BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeleni Puch x Tygrysia Smuga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeleni Puch x Tygrysia Smuga. Pokaż wszystkie posty

29 sierpnia 2023

Od Jeleniego Puchu CD. Tygrysiej Gwiazdy

Ucieszył się, gdy mama go odwiedziła i dała posiłek. Kiedyś nienawidził jej za to, że porzuciła go w Klanie Wilka, skazując na głód, samotność i przeogromny ból. Teraz jednak cieszył się za każdym razem, gdy widział jej pyszczek. I chociaż nie mógł jej dotknąć, ponieważ znajdowała się poza jego zasięgiem, tak te krótkie chwilę były dla niego bardzo cenne. Pokazywały mu, że kocica o nim nie zapomniała, że tu była i starała się mu zapewnić spokojne życie. 
Oblizał się ze smakiem, gdy skonsumował całą wiewiórkę. Takie dary były pyszne. Już przyzwyczaił się, że koty, które przychodziły do niego w odwiedziny zawsze coś dla niego miały. To było bardzo miłe. Nigdy tak dobrze nie jadał jak teraz. Powoli jego ciało wracało do normalnego wyglądu, a ostre kości i żebra, zaczynały na powrót obrastać w tkankę. 
— Tak! Kochać Pożał! On spać ze mną w dziuła! — powiadomił mamę, ocierając się o ścianę dołu, w geście podziękowania za pokarm. 
— Śpi z tobą? — zapytała zdumiona.
Pokiwał głową, uśmiechając się szeroko. Tak! Jego partner przychodził do niego często. Dużo rozmawiali, dzięki czemu coraz lepiej otwierał się na innych, porozumiewając z nimi tak jak dawniej. Chociaż wciąż miał pewne problemy ze składaniem zdań, to szybko o nich zapominał, gdy czuł pyszczek partnera tuż obok swojego. 
— Opowiesz jak się sprawuje? — dopytywała.
— Pożał uczy. Uczy mowa. I tuli, i kocha i ja kochać go. Cała noc ze mną, co dzień. On też nie mieć oko! — powiadomił ją, nabierając więcej powietrza w pysk, ponieważ wciąż to było dla niego dziwne, że rudy je stracił. Przypominał teraz tak bardzo Jelonka, co było z jednej strony smutne, a z drugiej uważał, że najwidoczniej byli sobie pisani. 
— A mama? Mama szczęście? — zwrócił się do kocicy, która posłała mu lekki uśmiech. 
— Tak, Jelonku. Jestem szczęśliwa, ale dlatego, że cię widzę. Cieszę się, że z każdym dniem jest lepiej — wyszeptała. 
Po chwili zawahania ruda skierowała w jego stronę łapę. Zaciekawiony podszedł, opierając się o ścianę dołu, aby dosięgnąć kończynę. Nie ugryzł jej jednak jak to miał w zwyczaju, a dał się dotknąć. Chciał poczuć mamę. Chciał wiedzieć, że była tu żywa i prawdziwa, a to nie był żaden sen. Tygrysiej Gwieździe łza zakręciła się w oku, że oto po długich księżycach jej syn wracał do swojej kociej wersji, a potwór w nim umierał. On także się z tego cieszył. Cieszył się, że na powrót był z rodziną. 

***

Mama przestała przychodzić. Martwił się i przez to chodził poddenerwowany. Coś się stało? To była jego wina? Nie wiedział. Dość długo czekał na jakieś informację z klanu. Różana Przełęcz przyszła do jego dziury i przekazała mu smutne wieści. Tygrysia Gwiazda... Nie żyła. Łza zakręciła mu się w oku, a całe ciało opadło mu bezsilnie na ziemię. Odeszła... Zostawiła go. Na zawsze. Ale... Ale wyglądała na zdrową. Nigdy nie przypuszczał, że ruda była aż taka stara, że Klan Gwiazdy już wyciąga po nią swoje łapy. Liczył na to, że ta wróci, że zastępczyni kłamała. Ale nie pojawiła się... Już nigdy. 

04 sierpnia 2023

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Jeleniego Puchu

Długo pochyła się w milczeniu nad dołem, w którym żył jej syn. Z chmur zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Tygrys pozwalała, by te spływały po jej futrze, dalej wpatrując się w zmizerniałą sylwetkę Jelonka. I tak odkąd wrócił do domu, nabrał jakichkolwiek kształtów, karmiony odpowiednio piszczkami ze stosu.
— Tak. Jesteś wolny — stwierdziła, choć nie brzmiała na przekonaną. Wciąż miał ograniczony ruch i możliwości. Wiedziała, że musi w końcu popracować nad odbudową relacji z nim, bo nie mógł całego życia spędzić w dziurze. Poza tym chciała dla swojej pociechy jak najlepiej. Szczególnie po tym, co przeszedł. — Kiedyś będziesz naprawdę wolny.
Wypełnione wieloma emocjami błękitne ślepia spojrzały na nią. Widziała w nich strach, radość i ulgę. Uśmiechnęła się lekko, kładąc się wzdłuż krawędzi rozkopu.
Tę noc spędziła w deszczu, ale przynajmniej była szczęśliwa. Klan odzyskał wolność, a ona swojego syna.

***

Miała w końcu czas, by odwiedzać częściej Jelonka. Nie wisiało już jej nad głową widmo wojny, ani żaden inny klan nie miał nad nimi władzy. Wolność była ciekawym pojęciem, ale była pewna, że to właśnie czuła. Spokój napawał nieustannie jej serce.
Przynajmniej do pewnego czasu.
Chociaż na powrót Leśnego Pożaru i przyjęcie rudej samotniczki zgodziła się od razu, tak długo gdybała nad tym, czy dobrze uczyniła. Widziała, jak kocur wielokrotnie odwiedzał jej syna i ile szczęścia sprawiało to rudemu, a jednak... Wciąż miała masę wątpliwości co do słuszności tej decyzji.
Teraz na dodatek miał kocięta. Rude, a jakby tego było mało, to jeden był kopią Piaskowej Gwiazdy i najwyraźniej najlepszym pomysłem dla rodziców była inspiracja imieniem tej tyranki.
Wzięła ze stosu pulchniejszą wiewiórkę, którą sama dorwała tego ranka na patrolu. Wyglądała dosyć smakowicie, więc liczyła, że jej synowi to podpasuje. Nie był wybredny, ale chciała zapewnić mu wszystko, co najlepsze.
Spał smacznie w swoim dole. Chociaż Tygrys nieustannie marzyła o dniu, w którym ten zamieszka pośród nich, nic nie wskazywało na to, by specjalnie się do tego zbliżali. Cętkowany dalej miewał momenty, w których "Burzak" był dla niego równoznaczny z posiłkiem. Na nią już się nie rzucał, ale wolałaby nie myśleć, co mogłoby się stać, gdyby wpadło do niego jakieś kocię.
— Jelonku, patrz, co dla ciebie mam — zamruczała na powitanie.
— Jeść? — zapytał, zerkając na nią z uśmiechem.
— Tak. Bardzo smaczne jeść — oświadczyła, podając mu posiłek.
W ciszy przyglądała się jego zachowaniu. Nie rzucał się już na danie niczym wygłodniały drapieżca, a w miarę spokojnie je konsumował. Nie rozglądał się co rusz, jakby bojąc się, że ktoś mu zaraz zabierze jedzenie. Wydawał się nie być pochłonięty żadnym stresem.
Oparła głowę o przednie łapy i przyglądała mu się w zamyśle.
— Pożar często cię odwiedza? — zagadnęła. — Dalej go lubisz?

<Jelonku?>

23 czerwca 2023

Od Puszka (Jeleniego Puchu) CD. Tygrysiej Gwiazdy

Słowa pana dźwięczały mu w uszach. Tak. Zostawiła go. Porzuciła. Zasługiwała na ból. Musiała poczuć to co on przez te księżyce. Zasyczał na nią wrogo, ale nie odpuszczał. Był jednak zmęczony. Walka jak i doznanie wolności mocno go wymęczyły. Zmuszał się jednak, aby dorwać kocicę w swoje zębiska, nawet jeśli ta miała nad nim przewagę. 
— Zła! — zawarczał zachrypniętym głosem. — Zostawić! Zostawić Puszek! Ty dać ał! Zabić! Zabić!
— Zostaw — wydał wyraźne polecenie czarny van. Czemu pan nie pozwalał zabić? Przecież po to go szkolił. Ile razy powtarzał, że tygrys to jeść. Zły burzak. Gdy rudzielec machinalnie wykonał jego rozkaz, Mroczna Gwiazda spojrzał na kotkę. — Jeśli będziesz nieuważna, może zginiesz z łap własnego syna. To dopiero byłoby interesujące. Prawda, Puszku? Pamiętasz, co ta żmija tobie zrobiła?
— Z której strony przypominam ci żmiję? — wykrztusiła. 
Widział, że była zszokowana tym co padało z jego pyska. Ale... Ale tak trzeba było. Była winna! To ona sprawiła, że tak długo cierpiał! Ile modlitw składał do Klanu Gwiazdy, aby mama go odnalazła! Ile spadających liści widział, a ile cierpiał mrozów? Była żmiją! Podłą i złą! 
Przełknął ślinę, która zaczęła gęściej wypływać z jego pyska, słuchając słów Mrocznej Gwiazdy niczym w transie. 
— Zła... Ał, ał... zostawić... ja być w dziuła. Zapomnieć o mnie — wyskomlał żałośnie, powstrzymując z trudem swoje pierwotne instynkty. Wbił pazury w ziemię, sycząc w stronę rudej, lecz tak jak pan kazał, tak nie rzucił się na nią z zębami. 
— Tak, Puszku. Twoja matka cię zostawiła — miauknął. — Ale nie chcesz chyba, by szybko umarła? Powinna cierpieć. A nie ma lepszego cierpienia, niż patrzenie na własnego syna — spojrzał na Tygrys triumfalnie. — W takim stanie.
Na pewno ciężko było jej to wszystko znieść. Nie rozumiała, nie chciała rozumieć, ale powinna. To jej wina! Jej wina!  
— Nigdy o tobie nie zapomniałam — powtórzyła uparcie. — Rozumiem, że mówisz to z własnego doświadczenia? — mruknęła przeciągle, a wzrok dalej spoczywał na rudym. 
Nie zapomniała? Jak mogła tak mówić? Ile czekał? Bardzo długo! Mimo to te słowa wywołały, że z jego oka zaczęły wypływać łzy, a ciałem wstrząsnął dreszcz. 
— Kłeski... Tyle kłesek w dół. Liście dwa łazy spaść. Nie znaleźć. A ja płosić. Płosić, aby Klan Gwiazd pomóc. Oni opuścić. Tak jak ty — załkał niczym ranne zwierzę. — Gdzie być mama, gdy umiełać? Gdzie być mama, by dać jeść? 
— Mówisz, że nie zapomniałaś, a tyle czasu zajęło wam odnalezienie go. A ja w tym czasie ładnie to wyszkoliłem — zamruczał Mroczna Gwiazda. — Prawda, Puszku? Podejdź bliżej do pana.
Słysząc polecenie z pyska wilczaka, podszedł do niego posłusznie, przysłuchując się słowom matki.
— Nie miałam pojęcia, że jesteś w Klanie Wilka. A i wiele zależało od Kamiennej Gwiazdy, na której większość decyzji nie miałam wpływu — zauważyła. — Ale nigdy o tobie nie zapomniałam. Martwiłam się o ciebie przez ten cały czas i nigdy nie zwątpiłam w to, że odnajdę cię żywego i będziemy na nowo razem szczęśliwi. Nawet Diament zaczęła za tobą tęsknić. Wyrosła, zrobiła się rozsądna i z pewnością chciałaby zobaczyć swojego brata w takim stanie, w jakim był wcześniej — podkreśliła. 
Jej słowa brzmiały tak jak zawsze sobie wymarzył, gdy jeszcze miał nadzieję. Położył po sobie uszy, ale nic jej na to nie odpowiedział. Smutek mieszał się z niepewnością, bowiem chciał wierzyć w nawet najpiękniejsze kłamstwo, byle uwierzyć, że nie został tak naprawdę porzucony. Zwiesił łeb bardziej, zaczynając cicho łkać. Ta sytuacja jednak bardzo go przerastała.
— Lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstewko, Puszku — podkreślił pan. —  Nie zapominaj, że to ona cię tam zostawiła. Gdyby przyszła wcześniej, nigdy byś nie ucierpiał, ale siedziała w swoim bezpiecznym obozie wiedząc, w jakim stanie jesteś. Pamiętasz, jak cię karmiłem, gdy byłeś głodny. Nie narażaj swojego pana na gniew.
— Nie zostawiłam go tam — prychnęła Tygrysia Gwiazda, karcąc się zaraz w duchu za ton, który przyjęła. — Bardzo lubisz ukrywać kłamstwo pod postacią ładnych słówek. Nie miałam jak przyjść wcześniej, skoro nie wiedziałam, że tam jest. A tym bardziej nie miałam pojęcia, w jakim stanie cię zastanę, choć owszem, mogłam się spodziewać, że nie będziesz już taki sam. Szukałam przez ten cały czas w złym miejscu, ale nie traciłam ani nadziei, ani chęci. Przez cały czas zależało mi na tobie i dalej mi zależy, Jelonku — rzuciła, spoglądając na syna.
Skulił się, ponieważ nie chciał, aby pan był zły. Nie chciał znów głodować, ani czuć jego pazurów na swoim grzbiecie. A pan był dobry. Dawał jeść, wypuścił z dziura i pozwolił zapolować na burzak. No i spotkać tą, która go porzuciła. 
— Pan dobły. Dobły... Pan zawsze ma łację — powiedział do kocura, by liczyć na jego łaskę. 
Mimo to słowa kocicy nie pomagały podjąć mu jednoznacznej decyzji. Jego wielkie, wystraszone oko spojrzało na matkę, a kolejne łzy z niego wypłynęły. Mówiła takie piękne słowa. Chciał ją przytulić mimo wszystko, mimo tego, że pan twierdził inaczej, ale... ale nie potrafił. Pan kazał podejść do niego, więc był przy nim. Kocica była daleko, poza jego zasięgiem. Odwrócił wzrok, wbijając go w swoje łapy. To było dla niego za ciężkie. Za ciężkie...
Jego szczątkowe uszy wyłapywały kolejne słowa, które padały, lecz czuł się tak, jakby były zagłuszane przez wodę. Nadchodziły z oddali, a on nie był w stanie unieść wzroku i spojrzeć matce w twarz. Nie potrafił, chociaż tak bardzo pragnął jej wybaczyć. 
Ostatecznie skończyło się na tym, że został w Klanie Burzy. Dostał własną dziurę i znów był sam. Widok nieba był jednak tak dziwny, tak nienaturalny, że obserwował przepływające chmurki dzień w dzień. W Klanie Wilka zawsze były liście, które ograniczały widoczność. 

***

Miał wielu gości, ale najbardziej to cieszył się z widoku Leśnego Pożaru. Kocur go uspokajał, dawał nadzieję, a móc wtulić się w jego pierś było tym, czym od zawsze pragnął. Niestety... Często ktoś przerywał im miłą chwilę i wyganiał rudzielca. Nie rozumiał dlaczego. Przecież nigdy by go nie skrzywdził. Nigdy. Nie, gdy na powrót go odzyskał. Może się o niego bali? 
Mama przychodziła do niego także. Na początku jej widok był dla niego bolesny, a zakodowany w głowie rozkaz do ataku dźwięczał za każdym razem, gdy tylko się pojawiała. Atakował, warczał i próbował ją dopaść w swoje zębiska, lecz ta nie zrażała się i przychodziła. Dzień w dzień. Mówiła do niego, czasem płakała, a mu ściskało się serce. Wtedy się uspokajał, przypominając sobie odległe czasy, gdy tak bardzo ją kochał. Brakowało mu tego. Tak bardzo. Lecz... Lecz nie potrafił zwalczyć swojej traumy, do której doprowadził Mroczna Gwiazda. Wciąż widział ją jako zło całego świata.

***

Radosne okrzyki, uniesienia, to wyłapał jego słuch. Zadarł łeb w górę, węsząc. Nie wyczuł zapachu wilczaków. Odeszli? Już nie żyli w ich klanie? To było dla niego niepokojące. Minęło już kilka księżyców i był pewien, że gdyby rosły tu drzewa, te zaczęłyby zrzucać liście. Lekkie mżawki go o tym uświadamiały powodując, że jego oko zachodziło łzami. Czuł się wolny... Tak. Chociaż wciąż mieszkał w dziurze, czuł naprawdę szczęście, że nie był w lesie. Tutaj dostawał jeść częściej, tutaj miał przyjaciół, którzy do niego zaglądali. Tutaj była mama...
Na jej pojawienie się dzisiejszego dnia, zareagował znacznie inaczej niż przez ostatnie księżyce. Gdy tylko jej ruda sylwetka pojawiła się w zasięgu wzroku, uśmiechnął się. Prawdziwie i szczerze. 
— Mama... Mama wygłała ze zły pan. — Pociągnął nosem, rozklejając się zaraz. — Jelonek wolny... Wolny... Dziękuję. 

<Mamo?>

10 kwietnia 2023

Od Tygrysiej Smugi(Tygrysiej Gwiazdy) CD. Jeleniego Puchu(Puszka)

Nie widziała go tyle czasu.
W szale bitwy zdążyła ujrzeć w przelocie srebrnorude futro, jednak cała postura nie do końca przypominała jej syna. A prędkość, z jaką poruszał się kot, nie ułatwiała jej identyfikacji. Widziała łapy, krótki ogon, a zarazem masę blizn, które jako jedyne nie pasowały jej do Jelonka. Poza tym mógł być to zwykły zbieg okoliczności, bądź jej urojenia.
Gdy było po walce, której finał nie okazał się dla nich korzystnych, nie otrzymała nawet chwili spokoju. Nie miała kiedy przystanąć, pomyśleć w ciszy co dalej, a przede wszystkim: jak wypędzić panoszące się po ich terenach Wilczaki? Wciąż przeżywała szok i ledwo co kontaktowała z rzeczywistością. Tyle śmierci, zupełnie niepotrzebnych. Tak wielu straciło życia, tak wiele razy krew złączyła się ze słonymi łzami i to zupełnie na nic.
Bo pomimo możliwość spotkania po księżycach rozłąki z synem, wcale go nie odzyskała. A przynajmniej tego nie czuła.
Musiała znosić obecność Mrocznej Gwiazdy, gdy sam zapewnił, że pokaże jej, w jakim stanie jest Jeleni Puch. W zadowoleniu, które gościło na jego pysku, kryło się wiele podstępu, ale zniszczone tęsknotą matczyne serce nie potrafiło wziąć tego pod uwagę. Jedynie biedny rozsądek, jak zwykle zagłuszony, starał się zachęcić ją do skrycia się w kącie obozu i przeanalizowania tego na spokojnie.
I to, że powinna tak zrobić, zrozumiała dopiero wtedy, gdy ujrzała swe dziecko w pełnej okazałości.
— Bardzo chciałaś odzyskać swojego syna, Tygrysia Gwiazdo — miauknął lider klanu Wilka. — Więc proszę, daję ci go. Ale radziłbym uważać, bo gryzie — zamruczał.
Sam jego ton głosu nie wskazywał jej na nic dobrego. A widok...
Nie mogła nazwać tego swoim synem. To znaczy, jej matczyne, czułe serce odżyło, ale na tym tak naprawdę był koniec. Ten wygłodniały, dziki wzrok. Wysunięte zębiska i pysk usmarowany krwią. Jelonek, to małe dziecko, które nigdy nikogo by nie skrzywdziło, nie mógł stać się tym, co stał przed nią.
Nie chciała się zresztą rozklejać przed Mroczną Gwiazdą. Utrzymała emocje na wodzy, hamując w sobie obrzydzenie.
— Nie w takim stanie go straciłam — zauważyła z lekką oschłością. — Mój syn był kotem, niewygłodniałym drapieżnikiem — dodała, a mimo to nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Po tylu księżycach wrócił do niej. — Jeleni Puchu — powiedziała to imię, uważnie obserwując jego reakcje.
To błękitne ślepie... Tylko jedno, bo w miejscu drugiego pozostał pusty oczodół. Nie było w tej jasnej tęczówce słodyczy, czułości i zainteresowania światem. Nie chciała wiedzieć, ile krzywd przeszedł, żeby dojść do takiego stanu.
Ślina kapała mu z pyska, mieszając się z krwią. Zrobił kilka kroków naprzód, co natychmiastowo wzbudziło jej czujność. Nawet poruszał się inaczej, niż kiedyś. Zarazem pewnie, ale i ostrożnie.
A potem zasyczał wrogo na kocicę i rzucił się w jej stronę, ogarnięty pierwotnym szałem.
Uskoczyła w ostatniej chwili przed ostrymi zębami. Zębami jej własnego syna.
— Gdybyś tylko, Tygrysia Gwiazdo, miała trochę oleju w głowie, nie pozwoliłabyś, by do tego umysłu przesiąknęła dyskryminacja nierudych, z której jesteście tak znani. Bo gdyby nie ona, twój synuś dalej spałby sobie w bezpiecznym legowisku wojowników. Nie pozwoliłabyś też, żeby miał jakiekolwiek kontakty z Zakrzywioną Ością. Ale Jeleni Puch; nie, Puszek, z miłą przyjemnością zdradził mi, że jest w rzeczywistości twoim synem. I zarazem siostrzeńcem Rysiej Pogoni. To były tylko... Odwiedziny u własnego wujka. — Uśmiechnął się. — Widzę dobrze, co czujesz na jego widok. Możesz próbować to ukrywać, ale to nie umknie mojemu wzrokowi. Cóż to za matka, która wzgardza własnym synem? Pamiętasz, co ci zrobiła? Porzuciła cię. Skrzywdziła — napędzał go.
Brednie. Okropne brednie.
Nie na wszystko mogła mieć wpływ. Taki był niestety świat. Funkcjonował w nim ciąg przyczynowo-skutkowy. Ten jeszcze bezbronny i mały Jelonek swój pogląd nabył po zaznajomieniu się z Leśnym Pożarem (którego swoją drogą od dawien dawna w klanie nie było). O Zakrzywionej Ości prawdę i tak poznali późno, nie mogła mieć wcześniej pojęcia, co tak na prawdę kotka ma za uszami, choć sprawiała od początku wrażenie podejrzanej.
Zresztą, wszystko wydawało się proste dopiero wtedy, gdy nie było szansy tego naprawić.
Wciąż odczuwała zmęczenie wojną, ale przywykła do wykonywania uników nawet wtedy, gdy zaczynało jej brakować sił. Wyrobiła sobie wytrzymałość, która pozwalała jej długo uciekać, ale nigdy nie była w stanie porządnie zaatakować.
— Nic z tych rzeczy — wykrztusiła. — A tobie nic z tego co mówisz, nie dawało zezwolenia na zabranie go — te słowa skierowała do Mrocznej Gwiazdy, choć wzrok dalej miała utkwiony w potomku. — Jeleniu Puchu. Proszę cię, uspokój się. Ty taki nie jesteś — upomniała, ledwo co, bo znowu przyszło jej odsunąć się gwałtownie na bok. Jej głos mimo wszystko był spokojny. Nie unosił się ani gniewem, ani strachem, choć to właśnie te emocje buzowały we wnętrzu srebrnej.
Poniekąd przeklinała Ryś. Kiedyś miała ja za inteligentną, ale jej historia z liderem Wilczaków całkowicie zmieniła opinię Tygrys o siostrze. Gdyby nie to, ten tutaj nie byłby aż tak zdeterminowany, by doprowadzić do krzywdy nie tylko jej dzieci, ale i jej samej.

<Jelonku?>

03 stycznia 2023

Od Jeleniego Puchu (Puszka) CD. Tygrysiej Smugi

 Rysi Puch? Musiał przyznać, że ciekawe imię. Brzmiało wręcz podobnie do tego co dostał! Czyżby Kamienna Gwiazda wiedziała o jego powiązaniu z ciocią? Mógł tylko gdybać. Szkoda tylko, że nie miał szansy jej poznać. Mama zdawała się wspominać ją dobrze. Czemu tylko dopiero teraz mu o niej mówiła? Przecież... Mieli naprawdę dużo czasu na takie rodzinne rozmowy. 
— Szkoda. Oby dobrze jej się wiodło, gdziekolwiek jest — miauknął, uśmiechając się lekko do matki. 
Cieszył się tym dniem. Chociaż na początku humor mu nie dopisywał, wizja utraty kogoś bliskiego, pokazała mu, że powinien być wdzięczny za to co miał. 
— Też mam taką nadzieję. — odpowiedziała kocica melancholijnie. 
Trącił ją barkiem w ramię, chcąc nieco podnieść na duchu. Nie znał Rysiego Puchu, nie miał z nią żadnych wspomnień tak jak mama, ale widział, że temat mocno ją przybił. On jedynie co czuł to rozczarowanie, ale szybko ono zniknęło. Kocica jednak musiała długo trzymać to w sobie, a teraz wspomnienia o siostrze odżyły z nową siłą. 
— Zapolujmy. — zaproponował, chcąc zobaczyć na jej pysku chociaż mały uśmiech. — Kto złapie lepszą piszczkę, ten wygływa! — dodał z entuzjazmem. 
Zastępczyni zamrugała, jakby wyrwana ze swoich przemyśleń. Pysk lekko jej się uniósł, a oczy na powrót odzyskały swój dawny blask. O to mu właśnie chodziło. Nie chciał by mama się smuciła. Było, minęło. Teraz było teraz. 
— No dobrze — zgodziła się, po czym ruszyła za nim w drogę. 

***

Otworzył oczy. Zapach ziemi wsiąknął w jego nozdrza, odganiając wspomnienie. Jego matki tu nie było. Był sam w grobie, który powoli zalewał się przez strugi deszczu. Nie miał sił unieść łapy by wstać, czy nawet usiąść. Obserwował jak woda wzbiera, jak tworzy się bagno, które z każdą chwilą narastało. Nie miał pojęcia ile jeszcze tu wytrzyma. Gdyby to była Pora Nagich Drzew, na pewno już nie chodziłby po świecie. Zmusił swoje wycieńczone ciało do otwarcia pyska, by połknąć życiodajną wodę. Smakowała okropnie, lecz nie znał już innego smaku. Muł był dla jego podniebienia rarytasem, na który mógł sobie pozwolić. Deszcz był zbawieniem, lecz i utrapieniem, ponieważ moknął. Już teraz ciekło mu z nosa, a ciało drżało przez zimno przeszywające mu kości. 
— Mamo... — odezwał się słabym, zachrypniętym głosem, wpatrując się w ciemniejące niebo. — Mamo, ratuj... — rzucił w przestrzeń mając nadzieję, że wiatr poniesie jego błaganie do uszu Tygrysiej Smugi, która wyzwoli go od tego cierpienia. Z jego gardła uciekł zduszony szloch. Przebywanie tu było torturą. Pragnął już odejść, aby ten ból, który targał jego żołądek odszedł. Chciał wstąpić do Klanu Gwiazdy, odpocząć i spotkać się ze swoimi bliskimi. Nawet jeśli go nie zobaczą, nie odnajdą jego ciała, mógłby dać im znać, że u niego w porządku. A tak? Jak miał to zrobić, gdy dalej walczył o każdy oddech? Mógł się utopić... Co mu szkodziło... Wystarczyło tylko nie unosić pyska i pozwolić naturze, by zalała mu nozdrza. Prychnął i zakaszlał, unosząc łeb wyżej. Nie potrafił. 
Słysząc cichy pisk, zamarł. Skierował wzrok na mysz, która zaglądała do środka, poszukując pewnie pożywienia. To był kolejny żart ze strony Mrocznej Gwiazdy? Czy ona zejdzie? Wpadnie do jego pyska? Patrzył na nią, czując jak ślina powoli skapuje mu na ziemię. Jak głód wyrywa się i sprawia, że dostaje sił, aby rzucić się w stronę gryzonia. Usłyszał jego przestraszony pisk, zobaczył jak ziemia osuwa się pod pysznym ciałkiem, a jego pazury wbijają się w podmokły grunt, gdy jego szczęki zaciskają się na naiwnej ofierze, która miała spaść do jego więzienia. Miał szczęście. Niesamowite szczęście. Zaśmiał się niczym szaleniec, wgryzając się w mięso i połykając je ze smakiem. Nie potrafił zachować umiaru. Nawet jak zwróci to co zjadł, to było to tego warte. 
Był... głodny. 

<Mamo? Widzimy się kiedyś tam>

24 listopada 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Jeleniego Puchu

Dni mijały jej coraz szybciej. Nie wiedziała, czy może to uznać za oznakę starzenia się, czy najzwyczajniej w świecie zatraciła orientację w czasie. Fizycznie czuła się dobrze, za to na tle spraw niematerialnych, zauważyła u siebie tendencje do gubienia się we własnych myślach. Niegdyś była bardziej stanowcza, zakładając, że wszelkie problemy mają jedno, jedyne i właściwe rozwiązanie. Dopiero wysyp chaotycznych wydarzeń w otoczeniu zmusiła ją do zmiany podejścia. Zaczęła więcej gdybać i analizować przeróżne taktyki.
Jako dobry przykład tej abstrakcji nasuwał jej się Leśny Pożar. Cała otoczka wobec rudego kocura wyciągała z niej postrzępioną kulkę nerwów, która zawsze skryta w czeluściach jej duszy, wydawała się nawet nie istnieć. Łamał wszelkie zasady, jakich dotychczas przestrzegała. Był wyjątkiem i to takim, który śmiertelnie ją irytował.
Postanowiła postawić na metodę z kategorii rozsądnych i to z Jelenim Puchem przegadać sprawę rudzielca. Swoją drogą, nowe imię syna budziło w niej masę wspomnień. Nie miała pojęcia, jak Kamień wpadła na ten człon, ale dla srebrnej to sporo znaczyło.
Głos świeżo mianowanego wyciągnął ją ze świata myśli. Skupiła na nim swą uwagę, przyglądając się zmianom, które zaszły w jego wyglądzie. Nie był już tym krągłym niziołkiem, z którego miało się powody do szydzenia. Dojrzał, zgubił zbędne kilogramy i nabrał mięśni. Pod wieloma względami przypominał jej teraz Topaza. Ten krótki, aczkolwiek owocony romans, którego za nic w świecie nie żałowała. Zarówno Jeleń jak i Diament wyszli jako idealne połączenia ich dwójki. Źle jej było tylko z tym, że kocur nie miał szans ich poznać.
— Tak, jesteś — odparła ze spokojem, rozglądając się po otaczających ich terenach. Barwne korony drzew dodawały temu miejscu życia.— Obyś tylko zaczął się zachowywać jak prawdziwy wojownik — dodała delikatnie, choć w jej myślach tkwił obraz naburmuszonego rudzielca, który nieustannie przyczyniał się do wzrostów problemu jej syna.
— Na pewno będę. Nie przyniosę ci wstydu, mamo — zapewnił, idąc radośnie przed siebie. Obserwowała jego styl chodu. Miał ociężale kroki, zbyt mocno dociskał łapy do ziemi, nim dokonał kolejnego ruchu. — Jestem już dołosłym kotem. Może niedługo to ja będę miał dzieci, fajnie nie?
Niemalże wryło ją w ziemię, gdy usłyszała te słowa. Ignorując fakt, że pomimo większego wieku czuła się za młoda na rolę babci, tak Jeleń na ojca się nie nadawał, a przynajmniej na ten moment. Zastrzygła uchem, nim w końcu nie spojrzała na niego z lekkim politowaniem.
— Na to jesteś jeszcze za młody. Do tego trzeba też dojrzeć — dodała, starając się, by jej aluzja nie zabrzmiała za ostro.
— No wiem mamo. Ale cołaz do tego bliżej. Ciekawe czy znajdę sobie dziewczynę. Schudłem i według Płomień jestem już przystojny. A jak podoba ci się moje wojownicze imię? — zapytał.
Miała mętlik, bo poruszył dwie różne kwestie, na których temat miała trochę do powiedzenia. Córka Żara była mniej uciążliwa od swojego brata, ale wciąż sprawiała wrażenie problematycznej.
— Płomień mówi, że jesteś przystojny? — Uniosła głos, patrząc na niego niechętnie. — Piękne masz imię, majestatyczne, ale nie zadawaj się z tą rudą... Cwaniarą. — Pokusiła się o w miarę cenzuralny zwrot, bo jednak na języku ostało jej się zwykle, niekulturalne wyzwisko.
Jeleni Puch zdawał się lekko zdołować jej odpowiedzią. Chwilę się wahał, nim ponownie nie uchylił pyszczka.
— Dobrze... — odpowiedział tylko.
A Tygrys już wiedziała, że trafiła w jakiś czuły punkt. Unikał jej spojrzenia, a cała radość, która w nim tkwiła, gwałtownie wyparowała. Nie chciała go z jednej strony ograniczać i robić z niego odludka, ale nie mogła bezczynnie patrzeć, jak obraca się bezkarnie w coraz to gorszym towarzystwie.
— Nie obraź się skarbie, ale to tylko i wyłącznie dla twojego dobra. Masz wiele kotów w klanie, z którymi mógłbyś się zaprzyjaźnić. — Splotła swe słowa w spójną wypowiedź. — Gepardzia Łapa sprawia wrażenie bardzo miłej — przyznała, bo nie bardzo orientowała się w zachowaniu reszty młodzieży, a ta jako medyczka powinna być ułożona. — O, albo może to czas, aby poprawić relacje z Diament? — zasugerowała.
— Diament mnie zwyzywa za to, że jestem już wojownikiem, a ona nie. Nie znasz jej. Jest okłopną siostłą — mruknął pod nosem, a jednak zastępczyni wyłapała kluczowe słowa. — Gepałd... To medyczka. Nie może chodzić ze mną na patłole i polowania. Siedzi tylko w legowisku medyków. Nie wiem, czy będziemy mieć wspólne tematy...
Miał rację. Te różnice były przytłaczające, ale nie była w stanie podać mu innych przykładów.
— Powinieneś dać siostrze szansę, nie może być taka zła, jak ci się wydaje — stwierdziła, patrząc na niego z boku. — Doceniaj ją. Też miałam siostrę, może dalej mam, sama nie wiem. Słabo się znałyśmy, ale była dla mnie ważna — wypaliła, gryząc się zbyt późno w język. Rozpoczęła temat, który powinna zachować dla siebie. Chciała być szczera wobec syna, ale nie uważała, by wiedzą o istnieniu Rysiego Puchu było mu potrzebne do życia.
Rozdziawił pysk, patrząc na nią zszokowany.
— Siostłe? Mam ciocie? A-ale nie mówiłaś nigdy o tym. Jaka jest? Czemu nie mieszka z nami? — Natłok pytań był tym, czego się spodziewała i jednocześnie czego tak bardzo pragnęła uniknąć.
— Bo nie była z tego klanu — westchnęła. — Tak się złożyło, że ona mieszkała w Klanie Klifu, a ja trafiłam tu. Miałam jeszcze brata, też tu mieszkał, ale zmarł, będąc jeszcze uczniem. Nigdy nie miałam z nim dobrych relacji — oświadczyła. Czasami zapominała o nim. Niby miała Klona ciągle przy sobie, a jednak nie potrafiła dojść z nim do żadnego porozumienia. Źle jej było to sobie przyznać, ale nawet tego nie żałowała. Ryś lubiła, a rozstały się w negatywnych stosunkach. Nie warto byłoby drugi raz przywiązywać się do kogoś, by potem znowu znosić pustkę po jego stracie.
— Och... Przykło mi. Nie wiedziałem. A czemu mieszkała w Klanie Klifu? Połwali ją? — Jelonek zdawał się mocno zainteresować tą sprawą, przez co z każdą sekundą nabierała coraz to większego przeczucia, że nie może zostawić go bez odpowiedzi.
— Nie. Powiedzmy, że... była to kwestia sojuszu między dwoma klanami. Ja też się tam urodziłam, ale w późniejszym czasie oddano mnie tutaj. Bo ja i mój brat byliśmy rudzi, a ona kremowa — wyjaśniła.
— Nie łozumiem. Dlatego ją oddali, bo była mniej łuda? Ale to... bezsensu. Też była gwiazdką. Jak się nazywała? Spotkamy ją kiedyś? — Masa pytań na nowo ją przytłoczyła.
— Nie sądzę, by było nam to dane. Ostatni raz widziałam ją na tamtych terenach, jeszcze długo przed tym, jak ty pojawiłeś się na świecie. Nie wiem, gdzie poszła, ale raczej nie ma jej już w Klanie Klifu. Chcesz poznać jej imię? — upewniła się, patrząc na jego zdeterminowaną mordkę, którą przytaknął kilkukrotnie. — Rysi Puch. Nazywała się Rysi Puch — powtórzyła, jakby same słowa miały sprawić, że jeszcze kiedyś ją zobaczy.

<Jelonku?>

22 listopada 2022

Od Jeleniej Łapy (Jeleniego Puchu) cd Tygrysiej Smugi

 Jelenie Poroże? Niesamowite. Gdyby tak się nazywał, byłoby ekstra. Chociaż nie miał rogów, ale to tam szczegół. 
— To brzmi nawet fajnie, mamo! Może  będę takim położem? Wtedy wszyscy będą się mnie bać, bo ich ubodę. O tak! — zaprezentował, waląc głową w najbliższe drzewo. Nie było to przyjemne, bo zaraz poczuł ból głowy, który rozszedł się po jego ciele. Ugh! Jednak to nie był dobry pomysł. Mógł się spodziewać, że uderzenie nie będzie przyjemne. Jednak był tak bardzo podekscytowany! 
— Ojej! — pisnęła ruda, podchodząc do niego. — Ale uważaj na siebie, ostrożnie skarbie. Zrobisz sobie ałkę i będziesz bezużytecznym wojownikiem — ostrzegła.
Zamrugał zdziwiony. Mama tak się o niego martwiła? Było to miłe, ale i nieco dziwne. Był przecież już duży! 
— Nic mi nie jest mamo, spokojnie. Łobiłem wiele niebezpiecznych rzeczy na swoim tłeningu z Kamienną Gwiazdą — pochwalił się. — Nawet walczyłem! Ale lidełka mnie zlała — westchnął. — Jest bałdzo silna. 
Ile razy przeżywał obolałe ciało, to nie potrafił zliczyć. Liderka była silna, no i oczywiście znacznie sprawniejsza od niego. Miała na koncie przecież wiele doświadczenia i zbrodni na rudzielcach. Na pewno czuła satysfakcję, gdy mogła go obić. Była w końcu zła i fałszywa. 
— Zlała? — zdziwiła się. — W jakim sensie cię "zlała"?
— Pobiła. Łapami. Przewłóciła, kopnęła... ugłyzła. To co łobi się podczas walki. No a ja nie za bałdzo dawałem łady tego unikać, przez co wszystko mnie bolało — Zwiesił uszka. 
Zastępczyni zamrugała, zszokowana tym, co usłyszała. 
— To... To nie jest zachowanie, jakie kojarzy mi się z Kamienną Gwiazdą — mruknęła. — Sam to wymyśliłeś, czy ten gła... — urwała. — Pożar. Twój ulubiony kolega.
Co? Spiął się słysząc ostatnie słowa z jej pyska. Czyżby wiedziała o tym, że dalej się przyjaźnili? Sądził, że byli ostrożni! Najwidoczniej się mylił. Czy kotka zaraz znów rzuci w niego tekstem, że ją zawiódł i nie jest godny jej miłości? Oby nie... Nie zniósłby tego.
— Um... — zmieszał się, zerkając na nią niepewnie. — A-ale nie zmyśliłem tego! Napławdę. Tłenowaliśmy tylko walkę. Kamienna Gwiazda jest w tym niezła — przyznał niechętnie, szurając łapką o ziemię. — O-on... On nie ma z tym nic wspólnego! — zapewnił czując rosnący strach, że mama mogła ich przejrzeć. Tak nie miało być! Nie miało! 
— Jelonku, bardzo dobrze znam Kamień i nie posunęła by się od tak do przemocy, szczególnie wobec kogoś spokojnego jak ty. Nie chcę, byś odebrał tego, jako fakt, że ci nie ufam, ale weź pod uwagę, iż stawianie kogoś w złym świetle i oczernianie go jest nieprzyjemne. Chciałbyś, żeby ktoś za twoimi plecami mówił, że jesteś głupi i po nocach robisz jakieś nieprzyzwoite rzeczy?
Nie rozumiał czemu mama nagle wszystko sprowadziła do przemocy. To był tylko trening walki. Wiedział jakie wiążą się z tym konsekwencję. A może... Może jednak coś w tym było, skoro Tygrysia Smuga tak reagowała? Poczuł się tak bardzo okropnie. Mama uważała, że to on był tym złym, a przecież nic nie zrobił. Podzielił się tylko z nią faktem. Czyżby kocica tak reagowała, ponieważ naprawdę miała romans z liderką? To wiele tłumaczyło, skoro tak usilnie broniła czarnej, a go oskarżała o jej zniesławienie.
— N-nie... Nie chciałbym. Przepłaszam mamo. Nie to miałem na myśli... Postałam się tak tego nie itełpłetować — zapewnił jeszcze, by się dalej nie denerwowała. 
— Mnie nie masz za co przepraszać. Po prostu przemyśl swoje zachowanie i tego nie powtarzaj — poleciła. 
Skinął smętnie łbem, po czym odszedł. Humor jak nic, popsuł mu się na resztę dnia. 

*** 

Właśnie kończył posiłek, gdy dojrzał mamę. Wyglądała na zadowoloną, więc nie powinien się martwić tym, że znów mu coś wytknie. 
— Jelonku, chodź, przejdziemy się razem — oświadczyła pogodnie, gdy tylko się do niego zbliżyła. 
Uśmiechnął się szeroko, nieco wymuszenie i ruszył za nią poza obóz. Cieszył się jednak, że mogli wspólnie spędzić czas. Może wreszcie uda im się poprawić wzajemne stosunki. Kochał mame i niewyobrażał sobie bez niej życia. A tym bardziej nie chciał ponownie jej zezłościć. 
— Widziałaś mamo? Zostałem wojownikiem! Jestem tełaz taki jak ty! No... pławie — Kipiał od niego entuzjazm, który wręcz wylewał się  z jego ciała na zewnątrz. Akurat ta wiadomość dodawała mu skrzydeł. Skończyły się treningi z liderką. Był wolny! 

<Mamo?>

29 września 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Jeleniej Łapy

Wydawało jej się, że wszystko naprawdę zmierza w coraz to lepszym kierunku. Ostatnimi dniami było całkiem spokojniej, nikt nie rzucał się nikomu do gardła, tylko każdy szedł równym tempem w stronę nowych terenów. Nawet jeśli w rzeczywistości istniały między wojownikami przeróżne zgrzyty, to ten pozorny spokój poprawiał morale.
Wyrwana z zamyśleń spojrzała z dumą na przyniesioną przez Jelonka piszczkę. Upolowana przez niego mysz była dosyć pulchna i zdecydowanie była powodem do podziwu.
— Brawo skarbie, cieszę się, że radzisz sobie jako uczeń — przyznała, odsuwając się na krok i mierząc go uważnym wzrokiem. — Nieźle wyrosłeś, wiesz? Mówiłam ci, że nabierzesz ładniejszych rys z biegiem czasu — dodała, wspominając jego zmartwienia, gdy był znacznie grubszy od rówieśników. Ona też to widziała i najpewniej była temu winna. Przekarmiła go, bo zbyt bardzo martwiła się, że nie poradzi sobie w tej całej głodówce.
Teraz mogła czuć ulgę, bo był całkiem umięśniony jak na młodego kocurka. A z tym uśmiechem, który właśnie rozkwitł na jego pysku, z pewnością poderwie niejedno młode serce.
— Bo dużo ćwiczę! Nie dość, że idziemy cały czas, to jeszcze tłenuję z mentołką. Jest ciężko, ale daje sobie ładę — zapewnił ją. — Pewnie niedługo będę już wojownikiem! Kamienna Gwiazda mówiła ci już może coś o tym? — dopytywał.
Skinęła natychmiastowo głową, choć liderka nie wspominała w rozmowach o czymkolwiek w temacie postępów jej syna. Miała jednak nadzieję, że rzeczywiście jest tak dobrze, jak wydawało się być.
— Może coś tam do mnie szeptała — odparła, pozostawiając tej sprawie nutkę tajemniczości. — Prędzej czy później to nastąpi, ale kiedy dokładnie? — zapytała, szczerząc się lekko. — Tego nie mogę ci powiedzieć. Będziesz miał niespodziankę.
Naburmuszył się.
— Mamooo! — przeciągnął z oburzeniem, chociaż oczka mu błyszczały podekscytowaniem. — A jak sądzisz, jakie będę miał imię? — zamruczał z ciekawością.
— Na pewno otrzymasz miano, na jakie zasługuje prawdziwy wojownik. Może Jelenie Poroże? — podsunęła pierwsze, co przyszło jej do głowy.

<Jelonku?>

20 września 2022

Od Jelonka (Jeleniej Łapy) cd Tygrysiej Smugi

— No... W zasadzie to nic mu nie glozi. Po plostu jest smutny za niesplawiedliwe potlaktowanie. — wyjaśnił, zaczynając bardziej zamartwiać się o przyjaciela. 
Jak to coś mu mogło grozić? Nie miał pojęcia co sugerowała mama, ale dla pewności spróbuje wypytać się kocura, czy wszystko z nim w porządku. Chyba nie zniósłby tego, gdyby kumpel był w poważnych tarapatach. Był zbyt fajny, by los znów podkładał mu kłody pod łapy! Już starczyło to, że wrócił do kociąt, gdy powinien szkolić się na wojownika!
— Kochanie, nikt go niesprawiedliwe nie potraktował. Stawia siebie w miejsce ofiary, chociaż sam nie jest święty. On dużo kłamie — rzekła.
Położył po sobie uszka. Mama znów mówiła o nim takie okropne słowa! Nie rozumiał jej. Leśna Łapa wcale nie był taki. Gdyby kłamał, na pewno by to zauważył. Był z nim przecież najbliżej ze wszystkich obecnych w żłobku. Spędzali prawie całe dnie, bawiąc się i rozmawiając. Nie mieli przed sobą żadnych tajemnic!
— Jasne mamusiu. Skolo tak mówisz... — miauknął smętnie, by już jej nie denerwować.
Zauważył, że rudej niezbyt podobały się jego słowa. Naprawdę musiała mieć poważny problem do byłego ucznia. Szkoda tylko, że za bardzo nie orientował się w tym, co takiego sprawiło, że kotka miała taki ból tyłka.
Tygrysia Smuga zawahała się, patrząc na niego. 
— Proszę cię, spróbuj spędzać z nim mniej czasu, Dobrze? — miauknęła. — Dla mamusi.
Miał... porzucić przyjaciela?! To... to było takie okropne! Mama nie rozumiała jak bardzo rudy był dla niego ważny! Bez niego, pozostawała mu Diament. Okropna, dwulicowa i wulgarna. Nie lubił jej i pewnie z wzajemnością. Chciała go zesłać na takie tortury?! Jednak... musiał. Inaczej czuł, że kotka nie da mu spokoju. 
— Dobrze mamusiu. Dla ciebie to zlobie —  mruknął, ocierając się o nią główką. — Kocham cię najmocniej na świecie.
Była to prawda. Kochał ją. Nie wyobrażał sobie bez niej życia, jednak... te jej decyzję. Łamały mu serduszko. 
— Ja ciebie też skarbie — odparła z lekką satysfakcją. 
Uśmiechał się do niej lekko, spędzając z nią resztę czasu. Najwidoczniej był jej to winny. Nie chciał by zazdrościła, że bawił się z Leśną Łapą. Możliwe, że to było problemem. Będzie musiał później z nim o tym porozmawiać.

***

Został uczniem i miał już kilka osiągnięć na kącie. Polowanie mu szło coraz lepiej, a łapki mniej męczyły się przez codzienny trening. Figura nawet mu się poprawiła i nie był już chodzącą kulką. Aż lekko mu było na ciele, co go zaskoczyło, bo kiedyś krótki bieg sprawiał mu zadyszkę. Czyżby dorastał? Z myszą w pysku, skierował się do kotki, która odpowiadała za jego przyjście na świat. Mama nic nie wiedziała o jego tajnych schadzkach z przyjaciółmi. Miał zamiar utwierdzać ją w przekonaniu, że się ze sobą nie zadawali. Tak było dla wszystkich najlepiej. Zastępczyni mogła spokojnie spać, a on nie musiał wybierać między znajomymi, a rodzicielką. 
— Dla ciebie — Położył piszczke u jej łap z radosnym uśmiechem. — Sam ją upolowałem — pochwalił się. 

<Mamo?>

[przyznano 5%]

16 września 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Jelonka(Jeleniej Łapy)

Cała ta sytuacja z Leśną Łapą, Pożarem, Pszczółką, czy jak go zwali, była skomplikowana. Tygrysia Smuga widziała zbyt wiele złego w jego znajomości ze swoim synem, ale niełatwo było przekazać to kocięciu w łagodny sposób. Jelonek go podziwiał, a wręcz była skłonna rzecz, iż ubóstwiał.
Spięła się na wypowiedziane przez potomka słowa, ledwo co trzymając język w pysku.
— On cię nie... — zawahała się. — Wiesz Jelonku, starsi jego pokroju nie bardzo przepadają za młodszymi jak ty. Zaufaj mi, że na takich jak on trzeba uważać — zaleciła. — Teraz ci mówi, że cię lubi, ale równie dobrze może obgadywać cię za twoimi plecami — ostrzegła.
— Ale on mnie lubi. Powiedział mi to i zgodził się być moim przyjacielem. Najwidoczniej jest wyjątkowy. Nie krzyczy na mnie i nie przewlaca jak Diament. No i nie śmieje się z tego jak mówię — miauknął uparcie, co ani trochę nie pocieszało srebrnej. Jak bardzo kocur musiał go zepsuć, że teraz był tak zaciekle broniony?
— Czasami niektórzy udają miłych, ale tak naprawdę są źli — oświadczyła, z lekka zirytowana tym, jak rudy zgrabnie manipulował jej synem. — Diament bywa jaka bywa, ale cię kocha. Czemu z nią się nie będziesz bawił, tylko... Z nim? — spytała niechętnie.
— Bo Diament jest niemiła. Przewlaca mnie ciągle, śmieje się, że jestem taki gluby i przedrzeźnia mój sposób mówienia. Nie lubie jej i nie będę się z nią bawić. — Tupnął łapką.
Ten opis pasował do szylkretki. Tygrys nie pojmowała, jakim cudem wyszedł z niej taki diabeł, ale starała się okazywać jej swą miłość. Przynajmniej na tyle, żeby nie poczuła się nigdy odtrącona i mniej rozpieszczana od brata. Na starość na pewno zmądrzeje.
— Och kochanie, ona ma po prostu inne metody zabawy. Poza tym, jak dorośniesz będziesz o wiele smuklejszy i zgrabniejszy, większość kociaków jest taka... Szersza — mruknęła niepewnie. — Zresztą, teraz w klanie ciężko z jedzeniem, dobrze, że masz zapasy do przeżycia. Dzięki temu będziesz silniejszy od reszty — pocieszała.
— Ale i tak się ze mnie nabija! — Nie ustępował. — To nie jest zabawa. Ja nie lubię, gdy ktoś się ze mnie naśmiewa. A Leśna Łapa jest miły i uważa, że nie jestem głupim dzieciakiem. To mój przyjaciel. Lazem fajnie się bawimy. Nie lobimy nic złego — zapewniał.
— Jest miły? — parsknęła, gryząc się po chwili w język. — Oczywiście nie wątpię w to, ale też proszę cię, byś uważał. Niektórzy tylko miłych udają — upomniała.
— Dobrze mamusiu. Będę uważał dla ciebie. Jak zauważę, że lobi coś złego, to ci powiem. Na lazie jednak naplawdę się lubimy. Zwierza mi się ze swoich ploblemów. Ufa mi.
— Ufa ci? I jakich problemów? Czy trapi go coś więcej prócz tego, że musi tu siedzieć? — Uśmiechnęła się delikatnie. Gdyby tylko wyciągnąć z syna brudy na tego małego dziada, to może udało by jej się go stąd pozbyć.
— Nie wiem czy mogę ci powiedzieć mamusiu. Przyjaciele dochowują sekletów i nie zdladzają ich nikomu — miauknął.
Nie usatysfakcjonowała jej ta odpowiedź. Jelonek coś wiedział, ale nie chciał jej tego przekazać, a ona nie mogła mu ani grozić, ani żądać siłą odpowiedzi.
— Ale jeśli coś grozi jego życiu, to warto poinformować starszych, aby mogli pomóc — zasugerowała, wierząc, że syn w końcu jej się wygada. 

<Jelonku?>

09 września 2022

Od Jelonka cd Tygrysiej Smugi

Skinął wolno główką. Nabroił i musiał teraz ponieść tego konsekwencję. Niestety... Nie spodziewał się, że w klanie są tacy skarżypyci! Zrobi to jednak, tak jak chciała kotka. Nie chciał robić sobie wrogów. Trochę przedobrzył. Postara się już bawić z Leśną Łapą tylko na osobności, nie wyzywając ich prosto w pysk. 
— Przeplosze. Naplawdę mamusiu. Kocham cię najmocniej na świecie. Nie chcę byś przez to mnie nie lubiła...
— Ja też nie chciałabym cię nie lubić. I nie chciałabym, aby klan cię nie lubił, a właśnie do tego zmierzałeś — westchnęła.
Położył po sobie uszka, wtulając się w jej sierść bardziej. Nie chciał, by mama przestała go kochać! Nie zniósłby tego! Już teraz czuł straszny ból na samą myśl o tym. Była dla niego całym światem. To ona go myła, opiekowała się, dawała jeść. Życie bez niej, straciłoby swoje barwy. 
Kotka pogładziła go łapą po grzbiecie, patrząc nieufnie w stronę wyjścia ze żłobka. Pewnie szukała tej rudej pani, która odpowiadała za jego złe słownictwo. Nie zdradził mamie jednak tego, że to były kłamstwa. Tak trzeba było, by jego przyjaźń z Leśną Łapą się nie skończyła. 
Czując ten dotyk, zrelaksował się, mrucząc. Otarł już zaschnięte łzy z pyszczka i uśmiechnął się szczęśliwy, że mama mu wybaczyła.
— A jak tam... Pszczółka? Twój nowy kolega? — Ledwo co te słowa przeszły jej przez pysk. — Dobrze się razem bawicie?
— Mhm! — Kiwnął łebkiem. — Jest supel! Nasza ulubiona zabawa, to rzucanie kulką mchu! Ostatnio jednak był... smutny. Przez ciebie mamusiu. Bo na niego krzyczałaś... Powinnaś go przeplosić.
Nadal pamiętał ten jego wyraz pyszczka. Wtedy bardzo zdziwił się, że królowa mogła aż tak kogoś skrzywdzić. To było bardzo niepodobne do rudej, która w jego oczach, była najwspanialszym kotem, niezdolnym do szerzenia takiego zła. 
— Co proszę? — wykrztusiła z lekkim obruszeniem. — Nie krzyczałam na niego — wyjaśniła delikatniej.
— Ale on płakał... Tak o, by nie był smutny mamusiu. Ja mu tłumaczyłem, że może przypadkiem to zlobiłaś, ale nie chciał mi wierzyć. Musicie też się pogodzić. Ploszę.
— Skarbie, ten gn... — urwała, z lekka przestraszona własnymi słowami. — On kłamie. Taki wiek ma, że buntuje się na wszystko i dużo zmyśla. Nie słuchaj go.
— Zmyśla? — zdziwił się. Wydawało mu się, że Leśna Łapa był z nim szczery. Kumplowali się w końcu. Mama musiała się najwidoczniej pomylić. Każdemu to się w końcu zdarzało. Pokiwał jednak łebkiem, by jej nie martwić, bo widział jej wyraz pyska. — Dobrze...
— Najlepiej, gdybyś ograniczył z nim kontakt. Jeśli byłby rozsądny, poczułby cię za brzydką mowę, albo jakkolwiek zwrócił uwagę, że to złe — rzeka, zwalając sprawę na rudego.
Co takiego?! Jak to ograniczył?! To był jego przyjaciel! Nic złego nie zrobił! Spojrzał na mamę jakby urwała się z choinki. 
— Ale... ale to mój przyjaciel. Będzie smutny jak zelwe z nim kontakt. Lubi mnie — miauknął ze smutkiem w głosie.

<Mamo?>

01 września 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Jelonka

Z początku próbowała przyszykować się do tej rozmowy. W głowie starannie dobierała słowa, byleby skleić z nich jak najdelikatniejszą i najbardziej przemawiającą do dziecka przemowę. Po zdecydowanie zbyt długich próbach wymyślenia sensownego przekazu uznała, że pójdzie na żywioł. Jeśli powie mu to prosto z serca, to może lepiej to zniesie.
— Jelonku — zaczęła łagodnie, choć temat był dla niej mocno drażliwy. Od zbyt wielu kotów usłyszała już niepokojące wieści na temat jej syna. — Masz mi coś do wyjaśnienia — rzekła stanowczo. To nie było nawet pytanie, oboje wiedzieli, o co chodzi i nie było sensu przedłużać tego, co nieuniknione.
— Ja jestem grzeczny. Stalałem się zawrzeć tylko przyjaźnie, mamusiu. Nie chciałem, by ktoś był na mnie za to zły. — Spuścił główkę. — Oni nie lubią, gdy ktoś jest miły...
— Skarbie, z tego co słyszałam, to co im mówisz, w ogóle nie jest mile — westchnęła. A Jelonek miał być podobno tym mniej problematycznym dzieckiem. — Wyrażasz się wulgarnie i obrażasz każdego. Wiesz, że takie zachowanie nie przystoi komuś, kto ma zostać dobrym wojownikiem dla klanu? Z tych, którzy powinni być twoimi przyjaciółmi, robisz sobie wrogów — ostrzegła, choć pożałowała swoich słów, widząc zbierające się w kąciku jego oczu łzy.
Rozpłakał się, wtulając w jej futro. Skrzywiła się, bo ni stąd, ni zowąd obleciał ją nieprzyjemny chłód.
— J-ja nie chciałem ich oblazać. Ja tylko... tak mi taka pani powiedziała, że to komplementy i wszyscy mnie polubią. A telaz nikt mnie nie lubi. Nawet ty — wykrztusił, a ona nie była pewna, czy w jego głosie słyszała smutek, czy wyrzuty skierowane w jej stronę.
Nie chciała doprowadzić dziecka do płaczu, ale musiała być bardziej konsekwentna w czynach. Przez Kamienną Gwiazdę doszła do wniosku, że nie można faworyzować nikogo, niezależnie od tego, jak żal by jej tego kogoś nie było.
— Ja cię dalej kocham skarbie, ale mogę przestać, jeśli będziesz się tak brzydko zachowywać — mruknęła, wąchając się. Prawdopodobnie przesadziła z tymi słowami. — Co za pani ci takich bzdur naopowiadała? — spytała, ale w pierwszej chwili jego odpowiedzią stał się głośniejszy płacz.
— M-mamusiu nie. Ploszę. Ja będę grzeczny. Nie zostawiaj mnie! — Mocno się w nią wczepił łapkami, obsmarkując zarówno siebie jak i jej futro.
— Kto ci powiedział, że te słowa są ładne? — powtórzyła, starając się nie zwracać uwagi na jego łzy. Nie mogła mieć problemów w klanie przez brak wychowania u dzieci.
— T-taka luda pani... — Pociągnął nosem. — Mak... jakaś... — chlipał.
— Makowa Furia? — spytała delikatniej, wdzięczna za to, że chociaż nie utrudniał, tylko wprost mówił to, co chciała usłyszeć. W międzyczasie zaczęła myśleć nad tym, jak porozmawiać z kotką, do której jedyne co, to mówiła „Cześć” każdego ranka. — I coś ci jeszcze mówiła?
— Um... tylko to, że ludy jest gwiazdką, a nieludy to leszcz. Olaz te miłe pochwały dla kotów... — Pociągnął noskiem, patrząc na nią błagalnie.
— To bardzo brzydki podział, wiesz? Przez takie podejście zmarło wielu dobrych wojowników — rzekła łagodnie. — Leszczami są ci, co obrażają innych i sprawiają im przykrości. To brzydkie określenie. A gwiazdką może być każdy — dodała z lekkim uśmiechem.
— Przeplaszam mamusiu... — Pochylił łebek ze skruchą w głosie. — Już nie będę niegrzeczny. Ja nie wiedziałem, że to było złe... — zapewniał.
— Wybaczam ci, ale będziesz musiał jeszcze przeprosić każdego, kogo skrzywdziłeś swoimi słowami — upomniała. — I w życiu nie próbuj więcej tak mówić. Możesz komuś powiedzieć, że jest miły, ładny czy też mądry, jeśli chcesz sprawić mu przyjemność. Ale to, co mówiłeś, nie było ani trochę dobre.

<Jelonku?>

27 sierpnia 2022

Od Jelonka cd Tygrysiej Smugi

Szedł za mamą bardzo podekscytowany. Wychodził pierwszy raz ze żłobka! To było cudowne przeżycie! Rozglądał się we wszystkie strony, chłonąc widoki, aż nie weszli do innego legowiska. Spojrzał na rudego pana, który skrzywił się na ich widok. Nie miał ucha i wyglądał jakoś tak biednie. Wstał jednak i do nich podszedł, rzucając mu nieodgadnione spojrzenie. Pewnie nie spodziewał się, że mama go tu do niego przyprowadzi. 
- Cześć! - przywitał się z kocurem, lecz ten mu nawet nie odpowiedział. 
Czuł, że coś było z nim nie tak. Był smutny? Smutny tester patyków? Zaczął zastanawiać się, co mogło wprowadzić go w ten stan. Rozejrzał się po terenie i dostrzegł, że nie miał tu żadnych gałązek. To musiało być właśnie to! Nie miał jak pracować. 
- O co chodzi? - zwrócił się do jego mamy. 
- Musimy stąd wyjść, to ci powiem. Zaufaj mi, że wolałbyś nie mówić tu o takich rzeczach - ostrzegła.
Dawny wojownik spojrzał na nią dziwnie, jakby zdawał sobie sprawę, co mogła mieć na myśli. Niesamowite jak dobrze się rozumieli. Mama to miała niesamowite znajomości.
Uczeń wyszedł z legowiska, a oni podążyli za nim. Dreptał za mamusią, próbując pojąć łebkiem, co dokładnie się działo. Miał nadzieję, że tester patyków pobawi się z nimi i pokaże mamie, że jego patyk nadaje się do gryzienia!
Znaleźli bardziej ustronne miejsce, gdzie nikt nie zwracał na nich uwagi. 
- Dobrze, więc drogi Jelonku, ten oto tutaj to najlepszy specjalista od patyków! Jeśli chcesz wiedzieć, czy twój patyk jest najwyższej jakości, wystarczy, że mu go dasz. Przegryzie, podrapie i będzie wiedział wszystko na temat stanu twojej zabawki - zapewniła, puszczając oczko do rudego, aby ten zrozumiał, że ma wczuć się w ich zabawę.
Pan tester spojrzał na mamę, jakby urwała się z choinki. Spojrzał na patyk i westchnął cierpiętniczo.
- Dawaj to - mruknął pod nosem i zaczął testować patyk. Obserwował jak gryzie i sprawdza jego twardość. Czuł ogromny zaszczyt, że widział specjalistę przy pracy.
- I jak psze pana? - zapytał, ciekaw jaki będzie wynik testów.
- Może być. - miauknął, oddając przedmiot mamie.
- Musisz powiedzieć, czy patyk jest słaby, dobry czy DOSKONAŁY - podkreśliła, licząc, że kocur zrozumie aluzje.
Uczeń rzucił jej zmęczone spojrzenie.
- Ten patyk jest doskonały. Idealny wręcz. Nigdy takiego nie widziałem, a wiem co mówię - mruknął.
Uśmiechnął się słysząc te słowa. Czyli mama widziała, że wcale nie wciskał jej kitu! 
- Widzisz Salenkowa Gwiazdo? Mówiłem! Najlepszej jakości!
- Tak, teraz po takiej wspaniałej opinii nie mogę nie uwierzyć, że rzeczywiście macie dobrej jakości zabawki - oświadczyła, skinając głową z wdzięczności w stronę Żara. - Możemy wracać chyba do legowiska, prawda? Może twoja siostra już wstała i razem się pobawicie?
Pokiwał głową. 
- Diament nie lubi się bawić w moje zabawy - wyznał smętnie matce, pożegnawszy się z testerem patyków. - Ale opowiem jej naszą przygodę! - obiecał. 
- Myślę, że pozazdrości ci takich znajomości i następnym razem będzie chciała iść z nami  - zasugerowała z lekkim uśmiechem.
Nie chciał by siostra z nimi gdzieś chodziła, ale nie chciał martwić mamy, więc skinął na to tylko łebkiem.

***

Leśna Łapa był super! Nauczył go wiele zabaw, a najbardziej lubił tą z leszczami i gwiazdkami! Ostatnio jednak donieśli na niego mamie, więc robił do niej smutne oczka, chcąc wytłumaczyć jej, że to oni nie rozumieją jego komplementów. Nie był wcale niemiły! To oni właśnie byli! 
Miał nadzieję, że uda mu się uspokoić nerwy rudej i kara go ominie. Nie chciał przynosić jej takiego zawodu! W końcu był tym milszym i ukochańszym dzieckiem.

12 sierpnia 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Jelonka

Powoli wstała, myśląc nad czymś delikatnym, a zarazem adekwatnym do jego nazwy. To jeszcze młody, niczego nieświadomy dzieciak, musi pozwolić mu jak najbardziej korzystać ze spokojnego życia, nim to okaże się niebezpieczne i trudne.
— Może Klan Sarenek? To takie ładne zwierzątka — stwierdziła, łapą odpychając leżące dookoła kamyczki na bok. Nie daj Klan Gwiazdy, by jeszcze jej małe biedactwo pokaleczyło się o te ostre końce.
Podskoczył, ale to bardziej wyglądało jak uniesienie przednich łapek, bo brzuszek mocno trzymał go przy ziemi. Uniósł ogonek, po czym powiedział.
— Poddaj się Tyglysia Gwiazdo! Twój Klan Salenek nie ma szans z Klanem Jelonków! Jak to zlobisz to splóbujemy się zapsyjaźnić! I damy ci nasze kulki mchu do zabawy! — zaoferował.
Kotka spojrzała na niego z lekkim rozbawieniem, ale postanowiła wczuć się w jego zabawę. Powoli wyminęła śpiącą Diament i zajęła bezpieczną pozycję.
— Nie zamierzamy się poddać. Jesteśmy prawdziwymi wojownikami i walczymy zawsze do końca! — wyrzuciła z determinacją. —Mamy wystarczająco wiele kulek mchu, ale jeśli macie ich więcej, niż my, to możemy się dogadać... — stwierdziła, chcąc dać mu szansę podjęcia negocjacji.
— My też jesteśmy plawdziwymi wojownikami! — powiedział. —Jednak jesteśmy baldziej dobzi! Jak nie chcecie wojny, to się dogadamy! Wlaz z kulkami mchu możemy zaofelować patyki i piólka! Dzięki nim wszyscy mogą się bawić i nie bić się już nigdy więcej o zabawki!
— Piórka i patyki? — powtórzyła, patrząc na niego z zainteresowaniem. — Cóż, na to mogłabym się zgodzić — rzekła po chwili milczenia. — Ale pod warunkiem, że patyków starczy dla każdego! — dodała uparcie. Nawet taka niewinna zabawa może nauczyć kocie walki o swoje do samego końca.
— A czy te patyki są wystarczająco wytrzymałe? — Postanowiła dopytywać o każdy szczegół. — Lubimy ostrzyć o nie pazurki i je gryźć, gdy się denerwujemy. Jeśli będą się łatwo łamać, to są dla nas bezużyteczne — stwierdziła.
Rozejrzał się po żłobku, a widząc niedaleko patyk, podreptał do niego na swoich serdelowatych łapkach, chwytając go w pysk i przyciągając do mamy.
— O takie! Najwyższej jakości! — miauknął. — Możesz wyplóbować.
— Wiesz co — zaczęła, mrużąc oczy z namysłem. — Ja nie znam się aż tak na jakości patyków, ale znam specjalistę w tym temacie. Co ty na mały spacer do mojego znajomego? — zapytała.
Oczka mu błysnęły i pokiwał łebkiem.
— Taaak! Chcę poznać tego specjalistę od patyków! — miauknął z entuzjazmem.
Upewniła się, że ktoś będzie miał oko na Diament i zaprowadziła swojego syna do legowiska uczniowskiego.
— Czy jest może Rozżarzony Płomień? - zapytała, patrząc na obecnych. Ktoś wskazał jej duży, rudy kształt w kącie legowiska. Skinęła w podzięce głową i podeszła do kocura.
— Chodź, potrzebuję cię. Potraktuj to jako naszą terapię, nie będę cię pytać o nic, tylko musisz nam w czymś pomóc — oświadczyła, trzymając blisko siebie Jelonka.

<Jelonku?>

28 lipca 2022

Od Jelonka do Tygrysiej Smugi

Ocknął się ze snu, ziewając. Futro mamy to było pierwsze co zobaczył, gdy otworzył oczy. Wstał na swoje grubiutkie łapki, unosząc do góry swój krótki ogonek i koślawo zmierzył do przednich łap Tygrys. 
- Mamusiu - Wpakował się między nie, przewracając. Chwilę kręcił się, próbując umościć swój tłuszczyk wygodnie, po czym leżąc na grzbiecie, machnął łapą przed pyskiem rudej.
- Dzień dobly - powitał ją z rozczulającym uśmiechem. 
Mama westchnęła, kierując wzrok na niego. Nie miał pojęcia co sobie myślała, ale widział w jej oczach tyle miłości, że aż zrobiło mu się ciepło na serduszku. 
- Jak się spało skarbie? - spytała z matczyną czułością. 
- Doblze - Ziewnął, ukazując swoje małe, mleczne ząbki. - Mamuusiuuu, pójdziemy dzisiaj na dwól? Tam dużo jest kotków, chcę się z nimi pobawiiiić. 
Dojrzał je pewnego dnia, gdy tylko otworzył oczy i zaczął badać teren wokół siebie. Od razu ruszył pod świetlisty tunel, lecz ruda szybko ukróciła mu tą wycieczkę. Nie był jednak na nią o to zły. Wytłumaczyła mu, że był jeszcze za mały, by móc odwiedzić resztę klanowiczów i od razu zaczęła go wylizywać. Tym razem był już nieco większy, więc liczył na zgodę. 
Ujrzał jak kotka zadrżała, starając się posłać kocięciu łagodne spojrzenie. 
- Nie spiesz się na zewnątrz, jeszcze spędzisz tam całe życie i zatęsknisz za tym spokojem - mruknęła, lizać go w czubek głowy. -  Czemu nie pobawisz się z Diament? Albo ze mną? Przyda mi się rozprostować kości - stwierdziła, wysuwając łapę do przodu.
- Mogę z tobą mamusiu? Diament jeszcze śpi, a nie chcę jej budzić - poinformował - Pobawmy się... w wojnę! - miauknął entuzjastycznie. - Ja będę Jelenią Gwiazdą, a ty Tyglysią Gwiazdą!
- Chcesz walczyć? - spytała zatroskana. - No dobrze, ale nie krzycz za bardzo, jeśli nie chcesz przeszkadzać siostrze. Wiesz, że sen jest bardzo ważny w twoim wieku, prawda? - Spojrzała na niego poważniej, a następnie jej wzrok złagodniał. - Jakiego klanu chciałbyś być liderem?
- Wiem mamusiu! Ja ciągle lobie dzemki i wtedy jestem silny! A klan... Klan Jelonków! A ty? - miauknął z uśmiechem na pyszczku, wychodząc koślawym krokiem z łap mamy i stając tuż obok niej, czekając na rozpoczęcie zabawy. 

<Mamo?>