BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chłodny Omen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chłodny Omen. Pokaż wszystkie posty

14 kwietnia 2024

Od Chłodnego Omenu

Starość w końcu go dopadła. Miał w końcu dorosłe już wnuki! Po tym można było stwierdzić, że jego wiek przekroczył ten, który miał jego ojciec w chwili swojej śmierci. To samo w sobie było dla niego czymś niezwykłym. Nigdy nie przypuszczał, że mógłby dożyć tylu księżyców. W końcu zawsze miał pstro we łbie, a śmierć jego ukochanego partnera wybiła go z rytmu na kolejny czas. Przemyślał sporo rzeczy, które go spotkały i mógł dojść do jednego, słusznego wniosku. Tęsknił za ojcem. Tak bardzo! Co noc, nim jeszcze kierował swoje kroki ku kultystom, zmierzał pod Cierniste Drzewo, gdzie leżał pochowany Mroczna Gwiazda. Dalej wydawało mu się, że to był sen i głupi żart. Kocur zawsze chciał, aby się od niego usamodzielnił, lecz gdy go zabrakło... Wszystko zaczęło się sypać. Klan, kult. Nawet jego życie miłosne. Jedyne co po nim mu pozostało to wnuczka, która zdecydowanie wdała się w zmarłego. Ale ona... to nie był on. To nie był jego ukochany ojciec. 
Mimo tego, że Mroczna Gwiazda nie przychodził do niego we snach, nie przerwał swoich rozmów z kocurem. Mówił do ziemi, do jego szczątków, wiedząc że musiał tego słuchać. Był uparty. Ta cecha była jego chlubą jak i piętnem, więc zmarły doskonale musiał zdawać sobie sprawę, że nie odpuści. O nie. Gdy coś sobie postanowił, tak musiało już być. Czy robił mu to po złości? Prawdopodobnie tak. Uznawał, że skoro duch milczał, miał powód. A on doskonale znał ojca i wiedział o co mogło mu chodzić. I mu się to nie podobało. 
Nie zamierzał w końcu o nim zapomnieć. O nie... To on był tym, który dał mu życie i teraz nie było mowy, aby uciekał od swoich rodzicielskich obowiązków, nawet jeśli sam był już starcem. W głębi duszy jednak wciąż pozostawał jego synem. Dlatego też zaczepiał ducha na każdy możliwy sposób. 
A to modlitwy ku jego chwale, rytuały mające na celu zwrócić jego uwagę i ugłaskać jego ego, po głupie komentarze nad jego grobem, jak gdyby liczył na to, że ten jakoś zareaguje. 
Ojciec jednak był mocnym przeciwnikiem i znosił to wszystko w milczeniu. Frustrowało go to. Wręcz łaknął jego głosu, jego obecności, spojrzenia i tego pacania go po brodzie... 
Wszystko co dobre i co złe to był on. Cały ból i radość jaka go spotkała to dzięki niemu. I co? Milczał przez te księżyce, gdy świętował swoją potęgę wraz z Jastrzębią Gwiazdą? Miał go w nosie? O nie... On nie miał zamiaru dać o sobie zapomnieć. 
Położył się na grobie, czuwając na nim przez jakiś czas i wyobrażając sobie, że ojciec tu był. Chciał, aby tu był. Niestety... ciężko było odwzorować stan, w którym ktoś martwy był żywy.
Gdy zachmurzyło się i było wiadome, że zaraz lunie deszcz, wstał i udał się na spotkanie kultu. Być może to był jego ostatni czas jako mistrza. Będzie musiał odejść w końcu do starszyzny. 
Westchnął ciężko. Nie podobało mu się to ani trochę. 

***

Odprawiał kolejny mroczny rytuał nad zwłokami zabłąkanego samotnika, podarowując tą esencję życia swojemu ojcu. Gdy mordował ku jego chwale, łapała go dziwna ekstaza. Wręcz ujawniało się jego szaleństwo, które z czasem przybrało tylko na sile. Gdy wiatr się zmógł, a deszcz mocniej chlusnął go po pysku, nie przestawał modlić się do Mrocznej Puszczy. 
— ... I obyście starli w pył Klan Gwiazdy! Niech Mroczna Gwiazda króluje po wsze czasy! Niech wraz z Jastrzębią Gwiazdą poprowadzi was ku wojnie, którą wygracie! Niech opadnie granica pomiędzy naszymi światami i zapanuje chaos! Niech Klan Gwiazdy spłonie! Niech ich duszę zgasną! Chwała Mrocznej Puszczy! — rozległ się pierwszy grzmot, jak gdyby te słowa nie spodobały się zmarłym na Srebrnej Skórze. Zaśmiał się szaleńczo. — Co ja słyszę? Nasi "bogowie" niezadowoleni z mych słów? Ale taka prawda! Może i zabiliście Szakalą Gwiazdę, ale nasz kult przetrwał! Przetrwa wszystko! Nawet wasze pioruny! Nigdy nie wygracie! Zgaśniecie! Zgaśniecie, a Mroczna Puszcza zatriumfuje! Nie przestraszycie nas swoimi piorunami! Jesteście słabi, słabi! — gdy ostatnie słowo padło, ujrzał błysk i poczuł przerażający ból, który rozszedł się po jego ciele. 
Czy w taki sposób zmarła Szakala Gwiazda? Poczuła jak jej serce staje? Jak sierść staje dęba od elektryczności, która przebiegła przez jej ciało? Wydał ostatni dech i opadł na ziemię. Przerażeni kultyści uciekli, kiedy go spowiła ciemność. 
"Nie należy igrać z duchami..." czyjeś bure bezgwiezdne futro znalazło się tuż obok niego, wbijając się pazurami boleśnie w jego niematerialną duszę. Widział gorejące pomarańczą oczy, które przeszywały go na wylot, gdy ogarnął z przerażeniem, że nie był już na terenie Klanu Wilka, a w innym, obcym miejscu. Mroczna Puszcza... Czy on... Umarł? 
"Zaprowadzę cię do niego, zbłąkana owieczko". 
To ostatnie co usłyszał od nieznajomego, gdyż po chwili znalazł się w innej części lasu, a jego wzrok napotkał błękitny wzrok ojca. Ta szrama, ten chłód i ten grymas na jego pysku, że go tu widział. To bez dwóch zdań był on. 
Uśmiechnął się do niego.
Był przeszczęśliwy.

06 stycznia 2024

Od Chłodnego Omenu CD. Zarannej Zjawy

 Nie potrafił uwierzyć, że Gęsi Wrzask to zrobił. Zabił się... i to dla kogo?! Dla Szakalej Gwiazdy?! Porzucił go?! Okazała się ważniejsza niż on? Popełnił samobójstwo z wieloma innymi kotami, którzy należeli do kultu... To było... śmieszne. Tak bardzo zabawne, że zaczął na samą myśl się śmiać. Okazało się, że osoba, którą kochał miała za nic ich miłość. Wybrał jakąś kotkę, nie mógł bez niej żyć, więc zakończył to i z nią odszedł... A on... A on tu został cierpiąc katusze. 
Jego nienawiść wzrosła. Ojciec miał rację. Nie powinien się przywiązywać. Najpierw jego dawna miłość z Klanu Klifu, a teraz kot, który spędził z nim tyle księżyców. Ten, który wyznał mu miłość. A może wcale go nie kochał? Może to wszystko było po to, aby zdobyć wpływ, bo był synem lidera? Czy mógł go tak wykorzystać, bo pragnął być lepiej traktowany? To mu się udało. 
On nie zamierzał ginąć za Szakalą Gwiazdę. To było żałosne zachowanie. Zniszczyli kult. Osłabili ich strukturę, bo liderkę trzasnął piorun. Ha! Klan Gwiazdy wyśmienicie się bawił. Na dodatek Błękitną Gwiazdę posrało, bo wybrał na zastępcę jego córkę, która w jego opinii nie nadawała się by w przyszłości im przewodzić. Dlatego też, gdy Zaranna Zjawa się zjawiła tuż obok niego, jego ciało się napięło. Nie chciał z nikim rozmawiać. Nie wiedział jak odbudować to co tworzył przez tyle lat jego ojciec. Wyglądało na to, że odkąd zmarł wszystko się posypało. 
Nie płakał jednak za kultystami, a tym bardziej za Gęsim Wrzaskiem. Może i początkowo był w zbyt wielkim szoku, ale teraz uznał, że nie warto zawracać sobie głowy tym zdrajcą. Jego serce cierpiało i wątpił w to, że się wyleczy.
— Rozczarowujące co? — mimo tego, że nie chciał towarzystwa, nie potrafił się powstrzymać, by wyrzucić to z siebie. — Gdy ktoś kogo kochasz uważa cię za niewartościowego śmiecia i wybiera inną... — Uniósł wzrok i spojrzał z szaleńczą nutą w oczy kotki. — Klan Gwiazdy z nas zakpił. 

<Zaranna?>

29 października 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Jutrzenkowej Łapy

 Przysłuchiwał się otoczeniu. Rzeczywiście ktoś się zbliżał. Wróg czy ktoś z Klanu Wilka? Ciężko było stwierdzić, ponieważ nie czuł nic konkretnego. Dlatego też stali w ciszy, aż osobnik nie wynurzył się z zarośli. 
— To tylko Szeleszczący Wiąz — rozluźnił się, a kocur widząc ich, zamrugał zaskoczony. Chyba nie spodziewał się ich tu spotkać. 
— Przepraszam jeśli przestraszyłem. Poluje — wytłumaczył się. 
Skinął mu łbem, po czym ruszył przed siebie, a Jutrzenkowa Łapa od razu ruszyła za nim. Wpadał przez tą małą w paranoję. Przecież wróg nie odważyłby się wejść tak głęboko na ich teren i jeszcze tak nieumiejętnie nie stawiałby kroków, jeżeli chodziłoby o atak. 
Wrócili do obozu bez przeszkód, gdzie też się tam rozstali. 

***

Nie miał pojęcia co się działo z tymi dzieciakami, ale zauważył, że z Jutrzenkową Łapą nie było za dobrze. Oczywiście, zdawał sobie sprawę, że mając za rodzica świra, nie wyjdzie się na porządnego kota, ale Szakala Gwiazda wydawała mu się dobrą matką. Na dodatek w wychowywaniu tych młodych uczestniczyła Bielicze Pióro, więc co takiego chodziło po głowie Jutrzenkowej Łapy, że wyglądała w jego ocenie jak kupka nieszczęścia? 
Czy to wina tego ostatniego ataku samotnika? Wcześniej sowa także jej zaorała skórę. Wydawało się jakby świat uwziął się na małą, chociaż ta jeszcze nawet nie przystąpiła do inicjacji na kultystkę i nie popełniła karygodnej zbrodni, za którą wpadnie bezsprzecznie w objęcia Mrocznej Puszczy. 
Skierował się do siedzącej samotnie uczennicy, która niedługo miała stoczyć swój bój o tytuł wojownika. Ciekawiło go w zasadzie jaki będzie tego wynik. 
— Słyszałem co się stało. Jeżeli cię to pocieszy miałem podobną sytuację, ale z własnym ojcem — Pokręcił głową na wspomnienie ich utarczki na granicy. — Oderwał mi wtedy kawałek ucha. To było przed tym nim stał się znakiem kultu. Takie sytuacje są traumatyczne, ale nas wzmacniają. Liczę, że nie poddasz się, ponieważ udowodniłaś mi, że masz w sobie wole walki. Szkoda byłoby gdybyś skończyła jak własna ciotka. 

<Jutrzenko?>

08 września 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Jutrzenki (Jutrzenkowej Łapy)

Kotka zaczęła próbować odejść najszybciej jak się dało, ale łapy jej się zaczęły plątać już po pierwszym kroku i upadła na śnieg. Skrzywił się zniesmaczony. Naprawdę? Nie potrafiła nawet wykonać rozkazu? Może i powiedział to nieco za ostro, ale naprawdę nie miał zamiaru niańczyć tego robala. Nie przepadał za kociętami. Nie rozumiał ich i wcale nie chciał ich bliżej poznawać. Ledwo wyszło mu bycie ojcem, ponieważ jego wzór do naśladowania był najgorszy jaki mógł mu się trafić. 
— Co tu się dzieję? — usłyszał obok głos wojowniczki, na który odetchnął z ulgą. 
Spojrzał na Jaszczurzy Syk i wskazał jej na kocię. 
— Zabierz ją z powrotem do żłobka — powiedział i nie czekając na odpowiedź z jej strony, szybko się oddalił. 

***

Dzieci Szakalej Gwiazdy wyrosły i zostały uczniami. Pech chciał, że Zmierzchowa Łapa zginęła. Nie wiedział jak radziła sobie z tym liderka, w końcu to była jej córka. Sam nie potrafił sobie czegoś takiego wyobrazić. Czy by rozpaczał po śmierci swoich dzieci? Pewnie nie. Chociaż starał się być lepszym ojcem, ciężko mu było nawiązać z nimi jakąś głębszą więź. A fakt, że po śmierci pójdą do Mrocznej Puszczy bardziej koił go niż martwił. Wiedział, że po śmierci jest wszak życie pośmiertne. Nie znikało się w ciemności, nie traciło swojego istnienia. To był... Inny rodzaj życia. 
Musiał jednak wziąć się za swoje obowiązki. Jako Wielki Kapłan musiał sprawdzić gotowość młodego pokolenia do wstąpienia w szeregi kultu. Wypytywał więc mentorów o szkolenie i to jak sobie na nim radzili. Oczywistym było, że jego wzrok coraz częściej skupiał się na Jutrzenkowej Łapie. Kotka z doniesień nie poprawiła się. Wciąż siedział w niej tchórz. Prawdopodobnie będzie musiał z nią porozmawiać na ten temat. Im szybciej pozbędą się jej płaczliwości tym lepiej dla całego klanu. 
— Jutrzenkowa Łapo — zwrócił się do kotki, gdy ta wróciła ze swojego treningu. — Pozwól za mną. 
Zaprowadził ją na ubocze, gdzie nikt nie powinien im przeszkadzać. Zmierzył ją chłodnym wzrokiem, próbując przejrzeć tą kruchą skorupę jej ciała i znaleźć w niej coś więcej niż słabość. 
— Opowiedz mi jak idzie ci trening. Co sprawia ci trudność, a w czym jesteś dobra — miauknął. 
Chociaż rozmawiał na ten temat z jej mentorką, wolał upewnić się w tej sprawie. Zresztą każdy postrzegał siebie inaczej niż osoby trzecie, dlatego też będzie wiedział nad czym pracować, gdy już zadecyduje co z nią zrobić. 

<Jutrzenko?>

Od Chłodnego Omenu CD. Gęsiego Wrzasku

 Gęsi Wrzask obraził się. Może fakt, nie zachował się jak na partnera przystało, ale czemu miał wspierać tą inicjatywę? Mroczna Gwiazda nie żył, point nie był mu nic winien. Nawet jeśli przyszedłby we śnie, aby przypomnieć mu o nadanej obietnicy, to był tylko duchem. Co niby mógł mu zrobić? Przecież dla ojca, Gęś był ideałem. Nie skrzywdziłby go, gdyby ten po prostu odmówił. Ta cała nagonka, by mieć potomstwo była dla niego chora. Był ofiarą tej ideologii, dlatego też jej nie popierał. Dał swoim dzieciom wybór. Nie stał nad Koszmarnym Omenem i Wieczorną Marą grożąc im, że jak nie dadzą mu wnuków to przerobi ich na dywanik. Nie był aż tak nienormalny jak swój ojciec. 
Po tej akcji, nie wiedział jak podejść do partnera. Co mu powiedzieć. Widział, że ten podjął już decyzję i raczej jej nie zmieni. Na samą myśl, że będzie wyrywał jakąś samotniczkę w jego krwi zawrzało. To naprawdę było dla niego ciężkie. Nawet jeśli ten obiecał się jej po wszystkim pozbyć, będzie widział na co dzień jego dzieci. Jeszcze wyjdą podobne do medyka i co? Na zawsze będą przypominać mu o tej chwili. 
Oczywiście. On nie był lepszy. Też miał dzieci, ale został do nich zmuszony. Ojciec praktycznie groził mu w pysk, że będzie stał nad nim, aż nie weźmie się do roboty. A Gęś? Gęś nie miał na szyi pazurów, które rozerwałyby mu gardło. To była jego świadoma decyzja. 
Dopiero po paru dniach postanowił z nim porozmawiać. Wszedł do legowiska medyka, patrząc jak kocur bawił się roślinkami. Gdy point go dostrzegł zaprzestał swojej roboty, wpatrując się w niego z milczeniem. 
— Przemyślałem sprawę. Jeżeli tego chcesz to możemy zrobić to po twojemu. Ale ja jej nie zabiję. Ty to zrobisz — powiedział. 
Nie chciał zabijać niewinnej kotki, osieracając młode kocięta. To kłóciło się z jego moralnością. Nawet w kulcie zabijanie niewinnych ofiar było dla niego ciężkie. Dlatego też preferował szybką śmierć. Aby samotnicy najmniej cierpieli. Ojciec nigdy nie dostrzegł, że robił to z litości. Gdyby wiedział, na pewno znów usłyszałby jego zawiedziony głos. Teraz jednak, gdy odszedł, a żałoba po nim minęła, czuł się... wolny. Niczym nowonarodzony. Mógł decydować o sobie. Mógł być tym kim chciał. A chciał ograniczyć szerzenie przez swój pysk śmierci. Mogli to robić inni kultyści. On jako wielki kapłan wolał zajmować się organizacyjnymi sprawami, a nie bawić się w pana życia i śmierci, wykonując egzekucję. 

<Gęś?>

15 sierpnia 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Gęsiego Wrzasku

 Skrzywił się, bo nie podobał mu się pomysł, aby partner miał dzieci. On swoje owszem miał, ale zrobił je, ponieważ zmusił go ojciec. A teraz? Teraz nie było nad nimi nikogo, kto wymagałby od nich, aby przekazać swoje geny dalej. Szakala Gwiazda była normalna i raczej wątpił, by stała nad kocurem i żądała, by wziął się do roboty i spełnił swoją powinność. 
— Ale dlaczego? — wystękał jak stary dziadyga, marszcząc swój nos. — Ojciec nie żyje, nie jesteś mu nic winien... 
Gęsi Wrzask posłał mu spojrzenie sugerujące, że myśli co innego. No dobra... Może staruch mógłby przyjść nękać medyka we snach, skoro złożył mu taką obietnicę i dalej nic z nią nie zrobił, ale na Mroczną Puszczę! Dlaczego teraz? Nie podobało mu się to. Nie chciał dzielić się partnerem z żadną babą. I chyba teraz rozumiał skąd wzięła się zazdrość u pointa, gdy musiał oglądać jak latała za nim Frezjowy Płatek. Teraz zamieniali się rolami, co mu się oczywiście nie podobało. 
— No co krzywisz pyska? Nie rzucę cię przecież dla babsztyla! Chłód! — wymiauczał partner widząc jego minę. 
Westchnął ciężko, przewracając oczami. 
— Nie chcę szukać ci baby — rzekł prosto z mostu. — Nie chce być taki jak mój ojciec. Obiecałem sobie, że będę od niego zdecydowanie lepszy. Nie chcę cię do niczego zmuszać. 
— Przecież nie zmuszasz, idioto! — Point popukał go łapą po głowie. — Poszerzamy tylko kult, nie rycz tak.
Łatwo mu było mówić! A co jeśli ta kotka zacznie za nim latać, tak jak to było w jego przypadku? Mu jakoś się udało odepchnąć Frezję i pokazać jej, że nie znaczy dla niego nic, bo kochał tylko i wyłącznie Gęś, ale... Ale co jeśli... Te i inne pytania powodowały w nim natłok myśli. Położył po sobie uszy. 
— Nie wiem czy jestem w stanie, wybacz. Nie chcę ci nikogo wskazywać i się temu przyglądać. Jeżeli ci tak na tym zależy, to sam sobie poradzisz. Im mniej wiem która to, tym ma większe szanse, że ci te dzieci da. Bo teraz nie ma ojca i nic mnie nie powtrzyma przed zabiciem tej wroniej strawy — burknął do niego już czując jak złość na przyszłą matkę kociąt partnera w nim buzuje. Nie... nie mógł tego zrobić. Był zbyt impulsywny. Działał poprzez gniew. Będzie sprawiał tylko mu problemy. — Uwierz tak będzie lepiej — dodał jeszcze, biorąc głęboki wdech, aby się uspokoić.

