Jeszcze przed chwilą byłem przekonany, że martwe osy są najciekawszą rzeczą, jaką mogliśmy znaleźć. Teraz jednak coraz bardziej interesował mnie ślimak, którego Drzemlik trzymał przy sobie. Jego duża muszla błyszczała od wilgoci, a cienkie ciało zostawiało za sobą połyskującą ścieżkę. Przybliżyłem pyszczek, żeby lepiej mu się przyjrzeć, ale zaraz odsunąłem się o krok, kiedy poczułem dziwny, mokry zapach. Nie był nieprzyjemny. Był po prostu… inny. Wszystko tutaj pachniało inaczej niż w żłobku, gdzie znałem każdy zapach. Tutaj każdy kawałek ziemi mógł skrywać coś nowego.
— Myślisz, że można go zatrzymać? — zapytałem, patrząc na Drzemlika. — Tego ślimaka, znaczy.
Nie czekając długo na odpowiedź, wyciągnąłem łapkę i ostrożnie dotknąłem muszli. Była chłodna i śliska. Ślimak nawet nie drgnął. Przekrzywiłem głowę, a moje wąsiki poruszyły się lekko. Przez chwilę zastanawiałem się, czy on w ogóle żyje, ale wtedy jego czułki minimalnie się poruszyły. Od razu cofnąłem łapę, a po chwili znowu ją wyciągnąłem, tym razem odrobinę odważniej.
— On chyba jest grzeczny. Nie ucieka.
Rozejrzałem się po obozie, jakbym nagle zobaczył go po raz pierwszy. Z miejsca, w którym staliśmy, mogłem dostrzec fragment kociarni i kilka legowisk ukrytych pomiędzy trzcinami. Dalej kręciły się dorosłe koty. Niektóre niosły coś w pyskach, inne rozmawiały ze sobą, a jeszcze inne po prostu odpoczywały w cieple. Nikt chyba nie zwracał na nas większej uwagi. To dobrze. Nie chciałem, żeby ktoś zabrał naszego ślimaka. Zerknąłem znowu na małe stworzenie i w mojej głowie natychmiast pojawiła się myśl o jego przyszłym domu.
— Możemy mu zrobić dom! — oznajmiłem, podnosząc nieco głos z podekscytowania. — Taki mały. Z mchu. I będziemy go karmić. — spojrzałem na trawę rosnącą przy brzegu obozu. — Tylko czym?
Zmarszczyłem nosek. To był poważny problem. Nie mogliśmy przecież przynieść mu ryby. Byłby za mały. Może kawałek mięsa? Nie, też nie. Wtedy przypomniałem sobie, że ślimaki pełzają po roślinach.
— Albo liśćmi! Ślimaki chyba jedzą liście.
Brzmiało rozsądnie. Przynajmniej dla mnie. Przeniosłem wzrok na jedną z trzcin, której długie liście kołysały się nad naszymi głowami. Kilka kropel wody spadło z niej prosto na ziemię. Zrobiłem krok w bok, żeby nie dostać w nos.
— Możemy znaleźć mu jakiś miękki liść. I mech. I kamyk. — spojrzałem na Drzemlika. — Ślimaki lubią kamienie?
Nie czekając na odpowiedź, zacząłem rozglądać się po ziemi. Wokół nas było mnóstwo drobiazgów, których wcześniej nawet nie zauważałem. Małe patyczki, kawałki kory, mokre liście, drobne kamyki i wyschnięte źdźbła trawy. Po deszczu wszystko wydawało się większe i bardziej wyraźne. Każda rzecz miała swój zapach, kształt i fakturę. Nawet błoto przyklejające się do moich poduszek łap zaczęło wydawać mi się ciekawe. Nagle coś poruszyło się przy mojej łapie. Odskoczyłem, a potem natychmiast pochyliłem się, żeby zobaczyć, co to było. Okazało się, że to tylko źdźbło trawy poruszone wiatrem.
— Ha! — prychnąłem cicho, trochę rozbawiony własną reakcją.
Podniosłem wzrok na ślimaka. Nadal pełzał niespiesznie po wilgotnej ziemi, jakby zupełnie nie przejmował się tym, że właśnie został wybrany na naszego nowego pupila.
— Tylko nie możemy go zgubić — powiedziałem poważnie.
Rozejrzałem się jeszcze raz. Obóz nagle wydał mi się ogromny. Dla dorosłych pewnie nie był aż taki wielki, ale dla mnie każdy kąt wyglądał jak osobne miejsce do odkrycia. Gdybym spuścił ślimaka z oczu choćby na chwilę, mógłby przecież zniknąć gdzieś pod korzeniem albo w trawie.
— Ani powiedzieć mamie, zanim wymyślimy mu imię.
Mój ogon drgnął z ekscytacji. Skoro znaleźliśmy zwierzaka, musieliśmy przecież nadać mu imię. To była najważniejsza część. Zacząłem wymieniać w głowie wszystkie słowa, jakie znałem, ale żadne nie wydawało mi się wystarczająco dobre.
— Może… Ślimak? — przez chwilę byłem z siebie nawet zadowolony. Potem jednak skrzywiłem pyszczek. — Nie. To głupie.
Usiadłem na mokrej ziemi, zupełnie nie przejmując się tym, że futro na łapach zaczyna mi się brudzić. Wpatrywałem się w naszego przyszłego pupila z ogromnym skupieniem.
— Musi mieć jakieś fajne imię. Takie, żeby każdy wiedział, że to nasz ślimak. — uniosłem głowę i spojrzałem na Drzemlika. — Tylko nie możemy go nikomu oddać. Nawet jak Złocisty Widlik powie, że jest brzydki. Bo wcale nie jest brzydki. Jest tylko… trochę mokry.
<Prawda, Drzemliku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz