„Kłóć się z osłem to cię kopnie…” — pomyślało kocię, ze zrezygnowaniem siadając obok kotki. Zawijas czasami mówiła tak, kiedy któreś z kociąt (a najczęściej była to Porzeczka), wykłócało się z nią. Czarna rozejrzała się, a po chwili zaczęła kopać. A raczej skromnym zdaniem Malinki, zaczęła próbować to robić. Mina jeszcze chwilę wcześniej tak zdeterminowanej rozrabiaki momentalnie zrzedła, co chyba trochę burkę uspokoiło. Kotka szybko się nudziła, szczególnie zadaniami żmudnymi, a to na takie wyglądało, a gdy błękitnooka była już pewna, że zaraz szylkretce się znudzi i znajdą jakieś inne zajęcie, za nią rozległo się wołanie Dryfującego Fluorytu:
— A wy co?
— NIC!! — krzyknęły równo siostry, podczas gdy Malinka wpatrywała się w wieczną królową z nadzieją, że zaraz odejdzie. Gdy jednak odwróciła głowę, zobaczyła grymas bólu na pyszczku Porzeczki, która musiała najwyraźniej uderzyć głową w ścianę.
— Porzeczka, nic ci nie jest? — Zapytała się Poziomka, podczas gdy burka wpadła w małą panikę, widząc strużkę krwi, powoli spływającą po jej pysku.
— Mi? Pff, nic mi nie jest — odparła kotka, próbując narzucić na pysk nonszalancki uśmiech. (Co ewidentnie jej nie wyszło). Karmicielka spojrzała się na trójkę kociąt z frustracją.
— Do żłobka, już! Skoro ciągle coś knujecie, macie nie wychodzić z niego do mianowania. — Stwierdziła, po czym zaprowadziła kotki do jamy, w której mieszkały. Tak naprawdę to Malinkę niezbyt obchodziło, czy będą w jamie, czy nie. W tym momencie obchodził ją stan jej siostrzyczek.
Gdy w końcu znalazły się w żłobku, Porzeczka rzuciła się na ich wspólne posłanie i rozłożyła na jego całość.
Wtedy Malinka do niej podeszła i się przyjrzała jej pyskowi:
— Coś tu masz… — mruknęła, ale na tyle cicho, aby Fluoryt nie usłyszała.
— Gdzie?
— Tu! — Położyła łapę na jej brew, a Porzeczka pisnęła z bólu.
— Ej!
— Co?
— To bolało! — Splunęła.
— Co bolało? Ja tylko ci pokazałam!
— Ale bolało!
— To krew!
— Serio? Nie wiedziałam — Prychnęła. — Przecież uderzyłam głową o twardą ziemię.
— Spokojnie, już — Mruknęła Poziomka, siadając między siostrami. — Mocno boli? — Zwróciła się do najstarszej.
— Szczypie tylko. — Odparła cicho.
— Może powinnyśmy iść z tym do medyków?... — zaproponowała czarna, na co ich siostra od razu zaprzeczyła.
— Absolutnie! Wiesz, jakie będziemy mieć przez to kłopoty?? — pisnęła, na co Malinka tylko spuściła głowę ze zrezygnowaniem, martwiąc się o swoją siostrzyczkę.
— Pokaż mi to rozcięcie, nie będę go już dotykać — mruknęła, na co kotka syknęła.
— Zapomnij, znowu dotkniesz i będzie mnie bolało!
Błękitne ślepia istoty wpatrywały się w kocię, niemal nie mrugając, pozostawiając w absolutnej ciszy, dopóki kotka jej nie przerwała.
— Obiecujesz?...
— Obiecuje.
Kotka wydała z siebie dźwięk coś ala „Mphm!...”, ale oprócz tego dłużej już nie protestowała.
— Boli cię, jak podnosisz lub obniżasz brwi? — spytała łagodnie, ścierając kropelki bordowego osocza spod miejsca przecięcia, nie dotykając go, aby Porzeczki na pewno nie bolało.
— No oczywiście, że tak, nie zadawaj takich głupich pytań! — odparła czarna, podczas gdy Poziomka wtulała się w nią, chcąc dodać jej otuchy.
— Nie jestem medykiem, ale do mianowania się powinno zagoić… Chodź, boję się czy, nie dostaniesz jakiegoś zakażenia. Myślę, że trzeba pójść do medyków.
— Oj no już nie przesadzaj, wszystko jest dobrze!
Malinka już chciała otwierać pysk, aby argumentować się z Porzeczką, ale końcowo uznała, że nie ma to po prostu sensu, bo nic tym burka nie wskóra. Jedynym więc, co mogła zrobić, to obserwować jak się czuje i w razie co powiedzieć komuś starszemu i narazić się na złość siostry. Dla niej jej zdrowie sióstr jest ważniejsze.
Popołudnie w dniu mianowania…
. ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁⋆.𐙚 ̊ . ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁
Chyża Łapa i Poziomkowa Łapa wróciły już ze swoich treningów, podczas gdy Nieboskłonna Łapa jeszcze na trening nawet nie wyszła, ponieważ jej mentor nie mógł zabrać jej w dzień. Chodź taki tryb, jak najbardziej jej odpowiadał. Nie miała zamiaru przez to narzekać. Dzięki temu było chłodniej, a ona mogła obserwować nocne niebo. Kotka postanowiła więc czekać, aż jej siostry wrócą ze swoich treningów, które odbywały się w dzień. Malinka bardzo ubolewała nad tym, że teraz będzie widywać się z nimi dużo której. Bez nich u boku czuła dziwnie kłującą pustkę, której nie mogło wypełnić nic. Nawet radość z udanego treningu, obserwacji nieba, czy poznania jakiegoś spoko kota. W pewnym momencie burka ujrzała swoje siostry, gadające w najlepsze. Gdy tylko ją zobaczyły, od razu skierowały się w jej stronę.— No i jak tam pierwszy trening? — miauknęła Nieboskłonna Łapa, spodziewając się wybuchu emocji ze strony siostrzyczek.
<Chyża Łapo per Porzeczko?>
[732 słowa, trening kronikarza]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz