BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gawroni Obłęd x Bylica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gawroni Obłęd x Bylica. Pokaż wszystkie posty

27 lutego 2023

Od Gawroniego Obłędu CD Bylicy

Kotka zniknęła pozostawiając go samego. Wraz z burzą myśli buzującą w jego łbie. Poległ. Przegrał. Nienawidził gorzkiego smaku porażki, jakim znów obdarował go los. Gardził sobą. Swoją słabością, przez którą zawiódł Dzwonek. 
Kotka wróciła. Martwa nornica trafiła do jego łap. Nie zastanawiając się zbyt długo, wziął się za posiłek. Nie zabiła go wcześniej, nie zabije go i teraz. Nie rozumiał jej aktów dobroci wobec niego. Zdradziła mu sekrety wrogiego klanu, uratowała, a teraz nakarmiła. Kurka nie zrobiłby tego dla większości kotów, z którymi dzielił klan. Niewielki posiłek zapełnił go bardziej niż sądził. Część uporczywego bólu ustąpiło, lecz ten przechodzący przez jego kręgi pozostał. 
 — Odpocznij chwilę i odprowadzę cię do Ścieżki Grzmotu. — miauknęła kotka, siadając. 
Czarny jedynie na nią zerknął i kiwnął łbem. Chodząca enigma o znająca nieznane dzieje kocie. 

* * *

Dotarli do ciągnącego się w nieskończoność głazu. Tak zwanej Ścieżki Grzmotu. To określenie było mu obce. 
— Żegnaj, dzielny nocniaku. — miauknęła starsza kotka. — Mam nadzieję, że nasze ścieżki kiedyś jeszcze się przetną. 
Czarny kiwnął łbem. Jego łapy wciąż słabe, lecz parł do przodu. Skrzywdzony przez los musiał otworzyć się na innych. Nie miał innego wyjścia, jeśli chciał ocalić Dzwonek. Niebieska spojrzała na niego jeszcze raz i skierowała się w stronę, z której przyszli. Kurka obserwował oddalającą się staruszkę. 
— Do zobaczenia.   miauknął cicho, kierując się w swoją stronę. 


<Bylico? odezwę się na wywiad z gwiazdą>

26 lutego 2023

Od Bylicy CD. Gawroniego Obłędu

Szła poboczem drogi. Znów zapuszczała się daleko w głąb terytoriów. Przemieszczała się przy granicy Klanu Burzy. Miała nadzieję na spotkanie Kamień. Chciałaby z nią porozmawiać. Dowiedzieć się, czy jej bracia nadal żyją. Szanse były większe, bo ona dalej żyła, a to mogło być dziedziczne… tylko, że byli już bardzo starzy. Sto dwadzieścia księżycy to nie było mało.
Nagle dostrzegła na horyzoncie coś czarnego, idącego w jej stronę.
Już po chwili, gdy kot się zbliżył, mogła stwierdzić iż był to, przynajmniej w jej standardach młody, czarny kocur z domieszką bieli. Wyczuła zapach Klanu Nocy i już miała zacząć się niepokoić - w końcu… to był nocniak. Nie miała dobrych doświadczeń z nimi. Porwali jej kocięta. A co gorsza ktoś z tego klanu zabił jej syna.
— Znasz Kminek?
Na jego pytanie zdębiała.
Pytał o Kminek?
Przed oczami przemknęła jej walka, jaką stoczyła podczas Pory Nagich Drzew.
To, jak wykorzystała jej matczyną miłość. Jak rzuciła się na nią, chcąc… zabić. Jak próbowała ją ściągnąć za sobą w odmęty rzeki granicznej Klanu Wilka.
— A… czemu pytasz, nie znajomy? — spytała niepewnie.
Dobrze jednak wiedziała, czemu. Kminek nie chciała być w klanie Mrocznej Gwiazdy. Została na pewno porwana. Ba, obwiniała ją za to, co się stało. Z resztą… częściowo w sumie słusznie. W końcu to nie był najlepszy pomysł, by się z nim na to umawiać. Ale chęć odzyskania jej wtedy wzięła górę…
— Szukam. — mruknął jedynie.
— Szukasz jej, tak? – rzekła cicho pod nosem - Cóż... a jeśli powiem, że tak? — zapytała ostrożnie.
Zastygł na uderzenie serca. Wbił wzrok w staruszkę.
— Gdzie ona. — padło z jego pyska bardziej żądanie niż pytanie.
Zrobił krok w jej stronę, uważnie obserwując. Czuła się niepewnie i była zaniepokojona. W końcu to był nocniak. Nocniaki nie przyniosły jej w życiu chyba nic dobrego. Muchomor zabił Konwalię, tamta szylkretka ze zgromadzenia doprowadziła do porwania jej dzieci, Rybka poprowadził atak na jej rodzinę, a jakby tego było mało przez nich straciła jedynego biologicznego syna.
— Ale najpierw... Czemu jej szukasz? Zależy ci na niej?
Czarny zerknął na własne łapy.
— Tak. — przyznał cicho.
— Mhm... — mruknęła, schodząc z czarnej powierzchni na trawę.
Kocur podążył za nią.
— W takim wypadku... — na chwilę się zawiesiła. Nie wiedziała, czy to był dobry pomysł. W końcu Kminek mogła by mu później powiedzieć o tym, że to była częściowo jej wina… że tam trafiła. A do tego kotka chciała ją zabić. Czy powinna dawać jej szansę na ratunek? Skoro nienawidziła jej na tyle, by chcieć przegryźć jej gardło lub utopić w mroźnej rzece? Ale z drugiej strony… to wciąż była jej córka. Kminek. Może przemawiało przez nią to, że dalej jej na niej mimo wszystko jakoś zależało. I to że wiedziała, iż kotka nie miała pojęcia, gdzie mieszkali. Postanowiła więc, że będzie kontynuować.— Porwał ją Klan Wilka. Pod ich pieczą zmizerniała. Widziałam ją. Chuda, słaba, poraniona. Klanem Wilka rządzą złe koty, złe powiadam. Ich lider to seryjny morderca, też porywacz. Jeśli chcesz jej pomóc, musisz mieć sojuszników. Inaczej nie dasz rady sam. — rzekła. Widziała że był sam. A to mogło oznaczać, że nikt nie pofatygował się, by z nim pójść.
— Znasz ich? — mruknął zdziwiony wiedzą kotki.
— Znam, bo chcą mnie zabić — odparła. — Za dużo wiem.
To była prawda. Wiedziała dużo. Choć chyba tak bardzo się tym Mroczna Gwiazda nie przejmował, a bardziej tym, że nie przyniosła mu Ryś i że oparła mu się, gdy zaczął jej grozić. Ale to też pewnie był jeden z powodów. Jej rozmówca strzepnął uchem.
— Mów.
Kotka spojrzała na niego pytającym spojrzeniem.
— Co chcesz wiedzieć? — nawet się nie zajęknęła.
— Wszystko. — palnął wprost.
Starsza kotka usiadła. Jej futro tańczyło przez wiatr. No… czas mu powiedzieć co wiedziała. Jeśli to przyniesie zgubę liderowi Klanu Wilka… to będzie z siebie dumna.
— Zacznijmy od tego, że ich lider jest pieprzniętym psycholem, który bawi się w wyłażenie poza swe terytorium i mordowanie samotników ze swymi poplecznikami, w tym synem, rudym vanem od księżycy. Po drugie, rudy na pewno wie o obecności Kminek w klanie, bo był z nią, gdy próbowali mnie ukatrupić podczas pory nagich drzew. Po drugie, nie lubią się z Klanem Burzy. — dodała — Jeśli szukasz sojuszników poza klanem... to tam może kogoś znajdziesz. Lider wilczaków ma też dzieci w Klanie Klifu.
— Klifiaki... — powtórzył tępo. Zdawał jej się zdziwiony.
— Może mu na nich zależeć, więc ta informacja może ci się przydać. Nie wiem, skąd tam się wzięły jego dzieci. — rzuciła by wyjaśnić mu czemu to mu mówi.
Niespodziewanie kocur tupnął gniewnie łapą. Zastanawiała się, czy był na nią o coś zły. W razie czego była gotowa do ucieczki.
— Rudy van? — pokazał na pysk.
Zrozumiała, iż chodziło mu o rozmieszczenie kolorów na furze.
— Tak — odparła błękitna, prostując się. — Tak wygląda jego syn. Niebieskie jak lód oczy. Starszy od ciebie, mniej więcej w wieku Kminek.
Czarny zjeżył się. Gniewny ryk wydobył się z jego pyska. Uderzył z całej siły w młodą trawę.
— Zabiję. — sapnął jedynie.
Kotka zerknęła na niego, wzdychając ciężko.
— Wiesz, sama też bym to chętnie zrobiła. Parszywiec z niego. — wysunęła pazury ze wściekłości.
— Tam Klan Wilka? — wskazał łapą w stronę lasu.
Jego słowa od razu podsunęły jej co chciał zrobić. Nie. Nie mogła mu na to pozwolić. Skoro już mu o tym powiedziała, nie mógł zmarnować tych cennych informacji dając się złapać. Bylica wstała i zagrodziła mu drogę.
— Sam nie możesz. Jeden nic nie zrobisz i tylko sprawisz, że nikt w Klanie Nocy nie będzie wiedział co się stało. A jeśli cię złapią... to już mogą się nigdy nie dowiedzieć. I nigdy już jej nie uda się wam jej odzyskać. Wiem, jak to jest stracić kogoś, na kim ci zależy... ale jeśli zadziałasz pochopnie... to stracisz szansę. — próbowała mu przemówić do rozsądku.
— Nie. — syknął ostro, przepychając się przed kotkę. — Ja musze. Ja musze ją ratować. — oznajmił.
Niebieska przyglądała się mu zaskoczona. Ucichła. Był naprawdę zdeterminowany.
— To... co zamierzasz? Po prostu wejść im na teren?
Kiwnął łbem, próbując odnaleźć zapach Wilczaków. Widziała, że nie mógł ich wyczuć. Przez spaliny trudno było wyczuwać inne zapachy, szczególnie nieprzyzwyczajonym kotom, już nie mówiąc o tym, że granica Klanu Wilka była znacznie dalej.
— Weź kogoś ze sobą. — miauknęła kotka, próbując go przekonać — Nie wiem, wojowników twojego klanu? Przecież Wilczaki cię rozszarpią!
Naprawdę zaczęła się martwić, że on tam pójdzie bez przygotowania. To przecież było kompletne szaleństwo! A ona była szalona i akceptowała dużą dawkę szaleństwa!
— Nie mam przyjaciół. Mam tylko Dzwonek.
Staruszka zamilkła na uderzenie serca.
— Mhm... A powiesz o swoim odkryciu chociaż Nocniakom? Zanim tam pójdziesz. – próbowała jeszcze.
— Lider tchórz. — palnął wprost, kręcąc ogonem zniecierpliwiony.
— Ah, rozumiem — mruknęła. — W takim razie mogę ci trochę pomóc... zaprowadzę cię tam. — rzekła.
Skoro szanse na pomoc były niskie… to mogła mu chociaż pokazać, gdzie ma iść. Pomóc znaleźć drogę na teren wilczaków, taką, aby go się tam nie spodziewano. Odwróciła się, po czym zaczęła iść wzdłuż drogi.
Kilka samotnych potworów przejechało po drugiej stronie drogi, nim nie dotarli do mostu. Słońce nieomal zaszło już za horyzont. Ciemny granat zaczął panować na niebie.
Po przejściu na drugą stronę rzeki zboczyła z drogi grzmotu wchodząc do lasu. Już wiedziała, jaką drogę pokazać nocniakowi. Zastanawiała się nad tym podczas marszu i wpadła na to, w jaki sposób mógł się dostać na teren Wilczaków z mniejszym ryzykiem przyłapania.
Szła przez las, nie oglądając się na idącego za nią kocura, a gdy usłyszała szum wody, przyspieszyła. Po dotarciu na brzeg zaczekała aż kocur dojdzie. Gdy czarny stanął obok niej, Bylica swą białą łapą wskazała teren na przeciw ich odgrodzony od nich wodą.
— Tam jest terytorium Klanu Wilka. Jeśli przepłyniesz tędy, najpewniej nie zostaniesz zauważony. Nie będą się spodziewali, że ktoś wejdzie im na terytorium taką drogą.
Pomarańczowooki kiwnął łbem.
— Dzięki. – powiedział.
Samotniczka uśmiechnęła się smutno. Łapą zaszurała w piasku. Jej oczy zaczęły gdzieś po rzecznej tafli.
— Też chcę... by Kminek się wydostała — szepnęła ciężko. — Mogę cię o coś zapytać?
Miała teraz szansę dowiedzieć się czegoś, co trapiło ją od księżycy. Co sprawiało, iż czasem budziła się w nocy z pytaniami, ale bez odpowiedzi, którą tak bardzo chciała poznać.
— Czy wiesz może... kto zabił pewnego samotnika? Wiem, że to był ktoś z Klanu Nocy... ale nie wiem kto. Mój syn... moje kochane dziecko... — jej rozżalone spojrzenie wędrowało po rzece. — Syn wyglądał jak ja. Miał tylko inne oczy i uszy... i był ciutkę ciemniejszy. — opisała go. — Nie był idealny... uparty i krnąbrny... ale nie chciał ginąć.
Pokręcił łbem.
— Nie znam. Nie słyszałem. — odpowiedział jej.
Miała ochotę wyć. Wiedziała, że mógł kłamać. Mógł chronić współklanowicza, bo mimo iż nie wiedział, że przewodziła dużą grupą samotników, to mógł podejrzewać, jakie miała zamiary wobec tego, kto to zrobił. Najchętniej rozszarpała by drania na drobne kawałeczki i wrzuciła ciało do rzeki, tak jak ten kot zrobił to z jej biednym, ukochanym Fiołkiem. Jej pierworodnym. Jej kochanym, upartym, czasem złośliwym do innych Fiołkiem.
Spuściła smętnie łeb, garbiąc się.
— Warto próbować się dowiedzieć, prawda? — miauknęła smutno, zerkając na niego. Na jej pysk wstąpił łagodny uśmiech. Czarny uciekł od niej spojrzeniem.
— Powiedz Kminek jeśli ją spotkasz... że ją przepraszam. Za wszystko. Nie pytaj, za co, ona będzie wiedziała — powiedziała, odwracając się. — Oby ci się powiodło, dzielny Nocniaku.
Szczerze doceniała jego starania i odwagę. Robił coś, czego ona niegdyś nie zrobiła. Wbijał na chama na czyjeś terytorium, by ratować ukochaną osobę, nie bacząc na konsekwencję.
Młodszy wykonał gest przypomnający uśmiech.
— Powiem. Dziękuję. — Wskoczył bez namysłu do rzeki.
Patrzyła jeszcze przez chwilę na odpływającego kocura, po czym odeszła w gąszcz dziczy.
***
Szła przez las. Chciała odejść. Wrócić na ścieżkę wyznaczoną przez drogę grzmotu i znów pójść w dal. Ale nie mogła.
Odwróciła się na pięcie, by wrócić tam, skąd przyszła.
Ostre gałęzie krzewu smagnęły jej futro, gdy przechodziła przez gęstwinę.
Wspięła się na drzewo przy brzegu, następnie wchodząc na gałąź. Dostrzegła czarny punkt w wodzie. Był to nocniak, który tak bardzo chciał ratować Kminek. Serce ścisnęło się bylicy w piersi. Wiedziała, że on się pisał na nieomal pewne złapanie, o ile nie śmierć. Ale nie mogła go przecież zatrzymać. Była już za stara, by nawet próbować powstrzymać w pojedynkę tak młodego kota, czy chciała to przyznać, czy też nie.
Usiadła na gałęzi. Kurka zniknął z zasięgu wzroku kocicy - w końcu to było daleko. Patrzyła tylko przed siebie, aż usiadła.
Mrok otulił tereny. Jej dzieci raczej nie martwiły się o nią. Wiedziały, że sama sobie umie poradzić mimo wieku tak podeszłego, że aż trudno było uwierzyć, że wciąż może się sprawnie poruszać.
Została więc na gałęzi, wbijając spojrzenie w migoczącą taflę wody, oświetlaną słabym blaskiem księżyca.
***
Po dłuższym czasie, niespodziewanie, dostrzegła coś, co mroziło krew w żyłach.
Szkarłatna smuga ciągnęła się po wodzie. Wzrokiem prześledziła ją i dostrzegła czarne, pozlepiane od cieczy futro nasiąknięte wodą.
Widziała, jak kocur opada z sił. W te pędy zeszła z drzewa.
Prąd zaczął znosić go w stronę brzegu. Kocur osłabł i przestał walczyć. Woda zaczęła znosić go w stronę odpływu. Dalszej części rzeki. Jeśli tam wpadnie, to już go raczej nie wyłowi.
Żałowała, że jeszcze nie nauczyła się pływać od córki. Zaklęła w myślach. Musiała mu jakoś pomóc. Widziała, że był w złym stanie. Ilość krwi była najlepszym dowodem. Po namyśle weszła do wody.
Obserwowała czarną toń, starając się wybadać dno łapami, by czasem nie zanurzyć się za głęboko i przypieczętować swą zgubę.
Była coraz bliżej dryfującego bezwładnego ciała. Gdy tylko znalazł się w zasięgu jej szczęk, chwyciła go za kark, po czym zaczęła ciągnąć w stronę brzegu. Był... ciężki.
Po dłuższym czasie udało jej się go wynieść na suchy ląd. Usiadła, zmęczona dysząc.
— Dzwonek? — usłyszała jęk. Słysząc jego głos, podeszła bliżej. Jednak szybko zdała sobie sprawę, iż stracił przytomność. Po chwili zastanowienia zaciągnęła go więc w las. Nie mogła go w końcu tak zostawić.
Ułożyła go w korzeniach jednego ze starszych grabów, po czym poszła szukać ziół. Widziała jego ogon. Odgryźli mu kawałek. Brutale...
Ale dobrze, że udało mu się to chociaż przeżyć. Może i nie wrócił w jednym kawałku, ale i tak miał szczęście.
Przyniosła zioła i pajęczynę, a następnie zaczęła opatrywać jego rany.
Gdy skończyła, usiadła przy nim, aby przypilnować, by nic mu się nie stało przez noc.
***
Czuwała długo. Sen zaczął ją już morzyć, gdy słońce delikatnie zaczęło wyglądać zza horyzontu, barwiąc niebo na jasny róż.
Usłyszała za sobą ruch, co skutecznie ją rozbudziło. Odwróciła głowę w stronę dźwięku. Napotkała pomarańczowe ślipia kocura.
— Obudziłeś się. Dobrze — mruknęła.
Nocniak rozejrzał się po otoczeniu.
— Gdzie? — słaby głos opuścił jego gardło.
— W lesie między drogą grzmotu a jeziorem — wyjaśniła.
Złapał się za łeb.
— Dzwonek?
Niestety. Musiała powiedzieć mu gorzką prawdę, która mu się na pewno nie spodoba.
— Przypłynąłeś sam. Wyciągnęłam cię z wody i tu zaciągnęłam. Straciłeś ogon — stwierdziła.
Nieprzytomny wzrok powędrował w stronę miejsca, gdzie niegdyś był puszysty czarny ogon. Pozostał poszarpany fragment. Skrzywił się. Spróbował wstać.
— Musze... Ratować... — wycharczał słabo.
— W takim stanie to nawet nie dojdziesz do rzeki, o pływaniu nie wspominając — zauważyła.
Syknął.
— Dam rade. — Spróbował ponownie znów z tym samym skutkiem.
— Nie dasz rady, choć byś nie wiem jak silnym kotem był — odparła, podchodząc bliżej. — Odpocznij. Zbierz siły.
Dostrzegła, jak ten powstrzymuje łzy, które i tak były widoczne w kącikach jego oczu. Podeszła bliżej, po czym delikatnie pogłaskała go po głowie.
— Wiem… wiem że to ciężkie....
Zjeżył się, odsuwając się od niej.
— Nic nie wiesz — syknął.
— Wiem. Uwierz mi, dobrze wiem jak to jest nie móc uratować kogoś na kim ci zależy. Nie móc zrobić nic i być bezradnym.
Kocur na jej słowa spuścił łeb.
— Na pewno da się coś wykombinować. Ale sam nic nie zdziałasz. Chyba już się o tym przekonałeś. Czy w Klanie Nocy Dzwonek była lubiana lub choćby szanowana? – zaczęła szukać jakiegoś punktu zaczepienia. Sposobu, by ją ratować. Deski ratunku pośród morskiej toni.
Ten wzruszył ramionami.
— Ja... Nie rozmawiać — mruknął zgodnie z prawdą.
Nie było trudnym się tego domyślić po jego sposobie wysławiania… Mogła się tego spodziewać.
— Wiesz, skoro twój lider to taki dupek, to idź i powiedz o tym najlepiej całemu klanowi. Może wojownicy sami uznają, że trzeba coś zrobić i cię poprą. W końcu chyba nie spodoba im się fakt, że inny klan porywa im wojowników.
Na jego milczenie i utkwienie wzroku w czarne łapy, postanowiła kontynuować.
— Chcesz uratować Dzownek... prawda? Warto chyba przynajmniej spróbować?
— Oni... mnie nienawidzą.
Na chwilę zamilkła.
— Nie ma nikogo, kto by ci uwierzył?
— Nikt.
— Mmm... W takim razie faktycznie może być problem...
Ta sytuacja była nieomal fatalna. Jak on miał jej pomóc, jak był z tym sam? No może poza nią, ale czy miała prawo narażać swoje dzieci, wciągając je w to? I czy w ogóle by ją poprały? W końcu Kminek była uważana za zdrajcę w ich szeregach.
Nocniak przymknął ślepia.
— Muszę wracać. — sapnął, krzywiąc się z bólu przy próbie wstania.
— Na poszukiwania Kminek?
— Obóz — mruknął niechętnie.
No. Nareszcie poszedł po rozum do głowy… Przekonał się w końcu na własnej skórze, że uwolnienie Kminek w pojedynkę graniczyło z cudem, a już szczególnie w jego stanie.
— Pomóc ci się tam dostać? — spytała.
Niechętnie kiwnął łbem.
— Będziesz musiał jeszcze trochę odpocząć, zanim wyruszymy w tak długą drogę — stwierdziła. — Przyniosę ci coś do jedzenia, zaczekaj tu — powiedziała, po czym zniknęła w krzakach.
<Kurko?>

23 lutego 2023

Od Gawroniego Obłędu do Bylicy

Zapuścił się na nieznaną polanę. Unikał wstępnie terenów pozostałych klanów. Nie chciał zostać ściągnięty przez żaden patrol. Nie mógł zmarnować tej szansy. Stąpał po śmierdzącej ścieżce. Ogromnym czarnym głazie ciągnącym się w nieskończoność. O gładkiej powierzchni i upiornym smrodzie śmierci i ognia. Pierwszy raz widział coś takiego. Szedł, zdając tkwić w miejscu. Niezmienny krajobraz. Niezmienny smród. Aż dostrzegł ją.
Niebieskie futro z ciemniejszym znaczeniem przechodzącym przez grzbiet. Ujrzał jej jaskrawe zielone ślepia, które także zdawały się być zaskoczone jego obecnością. Powoli mrok stępował na świat przykrywając ich odcieniami ciepłego fioletu. Zaczął zmierzać w jej stronę. Nie zamierzał przepuścić żadnej okazji. 
— Znasz Kminek? — mruknął, gryząc się w język, by nie powiedzieć Dzwonek. 
Kotka zdawała zastanawiać się nad czymś. Była stara. Siwa. Nie widział wcześniej tak starego kota. Zastanawiał się jakim cudem jeszcze żyje sama. 
— A... czemu pytasz nieznajomy? — zapytała, obserwując go.
Kurka zmarszczył nos. Nie chciał zdradzać zbyt wiele obcej kotce. Nie wiedział jak to wykorzysta. 
— Szukam. — mruknął jedynie.
— Szukasz jej, tak? — mruknęła pod nosem. — Cóż... a jeśli powiem, że tak? — zapytała ostrożnie. 
Zastygł na uderzenie serca. Wbił wzrok w staruszkę. W końcu. W końcu los do niego się uśmiechnął. Ekscytacja ze zniecierpliwieniem zmieszały się w jedną silną emocję. 
— Gdzie ona. — padło z jego pyska bardziej żądanie niż pytanie. 
Zrobił krok w jej stronę, uważnie obserwując. Nie zamierzał dać się okłamać jak tamtemu. 
— Ale najpierw... Czemu jej szukasz? Zależy ci na niej? 
Czarny zerknął na własne łapy. Brakowało mu słów, by wyrazić potrzebę odnalezienia kotki. Musiał naprawić wszystko. Cały chaos jaki zapanował, gdy zniknęła. W Klanie Nocy, jak i w środku niego. 
— Tak. — przyznał cicho, czując trochę zażenowany takim wyznaniem przed obcą mu kotką. 
— Mhm... — mruknęła, schodząc z czarnego głazu na trawę. 
Kocur podążył za nią. Uniósł pytająco brwi. Nie wiedział co mu powie. Czy usłyszy kolejne łgarstwa, czy w końcu przeznaczone mu będzie poznać prawdę. 
— W takim wypadku... — na chwilę się zawiesiła, by kontynuować — Porwał ją Klan Wilka.  
Poczuł jak coś w nim drży. Gotuje. Całe ciało mu wrzało z gniewu. Okłamał go. Okłamał go. Kłamał. Kłamał cały czas. Niegodziwiec. Parszywiec. Potwór. 
— Pod ich pieczą zmizerniała. Widziałam ją. Chuda, słaba, poraniona. Klanem Wilka rządzą złe koty, złe powiadam. Ich lider to seryjny morderca, też porywacz. Jeśli chcesz jej pomóc, musisz mieć sojuszników. Inaczej nie dasz rady sam. — odparła.
Czarnego nie interesowało to. Nie zamierzał zwlekać. Nie gdy był tak blisko. Tak blisko niej. 
— Znasz ich? — mruknął zdziwiony wiedzą kotki. 
Należała do Klanu Wilka? Skąd mogła tyle o nich wiedzieć. Zmrużył podejrzliwie ślepia. 
— Znam, bo chcą mnie zabić — odparła. — Za dużo wiem.
Trzepnął uchem. Zdawało się logiczne. Zwykle po to zabijało się wrogów. Była wrogiem Klanu Wilka. Nocniaków też? Nie wiedział jeszcze. O nic nie pytała go. Jeszcze. Musiał być uważny. 
— Mów. 
Kotka spojrzała na niego. 
— Co chcesz wiedzieć? — nawet się nie zajęknęła. 
Odpowiedź była prosta. 
— Wszystko. — palnął wprost.
Każda najmniejsza informacja była na wagę złota. Starsza kotka usiadła. Jej futro tańczyło przez wiatr. Kurka stał i obserwował ją uważnie. 
— Zacznijmy od tego, że ich lider jest pieprzniętym psycholem, który bawi się w wyłażenie poza swe terytorium i mordowanie samotników ze swymi poplecznikami, w tym synem, rudym vanem od księżycy. Po drugie, rudy na pewno wie o obecności Kminek w klanie, bo był z nią, gdy próbowali mnie ukatrupić podczas pory nagich drzew.
Nie znał określenia van, lecz na samo słowo o rudej barwie futra poczuł niewyobrażalny ładunek gniewu. 
— Po drugie, nie lubią się z Klanem Burzy. — dodała — Jeśli szukasz sojuszników poza klanem... to tam może kogoś znajdziesz. Lider wilczaków ma też dzieci w Klanie Klifu.
— Klifiaki... — powtórzył tępo.
Wszystko było takie pogmatwane. Skomplikowane. Nic z tego nie rozumiał. Jakie polowania. Mordowanie samotników. To nie brzmiało jak nic normalne. Coś absurdalnego. Gubił się w słowach kotki. To wszystko zdawało się takie nierealne. Ale czy okłamywała by go na takie tematy? Jaki był tego cel. Wywołać wojnę między ich klanami? Już sam fakt uprowadzenia Dzwonek wystarczał. 
— Może mu na nich zależeć, więc ta informacja może ci się przydać. Nie wiem, skąd tam się wzięły jego dzieci. — rzuciła. 
Kurka zignorował to. Przebrzydły rudy pysk wypełnił jego łeb. Tupnął gniewnie łapą na samą myśl o nim. Musiał się upewnić. Musiał się upewnić by rozszarpać go jak nic nieznaczącego robaka, jakim był. 
— Rudy van? — pokazał na pysk.
— Tak — odparła staruszka, prostując się. — Tak wygląda jego syn. Niebieskie jak lód oczy. Starszy od ciebie, mniej więcej w wieku Kminek.
Czarny zjeżył się. Mimowolny gniewny ryk wydobył się z jego pyska. Uderzył z całej siły w młodą trawę. Rozszarpie go. Tak drobno, że nie będzie co chować. 
