BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malwowy Rozkwit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malwowy Rozkwit. Pokaż wszystkie posty

29 lipca 2024

Od Malwowego Rozkwitu

Malwowy Rozkwit spał. Z każdym upływającym wschodem słońca czuł, jak jego kości powoli sztywnieją, coraz szybciej się męczy, nie jest już w stanie poruszać się tak szybko i żwawo jak niegdyś. Ciagłe problemy mające miejsce w Klanie Burzy także nie pomagały jego istnieniu. Zmarło tyle kotów, które znał, często o wiele księżyców młodszych od niego. Westchnął, zasłaniając łapą pysk, kiedy to do legowiska wojowników wdarł się podmuch wiatru. Brzęczkowy Trel zamruczała kojąco, ciaśniej wtulając się w bok partnera. Razem z dwójką ich kociąt, Cykoriową Łapą i Pszeniczną Łapą, byli jego jedynymi krewnymi. Sam nie wiedział, kiedy to wszystko się stało, kiedy jego dzieci dojrzały, a on sam się zestarzał. Nigdy nie sądził, że kiedyś straci swój młodzieńczy zapał.
— Coś się dzieje, Malwinku? — spytała zaspanym głosem cynamonowa.
Kocur wzdrygnął się. Nie chciał, aby jego ukochana zarywała noc przez jego zmartwienia. Była w o wiele lepszej kondycji niż on, nie można jej było tego odbierać.
— Nie, nie, tylko nie mogłem się ułożyć — zapewnił kotkę, dla potwierdzenia swych słów owijając ją ogonem. — Od razu lepiej.
Wojowniczka zaśmiała się pod nosem, ocierając pyskiem o Malwowy Rozkwit.
— W takim razie w porządku. Słodkich snów, kwiatuszku — zaszczebiotała mu do ucha.
Po tych słowach kocur poczuł się raźniej. Ziewnął po raz ostatni, by po chwili usnąć w objęciach łaciatej.

30 kwietnia 2024

Od Malwowego Rozkwitu

Dni... Mijały. Ciężko było bardziej szczegółowo opisać sposób, w jaki Malwowy Rozkwit spędzał czas. Po tym, jak praktycznie siłą wyciągnięto go z legowiska medyka na rozkaz Różanej Przełęczy, kocur snuł się po obozie jak duch. Wraz z utratą brata stracił swój wigor, radość i umiejętność czerpania szczęścia z życia, która towarzyszyła mu od dnia narodzin. Ten zawsze uśmiechnięty, jasny, podskakujący kocur osowiał. Zniknął. Wtopił się w brunatne, rozmokłe tereny, razem z brudnym i skołtunionym futrem, którym nawet nie był się w stanie samodzielnie zająć. Tylko dzięki Brzęczkowemu Trelowi, jego drogiej przyjaciółce, wojownik nadal przypominał kota, a nie wymemłaną wiewiórkę. Kotka dbała o niego na każdym kroku, nierzadko nawet własnym kosztem. Wyciągała z obozu na wspólne spacery z nią i z Bobrzym Siekaczem, myła futro i wyplątywała z niego ciernie. Cynamonowa nie była jego bratem, ani nikim z rodziny, a jednak poświęcała dla niego każdą wolną chwilę.
– Powiem ci, że Kozi Przesmyk to faktycznie… ekscentryczna postać. Podczas ostatniego patrolu przechodziłam koło niego, kiedy nagle wrzasnął. Oczywiście zmartwiłam się i podbiegłam pomóc! Jak się okazało, podczas polowania na królika zanurkował w norę… A przynajmniej spróbował. Niestety, trochę mu to nie wyszło, bo skończył uderzając czółkiem w konar rosnący nad nią. Dwa razy… – opowiadała niebieskooka, przyglądając się różowawemu niebu, odbijającemu się w tafli jeziora – Razem z Gradowym Sztormem chcieliśmy go odprowadzić do medyka, w obawie, że zostawiony sam wyrządzi sobie jeszcze więcej krzywd. Po drodze zobaczyliśmy dużą kałużę… Ah, Malwinku, nie zgadniesz co się stało dalej! – parsknęła cicho, obracając łebek do kremowego. Dostrzegając brak reakcji, wysiliła się na uśmiech i dodała: – Malwo, słuchasz mnie?
Wojownik słabo kiwnął łbem, który bezwiednie opadał mu na łapy, częściowo obmywane przez czystą wodę. W oczach wojowniczki jednak nie było to wystarczające. Wciągnęła powietrze w płuca, po czym wysunęła swoją łapę do przodu, kładąc ją na kończynie starszego.
– Malwowy Rozkwicie – zaczęła poważnie, przybierając dość groźną jak na nią minę – Ja… Ja nie mogę na ciebie patrzeć. Widzę, ile bólu w sobie trzymasz, a jednak nadal nie chcesz się nim ze mną podzielić! Codziennie próbuję poprawić ci nastrój, każdego dnia pilnuję, abyś pamiętał o swojej porcji piszczek. Wiem, że nigdy nie zastąpię ci Zwiędłego Hiacynta, ale proszę, proszę posłuchaj mnie choć przez chwilę – kontynuowała, łamiącym się z bólu głosem. – Serce mi się łamie za każdym razem, kiedy spoglądam na ciebie w takim stanie. Czuję się taka… Taka bezsilna!
Kocur uniósł jasne rzęsy znad przygaszonych, błękitnych ślepi, kierując swoje spojrzenie na postać stojącą obok niego. Brzęczkowy Trel miała mocno zaciśnięte zęby, a brwi wykrzywione, przez odczuwaną rozpacz. Po jej policzkach zaczęły ściekać kropla po kropli długo wstrzymywane łzy, uderzając w ziemię, na której pozostawały małe, mokre plamki. Przysunęła się bliżej wojownika, kładąc mu łeb na jego łbie.
