BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kacze Pióro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kacze Pióro. Pokaż wszystkie posty

04 września 2022

Od Kaczego Pióra

    Przesunął wzrokiem po pogrążonym w ciemności legowisku. Powinien spróbować ponownie zasnąć. Westchnął, rezygnując z podjęcia kolejnej próby udania się do krainy snów. Usiadł, owijając ogon wokół krótkich łap. Był przekonany, że pobratymcy są pogrążeni w śnie i gdyby wybrał się do centrum obozu, jego krótki spacer pozostałby bez gapiów. Kiedyś obecność pobratymców była przez niego akceptowana, chętnie ich obserwował i wymieniał informacje. Obecnie nie chciał nikogo widzieć. Unikał ich towarzystwa. Pod przykryciem nocy mógł czuć się swobodnie. Dni kocura upływały na leżeniu w legowisku starszych. Zwykle był zamyślony, błądząc wspomnieniami po dawnych czasach. 
    Jego historia zaczęła się w Klanie Nocy i tutaj również miała się zakończyć. Kaczorek miał ogromne szczęście. Urodził się w kochającej, pełnej rodzinie. Swoich rodziców pamiętał doskonale. Zginęli kilkanaście księżyców temu i chociaż przestał odczuwać cierpienie spowodowane ich stratą, wciąż za nimi tęsknił i ich potrzebował. Powrócił do dawnego rytmu, gdyż musiał skupić się na obowiązkach medyka. Jesionowy Wicher i Brzoskwiniowa Bryza zapewne obserwowali go ze Srebrnej Skóry. Możliwe, że podobnie jak on, pragnęli kolejnego spotkania. Kacze Pióro miał jednak świadomość, że nie można przyspieszyć odejścia do Klanu Gwiazdy. Los każdego kota spisany był w gwiazdach. Stanie się jedną z nich, gdy nadejdzie jego czas. Odejdzie polować z przodkami, a jego historia dobiegnie końca. Ścieżka, którą wybrał przed wieloma sezonami nie mogła ciągnąć się wiecznie. Nie bał się śmierci. Jako medyk był świadkiem umierających kotów i kiedyś sam będzie musiał odejść do lepszego miejsca. Ufał Klanowi Gwiazdy. W końcu od wielu sezonów kroczył wyznaczoną przez nich drogą. Odkąd przyjął ich błogosławieństwo, zostając uczniem medyka, a później medykiem, czuł z nimi wyjątkową więź. Osłabła w momencie, gdy medycy nie mogli przestali otrzymywać sny, ale wciąż wierzył w ich dobroć i chęć opieki nad klanami. Kacze Pióro był ciekawy wszystkich tajemnic życia na Srebrnej Skórze. Chciał ponownie zobaczyć swoich bliskich. Z biegiem kolejnych księżyców, właściwie odkąd przeszedł na emeryturę, wizja śmierci nawiedzała go coraz częściej. Właściwie mógł być wdzięczny za to, że dane mu było przeżyć tak wiele księżyców i odejdzie w swoim klanie, w swoim legowisku, zabrany z powodu starczego wieku.
    Wspominał radosne zabawy w żłobku. Często pakował się w kłopoty, mając duszę łobuza. Raz wdrapał się na drzewo i Jesionowy Wicher musiał go ściągać. Innym razem wybrał się z Malinką na Zgromadzenie, oczywiście nielegalnie. Tata był wspaniałym kocurem. Nic nie powiedział mamie i kociaki nie dostały szlabanu. Wtedy w klanie rządził Aroniowa Gwiazda, choć z siostrą woleli go nazywać Posraną Gwiazdą. Jesionowa Gwiazda i Brzoskwiniowa Bryza wiedzieli, że wychowują małych poszukiwaczy przygód, ale to właśnie dzięki ich troskliwej opiece, wyrośli na zdolnych uczniów. Kacze Pióro dobrze ich wspominał. Podobnie jak Malinowy Pląs. 
    Malinka... 
    Kacze Pióro odwrócił wzrok, wpatrując się teraz w ścianę legowiska. Jego ukochana, jedyna siostra. Wbił pazury w ziemię, próbując powstrzymać napływającą wściekłość. Nie mógł już płakać. Miał wrażenie, że wszystkie łzy już opuściły jego ślepia. Siostra została zabita podczas bitwy, choć z uwagi na wiek nie powinna brać w niej udziału. Klan Gwiazdy niech będzie świadkiem, że Kacze Pióro w całym swoim życiu nie krzyczał równie głośno. Wrzask wydobył się z jego pyska równie szybko, jak krople deszczu opadają na ziemię. Ból, największy jakikolwiek doświadczył, złamał jego serce. Czuł się tak, jakby jego dusza została rozszarpana na drobne kawałeczki. Cierpiał nie tylko jako brat, który stracił tragicznie siostrę. Malinka była jego najlepszym przyjacielem, połową serca, kawałkiem duszy. Podczas tamtej bitwy zginęli oboje. Wiele następnych dni przepłakał, czuwając nad jej grobem. Dopiero później zrozumiał, że Malinka by tego nie chciała. Ceniła twardość, wojowniczość i śmierć w bitwie była dla niej stworzona. Zaakceptował jej cichą, niewypowiedzianą prośbę. Skrył się w legowisku przed całym światem. Swoją nienawiść do Kruczej Gwiazdy starał się ukrywać, życząc jej śmierci w męczarniach. Wspomnienia o Malinowym Pląsie nie bolały, gdyż zawsze przepełnione były ciepłem dawnych przygód. Wciąż czuł na języku smak kocimiętki, słyszał jej rozbawiony śmiech, widział ich ubłoconych lub mokrych, zawsze z iskrami zadowolenia w oczach. Kochali przygody i równie mocno uczuciem darzyli siebie. Można powiedzieć, że byli tacy sami, choć wybrali zupełnie inne ścieżki. Malinka doczekała dwójki kociąt, które obecnie były wojownikami i nawet doczekali własnego potomstwa. Ich rodzina się rozrosła. Kacze Pióro żałował, że tak mało poświęcał czasu siostrzeńcom i ich dzieciom.
    Miał ochotę się zaśmiać, przypominając sobie pamiętne Zgromadzenia i szalone gonitwy po obozie. Z Jesiotrem, swoim jedynym bratem, nie połączyła go taka więź. Brat nie urodził się karzełkiem i często im dokuczał. Dodatkowo był lizusem. Malinka i Kaczorek nie zapraszali go do zabaw i często zapewniali mu małe kary za jego zachowanie. Z czasem gdy dorośli, Kaczorek i Jesiotr pogodzili się. Brat również doczekał kociaka i ogólnie ułożył sobie życie. Zmarł jeszcze przed rodzicami. Z rodziny pamiętał również siostrzeńców ojca, którym utrudniał życie wraz z Malinką. Pogodził się jedynie z Chorym Uchem, jeszcze zanim odeszła z tego świata. No i dziadków, rodziców Jesionowego Wichru, ale o nich słyszał jedynie z licznych opowieści. Po dziadku otrzymał imię, a siostra drugi człon.
    Życie Kaczego Pióra obracało się nie tylko wokół niezapomnianych przygód, oraz rodziny, ale również ukochanego zajęcia, jakim stało się leczenie pobratymców. Został medykiem. Uwielbiał zbierać i sortować zioła, dbać o zdrowie klanowiczów, otrzymywać sny i czuć się najważniejszym w klanie. Rola medyka wiązała się też z dużą odpowiedzialnością. Nie zawsze było kolorowo. Kacze Pióro zmienił się pod jej wpływem, a przynajmniej stał się spokojniejszy, już tak nie broił. Było warto. Bycie medykiem zapewniło sens jego życiu. Jako wojownik chyba nie byłby tak zadowolony ze swoich osiągnięć. Chociaż jako medyk nie stał się nagle delikatny i współczujący, to wykonywał dobrą robotę, z sukcesem zajmując się pobratymcami. Nawet doczekał ucznia. Mglisty Sen była dobrą mentorką, zanim uległa wpływowi Smutnej Ciszy. On też chciał być dobrze zapamiętany przez Muchomorka. Uczył go najlepiej jak potrafił, przekazując młodzikowi całą swoją wiedzę. Udało się. Borsuczy Warkot na pewno byłby niezadowolony z jego szczęścia. Nienawidził dawnego mentora z wzajemnością. Rudzielec cieszył się, że się od niego uwolnił. Z przeszłości Kacze Pióro pamiętał również adopcje przez dwójkę kocurów - Kwaśny Język i Zimorodkowy Blask. Wzięli go za kociaka, a on nie wyprowadził ich z błędu, dobrze się bawił pod ich opieką. Nabawił się wtedy groźnego kaszlu, zanim wrócił do obozu. 
    Kacze Pióro wiedział, że umiera. Spodziewał się, że jego czas nadchodzi coraz szybszymi krokami. To był odpowiedni moment. Kocur nie miał planów na przyszłość, a pod rządami Kruczej Gwiazdy i Niezapominajkowej Gwiazdy, jego przyszłość była niepewna. Spodziewał się, że może zostać wygnany z klanu. Miał swoje księżyce i był przekonany, że poza obozem sobie nie poradzi. Wolał zostać pochowany przy rodzicach i siostrze, niż żeby jego ciało rozszarpały drapieżniki. W Klanie Nocy nie czekało go nic dobrego. Kaczorek przeżył kilku przywódców i miał wrażenie, że teraz klan przechodził swój najgorszy okres, najbardziej okrutny i pozbawiony perspektyw. Źle mu się żyło w klanie. Dni stały się nudne. Jakoś nigdy nie ciągnęło go do posiadania dużej ilości przyjaciół, ale teraz wiele by oddał za to, żeby pogadać ze swoimi towarzyszami, ale i oni go opuścili. Wszyscy odchodzili, tylko on pozostał w miejscu, starzejąc się. Stracił energię i siłę dawnych księżyców. Był zbyt zmęczony na przeżywanie przygód. Jeśli jedynym plusem starości był odpoczynek, to mógłby go oddać, w zamian za odzyskanie wigoru. 
    Ponownie przeniósł spojrzenie błękitnych ślepi na wyjście z legowiska. Rudzielec westchnął. Mógłby wyjść na zewnątrz, nie skarżył się na ból stawów, ale był zbyt słaby na dłuższe wyjścia, a nawet teraz czuł się dziwnie zmęczony, choć przespał cały dzień. Ułożył pyszczek na krótkich łapach, czując jak jego ślepia powoli się zamykają. Pierwsze promienie porannego słońca wkradły się do legowiska, zachęcając do obejrzenia wschodu słońca. Kacze Pióro uśmiechnął się lekko, czując jak dziwna energia opuszcza jego ciało. Czuł się coraz słabszy. Rudzielec zamknął ślepia, nieświadomy, że ostatni raz widział swoje legowisko. Umierał. 
    Obudził się w innym miejscu. Jasne, piękne światło zachęcało go do ruchu. Kacze Pióro odetchnął z zadowoleniem. Z nowym zapałem ruszył przed siebie, zachwycony swoją energią i siłą przy każdym kolejnym kroku. Usłyszał znajome głosy, które wołały jego imię głośno i z tęsknotą. Im znajdował się bliżej, dostrzegał sylwetki swoich bliskich. Rodziców, rodzeństwa, przyjaciół. Przyspieszył kroku, gotowy na upragnione spotkanie.


Żegnaj, Kaczorku [*]
Zmarły w wieku 106 księżyców

Od Kaczego Pióra CD. Jesionowej Gwiazdy (Jesionowego Wichru)

     Serce rudego kocura biło jak oszalałe. Próbował panować nad oddechem, żeby chociaż na zewnątrz wyglądać na opanowanego. Trudno było zachować maskę, gdy wściekłość powoli ustępowała miejsca wahaniu. Przyszedł tutaj wygarnąć ojcowi, że ten zniszczył ich rodzinę, wdając się w romans z Zbożowym Kłosem. Tymczasem ojciec brzmiał wiarygodnie. Każde słowo Jesionowej Gwiazdy wydawało się szczere, płynące prosto z serca. Kacze Pióro wciąż nie patrzył na przywódcę, walcząc ze swoimi myślami. Wysłuchał jego przemowy, która teraz odbijała się echem w jego uszach. Przełknął nerwowo ślinę, nim podniósł wzrok. Jesionowa Gwiazda nie patrzył na niego, zwrócony tyłem. Czy widział cierpienie na jego pysku? Z tonu głosu na pewno mógł wywnioskować, że ojciec jest smutny i nieszczęśliwy. Kocur chciał odzyskać zaufanie swojej rodziny, która przez podłą plotkę odwróciła się od niego. Nawet własny syn wygarnął mu, jakim jest lisim łajnem. Teraz Kacze Pióro żałował swoich słów. Może za bardzo się pośpieszył. Powinni najpierw spokojnie porozmawiać. Przecież to mogła być plotka, faktycznie. Zbożowy Kłos była ładną kotką, ale miała swoje życie i dotąd był zdania, że ona i ojciec jedynie się przyjaźnią. Jak szybko można zmienić zdanie pod wpływem presji. Zaszurał łapą w ziemi. Czuł się winny, nawet jeśli starał się jedynie bronić Brzoskwiniową Bryzę. Widział jak cierpi, jaka jest zmartwiona i zła na Jesionową Gwiazdę. Powinni porozmawiać, z daleka od zgiełku obozowych docinek. 
    
— Wierzę ci. 
    Jesionowa Gwiazda odwrócił się. Spoglądali sobie w oczy, tak samo błękitne. Czekoladowy przysięgał na sam Klan Gwiazdy. Wyglądał jakby ledwo się trzymał pod ciężarem zmartwień. Kaczorkowi zrobiło się szkoda ojca. Odkąd został przywódcą musiał nosić na swoich barkach ogromną odpowiedzialność. Jesionowa Gwiazda był świetnym tatą, Kacze Pióro mógł liczyć na jego wsparcie i miłość. Dlatego teraz ojciec mógł liczyć na swojego syna. 
    — Oby ten żartowniś szybko poniósł konsekwencje. Mama bardzo przez niego cierpi. — westchnął. — Przepraszam, tato, następnym razem nie będę wierzył plotką. 

***

    Spojrzenie kocura zatrzymało się na kopcu ziemi. Pod nią spoczywali jego rodzice, choć jeszcze wczoraj rozmawiał z nimi w legowisku starszyzny. Odeszli polować z Klanem Gwiazdy, witając wieczny spokój i odpoczynek. To było takie... dziwne. Brzoskwiniowa Bryza i Jesionowy Wicher byli w jego życiu od samego początku. Kaczorek jako kociak często się z nimi bawił. Jako uczeń miał zapewnione ich wsparcie. Nawet gdy został medykiem byli obok, wspierając swojego syna. Kochali go, nawet jeśli pakował się w kłopoty i często doprowadzał ich do zmartwień. On również ich kochał. Byli najlepszymi rodzicami na świecie. Doskonale się uzupełniali. A teraz ich zabrakło. W Klanie Nocy zrobiło się pusto. 
    Żałoba wystawiła swoje szpony, wbijając się w jego serce najmocniej jak potrafiła. Kacze Pióro spojrzał na własne łapy. Miał wrażenie, że jeśli dłużej będzie wpatrywał się w grób rodziców, to straci oddech i do nich dołączy. Ten widok go ranił. Mógł przecież się przyzwyczaić do myśli, że pewnego dnia odejdą, ale chociaż obiecywał, że będzie silny, to strata rodziców była zbyt bolesna. Do tego nie mógł się przygotować. Byli ze sobą zbyt blisko, żeby żałoba opuściła go po pogrzebie. Wiedział, że powrót do codziennych obowiązków będzie ciężkim procesem. Ale może jeśli wpadnie w wir obowiązków, łatwiej mu będzie o nich nie myśleć? Czy tego chciał? Wspomnienia były ostatnim, co mu zostało po rodzicach i zamierzał je pielęgnować. 
    — Powinniśmy porozmawiać. 
    Kacze Pióro momentalnie wyprostował sylwetkę. Otarł łapą pojedyncze łzy, które zdążyły zmoczyć jego policzki. Zamrugał, żeby odpędzić kolejne. Malinowy Pląs usiadła obok niego, wpatrzona w mogiłę rodziców. Kątem oka dostrzegł, że ma zapłakane oczy i sklejone futro. Owinęła ogon wokół długich łap, a wiatr lekko muskał jej pyszczek. Oboje byli smutni. Przypomniał sobie wczorajszą noc - pogrzeb rodziców. Czuwali nad nimi, przytuleni do siebie. Rozpaczliwie pragnęli, żeby Klan Gwiazdy odesłał ich z powrotem. 
    — Wracam do obozu. Mam dużo pracy. Muszę posegregować zioła... i inne takie... 
    Wstał pośpiesznie. Zaczął się oddalać, gdy Malinowy Pląs wyskoczyła przed niego. Chociaż była w żałobie, to w jej oczach nadal płonął ogień. Nawet zapłakana była dumną, waleczną wojowniczką. Kacze Pióro westchnął. 
    — Proszę, daj mi odejść.
    — Ja też za nimi tęsknie. — oparła głowę o jego pierś.
    — Przepraszam... powinienem być lepszym bratem. Ale... ale śmierć rodziców...
    Kacze Pióro powinien być przy siostrze. Mogliby wspierać się, pogrążeni we wspólnej żałobie. Przytulił Malinkę, kryjąc pyszczek w jej futrze. 
    
— Myślisz, że nas obserwują? — zapytał, choć znał odpowiedź. Poczuł jak jego oczy ponownie napełniają się łzami. — Malinko? Ja chcę do mamy i taty... 
    Jego głos się załamał. Chciał przytulić rodziców, porozmawiać z nimi, przeprosić za wszystko. Malinowy Pląs płakała, wciąż przytulona do niego. On również zaczął płakać, wdzięczny za obecność siostry. 

Od Kaczego Pióra CD. Muchomorzego Jadu

     Kacze Pióro przesunął językiem po swoim futrze. Ruda sierść lśniłaby z czystości, gdyby nie pojedyncze listki wplecione w futro. Ziewnął leniwie, odsłaniając różowy języczek, zanim niebieskie ślepia powędrowały po legowisku medyka. Odkąd Mglisty Sen zmarła, podobnie jak Smutna Cisza, upłynęło wiele sezonów. Nie mógł powiedzieć, że należały do spokojnych i wdzięcznych. Miał wrażenie, że wraz z rosnącą liczbą księżyców na karku, musiał mierzyć się z coraz nowszymi wyzwaniami. Być może właśnie na tym polegało życie - im było się młodszym, tym miało się mniej problemów do pokonania. Z wiekiem robiło się coraz trudniej. Kacze Pióro porównywał to do wspinaczki.
    Medyk Klanu Nocy zatrzymał spojrzenie na posłaniach z mchu, dopiero były wymienione na świeże. Wstał ze swojego legowiska i udał się do składziku z ziołami. Lubił to miejsce. To właśnie tutaj trzymali zioła. Mglisty Sen pokazała mu medykamenty, gdy został jej uczniem i nauczyła wszystkiego, co powinien wiedzieć jako przyszły medyk. Wiedza Kaczego Pióra była ogromna i różnorodna. Znał wszystkie zioła, zastosowania, metody leczenia, miejsca występowania medykamentów. Ale posiadał również wojownicze umiejętności, zdobyte podczas szkolenia na wojownika. Odkąd został medykiem nie musiał ich używać, pochłonięty wyłącznie w obowiązkach medyka. Ranga medyka zdobiła jego życie. Kacze Pióro nigdy nie pożałował swojej decyzji o wybraniu tej ważnej, odpowiedzialnej ścieżki. Miał szczęście, że mógł zostać uczniem Mglistego Snu, a później z błogosławieństwem Klanu Gwiazdy, stał się medykiem Klanu Nocy. Od tamtej pory leczył swoich pobratymców, segregował i zdobywał zioła, miał kontakt z przodkami. Nie każdy mógł dostąpić takiego zaszczytu, dlatego był szczęściarzem. Szanował swoją pozycję, uwielbiał wykonywanie obowiązków. Życie medyka nie było rutyną, zawsze zdarzało się coś nowego. Trzeba było być gotowym na podjęcie każdego wyzwania. Należało być ostrożnym w tym, co się robiło. Kacze Pióro wspominał wszystkich pacjentów i kociaki, które przyszły na świat pod jego opieką. Życie medyka dało mu więcej niż mógł przypuszczać jako młodzik. Pomogło dorosnąć. 
    Westchnął, badając wzrokiem ułożone zioła. Medykamenty w idealnie posortowanych grupkach, odłożone na swoje miejsca. Ich intensywne wonie docierały do jego nosa. Potrafił je rozpoznać. Uśmiechnął się lekko, zanim opuścił składzik. Muchomorzy Jad wrócił ze zbierania ziół. Odłożył trzymany ogórecznik, gdy dawny mentor skierował się w jego kierunku. Kacze Pióro ułożył ogon na barku syna Króliczego Serca. Swojego jedynego ucznia. Nadal był z niego dumny i cieszył się, że Muchomorek ukończył pozytywnie szkolenie. Kacze Pióro oczywiście nie był ślepy i widział, że młodym kocurem targają różne demony przeszłości, mroczne i niepokojące. Obserwował go, starał się zapewnić wsparcie i pomóc, ale Muchomorzy Jad był jak zamknięta księga. Ciężko było wyciągnąć z niego, co czaiło się w jego myślach, więc przestał próbować. Miał jedynie nadzieję, że dawny uczeń poradzi sobie z wyzwaniami. Uśmiech karzełka nie schodził z jego pyska. 
    
— No, na mnie czas. W legowisko starszyzny zrobiłem sobie przytulne gniazdko. Chociaż będzie mi brakować zapachu ziół i pacjentów. — starał się brzmieć swobodnie, ale Muchomorzy Jad mógł wyczuć smutek w jego głosie. Nie jest łatwo porzucić życie, które od wielu sezonów się pielęgnowało. — Odwiedzaj mnie czasami. Chciałbym usłyszeć jakieś ciekawe plotki. — zaśmiał się nerwowo. Spoważniał, wpatrując się w ślepia medyka. — Poradzisz sobie. Od wielu księżyców jesteś gotowy. Byłeś świetnym asystentem i będziesz równie świetnym medykiem. Nadal jestem z ciebie bardzo dumny. Będę tęsknić.
    — Ja... postaram się ciebie nie zawieść. — odpowiedział bardzo nerwowo medyk. 
    Kacze Pióro skinął mu głową na pożegnanie. Opuścił legowisko medyka po raz ostatni, udając się na zasłużoną emeryturę. Każdego w końcu musiała dopaść starość. 

Od Kaczego Pióra CD. Biegu (Zdradzieckiej Rybki)

     On i Malinka dorośli. Wiedział, że to kwestia księżyców aż jego siostra zwiążę się z jakimś kocurem i doczeka kociąt. Dzień w którym powiedział jej, że jest w ciąży, zapamiętał do końca życia. Malinowy Pląs była szczęśliwa, więc on również miał powód do szczęścia. Kochał swoją siostrę i życzył jej jak najlepiej. Osobiście zajął się ciążą siostry, pilnując, żeby przebiegła bez komplikacji. Gdy nadszedł czas porodu, Kacze Pióro czuwał przy siostrze. Poród przebiegł dobrze. Malinowy Pląs urodziła dwa zdrowe kocięta. Ich rodzina się powiększyła. 
    Kociaki Malinki były najpiękniejszymi maluchami. Zdrowe, silne i budzące zachwyt. Kacze Pióro odwiedzał siostrę niemal codziennie, przynosząc jej ogórecznik, świeżą zwierzynę i zabawki dla kociąt. Maluchy głównie spały lub piły mleko, przytulone do brzucha matki. Kacze Pióro uwielbiał je obserwował. Sam nigdy nie pragnął założyć rodzinę. Żadne kociaki, a odbierał wiele porodów, nie były tak wspaniałe jak Bieg i Brokuł. Przypominali Kaczorkowi jego i Malinkę. Brat i siostra. Życzył im, żeby mieli równie silną więź. 
    Później obowiązki pochłonęły go za bardzo, żeby mógł często odwiedzać siostrę. Kacze Pióro chodził jeszcze bardziej niezadowolony. Codzienna rutyna wypełniła jego dni. Zajął się obowiązkami oraz Muchomorkiem. Pora Nagich Drzew nawiedziła leśne klany. Medyk musiał uważać, żeby nie zabrakło ziół. Zapasy były konieczne i chociaż z Muchomorkiem zajęli się już wcześniej zbieraniem medykamentów, należało je przeliczyć i posegregować jeszcze raz. Zlecił to swojemu uczniowi. Kacze Pióro był w trakcie wymieniania legowisk. Wolał mieć pewność, że będą wygodne dla pacjentów. Czasami zerkał na Muchomorka dla pewności, że ten wszystko robi dobrze, chociaż ufał swojemu uczniowi. Czarna Łapa, nieznośny pokurcz, wciąż był pod jego opieką. Kacze Pióro uczył go samych podstaw i zlecał mu najokropniejsze, najbardziej śmierdzące zadania. Wolał skupić się na szkoleniu Muchomorka, którego uważał za swojego jedynego ucznia i w oczach Klanu Gwiazdy tak właśnie było.
    Zajmował się swoją robotą, gdy dostrzegł niewielki kształt. 
Kacze Pióro zmarszczył nos. Maluch bawił się w stosie cennych ziół. Teraz, gdy panowała tak surowa i nieprzyjemna pora roku. Kacze Pióro syknął z niezadowolenia. Zaczął do niego podchodzić. Kociak zdążył już rozsypać znaczną część ziół.
    - Co tu robi kocię?
    Kacze Pióro wywrócił oczami. Czarna Łapa dotarł do kociaka pierwszy i mierzył go zdegustowanym wzrokiem. Medyk trzepnął ogonem.
    - Czarna Łapo, idź poszukać ziół - syknął w stronę Czarnej Łapy. Spiorunował wzrokiem kocura, gdy ten klnąc, skierował się do wyjścia. Kacze Pióro spojrzał na malucha. To musiało być jego pierwsze wyjście na zewnątrz.
    - Cieść! - przywitał się. 
    Kacze Pióro miał odpowiedzieć, ale wtedy Malinowy Pląs weszła do legowiska. Odłożyła na mchową ziemię swoją córkę, zanim uśmiechnęła się do medyka. Kacze Pióro machnął jej ogonem na powitanie. 
    - Poznajcie swojego wujka. - wskazała ogonem na rudego.
    Bieg otrzepał futerko z ziół i dopadł do jego łap. 
    - Cieść! - powtórzył po raz drugi. - Jak się lecy koty? Pokas, pokas! - miauczał, ciągnąc go ząbkami za futerko. - Psssokssaaassss. - odchylił się i niechcący, urwał kawałek futerka kocura, lecąc na grzbiet. Wypluł sierść z pyska, patrząc na nią zaskoczony.
    - Ups... Zlób, aby ci wlóciło! - zażądał. 
    Kaczorek skrzywił się z bólu. Zerknął na siostrę pytającym wzrokiem. Nie znał charakterów swoich siostrzeńców. Bieg wydawał się energicznym maluchem, to u nich rodzinne.  
    - Bieg! Jeśli będziesz niegrzeczny, to wrócisz do żłobka. - miauknęła stanowczo, zanim polizała Kaczorka za uchem. 
    - Wdał się w ciebie. - szepnął medyk, poruszając z rozbawieniem wąsami, zanim jego błękitne ślepia ponownie przeniosły się na wnuka Jesionowej Gwiazdy. - Więc chcesz zobaczyć jak się leczy? Muszę się zasmucić, maluchu, ale nie znam lekarstwa na odrost futra. Znam za to wiele ziół na kaszel, gorączkę, ból stawów, a nawet ból brzucha. Chcecie z siostrą zobaczyć zioła? No, takie których nie rozwaliłeś. - westchnął, wskazując ogonem na stertę rozsypanych ziół. 
    Bieg i Brokuł ucieszyli się z takiej formy spędzenia czasu. Kacze Pióro chciał im pokazać, że praca medyka jest ciekawa, ale też zapewnić miłe wspomnienia. Pierwszy raz rozmawiali z wujkiem, w końcu nie byli już nowonarodzonymi kociakami. Musieli dobrze zapamiętać Kaczorka. Rudzielec cieszył się, że może spędzić trochę czasu z ukochanymi siostrzeńcami. Rola wujka mu się podobała. Mrugnął do Malinki porozumiewawczo. Siostra usiadła na jednym z posłań, korzystając z czasu dla siebie. Kacze Pióro zaprowadził kociaki do kolejnej sterty z ziołami. Pachniały ładnie. Zauważył, że Brokuł wdycha zapach medykamentów. Kaczorek pomyślał, że cudownie by było, gdyby któryś z siostrzeńców chciał pójść w jego ślady. Mógłby wtedy przekazać mu całą swoją wiedzę i uczynić swoim małym zastępcą. No i spędzaliby dużo czasu razem. 
    - Wiujek, a ciemu jesteś medykiem? - dobiegł do głos Biegu.
    - Uznałem, że ta rola podoba mi się najbardziej. Kiedyś szkoliłem się na wojownika, tak jak ty i twoja siostra będziecie w przyszłości. Ale jednak bardziej mi pasowało zostanie medykiem i tak już kilka księżyców zajmuje tą rolę. Jak będziecie starsi, to mogę wam opowiedzieć trochę o ziołach i nawet nauczyć leczyć kilka mniejszych dolegliwości. A teraz.... - zrobił krótką przerwę, żeby pochylić się do odpowiedniej pozycji, na równi z kociakami. - Mama pokazywała wam, jak się poluje?
    Brokuł i Bieg spojrzeli na siebie, zanim pokręcili główkami. Kacze Pióro uśmiechnął się rozbawiony. Przypomniał sobie wydarzenie z czasów, gdy sam był w ich wieku. Postanowił pokazać siostrzeńcom zabawę, którą poznał dzięki tacie. 
    - To macie okazję się nauczyć. Podkradniemy się do mamy. Spróbujecie zaatakować jej ogon? - miauknął szeptem, obserwując Malinowy Pląs. Dał jej dyskretny znak ogonem. Malinka nie zrozumiała sygnału, dopóki nie zauważyła pozycji, w jakiej ustawiły się kociaki. Wtedy się odwróciła, umożliwiając im zaatakowanie. 
    Kacze Pióro obserwował, jak Bieg i Brokuł skradają się do matki, żeby w pewnym momencie zaatakować jej ogon z głośnym piskiem. Wtedy Malinowy Pląs się odwróciła, chwytając swoje kociaki w mocnym, czułym uścisku. 
    - Iii zwierzyna wygrała. - zaśmiał się Kaczorek, podchodząc do rodzinki. Spojrzał na siostrę z radością. - Będą z nim dobrzy wojownicy. Ale na razie niech pozostaną kociakami. 
    Podsunął do siostrzeńców kawałek mchu. 
    - Proszę, to dla was. Możecie się pobawić. - miauknął, po czym zwrócił się szeptem do siostry. - Może kiedyś będą jeść z nami kocimiętkę. 
    Oberwał od siostry mocnym kuksańcem.

30 lipca 2022

Od Kaczego Pióra CD. Orzechowego Zmierzchu

Do legowiska zawitała Orzechowy Zmierzch. Kocur zaprzestał swojej pracy przy medykamentach, gdy kotka zwróciła się do niego. Kątem oka zauważył Muchomorka, zajmującego się powierzonym zadaniem. Kocurek był pracowity i szybko przyswajał wiedzę. Bycie mentorem stanowiło ciekawe wyzwanie.
Ponieważ Orzech chciała porozmawiać, medyk upewnił się, że może jej w tym pomóc. Obowiązki raczej nie uciekną, a może chodziło o coś zdrowotnego. O wiele bardziej wolał sam zająć się kotką, niż gdyby to miała zrobić Smutna Cisza, czy jego niewyszkolony jeszcze uczeń. Wstał ze swojego miejsca i pewnym krokiem udał się za kotką. Usiedli niedaleko wejścia.
Orzech była interesującą pobratymką. Znał ją jeszcze za czasów kocięcia. Miał nawet okazję zająć się malutką Orzech, gdy jako Drobna Łapa szkolił się pod okiem Mglistego Snu. Ostatnim czasem o kotce było głośno w obozowisku. Medyk nie odczuwał strachu, miał neutralne podejście. Interesowało go jedynie to w jakim celu zawitała do jego legowiska.
- Nie boisz się? Że ci coś zrobię? - spytała z wyczuwalną ironią w głosie. Kacze Pióro nie odpowiedział. Poruszył koniuszkiem ogona w oczekiwaniu na jej dalsze słowa. - Uważają mnie za wariatkę. - prychnęła - Ale do rzeczy. Wiesz co się działo na poprzednim zgromadzeniu. Słyszałam jak twoja siostra mówiła do Niezapominajkowego Snu... nie wiem co, ale on bardzo się bał. W dodatku... śmiała się ze mnie. C-czy ona zawsze taka jest?
Kacze Pióro zmrużył niebieskie ślepia. Malinka była najważniejszym kotem w jego życiu. Słowa Orzech odbiły się w jego uszach. No cóż, wcale by się nie zdziwił, gdyby siostra powiedziała coś groźnego do Niezapominajkowego Snu. Skoro wojownik bał się jego siostry, to widocznie Malinka umiała go sobie ustawić. A może wiedziała coś, co było ważne dla klanu. W takim jednak układzie z pewnością by powiedziała bratu. Skoro chciała zastraszać Niezapominajkowy Sen, to nie miał nic przeciwko.
- Cokolwiek mu powiedziała, to zostanie między nimi. Ale wątpię, żeby to było coś groźnego. Moja siostra uwielbia sobie żartować. - miauknął, omijając swoje przemyślenia. - Jeśli coś między wami zaszło, to wyjaśnijcie to sobie. Co ja jestem. - wywrócił oczami.
Jeśli chodziło tylko o ploteczki, to mógł wrócić do obowiązków. Wstał i udał się do pozostawionych medykamentów.

17 kwietnia 2022

Od Kaczej Łapy (Kaczego Pióra) CD. Zbożowego Kłosu (Zbożowej Gwiazdy)

dawno dawno temu

- Problemy miłosne? - mruknął, mrużąc oczy. Rozejrzał się dookoła, najpewniej w poszukiwaniu swojej matki. - Widocznie musiałaś zaleźć  jej za skórę. - skwitował krótko, przymykając ślepia. - Ej, Zbożowy Kłosie, a jak to jest mieć partnera?
- Nie wpieprzaj się tam, gdzie nie trzeba, gówniarzu. - syknęła Zbożowy Kłos strosząc futro na grzbiecie. 
Kacza Łapa prychnął urażony. Ugryzł się w język, gdyż naprawdę liczył na odpowiedź na zadane pytanie.
- Posiadanie partnera jest chujowe. I do dupy. - skwitowała krótko, kierując swoje kroki w stronę stosu ze zwierzyną. - Każdy obiecuje ci szczęście, a później dostajesz od życia w ryj. - dodała bardziej do siebie, aniżeli do Kaczej Łapy. Futro na jej grzbiecie nadal sterczało, zaś pazury były na wpół wysunięte.
- Czyli się pokłóciłyście, tak? - krzyknął za nią. Zanim jednak zdążyłby się ruszyć chociaż o krok, Zboże posłała mu mordercze spojrzenie. Kacza Łapa uznał, że najbezpieczniej będzie się oddalić i poszukać Brzoskwiniowej Bryzy.

***

wciąż dawno temu

Pod rządami Borsuczej Gwiazdy było okropnie. Dodatkowo kocur miał wyraźny problem do rudego karzełka. Z wzajemnością. Kacze Pióro skupił się na treningu Muchomorzej Łapy oraz swoich medycznych obowiązkach. Brak swobody w wyrażaniu myśli i wolności w opuszczaniu obozu mu doskwierał. Miał dość zakazów i śledzących każdy jego ruch kotów. Gniew potęgował w nim, wkrótce będzie musiał przestać gryźć się w język. Gdyby nie Brzoskwiniowa Bryza, Muchomorza Łapa i Malinowy Pląs, pewnie dawno byłby skazany na wygnanie za wydarcie uśmieszku z parszywego ryja Borsuczej Gwiazdy. Na razie musiał pozostać w cieniu. 

10 marca 2022

Od Kaczego Pióra CD. Zbożowego Pola

- Dzień Dobry? Kacze Pióro? Jesteś?
Medyk odwrócił pyszczek w stronę wyjścia. Dojrzał znajomego z dzieciństwa. Teraz był już wojownikiem, Zbożowym Polem. Przyjrzał mu się czujnie. Chodziło o jakiś problem zdrowotny. Wyglądał na zdrowego. Żeby tylko nie zawracał karzełkowi głowy. Miał robotę do wykonania, a nie pogaduszki przy kocimiętce. Chociaż na kocimiętce zawsze się skusi.
- Ta jestem. - odpowiedział mu niechętnie rudy.
- Powiesz mi co mogę, a co nie robić na treningach z moim uczniem? - powiedział dumnie syn Zbożowego Kłosu. - Nie chcę by był chory albo by coś złamał. Jestem odpowiedzialny jak pewnie wiesz.
Kacze Pióro wywrócił oczami. Zbożowe Pole został mentorem. Ktoś powie, że był zbyt młody, ale właściwie odkąd zostawało się wojownikiem, z góry zakładało się odpowiedzialność i odpowiednią wiedzę. A więc co za problem, żeby każdy dostawał wcześnie ucznia. Czuł się trochę zadowolony, że Zbożowe Pole przychodzi po rady akurat do niego. Kaczorek nie miał jeszcze swojego ucznia, był też dość świeżym medykiem. Ale to dobrze, że już cieszy się respektem. Stał się skarbnicą wiedzy.
- Wchodź. - miauknął, ogonem wskazując środek swojego legowiska. 
Pacjentów od wczoraj nie było, więc miał trochę czasu. Zbożowe Pole od razu wykonał jego polecenie, przychodząc na środek i siadając naprzeciwko karzełka. Syn Brzoskwiniowej Bryzy owinął ogon wokół krótkich łap. 
- Jak będziesz go uczył pływania, to nie róbcie tego przy zbyt zimnej wodzie, takiej jak w Porę Nagich Drzew. Unikajcie pszczół, węży. No i musisz go chronić w przypadku spotkania jakiegoś lisa, czy borsuka. Raczej wiesz, że przy walce trzeba schować pazury, więc tutaj już zagrożenia nie ma. Zwróciłbym jeszcze uwagę na stan zdrowia twojego ucznia. Jak tylko przyłapiesz go na kaszlu czy katarze, to od razu won do medyka. Najlepiej unikać biegania i wychodzenia w deszczu. Nie każdy ma silną odporność. Łapiesz?
Zbożowe Pole kiwnął głową. Kacze Pióro wysłuchał monologu kocura na temat tego, jakim to będzie dobrym mentorem i cieszy się na własnego ucznia. 
- Co u ciebie, Kacze Pióro? Wiesz kiedy będziesz kogoś szkolił?
- Możliwe, że w najbliższym czasie ktoś się znajdzie. W końcu zwolniło się miejsce. Muchomorek od Zwinkowego Ogona był chyba zainteresowany. - wzruszył ramionami. - A u mnie? Jest dobrze. 

10 lutego 2022

Od Kaczego Pióra

     Oparzenie słoneczne dobrze się goiło. Kacze Pióro zadbał o to, żeby nakładać maść, oraz zimny okład każdego dnia. Unikał również słońca, przerzucając się na razie na cień. Było to łatwiejsze z przyjściem Pory Opadających Liści. Zdążył również wydobrzeć po przebytej chorobie. Ostatnio częściej łapały go dolegliwości. Zapewne było to spowodowane wiekiem, nie należał otóż do kotów najmłodszych. Nie wpływało to jednak negatywnie na jego samopoczucie. Muchomorek został mianowany, mógł więc otrzymać więcej obowiązków. Kacze Pióro nie był jednak aż tak stary. Bez problemu wybierał się po zioła, segregował medykamenty, pomagał pobratymcom którzy przychodzili do niego w sprawach zdrowotnych. Po śmierci rodziców zgasła na pewien czas jego psotna iskra. Dopiero Malinka wyrwała go ze stanu melancholii, coraz częściej robili szalone wypady poza obozowisko, żeby spędzać czas jak brat z siostrą. Oczywiście w czasie wolnym od obowiązków
    - Muchomorzy Jadzie, sprawdź, czy mamy koperek oraz jaskółcze ziele. - wydał polecenie rudy karzełek, obserwując uważnie swojego asystenta. Ten jedynie skinął głową, podnosząc się następnie na równe łapy i udając do składziku z ziołami.
    Trochę minęło od jego mianowania. I śmierci Mglistego Snu. W umyśle Kaczego Pióra winną była Smutna Cisza. Zmanipulowała jego mentorkę, przez co ta popadła w szaleństwo i zniszczyła sobie życie. Mimo wszystko starał się ratować łaciatą dawną medyczkę. Odeszła i tak jakby zły duch  wraz z nią. Może nastaną teraz spokojniejsze czasy dla Klanu Nocy.
    Te rozmyślania pomogły Kaczorkowi zanurzyć się we wspomnieniach. Rozmyślał o Chorym Uchu. Kotki już dawno z nimi nie było. Zamknął oczy, lepiej przywracając moment ich pojednania.

 
    - Chore Ucho, musimy porozmawiać.
    Stanął w wejściu do legowiska wojowników. Swoje niebieskie ślepia wbił prosto w kotkę. Już nie taką młodą, lecz wciąż o lśniącym futerku. Chore Ucho, dotąd spoczywająca na swoim posłaniu, zjeżyła futro. Uniosła głowę, lekko drżąc. Kacze Pióro wywrócił oczami.
     - O.... o czym? - jej głos był cichy, więc ledwo dał radę zrozumieć to o co pytała.
    Kacze Pióro westchnął ciężko. Podszedł kilka kroków w jej stronę, siadając naprzeciwko. Chore Ucho cofnęła się do tyłu, wciąż pozostając czujna i śledząc go uważnym wzrokiem. W nim krył się też pewnego rodzaju smutek.
    - Chciałem cię przeprosić. Za to, że cię podtapiałem w dzieciństwie. No i się nad tobą znęcałem. Dość często. Masz prawo być na mnie zła i przestraszona moją obecnością. To nie było przyjemne, gdy nagle pojawiłaś się z bratem i zaczęliście kraść moich rodziców. Nie podobało mi się to, byłem tylko kociakiem. Wciąż chyba czuję posmak tamtej zazdrości, ale to nie była wasza wina, że ciotka okazała się lisim bobkiem. Przepraszam. Nie chce żebyś miała mnie za potwora. W końcu jesteśmy kuzynami. Od teraz możesz zawsze na mnie liczyć. Pamiętaj o tym.
    Chore Ucho nie odpowiedziała. Sam już nie był pewny, czy chciał usłyszeć odpowiedź. Co jeśli okazałaby się być negatywna? Lub pozytywna? W tamtym momencie towarzyszyło mu wiele emocji. Wstał, skinął głową swojej kuzynce i opuścił legowisko wojowników.
    Kilka dni później wojowniczka zawitała u niego w odwiedzinach. Wybaczyła mu. To była dobra wiadomość, którą należało uczcić kocimiętką. 


Wyleczony: Kacze Pióro

31 grudnia 2021

Od Kaczego Pióra

dawno temu


Pod rządami Borsuczej Gwiazdy nie było kolorowo. Szybko rewolucjoniści przekonali się, że postawili na niewłaściwego lidera, jednak było za późno, Jesionowa Gwiazda przepadł bez wieści. Borsucza Gwiazda wprowadził swoje tyraniczne rządy, przy swoim boku mając Ognisty Język i Borówkowy Liść. Kacze Pióro brzydził się nowym liderem. Do tego ten zmusił go do zajmowania się Czarną Łapą. Oczywistym było, że rudzielec nie będzie się skłaniał do przestrzegania tych reguł. Nowego ucznia traktował jak lisiego bobka, dając mu najbardziej obrzydliwe i mało ambitne prace do wykonania - jednak w razie skargi nie można było mu zarzucić, że nie uczy go czegoś z medycyny, były to po prostu bardzo podstawowe rzeczy jak zdobywanie mysiej żółci. Skupił się na treningu Muchomorzej Łapy, żeby chociaż tak uciec myślami. Naturalnie Borsucza Gwiazda uwziął się właśnie na niego. Pałali do siebie nienawiścią. Kacze Pióro nie zdziwił się, że stał na celowniku i był pod pilną obserwacją. To jednak niewiele zmieniało rudego medyka. Zamierzał przetrwał, odnaleźć ojca i pomóc mu w odzyskaniu należnej mu władzy. Utrata statusu syna lidera była nieprzyjemna, ale nie chodziło o to. Chciał sprawiedliwości dla klanu i powrotu swojego ukochanego taty, za którym tęsknił. 
Tego dnia łapy skierowały Kacze Pióro do legowiska medyków pod pretekstem bolących stawów u starszych. Wypatrzył swoją dawną mentorkę. Rozmawiała o czymś szeptem ze Smutną Ciszą, jednak gdy go dostrzegła momentalnie się odsunęła, wracając na swoje posłanie, odwrócona do niego tyłem. Kacze Pióro westchnął z irytacji. Podszedł bliżej, kładąc na ziemi pęczek ziół.
- To na stawy, w razie jakby zaczęły wam doskwierać. - zwrócił się do obu kocic, choć wzrok miał utkwiony wyłącznie w mentorce. - Na pewno też trzeba sprawdzić, czy nie macie kleszczy. Znając naszego ukochanego lidera nie zlecił tego uczniom. Mglisty Śnie. 
Uszy kotki drgnęły na dźwięk imienia. Na pewno go słyszała. Kacze Pióro usiadł przy niej, owijając ogon wokół łap i lekko przechylając głowę. 
- Co się z tobą stało. Byłaś tak dobrą medyczką. Wiele się od ciebie nauczyłem. - miauknął powoli, starając się nie brzmieć nerwowo, choć czuł irytację ze względu na fakt, że kotka zachowywała się jak oszalała. Z dawnej wspaniałej i upartej kotki, w której kryło się sporo wiedzy, stała się wrakiem kota. Ten widok był smutny dla karzełka. - Jestem tu, żeby ci pomóc, jeśli będziesz mnie potrzebować.
Wstał ze swojego miejsca, wzniecając trochę kurzu w powietrze. Skierował się do wyjścia, odwracając przed przekroczeniem progu. Złapał wtedy spojrzenie z Mglistym Snem. Trwał w swojej pozycji czekając, czy każe mu wracać, jednak biało-czarna zbyt długo milczała.

09 grudnia 2021

Od Kaczego Pióra CD. Muchomorzej Łapy

Zabrał swojego ucznia poza obóz. Mieli pozbierać zioła. Kacze Pióro wcześniej upewnił się jakich medykamentów zaczyna im brakować. Zapasy ziół były ważne, wiedział o tym doskonale i dlatego musieli o nie zadbać. Rudy kocur idąc ramię w ramię ze swoim uczniem, węszył i rozglądał się w poszukiwaniu potrzebnych roślin.
— Kacze Pióro? Mam pytanie. — odezwał się Muchomorek, zwracając na siebie uwagę mentora. Uczeń medyka położył zebrane zioła pod łapami, odwracając głowę w stronę rudzielca. — Czy.. Czy potrafimy stwierdzić, czy ktoś został otruty, czy umarł z powodu choroby, której nie udało nam się wykryć?
— W niektórych przypadkach jest to możliwe. Większość trujących roślin wywołuje objawy, jak piana z pyska, skręcone z bólu ciało, przekrwione oczy. Jeśli masz podejrzenie, że doszło do zatrucia, trzeba sprawdzić dokładnie ciało poszkodowanego. Często mały szczegół może okazać się najbardziej istotny.
Wyznawał zasadę, że lepiej pytać niż błądzić. Dzielił się z Muchomorkiem swoją rozległą medyczną wiedzą, żeby syn Króliczego Serca mógł w przyszłości stać się dobrym medykiem, godnym następcą Kaczego Pióra. A nie głupim lisim bobkiem jak Czarna Łapa. Osobiście Kaczorek wkładał dużo zaangażowania w szkolenie Muchomorzej Łapy. Sam uczeń również poświęcał dużo uwagi swojemu treningowi. Kaczorek to widział. Na początku ich szkolenia, Muchomorek nie umiał wymienić nawet podstawowych ziół. Chociaż niezbyt często go chwalił, to jednak doceniał swojego wychowanka i liczył na dalszą owocną współpracę.


————

Pamiętał swoją pierwszą chorobę. Był wtedy kocięciem. U medyka spędził zaledwie dzień, choć dla niego dłużył się w nieskończoność, a potem tata odprowadził go do żłobka. Teraz było inaczej. Kacze Pióro jako dorosły kocur i do tego medyk, nie mógł liczyć na opiekę rodziców. Musiał sam zadbać o swoje zdrowie. Jego przeziębienie rozwinęło się do tego stopnia, że stracił siły na jakąkolwiek aktywność. Rudzielec zrezygnował z wybrania się po zioła, zamiast tego kładąc się na posłaniu, połykając właściwe lekarstwo. Najlepiej jeśli wyzdrowieje jak najszybciej.
Muchomorza Łapa długo nie wracał. Wyszedł z obozu wraz z początkiem dnia, jako iż podzielili się obowiązkami. Kacze Pióro niespokojnie wpatrywał się w wejście do legowisko medyka. Siedział na posłaniu z mchu, mrużąc oczy i uderzając ogonem o ziemię. Muchomorek był punktualny, coś musiało się stać. Pociągnął zasmarkanym nosem, wstając na równe łapy. Kilka dni kuracji zrobiło swoje i czuł się znacznie lepiej, jednak dalej towarzyszyło mu kilka objawów przeziębienia.
Właśnie wtedy do obozu wrócił patrol. Poruszenie, które zapanowało wśród pobratymców, przyciągnęło oczywiście uwagę medyka. Patrol składający się z Wrzościowego Cienia, Jabłkowej Bryzy i Złotego Wilka wciągnęli do jego legowiska leżące bezwładnie ciało Muchomorzej Łapy. Na chwilę serce Kaczego Pióra stanęło. Nie, to niemożliwe, on nie mógł odejść!
Zbliżył się błyskawicznie do ciała, od razu sprawdzając oddech ucznia. Żył. Był nieprzytomny, poraniony, obolały, jednak jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Kacze Pióro od razu przystąpił do leczenia. Postanowił najpierw oczyścić rany, a dopiero potem podać lekarstwa i maści, żeby się goiły. Przyjrzał się obrażeniom młodzika. Lewe oko miał zamknięte i czerwone od kropelek krwi. Klanie Gwiazdy, żeby tylko z tego wyszedł!
— K-kacze P-pióro?
Cichutki i słaby głosik wyrwał go z chwilowego zajęcia. Kaczorek wbił uważny wzrok w ślepię Muchomorka. Dostrzegł jego zdezorientowanie, ból, przerażenie, a może nawet smutek, choć nie mógł być pewny.
— Wytłumaczysz mi się i to solidnie. Kto cię tak urządził na osty i ciernie? — parsknął, siadając obok i dalej zajmując się uczniem. Muchomorza Łapa próbował się podnieść, jednak łapa mentora skutecznie mu to uniemożliwiła. — Nie wstawaj, musisz odpoczywać.
Niebieski spuścił głowę, zerkając na swoje łapki. Syknął cicho, gdy medyk nałożył maść na jedno z jego obrażeń. Kaczorek raczej nie należał do delikatnych medyków. Swoją pracę wykonywał sprawnie. Przy tym kocur cały czas czekał na wyjaśnienia, coraz bardziej się niecierpliwiąc.
— P-przepraszam.. przepraszam, przepraszam! — podniósł na uderzenie serca wzrok, puszczając kocurowi przepraszające spojrzenie. — Zawiodłem cię.
— O czym ty miauczysz?
Muchomorza Łapa milczał zbyt długo. Kacze Pióro odchylił głowę, przyglądając mu się bacznie. Nie rozumiał za co jego uczeń przeprasza. Co takiego się wydarzyło, że wywołało w nim aż tak silne emocje? Zamierzał go o wszystko wypytać i na pewno nie spocznie bez poznania odpowiedzi.
— Ja.. szukałem ziół i przypadkowo wszedłem na teren samotniczki. Chciałem odejść, ale mi nie pozwoliła. — jego głos zadrżał.
Kaczorek westchnął. No cóż, na razie taka odpowiedź mu wystarczy.
— Już jesteś bezpieczny, Muchomorku. Jesteś bezpieczny.

————

Niebieskie ślepia wlepiały się w ciemniejące niebo. Wkrótce zalśnią na nim pierwsze gwiazdy, natomiast blask księżyca ociepli obóz Klanu Nocy. To będzie idealna noc. Kacze Pióro odetchnął zimowym powietrzem. Odwrócił się, spoglądając na Muchomorka, sortującego ostatnie zioła tego sezonu. Kocurek nie wiedział, co go dzisiaj czeka. Przez ciało Kaczorka przebiegł dreszcz podekscytowania od koniuszka ogona po same uszy. Dzisiejszej nocy powinno tradycyjnie odbyć się spotkanie medyków. Niestety trudna sytuacja na to nie pozwoliła. Spotkania nie odbywały się, księżycowy kamień został rozdzielony, Mroczna Puszcza zapuszczała swoje szpony coraz dalej. Sytuacja nie mogła jednak dopuścić do tego, że Muchomorza Łapa nie otrzyma nowego imienia i rangi. Właśnie dzisiaj Muchomorek miał zostać medykiem Klanu Nocy.
Ceremonia musiała być udana. Kaczorek czuł, że jest to winny swojemu uczniowi. Niebieski kocur ciężko pracował, pomagał, mógł pochwalić się ogromną wiedzą w zakresie medycznym. Jego umiejętności nie podlegały dyskusji. Muchomorek dorósł przez księżyce swojego szkolenia. Stał się godnym następcą. Klan mógł na nim polegać i raczej wszyscy oczekiwali, że wreszcie awansuje. Kacze Pióro uśmiechnął się lekko. Nadszedł czas.
Krocząc w stronę ucznia, przypomniała mu się własna ceremonia. Odbywała się w świętej jaskini, otrzymał sen od przodków, widział dumę w oczach Mglistego Snu. Teraz miał sześćdziesiąt sześć księżyców, więc od tamtego wydarzenia upłynęło naprawdę sporo czasu.
— Muchomorku. — zwrócił się do ucznia. Wyczuwając na sobie jego spojrzenie, kontynuował. — Jesteś gotowy. Ten wieczór zapamiętasz na całe życie.
Muchomorza Łapa posłał mu zdziwione spojrzenie.
— Co się dzieje, Kacze Pióro? Na co jestem gotowy?
Rudy kocur odpowiedział tajemniczym spojrzeniem. Poprowadził ucznia do drugiej części legowiska, gdzie leżał odłamek księżycowego kamienia. Leżał na starannie przygotowanym podłożu otoczony kamieniami różnorodnej wielkości. Kacze Pióro pochylił przed nim głowę okazując szacunek przodkom. Muchomorza Łapa zrobił to samo, po czym wlepił zaskoczone spojrzenie w mentora.
— Czy to moje~
— Tak, to twoje mianowanie. Zasłużyłeś. Będziesz świetnym medykiem.
Promień światła księżyca oświetlił księżycowy kamień, nadając mu blasku przyciągającego wzrok. Kacze Pióro wystąpił do przodu, stając naprzeciwko swojego wychowanka. Skinął mu lekko głową dodając otuchy. Miał obawę, że Muchomorek nie otrzyma swojego snu od przodków, ale liczył, że ceremonię i tak będzie wspominał z radością. Przodkowie i klan mimo wszystko powitają go jako nowego medyka.
— Ja, Kacze Pióro, medyk Klanu Nocy, wzywam naszych przodków, by wejrzeli na tego ucznia. Ciężko pracował, by nauczyć się zasad postępowania obowiązujących medyków, a z waszą pomocą przez wiele księżyców będzie służyć klanowi. Muchomorza Łapo, mój uczniu, czy przyrzekasz przestrzegać zasad postępowania obowiązujących medyka, nie mieszać się w rywalizację między klanami i troszczyć się jednakowo o wszystkie koty, nawet za cenę życia?
Oczy Kaczego Pióra lśniły, gdy wpatrywał się w ucznia, oczekując na jego obietnicę. 


<Muchomorku?>

28 listopada 2021

Od Kaczego Pióra

Kacze Pióro zapragnął zebrać wszystkie kasztany w lesie i mieć je zawsze w pogotowaniu, żeby rzucać w niewygodnych pacjentów. Specjalnie cierpliwy to on nigdy nie był, a jak wstawał lewą łapą i już na starcie dostał górę brudnej roboty do zrobienia, to co tu dużo mówić o nastroju. Niemniej starał się wykonywać swoje obowiązki punktualnie i starannie. Dodatkowo zawsze znajdywał trochę czasu dla siebie - o ile zakładając, że spędzał go z rodziną. Lubił odwiedzać rodziców, rozmawiać z siostrzeńcami, czy posiedzieć dłużej nad grobem brata. Często też wygłupiali się z Malinką, jak za starych dobrych czasów, choć już przecież osiągnęli wiek dojrzały. Nie byli jednak zdystansowani do szalonych przygód! 
Dzień zaczął się ponuro, jak przystało na Porę Nagich Drzew. Medyk Klanu Nocy podniósł się do pozycji siedzącej i przystąpił do szybkiego mycia rudego futra, tak z zasady. Późniejszy punkt rozpoczynającego się dnia był znacznie bardziej przyjemny, zjadł otóż porządny posiłek z Muchomorkiem. Ryba była smaczna, więc nie miał powodów do narzekania. Dopóki nie pojawili się pierwsi pacjenci z całą masą niewyparzonych języków do narzekań na swój stan zdrowia - tak obrał to medyk, już lekko znudzony codziennym bieganiem za chorymi. Zawsze w sezonie kilka kotów do niego trafiało, on je wyleczał i cała zabawa rozpoczynała się od nowa. 
Nie zwlekając jakoś specjalnie zebrał się do pracy. Zostając medykiem wiedział, że będzie odpowiedzialny za zdrowie pobratymców, sam się na to pisał i równie chętnie podchodził do swojego stanowiska. W końcu rola medyka była o wiele ciekawsza niż bycie wojownikiem. Czuł się panem własnego losu, własnego legowiska, jakby miał swój własny mały klan. Uśmiechnął się pod nosem, akurat zajmując się zatruciem pokarmowym Ptasiej Łapy.
Popiela Łapa i Krucze Futro przyszły do niego z przemarznięciem, Jagodowy Krok bólem gardła, natomiast Złoty Wilk z wymiotami. O ile z poprzednimi pacjentami wyrobił się sprawnie, tak Złoty Wilk obrzygała mu łapy, przez co w okropnym nastroju przyjął kolejną pacjentkę, o mało na nią nie wrzeszcząc na samym początku. Borówkowy Liść była tylko z bólem głowy, dał jej lekarstwo i wyprosił. Trudniej sprawa miała się przy Chorym Ucho, ewidentnie unikała jego wzroku i poleceń, jednakże ostatecznie udało jej się wcisnął lekarstwo. Gdy wojowniczka odchodziła, Kaczorek poczuł niemiłe uczucie wewnątrz siebie. Zawsze był dla niej ostry, a za kociaka traktował naprawdę okropnie. Wyrwał się z tych myśli. I tak nic nie zmieni. Postanowił posegregować zioła, chociaż jakaś przyjemna robota i z daleka od gadatliwych kotów. 

Wyleczeni: Popielata Łapa, Ptasia Łapa, Jagodowy Krok, Złoty Wilk, Borówkowy Liść, Chore Ucho, Krucze Futro

19 sierpnia 2021

Od Kaczego Pióra

Przyjrzał się łapie Szałwiowego Szlaku. Nie wyglądała najlepiej. Przyciągnął ją bliżej siebie, wywołując syk bólu u wojownika. Kacze Pióro podniósł na niego rozgoryczone spojrzenie. 
- Uważaj, to bolało. - mruknął syn Króliczego Serca, krzywiąc się. 
- Było nie stawać na kolcu. - prychnął w odpowiedzi rudzielec. 
Odwrócił się tyłem do pobratymca, żeby wybrać odpowiednie zioło oraz pajęczynę. Zamierzał właściwie zaopiekować się pacjentem. Dzisiejszy dzień i tak był bardzo leniwy. Kaczorek miał ochotę powylegiwać się w promieniach jesiennego słońca. Nie mógł sobie jednak na to obecnie pozwolić. Borsucza Gwiazda tylko szukał pretekstu, żeby opieprzyć syna Jesionowej Gwiazdy. W gardle medyka zebrało się warczenie. Nienawidził Borsuczej Gwiazdy, to się nigdy nie zmieni i najchętniej odebrałby mu życie. 
- Wszystko okej? 
Głos Szałwiowego Szlaku przywołał go z powrotem na ziemię. Rudzielec mruknął pod nosem szybkie "Tak", po czym odwrócił się o niego i zaczął zajmować jego łapą. Wyrwał pośpiesznie kolec, wytarł krew pajęczyną, po czym nałożył maść na prawidłowe gojenie. 
- Nie nadwyrężaj jej dzisiaj. No chyba, że chcesz do mnie wrócić. - miauknął rudy kocur, wbijając poważne spojrzenie w wojownika.
Kocur skinął głową. 
- Rozumiem. Dzięki, Kacze Pióro. 
Wstał ze swojego miejsca i kuśtykając, skierował się do wyjścia. Kaczorek pomyślał, że będzie mógł odłożyć zioła na właściwego miejsce, ale wtedy rozległ się odgłos kroków. Kto znowu? pomyślał gorzko, odwracając się w stronę wyjścia. Kasztanowy Dół i Żabi Plusk stali w wejściu. Wojowniczka niepewnie skierowała wzrok na medyka, po czym od razu go odwróciła, natomiast starszy kocur posłał rudzielcowi szeroki uśmiech. 
- Cześć, Kacze Pióro, mógłbyś nam pomóc? 
- Od tego tu jestem. - stwierdził zielarz, wychodząc o dwa kroki do przodu. - Co wam dolega?
- Podczas patrolu skręciłem przednią łapę. - pokazał kończynę, krzywiąc się z bólu. - Natomiast Żabka wpadła do rzeki i chyba przemokła.
Jakby na potwierdzenie słów wojownika, córka Jesiotrowej Łuski kichnęła. Kacze Pióro liczył, że nie okaże się to być zielonym kaszlem. Jeszcze epidemii im brakowało. Jeszcze Borsucza Gwiazda zachowa się gorzej niż podczas pożaru. 
Rudzielec najpierw zajął się Kasztanowym Dołem, a gdy łapa wojownika została ustabilizowana, wygonił go na odpoczynek. Przywołał do siebie bratanicę. Podsunął jej pod nos właściwe zioło. 
- Połóż się w legowisku i wypocznij. Jutro powinno ci się zrobić lepiej. Gorzej jakbyś złapała przeziębienie. - miauknął, obserwując, jak kotka posłusznie zjada lekarstwo. Miała już udać się do wyjścia, gdy powstrzymał ją ruchem ogona. Siedząc, skierowała na niego zdezorientowane spojrzenie.
- Coś jeszcze, Kacze Pióro? Już lepiej się czuję.
- To wiem. Chciałem z tobą porozmawiać, dopóki mam ku temu okazję. - miauknął, siląc się na lekki uśmiech. Nigdy nie rozmawiał z bratanicą. Gdy był młodszy miał ją za wronią strawę. Jednak gdy pogodził się z Jesiotrową Łuską i zaczął widzieć w nim brata, Żabi Plusk również stała mu się bliższa. - Mocno przeżyłaś śmierć swojej matki i to co zrobiła. Nie wiem, czy jesteś świadoma, ale Węgorzy Wąs znajdowała się pod wpływem Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. Nie masz powodów, żeby siebie obwiniać, lub winić swoją matkę. Widziałem cię wtedy w tłumie buntowników, gdy Jesionowa Gwiazda był pozbawiany władzy. Może tylko stałaś i patrzyłaś, ale jeśli milczałaś to musisz coś ważnego wiedzieć. Jesionowa Gwiazda bardzo cię kochał. Jako jedyna wnuczka byłaś jego oczkiem w głowie. I jeśli kiedyś wróci do klanu, powinnaś mu przypomnieć, że również jest dla ciebie ważny. 
Nie wyczytał nic z jej oczu i pyszczka. Wydawało mu się jednak, że widzi u niej łzy. 

Wyleczeni: Szałwiowy Szlak, Kasztanowy Dół, Żabi Plusk

21 czerwca 2021

Od Kaczego Pióra CD. Jesionowej Gwiazdy

 Był bardzo szczęśliwy, że został medykiem. Nadal trochę nie mógł uwierzyć, że zdobył upragnione stanowisko. Z nowym statusem wiązała się ogromna odpowiedzialność, ale na razie nie zawracał sobie tym głowy. Liczyło się, że spełnił swoje marzenie. Na tym stanowisku czuł się o wiele lepiej, niż gdyby miał być wojownikiem, jednym z wielu. Kacze Pióro - imię brzmiało szlachetnie. Mglisty Sen miała dobry gust. Kątem oka obserwował dawną mentorkę, która jak zawsze wydawała się przygaszona. 
Poczuł na sobie kogoś wzrok, a chwilę później dopłynął do niego znajomy zapach. 
- Kaczorku! Cześć mały. Gratulację. Zostałeś medykiem. Jak teraz się czujesz? - zapytał Jesionowa Gwiazda, stając naprzeciwko niego. 
Odkąd wrócił ze spotkania nie mieli okazji do rozmowy. Rudy kocur dalej czuł podekscytowanie, przechodzące przez całe ciało. Niebieskie oczy zalśniły, wyprostował z dumą sylwetkę. Oczywiście, że musiał pochwalić się tacie. To była dobra wiadomość dla nich dwóch. 
- Doskonale! Nareszcie zdobyłem upragnione stanowisko. Imię też mam ładne. Teraz mogę świętować. - stwierdził, szeroko się uśmiechając. 

***

Kacze Pióro skrzywił się. Skręcona tylna łapa nadal go bolała, ale chociaż uraz nie okazał się aż tak kłopotliwy. Kocur mógł nadal wykonywać swoje obowiązki. Teraz, gdy Mglisty Sen trafiła do starszyzny, został sam z Smutną Ciszą. A ponieważ nie lubił kotki, to nawet ze sobą nie rozmawiali. Działali osobno. Również na zbieranie ziół wybierał się samotnie, albo w drodze wyjątku zabierał ze sobą Malinkę. 
Wbił intensywny wzrok w kolec utkwiony w łapie Jesiotrowej Łuski. Kacze Pióro w ciszy sięgnął po pajęczynę i maść. Wyrwał sprawnym ruchem kolec i oczyścił niewielką rankę. Przez cały ten czas nie rozmawiali, tkwiąc w tej ciszy. Jesiotrowa Łuska spoglądał w stronę wyjścia, Kacze Pióro robił swoje. Nic więc dziwnego, że gdy brat się odezwał, kocur podniósł na niego zaskoczone spojrzenie. Szybko się jednak opanował, przybierając na pysk znudzony wyraz. 
- Nadal nie mogę uwierzyć, że ojciec to zrobił. 
Kacze Pióro przekrzywił łebek.
- Chodzi o te plotki?
- Mama znalazła w jego legowisku sierść należącą do Zbożowego Kłosu. To jasne, że ze sobą sypiają. - prychnął wojownik. Syknął cicho, gdy maść na poduszce łapy go zapiekła.
- Dlatego się do niego nie odzywasz, prawda? 
Kacze Pióro w myślach przywołał obraz Brzoskwiniowej Bryzy. Chociaż nigdy nie przyłapał jej na płaczu, był świadkiem przekleństw i złości matki. Zdrada partnera była dla niej ogromnym ciosem. Rudzielec chciał ją pocieszyć, ale nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji. Spojrzał na wyjście. Powinien rozmówić się z ojcem. 
- Nie mogę mu wybaczyć. - burknął Jesiotr. 
Kacze Pióro jedynie skinął głową. Nie miał nic więcej do dodania. Wstał na równe łapy. Na dzisiaj koniec pracy. Pacjentów raczej nie przybędzie. Ruszył do wyjścia, zwracając na siebie uwagę brata. 
- A ty dokąd?
- Do ojca. Rozmówię się z nim. 
Jesiotrowa Łuska uniósł jedną brew.
- I naprawdę myślisz, że to coś da? 
- Zawsze można spróbować. - wzruszył ramionami karzełek. 
Opuścił swoje legowisko i od razu skierował kroki w stronę legowiska przywódcy. Zatrzymał się przy "progu" i miauknął. 
- Wejść. - dosłyszał odpowiedz lidera. 
Wziął wdech. Musiał panować nad emocjami. Jednak widok przemykającej gdzieś niedaleko zastępczyni wcale nie pomógł a wręcz pogorszył sprawę. Rudzielec wszedł do środka. Czekoladowy kocur siedział na swoim posłaniu. Jego sylwetka była wyprostowana, jak przystało na przywódcę. Kacze Pióro jednak nie traktował kocura jak przywódcę. Dla niego Jesionowa Gwiazda był jedynie tatą, więc się nie obawiał konsekwencji. 
- Cześć, Kaczorku. Co się stało? 
Rudzielec cofnął się o krok, gdy lider chciał na powitanie polizać go po łebku. Jesion posłał mu zaskoczone i oczekujące zarazem spojrzenie. Kacze Pióro spojrzał na swoje łapy. Próbował jakoś zebrać swoje myśli w słowa i dać im ujście. 
- Dlaczego to zrobiłeś? 
- Nie rozumiem....
Nie wytrzymał. Nigdy nie był spokojny, ciężko mu było ukrywać emocje. Wbił pazury w podłoże. Spiorunował wzrokiem ojca. 
- Jeszcze się głupio pytasz! - syknął. - Czego ci brakowało? No czego? Władza uderzyła ci do głowy i już zapomniałeś, że masz rodzinę, która cię kocha! Potraktowałeś mamę jak śmiecia! W czym Zbożowy Kłos jest lepsza? W tym, że się puszcza z zajętym kocurem? Brzoskwiniowa Bryza pozostała ci wierna, była dla ciebie wsparciem. A ty? Zdradziłeś mamę! Nie ma żadnego usprawiedliwienia! Jesteś warty tyle co wronia strawa, ojcze! To co następne? Może zrobicie sobie ze Zbożem gówniaki? Zawiodłeś mnie! 
Oddech mu przyspieszył. Był zły, zawiedziony i.... smutny. Nie chciał być złośliwy dla taty, ale musiał go ukarać za niewierność wobec mamy.
- Co teraz zamierzasz? - odwrócił głowę, nawet nie mając zamiaru na niego spojrzeć.


<Jesionowa Gwiazdo?> 
Wyleczony: Kacze Pióro

Od Kaczego Pióra CD. Muchomorzej Łapy

 Kacze Pióro był pogrążony w krainie snów. Przechadzał się po polu kocimiętki, wdychając jej słodki i kuszący zapach. Towarzyszyła mu Malinowy Pląs. Kotka paplała radośnie, żwawo przebierając łapami. W pewnym momencie siostra zwróciła na niego pogodny pyszczek i wykrzyknęła jego imię. Uśmiechnął się do niej serdecznie. "Kacze Pióro!". Zamrugał zaskoczony. Dźwięk odbijał się w jego uszach. Nagle został wyrwany ze snu. 
Medyk Klanu Nocy ziewnął potężnie, odsłaniając szorstki język. Nad nim nachylał się syn Króliczego Serca. Młody kocurek drżał z podekscytowania, które również było doskonale słyszalne w jego głosie. 
- Naucz mnie wszystkiego! - zażądał gorliwie.
Karzełek przeciągnął się leniwie. Niebieski, wraz z osiągnięciem wieku sześciu księżyców, zdecydował się podążyć ścieżką medyka. Jego mentorem został Kacze Pióro. Oczywiście rudy kocur był zadowolony z takiego obrotu spraw. Miał okazję się sprawdzić jako mentor. Chciał być dla Muchomorzej Łapy wzorem, takim jakim była Mglisty Sen dla niego. Nie zamierzał kierować się regułami Borsuczego Warkotu. Musiał utworzyć ze swoim uczniem więź. Oczami wyobraźni widział jak razem zbierają zioła, chodzą na spotkanie, oraz zajmują się rannymi. Ta wizja była przyjemna. 
Przyjrzał się uważniej kocurkowi. Za jakiś czas z pewnością przerośnie mentora. Do tego czasu musiał sobie zaskarbić jego szacunek. Najlepsze, że Muchomorza Łapa musiał go słuchać i robić to, co Kacze Pióro mu rozkaże. Mrugnął z zadowoleniem. Ten układ mu się podobał. 
-  Cieszy mnie twój entuzjazm, Muchomorza Łapo. Tym bardziej, że trening na medyka jest długi i trzeba wiele informacji zapamiętać, oraz umieć wykorzystać je w praktyce. Trzeba również przestrzegać zasad kodeksu. Ale skoro już wybrałeś swoje powołanie, to wszystkiego cię nauczę i przygotuje do przyszłej roli.
Zdążył się już dobudzić. Kątem oka dojrzał Smutną Ciszę, ale ona nie podchodziła mu pod łapy, zdawała się go unikać. Dobrze, bo nie miał zamiaru być dla niej uprzejmy. Gdy tylko kocica wróci do starszyzny, to Kaczorek będzie władcą tego legowiska. Wyprostował się. Musiał o tym porozmawiać z ojcem. Niepotrzebnie go trzymał. 
- Jestem gotowy! Będę się bardzo przykładał! - obiecał podekscytowanym tonem głosu Muchomorek.
Kacze Pióro kiwnął głową. Ciekawe na jak długo wystarczy ta obietnica. 
- Zanim zaczniemy pierwszą lekcję. - przyłożył łapę do pyska Muchomorka, żeby powstrzymać go przed odezwaniem się. - Przynieś mi coś do jedzenia. 
Jak miał go uczyć na głodniaka? Uznał, że to swego rodzaju pierwszy test. Wpatrywał się intensywnie w ucznia. Muchomorza Łapa był lekko zdziwiony, ale energicznie skinął łebkiem i wybiegł z legowiska. Pognał do stosu ze zwierzyną. 
Wrócił kilka uderzeń serca później i położył przy łapach Kaczorka rybę, której lśniąca skóra wręcz zachęcała do zanurzenia w niej kiełków. Rudzielec od razu zabrał się do jedzenia. Mięso było smaczne, po skończonym posiłku czuł przypływ energii. 
- Dobra, młody. - oblizał pysk, wstając z miejsca. Klepnął go ogonem w grzbiet nakazując tym gestem, żeby Muchomorek ruszył za nim. Kocurek chętnie to uczynił. Dwójka kocurów skierowała swoje kroki do wyjścia z obozu. - Pokaże ci terytorium Klanu Nocy i przedstawię ci zasady kodeksu medyka. 
Opuścili obozowisko, znajdując się teraz na rozległych terenach Klanu Nocy. Powinien pokazać uczniowi również te, które dawniej należały do klifiaków, a teraz stanowiły własność nocniaków. Czyli czekał ich długi marsz. Być może wrócą do obozu wraz z zachodzącym słońcem. Zależy. Kaczorek miał krótkie łapki i mu trasa zawsze zajmowała więcej czasu.
- Dobrze wiesz, że medyk zajmuje się leczeniem rannych, chorych, doradzaniem przywódcy klanu, oraz zbieraniem ziół. Ma też największą więź z Klanem Gwiazdy. Podzielisz języki z naszymi przodkami podczas najbliższego spotkania. Poznasz również wtedy innych medyków i ich uczniów. Wszystkie zioła składujemy w składziku. Muszą być posegregowane. Nie możesz się pomylić, Muchomorza Łapo, bo jeden błąd może kogoś kosztować życie. To ogromna odpowiedzialność. - kontynuował. - Medyk ma obowiązek leczyć koty, które proszą go o pomoc. Nie tylko koty z jego własnego klanu. Medykowi nie wolno walczyć inaczej, niż w obronie własnej. Nie możemy zakładać rodziny, tym samym wszelkie romanse, czy posiadanie kociąt jest surowo zabronione. Medyków łamiących kodeks spotyka straszny los. I co podoba mi się najbardziej - medyk ma władzę absolutną w swoim legowisku. Wszystko zrozumiałeś? 
Dotarli do rzeki. Kacze Pióro przyjrzał się jej nurtowi. Z pewnością nauczy ucznia pływać, gdy tylko nadejdzie odpowiednia pora. Tą umiejętność powinien posiadać każdy nocniak. 


<Muchomorku? Możesz zrobić skip i przejść do następnej lekcji; poznania ziół i ich właściwości> 

20 kwietnia 2021

Od Kaczej Łapy CD. Jesionowej Gwiazdy

 Obudził się w cieple i wśród zapachu ziół. Czyżby tak wyglądał Klan Gwiazdy? A może go nie chcieli i wygnali do Mrocznej Puszczy? Rudzielec skulił się na posłaniu z mchu, nadal nie otwierając oczu. Gardło nieprzyjemnie go drapało, ale już nie kaszlał. Pozostał jeszcze lekki katar, nie czuł również bólu głowy. Powoli otworzył niebieskie oczy. Ze zdziwieniem dostrzegł, że znajduje się w legowisku medyka w Klanie Nocy. Zamknął je ponownie pod naciskiem światła. Musiał sobie przypomnieć, co się wydarzyło. Nie trwało to długo. Zielony kaszel, patrol, ojciec. Musieli go przynieść i wyleczyć. Odetchnął z ulgą. Wrócił do domu. 
- Kacza Łapo, lepiej się czujesz? 
Smutna Cisza spoglądała na niego z pewnej odległości. Jak zawsze jej spojrzenie wyrażało jedynie pustkę. Nie lubił tego spojrzenia, nie przepadał również za jej wiecznym smutkiem. Uznał jednak, że bycie niegrzecznym mu się nie przyda, w końcu mu pomogła.
- Tak, o wiele lepiej. - kiwnął głową. 
Skrzywił się na lekki ból w karku. Ile tak leżał?
- Ile spałem? 
- Leczyłyśmy cię trzy dni. Byłeś nieźle wykończony. - miauknęła asystentka.
Karzełek szerzej otworzył oczy. Aż trzy dni? Musiał naprawdę zepsuć swoje zdrowie. Nadal czuł się osłabiony, ale przynajmniej było lepiej. Może weźmie sobie jakieś zioła na wzmocnienie. W końcu znał to miejsce, był tutaj uczniem, praktycznie już wyszkolonym. Odprowadził Smutną Ciszę wzrokiem, gdy łaciata udała się do kąta, żeby posegregować zioła. 
- Byłeś jedną łapą po drugiej stronie. 
Kolejny głos dotarł do jego uszu. Wiedział do kogo należy. Odwrócił pyszczek do Mglistego Snu i położył uszy. Mimo wszystko mentorka bywała groźna. 
- Ale mnie wyleczyłaś.
Po co do tego wracać? Zaraz stanie na łapy i zajmie się swoimi obowiązkami. Tak jak powiedział, podniósł się z miejsca, jednak natychmiast ponownie usiadł. Mglisty Sen westchnęła.
- Jesteś jeszcze za słaby. Odpocznij. I nie myśl, że nie czeka cię wytłumaczenie. Długo cię nie było, zdajesz sobie z tego sprawę? Wszyscy myśleli, że nie żyjesz. - mruknęła kocica. Minęła go, wychodząc z legowiska. 
Kacza Łapa westchnął, ponownie się kładąc. Wszyscy? Nawet rodzice i Malinka? Może w ogóle nie powinien wracać, albo smakować przygody? Będzie pewnie musiał wytłumaczyć swoją nieobecność a wątpił, żeby spodobała się dorosłym kotom. Musiał coś wymyślić i to jak najszybciej. 
- Kaczorku! 
Brzoskwiniowa Bryza wbiegła do legowiska i od razu przytuliła swojego kociaka. Rudzielec zamruczał na obecność matki, wtulając pyszczek w jej sierść. Kotka zaczęła dynamicznie wylizywać mu uszy. Trochę nie było to przyjemne, ale mógł to znieść, stęsknił się za nią. 
Za matką do legowiska wszedł Jesionowa Gwiazda. Malinowego Pląsu na razie nie było. Ojciec liznął go po łebku, jak miał to w zwyczaju robić. Kaczorek oderwał się od matki i wtulił teraz w ojca, również go witając. Poczuł się na moment tak, jakby znowu był małym kociakiem.
- Mglisty Sen powiedziała, że się obudziłeś i czujesz lepiej.... - zaczął Jesionowa Gwiazda. 
- Gdyby go pilnowała, to by nie zachorował. - uparła się Brzoskwiniowa Bryza. Karzełek przekrzywił łebek. Chyba miała urazę do medyczki. Kocica ponownie go zaczęła wylizywać. - Gdzieś ty był? Martwiliśmy się. Szukał cię cały klan. 
Na osty i ciernie! Cały klan? Ojciec musiał naprawdę się martwić. Już nawet nie pamiętał, ile go nie było. Może z jedną porę roku? Zaszurał łapką po ziemi. Brzoskwiniowa Bryza odsunęła się, przybierając teraz bardziej stanowczy wyraz pyska. Widać, że chciała usłyszeć wyjaśnienie. Jesionowa Gwiazda z resztą też. W końcu poza byciem tatą, był również przywódcą klanu. 
- Więc? - ponaglił czekoladowy.
Przełknął ślinę. Prawda nie zawsze była odpowiednia.... nie chciał ponosić konsekwencji. A może powinien? A co jeśli ich nie będzie? Było zdecydowanie zbyt dużo pytań. 
- Ja.... nie pamiętam. - spuścił głowę, spoglądając na własne łapki. - Pamiętam Zgromadzenie, ale mam urwane wspomnienia, co się stało po nim. Ten kaszel.... źle się czułem i znalazłem drogę do domu. Wcześniej chyba nie mogłem jej znaleźć. 
Spojrzał najpierw w oczy ojca, potem na matkę. 
- Dobrze wrócić do domu. 


<Jesion?>

14 kwietnia 2021

Od Kaczej Łapy

 *przed Zgromadzeniem*

Razem z Mglistym Snem zajmował się rannymi pobratymcami. Walka zakończyła się dla Klanu Nocy zwycięstwem, a Klan Klifu odniósł porażkę. Uczeń cały czas był obecny blisko pola bitwy. Pomagał Mgiełce zajmować się tamtejszymi walczącymi, żeby szybko udzielić im pomocy. Niestety nie udało się wszystkich uratować. Czy właśnie taka była cena walki? To nawet dobrze, że sam nie musiał brać w niej bezpośredniego udziału.
Wrócili do obozu. Po tragicznej śmierci Posranej Gwiazdy, teraz Jesionowa Gwiazda przejął prowadzenie klanu. Kacza Łapa był bardzo dumny z ojca. Pewność siebie rudzielca tylko wzrosła. Teraz nikt mu nie podskoczy! Może nawet wybłaga u ojca własne legowisko? Byłoby super! Zrobi słodkie oczy i Jesionowa Gwiazda na pewno się zgodzi. Albo Malinka mu pomoże, jako córeczka tatusia.
Smutna Cisza zajmowała się rannymi w legowisku. Mglisty Sen i Kacza Łapa od razu ruszyli jej na pomoc. Im szybciej zajmą się potrzebującymi tym lepiej. Nie mogli przecież pozostać wobec nich obojętnie. 

***

Rudy kocur otrzymał swoje nowe imię, nadane mu przez Zimorodkowy Blask i Kwaśny Język. Dwójka kocurów była dziwna w swoim podejściu do świata, ale całkiem im polubił. Adoptowali go. Cóż, sądzili zapewne, że był kociakiem, ponieważ jako karzełek wzrostem się nie wyróżniał. Czy wyprowadził ich z błędu? Nie. Widział w tym szansę na świetną przygodę i się nie pomylił.
Przez te kilka księżyców zdążył się zaprzyjaźnić z ojcami. Nazywał ich "Tatą Zimorodkiem", "Tatą Kwaśnym". Był raczej dobrze traktowany. Fajnie było poczuć się jedynakiem.
Kaczorek nawet się nie zastanawiał, że w Klanie Nocy mogą się o niego martwić, że może być poszukiwany. Tak naprawdę sądził, że spędzi jeszcze jakiś czas z ojcami, a gdy się znudzi, to rzuci im jakąś wymówkę i zaczną się spotykać tylko na Zgromadzeniach. W końcu chyba rozumieli, że muszą się nim dzielić? 
Wiódł spokojne życie przez ten czas, rozpieszczany i wręcz kochany. 
Wszystko się zmieniło, gdy nagle złapał go biały kaszel. Rozpoznał choróbsko od razu. Wizja wściekłego pyszczka Mglistego Snu stała się bardziej realna. Przecież mentorka mu uszy wyrwie! Znał lekarstwo, ale sądził, że mu przejdzie, więc nie wybrał się po kocimiętkę.
W miarę upływu czasu było jednak gorzej. Nastąpiło drugie i bardziej groźne stadium - zielony kaszel. Rudzielec ciągle kaszlał, miał katar, gorączkę, był osłabiony i ciężko oddychał. Właśnie wtedy podjął decyzję, że musi wracać do domu. Miło było przeżyć czas z nową, niecodzienną rodzinką i odpocząć od klanowych obowiązków. Musiał jednak ratować swoje zdrowie. Poza tym  zaczął się zastanawiać, czy rodzice i siostra nie uznali go za martwego. 
Wymknął się w środku nocy. Ledwo stawiał kroki, ale udało mu się dotrzeć do granicy z Klanem Nocy, a później głębiej zapuścić w terytorium. Słońce zaczęło wschodzić, gdy poczuł się gorzej i musiał usiąść. Przeklęty kaszel! Jakby nie mógł go opuścić! Kocur rozejrzał się po okolicy. Zamykały mu się oczy z odwodnienia  i głodu. Wiedział jednak, że nic nie przełknie. Znowu zakręciło mu się w głowie. Padł na ziemię. Ciężko szło mu złapać oddech, ale jakoś sobie radził.
Nieoczekiwanie rozległ się odgłos kroków, odległy głos i wyczuł znajomy zapach rybojadów. Poranny patrol. To była jego szansa. Podniósł się ostrożnie, stękając i ledwo człapiąc w ich stronę. Rozpoznał członków patrolu. Pszczela Pręga, Borówkowy Liść, Kasztanowy Dół i...... Jesionowa Gwiazda! Kocur odrobinę przyspieszył, żeby jak najszybciej podejść do ojca, zanim znów padnie. Przywódca musiał go zobaczyć, albo wyczuć, bo odwrócił się w jego kierunku. 
- Tato... pomóż... zielony kaszel. - wysapał. Oparł się o ojca, ale to mu niewiele dało. Runął na ziemię, tracąc przytomność. 


<Jesionowa Gwiazdo? Kaczorek is back!> 

07 kwietnia 2021

Od Drobnej Łapy (Kaczej Łapy) CD. Orzeszki (Orzechowego Zmierzchu)

 Zachodzące słońce było najlepszym znakiem, że można szykować się do snu. Mglisty Sen krzątała się po legowisku. Dzisiaj nie mieli pacjentów, więc mentorka przekazała mu jeszcze większą wiedzę o leczeniu i ziołach. Dzięki dobrej pamięci żaden fakt nie umknął jego uwadze. Drobna Łapa powtórzył wszystko dla upewnienia w myślach.
Czarno-biała i rudzielec zajmowali się właśnie jedzeniem ryb, kiedy do legowiska wpadła Wrzosowa Polana. Kotka trzymała za luźną skórę na karku swoją jedyną córkę. Panika odbijała się w jej oczach, a zmartwienie było doskonale widoczne na pyszczku. Odłożyła ostrożnie Orzeszkę. Koniec kolacji pomyślał Drobna Łapa, przeciągając się leniwie. Mglisty Sen pierwsza się podniosła. Podeszła do Orzeszki.
- Co jej się stało? - mruknęła, przyglądając się ogonkowi kotki.
Uczeń stanął obok mentorki i również wbił wzrok w tamto miejsce. Kropelki krwi spadały na podłoże. Ogon Orzeszki nie sterczał jak zwykle w górze. Niepokój karmicielki zdawał się narastać.
- Spadłam z gałęzi. - przyznała koteczka.
Drobna Łapa kiwnął głową. Widać, że wdała się w Śnieżną Chmurę. Mglisty Sen mruknęła coś pod nosem. Skierowała swoje kroki do składziku z ziołami. Rudzielec został natomiast z Wrzosową Polaną i Orzeszką. Ogonem wskazał na mech.
- Usiądź tam. Zaraz się zajmiemy twoim ogonem. Dobrze, że przynajmniej sobie łap nie zwichnęłaś.
Orzeszka wykonała jego polecenie. Usiadła na posłaniu, czekając na dalszą instrukcję. Drobna Łapa chwycił pajęczyny. Zajął się oczyszczaniem z krwi ogona koteczki. Poszło gładko i szybko, pajęczyny wsiąknęły krew.
- Wrzosowa Polano wyjdź. Nie potrzebuje twojego sapania nad uchem. - burknął, wywracając oczami.
- Nie mogę jej zostawić. - miauknęła karmicielka. Wyraźnie nie zamierzała się ruszać. Z troską spojrzała na swojego kociaka. Cóż, Drobna Łapa nie zamierzał jednak dać za wygraną. Najzwyczajniej wolał pracować jedynie w towarzystwie Mglistego Snu. Nie potrzebował kotki sapiącej mu do ucha.
- Wracaj do reszty kociąt. Tutaj się na nic nie przydasz. - mruknął, poruszając ogonem. Zauważył kątem oka, że biało-czarna medyczka wróciła. Wbił wzrok w przyniesione przez nią medykamenty. Bez specjalnego znaku zajął się ogonem Orzeszki. Podał kociakowi ziarenko maku na zatuszowanie bólu.
- Powiadomimy cię, Wrzosowa Polano, jak Orzeszka poczuje się lepiej. Musi zostać na obserwacji. - miauknęła stanowczo medyczka. Drobny już wtedy się domyślił, że koteczka potrzebowała dłuższej kuracji. Nie wypuszczą jej dopóki się nie upewnią, że pozwala na to stan jej zdrowia.
Wrzosowa Polana otworzyła pysk, chcąc pewnie jeszcze coś dodać. Zrezygnowała jednak pod wzrokiem Mglistego Snu. Westchnęła cicho i odwróciła głowę do córki. Liznęła ją czule po uszach.
- Bądź grzeczna, skarbie.
Z niepokojem i niechęcią opuściła legowisko. Drobna Łapa przeżuł aksamitkę na papkę. Mglisty Sen uważnie przyjrzała się ogonowi koteczki i kiwnęła głową. Czyli dobrze się nią zajął! Poczuł przypływ dumy. Mglisty Sen podsunęła Orzeszce odpowiedni medykament. Drobna Łapa wahał się, czy to nie są przypadkiem liście bzu. Jeszcze niezbyt ogarniał złamania i zwichnięcia. Papkę podał Orzeszce.
- To lekarstwo, młoda, więc się nie ociągaj. Nie mamy czasu. - mruknął. Miał ochotę iść spać. Czemu koteczce musiał się przydarzyć wypadek akurat teraz?  Obserwował jak zjada lekarstwo. - Dzisiaj zostajesz u nas. Tu będziesz spać. Chyba nie boisz się ciemności, co? 


<Orzeszko?> 

Od Kaczej Łapy CD. Jesionowego Wichru (Jesionowej Gwiazdy)

 Przekazał swojemu ojcu wiadomość o ciąży Węgorzego Wąsa. Jesiotrowy Wicher zdecydował po wyjściu z lekkiego szoku, że trzeba pogratulować nowym rodzicom. Kaczą Łapę tylko na kilkanaście uderzeń serca uspokoiły słowa ojca. Nie umiał mimo wszystko pozbyć się zazdrości. Kocięta Jesiotrowej Łuski zgarną całą uwagę swoich dziadków. Jesionowy Wicher i Brzoskwiniowa Bryza kompletnie przestaną zwracać uwagę na Kaczorka i Malinkę! Kocur uderzył ogonem o ziemię z rozdrażnieniem. Jesiotrowa Łuska będzie się teraz przechwalał, a w roli ojca wypadnie pewnie bardzo kiepsko.
- Twoja siostra pewnie pójdzie, a ty nie pójdziesz? - rzucił jeszcze ojciec, wstając i kierując się w stronę legowiska wojowników, gdzie dostrzegł ogon córki.
Kacza Łapa westchnął. Skoro Malinowy Pląs miała iść, a Jesionowy Wicher nie dał mu się wykręcić, to chyba faktycznie powinien iść z całą rodziną pogratulować temu smrodowi. A przynajmniej w teorii, gdyż w praktyce wiadomo jak wyjdzie.
Siedział w oczekiwaniu na siostrę i tatę. Jesionowy Wicher rozmawiał z Malinowym Pląsem. Po jakimś czasie siostra opuściła legowisko wojowników i skierowała się do swojego brata. Na jej pysku widział szok, niedowierzanie i odrazę. Stanęła naprzeciwko niego.
- Nie cieszysz się, że Jesiotruś doczeka kociaczków? - miauknął przesłodzenie.
Kotka wywróciła oczami.
- Nawet mnie nie drażnij. Co ten lisi bobek sobie myślał? - prychnęła.
- On nawet do bycia wojownikiem się nie nadaje, a co dopiero na niańczenie bachorów. - stwierdził Kacza Łapa, krzywiąc się.
- Wrzucimy je do rzeki. Kochające wujostwo musi w końcu nauczyć smarkacze pływać. - miauknęła Malinowy Pląs, posyłając mu spojrzenie pełne niebezpiecznych iskierek. Kacza Łapa odpowiedział tym samym.
- No chodźcie. Trzeba znaleźć jeszcze mamę.
Na głos ojca oboje zamilkli. Kacza Łapa podniósł się ze swojego miejsca i u boku siostry ruszył do czekoladowego kocura. Zastępca poprowadził. Cała trójka rozglądała się za Brzoskwiniową Bryzą.  W końcu odnaleźli kotkę w towarzystwie Chorego Ucha. Niebieska kotka na widok kuzyna czmychnęła jednak pośpiesznie. Jesionowy Wicher otarł się o ukochaną na powitanie i zaczął wyjaśniać sytuację. Brzoskwiniowa Bryza również była w szoku, ale po krótkiej chwili uśmiechnęła.
- Na co czekamy? Trzeba im pogratulować. - stwierdziła kocica i ruszyła w stronę żłobka.
Rodzice bardzo się cieszyli perspektywą zostania dziadkami. Kaczorkowi i Malince niezbyt się jednak widziało bycie wujostwem. Szli obok siebie, ramię w ramię, kilka kroków za rodzicami. Wreszcie Malinka zdecydowała się przerwać milczenie.
- Pewnie będą brzydkie jak ich ojciec.
- I równie głupie.
Kacza Łapa zatrzymał się i chwycił dwa cienkie patyki, które włożył sobie do pyska. Miało to być coś na kształt większych zębów.
- Wies kim jesten? Dieckiem Jesiotla! Łabu Łabu! - zrobił śmieszną minę, żeby jeszcze bardziej podkreślić, jakie to wyjdą mysie móżdżki z  najmłodszego w miocie.
Najwyraźniej Brzoskwiniowa Bryza musiała ich usłyszeć. Kotka odwróciła głowę i posłała swojemu potomstwu zawiedzione spojrzenie.
- Jak wy się zachowujecie? Powinniście się cieszyć szczęściem brata! Tak chcecie powitać nowych członków rodziny?
Dwójka karzełków nic nie odpowiedziała. Kacza Łapa wszedł do kociarni zaraz za czekoladowym i kremową. W środku oczywiście była Węgorzowy Wąs. Karmicielka wtulała się w futro Jesiotrowej Łuski. Oboje wyglądali na bardzo szczęśliwych. Jesiotr na widok rodziców uniósł głowę i posłał im zaskoczone spojrzenie.
- Już wiecie?
Kacza Łapa i Malinowy Pląs usiedli kawałek dalej. Oboje mieli naburmuszone miny. 


<Jesion?> 

16 pkt

Od Drobnej Łapy (Kaczej Łapy) CD. Zbożowego Kłosu

 Rudzielec przemknął przez obozowisko, wystawiając przed siebie krótkie łapki. W myślach zaklnął na swój wzrost. Jako pierworodny powinien być największy. Szkoda, że natura nie obdarzyła go odpowiednimi rozmiarami. Co prawda się przyzwyczaił, bo w końcu jest mały odkąd przyszedł na świat, ale czasami pragnął podrosnąć.
Karzełek zamyślił się. Nie zauważył Zbożowego Kłosu.
— Ej, patrz jak łazisz młody — syknęła, gdy pod łapy wleciał jej prawie Kacza Łapa. Chociaż teraz już Drobna Łapa. Zaśmiała się pod nosem z nowego imienia rudzielca — Szukasz Żyta? Sory, ale zajęta jest. Przystawia się do Biegnącej — mruknęła, wywracając ślepiami.
Drobna Łapa zastrzygł uszami. Skierował swój wzrok w stronę ulubionej wojowniczki. Faktycznie ocierała się o policzek Biegnącego Potoku. Poruszył wąsami. Nawet nie wiedział, że te dwie miały się ku sobie. Sądził, że Żytnie Pole pozostanie wierna Zbożowemu Kłosu, w końcu tak bardzo się kochały. Prychnął pod nosem. Widocznie to były tylko pozory.
— Nie. Szukam Brzoskwiniowej Bryzy. Miała mi doradzić w pewnej sprawie. — miauknął rudy kocurek, przystając w miejscu.
Dwie wojowniczki jeszcze chwilę porozmawiały, a potem udały się do wyjścia z obozu. Żytnie Pole co jakiś czas ocierała się bokiem o ten należący do Biegnącego Potoku. Kacza Łapa wywrócił oczami. Publicznych uczuć raczej nigdy nie zrozumie. Spojrzał ponownie na Zbożowy Kłos.
— Problemy miłosne? — mruknął, mrużąc oczy. Niezbyt go to obchodziło, ale zawsze jakiś temat. Rozejrzał się za Brzoskwiniową Bryzą. Liczył, że wróciła z patrolu. — Widocznie musiałaś zaleźć  jej za skórę. — Ej, Zbożowy Kłosie, a jak to jest mieć partnera?
Uderzył ogonem o ziemię. 

<Zbożowy Kłos? Przepraszam, że tak krótko, ale nie miałam pomysłu>

24 marca 2021

Od Kaczej Łapy CD. Malinowej Łapy (Malinowego Pląsu)

 *za czasów Mglistej Łapy*

Kocimiętka była naprawdę smaczna. Jej kuszący zapach wypełnił legowisko medyka. Kocurek zjadł swoją część, czując na języku przyjemny posmak. Roślina zadziałała dość szybko. Świat przed oczami rudzielca zaczął wirować, nabrał kolorów, dźwięki stały się głośniejsze. Rozluźnił ciało. Było tak lekkie!  Jego oczy zaiskrzyły pod wpływem zioła. Malinowej Łapie dobry nastrój również się udzielił. Kotka odwróciła się do brata. Widział w jej oczach iskierki. Zamachał energicznie ogonem.
- Braaat! Dej mi pyska! - miauknęła głośno do brata.
Rodzeństwo zbliżyło swoje nosy do siebie. Po zrobieniu tego zaśmiali się.
- Jesteś tęczowa! - miauknął uradowany Kacza Łapa.
- A ty masz pysk jak ryba - zarechotała z własnego żartu Malinowa Łapa. - Chodź, nasrajmy medykom na mech. Niech nas poczują!
Kacza Łapa przystał ochoczo. To był świetny pomysł! Oboje z Malinową Łapą weszli na posłanie Porannej Zorzy. Wypięli się i oddali swoje potrzeby. Smród wypełnił legowisko. Rudzielec przyjrzał się swojemu dziełu, zanim przykrył je mchem. Taka niespodzianka, Poranna Zorza na pewno się ucieszy! Uczeń Borsuczego Warkotu zerknął na siostrę, która skakała energicznie po legowisku. Dołączył do niej. Znalazł w pobliżu pajęczynę, którą zawiesił na uszach kotki. Odpowiedziała mu wysmarowaniem na jego pyszczku ogórecznika. Wskoczył na kotkę i zaczęli się tarzać, powodując jeszcze większe szkody.
- Maliiii
- Cooo
- Jajcooo. Ej, siostra, ale ty masz wieeeeelkie oczyska - stwierdził i ryknął śmiechem, padając na grzbiet. Kotka wskoczyła na niego i zaczęła łaskotać, zanim oboje z piskiem rzucali się przez obozowisko. 

***

Podszedł do swojej siostry. Malinowa Łapa została wczoraj wojowniczką. Wreszcie mieli okazję porozmawiać dłużej niż “Gratuluję!”. Rudzielec zbliżył się do kotki nie kryjąc dumy. Cieszył się, że Posrana Gwiazda docenił jego cudowną siostrę i wreszcie ją mianował na wojowniczkę. Zasłużyła! Będzie najlepsza ze wszystkich!
Kocurek zaczaił się z boku. Malinowy Pląs właśnie zajmowała się jedzeniem ryby. Wybił się z tylnych łap i miał zamiar na nią skoczyć, ale wojowniczka zastrzygła uszami i zdążyła zrobić unik. Uczeń wylądował w resztkach ryby. Fujka!
Malinka zaśmiała się, poruszając wąsami z rozbawieniem. Kotka stanęła przed bratem, spoglądając na niego z góry. Rudzielec wywrócił oczami, ale się nie podniósł.
- Całkiem wygodna pozycja, chyba od dzisiaj będę spał na rybach.
- Śmierdzące można podrzucić Jesiotrowi - zaproponowała szylkretka i wskoczyła na brata, jeszcze bardziej wciskając go w ziemię. Łapę położyła na jego głowie. - Niech ma za swoje!
- Onjestglupiwiesz - wycharczał z pyskiem pełnym ryb. Malinka z niego zeszła i mógł podnieść się do siadu. - No więc pani wojowniczko, czy zechcesz wybrać się gdzieś z bratem? Odkryłem więcej kocimiętki. - mrugnął do kotki, która ochoczo kiwnęła łebkiem. 
Wojowniczka i uczeń rozejrzeli się po obozie na wszelki wypadek, gdyby ktoś obserwował dwójkę łobuzów Jesionowego Wichru. Nie wyczuli na sobie spojrzeń pobratymców, zbyt pochłoniętych swoimi obowiązkami. Korzystając z okazji karzełki wymknęły się z obozu. Pierworodny dobrze znał trasę prowadzącą do kocimiętki, nie stanowiła dla niego trudu i z chęcią pokaże to miejsce siostrze. Może stanie się to ich tajna, tęczowa baza? Kocur i kotka puścili się biegiem, śmiejąc się przy tym głośno. 

6 pkt