BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróblowa Gwiazda x Miedziana Iskra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróblowa Gwiazda x Miedziana Iskra. Pokaż wszystkie posty

23 lipca 2021

Od Wróblowej Gwiazdy cd. Miedzianej Iskry

 Miedziana Iskra. Naprawdę była jak iskra, niosąc odrobinę ciepła i światła wszędzie tam, gdzie była potrzebna. Wróblowa Gwiazda uśmiechnął się mimowolnie. Mimo że już dawno przestał być kociakiem, przy płowej czuł się, jakby czasy jego dzieciństwa nigdy się nie skończyły. Ciocia Miedź, dobry duch Klanu Wilka.
- Jak… Jak sobie radzisz? Wiesz, z klanem i… Tym wszystkim.
Odetchnął głębiej. Spojrzał na jej posiwiałą mordkę i jasne ślepia, i nie potrafił powiedzieć jej prawdy. Że cała ta sytuacja go przerastała. Jego związek z Modrzewiem, kierowanie klanem, epidemia, opętania, szepty z mroku… Miał dość. Czasami marzył o tym, żeby uciec, albo obudzić się w jakimś innym miejscu. Albo w ogóle się nie obudzić. Jedyne, co trzymało go w klanie to dane ojcu słowo. Nie potrafiłby spojrzeć sobie w pysk gdyby teraz uciekł, zostawiając klan bez lidera.
- Jakoś - miauknął, uśmiechając się smutno. - Jak wszyscy zresztą. - zamilkł na moment. - To nie pierwsze nieszczęście, które spadło na Wilczaki. Za każdym razem jakoś sobie radziliśmy, więc czemu teraz miałoby być inaczej?
Miedziana Iskra odwzajemniła jego uśmiech.
- Masz rację, Wróbelku. Jakoś musimy sobie poradzić, prawda?
Iskierka nadziei. Właśnie tego oboje potrzebowali.

***

Obudził się z niejasnym przeczuciem, że ktoś u niego był. Nie potrafił się go pozbyć nawet, gdy otworzył ślepia i rozejrzał się po pustym legowisku. Towarzyszyło mu gdy wyszedł z legowiska, żeby za siostrę wysłać poranne patrole.
Niedługo później powietrze rozdarł szloch Iglastego Krzewu.
Miedziana Iskra nie żyła.
Nie potrafił zrozumieć tych słów. Ich sens ciągle mu umykał, nawet wtedy, gdy razem z resztą klanu stał nad świeżo wykopanym grobem. Gdy w milczeniu od niego odchodził, zostawiając byłego lidera samego ze swoim bólem. Gdy wypłakiwał się Modrzewikowi w futro.
Ciocia Miedź nie żyła. 
Zgasła ostatnia iskra nadziei.

09 maja 2021

Od Wróblowej Gwiazdy cd. Miedzianej Iskry

 Jedli w milczeniu, jak zwykle zresztą. Nie potrzebowali słów, żeby się dogadać. Wróblowej Gwieździe wystarczyła cicha obecność siedzącej obok siostry. Poczucie, że zawsze ma ją za swoimi plecami. 
Wziął kolejny kęs piszczki i zapatrzył się w las za obozem.
Borsuczy Krok przerwała w końcu ciszę.
- Dokładnie sezon temu odeszła Cętkowany Liść. 
Sezon temu. Nie odpowiedział, wpatrując się w przestrzeń przed sobą.
- Pomyślałam, że chciałbyś żebym ci przypomniała.
Skinął głową, wzdychając cicho.
- Zapomniałem… - Spojrzał na siostrę, uśmiechając się smutno. - Jak zwykle masz rację, dziękuję. Nie wybaczyłbym sobie jakbym jej nie odwiedził.
Brązowe ślepia patrzyły na niego z tym samym chłodem co zwykle. Wróblowa Gwiazda miał jednak wrażenie, że gdzieś głęboko pod maską obojętności, zalśniła w nich melancholia. Często zdawało mu się, że widzi odblaski emocji w oczach siostry. Były jak odbicie odległych gwiazd w źrenicy, albo cień ryby w głębinie. Ale były. Wbrew temu, co starała się pokazywać całemu światu.
Dokończył jeść i siedzieli jeszcze chwilę, obserwując spokojny i tej porze obóz. W końcu wstała i odeszła. Poszedł w jej ślady, kierując się do wyjścia z obozu.

Nad porośniętym trawą kopczykiem pochylała się płowa sylwetka. Podszedł powoli i położył jedyną niezapominajkę, jaką udało mu się znaleźć, na grobie Cętki.
Miedziana Iskra spojrzała na niego zaczerwienionymi ślepiami.
Zawsze uśmiechnięta ciocia Miedź płakała. 
Uśmiechnął się do niej smutno. Doskonale ją rozumiał.
Bez słowa usiadł obok niej i otoczył kocicę ogonem, wpatrując się w niewielki kopczyk.
Śmierć. Tylko tego mogli być w życiu pewni.


<Miedź? Możesz zrobić time skip :’)>

19 sierpnia 2020

Od Wróblowego Serca cd. Miedzianej Iskry

Las przed nimi rozbrzmiewał co chwilę sennymi głosami ptaków. Szum gałęzi mieszał się z dobiegającym z oddali szmerem strumyka, zlewając się w jedną, kołyszącą do snu melodię. Gwiazdy spoglądały na nich miękko z góry, mlecznym światłem zapewniając o swojej pamięci i opiece. Spojrzał na tę jedną, do której zawsze uciekał jego wzrok. Dziś wydawała się lśnić wyjątkowo jasno, dumna i szczęśliwa.
Otworzył pyszczek, żeby podzielić się tą myślą z siedzącym obok Modrzewikiem, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Bury spojrzał na niego pytająco, ale od razu zrozumiał i uśmiechnął się, powstrzymując chichot. Znowu. Przyjaciel spojrzał na niego z udawaną urazą i bezwstydnie pokazał mu język. Kocurek z bielą odpowiedział mu tym samym, kończąc milczącą wymianę uprzejmości. Obaj westchnęli i uśmiechnęli się do siebie szeroko.
Poczuł, że obok ktoś się poruszył i odruchowo spojrzał w tamtą stronę. Biała sierść Wiśni wydawało się świecić w ciemności, za to skryta w nim Skowronek była niemal niewidoczna. Jego siostra wyglądała, jakby spała, wtulona w futro świeżo mianowanego wojownika. Ten szturchał ją co chwilę nosem, wywołując kolejne, chyba niezadowolone mruknięcia.
W głębi serca Wróbelek miał jeszcze nadzieję, że gdy otworzy oczy po odespaniu nocnego czuwania, białego już nie będzie w obozie, ale coś mu mówiło, że nie ma co na to liczyć. Westchnął w duchu, znów spoglądając w Gwiazdy. Ta duża i jasno świecąca zamrugała do niego figlarnie.

***

Wiśniowa Pestka nie zniknął, a wręcz przeciwnie. Stał obok Skowronek, uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie, nieco ironiczny sposób, a jego pewność siebie przygasała na moment tylko wtedy, gdy jego spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem Borsuk.
- Ch-chcieliśmy wam powiedzieć... - W oczach Skowronek błyszczały iskierki. - Że… Że oficjalnie zostaliśmy… partnerami.
Właśnie tego Wróbelek się obawiał. Jęknął w duchu, jednak na jego pyszczku pojawił się uśmiech. Może odrobinę sztuczny, ale nie chciał sprawiać siostrze przykrości. Jeśli miała być z tym mysim móżdżkiem szczęśliwa… Wierzył tacie i chyba dlatego miauknął:
- To świetnie! Bardzo się cieszymy, prawda? - Szturchnął Borsuk, która wyglądała, jakby miała się za uderzenie serca rzucić na białego. Ku jego zdziwieniu, otrzepała się jednak tylko i nawet… uśmiechnęła?
- Bądź dla niej dobry - powiedziała, tonem nieznoszącym sprzeciwu. Wiśnia jakby dopiero teraz odetchnął. Uśmiechnął się szerzej.
- Jestem. Prawda,  Ptaszynko? - Wymruczał do ucha Skowronek i Wróbelek mógłby przysiąc, że kotka oblała się rumieńcem od czubka nosa po czubek ogona. Bury wpatrywał się w nią zdziwiony. Chodziło o imię? To normalne, że koty zwracają się do siebie w różny sposób. Tym bardziej nie zrozumiał, dlaczego Borsuk posłała im spojrzenie pełne obrzydzenia.
- Pochwalcie się mamie - miauknęła i po prostu sobie poszła. Skowronek liznęła Wiśnię za uchem, na co odpowiedział umyciem jej szyi. Wróbelek poczuł, że robi mu się słabo.
- T-to ja idę do mamy - zaczynał rozumieć, dlaczego Borsuk znikęła.
- My też - zabrzmiał za nim głos białego. Wciąż ocierając się o siebie, parka ruszyła za nim do legowiska królowych.

Cętkowany Liść nie miała dzisiaj najlepszego nastroju i powinni byli to zauważyć. Myśli Skowronek krążyły jednak wokół czegoś, a raczej kogoś zupełnie innego, a Wróbelek nie zdążył ich ostrzec, bo gdy pierwszy pojawił się w wejściu do żłobka, ktoś stanął tuż za nim.
- Cześć, Wróbelku! Widzę, że próbujesz mnie ubiec w odwiedzinach u Cętki?
- Cześć, ciociu Miedź! - Odpowiedział uśmiechem na jej uśmiech. - Tak prawdę mówiąc, chyba powinniśmy uciekać jak najszybciej - miauknął, słysząc niezadowolone pomruki dochodzące ze środka. I mając w pamięci ciepłe uczucia, które bura żywiła do Wiśni.
Płowa spojrzała na niego zaskoczona, ale wciąż się uśmiechała.
- Nie takie rzeczy ostatnio przechodziłam - zażartowała. - Gorzej już chyba nie będzie, co?
Jak odpowiedź na jej pytanie, przed wejściem pojawili się przytuleni do siebie Wiśnia i Skowronek. Wróbelek posłał cioci wymowne spojrzenie.
- Możemy? - spytała jego siostra.
- Jasne! - miauknęła pointka, robiąc miejsce parce, zanim Wróbelek zdążył cokolwiek powiedzieć.
Nie musieli długo czekać na reakcję Cętki. Jej krzyk było słychać pewnie w całym obozie.
- LISIE ŁAJNO! WRONIA STRAWA! MYSI BOBEK! - ze środka legowiska wysypała się wiązanka przekleństw, o których istnieniu Wróbelek nawet nie miał pojęcia. W akompaniamencie “M-mamo!” i “Ale proszę pani!” z legowiska wybiegł najpierw spłoszony Wiśnia, a później wściekła mama, wymyślająca coraz to ciekawsze obelgi. Wróbelek westchnął. Zanim zdążył coś powiedzieć, z legowiska wyłoniła się przestraszona Skowronek. Spojrzała na brata i ciocię i miauknęła błagalnie:
- Zróbcie coś, proszę.


<Miedź? xD>

19 lipca 2020

Od Wróbelka (Wróblowej Łapy) cd. Miedzianej Iskry

Uciekał. Minął kolejne drzewa, pozwalając sobie na złapanie oddechu. Odbiegł daleko, kluczył, nie powinni go tu znaleźć. W ogóle nie powinni już wiedzieć, gdzie był. 
Zwolnił kroku, wsłuchując się w ciche odgłosy życia. Ptaki. Wiatr.
Kroki. Byli tuż za nim. Jak?! Nie mogli! Nie mogli wiedzieć! Byli daleko, zbyt daleko, bardzo daleko, nie widzieli go, nie mieli jak, nie!
Zerwał się do biegu. Musiał znaleźć rodzinę. Nie byli bezpieczni. Jeśli oni dotrą do nich pierwsi… Odwrócił się, akurat żeby dostrzec drapieżny uśmiech liliowego kocura.
Skręcił ostro za głazem, ukrywając się w gęstych krzakach. Przebiegł je jednym susem, wybiegając na polanę. W powietrzu unosił się znajomy zapach.
- Mama! - miauknął, podchodząc do cętkowanej kocicy. Otarł się o jej futro, ale zamiast uśmiechu, na jej pysku zobaczył…
Wściekłość. Jak wtedy, gdy Borsuk rzuciła się na Skowronek. Tata powiedział jej coś buczącym szeptem. Bez pytania wyszedł ze żłobka.
- Mamo? Ja nie chciałem, mamusiu!
W ślepiach kotki błyszczał niebezpieczny płomień. Zrobiła krok do przodu, kolejny. Następny.
- Uciekaj - gdzieś obok niego rozległo się pogardliwe miauknięcie Borsuk. 
- Uciekaj - zawtórowała jej Skowornek.
- Uciekaj - warknął jego tata.
Serce podeszło mu do gardła.
Biegł.

Wdech. Ostatnie drgnięcie łapy, zanim do reszty wybudził się z koszmaru. Przez uderzenie serca po prostu leżał, bojąc się ruszyć. Dopiero gdy otuliły go znajome zapachy kociarni, odważył się otworzyć ślepia. Zamrugał, czując zaschnięte łzy w kącikach oczu.
Ktoś niedaleko niego drgnął. Ciocia Miedź. Odetchnął głęboko, jeszcze przez chwilę udając, że wciąż śpi. Kątem oka dostrzegł, że uśmiecha się smutno. Może ona też miała zły sen?
Przeciągnął się i ziewnął, dając znać, że już nie śpi.
- Dzień dobry, Wróbelku - usłyszał ciepły głos.
Uśmiechnął się, czując jak posklejane na policzkach futro go ciągnie.
- Dzień dobry, ciociu!

*dwa dni po mianowaniu na ucznia*

Dziwnie było wchodzić do żłobka. Złapał się na tym, że wzrokiem szuka taty, leżącego w kącie pod czujnym okiem wujka Leszczynka. Albo siedzącego przy wejściu ze wzrokiem wbitym w dal, jakby kogoś wypatrywał… I mamy, rzucającej mu nerwowe spojrzenia, będące jej oznaką, że się o niego martwiła.
Zamiast nich, w legowisku dostrzegł tylko ciocię Miedź. Jej dzieci chyba akurat spały, skryte w jej futrze. Wyjątkowo mu to pasowało. Uwielbiał te trzy kuleczki, szczególnie Fasolkę, ale teraz… Musiał porozmawiać z płową.
- Ciociu Miedź? - miauknął.
- Wróbelek! - ucieszyła się kotka. - A raczej Wróblowa Łapa. Jeszcze raz gratulacje.
Otarła się o jego bok, kiedy podszedł bliżej.
- Dziękuję - odmiauknął, wpatrując się w mech pod łapami.
- Coś nie tak? - musiała wyczuć jego niepewność.
Zawahał się przez chwilę.
- Nie, po prostu… - Jego ogon wykonywał w powietrzu skomplikowane wzory, zdradzając jego poddenerwowanie. - Chodzi o mamę - jego głos zadrżał, mimo wszystkich jego wysiłków.
Kotka przyjrzała mu się baczniej, milczeniem zachęcając, żeby mówił dalej.
- Ch-chciałem cię prosić… - Zacisnął powieki i wziął głębszy wdech. To tylko ciocia Miedź. Na pewno go wysłucha. - Ż-żebyś… j-jeśli możesz, oczywiście - plątał się, ledwo panując nad głosem. W końcu podniósł wzrok, napotykając skupione jasnoniebieskie ślepia. - Żebyś zaopiekowała się mamą. Jako jej przyjaciółka.


<Miedź? :3 Przepraszam, że tyle to trwało xd>

25 maja 2020

Od Wróbelka cd. Miedzianej Iskry

Ziewnął. Wczoraj do późna oglądali z tatą Gwiazdy i czuł się trochę niewyspany. Cętka zauważyła to od razu, mrucząc pod nosem, że w końcu zabroni Wilczemu Sercu zabierać ich poza żłobek. Miał nadzieję, że i tym razem zapomni, bo nie wyobrażał sobie życia bez tych spokojnych wieczorów. Zresztą, nie był już kociakiem, za niecałe dwa księżyce miał zostać uczniem.
Obserwował nową kotkę, która rozmawiała z Iglastą Gwiazdą. Mama mówiła, że to Miedziana Iskra, jej przyjaciółka. Lidera zdążył już poznać, zaczepiał czasami tatę, gdy siedział razem z nimi. Zwykle śmiali się z siebie albo przekomarzali, ale Wróbelek widział, że to tak jak z Borsuk - tak naprawdę nigdy nie byli na siebie źli.
Korzystając z okazji, mama zostawiła ich samych obiecując, że niedługo wróci. Jego siostry były zajęte własnymi sprawami, a Modrzewika akurat nie było. Musiał iść do medyczki i bury odkrył, że bez niego kociarnia jest dużo nudniejszym miejscem. Mógł pójść pobawić się z resztą jego rodzeństwa, ale tak jakoś… nie miał ochoty. Zwinął się w kłębek, przysłuchując rozmowie wojowników. Nie chciał podsłuchiwać, po prostu mówili na tyle głośno, że słyszał.
Zastanawiał się, czy skoro kotka tutaj przyszła, to w żłobku pojawią się kolejne kocięta. Pewnie tak. Jak jego mama.
Tak w sumie to nigdy nie zastanawiał się jaka była, zanim została mamą. Pewnie mieszkała z resztą wojowników, chodziła na polowania, patrole… Tata mówił, że tak właśnie wyglądało życie w klanie. Miał się o tym przekonać, ale jeszcze nie teraz.
Zrobiło się głośniej. Wujek Iglasta Gwiazda pożegnał się z kotką i wyszedł z legowiska. Wróbelkowi do głowy przyszedł pewien pomysł. W końcu Miedziana Iskra ponoć była przyjaciółką mamy.
Wstał i podszedł do płowej.
- Witaj, szkrabie - miauknęła, gdy go dostrzegła. Miała miły, ciepły głos i kocurek pomyślał, że miło by się jej słuchało, gdyby chciała mu coś opowiedzieć.
- Dzień dobry - uśmiechnął się i usiadł przed kotką. - Mama mówiła, że jest pani jej przyjaciółką. Chciałem zapytać - zrobił najbardziej uroczą minkę jaką potrafił - jaka mama była zanim nas urodziła?


<Miedź? Wiem, dziwne pytanie na początek xD>