– Proszę, Malwinku… – szepnęła Brzęczka, czuląc się do jego ucha.
Kocur pociągnął nosem. Nie miał siły mówić. Czuł się stracony. Jak duch, który już dawno powinien być wysoko, na Srebrnej Skórce, kicając wraz z bratem po świetlistych łąkach Klanu Gwiazdy. A jednak Brzęczkowy Trel udało się choć trochę wyrwać go ze szpon letargu, w jakim się znalazł.
– Przepraszam, Brzęczko… – miauknął, splatając jej ogon ze swoim.
– Nie przepraszaj mnie, Malwinku… Wiem przecież, że to nie twoja wina. Ale wiem też, że to cię nigdzie nie zaprowadzi. Jestem pewna, że Zwiędły Hiacynt myśli to samo gdy przygląda ci się ze Srebrnej Skórki, wraz z twoją mamą oraz… oraz resztą krewnych. Ja… – zaczęła, jednak nagle urwała, jakby speszona.
Cisza jaka nastała była na tyle długa, że nawet zmęczony i senny Malwowy Rozkwit zdążył zareagować, wypuszczając z pyska pytające “Mh?”. Brzęczkowy Trel nie miała innego wyjścia, niż tylko dokończyć zaczętą myśl.
– …Ostatnio rozmawiałam z Kurzą Pogonią. Głównie… o tobie – powiedziała zawstydzona – Pomyślałam, że jest starsza, więc na pewno mądrzejsza niż ja i wie coś więcej o świecie! Dlatego też spróbowałam ją podpytać o pomysł, jak można ci pomóc. Jej sugestia jednak była… niecodzienna… – znowu zacięła się, lekko odsuwając się od wojownika.
Malwowy Rozkwit przekrzywił łebek, nie rozumiejąc, do czego zmierza jego przyjaciółka.
– Powiedziała… Powiedziała mi, że z jej doświadczenia wynika, że nic nie ucieszy kocura tak jak miot “uroczych pociech!” – pisnęła na jednym oddechu, zasłaniając mordkę łapami – O-oczywiście nie musimy, jeśli nie chcesz! To tylko sugestia! Z-z resztą, nawet nie moja! – zaczęła plątać się Brzęczka.
Malwowy Rozkwit osłupiał. Podniósł się, unosząc brwi do góry, a jego pysk przybrał trudny do opisania wyraz. Uszy kotki poczerwieniały.
– Przepraszam, przepraszam! – zaskomlała, nie dając mu dojść do słowa – W-wiedziałam, że to głupi pomysł! Powinnam pójść do Boberka albo Ostowego Pędu… Chociaż, on teraz ma własną zgraję małych zmartwień.
Wilgotna od wody łapa kocura spoczęła na niezamykającym się pyszczku pręgowanej, a on sam zanurzył się w jej oczach.
– Czy… To jest to czego ty chcesz? – zapytał.
Nigdy nie miał kociąt, nigdy nawet nie sądził, że będzie miał z kim. Miał brata i ten mu wystarczał. Propozycja jego przyjaciółki była nieoczekiwana, ale im dłużej kocur myślał nad słowami Kurzej Pogoni, tym więcej sensu to dla niego miało. Fakt faktem, koty zdawały się być szczęśliwsze, a dzieci cieszyły nie tylko samych rodziców, ale także cały Klan Burzy. Czy to mogło być to, czego chciałby dla niego Hiacynt?
– M…Może? – kocica uciekła wzrokiem w bok.
– Czyli… Oświadczasz mi się?
Futro Brzęczkowego Trelu nastroszyło się, ale jej łebek nieśmiało przytaknął.
– Ch-chyba? – uśmiechnęła się niemrawo wojowniczka.

01 lutego 2024

Od Malwowego Rozkwitu

Deszcz smagał grzbiety kotów wracających do obozu. Malwowy Rozkwit czuł, jak jego grube futro przesiąka wodą i obciąża go, ciągnąc w dół. Jedyną porą w jakiej jego puchatość się przydawała, była Pora Nagich Drzew. W pozostałych była jedynie utrudnieniem. Jeśli nie robiła się mokra i brudna, przez co wyglądał jak mały dzik, to stanowiła kożuch, pod którym nieustannie pocił się podczas Pory Zielonych Liści. Już przy pierwszym kroku postawionym w obozowisku dało się wyczuć napiętą atmosferę. Koty zamiast siedzieć w zaciszu gęstej roślinności, przebiegały przy ścianach z niepewnymi minami. Towarzyszący bratu Zwiędły Hiacynt zastrzygł uchem, lecz nie skomentował poczynań współklanowiczów. Malwowy Rozkwit zmarszczył nos, kiedy duża kropla zsunęła mu się z liścia na nos. Siwiejący już, czarny pysk z białą iskierką na środku, wyłonił się z jednej z dziupli kamiennego drzewa.
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się u stóp Skruszonego Drzewa! – zawołała z góry.
Z legowisk dobiegł niezadowolony furkot, jednak większa część kotów zjawiła się posłusznie, próbując jednak pozostać pod liściastymi baldachimami, chroniącymi je przed bezpośrednim zmoknięciem.
– Tego poranka Sójczy Szczyt nie zastała w legowisku uczniów Cichej Łapy. Szałowiowa Łapa i Krowia Łapa przyznały, że wczorajszego wieczoru nie wróciła jak zwykle do legowiska, natomiast Tropiący Szlak i Kurza Pogoń, którym Cicha Łapa wczoraj towarzyszyła na patrolu zniknęła za potrzebą tuż przed wkroczeniem do obozu. – opowiadała przywódczyni, jednak tylko nieliczne koty, w tym Malwinek, okazały zmartwienie tą informacją. Młoda szylkretka przez okoliczności w jakich trafiła do Klanu Burzy nie była szczególnie lubiana, z resztą z wzajemnością. – Chciałabym wyznaczyć patrol poszukiwawczy, który wyruszy jak tylko pogoda… zelżeje – dodała, mrużąc boleśnie jedno ze ślep, kiedy masywna kropla trafiła ją w oko.
Nikt z zebranych nie rzucał się na ratunek zaginionej uczennicy, mając swoje własne domysły co do powodu jej zniknięcia. Malwowy Rozkwit próbował się zgłosić, jednak został powstrzymany zdecydowanym ruchem łapy przez swojego brata. Widząc brak chętnych, Różana Przełęcz kontynuowała przemowę:
– Na patrol wyruszy Gradowy Sztorm, Brzęczkowa Łapa, Sójczy Szczyt i… – urwała szylkretka, przesuwając oczami po zebranych – Malwowy Rozkwit.
Rudy kocur siedzący obok wywrócił oczami, po czym wstał i skierował swoje kroki w stronę legowiska wojowników. Pozostali wyznaczeni spojrzeli po sobie beznamiętnie, by po kilku uderzeniach serca zniknąć w swoich zaroślach, do czasu aż pogoda się nie uspokoi. Jedynie najmłodsza z wyznaczonych kotka - jedna z samotniczek, które dołączyły niedawno do klanu - zdawała się być zdezorientowana, nie do końca rozpoznając jeszcze imiona wszystkich kotów w Klanie Burzy. Malwowy Rozkwit sam nie miał jeszcze przyjemności bliżej poznać się z nowymi kotami, głównie przez jego nadopiekuńczego brata, który od dnia narodziny czuwał nad nim jak nad jajkiem, odstraszając od kremowego prawie wszystkie zainteresowane koty. Brzęczkowa Łapa także zdawała się mieć kogoś takiego - przy jej boku siedział Bobrza Łapa, wysoki, masywny kolor o sierści w kolorze czekoladowym. Para jego pomarańczowych oczu łypnęła na Malwowy Rozkwit nieprzychylnie, kiedy ten zbliżył się do nich.
– Hej! – miauknął przyjaźnie kremowy, uśmiechając się do cynamonki – Jestem Malwowy Rozkwit. Wydawałaś się być zdezorientowana, dlatego pomyślałem, że może trzeba ci pomóc. – dodał i korzystając z okazji przedstawił się.
Drobna kotka uniosła nieśmiało niebieskie oczy spod jasnych rzęs, patrząc na kocura.
– Dziękuję… – bąknęła, kątem oka zerkając na swojego towarzysza, który rzucał na jej szczupłą postać złowrogi cień.
Nie chcąc tak szybko kończyć rozmowy, starszy wojownik kontynuował, zupełnie nie zważając na panującą ulewę i fakt, że większość zebranych już dawno się pochowała i aktualnie ich trójka była jedynymi kotami, które mokły na środku obozu.
– Czy znasz pozostałe koty, które z nami pójdą? – miauknął, jednak nim cynamonowa zdążyła odpowiedzieć, ciągnął dalej: – Myślę, że Sójczy Szczyt powinnaś kojarzyć, chociażby z widzenia. Bardzo często towarzyszy Różanej Przełęczy. Gradowy Sztorm jest dość charakterystyczny. Często siedzi naburmuszony, ale raczej nie jest groźny. O, tam jest! – zawołał, łapą wskazując na szylkreta, który próbował w samotności zjeść wróbla. Wytknięty kocur spojrzał na wojownika nieprzychylnie, odwracając się do nich plecami.
– Dziękuję… – ponownie odpowiedziała Brzęczkowa Łapa, dość speszonym tonem.
Zanim Malwowy Rozkwit zdążył coś dodać, przed cynamonową wystąpił jej sporych gabarytów kolega.
– Myślę, że powinniśmy już iść. Twoja nowa znajoma także powinna się schronić przed deszczem – odrzekł poważnym głosem, swoja słowa kierując do Brzęczki.
– O-oh, rzeczywiście… – przytaknęła.
Malwowy Rozkwit skinął jedynie uprzejmie głową, nie zwracając uwagi, że został przez Bobrzą Łapę uznany za kotkę, po czym sam podreptał do siebie.
***
Po jakimś czasie deszcz zmienił się w mżawkę, a dobiegające z oddali grzmoty ucichły. Czwórka wybrańców zebrała się przy wyjściu z obozu, a na czele ich grupy stanęła Sójczy Szczyt. Nie czekając dłużej wyruszyli.
Błoto pozostawione po ulewie nieprzyjemnie kleiło się do poduszeczek i wchodziło między paliczki, utrudniając tym samym poruszanie się. Rozdzielili się przy samym wyjściu, gdzie według zeznań Tropiącego Szlaku i Kurzej Pogoni ostatni raz widziano Cichą Łapę.
– Mam nadzieję, że Cichej Łapie nic nie jest. To dobra uczennica. – zaczął niebieskooki. – Nigdy jej bliżej nie znałem, ale zawsze wydawała się być otoczona taką smutną aurą, jak gdyby nigdy nie była w pełni szczęśliwa. Myślisz…Myślisz że to przez to?
– Nie wiem… – rzuciła w odpowiedzi Brzęczkowa Łapa.
Fakt. Była tutaj krócej niż on i tym bardziej nie znała tła Cichej Łapy. Trudno byłoby wyciągnąć z niej jakąś bardziej rozbudowaną odpowiedź.
– Chyba coś znalazłam… – miauknęła nieśmiało, nosem obwąchując skrawek białej sierści uczepiony kolczastej gałązki.
Rzeczywiście. Sójczy Szczyt, która zjawiła się od razu po zawołaniu potwierdziła, że futro to należało do jej uczennicy. Nieco dalej Gradowy Sztorm odnalazł rozmyty ślad małych, uczniowskich łapek, których tropem ruszyli dalej.
– Dobra robota, Brzęczkowa Łapo! – pochwalił młodszą Malwowy Rozkwit. – Nie wiedziałem, że jesteś taka spostrzegawcza!
Arelkinka uśmiechnęła się słabo, kolejny już raz dziękując kocurowi. Mżawka nie ustawała, a oni wciąż szli i szli. Co jakiś czas wpadali na odcisk łapy czy wygniecioną trawę sugerującą, że ktoś tędy niedawno przechodził.
Trop urwał się dopiero na samej granicy Klanu Burzy z terenami niczyimi. To co się stało zdawało się być dość oczywiste. Kotka pod osłoną nocy uciekła z klanu. Sójczy Szczyt machnęła ogonem, z zawodem kręcąc łbem. Nie byli w stanie nic więcej zrobić. Cicha Łapa nie należała już do burzaków.
– Niech Klan Gwiazdy ma ją w opiece – powiedział zmartwiony Malwowy Rozwkit, wpatrując się w dalekie, nieodkryte przestrzenie przed sobą.
Zielone kłosy zaszumiały, smagane nasilającym się wiatrem, a na horyzoncie dało się dostrzec jaskrawe błyski, przecinające ciemniejące niebo.
– Wracamy – zarządziła zastępczyni, kończąc patrol poszukiwawczy.

04 września 2023

Od Malwowego Rozkwitu do Słonecznej Łapy

– Dzień dobry! – zaświergotał Malwowy Rozkwit, przekraczając próg legowiska medyka.
Podczas patrolu kocur pokaleczył sobie łapę, sam nawet nie wiedząc, kiedy do tego doszło. O kwitnącej czerwienią ranie na jego łapie uświadomił go dopiero Srebrna Łapa, który wydał z siebie zaniepokojone piśnięcie, kiedy tylko go zobaczył. Cóż, rzeczywiście, łapa nie wyglądała najlepiej, a sącząca się przez całą drogę krew zdążyła poplamić większą część jego kończyny, więc zaskoczenie ucznia było jak najbardziej zrozumiałe. Nie był to jednak pierwszy taki przypadek. Malwinkowi nie raz zdarzyło się nieświadomie o coś skaleczyć, a że krwawił dość obficie, niejeden kot zdążył się wystraszyć. Było to też powodem, dla którego Hiacynt tak szczegółowo go za każdym razem oglądał, bojąc się, że jego brat znowu coś sobie zrobił.
– Dzień dobry – odpowiedział mu głos z ciemności.
Kremowy zamrugał zdezorientowany. Czyżby to sam Klan Gwiazdy do niego przemówił? Wielkie oczy kocura aż zalśniły na tę myśl. Niestety, została ona szybko zweryfikowana przez rzeczywistość, kiedy spośród mroków spowijających wnętrze drzewa wydobyła się mała, kształtna mordeczka, o proporcjach podobnych do jego własnych. Brązowe ślepka od razu utkwiły w jego umorusanej łapie.
– Na wszystkich przodków, coś ty zrobił! – miauknęła, doczołgując się bliżej. – I dlaczego się tak dziwnie patrzysz? Co, kaleki nie widziałeś? – fuknęła, grzebiąc jednocześnie w jego gęstym futrze w poszukiwanie rany.
Niebieskooki zdębiał.
– Nie, nie, nie o to chodzi! – pisnął zawstydzony, kręcąc energicznie głową. – Przepraszam! – dodał, obawiając się, że kotka poczuła się urażona, a jemu głupio było tłumaczyć, że pomylił jej głos z głosami Klanu Gwiazdy.
Ku jego zdziwieniu z jej pyszczka uciekł cichy chichot.
– Jejku, tylko żartowałam. Nie panikuj tak! – parsknęła, wywracając brązowymi oczami.
Kocur odetchnął z ulgą, przyglądając się uważnie poczynaniom kotki. Właściwie, był to chyba pierwszy raz kiedy ona się nim zajmowała. Wcześniej zawsze robiła to Wiśniowa Iskra, jedna z najstarszych kotek w klanie. Malwowy Rozkwit podziwiał, że kotka miała w sobie tyle krzepy, żeby nadal sprawować swoją rolę.
– No w końcu! – rzuciła triumfalnie. – Ile można grzebać w czyimś futrze, szukając zwykłej rany… – kotka odsunęła się od niego, ruszając w kierunku stosików ziół.
Uśmiechnął się niepewnie, odprowadzając młodszą wzrokiem. Już chciał zobaczyć, do czego doszła medyczka, jednak ta szybko go upomniała.
– A-a-a! Niczego nie ruszaj, bo znowu pokudłasz!
Słysząc te słowa, wojownik posłusznie odsunął swój pysk od rany. Nie wyglądała na poważną, dlatego nie wiedział skąd u niego tyle krwi. W porównaniu do jej wielkości, ilość cieczy jaka posklejała jego futro była nieporównywalna. Czarna po skończonych poszukiwaniach roślinek, zajęła miejsce obok niego, w pysku trzymając kilka dębowych liści i pajęczynę. Po przeżuciu ziół, zrobioną z nich papkę nałożyła na zdobiącą jego łapę szramę. Zerknęła ku górze, oczekująco wpatrując się w intensywnie niebieskie ślepia kocura.
– Czemu nie krzyczysz? – zapytała po chwili milczenia, przekrzywiając łebek.
– A powinienem? – odpowiedział pytaniem na pytanie kocur, unosząc kąciki pyska.
– Nie, po prostu… Zwykle koty wykazują większą reakcję. Uwierz, słyszę bolesne jęki częściej niż bym sobie tego życzyła. Jesteś pewny, że cię nie piecze? I że nic poza tym ci się nie stało? – dopytywała, nie do końca wierząc kocurowi.
Malwowy Rozkwit wzruszył ramionami. Tak naprawdę, bardzo rzadko kiedykolwiek go coś bolało, nawet jeśli obrażenia były bardziej poważne niż to rozcięcie. Oczywiście, zdarzyło się mu odczuwać ból, jednak w większości przypadków o jego uszkodzeniu uświadamiał go ktoś inny. Jemu samemu zwykle to umykało.
– Skoro tak mówisz… – zaczęła, przerywając niespodziewanie, łapą wciskając papkę głębiej w ranę. – Buuh! – zakrzyknęła, wyciągając do niego szyję.
Kocur wzdrygnął się, jednak bardziej z zaskoczenia zachowaniem uczennicy, niż z bólu.
– Nadal nic – mruknął rozbawiony, uśmiechając się ciepło do kotki.
– Jesteś straszny, wiesz? – fuknęła łaciata, przechodząc do zawijania jego łapy w pajęczynę.
Malwinek już nic nie odpowiedział, w ciszy obserwując ruchy młodej uczennicy medyka.
Wyleczeni: Malwowy Rozkwit
<Słonko?>

25 sierpnia 2023

Od Malwowego Rozkwitu CD. Lwiej Łapy

Za każdym razem, kiedy do Malwinka podchodził jakiś kot, aby zamienić z nim kilka słów, bardzo szybko się płoszył. Jego pysk bladł albo przyjmował nieprzyjemny grymas, a po chwili oddalał się we własną stronę, zostawiając kocura nieco skonfundowanego. Zawsze potem odwracał się do swojego brata, chcąc zapytać, czy powiedział coś nie tak albo czy miał coś na pysku, ale za każdym razem odpowiedział brzmiała “nie”. Każdy kot, który do niego podszedł, bardzo szybko rezygnował z ciągnięcia z nim rozmowy, co bardzo smuciło kremowego, dlatego kiedy pewnego dnia podeszła do niego jedna z najmłodszych członkiń klanu, był przeszczęśliwy. Do tego chciała słuchać o kwiatach, co tylko podsyciło jego radość. Parę razy obiło mu się o uszy, że z nią i jej rodziną jest “coś nie tak”, ale tak szybko jak te informacje do niego docierały, tak go opuszczały. Nieszczególnie obchodziły go plotki, a tym bardziej plotki dotyczące kociąt, bo kto to słyszał, żeby obgadywać dzieci! Sam pamiętał, jak wiele księżyców temu, kiedy razem z Hiacyntem pomieszkiwali w legowisku uczniów, ten dzielił się z nim swoimi obawami, które przypominały mu sytuację rodziny Zięby. To tylko wywoływało w nim sympatię wobec niej i jej pociech.
Na pysk kocura wstąpił pogodny uśmiech, dostrzegając, jak w jego kierunku zmierza młoda uczennica Klanu Burzy, a po wysłuchaniu jej słów, jego kąciki pyska uniosły się niemal do granic możliwości.
– Jest prześliczny, Lwia Łapo! – zawołał wdzięcznie, przerzucając swój wzrok to na leżący u jego łap kwiat chabru, to z powrotem na rudą kotkę. – Jeśli byś mogła, byłbym bardziej niż wdzięczny za pomoc. – dodał, schylając nieco łeb, aby kotka miała lepszy dostęp do jego uszu.
Żółtooka napuszyła się dumnie słysząc wypływające z pyska wojownika pochwały, po czym przystąpiła do działania. Złapała w pysk wcześniej odłożony kwiat, przednimi łapami opierając się o ciało kremowego. Ostrożnie, aby nie ponadrywać niebieskich płatków, wplątała kwiat w futerko za drobnym uszkiem kocura. Po skończeniu, odsunęła się kilka kroków do tyłu, z odległości oceniając swoje dzieło. Z zadowoleniem pokiwała łebkiem, przyglądając się pyskowi Malwowego Rozkwitu.
– Dziękuję! – miauknął, posyłając uczennicy ciepłe spojrzenie. – Oh, musimy kiedyś poszukać jednego dla ciebie – dodał, przypominając sobie, że kotka nie miała okazji cieszyć się kwieciem zdobiącym jej pyszczek.
Kotka przekrzywiła łebek.
– Dlaczego kiedyś? – zapytała, jednak dostrzegając nieco zdezorientowany wyraz pyska starszego, uściśliła: – To znaczy, dlaczego nie teraz?
– Myślisz, że Gepardzi Mróz ci pozwoli? – miauknął niepewnie, przyglądając się dużymi oczami kotce.
– No ba! – parsknęła lekceważąco Lwia Łapa, zadzierając różowy nosek ku niebu.
Kocur wydał z siebie zadowolony pomruk, nie zadając już młodszej więcej pytań. We dwójkę szybko opuścili progi obozu, kierując się w bliżej nieokreślonym kierunku. Podczas spaceru słońce przyjemnie grzało w ich grzbiety, a kojący wiatr rozwiewał futra. Dla Malwowego Rozkwitu pora zielonych liści była szczególnie ciężka do zniesienia przez jego długą sierść, nad czym bardzo ubolewał. Kochał kwitnące łąki i ciepłe promienie słoneczne, jednak przez swoją urodę nie mógł się nimi cieszyć tak bardzo jak chciał. Kiedy był jeszcze uczniem, parę razy zdarzyło mu się zemdleć przez przegrzanie, od zbyt długiego przebywania na słońcu, dlatego teraz starał się być ostrożniejszy. W przeciwnym wypadku, na pewno dostałby reprymendę od swojego brata.
Wojownik niespodziewanie zatrzymał się w trakcie pogawędki, dostrzegając kilka długości ogona dalej małe kwiatki, do których od razu podbiegł.
– Spójrz, to fiołki! – pisnął czule, wskazując na wielobarwne kwiatuszki.
Kotka paroma susami pokonała dzielącą ich odległość, z zaciekawieniem przyglądając się maleńkim roślinkom rosnącym pośród traw.
– Możemy ozdobić nimi twoje futro. Mają trochę żółtego, dlatego będą pasować do twoich oczu, a fiolet ładnie podkreśli twoją rudą sierść! – zachęcił kotkę, czubkiem nosa muskając płatki rośliny.
<Lewku?>

22 sierpnia 2023

Od Malwowej Łapy (Malwowego Rozkwitu) CD. Hiacyntowej Łapy (Zwiędłego Hiacynta)

Kocurowi z trudem przychodziło słuchanie słów jego brata, które trafiały prosto w jego filigranowe serce. Nie umiał pojąć, dlaczego Hiacyntowa Łapa tak bardzo chciał opuścić ich klan. Prawda, sam czasem czuł krzywe spojrzenia ciągnące się po jego grzbiecie, ale czy każdy tak czasem nie miał? Powstrzymał się przed dalszym cofaniem i podjął próbę przekonania brata do swojego zdania.
– To jest nasz dom. – zaczął ostrożnie Malwowa Łapa, w głowie dobierając powoli słowa, aby nie urazić przez przypadek rudego. – Koty nie mają powodu by nas nie lubić! Stosujemy się do kodeksu wojownika i wykonujemy nasze obowiązki, równie dobrze jak każdy inny członek Klanu Burzy. Dlaczego akurat na nas mieliby krzywo patrzeć?
– To nie jest nasz dom. – powtórzył ponownie Hiacynt. – I nigdy nim nie będzie. – przerwał tu na chwilę, aby wziąć głęboki oddech. – Chciałbym umieć odpowiedzieć Ci na to pytanie, ale nie umiem. Chciałbym znać na nie odpowiedź, znać wyjaśnienie tej sytuacji, ale nie mam zielonego pojęcia, czemu to właśnie my jesteśmy postrzegani jako nieznajomi. Ale tak właśnie jest. Nie potrzebujemy ich ani oni nie potrzebują nas.
Duże oczy Malwowej Łapy błądziły przez moment po zdenerwowanym pysku brata, nadal nie mogąc zrozumieć jak zawiły musiał być jego umysł, aby dojść do konkluzji, że ucieczka z klanu była ich jedyną i najlepszą opcją. Brwi rudego były ściągnięte, ale w głębi ślepi dało się dostrzec fale zmartwień, które zalewały kocura. Malwowa Łapa chciał za wszelką cenę umieć wesprzeć brata, który zdawał się jednak być zamknięty na jego argumenty.
– Ale tutaj się urodziliśmy i to tutaj nas wychowano! Klan Gwiazdy dla każdego ma przyszykowany jakiś los, a skoro urodziliśmy się właśnie w Klanie Burzy, to musi być to nasz dom, ścieżka, jaką wyznaczyli nam przodkowie! Z resztą, gdzie indziej mielibyśmy się podziać? – zapytał, marszcząc nosek.
– I co to zmienia? Ta ścieżka nie jest dobra! Nie jest bezpieczna dla Ciebie! Nie jest dla nas... Może i urodziliśmy się tu i znamy to miejsce od dawna, jednak inni nie uznają nas za swoich. Czy to nie jest już dobry pretekst, aby opuścić to miejsce? Zostawić wszystko złe za nami i zacząć od nowa, z czystą kartą. Bez wzroku na twoich łapach i zmartwień, które nas przerastają. A gdzie? Gdziekolwiek, gdzie czulibyśmy się lepiej.
Cętkowany obdarzył brata pełnym współczucia spojrzeniem, po czym zrobił krok do przodu i przycupając na tylnych łapach, przednimi czule ujął mordkę rudego ucznia. Obawiał się, że jego słowa mogą zranić brata, ale czuł się w obowiązku to powiedzieć:
– Braciszku, ja… Ja czuję się wystarczająco dobrze tutaj, w naszym klanie. – odpowiedział cicho. – Jeśli jest jakiś sposób, abyś… abyś poczuł się lepiej, po prostu mi powiedz! Wiesz, że jesteś moim ukochanym bratem i zrobiłbym dla Ciebie wszystko! – dodał, siląc się na uśmiech.
Rudy kocur zdawał się być zaskoczony słowami brata. Kremowy poczuł, jak ciało Hiacyntowej Łapy napina się pod wpływem nagromadzonych w nim emocji.
– Nie wierzę Ci. Jak możesz się z tym wszystkim czuć dobrze? Jest to niemożliwe. Możemy żyć lepiej niż tu. Ja mogę Ci to wszystko zapewnić jeśli mi dasz szansę. – jego oczy świdrowały kremowego ucznia, szukając czegoś co mogłoby potwierdzić, że on kłamie. Po chwili, jednak westchnął. – Jeśli jednak czujesz się tu naprawdę dobrze, to możemy tu zostać... Jednak nie jestem zbytnio za tym pomysłem.
– Zobaczysz, będzie lepiej! – miauknął uradowany zmianą zdania brata Malwowa Łapa, z wdzięcznością stykając się z nim czołem. – Wystarczy, że zobaczą Ciebie takiego jakiego ja widzę i jestem pewny, że cię polubią!
<Braciszku?>