Wtuliła się w buro-rude futro ukochanego, ciesząc się chociaż chwilą spokoju. Ich dzieci zaledwie wschód słońca temu zostały mianowane przez Jaśminowy Sen i… czuła się wolna, nareszcie mogła się wyspać i nie budzić co pięć minut przez przeszywające bólem uszy wrzaski.
Teraz jedyną rzeczą, którą słyszała było ciężkie, basowe mruczenie Pierwszego Brzasku, które przerywał tylko i wyłącznie przez liźnięcia między uszami partnerki. Otulił ją ze wszystkich stron, dając ciepło i bezpieczeństwo, którego tak bardzo pragnęła.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskrzący Krok (kk). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskrzący Krok (kk). Pokaż wszystkie posty
19 lutego 2022
Od Iskrzącego Kroku
16 lutego 2022
Od Iskrzącego Kroku
Spięła mięśnie, czując mrowienie w koniuszkach uszu. Była zestresowania, nie tyle tym, że miała właśnie wystąpić przed klanem z ogłoszeniem, tylko bardziej przez fakt... co właśnie miała takiego powiedzieć. Bała się reakcji klanu.
Przymknęła ślepia, przyduszając swój nerwowo drgający ogon. Zgubiona Dusza wraz z Firletkowym Płatkiem posłały jej pokrzepiające uśmiechy. Doceniała wsparcie przyjaciółek, mimo iż te doskonale wiedziały, że jest to coś, co musi zrobić sama.
— Jesteś pewna, że chcesz to zrobić dzisiaj?
— Przecież cię nie zjedzą...
Iskrząca zaśmiała się cicho, od kiedy te dwie częściej zaczęły spędzać razem czas, szylkretka miewała wrażenie, że zachowują się niczym jak para. Trochę przypominały jej ją i Olchowe Serce. Na wspomnienie ognistorudej kotki posmutniała, jednak wymusiła uśmiech, nie chcąc martwić przyjaciółek.
— Jestem pewna, że to przeboleję jakoś. Poza tym, to nie ja powinnam na siebie uważać.
Wskazała łapą brzuch Zguby, na co ta wywróciła ślepiami, jakby liderka mówiła o nic nieznaczącym paproszku. Na całe szczęście FIrletkowy Płatek zawtórowała jej, przyznając rację córce Lisiej Gwiazdy.
* * *
— Pokłócili się?
Piegowata Mordka pokiwała łbem, opierając się o bok swojego partnera. Niedźwiedzi Pazur sterczał skrępowany, ze wzrokiem wbitym w ziemię. Piegusek, w przeciwieństwie do partnera, swoją postawą zdradzała jedynie stuprocentowe zdecydowanie.
— Taaaa... Jaśminowy Sen nie są ani trochę zadowoleni, że Rdzawe Futro zaszła w ciążę z jakimś samotnikiem. Wiesz, dla dobra klanu ale zawsze...
Iskrzący Krok westchnęła ciężko.
Jeszcze dram miłosnych jej na głowie brakowało.
— A dziwisz się? Jaśminowy Sen mają rację — Niedźwiedź machnął ogonem, strosząc futro na karku — To było zwykłe świństwo, szczególnie, że Rdzawa wiedziała, jakie zdanie na ten temat mieli Jaśmin.
— Bierzesz ich stronę?
Szylkretka popatrzyła na czarno-białego wojownika, którzy przymknął zmęczone ślepia.
— Nie, mówię, że biorę. Ja tylko mówię, że ich reakcja jest zrozumiała.
Pokiwała głową, oddychając ciężko. Cóż... zadanie nie wyglądało na łatwe, nie bardzo też wiedziała jak ugryźć ten temat. Godzenie pokłóconej zakochanej pary?
To wydawało się jej tak strasznie absurdalnie...
* * *
Czarno-biała wojowniczka z pędzelkami na uszach odwróciła się do niej tyłem, prychając niezadowolona. Iskrzący Krok zwiesiła łeb, nie bardzo wiedziała co jeszcze począć, starczyło chyba, że Rdzawe Futro jasno zakomunikowała, że szylkretka ma "dać jej spokój".
Było jej zwyczajnie szkoda nowej królowej, szczególnie teraz, gdy jej stan podczas ciąży się pogorszył.
— Idź już sobie, Iskrzący Kroku, dzieci pewnie cię wołają.
Ciche westchnięcie uciekło z pyszczka rudo-czarnej.
Co jeszcze mogła zrobić?
Co począć?
— Ona ma rację.
Drgnęła na dźwięk głosu Gawroniego Skrzydła. Odwróciła łeb, dostrzegając granatowoczarną wojowniczkę, wchodzącą do środka w towarzystwie siostry, Cichej Kołysanki. Obie kotki odłożyły sporawe pakunki ostatnich w tym roku świeżych ziół.
Iskrzący Krok obserwowała ich poczynania z delikatnym zaciekawieniem.
— Ja uważam, że powinna porozmawiać z Jaśminowym Snem — rzekła Cicha, rozwiązując zawinięte liście paproci.
— Moim zdaniem nie musi. Zrobiła to, co mówiło jej sumienie.
Głośne, lekceważące prychnięcie odbiło się od ścian legowiska.
— Przestańcie, proszę. To nie jest ani czas, ani miejsce na awantury — Iskrząca machnęła ogonem, odganiając od siebie niewidzialne muchy. Cicha pokiwała jej głową w aprobacie, mimo to - mruknęła jeszcze coś na ucho swojej siostrze, zaś ta zachichotała pod nosem.
— A przymknijcie się — naburmuszona Rdzawa nakryła łeb mchem, dociskając go sobie do uszu. Iskrząca miała wrażenie, że praktycznie go sobie do nich wciska.
Niekomfortowa cisza dźwięczała w norze medyków, boleśnie odbijając się o uszy.
— Baby w ciąży, jak zwykle marudne — Dziki Kieł, kulejąc, wkroczył do środka z lekkim uśmiechem na pysku — Dzień dobry wszystkim. Cicha Kołysanko, miałabyś dla mnie chwilkę? Zdaje się, że wybiłem bark.
Medyczka skinęła łebkiem, znikając zaraz w wejściu do kolejnej części nory. Dziki przysiadł niedaleko Rdzawej, przyglądając się jej. Zmartwienie było wyraźnie zaznaczone na pysku kocura, nawet jeśli ten zapierał się, iż ma wszystko gdzieś.
— Jak polowanie? — Iskrząca owinęła ogonem swoje łapy, uśmiechając się pogodnie do kocura.
— Wyśmienicie, moja droga! Udało mi się złapać zająca, największego jakiego widziałem — napuszył futro, wypinając pierś z dumą. Iskrzący Krok zamruczała z aprobatą, wysłuchując emocjonującej opowiastki kocura.
* * *
Wskoczyła na wzniesienie, wbijając pazury w stwardniałą glebę. Śnieg zgrzytał pod jej łapami, tworząc melodię chrupnięć do każdego kroku szylkretki. Ta - szukając otuchy, wlepiła ślepia w tłum, starając się odnaleźć ten pogodny, bury pyszczek, który tak bardzo kochała.
I znalazła go.
Siedział tam.
W tym samym miejscu, z którego wywołała go podczas mianowania na członka ich społeczności.
— Klanie Klifu! Nie zamierzam ukrywać, że dzisiejsze spotkanie ma dość poważny charakter... — zamilkła, słysząc szepty między klanowiczami. Nerwowo poruszyła uchem, czekając aż emocje opadną — Zanim jednak przejdę do konkretów - chciałabym zacząć od czegoś... bardziej przyjemnego.
— Co masz namyśli, Iskrzący Kroku?
Z tłumu wyłonili się Kozie Futro, jego ślepia błysnęły z delikatną ekscytacją.
— Mianowanie, mój drogi.
Pełne radości i emocji szepty rozeszły się po leśnej polanie. No cóż, mianowania były zdecydowanie jedną z tych rzeczy, które budziły najsilniejsze emocje pośród klanowiczy.
— Lamparcia Łapo, Grzybowa Łapo, wystąpcie.
Obserwowała, jak bracia wychodzą przed szereg, pusząc dumnie czyste i ułożone futra. Ich ślepia lśniły w świetle słońca, emanując całą gamą emocji.
— Ja, Iskrzący Krok, przywódczyni Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Lamparcia Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Oczywiście, że przysięgam!
Niemalże cały czarny kocur tupnął łapą, napinając mięśnie, jakby chcąc dodać mocy swoim słowom.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Lamparcia Łapo, od tej pory będziesz znany jako Lamparci Ryk. Klan Gwiazdy cieni radość oraz zapał, który tchnąłeś w nasz klan, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu — na uderzenie serca urwała, by przenieść żółte ślepia na kremowego ucznia — A ty, Grzybowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Tak
— Więc od dzisiaj znany będziesz jako Grzybowa Ścieżka. Klan Klifu docenia twoją wytrwałość w treningu oraz skrupulatność w wykonywaniu swoich obowiązków. Witamy cię pośród pełnoprawnych wojowników.
Zeskoczyła na ziemię, dotykając kolejno czoła Lamparta jak i Grzybka. Oba kocury opuścili łby, okazując liderce szacunek. Ta zamruczała z uśmiechem, wsłuchując się w krzyki klanowiczy, skandujących nowe imiona wojowników.
* * *
Próbowała poruszyć ogonem, lecz daremnie. Jej kita bolała paskudnie, ilekroć ją dotykała, czy też próbowała poruszyć. Królowa skrzywiła się, kuląc uszy. Nie sądziła, że do takiego zdarzenia może dojść, jednak gdzieś tam - z tyłu głowy miała przeczucie, jakby kusiła los.
— Hej, Iskrzący Kroku, niech no zgadnę, ziółek na sen trzeba?
Kocica pokręciła głową na słowa Cichej, mimo wszystko zaśmiała się cicho. Aż tak było po niej widać, że kociaki dają się we znaki?
— Nie, nie... może — pokręciła łbem ze zmęczeniem — W każdym razie, zrobiłam sobie coś z ogonem. Mogłabyś go obejrzeć? Boli, jak się go dotyka... Jeszcze tak jakoś dziwnie spuchł.
Bura pokiwała łebkiem, znikając na moment w tunelu prowadzącym do składziku ziół.
— Jest Bluszcz albo Cicha? — Iskrzący Krok odwróciła głowę w stronę głosu. Wrzosowa Pogoń stała w wejściu, pozwalając Perliczemu Grzebieniowi oprzeć się o jej bok. Kremowa kotka wyglądała, jakby miała zaraz zjechać z tego świata.
— Tak, jest Cicha, co się wam stało?
— Mi? Nic — Wrzosek pokręciła burym łbem, pomagając ukochanej ułożyć się na posłaniu z mchu. Liznęła kotkę między uszami, zaś ta - zamruczała na czuły gest.
— Tylko się przegrzałam... czy tam odwodniłam — Perliczka machnęła łapką, stękając z wyczerpania przy każdym, nawet najmniejszym ruchu ciała. Wrzosek przylgnęła do niej, starając się podnieść na duchu ukochaną.
— Możecie się zamknąć? Próbuję tu się wygrzać i przespać! — niezadowolone warknięcie Łabędziej Pieśni wywołało u zakochanych kotek lekkie skrępowanie. Iskrząca zaś - wywróciła ślepiami, prychając cicho.
— Po prostu jesteś zazdrosna — palnęła, nim zdążyła pomyśleć.
Łabędź wbiła w nią otwarte szeroko ślepia, jakby nie sądziła, że takie słowa mogą paść z pyska liderki. Nie musiały jednak minąć dwa uderzenia serca, by wróciła do marudzenia pod nosem, odwracając się do całej trójki tyłkiem.
* * *
"Lamparci Ryk! Grzybowa Ścieżka!"
Z radością wsłuchiwała się w skandowane przez klifiaków nowe imiona, wyobrażając sobie, jak to jej dzieci stoją zamiast Lamparta i Grzybka, zbierając pochwały. Mówiąc szczerze - rozmarzyła się i to mocno.
— To o czym chciałaś porozmawiać, Iskrzący Kroku? — Marchewkowa Natka wepchnęła się między skandujących, wlepiając swoje przenikliwe ślepia w liderkę. Ta musiała przyznać, poczuła się srogo niekomfortowo, gdy reszta klanowiczy podążyła za gestem Marchewki. Mimowolnie odwróciła wzrok, wbijając go w syna swojej kuzynki - Jelenią Cętkę, który szeptał coś na ucho Droździemu Trelowi. Kocica uśmiechnęła się lekko na ten gest. Jelonek widząc, że ciotka się na niego gapi - pomachał szylkretce nieśmiało, szturchając w bok swojego przyjaciela. Drozd wyprostował się niczym szprycha, podnosząc wcześniej spuszczoną głowę.
— W-właśnie... C-chyba k-każdy c-chce w-wiedzieć... — otulił swoje łapy chuderlawym ogonem, kuląc się pod presją bycia w centrum uwagi. Mimo wszystko - Iskrząca widziała zalążek zaufania oraz nadziei w jego ślepiach — N-nie t-trzymaj n-nas w n-niepew-wnośc-ci...
Uśmiechnęła się pokrzepiająco, napinając mięśnie.
— Tą ważną sprawą jest... sojusz — cisza jaka zapadła przeraziła ją samą. Miała ochotę uciec z wniesienia z podkulonym ogonem i schować się pod kitą matki. Nie była jednak już kocięciem i dobrze o tym wiedziała. Musiała przyjąć konsekwencję swych słów. Mimowolnie wbiła pazury w zamarzniętą glebę, patrząc w niebo. Biały puch ponownie zaczął sypać z nieba, pokrywając ciała wojowników.
— Sojusz?! Chyba nie z tymi zasranymi rybojadami! — Złota Pręga wystąpiła przed szereg, strosząc płomienne futro, które odbijało się na białym śniegu, dodając kotce jeszcze groźniejszego wyglądu — Przecież to oni są odpowiedzialni za śmierć Mysiego Kroku, zapomniałaś już?!
Wojowniczka strzepnęła ogonem, dysząc ze złości.
— Właśnie! Mysi Krok zginął z łap tych zafajdanych nocniaków! — zawtórowała Rozżarzone Serce, bijąc ogonem o własne pięty. Kremowa kocica zesztywniała, gdy tylko wypowiadała nazwę sąsiednego klanu, jakby było to najgorsze na świecie oszczerstwo.