— Zabiję. — sapnął jedynie. 
Kotka zerknęła na niego, wzdychając ciężko. 
— Wiesz, sama też bym to chętnie zrobiła. Parszywiec z niego. — wysunęła pazury ze wściekłości.
Nie mógł dłużej zwlekać. Wiedział więcej niż potrzebował. Jedyne co pragnął to zamordować rudego. Napawał się wizją Chłodu krztuszącego się własną krwią. Skomlącego żałośnie, gdy śmierć zabierała go w swe ramiona.
 Tam Klan Wilka?  wskazał łapą w stronę lasu.
Nie znał tych terenów. Nie chciał tracić czasu na bezsensownego błądzenie. Staruszka wstała i zagrodziła mu drogę.
 Sam nie możesz. Jeden nic nie zrobisz i tylko sprawisz, że nikt w Klanie Nocy nie będzie wiedział co się stało. A jeśli cię złapią...to już mogą się nigdy nie dowiedzieć. I nigdy już jej nie uda się wam jej odzyskać. Wiem, jak to jest stracić kogoś, na kim ci zależy... ale jeśli zadziałasz pochopnie... to stracisz szansę. — próbowała mu przemówić do rozsądku. 
Nie wiedziała, że jego rozsądek dawno został pochowany do piachu przez jego matkę. Nie miał zamiaru zwlekać. Ani uderzenia serca dłużej. Dzwonek była tam. Czuł to. Cierpiała. Sama to mówiła. Słaba. Chuda. Poraniona. Nie zamierzał im tego darować. Nie mógł na to dalej pozwolić. 
 Nie. — syknął ostro, przepychając się przed kotkę. — Ja musze. Ja musze ją ratować. — oznajmił. 
Niebieska przyglądała się mu zaskoczona. Ucichła. 
 To... co zamierzasz? Po prostu wejść im na teren?
Kiwnął łbem, próbując odnaleźć zapach Wilczaków. Smród spalin utrudniał to. 
— Weź kogoś ze sobą. — miauknęła kotka. — Nie wiem, wojowników twojego klanu? Przecież Wilczaki cię rozszarpią! 
Nie miał czasu na to. Wracanie do obozowiska. Wyjaśnienie wszystkiego Rudzikowemu Śpiewu, który i tak pewnie nie nic nie zrobi. A nawet jeśli to organizacja tego zajmie mu tyle czasu, że Dzwonek nie doczeka się ratunku. Musiał działać sam. Wiedział, że mógł na siebie liczyć. Inni wciąż tylko go zawodzili. 
— Nie mam przyjaciół. Mam tylko Dzwonek. — nie kłamał. 
Staruszka zamilkła na uderzenie serca. Zastanawiała się. 
— Mhm... A powiesz o swoim odkryciu chociaż Nocniakom? Zanim tam pójdziesz. 
— Lider tchórz. — palnął wprost, kręcąc ogonem zniecierpliwiony. 
Nie mógł złapać tropu. 
— Ah, rozumiem  mruknęła. — W takim razie mogę ci trochę pomóc... zaprowadzę cię tam. — rzekła.
Odwróciła się więc, po czym zaczęła iść wzdłuż drogi. Kurka uderzenie serca spoglądał na kotkę niedowierzając, lecz ruszył za nią. Zignorował głos mówiący, że to mogła być zasadzka. Szedł za staruszką. Wiara i nadzieja mieszały mu w łbie odcinając jakiekolwiek logiczne myślenie. Niczym w transie maszerował, aż doszli do mostu. Słońce praktycznie zniknęło z niebios. Ciemny granat zaczął panować na niebie. Po przekroczeni drewnianej kładki, nagle zboczyła od drogi grzmotu i weszła do lasu. Kurka niepewnie za nią. Pomimo iż ten nie pachniał żadnym z klanów, tak gęsty teren był mu nieznany. Nieprzyjazny. Niewielki zagajnik znany mu z jego terenów nie obrastał w potężne i wysokie iglaki. Igły i szyszki zahaczały nieprzyjemnie o jego sierść, szarpiąc ją niczym wrodzy wojownicy. Do ich uszy dotarł szelest wody. Kotka przyspieszyła i zniknęła za gęstymi krzewami. Skierował się za nią. Dzika plaża i płynąca wolno rzeka. Niebieska łapa wskazała teren na przeciw ich ogrodzony rzeką. 
— Tam jest terytorium Klanu Wilka. Jeśli przepłyniesz tędy, najpewniej nie zostaniesz zauważony. Nie będą się spodziewali, że ktoś wejdzie im na terytorium taką drogą.
Kiwnął łbem, czując jak łapy mu wręcz płoną. Był tak blisko. Tak cholernie blisko. 
 Dzięki. — mruknął, choć ogrom wdzięczności do staruszki był większy niż potrafił to sobie to uświadomić. 
Starsza uśmiechnęła się smutno. Łapą zaszurała w piasku. Jej oczy błądziły gdzieś po rzecznej tafli. 
 Też chcę... by Kminek się wydostała  szepnęła ciężko.  Mogę cię o coś zapytać?
Kurka spojrzał na nią wyczekująco. Musiał jakoś oddać za tą przysługę. 
 Czy wiesz może... kto zabił pewnego samotnika? Wiem, że to był ktoś z Klanu Nocy... ale nie wiem kto. Mój syn... moje kochane dziecko...  jej rozżalone spojrzenie wędrowało po rzece. 
Kurka trzepnął uchem, czekając aż kotka skończy mówić. 
 Syn wyglądał jak ja. Miał tylko inne oczy i uszy... i był ciutkę ciemniejszy. — opisała go.  Nie był idealny... uparty i krnąbrny... ale nie chciał ginąć.
Pokręcił łbem. Nie wiedział, że któryś z patroli zamordował samotnika. Nie interesował się takimi sprawami. Niewiele w Klanie Nocy go obchodziło. 
 Nie znam. Nie słyszałem.  mruknął zgodnie z prawdą.
Spuściła smętnie łeb. 
 Warto próbować się dowiedzieć, prawda?  miauknęła smutno, zerkając na niego. 
 Na jej pysk wstąpił łagodny uśmiech. Lekko zdezorientowany czarny uciekł od niej spojrzeniem. 
 Powiedz Kminek jeśli ją spotkasz... że ją przepraszam. Za wszystko. Nie pytaj, za co, ona będzie wiedziała  miauknęła, odwracając się.  Oby ci się powiodło, dzielny Nocniaku.
Kurka wykonał gest rzekomo mający przypomnieć uśmiech, 
— Powiem. Dziękuję.  wskoczył bez namysłu do rzeki.
Jej chłód otulił go z każdej strony. 

