Teraźniejszość
Brykający Mysikrólik patrzyła po pobratymcach, w uszach słysząc dudnienie własnego serca. Przyłożyła łapę do piersi, wypatrując jakiegokolwiek znajomego futra. Poza rudą kocicą nigdzie nie mogła znaleźć rodziców. Przez to wszystko zapomniała, że zostali wysłani na patrol. Może powinna porozmawiać z Ćmią Łapą? Niemożliwe było, żeby cynamonowa popełniła samobójstwo. Zawsze była nieco chaotyczna, jednak od zawsze nosiła na pysku szeroki uśmiech, a ponadto nic nie wskazywało na to, że mogłaby chcieć zakończyć przedwcześnie życie. Nieuwaga jednak, z drugiej strony, była niestety dużo bardziej prawdopodobna. Liliowa zastanawiała się, dlaczego ciocia wybrała się w miejsce, z którego mogła przecież spaść… szczególnie po wypadku Firletkowej Łapy. Pokręciła głową, strzygąc wąsami. Czy nikt jej w tym nie pomógł? Czuła żal do Majaczącego Kopciuszka, że tamtego dnia nie patrzył akurat w kierunku okolic, w jakich przebywała cętkowana, zamiast tego był skupiony na Klanie Wilka. Zmarszczyła brwi, gdy jej oczy się zaszkliły, a ona sama miała ochotę komuś przyłożyć. Najbardziej smuciła ją ta bezradność, bo nie mogła absolutnie nic z tym zrobić. Nie miała żadnych dowodów ani możliwości dowiedzenia się, jak było; zobaczenia tego na własne oczy. Nic nie wskazywało na to, że złoty kłamał. Było jej niezwykle szkoda rodziców, ponieważ oni od zawsze byli bliżej z ciocią, w szczególności Kukułczy Wdzięk – liliowa była w końcu jej siostrą. Sama Mysikrólik odczuwała swego rodzaju nostalgię związaną z czasami kocięcymi, gdy zielonooka odwiedzała ich czwórkę i doglądała ich, gdy rodzice potrzebowali odpoczynku. Te spotkania były rzadkie, aczkolwiek młódka dobrze wspominała każde z nich. Ciocia jej nigdy niczym nie zawiniła, nie zasługiwała na to, żeby umrzeć. Lubiła sobie z nią pożartować i wymienić opiniami od czasu do czasu. Teraz już nie mogła tego zrobić, ponieważ szylkretka dołączyła do szeregów Klanu Gwiazdy, a jej miejsce wypełniła przygnębiająca pustka, cisza.
Rozmowy z matką stały się zdawkowe. Mysikrólik miała wrażenie, jakby musiała ciągnąć rodzicielkę za język, ilekroć próbowała ją wesprzeć w dowolny sposób. Trójokiego Zająca również nie mogła zrozumieć. Wyglądał na bardzo zmęczonego i wręcz wyplutego, jakby był przy nich jedynie ciałem, ale nie umysłem. Gołębi Puch zaczęła spędzać z nimi więcej czasu, co nie było niczym złym oczywiście, aczkolwiek młoda wojowniczka czuła się z tym nietypowo.
Spostrzegła ciotkę, siedzącą u wejścia i wpatrującą się w dół. Prawdopodobnie obserwowała fale morza obijające się o ich ogromną skałę. Może odnajdywała w nich komfort tak jak wiele kotów w samym szumiącym dźwięku morza czy niosącym się echem klangorze mew. Mysikrólik podeszła do niej cichutko, skradając się. Ciotka poruszyła nieznacznie uchem, a potem odwróciła się do niej. Liliowa położyła po sobie uszy z zawiedzeniem.
— Musisz stawiać łapy ostrożniej, słychać cię — wymruczała, parokrotnie przejeżdżając językiem po swoim barku, a potem odwróciła łeb z powrotem na fale daleko pod sobą, wzdychając cicho. Młoda przysiadła tuż obok niej niezdarnie, również wlepiając wzrok w wodę. Błękitne tafle obijały się z hukiem o kamień, zostawiając za sobą białe smugi. Wodospad ryczał blisko nich, również dokładając swoją cegiełkę w burzeniu wody. Żółtooka popatrzyła przed siebie.
— Gdyby twoim mentorem był Bukowa Korona, to byś też się tak skradała — przewróciła oczami, kręcąc głową. Gołębi Puch nie odrywała wzroku od poruszenia, a Mysikrólik poczuła lekkie ukłucie. — Ciociu, tylko nie myśl o tym, żeby cokolwiek sobie robić. Najlepiej trzymaj się z dala od klifów. Dobrze, gdybyśmy teraz stąd odeszły na bezpieczną odległość — spoważniała, wlepiając wzrok w łaciatą. Wojowniczka zamrugała parokrotnie, a potem kiwnęła głową. Wycofała się o parę kroków, siadając teraz w bezpieczniejszej odległości. To pozwoliło szylkretce się uspokoić i rozluźnić mięśnie.
Skoro udało jej się ją "uratować", czym innym mogła zająć umysł i łapy w jej towarzystwie?
— Ostatnio pokazałam Jajecznej Skorupie, że można się myć w piachu, ale chyba z tego nie korzysta, bo wygląda tak samo. Chyba że wytrzepuje piach z sierści tak bardzo, bardzo dokładnie… — zaczęła, w pewnym sensie myśląc na głos. Chciała o czymś porozmawiać z kotką, żeby może polepszyć z nią relacje, jednak czarno-biała nie rwała się do konwersacji, skupiona na morzu.
Mysikrólik straciła zainteresowanie i uznała, że tym razem sobie odpuści. Przynajmniej udało jej się w jakiś sposób uspokoić i może uratować jednego członka rodziny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz