Przez ostatnie parę księżyców, dni Wężynowego Splotu wyglądały bardzo podobnie. Kocica budziła się po wschodzie słońca i zaczynała swoją pielęgnację, po której spotykała się z innymi wojowniczkami w obozie na plotki. Ten konkretny dzień różnił się od wszystkich pozostałych tym, że Juniorka w obozie siedziała całkowicie sama. Nie przepadała ona za samotnością. Od jakiegoś czasu, będąc bez żadnego towarzysza obok, do głowy wpadały jej depresyjne myśli nie do zagłuszenia, perfekcyjnie wręcz rujnując wojowniczce cały dzień. Tęskniła za czasami, kiedy jeszcze tak łatwo było wybronić się jej z jakichkolwiek zarzutów, teraz jednak coraz częściej dostrzegała swoje wady i docierało do niej, to jak słaba była w rzeczywistości. Aktualnie szczególnie ważne było dla niej udowodnienie, że jednak tak jak zawsze sądziła, była najlepsza i idealna, co wcale, tak łatwo nie przychodziło. Dalej była dobrą aktorką i potrafiła przed innymi udawać silną i pewną siebie, chociaż w środku była załamana. To wszystko zaczęło się z utratą brata, a potem następnego, wciąż jednak miała przy sobie Rosiczkową Kroplę i… Niestety Żmijowcową Wić. Utrata siostry najpewniej by ją dobiła… Juniorka energicznie potrząsnęła głową, nie chcąc o tym myśleć, oby tylko nic nie wykrakała. Jeśli jednak to Żmijowiec by odszedł, cóż, to z pewnością podbudowałoby zielonooką. Nagle jednak przypomniała sobie o czymś kluczowym, w końcu miała jeszcze jednego brata, a w zasadzie pół-brata. Jej zielone spojrzenie szybko obiegło obóz w poszukiwaniu młodego wojownika, gdy w końcu dostrzegła go siedzącego w słońcu niedaleko źródełka. Mowa oczywiście o Rogatym Flamingu – żałosnej próbie Wężynowego Kła wdarcia się do rodziny królewskiej. Na samą myśl o tym Wężynka prychnęła ze śmiechu. Rozumiała matkę, lecz sądziła, że dało się to zrobić w o wiele lepszy sposób, niżeli zachodząc w ciążę z zastępcą!
Wężynowego Splotu do tej pory z Flamingiem łączyła jedynie ta sama matka i prawdopodobnie te same wartości wpojone do łbów. Nigdy nie czuła potrzeby integracji z kocurem, obawiała się, że mógł wyrosnąć na drugiego Żmijowca (co nie było komplementem) i już od momentu jego narodzin widziała w nim konkurencję. Miał dużo lepszy start niż Juniorka, sam fakt, że na czole kocurka była ta brudna plama rodu! Ona, w przeciwieństwie do księcia, musiała zapracować na swoją pozycję i zaufanie członków klanu. Nie dostała tego razem z opuszczeniem brzucha matki. Wężynka przymrużyła oczy, intensywniej wpatrując się w drugiego kota, a w głowie analizowała całą jego postać. Rogaty Flaming szybko stał się faworytem matki przez ten właśnie krwisto czerwony znak na czole, co potwornie frustrowało Juniorkę, bo przecież to ona do tej pory była oczkiem w głowie Wężynowego Kła. W każdej kłótni z rodzeństwem rodzicielka obierała jej stronę i to zawsze jej prawiła najpiękniejsze komplementy. Dlaczego przestała patrzeć na swoją ukochaną pierworodną z tym samym błyskiem dumy w oku co kiedyś? Teraz wolała spoglądać w stronę najmłodszego syna… Ugh! To nie powinno tak wyglądać! Przecież logiczne, że Rogaty Flaming nie dorastał Juniorce do pięt! Źrenice szylkretki zwęziły się, pokazując, jak powoli ogarniała ją furia. Z trudem przełknęła ślinę, zatapiając się w nowych zarzutach w stronę pointa, które pojawiały się w jej głowie. On nigdy nie wybawił żadnego kota z okrutnej paszczy śmierci, nie przeżył też wielkiej powodzi ani w zasadzie w żadnym stopniu nie pomógł swojemu klanowi! Był równie bezużyteczny, co obślizgły robal wyjęty z gleby! To tak niesprawiedliwe! Złość wojowniczki przekroczyła wszelkie granice, a ona sama czuła się całkowicie bezradna, bo co mogła uczynić? Jak miała wrócić na pierwsze miejsce w rankingu Wężyny, skoro Flaming miał być spełnieniem marzeń kocicy o wstąpieniu w szeregi najbardziej wpływowych kotów w Klanie Nocy? Panika zaczęła ściskać serce Juniorki, które gwałtownie przyspieszyło z momentem zrozumienia, że straciła to, co było dla niej w życiu najcenniejsze, czyli miłość matki. Zdawała sobie sprawę z konkurencji w postaci Żmijowca, lecz miała nadzieję, że była w stanie go przebić, jednak teraz, gdy na jej drodze stanął kolejny silny rywal, czuła, że nie miała najmniejszych szans na powrót do łask Wężynowego Kła. Musiała się uspokoić, w tym celu wojowniczka zamknęła oczy, odpuszczając chwilowo temat Rogatego Flaminga i skupiła się na wyrównaniu swojego oddechu. Z każdym uderzeniem serca Juniorce coraz łatwiej było złapać tlen, ale jej nastrój ani trochę się nie poprawił. Nie mogła z tym zwyciężyć w ten sposób, potrzebowała się na kimś wyżyć i doskonale wiedziała już kogo obrać na swoją ofiarę. Wycelowała swe ślepia prosto w spokrewnionego księcia, podnosząc się jednocześnie z miejsca. Serce biło kotce jak szalone, uszy miała położone, a ogon drżał nerwowo. Pozornie pewnym krokiem z wysoko uniesioną brodą ruszyła w stronę kocura, układając w głowie plan działania. Z każdym postawieniem poduszki, dystans między kotami zmniejszał się razem z pewnością Wężynowego Splotu. Obawiała się przegranej kłótni, ale teraz było już za późno. Do tej pory kocur zapatrzony był w jakiś odległy punkt, jednak gdy starsza przyrodnia siostra stanęła przed nim łaskawie, zwrócił na nią uwagę, posyłając pytające spojrzenie.— Mógłbyś sunąć zad? — zapytała spokojnie Wężynka, intensywnie wpatrując się w kota, chcąc tym samym wywrzeć na nim presję.
<Rogaty Flamingu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz