BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozżarzony Płomień x Rudzikowy Śpiew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozżarzony Płomień x Rudzikowy Śpiew. Pokaż wszystkie posty

06 sierpnia 2022

Od Rudzikowego Śpiewu CD. Rozżarzonego Płomienia(Rozżarzonej Łapy)

Przebywanie blisko granicy z Klanem Burzy nie był dla niego komfortowe. Z góry zalewała go fala nieprzyjemnych wspomnień. Nawet jeśli go samego tylko chwilę dostąpił zaszczyt topienia przez białego potwora, to wszystko, co zadziało się z Pędzącym Wiatrem, wystarczyło, by znienawidził większość tej grupy.
Kiedyś mógł powiedzieć, że właśnie w Klanie Burzy znajdował się jego cały sens życia. Może nie tyle nawet ile cały, a główny, bo bez rudego futra przy nosie nie wyobrażał sobie szczęścia. Czasami łapał się na tym, że było mu przykro z powodu tego, jak skończył się ich związek. Jeszcze nie tak dawno wyobrażał sobie wspólną przyszłość, pełną spokoju i miłość. Teraz to już nawet nie wiedział, czy Żar go kiedykolwiek tak naprawdę szczerze kochał.
Dreptał bez celu, choć momentami spoglądał na sunące po ziemi myszy i lecące na niebie ptaki. Mógłby coś upolować, być jakkolwiek przydatny dla klanu, dla którego oddał całe serce i poświęcił swoje uczucia.
Jakby było, gdyby zdecydował się zostać w Klanie Burzy? Nie było mu tam źle, a Rozżarzony Płomień mógł się zmienić. Rudzik nie dał mu tej szansy, bo nie wierzył, że to miałoby się udać.
I teraz myśląc, wciąż w to wątpił. W jego głowie zakorzenił się obraz złego Żara, chcącego mordować wszystkich, którzy staną na jego drodze, a także szerzącego rasizm. Przełknął ślinę, wbijając pazury w ziemię. To było najgorsze uczucie, gdy ktoś, kogo kochasz, okazuje się podłym draniem z kamieniem zamiast serca.
Pociągnął mocniej nosem, wyczuwając zapach potencjalnej ofiary. Jak na zawołanie bury zając przebiegł mu przez drogę, mknąc w tylko sobie znanym kierunku. Rudzikowy Śpiew poczuł nagłą chęć dopadnięcia go, bo w końcu uważany był za główny posiłek Burzaków, więc co za problem, by Nocniak go złapał? Udowodni sam sobie, że może być lepszy.
Oblizał pysk, ruszając w pogoń za kicającym stworzeniem. Teren był z lekka podmokły, przez co łapy ślizgały mu się, gdy za bardzo przyspieszył.
Zahamował, dopiero gdy zderzył się z kupą rudego futra na swojej drodze. Postać pojawiła się tam tak nagle, że z początku wydawało mu się, iż to tylko jego omamy.
Jednak był tam. On, tak samo wściekle rudy co zawsze, z tymi intensywnie pomarańczowymi ślepiami. Teraz od standardowego obrazu różniła go tylko jedna rzecz. Brak ucha.
— Ty... - wykrztusił Rudzik, cofając się o parę kroków. — C-co ty tu robisz? — syknął, rozglądając się w panice.
Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że wszedł na tereny Klanu Burzy. Przypomniał sobie słowa Zajęczej Gwiazdy, o tym, że jeśli wróci, to zabiją go.
Położył nisko uszy po sobie, cofając się powoli w stronę terenów Nocniaków. Spiął się, obserwując nieustannie Żara. Nie był sam. W ich stronę zbliżyły się również dwie kotki.
— To nasz teren — miauknął zimno.
— Zauważyłem — odparł natychmiastowo, zbyt późno gryząc się w język. Nie wiedział, czy nawet z samym kocurem by sobie poradził. Widząc jednak większą grupę, nawet nie próbował. — Zagapiłem się — rzucił od niechcenia, przełykając ślinę. — Ale nie szukam zaczepki, już sobie idę...
— O kogo my tu widzimy. Przecież to twój kochaś, Rozżarzona Łapo — zaśmiała się szylkretka. - Zmieniła się u nas władza, mamy nową liderkę — poinformowała, na co Rudzik zastrzygł uszami. Mówiła mu coś o własnym klanie z takim spokojem? — Kamienna Gwiazda. Piaskowa Gwiazda, która torturowała ciebie i twojego kumpla upadła, więc się tak nie bój już o swój kuper.
Mimo wszystko uniósł zaskoczony wzrok na grupę Burzaków. Ta wiadomość brzmiała jak senne marzenie. Uśmiechnął się szeroko, nie krępując się już tak bardzo obecnością obcych.
— To dobrze, że udało wam się pozbyć tej szurniętej tyranki. Może i nie znam was dobrze, ale cieszę się, że macie kogoś normalnego u władzy. Kamienna Ago... Znaczy już teraz Gwiazda, wydawała się naprawdę rozsądną — mruknął, spoglądając na byłego.
Doskonale pamiętał tę całą rozmowę z czarną kotką, tak samo jak jego puste obietnice zmiany.
Potem dopiero dotarły do niego słowa wojowniczki. Czy on się przesłyszał, czy zwróciła się do Żara mianem "Łapa"?
Wspomniany kocur skrzywił się i zaczął kierować się w głąb własnych terenów.
— Ej, Rozżarzona Łapo, siad — warknęła do niego ta sama kotka. — Nie oddalaj się od nas.
Zatrzymał się, nie odwracając w ich stronę pyska.
— Dlaczego Łapa? — spytał nagle Rudzik, zbyt zaciekawiony, by trzymać język za zębami. — Przepraszam, że pytam, ale to dziwne. On jest stary, a do tego niedawno miał na drugi człon Płomień, to... Jakaś kara czy coś? — drążył, czując lekką satysfakcję. Życzył byłemu jak najgorzej.
— Tak. Został zdegradowany do rangi ucznia, a my go pilnujemy. Nie spuszczamy nawet na chwilę. Kamienna Gwiazda mu nie ufa, więc jego prywatność nie istnieje. Jego zadaniem jest polowanie dla klanu i typowe obowiązki ucznia. Liderka nie pozwala mu się lenić. Wszystkich rasistów tak ukarała — wyjaśniła mu. — Nie wiesz, jaki on jest przy niej zestrachany — zaśmiała się. — Cykor go wziął, bo jak znów coś odwali, to wylatuje z klanu. A jego mentorką na dodatek jest zastępczyni, więc ma przewalone.
— Naprawdę? — spytał, a w jego głosie dało się słyszeć niemałą satysfakcję. — To wspaniałe słyszeć, że podjęto u was takie działania i prawidłowo tępicie rasizm. Cieszę się, że sprawiedliwość czasem dosięga tych, którzy powinni zostać ukarani za swoje przewinienia. I tak w jego przypadku ta kara wydaje się dosyć... Łaskawa — stwierdził.
— A co według ciebie powinniśmy mu dowalić? -— miauknęła zainteresowana. -— Przekaże wszystko liderce. A zapomniałam wspomnieć. Ma przeprosić dodatkowo cały klan publicznie i wyrzec się Piaskowej Gwiazdy. Wtedy jego kara ma się skończyć. Ale coś czuje, że mu pisane jest bycie wiecznym uczniem
— Jego przepraszanie innych już raz skończyło się pustymi słowami, tacy jak on nigdy nie nabierają skruchy — rzucił, zapominając na moment, że nie rozmawia z kotami ze swojego klanu, tylko z teoretycznie wrogami. — Szkoda, że nie da mu się zmienić koloru futra. Skoro tak kochał rudy, to może jakby był na przykład liliowy, zauważyłby, że niezależnie od tego jak wygląda, jest zwykłym potworem.
— Oskubany z sierści to był, ale mu odrosła. Fajnie by było. Niestety to niewykonalne — powiedziała do niego. — Pracuje jednak na swoje życie. Prawda, Rozżarzona Łapo? Dopiero wieczorem się najesz, pamiętaj — zakpiła.
— Ale jest milszy niż kiedyś — odezwała się niebieska kotka, milcząca do tej pory.
— Milszy? Boi się dostać lanie od mojej matki, tchórz. Ale nie powiem, fajnie widzieć takiego złamanego Żara. Zawsze szczekał wyżej, niż ogon miał, więc to nowość — burknęła szylkretka.
Rudzik nastawił uszy. Wspaniale było słyszeć, jak ktoś, kto wyrządził ci wiele złego, sam cierpiał.
— Nie wygląda na miłego. Raczej wciąż ma minę, jakby chciał wszystkich pozabijać — mruknął.
— Ej, Żar. Odwróć się do nas. Pokaż, jaką masz minę — zawołała do niego. Nie odwrócił się do nich, nadal siedząc tyłem.
— Niezbyt miły — uznał Rudzik, czując dziwne bicie w sercu. Czy tak powinien się zachowywać? Szydzić z kogoś zza jego plecami, chociaż ten wszystko słyszał? Raczej nie, mało przyjemne, on nie lubił być tak traktowany. Często grał rolę ofiary, ale teraz, gdy na moment mógł bezkarnie kozaczyć, nic nie stało na przeszkodzie, aby dopiec trochę wrogowi.
— Może ma gorszy dzień? — odezwała się ponownie niebieska.
— To on ma chyba codziennie ten gorszy dzień — prychnęła pierwsza, przewracając oczami.
Żar spojrzał na nią tylko, a ona skorzystała i popchnęła go w stronę Rudzika. Zacisnął pysk, gdy znów ich spojrzenia się spotkały. Podniósł się i skierował kroki z powrotem do obozu, ale szylkretka unieruchomiła go depnięciem na ogon.
— Nie uciekaj tchórzu — syknęła do niego. — Dawaj Rudzik. Przywal swojemu ex.
Druga kotka się zdziwiła.
— Po co miałby?
— To chyba jasne. — Uśmiechnęła się do nich. — Przecież zrobił sobie na boku kocięta, kiedy z nim był.
— Co? — Rudzika wręcz zamurowało go. — Nie będę go bił, nie chcę się zniżać do jego poziomu — wymamrotał, rozproszony słowami o potomstwie. — Jak to masz dzieci? Z iloma kotkami ty mnie zdradzałeś? — wykrztusił, odsuwając się w tył, bo chwila moment, a znowu dałby się ponieść emocjom i jeszcze przypadkiem odgryzłby mu drugiego ucho. — Nie wierzę, że od początku byłeś taką podłą świnią... — rzucił ciszej, nie chcąc robić dramy przy obcych dla niego kotkach.
— Nie będę ci się tłumaczył, bo i tak mi nie uwierzysz — miauknął tylko, wyrywając swój ogon spod łap białej
— Czyli zrobiłeś to z premedytacją — stwierdził, widząc jego zachowanie. — Inaczej byś coś wyjaśnił. Chociaż, nawet, jakbyś zaczął gadać, to pewnie i tak same kłamstwa — prychnął.
— Chcesz prawdę? Mam dzieci, jednak nie zrobiłem ich świadomie. Wykorzystano mnie, ale tego nie żałuję. Kocham te smarkacze i nic z tym nie zrobisz. Z nami koniec, więc nie wchodź z łapami z powrotem w moje życie. Sam fakt, że tu się zjawiłeś to obraza. Gdyby nie Kamienna Gwiazda, już dawno byś został przegoniony, a nie urządzał sobie obgadywanie mnie za moimi plecami.
Skrzywił się.
— Żałosne, że po tym wszystkim nie masz odwagi powiedzieć mi czegoś zgodnie z prawdą — rzucił, odwracając się. — Teraz skłamałeś mi prosto w pysk. Niemożliwe, byś ty kogokolwiek kochał. Potrafisz tylko ranić.
— Niemożliwe, że ty potrafisz mieć tak zawężony punkt widzenia i być ślepym. Sam ranisz. Siebie i wszystkich dookoła ze swoją paranoją — syknął na niego. — Obyś kiedyś znów zniszczył sobie życie. Może obudzisz się wtedy z tego swojego snu
— Nie zniszczę już sobie życia bardziej niż przez związek z tobą. Udław się tymi swoimi pustymi słowami. — Trzepnął ogonem, nie patrząc ani chwili dłużej na niego. Ani jeden raz więcej, żadnego ostatniego razu. Jedynie skinął głową do dwóch kotek i odszedł w swoim kierunku.
Stracił tyle czasu w swoim życiu na związek z Rozżarzonym Płomieniem. W tym momencie żałował wszystkiego, nawet tych miłych chwil.