<Gęś?>

04 sierpnia 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Wieczornej Łapy (Wieczornej Mary)

Skinął łbem, po czym przymknął oczy. 
— Musze odpocząć. Tobie radzę również — ziewnął. — Skoro tak palisz się do nauki — to powiedziawszy zasnął. 

***

*dawno temu*

Leżał z partnerem w obozie, nie interesując się niczym innym poza sobą. Dawali sobie buziaki, a z ich gardeł wydobywało się mruczenie. Frezja gdyby ich teraz widziała, to na pewno paliłaby się z zazdrości. No nic nie zrobi z faktem, że był gejem, a point skradł jego serce. Nawet, gdy kątem oka dojrzał swoją córkę, przez co przybrał poważniejszą minę, jego partner dalej go cmokał, odwracając uwagę od spojrzeń klanowiczów. Przy dzieciach jednak wolał zgrywać tego silnego ojca, a widok jak kleił się do wojownika musiał być dla jego potomstwa szokiem. Chrząknął więc speszony, dając szeptem kocurowi znać, że idzie jego córka. Gęś rzucił na nią okiem, przylepiając się do niego bardziej. Uh... Zapomniał, że był bezwstydnikiem.
Wieczór dojrzawszy ich zaśmiała się cicho i wlepiła w nich wzrok. Musiało to być dla niej zabawne doświadczenie. Ale dla niego niezbyt, gdy dojrzał ten wzrok córki. Skrzywił się. Gęś widząc, że się spiął, zwrócił spojrzenie na jego dzieciaka. 
— Co się cykasz, niech patrzy. Może się czegoś nauczy. 
Przewrócił oczami, ale dał buziaka partnerowi, aby nie był zły za to co zamierzał zaraz zrobić. 
— Dokończymy później... Idź zobacz czy Mroczna Gwiazda czegoś nie potrzebuje. 
Point posłał mu zaskoczone spojrzenie, ale ku jego szczęściu wstał. Nie chciał się z nim kłócić, w końcu obiecał mu, że będzie ważniejszy od jakichś smarków, ale obiecał coś sobie i musiał się z tego dzisiaj wywiązać. 
— Nie wypłacisz mi się — mruknął w jego kierunku wojownik, odchodząc. 
— A ty — zwrócił się do córki, siadając. — Czemu nie jesteś na treningu? I co cię tak niby bawi?
Jego zmora uśmiechnęła się lekko. 
— Na dzisiaj skończyłam trening. I jak to co mnie bawi? Jak widzę ojca, który liże się z innym wojownikiem PUBLICZNIE i bez wstydu... To jest inne spojrzenie na ciebie niż do tej pory miałam. Wiedziałam, że jesteś gejem, ale... No, śmieszne to było.
Przejechał łapą po pysku. Gdyby widziała co się działo, gdy jej nie było jeszcze na świecie. To dopiero było bezwstydne całowanie się na środku obozu... I zajadanie się trupem kota. 
— Mój partner jest... specyficzny. Nie widzi w tym problemu, a ja... — zaciął się. Przecież nie powie córce, że nie potrafi mu odmówić. — Nieważne. Co dzisiaj się nauczyłaś na swoim treningu? — zmienił temat.
— Czemu zmieniasz temat? Zawstydziłeś się? Nie możesz powiedzieć temu swojemu partnerowi, żeby cię obściskiwał poza obozem? — mruknęła. — To tylko cię upokarza... Wyglądasz jakbyś był tym z dołu, a jesteś tym całym mistrzem...
Skąd ona znała takie słownictwo? Czyżby Sosnowa Igła jej powiedziała jak wygląda to całe partnerstwo? Jak tylko załatwi sprawę z Wieczór, to pójdzie do kocicy i ją wyjaśni. Naprawdę ostatnie to czego pragnął to, aby jego córka drążyła jego życie uczuciowe i próbowała dociec kim był w tym związku.
— Jesteś za młoda, aby zawracać sobie tym głowę — mruknął, czując jak uszy mu płoną. — Owszem... Jestem mistrzem. Dlatego mogę robić co chcę i nic ci do tego.
— Ale nie sądzisz, że to trochę cię poniża?... Nie wiem, ja do tej pory miałam cię za kogoś niesamowitego, a widząc jak dajesz się lizać... Eh, szkoda mówić.
— Zazdrościsz? — prychnął. — To nie jest żadne poniżanie się. To nazywa się miłość. Nie zwraca się wtedy uwagi na otoczenie. I nie martw się o swojego ojca. Jeżeli ktoś zacznie z tego drwić i się śmiać, gorzko tego pożałuje.
Kotka wzruszyła delikatnie ramionami, jakby nie wierząc w jego zapewnienia. Żyłka mu przez to zapulsowała na czole. Raczej nikt się z nich nie naśmiewał, prawda? Przecież by to dostrzegł... 
— Skoro tak twierdzisz... Jeżeli ci przeszkadzają takie pytania to dobrze, będę siedzieć cicho. I nie, nie zazdroszczę. Ble — miauknęła uczennica. 
Skinął łbem.
— Cieszy mnie to, że zmądrzałaś. Jeżeli będziesz chciała ze mną się kiedyś wybrać w teren, mogę znaleźć dla ciebie czas — zaproponował jej, pamiętając jak bardzo chciała, aby gdzieś poszli razem.
Uśmiechnęła się szeroko. On naprawdę chciał z nią spędzić czas?! Nie wiedziała co tak na niego wpłynęło, ale była szczęśliwa.
— Ale super! Pokażesz mi różne ciekawe rzeczy?
— Zależy co masz na myśli używając słów "ciekawe". Czyli już teraz chcesz iść na spacer?

<Wieczór?>

Od Chłodnego Omenu CD. Gęsiego Wrzasku

 Partner znów mu dogryzał, jakby sądził, że to zrobi na nim wrażenie. Przywykł do jego stylu bycia i te wyzwiska w jego kierunku go nie ruszały. Zresztą... Sam miał szpetny ryjec, ale za bardzo go kochał, by uznawać to jako coś, co wadziło w jego wyglądzie. 
Gdy Gęsi mu przylał w pysk, jedynie co dostał w odpowiedzi to uśmieszek. Przecież wiedział, że takie coś, to dla niego niczym pieszczota. Wstał, skracając pomiędzy nimi dystans, wręcz chcąc jeszcze raz, aby jego łapa dotknęła boleśnie jego twarzy. 
— Nie zachowuj się jak kocię — skarcił go, wystawiając mu język, gdy ten sapnął oburzony na to porównanie. 
Zaraz poczuł jak point na nim ląduje, przyciskając go do ziemi. Zaśmiał się na to jego zachowanie, kręcąc łbem. Uniósł głowę i musnął go językiem po pysku, zaraz zamieniając się z nim miejscami. 
— Lepiej wracajmy, bo zaczynasz gwiazdorzyć, a jeszcze czekają na nas obowiązki — to powiedziawszy zszedł z niego i słysząc jego niechętne jęki do zostawiania ich azylu, gdzie mogli nacieszyć się sobą bez ciekawskich spojrzeń, ruszyli w drogę powrotną.

***

Naprawdę nie wierzył, że partner podczas zgromadzenia wrobił go w szukanie muszelek, a potem się zmył. Podobno dostał rozkaz od Szakalej Gwiazdy, aby ogarnąć Nocną Łapę, ale i tak nie był zadowolony z tego, że przerwano im tak miły wieczór. Uczennica spowodowała katastrofę nie tylko dla siebie, ale i dla niego, bowiem musiał resztę czasu spędzić sam. Kiedy wracali do obozu, wrócił po muszlę, którą Gęsi Wrzask uznał za idealny prezent i teraz niósł ją do legowiska wojowników, gdzie dziad spał w najlepsze. Położył podarunek nieopodal ich legowiska, po czym położył się na kocurze, nie reagując na jego warkot, gdy odebrał mu dech. Zaraz point jakoś się ułożył robiąc mu miejsce, przytulając do swej piersi, a on mógł oddać się snom.
Gdy się zbudził Szakala Gwiazda ogłosiła co następuje. Zrobiła z Nocnej Łapy Rozwydrzoną Łapę i od teraz Gęsi Wrzask miał ją szkolić. Wspaniale... Będą teraz mieć mniej czasu na czułostki, bo point zacznie musztrować rozwydrzonego bachora, który nie potrafił zachować się kulturalnie w publicznym miejscu. 
Kiedy partner wrócił ze swojego pierwszego treningu z uczennicą, podszedł do niego ciekaw, jak tam mu się podobało.
— I co? — zapytał zaciekawiony. — Dałeś jej w kość? Jak coś możesz użyć swojej muszli do wbicia jej czegoś do łba. Tak. Przyniosłem ci ją. Nie dziękuj. 

<Gęś?>

28 lipca 2023

Od Chłodnego Omenu

 Długo myślał nad funkcjonowaniem kultu i wyłapał dość istotne rzeczy, które nie trzymały mu się kupy. Ta cała forma ojciec i matka kultu brzmiały bezsensownie. Nie chciał mieć partnerki, bo wywalczył sobie ten tytuł. No i dlaczego musi rządzić para? Teraz Szakala Gwiazda rządziła, a z nią jakoś tak... niezręcznie byłoby się dzielić kultem, zwłaszcza że była młoda i nie znała się na nim tak jak on. W końcu to on widział początki. Może i nie żył w czasach Jastrzębiej Gwiazdy, lecz widział jak to Mroczna Gwiazda wprowadza do kultu nowe życie, ustanawiając podwaliny zasad. 
Co noc, gdy leżał wtulony w pierś Gęsiego Wrzasku, gdy ten chrapał mu nad uchem, rozmyślał nad tym wszystkim. Robiło ich się coraz więcej, niedługo klan zostanie jednym wielkim kultem, co narazi ich na odkrycie. Trzeba było wzmocnić środki bezpieczeństwa. Na dodatek trzeba było przekazywać historie o przodkach dalej, aby nowe pokolenie ich nigdy nie zapomniało. Wiedział, że czeka go dość intensywny czas, ale zamierzał skonsultować się z siostrą. Bielicze Pióro znała się w końcu na obrzędach i mogła nieco go pod tym względem doedukować. 
Dlatego też z samego rana wziął się do pracy.

***

Gdy cały kult się zebrał jakież było ich zdziwienie, gdy zamiast na polowanie zaprowadził ich w miejsce, gdzie nikt nie będzie ich niepokoił. Musiał przekazać im wieści. 
— Kult funkcjonuje już długo — zaczął wpatrując się we wszystkich obecnych. — Poprzedni system nie był zły, ale coraz nas więcej i niektóre rangi są... bezsensowne. Irgowy Nektar zmarła, więc nikt tego nie dogląda, a ja obiecałem jej nie zawieść. Była dla mnie niczym matka. To dzięki niej jestem tu gdzie teraz. Nauczyła mnie wiary w Mroczną Puszczę i szacunku do ojca. Nauczyła nie bać się prawdy o brutalnym świecie, ani by się nie lękać zbrodni. Dlatego też powiem wam co wymyśliłem. Jak pogodzić funkcję lidera z funkcją ojca kultu, aby nie umniejszać naszej aktualnej władzy. — Wszyscy wpatrywali się w niego, słuchając z uwagą jego słów. — Pierwszą kwestią jaką poruszę są rangi. Lider i zastępca zostają jako koty ponad kultem. Szakala Gwiazdo masz całkowitą władzę nad nami, tak jak miał Mroczna Gwiazda. Zdaje sobie jednak sprawę jaka praca ciąży na liderze. Ogarnianie klanu i kultu jednocześnie jest męczące, a każdy zasługuję na odpoczynek, a nie dodatkową robotę, dlatego też ojciec kultu zamieni się w Wielkiego Kapłana. Skoro Klan Gwiazdy ma swoich medyków, którzy służą radą liderowi, my także będziemy mieć podobną funkcję, tylko bardziej nastawioną na duchy niż pomaganie chorym. Wielki Kapłan podlegać będzie liderowi, ale jego zadaniem będzie weryfikowanie kotów i mianowanie ich na kultystów z woli przodków. I tu dochodzi ważna kwestia. Mój ojciec mianował nie raz uczniów na wojowników i kultystów jednocześnie. Tu tak nie będzie. Tylko mianowany wojownik, który przeszedł szkolenie będzie mógł dostąpić tego zaszczytu. Kolejną nową rangą będzie kapłan. Przy pomocy Bieliczego Pióra stworzyliśmy obrzędy, które mają na celu wielbienie Mrocznej Puszczy. Wykonanie ich bywa czasochłonne, więc tymi sprawami będą zajmować się właśnie oni. Polowania na samotników zostają bez zmian. Jedyne co się zmieni to sposób składania ich w ofierze. W zależności od ceremonii będą odpowiednie modlitwy i przyszykowany ołtarz. Pragnę też zaznaczyć, że każdy nowy kultysta musi złożyć hołd Mrocznej Gwieździe. Mój ojciec zasłużył na to swoją ciężką pracą. Posiadamy jego ciało i grób, więc będziemy tam chodzić z każdym nowicjuszem. Jastrzębia Gwiazda niestety został na starych terenach, ale raczej nie powinien się gniewać z tego wyboru. Zawsze można uczcić jego pamięć w inny sposób. To już zależy od was. Członkowie pozostają bez zmian, lecz z uwagi na to co działo się w klanie podczas rządów mego ojca, tworzę rangę Żniwiarz. Jestem pewien, że wielu będzie jeszcze agresorów pokroju Sosnowej Igły — rozległo się w oddali jej wrogie prychnięcie. — Których trzeba mieć na oku, a jednocześnie można wykorzystać ich jako katów. Nasz kult zachowa jednak matkę. — Spojrzał na Bielicze Pióro. — Matkę, która jak Irgowy Nektar będzie opoką dla młodych i zlęknionych kociąt, które dopiero poznają swoją role w tym miejscu. Będzie nauczać je wiary i przekazywać mi informacje o tym jak sobie radzą i czy są godni przystąpienia do kultu. W razie odnalezienia znajdek zastąpi im matkę, tak jak Irgowy Nektar zastępowała matkę nam wszystkim. Z racji tego, że nikt kto ma naderwane ucho nie może nas opuścić, ponieważ myliłby tak członków naszej społeczności, jedynym sposobem pozostawienia nas jest śmierć. Dla tych co zasługują jednak na życie, bo bywają użyteczni, lecz o słabej psychice, pozostaje bycie jedynie Wyrzutkami. Obserwowałem jakiś czas też młode Szakalej Gwiazdy i zdaje sobie sprawę z istnienia Jutrzenki. Nie wygląda na materiał na kultystę, ale i ja niegdyś bałem się krwi i zabijania. Irgowy Nektar odczuliła mnie na to, stosując swoje sławne metody. Dlatego też nawet tchórz dostanie swoją szansę dołączenia w nasze szeregi, gdy przejdzie odczulanie. Jednak jeśli zawiedzie i ono nie podziała, niestety nasze ramiona będą zamknięte. Nie oznacza to jednak, że pozostawimy takie koty bez kontroli. Wiedzą za dużo, a musimy wciąż pilnować się przed odkryciem. Póki nie wyplenimy wiary w Klan Gwiazdy musimy zachować kontrole nad resztą społeczeństwa. Dlatego to będzie rola lidera i zastępcy. Te koty będą pozostawać w końcu wilczakami i to od władzy będzie zależeć ich los. Co się tyczy mianowania na kultystę, pozostaje bez zmian. Obowiązkowo jednak kot musi znaleźć i zabić swoją pierwszą ofiarę, z której krwi odciśnie się na czole ślad przynależności do naszego społeczeństwa. Mój ojciec tak robił wielokrotnie, ale to nie był obowiązek. Zdarzali się w końcu tacy, co nie usmarowali kłów w kocie. Zabijać za to będzie mógł każdy. Dajmy członkom także nieco się zabawić. Jednak jeżeli nie będzie chętnych to od Kapłanów będzie zależeć sposób uśmiercenia ofiary. Oni także będą mogli wymyślać nowe obrzędy, które poddane ocenie wprowadzimy do naszych tradycji. Ciała będziemy za to składować w norze... Wykopiemy ją na obrzeżach naszych granic, z dala od obozu. Tam będę weryfikował koty i przeprowadzał odczulanie. Ci co będą chcieli nasycić głód kocim mięsem, będą mogli zabrać kawałki przed złożeniem ich w norze — zakończył i od razu zalała go fala pytań. Wszyscy chcieli w końcu wyrazić swoje zdanie i dowiedzieć się o sprawie nieco więcej. Czekała go długa noc... 