— Nie ma dowodu, że śmierć Mysiego Kroku była winą kogoś z klanu nocy — rzekła Iskrząca, przydeptując łapami śnieg — Proszę, żebyście nie działali na własną łapę, tym bardziej, żebyście nie wydawali osądu — ciągnęła dalej, czując na karku dreszcz rosnącego napięcia między członkami jej klanu.
— Też coś! Najlepiej oddaj im jeszcze więcej naszych terenów — Wężowa Łuska splunął na ziemię, odsłaniając kły. Iskrząca położyła po sobie uszy, starając się trzymać nerwy na wodzy — Powiedz jeszcze, że znowu mamy odnowić sojusz z klanem burzy? Może oddamy im nasze kocięta, co? — Wąż piął do czegoś, jednak złotooka nie miała pojęcia do czego.
— Uspokój się Wężowa Łusko, sojusz może nie być taki zły — Cętkowany Ryś stanęła przed wojownikiem, ruchem ciała zmuszając go do wycofania. Ukradkiem rzuciła liderce kojące spojrzenie, ta podziękowała jej za to lekkim skinieniem głowy.
— Właśnie, Cętkowany Ryś ma rację — Kalinkowa Łodyga machnęła ogonem, zwracając na siebie uwagę tłumu — Niedługo przyjdą na świat kolejne kocięta, myślisz, że w porze nagich drzew, do tego gdy lwia część naszych terenów jest pod władaniem klanu nocy?
— Nie moja wina, że Miętus oddał walkowerem taki kawał ziemi — Wąż uderzył ogonem o ziemię, wprawiając śnieg w ruch. Zamachnął się swoją kitą, rozrzucając go na boki i odsłaniając kawałek przegniłej trawy — A swoją drogą, co dwie lesby mogą wiedzieć o posiadaniu kociąt? — uniósł brew, zaś kpina dosłownie kapała z jego tonu głosu.
— To nie była wina Miętowej Gwiazdy, nie pamiętasz, Wężowa Łusko? — Iskrząca zeskoczyła na ziemię, stając między.
— Uważaj na słowa! — Kalinka zjeżyła puszyste futro, stając się niemalże trzy razy większą, aniżeli była w rzeczywistości — Odezwij się do niej jeszcze raz a nie ręczę za siebie!
Syknęła ostrzegawczo, ponownie zmuszając pręgowanego do wycofania się.
— Dajcie proszę dojść innym do słowa. Chcę usłyszeć ich zdanie — mówiąc to, rozejrzał się po reszcie klanu. Z obecnych jeszcze głosu nie zabrał Koperkowe Futro, Zadymiony Pysk, Pląsający Wiesiołek, Słoneczna Polana, Marchewkowa Natka, Gołębi Puch, Kozie Futro oraz Zajęczy Ogon. Zachęciła ich skinieniem głowy. Kozie Futro popatrzył niepewnie na swojego ojca, jakby prosząc go o pozwolenie na zabranie głosu. Koperek uśmiechnął się pod nosem, zachęcając syna do odezwania się. Szylkretka spojrzała na starszego wojownika a jej ślepia przygasły. Koperek samym swoim jestestwem przypominał jej o Olchowym Sercu. Nadal jakaś jej część kochała kotkę jednak... jednak nie tak, jak Wróbelka. Mogła to określić miłością siostrzaną, miała świadomość, że Koperek o tym wiedział. Przecież rozmawiali nad jej grobem o tym niedawno... dosłownie dwa wschody słońca temu.
— Iskrzący Kroku? — drgnęła, gdy Koperek szturchnął ją w bark.
— Ach, tak, przepraszam. Słucham cię, Kozie Futro. Mów proszę
— Ja... ja uważam, że sojusz z klanem nocy to nie jest zły pomysł — przyznał cicho kocurek, drapiąc się za uchem.
— A co jeśli oni są do nas negatywnie nastawieni? — palnął Zadymiony Pysk, stając u boku ukochanej — Moim zdaniem Złota Pręga ma rację w tej kwestii, wybacz mi Iskrzący Kroku, ale skąd mamy pewność, że nie wpadniemy w pułapkę?
Kocica zastanowiła się. Oczywiście, że rozumiała jego obawy, przecież klan klifu nie cieszył się dobrą sławą pośród leśnych klanów.
— Szczególnie, jeśli się dowiedzą, że przewodzi nam córka Lisiej Gwiazdy — jego ton brzmiał lekceważąco, jednak calico uznała, iż może to być z lekka paranoja. Dymny kocur zniżył głos do szeptu — Nie będą chyba z tego zadowoleni...
— A-ale musimy s-spróbować... — miauknął cicho Koza — M-mamy pozwolić, żeby nasza przeszłość szargała opinię klanu klifu już do samego końca?
Znowu cisza. Nieznośna, dźgająca i zabierająca wdech cisza. Koty popatrzyły po sobie. Jedni szeptali słowa aprobaty - inni zaś zaprzeczali słuszności tej decyzji.
Pląsający Wiesiołek oraz Słoneczna Polana stanęli po stronie Kalinki oraz Cętki. Tłumaczyli, ze przecież stojąc twardo i nic nie robiąc nigdy przecież nie zmienią opinii o klanie klifu. Przecież warto spróbować, nawet metodą małych kroczków. Powoli odbudują zaufanie, pokażą, że klan klifu jest tak samo honorowy, jak inne leśne klany. Iskrzący Krok przyznała im szczerze rację, co spotkało się z dezaprobatą Węża oraz Żaru.
Marchewkowa Natka zmarszczyła nos, spoglądając na Gołębi Puch. Niegdyś, zdawało się, niema kotka, otworzyła pyszczek.
— Żyłam kiedyś w klanie nocy... — zaczęła cichutko — Musimy im tylko udowodnić, że nie jesteśmy źli a będzie... będzie dobrze — szepnęła, kuląc się, zestresowana przez chmarę wpatrzonych w nią oczu. Szylkretka wraz z Marchewką odruchowo otuliła ją ogonem, chcąc dodać chociaż cień otuchy. Jedna ze znajdek pochyliła się nad uchem liderki, szepcząc jej kilka słów, które z lekka ją uspokoiły. Cieszyła się, że kolejny kot podziela jej zdanie.
— A ty, Zajęczy Ogonie?
Wywołana do odpowiedzi, dotychczas zgarbiona kotka, wyprostowała grzbiet, pokazując się w całej swojej okazałości. Nerwowo poruszyła wąsami, sprawiając wrażenie zamyślonej.
— J-ja... Ja nie wiem... — przyznała szczerze, odwracając wzrok. Partnerka Pierwszego Brzasku szczerze jej współczuła, miała niemalże stuprocentową pewność, że kotka czuje się nadal przytłoczona sprawą z jej ojcem.
— To nic takiego, Zajęczy Omyku. Nie na wszystko trzeba mieć z marszu opinię — uśmiechnęła się pokrzepiająco — Ktoś jeszcze ma coś do powiedzenia? — miauknęła, spoglądając na tłum klifiaków.
Wyleczeni: Dziki Kieł, Perliczy Grzebień, Łabędzia Pieśń, Iskrzący Krok
05 lutego 2022
Od Iskrzącego Kroku CD Jaśminowego Snu
*jeszcze przed porodem i nerwicą przez kocięta*
Poród zbliżał się wielkimi krokami, do tego jej brzuch był napęczniały niczym baniak zawadzał przy każdej, nawet najmniej wymagającej czynności. Więcej spała, mniej wychodziła z legowiska, nawet krótki spacer był dla niej ciężki przez opuchnięte łapy.
Samo pełnienie funkcji wojowniczki było dla niej cholernie męczące, nie mówiąc nic o stanowisku liderki. Nie bardzo wiedziała co robić, Bluszczowe Pnącze mówił, że kociaki urodzą się dosłownie lada dzień i jest to kwestia maksymalnie siedmiu wschodów słońca, nie więcej, może mniej.
Wzięła głęboki wdech, spoglądając na swój brzuch.
Cholerny bebech.
Ciężko było stwierdzić, czy cieszy się ze swojego miotu, czy jednak jest to rzecz, której najchętniej by się pozbyła. Miała mieszane uczucia, wiedziała jednak jedno - nie będzie tak cudowną matką jak Słodki Język, która zrobiła dla sowich kociąt wszystko.
Na wspomnienie matki spochmurniała, zwijając się w precel w swoim legowisku.
— Chciałaś mnie widzieć, Iskrząca Gwiazdo.
Uszy szylkretki postawiły się na sztorc, gdy tylko wyłapała głos Jaśminowego Snu, swojego zastępcy. Otworzyła niechętnie ślepia, spoglądając na szynszyla z nieodgadnionym wyrazem pyska.
— Iskrzący Kroku.
Odetchnęła głęboko, starając się ukryć swoją irytację. Nie lubiła, kiedy nazywano ją tym członem, a już szczególnie, gdy robili to jej zastępca.
— W-wybacz. W każdym razie, o co chodzi? Rdzawe Futro mówiła, że po poważna sprawa, dlatego momentalnie do ciebie przyszłom i-
Przerwała im machnięciem ogona, jednocześnie zapraszając serdecznie do środka swojego legowiska. Przetarła zmęczony pysk łapą, nim otworzyła pysk.
— Dobrze wiesz, że spodziewam się kociąt — mimo iż nie szukała potwierdzenia u swojego zastępcy, to Jaśminowy Sen i tak kiwnęło głową twierdząco — Dlatego też przejmiesz moje obowiązki lidera. Do czasu, aż moje kociaki nie zostaną uczniami będziesz odpowiedzialne za wszystko, co dotychczas ja miałam na swoich barkach. Ufam, że sobie poradzisz — chciała brzmieć wesoło, jednak zmęczenie dawało jej się we znaki. Jedyne o czym teraz myślała to sen.
< Jaśmin? >
18 stycznia 2022
Od Iskrzącego Kroku do Brzasku (Pierwszego Brzasku)
"Powinnaś na siebie bardziej uważać, Iskrzący Kroku"
Mimowolnie zignorowała kolejne pouczenie, które padło z pyska, tym razem nie Bluszczowego Pnącza a Cichej Kołysanki. Kotka krzątała się blisko niej, wymieniając zużyte legowiska dla pacjentów, co jakiś czas kręcąc nosem z niezadowolenia, gdy mech nie układał się po jej myśli.
Cisza i spokój.
Czego mogła chcieć więcej? Iskrzący Krok spuściła głowę a cisza zadzwoniła boleśnie w jej uszach. Cały czas analizowała w głowie to wszystko, co z tak diabelskim pośpiechem się wokół niej działo; czasem miała wrażenie, że zmiany zachodząc zbyt szybko aby mogła się do nich dostosować.
Radość mieszała się ze smutkiem kiedy patrzyła na swój brzuch. Już rozumiała miłość, jaką Kwaśny Język darzył Orle Pióro, nim ten przepadł bez śladu.
Właśnie... Kwaśny...
W oczach kotki zatańczyły łzy gdy tylko przypomniała sobie o bracie, którego bestialsko zamordowała. Pewnie by się cieszył jej szczęściem, mogła tylko sobie wyobrazić jak bardzo czarny kocur skakałby z radości. Byłby ukochanym wujkiem kociąt, które lada dzień miały się pojawić na świecie.
— ...imionami?
Drgnęła na dźwięk głosu Cichej Kołysanki, pełnoprawna asystentka medyka wpatrywała się w nią swoimi ognistymi ślepiami, zaś końcówka jej ogona drgała w zniecierpliwieniu. Na uderzenie serca odwróciła się, poprawiając najbardziej kłopotliwe legowisko, nim powróciła do Iskrzącego Kroku, siadając tuż obok szylkretki.
— P-przepraszam. Zamyśliłam się. Mogła... mogłabyś powtórzyć proszę?
Calico zerknęła na swoje łapy, spomiędzy pazurów wystawał mech, pióra oraz miękka, pożółkła trawa. Tak naprawdę mech robił tylko za izolację, faktyczną częścią posłania były pióra oraz trawa zebrana w porze zielonych liści, a którą medycy składowali u siebie w schowku.
— Pytałam czy... myśleliście nad... imionami — mruknęła, co rusz przerywając swoją higienę osobistą. Łypnęła ukradkiem na ciężarną, liżąc łapę by umyć swój pyszczek.
Jej pytanie ścięło Iskrzącą z łap, zdawało się, że mieli mnóstwo czasu do ich pojawienia się na świecie, dlatego jeszcze nie rozmawiali na ten temat. No i każde z nich miało swoje zajęcia... Nie bez powodu obecnie przekazała obowiązki lidera Jaśminowemu Snu.
— Nie, jeszcze nie.
Uśmiechnęła się smutno. Jedno było pewne - jeśli przyjdzie ta chwila były imiona, których chciała uniknąć i które przywoływały smętne wspomnienia.
Kwaśny, Barwinek, Olcha, Gorzki.
Zacisnęła ślepia na myśl o bliskich jej sercu kotach, chciała aby byli tuż przy niej, by jej tata mógł poznać swoje wnuki... żeby Kwaśny z Zimorodkiem mogli odegrać rolę cudownych wujków... Żeby... żeby za nikim nie tęskniła...
— H-hej! Ej, sorry no. Nie wiedziałam- T-to aż takie potworne? — Cicha szturchnęła królową łapą w bark a ta podniosła łeb. Żółte ślepia napotkały te pomarańczowe, rozszerzające się w szoku — Ej, no nie rycz no — bąknęła, marszcząc nos.
Calico otworzyła szerzej ślepia.
Płakała?
Odruchowo dotknęła łapą swojego policzka nie potrafiąc uwierzyć, że na opuszkach właśnie wyczuła słone łzy.
— To nic takiego, Cicha Kołysanko. Wiesz... ciąża i te hormony... — miauknęła spokojnie. Jej pyszczek rozjaśnił słaby uśmiech. Młodsza kotka wywróciła ślepiami, mamrocząc coś pokroju "Ach te baby i gówniaki", nim jej ogon zniknął wejściu do kolejnej części legowiska, pozostawiając Iskrzący Krok samą ze swoimi gorzkimi myślami.
* * *
Woń mleka w kociarni stawała się z każdym dniem trudniejsza do zniesienia. Iskrząca pamiętała jak przy każdej wizycie w żłobku rozkoszowała się tym zapachem, przypominającym jej dzieciństwo, jednak tym razem było inaczej. Musiała, co nie oznaczało, że jej to przeszkadzało, częściej przebywać na zewnątrz aniżeli w środku aby nie zwymiotować.
— Iskrzący Kroku, uśmiechnij się, nie cieszysz się? — Zgubiona Dusza, jej przyrodnia bratanica a zarazem towarzyszka w tej całej ciążowej szopce. Szylkretka odruchowo zerknęła na brzuch starszej. Wyglądał niczym nadmuchana ropucha, która ma zaraz pęknąć i uwalić swoimi wnętrznościami wszystko dookoła. Szczerze mówiąc - martwiło ją to, kotka już dawno miała wydać na świat potomstwo swoje jak i Koguciego Krzyku, heroicznie zmarłego wojownika, jednak ten dzień jakby nie chciał nadejść.
Liderka nie znała się aż tak świetnie na medycynie jak sam Bluszcz, jednak obawiała się, że kocięta urodzą się już martwe gdy nadejdzie ta chwila. Zguba jednak sprawiała wrażenie spokojnej, jakby ktoś wepchnął jej do pyska kępek melisy.
— Ja tylko... tylko się denerwuję. To nic takiego, Zgubo, nie musisz się martwić — miauknęła cicho, przechodząc nad większym patykiem. Zielona trawa przyjemnie łaskotała je w poduszki łap podczas spaceru a słońce rozkosznie grzało w grzbiet — Ja tylko się troszkę... denerwuję. Ty już miałaś to za sobą a to mój pierwszy miot i... i jestem jeszcze liderką i... i Brzask. O-on...
Nabrała powietrza w płuca, spinając mięśnie na całym ciele gdy niebieska pacnęła ją w nos.
— Już się uspokój, Pierwszy Brzask będzie świetnym ojcem, widać to po nim. Poza tym... Jaśminowy Sen bardzo dobrze sobie poradzą aż nie wrócisz do dawnych obowiązków. Sama ich wybrałaś na zastępcę, więc w czym problem?
Kocica przylgnęła do jej boku, pozwalając Iskrzącej oprzeć się o nią, co z chęcią szylkretka zrobiła. Serce nadal biło jej niczym oszalałe a oddech nie chciał się unormować, jednak ciepło bliskiego jej kota zadziałał na swój sposób kojąco.
— Tak w razie czego... jestem pewna, że Firletka również chętnie udzieli ci pomocy czy rad co ja. Bo wyjścia nie masz, zobaczysz, jeszcze maluchy będą wołać do nas ciociu.
Na jej słowa pyszczek córki Lisiej Gwiazdy rozjaśnił szczery, ogromny uśmiech. Podobał jej się ten pomysł.
Ironią losu gdy tylko Iskrzący Krok poczuła, że wszystko zaczyna się układać - przeszył ją bolesny skurcz a sama kotka zakwiliła niczym ranne zwierzę, kuląc się. Żółte ślepia zaszły łzami, gdy tylko zrozumiała, co się właśnie zaczęło.
* * *
Smród krwi, mleka i czegoś, czego nie potrafiła zidentyfikować uderzyły ją w nos przyprawiając o mdłości. Nie miała pojęcia jak dostała się do legowiska medyka. Pamiętała tylko urywki.
Koperkowe Futro pomagający jej dotrzeć na miejsce mimo kontuzji.
Zguba i Firletka dotrzymujące jej towarzystwa nim Brzask wpadł zziajany, trzymając w pysku wiewiórkę o czerwonawym truskawkowym futrze, którą zapomniał odłożyć na stos.
Załzawionymi i zamglonymi od bólu ślepiami wodziła po otoczeniu, wyłapując kolejne znane jej koty.
Cicha Kołysanka wyganiała wszystkich zaciekawionych a Zguba wraz z Koperkiem pilnowali, aby nikt nie próbował wcisnąć do wnętrza nawet wąsa.
Widziała pochylającego się nad nią Bluszczowe Pnącze oraz Firletkowy Płatek przynoszącą duże połacie mchu.
Ból rozdzierał jej ciało niczym dzikie zwierzę atakujące w amoku. Nie mogła się skupić, nie, gdy zewsząd docierało do niej tyle bodźców.
— Z-zamknijcie się! — krzyknęła, wbijając pazury w stwardniałą glebę. Nawet szepty między dwoma medykami i byłą medyczką stały się nieznośne.
Gorąco zalało całe jej ciało gdy kolejne spazmy bólu przychodziły częściej i z każdym uderzeniem serca mocniejsze.
Krzyczała, płakała, drżała, obwiniała swojego ukochanego za to, co musi przechodzić, choć robiła to nieświadomie.
W tym momencie dosłownie całe życie przebiegło jej przed ślepiami a sama kotka zaczęła kwestionować niemalże każdą swoją decyzję. Głównie posiadanie kociąt.
Zacisnęła szczęki na patyku, który podała jej Firletka, wierzgając tylnymi łapami. Ktoś krzyknął, że coś wyszło. Pisk bezbronnego kocięcia jaki rozległ się po legowisku medyków odwrócił na moment jej uwagę od bólu, jednak za kilka uderzeń serca ten wrócił ze zdwojoną siłą, zmuszając kotkę praktycznie do rozdzierającego wrzasku.
Zamachnęła się łapami, rozrzucając mech i medykamenty dookoła. Przez chwilę próbowała się podnieść, wybiec jak najdalej od tego wszystkiego, zapomnieć co się dzieje. Cała ta sytuacja była dla niej najgorszym koszmarem, który właśnie się rozgrywał i to ona grała w nim główną rolę.
Sapnęła, nawet nie mając siły by zetrzeć kolejne łzy płynące po jej policzkach.
Jeden krzyk gonił drugi a skurcze sprawiały, że odechciewało się jej żyć.
Tego wszystkiego było zbyt wiele.
Opadła ciężko głową na posłanie, gdy tylko poczuła rosnące osłabienie. Miała wrażenie, jakby padła na legowisko po ciężkim dniu treningu. Wypuściła z pyszczka kij, gdy tylko zamknęła ślepia.
< Brzask? >
11 stycznia 2022
Od Iskrzącego Kroku Do Bluszczowego Pnącza
Liliowy medyk przyglądał się jej z pewnego rodzaju politowaniem gdy badał ją jako kolejną z pacjentów tego dnia. Mimo bycia przywódcą klanu, szylkretka nie uchroniła się od bury. Zresztą nie tylko ona, Myszek, Koza, Dziki i Piegusek też wcześniej zgarnęli opiernicz za ignorowanie swojego stanu zdrowia. Kotka chcąc czy nie - musiała mu przyznać rację, jednak w jej życiu działo się tak wiele, że... że po prostu drobne rzeczy umykały jej oczom.
Najpierw mianowanie jej ukochanego na pełnoprawnego wojownika klanu klifu... Później pęczniejący niczym gąbka brzuch aż po siostrę, która otwarcie wyrzuciła jej w pysk, że czuje się zdradzona wyborem innego kota na zastępcę.
Nocą sen z powiek spędzały jej koszmary z ojcem w roli głównej. Bała się zwyczajnie, że ten kiedyś powróci chcąc się zemścić. O siebie nie dbała ale Brzask? Ich nienarodzone dzieci?
Syknęła odsłaniając kły, gdy Bluszcz zacisnął mocniej opatrunek na jej ogonie.
— Powinnaś na siebie bardziej uważać. Szczególnie teraz.
Spuściła łeb, kocur miał rację, ona sama też wiedziała, że powinna dbać o swoje zdrowie, jednak fakt, iż nosiła kocięta pod sercem był dla niej tak nierealny, jak powrót Lisiej Gwiazdy w ciele Miętowego.
Jednak takie wydarzenie miało miejsce.
Ziściło się.
Więc jej ciąża też byłą prawdziwa - tak przynajmniej wychodziło z jej rozumowania.
— Chodzi ci o ciążę, odwodnienie czy infekcję? — miauknęła z przekąsem a w jej głosie dało się słyszeć delikatne rozbawienie. Bluszczowe Pnącze zmarszczył nos, jakby ponownie chciał ją zganić, jednakże coś go przed tym powstrzymało.
Łagodny uśmiech rozjaśnił pysk medyka.
Iskrząca wiedziała, że jest mu ciężko po stracie matki, sama pamiętała swoją rozpacz po śmierci Słodkiego Języka- Dlatego tak dobrze wiedziała co przeżywa zarówno on jak i jego brat.
Jemioła nie zasłużyła na to, co ją spotkało. Szczególnie nie na taki koniec.
— O wszystko, Iskrzący Kroku. Jestem pewien, że Pierwszy Brzask wąsy by mi wyrwał, gdyby coś tobie się stało... albo im
Mimowolnie zerknęła na swój brzuch.
Już dłużej nie mogła udawać, że to tylko zimowy tłuszczyk dla dodatkowego ciepła. Zapach mleka z każdym wschodem słońca bił od niej jeszcze mocniej co zwiastowało tylko nieuniknione - poród. To właśnie go bała się najbardziej. Tego przerażającego bólu, który rozrywa jej ciało, utraty krwi... Przed ślipiami miała sceny porodów niektórych kotek z klanu, widziała to tylko dwa razy.
Wystarczająco, by wryło się to w jej głowę niczym kleszcz w skórę.
Otworzyła pyszczek, jednak szybko go zamknęła, zagryzając wargę.
Słowa dosłownie uciekły z jej głowy, pozostawiając tylko pustkę, która dźgała ją w uszy niczym jeż, dając o sobie boleśnie znać.
— Ja... — zamknęła oczy, starając się skoncentrować na tym, co ma do powiedzenia. Ciężko jednak było aby jakiekolwiek słowo przeszło przez jej gardło — Czy uważasz, że dobrze robię, nie przyjmując imienia lidera? — zamilkła na uderzenie serca, wpatrując się w swoje łapy. Nigdy nie była specjalnie religijna ale... — Czy... czy klan gwiazdy dał ci jakikolwiek znak?
< Bluszczyku? >
Wyleczeni: Iskrzący Krok, Mysi Krok, Dziki Kieł, Piegowata Mordka, Kozie Futro
Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku
Zatrzęsła się, kiwając niemrawo głową. Brzask miał rację, dadzą radę. Teraz... teraz gdy nie było tego potwora mogli skupić się na tym, co było naprawdę ważne - na nich samych. A ciąża? Ten fakt ją przerażał, zabierał mowę oraz pozostawiał ją na bezdechu, jednak kiedy bury zapewnił ją... przyznał, że chciał zapytać o dołączenie do klanu klifu...
Mrowienie na jej karku sprawiło, że mimowolnie nastroszyła futro wzdłuż linii grzbietu.
— Iskierko?
Wzdrygnęła się, wybudzona z otumaniającego transu. Brzask nadal stał tuż obok, splatając ich ogony razem. Uśmiechał się pokrzepiająco, chcąc dodać otuchy partnerce.
Machnęła ogonem, ruszając przed siebie na sztywnych łapach.
Powoli, do przodu.
— N-nic, to nic, nie martw się — odparła cicho, jakby nadal bała się, że Lisia Gwiazda ich usłyszy. Brzask skinął łbem, jednak nie będąc w zupełności przekonanym. Mimo wszystko - ruszył za partnerką tuż przy jej boku.
Kotka dziękowała w duchu za to, przymknęła ślepia z lekka, ciesząc się ciepłem ciała kocura. Jedna rzecz tylko ją martwiła - reakcja klanu.
Niedawno została liderką i fakt, że ktoś mógłby się zbuntować, czy też mieć pretensje aby do nich dołączył, zwyczajnie ją przerażał.
W tle słyszała ptaki buszujące w koronach drzew, co jakiś czas stawała, słysząc trzask łamanej gałązki.
— Iskrząca Gwiazdo?
Skrzywiła się, słysząc imienia, którego przyjąć nie chciała.
Znała ten głos zdecydowanie zbyt dobrze.
Ostry, przesiąknięty cynizmem a jednak słyszała w nim nutę siostrzanego ciepła.
Uśmiechnęła się słabo, widząc Wronę wychodzącą zza krzewu.
— Kto to?
Kotka odsłoniła kły, przyglądając się z podejrzeniem przybyszowi.
Teraz nie miała odwrotu, musiała powiedzieć wszystko, jeszcze szybciej niż dotarliby do obozu.
Serce podeszło jej do gardła.
Widziała drgający nerwowo ogon siostry.
— To jest Brzask, Wrono. Dołączy do naszego klanu.
Odpowiedziało jej palące w uszy milczenie. Pełne nieufności ślepia jej siostry spoczęły na idącym przy jej boku kocurze, pazury kotki wysunęły się nieznacznie a szczęka zacisnęła tak mocno, na ile pozwalały jej mięśnie. Nie miała pojęcia jak powie siostrze o tym, że Brzask jej partnerem, chociaż to i tak prędzej czy później - wyszłoby na jaw. Jednak ciąża? Jak mogła powiedzieć Wronce, że zostanie ciocią? To pojęcie było tak abstrakcyjne i niedorzeczne... Nie mogła? Czy też raczej nie umiała?
Po śmierci Kwaśnego dużo się zmieniło, szczególnie arlekinka, na domiar złego pewnie boczyła się jeszcze o to, że to Jaśminowy Sen zostali wybrani na zastępcę, nie ona.
Iskrzący Krok przełknęła ślinę gdy tylko postawiła pierwszą łapę w obozie Klanu Klifu. Zaalarmowane obcym zapachem koty stroszyły futra, jednak widząc ich nową liderkę uspokoiły się acz nadal rzucały podejrzliwe łypnięcia przybyszowi.
Stanęła przed wzniesieniem na szczycie którego rosło przekrzywione drzewo.
Miejsce przemówień liderów.
Teraz zdawało się być tak odległe, nieosiągalne dla jej łap. Spojrzała za siebie, szukając poparcia w błękitnych ślepiach ukochanego. Ten uśmiechnął się w jej kierunku ciepło a kotka na nowo przypomniała sobie to przyjemnie mrowienie oraz ciepło rozlewające się po jej ciele, gdy pierwszy raz zrozumiała co do niego czuje.
Z rozbiegu wskoczyła na pień, wbijając pazury w chropowatą korę, która chrupnęła pod jej ciałem. Odetchnęła głośniej, wspinając się ku górze.
Gałąź zatrzęsła się złowróżbnie gdy tylko postawiła na niej pierwszą łapę. Ugięła nogi, starając się uspokoić kołatające w klatce piersiowej serce.
Ledwie pamiętała ostatni raz, gdy tyle par oczu obserwowało każdy jej ruch, czy też była na językach praktycznie każdego członka klanu klifu.
Liznęła futro na klatce piersiowej uspokajająco.
— Klanie Klifu, skoro wszyscy już się zebrali, chciałabym przedstawić wam nowego członka naszej społeczności — odruchowo wbiła pazury w korę, na skinięcie łba Brzask wyszedł przed wszystkich — Brzasku, tak, jak prosiłeś, daję ci szansę by stać się jednym z nas. Koperkowe Futro zajmie się twoją edukacją byś zrozumiał zwyczaje i historię naszego klanu — drżała na całym ciele. Bała się powiedzieć coś złego, coś co mogłoby wywołać bunt czy gorzej - walkę między kotami — Masz na to księżyc, po tym czasie podejmę decyzję czy możesz stać się pełnoprawnym członkiem naszej społeczności — słowa płynące wprost z jej pyska były tylko formułką, wiedziała, że Brzask sobie poradzi.
Na przeszkodzie do ich wspólnego i szczęśliwego życia stały tylko formalności.
Tylko one i nic więcej.
< Brzask? >
28 grudnia 2021
Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku
Słowa Bluszczowego Pnącza odbijały się z bolesnym łoskotem w jej myślach.
Łapa za łapą parła przed siebie, brodząc w błocie, które sklejało futerko na jej brzuchu.
Lamparcia Łapa oraz Zajęczy Ogon dreptali niedaleko, również przedzierając się przez utrudniającą życie brązowawą maź.
Czarny kocur nastawił uszu, odbijając na północ od patrolu. Widząc to, liderka skinęła szylkretce głową a ta podążyła za młodym uczniem. Iskrzący Krok sama udała się wzdłuż granicy z klanem nocy, powoli zbliżając się do farmy.
— Iskierko...!
Zadrżała słysząc dobrze jej znany głos. Para uszu wystawała znad młodego krzewu jeżyn a zaraz po nich ukazał się jej zrudziały pyszczek Brzasku.
Serce zabiło jej szybciej.
Widzieli się tak niedawno a ona nadal cieszyła się na jego widok niczym zakochana uczennica.
Zaraz jednak zwolniła kroku, spoglądając na swój brzuch.
Radość w jej sercu rosła z każdą chwilą jednak prócz niej pojawił się również strach.
Lisia Gwiazda był martwy, to ona przewodziła klanowi klifu, na zastępcę wybrała kota, któremu ufa bezgranicznie a jednak... jednak pewne rzeczy zdawały się ją przerażać.
Szczególnie ten, który kiełkował w niej powoli.
Kocięta.
Musiała powiedzieć Brzaskowi, że zostaną rodzicami... Otarła się o jego szyję, przymykając ślepia, gdy nieprzyjemne myśli ponownie zalały jej umysł.
Co jeśli bury nie zgodzi się porzucić wolności, którą oferowało mu życie samotnika? Ona sama bałaby się opuścić klan klifu, we dwójkę ciężko byłoby wychować kocięta.
— Iskierko? Czy coś... coś się stało?
Spuściła łeb spoglądając mu w błękitne ślepia.
"Zostaniesz ojcem"
— Lis w ciele Miętowej Gwiazdy został zabity — na moment urwała, gdy słowa zaczęły aż nadto jej ciążyć — Teraz to ja przewodzę klanowi klifu.
Lekki uśmiech zagościł na jej mordce, gdy bury liznął ją w nos, gratulując.
— I... z-zastanawiałam się... — wbiła pazury w lepką glebę, gdy łapy zaczęły jej nerwowo dygotać — C-czy dołączysz do mnie... w klanie klifu. Ja... My... moglibyśmy być razem — strach ścisnął jej gardło swoimi szponami. Musiała jednak kontynuować, nie mogła zostawić go teraz bez tej jednej ważnej informacji. Nie teraz...
Zbliżyła się do niego, kierując łapę kocura na swój brzuch. W żółtych ślepiach pojawiły się zalążki łez.
— M-musimy wybrać imiona...
Szepnęła cicho, ledwie słyszalnie, pociągając nosem gdy kilka łez spłynęło po jej policzku.
< Brzask? <3 >
26 grudnia 2021
Od Iskrzącego Kroku
Krzyki rozdzierające serce.
Nie takiej pobudki się spodziewała.
Nie takiego obrotu spraw.
Widok konającej Jemioły sprawił, że żołądek kotki podszedł do gardła. Nie umiała pojąć dlaczego to się dzieje, przecież robiła to, co kazał- Potrząsnęła głową, wpatrując się z przerażeniem w rudego kocura zaciskającego szczęki na gardle pointki. Ta wierzgając łapami wbiła pazury w jego ślipie.
Po obozie rozległ się kwik, wywabiający wszystkich członków klanu na zewnątrz.
Krzyk synów kotki zmroził krew w żyłach szylkretki. Czarne niczym noc ślepia błądziły w amoku po klifiakach, aż zatrzymały się na niej.
Dreszcz przeszedł po grzbiecie Iskrzącego Kroku od nosa po samą końcówkę ogona.
Demon, prawdziwy potwór nie lider.
Rudy przywódca nawet nie zwracał uwagi na lejącą się z jego poranionego ciała krew; po prostu szedł w jej kierunku oblizując pysk. Po zielonych tęczówkach nie pozostał żaden, nawet najmniejszy ślad, zamiast nich widać było tylko przerażającą czerń pogrążonego w szaleństwie kocura.
— Zimorodkowy Blask miał rację! To nie jest Miętowa Gwiazda tylko jakiś potwór! — wszędzie rozpozna ten głos. Barwinkowy Podmuch wyłonił się spomiędzy tłumu dysząc z wysiłku, jaki sprawiło mu wykonanie tych kilku kroków. Kocurowi było bliżej na tamten świat aniżeli do żywych jednak nadal stawał hardo w obronie domu...
Opętaniec warknął przeraźliwie, gdy zaczęły rozbrzmiewać kolejne głosy aprobaty dla słów starca.
— Nie... — szepnęła do siebie, gdy Lis rzucił się w stronę czarnego. Barwinek przybrał pozycję do walki, jednak dobrze wiedziała, że nie miał z nią szans. Szybko zerknęła na resztę kotów, będących w takim samym szoku co ona. Nie mogła pozwolić, żeby kolejny bliski jej sercu kot umarł... Nie po tym, co spotkało Kwaśnego...
Łapy same porwały ją do biegu, wbijając pazury w żwir, gdy z całej siły odepchnęła się od podłoża, wbijając kły w bok kocura. Ten straciwszy równowagę przekoziołkował razem ze szylkretką kilkanaście króliczych susów, uderzając o drzewo.
Pisnęła gdy coś trzasnęło w jej barku powodując przeszywający ból. Szok oraz zdezorientowanie przejęły nad nią władzę. Otępiała i ze zamglonym wzrokiem nie zauważyła nawet Olchy rzucającej się na Lisią Gwiazdę, gdy ten próbował ją zaatakować.
Ruda kotka złapała go za gardło szarpiąc.
Krew kapała na ziemię tworząc kałużę dookoła walczących kotów, które zbiły się w kulę pazurów oraz kłów. Modrzewiowa Kora widząc to wszystko rzucił się na pomoc ukochanej, łapiąc zdrajcę na ogon. Kocur warknął odwracając się z zamachem uderzając burego w pysk.
Iskrzący Krok podniosła się na drżących łapach. Żółte ślepia rozszerzyły się w przerażeniu, gdy ciało Olchy padło bezwładnie na ziemię. Jej kark był wykrzywiony nienaturalnie, z pyska oraz nosa popłynęła krew, brudząc i tak zmierzwione od walki futro...
— Olcha n- — trzask oraz krzyki Modrzewia zmieszały się w jedno, gdy jego czaszka została brutalnie roztrzaskana o kamień. Brązowe oko przeturlało się wprost pod łapy sprawcy.
Zapadła cisza, przerywana ciężkimi oddechami oraz piskami przerażenia. Każdy obserwował jak Lis bierze głęboki wdech zlizując z pyska krew a jego rany zasklepiają się, niczym jak za sprawą Klanu Gwiazdy.
— Dlaczego przodkowie nam nie chcą pomóc...? — Jelenia Łapa pisnął skryty między pozostałymi uczniami, zwracając na siebie uwagę oprawcy.
— Wasi cholerni przodkowie ZDECHLI! Rozumiecie?! Obróciliśmy ich w pył!
Klan Gwiazdy przepadł? To nie było możliwe, przecież... przecież Klan Gwiazdy nigdy w życiu by ich nie zostawił. Szczególnie teraz, na pastwę tego potwora, który na ich oczach sam się uleczył... Musieli się go pozbyć. Teraz, nim ktoś jeszcze nie zginął.
Kątem oka dostrzegła zachodzącą kocura od tyłu Rozżarzone Serce. Kotka co jakiś czas przystawała, gdy Lis rozglądał się po klifiakach, jakby szukał kolejnej ofiary. Barwinkowy Podmuch wyszedł na drżących łapach przed szereg, krzywiąc się z niewyobrażalnego bólu, zwrócił na siebie tym samym uwagę rudego, który w mgnieniu oka rzucił się na niego.
Widziała jedynie urywki walki, czarne futro Barwinka rzucone przez obóz i pozbawione życia, błysk kłów i pazurów Rozżarzonej, która pełna furii rzuciła się na zdrajcę, rozszarpując mu brzuch.
Wnętrzności wraz z czarną cieczą rozlały się po polanie obozu, lepka maź wsiąknęła w ziemię znikając zupełnie. Ciemne ślepia ponownie przybrały szkarłatną barwę, pysk lidera wykrzywił się w łagodnym uśmiechu. Jego usta poruszyły się w niemym "dziękuje", nim wziął ostatni wdech.
Świat zwolnił, jedynie myśl, że już po wszystkim dźwięczała w jej głowie.
* * *
Ocknęła się w legowisku medyka z umysłem cięższym aniżeli głaz. W uszach szumiało jej od głosów, które docierały zza wejścia do leża. Rzeczywistość ponownie zalała ją swoją goryczą, gdy Bluszczowe Pnącze położył przed nią zawiniątko z ziół. Jego mina... była ciężka do określenia, widać było na niej ulgę a jednocześnie skulone uszy wyrażały zmartwienie.
— Powinnaś o siebie bardziej zadbać... Szczególnie teraz... c-cóż... — skrzywił się, kiwając głową w jej kierunku. Kotka odruchowo spojrzała na jedno miejsce, przeklinając w duchu. Nie teraz, nie, nie, nie... Nie mogła być- Jakaż ona była durna!
— Przekażę klanowi, że potrzebujesz jeszcze odpoczynku tylko... kto będzie zastępcą? Księżyc już prawie wszedł na niebo.
— Jaśminowy Sen.
Na te słowa Bluszczowe Pnącze skinął głową, uśmiechając się z lekka pod wąsem, nim ruszył w kierunku wyjścia przekazać nowinę.
25 grudnia 2021
Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku
Milczała nie mając ani krzty odwagi aby odezwać się tuż po wyznaniu Brzasku. Chciała go wesprzeć, pokazać, że przecież teraz już nic nie ma znaczenia, jednak... Była w szoku, zwyczajnie w świecie słowa kocura ścięły ją z łap.
Podniosła wzrok, kuląc uszy. Wahała się przez kilkanaście uderzeń serca nim przylgnęła do jego boku, mrucząc cicho. Za dużo emocji, zbyt wiele wszystkiego działo się w ciągu kilku tych dni, żeby mogła znieść spokojnie wyznanie kocura.
A mimo to... chciała pokazać, że jest obok niego, że ma w niej wsparcie, chociaż sama pogubiła się w tym paskudnym świecie.
— Najważniejsze, że... że nic ci nie jest. Że jesteś tutaj... — przymknęła ślepia na uderzenie serca, splatając razem ich ogony — ... razem ze mną. Oboje popełniliśmy wiele błędów ale.. mamy siebie i to jest najważniejsze.
Brzask pokiwał głową, wzdychając ciężko. Nie musiał mówić nic aby szylkretka widziała jak bardzo tym wszystkim się zamartwia, było jej tak szkoda kocura...
Liznęła go w policzek, przylegając do ciepłego i miękkiego futra. Zamruczała cicho, biorąc głębszy wdech.
— Nie możesz wiedzieć tego, czy gdybyś podjął inną decyzję bylibyśmy w podobnej sytuacji co teraz — pokręciła głową, pesząc się z lekka — W-wiesz... wtuleni w siebie... S-sami... Daleko od problemów...
— Może... n-nie wiem
Przysunęła się bliżej, splatając razem ich ogony. Nie wiedziała co robić, jak poprawić mu humor... Jedynie na co była w stanie się zebrać to po prostu wtulenie się w burawe futro, które przybrało rdzawy odcień od jesiennych liści.
Uśmiechnęła się słabo na myśl o ich pierwszym spotkaniu oraz kolejnych schadzkach przy strumyku, jak wymykała się z obozu wciskając kłamstwo o samotnym polowaniu czy spacerze. Wtedy wszystko wydawało jej się takie łatwe, proste niczym rybia ość... Na moment chciała wrócić do tamtych czasów, tonąc w swoich rozmyślaniach, wiedziała jednak, że nie było to możliwe. Przeszłość musieli zostawić za sobą.
Oboje.
Nastroszyła futro, gdy Brzask przejechał szorstkim językiem między jej uszami, nie protestowała jednak. Schowała pyszczek w jego klatce piersiowej lekko zawstydzona, chociaż tak naprawdę nie miała czego się wstydzić.
— Wszystko dobrze? — niemrawo skinęła głową, czując jak gorąc wkrada się na jej policzki. Miała ochotę wtulić się w jego futro jeszcze mocniej, chociaż nie było to fizycznie możliwe. Ciepło bijące od jego ciała sprawiało, że zupełnie zapomniała o mrozie, który hulał wesoło na zewnątrz. Suche liście oraz stary, acz nadal miękki, mech wprost idealnie spełniał rolę posłania.
Ciekawiło ją, jakie stworzonko kiedyś tutaj mieszkało, ślady były już wywietrzałe, praktycznie niemożliwe do rozpoznania — Iskierko?
Jej ciało przeszedł dreszcz kiedy odezwał się do niej akurat tym zdrobnieniem. Uwielbiała je, chociaż wstydziła się to przyznać. Mimo to, wiedziała, że widać po niej wszystkie emocje.
Odsunęła się odrobinę, nadal jednak będąc wtulona w niego. Pokiwała głową, uśmiechając się delikatnie.
— Jest dobrze, spokojnie — serce biło jej jak oszalałe, ten szczegół nie umknął również Brzaskowi, który przez kilka chwil przyglądał się jej z niepokojem w błękitnych ślepiach.
Przekręciła się na grzbiet, wyciągając łapy i przeciągając się. Wpatrywała się w słoje drzewa, żałując, że nie mogą oglądać razem gwiazd.
Czując wzrok na sobie, przeniosła złote ślepia na Brzaska, który natychmiast odwrócił głowę. Z rozbawieniem pacnęła go w nos. Ten zmarszczył pysk niezadowolony, przysunął się jednak na tyle blisko, by mogła otrzeć się pyszczkiem o jego policzek. Otworzyła pysk a serce biło jej niczym oszalałe.
— Kocham cię...
< Brzask? >
21 listopada 2021
Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku
Wtuliła się w jego ciało, nie myśląc już o niczym więcej. Liczył się tylko fakt, że Brzask jest tuż obok niej; czule obejmując jej roztrzęsione ciało. Łzy nadal płynęły po policzkach szylkret ki, jednak tym razem były mieszaniną bólu, smutku oraz szczęścia. Serce zabiło jej szybciej, gdy kocur popatrzył jej prosto w oczy. Kolejny raz w swoim życiu miała okazję podziwiać te piękne, błękitne niczym wiosenne niebo ślepia.
Kiedy odwzajemnił jej uczucia nie potrafiła mówić nic, nawet najmniejsze słówko zdawało się utykać w jej gardle, tworząc gulę, której nie mogła nawet przełknąć. Tyle okropieństwa, które ją spotkało…. Przez uderzenie serca nie mogła uwierzyć w szczere słowa burego.
Liźnięcie w czoło wytrąciło ją z zadumy.
Znów te jego oczy…
Nie miała najmniejszego pojęcia co takiego mają w sobie, jednak one jak i czułe gesty potrafiły rozpalić w jej wnętrzu ogień, o którym istnieniu nawet nie miała pojęcia.
Podnosząc wzrok, zrobiła coś, czego nie robiła już od wielu księżyców – uśmiechnęła się, lekko lecz szczerze. Schowała mordkę w miękkim futrze na jego szyi, mrucząc ze szczęścia. Gdzieś z tyłu głowy tańcowała jej myśl, że nie powinni, że to zbyt wielkie ryzyko...
¬- Nigdy nie sądziła, że sprawy się tak potoczą – wyznała a jej głos na zmianę przeplatał smutek jak i euforia. Liznęła go w policzek, wzdychając. Brzask chcąc odwrócić jej uwagę od złych myśli, natychmiast splótł ich ogony ciaśniej, liżąc ją po nosie. W odpowiedzi otrzymał cichy pomruk oraz kolejny, słaby uśmiech – Już nawet nie pamiętam od jak dawna… - zająknęła się, drżąc lekko na wspomnienie dawnych księżyców – Czuję do ciebie coś… coś więcej
Speszyła się, czując jak szczypiąca niczym mróz gorąc, wkrada się na jej kolorowe policzki.
W tej chwili nie liczyło się nic więcej niż ich dwójka, siedząca sama, pośród leśnej głuszy. Na chwilę zapomniała o nieszczęściach jakie ją spotkały, które niczym potwór, wyrwały jej tą część siebie, którą zawsze kochała.
- S-spędźmy razem noc – słowa uciekły z jej pyszczka szybciej, aniżeli zdążyła o tym pomyśleć. Po karku przebiegł jej dreszcz zażenowana. Co Brzask sobie teraz o niej pomyśli? Mimo to, w ten dziwny i lekko niekomfortowy sposób była zdecydowana, noc z kocurem, przy którym czuła się bezpiecznie i szczęśliwa, brzmiało jak coś, co nie miało prawa ją spotkać. Skuliła uszy, liżąc go w policzek – Tylko ty i ja – kołatające niczym stado koni serce podeszło jej do gardła, gdy tylko zrozumiała sens swych słów.
Tylko nie to…
Nie to miała namyśli, proponując wspólną noc. Chciała się tylko wtulić w futro kogoś, kto ją kochał, zapomnieć o problemach a nie… Wzdrygnęła się gwałtowanie na samą myśl o innej bliskości z Brzaskiem. To nie tak, że nie chciała, jednak… bała się. To było zbyt wielkie ryzyko, dla nich obojga.
Postawiła uszy, a sterczące na ich czubkach pędzelki poruszyły się niczym smagane przez wiatr.
- W-wesz… z-znajdziemy jakieś drzewo i pójdziemy spać r-razem. Jakbyśmy mieszkali w jednym klanie, razem – miauknęła cicho, starając się nawet nie myśleć o tym, jak okropnie jej tłumaczenie wyglądało. Wciągnęła powietrze do płuc, odsuwając się niechętnie od burego ciała. Ponownie chciał przylgnąć do niego z niskim pomrukiem, jednak tym razem zmusiła się, by popatrzeć mu prosto w oczy.
Kiedy odwzajemnił jej uczucia nie potrafiła mówić nic, nawet najmniejsze słówko zdawało się utykać w jej gardle, tworząc gulę, której nie mogła nawet przełknąć. Tyle okropieństwa, które ją spotkało…. Przez uderzenie serca nie mogła uwierzyć w szczere słowa burego.
Liźnięcie w czoło wytrąciło ją z zadumy.
Znów te jego oczy…
Nie miała najmniejszego pojęcia co takiego mają w sobie, jednak one jak i czułe gesty potrafiły rozpalić w jej wnętrzu ogień, o którym istnieniu nawet nie miała pojęcia.
Podnosząc wzrok, zrobiła coś, czego nie robiła już od wielu księżyców – uśmiechnęła się, lekko lecz szczerze. Schowała mordkę w miękkim futrze na jego szyi, mrucząc ze szczęścia. Gdzieś z tyłu głowy tańcowała jej myśl, że nie powinni, że to zbyt wielkie ryzyko...
¬- Nigdy nie sądziła, że sprawy się tak potoczą – wyznała a jej głos na zmianę przeplatał smutek jak i euforia. Liznęła go w policzek, wzdychając. Brzask chcąc odwrócić jej uwagę od złych myśli, natychmiast splótł ich ogony ciaśniej, liżąc ją po nosie. W odpowiedzi otrzymał cichy pomruk oraz kolejny, słaby uśmiech – Już nawet nie pamiętam od jak dawna… - zająknęła się, drżąc lekko na wspomnienie dawnych księżyców – Czuję do ciebie coś… coś więcej
Speszyła się, czując jak szczypiąca niczym mróz gorąc, wkrada się na jej kolorowe policzki.
W tej chwili nie liczyło się nic więcej niż ich dwójka, siedząca sama, pośród leśnej głuszy. Na chwilę zapomniała o nieszczęściach jakie ją spotkały, które niczym potwór, wyrwały jej tą część siebie, którą zawsze kochała.
- S-spędźmy razem noc – słowa uciekły z jej pyszczka szybciej, aniżeli zdążyła o tym pomyśleć. Po karku przebiegł jej dreszcz zażenowana. Co Brzask sobie teraz o niej pomyśli? Mimo to, w ten dziwny i lekko niekomfortowy sposób była zdecydowana, noc z kocurem, przy którym czuła się bezpiecznie i szczęśliwa, brzmiało jak coś, co nie miało prawa ją spotkać. Skuliła uszy, liżąc go w policzek – Tylko ty i ja – kołatające niczym stado koni serce podeszło jej do gardła, gdy tylko zrozumiała sens swych słów.
Tylko nie to…
Nie to miała namyśli, proponując wspólną noc. Chciała się tylko wtulić w futro kogoś, kto ją kochał, zapomnieć o problemach a nie… Wzdrygnęła się gwałtowanie na samą myśl o innej bliskości z Brzaskiem. To nie tak, że nie chciała, jednak… bała się. To było zbyt wielkie ryzyko, dla nich obojga.
Postawiła uszy, a sterczące na ich czubkach pędzelki poruszyły się niczym smagane przez wiatr.
- W-wesz… z-znajdziemy jakieś drzewo i pójdziemy spać r-razem. Jakbyśmy mieszkali w jednym klanie, razem – miauknęła cicho, starając się nawet nie myśleć o tym, jak okropnie jej tłumaczenie wyglądało. Wciągnęła powietrze do płuc, odsuwając się niechętnie od burego ciała. Ponownie chciał przylgnąć do niego z niskim pomrukiem, jednak tym razem zmusiła się, by popatrzeć mu prosto w oczy.
< Brzask? tylko nockę razem :3 >
06 listopada 2021
Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku
Wtuliła się w bure, miękkie futro, już nawet zapomniała jakie ono było w dotyku... Przymknęła ślepia, cały czas próbując jednak coś powiedzieć, wyjaśnić. Nie była jednak w stanie, myśli kotłowały się w głowie szylkretki, tworząc niejednolity bałagan, chaos, z którego nawet nie potrafiła wybrnąć. Czuła się brudna po tym, co zrobiła. Niegodna jego towarzystwa. Współczucia.
Szczególnie, że to nie był pierwszy raz.
Zabiła kilka razy, tym członków własnego klanu.
Po morderstwie Bursztynowego Pyłu... przestała liczyć swoje ofiary. Wszystko wyglądało tak samo, ojciec dawał jej wcześniej znać, gdzie ma przyjść a później... reszta sama się toczyła.
Mimowolnie po jej grzbiecie przeszedł dreszcz, gdy w uszach rozbrzmiał wyimaginowany głos rudego kocura.
Tyle czasu minęło, od kiedy była spokojna a teraz... teraz wystarczyło, że w jej życiu znowu pojawił się on. Na kilka długich uderzeń serca zapomniała o całym okrucieństwie, jakie ją spotkało, o koszmarach, które nie pozwalały jej odpocząć.
Otworzyła pyszczek, wtulając się jeszcze bardziej w ciemną sierść.
Chciała mu to powiedzieć, wyznać, jednak zamiast słów, wydobyła z siebie tylko ciche stęknięcie.
Wróbelek zamruczał, jakby się śmiał, jednak szylkretka nie była tego pewna.
— J-ja... — zaczęła cicho, podnosząc głowę.
Zetknęli się nosami.
Widziała jego błękitne niczym czyste niebo ślepia.
Serce kotki przyspieszyło, wyrywając się z piersi.
Za blisko.
Zbyt blisko.
Skuliła uszy, pesząc się.
— P-przyjdź... z-za t-trzy w-wschod-d-dy s-słoń-ńc-ca...
Głos miała chrapliwy, pełen obaw, które zaraz jednak uciekły za sprawą skinienia głowy. Niechętnie odsunęła się od burego, na drżących łapach obierając drogę powrotną do domu.
Stchórzyła.
Musiała wykorzystać kolejną szansę w postaci ich następnego spotkania. Inaczej nigdy sobie tego nie wybaczy...
Kwaśny Język odszedł.
Miała krew własnego brata na swych łapach.
Nie potrafiła dojść do siebie od tamtego zdarzenia, coś w niej pękło do samego końca. Złamał ją. Lisia Gwiazda wygrał. Smętnymi a także zmęczonymi od braku snu ślipiami omiotła jeszcze zalany snem obóz. Ciche pochrapywanie kotów dobiegło do jej uszu wraz z odgłosami krzątającego się Bluszczowego Pnącza.
Zarośla zaszeleściły, oświadczając powrót porannego patrolu.
Olchowe Serce smagnęła ogonem jej grzbiet, chcąc okazać wsparcie. Szylkretka wykrzywiła jedynie pysk na wzór tego, co miało przypominać uśmiech. Widziała w jej oczach współczucie.
Wczoraj ogłoszono, że Kwaśnego Języka zamordował klan nocy.
Brednie.
Widmo wojny majaczyło tuż przed jej oczami. Ten pozbawiony skrupułów potwór chciał ją wywołać. Po to zawarł sojusz z klanem burzy, teraz przymierzał się do wyprawy do klanu wilka.
Pokręciła głową, słońce powoli wschodziło. Jeśli chciała zdążyć - musiała wyruszyć już teraz.
Chciała odejść z tego miejsca na zawsze, jednak nadal żyły koty, na których jej zależało. Wronka, Barwinek, Olcha... Dobrze wiedziała, że jeśli odejdzie, ich dni będą policzone. Zabije ich. Rozszarpie. Była w kropce, nie miała pojęcia co robić, znalazła się w pułapce bez wyjścia.
Pragnęła wolności, jednak nie kosztem życia najbliższych.
Chrzęst leśnej ściółki oraz szum wiatru jako jedyne trzymały ją przy myślach, że stąpa jeszcze po świecie żywych. Kwaśny Język jej kiedykolwiek wybaczy? Kolejny potok paranoicznych myśli zalał jej umysł, tworząc mgłę przed oczami.
Jej ukochany braciszek...
— Iskierko!
Podniosła wzrok, przymykając ślepia.
Niska sylwetka siedziała w oddali, między gęstymi krzewami ostrokrzewu.
Serce zabiło jej szybciej.
Kwaśny!
Przeżył!
Przyspieszyła kroku, niemal rzucając się do szaleńczego biegu ze łzami w oczach.
— K-kwaśny...! B-brac-ciszku... t-ty... t-ty j-jednak ż-żyj-jesz... — wydusiła z siebie, zanosząc się szlochem, gdy tylko wtuliła się w miękkie futro — J-ja... j-ja p-p-pr-rzepraszam... K-kaz-zał m-mi... — szeptała, drżąc na całym ciele — M-miałam w-was c-chr-ron-nić... d-dlat-tego t-to w-szystko r-obiłam...
Odpowiedziała jej cisza przerywana śpiewem ptaków. Odsunęła się w szoku.
— K-kwaś-śny...?
Nie było Kwaśnego, tylko Wróbelek siedzący w zdumieniu. Szeroko otwarte ślepia wpatrywały się w nią ze współczuciem, jakby razem z nią dzielił ból, którego doznała. Znowu w uszach dźwięczała jej cisza, tym razem bardziej bolesna niż przedtem.
Skuliła się, wbijając pazury w ziemię.
Czuła na sobie jego nieme pytanie. Nie chciała jednak na nie odpowiadać, chociaż dobrze wiedziała, że jest mu winna wyjaśnienia.
Ponownie zatopiła pyszczek w burym futrze. Miało być pięknie, miało być romantycznie a tymczasem z rozszalałym sercem próbowała nie wybuchnąć płaczem.
Kilka łez spłynęło po rdzawych policzkach.
— J-ja... — zaczęła, czując jak kolejny raz jej gardło zaczyna się zaciskać — J-ja... j-ja nie c-chcę c-cię s-stracić... — szepnęła. Nerwy puściły, pozwalając potokowi słów wydostać się z pyszczka kotki, po raz pierwszy od wielu księżyców, opisując własne uczucia — T-to j-jest t-takie s-straszne... J-ja... j-a n-nigdy n-nie c-czułam s-się t-taka samotna... z-zagb-biona... A-a t-teraz p-pojawił-łeś się t-ty i...
Starła łapą łzy ze swoich oczu, próbując unormować oddech.
Znowu byli blisko siebie.
Sami.
Pozbawieni jakichkolwiek światków ich spotkania.
Dopiero teraz zrozumiała jak bardzo potrzebuje go w swoim życiu i jak bardzo księżyce rozłąki się na niej odbiły. Kochała go, dobrze tym wiedziała, jednak bała się tego wszystkiego. Chcąc czy nie - była zastępcą, przyszłością klanu klifu. Gdyby tak... udało jej się obnażyć przed wszystkimi,że Lisia Gwiazda wrócił... Może mieliby szansę na normalne życie, jak para zakochanych z tych wszystkich opowiastek dla kotek...
Pociągnęła nosem, przybliżając się na tyle, na ile fizycznie było to możliwe.
— I-i... i- j-ja... n-nie c-chc-cę c-cię s-stracić...
— Przecież nie stracisz, wróciłem. Dotrzymałem naszej obietnicy spotkania.
Szylkretka pokręciła głową, wsłuchując się z rozkoszą w głos Brzasku.
— N-nie... O-on powiedział, ż-że z-zabije w-wszystkich, n-na któr-rych m-mi z-zależy... — wzięła głębszy wdech wiedząc, że nie ma już odwrotu — A-a... j-ja c-ciebie k-kocham...
< Brzask? <3 >
01 listopada 2021
Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku
Bura sylwetka zamajaczyła przed jej żółtymi ślepiami niczym duch. Obraz rozmywał się raz po raz przez natłok łez, jednakże mimo stokrotnego przecierania oczu - on nadal nie znikał. Kocur pachniał obco a jednak było w nim coś znajomego, coś co sprawiło, że serce kotki zaczęło szybciej bić. Nie dała się porwać emocjom, wręcz przeciwnie, powoli zaczęła się wycofywać. Sklejone przez krew futro zdawało się być cięższe aniżeli w rzeczywistości. Skuliła uszy, nie mając pojęcia, jak zareagować czy też co powiedzieć.
— I-Iskierka? — szepnął a ona po prostu zamarła.
Znajomy, niemalże zapomniany głos odbił się echem w jej głowie. Serce szybciej zabiło a myśli zbiły się w jeden, niezrozumiały nieład. Przecież... przecież on był martwy, inaczej by tak nie zniknął bez słowa, szczególnie, że liderką klanu wilka była teraz Krocząca Gwiazda...
Pokręciła głową.
— O-odejd-dź, z-zostaw... — bura sylwetka mogła być równie dobrze kotem, którego wcześniej zabiła, drastycznie odbierając życie, a którego nawet nie potrafiła sobie przypomnieć. Wzięła głębszy wdech drżąc.
— I-iskierko... c-czy... czy to ty...? — głos pełen nadziei sprawił, że wybuchnęła szlochem. Drżała na całym ciele, ocierając kolejne łzy z pyszczka.
Nie.
Nie.
Nie.
To nie mógł być przecież on... przecież nie żył! Przodkowie zabrali go do siebie a ona oszalała po prostu! Tak, klan gwiazdy karał ją za zbrodnie, których dokonała. Teraz będzie cierpieć za wszystkie swoje ofiary... Pociągnęła nosem, obserwując ze strachem jak kocur krok za krokiem zbliża się do niej ostrożnie.
Niebieskie ślepia błysnęły w świetle dnia, zabierając jej wdech w klatce piersiowej.
— J-ja... j-ja nie c-chciałam... — szepnęła, mamrocząc — Z-zmusił m-mnie... W-wrócił... w-wrócił... L-lisia G-gwiazda... O-on... M-mój ojciec... — powoli zaczynała gubić się we własnych słowach. Każde mijające uderzenie serca sprawiało, że czuła się jeszcze gorzej.
Co jakiś czas zerkała, czy kocur nadal tam jest, czy czasem nie zniknął.
Bury jednak był, nie ruszał się niczym potężne, dębowe drzewo podczas wichury. Całą sobą pragnęła tylko wtulić się w to miękkie futro, zapomnieć o wszystkim, co złe.
Otworzyła pyszczek, lecz głos uwiązł jej w gardle, zagryzła dolną wargę pociągając nosem.
Kocur podszedł bliżej, jego oczy nie zdradzały żadnej konkretnej emocji, było ich zbyt wiele aby jakakolwiek ukazała się mocniej niż pozostałe. Rozpoznała jednak w błękitnych ślepiach coś, czego jej tak bardzo brakowało. Zrobiła krok w przód, drżąc.
— M-mówił, ż-że jeś-śli nie będ-dę go słuchać t-to... t-to z-zabije wszystk-kich, na k-których m-mi z-zależy... J-ja... j-ja nie c-chciałam, ż-.żeby Wronce c-czy K-kwaśnemu stała się krzywda... Ż-żeby z-zrbił c-coś tobie c-czy... — zrobiła kolejny krok do przodu, bury nie wycofał się, wręcz przeciwnie, stał hardo, pozwalając jej mówić — J-ja... j-ja z-zgodził-łam s-się... robiłam w-wszyst-tko co chc-ciał...
Podniosła wzrok, jej żółte oczy napotkały te, należące do kocura, którego kiedyś znano jako Wróblowa Gwiazda.
Była blisko, zdecydowanie zbyt blisko.
Wycofała się, czując zżerający ją od środka ogień.
Jeden krok, później drugi i trzeci.
Końcówka ogona poruszała się niespokojnie, całe jej ciało pragnęło tylko wtulić się w cętkowane futro. Chciała przypomnieć sobie jak miękkie było, jak uspokajało ją bicie jego serca.
Zaniemówiła na zaledwie chwilę.
Kolejne uderzenie gorąca sprawiło, iż tylko utwierdziła się w swoim przekonaniu - nadal go kochała.
< Brzask? :3 >
Od Iskrzącego Kroku
Morderstwo.
Kolejne morderstwo z łap klifiaka.
Jaśminowy Sen zabiło.
Jej małe Jaśminek, które szkoliła pod własnymi łapami. Żołądek szylkretki przewrócił się na bok, całą swoją treść wypychając do gardła, mimo iż nie było tego zbyt wiele. Serce kołatało niczym oszalałe, słysząc pochwałę z pyska kota, którego ciało przejął jej ojciec.
"Dobra robota, chociaż czegoś pożytecznego ją nauczyłaś"
Stróżka żółci ulała się z jej otwartego pyszczka. Kocur zmarszczył pysk zniesmaczony, nim kazał wrócić do reszty zajęć. Iskrzący Krok skinęła ostrożnie głową, nim na drżących kończynach udała się do Bluszczowego Pnącza, kota, który jej zdaniem, jako jedyny mógł jej pomóc.
Miauknęła cicho, gdy tylko przekroczyła próg, otwierając szerzej ślepia dostrzegła liliowego, noszącego sporawe kępki ziół we własnej mordce. Widząc jego zabieganie poprosiła tylko o kilka ziarenek z makiem, które przyniosła jej Cicha Łapa. Zmiana profesji przez kotkę była jedną z niewielu dobrych rzeczy, które spotkały ich klan.
Kolejne morderstwo z łap klifiaka.
Jaśminowy Sen zabiło.
Jej małe Jaśminek, które szkoliła pod własnymi łapami. Żołądek szylkretki przewrócił się na bok, całą swoją treść wypychając do gardła, mimo iż nie było tego zbyt wiele. Serce kołatało niczym oszalałe, słysząc pochwałę z pyska kota, którego ciało przejął jej ojciec.
"Dobra robota, chociaż czegoś pożytecznego ją nauczyłaś"
Stróżka żółci ulała się z jej otwartego pyszczka. Kocur zmarszczył pysk zniesmaczony, nim kazał wrócić do reszty zajęć. Iskrzący Krok skinęła ostrożnie głową, nim na drżących kończynach udała się do Bluszczowego Pnącza, kota, który jej zdaniem, jako jedyny mógł jej pomóc.
Miauknęła cicho, gdy tylko przekroczyła próg, otwierając szerzej ślepia dostrzegła liliowego, noszącego sporawe kępki ziół we własnej mordce. Widząc jego zabieganie poprosiła tylko o kilka ziarenek z makiem, które przyniosła jej Cicha Łapa. Zmiana profesji przez kotkę była jedną z niewielu dobrych rzeczy, które spotkały ich klan.
Najgorsze jednak miało nadejść, tylko uderzenia serca dzieliły ich od wyznaczonego przez lidera, zebrania tuż o zachodzie słońca. Gorzka Łapa miał zostać osądzony o swoje rzekome zbrodnie, w tym zdradę klanu, ktoś mówił, że kocur ponoć też kogoś zamordował, że to niby on stoi za zniknięciem Ciemnej Doliny...
Iskrzący Krok jako jedna z dwójki kotów wiedziała, co tak naprawdę spotkało kotkę. Żołądek zastępczyni zawiązał się w supeł, gdy wieczorne powietrze rozdarło donośne miauknięcie kocura.
Spode łba obserwowała jak rudy uczeń jest wprowadzany niczym więzień na sam środek obozu, szarpiąc się i sycząc. Jej przybrany syn miał być sądzony jak morderca. Czuła na sobie wzrok Olchowego Serca, która wtulając się w futro partnera niemo błagała szylkretkę, by ta coś zrobiła.
Iskrząca potrafiła jedynie odwrócić głowę w bok, nic więcej. Niczym ostatni tchórz.
— Klanie Klifu, zebraliśmy się by osądzić występki Gorzkiej Łapy. Doszły mnie słuchy, że złamał on kodeks wojownika a także, upokorzył sam siebie przez trwający wiele księżyców zbyt długo, trening — no tak, kotka wiedziała, że jej przybrany syn nie jest wybitnie lotnym umysłem, jednak... jednak liczyła, że chociaż ukończy szkolenie do tych piętnastu księżyców. Żołądek kolejny raz zrobił fikołka, wywołując odruch wymiotny u zastępczyni — Gorzka Łapo, masz coś na swoją obronę?
— T-to nie byłem ja! Ktoś mnie wrabia! — kocurek drżał na całym ciele, podkulając pod siebie ogon.
— Łgarz, w ramach poniżenia, będziesz musiał walczyć o swój honor ty wronia stra- — ktoś w tłumie warknął gniewnie, nim wyszedł szereg. Koguci Krzyk spiął mięśnie, rzucając pogardliwe spojrzenie na przywódcę. Koty zamilkły, dało się słyszeć jedynie chrapliwe oddechy przerażonych, które i tak milkły przez powagę sytuacji. Zgubiona Dusza wyglądała przez wejście kociarni, kuląc uszy z przerażenia. Szylkretka niedawno zaszła w kolejną ciążę, Iskrząca widziała jak kuzynka i jej ukochany płaczą z radości, dlaczego więc teraz czarny wojownik ryzykował tak wiele...?
— Sam walcz o swój honor, parszywa kupo gnoju — wysunięte pazury oraz odsłonięte kły, nic więcej nie zdążyła zobaczyć, zbyt szybko zamknęła ślepia. Słyszała warknięcia i syki walczących ze sobą kocurów. Czuła w powietrzu krew oraz woń tego, co miało się niedługo stać.
Niewiele później zapadła cisza, przerwana przerażonym krzykiem Zgubionej Duszy oraz mruknięciami Bluszczowego Pnącza, że kotka ma się odsunąć bo utrudnia mu pracę.
Zajęta uspokajaniem kuzynki nawet nie zauważyła, kiedy Lisia Gwiazda wyciągnął za skórę na karku Gorzką Łapę z tłumu, rzucając nim niczym szmacianą lalką. "Walcz o swój honor" - tak brzmiał rozkaz ich psychotycznego przywódcy.
Nie chcąc widzieć nic więcej - zacisnęła ślepia z całej siły.
Koguci Krzyk nie przeżył, liliowy medyk potwierdził, że wojownik miał uszkodzoną tętnicę, utrata krwi była zbyt gwałtowna, nic nie dało się zrobić. Pochowała go razem z kotką i kilkoma innymi członkami klanu, tuż pod krzewem dzikiej róży. Tam, gdzie czarny wyznał Zgubie swoje uczucia.
Gorzka Łapa wylądował u medyka z pociętym przez pazury lidera pyskiem. Wyglądał tak, jakby zaatakował go sam potwór. Nie dał się zabić, został oszczędzony, lecz przyznano mu imię Gorzkiej Prawdy, aby każdy pamiętał, że zgodnie z kodeksem - słowo lidera jest prawem.
Iskrzący Krok wątpiła jednak, że rozkazy psychopaty mogą być prawem w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu...
24 października 2021
Od Iskrzącego Kroku CD Brzasku
Wtuliła się w futro kocura, zamykając ślepia. Łzy spływające po policzkach kotki piekły ją niczym muśnięcia ogniem, ciało drżało targane gorzkim szlochem. Była tchórzem, zamiast już na samym początku powiedzieć co jej leży na sercu, wolała udawać. Bawiła się uczuciami Olchowego Serca a teraz kiedy oberwała - nawet nie potrafiła przyjąć tego jak honorowy kot. Zamiast tego wolała podkulić ogon i uciec.
— N-nie... jestem t-tchórzem — stęknęła, zatapiając pyszczek w grubym burym futrze. Skuliła uszy, próbując uspokoić oddech. Czuła jak kocur głaszcze ją ogonem po grzbiecie, co po dłużej chwili - zaczęło przynosić zamierzony efekt. Zamknąwszy oczy, wsłuchiwała się w jego ciche pomruki z rozkoszą.
— Dlaczego tak mówisz? — bury wziął głębszy wdech, przymykając ślepia.
— B-bo udawałam, ż-że ją kocham, c-chociaż kocham kogoś innego — zamilkła na moment, czując, jak żołądek podchodzi jej do gardła.
Wsłuchując się w krople deszczu odbijające się od ich futer, pociągnęła nosem ostatni raz.
Wracała ze spuszczonym ogonem z koszmarnego zgromadzenia. Nikt nie podważył zdania ich przywódcy, każdy zachowywał się tak, jakby Miętowa Gwiazda miał prawo zaatakować liderkę klanu nocy. Może jednak nie było nadziei dla kotów z klanu klifu? Jedynie garstka wojowników o dobrych sercach musiałaby uciec, zacząć życie od zera... W głowie nadal dźwięczały jej słowa zastępcy rybojadów. Czuła się winna, bała się zareagować, dobrze wiedziała, że jeśli okaże sprzeciw w jakikolwiek sposób - będzie martwa, podobnie jak reszta rodziny.
Najbardziej przerażał ją fakt, że na stanowisku lidera zobaczyła Kroczącą Gwiazdę, siostrę Wróbelka... Serce podeszło jej do gardła, gdy tylko myśl, że kocur mógł być martwy ponownie zmąciła jej umysł.
To by tłumaczyło, dlaczego Wróbelek już nie przychodził na ich umówione spotkania.
Czuła, jak zalewa ją rozpacz, z oczy popłynęły łzy.
Zacisnęła szczęki, próbując stłumić rozpaczliwy szloch. Dlaczego nie powiedziała mu o swoich uczuciach, kiedy miała okazję?
Znowu to zrobiła, kolejny raz odebrała życie niewinnemu kotu. Tylko dlatego, że bała się przeciwstawić własnemu ojcu. Czarne, długie futro ubrudzone krwią poruszało się smagane wiatrem. Nie znała tego kocura, nawet go nie kojarzyła, jednak widok błagających o litość bursztynowych oczu wrył się głęboko w jej pamięć.
— Zanim wrócisz, umyj się żebyś nie capiła — rudy kocur omiótł okolicę wzrokiem, krzywiąc z niesmakiem pysk, gdy zawiesił swoje ślepia na szylkretce — Pozbądź się ciała.
Skinęła niemrawo głową, spuszczając głowę. Faktycznie... cała była we krwi. Skuliła uszy, próbując nie wymiotować. Parszywy trening zgotowany przez ojca zdawał się działać, już tak nie panikowała na widok czerwonej mazi jak za pierwszym razem.
Przysiadła na trawie, pozwalając kolejnym łzom płynąć. Chciała odejść, wiele razy o tym myślała, jednakże przeraźliwy strach o najbliższych skutecznie jej to uniemożliwiał. Ociągając się, zakopała zwłoki niewinnego kota.
Pewnie miał rodzinę, do której wracał... która nigdy nie będzie wiedziała, jakie okropieństwo go spotkało... To ona powinna umrzeć, nie on, nie Bursztynowy Pył... nie Piaskowa Wydma... Pokręciła łbem, gdy kolejne łzy spłynęły po pstrokatych policzkach. Dlaczego nie odeszła z klanu klifu, gdy miała taką możliwość? Przecież... przecież mogła wyznać uczucia Wróbelkowi, powiedzieć, że go kocha. Może wtedy wszystko wyglądało by inaczej? Wspomnienie kocura z biegiem księżyców zaczynało powoli się rozmazywać, zapominała powoli jego uśmiechniętej mordki, mimo iż usilnie próbowała temu zapobiec.
Zesztywniała, słysząc trzask łamanej gałązki.
< Brzask? >
19 września 2021
Od Iskrzącego Kroku CD Wschodzika
Tego wszystko było dla niej za dużo, szczególnie teraz, kiedy ojciec zaczął ją wciągać w swoje parszywe gierki. Rankiem ponownie zabrał ją poza tereny klanu klifu, w to samo miejsce, gdzie kazano jej zamordować Bursztynowy Pył. Kotka trzęsła się na każdym kroku, jednak miała świadomość tego, że jeśli nie będzie słuchać - oberwie cała jej rodzina. Przed wyjściem poszła do medyków po nasiona maku, sprawdzając przy okazji jak ma się Tańcząca Pieśń i jej skręcona łapa.
Tym razem ofiarą był ktoś inny.
Samotnik o biało-niebieskiej sierści.
Tym razem zawahała się zbyt długo, wściekły rudzielec siłą zmusił ją do zaciśnięcia szczęk na niewinnym kocie.
Iskrzący Krok z całych sił zaciskała oczy, byleby tylko nie widzieć przerażenia na pysku swojej ofiary.
Później miała zanieść go na granicę z klanem nocy i wybebeszyć. Zrobiła to, chociaż żołądek wywracał się jej na lewą stronę, a sama kotka zwymiotowała paręnaście razy. Nie czuła się sobą, kilkakrotnie siedząc nad strumykiem myślała nad pójściem do jego ujścia. Może rzeka byłaby na tyle głęboka, że spokojnie mogłaby się utopić. Może.
Zostawało jej jeszcze zjedzenie trucizny, jednak nie znała się na nich. Owszem, miała pojęcie o niektórych ziołach, jednakże nigdy nie poruszała z medykami tego tematu.
Chciała spokoju, świętego spokoju. Żeby jak raz każdy pozwolił jej zdechnąć w spokoju, zamiast naskakiwać dookoła i pytać, czy wszystko jest dobrze.
Jak na złość, trafiła na Wschodzika, kociaka Zajęczego Omyku i Miętowej Gwiazdy. Wzięła głęboki wdech, wymuszając na sobie radosny uśmiech oraz słodki, ociekający wręcz miodem, ton głosu. Czuła na sobie palące spojrzenie ojca. Musiała grać, kiedy była na widoku.
Przymknęła ślepia, skupiając się na rozmowie z malcem. Zabawa w chowanego… Niechętnie, wręcz walcząc ze sobą, aby odejść w cholerę - przystała na propozycję kociaka. Zakryła łapą oczy, zaczynając odliczać. Kilka razy zamotała się w numerach ze zmęczenia, zaraz jednak wróciła na dobre tory.
— Szukam! — zawołała donośnie. Na moment rozmowy w obozie ucichły a zaciekawione ślepia zwróciły się na nią. Nastroszyła futro, kuląc uszy. Nie czuła się komfortowo. Ruszyła przed siebie, chcąc uniknąć niewygodnych pytań.
Nastawiła uszy, nasłuchując czy czasem Wschodzik nie robi hałasu. Kocurka nie zdradziły jednak niepożądane ruchy a zapach. Młody ukrył się pod legowiskiem wojowników, który znacznie różnił się od woni, jaką miały kocięta. Szylkretka uniosła gałązki, odsłaniając kryjówkę rudzielca.
— Znalazłam cię — miauknęła bez większego entuzjazmu, przyglądając się malcowi.
Tym razem ofiarą był ktoś inny.
Samotnik o biało-niebieskiej sierści.
Tym razem zawahała się zbyt długo, wściekły rudzielec siłą zmusił ją do zaciśnięcia szczęk na niewinnym kocie.
Iskrzący Krok z całych sił zaciskała oczy, byleby tylko nie widzieć przerażenia na pysku swojej ofiary.
Później miała zanieść go na granicę z klanem nocy i wybebeszyć. Zrobiła to, chociaż żołądek wywracał się jej na lewą stronę, a sama kotka zwymiotowała paręnaście razy. Nie czuła się sobą, kilkakrotnie siedząc nad strumykiem myślała nad pójściem do jego ujścia. Może rzeka byłaby na tyle głęboka, że spokojnie mogłaby się utopić. Może.
Zostawało jej jeszcze zjedzenie trucizny, jednak nie znała się na nich. Owszem, miała pojęcie o niektórych ziołach, jednakże nigdy nie poruszała z medykami tego tematu.
Chciała spokoju, świętego spokoju. Żeby jak raz każdy pozwolił jej zdechnąć w spokoju, zamiast naskakiwać dookoła i pytać, czy wszystko jest dobrze.
Jak na złość, trafiła na Wschodzika, kociaka Zajęczego Omyku i Miętowej Gwiazdy. Wzięła głęboki wdech, wymuszając na sobie radosny uśmiech oraz słodki, ociekający wręcz miodem, ton głosu. Czuła na sobie palące spojrzenie ojca. Musiała grać, kiedy była na widoku.
Przymknęła ślepia, skupiając się na rozmowie z malcem. Zabawa w chowanego… Niechętnie, wręcz walcząc ze sobą, aby odejść w cholerę - przystała na propozycję kociaka. Zakryła łapą oczy, zaczynając odliczać. Kilka razy zamotała się w numerach ze zmęczenia, zaraz jednak wróciła na dobre tory.
— Szukam! — zawołała donośnie. Na moment rozmowy w obozie ucichły a zaciekawione ślepia zwróciły się na nią. Nastroszyła futro, kuląc uszy. Nie czuła się komfortowo. Ruszyła przed siebie, chcąc uniknąć niewygodnych pytań.
Nastawiła uszy, nasłuchując czy czasem Wschodzik nie robi hałasu. Kocurka nie zdradziły jednak niepożądane ruchy a zapach. Młody ukrył się pod legowiskiem wojowników, który znacznie różnił się od woni, jaką miały kocięta. Szylkretka uniosła gałązki, odsłaniając kryjówkę rudzielca.
— Znalazłam cię — miauknęła bez większego entuzjazmu, przyglądając się malcowi.
< Wschodziku? >
Wyleczeni: Tańcząca Pieśń
15 września 2021
Od Iskrzącego Kroku
Przedstawił się.
Powiedział, kim tak naprawdę jest.
Teraz miała pewność.
Lisia Gwiazda powrócił. Najgorszy scenariusz zaczynał powoli się spełniać. Kocur już wcześniej dawał znaki, a samo zachowanie Miętowej Gwiazdy nie było normalne, jednakże… chciała wierzyć. Chciała… Po prostu chciała…
Teraz jednak miała wszystko podane niczym na srebrnej tacy, co zdecydowanie zaczynało ją przerażać. Te sny, posada zastępcy… każdy jego ruch był doskonale przemyślany. Wziął ją na swojego poplecznika, bo większość klanu uważała ją za miłą, poczciwą kotkę, której można było zaufać. Jej miłość do rodziny była wręcz idealną kartą przetargową. Przeklęty lider rzucał nią niczym marionetką, Iskrzący Krok ze strachu robiła to, co jej rozkazał.
Zmęczonymi od łez oczami obserwowała obóz ze skalnej półki na wzniesieniu. Nie wiedziała po co, odruchowo jednak trzymała się z daleka od rodziny. Czuła, że z każdą chwilą jest z nią tylko gorzej i gorzej. Powoli traciła kontakt z rzeczywistością, odpływając w krainę koszmarów, które sprawiał jej ciemny las. Co nos budziła się z krzykiem, teraz jednak zaczęła mieć omamy.
Widziała duchy, prawdziwe potwory z poranionymi ciałami. Z każdej głębszej rany wypełzały robaki, krew lała się strumieniami, jakby organizmy posiadały nieograniczone jej ilości.
— Rusz się, idziemy — ostre warknięcie sprowadziło ją do pionu. Kotka zesztywniała, niemalże w panice stając na czterech łapach. Zakołysała się, niemalże tracąc równowagę ze zmęczenia. Lider nawet nie czekając, ruszył w stronę wyjścia, niemalże siłą torując sobie drogę. Kocur co jakiś czas warknął na jakiegoś wojownika, czy też pokazał kły.
Kotka szła za nim posłusznie, oddychając nierówno, jakby w każdym uderzeniu serca miało nastąpić zwieńczenie jej żywota. Rudy ogon smagał krzewy, zostawiając za sobą przy tym podłużny ślad na śniegu, który z każdym dniem zmieniał się w jeszcze większą breję niż poprzedniego wschodu słońca.
Nastawiła uszu, słysząc zduszone stęknięcie. Żołądek kotki wywrócił się na drugą stronę, zwiastując coś niedobrego. Byli zbyt daleko od obozu, by ktokolwiek usłyszał wołanie o pomoc. Właściwie to… wątpiła, że jeszcze są na terenach klanu klifu, zapach był nadal wyczuwalny, jednakże zdecydowanie słabszy niż powinien…
Kocur podszedł do gałęzi buku, odgarniając je, tym samym ukazując wykopany, głęboki dół z kotem w środku. I to nie byle jakim kotem.
— Bursztynowy Pył… — szepnęła do siebie, cofając się o krok. Serce zabiło jej szybciej, gdy lider wyciągnął z dołu kocura. Dopiero teraz zobaczyła jego liczne rany oraz spętane niedbale pajęczyną łapy. Przecież… przecież on wyszedł po zioła nie tak dawno, Iskrzący Krok dałaby sobie łapę uciąć, że rozmawiała z nim jeszcze w porze szczytowania słońca… Teraz złoty krąg chylił się ku zachodowi, jednak nie było to zbyt wiele czasu. A Miętowa Gwiazda cały czas był w obozie…
Może nie pracował sam? Może miał popleczników? Kotka na moment zastygła w bezruchu. Pierwszym z podejrzanych był Szczawiowy Liść, ten psychol przecież ślepo wykonywał rozkazy jej ojca, jednak… jednak Bursztyn był jego siostrzeńcem. Raczej nie mógłby… nie…
— Dlaczego on słyszał naszą ostatnią rozmowę, DLACZEGO?! Zbyt jasno postawiłem warunki, cholerna idiotko!? — kocur wrzasnął wściekle, uderzając głową kremowego o ziemię. Jego niemalże czarne, pełne szaleństwa ślepia zwróciły się na zastępczynię. Ta jednak nie była w stanie jasno i klarownie odpowiedzieć. Jąkała się do tego stopnia, że żadne słowo nie przeszło przez jej gardło. Miała ochotę zwymiotować, do oczu napłynęły łzy.
“Przepraszam…”
Tylko tyle i aż tyle była w stanie wydusić ze swojego ściśniętego gardła. Ciałem szylkretki wstrząsnął szloch, gdy tylko zrozumiała, że ktoś z jej ukochanych kotów może ucierpieć…
— J-ja… ja to naprawię! P-przysięgam! — stęknęła, padając do łap rudego. Nie widziała jego wyrazu pyska, słyszała jednak zadowolone mruczenie, które zmroziło krew w jej żyłach — N-nie rób im krzywdy… b-błagam… z-zrobię w-wszystko — szepnęła, drżąc na całym ciele. Łzy spływały kaskadami po policzkach kotki, kapiąc na śnieg.
Ostre kaszlnięcie sprowadziło ją do pionu, wyprostowała się niemalże natychmiast, próbując zebrać do kupy, mimo iż cała była w rozsypce.
— Zabij.
Wlepiła żółte ślepia w kocura, nie potrafiąc przetrawić jego słów. Zabić? Bursztyna, ich medyka? Przecież na pewno dało się z nim dogadać! Można było mu pogrozić, aby milczał… nikomu nie mówił.
Odetchnęła ciężko, stojąc niczym słup, nie miała nawet odwagi, aby się ruszyć. Taka postawa nie spodobała się Miętowej Gwieździe. Lider w mgnieniu oka dopadł do kotki, łapiąc ją za skórę na karku i rzucając niczym piszczką. Stęknęła z bólu, gdy uderzyła grzbietem o drzewo. Mogła wręcz przysiąc, że coś sobie złamała.
— POWIEDZIAŁEM, ZABIJ! — głos kocura dźwięczał jej w głowie. Podniosła się na łapy, drżąc na całym ciele. Bursztynowy Pył wpatrywał się w nią z przerażeniem, błagalnie kręcąc głową i mówiąc, że będzie milczał — OGŁUCHŁAŚ? — pisnęła, gdy ostre jak brzytwa pazury rozdarły jej prawe ucho — Albo to zrobisz, albo twój braciszek zdechnie jeszcze dzisiaj.
Słysząc słowa ojca, coś w niej pękło.
Powoli, krok za krokiem ruszyła w stronę Bursztyna, który desperacko próbował się ratować. Wysunęła pazury.
Czuła jak łzy płyną strugami po jej policzkach.
— W-wybacz m-mi B-bursztynku — szepnęła, nim odebrała niewinnemu kotu życie.
Zwymiotowała śliną, widząc krew na swoich łapach.
Była mordercą…
Tak, jak jej ojciec zawsze chciał...
Powiedział, kim tak naprawdę jest.
Teraz miała pewność.
Lisia Gwiazda powrócił. Najgorszy scenariusz zaczynał powoli się spełniać. Kocur już wcześniej dawał znaki, a samo zachowanie Miętowej Gwiazdy nie było normalne, jednakże… chciała wierzyć. Chciała… Po prostu chciała…
Teraz jednak miała wszystko podane niczym na srebrnej tacy, co zdecydowanie zaczynało ją przerażać. Te sny, posada zastępcy… każdy jego ruch był doskonale przemyślany. Wziął ją na swojego poplecznika, bo większość klanu uważała ją za miłą, poczciwą kotkę, której można było zaufać. Jej miłość do rodziny była wręcz idealną kartą przetargową. Przeklęty lider rzucał nią niczym marionetką, Iskrzący Krok ze strachu robiła to, co jej rozkazał.
Zmęczonymi od łez oczami obserwowała obóz ze skalnej półki na wzniesieniu. Nie wiedziała po co, odruchowo jednak trzymała się z daleka od rodziny. Czuła, że z każdą chwilą jest z nią tylko gorzej i gorzej. Powoli traciła kontakt z rzeczywistością, odpływając w krainę koszmarów, które sprawiał jej ciemny las. Co nos budziła się z krzykiem, teraz jednak zaczęła mieć omamy.
Widziała duchy, prawdziwe potwory z poranionymi ciałami. Z każdej głębszej rany wypełzały robaki, krew lała się strumieniami, jakby organizmy posiadały nieograniczone jej ilości.
— Rusz się, idziemy — ostre warknięcie sprowadziło ją do pionu. Kotka zesztywniała, niemalże w panice stając na czterech łapach. Zakołysała się, niemalże tracąc równowagę ze zmęczenia. Lider nawet nie czekając, ruszył w stronę wyjścia, niemalże siłą torując sobie drogę. Kocur co jakiś czas warknął na jakiegoś wojownika, czy też pokazał kły.
Kotka szła za nim posłusznie, oddychając nierówno, jakby w każdym uderzeniu serca miało nastąpić zwieńczenie jej żywota. Rudy ogon smagał krzewy, zostawiając za sobą przy tym podłużny ślad na śniegu, który z każdym dniem zmieniał się w jeszcze większą breję niż poprzedniego wschodu słońca.
Nastawiła uszu, słysząc zduszone stęknięcie. Żołądek kotki wywrócił się na drugą stronę, zwiastując coś niedobrego. Byli zbyt daleko od obozu, by ktokolwiek usłyszał wołanie o pomoc. Właściwie to… wątpiła, że jeszcze są na terenach klanu klifu, zapach był nadal wyczuwalny, jednakże zdecydowanie słabszy niż powinien…
Kocur podszedł do gałęzi buku, odgarniając je, tym samym ukazując wykopany, głęboki dół z kotem w środku. I to nie byle jakim kotem.
— Bursztynowy Pył… — szepnęła do siebie, cofając się o krok. Serce zabiło jej szybciej, gdy lider wyciągnął z dołu kocura. Dopiero teraz zobaczyła jego liczne rany oraz spętane niedbale pajęczyną łapy. Przecież… przecież on wyszedł po zioła nie tak dawno, Iskrzący Krok dałaby sobie łapę uciąć, że rozmawiała z nim jeszcze w porze szczytowania słońca… Teraz złoty krąg chylił się ku zachodowi, jednak nie było to zbyt wiele czasu. A Miętowa Gwiazda cały czas był w obozie…
Może nie pracował sam? Może miał popleczników? Kotka na moment zastygła w bezruchu. Pierwszym z podejrzanych był Szczawiowy Liść, ten psychol przecież ślepo wykonywał rozkazy jej ojca, jednak… jednak Bursztyn był jego siostrzeńcem. Raczej nie mógłby… nie…
— Dlaczego on słyszał naszą ostatnią rozmowę, DLACZEGO?! Zbyt jasno postawiłem warunki, cholerna idiotko!? — kocur wrzasnął wściekle, uderzając głową kremowego o ziemię. Jego niemalże czarne, pełne szaleństwa ślepia zwróciły się na zastępczynię. Ta jednak nie była w stanie jasno i klarownie odpowiedzieć. Jąkała się do tego stopnia, że żadne słowo nie przeszło przez jej gardło. Miała ochotę zwymiotować, do oczu napłynęły łzy.
“Przepraszam…”
Tylko tyle i aż tyle była w stanie wydusić ze swojego ściśniętego gardła. Ciałem szylkretki wstrząsnął szloch, gdy tylko zrozumiała, że ktoś z jej ukochanych kotów może ucierpieć…
— J-ja… ja to naprawię! P-przysięgam! — stęknęła, padając do łap rudego. Nie widziała jego wyrazu pyska, słyszała jednak zadowolone mruczenie, które zmroziło krew w jej żyłach — N-nie rób im krzywdy… b-błagam… z-zrobię w-wszystko — szepnęła, drżąc na całym ciele. Łzy spływały kaskadami po policzkach kotki, kapiąc na śnieg.
Ostre kaszlnięcie sprowadziło ją do pionu, wyprostowała się niemalże natychmiast, próbując zebrać do kupy, mimo iż cała była w rozsypce.
— Zabij.
Wlepiła żółte ślepia w kocura, nie potrafiąc przetrawić jego słów. Zabić? Bursztyna, ich medyka? Przecież na pewno dało się z nim dogadać! Można było mu pogrozić, aby milczał… nikomu nie mówił.
Odetchnęła ciężko, stojąc niczym słup, nie miała nawet odwagi, aby się ruszyć. Taka postawa nie spodobała się Miętowej Gwieździe. Lider w mgnieniu oka dopadł do kotki, łapiąc ją za skórę na karku i rzucając niczym piszczką. Stęknęła z bólu, gdy uderzyła grzbietem o drzewo. Mogła wręcz przysiąc, że coś sobie złamała.
— POWIEDZIAŁEM, ZABIJ! — głos kocura dźwięczał jej w głowie. Podniosła się na łapy, drżąc na całym ciele. Bursztynowy Pył wpatrywał się w nią z przerażeniem, błagalnie kręcąc głową i mówiąc, że będzie milczał — OGŁUCHŁAŚ? — pisnęła, gdy ostre jak brzytwa pazury rozdarły jej prawe ucho — Albo to zrobisz, albo twój braciszek zdechnie jeszcze dzisiaj.
Słysząc słowa ojca, coś w niej pękło.
Powoli, krok za krokiem ruszyła w stronę Bursztyna, który desperacko próbował się ratować. Wysunęła pazury.
Czuła jak łzy płyną strugami po jej policzkach.
— W-wybacz m-mi B-bursztynku — szepnęła, nim odebrała niewinnemu kotu życie.
Zwymiotowała śliną, widząc krew na swoich łapach.
Była mordercą…
Tak, jak jej ojciec zawsze chciał...
29 sierpnia 2021
Od Iskrzącego Kroku
Pora nagich drzew rozszalała się na dobre a doskonałym tego przykładem byli chorzy, którzy co jakiś czas przychodzili do medyków. Jak ktoś się nie poślizgnął i uderzył, czy też nie złapał kataru to przychodził ze sztywnymi stawami bo się przysnęło na zewnątrz.
Medycy mieli łapy pełne roboty i Iskrzący Krok doskonale o tym wiedziała, chciała ich trochę odciążyć, jednakże Bursztynowy Pył utwierdzał ją w przekonaniu, że zarówno on, jak i Bluszczowe Pnącze, radzą sobie wręcz wyśmienicie we dwójkę.
Szylkretka nie była tego pewna, szczególnie w momencie gdy przyszła do nich Marchewkowa Natka z jakimś dziwnym glutem, który wypływał z jej spuchniętego, prawego oka. Żeby było jeszcze weselej, okazało się, że nie mieli jakichś tam konkretnych liści, które miały zakryć leczniczą papkę, nałożoną przez liliowego kocurka.
— Jesteś pewny, że nie mam iść po te liście? — miauknęła spokojnie, obserwując jak medyk krząta się po składziku i przewraca wszystko do góry nogami.
— A niby po jakiego jeża masz iść? Ja tu mam wszyściutko kochanieńka!
— Yh... właśnie widzę — kotka schyliła się, by nie dostać czasem jakimś korzonkiem czy innym zawiniątkiem. Nie rozumiała upartości medyka, jeśli czegoś nie miał - ona mogła spróbować to odszukać, przecież to nie tak, że źle poprosić kogoś o pomoc. Poza tym, Iskrzący Krok z radością wręcz odpoczęłaby od tego bajzlu.
I tym w swojej głowie a także i w klanie.
Wyleczeni: Marchewkowa Natka
Od Iskrzącego Kroku
"Puchata chmurka?"
Z przyjemnością wróciła do swojego pierwszego spotkania z Wróblową Gwiazdą, które nie odbyło się na zgromadzeniu. Pozwoliła mu się przytulić do siebie i obsmarkać futerko. Mimo wszystko... nie żałowała niczego, to pierwsze spotkanie, miało w sobie coś, do czego Iskrzący Krok bardzo chętnie wracała myślami.
Nieśmiały uśmiech burego.
Jego nerwowy ton...
Tęskniła za tym, brakowało jej tego pogodnego uśmiechu na jego puchatej mordce oraz radosnych iskierek w oczach. Było jej brak opowieści o wilkach, które żyją pośród gwiazd, o przodkach, w których wierzył ojciec Wróblowej Gwiazdy. Czasem kocur zwierzał się jej z drobnych aspektów w swoim życiu, doceniała jego zaufanie wobec jej samej.
"Ej, Chmurko, przecież nic się nie stało, lubię się tulić"
Właściwie to... dlaczego przestała nazywać go chmurką, skoro jego puchate futerko takową przypominało? Sama nie miała pojęcia, jednakże szczerze żałowała, ze tak wyszło. Owszem, nazywanie kocura Wróbelkiem było przesłodkie ale... Chmurka jakoś tak bardziej do niego pasowało.
"Ah, romantyk widzę. W takim razie do zobaczenia, Chmurko"
Właściwie to... spotkanie o zachodzie słońca było bardzo romantyczne jednakże nie chciała się do tego otwarcie przyznać. Pamiętała radosną ekscytację, gdy szła na ich spotkanie z uśmiechem na mordce i nowym imieniem.
Teraz pozostało jej tylko wspomnienie błękitnych oczu, burego futra i słodkiego uśmiechu.
Tęskniła za Wróbelkiem a zmartwienie o kocura zżerało ją żywcem. Co jeśli coś mu się stało?
Od Iskrzącego Kroku
Znowu krew.
Znowu.
Znowu
I znowu.
Orle Pióro błagający o pomoc, kocięta Zajęczego Omyku proszące, by tego nie robiła. Cofnęła się desperacko, uderzając grzbietem o czarną ścianę. Dookoła rozległ się pogłos trzaskającej gałęzi.
W jednym uderzeniu serca grunt pod jej łapami zniknął. Kotka pisnęła, lecąc w dół a następnie uderzając całym ciałem o twardy grunt.
Wypluła z pyska krew, krztusząc się.
Obraz przed jej ślepiami powoli zaczął się rozmazywać. Powieki stawały się z każdą chwilą jeszcze cięższe niż przedtem.
Wszystko zniknęło, pozostawiając po sobie czarną plamę.
Obudziła się z krzykiem, dysząc ciężko. Obok niej leżał Koguci Krzyk, który tego samego dnia zranił sobie ogon o wnyki do tego stopnia, że trzeba było kawałek niego odgryźć. Bursztynowy Pył co prawda mówił, że to nie wpłynie jakkolwiek na kondycję kocura, jednakże ten i tak dramatyzował.
Zastępczyni popatrzyła na swoje łapy, między którymi leżały dwa ziarenka maku. Zmarszczyła nos. Myślała, że brała je wszystkie. Może dlatego znowu dręczyły ją koszmary a sen był ulotny niczym motyl.
Cholerna bezsenność.
Iskrzący Krok zwinęła się w kulkę, chowając pyszczek w ogonie. Mimo iż posłanie miała grube a legowisko medyków słynęło jako najcieplejsze miejsce do spania to i tak czuła szalejącą na zewnątrz śnieżycę. Już dawno nie widziała tak paskudnej pory nagich drzew a to dopiero miał być początek.
wyleczeni: Koguci Krzyk, Iskrzący Krok
Subskrybuj:
Posty (Atom)