12 lipca 2022

Od Rozżarzonego Płomienia cd Rudzikowego Śpiewu

 Po tym jak zbłaźnił się przed Kamienną Agonią i Rudzikiem, wrócił. Chciał mu pokazać, że się zmienia. Że robił to wszystko dla niego. Starał się. Miał nadzieję, że widział. Na kilka dni dał mu spokój, chociaż pękało mu serce z tęsknoty. Dzisiaj nie wytrzymał. Chwycił wielkiego zająca w pysk i wszedł do legowiska wojowników. Musiał pokazać mu, jak bardzo mu na nim zależy. Zobaczył jego rude futro, leżące na legowisku z mchu. Podszedł, kładąc zdobycz tuż pod jego łapami z uśmiechem.
- Hej... Przyniosłem ci coś dobrego - miauknął.
Nocniak westchnął, spoglądając niechętnie na dar. Nie spodobało mu się to. Miał nadzieję, że przynajmniej się uśmiechnie i podziękuje.
- To, że sobie porozmawialiśmy ostatnio, nie znaczy, że chcę cię widzieć - mruknął. - Świetnie, że się starasz, ale ja z dnia na dzień nie zmienię do ciebie nastawienia - przypomniał.
Był tego świadomy. Mimo to... pragnął spędzać z nim czas, a nie zostawiać samego na wiele księżyców, by ten ujrzał jego zmianę. Możliwe, że i to by dla niego nie wystarczyło.
- Jak nie chcesz mnie widzieć, to jak mam ci pokazać, że mi na tobie zależy? - zapytał, kuląc uszy. - Jak będę dobry, a ty tego nawet nie będziesz dostrzegał, to gdzie tu sens?
- Będę obserwował jak sobie radzisz - oznajmił. - Ale z boku.
Zamilkł na chwilę, wbijając wzrok w łapy. Taka rozłąka źle się na nim odbijała. Nie chciał cierpieć ponownie, nie gdy Rudzik był obok. Z boku? Czy naprawdę nie chciał dać mu szansy? Jak dawno go nie tulił... Tęsknił za jego zapachem i mruczeniem.
- I tak będę przychodził... Kocham cię. Nawet jeżeli... mnie ranisz. - miauknął, nie godząc się z jego decyzją.
- Nie zwalaj winy na mnie - burknął rudzielec. - Sam się na ten los naraziłeś. Swoim zachowaniem.
No i znów wina była po jego stronie. Nie zdradzał go przecież. To sobie sam wymyślił. Jednak Kamienna Agonia zdradziła mu, że był zły. Że znęcał się nad kotami. Nienawidził jej za to. To przez nią jego związek się cofnął... a miała pomóc go naprawić!
- Przeprosiłem przecież. Jak ci opowiadałem o życiu tutaj, to mówiłem prawdę, że mnie nie lubią i dręczą... - starał mu się to wyperswadować.
- To dlaczego grozisz niewinnym śmierciom? - spytał. - Powiedz mi, Żar. Czy ty kiedykolwiek skrzywdziłeś kogoś fizycznie?
Spuścił łeb. Jak miał na to odpowiedzieć? Już zauważył, że kocur źle reagował na... te sprawy, które dla niego były czymś normalnym. Nie chciał bardziej go do siebie zrazić. Chciał tylko naprawić ich związek, a nie niszczyć jeszcze bardziej.
- Muszę na to odpowiadać? - miauknął tylko, obserwując reakcje kocura. Może mu odpuści? Stwierdzi, że już starczy i mogą cieszyć się razem tym dniem?
Rudy wzruszył ramionami.
- Skoro sam chcesz cokolwiek przede mną zatajać, to proszę bardzo. Tylko wiedz, że związek pełen kłamstw nie ma sensu.
Nie! Wszystko szło nie tak! Czemu to było takie trudne? Czemu Rudzik wszystko musiał komplikować?
- Nie! Obiecałem ci przecież, że będę z tobą zawsze szczery. Tylko czy mnie znienawidzisz bardziej, gdy powiem ci, że tak? - zacisnął pysk, będąc pełen nerwów. Nie chciał usłyszeć twierdzącej odpowiedzi. Mówił przecież, że da mu szansę. Jedną, jedyną. Chciał ją naprawdę bardzo, ale to bardzo mocno.
- Tego akurat nie mogę ci obiecać - odparł. - Ale z pewnością docenię, jeśli będziesz mówił prawdę.
Nie mógł obiecać? Serce go zakłuło. Grunt sypał mu się spod łap. Czemu Rudzik go tak niszczył? Czemu nie mógł mu pozwolić wykazać się i zmienić? Przecież wiedział, że zrobiłby dla niego wszystko.
- To... to tak... skrzywdziłem. - powiedział spięty, wbijając wzrok w swoje łapy.
- Jak bardzo? Co temu komuś zrobiłeś i dlaczego, co tobą kierowało? - dopytywał. - Proszę o szczegóły.
Czuł się jak kocię, tłumaczące się przed matką ze złego czynu. Zdecydował się jednak mówić prawdę, jednak i tak skulił się pod naporem tych pytań. Były bardzo niewygodne. Musiałby spędzić cały dzień, by opowiedzieć o wszystkich, których skrzywdził. Postanowił więc zacząć od jednej osoby, której bardzo nie cierpiał, mając nadzieję, że na tym skończy się jego przesłuchiwanie.
- Pobiłem, ugryzłem w łapę i kazałem mojej uczennicy też ją pobić. Zrobiłem to dlatego... bo nie lubiłem tej osoby, zrobiła mi kiedyś krzywdę i chciałem się zemścić, a była w odpowiednim stanie, by się... wyżyć. A co mi zrobiła? Zmuszała do ciężkiej pracy, kazała polować, nie pozwalała na odpoczynek czy jedzenie i drwiła ze mnie - wymieniał, paląc się tam ze wstydu. Nie chciał by Rudzik o tym wiedział, nie chciał, ale on go do tego zmusił.
- Kto to był? Miał jakikolwiek powód, by cię tak traktować? I dlaczego nikt nie reagował, skoro działa ci się krzywda? - mruknął. - W końcu wielbicie rudy, a ja w życiu nie widziałem kogoś bardziej rudego od ciebie. To dziwne, że nikt nie chciał ci pomóc - stwierdził.
- Wtedy... nierudzi znęcali się nad rudymi. I to była zastępczyni, której nikt nie chciał podskakiwać. Poznałeś ją... I mówie teraz prawdę. Kiedyś nie była taka miła. Teraz się zrobiła, bo ją nasz lider zgwałcił. - fuknął pod nosem. Jak on jej nie cierpiał.
Rudzik odwrócił od niego wzrok, krzywiąc się, a mu dreszcz przebiegł po grzbiecie. Już wiedział, że mu nie uwierzy. Dlaczego miałby?
- Kamienna Agonia nie wyglądała mi na kogoś, kto miałby być kiedykolwiek zły - stwierdził. - Poza tym, nie podoba mi się to, co się u was dzieje - przyznał. - Wciąż jednak nie wiem, czy jestem w stanie ci zaufać. Nie potrafię cię rozgryźć i nie wiem, czy jesteś ze mną teraz szczery, czy dalej kłamiesz - oświadczył, spoglądając na zająca, którego przyniósł Żar. - Zjedz to, ja go nie chcę.
Czuł, że pęka. Rozpada się. Nie chciał znów tego czuć. Nie wiedział czy robił to specjalnie czy nie, ale bolało. Bardzo bolało.
- Mówię prawdę! - zapewnił czując jak ponownie łamane jest jego serce. - Co mam zrobić byś mi uwierzył? - Skulił uszy. - Naprawdę mówie prawdę. Tak gorliwie bym tego nie powtarzał, na dodatek rycząc, gdybym kłamał. Ja w ogóle nie płakałem nigdy... dopiero... teraz. - znów te paskudne łzy pojawiły się w jego oczach. Nigdy nie okazywał aż takiej słabości, przed nikim. To się stało dopiero wtedy, kiedy Rudzik zaczął go odtrącać.
- To dobrze, że wyrzucasz w końcu z siebie emocje - odezwał się nocniak, biorąc głęboki wdech - Ale powiedziałem też, że chcę spokoju. I nie mogę być pewny, że twoje przeprosiny względem tamtej kotki były szczere. Zaliczyłem ci je, ale oczekuję, że zastanowisz się mocniej nad swoim zachowaniem i gdy przyjdzie co do czego to je powtórzysz.
- Nie przychodzę przecież do ciebie codziennie. Tylko co jakiś czas, masz dużo spokoju - miauknął smętnie pod nosem. - Już się zastanowiłem wystarczająco - dodał.
- Ale i tak pojawiasz się zbyt często - westchnął. - Nie jestem przekonany, z początku zawsze łatwo udawać, potrzebuje czasu, by się upewnić, że ty akurat nie zmyślasz.
Za często... przychodził za często... A co? Miał może zniknąć na kilka księżyców? Czy wtedy też według niego będzie przychodził za często?
- Jak chcesz się o tym upewniać, jak nawet nie chcesz na mnie patrzeć? Chcesz spokoju. Wiem, że chcesz uciec. Więc co to da, skoro i tak to zrobisz? Wtedy nie będziesz się mną interesował - miauknął gorzko.
- Nie martw się na zapas - Rudzik rzucił tylko. - Co ma być, to będzie - dodał.
Co ma być to będzie... Wyszedł. Po prostu wyszedł. Zostawił mu królika, a sam opuścił legowisko wojowników. Nie mógł już słuchać jego słów. Patrzeć na jego wzgardę, nienawiść. Przycupnął na uboczu patrząc się tępo na swoje łapy. Chciał tylko być kochany... Czy o tak wiele prosił? Najwyraźniej tak.
- Nie przejmuj się nim - głos Szczypiorkowej Łodygi sprawił, że podniósł na nią wzrok. Zjeżył się. A ona czego tu?
- Zostaw mnie - warknął zły.
Nie znosił jej. Niech odejdzie, niech go zostawi. I wtedy... już rozumiał. Rozumiał Rudzika. On zachowywał się podobnie do niej. Do tej szylkretki. Odtrącał z nienawiści za to co mu zrobiła. Czyli jednak byli podobni... Szczypiorkowa Łodyga jednak się tym nie przejęła, zaprowadziła go do żłobka, do jego dzieci. Patrzył na śpiące maluchy, a ona szeptała mu do ucha pokrzepiające słowa. Zaczął wątpić teraz w siebie. I w to co robił.

***

Rudzik odszedł. Na zawsze. Został wygnany z Klanu Burzy. Czuł teraz tylko pustke. Ich wymiana zdań... zniszczyła go. Możliwe, że na zawsze. Babcia o niego dbała, kochała i wspierała. Był jej za to bardzo wdzięczny. Ucho, które mu oderwał było niczym uderzenie w zimną tafle wody. Obudził się. To był koniec. Czuł się jednak tak bardzo źle. Nie chciało mu się żyć. Przygnębienie, pustka to codziennie odczuwał. Nie było w nim już dawnego siebie. Był zniszczony do cna. Przez kocura, przez Rudzika... który zamienił jego serce w kamień.

<Rudzik?>

02 czerwca 2022

Od Rudzikowego Śpiewu CD. Rozżarzonego Płomienia

Utracił swą godność w momencie, w którym opadł z sił. Nie był w stanie bronić się przed tak liczną grupą wojowników z wrogich klanów. Cieknąca strużka krwi z jego boku sprawiała, że tak naprawdę miał już ochotę całkowicie się poddać i odejść z tego świata. Żal mu było, iż nie zdążył pożegnać się z wujkiem, ale najwyraźniej taki koniec zaplanował dla niego los. Śmierć z dala od bliskich.
Nie dano mu jednak umrzeć w spokoju. Wyczuł blisko siebie koty z Klanu Burzy. Z początku planował udawać trupa, ale najprawdopodobniej nie zdążyli się na to nabrać, bo ktoś kazał mu wstać i iść z nimi. Tak, jakby otwarta rana, która przyprawiała go o ból, nie stanowiła dla niego żadnego utrudnienia.
Nie ruszał się, dopóki jego wzrok nie spoczął na trójce uczniów. Tojadzia, Orzechowa i Daliowa Łapa stali spięci w miejscu, z niepokojem przyglądając się otaczającej ich grupie. Rudzik nie potrafił stwierdzić, czy są bardziej przerażeni, czy też gotowi do walki. Był zmęczony i konający, a wszystko w zasięgu jego wzroku wydawało się rozmazane i przykryte warstwą mgły. Każdy odgłos zdawał się odległy i cichy, niczym szept.
Mimo bólu wstał. Podniósł się z ziemi tylko dlatego, by nie zostawić tej trójki samej. Chociaż klan zapewne uznał go już za martwego, tak postara się do ostatnich dni swego życia, aby pomóc tym, którym mógł. Widział w tym wojennym chaosie ciało Brokułowej Łodygi. Rozumiał teraz tę trójkę jak mało kto, bo zaraz nieopodal leżała Orzechowy Zmierzch. Choć strata matki w tak młodym wieku musiała być znacznie bardziej drastyczna, tak i on czuł się zrozpaczony.
Łzy same napłynęły mu do oczu. Z nisko zwieszoną głową posłusznie ruszył jako zakładnik. Inaczej się w tym momencie nazwać nie mógł. Nie spekulował, by to wyszło mu na dobre. W rzeczywistości mogą chcieć go po prostu rozszarpać w obozie, więc tak naprawdę zmuszają go do wysiłku tylko po to, by bardziej cierpiał przy śmierci.
Jego prawdziwy koszmar zaczął się dopiero na miejscu. W momencie, w którym dostrzegł Rozżarzonego Płomienia, serce zastygło mu w bezruchu. Gula w gardle nie pozwoliła mu wyrzucić z siebie ani jednego słowa. Po prostu wpatrywał się drętwo w rudego, który również pochwycił jego wzrok.
Wdzięcznie spojrzał na nieznanego mu kocura, który w tym całym chaosie kazał mu po prostu przejść się do ich medyczki. Rudzikowy Śpiew nie zawahał się, szczęśliwy, że choć na moment mógł uciec od byłego. Mogli go nawet zabić. Skazać na tortury na środku tego obozowiska. Porzucić jego ciało na pożarcie dzikim psom bądź wilkom. Po prostu zrobić z nim cokolwiek, dzięki czemu uniknie kontaktu z Żarem.

***

Szylkretkowa kotka odpowiednio się nim zajęła. Był na tyle spięty, że nie potrafił się odezwać, kiedy medyczka po prostu pomagała mu wrócić do zdrowia. Wiedział, że postępowała według kodeksu i to był jej obowiązek, ale miał ochotę odezwać się i poprosić, by przestała. Nie chciał marnować jej czasu, jeśli nie był pewny swego losu.
Póki co był niemalże pewny, że Klan Burzy jest nawiedzony. Zaraz pewnie zbiorą się dookoła niego i wspólnie rozszarpią go na strzępy.
Słyszał z zewnątrz legowiska przemowę ich lidera. Próbował wyłapać, czy jest jakakolwiek mowa o tym, co zamierzają z nim zrobić, ale prócz dumy ze zwycięstwa, nie zrozumiał nic. Dla niego to żaden sukces i powód do radości, aby wspólnie z innym klanem napadać niespodziewanie na mniejszą grupę wojowników.
Pociągnął nosem. Tylu, tak ważnych, bądź po prostu znanych mu nocniaków, umarło na jego oczach. A on nie był w stanie zrobić nic, by im pomóc. Ta wojna udowodniła mu, jak bardzo słabym był materiałem na zastępcę.

***

Nic nie rozumiał.
Najwyraźniej nie planowali go póki co publicznie ośmieszać. Owszem, patrzyli na niego to z pogardą, to z zainteresowaniem, ale nie czuł się traktowany jak więzień. Nie wykopali mu żadnego dołka do siedzenia, tylko zwyczajnie wepchnęli do legowiska dla wojowników. Mieli na niego oko i z pewnością ucieczka nie byłaby czymś łatwym, ale poza tym miał swobodę. Przez to czuł, że za tym dobrym traktowaniem czai się pewien podstęp.
Mimo to kulił się w kącie. Te obce zapachy przytłaczały go coraz to bardziej, sprawiając, że powoli zapominał o woni ryb. Nawet nie zamierzał czegokolwiek jeść stąd. Wolał paść z głodu, niż zadomowić się w tym miejscu.
— Jesteś!
Wzdrygnął się, gdy usłyszał przepełniony radością głos kocura. Nawet nie musiał podnosić wzroku, by rozpoznać Rozżarzonego Płomienia. Gapił się w ziemię, dopóki rude łapy nie zasłoniły mu widoku.
Nie odzywał się, ale czuł oddech burzaka na czubku głowy. Serce zadrżało mu z niepewności.
— W końcu możemy być razem. — Żar wydawał się podekscytowany, wypowiadając te słowa. — Nie będziesz musiał posądzać mnie o absurdalne zdrady, bo całe dnie będziemy spędzać razem. To wspaniałe, że postanowiłeś zmienić zdanie i przyszedłeś tutaj — kontynuował, siadając obok.
— C-co? — Rudzik w końcu raczył spojrzeć na niego. Skrzywił się, widząc te intensywnie pomarańczowe ślepia, dla których jego serce zabiło zbyt wiele razy. — Myślisz, że przyszedłem tu z własnej woli? W życiu nie zdradziłbym swojego klanu dla... — urwał, szukając odpowiedniego słowa — dla tego śmierdzącego miejsca! — Choć chciał krzyknąć, z jego pyska wydobył się zduszony pisk.
Rudy wpatrywał się w niego, dalej się uśmiechając, a jednak w oczach kryło się zwątpienie.
— Wiem, że pewnie ci ciężko, ale przyzwyczaisz się. Pomogę ci, dasz ra...
— Nie — przerwał mu, nerwowo ryjąc pazurami po ziemi. — Nie chcę się przyzwyczajać. Nie chcę tu być. Zostałem zabrany od swojego klanu po tym, jak twój bestialsko go zaatakował. Jesteście zwykłymi, bezdusznymi potworami. A ty jesteś najgorszym z nich i stanowisz ostatniego kota, z którym chciałbym w tym momencie rozmawiać — syknął, ale z każdym słowem zdawało mu się, że jego głos staje się słabszy.
Schował pysk między przednimi łapami i zacisnął powieki. W tym momencie chciał się tylko odciąć od świata.

<Żar?>

21 maja 2022

Od Rozżarzonego Płomienia cd Rudzikowego Śpiewu

— Dlaczego? Kim on jest? Jest rudy? — padła seria pytań.
— Powód jest prosty. Czułem się przez ciebie samotny, a on… On po prostu okazał się lepszy od ciebie. Nie, nie jest rudy, ale i tak jest wspaniały. Ma piękne… — zawahał się, kreując sobie w głowie totalnie losowy wygląd przystojnego wojownika — bure futro. I dużo bieli. Nie wiem jak to powiedzieć, ale jest… Jest idealny – stwierdził.
Co takiego?! Zdradzał go z jakimś burasem?! Przecież to była dla niego hańba! On był lepszy niż ten kocur! Nie mógł po prostu w to uwierzyć. Stał tam niczym wmurowany. Nie sądził, że Rudzik mu to zrobi. Że przez swoje złe ocenienie sytuacji, porzuci go dla kogoś innego. 
Przecież on był idealny! Nie dostrzegał tego?! Był niczym słońce na niebie, płomień ognia, ktoś kto pomógł mu przezwyciężyć strach i dał miłość oraz ciepło! To musiał być chory żart, musiał! 
- Nie wierzę! Kłamiesz! - fuknął, kręcąc głową, wypierając to co właśnie usłyszał. 
- Ale taka jest prawda! A teraz... teraz mnie zostaw w spokoju! 
Te słowa zabolały. Jak mógł coś takiego powiedzieć? Już nie chciał się z nim spotykać? Chciał zerwać tę więź, która ich połączyła? To był sen, musiał! Rudzik nigdy by mu czegoś takiego nie zrobił! 
Odszedł jednak. 
Tak jak chciał. 
Odszedł, ponieważ nadal nie docierało do niego to, że kocur mówił na poważnie. Może potrzebował jeszcze czasu? Wierzył, że na zgromadzeniu sobie wszystko wyjaśnią i przybiegnie do niego, przepraszając za te wszystkie okrutne słowa! 

***

Ryczał jak bóbr. To co mówił było prawdą. Obserwował jak kleił się do tego burasa. Jak ze sobą rozmawiają... Nie mógł tego znieść. Gdyby nie afera z tą samotniczką, nie pozbyłby się tak łatwo jego kochasia. Pobiegł pomóc klanowi, a on został sam na sam z Rudzikiem, który złamał jego serce na drobne kawałeczki. 
Dlatego też niech się nie zdziwił, że zamordował tego kota! Nadal czuł niedosyt. Mógł lepiej się postarać, a nie tylko rozerwać mu gardło. Powinien krzyczeć i cierpieć największe męki! Za to, że odebrał mu Rudzika! 
Te całe dnie były pozbawione sensu. Czuł się jakby spał, chociaż to była jawa. Okrutna rzeczywistość. Słowa Piaskowej Gwiazdy nadal nie docierały do jego zasnutego mgłą umysłu. Mieli iść na wojnę. Wojnę z Klanem Nocy. 
Nie miał ochoty iść tam i obserwować tej masakry. Mógł tam być Rudzik. Nie darowałby sobie, gdyby ujrzał jak morduje. Dlatego też został w obozie, oczekując powrotu jego uczennicy. Kotka wyruszyła wraz ze swoim rodzeństwem, by zdobyć dla ich klanu chwałę. On nie potrafił. Nie teraz, gdy serce cierpiało. Nie martwił się jednak o byłego kochanka. Wierzył, że babcia nie zabiję tak pięknego rudasa. 
Czuł jednak też coś innego. 
Zawód. 
Czy te uczucia nie przysłaniały mu głosu rozsądku? Był silny, mógłby załatwić nocniaki niczym płonący huragan trawiący drzewa. Ale nie mógł... Ze względu na niego. 
Wziął gwałtowny oddech, próbując opanować gromadzące się w ślepiach łzy. Dobrze, że był sam w legowisku wojowników. Nie chciał niepotrzebnych plotek. Mimo wszystko powinien wziąć się w garść i ogarnąć. Jak nie mógł żyć dla Rudzika, to mógł dla klanu. 
- Wracają! - głosy dobiegające z zewnątrz, dodały mu sił, by przetrzeć przekrwione oczy i wyjść na światło dzienne, witając współklanowiczów. 
Byli poranieni, ale szczęśliwi. Wygrali. 
Błysk rudych, obcych futerek przykuł jego uwagę. Serce na chwilę stanęło, a oczy nie mogły uwierzyć w to co widziały. Rudzikowy Śpiew szedł wraz z trzema uczniami, otoczony przez burzaki. 
Zdradził swój klan? Jednak zmienił stronę? 
Ich wzrok się spotkał. Motyle w brzuchu na nowo załaskotały go, a smutek gdzieś zniknął. Rudzik tu był, był i zostanie z nim na zawsze! 

<Rudzik?>

28 kwietnia 2022

Od Rudzikowego Śpiewu CD. Rozżarzonego Płomienia

Od kilku dni czuł się przygaszony, całkowicie wyzbyty z wszelkich pozytywnych emocji, jakie jeszcze do niedawna nieustannie mu towarzyszyły. Dobijała go samotność, oddalił się od wszystkich, a przy tym czuł się jak małe, zagubione kocię, rozpaczliwie szukające swoich rodziców.
Dziwnie było żyć ze świadomością, że to, co wydawało mu się wieczne, przepadło na zawsze. Nigdy więcej nie zobaczy intensywnie rudego futra z tak bliskiej odległości. Nie zanurzy swego pyszczka w gęstej sierści porastającej klatkę piersiową kocura, a jego nozdrza nie zostaną połaskotane przez charakterystyczny zapach obcego klanu, który wbrew pozorom napawał go optymizmem i upewniał, że jest bezpieczny.
Kręcił się po obozie ze zwieszoną głową, smętnie wlokąc łapami po ziemi. Ogon trzymał nisko, wręcz ciągnął go za sobą, bo zdawał mu się jedynie zawadzać. W myślach wciąż przewijał mu się Żar. Ale nie taki, jakiego dotąd znał. Nie ten miły i życzliwy, stanowiący największe ukojenie dla Rudzika – ten obraz przepadł. Teraz był to tylko zwykły zdrajca, który bawił się jego uczuciami, a na boku kręcił w swoim klanie z wieloma kotkami.
Obwiniał się za to, że w ogóle nie wziął pod uwagę tego, jak ciężki do utrzymania może być związek na odległość. Widywali się rzadko i tak naprawdę nie było pewności, czy są wobec siebie szczerzy. Między sobą mogli budować obraz idealnych, ale we własnych klanach ukazywały się prawdziwe oblicza. Chociaż akurat Rudzik zawsze był strachliwy, nigdy nie udawał przed Rozżarzonym Płomieniem kogoś innego. I przez to myślał, że kocur kocha go bezgranicznie, nie zwracając uwagi na wady, jakie miał w sobie cętkowany.
Przez tę całą akcję z ostatniego zgromadzenia nie miał w ogóle apetytu. Nie dosyć, że jadł tyle, co nic, to robił tylko minimum tego, co powinien. I to akurat mu się nie podobało. Nie mógł tyle rozpaczać i użalać się nad swoim losem. Musiał pokazać, że nie jest słaby, że ma siłę, by być jakkolwiek pożytecznym dla klanu. Jeśli zajmie się czymś, to może w ten sposób chociaż odciągnie myśli od byłego.
Pełen nagłej motywacji - ruszył na polowanie, ale nie mógł skontrolować tego, gdzie pokierowały go łapy. Z początku nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, ale ta granica była mu zbyt bardzo znana, by nie mógł jej teraz rozpoznać. Wiedział, że rozsądniej byłoby zatrzymać się i zawrócić, ale wyjątkowo nie posłuchał swego rozumu.
Zaczął rozglądać się za potencjalną ofiarą, wmawiając sobie, że tu po prostu są najlepsze piszczki. Jednak zapach burzaków był zbyt rozpraszający, by mógł się skupić. Nawet jeśli ich woń nie była specjalnie intensywna, to i tak czuł, jak wręcz wodzi go za nos i ciągnie ku nim.
Otrząsnął się. Nie. Żar to przeszłość, nie powinien o nim myśleć. Tak naprawdę tylko psuł mu życie i bardzo dobrze, że Rudzikowi udało się od niego odciąć. Nikt nie będzie go teraz podejrzewał o zdradzanie klanu. Od dziś będzie nienawidził Klan Burzy.
Jakkolwiek nie zapewniał siebie o swojej neutralności, to i tak dał się skusić losowi. Poszedł tam. Udał się w kierunku miejsca, w którym zawsze widywał się z ukochanym. Tam, gdzie leżał powalony konar drzewa, a rudzi kryli się w nim i wtulali w siebie wiele razy, bez jakiegokolwiek poczucia ryzyka, że ktoś ich tu znajdzie.
Pociągnął nosem, zatrzymując się nieopodal. Był zdecydowanie wciąż zbyt słaby. Nie potrafił poradzić sobie z czymś, co nie miało fizycznej formy. Momentalnie trzepnął w złości ogonem. Nie, tak nie mogło być dłużej.
Odwrócił się. Pewien swego postanowił wrócić do obozu i iść na polowanie w inne miejsce.
— Rudziku?
Przegrał. Cętkowany całkowicie poległ, gdy usłyszał ten głos. Wiedział, do kogo on należy i uznał to za przekleństwo od Klanu Gwiazdy, że akurat teraz musiał na niego trafić. Serce zabiło mu, ale nie z powodu miłosnych wspomnień, tylko ze stresu. Co ma teraz zrobić? Jak odejdzie, to wyjdzie na tchórza. Jak zostanie, to tylko udowodni, iż wciąż go kocha.
— Daj mi spokój — rzucił oschle, a pewność, z jaką wypowiedział te słowa, zaskoczyła jego samego.
Na początku zapadła między nimi niezręczna cisza. Dopiero potem dźwięk łap odbijających się od podłoża uświadomił go, że kocur się zbliża. Nocniak zareagował natychmiastowo.
Uskoczył w tył, obracając się w locie. Podniósł wzrok na zdezorientowanego rudzielca. Widział go, w pełnej okazałości. Idealnego jak zawsze.
— Daj mi się wytłumaczyć — poprosił Żar. — To nie tak jak myślisz, przecież znasz mnie…
— Nie znam cię wcale — mruknął z bulwersem w głosie. — Nie widzę, co robisz na co dzień i jak świetnie radzisz sobie beze mnie. Nie widzę, jak zasypiasz, nie widzę, jak śpisz i nie widzę, jak wstajesz. Taki… Taki związek nie miał sensu. Jak długo niby miało to przetrwać, skoro otaczasz się tyloma kotkami? I to jeszcze w tak bliskich relacjach? — spytał zdesperowany, ale fakt, iż mówił prosto z serca, nie pozwalał mu się zająknąć.
— Nic mnie z nimi nie łączy! To było zwykłe porozumienie, tamta kotka mnie prześladuje…
— Nie! — przerwał mu. — Nie tłumacz mi się. To i tak już nie ma znaczenia, mam kogoś innego — wypalił.
Rozżarzony Płomień osłupiał, patrząc na niego z niedowierzaniem. Przez uchylony pysk nie wypadło ani jedno słowo. Gapił się na niego w milczeniu tak długo, że Rudzikowy Śpiew palił się ze wstydu i miał ochotę uciec. To kłamstwo, to było pierwsze, co przyszło mu do głowy.
— Jak to? — wykrztusił.
— N-normalnie — odparł, przełykając głośno ślinę. — Kocham go. On kocha mnie. Widzę go przez większość czasu, śpimy razem i wiem, że mnie nie zdradza — wyjaśnił, starając się uspokoić przyspieszony oddech. Nie mógł dać po sobie poznać, że blefował.
Żar wciąż wyglądał na speszonego, a jego mina sugerowała, że czeka, aż Rudzik uśmiechnie się i powie, że to tylko żart i tak naprawdę wciąż go kocha.
— Dlaczego? Kim on jest? Jest rudy? — Padła seria pytań.
— Powód jest prosty. Czułem się przez ciebie samotny, a on… On po prostu okazał się lepszy od ciebie. Nie, nie jest rudy, ale i tak jest wspaniały. Ma piękne… — zawahał się, kreując sobie w głowie totalnie losowy wygląd przystojnego wojownika — bure futro. I dużo bieli. Nie wiem jak to powiedzieć, ale jest… Jest idealny – stwierdził.
Dawno mu się tak ciężko nie oddychało, a serce nie biło w tak zawrotnym tempie. Nie wiedział, czy burzak jest wściekły, ale widząc jego minę, wzbudził w sobie obawy, że ten zaraz rzuci się na niego i go skrzywdzi. Skulił się na samą myśl i zaczął powoli wycofywać w stronę swoich terenów.

<Żar?>

17 kwietnia 2022

Od Rozżarzonego Płomienia cd Rudzikowego Śpiewu

— Ale już jest dobrze, tak? — zapytał Żar, patrząc na niego uważnie.
— Tak - miauknął i pokiwał energicznie głową. — P-pilnuję się teraz, więc n-nie ma raczej obaw, by ktokolwiek nas kiedykolwiek przyłapał — dodał, ale wcale nie brzmiał tak pewnie, jak brzmieć chciał. 
Polizał go po głowie, próbując dodać mu otuchy. Ukrywanie się nie było im na łapę, wiele ryzykowali, ale musieli skoro nadal chcieli ciągnąć ten związek. A wiedział, że chciał. Że nawet pomimo nakrycia, przyjąłby każdą karę, byle tylko móc się dalej spotykać z rudzielcem. Był jego oczkiem w głowie, promieniami, które rozświetlają ziemię. 
- Pamiętaj, że nie ważne co się stanie, ja będę cię nadal kochać - miauknął, wtulając nos w jego futerko. 

***

To było tylko wspomnienie, wspomnienie dawnych dni. Po zgromadzeniu, które okazało się najgorszym w jego życiu, mógł tylko błądzić myślami do rudzielca. Kocur uciekł. Wystraszył się Tygrysiej Smugi, która ich nakryła. Pomyślał, że go z nią zdradzał, że jego słowa były puste. Nie wierzył mu. To bolało. Nie miał pojęcia, że słowa od ukochanej osoby, mogą tak przeszyć jego serce i zostawić trwały ślad w jego zachowaniu. Nigdy tak się nie czuł. Tak... słabo. Zawsze był tym silnym, tym co śmiał się ze słabości innych. A teraz? Teraz był niczym Kamienna Agonia! To było najgorsze! Że można byłoby go do niej porównać. 
Na patrol wyszedł, bo musiał, a nie że chciał. Wlókł się na samym końcu, aż zgubił swoich towarzyszy z oczu. Nie wiedział gdzie idzie, byle przed siebie. 
Zatrzymał się dopiero przy pniu, w którym spędzał tyle czasu z Rudzikiem. Ominął go jednak, kierując kroki w stronę granicy z Klanem Nocy. Mógłby przysiąc, że dostrzegł tam rude futerko ukochanego... Ale czy to był on, czy jego wyobraźnia? Przyszedł? Przemyślał sprawę i mu powie co będzie z nimi dalej? A może przeprosi za swoje zachowanie i ponownie będą mogli cieszyć się sobą? 
Stał tam i patrzył. Czekał. Czekał aż podejdzie i coś powie. Nawet zwykłe - tęskniłem. 

<Rudzik? </3 >

03 kwietnia 2022

Od Rudzikowego Śpiewu CD. Rozżarzonego Płomienia

    Po raz kolejny bezproblemowo udało mu się opuścić tereny obozu Klanu Nocy. Odkąd udowodnił Pędzącemu Wiatrowi, że jego wszelkie samotne podróże to tylko chęć polowania, miał więcej spokoju i nie musiał przejmować się natręctwem kocura. Oczywiście wciąż miał się na baczności i upewniał się za każdym razem, czy nikt inny tym razem nie zamierza podążać jego śladami.
    Nie wiedział, co tak naprawdę łączy go z Żarem. Sam fakt, iż tak idealny wojownik raczył poświęcić uwagę mu - życiowej niedorajdzie, był nieprawdopodobny. Burzak wydawał się być pod niektórymi względami jego przeciwieństwem. Zawsze miał futro w stanie nienagannym, a ruda barwa wręcz nabierała połysku w blasku słońca. W przypadku Rudzika, na odcień sierści wpływu nie miał żaden z czynników zewnętrznych. Była tak samo nudnawo pomarańczowa jak zza czasów żłobka.
    Każda myśl o ostatnim zgromadzeniu napawała go ciepłem. Zasypiał, myśląc o kocurze, bo pomagało mu to odpędzić się od problemów. Nawet przy zwykłych, codziennych czynnościach, łapał się na tym, że jego głowę zaprzątał tylko Rozżarzony Płomień.
    Łapy same prowadziły go na spotkanie. Błotnista droga nie ułatwiała mu zachowania dyskrecji, więc tam, gdzie tylko mógł, starał się dreptać uboczem, aby pozostawiać jak najmniejszą ilość śladów. Deszcz okazywał się być sprzymierzeńcem tylko pod jednym względem. Zacierał jego zapach.
    Odliczał w myślach kroki. Od dawna zastanawiał się, ile dzieli go od kocura. Żałował, że nie mógł go mieć przy sobie. Zasypianie z pyskiem wtulonym w miękkie futerko na klatce piersiowej rudzielca było jednym z jego głównych marzeń na ten moment. Z pewnością bycie w jednym klanie ułatwiłoby sprawę, ale żaden z nich nie chciał opuszczać swoich stron.
    Już z oddali dostrzegł powalony przy granicy pień, w którym to nieraz skrywali się na swoje nielegalne schadzki. Nie widział jeszcze ukochanego, ale im bliżej był, tym większa niepewność go okrywała. Nie przyszedł?
    Zawahał się, po czym w końcu zajrzał do środka, a z jego pyska uciekło westchnięcie pełne ulgi. Pomarańczowe ślepia wbiły w niego spojrzenie, a na pysku Żara pojawił się delikatny uśmiech. W opinii Rudzika w takim stanie wyglądał najpiękniej. Kiedy był szczęśliwy.
    — Przyszedłeś — stwierdził burzak, wstając i podchodząc do niego.
    — A z-zwątpiłeś chociaż przez chwilę, że m-mnie nie będzie? — wymruczał, z lekka rozbawiony. — Powinienem się o-obrazić — dodał, ale gdy tylko znaleźli się bliżej siebie, otarł łebek o jego pysk i wydał z siebie pomruk zadowolenia.
    Myślał, że coraz lepiej szło mu wypowiadanie się bez zająknięć, ale kiedy ekscytacja mieszała się z pewnym stresem, problem wracał na nowo. Czasami naprawdę nie dowierzał, że Rozżarzony Płomień lubił go i poświęcał mu tyle uwagi. Brzmiało to jak sen, z którego nie chciał się budzić. Bał się rzeczywistości, bo pod wieloma względami wydawała się okrutna.
    — Różne rzeczy mogły cię zatrzymać — mruknął. — Ale dobrze, że dałeś radę tu dojść.
    — Niestety j-jest taki jeden w moim klanie, który zauważył, że za często chodzę w te strony, ale ostatecznie u-udało mi się go przekonać, że tu się najlepiej poluje i dlatego zawsze idę w te okolice - westchnął, mając na myśli Pędzący Wiatr. Póki czekoladowy mu jakkolwiek wierzył, nie musiał się nim obawiać, ale nie miał pewności, że któregoś dnia znowu nie raczy zainteresować się jego wycieczkami.
    — Ale już jest dobrze, tak? — zapytał Żar, patrząc na niego uważnie.
    — Tak - miauknął i pokiwał energicznie głową. — P-pilnuję się teraz, więc n-nie ma raczej obaw, by ktokolwiek nas kiedykolwiek przyłapał — dodał, ale wcale nie brzmiał tak pewnie, jak brzmieć chciał.

<Żar?>

23 lutego 2022

Od Rozżarzonego Płomienia cd Rudzikowego Śpiewu

 - Oby - powiedział cicho, a kącik jego pyszczka uniosły się do góry. - To dzięki t-tobie. B-bardzo mi p-pomogłeś w z-zdobyciu większej p-pewności siebie. A z-zresztą, c-co ja mówię. Przez ciebie w ogóle j-ją w s-sobie o-odnalazłem - mruknął nieśmiało, chyląc łeb ku własnym łapom. Wyglądało to tak, jakby mu się pokłonił. - O-ogromnie ci d-dziękuję. B-będziesz dla m-mnie b-bohaterem do końca życia.
Te słowa oczywiście połechtały mu ego. Pomoc kocurowi sprawiała mu satysfakcję. Chciałby kiedyś sprawić, że jego cały strach zniknie i wtedy... 
Hola, hola! Co to za myśli pojawiły się w jego głowie! Rudzikowy Śpiew był jego przyjacielem, czemu więc liczył na coś więcej? Widział jak na łapie, że ten miał podobny stosunek względem niego. No, czasami się stykali futrami, ale to nic nie znaczyło! Prawda? 
- Nie musisz mi się kłaniać - miauknął zmieszany. Taka pozycja robiona przez Kamienną Agonię byłaby najpiękniejsza na świecie, z chęcią puszyłby się i zachwycał jej czynem, ale Rudzik? Nie... Ten wojownik obcego klanu sprawiał, że przestał zachowywać się jak Żar. Ten Żar, którego wszyscy w obozie znają. 
Kocur speszył się uświadamiając sobie co zrobił i szybko wyprostował. 
- Przepraszam. 
O tak, to też powinien z nim poprawić. Nie musiał w końcu przepraszać za każdy swój błąd! Pacnął go ogonem po grzbiecie, uspokajając. Chciał jeszcze z nim pogadać, bardzo brakowało mu jego obecności w Klanie Burzy. Wiedział jednak, że ten raczej nie zgodzi się na przenosiny, co łamało mu serce. 

***

Nadal nie wierzył, że to zrobili! Zgromadzenie było spokojne, z czego się cieszył. Jednak... nie sądził, że ta noc sprawi, że będzie myślami błądził ciągle w stronę rudego nocniaka. Czy wyznali sobie miłość?! Prawdopodobnie tak to wyglądało! Jeszcze to liźnięcie w pysk... Czuł się jakby właśnie Klan Gwiazdy zstąpił z niebios i obiecał mu władzę w Klanie Burzy! Nie mógł spać, ciągle przed oczami mając to wspomnienie. Nie mógł jeść, z nerwów przed kolejnym spotkaniem. Czy przyjdzie? Obiecał. Co będą robić? Czy teraz mógł pozwolić sobie na więcej? Mógł go całować bez strachu przed odrzuceniem? 
Wziął głęboki oddech. Musiał się uspokoić. To tylko Rudzikowy Śpiew. Kocur, który sprawił, że łapy się pod nim ugięły. Skoro sam zainicjował pocałunek, to... to nie ucieknie! Nie ma czym się martwić! 
Tak też pocieszał siebie, gdy tylko mijał dzień za dniem, a granica z Klanem Nocy rzucała mu się w oczy. Gdy nastał poranek, szybko udał się na miejsce spotkania w powalonym pniu, niedaleko granicy z Klanem Nocy. Z nerwów przebierał łapami, próbując wypatrzeć kocura. Pytanie czy przyjdzie, obijało się w jego głowie niczym modlitwa. 

<Rudzik?>

28 grudnia 2021

Od Rudzikowego Śpiewu CD. Rozżarzonego Płomienia

Łapa za łapą, stawiał kroki najostrożniej, jak tylko się dało. W białym puchu pozostawiał ślady, a jego zapach wydawał ciągnąc się za nim gorzej niż smród za zwłokami. Szedł na spotkanie z przyjacielem wyjątkowo spięty, bo co rusz słyszał za sobą odgłosy skrzypiące śniegu i obracał się w panice, będąc pewnym, że ktoś za nim podąża.
W jego zasięgu wzroku przewijały się różne zwierzątka, straszące go niepotrzebnie, przez co to on stawał się na moment ofiarą, przerażony tym, na co zazwyczaj polował. Przełknął ślinę, przypomnając sobie słowa Żara. Miał iść jak najbliżej wody, to może odciski, świadczące o jego obecności, zostaną zatarte przez inne stworzenia.
Ślizgał się, ale nie tracił nadziei. Parł do przodu, zaciekle wbijając się pazurkami w zlodowaciałe fragmenty na jego drodze. Przez moment chciał sobie odpuścić, ale cóż byłby z niego za wojownik, jeśli tak łatwo by się poddawał?
Woń burzaków powoli zaczęła docierać do jego nozdrzy. Był coraz bliżej. Wbrew pozorom i opinii jego współklanowiczów, wrogowie aż tak nie śmierdzieli. Przynajmniej dla Rudzika. Rozżarzony Płomień pachniał wyjątkowo dobrze. Szczególnie wtedy, gdy cętkowany mógł zatopić swój nosek w jego futrze.
Na miejscu spotkał go skrytego w pieniu drzewa. Znalazł się przy nim, a gdy ten dotknął jego sierści, zadrżał zaskoczony, czując ciepło rozchodzące się po całym ciele. Zimno spowodowane aktualną porą stało się nagle odległe, gdy miał przy sobie przyjaciela.
- Dzisiaj się nie spóźniłeś - zażartował Żar. - Jak ci poszło? Opowiadaj.
Z początku kocur nie rozumiał, o co dokładnie mu chodzi. Wpatrywał się w niego intensywnie, dopóki ten nie doprecyzował, iż ma na myśli przebieg jego drogi na ich spotkanie.
- A - miauknął, kiwając głową. - Chyba n-nikt nie s-spostrzegł mojego zniknięcia i nie ruszył za mną. S-starałem się zacierać wszystkie ślady i szedłem b-blisko wody, t-tak, j-jak mówiłeś. Czasami trochę stąpałem p-po lodzie - dodał, kuląc się bliżej rudzielca.
- To dobrze. Też próbowałem chwilę iść po zamarzniętej rzece - mruknął. - Ostatnio coraz mniej się jąkasz - zauważył, a na jego pysku zawitał delikatny uśmiech.
- Na s-serio? - wymamrotał, zaskoczony. On tego nie widział, ale może to akurat kwestia tego, że przy burzaku czuł się coraz pewniej. - To chyba... To chyba dobrze - stwierdził.
- To wspaniale - poprawił go. - Robisz postępy. Duże postępy. Kto wie, może w końcu będziesz w stanie całkowicie postawić się wszystkim, którzy kiedykolwiek cię dręczyli? - podsunął.
Rudzikowy Śpiew drgnął z zachwytu. Może miał rację? W końcu, nocniak miał już trochę tych księżyców na karku. Dorastał, a więc i stawał się powoli odważniejszy.
- Oby - powiedział cicho, a kącik jego pyszczka uniosły się do góry. - To dzięki t-tobie. B-bardzo mi p-pomogłeś w z-zdobyciu większej p-pewności siebie. A z-zresztą, c-co ja mówię. Przez ciebie w ogóle j-ją w s-sobie o-odnalazłem - mruknął nieśmiało, chyląc łeb ku własnym łapom. Wyglądało to tak, jakby mu się pokłonił. - O-ogromnie ci d-dziękuję. B-będziesz dla m-mnie b-bohaterem do końca życia.

<Żar? <3>

27 listopada 2021

Od Rozżarzonego Płomienia cd Rudzikowego Śpiewu

 Wieść o tym, że Rudzikowy Śpiew miał już sobie iść, była okropna. Tak dawno się nie widzieli, liczył na spędzenie większej ilości czasu z przyjacielem. Rozumiał jednak, że musiał zachować ich spotkania w tajemnicy. Byli z obcych klanów. Po zmianie władzy teraz granicę bardziej się zaostrzyły, bowiem rudzi byli tymi gorszymi, co znaczyło, że kocur zostałby na pewno mocno skrzywdzony przez Zająca i jego świtę. 
- M-mogę… - zaczął rudo-biały i od razu głośno przełyknął ślinę. – M-mogę… J-jeśli t-tylko chc-cesz o-oczywiśćie… To m-mogę c-cię j-jeszcze r-raz p-przytulić. T-tylko t-teraz t-tak sz-szczerze… Wiesz… - przerwał, zastanawiając się, czy to nie brzmi przypadkiem niestosownie. – T-tak… t-tak j-jak n-na p-przykład p-przytuliłby c-cię b-brat… G-gdybyć g-go m-miał o-oczywiście… - dopowiedział, by wszystko było jasne. - S-skoro n-nikt c-cię n-nigdy n-nie p-przytulił... M-mogę b-być p-pierwszy - zaproponował, drżąc z nerwów i prostując się.
Zamrugał. To pytanie... było niecodzienne. Przypomniał sobie to dziwne uczucie, gdy kocur na niego upadł. Czy chciał sprawdzić czy się powtórzy? Oczywiście, że tak. 
Pokiwał głową, czekając na pierwszy ruch przyjaciela. Ten zawahał się chwilę, ale postawił krok. Serce mu zabiło szybciej, gdy nocniak był tak blisko, a następnie objął go łapami, zamykając w mocnym uścisku. Oparł swój pysk o jego głowę i przymknął oczy. Wdychał zapach świeżej bryzy wodnej i drewna, chcąc zachować to zdarzenie w pamięci jak najdłużej. 
Chwilę później to wszystko zniknęło, pozostawiając pustkę. 
Rudzik uśmiechnął się, pożegnał i wrócił w swoją stronę. 
- Do zobaczenia - miauknął jeszcze za nim, wracając do obozu z masą niezrozumiałych myśli.

***

Pora Nagich Drzew była okropna. Nie chodziło o zimno, lecz o to, że śnieg dawał łatwość w wytropieniu go. Nie chciał mieć na ogonie zastępczyni, która nakryje go na schadzkach z nocniakiem. Dlatego też, obrał inny sposób. Poinformował Rudzikowy Śpiew, by przy opadnięciu śniegu, szedł blisko wody. Tam ich trop mógłby zostać zatarty przez inne stworzenia, które przychodziły pod koryto. Dzisiaj właśnie tak szedł, czasami nadeptując na lód, ponieważ woda zamarzła tak mocno, że był w stanie przejść na tereny lisów bez moczenia łapy w wodzie. Gorzej miała się jego równowaga, bo podłoże było śliskie. Nie zapędzał się jednak bardzo i pozostał przy brzegu, docierając do granicy z Klanem Nocy przy opadniętym drzewie. Jego pień był pusty, wyżarty przez lata przez insekty i stanowił idealną ochronę przed zimnem. Dziwne, że wcześniej nie zauważył, że można było tu do niego nieco wejść. Słysząc skrzypienie śniegu, wyjrzał na zewnątrz, od razu dostrzegając Rudzikowy Śpiew. Przesunął się nieco, robiąc mu miejsce i od razu zatopił pysk w jego futerku. 
- Dzisiaj się nie spóźniłeś - zażartował. - Jak ci poszło? Opowiadaj. 

<Rudzik?>

05 listopada 2021

Od Rudzikowego Śpiewu CD. Rozżarzonego Płomienia

Przyglądał mu się uważnie, obserwując zachodzące zmiany w jego wyrazie pyska. Z każdym wypowiadanym słowem kocur zdawał się bardziej przed nim otwierać, dzieląc się coraz to większą ilością informacji ze swojego życia. Rudzik potakiwał głową, chcąc pokazać, że przez cały czas go słucha i w jakiś sposób przesyła swoje wsparcie. Nawet jeśli mógł tylko dać mu dobre słowo, chciał poprawić ponurą atmosferę, jaka zawisła w powietrzu przez smutną opowieść Burzaka.
Żar wydawał mu się zawsze taki silny i pewny siebie, że nigdy nie spodziewałby się, w jakim nieprzyjemnym środowisku przyszło mu się wychowywać. Poczuł ogrom współczucia wobec niego. Najwyraźniej i on nie miał łatwo, chociaż po jego charakterze można było wnioskować inaczej.
- M-myślałem n-na początku, ż-że t-ty t-tak t-tylko p-przesadzasz z t-tymi nierudymi, że s-są tacy ź-źli… - wymamrotał Rudzikowy Śpiew, z obawą, że urazi swego rozmówcę swoim niedowierzaniem w problemy. – T- to s-straszne, j-jak źle c-cię traktują. U m-mnie w-większość k-kotów j-jest d-dobra, n-niezaleźnie o-od k-k-koloru futra – przyznał, szukając w głowie dobrego przykładu. – Na przykład mój wujek! – rzucił pewniej, kiedy na myśl przyszedł mu Niezapominajkowy Sen. – J-jest n-naprawdę m-miły i d-dobry i z-zawsze m-mi p-pomaga, g-gdy g-go p-potrzebuję! N-na p-pewno b-byś g-go p-polubił, a o-on c-ciebie! – zamiauczał, a wąsy zadrżały mu z ekscytacji. Zapragnął doprowadzić kiedyś do spotkania dwójki jego ulubionych kocurów, którzy wpłynęli tak pozytywnie na zmianę charakteru cętkowanego. Uśmiechnął się,wyobrażając sobie takie satysfakcjonujące go zdarzenie.
- Nie przesadzam. Ci nierudzi pozjadali wszelkie rozumu i sądzą, że są lepsi – prychnął Żar.
- P-przykro mi – odparł natychmiastowo, garbiąc się. – N-nie chciałbym b-być w t-twojej s-skórze.
Nawet nie zamierzał wspominać o tym, że w swojej też nie czuł się dobrze. Miał zbyt wiele do poprawy, zdecydowanie za wiele, by kiedykolwiek wyjść na prostą. Zawsze będzie odstawał od normy i czuć się jak zakała społeczeństwa, przez nadmiar wad, jakie posiadał.
Potrząsnął głową, skupiając uwagę na wpatrującym się w niego wojowniku. Blask pomarańczowych ślepi błysnął w świetle promieni słonecznych. Ich barwa wydawała się jeszcze bardziej intensywna, niczym łuna padające od płomieni ognia.
Rudzik skrzywił się na wspomnienia jednego z ostatnich zgromadzeń, kiedy to jeszcze Borsucza Gwiazda był u władzy we Klanie Nocy. Rozszalał się wtedy pożar i cętkowany po raz pierwszy był świadkiem prawdziwej siły dotąd nieznanego mu żywiołu.
Przełknął ślinę, ponownie kręcąc łbem, by poświęcić całą swą uwagę obecnej chwili.
Chociaż na niebie wciąż górowała żółtawa kula, wiedział, że jeśli za niedługo nie wróci do obozu, to bliscy mogą zacząć się martwić, a inni – co gorsza – podejrzewać go o jakieś złe czyny. Gdyby ktoś znalazł go teraz, od razu poleciałby na skargę do Zbożowej Gwiazdy, a ta wygnałaby go na odległe tereny.
Była to oczywiście lżejsza opcja, bo zawsze ktoś mógłby go zabić. W końcu nie wiedzą, o czym rozmawia z wojownikiem wrogiego klanu. Z pewnością znalazłby się ktoś, kto posądziłby go o zdradzanie ważnych informacji przeciwnikom. A przecież Rudzikowy Śpiew mimo wszystko był wierny miejscu, w którym się wychował, pomimo licznej ilości nieprzyjemnych chwil.
- J-ja… J-ja chyba b-będę j-już w-wracać – odezwał się nieśmiało.
Spędzili dzisiaj stosunkowo niewiele czasu razem, ale cętkowany przybył tu z opóźnieniem, więc winę mógł ponosić tu tylko on.
- Tak szybko? – mruknął Rozżarzony Płomień, z lekkim zaskoczeniem w głosie.
- I t-tak p-przyszedłem p-później n-niź z-zwykle… - wymamrotał, chcąc się usprawiedliwić. Był zawiedziony własną postawą. – N-następnym r-razem b-będę p-przed cz-czasem! O-obiecuję! S-spędzimy w-wtedy w-więcej cz-czasu r-razem! – Podniósł przednią łapę i przystawił ją do klatki piersiowej, na znak złożonej przysięgi.
Burzak kiwnął tylko głową, więc Rudzik uśmiechnął się serdecznie i już miał odejść, gdy przyszła mu do głowy jeszcze jedna myśl. Wymagała ona od niego ogromnego pokładu odwagi, ale bardzo chciał okazać rudemu jakiekolwiek wsparcie w podzięce za podzielenie się z nim historią z życia.
- M-mogę… - zaczął i od razu głośno przełyknął ślinę. – M-mogę… J-jeśli t-tylko chc-cesz o-oczywiśćie… To m-mogę c-cię j-jeszcze r-raz p-przytulić. T-tylko t-teraz t-tak sz-szczerze… Wiesz… - przerwał, zastanawiając się, czy to nie brzmi przypadkiem niestosownie. – T-tak… t-tak j-jak n-na p-przykład p-przytuliłby c-cię b-brat… G-gdybyć g-go m-miał o-oczywiście… - dopowiedział, by wszystko było jasne. - S-skoro n-nikt c-cię n-nigdy n-nie p-przytulił... M-mogę b-być p-pierwszy - zaproponował, drżąc z nerwów.
Poczuł, jak robi mu się cieplej. A co, jeśli kocur źle to odbierze i go wyśmieje? W końcu prawdziwi i silni wojownicy się nie tulą. Jak zwykle pewnie powiedział coś głupiego i zaraz zasmakuje konsekwencje braku sprawnie działającego mózgu.
Wyprostował się, starając się zachować dumną postawę, by jakkolwiek pokazać, że nie jest już taki słaby, jak był kiedyś.
I że choć trochę zasługuję na przyjaźń Rozżarzonego Płomienia. 

<Żar?>

24 października 2021

Od Rozżarzonego Płomienia cd Rudzikowego Śpiewu

 *przed śmiercią Piasek i rewolucją*

Udało mu się postawić temu parszywemu nierudemu idiocie? Czuł dume, prawdziwą. W końcu zrobił znaczny krok ku pewności siebie. Jak widać jego metoda działała i pomógł kocurowi uwolnić się od poczucia gorszości. Żaden rudzielec nie powinien być tak podle traktowany. Byli w końcu tą lepszą partią. Chciał wyrazić swoje zadowolenie, pochwalić przyjaciela, lecz nagle rudzielcowi poplątały się łapy i poleciał wprost na jego bok, powodując, że oboje się wywrócili.
Chwilę zajęło mu zrozumienie sytuacji. Byli blisko, bardzo blisko, a pysk kocura zatopił się w jego futrze. Zalało go dziwne uczucie. W jednej chwili wszystko zamarło, serce zwolniło, a świat dookoła stracił na ostrości. Trwało to jednak parę sekund. Nie zauważył nawet, kiedy Rudzik odskoczył, dopiero jego słowa wyrwały go z tego odrętwienia.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam - jęczał przerażony Rudzik. - Nie chciałem, naprawdę! Przepraszam! P-pobrudziłem cię? O-oj, g-głupie p-pytanie. J-jesteś c-cały w piasku - westchnął, niepewnie wystawiając łapę i strzepując drobinki brudu z boku leżącego kocura.
Chyba musiał wyglądać dość nietypowo. Pysk miał lekko rozchylony w zaskoczeniu, nadal leżał, obserwując jak kocur oczyszcza mu sierść.
Odchrząknął, zerkając na boki nadal z widocznym zdezorientowaniem, po czym usiadł.
- Nic się nie stało - zapewnił. - Zdarza się... - Właściwie to zapomniał, co chciał mu wcześniej powiedzieć. Patrzył tak na niego, a on odwzajemnił spojrzenie. Zamrugał po czym, ponownie odchrząknął. - To... eee... mentor... Znaczy... - plątał mu się język. - Dobrze mu powiedziałeś! Niech zna swoje miejsce.
- J-jesteś chory? - nagle zadał pytanie.
Zdziwiony ponownie się zawiesił, próbując zrozumieć słowa, które do niego kierował. Co się z nim działo? Czuł się tak, jakby coś sprawiało, że nie potrafił myśleć.
- Czemu tak sądzisz? - w końcu zapytał.
- R-robisz ekhrm c-co chwilę...
No tak... tak... tak chyba rzeczywiście robił. Otworzył pysk, ale go zaraz zamknął. Rudzikowy Śpiew wyglądał na zaniepokojonego. Jeszcze pomyśli, że go zepsuł tym, jak wpadł w jego futro. Chociaż w pewnym sensie tak było.
- Po prostu... Nikt jeszcze przypadkiem się do mnie nie przytulił... i jestem... zaskoczony... To coś... nowego...
Wojownik wyglądał na zdziwionego.
- J-ja często p-p-rzytulałem się do siostry - miauknął, dodając chwilę później z wyczuwalnym smutkiem w głosie. - O-ostatnio m-mam z nią g-gorszy kontakt... T-tęsknie za przytulaniem k-kotów, które lubię. R-rodzice cię n-nigdy nie p-przytulali? 
Do siostry... on i Zmierzchowa Łapa, byli równie bliscy, jednak przez jej bronienie nierudych, ich relacja również uległa pogorszeniu. Ale raczej nie pamiętał, aby kiedyś się tulili.
- Wychowywała mnie matka, a później jeszcze liderka, ojca nie znam. Nie tuliła mnie nigdy. To są kocice twarde, znaczy... - przerwał, biorąc oddech, aby powstrzymać złość. - Moja matka już nie żyje. Ktoś ją zamordował... Ale była twarda. Też mam siostrę, ale jest okropnym mysim móżdżkiem. Zero wsparcia, tylko narzeka, że och Żar, bądź miły dla innych, oni nie są wcale od nas gorsi - prychnął. - Ma pod ogonem mnie, wzdycha tylko do tych nierudych. A moje ciotki? Mam dwie - tak dodał, bo Rudzik mógł o tym nie wiedzieć. - Jedna ma pstro we łbie, plotluje o wszystkim, druga drże się i nienawidzi nas, bo jesteśmy dziećmi jej siostry. Nie lubiły się. A ich dzieci? Moje kuzynostwo? To przeklęte kotki! Każda mnie poucza, wszystkie pyskują i każą mi lubić koty, którymi się brzydzę. Normalnie coś mnie trafia, gdy słysze ich bezczelny głos. Ale na szczęście mam jednego kuzyna, on jest rozsądny. Podziela moje zdanie, lecz jego siostra, próbuje go zmanipulować i odebrać jedynego kota, który poprawia mi nastrój... Znaczy... ty też mi poprawiasz nastrój. Ale nie jesteś w moim klanie, nie widujemy się często... - westchnął. - Chociaż dobrze, że nie urodziłeś się w tym miejscu. Zrobiliby ci pranie mózgu i nie lubiłbyś już mnie... tak jak wszyscy... A nierudzi te wronie strawy, co udają poszkodowanych, wyżywaliby się na tobie. Pokręcone, wiem. - Zboczyli nieco z tematu, ale musiał to powiedzieć. Zbyt długo tłamsił te słowa, bo nikt nie chciał go słuchać. Dla nich mówił same głupoty!

<Rudziku?> 

Od Rudzikowego Śpiewu CD. Rozżarzonego Płomienia

Serce biło mu z ekscytacji na samą myśl o kolejnym spotkaniu z rudym przyjacielem. Stało się to dla niego rutyną, bo z każdej schadzki przy granicy, wracał z uśmiechniętym wyrazem pyska, choć zawsze przychodziło mu się przed kimś usprawiedliwiać z dłuższej nieobecności. Nauczył się, by zawsze przyciągnąć do obozu, chociaż ze dwie piszczki, jako alibi dla samotnego polowania. Wiedział, że powinien się pilnować i zachować ostrożność, bo nie był ani trochę gotowy z usprawiedliwiania wrogiego zapachu na futrze. A Zbożowa Gwiazda pomimo okazania mu tak dużej ilości dobroci, mogłaby nie być zbyt pozytywnie nastawiona do tej konkretnej sprawy.
Spojrzał w stronę polany, a jego łapy same wręcz rwały się do wędrówki. Uderzył zniecierpliwiony ogonem o suchą ziemię, wzbijając do góry kurz. Czekał, jak w obozie zrobi się puściej, by móc w spokoju opuścić te tereny, bez zwracania na siebie czyjejkolwiek uwagi. Nawet niemiłosiernie dręczące ciepło nie przeszkadzało mu, by uparcie stać w bezruchu. Stan wody w rzece uległ spadkowi i dla ich klanu oznaczało to pewne zagrożenie, bo łapanie ryb okazywało się coraz trudniejsze. Rudzik jako fanatyk pływanie jeszcze bardziej narzekał na obecną pogodę. Na lądzie szło mu dobrze, ale nie tak wspaniale jak to miało miejsce przy brzegu.
Na moment jego pesymizm zawieruszył mu w głowie, jednak szybko zastąpiła go pocieszająca myśl o przyszłych chwilach, które spędzi z bliskim mu kocurem. Żar był nietypowym osobnikiem, ale nawet jego przekonanie o wyższości rudych nie zniechęcało młodego wojownika. Zbyt wiele mu zawdzięczał, aby zerwać z nim kontakt. Coraz lepiej cętkowanemu szło budowanie pewności siebie. Oczywiście duży wpływ na to miał i Niezapominajkowy Sen, aczkolwiek w tym momencie dla niego liczył się burzak.
Uradowany zaistniałym spokojem zerwał się z miejsca, gotów biec co sił w kończynach. Ślepia błyszczały mu z podekscytowania, a uszy drżały w rytm uderzeń serca. Ryzykował wiele, ale szczęście było tego warte. Niemalże przekroczył granicę obozu, gdy czarna sylwetka zastąpiła mu drogę. W ostatniej chwili zahamował, omal nie uderzając z impetem w żywą przeszkodę.
- Dokąd to ci tak spieszno? - pogardliwy głos Ognistego Języka przeszył go na wylot, pozostawiając w ciele uczucie lodowatego zimna. - Do dziś nie raczyłeś mi podziękować, tchórzu - wycharczał, prostując się z dumą i próbując zmierzyć z góry byłego ucznia. Problem był taki, że Rudzikowy Śpiew okazał się wyższy, jednak jego zgarbiona sylwetka i położone nisko uszy, pozwalały ciemniejszemu poczuć się lepiej.
- Z-za co m-miałem c-ci dziękować? - wykrztusił zaskoczony, rozszerzając z przerażenia ślepia. - Nic ci nie jestem winien! - zapiszczał.
- To dzięki mnie cokolwiek umiesz i zostałeś mianowany! To ja cię wszystkiego nauczyłem, a ta żałosna kreatura jedynie dopełniła moją ciężką pracę. Skandal! - podniósł głos, licząc na zwrócenie czyjejś uwagi. Wojownicy mieli w zwyczaju ignorować jego marudzenie, toteż ci, co znajdowali się w obozie, jedynie odwrócili głowy w zupełnie innym kierunku.
- Nieprawda - natychmiastowo zaprzeczył. - P-przez c-ciebie ciągle s-się bałem! T-to inni mnie wszystkiego n-nauczyli - uznał. - W tym nie ma żadnej twej zasługi. T-ty n-nawet n-nie z-zasługujesz n-na u-ucznia - dodał odważniej.
Widząc wściekłe spojrzenie czarnego, zestresował się, bo trafił najpewniej w jakiś słaby punkt kocura. Niemalże widział już, jak ostre pazury ponownie przecinają mu pysk, pozostawiając po sobie kolejną, paskudną bliznę. Przez głowę przemknęła mu pewna myśl, zbyt szybka, by ją pochwycić. Póki starszy osobnik nie przekracza jego przestrzeni osobistej, nie wiele mu groziło i sam nie musiał atakować.
- Jestem od ciebie znacznie le...
- Nie mam na ciebie czasu- przerwał mu szybko rudy, powoli cofając się w stronę wyjścia z obozu. - Mam ważniejsze rzeczy do roboty. I ż-żadna z nich n-nie d-dotyczy ciebie! - stwierdził hardo, nim ten posłał mu mordercze spojrzenie.
Cętkowany czuł dumę. Nie zacinał się tak w czasie rozmowy z jego głównym niszczycielem dzieciństwa, ale i zebrał w sobie motywację do dalszego dbania o swoją pewność siebie. Postawił się temu tyranowi, a teraz dobra energia wypełniała go od czubka głowy, aż po kraniec ogona.
W połowie drogi przystanął i upewnił się, czy czarny w szale złości nie ruszył za nim. Sekret spotkań kocura musiał pozostać tajemnicą, bo gdyby wyszło to na jaw, klan mógłby go uznać za zdrajcę, na bieżąco przekazującego ich problemy i słabości wrogom. Nie robił tego, ale wiedział, że mało kto by mu wierzył, gdyby ktoś go teraz przyłapał.
Widząc, że jest bezpiecznie, ponownie rzucił się biegiem do wyznaczonego miejsca. Będąc blisko, dostrzegł już rudą plamę, siedzącą na polanie i wpatrującego się w przybyłego z ulgą. Z każdym odbiciem poduszek o podłoże, niewyraźne kształty nabierały formy smukłego kocura.
- A już myślałem, że coś się stało i nie przyjdziesz - zaczął Rozżarzony Płomień, na co Rudzik pokiwał głową na boki.
- Wszystko j-jest w j-jak n-najlepszym porządku! T-to znaczy, n-nie uwierzysz, co się stało!- kontynuował przepełniony ekscytacją. Widząc skupienie na pysku Burzaka, stwierdził, że może mu się pochwalić. - M-mój były mentor, ten g-głupi, co ci o nim opowiadałem, zatrzymał mnie przed przyjściem tutaj i z-zaczął g-grozić. A-ale t-tak m-mu p-powiedziałem, ż-że się zdziwił i d-dał mi s-spokój! - wymamrotał pospiesznie. - R-rozumiesz to? O-odważyłem się postawić jego... - urwał, zastanawiajac się, jakie słowo może usatysfakcjonować rozmówcę - ...głupiemu pierdoleniu, a on był w t-takim szoku, że nic nie powiedział.
Nie był w stanie opisać tego wspaniałego uczucia zwycięstwa. Okrążał zadowolony towarzysza, oczekując jego aprobaty bądź jakiegoś wsparcia odnośnie tego, jak następnym razem mógłby wypaść lepiej. Rudzikowy Śpiew był w bardzo dobrym nastroju i z tego powodu nie zauważył momentu, w którym poplątały mu się łapy i poleciał w bok, wprost na Rozżarzonego Płomienia, przewalając przy tym siebie i go na ziemię.
Momentalnie ogarnęło go zażenowanie, gdy pysk zatopił mu się w rudym futrze kocura. Fala zawstydzenia zalała go w całości, a spanikowany dopiero po paru sekundach odskoczył od towarzysza, kuląc się z powodu złości na własną niezdarność. Musiał odrzucić rodzącą się z tyłu głowy myśl, jak ciepły był rudzielec.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam - jęczał przerażony Rudzik. - Nie chciałem, naprawdę! Przepraszam! P-pobrudziłem cię? O-oj, g-głupie p-pytanie. J-jesteś c-cały w piasku - westchnął, niepewnie wystawiając łapę i strzepując drobinki brudu z boku leżącego kocura.

<Żar?>

15 października 2021

Od Rozżarzonego Płomienia cd Rudzikowego Śpiewu

 Bardzo, ale to bardzo cieszył się, że jego kolega ze zgromadzenia został mianowany. Rudzi powinni szybciej awansować w hierarchii społecznej, a nie... Klan Nocy nadal był pod tym względem zacofany. Ale co się dziwić, skoro w ich klanie rządzili nierudzi? 
- Miała? 
- No... Nie żyje już. Została zamordowana... - wymamrota. - A-ale... N-nie chcę rozmawiać o smutnych sprawach. Chciałem c-ci p-podziekować, bo b-bardzo mi pomogłeś! Wydaję m-mi się, że dzięki t-tobie t-trochę m-mniej b-boję się wszystkiego!
Zaskoczony zamrugał. Została zamordowana? Czyżby morderca z Klanu Burzy zapędził się aż do Klanu Nocy, aby mordować wszystko co ma w sobie ich piękny odcień? W sumie... taki stan rzeczy mu odpowiadał. Przynajmniej na niego nie spadnie cios, który pozbawi go głowy, mimo to... był niezadowolony. Powinni już dawno pojmać tego zwyrodnialca i dać mu to, na co zasługuję! Kolejne słowa wojownika sprawiły, że uśmiech pojawił się na jego pysku. Ich trening dał w końcu jakieś owoce! Na początku było ciężko, lecz rudy podłapał to i owo i nawet, gdy wtedy był niepewny swoich możliwości dostrzegł zmiane. 
- To dobrze. Bardzo dobrze. Nie powinieneś się bać. Strach osłabia, a ty jesteś silnym kocurem, wojownikiem! Teraz nic ci nie podskoczy. Musisz jednak nadal popracować nad jąkaniem. Pamiętasz? Trzeba mówić...
- S-stano-owczo i g-g-łośno. W-w-wiem - dokończył za niego kocur. 
Był pod wrażeniem, że pamiętał cokolwiek. 
- Możemy jak już tu jesteś nieco poćwiczyć. Już widzisz efekty... Trzeba je tylko... udoskonalić - powiedział, obejmując go ogonem i kierując kroki w ustronniejsze miejsce. 
Nikt przecież nie mógł ich zobaczyć, bo zaraz rozeszłyby się jakieś plotki, że spoufala się z wrogim klanem. Pff... Nie wiedział kto wymyślił te zasady... Były naprawdę głupie, a rudzi powinni trzymać się razem. 

***

Czekał na Rudzikowy Śpiew na granicy, tak jak zawsze. Dużo się zmieniło przez ten czas. Dostał ucznia, nie poszedł na zgromadzenie... a podobno było ciekawe... Słyszał tylko plotki, opowieści tych, którzy widzieli to dziwne zjawisko na własne oczy. Był pewien, że to był znak... Znak, że niedługo nierudzi zapłacą za swoje przestępstwa... 
Ciekawiło go czy rudy kocur na nim był. Jeżeli tak... to czy będzie w stanie tu przyjść? Nieco go poznał i już doskonale rozumiał jak ten reagował na straszne rzeczy. Starał się mu pomóc, naprawić jego spaczony umysł i utorować na lepszą drogę. Jednak było to ciężkie i małymi krokami ciągnęli to wszystko, mając nadzieję na końcu ujrzeć rezultaty. 
Poczuł niepokój, kiedy mijały uderzenia serca, a go nadal nie było. Może coś stało się w Klanie Nocy? Skrzywił się, siadając na ziemi i usilnie próbując wypatrzeć rudą plamę na horyzoncie. 

<Rudzik?>

26 września 2021

Od Rudzikowej Łapy(Rudzikowego Śpiewu) CD. Rozżarzonego Płomienia

- M-m-morda? - zapytał zdziwiony.
- Tak! Tak się mówi, aby komuś przerwać jego falę wyzwisk. Mówisz morda, a ten powinien się zamknąć. Jak nie... To na inną lekcję. Teraz pracujemy nad tym. No dalej. Pokaż swój płomień! On tam w tobie jest! Nie tylko na futrze, ale i w głębi ciała. No już. - Wbił w niego oczekujące spojrzenie.
- Cz-czyli mam ci p-powiedzieć coś n-nie m-miłego? - wykrztusił. - A-ale j-ja n-nie chcę cię obrażać - stwierdził zlękniony, niemalże czując, jak łapy uginają mu się pod naporem jego własnego ciężaru. Ziemia zaczęła mu się nagle wydawać strasznie zimna, a jej chłód rozchodził się po jego ciele, począwszy od poduszek, a kończąc na czubku ogona.
- Tak. Wyobraź tu sobie kogoś, kto najbardziej cię denerwuje i powoduje w tobie najwięcej złości. Dalej pójdzie już z górki - odparł, patrząc na niego zachęcająco.
Pierwszym kotem, który przyszedł mu na myśl, był Ognisty Język. Był w stanie wyobrazić sobie mentora stojącego tuż przed nim. Dumna postawa i pogardliwie spojrzenie pomarańczowych ślepi, utkwione centralnie na biednym uczniu. Przełknął ślinę, przypominając sobie wszystkie słowa, jakimi czarny raczył go obdarować.
Przydałby się rewanż.
- J-jestes n-nieudacznikiem i d-do niczego się n-nie n-nadajesz! - wyrzucił szybko, chcąc zabrzmieć na pewnego siebie, lecz jego strach jak zwykle objawił się w postaci zająknięć.
Widząc brak zrozumienia na pysku rudego kocura, skulił się bardziej. Może włożył w to za dużo emocji i ten pomyślał, że go naprawdę obraża?
Wystraszony chciał już przeprosić.
- Nie było najgorzej, ale czeka nas dużo pracy. Stanowczo brakuje ci porządnych kotów w klanie, które traktowały by cię z należytym szacunkiem - mruknął, wzdychając.
- Oh... A n-nie poczułeś s-się urażony?
- Czym?
- M-myślałem, że za b-bardzo s-się wczułem i m-moje s-słowa o-odebrałeś jako taki a-atak...
Wojownik pokręciło z niedowierzaniem głową.
- Oh, czeka nas jeszcze więcej pracy, niż przewidywałem.


***
*Przed zgromadzeniem*

Biegł w stronę granicy z Klanem Burzy, nawet nie patrząc pod łapy. Czuł lekką ekscytację, nie mogąc się doczekać spotkania z pewnym kocurem. Nie wiedział, czy mógł nazywać go przyjacielem, chociaż miał do tego ochotę.
Z zamyślenia i braku skupienia nie dostrzegł wystającego z ziemi korzenia. Zahaczył o niego przednią kończyną i poleciał na ziemię. Z szoku otworzył pysk, a cały piach wleciał mu do środka.
- Uważaj! Rudemu nie przystoi brudzić tak pięknego futerka.- Usłyszał nad sobą głos burzaka.
- Rozżarzony Płomieniu! - wykrztusił z podekscytowania, próbując jednocześnie pozbyć się drobinek brudu z języka. - N-nie u-uwierzysz!
- Co się stało? - Wyglądał na zainteresowanego taką ilością radości u zazwyczaj strachliwego kocurka, u którego na mordce najczęściej gościł smutek.
- M-mianowali mnie! J-już nie jestem uczniem, od t-teraz nazywam się Rudzikowy Śpiew! O-ostatnio l-liderka zmieniła mi mentora i z nowym się w-wiele n-nauczyłem, a j-jeszcze t-ty m-mi tyle pomogłeś, mój wujek... - wymieniał.
- A twój nowy mentor był rudy? - zapytał, jakby była to najważniejsza rzecz na świecie.
- No... Miała trochę r-rudego w futrze, ale miała też trochę czerni i bieli...
- Miała?
- No... Nie żyje już. Została zamordowana... - wymamrotał, zastanawiając się, czy zaraz nie zapędzi się z podawaniem informacji o sobie i nie zdradzi przypadkiem czegoś o swoim klanie. Ufał Żarowi, ale rozsądek też musiał mieć. Od teraz powinien się mimo wszystko pilnować. - A-ale... N-nie chcę rozmawiać o smutnych sprawach. Chciałem c-ci p-podziekować, bo b-bardzo mi pomogłeś! Wydaję m-mi się, że dzięki t-tobie t-trochę m-mniej b-boję się wszystkiego!