28 czerwca 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Źródlanego Dzwonka

 *dawno temu*

Nocniaki dostały to czego chciały. Odbiły swoją zgubę, sprzedając tym sposobem im Klan Burzy. W zasadzie to cieszył się z takiego obrotu spraw. Nie przepadał za Psią Pokorą. Była... dziwna. Dała jednak wilczakom potomstwo, czyli spełniła swoją powinność i już nie była im potrzebna. Na dodatek nie rozumiał po kiego licha ojciec mianował ją na kultystkę Mrocznej Puszczy. Nie nadawała się do tego, a teraz była z powrotem w Klanie Nocy i nie wiadomo czy nie zdradziła ich sekretu. To naprawdę było nieodpowiedzialne. A mówił to on! Ten, który podobno miał to wypisane we krwi! 
Z tego też powodu podwoił swoje wysiłki i starał się bardziej na treningach z wojownikami. Jeżeli Klan Nocy ich zaatakuje z winy Psiej Pokory, to musieli być gotowi na to, aby nie doszło do ich upadku. Wtedy burzaki łatwo oswobodziliby się od ich wpływu, a musiał przyznać, że pilnowanie królikojadów nie było takie proste. Było ich dużo, każdy potrzebował jedzenia, a z zaufaniem u obu grup było ciężko. Nie wiedział jak Mroczna Gwiazda chciał z nich zrobić wilczaków. To... było niemożliwe. 
Z racji tego, że tereny tych króliczych bobków należały teraz do Klanu Wilka, patrole się rozszerzyły aż pod granicę z Klanem Nocy. Pierwszy raz był w tym miejscu, nigdy nie czuł zapachu nocniaka tak blisko swoich terenów. Dziwne i niepojęte. I wtedy... ujrzał ją. 
Psia Pokora... Siedziała sobie i wlepiała spojrzenie w ziemię. Jego sierść uniosła się na grzbiecie, a wzrok prześledził otoczenie. Była sama. Mógł ją porwać. Tylko... czy tego chciał? Już i tak była zbędnym balastem. Na dodatek wciąż wyglądała żałośnie, tak jak zwykle. 
— No i tak wygląda ta twoja wierność — zaszydził, nie przekraczając granicy.
Kotka uniosła na niego spojrzenie, gdy usłyszała jego głos, ale wciąż nie ruszyła się ani o krok. 
— Zadowolona? Jesteś w Klanie Nocy. Marzyłaś o tym prawda? Od początku. Chociaż dziwne, że nie zabrali wraz z tobą twojego syna. Wyrodna z ciebie matka widzę — syknął w jej stronę dość mało przyjaźnie. 
Co niecoś wiedział o takich osobniczkach, które porzucały dzieci w innych klanach. Nic więc dziwnego, że Psiej Pokorze czy jak się teraz zwała, dostawało się rykoszetem, kiedy myślał o własnej matce. O tak... Kotka teraz tak bardzo mu ją przypominała... Miał nadzieję, że i Pajęcza Łapa w przyszłości zechcę się zemścić na rodzicielce za to co mu uczyniła. 

<Kminek?>

24 czerwca 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Koszmarnego Omenu

 Jego syn nareszcie ukończył trening i został wojownikiem. Czy kamień spadł mu z serca? Owszem. Wręcz czuł się lżejszy niż przez ostatnie dni, gdzie chodził spięty, martwiąc się losem pierworodnego. Nie chciał w końcu, aby Mroczna Gwiazda go wygnał albo zarzucił mu, że nie potrafił wychowywać syna. Nie miał przecież wkładu w jego trening, to jak już powinien mieć pretensje do Błękitnego Ognia, a nie jego! No, ale... Na szczęście to były tylko jego obawy, a nie prawdziwe zdarzenia. Nie doszło do tego, więc teraz mógł cieszyć się, że oboje z jego potomstwa, kroczyło ścieżką obraną przez ich przodków. 
— Gratulacje synu — zwrócił się do Koszmarnego Omenu, uśmiechając się pod nosem. 
Ah, przypomniało mu się aż jego mianowanie. I ten szok, gdy dostał drugi człon po ojcu, tą na niego wściekłość... Wnuk Mrocznej Gwiazdy nie miał jednak z nim tak negatywnych stosunków, by mieć o to pretensje, jak to on miał w młodości. Sam fakt, że ojciec nazwał Koszmara po sobie... w zasadzie nie zaskakiwał. Dziwnie jednak było ze świadomością, że byli częścią jakiegoś łańcuszka, w którym drugi człon był przekazywany z pokolenia na pokolenia. Tak jakby Mroczna Gwiazda pragnął, aby nigdy o nim nie zapomniano i aby żył przez wiele pokoleń w nazwie swoich potomków.
— Teraz jako prawowity wojownik czeka cię sporo pracy — powiedział do kocura, na co spojrzał na niego zaskoczony. — No co? Myślałeś, że się pobyczysz? Nie ma zmiłuj w Klanie Wilka. Rano stawisz się na trening wojowników, ale na ten moment możesz cieszyć się ze swojej wygranej. Odpocznij. — Przybliżył się i otarł się o niego łbem. — Jednak mnie nie zawiodłeś. 

***

Nie dość, że jego ojciec zmarł to jeszcze... TO. Był wkurzony na Klan Gwiazdy. Jak nic to była ich sprawka. Dym wdzierał mu się do nosa, kaszlał, ewakuując koty z przesiąkniętego dymem obozu. Gdzieś tam szalał olbrzymi pożar, który mógł zaraz do nich dojść i ich spalić na wiór... O ile nie uduszą się w tym smrodzie. 
— Synu! — rzucił do czarnego, gdy tylko dojrzał jego niewyraźną sylwetkę. — Zabierz stąd kocięta! One są najważniejsze, niczym innym się nie przejmuj. 

<synu?>

14 czerwca 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Mrocznej Gwiazdy

 — Możesz. Ale znajdź czas na odpoczynek. Chcę mieć swojego syna, a nie trupa.  A co do Gęsiego, posiedzę z nim i dopilnuję, żeby jego opasły tyłek nie stał się jeszcze bardziej opasły. Oboje macie dużo do roboty.
Skinął łbem, po czym wstał i odszedł od kocura. Tak... Odpoczynek się przyda. Tyle się napracował. Treningi wojowników w końcu nie były łatwe. 

***

Nie potrafił uwierzyć w to, że go już nie było. Serce mu pękło na małe kawałeczki i to dosłownie. Tęsknił, tak cholernie tęsknił, wypłakując swoje łzy tego wieczora, gdy jego martwe ciało spoczęło w ziemi. Mimo wiedzy, że prawdopodobnie poszedł do Mrocznej Puszczy i spotkał nareszcie swojego mentora - Jastrzębią Gwiazdę, tak świadomość tego, że już nigdy go nie zobaczy, nie usłyszy, a także nie przytuli, bolała. Jednocześnie był wściekły na samotnika, który ośmielił się odebrać mu życie. Nie mógł jednak na nim się zemścić, bo umarł przez odniesione rany. Lecz i tak... Wrzało w nim. Wrzało i nie chciało przestać. Niby jego imię oznaczało coś odmiennego, powinien być zimny, wyrachowany i spokojny, lecz okazał się tego odwrotnością. I teraz beczał jak kocię, a jego partner starał się go pocieszyć liźnięciami za uchem. Gęsi Wrzask lepiej to znosił, ale on zawsze był taki... silny. Mroczna Gwiazda właśnie dlatego go tak cenił. Bo potrafił poradzić sobie z przeciwnościami losu. 

***

Zebrali się na spotkanie, aby ustalić co dalej z kultem Mrocznej Puszczy. Nie chciał tu być, dalej przeżywał żałobę, lecz partner przypomniał mu, że jego ojciec oczekiwał od niego, aby nie ukazywał słabości. Tak. Powinien wziąć się w garść. Dla niego. W zasadzie już słyszał w głowie jego słowa dezaprobaty na to jego dziecinne zachowanie. Ale on za nim tęsknił... Chciałby nawet zostać przez niego złajanym na środku obozu, a nawet pobitym, aby tylko mieć świadomość, że wciąż żyje. 
— Czyli liderem kultu zostaje teraz Stokrotkowa Gwiazda? — rozległ się pytający głos Błękitnego Ognia, który przerwał ciszę. 
Od razu zamarł, po czym wolno uniósł wzrok z łap na wspomnianą osobniczkę. Ona?! To, że dostała pod władanie klan to już wystarczający obowiązek, który opadł na jej barki. Za nic w świecie nie widział jej jako tej, która przewodzi polowaniom i krwistym mianowaniu kultystów. Była... słaba. Dziwił się, że Mroczna Gwiazda wybrał ją na swoją zastępczynie. Zawsze wydawała mu się oderwana od rzeczywistości. Jedynie o czym można było z nią pogadać, to o tym, że jakieś duchy coś jej wyszeptały do ucha. Jeszcze wygląda jak nawiedzona. Jej sukces to po prostu fart oraz fakt, że Irgowy Nektar pociąga za sznurki u jej łap. Gdy starsza odejdzie, to klan przecież upadnie pod jej rządami! 
— Nie! — sprzeciwił się temu, a wzrok każdego spoczął na jego coraz bardziej gorliwie wyglądającej minie. Wstał i wystąpił na środek. — Potrzebujecie przywódcy, który znał wole Mrocznej Gwiazdy. Wielu z was tu obecnych mało co wie o tym jaki był i w co wierzył. Stokrotkowa Gwiazda nie poradzi sobie z przewodzeniem na raz klanowi i kultowi. Nie jest Mroczną Gwiazdą i nigdy nie będzie. Takie są fakty. Kult potrzebuje kogoś kto nie da się stłamsić. Kto będzie mordował z pasją, a nie, bo tak. Dlatego ja zamierzam wziąć to na swoje barki. Ojciec by tak chciał. 
Zapadła cisza, którą zaraz przerwał rechoczący głos Sosnowej Igły.
— Ty? No coś ty! Ryczysz na okrągło, jesteś słaby i mięciusi jak kiciuś. Jak już ktoś ma przewodzić to ja. Jestem najstarsza i znałam samego Jastrzębią Gwiazdę. Lepiej znam jego idee. 
— Nigdy! Nie bez powodu byłaś katem i twoje słowo mało co liczyło się podczas spotkań. Zniszczysz wszystko na co pracował mój ojciec! — warknął w jej stronę, podchodząc z wysuniętymi pazurami. Bura zasyczała na niego wrogo, jeżąc sierść. 
— Phi! No to zatańczmy kolego. Wyrwę sobie to siłą. Należy mi się! — Po czym oboje spletli się w morderczym uścisku. 
Gryźli się bezlitośnie, a krew tryskała na prawo i lewo. Dobrze, że znajdowali się poza obozem, bo jak nic stanowiliby niezłe widowisko. Kultyści obserwowali to w ciszy, a Irgowy Nektar wyglądała na zmęczoną ich kłótniami. Rzuciła spojrzenie na córkę, by przenieść je na walczące koty. Nie wtrącała się jednak. I bardzo dobrze. Kultem powinien rządzić ktoś silny. Mało co go obchodziło, że lider z racji bycia liderem, miał do tego większe prawo. Jeżeli Stokrotkowa Polana będzie się zapierać, a wątpił, by była do tego zdolna, bo w końcu nie potrafiła myśleć, to rzuci jej wyzwanie. 
Złapał Sosnową Igłę za łapę, po czym położył ją na ziemię, uderzając tak, że aż sapnęła z bólu i już się nie podniosła. Dyszał, ociekając krwią i patrząc z żądzą mordu na wojowniczkę, która powoli czołgała się z podkulonym ogonem na swoje miejsce.
— Dość — rozległ się głos złotej staruszki, która podniosła się ciężko na zesztywniałe łapy. — Stokrotkowa Polana rzeczywiście nie jest w stanie wziąć na swoje barki jeszcze przewodzenie kultowi, a jej zastępczyni jest niedoświadczona, by przejąć po niej pałeczkę. Możesz objąć prowadzenie, lecz nie zapominaj kto naprawdę jest panem, a kto sługą. 
Uśmiech zalśnił na jego zakrwawionym pysku. 
— Nie martw się Irgowy Nektarze. Jedynie na czym mi zależy to na tym, aby kult wciąż rósł w siłę. Nie chcę, aby upadł przez czyjąś niekompetencję. Nigdy. Teraz, gdy Mrocznej Gwiazdy nie ma z nami, pragnę tym sposobem udowodnić mu, że jestem w stanie kontynuować to co zaczął Jastrzębia Gwiazda. Wiem, że mnie obserwują. Nie zawiodę. Stokrotkowa Gwiazda będzie miała nade mną władzę, lecz w sprawach kultu, to ja decyduje o tym co dla nas dobre — powiedział mając nadzieję, że to do wszystkich dotrze. 
Zmierzył wzrokiem tu obecnych, jakby oczekując na słowa sprzeciwu. W zasadzie to nawet jeśli jakieś by się pojawiły, był gotów walczyć o to stanowisko do końca. Nie odda obcym, którzy jeszcze nie byli z ich krwi, władzy nad czymś, co należało do jego rodziny. Nawet liderce. No bo nie oszukujmy się. Klan Wilka bez Mrocznej Gwiazdy, a pod przywództwem złotej, nie będzie już taki sam. Wręcz... czuł jak powoli wracają do ery, gdzie byli żałośni i słabi. Ale przynajmniej uda mu się ocalić kult. Tą małą, ostatnią cząstkę, która pozostała mu po ojcu. 

28 maja 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Koszmarnej Łapy

Jego syn się strasznie rozleniwił. Nie miał pojęcia co było tego powodem, ale nie podobało mu się to, że Wieczorna Mara już dawno była wojowniczką, a on dalej stał w miejscu. To było nie podobne do tego dzieciaka. Może był chory? A może pomylił się co do słuszności, że się w niego wdał? Nie miał pojęcia co siedziało mu w głowie, ale musiał położyć temu kres. Jak Mroczna Gwiazda zainteresuje się wnukiem, to oczywiście zwali wszystko na niego, że nie potrafił wychowywać dziecka, które przez jego niekompetencje zostanie wygnane. Czarny van uwielbiał zrzucać wszystkie winy na niego, jakby się prosił o dzieci. No właśnie nie. Sam chciał wnuki. 
 — Koszmarze... — rzekł, siadając tuż obok syna. — Wytłumaczysz mi co się dzieje? Dlaczego tak długo idzie ci trening? 
Czarny zamilknął, nie potrafił wydusić z siebie żadnego zdania. Czuł wstyd? Prawdopodobnie. Ale miał czego się wstydzić. Zawiódł go. Tak bardzo. 
— Czemu milczysz? — Spojrzał na niego surowym wzrokiem. — Zapytałem cię o twój postęp. Wiesz, że dziadek będzie zmuszony sięgnąć po drastyczne kroki, jeżeli nie weźmiesz się w garść? Dlatego powiedz mi co się dzieję. 
— W-wiem... — w końcu dzieciak odpowiedział mu, przełykając nerwowo ślinę. 
— Więc udowodnij swoją wartość i pokaż, że jesteś w stanie pokonać przeciwnika. Nie przynieś nam wszystkim zawodu Koszmarna Łapo. Miałem co do ciebie duże oczekiwania... od twojej siostry. A to ona mnie zaskoczyła i już została wojowniczką. A ty? Naprawdę chcesz być na dnie?
— To nie tak, że nie chcę być tym wojownikiem! Po prostu... Argh! To skomplikowane — zawołał kładąc po sobie uszy, naprawdę nie mając lepszego wytłumaczenia.
— Skoro to takie skomplikowane to mi to wytłumacz — Zmierzył go chłodnym wzrokiem. — Co sprawia, że tak się dekoncentrujesz? Czyżbyś... stracił głowę i się zakochał? A może coś innego cię trapi?
Miał nadzieję, że nie. Nie chciał być jeszcze dziadkiem. Może i minęło tyle księżyców, ale dalej ciężko mu było przywyknąć do tego, że był ojcem. A wnuki? To było dla niego za dużo. 
— Oczywiście że nie! — Koszmarna Łapa zaprotestował natychmiastowo — Zaniedbałem trening, wybacz mi... — Spuścił łeb.
— Co było tego powodem? — drążył temat dalej, wcale nie odpuszczając. Widział, że z synem coś było nie tak i chciał się dowiedzieć co.
— A nie będziesz na mnie zły jak ci powiem?
— Zależy co sprawiło, że przestałeś się przykładać do treningów. Ale obiecuje, że nie będę krzyczał. A więc?

<Koszmar?>

16 maja 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Cedrowej Łapy

 Obserwował dawnych samotników dość uważnie. Bukowy Pień i Rzeczny Wir udowodnili, że byli godni nazywać się wilczakami. Dobrze im poszła obrona klanu przed atakiem Klanu Burzy i Klanu Nocy, którzy zapragnęli wymierzyć sprawiedliwość. Ojciec pokazywał mu, że potrafił dobrze ocenić koty. Nawet jeśli w pierwszym momencie brał ich za zwykłe mięso armatnie, ci przeżyli i zasilili ich szeregi swoją siłą. To udowodniło mu, aby nie oceniać kotów po wyglądzie czy też ich wadach. Niebieski wojownik w końcu był niemy, nie potrafił się wysłowić przez zadane mu niegdyś rany, ale łapy miał sprawne, co przechyliło szale zwycięstwa na ich stronę. Gorzej sprawa miała się z ich dziećmi. Cedrowa Łapa i Jabłoniowa Łapa robiły marne postępy. Oceniał to, słuchając ich mentorów, którzy zdawali mu dość szczegółowe raporty. Nie tyczyło się to Szeleszczącego Wiązu, bowiem kocur dość szybko nabrał wprawy i teraz gościł u nich jako wojownik.
— Nie sądzisz, że dość długo jesteś już uczennicą? — zwrócił się do Cedrowej Łapy, wyrastając tuż za nią, gdy tylko znalazła się w obozie. Miała dość niezwykłe wyczucie czasu, bowiem wcześniej jeszcze siedział u swojego partnera, który wyciągał mu szkło z łapy i oczyszczał z brudu, aby nie wdała się w skaleczenie infekcja. 
Nie miał pojęcia co myślała o tym, że okupowali Klan Burzy. Młodzi zawsze mieli głupie pomysły. On sam pewnie w dawnych latach, byłby temu wszystkiemu przeciwny. Młodość miała w końcu to do siebie, że kierowało się nie rozumem, a uczuciami i moralnością, którą była dość zgubna i zwodnicza. Teraz jednak wiedział, że jeżeli ich wróg był osłabiony, nie zagrażał im, a oni rośli w siłę. Mroczna Gwiazda nauczył go także wyłapywać słabe jednostki i je eliminować, dlatego też jego nos wyłapał smród ciągnącej się porażki w postaci dawnej samotniczki. Chociaż... Czy powinien ją winić, gdy jego syn także nie zdawał się chętny na ukończenie szkolenia? Miał nadzieję, że Koszmarna Łapa weźmie się w garść, bo coś czuł, że czeka go nie tylko niemiła rozmowa z nim, ale także i liderem. A znając ojca wiedział, że ten nie rozczulał się nad nikim, nawet nad własnym wnukiem. 
— Skąd takie opóźnienie u ciebie i twojej siostry? Wasz brat został już wojownikiem. Lepiej się obie weźcie w garść, bo nie potrzeba nam tu darmozjadów. 

