Orzechowa Łapa leniwie się przeciągnął. Usiadł i kilka razy przejechał językiem po klatce piersiowej. Był piękny, ciepły i słoneczny poranek. Kocur zmrużył oczy, gdy promienie słoneczne zaczęły go razić. Od razu swoje kroki skierował w kierunku stosu zwierzyny. Wybrał pulchną wiewiórkę - wyglądała apetycznie. Wziął zwierzę i usiadł w miejscu, gdzie nikt mu nie będzie zakłócał świętego spokoju. Obserwował jak jego klan budzi się do życia, był to przyjemny widok. Orzechowa Łapa odgryzł kawałek wiewiórki. Nie mógł pogodzić się z myślą, że tak naprawdę nie pochodzi z klanu, ale on chciał za wszelką cenę udowodnić, że jego miejsce jest tu-w Klanie Burzy. Gdy zjadł całego zwierzaka i położył się na boku leniwie zamykając oczy. Jednak jego drzemkę przerwał czyjś głos:
- Czemu nie jesteś na treningu? - zapytał.
- Na jakim znowu treningu? O czym ty do mnie mówisz? - powiedział zaspany przewracając się na drugi bok.
- Jesteś uczniem więc trenujesz, by stać się wojownikiem - wyjaśnił kocur.
- Wiem co musi robić uczeń - odburknął Orzechowa Łapa
- Więc czemu tego nie robisz?- uczeń spojrzał na kocura, którym okazał się Czapli Potok. Orzechowa Łapa przymknął oczy i nagle wszystko sobie przypomniał! Był uczniem od całkiem niedawna, jego mentorką jest Fiołkowa Bryza, a dzisiaj miał się odbyć pierwszy trening! Orzechowa Łapa poderwał się z miejsca pędząc przed siebie. Zdążył jeszcze rzucić przez ramię:
- Dzięki!
Zatrzymał się na środku polany obozu szukając wzrokiem kotki. Po chwili odnalazł ją. Siedziała niedaleko sterty zdobyczy i jadła mysz. Na szczęście Fiołkowa Bryza nie wyglądała na złą. Szybko do niej podbiegł. Przez jego ciało przebiegł przyjemny dreszcz. Gdy zatrzymał się przed kotką, ta podniosła wzrok znad zwierzyny kierując go na swojego ucznia.
- To, co dzisiaj robimy?!
<Fiołkowa Bryzo?>