<Żar?>

15 sierpnia 2021

Od Rozżarzonego Płomienia cd Rudzikowej Łapy

- T-to f-fajnie, a-ale w-wolę zostać w K-klanie N-nocy - mruknął, przełykając cicho ślinę. - J-jeśli jednak m-możesz mi pomóc być odważnym i szanowanym, t-to n-naprawdę chcę s-skorzystać z twojej p-pomocy - dodał, starając się uspokoić drżący głos.
Machnął ogonem na to wyznanie. Kocur nie wiedział co mówił! W Klanie Burzy byłby kimś! Mógłby już awansować i żyć w bogactwie i dobrobycie. Nie wiedział co go tam trzymało... Widać po nim, że źle mu to służyło. Był taki... jakby zastraszony! Gdyby tylko jego spróbowali tak złamać, to rozerwałby tych nierudych na strzępy! Nie mógł jednak porwać kocura. Może i liderka byłaby zadowolona z kolejnego rudego, lecz Rudzikowa Łapa mógł go znielubić. A tego nie chciał! To był jego pierwszy kolega! Ciągle tylko kotki, kotki - cała jego rodzina była tą przeklętą żeńską rasą! Nie umiał się tam odnaleźć. Gdyby miał ojca... na pewno jego życie byłoby znacznie lepsze! O! Albo chociaż brata! Naprawdę nie rozumiał, dlaczego Zmierzchowa Łapa nie mogła urodzić się kocurem! Wtedy mogliby się lepiej dogadywać! Zabawy też byłyby lepsze, a nie te jej ciągłe narzekanie na Piaskową Gwiazdę i krzywienie pyska. Jeszcze to zadawanie się z nie rudymi, wyjdzie jej bokiem! 
- Jak wolisz - miauknął. 
Rozejrzał się po terenie, lecz nie dostrzegł nikogo. Cudownie. Mogli zacząć od prostych spraw, nie zostając nakryci. Nikt nie mógł im przeszkodzić! 
- Dobra to lekcja pierwsza! Odwaga bierze się z pewności siebie. Jeżeli jesteś pewien, że ci się uda, to masz gdzieś opinię innych i lecisz na głęboką wodę, nawet gdyby miało ci nie wyjść! W ogóle to nie patrz na ten plebs. Jeżeli coś o tobie złego mówią, miej ich pod ogonem, bo...? Bo jesteś lepszy! Najlepszy! Urodziłeś się rudy, a to znak, że tak właśnie jest! Ci co życzą ci źle, po prostu ci zazdroszczą albo nie wiedzą, że jesteś wyjątkowy. No to... popracujmy nad twoją postawą. - Przyjrzał się mu krytycznym wzrokiem. - Nie, nie, nie. Nie możesz tak stać, jakbyś ulegał przed trawą! No spójrz na siebie! Wypnij pierś do przodu, głowa do góry, patrz w oczy rozmówcy! - instruował go, lekko korygując jego błędy w postawie. - Może być jak na pierwszy raz. A teraz... Powiedz coś odważnego! No, dalej! 
- A-a-ale c-co? 
Pokręcił głową, fukając. 
- Nie jąkaj się. To tylko obniża pewność siebie i wyglądasz jak trzęsący się królik! Powiedz... - zamyślił się. - Morda! Nie boję się ciebie! 
- M-m-morda? - zapytał zdziwiony.
- Tak! Tak się mówi, aby komuś przerwać jego falę wyzwisk. Mówisz morda, a ten powinien się zamknąć. Jak nie... To na inną lekcję. Teraz pracujemy nad tym. No dalej. Pokaż swój płomień! On tam w tobie jest! Nie tylko na futrze, ale i w głębi ciała. No już. - Wbił w niego oczekujące spojrzenie. 

<Rudzikowa Łapo?>

03 sierpnia 2021

Od Rudzikowej Łapy CD. Rozżarzonego Płomienia

Chciał sobie w końcu udowodnić, że jest cokolwiek warty.
Skoro tylko słońce wysunęło się zza horyzontu, zerwał się i po porannym treningu ze swoim nawiedzonym mentorem, postanowił sam zadbać o swoje umiejętności łowieckie. Wiedział, iż nie powinien jeszcze opuszczać obozu bez jakiegokolwiek wojownika, a Borsucza Gwiazda nieźle by mu dopiekł po dowiedzeniu się o tym, ale Rudzik zdał już sobie dawno sprawę, że Ognisty Język niczego więcej go nie nauczy.
Czarny już nawet nie starał się pokazywać swoich zdolności, które wskazywały by na jego niezwykle predyspozycje do bycia liderem. Prawdopodobnie był obrażony na obecną władze i nawet nie miał sił znęcać się nad swoim uczniem. Wszystko, co wiedział, to i tak przekazał swemu podopiecznemu, a mimo to młody dalej nie był gotowy na mianowanie.
Cętkowany nastawił ucho, dostrzegając ruch między krzakami. Masywny królik spokojnie skubał liście z krzaka, całkowicie ignorując swe otoczenie. Wydawał się rozluźniony i nieświadomy niebezpieczeństwa, jakie czyhało na niego zaledwie kilka kroków dalej.
Rudy wiedział, że to jego czas na wykazanie się. Jeśli przywlecze do obozu taki kawał zwierzyny, może przestanie być obiektem drwin? Pomyślał o nieustannie śmiejącej się z niego Łasicy, a także całej reszcie, która w niezbyt przyjemny sposób komentowała go i jego rodzinę. Z pewnością dół pyska opadł by im z wrażenia i nie byliby w stanie powiedzieć nic złego o nim przynajmniej przez parę dni.
Króliki to raczej przysmak Klanu Burzy, rzadko kiedy są one w posiadaniu innych wojowników, więc upolowanie takiego byłoby niezłym wyczynem. Lekko się oblizał i skrył za pobliskim drzewem, przyciskając brzuch do ziemi i napinając swoje wątłe mięśnie. W uszach szumiało mu, a jego wzrok wytężył się i skupił na kicającym zwierzątku. Oczami wyobraźni widział swój sukces, a zaledwie po chwili przysłoniły go szare, pesymistyczne chmurki, sugerujące mu porażkę. Otrząsnął się, powtarzając sobie jak mantrę, że skoro ostatnio udało mu się odgryźć zdrajczyni ucho i pomóc w gaszeniu pożaru na zgromadzeniu, to czasem może mu coś wyjść i wystarczy niewielka garść wiary we własne możliwości.
Bez zastanowienia skoczył do przodu, próbując zatopić zęby w jasnej sierści swej ofiary. Ta zareagowała jednak błyskawicznie, unikając ataku i pędząc w bok, w stronę granicy z Klanem Burzy. Rudzikowa Łapa wiedział, że teraz nie może się poddać. Był zbyt blisko osiągnięcia czegokolwiek dobrego w życiu, by teraz zwiesić głowę i wycofać się jak ostatni tchórz z lasu. Odbijając się na swoich chudych łapach, skoczył w pogoń za stworzeniem, które dzięki niezwykłej szybkości narobiło sobie sporą odległość. Trochę to zniechęciło ucznia, ale biegł dalej. Jego oddech stał się niemrawy, a wszystko dookoła powoli się rozmywało. Nawet królik wydawał się być jedną, wielką plamą.
Pędził, ile tylko sił miał w kończynach. Czuł, że zaraz się potknie i uderzy pyskiem w jakiś kamień, a to w najgorszym przypadku może się skończyć nawet jego śmiercią. Dech mu na moment zaparł w piersi, ale nie był nawet w stanie przemyśleć wszystkich sposobów na opuszczenie tego świata przez taką głupotę, gdyż coś rudego zastąpiło mu drogę. Zaczął gwałtownie hamować, starając się nie uderzyć w pewnego jegomościa. Spod jego łap sypnął piasek, zatapiając się w futrze znajdującego się przed nim kocura, który w odpowiedzi wydał z siebie ciche prychnięcie.
- Rudzikowa Łapo? To ty?
Cętkowany zadrżał, słysząc ten głos. Już obawiał się bury od burzaka za przekroczenie granicy, a tu na jego szczęście - ktoś, kto go raczej od razu nie rozszarpie.
- Rozżarzona Łapa? - spytał z niedowierzaniem, aczkolwiek dało się wyczuć u niego ulgę i lekką radość.
- Dokładniej już... Rozżarzony Płomień - pochwalił się przed nim swoją nową rangą. - Wybacz, że tak uciekłem... Siostra... - Przewrócił oczami. - Musiałem ją obronić przed ciotką. Ale, ale... dobrze, że jesteś! Obiecałem nauczyć cię bycia prawdziwym rudzielcem! To co? Jesteś nadal chętny?
- Czy j-jestem chętny? - powtórzył tępo. Skoro ten tutaj jest już wojownikiem, z pewnością ma większą wiedzę i mógłby mu pomóc stać się odważniejszym.
- Tak, o to cię właśnie zapytałem - mruknął, dumnie wypinając pierś do przodu. - Nie mam całego dnia, więc decyduj się szybciej. Mój czas jest cenny, i nawet dla ciebie nie mogę go nagiąć, mój drogi, rudy przyjacielu.
- O-oczywiscie, że chcę! - odparł bez zastanowienia. - Znaczy... A t-ty w ogóle umiesz p-polować? - zapytał z wątpliwością.
- Czemu o to pytasz? - Wojownik wydawał się być urażony tym pytaniem. - Oczywiście, że umiem, ale nie ja się tym zajmuję, tylko te nierude biedaki - odparł, mierząc go wzrokiem pełnym urazy.
- N-no b-bo... - zawahał się i skulił, niczym mały kociak stojący przed matką i tłumaczący się z głupiego wybryku. - Chciałbym b-być j-już m-mianowany, ale n-nie z-za b-bardzo i-idą m-mi p-polowania, a m-mój m-mentor n-nie j-jest n-najlepszy i n-nic a n-nic m-mnie j-już n-nie u-uczy - wyjaśnił, trzęsąc się. A co, jeśli Żar uzna go za zbyt słabego na bycie rudym i wycofa swoją propozycje?
- Aha, a twój mentor jest rudy? - zapytał.
- N-nie. Czarny z białym...
- No widzisz! Jest gorszy, zazdrości ci i się nie zna - rzucił. - W Klanie Burzy byłbyś już dawno mianowany, my tu szanujemy rudych. W końcu, taki kolor futra to dar! - zapewniał go dalej.
Rudzikowa Łapa jedynie skrzywił się. Oczywiście, że nie zostawi tutaj całej swej rodziny na rzecz łatwiejszego życia. Przyzwyczaił się do trudów i chociaż często bywało mu ciężko, tak otaczające go koty pozwalały mu momentami zapomnieć o wszelkich problemach. Rodzice, rodzeństwo i wujek. Oni wszyscy zajmowali kluczowe miejsca w jego życiu.
- T-to f-fajnie, a-ale w-wolę zostać w K-klanie N-nocy - mruknął, przełykając cicho ślinę. - J-jeśli jednak m-możesz mi pomóc być odważnym i szanowanym, t-to n-naprawdę chcę s-skorzystać z twojej p-pomocy - dodał, starając się uspokoić drżący głos.
Żar wydawał się kimś godnym zaufania, więc cętkowany musi się w końcu ogarnąć i przestać tak panicznie każdego bać.

<Rozżarzony Płomieniu?>

01 sierpnia 2021

Od Rozżarzonego Płomienia

Miodowy Obłok nie żyła. Tak naprawdę nie wiedział kim ta kotka była i mało co go obchodziło jakieś śledztwo w tej sprawie. On był nietykalny. Nikt nie podniesie na niego łapy, nawet taki morderca. A by tylko spróbował... wtedy to rolę by się odwróciły i kto kogo by zabił? Nie wierzył, a raczej nie chciał dopuścić do siebie myśli, że jakiś nie rudy byłby w stanie zrzucić jego wielkość w czarną otchłań. Zaufał więc Piaskowej Gwieździe i jej zostawił to na głowie. Była w końcu liderką. On sam miał jedno podejrzenie. Mianowicie ten kto zabił tą kotkę, musiał brzydzić się jej umarszczenia, a raczej małej ilości rudego. Sam twierdził, że kremowy to nie był rudy, tylko jakiś wyblakły, mało dostojny kolor, który chciał lśnić niczym prawdziwy ogień. Może to było intencją mordercy? Jeśli tak, to naprawdę nie musiał się niczego bać, bo on był rudy w najdrobniejszym szczególe. 
Krocząc przez teren należący do burzaków, nie zwracał uwagi na zwierzynę, która płoszyła się nie jego widok. Nie przyszedł tu polować jak jakiś nie rudy. Jego celem był patrol granicy. Wiedział oczywiście, że patrole zawsze lepiej organizować w grupie, ale on był zbyt ważną personą, by zadawać się z jakimiś pomniejszymi kotami. Dlatego też szedł sam, wzdłuż linii zapachowej. Na razie było cicho i spokojnie. Słońce mocniej grzało, ale mu to zbytnio nie przeszkadzało. Był w końcu Rozżarzonym Płomieniem! Jak nie bał się ognia na zgromadzeniu, to miał obawiać się słońca? Pewnie i ono było olśnione jego cudowną barwą. 
Usłyszał szmer przy granicy z Klanem Nocy i zatrzymał się. Skupił uwagę na rudym punkcie, który gonił za... królikiem? Pewnie jakiś zabłąkany, przedarł się na tereny rybojadów, a jakiś prymityw, który nie znał się na tych stworzeniach, chciał udowodnić sobie, że był w stanie go dopaść. Kiedy zwierz przekroczył granicę z Klanem Burzy, co było dobre dla niego, bo w końcu więcej zwierzyny, to więcej mięsa dla rudych, stanął przed rozpędzonym kocurem. Ten wyhamował ledwo co, obsypując go suchą ziemią. Skrzywił się i strzepał ją ogonem, wbijając uważne spojrzenie w... 
- Rudzikowa Łapo? To ty? - zapytał zdziwiony. 
Rzeczywiście! To był ten uczeń z Klanu Nocy, którego poznał na zgromadzeniu! Przez siostrę nie mogli pogadać dłużej, bo ta nie umiała poradzić sobie z własną ciotką, a dodatkowo pożar rozpędził wszystkich, dlatego cieszył się, że znów widział rudaska. 
- Rozżarzona Łapa? - Wbił w niego wzrok.
- Dokładniej już... Rozżarzony Płomień - pochwalił się przed nim swoją nową rangą. - Wybacz, że tak uciekłem... Siostra... - Przewrócił oczami. - Musiałem ją obronić przed ciotką. Ale, ale... dobrze, że jesteś! Obiecałem nauczyć cię bycia prawdziwym rudzielcem! To co? Jesteś nadal chętny? 

<Rudzikowa Łapo?>