<Cedrowa Łapo?>

Wyleczony: Chłodny Omen

15 kwietnia 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Koszmarnej Łapy

 *przed wojną*

Skinął łbem po czym podążył z kocurem w las. Było spokojnie, lecz ćwierkot przyszłego posiłku roznosił się miło w powietrzu. Czasami zastanawiał się, dlaczego ptaki tak śpiewają. Przecież to była szybka i łatwa droga do śmierci. Rozglądał się po otoczeniu, strzygąc uszami, by wyłapać, na którym drzewie siedzi ofiara. Była to sporej wielkości roślina o grubym pniu. Widząc zdobycz, przystanął, wskazując ją ogonem synowi. Nie siedziała za wysoko. Idealnie.
— Widzisz tego ptaka? — szepnął mu cicho na ucho, nie spuszczając wzroku ze swojej ofiary. — Patrz i ucz się — to powiedziawszy szybko i bezszelestnie przemknął do drzewa, na którym znajdowało się zwierzę. Wspiął się dość sprawnie na górę, po czym skoczył na gałąź, łapiąc zaskoczoną ofiarę praktycznie w locie. Ptak wił mu się w pysku, próbując się uwolnić, lecz jego zębiska trzymały go mocno. Zszedł ze zdobyczą na ziemię, po czym przycisnął łapą do ziemi i skręcił jej kark. Cichy zgrzyt rozległ się po lesie, a śpiew ucichł. 
Miał nadzieję, że syn zrozumiał teraz jak ta umiejętność była korzystna. Co z tego, że wyniósł ją z Klanu Klifu? Skoro mógł ją wykorzystać dla dobra Klanu Wilka to nie rozumiał, dlaczego miałby ją ukrywać, czy też o niej zapomnieć. Bez niej nie mógłby dogodzić ojcu, który lubował się w latających piszczkach. Zdobycz, która kręciła się na ziemi, była dość trudna do uchwycenia, ponieważ rzadko schodziły z bezpiecznych drzew. Tam na górze czuły się bezpieczniej, co dawało im przewagę, ponieważ były nieświadome tego, że ktoś mógłby je pochwycić z takiej wysokości. 
— No to teraz ty — zwrócił się do kocura, rozglądając po otoczeniu. — Wytrop ptaka, a następnie spróbuj powtórzyć to co widziałeś. 

<synu?>

03 kwietnia 2023

Od Chłodnego Omenu do Cedrowej Łapy

 Przyglądał się nowym nabytkom w ich klanie. Rodzina, którą przyjęli pod swój dach była... dziwna. Nie potrafił orzec jakie budziły w nim odczucia. Buk był rosły i nadawał się na kogoś kto godnie prezentowałby Klan Wilka. Jedyny problem stanowiło to, że nie potrafił mówić. Jego przyjaciel wytłumaczył im co takiego im się przydarzyło, a on próbował wewnętrznie opanować śmiech. Mroczna Gwiazda zrobił sobie przytułek dla zabłąkanych dusz. Jak... wspaniale. 
W zasadzie poniekąd rozumiał decyzję ojca. Niedługo Klan Burzy wraz z Klanem Nocy mogli ich zaatakować, więc potrzebowali każdej pary łap. Gorzej, że w większości to byli niewyszkoleni samotnicy, a połowa to dzieci. Źle to widział, ale nie podważał decyzji rodzica. Nawet jeśli zginą, to przysłużą się i tak ich sprawie. 
Przemierzał obóz, wracając z treningu ze swoją częścią wojowników. Odkąd Szakali Szał dostała tytuł mistrza, został nieco odciążony. Cieszył się z tego, ponieważ cały klan był dość ciężki do ogarnięcia. Widział na dodatek jak wojowniczka sobie radziła na tych treningach i śmiało mógł przyznać, że jego partner wykonał kawał dobrej roboty. Złota miała szansę wyrosnąć na kogoś wielkiego i przynieść Klanowi Wilka chwałę. Nie to co... przybłędy. 
Akurat jego wzrok spoczął na Cedrowej Łapie. Kotka właśnie wychodziła z legowiska uczniów, gdzie spędzała najpewniej czas ze swoim rodzeństwem. Skierował w jej stronę kroki, tarasując jej przejście. Młoda zadarła łeb do góry, spotykając się zaraz z jego chłodnym wzrokiem. 
— Chciałem zapytać cię jak ci się podoba w Klanie Wilka? Trening nie jest zbyt wymagający? — zaczął w miarę miło, aby nieco dowiedzieć się o nastrojach panujących wśród kotów, które zwykli zabijać dla Mrocznej Puszczy. Naprawdę mieli wielkie szczęście... I o tym nie wiedzieli. Gdyby pojawili się jeszcze kilka księżyców temu, gdy Klan Burzy wciąż nie wiedział co działo się z ich wojownikiem, to skończyliby jako przystawka dla Mrocznych Duchów. 
Czekając na odpowiedź, przysiadł na ziemi obok, by posłuchać co młoda uczennica miała do powiedzenia. 

<Cedr?>

02 kwietnia 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Psiej Pokory

 Siedział i czekał przed legowiskiem starszych, aż Gęsi Wrzask ogarnie poród Psiej Pokory. Mógł odejść, położyć się spać, ale czekał na partnera. Nie chciał zostawiać go samego z tym problemem. Już i tak sporo robił dla ich klanu. Wrzaski, syknięcia i dłużące się uderzenia serca później, w końcu zwróciły mu ukochanego, który niósł coś w pysku. Spojrzał na niego pytająco, ale ten machnął mu uchem, wskazując na legowisko lidera. Ah... Wspaniale. Czyli były jakieś problemy. 
Wkroczyli do jamy Mrocznej Gwiazdy, który wypoczywał na swoim posłaniu. Pewnie nie spodziewał się gości, co widać było po jego niezadowolonym pysku. Widząc jednak, że w przejściu nie stał tylko on, a jego ulubiony zięć, jego wyraz uległ zmianie. 
— Co cię do mnie sprowadza, Gęsi Wrzasku? — zwrócił się do medyka, ignorując obecność swojego syna. 
Przysiadł obok pointa, nie dając się złapać na sztuczkę ojca. Wiedział, że znów próbował go wytrącić z równowagi. Istniał jednak pewien, mały problem... Ich relacja była tak toksyczna, że postanowił już nie zawracać sobie nim głowy. Wolał żyć po swojemu, a lidera widywać gdzieś w oddali jako takie... zwykłe tło na horyzoncie. 
Wojownik położył u łap to co trzymał w pysku, a ich wzrok spoczął na młodym kocięciu, które wyglądało na martwe. 
— To młode Psiej Pokory. Jest... Słabotliwe. Nie wykarmi go, a przyniesie naszemu klanowi tylko problemy. Chciałem jednak zapytać cię o zdanie co z nim zrobić — wyjaśnił medyk, skłaniając głowę. 
Ugh... Jaki lizus. Że też kiedyś był do niego podobny. 
Mroczna Gwiazda podszedł, sprawdzając młode. Oboje czekali na jego decyzję w tej sprawię. 
Lider obejrzał dokładnie malucha, taksując wzrokiem każdy skrawek jego ciała. Był mniejszy i ważył zdecydowanie mniej od innych kociąt - wyglądał, jakby urodził się przedwcześnie, a ruch zawiniątka był tak znikomy, że wyglądało wręcz na martwe.
— Nie wygląda mi na zdrowe. Nie będę ryzykować, że klan poniesie straty. Nie potrzeba nam drugich słabych podmiotów, które nie nadają się do bycia ani wojownikiem, ani tym bardziej medykiem. Upolujmy dwie myszy za jednym zamachem; nakarmimy nim Puszka. Przynajmniej przyniesie jakiekolwiek korzyści.
Mieli rzucić dzieciaka Puszkowi? Szczerze się tego nie spodziewał. Gęsi Wrzask skinął łbem, po czym chwycił kociaka w pysk. Udał się za partnerem, który po drodze zawołał jeszcze Sosnową Igłę. Kocica nie wyglądała na zadowoloną, lecz gdy jej wszystko wyjaśnili, jej sadystyczny uśmiech, pojawił się na jej pysku.

***

Wkroczył do legowiska starszych, gdzie wraz z młodymi przebywała Psia Pokora. Trzeba będzie ją przenieść do żłobka. Jego wzrok spoczął na dwóch innych kulkach, które od razu zostały przez kocicę osłonięte ogonem. 
— Gdzie Kiełż? Co z nim zrobiliście? — zapytała dość nerwowo. 
— Nie przeżył. Zbieraj się. Od dziś będziesz mieszkać w żłobku — przekazał kotce, czekając aż ta wstanie i się ruszy z miejsca. 

<Psia Pokoro?>

27 marca 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Psiej Pokory

 Skrzywił się, bo nie wiedział po co miał dać tej wroniej strawie pokarm. Ojciec cieszył się o dziwo z tego, że ta być może przyniesie im nowych kultystów, ale jak dla niego przesadzał. Sam niezbyt przepadał za dziećmi. Swoje miał, ale ta rola dalej była dla niego zbyt trudna, by mógł czuć się w niej komfortowo. 
Rzucił jej pod łapy mysz, mierząc ją chłodnym spojrzeniem. 
— Jedzenie — rzucił do kocicy, obserwując jak ta kuli się tylko bardziej na jego widok. 
Ugh... Nie miał pojęcia po co ją tu trzymali. Teraz Klan Nocy rościł sobie do niej prawa, Bylica nie została pokonana i tak naprawdę... Kminek czy jak teraz tam się zwała, zawiodła. 
Łapą kopnął mysz, która podleciała aż pod jej pysk, po czym odwrócił się i po prostu wyszedł. 

***

No i stało się. Okazało się, że dawna nocniaczka była w ciąży. Dowiedział się tego od swojego ukochanego, który był na ten temat bardzo rozmowny. Wciąż widział ten paskudny uśmiech Mrocznej Gwiazdy, gdy tylko ta wieść została przekazana do jego uszu. Nie rozumiał, dlaczego tak cieszył się z każdego bachora. Pojmował idee wzmocnienia klanu, ale... Ale Klan Wilka robił się coraz ciaśniejszy. Te koty co ostatnio przyjmował, to był nie dość, że problem, bo musieli wykarmić całe ich stado, to i bezużyteczność. Mało co potrafili. Piszczki znikały w zastraszającym tempie, a obóz zdawał się ciaśniejszy niż kilkadziesiąt księżyców temu. Tak kończyła się ta ojcowska zachęta do prokreacji. Szczerze to miał cichą nadzieję, że trochę tych idiotów ubędzie na wojnie i nareszcie odetchnie pełną piersią. 
Słysząc dziwny odgłos dobiegający z legowiska starszych, skierował tam kroki. Zajrzał do środka, natrafiając na spanikowany wzrok Pokrzywowej Skóry, który szeptał coś od Psiej Pokory. Kocica zdawała się przeżywać jakiś niewyobrażalny ból... Och... Zrozumiał. 
— Gęsi! — wydarł się na cały obóz, by wykurzyć partnera z jamy. — Chodź tu! Ona rodzi! 
Point słysząc te słowa, wziął się do roboty, zgarniając jakieś zioła i pędząc w kierunku ciężarnej. Wspaniale... Kolejne nic nie warte glizdy przyjdą na ten świat. Po kimś takim jak Psia Pokora nic użytecznego nie wyjdzie. 

<Psia Pokoro?>

Od Chłodnego Omenu CD. Wieczornej Łapy

Naprawdę nie rozumiał czego tak się bała. On nie miał problemu z tym, aby podejść do ojca i powiedzieć mu, że coś mu nie grało. Ta jednak cykała się gorzej niż kocię. Dziadek nie urwałby przecież jej za to głowy. Nie zamierzał jednak załatwiać wszystkiego za nią. Powinna zachowywać się dojrzale skoro już była uczniem i brać odpowiedzialność we własne łapy. 
— Zależy jak to powiesz. Jeżeli tonem rozpuszczonego gówniarza, to owszem, uzna. Jeżeli wskażesz na winę mentora, to już inna sprawa. Nie siedzę mu w głowie, więc ciężko mi powiedzieć jakby zareagował — powiedział, lustrując czarną wzrokiem. 
— No w sumie tak... Nie no, może lepiej nie ryzykować a jak będę potrzebowała się doszkolić to albo zrobię to sama albo kogoś poproszę. Lizusa Mysikrólika jakoś przeboleje...
— Skoro tak... — Strzepnął uchem. — Życzę więc powodzenia.
Męczyła się i wolała to ciągnąć niż zmierzyć się z Mroczną Gwiazdą? To było doprawdy dla niego niezrozumiałe. Nie zamierzał jednak w żaden sposób jej pomagać. To była jej decyzja. On nie odczuwał na swoich barkach żadnego ciężaru, który sprawiałby mu dyskomfort.
— Ta, ta... Powodzenia. Potrzebuje sił do niego a nie powodzenia... Koszmar ma lepiej. Może się skupić na treningu a ja się wkurzam taką błahostką... — wymiauczała. 
Tak to prawda... Wkurzała się o byle co. Chociaż nieco już dojrzała i tak była jeszcze dzieckiem, które nie znało się wcale na świecie. Spór o lepszego mentora to było nic z dorosłym życiem, w które niedługo wkroczy. 
— Zawsze może cię podszkolić kto inny. Byleś nikogo nie nękała na siłę — doradził jej, zauważając że kotka miała naprawdę irytujący sposób bycia. Widział doskonale jak zadawała się z Sosnową Igłą. Nie pochwalał za bardzo tej znajomości, ponieważ wojowniczka... Była po prostu głupia. Ale skoro te dwie lubiły bawić się na tak niskim poziomie, to nie zamierzał im w tym przeszkadzać. Miał ważniejsze rzeczy na głowie niż dzieci. 
— Nikogo nie będę nękać na siłę. Taka Sosnowa Igła na przykład pewnie z chęcią mi pomoże. Lubi mnie — wypowiedział jego myśli na głos, co wcale go nie zdziwiło. Jedynie skrzywił się zniesmaczony na brzmienie imienia starszej już wojowniczki. 
— Mhm... To aż dziwne — szepnął pod nosem, bo nie spodziewał się, że ktoś taki jak bura był w stanie kogoś polubić. 
— Czemu cię to dziwi? — Przekrzywiła zaintrygowana łeb. 
— Nie za dobrze dogaduje się z kotami. Mało kto ją lubi. 
— Czemu niby? Jest agresywna i dziecinna, ale... Da się z nią gadać — wytłumaczyła. 
— No właśnie dlatego, bo jest agresywna i dziecinna. — Strzepnął uchem. — O ile nie przyjaźnisz się ze zdrajcami, to możesz mieć znajomych. Masz wolną łapę — podkreślił tu oczywiście słowo "znajomi" nie bez powodu. Nie zamierzał pozwalać Wieczór, sprowadzać sobie jakichś partnerów. Była na to jeszcze zdecydowanie za młoda, ale wolał dmuchać na zimne. Wizje dziadkowania chciał odłożyć jak najdalej w czasie. Był stanowczo za młody, by ktoś wołał na niego dziadku! 

<Wieczór?>

15 marca 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Wieczornej Łapy

No i Wieczór została Wieczorną Łapą. Czy zmądrzała? Pewnie okaże się dopiero wraz z czasem. Widział mimo wszystko, że nieco się uspokoiła. Nie cieszył się jednak z tego tak szybko. Mogły to być wszak pozory. Miał jednak nadzieję, a wręcz błagał Mroczną Puszczę o to, by jednak to nie był tylko jakiś krótki epizod w jej życiu. Nie cierpiał tej jej... wrednej wersji, która szeptała mu na ucho jakim był złym ojcem i jak bardzo chciała go zabić. Kto w ogóle ją tak wychował? Odpowiedź nasuwała mu się sama, ale wątpił, by to była wina Frezjowego Płatku. Ona raczej wmawiałaby dzieciom, że ich kochał całym sercem czy coś...
Usiadł ciężko na ziemi, kładąc się zmęczony, gdy ujrzał zbliżającą się córkę. Pewnie była już po treningu. Zmusił się, by nie usnąć przed uczennicą, podwijając pod siebie łapy. Szkolenia wojowników dawały mu w kość i odbijały powoli na nim swoje piętno. Był w końcu jedynym mistrzem w klanie. Nie wyrabiał. Czasami marzyło mu się wolne. Pospanie nieco dłużej, a nie zrywanie się skoro świt. 
— I co? Usatysfakcjonowana z treningów? — zwrócił się do młodej, by sprawiać pozory, że się interesował. No w zasadzie tak było. Chciał wiedzieć jak się jego krew spisywała w terenie i czy coś po nim odziedziczyli. 
Nie odpowiedziała mu na to, tylko usiadła obok, a on spostrzegł, że nie zdawała się zadowolona. 
— Czemu Mysikrólik tak sra tęczą? — zapytała zamiast tego, a on zaśmiał się na to, ponieważ te słowa brzmiały tak zabawnie, zwłaszcza że padały z jej pyska. 
— Ponieważ nie jest taki jak my... Chociaż to dziwne, bo jego matką jest Sosnowa Igła — wymruczał do córki.
Mysikróliczy Ślad może i był jej synem, lecz całkowicie nie wdał się w kocicę. Możliwe, że odziedziczył charakter po swoim ojcu, co było dla Klanu Wilka dość radosną nowiną, bo wątpił, by udało im się przeżyć wściekłego klona burej. Mroczna Gwiazda pewnie by się cieszył, bo mógłby zrekrutować kolejnego kultystę, ale... Tak... Dzieci Sosnowej Igły całkowicie się nie udały. 
— Ale on jest tragiczny! Czemu nie mogłam dostać kogoś lepszego? Koszmar dostał Błękitny Ogień, a ja przesłodzonego imbecyla! — warknęła cicho córka, kładąc zrezygnowana łeb na łapy. — Dziadek aż tak mnie nienawidzi?
Strzepnął na to uchem. Lider był... specyficzny. Dalej pamiętał te jego okazywanie troski, a raczej irytacji względem niego. Musiał przyznać, że van nie zmienił się od tamtej pory ani trochę. Wciąż dało się zaobserwować w nim tą jego omenowość, jak od niedawna zaczął nazywać całokształt ojca, bo inaczej nie potrafił nazwać tego, jak ktoś mógł mieć tak wielkie ego i przy tym nie stracić głowy. 
— Dałaś mu podobno w kość, więc się nie dziw. Trzeba było być posłuszną, a nie grozić mu emeryturą — O tak, słyszał o tym, w końcu ojciec się z nim tym podzielił, tym swoim przesiąkniętym cynizmem głosem, dodając coś o tym, że pięknie wychowuje swoje dzieci. 
Wieczorna Łapa jęknęła cicho. 
— Wiem, że to było głupie, ale teraz jestem bardziej dojrzała! Poprawiłam się, a muszę teraz całe dnie spędzać z takim idiotą!
— Jeżeli chcesz być silnym wojownikiem, to wytrzymasz tą niedogodność. Ważne, że cię uczy. Nie zawsze dostajemy to co chcemy — ziewnął, wylizując swoje łapy.
Tak. Coś o tym wiedział. Go życie poprowadziło tak a nie inaczej, chociaż marzyło mu się inne życie. Gdyby ojciec go nie porwał, być może dalej byłby klifiakiem i miał całkiem innego partnera. A tak? Im jego córka nauczy się jak działa świat, tym lepiej. Niestety... nie było w nim sprawiedliwości i miał w nosie kocie pragnienia. 
— Uh... Nie możesz poprosić dziadka by mi go zmienił? On mnie niczego dobrze nie nauczy! — powiedziała, a on spojrzał na córkę, jak gdyby się przesłyszał. 
— Co ja słyszę. A z jakiej racji miałbym to zrobić? Myślisz, że tak łatwo przyjdzie wyrzucić mi z głowy twoje słowa o tym, że powinienem zdechnąć? Skoro dojrzałaś, udowodnij to. Inaczej nie licz na moją pomoc — odpowiedział, nie zamierzając tak łatwo dać się jej ugiąć. Nie zamierzał rozpieszczać swoich dzieci, a tym bardziej im pomagać w takich sprawach. Skoro chciała zmiany, mogła sama jak dorosła pójść do dziadka i go o to poprosić. 

<Wieczór?>