Weszła do kociarni, rozchylając pędy trzcin na boki z zielonym, błyszczącym spojrzeniem wpatrzonym w rudo-białą koteczkę. Szybko poczuła ciepłe i suche powietrze panujące w legowisku na swoim długim futrze, a do jej noska dotarł zapach mleka. Na widok uśmiechu współlokatorki nie mogła powstrzymać swojego.
— Jasne! Będzie fajnie — zamruczała i odeszła do swojego posłania, na pożegnanie lekko muskając bok Wełnianki końcówką swojego puchatego ogona.
Mech uginał się pod poduszkami jej łap, kiedy skierowała swoje kroki w stronę Sennej Łzy i Jasności, które właśnie się obudziły i szeroko ziewały, aby rozbudzić swoje umysły. Płuca Fiołek wypełniły się przyjemnymi zapachami kotek. Szylkretka położyła się obok zaspanej Jasności, wtulając nos w jej miękkie, czarne futro.
— Gdzie byłaś? — zamruczała koteczka.
— Bawiłam się — odpowiedziała ciepło Fiołka i zaczęła wylizywać główkę swojej siostrzyczki.
***
Wiatr poruszał futrem i wibrysami koteczki, jednak ta z zadowoleniem zauważyła, że tego dnia podmuchy były nieco słabsze i nie aż tak zimne. Miała nadzieję, że pora Zielonych Liści, o której karmicielki mówiły z tęsknotą, niedługo nadejdzie. Chciała wiedzieć, co jest w niej takiego cudownego. Miękkie źdźbła trawy łaskotały jej poduszki i rozchylały pod naciskiem łap, kiedy szła w stronę dziupli ze zwierzyną. Zgrabnie wskoczyła na kamienie prowadzące do niej, a kiedy znalazła się już wystarczająco blisko, wsadziła głowę do środka. Zamrugała parę razy, aby przyzwyczaić się do panującego w pniaku półmroku i obwąchała piszczki, aż w końcu zdecydowała się na płoć. Spojrzała z obrzydzeniem na mysz, która leżała niedaleko. Wciąż jeszcze nie przekonała się do futerkowej zwierzyny.
Z rybą w pysku trochę trudniej się szło, bo jej ogon znajdował się między przednimi łapami szylkretki i parę razy prawie się o niego potknęła. Dodatkowo zdobycz była duża przy małej koteczce.
Fiołka rozejrzała się po obozie, szukając kogoś, z kim mogłaby się podzielić. Gdy zauważyła Wełniankę, zamruczała z zadowoleniem. A przynajmniej spróbowała, bo dźwięk, który wydała z siebie, nie był nawet podobny do mruczenia ze względu na trzymaną w pysku rybę.
— Cześć! Zjesz ze mną? — miauknęła, upuszczając zdobycz.
Wibrysy biało rudej koteczki lekko wychyliły się do przodu.
— Jasne! Jadłaś kiedyś tą… no… — Na chwilę się zawahała.
— Płoć? — domyśliła się Fiołek. — Nie, to mój pierwszy raz!
— Właśnie, płoć! Mój też.
Szylkretka ostrożnie zasmakowała zdobyczy, po tym, jak obrały ją z łusek, które sprawiedliwie podzieliły między siebie. Żadna z nich nie była wyjątkowo ładna, więc nie było powodów do kłótni o nie.
Poczuła w pysku smak rzeki i zamruczała.
— Dobre! — Po chwili zmieniła temat. — Słyszałaś, co się działo na ślubie Ulewnego Szkwału i Liliowej Pieśni, teraz już w sumie Bagna? Przyszedł jakiś czekoladowy samotnik i pobił Złocistego Widlika! Jak on tak mógł!? Szkoda, że mnie tam nie było, to bym obroniła naszego piastuna. — Ze złością uderzyła ogonem o ziemię. Lubiła kremowego i nie chciała, żeby ktoś go atakował. — I okazało się, że to był jej brat. Brat Bagna. Tylko nadal nie rozumiem, po co przyszedł i przerywał ceremonię ślubną! Mówią, że to dlatego, że jest czekoladowy, że czekoladowi tak mają… Ale twoja mama nie jest taka, prawda? Wydaje się miła i zawsze jest grzeczna, z tego, co wiem.
Szybko zapomniała o gniewie, który w niej wezbrał, kiedy mówiła o ataku na Złocistego Widlika, a zamiast tego w jej głowie pojawiła się ciekawość.
<Wełnianko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz