Słońce zasłaniały gęste chmury. Intensywny wiatr szumiał i kołysał trzcinami, te wydawały dosyć nieprzyjemny dźwięk. Szum był zdecydowanie za głośny, przerażający wręcz.
Co, jeśli ten wiatr zwieje wszystko z obozu? Choć było to, nieco absurdalne, denerwowało i przerażało to pewną małą koteczkę.
Co, jeśli zwieje jej mamę? Albo rodzeństwo? Lub ją samą? Niby z tyłu głowy wiedziała, że to nie do końca możliwe, ale co jeśli? Przyprawiało to ją o wielkie zmartwienie. W każdym razie Centuria, bo takie było jej imię, leżała w miejscu po prostu zmęczona wszystkim, dookoła niej. Każdy, a zwłaszcza jej rodzeństwo, było dzisiaj za głośne. To wszystko wymęczyło ją niemiłosiernie. Była cichsza niż zwykle. Wysuwała i chowała pazury, nie do końca wiedząc czemu. Kotka też nie wiedziała do końca, czemu była poirytowana, ale starała się to zignorować i skupić się na myciu swojego futerka. Młoda koteczka chciała się dać pochłonąć myślom, zapomnieć o wszystkim dookoła... Jednakże to było niezbyt możliwe, było zdecydowanie za głośno. Koty gadające w obozie... Inne bawiące się kociaki... To wszystko męczyło ją jeszcze bardziej. Było jej przy tym wszystkim żal, że nie mogła komuś zwierzyć się z tych uczuć (nawet jeśli technicznie nie wiedziała, jak je teraz nazwać i określić).
Może powinna modlić się jeszcze mocniej o zyskanie głosu? Może Klan Gwiazdy, widząc, w jakim nieprzyjemny stanie była w tej chwili, pobłogosławiłby ją tym chociaż na chwilę? Kotka, myśląc o tym, poczuła łezki napływające jej do oczu. Nie rozumiała czemu czuła się jeszcze gorzej.
Czy zdolność mowy była za dużą prośbą? Kotka wtuliła się w paproć, obok której leżała, pragnąc się w niej schować. Dymna koteczka dałaby bardzo dużo za możliwość stania się jednością z taką paprocią.
W końcu paproć nie słyszała, paproć nie czuła. Miałaby wtedy święty spokój. Nie chciała by ktokolwiek ją teraz widział. Nie myślała w tej chwili zbytnio o innych rzeczach. Czuła coś w rodzaju wstydu ze swojego stanu,
czemu chciała płakać? Szybka modlitwa albo bardziej błaganie skierowane do Klanu Gwiazdy rozpoczęło się w jej głowie. Centuria nagle usłyszała dźwięk przerywający jej modlitwę:
— Centurio! Patrz, jak umiem wysoko skakać! — zawołała koteczka, której imienia obecnie Centuria nie pamiętała. Kolejne nieprzyjemne uczucie nawiedziło Centurię.
To nie sprawiedliwe, że inni mogą mówić! Wiedziała, że zazdrość była zła, tak mówił jej każdy, ale nie potrafiła teraz z tym niczego zrobić.
Zanim się zorientowała, szylkretka wzięła rozbieg i przeskoczyła nad nią. Wystraszyło to Centurię. Miała dosyć. Łezki zaczęły wreszcie lecieć z jej oczu. Poniekąd czuła się wystraszona i głupia. Myśli leciały po mózgu jak szalone, jednocześnie będąc trudnymi do zrozumienia. Czuła się tak, jakby straciła nad wszystkim kontrole. Może faktycznie tak było?
Może udawała? Kto wie? W każdym razie Centuria szybko skuliła się w kulkę, jakby ponownie próbując schować się przed światem. Nawet jeśli była nadal widoczna, gdzieś z tyłu głowy miała nadzieje, że dzięki temu zobaczy ją jak najmniej kotów. Nie chciała narobić sobie wstydu. To nie był pierwszy raz, gdy coś w tym stylu się działo, jednak była nadal zdezorientowana. Łzy lecące z oczu utrudniały jej widzenie. Nie zauważyła nawet, gdy zszokowana szylkretka podeszła do niej.
— Centurio? — rzekła pytającym tonem.
Dymna najchętniej nakrzyczałaby na nią, ale z wiadomych powodów nie mogła tego zrobić. Ta myśl sprawiła za to, że poczuła się jeszcze gorzej. Gdy poczuła łapę drugiej koteczki dotykającą ją, pod wpływem impulsu mocno ugryzła ją. Szylkretka pisnęła bardziej z szoku niż bólu. Choć może było na odwrót? Centuria nie była pewna. Centuria natychmiast tego pożałowała, ale nic nie zrobiła, nie wiedziała jak. Po prostu płakała dalej. Centuria natychmiast poczuła, że chciała, by to wszystko już się skończyło, ale nie potrafiła przestać. Jej oddech był przy tym szybki, zdecydowanie zbyt szybki. Nastała między nimi cisza.
< Fiołek? ;3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz