiła?
— Samotnicy nie rzadko są agresywni. Choć potrafią też być mili, nie zawsze się na takiego trafi. Ona miała wysokie ego i była agresywna. To było nasze pierwsze spotkanie. Potem znów pokonałam straszną panią Lew, po śmierci Nocnego Pióra gdy przechodziłam w pobliżu. To było niedługo zanim miałam swój pierwszy miot.
— I ona potem dała ci spokój czy jeszcze później dręczyła? — dopytywał.
— Nigdy więcej jej nie spotkałam — odparła.
— To może się wystraszyła! — spekulował. — Dwa razy ją pokonałaś! Ja bym odpuścił
— To prawda. Ale wiesz, zaczęłam temat klanu, nie tylko, byś wiedział te przydatne informacje, ale także po to, by ci coś pokazać. Koty mają wiele tradycji i poglądów. Istnieją rodziny o konkretnych tradycjach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, gangi, sekty, oraz ogólne wierzenia, kultura i wiedza dla danego miejsca, regionu. Anubis na przykład wierzył w jakichś bogów, słyszałam też o kocie, który wierzył w obrazek na ścianie jakiegoś starego dwunoga zwanym Papieżem. Istnieje wiele różnych spojrzeń na świat. Dlatego nigdy ani ja, ani ty, ani nikt inny nie będzie wiedział o każdym zwyczaju. Dlatego jest to dla mnie tak bardzo ciekawe. To, co inne koty wymyśliły na przestrzeni księżycy. Na przykład ten ślub, o którym dalej nic nie wiem. 
— No ja też... Wiem tylko, że trzeba ślubować wierność przyjacielowi. To oznaka, że na zawsze już się jest razem i nic ich nie rozdzieli. Tak mówiła mi mama, bo ona z tatą tak miała — wytłumaczył to staruszce. 
— Ciekawe... Nie wiem, czy to nie była jakaś ceremonia partnerska, skoro zrobiła to z twoim ojcem... Ale ciekawa tradycja. Chciałbyś może poznać jedną z naszych tradycji? Naszej grupy? — spytała. 
Ich grupy? To mieli jakąś tradycję?! Otworzył szeroko pyszczek, ponieważ nic o tym nie wiedział. Musiał się dowiedzieć! A nawet chciał! Czy to wiązało się jakoś z kamieniami? Jeśli tak to chciał naprawdę poznać tą tajemnicę. 
— Tak! Opowiedz mi coś o tym! Bo ja mało co o was wiem.
— A chciałbyś może wyjść na zewnątrz, bym mogła ci coś pokazać z tym związanego? 
Pokiwał łebkiem.
Ruszyli zatem w drogę. Zimno szczypało w poduszki łap i było dość nieprzyjemne, ale się tym nie zrażał. Przeszli przez ogrodzenie, a potem jeszcze chwilę szli w ciszy, budując napięcie, by w końcu dotrzeć na miejsce. Na pokrytej śniegiem powierzchni było widać kupę śniegu wyraźnie odcinającą się na w miarę płaskim terenie. I to nie jedną kupę, było ich tam całkiem sporo.
— A więc. To jest miejsce, gdzie budujemy kamienne stosy. — powiedziała babcia, po czym łapą odgarnęła śnieg, przez co widoczna się stała przyczyna wybrzuszenia. — Budujemy je dla ozdoby, a także dla samych kamieni. Odwiedzamy je tu. Stosy służą także do wielorakich ceremonii, a budowanie ich wzmacnia więzi między członkami a także między nami a kamieniami. I to przyjemne. Dzięki temu uczymy się sztuki budowania i zmieniania otoczenia. To jak budujemy większość pojedynczych stosów, wymyśliła Nocne Pióro, o której ci mówiłam. Strzegła swych stosów na bagnach póki choroba nie zwaliła jej z łap. Była Strażniczką Kamiennych Stosów. Stoją tam one na starych terenach pewnie po dziś dzień. 
Przyglądał się tym małym budowlą z zainteresowaniem. Zbliżył się do nich nieco, obwąchując.
— Mogę też taki zbudować? — zapytał, a jego oczka błysnęły.
Chciał też uczcić jakoś kamienie. Pokazać Bylicy, że nadawał się na ich wyznawcę. 
—Tak. Musimy tylko znaleźć odpowiednie kamienie. To będzie twój pierwszy stos, drogie dziecko.
Podskoczył radośnie, wydając z siebie pisk.
— Jak go się robi? Pokaż! Pokaż! — Wręcz energia od niego buzowała. Chciał już się wziąć do roboty.
Podeszła do zasypanego miejsca. Wybrzuszenie zajmowało tu znacznie większą powierzchnię, było bardziej nieregularne. Bylica zaczęła odgarniać śnieg ogonem, przez co ten namókł, ale nie za bardzo się tym przejęła mimo zimna.
— To są kamienie, przygotowane specjalnie do budowania stosów. Mają odpowiednią wielkość i kształt, aby stworzyć je z nich. — zaczęła, po czym wyjęła kilkanaście szarych skał po krótkim zastanowieniu i chwili grzebania.
Przysiadł obok srebrnej, przyglądając się jej czynom. Do każdego kamienia mówił cześć i odgarniał resztki śniegu z ich główek. Były takie urocze! Szkoda tylko, że nie słyszał ich głosów. Naprawdę bardzo chciał dowiedzieć się o czym takim zwykle ze sobą rozmawiają. Ale to nie oznaczało, że on nie mógł do nich mówić! Mogły go przecież zrozumieć! 
— Będziecie teraz w stosie — mówił do kamieni. — A one lubią tak stać? — Spojrzał na babcie. 
— Tak. — odparła — Ale nie każdy znajdzie się w stosie, bo nie ma tyle miejsca na świecie, ani nie mamy całego życia, by móc je układać bez przerwy — dodała — A więc tak. Zaczyna się od zbudowania podstawy stosu z dziewięciu kamieni — miauknęła, po czym zaczęła je układać.
Obserwował, dokładnie zapamiętując to co kocica robiła.
— Następnie na tych kamieniach kładziemy kolejne cztery. To jest drugi poziom — rzekła, znów zaczynając pracę — A na koniec. — Wzięła w pysk ostatni kamień — Kładzifmy jefen kamień na safym szczyfie. — Ułożyła go dokładnie na samym czubku budowli. Ten był najbardziej okrągły i zarazem najjaśniejszy z nich wszystkich. 
— Chyba rozumiem! Teraz ja! Teraz ja! — Podskakiwał piszcząc cieniutko.
— Więc wybierz swoje kamienie. — Wskazała na składowisko.
Podszedł do miejsca, w którym ich była cała masa i zaczął je wyciągać, kładąc obok, ostrożnie, aby nic im złego się nie stało. Gdy już wziął odpowiednią ilość, rozejrzał się za miejscem na zbudowanie stosu. 
— Mogę tu? — Wskazał łapą.
— Jasne — odrzekła staruszka, obserwując poczynania kocięcia uważnie.
Zaczął układać kamienie tak jak zaobserwował to u Bylicy. Zabawa była przednia. Bardzo się ekscytował i podchodził do tej sprawy bardzo poważnie. Na końcu ustawił ostatni kamyk na szczycie i uśmiechnął się do babci promiennie. 
— Udało się!
— Brawo! — miauknęła, uradowana, przymykając oczy i uśmiechając się. — To twój pierwszy stos. Jestem z ciebie bardzo dumna — powiedziała, po czym polizała go po główce.
Zamruczał zadowolony, przytulając się do kotki. Tak! Jego pierwszy stos! Samotniczka była z niego dumna! Mógł być teraz prawdziwym wyznawcą kamieni! Dołączy do ich społeczności i będzie je czcił z godnością! 
— Cieszę się babciu! Jak wróci tata to mu to opowiem! Pewnie też będzie ze mnie dumny!
Bylica skinęła głową.
— Zaiste. Chciałabym ci pokazać coś jeszcze, ale jest bardzo zimno, a to dalsza droga...Chyba powinniśmy poczekać na porę nowych liści, bo zrobi się wtedy cieplej... A do tego chyba nadlatują nowe chmury i znowu będzie śnieżyca. Musimy się schronić w Drewnianym Gnieździe zanim to nastanie — powiedziała.
Skinął łbem. 
— Dobrze to wracamy babciu — powiedział czując, że rzeczywiście mróz odbiera jego łapką czucie.
— Pa pa, kamienie — pożegnała się z nimi staruszka, a następnie ruszyli w stronę domu.

***

Babcia umarła tak niespodziewanie, że nie potrafił w to uwierzyć. Tata zabrał go szybko od reszty rodziny, bojąc się sprawiedliwości od Krokus. Nie wiedział dlaczego. Przecież to nie była jego wina. Na dodatek pochorował się. Dostał gorączki i coraz częściej czuł się źle. Aital próbował go leczyć najróżniejszymi sposobami, ale nic nie działało. Czy tak będzie wyglądała śmierć? Umrze jak babcia? Na samą myśl, zaczął cicho pochlipywać w jakimś kartonie, w którym aktualnie przyszło im spać. I wtedy... Tata przyprowadził jakąś panią. Nie miał pojęcia czy była prawdziwa. Mogła to być w końcu jakaś senna mara, ale podała mu coś do pyszczka, co szybko przełknął. Czy to była babcia? 
— Babcia... — szepnął do samotniczki, która nie odpowiedziała. 
Zasnął, a gdy się ocknął, czuł się już znacznie lepiej. Po dziwnej samotniczce nie było jednak śladu, a zapytany Aital powiedział tylko, że znalazł jakąś uzdrowicielkę i to ona się nim zajęła, a nie duch Bylicy. 
Zrobiło mu się smutno. Tak bardzo za nią tęsknił.

Wyleczony: Szczurek

30 kwietnia 2023

Od Szczurka CD. Aitala

No dobrze... spróbuje. Był w końcu szczurem. Powinien umieć gryźć. Da radę. Da radę. 
Złapał za jego łapkę, czując na języku sierść, a następnie ją puścił. To było szybkie, ale przecież... Ugryzł, czyż nie? Czy nie o to chodziło? Mógł już przestać krzywdzić starszego? Nie chciał w końcu, aby coś mu się złego stało i to jeszcze z jego winy. Przecież kocur tyle dla niego zrobił. 
— Dobrze? 
Aital pokręcił głową zawiedziony.
— Nie... Musisz użreć to! Jak jedzenie, rozumiesz? Jakbyś jadł!
Jak to jakby go jadł?! Strach od razu pojawił się w jego wnętrzu, a sierść uniosła aż ze zgrozą w górę. 
— Ale ja nie chcę cię jeść! — pisnął. — Jesteś moim tatą... sam tak mówiłeś. A o rodzinne trzeba dbać, a nie jeść — przypomniał mu o tym, bo może z dziwnego, niepojętego dla niego powodu, o tym zapomniał. Już czuł jak łezki zaczęły wzbierać w jego ślepiach. Nie potrafił, nie był w stanie tego zrobić! 
— Ale nie zjesz mnie, spokojnie! Tylko ugryź. Wbij ząbki najmocniej jak umiesz. To nic trudnego — starał mu się to na spokojnie wytłumaczyć starszy. 
Nie żeby go to przekonało. Dalej miał co do tego złe myśli. Wziął jednak głęboki oddech, po czym ponownie złapał za jego łapkę i mocno wbił w nią swoje kiełki. Słysząc cichy pisk swojego taty, aż się zdziwił. Nie wiedział, że koty umieją tak robić! Sądził, że to tylko szczury piszczą! Nic więc dziwnego, że przestraszony puścił kończynę Aitala, robiąc wielkie oczy. 
— T-tak... J-jest dobrze. T-tak gryź innych... — odezwał się dalej skrzywiony przez ból biały. 
— Mhm... — miauknął, po czym oblizał pyszczek, czekając na nagrodę. Bo skoro udało mu się wykonać to zadanie, to liczył na coś smacznego. 
Samotnik podał mu jakieś kości, po czym zaczął wylizywać miejsce ugryzienia. Widząc to, czuł niezwykle ogromne poczucie winy. Już mu przeprosiny cisnęły się na pyszczek, ale zrezygnował i zaczął węszyć po tym co dostał. Było dziwne. Pierwszy raz widział coś takiego na oczy. Zaczął gryźć kość, ale była dla niego za twarda. Naprawdę jego bracia tym się żywili? Szorował kiełkami po niej, ale nic nie był w stanie zdziałać.
— Jak się to je? To twarde. — Wypluł posiłek, czekając na jakieś wyjaśnienia. Kocur w końcu znał się na byciu szczurem, nawet bardziej od niego. A co jeśli... Też był szczurem, ale odkrył, że jednak był kotem? Czy to było możliwe? 

<Aital?>

11 marca 2023

Od Szczurka CD. Aitala

Położył po sobie uszka, robiąc smutne oczka. To, to było złe? Nawet nie wiedział. Sądził, że jak ktoś dawał mu jeść z własnej, nieprzymuszonej woli to było to naprawdę miłe. A okazywało się, że robili mu tym sposobem krzywdę! Cieszył się, że spotkał na swojej drodze Aitala. Kocur był miły i co najważniejsze pomógł mu uciec przed śmiercią. 
— A jakie są to sztuczki? Ja nic nie umiem... Byłem w końcu kotkiem — przypomniał mu o tym, paląc się aż ze wstydu na te słowa. 
Chciał bardzo, ale to bardzo mu się odwdzięczyć za pomoc, a nawet nie wiedział jak. Czuł się tak bardzo źle. Miał nadzieję, że Aital nie będzie na niego z tego powodu zły. Zawsze istniała szansa, że uda mu się czegoś nauczyć. Nie chciał by ten go zostawił na pastwę losu! 
— Sam nie wiem, jako szczur powinieneś wiedzieć... Ale cię skocili — mruknął do niego, a on położył na to uszka. Tak… Skocili go. Odebrali możliwość, by mógł być ze swoją szczurzą rodziną. Właśnie… Ciekawe czy mama wiedziała o tym, że nie była kotkiem. Gdyby istniała szansa to wszystko by jej powiedział, ale nie wiedział gdzie była. — Hm, turlanie się, piszczenie, skakanie... — przerwał jego myśli głos białego. 
Och… Coś takiego? Brzmiało to wcale nie tak skomplikowanie. Umiał piszczeć, turlać się, a nawet skakać! A to oznaczało, że będzie mógł robić sztuczki za jedzenie! Oblizał się aż na to, bo był ciekaw co dostanie od kocura za pyszności. 
— Brzmi... łatwo. Postaram się najlepiej jak umiem! — zapewnił go. Chciał w końcu być dobrym szczurem. Może wtedy rodzina białego go zaakceptuje? Nie chciał skończyć jako ich danie główne, czego najbardziej się bał. — Coś jeszcze musze wiedzieć o byciu szczurem? Jesteś bardzo mądry...
Samotnik przekrzywił łeb, próbując sobie przypomnieć coś co mogłoby mu się przydać w życiu. 
— Szczury jedzą ble jedzenie. Różne śmieci obrzydliwe. Hm... Głośno piszczą i gryzą... Wchodzą ciągle w jakieś dziwne miejsca... I sikają gdzie popadnie. Pewnie za niedługo już taki będziesz!
O fuj! Nie brzmiało to dobrze. Nie spodziewał się, że takie rzeczy były na porządku dziennym, nawet u takiego stworzenia jakim był! On całkowicie inaczej się zachowywał, ale… Ale no właśnie. Nie był takim prawdziwym szczurem, ponieważ jego państwo wmówili mu coś innego. 
Skrzywił jednak na to swój pyszczek i pokręcił główką. 
— Ale ja nie chcę fuj, fuj, ble, ble jedzenia jeść. Bo to obrzydliwe! — Na samą myśl już czuł jak mu brzuszek się buntuje. Nie wsadzi do pyszczka nic obślizgłego, o nie! — O! Ja... Ja dużo piszczę i gryzę! — zauważył zdumiony. — Ale gryzę nie koty, a różne rzeczy... I wchodzę w dziwne miejsca! Wspinałem się w domu na takie posłanie mojego państwa i na półki — dodał z dumą. — I robiłem też siusiu tam gdzie mi się zechciało, ale wtedy Dwunożni mnie kładli na takim żwirku i mówili, abym tam siusiał.
Aital słysząc to, pogłaskał go po główce, co było naprawdę miłe. 
— Ja zamiast żwirku mam gazety, będziesz siusiać na gazety bo szczury tak robią. — Uśmiechnął się do niego. —A jedzenie... No załatwię ci coś lepszego niż śmieci, ale nie możesz jeść myszy, bo to twoja rodzina!
Myszy? Nie tknąłby! Fuj! Jak można jeść coś żywego? To mu się nie mieściło w łebku. No i jeszcze… To byłoby straszne, gdyby jadł własnych krewnych! Od razu pokiwał łebkiem, wręcz stawiając sobie za honor, by nie zjeść kogoś takiego jak on.  
— Dwunożni dawali mi takie kuleczki i papki — przypomniał sobie o swojej diecie. — I tam nie było żadnych w nich myszek.
— Dawali ci świństwo, które cię skociło. To obrzydliwe! – parsknął jego opiekun. — Hm... A może przez to masz teraz kocie futro i... I jednak będziesz mieć te bąble? — Spojrzał na niego krytycznie. 
Sierść mu stanęła dęba. Co?! O nie! On nie chciał mieć bąbli! Czy to prawda? Naprawdę dostanie jakiś fuj wyprysków i będzie wyglądał jak jakaś ropucha? Oczka aż mu się rozszerzyły ze strachu, a serduszko mocniej zabiło. Przylgnął do kocura, szukając w nim schronienia przed tą straszną chorobą. 
— Nie! Ja nie chcę! Nie chcę ich! Weź je ode mnie! Ja chcę być zdrowy, a nie chory! — panikował, wręcz czując jak go ten strach paraliżuje. I to tak bardzo, że nie usłyszał cichego chichotu, który wymsknął się z pyska jego towarzysza. 
— Już ci usunę to ble futro — powiedział, po czym zaczął wyrywać mu kępki sierści.
Pisnął, bo nie spodziewał się tego. Ale jeżeli nic nie zrobi, to będzie miał fuj bąble i umrze! Nie chciał umrzeć. Był jeszcze mały, a chciał poznać więcej świata. Dlatego też zacisnął mocno pyszczek, znosząc to jak na prawdziwego, odważnego szczura przystało, chociaż po policzkach spływały mu raz po raz łzy. Bolało, ale taka najwyraźniej była cena bycia zdrowym. 
Z pyszczka wyrwał mu się cieniutki pisk, aż Aital zaprzestał swojego eksperymentu, spoglądając na niego z radością. 
— Już. Jesteś bezpieczny — zapewnił. 
Drżał, bo zrobiło mu się tak bardzo zimno w miejscach, gdzie stracił swój puszek! Patrzył na swoje futerko na ziemi, po czym przeniósł zapłakane ślepia na samotnika. Zdjął z niego bąble? Był już bezpieczny? Ta kuracja jednak była tak bardzo nieprzyjemna i bolesna! Spojrzał na swoje ciałko i pisnął z zaskoczenia. Wyglądało jak jego ogonek! Różowe! Dotknął je aż łapką, czując tylko ciepło pochodzące ze skóry, pozbawionej miękkości. 
— J-jestem jak Bezwłosi! — zląkł się. — Zostałem Dwunożnym!
O nie! To źle! Źle! Jego przyjaciel się pomylił i nie udało mu się go wyleczyć, a przemienić w dwunożną istotę! Jak miał teraz żyć? Nie umiał chodzić na dwóch łapach? Co się z nim teraz stanie? Wróci do swojego państwa, którzy wychowają go na sobie podobnemu? Ale on nie chciał! Za bardzo przywykł do obecności obcego kocura, którego wręcz zaczął powoli uznawać za najbliższą osobę w całym swoim życiu. 
Aital słysząc jego wystraszone piski pokręcił głową. 
— Nie jesteś Dwunożnym bo nie chodzisz na dwóch łapach. Jesteś łysym szczurem. Hihi — zachichotał.
Racja. Miał rację. Nie potrafił chodzić na dwóch łapach, czyli... czyli nie musiał się martwić, że tak szybko zmienił po raz kolejny swój gatunek. Wizja jednak łysego szczura nie była dla niego zbyt miła. Wolał mieć swoją sierść, bo przynajmniej nie czuł tego chłodu. Zaczął dygotać, przestępując z łapki na łapkę. 
— A-ale mi zimno teraz jak nie mam sierści — wyżalił mu się.
Biały wzruszył ramionami tak, jakby ten za bardzo panikował z tego powodu. No ale… Ale to było dla niego takie dziwne i nowe! 
— Będzie ci cieplej, jak się wtulisz w róg kartonu. W klatce będzie ci ciepło. A dopóki gazety są czyste, to możesz się nimi przykryć, prawda? Nie rycz.
Będzie ciepło, gdy to zrobi? Od razu popędził do środka kartonu. Rzeczywiście... Nieco to dawało jakąś ochronę przed chłodem. Owinął swój ogonek wokół łapek, zwijając się w kulkę. 
— Nadal zi-zimno — pisnął. — A-ale mniej. 
— No i co z tego? Zagrzejesz się. Jesteś tylko szczurem. Może ci być zimno. Chcesz trochę słomy? — zapytał go. 
— Tak, poproszę. — Pokiwał łebkiem. 
Widział tą słomę i zdawała się całkiem fajna do zrobienia sobie w niej norki. Gdyby miał szansę, na pewno by się w niej zakopał po sam nosek!
Aital zgarnął trochę słomy w kupkę, którą wsadził do środka kartonu, wyścielając nią podłoże. Gdy to coś pojawiło się w zasięgu jego wzroku, od razu się nią przykrył tak, że wystawał mu tylko nosek. Obserwował jak kocur stawia kratę, co go zadziwiło. To tak wyglądały klatki? Nawet nie wiedział. Tylko jak stąd wyjdzie, gdy będzie chciał? Te myśli jednak musiał przesunąć na dalszy plan, bo kolejne słowa samotnika go zaskoczyły. 
— Teraz muszę cię przenieść do jakiejś skrytki. Bo... Moja rodzina nie może się o tobie dowiedzieć. Musisz być cicho przez cały czas, a jeżeli ich spotkasz to piszcz. Jasne?
— Ale jak to? Mówiłeś, że twoja mama będzie moją babcią i nie będzie mieć nic przeciwko temu, że tu mieszkam — przypomniał mu. Czyli wychodziło na to, że go okłamał? Ta zła Krokus przyjdzie go dręczyć jak się o nim dowie? Oby nie!
Biały pokręcił głową.
— No będzie, ale... Boje się, że będzie na mnie zła. Później jej ciebie pokażę. Na razie muszę cię ukrywać. Dopiero jak jej wszystko wytłumaczę, to się poznacie. — Popchnął pudło w bardzo zacienione miejsce, dodatkowo przykrywając je słomą.
No to narobił mu stracha. Kiedy wróci ta jego rodzina? Miał nadzieję, że go nie wywęszą! A co jak jedli szczury?! Zostałby ich posiłkiem! Zadrżał, rozszerzając szeroko oczka. 
— B-b-będę bardzo cichutko — obiecał, mając tą straszną wizję w głowie. — A... A kiedy ta twoja rodzina sobie pójdzie, tak jak teraz, to wtedy będę mógł wyjść z pudła?
Aital chwilę zastanowił się nad odpowiedzią.
— Wtedy chyba tak... Ale cicho! — syknął, słysząc czyjeś kroki. — Wrócę do ciebie tak szybko jak dam radę!
Zacisnął swój pyszczek, obserwując jak biały znika mu z zasięgu wzroku. Strach na powrót ścisnął jego serduszko, ale tak jak obiecał, nie zamierzał się odezwać, by zwrócić na siebie uwagę obcych. 

***

Siedział w kartonie cicho tak jak kazał mu kocur już dość sporo czasu. Okazało się to trudne, ale bał się tych obcych głosów. Nie chciał, by go zjedli. Mieszkanie wśród kotów było przerażające, ale ufał, że Aital w razie czego go uratuje. Nowe miejsce nie było jednak zbyt fajne. Tęsknił za swoim posłaniem u Dwunożnych. Szkoda, że okazali się fałszywi, bo wciąż mimo tego co o nich się dowiedział, zdawali mu się… mili.  Gdy ucichło, usłyszał czyjeś kroki. Widząc Aitala, uśmiechnął się szeroko.
— Cześć! Byłem cicho jak myszka! — pisnął radośnie. — Nie zorientowali się, że tu jestem!
Biały wyciągnął delikatnie kratę i wszedł do środka, by popatać go po łbie.
— Byłeś bardzo grzeczny, Szczurku. Teraz nikogo nie ma, więc możesz sobie wyjść. Jest bezpiecznie, nikt cię chyba nie zje. Ale wiesz... Dzisiaj na śniadanie moja mama zjadła dużą mysz, to chyba był szczur... Przykro mi, chyba jakiś brat ci umarł...
Pochwała była miła. Zaimponował mu! Słysząc jednak jego dalsze słowa, na jego pyszczku wymalował się strach. O nie! Czyli miał rację, że jedli szczury! Pisnął przestraszony i przytulił się do jego sierści. 
— Mam nadzieję, że mnie nie wywęszą. Boję się. Nie chcę też zostać jej śniadaniem! — miauknął. A właśnie... jak o śniadaniu mowa, to poczuł jak go ssało w brzuszku.— Jestem głodny... — poinformował go.
Zaskoczony samotnik utkwił w nim wzrok, jak gdyby pojmując dopiero po chwili jego słowa.
— Szczury potrzebują tak dużo jedzenia? Masakra... Spróbuję coś znaleźć, ale no... Ciężko tu o coś, co nie jest myszą...
Pokiwał łebkiem. Najwidoczniej potrzebował jego dużo. U Dwunożnych zawsze coś miał w miseczce i nie czuł nigdy tego nieprzyjemnego uczucia.
— Och... A nie możesz poszukać jedzenia dla mnie w mieście? Dwunożni mogą nam coś dać — zaproponował.

<Aital?>

23 lutego 2023

Od Szczurka

 *przed spotkaniem Aitala*

Nieziemski kot wrócił! Cieszył się, gdy tylko dojrzał go w oknie. Teraz baczniej obserwował ten rejon. Szybko skierował swoje kroki do burego, który zdawał się dopiero co przebudzić. Widział jak ziewa, ukazując swoje żółtawe zęby. Może by go coś takiego napawało odrazą, ale teraz pragnął dowiedzieć się od kocura nieco więcej o świecie. 
— Przyszedłeś! — pisnął podekscytowany. — Mam tyle pytań. Ja... — przerwał, bo samotnik podniósł łapę, każąc mu przestać kłapać językiem.
— Najpierw pokarm, potem przyjemności — zaczął, poganiając go spojrzeniem.
— Ale powiedz mi jak wyjść na zewnątrz! Na chwilę! Proszę! — piszczał, przylepiając swój nos do szyby. 
Puknięcie w przezroczystą ścianę, oderwało go od niej, lecz proszący wzrok nie znikał z jego pyska. 
— Powiem, ale ruchy. Nie mam całego dnia — odpowiedział kocur, zaczynając wylizywać swoją łapę. 
Ucieszył się z tego, że się zgodził! Wręcz z nową werwą i energią pobiegł do miski, ponownie tak jak wczorajszego dnia, kładąc ją na parapecie i wysypując smakołyki samotnikowi. Bury zajadał się ze smakiem, mrucząc raz po raz. Musiały mu smakować! On też je bardzo lubił. Znów jego nosek dotknął szyby, a serce przyspieszyło. Nie chciał, by nieznajomy odszedł! Bał się, że go oszuka! 
— Nie dysz tak, bo cała szyba paruje. — Skrzywił się kocur, a widząc jak jego mina zmienia się na bardziej płaczliwą, kontynuował. — Więc chcesz się stąd wyrwać, tak? To proste. Zasyf kanapę tak, że uchylenie okna nic nie da i będziesz wolny. Możesz też poczekać. Dwunożni wypuszczają koty na zewnątrz, gdy robią się starsze. A ty tak panikujesz... Biją cię czy co? — zapytał.
Pokręcił łbem. Odpowiedzi nieco go uspokoiły i usatysfakcjonowały. 
— Nie, nie biją. Jest miło, ale... Chcę odkrywać świat! — pisnął. 
Bury pokiwał łbem.
— Kocięca ciekawość to pierwszy stopień do skończenia pod kołami potwora. No ale nic. Ja zrobiłem swoje, nara — to powiedziawszy odszedł. 
Jeszcze przez jakiś czas siedział i obserwował znikającego za płotem samotnika. Jego rady mogły okazać się skuteczne. Może rzeczywiście warto było poczekać? Jak się nie uda to spróbuje tej niezbyt... miłej metody. Nie chciał w końcu szkodzić Dwunożnym, a wiedział jak bardzo lubili swoją kanapę.

Od Szczurka

*przed spotkaniem Aitala*

 Siedział z nosem przyklejonym do szyby. Musiał dowiedzieć się jak się stąd wydostać. Jego państwo zawsze wychodzili przez duże drzwi, ale gdy próbował się do nich zbliżyć, odganiali go. Nie wiedział dlaczego. Mógł przecież pójść tam z nimi! Nie zaszkodziłby. Nawet obiecał sobie, że będzie grzeczny i nic nie podrapie ani nie pogryzie! Chciał tylko dotknąć tej zielonej ziemi i zobaczyć co takiego się dzieję w tym miejscu, że samotnicy wyglądają tak dziwacznie! 
Westchnął cierpiętniczo. No nic... Czyli kolejny dzień nudzenia się, bo znów został sam. Co mógł robić? Aaa! On chciał tam do roślinek! Zaczął drapać w szybę, mając nadzieję, że ta go wypuści. Nic jednak się nie stało. Magicznie nie zniknęła. Dalej tam była. 
— Uważaj, bo się spocisz — usłyszał obcy głos.
Skąd on dobiegał? Rozejrzał się, ale nie był w stanie znaleźć jego źródła.
— Halo? Kto to? — zawołał.
— Jestem... bogiem! Łuuuu! Lękaj się i składaj pokłony mizerna istoto! 
Co? Jego sierść od razu się najeżyła. Bóg z nim gadał? Słyszał od mamy, że coś mogło być po śmierci, ale nie za bardzo chciał jej dawać w to wiarę. A teraz... Ten szef z niebios przybył, aby go ukarać! Od razu wydał z siebie pisk, padając do ziemi. 
— Przepraszam! Ja nie chciałem w ciebie nie wierzyć! Mama mi mówiła, ale nie sądziłem, że istniejesz! — zaczął się tłumaczyć. 
Cichy chichot rozległ się zaraz, a następnie głos wrócił.
— Jeżeli nie chcesz zostać usmażony piorunem, przynieś natychmiast wszystkie swoje chrupki z miski i połóż przy oknie — odezwał się nieznajomy.
Pokiwał szybko głową i poszedł w tę pędy robić to co sam stwórca chciał. Złapał ostrożnie miskę z jedzeniem i dość koślawo wspiął się po sofie, by dostać na parapet. Położył tam posiłek, stając oko w oko z jakimś kotem. Zamrugał zaskoczony. To był bóg? 
— To ty? — palnął wstrzymując aż oddech.
— Ja. A teraz widzisz tą szparę w oknie? — Wskazał na uchylenie. — Wepchnij tu jedzenie. No ruchy, ruchy, dzieciaku. 
Nie namyślał się za długo. Wolał nie denerwować boskiego kota. Napchał sobie pyszczek chrupkami, po czym wysypał je na drugą stronę. Ej! To była myśl! Może udałoby mu się przez to przecisnąć i wyjść na dwór! 
Samotnik zaczął zajadać się jego pokarmem, a on poważnie zaczął zastanawiać się nad tym pomysłem. Wsadził w szczelinę łapkę, ale dostał zaraz po niej od burego. 
— Twoje miejsce jest w gnieździe pieszczochu — skarcił go. — Wolność to domena dzikich kotów. 
Napuszył się z niezadowolenia, ale kiwnął łbem. Czyli przyjdzie mu tu już żyć na zawsze? Nie będzie mógł poczuć jak to jest na zielonej ziemi? Chciał wypytać kocura o świat, lecz nie chciał mu przeszkadzać w posiłku. Dopiero, gdy ten zjadł, spróbował się odezwać, ale nieznajomy po prostu odszedł. 
— Wróć jeszcze! Dam ci więcej! — zawołał za nim, mając nadzieję, że jeszcze uda mu się zadać swoje pytania. 

Od Szczurka

 *przed spotkaniem Aitala*

I raz. I dwa. I trzy! Skoczył na zaskoczonego Dwunożnego, który nie spodziewał się jego ataku. Wgryzł swoje małe kiełki w jego palce, a z gardła dużej istoty rozległ się pisk. Bolało go? Nieco się wystraszył i przemknął szybko do miejsca, w którym była śliska ziemia, a gdzie czekała na niego zawsze pełna miska. Biegnąc tak, prześlizgnął się po podłodze, zatrzymując dopiero przy ścianie. Rozejrzał się, ale właściciel go nie gonił. Uf! To dobrze! Nie był najwyraźniej zły! Energia jednak go rozpierała, przez co zaczął biegać i szaleć, czerpiąc satysfakcję z tego, że miał tyle wolnej przestrzeni. 
Ale i czasami energia się kończyła i tu było podobnie. Zmachany dotarł do sofy, wciskając się pod spód. Uwielbiał takie norki! Nikt wtedy nie wiedział gdzie był, a Dwunożni nie byli w stanie dowiedzieć się, że to tutaj przynosi różne drobiazgi, które zostawiają na wierzchu. 
Teraz więc bawił się jakimś tykającą rzeczą, która zwykle gościła na łapie właściciela, obgryzając ją z każdej strony. Gdy rozległ się trzask, zamarł. O nie! Popsuł? Dźwięk ustał, a kawałek przedmiotu odpadł. Powąchał to i stwierdził, że dziwnie pachniało. Raczej nie zjadłby tego... No nic... Musiał jednak zadowolić się swoją piłką. 
W tym celu wymknął się spod mebla i udał do koszyka, gdzie były jego zabawki. Chwycił w pyszczek piłeczkę i zaczął ją rzucać, by następnie przewrócić się na grzbiet i poodbijać ją łapkami. 
Nagle coś błysnęło. Rozejrzał się zaskoczony i ujrzał jak Dwunożny trzyma coś nad nim i znów świeci. Nie wiedział o co mu chodziło. Już dawno zauważył, że oni nie znali jego języka. To było takie problematyczne! Teraz też chciałby na przykład zapytać go co robił, ale z jego pyszczka uciekało tylko miauczenie, a ten gapił się z uśmiechem, jakby poprawił mu humor. Oczywiście cieszył się z tego, że był zadowolony. On też się cieszył dniem! Ale czasami warto było coś powiedzieć, a nie szczerzyć kły! Od razu przypomniał mu się ten rudy przybłęda, a wzrok powędrował w stronę przezroczystej ściany. Musiał znaleźć jakiś sposób, aby tam się dostać. Chciał poznać świat. Choćby zaraz. 

Od Szczurka

 *przed spotkaniem Aitala*

Obserwował akwarium, w którym pływały ryby. To było jego ulubione zajęcie. Nie potrafił tam doskoczyć i ich dotknąć, bo był mały, ale z ziemi, a najlepiej to z dużego puchatego kamienia, doskonały był widok. Jego państwa nie było w domu. Poszli gdzieś, zamykając go samego. To było takie strasznie nudne... Siedzieć tu sam. W poprzednim miejscu, miał chociaż rodzeństwo i mamę, a tu? Eh... Tęsknił za nimi. 
Przewrócił się na drugi grzbiet, gdy w oczy rzucił mu się ruch za oknem. Podszedł do przeszklonej ściany, która dotykała aż ziemi i zainteresowany zaczął się rozglądać. Kto to był? Czyżby właściciele wrócili? Nie... Ujrzał rudą kitę, a zaraz jego oczom ukazał się strasznie zaniedbany kot. Wyglądał... źle. Spojrzał na niego zaropiałym okiem, jeżąc sierść. Nie rozumiał dlaczego był taki agresywny. Przecież to był jego dom, a nie obcego, no i jeszcze odgraniczała ich niewidzialna ściana. Pomachał do niego łapką, a nieznajomy zaatakował. Wystraszony odskoczył, czując jak jego serce biję coraz szybciej. Na szczęście samotnik nie dostał się do środka. I całe szczęście! Może był tak wygłodzony, że chciał go zjeść? Zaoferowałby mu swoje chrupki, ale bał się ryzykować. I tak nie miał jak mu ich podać. Zewnętrzny świat jednak bardzo go ciekawił. Co tam było? Dlaczego inne koty wyglądały tak... źle? Gdzie byli ich właściciele? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. 
Widząc, że rudy odpuścił i zniknął za płotem, wrócił na puchaty kamień, wskakując na niego z wysiłkiem. Był w końcu spory, a jego łapki króciutkie. Ale udało się mu wygodnie ułożyć i oczekiwać kolejne uderzenia serca na Dwunożnych. Już nie mógł się doczekać ich powrotu! Zawsze mieli dla niego jakieś fajne zabawki. Najbardziej uwielbiał piłkę, która leżała w jego koszyku, ale nie pogardziłby czymś nowym.
Słysząc tykanie jakiegoś urządzenia, od którego tu się roiło, poczuł się senny. Miarowy i jednostajny dźwięk otulił go zewsząd, gdy zapadł w słodki sen. 

15 lutego 2023

Od Szczurka do Aitala

To był piękny dzień. Wyszedł do ogrodu, by pobawić się na świeżym powietrzu. Jego państwo na pewno nie będą mu mieć tego za złe. Uchylili w końcu okno, co uznał za zaproszenie na harce! Właśnie skakał za motylkiem, który przeleciał ponad płotem. Zmarszczył swój pyszczek, wydając z siebie smutny pisk. Dlaczego to tu stało? Nie mógł przejść! Zaczął rozglądać się po otoczeniu, a widząc dziurę w przeszkodzie, sprawnie przez nią się przecisnął, rozglądając po terenie. Gdzie był ten motylek? No gdzie? Kręcąc się zagubiony po drodze, poczuł jak ktoś na niego wpadł. Wydał z siebie kolejny tego dnia pisk, zwracając swoje oczka na białego kocura, który go bardzo docisnął do ziemi. Ugh! To nie było zbyt miłe.
- Zejdziesz ze mnie? - pisnął grzecznie, zaraz dodając z goryczą. -  Widziałeś może motylka? Szukam go, uciekł mi...
Zamiast spełnienia jego prośby nieznajomy wydał z siebie zaskoczony odgłos. Co się stało? Dlaczego wydał z siebie taki dziwny dźwięk? Zrobił mu coś złego? Oby nie! Nie chciał, by ktoś źle się przez niego czuł.
- Szczury mówią?! 
Szczury? Zdumiony spojrzał na kocura na tyle ile był w stanie.
- Jakie szczury? Nie rozumiem... - miauknął, próbując wyjść spod ciała starszego od siebie, ale z mizernym skutkiem. - Ja jestem kocięciem. Pieszczoszkiem. Mieszkam niedaleko, a ty?
Obcy wstał z ziemi i spojrzał na niego wielkimi oczami. 
- Nie jesteś kocięciem, tylko szczurem. Czemu nie jesteś w kanałach? I czemu nie śmierdzisz? - Popatał go po głowie. - Muszę cię chyba naprawić, kto cię tak skrzywdził? Ja mieszkam daleko stąd, taka stara baba mnie gości w wielkiej chacie, ale... Tam jest nudno. Ale jeżeli wezmę cię ze sobą, to już nie będzie!
Otworzył szeroko pyszczek, bo nie rozumiał co ten obcy pan do niego mówił. Jak to nie był kociakiem tylko szczurem? To tak się dało? I jakie mieszkanie w kanałach? Zatkało go tak bardzo, że nie wiedział jak zareagować na to wszystko. 
- Um... pan się pomylił... Jaki ze mnie szczur? To znaczy... Jestem... tylko kocięciem. Na imię mi Blue. - przedstawił się. - Jak to naprawić? - Nic z tego nie rozumiał, pokręcił łebkiem. - Nie znam żadnej starej baby, ale jak jest nudno to... to polecam zabawy! Ja lubię się bawić, gdy mi się nudzi. Na przykład łapie takie małe piłeczki i je sobie turlam po ziemi - Uśmiechnął się. - Zabrać? - Cofnął się o krok. - Ale... ja nie wiem czy mogę. Moi państwo będą się martwić jak nie wrócę do domu...
- No i co z tego, że się będą martwić!- parsknął samotnik i pokręcił głową. - Zepsuli cię mały szczurku... Muszę cię nauczyć bycia szczurem. Po pierwsze, nazywasz się szczur, dobrze? Szczurek. Nie jesteś kotkiem! Ani żadnym Bluł!
To co mówił było takie straszne! Jak to nie nazywał się Blue? Jak to nie był kotkiem? Łezki zebrały mu się w oczkach, a nos siorbnął dość głośno. Był okłamywany? Dopiero jakiś obcy kot wyjawił mu prawdę o tym kim był? Spojrzał na swoje małe łapki i niebieskie futerko. W zasadzie... Kolorem przypominał szczura. Czyli... Czyli ten pan nie kłamał! 
- A-ale... ja nie rozumiem... Dlaczego jestem szczurkiem, a nie kotkiem? Naprawdę nie wyglądam jak kot? - wbił w niego spojrzenie, mając nadzieję, że starszy kocur powie, że to tylko żart.
- Nie wyglądasz! Masz uszy jak szczur, piszczysz, jesteś szary... Ale ten ogon, tragedia! Trzeba ci usunąć te futro! - zamruczał. - Ci źli Dwunożni cię skocili. Udawali, że jesteś kotem. I dlatego masz na ogonku futro! Daj mi go tu, to ci go naprawię...
Te słowa sprawiły, że cała nadzieja go opuściła. Czyli... czyli to prawda. Okłamywali go, skocili. Był szczurem, a nie kotem, a  wierzył jeszcze przez chwilę w to, że był normalny. Może to dlatego nie przychodzili do niego sąsiedzi z ogródka? Bali się go, bo był szczurem? Słysząc wzmiankę o jego ogonie, spojrzał w jego kierunku. Rzeczywiście... nie wyglądał jak taki szczurowaty... Nie wiedział jak ten pan miał go naprawić, ale powoli podał mu go, bo być może przekona się o prawdzie na własne oczy. 
- Myślisz, że rzucili na niego jakiś czar? - zapytał, obawiając się zdjęcia iluzji i zobaczenia swojej prawdziwej postaci.

<Aital?>