BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kozia Nóżka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kozia Nóżka. Pokaż wszystkie posty

24 sierpnia 2019

Od Koziej Nóżki CD Zlepionej Łapy

Kozia Nóżka leżąc w żłobku obok swoich młodych i Śnieżnego Sopla był myślami zupełnie gdzieś indziej. Zastanawiacie się gdzie? Błądził pomiędzy legowiskami Klanu Klifu, próbując przypomnieć sobie lepsze czasy. Chociaż ciężko je nazwać lepszymi, niestety. Kocur miał wrażenie, że nigdy nie miał lekko. Dlaczego urodził się w Klanie Klifu? Dlaczego jego matka popełniła samobójstwo, a ojciec nigdy nie pojawił się w życiu liliowego? Tyle razy Kozia Nóżka rozmyślał nad tymi pytaniami i nigdy nie znalazł na nie odpowiedzi. I najpewniej nie znajdzie.
Gdy przybył do Klanu Wilka, Koza tęsknił za Klanem Klifu, a raczej tęskniłby, gdyby nie Lisia Gwiazda. Wtedy chciał wrócić do przyjaciół i bliskich mu osób, jednak wiedział, że nie jest tam mile widziany. Najpewniej był tam postrzegany za wroga i zdrajcę.
— Hej, Kózko, wszystko dobrze? — zapytała cicho bengalka, delikatnie szturchając bicolora. Kocur uniósł łeb i posłał jej zmęczone spojrzenie. 
— Tak, Śnieżny Soplu. — mruknął, po czym odwrócił wzrok. Czy Koza pogodził się z tym, że dzieci, które teraz leżały wtulone w jego pierś nie byłby tylko jego, a z tego co wiedział Śnieżka sama prosiła Barana o to? Oczywiście, że nie, bo kto by się z czymś takim pogodził. Od tamtego czasu nie był pewien swoich uczuć do bengalki. 

***

Koza wychyliwszy głowę zajrzał do legowiska uczniów w poszukiwaniu Zlepionej Łapy. Nie był długo w obozie - od jego powrotu minęła zaledwie chwila. Na swojej drodze nie spotkał również Sroczego Żaru, partnerki Zlepka. Może wyszli gdzieś razem? Jest też możliwość, że Sroka poszła na polowanie, a Zlepek... zawitał w legowisku medyków. Paroma susami znalazł się przy wejściu, a w środku dojrzał liliowe futro przyjaciela. Już miał postawić łapy w jaskini uzdrowicieli, gdy nagle zawahał się. Czy Zlepiona Łapa nadal uważa Kozę za swojego przyjaciela? Czy Zlepek ma mu za złe, że uciekł, zostawiając za sobą przyjaciół i bliskich? Kozia Nóżka potrząsnął głową, próbując pozbyć się tych myśli. Ale... co jeśli to prawda? Cóż, nie dowie się tego, jeśli nie porozmawia z kocurem. Powoli wszedł do środka, a jego sylwetka rzuciła cień na pysk Zlepka, co najwidoczniej mu się nie spodobało. Zmarszczył delikatnie nosek i otworzył zielone ślepia.
— K-koza? — wyjąkał zaskoczony, unosząc wysoko głowę. Widząc Zlepioną Łapę, Kozie zebrały się łezy w oczach. Tak dawno go nie widział! Tyle miał mu do powiedzenia, jednak jedno go zastanawiało. Dlaczego kocur leżał w legowisku medyków? Szybko obejrzał kocura i wtedy zobaczył powód tego. Zlepiona Łapa... nie miał łapy. Był to okropny widok i chociaż na usta Kozy pchały się pytania typu: "jak to się stało?", nie miał zamiaru ich zadawać. Wiedział, że Zlepek na pewno ma już po dziurki w nosie tego i ostatnie, czego potrzebuje, to zadręczanie go pytaniami. Kozia Nóżka nic więc nie powiedział, jedynie podszedł do przyjaciela, usiadł, a po jego jasnych policzkach poleciały łzy. Chciał przytulić liliowego, jednak bał się jego reakcji. Koza schylił więc łeb jak najniżej potrafił, i podciągnąwszy nosem powiedział:
— Przepraszam. 

< Zlepku? >

22 sierpnia 2019

Od Koziej Nóżki CD Wiewiórczego Ogona

- Ostatnio zaczęłam się zastanawiać... Na jak długo z nami zostaniecie? Nie zrozum mnie źle, cieszę się, że tu jesteście. Po prostu... myślę, Sójka tęskniłby za wami - powiedziała w końcu Wiewiórczy Ogon, posyłając mu niepewne spojrzenie. - A ja razem z nim. Wygląda na to, że bardzo cię polubił.
No właśnie. Na ile tutaj zostaną? Nie czuł się tutaj źle, ależ skąd! Jednak wydawało mu się, że jest tutaj okropnie obcy. Wiele członków Klanu Wilka wciąż go nie trawi, a sam Kozia Nóżka nie czuł się tutaj jak w domu. Kocur chciał wrócić do przyjaciół i rodziny, ale i w rodzimym klanie był teraz niechciany. Kozia Nóżka zwiesił delikatnie łeb, jakby obciążony swoimi myślami. 
- Ja... nie wiem. Naprawdę nie wiem, Wiewiórczy Ogonie. - mruknął, spuszczając wzrok na swoje łapy. - Nie wiem nawet, co będziemy robić jutro. Jestem wam wdzięczy na za to, że zgodziliście się udzielić mnie i mojej rodzinie pomocy i jestem wam za to dłużny, ale... brakuje mi przyjaciół i rodziny. - powiedział cicho. - A-ale boję się. Boję się Lisiej Gwiazdy. Boję się o moje dzieci, o ich przyszłość w klanie Klifu.
- Będziesz musiał zadecydować niedługo, wiesz o tym? - zapytała dosyć smutnym tonem Wiewiórczy Ogon. Koza spojrzał na nią, owijając łapy ogonem.
- Wiem. - mruknął w końcu. Decyzja, którą będzie musiał podjąć będzie zapewne jedną z trudniejszych w jego życiu. Kocur zdawał sobie z tego sprawę. Gdyby tylko widział, jakie skutki za sobą przyniesie jedno i drugie, na pewno byłoby mu łatwiej. "Klanie Gwiazdy, Głuszcowa Łapo... proszę pomóżcie mi wybrać właściwą drogę..." zażyczył sobie kocur w myślach.

***

Kozia Nóżka z trudem wyszedł za linię narysowaną przez Iglasty Krzew i opuścił kociarnię. Czy naprawdę tego chciał? Chciał żyć w klanie w którym rządził Lisia Gwiazda? Czy chciał tego dla swoich dzieci? Czy na pewno wybrał tą właściwą opcję?
- Patrzcie, Koza wrócił! - dopiero słowa Mglistej Ścieżki wyciągnęły go z rozmyślań.
Tak, wrócił. Ale czy powinien? Teraz jego i Barana dzieci zostaną mianowane za wcześnie, on sam najpewniej będzie traktowany jak najgorszy zdrajca, a jedyną dobrą rzeczą jaką przyniosła ta decyzja to to, że Śnieżny Sopel będzie mogła sobie pogadać z Niezapominajką, a Kozia Nóżka znów będzie mógł rozmawiać z swoimi znajomymi i przyjaciółmi. Ciekawe, co by się stało, gdyby został w Klanie Wilka...


Od Koziej Nóżki CD Gorzkiej

— Ups? — rzuciła niewinnie malutka, wzruszając ogonkiem. Zupełnie tak, jakby nic się nie stało. Oh, jeśli tak dalej pójdzie, liliowy szybko osiwieje z stresu. 
— Tak, ups. — powiedział zmęczonym tonem Koza, wypuszczając nosem powietrze z płuc. Ugh, dobrze, że Iglasty Krzew opuścił legowisko, Kozia Nóżka siedział spokojnie ŻYWY, a cała dziwna sytuacja skończyła się odnowieniem narysowanej jakiś czas temu linii dzielącej żłobek i dwoma "ups".
— Więc... skoro mój tatuś już poszedł, tym razem będziesz ze mną współpracować, głupi klifiaku i dasz mi wyciągnąć z twojego brzucha ogonki tych maluchów? — zamiauczała beztrosko Gorzka, podchodząc bliżej do bicolora. Koza ściągnął uszy do tyłu i szerzej otworzył oczy. 
— O nie, nie, nie, nie, młoda. — Koza zjeżył futerko na grzbiecie. Nie chciał powtórki z rozrywki! Kocur spojrzał błagalnym wzrokiem na małego szylkretowego gluta. — Posłuchaj, Gorzka, nie zjadłem ogonków moich dzieci!
— To dlaczego ich nie mają, lamusie? — zapytała koteczka, marszcząc brwi.
— Ponieważ takie się urodziły. — Koza czuł, że jeszcze trochę minie, zanim wytłumaczy to tej klusce. A może jeśli pokaże jej ogon, a raczej brak ogona Śnieżki, kota w końcu uwierzy? — Chodź, zobacz. 
— Co mam zobaczyć? TAM JE SCHOWAŁEŚ?! — zawołała, widząc, jak Koza wstaje. — No, pokaż, dam radę je przyczepić z powrotem!
— Gorzka, nie słuchasz mnie. Zobacz, Śnieżny Sopel - ich mama, też nie ma ogonka! To po niej ich nie mają! 

< Gorzka? Sry, że krótkie i takie "meh", ale nie mam weny ostatnio. Jak chcesz możesz już skończyć u siebie sesje >

11 sierpnia 2019

Od Koziej Nóżki CD Gorzkiej

Czym sobie zasłużył na to? Nie dość, że Gorzka pociągnęła go za "brodę" odrobinę za mocno, to teraz powoli włazi do jego pyska, by co zrobić? Poszukać ogonków jego dzieci, które ogonków NIE MIAŁY od urodzenia! Futro na jej łapach zaczęło przylepiać się do jego języka, co nie było najprzyjemniejszym doświadczeniem. Jedyne, co teraz mógł robić, to czekać, aż ta sama wyjdzie. Nie chciał zrobić jej przecież krzywdy! I wtedy Kozia Nóżka dojrzał w wejściu liliowe futro, należące do... 
— Co tu się wyprawia? — zapytał rozgniewany Iglasty Krzew, mierząc wzrokiem Kozią Nóżkę i swoją córkę. Gorzka usłyszawszy głos ojca, szybko wyskoczyła z pyska Kózki i odbiegła do pointa.
— Tatuś! Nic, nic, oglądałam sobie pana królową! — zapewniła młoda, tuląc mokry od śliny klifiaka pysk do łap ojca. 
— Przysięgam na Klan Gwiazdy, że nie chciałem jej zjeść! — niemalże krzyknął Koza, widząc wrogie spojrzenie Igły. —  S-sama mi się wepchała do pyska! 
Iglasty Krzew w odpowiedzi jedynie prychnął i nastroszył futro, przez co wydawał się jeszcze groźniejszy. Kocur zaczął iść w kierunku bicolora, co przyprawiło Kozę o ciarki na grzbiecie. Przecież grzecznie leżał za linią, a to nie jego wina, że Gorzka wepchnęła mu się do paszczy! I teraz mu się oberwie, bo dziecko Igły postanowiło poszukać ogonków w jego żołądku! 
— Nie, tatusiu, nie rób mu krzywdy, bo jego dzieci będą nieszczęśliwe! Ja na serio tylko oglądałam go... tak od środka! — zamiauczała Gorzka, próbując jakimś cudem zatrzymać swojego ojca.
— P-posłuchaj swojej córki! J-ja na-na-naprawdę n-nic nie robiłem! — Kozia Nóżka kulił się coraz bardziej, widząc jak Iglasty Krzew robi kroki w jego kierunku.
— Igiełko! Dosyć! — zawołała Gęsie Pióro, obserwując z drugiego końca żłobka całą sytuację. 
— Ale skarbie... — zaczął kocur, obracając się do swojej partnerki.
— Nie i koniec. Zostaw Kozią Nóżkę, bo nic złego nie zrobił.
— Chciał zjeść moją córkę!
— Nie chciałem! — Koza wciąż próbował się wytłumaczyć. Ale OH, jakie Kóżka miał szczęście, że szylkretowa karmicielka wtrąciła się akurat w tym momencie. 

< Gorzka? >

03 sierpnia 2019

Od Koziej Nóżki CD Perły

Trzeba przyznać, że akurat tego wschodu słońca, Kozia Nóżka pozwolił sobie na głębszy sen, by się chociaż trochę odprężyć w obcym miejscu. Owszem, przyzwyczaił się już do codziennego widoku Gęsiego Pióra czy kociaków z Klanu Wilka, ba, nawet zapach mu aż tak nie przeszkadzał, jednak gdyby nie to, że w Klanie Klifu panował Lisia Gwiazda, chętnie wróciłby do ukochanego klanu. Chciałby zobaczyć się z swoimi przyjaciółmi, przedstawić im swoje dzieci i pragnął, by wszystko wróciło do normy.
— Tato no weź! Masz gorszy sen niż jakiś niedźwiedź! Obudź się potrzebuję cię! — zamiauczała Perła, próbując obudzić kocura. Koza po tym, jak jego córka wspięła mu się na głowę, zaczął się powoli wybudzać, więc teraz, chociaż nie usłyszał całego zdania, do jego uszu doszły dwa słowa, a mianowicie: Potrzebuję cię! Kocur gwałtowanie podniósł głowę, szeroko otwierając oczy. Dziwne, jego łeb zrobił się jakby... cięższy? 
- C-co jest, kochanie? Co się dzieje? - powiedział delikatnie spanikowany, szukając pośpiesznie swojej córeczki w opałach. 
- Tatusiu! Przestań trząść tak głową, bo spadnę! - krzyknęła Perła. Kocur momentalnie zastygł w miejscu, a po chwili poczuł, jak coś złazi z jego szyi. Kocur uspokoił się, gdy zobaczył przed sobą nienaruszone w żaden sposób czekoladowe futerko Perełki. Koteczka patrzyła na niego swoimi wielkimi, niebieskimi oczami, uśmiechając się do niego delikatnie.
- Nic ci nie jest, skarbie. - mruknął spokojnie Kozia Nóżka, po czym zniżył łeb, by polizać koteczkę po główce. - Co się stało? Znowu cię ktoś zaczepia?

< Perełko? >

02 sierpnia 2019

Od Koziej Nóżki CD Wiewiórczego Ogona

Kozia Nóżka od razu się zestresował, słysząc, jak ktoś wchodzi do kociarni. Miał tylko nadzieję, że nie będzie to Iglasty Krzew. Szybko upewnił się, że siedzi za linią narysowaną przez niego jakiś czas temu, po czym spojrzał w stronę wejścia do żłobka. Na szczęście dla Kozy, do środka weszła długowłosa kotka, a przy jej nogach kocur dojrzał niewielkiego kociaka, nieśmiało zaglądającego wgłąb legowiska. Widząc, jak cynamonowa kotka skina mu głową na powitanie, kocur odwzajemnił gest, po czym zaczął się przyglądać młodemu. Nie pachniał żadnym klanem, więc pewnie był samotnikiem, który najzwyczajniej w świecie się zgubił. Skądś już kojarzył ten scenariusz - tak własnie było z Trzmielą Łapą. Lisia Gwiazda mianował go w wieku 3 księżyców... ciekawe, co teraz się z nim dzieje. Może został już wojownikiem? To może być całkiem prawdopodobne, skoro Lis najpewniej teraz szybciej mianuje na wojowników. Ile to minęło, odkąd Kozia Nóżka i Śnieżny Sopel przybyli do Klanu Wilka? Dwa, może trzy księżyce? Chyba coś koło tego, nie?
- Dzień dobry, Gęsie Pióro. Znalazłam tego malucha na naszych terenach. Błotnista Gwiazda prosił, żebyś się nim zajęła.- powiedziała cynamonowa, wskazując ogonem stojące obok kocię. Gęsie Pióro chyba nie była zadowolona z tej okazji, ale po chwili kiwnęła łbem. 
- Jeszcze do ciebie przyjdę, mały - obiecała kotka, kierując się do wyjścia. Na odchodne rzuciła jeszcze, że nazywa się Wiewiórczy, a zadowolony i uśmiechnięty maluch również się przedstawił. Po chwili Sójka zaczął rozglądać się po żłobku, a gdy podszedł bliżej Kozy, posłał mu nieśmiały uśmiech.
- Dzień dobry. Mógłbym tutaj usiąść? - zapytał cichutko, przekrzywiając delikatnie główkę. Trzeba przyznać, że Koze zaskoczyło to pytanie. Bo niby czemu miałby nie móc?
- Jasne. - miauknął przyjaźnie, po czym obserwował, jak ucieszony odpowiedzią point siada na miejscu. 

***

Koza musiał przyznać, że Sójka był okropnie uroczy. Oczywiście, nie aż tak jak dzieci bicolora, ale nie brakowało mu słodkości. Kocurek pytał się o dosłownie wszystko, był grzeczny i nigdy nie robił nikomu problemu. Od czasu do czasu odwiedzała go Wiewiórczy Ogon i opowiadała mu o klanowych sprawach, Klanie Gwiazdy i takich rzeczach. 
Kozia Nóżka usłyszał głos cynamonowej kotki, która właśnie witała się z maluchem. Sójka za każdym razem był tak samo mocno ucieszony na widok jej uśmiechniętego pyszczka, więc tak samo jak prawie co drugiego wschodu słońca podszedł do niej i powiedział grzecznie "Dzień dobry".

< Wiewiórczy Ogonie? >

Od Koziej Nóżki

- Ta-tatusiu! - zawołała jakby przestraszona Perła, próbując zwrócić na siebie uwagę pogrążonego w śnie ojca. Kocur zmarszczywszy brwi uchylił powiekę, by zobaczyć tuż przed swoim nosem zapłakaną czekoladową mordkę.
- Co się stało, kochanie? - zapytał szybko, próbując jakoś uspokoić córeczkę, ale także starał się nie wybudzić Śnieżnego Sopla i reszty swoich kociąt ze snu.
-N-no, no b-bo miałam k-koszmar! I-i on był taki straszny! I-i... - miauczała Perełka, szlochając. Mała koteczka chciała jeszcze coś mówić, jednak Kozia Nóżka szybko przysunął się do córki i przytulił ją, próbując nieco uspokoić koteczkę.
- Już dobrze. - zamruczał najbardziej kojąco jak umiał. - Cokolwiek to było, już sobie znikło, wiesz?
- J-jesteś pewien? - zapytała koteczka drżącym głosikiem, spoglądając niepewnie w oczy Koziej Nóżki. Kocur uśmiechnął się delikatnie, po czym pokiwał delikatnie głową.
- Jeśli nadaj się boisz, możesz spać bliżej mnie, a ja przypilnuję, żeby nic złego ci się więcej nie śniło. - powiedział bicolor, wskazując ogonem miejsce, gdzie jego córeczka może się położyć. Widząc jej zapłakane oblicze przypomniał sobie, kiedy i mu śniło się coś złego. I chociaż wydarzyło się to tyle księżyców temu, wciąż pamiętał, co czuł tamtej nocy. Najpierw przerażenie, związane z koszmarem, a potem ogromny żal, smutek i ból, gdy Głuszcowa Łapa zamiast go wysłuchać i uspokajającym głosem oznajmić, że wszystko będzie dobrze, powiedziała, że musi ich zostawić i wracać na trening. Nigdy nie miał jej tego za złe. Wtedy nie znał kodeksu wojownika, ale teraz, gdy ma na karku prawie 20 księżyców rozumiał, że jego mama go złamała i chciała to odpokutować, wracając na właściwą ścieżkę. Przynajmniej tak mu się wydawało. Niestety, już się nie dowie, co wtedy myślała Głusia. Jednak teraz nie miał czasu na wspominki. Właśnie tu i teraz potrzebowała go jego wspaniała córeczka!
- A-ale jak to zrobisz? Czy tak się w ogóle da? - zapytała, układając się bliziutko liliowego.
- Jasne, że się da! A przynajmniej ja umiem! Jestem twoim wspaniałym tatusiem, słoneczko. - zamruczał dumnie Kozia Nóżka, po czym polizał córkę po łebku. - No, kochanie, możesz iść spokojnie spać, tata się wszystkim zajmie.
Koteczka uśmiechnęła się, po czym wtuliła głowę w ciepłe futro Kózki, który pomimo zmęczenia "stał na straży", by zapewnić Perełce spokój. Bo chyba tak powinni robić ojcowie, prawda?

<Perełko?>

18 lipca 2019

Od Koziej Nóżki

- Ał. - syknął cicho kocur, gdy Turkawie Skrzydło zdjęła mu opatrunek z rany.
- Wiem, że boli, ale całkiem nieźle ci się wszystko goi. - mruknęła kotka, oglądając obrażenia Koziej Nóżki. Kocur od początku spodziewał się pytań typu: "Kto cię tak urządził?", jednak nie usłyszał jeszcze takich słów od nikogo. Najwidoczniej był zbyt przyzwyczajony do troszczącego się o niego Sokole Skrzydło. Właśnie... ciekawe, jak ma się Klan Klifu po ucieczce Śnieżnego Sopla i Koziej Nóżki. Jak się ma Zlepek, Sroka, Zimorodek, Mgiełka i Żurawinek... cóż, aktualnie nic nie mógł zrobić. 
- No, skończyłam. - oznajmiła medyczka, po czym bez słowa wyszła z kociarni. Koza ułożył głowę na swoich łapach w taki sposób, by móc oglądać kociaki Śnieżki. Uśmiechnął się widząc, jak Perła niemalże włazi na śpiącego Barwinka, a ten nie ma z tym najmniejszego problemu. 
- Taaa... - odezwał się Jaśminek, delikatnie ruszając noskiem i unosząc główkę w powietrze. Koza zbliżył się nieco do synka i polizał go ostrożnie. Jego spokój po chwili przerwał dźwięk kroków, dochodzących zza jego pleców. Nie wiedział, kto tym razem przyszedł do kociarni, ale miał nadzieję, że nie był to Iglasty Krzew. Koza odsunąwszy się uprzednio od maluchów, odwrócił głowę w stronę kota. Niestety, był to właśnie ojciec Gorzkiej, który właśnie obdarzył bicolora wściekłym spojrzeniem.
- Słuchaj, zapluty klifiaku, jeśli przekroczysz tę linię i zbliżysz się chociażby mysi krok do moich dzieci lub partnerki... - syknął point, strosząc futro na grzbiecie i rysując na podłożu długą granicę. - To wepchnę ci twój śmierdzący ogon do pyska i wyciągnę tyłem.
Koza już z zmęczeniem oglądał zdenerwowane oblicze Igły już po raz 10 w tym dniu. 
- Iglasty Krzewie! Przestań tak mówić przy dzieciach, bo później im odbija i mówią tak samo jak ty. - westchnęła Gęsie Pióro, ochrzaniając swojego partnera. Oblicze niebieskookiego od razu złagodniało, gdy zwrócił się do kotki. No co za zmiana. 
- Wiem, kochanie przepraszam, już kończę. - miauknął cicho Igła, po czym znowu zwrócił się do Kozy. - A ty, zrozumiałeś?
- Iglasty Krzewie, wiem że chcesz bronić swoje dzieci i partnerkę przede mną i "zaplutym Klanem Klifu", ale muszę ci powiedzieć, że rozumiem, co czujesz. Jestem tutaj, bo ja też chciałem bronić moje jeszcze wtedy nienarodzone dzieci przed Lisią Gwiazdą i chcę się go pozbyć tak samo, jak Klan Wilka. Przysięgam ci, że nie jestem szpiegiem i nie chcę skrzywdzić twojej rodziny i klanu. - powiedział spokojnie Koza, próbując przez całą swoją wypowiedź patrzeć w wściekłe, błękitne oczy, by zabrzmieć jak najbardziej wiarygodnie. Kozia Nóżka nie potrzebował konfliktów w aktualnej sytuacji. Potrzebował pomocy.

< Igła? >

Od Koziej Nóżki CD Gorzkiej

- Wymyśl coś. To ty jesteś dużym, dorosłym, dziwnym kocurem. Ja jestem tylko superfajnym kociakiem, wolę działać, niż myśleć. Myślenie to nuuuuda. - oznajmiła mała koteczka, uśmiechając się, najwidoczniej zadowolona z siebie. Ugh, jedyne, co będzie miał z tej rozmowy, to kłopoty. Koza uniósł głowę, by spojrzeć na matkę, jak to ładnie koteczka siebie określiła - małego gluta, by sprawdzić, co ona na to. Gęsie Pióro - bo tak się nazywała szylkretowa królowa, wzruszyła delikatnie ramionami, jednak nie spuszczała wzroku ze swojej niemiłej córki. 
- Więc, wymyśliłeś coś już? - zapytała zniecierpliwiona mała, machając krótkim ogonkiem. Kozia Nóżka westchnął cicho, po czym pokręcił głową. Nic nie mówienie będzie chyba ciut bezpieczniejszym sposobem na porozumiewanie się, niż używanie słów, które przecież ojciec kotki mógłby usłyszeć. Gorzka zmierzyła go podejrzliwym spojrzeniem.
- Niby nie, ale nic nie powiedziałeś, a cie zrozumiałam... czyli wymyśliłeś, kłamczuchu! - zawołała, uśmiechając się szeroko. - Toooo.... mogę ci teraz zadawać pytania, nie?
Kocur już chciał otworzyć pysk, by odpowiedzieć "niekoniecznie", ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Niech już będzie tej małej smarkuli - kocur w odpowiedzi skinął niepewnie głową.
- Ooo, to ekstra! Niech pomyślę.... czemu Pani-cudak obok ciebie jest taka strasznie tłusta albo jak wolisz gruuba? - zapytała, spoglądając na śpiącą Śnieżny Sopel. 
- Gorzka! Dosyć tego, wracaj tutaj! - zawołała zirytowana niegrzecznymi słowami swojej cóki Gęsie Piórko. 
- Dobra, idę! - mruknęła niezadowolona czekoladowa koteczka i potuptała w stronę mamy, jednak usadowiła się w takim miejscu, żeby móc obserwować Kozę i Śnieżkę. Z daleka, ale jednak. 

***

Niedługo po porodzie Śnieżnego Sopla, Gorzka znowu zaczęła nawiedzać klifików, tym razem nie tylko, żeby pomęczyć Kozę, ale także obejrzeć (i popacać) kocięta Śnieżki. Pewnego wschodu słońca pręgowana koteczka podeszła jeszcze bliżej i przyjrzała się Barwinkowi, Jaśminkowi, Perle i Bodziszkowi. Coś najwyraźniej przykuło jej uwagę, więc zbliżyła się jeszcze odrobinkę, po czym mruknęła coś pod nosem zdziwiona i chyba odrobinę zmartwiona. Kozia Nóżka nie odgonił jej od młodych z dwóch powodów - po pierwsze, Gorzka była kociakiem, upierdliwym i niemiłym, ale kociakiem, a po drugie, mogłaby przecież poskarżyć się ojcu,a wtedy Koza na 100% nie miałby ogona. 
- Czemu odgryzłeś trójce z nich ogonki? Przecież teraz nie będą mogły normalnie chodzić i będą wyglądały jak... no jeszcze nie wiem, co, ale na pewno nie jak koty! - powiedziała Gorzka, po czym zaczęła się rozglądać po żłobku. - Gdzie je schowałeś? Może jeszcze da się przyczepić?

<Gorzka? Będziesz szukała ogonków czy znowu wyzwiesz klan klifu od dziwaków? XD >

Od Koziej Nóżki CD Jaśmina

Kozia Nóżka obserwował małe kocięta, czołgające się przy brzuchu Śnieżnego Sopla. Nawet jeśli jego relacja z kotką ostatnio mocno się pogorszyła (przynajmniej w jego oczach), nie mógł pozwolić sobie, na przelanie swojego żalu na maluchy, nawet jeśli nie wszystkie były jego. Za każdym razem, jak wydawały jakieś piski, kocur niemalże podskakiwał na miejscu i zaraz musiał sprawdzić, czy wszystko dobrze, nawet wtedy, gdy Śnieżny Sopel zapewniała go, że nic się nie stało.
- Widzisz, ten ma nosek po tobie. - zamruczała bengalka, obserwując swoje pociechy. Koza uśmiechnął się delikatnie, widząc, jak maluch wskazany przez kotkę próbuje podejść bliżej nich.
- Chciałabym, żeby ta nazywała się Perła. - miauknęła ciepło kotka, dotykając noskiem brązowej kuleczki. Chociaż Koza nie wiedział, co dokładnie znaczyło słowo "perła", spodobało mu się. - Ten będzie się nazywał Barwinek, dobrze? - kontynuowała Śnieżny Sopel, a Kozia Nóżka jedynie kiwał głową w ramach zgody. - A to... Bodziszek?
- Mhm. - zamruczał krótko Koza, oglądając z nieukrywaną dumą dzieci. Nie ważne czyje są - Koza wychowa je jak najlepiej będzie mógł! Ciekawe, czy wyrosną na wspaniałych wojowników i wojowniczki... a może któreś z nich zostanie medykiem?
 W pewnym momencie jeszcze nienazwany maluszek pisnął, ale zanim Kózka zdążył cokolwiek zrobić, Śnieżka polizała czarnuszka po główce.
- A ten? - zapytała Śnieżny Sopel liżąc małego, w końcu pozwalając Koziej Nóżce nazwać któreś młode. Koza przyjrzał się kocurkowi, któremu najwidoczniej nie spodobało się bycie polizanym, oderwał się od pałaszowania posiłku i zamachał łapką w powietrzu, po czym przewrócił się na plecki z głośnym piskiem. Koza szybko przewrócił malucha z powrotem, a gdy mała fasolka poruszyła łebkiem, zetknęła się z nim noskiem. W żółtych ślepkach pojawiły się łezki szczęścia. Już wiedział, że będzie te maluchy kochał całym sercem i będzie bronił, nie ważne, co się stanie.
- T-taa... - pisnął malec, wysuwając język z pyszczka. Oh, przecież musiał mu wybrać imię!
- Jaśmin, będzie Jaśminem. - miauknął w końcu spokojnie, po czym wyprostował się, by objąć wzrokiem wszystkie brzdące. Obserwował, jak dobierają się do piersi Śnieżnego Sopla i ssą bezzębymi pyszczkami jej mleko. Bycie tatą to jednak niesamowite uczucie. Móc patrzeć na to, jak partnerka je karmi, obserwować jak rosną i słuchać, jak wypowiadają pierwsze słowa. Jaśminek pierwszy skończył pić, a po oderwaniu się od cycka, zachwiał się i kichnął na siostrę. Koza zaśmiał się cicho, po czym położył się blisko młodych.
- Chcesz jednego potrzymać? - zapytała Śnieżka, uśmiechając się ciepło do Kózki. Zanim kocur zdążył zaprotestować, bengalka położyła mu na łapach Jaśminka. Kozia Nóżka był zaskoczony nie tylko wielkością kuleczki w porwaniu do jego łap, ale także jego wagą i miękkością jego futerka. Nie do końca wiedział, co ma teraz zrobić. Ani nie może się ruszyć, by malec mógłby przecież spaść i zrobić sobie krzywdę, ani mówić, bo Jaśminek może się przestraszyć, więc jedyne co mu przyszło do głowy, to zastygnięcie w miejscu.

<Jaśminku?>

17 lipca 2019

Od Koziej Nóżki CD Wilczego Serca

*przed porodem Śnieżnego Sopla*

Kozia Nóżka wciąż był pogrążony w ciemności. Nie myślał o niczym, nie pamiętał, co się stało i gdzie się właśnie znajdował.
- Kózko? Kochanie?! - zawołała bengalka, widząc, że Kozia Nóżka delikatnie uchyla powiekę. Kocur dopiero wtedy ogarnął swoją aktualną sytuację. Rany pomimo opatrzenia piekły go okropnie, głowa wciąż bolała, ale przynajmniej sprzed jego oczu zniknęły czarne plamy. Do jego nosa jednak nie dochodził znany zapach słonej wody, a mocny zapach iglaków i innych drzew. Z początku nie zwracając uwagi na kotkę skierował wzrok w głąb legowiska. Nieznajome koty przewijały się po legowisku, posyłając mu czasem wrogie, czasem niepewne spojrzenia. Z tego, co wyczuł, znajdował się w Klanie Wilka i to żywy, a co za tym idzie - pożyje jeszcze trochę dłużej!
- Jak się nazywacie? - zapytała czekoladowa pointka spokojnie. Zanim zdążył nawet otworzyć pyszczek, siedząca przy nim Śnieżka szybko zaczęła.
- Ja jestem Śnieżny Sopel, a to Kozia Nóżka. - przedstawiła ich krótko, po czym obniżyła łeb i powąchała liliowego.
- Nic mu nie będzie, prawda? - miauknęła zmartwiona kotka.
- Spokojnie, wyliże się. - opowiedziała uspokajająco najprawdopodobniej medyczka Klanu Wilka. Kotka chciała jeszcze coś mówić, jednak przerwał jej wchodzący do legowiska kocur. Spojrzał najpierw na Śnieżkę, potem na Kozę, po czym zapytał.
- Możesz wstać? - najpewniej nie z grzeczności, gdyż jego ton był jakby pozbawiony jakich kolwiek emocji. Kozia Nóżka powoli podniósł się do siadu, a potem stanął na czterech łapach. Nie było to łatwe, ale się udało. Potężny kocur kiwnął delikatnie głową, po czym dał znak ogonem, by dwójka klifiaków poszła za nim. Koza spodziewał się, że teraz się dowiedzą, czy otrzymają dalszą pomoc czy zostaną odesłani na pewną śmierć. Powoli przemieszczali się z legowiska medyków do lidera, a Koza starał się nie zwracać na członków Klanu Wilka. Jeszcze nie chciał się dowiedzieć, co o nim i Śnieżce aktualnie myślą.
- Borsucza Gwiazdo. - powiedział wyjątkowo głośno prowadzący ich kocur. - To ci członkowie Klanu Klifu, o których ci wcześniej mówiłem.
- Dobrze. - mruknął stary, bardzo stary przywódca. Koza nawet nie spodziewał się, że kot z takim wiekiem na karku może rządzić Klanem Wilka. Futro Borsuczej Gwiazdy było już prawie w większości siwe, a oczy chociaż podobne do tych Lśniącego Słońca patrzyły prosto na nich, a nie na ścianę.
- Proszą o schronienie i chociaż tymczasową pomoc. - oznajmił kocur, który najprawdopodobniej był zastępcą klanu. Borsuk pokiwał delikatnie głową, po czym zwrócił się do bengalki.
- Wybacz to pytanie, ale jesteś gruba czy oczekujesz kociąt? - mruknął, zauważając mocno zaokrąglony brzuch Śnieżnego Sopla. Koza był ciekawy, jak stary lider widział - może tak trochę zamglenie, albo wyraźnie, ale z czarnymi plamami...
- Oczekuję kociąt, Borsucza Gwiazdo... - miauknęła kotka, z ledwo słyszalną nutką zawstydzenia w głosie. Nic dziwnego, Koza też by się dziwnie czuł, gdyby nazwano go grubym. Point zamyślił się (a może przysnęło mu się na stojąco...?), a po chwili obrócił głowę w stronę masywnego kota.
- Mogą zostać. - oznajmił, po czym ponownie zwrócił się do śnieżnej kocicy. - Ty i twoja przyjaciółka możecie się udać do kociarni.
...
Przyjaciółka? Koza kątem oka dostrzegł rozbawienie na pyszczku swojej partnerki. No pięknie, został pomylony z kotką i to jeszcze przez lidera Klanu Wilka.... a jeśli idą razem do żłobka, to oznaczało, że zostanie... królową. Niezłe osiągnięcie, jak na kocura. Kozia Nóżka jednak skłonił z wdzięcznością głowę, po czym razem z Śnieżnym Soplem udali się do kociarni. Kotka ułożyła się w kącie, a Koza niedaleko niej.

< Wilcze Serce? Jak nie chcesz, to nie musisz odpisywać >

15 lipca 2019

Od Koziej Nóżki

- Dokąd biegniemy, Kozia Nóżko? - zapytała nieco zdyszana ciężarna kotka, doganiając rannego Kozę.
- Szukać pomocy. - opowiedział krótko Kozia Nóżka, marszcząc brwi. Nie miał siły na rozmowę z Śnieżnym Soplem. Odkąd dowiedział się o tym, co zaszło między nią a Baranem, próbował się od niej odciąć. Również zaufanie Kozy do Śnieżki mocno spadło. Jednak teraz nie miał czasu, by się tym przejmować. Musiał jak najszybciej znaleźć pomoc. Wiedział, że byli niedaleko, ale sił miał coraz mniej. Głowa zaczynała go mocno boleć, rany nie przestawały krwawić, a przed oczami zaczynały tańczyć czarne plamki. Tak naprawdę Koza niezbyt miał wybór, dokąd biec. Gdyby poszedł do Klanu Nocy, Burzy czy Lisa, od razu zostałby wydany Lisiej Gwieździe - w końcu to jego sojusznicy. Jedyną pozostałą opcją był klan z którym ostatnio toczyli bitwę. Koza i Śnieżka kierowali się... - Do Klanu Wilka. To nasza jedyna szansa.
Przekraczając granicę Klanu Wilka Koza poczuł się okropnie dziwnie. Istniały tylko dwa rozwiązania tej sprawy - albo zostanie zabity, albo otrzyma pomoc.
Podążając za coraz mocniejszym zapachem kotów z Klanu Wilka,  w napiętej ciszy powoli zbliżali się do obozu. Gdyby nie to, że Koza był wyczerpany po walce i dosyć długiej już drodze, kocur zastanawiałby się, dlaczego tak się stało. Co skłoniło Śnieżny Sopel do zrobienia czegoś takiego? I dlaczego akurat spotkało to go?
Nie ukrywali się w ogóle i napotkali na swojej drodze żadnych partoli. Byli już blisko obozu, gdy ciało Koziej Nóżki zaczęło nie wytrzymywać wysiłku. Adrenalina zaczęła już przestawać działać, a co się z tym wiązało - Koza coraz mocniej odczuwał obecność głębokich ran zadanych przez Lisią Gwiazdę. Ale byli już blisko.
Gdy tylko oba koty weszły do obozu, od razu stworzyli wokół siebie zamieszanie. Znaczna większość członków Klanu Wilka wysunęła pazury i nastroszyła grzbiety, czując zapach klifiaków. Para wojowników zaalarmowanych przez innych przybiegła przed żłobek, by w razie czego chronić kocięta, a reszta siedząca w legowisku wojowników wychyliła głowy, by zobaczyć co się dzieje. Kozia Nóżka nie wiedział, co się dzieje wokół niego. Nikt go nie zaatakował, jednak nie widział już postaci obcych kotów. Wszystko, co widział, było zamazane i pokryte ciemnymi plamami.
- Potrzebujemy pomocy! - krzyknęła Śnieżny Sopel, widząc, jak Koza prawie leci z nóg. Kocur dojrzał dosyć dużą plamę, poruszającą się w jego kierunku.
- Jesteście szpiegami? Po co... - zapytał, jednak najwidoczniej widząc rany Koziej Nóżki i przestraszoną minę Śnieżnego Sopla ucichł. Parę uderzeń serca potem, Kozie urwał się film. Nie widział nic, oprócz czarnej przestrzeni przed nim, za nim, nad nim i pod nim.

<Klanie Wilka? Jak ktoś chce odpisać to niech odpisuje - najlepiej jakiś wojownik i do momentu, aż Koza się obudzi >

Od Koziej Nóżki CD Lisiej Gwiazdy

Koziej Nóżce zjeżyła się sierść na karku, widząc nasycone nienawiścią i chęcią mordu spojrzenie Lisiej Gwiazdy. Bicolor był pewien, że ten wzrok nie zapowiadał nic dobrego. Czyżby Lisowi nie podobało się coś, co robił? I jeśli chce ocalić tyłek to ma zaprzestać swoich działań? Tylko o co może chodzić byłemu mentorowi. O nie... czyżby rudzielec dowiedział się o tym, że powiedział Lśniącemu Słońcu o jego groźbie? Jeśli tak, to Koza chyba JUŻ jest martwy. Liliowy bicolor skulił się nieco,myśląc o tym wszystkim. "Oh, Klanie Gwiazdy, oby to nie była prawda" kocur spojrzał w niebo, wnosząc swoją bezsłowną modlitwę do Gwiezdnych.

***

- Nich wszystkie koty zdolne by samodzielnie polować zbiorą się! - Koza zmarszczył brwi, słysząc donośny głos Lisiej Gwiazdy. Z tego co wiedział, ani kocięta Zaskrońcowego Syku, ani Trzmielik nie miały jeszcze 6 księżyców, więc o co może chodzić? Może Jodłowa Łapa w końcu zostanie wojowniczką? O, jednak nie mogło chodzić o Jodłę. Dlaczego? Ponieważ jakiś czas temu kotka została już wojowniczką o ładnie brzmiącym imieniu - Jodłowy Brzask. To może to Zlepek doczeka się rangi wojownika! Chociaż zawsze to mogło być jakieś ogłoszenie czy coś, prawda? Koza podniósł się z swojego posłania, a wychodząc z legowiska wojowników starał się omijać wzrokiem kociarnię. W pewnym momencie nawet poczuł na grzbiecie wzrok Śnieżnego Sopla, jednak jedyną jego reakcją było szybki ruch ogonem. Koza nie chciał myśleć o bengalce. Było mu po prostu źle. Wiedział, że jest bezsilny w takiej sytuacji, ale było mu bardzo przykro, gdy dowiedział się, co tak naprawdę kotka o nim myśli. Owszem, był również wściekły na nią, ale... koniec. Po prostu, on i ona potrzebują przerwy od siebie. Dosyć długiej przerwy. Kozia Nóżka potrząsnął głową, by pozbyć się uciążliwych myśli, po czym zajął miejsce przed miejscem przemówień lidera. Rudzielec już stał na swoim miejscu i dojrzawszy pewnego kota, ruchem ogona przywołał go bliżej. Koza próbował dojrzeć, kogo to Lisia Gwiazda wywołał z tłumu i co przeskrobał. Co dziwne, w stronę miejsca przemówień nieśmiało kroczył Trzmielik, chowając niewielką główkę miedzy barki. Liliowy przekrzywił łeb, zastanawiając się, co właściwie się dzieje.
- Trzmieliku, ukończyłeś cztery księżyce i nadszedł czas, żebyś został uczniem. - powiedział chłodnym tonem lider. Kozie zjeżyło się futro na karku. To tylko sen, nie? Czy Lisia Gwiazda się z myszą na mózgi pozamieniał? Lis nie miał prawa mianować kociaka w wieku 4 księżyców na ucznia! To przecież jeszcze tylko dzieciak! Wśród zebranych klanowiczów rozeszły się zdziwione pomruki i ciche szepty.
- Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz znany jako Trzmielowa Łapa. Twoim mentorem zostanę ja. Jestem pewien, że przekażę ci niezbędną wiedzę.
Liliowego bicolora normalnie sparaliżowało. Nie dość, że maluch jest mianowany o dwa księżyce za wcześnie, to jeszcze za mentora ma Lisią Gwiazdę! Nikt oprócz Kozy nie wiedział, jaki Lis jest na treningach. Przypuszczał, że nawet Cyprysowy Gąszcz nie domyśla się, co Kozia Nóżka przechodził, będąc jeszcze Kozią Łapą. A co do Trzmielka - on tego nie przeżyje! Przez nagromadzenie emocji w ostatnim czasie i teraz nagły ich przypływ, coś posunęło kocura do popełnienia pewnego błędu, mianowicie - sprzeciwieniu się Lisiej Gwieździe. Bo co jeśli rudzielec mianuje i dzieci Śnieżnego Sopla w tym wieku? Nie mógł na to pozwolić, bez względu na to, czy będą jego czy Barana.
- Nie zgadzam się! - odezwał się donośnym głosem bicolor, zanim ktokolwiek zdążył zabrać głos. Wszystkie głowy zwróciły się w jego kierunku, a sam lider wlepił w niego to samo mordercze spojrzenie, jakim uraczył go niedawno. - Lisia Gwiazdo, Trzmielik to jeszcze kocię!
-  Klan POTRZEBUJE nowych wojowników jak najszybciej. Nie mam zamiaru zwlekać z mianowaniem kociąt na uczniów. - warknął chłodno, rysując pazurami skałę. - Wiesz, takie coś jak ty w ogóle nie powinno się odzywać. Szczególnie, że wszyscy wiemy, z jakiego "związku" pochodzisz... Klan Klifu nie potrzebuje takich łajdaków jak ty. - prychnął, marszcząc złowieszczo brwi. Koza skulił się, widząc, jak Lisia Gwiazda szykuje się do skoku. W złotych oczach bicolora zatańczyły łzy w momencie, gdy łapy lidera oderwały się od ziemi. Już po nim! Zginie na oczach całego klanu, zapamiętany jako zdrajca sprzeciwiający się przywódcy! A na dodatek nigdy nie zobaczy swoich dzieci! Koza w ostatnim momencie uskoczył przed ostrymi szponami brązowookiego. usiał szybko coś wymyślić, zanim Lis go zabije! Aktualnie musiał skupić się na unikaniu pazurów, co wcale nie było takie łatwe. W pewnym momencie Lis delikatnie drasnął jego szyję, wyrywając jasną kępkę sierści. Czyli taki miał plan rudy - dobrać się do jego szyi. W końcu, Koza napędzany adrenaliną zaczął atakować. Nie miał zamiaru zginąć z łap lidera! Jego ciosy nie były szybkie, jednak zgrabne uniki i szybkie kontrataki dawały mu możliwość nie zginięcia tak szybko. Oba kocury na zmianę zadawały sobie kolejne obrażenia. Wokół zaczęły latać kępki liliowego, białego i rudego futra, a reszta klanu ze strachem oglądała zmagania młodego wojownika i lidera. Kozia Nóżka syknął głośno, czując, jak zęby Lisiej Gwiazdy wbijają się w jego bark. Szybko zrzucił pręgowanego, jednak zanim zdążył się obejrzeć, pazury Lisa zaorały jego podgardle. Na szczęście, nie na tyle głęboko, by zabić liliowego. Bolało, ale adrenalina pulsująca w jego żyłach szybko spowodowała, że Kozia Nóżka zapomniał o bólu. Przez chwilę miał wrażenie, jakby przybyło mu sił i właśnie wtedy dosięgnął gardła Lisiej Gwiazdy. Miał wrażenie, że wszystko działo się w zwolnionym tempie, gdy Lis zaczynał się dusić i powoli umierał. Jego ciało zaczęło powoli sztywnieć, a oczy stawały się coraz bardziej mętne. Koza puścił gardło Lisa, gdy ten przestał się całkowicie ruszać. Oddychał ciężko, wyczerpany pojedynkiem, a z pyska kapała mu krew. Z początku liliowy nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co własnie zrobił. Chwiejnym krokiem oddalił się od truchła lidera, po czym obejrzał się po twarzach współklanowiczów. Nie widział zbyt wiele, ale czuł, że nie patrzą na niego jak na bohatera. Potrząsnął głową, po czym ostatni raz skierował swój wzrok na martwe ciało. Nie miał dużo czasu - Lisia Gwiazda może się zaraz ocknąć, a wtedy Koza na pewno polegnie. Musiał uciekać. Jak najszybciej! Zachwiał się jeszcze delikatnie i nie czekając na atak ze strony wspólników Lisa, pręgo skierował się do wyjścia  z obozu. W tym momencie jedynie adrenalina trzymała go na drżących łapach.
- Poczekaj, kochanie, idę z tobą! - Kózka usłyszał za sobą głos bengalki. No pięknie, jeszcze tego brakowało! Koza zmarszczył brwi, po czym posłał kotce chłodne spojrzenie. Każda konfrontacja z kotką kosztowała go mnóstwo wysiłku i energii, a tym aktualnie nie dysponował.
- Nie, Śnieżny Soplu, zostań. - warknął krótko bicolor, wyplunąwszy czerwoną ciecz z pyska.
- Nie ma mowy! Nie idziesz tam sam! - powiedziała. Koza chciał jeszcze dodać parę słów, ale kątem oka dojrzał delikatny ruch rudego cielska Lisiej Gwiazdy. Kozia Nóżka zamknął oczy, po czym razem z Śnieżką, co się do niego przyczepiła jak rzep do ogona wybiegł z obozu Klanu Klifu.
- Zabić. - wycharczał Lisia Gwiazda, wracając do życia.

< Lisia Gwiazdo? >

Od Koziej Nóżki CD Śnieżnego Sopla

A był już tak blisko przekonania Pylistego Czoła, by ten oddał mu wróbla! Ale oczywiście nie, rudzielec musiał go ofuknąć i zniknąć z piszczką w legowisku wojowników. Koza wywrócił rozeźlony oczami, po czym szybko zaczął przeszukiwać stos zwierzyny w poszukiwaniu upragnionego ptaszka. Byłby skłonny porozrzucać całą zwierzynę na około, gdyby nie to, że potem cały klan patrzyłby na niego z pogardą.
- Hej, pokrako. - zawołał Barania Łapa, podchodząc do szukającego wróbla brata.
- Czego? - mruknął Koza kładąc po sobie uszy i marszcząc brwi. Obrócił się do arlekina, a widząc ranę kremowego zdziwił się nieco.
- Chyba musimy sobie porozmawiać. - powiedział spokojnie, posyłając mu dziwny uśmiech. Nie oznaczało to nic dobrego... - Śnieżny Sopel powiedziała ci o jej sekrecie?
- O czym ty mówisz? - zapytał Koza, posyłając Baranowi pytające spojrzenie. Śnieżka i Koza raczej nie mieli przed sobą sekretów... prawda? Nie powinien wierzyć słowom Baraniej Łapy, ale jednak ziarenko niepewności zaczęło kiełkować.
- Oh, czyli nie? - Baran zaśmiał się cicho, po czym obszedł Kozę tak, by widzieć i jego i żłobek w którym aktualnie przebywała Śnieżny Sopel. Baran jakby chwilę się namyślił, jednak zaraz zaczął znowu mówić. - Zacznijmy od tego... jak myślisz, dlaczego wybrała kogoś takiego jak ty?
- Prze... - zaczął Koza, ale kremowy uciszył go gestem. "Znowu się zaczyna" pomyślał Kozia Nóżka, zwieszając łeb.
- Było jej ciebie żal. - Barania łapa ściszył głos i podszedł bliżej liliowego. - Wiesz, jaki mam tego dowód?
"To nie prawda" powiedział Koza w myślach, wysuwając pazury i przełykając ślinę. Baran nie ma do tego dowodów, bo to kłamstwo! Śnieżny Sopel kochała go, dlatego są teraz partnerami.
- Kocięta, które urodzi nie będą tylko twoje. - mruknął Baran prosto do ucha Kozy. Syn Głuszcowej Łapy zastygł. Dlatego Śnieżka się tak zachowywała? Czyżby Barania Łapa skrzywdził ją w taki sposób? Nie, to niemożliwe.
- Nie wierzę ci. - warknął Koza, obnażając kły. To musiało być kłamstwo.
- Sama zwróciła się do mnie z taką prośbą. Nie mogła wytrzymać tyle czasu z takim idiotą jak ty. Wszystko, co robiła z tobą, robiła z litości. - wycedził.
- Kłamiesz! - niemalże krzyknął Koza. Nie chciał tego więcej słuchać! Barania Łapa próbuje mu tylko dogryźć, wygadując do wszystko.
- Tak myślisz? Skoro tak, to sam ją o to zapytaj. - miauknął Baran, unosząc wysoko ogon. - O, widzisz, masz okazję, właśnie stoi za nami.
Koza szybko odwrócił się, by ujrzeć jakby wystraszoną i bardzo nerwową Śnieżny Sopel. Sądząc po jej minie, słyszała większość, jak nie wszystko. Kozia Nóżka podszedł do niej niepewnie.
- Czy to prawda? - zapytał poważnym, pozbawionym emocji tonem, jednak na jego pysku malowała się niema prośba, by kotka zaprzeczyła temu, co powiedział Barania Łapa.

< Śnieżko? > 

14 lipca 2019

Od Koziej Nóżki CD Mglistej Ścieżki

Dowiedziawszy się, gdzie Mglista Ścieżka podziewała się przez ten cały czas, Kozia Nóżka spokojnie ułożył się w swoim legowisku.
- Dobrze, że się znalazłaś. - uśmiechnął się delikatnie, po czym ułożył już dosyć senną głowę na łapach. Niebieska kotka skinęła jedynie głową w odpowiedzi. Koza ziewnął szeroko, próbując utrzymać powieki otwarte. - Ja chyba już odpadam.
- Hm? Już idziesz spać? - zapytała rozbawiona, spoglądając na niebo. - Jeszcze wcześnie.
- Wiem, ale to był ciężki dzień. Muszę trochę odpocząć. - Kózka ziewnął ponowie, a nie słysząc dalej głosu Mgiełki, zamknął w końcu oczy i zasnął niczym młode kocię.

***

Liliowy kocur ułożył się obok Śnieżnego Sopla, po czym delikatnie położył swoją głowę na jej już dosyć dużym brzuchu.
- Jak myślisz, dużo ich będzie? - zapytał cicho, próbując usłyszeć jakieś dźwięki. Może maluchy już się odzywają? Albo kopią? A może właśnie teraz słuchają jego głosu?
- Jeszcze nie wiem, Kózko. - zaśmiała się kotka, jak zwykle nieco nerwowo. Co się z nią działo ostatnio? Kiedy tylko próbował z nią o tym porozmawiać, Śnieżka wymyślała coraz to kolejne... wymówki? Tak wydawało się Koziej Nóżce. Miał tylko nadzieję, że wraz z końcem ciąży jej przejdzie. 
- Czegoś potrzebujesz? - miauknął w końcu Kózka, podnosząc głowę. Musiał jakoś odciągnąć się niechcianych myśli. Śnieżny Sopel chwilę się zastanowiła, po czym uśmiechnęła się delikatnie.
- Mógłbyś mi przynieść coś do jedzenia? Chyba znowu jestem głodna... - powiedziała słodkim głosem. Koza skinął tylko głową i wyszedł prędko z kociarni. Skierował się do stosu z zwierzyną, jednak po drodze wpadł na Mglistą Ścieżkę, najwidoczniej przechodzącą się po obozie.
- Hej, Kozia Nóżko! Huh? Co to za mina? Śnieżka znowu ma swoje humorki? - zapytała Mgiełka, widząc zmartwioną minę liliowego bicolora.
- Nie, to nie to. - miauknął smutno kocur, kiwając głową na boki. - Martwię się o nią ostatnio... 

< Mglista Ścieżko? >

12 lipca 2019

Od Koziej Nóżki CD Zlepionej Łapy

- N-na-naprawdę?
Przez chwilę oboje milczeli, jednak młodszy w końcu roześmiał się, a wojownik zawtórował mu entuzjastycznie. "Idealny przykład poprawy" pomyślał  niezłośliwie rozbawiony Kózka, jednak nie powiedział tego na głos, by czasem nie urazić uczuć przyjaciela. 

***

- Hej, Zlepiona Łapo! - zawołał liliowy kocur, dojrzawszy Zlepka przechadzającego się po obozie.
- Hm? - mruknął zdziwiony kocur, widząc, jak Kozia Nóżka w paru susach dociera do niego. - C-coś się stało? 
- Nie, nic takiego. - zaśmiał się nerwowo Koza, spuszczając nieco wzrok. - Chodzi o to, że chciałbym zrobić Śnieżce niespodziankę i przynieść jej coś dobrego do jedzenia. Wiesz, coś co upolowałem i uznałem, że może byś się ze mną wybrał, no wiesz, na taki spacerek łowiecki. - wytłumaczył szybko Koza, dreptając łapkami w miejscu. Bicolor nie był przyzwyczajony do wychodzenia z obozu samemu, a na dodatek, za każdym razem gdy wybierał się na samtne polowania okropnie mu się nudziło. A tak, będzie mógł sobie pogadać z Zlepkiem. Koza był niemalże na 100% pewien, że zielonooki chciałby się urwać z treningu z Księżycowym Pyłem. 
- Chciałbym, a-ale nie wiem, czy mogę... no wiesz, mój mentor może być niezadowolony z tego powodu... - miauknął niepewnie Zlepiona Łapa, zerkając na czarnego kocura siedzącego przed legowiskiem wojowników.
- Spokojnie, spróbuje z nim pogadać, może się zgodzi. - zaproponował Kozia Nóżka, na co Zlepek skinął głową i zaczął cierpliwie obserwować przebieg wydarzeń. Koza chwilę rozmawiał z zastępcą, aż w końcu Księżyc się zgodził, kończący tym, że "musi załatwić coś u Sokolego Skrzydła".
- I jak? - zapytał szybciutko Zlepek, przeskakując z łapki na łapkę.
- Wygląda na to, że dzisiaj masz wolne od treningu z ukochanym Księżycowym Pyłem. - uśmiechnął się Kózka, po czym oba kocury ruszyły na wyprawę.
- Cieszysz się? - miauknął nagle Zlepek, podnosząc wzrok na liliowego przyjaciela.
- Z czego? - zapytał Kózka, posyłając mu zdziwione spojrzenie.
- No, że zostaniesz tatą niedługo. - wytłumaczył zielonooki.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo! - zamruczał dumnie Kozia Nóżka, prostując się. - Ale trochę się martwię... że nie będę dobrym ojcem i moje kocięta będą jakoś... wiesz, pokrzywdzone. - dodał trochę ciszej i smutniej. Bardzo się tego obawiał. Sam wychowywał się bez ojca, ba, można było nawet powiedzieć, że też bez matki. Zlepek najwidoczniej widząc smętną minę przyjaciela, delikatnie szturchnął go bokiem, po czym posłał mu ciepły uśmiech.
- Nie martw się. Jestem pewien, że będziesz wspaniały! - pocieszył go Zlepiona Łapa. Kózka również uśmiechnął się, słysząc młodszego kocurka.
- Dzięki. - miauknął nieco spokojniejszy Kozia Nóżka. Miał nadzieję, że Zlepek ma rację i rzeczywiście będzie tak wspaniały. Nagle oba koty zastrzygły uszami, usłyszawszy dziwny dźwięk w pobliżu. Koza otworzył szerzej oczy i skulił się delikatnie, przygotowując się na ewentualny atak, a Zlepek wykonał podobny ruch.
- J-jak m-my-myślisz,  co to? - szepnął, pochodząc bliżej bicolora.
- Nie wiem. - mruknął Koza prawie bezgłośnie, po czym zaczął ostrożnie zbliżać się do źródła dźwięku. Im bliżej podchodził tym dokładniej słyszał czyjeś piski. Jednak zapach nie przypominał ani słonego zapachu Klifiaków, ani reszty, które znał. Aż w końcu, między krzakami poziomek dojrzał niewielkiego kociaka, wyglądającego na około 3 lub 4 księżyce. Ruchem ogona dał Zlepkowi znak, by przyszedł do niego.
- Huh? Kocię? - miauknął zaskoczony Zlepiona Łapa, widząc niewielkiego kotka. Kózka wzruszył ramionami po czym podszedł do młodego. Ten, jakby dopiero teraz zauważył dwa starsze koty, wzdrygnął się, jednak zaraz potem posłał im pocieszny uśmiech.
- Cześć. Jestem Budyń. Miło mi was poznać. - zamruczał wesoło, podnosząc się z ziemi.
- Jak się tu znalazłeś? - zapytał Koza, próbując zabrzmieć jak najbardziej spokojnie i miło. W końcu nie chciał, żeby maluch się go przestraszył.
- Przyszedłem. - odpowiedział krótko rudy kocurek. - A czy teraz mogę iść z wami? NIe chce tu siedzieć przez resztę życia. - miauknął cicho, posyłając zdezorientowanej dwójce błagalne spojrzenie zielonych oczu. Koza i Zlepek chwilę się zastanowili, jednak nie mieli co zwlekać z decyzją - w końcu kodeks wojownika mówił o tym, żeby nigdy nie zostawiać kociąt w potrzebie.
- Chodź. - zachęcił go Zlepiona Łapa, po czym oboje skierowali się do obozu. "No to nici z niespodzianki dla Śnieżki" westchnął w duchu Koza.

<Zlepku? Jak coś to Budyń zostanie Trzmielem jak będą w obozie >

08 lipca 2019

Od Koziej Nóżki CD Zimorodkowej Pieśni

- Co myślicie o zawodach? - zapytała kotka z radosnymi ognikami tańczącymi w oczach. Koza uniósł brew, oglądając się po kotkach. Zawody brzmiały całkiem nieźle. W końcu nawet wojownikom należy się trochę rozrywki!
- Ale nie jesteśmy trochę za starzy na takie zabawy? No wiecie, przecież teraz jesteśmy wszyscy "poważnymi wojownikami Klanu Klifu"! - miauknął Kozia Nóżka, pusząc się dostojnie. Oczywiście, mówił to z dozą rozbawienia. Przecież nigdy by nie odmówił zabawy z przyjaciółmi... no chyba, że Lisia Gwiazda byłby w pobliżu. Obie kotki na szczęście zrozumiały dowcip Kózki i obie roześmiały się. 
- No weź, wielki poważny wojowniku, nie pobawisz się z nami? - miauknęła Śnieżka, podchodząc bliżej do Kózki. Widząc, jak bangalka ociera się o partnera, Zimorodek jedynie wywróciła oczami. Chwilę potem paroma susami znalazła się na powalonym drzewie, z którego zaczęła przemawiać:
- To co? Urządzimy sobie zawody? Pierwsza część będzie polegała na tym... Że kto złapie najwięcej.... myszy, wygrywa! - zawołała uroczystym głosem, unosząc ogon do góry. Gdy tak na to spojrzeć, Zimorodkowa Pieśń nadawałaby się na liderkę. Nawet teraz wyglądała jak taka przywódczyni... ale raczej Lisia Gwiazda nigdy by nie wybrał Zimorodek na zastępcę. Może następny lider to zrobi?
- Dobrze, dobrze. - zaśmiał się Kózka pod nosem, po czym skinął głową. 
- Kiedy zaczynamy? - zapytała niecierpliwie Śnieżny Sopel, węsząc w powietrzu.
- Na trzy. - odpowiedziała Zimorodek, układając się w pozycji łowieckiej. 
- Jeden... - odliczanie zaczął Kozia Nóżka, przygotowując się do zawodów.
- Dwa... - powiedziała szybko Śnieżka, uginając łapki.
- TRZY! - gdy tylko Zimorodkowa Pieśń skończyła, wszystkie koty rozbiegły się w trzech różnych kierunkach. Kozia Nóżka brnął przez wysoką trawę, niemalże ryjąc dużym noskiem w ziemi. Na jego szczęście jego przyszła zdobycz  nie znajdowała się daleko - siedziała pod młodym dębem, skubiąc jakieś nasionko. Kocur zobaczywszy pieszczkę otworzył szerzej oczy, nastawił uszy i zniżył się, by myszka go nie zauważyła. Szybko skoczył i szybko zabił zwierzątko. Tak! Jeden punkt już jest. Teraz jeszcze parę i wygraną ma w kieszeni!

* * *

- Ha! Wygrałem! - miauknął dumnie Kozia Nóżka, porównując zdobycze.
- Na osty i ciernie! - miauknęła zawiedziona Śnieży Sopel, opuszczając główkę. Koza podszedł do kotki i polizał ją, próbując pocieszyć. - A myślałam, że to ja wygram!
- Masz jeszcze szansę się zrewanżować! Kto pierwszy dobiegnie do obozu, ten zdobywa nie jeden, a dwa punkty!
- Ha! Teraz zobaczysz, Kozia Nóżka, dam ci popalić! - zawołała Śnieżny Sopel, delikatnie przepychając się z liliowym.
- Trzy, dwa, jeden! - powiedziała szybko ZImorodek, korzystając z nieogarnięcia parki. Ci jednak, szybko spostrzegli posunięcie pointki, szybko ruszyli za nią. Niestety, nie zdążyli dogonić Zimorodkowej Pieśni, co oznaczało, że siostra Żurawinowego Bagna zwyciężyła.
- Gdzie dwóch się bije, tam trzecia wygrywa. - zaśmiała się niebieskooka, unosząc dumnie ogonek. Cała trójka po chwili zaśmiała się głośno, zwracając na siebie uwagę co niektórych członków Klanu Klifu.

* * *
Cóż, odkąd Śnieżny Sopel zaszła w ciążę, nie można było zaprzeczyć, że Kozia Nóżka odrobiiiinę przesadzał, jednak jego zachowanie było całkowicie uzasadnione. W końcu to pierwszy raz, pierwsza ciąża, pierwsze kocięta. No Koza nie potrafił nie przesadzać. W końcu teraz, jako "głowa rodziny" musi jak najlepiej zadbać o swoją partnerkę i jeszcze nienarodzone kocięta w jej brzuchu.
Kozia Nóżka wybiegł jak oparzony z żłobka. Śnieżny Sopel powiedziała, że " moooożee miałaby ochotę na mysz...", a skoro Śnieżka ma ochotę na mysz, musi ją dostać! Ale nie byle jaką, musi być najlepsza! Paroma susami znalazł się przy stosie z zwierzyną, a nie widząc szukanej zwierzyny zaczął się rozglądać po kotach. Na szczęście niedaleko stosu szła powoli Zimorodkowa Pieśń, niosąc z pyszczku całkiem sporą mysz. Taką, jakiej Koza potrzebował! Szybko podbiegł do pointki i zagrodził jej drogę. Ta spojrzała na niego zdziwiona i uniosła delikatnie brew.
- Zimorodku, proszę, bardzo bardzo bardzo potrzebuję TEJ myszy. - powiedział prędko Kozia Nóżka, spoglądając na piszczkę, by upewnić się, że jest odpowiednia. Kotka upuściła martwe zwierzątko, po czym zwróciła się do nerwowego Kózki.
- Potrzebujesz akurat TEJ myszy? - dopytała. - Dlaczego?
- Bo Śnieżka ma ochotę na mysz! - wypalił szybko. - Proszę, złapię ci następną. To bardzo ważna sprawa!
- No dobrze, spokoj... - Koza usłyszawszy słowa "no dobrze", szybko chwycił zwierzątko, po czym zaniósł je prosto do żłobka, nie dając Zimorodkowi dokończyć. Po paru uderzeniach serca ponownie wypadł z kociarni. Ku zdziwieniu siostry Sroczego Żaru, Kozia Nóżka znowu zagrodził jej drogę.
- Potrzebuje królika!
- A mysz zjadła? - zapytała Zimorodkowa Pieść, delikatnie uśmiechając się pod noskiem, najpewniej widząc minę bicolora.
- Nie... ale przecież może zgłodnieć! - miauknął pewnie Kózka, po czym skierował się do wyjścia. -Pomożesz mi go dla niej złapać? Bardzo bardzo pięknie proszę!

< Zimorodku? Przyszły tatuś potrzebuje pomocy XD >

Od Koziej Nóżki CD Śnieżnego Sopla

- Śnieżko, słonko, wszystko dobrze? - miauknął zatroskany Kózka, kładąc kwiatka na główce pointki. Kocur martwił się o swoją partnerkę. Od wczoraj była jakaś taka... zestresowana? Chciałby się dowiedzieć, co jest powodem jej trosk i może jakoś to zwalczyć? W końcu, nie widział świata poza Śnieżką i chciał dla niej jak najlepiej, a widząc jej smutne oblicze nie mógł siedzieć bezsilnie. Kotka jedynie pokiwała łebkiem na boki z dziwnym uśmiechem.
- Tak, nie martw się Kózko - odetchnęła głęboko. Kocur już otwierał pyszczek, by powiedzieć, że nie musi nic przednim ukrywać, a ta spojrzała by na swoje łapki i uprzedziła Kozią Nóżkę. - Byli by z nas świetni rodzice.
Co.
Kozę zamurowało. Autentycznie Kozią Nóżkę zamurowało.
- Że przepraszam, ale c-co? - palnął w końcu zmieszany bicolor, a jego mózk chwilowo przestał działać. Instynkt macierzyński się jej włączył czy co? Dlatego była taka zestresowana?
- Oh nie udawaj takiego świętego, wiesz o co mi chodzi, pf - żachnęła się kotka, odwracając główkę. - P-poza tym! N-nie chciałbyś mieć gromadki małych k-klusek...? - bengalka przełknęła głośno ślinę, oddychając szybko. Bardzo szybko. Oboje wyglądali bardzo podobnie - speszeni, nerwowiKozia Nóżka miał wrażenie, że zaraz tutaj zejdzie. Naprawdę. Ale co miał zrobić? Odmówić jej i powiedzieć, że są za młodzi na taką odpowiedzialność? A-ale jak wtedy poczuje się Śnieżny Sopel? Koza nie wiedział, co robić i jak się zachować. 
- W-więc...? - kaszlnął głucho Koza, przebierając nerwowo łapkami. A co jeśli zrobi coś źle? I jakoś skrzywdzi Śnieżkę? A co jeśli...
- M-mhm... - Śnieżka skinęła mu nieśmiało główką, a zatknięcie jej noska z jego rozwiało jego wątpliwości... no, przynajmniej w jakimś stopniu. "T-to jak się do tego z-zabrać? P-przypomnij sobie co mówił S-sokole Skrzydło....". Oddech kocurka drżał z nerwów, ale także pewnego... podekscytowania? Kózka liznął partnerkę za uchem no i dalej tak jakoś samo poszło.

***

Po jakimś czasie od tego... zbliżenia, Śnieżny Sopel przeniosła się do kociarni. Do Koziej Nóżki chyba wciąż nie doszło, że zostanie ojcem. Że za dwa księżyce Śnieżny Sopel urodzi kocięta, które będą ich. Tylko ich. Odkąd Sokole Skrzydło potwierdził ciążę bengalki słowami "No trochę się pospieszyliście. Gratulacje.", Kózka nie do końca wiedział, co czuje. Był bardzo szczęśliwy, ale także nerwowy i rozbrykany jak nigdy. Bo w końcu co jeśli Śnieżce będzie coś potrzeba, a go obok nie będzie? Więc by tak się nie stało, Koza przychodził do niej, gdy tylko miał czas. Tak często bywał w kociarni, że Wschodząca Fala zastanawiała się, czy nie nazwać go czasem królową.
- Śnieżko, kochanie moje, czy czegoś nie potrzebujesz? Może jesteś głodna? Albo przynieść ci wody? - zaświergotał kocur, wparowawszy do żłobka. Kotka jakby wystraszona wzdrygnęła się, po czym pokręciła delikatnie łebkiem. Koza zmarszczył brwi, widząc wyraz jej pyszczka. Coś było nie tak. Już od paru wschodów słońca coś ją trapiło, a Kozia Nóżka mógł jedynie bezsilnie na to patrzeć. Może martwi się tym, że nie będzie dobrym rodzicem? Jeśli o to jej chodziło, to nie była sama. Liliowy bicolor okropnie się zamartwiał tym, że nie będzie dobrym tatą. Kocur nie chciał zamęczać swojej ukochanej, jednak może rozmowa jej pomoże? Przyszły ojciec ułożył się obok partnerki i z troską spojrzał jej prosto w oczy,
- Śnieżynko, widzę, że coś jest nie tak. - powiedział spokojnym tonem. - Możesz mi powiedzieć, co się dzieje.

< Śnieżko? >

04 lipca 2019

Od Koziej Łapy (Koziej Nóżki) CD Zlepionej Łapy

- J-jak myślisz, co miał na celu, n-nazywając nas panienkami? - zapytał cicho nieco smutny Zlepek, posyłając przyjacielowi zmartwione spojrzenie. Koza dokładnie wiedział, jak czuł się Zlepiona Łapa, ponieważ odebrał to przezwisko również jako kpinę. Na szczęście, wymyślił doskonały plan, który pocieszy nie tylko syna Księżycowego Pyłu, ale także i jego samego. 
- Wiesz, może ten "staruszek" ma słaby wzrok i coś nie tak z móżdżkiem i się po prostu pomylił. - zaśmiał się cicho Koza, starając się, by Martwy Cień nie usłyszał żadnego słowa. Zlepek zaśmiał się cichutko i szybko podłapał intencje Koziej Łapy. Chwilkę wyglądał na zamyślonego, po czym dodał trochę swojego chrustu do ognia. 
- T-tak mu z py-pyska jedzie, ż-że zwierzyna, k-którą łapie u-umiera od samego z-zapachu. - szepnął Zlepek, chichocząc pod noskiem. 
- No, a zadek ma tak wielki, że nie wiem, dokąd idziemy. - powiedział liliowy bicolor, próbując powstrzymać głośny śmiech. Dwójka uczniów już po paru uderzeniach nie wytrzymywała ze śmiechu, wymieniając się takimi zdaniami i porównując ich prawdziwość. Koza, by zabrzmieć jak najbardziej wrednie próbował wdać się w Barana. Lekko mówiąc nie przepadał za bratem i jego zachowaniem, więc raczej niechętnie go naśladował, jednak to był wyjątek, okej? Dla takiego gbura jakim był Martwy Cień można być wrednym.
- J-jest t-tak brudny, że n-nie wiem, jaki jest jego prawdziwy k-kolor fu... - niestety Zlepkowi nie było dane dokończyć. Porządnie wściekły buras obrócił się w stronę uczniów, z chęcią mordu w oczach. 
- Co wy gówniarze ogon mi obrabiacie?! - wrzasnął pomarańczowooki, przyprawiając terminatorów o ciarki na grzbiecie. "Żegnaj, Zlepku, żegnaj Śnieżko, żegnaj Zimorodku!" pomyślał Kózka, kuląc się i strosząc futro.
- Na osty i ciernie, mamy przechlapane.... - pisnął bicolor wysokim i cichym głosem, widząc rozsierdzonego wojownika. Oba liliowe kocurki o krok, szykując się na koniec ich krótkich żyć.
- Ja was szacunku nauczę, głupie dzieciaki. - warknął, powoli podchodząc do Zlepionej Łapy i Koziej Łapy. Oj, nie dobrze! - Oboje macie karę. Nie wychodzicie ani dzisiaj, ani jutro z obozu i tylko zajmujecie się starszymi. Będę miał was na oku. - fuknął, na szczęście oszczędzając życie Kozy i Zlepka. Najwidoczniej nie chciał sobie narobić problemów, bijąc uczniów na oczach Pylistego Czoła. Oh, jakie mieli szczęście, że Pył był razem z nimi na patrolu. 
Gdy wrócili do obozu, oboje szybko czmychnęli do legowiska starszych, by uciec z pola widzenia Martwego Cienia. Pff, kara, jaką im dał była niczym! Powtarzam, niczym w porównaniu do tego, co mógłby wymyślić Lis, słysząc takie rzeczy na jego temat. Ba, Koza był niemalże pewien, że Lisia Gwiazda byłby skłonny wyrzucić Zlepka i Kozią Łapę z klanu za coś takiego.
- Myślisz, że Martwy Cień poskarży się Lisiej Gwieździe? - zapytał cicho Zlepek, siadając niedaleko Różanego Kwiatu.
- Raczej nie. Wątpię, żeby chciał rozpowszechnić to, że dwójka uczniów tak po nim pojechała. - mruknął Kózka, wyglądając nieśmiało na zewnątrz. 
- Coście przeskrobali? - zapytała delikatnie rozbawiona Sójcze Pióro, posłuchawszy rozmowę dwójki uczniów.
- Nic takiego... - zaśmiał się nerwowo Kózka, próbując wymigać się od rozmowy.
- No, już, opowiadaj starej Różany Kwiat, co się stało. - miauknęła przyjacielsko Różyczka, zachęcając kocurki do pogadanki. No i opowiedzieli jej całą sytuację. Na koniec cała starszyzna wybuchnęła śmiechem i tylko gratulowała uczniom pomysłu, wprawiając ich w niemałe zakłopotanie.

***

Minęło dopiero parę wschodów słońca odkąd Kozia Łapa, a raczej teraz już Kozia Nóżka został mianowany na wojownika. Oczywiście, nocne ciche czuwanie było nudne, jednak nie było tak źle. Na dobre opuścił legowisko uczniów, zostawiając w nim Rozmarynową Łapę, Złamaną Łapę i niestety - Zlepioną Łapę. Szkoda mu było przyjaciela. Pracował na to, by zostać wojownikiem już tyle księżyców, a wciąż nie został mianowany. Chciał go jakoś pocieszyć, ale zupełnie nie wiedział, jak się do tego zabrać. 
Gdy wrócił do obozu z samotnego polowania, wypatrzył Zlepka siedzącego przed wyjściem z terminatorskiego legowiska. 
- Hej, Zlepku. - uśmiechnął się Kózka ciepło, próbując dodać otuchy liliowemu przyjacielowi. 
- Hej, Kozia Ła... Kozia Nóżko. - miauknął Zlepiona Łapa, szybko się poprawiając. - I jak? Fajnie jest być wojownikiem? O, i czy podoba ci się twoje nowe imię? - zapytał jakby nigdy nic Zlepek, zapraszając bicolora do umiejscowienia się przy nim. Kozia Nóżka chwilę się zastanowił, po czym odpowiedział:
- Wiesz, w sumie jest podobnie, jak do bycia uczniem. Jedyne, co się różni, to brak gadania mentora nad tobą. - powiedział spokojnie syn Głuszcowej Łapy. - A moje imię bardzo mi się podoba. Zobaczysz, ty też niedługo dostaniesz swoje. - zapewnił Kózka, po czym zastanowił się chwilkę. - Jakie imię by do ciebie pasowało... może... Zlepiona Sierść? Albo Zlepiona Kora? Podoba ci się któreś? A może masz już wymyślone?

< Zlepku? >

03 lipca 2019

Od Koziej Łapy (Koziej Nóżki)

Koza odpoczywał właśnie w legowisku uczniów po treningu z Lisią Gwiazdą. Miał zamknięte oczy i próbował oczyścić umysł z jakichkolwiek negatywnych myśli.
- Kozia Łapo. - liliowy kocur usłyszał nad sobą pozbawiony emocji głos swojego mentora. Dopiero wrócili z treningu, więc to raczej niemożliwe, żeby znowu go na niego wciągał, prawda? Niemalże nie mógł ustać na łapach po ćwiczeniach, jakie Lisia Gwiazda mu zafundował.
- Słuchaj, nie mam za dużo czasu, więc nie udawaj, że śpisz. - fuknął chłodno Lis, unosząc ogon. Kózka niechętnie odwrócił głowę w jego stronę, po czym posłał mu pytające spojrzenie. Rudzielec zdawał się w ogóle nie zauważyć miny Kozy, a jedyne, co zrobił, to kontynuował. - Dzisiaj cię mianuję, więc masz czas, żeby się ogarnąć czy coś. - mruknął Lisia Gwiazda po czym wyszedł z legowiska terminatorów, zostawiając zszokowanego syna Głusi za sobą.
Co.
Co własnie lider powiedział?
Czy to był sen?
"Już, Kozia Łapo, ogarnij się. Zostaniesz mianowany, powinieneś się cieszyć" powiedział sobie Koza w myślach, wciąż przetrawić, co Lisia Gwiazda właśnie mu oznajmił. Gdy tylko ta informacja doszła do niego, kocurek zaczął cieszyć się jak kocię. Dosłownie. Nie mógł w to uwierzyć, że w końcu, po tak długim czasie, po tym wszystkim co przeszedł, on - Kozia Łapa zostanie wojownikiem! I to jeszcze przed Baranem! Co za wspaniałe uczucie! Tak bardzo nie mógł się doczekać tego momentu wywołania przed miejsce przemówień. Nawet nudnego nocnego czuwania! Kocur, by przygotować się do mianowania pożegnał się z swoim starym posłaniem i ścianami, otaczającymi go przez tyle księżyców i usiadł przed legowiskiem, przypominając sobie dawne czasy. Teraz zostawi wszystko za sobą i w końcu przeniesie się do legowiska wojowników!
Na szczęście, kocurek nie musiał czekać długo. W trakcie szczytowania słońca Lisia Gwiazda zwołał cały klan na zebranie.
- Niech wszystkie koty zdolne samodzielnie polować zbiorą się! - gdy donośny głos lidera dotarł do uszu Kozy, kocurka przeszły dreszcze. To już! Już za momencik! Ostatni raz w swoim uczniowskim życiu zajrzał do legowiska terminatorów, by po chwili wejść między członków Klanu Klifu.
- Kozia Łapo, Śnieżna Łapo i Żurawinowa Łapo, wystąpcie. - powiedział lider, po kolei spoglądając na trójkę uczniów. Najpierw zwrócił się do Koziej Łapy, a machnięciem płomiennego ogona przywołał go bliżej do siebie. Uczeń przywódcy postawił parę kroków w przód, po czym uniósł dumnie głowę i wypiął jasną pierś.
- Ja, Lisia Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tych uczniów. Trenowali pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ich wam jako kolejnych wojowników. - zaczął Lis, kierując swoje słowa do trójki terminatorów. W końcu zaczął mówić tylko do Kózki. - Kozia Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam. - powiedział Kózka, nie wahając się ani przez chwilę. Tyle na to czekał! I teraz stał przed liderem, dumnie zaglądając w jego orzechowe oczy, bez cienia wątpliwości. Wiedział, że zasłużył na rangę wojownika.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Kozia Łapo, od tej pory będziesz znany jako Kozia Nóżka. Klan Gwiazdy cieni twoją cierpliwość i oddanie, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu.
Liliowy bicolor niemalże parsknął pod nosem ze śmiechu. Czyli oprócz blizny na łapie dostał również pamiątkę z tego zdarzenia zawartą w imieniu? Nie szkodzi. Brzmiało wspaniale i było wspaniale. Został wojownikiem.
- Śnieżna Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam. - miauknęła Śnieżna Łapa, strosząc futerko. Ukochana Kozy w końcu otrzyma z powrotem swoje dawne imię i rangę.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Śnieżna Łapo, od tej pory będziesz znana spowrotem jako Śnieżny Sopel.
Śnieżka skinęła głową, po czym uśmiechnęła się ciepło do Koziej Nóżki. Młody wojownik (oh, jak pięknie to brzmiało) odwzajemnił jej uśmiech.
- Żurawinowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? - Lisia Gwiazda już po raz trzeci powtórzył tą formułkę.
- Przysięgam. - powiedział radośnie Żurawinek. Koza nie dziwił mu się. W końcu byli w tym samym wieku. On też zasługiwał w końcu na mianowanie.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Żurawinowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Żurawinowe Bagno. Klan Gwiazdy cieni twoją wytrwałość i odwagę, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu. - zakończył Lis, po czym prędko zeskoczył z miejsca przemówień.
- Kozia Nóżka! Śnieżny Sopel! Żurawinowe Bagno! - cały Klan Klifu zaczął skandować nowe imiona trójki wojowników, świętując ich mianowanie.
- Świetne uczucie, co? - zagaiła Śnieżka, liżąc Kózkę po policzku.
- Tak, wspaniałe. - uśmiechnął się Kozia Nóżka.