Zgromadzenie
Kalinka siedziała w tłumie, ziewając co jakiś czas. Odkąd udało jej się chociaż trochę odpocząć i przegadać parę spraw z rodziną, była w stanie odrobinę bardziej o siebie zadbać, co działało na nią korzystnie. Emocje było jej łatwiej trzymać na wodzy, sama również wyglądała na spokojniejszą. Pod poduszkami czuła chłodną skałę, a gwar pobratymców i kotów z innych przynależności mieszał się w niezrozumiałe echo, nie próbowała zrozumieć żadnego z nich, ponieważ gdyby tylko chciała wiedzieć, o czym każdy rozmawiał i to w jednej chwili, pogubiłaby się szybko, a może nawet i... zwyczajnie nie byłaby fizycznie w stanie.
Poczuła nagłe szturchnięcie. Zmarszczyła brwi i wysunęła pazury w celu zachowania równowagi, jednak nie dało się ich wbić w skałę, dlatego porysowała nimi lekko posadzkę, czując dyskomfort teraz w łapach. Całe szczęście nie złamał się żaden z nich, więc nie odniosła szczególnych strat, może poza lekko obniżonym nastrojem związanym z nagłą może przypadkową nieprzyjemnością.
Gdy niebieskie oczy rozpoznały sylwetkę Kalinowego Powiewu, Chudy od razu podniósł wąsy do góry.
Z krwawiącą buzią i jabłkiem z jego zębem w łapie, zagaił wojowniczkę.
— Ej Kalina! — miauknął. — Sprawa jest...
Zerknęła na brązowego asystenta medyka, którego znała już za dobrze. Z jakiegoś powodu nie oczekiwała, że ktokolwiek inny by na nią wpadł. Po przyjrzeniu się otworzyła ślepia szerzej, nie mogąc zrozumieć początkowo, dlaczego miał na pysku krew. Gdy jednak zerknęła na jabłko u jego łap, powoli zaczynał malować jej się obraz w głowie, co mogło mieć miejsce. Tylko dlaczego?
— Chudy? Co zrobiłeś? — zapytała wprost, nie dostrzegając kła w łapie.
Wyprostował się dumnie, bo w końcu przed Kaliną to musiał się pokazać. Zmył z pyska swój zwyczajowy grymas, przywołując totalną powagę.
— Próbowałem zjeść jabłko — odpowiedział całkowicie poważnie.
Poruszył wąsami, siadając obok kotki i wskazując na nadgryziony owoc, przeszmuglowany dla niego przez Guziczka. Bury medyk przetarł łapą krew z pyska, a ta powolutku przestawała lecieć, chociaż nadal mógł czuć jej posmak.
— Mam do Ciebie bardzo, bardzo, bardzo ważną sprawę... taką mega ważną... — zaczął. Rozejrzał się po kotach. — Widzisz, mój brat jest zajęty, a potrzebuję, byś zajrzała mi do buzi i powiedziała którego zęba tam brakuje.
Posłał jej głupkowaty, acz poważny, krzywy uśmiech.
Vanka obserwowała niebieskookiego, który mimo pewnego dyskomfortu i tak próbował dobrze się prezentować przed nią. Gdy usłyszała o próbie zjedzenia jabłka, przez jej głowę od razu przemknęła myśl "po co"? Może był ciekaw, jak smakują. W końcu na terenach Klanu Wilka nie spotykało się jabłek, raczej... raczej na innych terenach, chociaż Kalinka nie była w zupełności pewna, gdzie. Może w Owocowym Lesie? Wskazywałaby na to nazwa społeczności. Podążając za palcem burasa, wzrokiem za palcem na czerwoną nadgryzioną kulkę, pozwoliła sobie zachować milczenie do tej pory. To była niezwykle nietypowa sytuacja. Gdy wspomniał o ważnej sprawie, raz jeszcze zwróciła swoją uwagę na niego i po niedługim namyśle westchnęła, jednak kiwnęła głową. Może dało się jeszcze tego zęba jakoś odratować…
— Dobrze, pokaż — zgodziła się jakoś... łatwiej niż sama by się spodziewała. Tutaj jednak byli otoczeni przez tak wiele kotów, nie wypadało robić scenek. W obozie mogli na siebie warczeć, tutaj było to dość ryzykowne.
Kiedy wojowniczka wyraziła chęć pomocy, podniósł do góry uszy i rozdziawił szczerbatą buzię.
— Wybornie! — miauknął zadowolony, że kotka ugięła się pod presją bycia na zgromadzeniu.
Kiedy kotka odwróciła się ku niemu, jej piękno na chwilę go oślepiło. Całkiem szybko wrócił do siebie, rozdziawiając zaraz szeroko pyszczek, by swobodnie mogła zajrzeć.
— Tychko powiechc ktochry — wybełkotał.
Miała ochotę pacnąć go po głowie, gdy tak widziała, jak się szczerzy, ale tego nie zrobiła. Wszystko sobie zaplanował doskonale... Rozdziawił mordkę, a Kalinowy Powiew zaczęła starannie przyglądać się zębom. Nie zajęło jej długo zlokalizowanie ubytku.
— Podnieś łapę — poleciła mu, a po paru uderzeniach serca chwyciła kończynę pręgusa i wetknęła mu delikatnie do pyska kawałek jego łapy, tak, żeby nie zrobić mu krzywdy i żeby jednocześnie poczuł dokładnie, gdzie nie miał kła. — Wypadł ci dokładnie ten. Górna trójka. — I po skończeniu pokazywania, trwała tak jeszcze chwilę, przyglądając się powoli gojącemu się dziąśle, ale jednocześnie trzymając łapę, jakby musiał dłużej go dotykać, żeby zapamiętać.
Kiedy kotka patrzyła, on zerkał na nocny księżyc. Był wyjątkowo ciekawy w tym momencie...
Gdy nagle dostał polecenie, wykonał je bez namysłu, a kiedy poczuł, jak Kalinowy Powiew łapie go za łapę, o mało nie wyskoczył ze skóry. Kotka pomogła mu zlokalizować ubytek, a Chudy wetknął do dziury palucha.
Kotka jednak mimo wskazania mu zęba, nie odsunęła się. Trzymała go za łapę i patrzyła w buzię, Chudy więc jako pierwszy przerwał tę interakcję.
— Aż takie ładne mam zęby? — zapytał z uniesioną brwią, nadal będąc trzymanym przez rówieśniczkę.
Położyła uszy po sobie, chociaż nie było tego widać szczególnie, jako iż była kłapoucha. Zmarszczyła brwi, gdy zorientowała się, że spędziła odrobinę zbyt dużo czasu na przyglądaniu się jego jamie ustnej. — Pff! — puściła jego łapę i poruszyła ogonem nerwowo. — Teraz nie, bo ci jednego brakuje. — Ale czy naprawdę uważała jego zęby, wczesniej i obecnie, za ładne? Jak w ogóle należało to rozumieć?
Uniósł brwi, zamykając pyszczek z lekkim, niewymuszonym uśmiechem. Słysząc jej odpowiedź, pokręcił głową.
— Wszystko dla nauki — wzruszył ramionami. — Czyli wcześniej były ładne? — zapytał, poruszając wąsami.
Położyła łapę nad jego nosem, tak żeby w razie co nie pogorszyć stanu w związku z ubytkiem w dziąśle, odsuwając się od niego, chociaż też nie jakoś szczególnie daleko. Po prostu, teraz kiedy niemal stykali się wąsami, było to zbyt blisko. Był to też w pewnym sensie sposób na pacnięcie go w łeb, ale nie tak, żeby przykuwać uwagę wielu kotów naokoło. Prychnęła i zmrużyła oczy. — Zależy to od tego, czy o nie dbałeś!
Prychnął, a mając łapę kotki na pyszczku, zmrużył oczy.
— Huh! Na pewno mam ładniejsze zęby niż połowa Klanu! — odpowiedział. — Przecież oni to banda dzikusów! Na pewno nie dbają, a na starość wszyscy będą szczerbaci!
Coś było w tym, że w momencie, gdy koty osiągały wiek, w którym mogły odejść do starszyzny za całe życie oddane służbie klanu, zęby jakoś same z siebie ulegały zepsuciu... może zależała od tego dieta i parę innych niezwykłych ważnych czynników, aczkolwiek vanka nigdy wcześniej nie zwróciła uwagi na uzębienie u starszych. Czy Trzcinniczkowa Dziupla lub jej mama, Gąsiorkowy Trzepot również doświadczali tego problemu...? I czy było to na tyle ważne dla niej, że musiała się dowiedzieć? Nie... raczej nie, skoro nawet nie wiedziała, czy dało się im te zęby z powrotem naprawić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz