BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chłodna Łapa x Zimorodkowy Sen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chłodna Łapa x Zimorodkowy Sen. Pokaż wszystkie posty

06 września 2022

Od Zimorodkowego Snu CD. Chłodnego Omenu

Jeszcze za panowania Cętkowanej Gwiazdy

- Tak... I oby na lepsze... - Skrzywił się. - Teraz jednak nie wydaje mi się, by znów doszło do jakiejś zmiany. Ojciec nie da się wygryźć. Nasz klan będzie silny.
- W takim razie trzymam cię za słowo. Mam nadzieję, że będzie dobrym liderem. - dodała nieświadomie.
- Tak... A jak zdrowie Cętkowanej Gwiazdy? Ma już swoje księżyce, a ten głód pewnie daje jej w kość. Współczuje wam, że po niej zostanie waszym liderem Lampart. Pewnie wywoła wojnę...
Zawahała się przez chwilę przypominając sobie ostatnio zachowanie Lamparciego Ryku. Od kiedy został zastępcą coraz częściej go widywała.
- Oby nic takiego nie miało miejsca. - zmrużyła oczy. - A Cętkowana Gwiazda się trzyma, zawsze była silną kotką.
- Jak był w Klanie Wilka, to prawię mnie zagryzł. Nie wiadomo co mu strzeli do łba - miauknął do niej.
Vanka Skinęła tylko łbem nie wypowiadając ani jednego słowa. To... Było do niego bardzo podobne, więc ta informacja jakoś ją nie zdziwiła. Miała tylko nadzieję, że przyszłość Klanu Klifu nie będzie w łapach lamparta. Już wolała by, żeby ktoś go wygryzł z roli zastępcy.
W czasie rozmyślań Zimorodkowego Snu były uczeń pochylił łeb i napił się wody.
- Będę już wracał, dzięki za rozmowę.
- Rozumiem. - patrzyła na oddalającą się sylwetkę kocura. - A! I jeszcze jedno Chłodny Omenie. - dodała. - Gdybyś mnie kiedyś potrzebował, zjawię się w tym samym miejscu.
- Jasne, będę pamiętał. Miłego dnia Zimorodkowy Śnie - pożegnał się z nią, znikając w lesie.
Gdy tylko kocur zniknął w mroku Zimorodek przysiadła jeszcze na chwilę na śniegu czując zimno szczypiące w jej tułów. Ile z tego co jej powiedział było prawdą? I jak się czuł? W głębi serca, dalej pamiętała, że był to niegdyś jej uczeń, pełen radości i zaciętości kocurek, a teraz? Nie poznawała go, zmienił się i to bardzo, nie wiedziała co mogło tak wpłynąć na jego zmianę zachowania, ale obawiała się najgorszego.
Po krótkich rozmyślaniach, które nie okazały się wcale takie krótkie, wstała i ruszyła z powrotem wzdłuż granicy, jaki był wcześniejszy zamysł. Niedługo po tym spotkała Grzybową Ścieżkę wraz z Krewetkową Łapą.
- Nie mieliśmy się spotkać w nieco innym miejscu? - zapytał Grzyb.
- Mieliśmy, wybaczcie. Jak zwykle się zamyśliłam. - potrząsnęła łbem nie przyznając się do spotkania z Chłodnym Omenem.
- No cóż... To cała ty. - prychnął znowu Grzybowa Ścieżka. Vanka uśmiechnęła się tylko niezgrabnie i ruszyła za resztą.

<Chłód?>

05 września 2022

Od Chłodnego Omenu cd Zimorodkowego Snu

To był pech, a może jakiś znak od losu? Nie wiedział. Nadal nie dowierzał w to, że spotkał na granicy dawną mentorkę. Na dodatek samą... Na szczęście nie była jakoś do niego uprzedzona i wrogo nastawiona. Wiele to dla niego znaczyło. Po ostrych słowach z pyska jej brata sądził, że ta też mogła mieć o nim podobne zdanie. Mylił się. Najwidoczniej nie była aż tak głupia jak Lśniący Księżyc. 
- A ty już pewnie zakończyłeś swój trening prawda? Nie pytałam jak brzmi teraz twoje imię.
Dziwnie było tak rozmawiać po dwóch stronach zamarzniętego strumienia. Niegdyś trenował u jej boku, zwiedzali tereny i oczywiście dzięki niej opanował polowanie na ptaki, co stało się to jego wielkim atutem. A teraz... teraz byli wrogami. Gdyby był młodszy, jej widok ucieszyłby go tak, że od razu wpadłby w jej objęcia, prosząc by go zabrała z powrotem do Klanu Klifu. Teraz, po tym co usłyszał od Lamparciego Ryku... Obawiał się jakby skończył. 
- Tak. Skończyłem. Chłodny Omen... - zdradził jej swoje imię, krzywiąc się. Nigdy nie chciał być kojarzony z ojcem. Ten człon, który mu nadał, był jasnym sygnałem, że lider wręcz siłą zmuszał go, by kroczył jego ścieżką. Ścieżką mordercy. - Wolałbym inne, ale już niech mu będzie. - Nagle jednak o czymś sobie przypomniał. - A co z moimi braćmi? Żyją?
Wiele razy zastanawiał się nad tym. Po ataku zastępcy klifiaków na jego osobę, zaczął wątpić czy żyli. Widział tą furię kocura, gdy tylko dowiedział się, kogo byli dziećmi. 
- Żyją, żyją. Trening Kruczej Łapy się trochę ociąga, ale Mróz został wojownikiem i nosi imię Mroźna Wichura. - wyjaśniła.
- Czyli ich nie zabili? - zaskoczenie wymalowało się na jego pysku. - Dobrze wiedzieć... Chociaż nie tęskniłbym za Krukiem - przyznał niechętnie.
Mrozowi życzył jednak jak najlepiej i miło było mieć świadomość, że spełnił swoje marzenie. Na pewno wyrósł na silnego wojownika. Pamiętał jakie miał marzenia... Tęsknił za bratem, chociaż pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że był synem Rysiego Puchu. Morderczyni, której w klifie nienawidzono. 
- Kruk jest... W swoim świecie. - mruknęła. - Nie jestem pewna czy ukończy szkolenie, ale głęboko w niego wierzę.
- On zawsze był w swoim świecie - Przewrócił oczami. - Jak wasz klan radzi sobie z Porą Nagich Drzew? Jest ciężko prawda?
To było niewinne pytanie, lecz miało drugie dno. Teraz nie byli już sojusznikami. Każda informacja o wrogu mogła być korzystna. Może wychodził na hipokrytę, bo kiedyś wręcz lojalność do klifiaków z niego się wylewała, teraz jednak zniknęła, pozostawiając mu na języku niesmak. 
- Niestety tak... Ledwo wiążemy koniec z końcem. Jedynym ratunkiem są wróble wydzióbujące ze śniegu jakieś zioła czy inne ziarna, jednak one niedługo też się skończą. - wyjawiła. - Nie powinnam ci tego mówić, ale wierzę, że nie wygadasz się o naszej sytuacji. - dodała po chwili.
Czyli domyśliła się, że nie powinna o tym mówić, lecz mimo to zdradziła ich stan. On oczywiście nie zamierzał dotrzymywać obietnic. Pamiętał to co Łasiczy Skowyt powiedziała mu na zgromadzeniu. Zebrała informacje, które miała zamiar przekazać ich ojcu. Nie mógł być gorszy, nie gdy obiecał sobie, że przestanie go zawodzić. 
- Nie ma powodów do obaw. Ja i ojciec... niezbyt się lubimy. Został teraz liderem i ego mu urosło aż do nieba. Widziałaś go zresztą na skale liderów. W zasadzie co tam się na tym zgromadzeniu stało? Słyszałem, że krzyczeliście - zmienił temat. 
- Jak to się stało, że nie wiesz co się działo? Ciemne chmury przysłoniły księżyc i zaczęła z nich się lać krew. - wyjaśniła. - Nie mam bladego pojęcia co Klan Gwiazdy chciał nam przez to powiedzieć, ale boję się, że przodkowie się na nas pogniewali.
- Cóż... ja... - chrząknął. - Byłem zajęty czymś innym. Tak trochę z kimś się zagadałem - Machnął ogonem, próbując nie wspominać tej cudownej nocy z Gęsią Łapą. - Słyszałem pioruny, więc prawdopodobnie tak było. Może ten głód jest z ich winy...
- Nie zdziwiłabym się gdyby tak było. Szkoda, że nie znamy powodu... Chociaż u was w klanie w ciągu kilku zgromadzeń kilka razy zmienił się lider.
- Tak... I oby na lepsze... - Skrzywił się. - Teraz jednak nie wydaje mi się, by znów doszło do jakiejś zmiany. Ojciec nie da się wygryźć. Nasz klan będzie silny.

<Zimorodek?>

17 sierpnia 2022

Od Zimorodkowego Snu CD. Chłodnego Omenu

- Na patrol graniczny wybierze się Grzybowa Ścieżka ze swoim uczniem Krewetkową Łapą oraz Zimorodkowy Sen, tym razem bez swojej podopiecznej. - Wymruczał Lamparci Ryk. Wszystkie koty skinęły łbami i ruszyły w stronę wyjścia z obozu. Zimny śnieg prószył i mroził kocie łapy. Pora nagich drzew się nie patyczkowała. Zimorodek idąca obok dwójki kotów westchnęła żałośnie, zastanawiała się co tam słychać u Fioletowej, bardzo się o nią martwiła, a termin porodu zbliżał się wielkimi krokami. Co za głuptas, żeby zaciążyć teraz gdy mamy porę nagich drzew. - pomyślała.
Grzyb gdy szli coś tam marudził pod nosem, a Krewetka non stop próbowała poprawić mu humor. Ta dwójka zdecydowanie miała inne charaktery, które mimo wszystko w jakiś sposób się uzupełniały.
- Ciekawa czy znajdziemy jakiegoś wróbelka! - wymruczała radośnie uczennica na co jej mentor tylko prychnął z niezadowolenia. Czarna vanka próbowała utrzymywać miłą atmosferę pomiędzy nimi.
- Na pewno coś się znajdzie. - Zapewniła młodszą kotkę. 
Docierając na umówione miejsce wojownicy popatrzyli po sobie i usiedli w ciszy.
- Zaproponował bym rozdzielenie się. - mruknął Grzybowa Ścieżka.
- To dobry pomysł! - Wykrzyczała Krewetkowa Łapa poprzedzając słowa wojowniczki. 
- W takim razie spotkamy się na granicy z Klanem Wilka i Burzy. - ustaliła. - Trzymajcie się. Ruszyli.
Dotarła do rzeki dzielącej oba klany. Ku jej zaskoczeniu poczuła delikatny zapach, którego nie czuła już od bardzo dawna. Tak znajomy, że wbił się w jej pamięć. Czy to możliwe? Chłodna Łapa? Pognała wzdłuż granicy i po drugiej stronie rzeki zauważyła już całkiem pokaźnych rozmiarów biało rudego kocura. 
- Chłodna Łapo? To ty? - Zapytała niepewnie. Ruda sylwetka uniosła łeb do góry.
- Zimorodkowy Śnie? Jesteś sama?
Nie będąc pewna czy ma mówić prawdę czy nie zdecydowała się jednak na nieokłamywanie już teraz "wroga". 
- Jestem, jestem. A ty? - Zawołała.
- Też jestem... Czemu mnie zawołałaś? Twój klan chcę mnie zabić, miałaś świetną na to okazję.
Vanka podeszła bliżej granicy. 
- Nigdy, przenigdy nie śmiałabym cię zabić. Nawet, jeśli któregoś dnia stanęlibyśmy do walki. 
Wymruczała te słowo w całkiem spokojnym tonie, były one prawdą, nigdy by nie zabiła swojego ucznia, poza tym było by to wbrew Kodeksowi Wojownika.
- Dobrze wiedzieć - Strzepnął uchem. - Nic się nie zmieniłaś... Nadal wyglądasz tak jak cię zapamiętałem.
- Za to ty wyglądasz zgoła inaczej. - przyznała wlepiając wzrok w blizny byłego terminatora. - K-kto ci to wszystko zrobił? 
Położył po sobie uszy. 
- Mój ojciec. Porwał mnie ze zgromadzenia do Klanu Wilka. Próbowałem uciec i cóż... - westchnął. - Stare dzieję. Po tym jak Cętkowana Gwiazda z Lamparcim Rykiem przyszli nas odzyskać, a raczej sprzedali nas wilczakom, grożąc że stracimy życia jak nas spotkają, straciłem nadzieję i zostałem tu.
Załamana wojowniczka również położyła po sobie uszy. Nie chciała wierzyć w słowa niedoszłego ucznia, teraz już nie dziwiła się dlaczego jej brat się tak obwiniał. 
- Może taka była wola Klanu Gwiazdy...
- Tu nie było woli Klanu Gwiazdy. Po prostu napiętnowali mnie winami mojej matki. Lśniący Księżyc ci powie. Groził mi śmiercią i uznał za zdrajcę, chociaż mu wytłumaczyłem wszystko, tak jak tobie. Mówił ci, kogo jestem synem? Jak nie, to ci powiem i na pewno też mnie znienawidzisz jak on.
- Tak, wiem. Rysiego Puchu... Tak mi przykro... - załkała lekko. - Ja jednak nie uważam ciebie, ani Łasicy czy reszty twojego rodzeństwa winnych za grzechy waszej matki... To nie jest sprawiedliwe. - przyznała ze smutkiem.
- Prawda. Nie jest. - rozluźnił się nieco na te słowa. - Byłaś dobrą mentorką i szanuję, że nie idziesz za chęcią zemsty jak twój brat...
Skuliła się lekko, gdy Chłód wypowiedział te słowa, też jej było żal, że nie udało jej się zatrzymać rodzeństwa w klanie. 
- A ty byłeś wspaniałym uczniem, nie mogłam sobie lepszego wymarzyć. - uśmiechnęła się niezręcznie.
- Tak... Jednak teraz wszystko się pozmieniało. Szkolisz teraz kogoś, czy po mnie nie dostałaś nikogo? - zapytał zainteresowany jak ułożyło się po tym jej życie.
- Owszem, kilka księżyców po tym dostałam na ucznia Iglastą Łapę. Ma swoje za uszami, ale dobrze się uczy. - przyznała. - A ty już pewnie zakończyłeś swój trening prawda? Nie pytałam jak brzmi teraz twoje imię.

<Chłód?>

13 lipca 2022

Od Chłodnej Łapy cd Zimorodkowego Snu

*przed porwaniem*

Był pod wrażeniem. Również chciał tak kiedyś polować. Słysząc jej pytanie, przybrał zacięty wyraz pyska. Wracać? Nie ma mowy! Musiał spróbować! 
- Jeszcze jest czas, a ja z chęcią poćwiczę polowanie na ptaki - miauknął od razu przypadając do ziemi. 
Jeszcze nic nie wyczuł, ale wolał pokazać kotce, że rwał się do pracy. Chciał się wykazać i pokazać bratu i przyjacielowi, że całkiem nieźle sobie radził. 
- No dobrze, to próbuj - zachęciła go kotka, obserwując jego poczynania. 
Skinął łbem, zaczynając węszyć. Ptaków na szczęście było tu sporo, więc mógł z łatwością jakiegoś sobie wybrać. 
Na początku nie szło mu najlepiej. Nim dotarł do drzewa, ptak odlatywał w siną dal. Następne próby również nie dały mu żadnych owoców. Jednak poćwiczył trochę wspinaczkę, która była tutaj wymagana. Po skończonym treningu udali się do obozu, gdzie od razu zjadł posiłek, udając się do legowiska uczniów. Tam dojrzał swoje rodzeństwo. Nie miał zamiaru z nimi rozmawiać, więc ułożył się na swoim mchu, aż obok niego nie zjawił się Mroźna Łapa. 
- I jak było? Ja prawie upolowałem mysz - Wypiął się dumnie. 
- Prawie to ja też mogę tak powiedzieć - powiedział, rozciągając kończyny. - Ale ja z moją mentorką to polujemy na ptaki. Jest to cięższe, ale fajnie wygląda. Wiesz... Musisz wspiąć się na drzewo i capnąć ptaka nim ten cię zauważy. - zaczął opowiadać.
Brat słuchał z uwagą, nieco pewnie mu zazdroszcząc. Coś czuł, że jutro będzie marudził swojemu mentorowi, by go tego też nauczył. 

***

Po spotkaniu na granicy z ojcem, unikał tego miejsca jak ogniem. Na szczęście dzisiaj nie mieli robić patrolu, a skupili się na dalszym szlifowaniu umiejętności. Bardzo chciał łapać ptaki jak wojowniczka, dlatego też ciągle je wybierał jako swój cel. Praktyka czyni mistrza, tak przynajmniej się mówiło. Ale fakt, po którymś nieudanym razie czuł, że znacznie lepiej mu idzie podchodzenie zwierzyny. 
- Musisz popracować nad równowagą - zauważyła kotka. - Ptaka trzeba złapać szybko, przy okazji nie spadając z drzewa. 
- Racja... To mogę poćwiczyć to na jakiejś gałęzi? - zaproponował. Na sucho powinno być prościej. Rozejrzał się po terenie, a widząc jakiś przewrócony pień drzewa, wskoczył na niego zadowolony. 
- Ha, widzisz? Daje radę na tym stać. 

<Zimorodkowy Śnie?>

[przyznano 5%]

08 lipca 2022

Od Zimorodkowego Snu CD. Chłodnej Łapy

Zimorodkowemu Snu momentalnie po pytaniu ucznia przypomniała się jedna sytuacja, gdy sama jeszcze podczas swojego treningu próbowała upolować ptactwo spoczywające na gałęzi.
- Wiesz Chłodna Łapo, to zależy - zaczęła. - Owszem, jest to nie lada wyzwanie, ale my — wojownicy Klanu Klifu staramy się opanować sztukę wspinania po drzewach. Sam widzisz, że jest tu mnóstwo ptactwa, a gdy wokół są drzewa, mało która ofiara decyduje się na skakanie po ziemi. - Tłumaczyła uczniowi jak najlepiej potrafiła.
- A wracając do twojego pytania, ja uczyłam się skakania na drzewa, dlatego mam teraz tak silne tylne łapy. Potrafię zapolować na zwierzynę na wysokości, jednak nie zawsze mi się to udaję - wyjaśniła, spoglądając na terminatora. Kocur wydawał się nabrać nadziei, jednak vanka dostrzegała w nim dalej niepewność. Postanowiła więc pokazać błękitnookiemu, jak co się robi. Stanęła obok terminatora, kiwając łbem na znak. Wygięła ciało w taki sposób, by idealnie skoczyć na pień drzewa, wybijając się tylnymi łapami. Gdy tylko znalazła się na chropowatej korze, wbiła szybko swoje pazury, by łatwiej jej poszła wspinaczka. Zerknęła w tym czasie szybko na swojego ucznia wbijającego w nią swój wzrok, po czym skupiła się na zadaniu. Znalazła się na równej wysokości co wytropiony przez Chłodną Łapę wróbel. Nie zapominając o spięciu tylnych łap na gałęzi, rzuciła się instynktownie na ofiarę, której śpiew zaniknął z ostatnim oddechem. Wojowniczka z dumą dobiła zwierzę, po czym ostrożnie trzymając je w pysku zeszła z drzewa.
- Wszystko jest możliwe mój drogi - wymruczała zadowolona, a podrapane oko wcale nie było taką przeszkodą w polowaniu. Chłód patrzył na nią z podziwem, nabierając pewności. - Naprawdę, wszystko jest do opanowania. Jeśli chcesz możemy wrócić do obozu, albo dalej próbować. Twój wybór. - Miała nadzieję, że zmotywowała kocura do dalszej pracy nad sobą.

<Chłodna Łapo?>

[przyznano 5%]

06 lipca 2022

Od Chłodnej Łapy cd Zimorodkowego Snu

 Tak... Słyszał opowieści, że mieszkał tam szalony dziadzio, który słynął z mordowania kotów. Nie miał zamiaru dać się tak głupio zabić, dlatego zapamiętał to miejsce dokładnie, by w przyszłości unikać go jak ognia.
Lepsza rozrywka czekała ich na granicy. Tak przynajmniej sądził. Nie spotkali jednak tam żadnego patrolu, chociaż zapachy unoszące się w powietrzu były nawet dość świeże. Musieli się minąć. Wróciwszy do lasu, słuchał na kolejne polecenia kotki.
- No dobra Chłodna Łapo. Pokaż mi jak się skradasz. - Mentorka wbiła w niego oczekujące spojrzenie.
Przypadł do ziemi i zaprezentował kotce swoje nijakie umiejętności. Ta wiele razy musiała go poprawiać, póki nie udało mu się, w jej mniemaniu, zrobić tego poprawnie.
- Dobrze teraz spróbuj coś złapać. Powiedz mi co czujesz.
Wziął głęboki oddech. Zapachy zalały go ze wszystkich stron. Trochę mu zajęło wyodrębnienie z nich tego jednego, który go bardzo zainteresował.
- Czuje... ptaka... niedaleko. Mam na niego zapolować? - zapytał, kierując wzrok na kotkę.
Ta skinęła głową, najpierw jednak wyjaśniając mu jak powinien podejść do stworzenia, by nie został zauważony. Zaczął się skradać. Powoli, ostrożnie, pamiętając o instrukcjach kotki. Akurat mały kos nie był na drzewie, lecz na ziemi, swoim małym pomarańczowym dziobem, przewracał leśną ściółkę w poszukiwaniu pożywienia. Nie wiedział jednak, że to zaraz on padnie łupem. Skupił się po czym zaatakował. Ptak odleciał mu sprzed nosa.
- No nie! Przecież prawie go miałem! - miauknął zawiedziony, krzywiąc pysk.
Liczył, że zadowolo mentorkę a tu... no klapa. Porażka na całej linii.
- Nikomu za pierwszym razem nie wychodzi. Spróbujesz jeszcze raz i jeszcze raz, aż w końcu ci wyjdzie. - starała się go pocieszyć.
Trochę nadaremno, bo już skoczyło mu ciśnienie. Wziął głęboki oddech. Spokój. Teraz to było najważniejsze. Nie mógł ponownie się zdekoncentrować, nie zawiedzie ponownie.
- Dobra, to spróbuje jeszcze raz - sapnął, wyczuwając kolejną ofiarę.
Tym razem był to wróbel. Aż dziwne, że w tym lesie było tak dużo ptactwa. Nie dziwił się, że ich klan tak często na nie polował.
Ruszył, pochylając się najbardziej jak się da, by zakryć się w leśnym poszyciu. Zatrzymał się jednak widząc, że ptak był na drzewie. Nie za wysoko, lecz nie sądził, by był w stanie go złapać. Mimo to zwrócił łeb w stronę swojej mentorki, która bacznie mu się przyglądała.
- Umiałabyś złapać ptaka siedzącego na gałęzi? - zapytał.

<Zimorodek?>

[przyznano 5%]

30 czerwca 2022

Od Zimorodkowego Snu CD. Chłodnej Łapy

Rozglądając się po obozie w końcu udało jej się wzrokiem wyłapać swojego ucznia. 
- Tutaj jesteś - wymruczała - Czas na trening.
- Co dzisiaj będziemy robić?
Zimorodkowy Sen popatrzyła się na Chłodną Łapę z ciepłym uśmiechem goszczącym na jej mordce. Aż sama zaczęła przypominać sobie jak do niedawna była uczennicą pełną wigoru chętną do przygód. 
- Przejdziemy się po granicy i pouczymy skradania. Co ty na to? - zaproponowała. Na pyszczku Chłodu malowało się jednak widoczne niezadowolenie, gdyż młody najwidoczniej pragnął czegoś więcej. Vanka jednak zignorowała to wiedząc, że najpierw kocur musi opanować podstawy, aby prawidłowo się rozwijać. 
Tak więc ruszyła poganiając młodego kocura, by ruszył czym prędzej za nią. Opuścili obóz i ruszyli na granicę opuszczając las od strony dosyć podejrzanej groty, w której ponoć mieszkał szalony dwunożny. Wskazała ogonem za ogrodzenie.
- Na ostatnim patrolu chyba ci nie mówiłam, ale pamiętaj by nigdy się tam nie zbliżać. - oznajmiła stanowczo. Następnie ruszyli dalej mijając tereny Klanu Burzy i Wilka. Myśląc o tych dwóch klanach ciarki ją przechodziły, oba były podejrzanie rozległe. 
Po skończonym patrolu na granicy para kotów wróciła się do lasu, gdzie było najbezpieczniej. Biało-czarna kotka zerknęła na swojego ucznia i uśmiechnęła się przyjacielsko.
- No dobra Chłodna Łapo. Pokaż mi jak się skradasz.

<Chłód?>

[przyznano 5%]

21 czerwca 2022

Od Chłodu (Chłodnej Łapy) do Zimorodkowego Snu

Skończył sześć księżyców i tak jak im obiecano, zostali uczniami. Ceremonia przebiegła bezproblemowo, każdy z nich dostał swojego mentora i mogli zacząć szkolić się na wojowników. Już zakładał się z Mroźną Łapą, kto będzie szybciej mianowany. Oczywiście miał na myśli siebie, jednak kocur twierdził inaczej. Jeszcze się przekona!
Podszedł do mentorki, która już na niego czekała na uboczu, gdy wszyscy mu gratulowali. Dostała mu się siostra Lśniącego Księżyca. Nie znał jej, ale miał nadzieję na owocną współpracę.
- Co dzisiaj będziemy robić? - zapytał, paląc się do pracy.
- Na razie zapoznam cię z terenami - miauknęła i po raz pierwszy od długiego czasu, wyszedł z obozu. Było to cudowne przeżycie, które zapamięta do końca życia.

***

- POGIĘŁO CIĘ?! - wrzasnął na Kruczą Łapę.
Brat musiał go zdenerwować. No po prostu musiał. Warczał na niego, sycząc wściekle. Mróz trzymał go za sierść, powstrzymując przed zamordowaniem go na miejscu.
- O co się spinasz? Powiedziałem tylko jak to wygląda - powiedział, machając ogonem, jakby odtrącając brzęczącą mu koło ucha muchę.
Zacisnął zęby, warcząc gardłowo.
- SAM SIĘ UDŁAW SWOIMI WYGLĄDA. NIE PODLIZUJE MU SIĘ! - darł się na cały obóz.
- Ciszej, bo zaraz wszyscy się o tym dowiedzą - starał się go uspokoić Mroźna Łapa.
Miał rację. Lśniący Księżyc nie mógł usłyszeć, że jego brat posądza go lizanie mu tyłka. Przecież spaliłby się tam ze wstydu na miejscu. Ciężko jednak było mu opanować gniew, który płonął mu w żyłach niczym krew.
To był już drugi raz. Drugi i zaczął się powoli niepokoić co się z nim dzieję. Za pierwszym razem prawie pobił Mroza jeszcze w żłobku za to, że ten ukradł mu zabawkę i ją schował przed jego wzrokiem. Wtedy musiała interweniować Kalinkowa Łodyga.
A teraz to.
Strach przyćmił gniew i w końcu udało mu się odetchnąć. Mroźna Łapa jeszcze chwilę go trzymał, niepewny czy mu przeszło, ale gdy ten już miauknął, że w porządku, puścił jego skórę.
- Już nie chcesz mnie zabić? - zakpił brat.
Irytacja wzrosła, a z gardła wydobył mu się niezadowolony pomruk. Mróz ponownie spiął mięśnie, gotowy by go powstrzymać, lecz nie miał zamiaru tracić czasu na tego podlotka sowy. Machnął kitą i udał się w inne miejsce. Z dala od rodzeństwa. Było to jednak trudne, bo Mroźna Łapa już za nim stał, miaucząc coś o podrywaniu kotek na wspinanie się po drzewach.
- Chcesz zobaczyć jak mi idzie? - zaproponował.
Spojrzał na niego i pokręcił głową.
- Nie mam humoru - wyznał.
- Widziałem. Ale też widzę, że zależy ci na przyjaźni z Lśniącym Księżycem. I...
- Zamknij się! - warknął, co spowodowało, że jego brat zrobił krok do tyłu. Zatkał sobie szybko pysk łapą wystraszony, że nadal nad tym nie zapanował. - Po prostu... zostaw mnie samego.
- No dobrze... - zgodził się, odchodząc.
Siedział sam pod drzewem i obserwował spokojne życie Klifiaków. Gniew nadal w nim żył, nie gasł, lecz z każdym uderzeniem serca i oddechem czuł, że mija. Nie mógł sobie pozwolić na takie zachowanie! Musiał nauczyć się nad tym panować! Co by było gdyby Lśniący Księżyc go widział? Albo jego mentorka? Pewnie powiedziałaby o tym bratu i przez to mogliby przestać się lubić.
Nie chciał go stracić. Był jedynym jego przyjacielem. Ufał mu i wcale nie podlizywał! Krucza Łapa po prostu mu zazdrościł. Nie widział innego wyjścia.
- Tutaj jesteś - głos mentorki sprawił, że poderwał głowę do góry. - Czas na trening.
A no tak! Zapomniał o tym.
- Co dzisiaj będziemy robić? - zapytał zaciekawiony, próbując zapomnieć o rodzeństwie.

<Zimorodek?>

[przyznano 5%]