* * *

Wyczerpany padł na brzeg. Przeprawa przez rzekę była cięższa niż myślał. Nie docenił zmęczenia. Bólu jaki sprawiał mu każdy krok. Jego klatka piersiowa unosiła się szybko, łapczywie łapiąc powietrze do płuc. Czuł, jak jego serce szalało. Był tak blisko. Podniósł się na chwiejących się łapach. Nie mógł się teraz zatrzymać. Był bliżej niż kiedykolwiek. Mrok przepełniał las. Księżyc powoli kończył swą podróż po niebie. Smród Wilczaków unosił się wszędzie. Dusił go. Sprawiał, że sierść stawała mu dęba.
Zrobił niepewny krok. Musiał stawić im czoła. Musiał ją uratować. Nie będzie miał drugiej szansy zaś tak daleko. 
— Słyszałeś to? — padł czyjś głos.
Kurka szybko schował się za drzewem. Ostatkiem sił i logiki, walczył, by nie zwariować zaraz. Czuł, że zaraz łeb mu pęknie. A on padnie. Nieprzytomny i martwy. Skazany na łaskę wroga. Skończony. 
— Nie, mamo. — odpowiedź sprawiła, że czarny wstrzymał powietrzę. 
Byli blisko. Zdecydowanie zbyt blisko. Jeszcze parę kroków i go wyczują. Chęć walki wciąż nim wrzała, lecz chłód nocy i mrok lasu sprawiał, że płonący gniew osłab przez przemęczenie i lęk. 
 Sprawdźmy brzeg jeszcze i możemy zawracać. — stwierdziła kotka, zatrzymując się nagle. — Czujesz to...? 
Nie usłyszał odpowiedzi jej syna. Rzucił się do ucieczki. Alarmujący krzyk, oznajmił wszystkim kotom w pobliżu o odkryciu intruza. Czuł drżenie ziemi. Jego łapy uderzały rytmicznie o piach. Był już blisko wody. Czuł jak się zbliżają. Biegł ile w sił w łapach, lecz to i tak było za mało. Dosięgła go. Jej ostre pazury wbiły się w jego ciało. Niezdarnie, choć skutecznie zrzucił ją z siebie, Krzyknął z bólu, czując wgryzające się zęby w jego ogon. Szarpał, kopał kocura po pysku. Ten jedynie zaciskał coraz mocniej. Aż coś pękło. Zarówno w ogonie, jak i w Kurce. Odepchnął się z całych sił od Wilczaka pozostawiając go zszokowanego wraz z kawałkiem jego ogona na brzegu.
Płynął.
Przebierał łapami. Coraz słabiej. Woda była ciepła. Czerwona wokół niego. Jego ślepia zamykały się z każdym uderzenia serca mocniej. Nie miał siły walczyć z prądem. Nie miał siły płynąć. Unosząc się na wodzie coraz mniej do niego docierało. Zamknął ślepia. Mógł posłuchać starszej kotki.
Teraz wszystko poszło na marne. 

<Bylico?>


npc: Gawroni Lot, Błękitny Ogień.