Zapadał zmrok. Cienie powoli się wydłużały, za każdą chwilą zdając się być dłuższe. Zimny wiatr muskał skały, drzewa, trawę I futra kotów. Niedawno skończyło lać, ale wszystko nadal było mokre, od skał po liście krzewów. Trawa była zimna, każdy krok był dodatkowo wzbogacony lodowatym chłodem deszczówki. Cis szła razem z Psotnym Nietoperzem. Miała dziś polować w nocy. Gdy w krzakach za kotką coś zaszeleściło, podbiegła do przodu, byle bliżej mentorki. Szły blisko siebie, a Cisowa łapa rozglądała się lękliwie na każdy podejrzany dźwięk. Nie znała lasu od tej strony. Mrocznej, tajemniczej, nocnej. Przebywała w nim jedynie w dzień, a jego oblicze było kompletnie inne. W dzień las był o wiele jaśniejszy, nawet teraz, porą opadających liści. Był kolorowy, a nocą jedynym kolorem była czerń. Cały las jakby zamarł. Cisza wydawała się jej nienaturalna, powietrze pozbawione było dźwięków wiatru czy buszującej zwierzyny. Cis czuła się, jakby straciła słuch, tak ogłuszające i nienaturalne wydały jej się jej odczucia. To był taki wymiar ciszy, kiedy wszystko znika, a zostajesz sam, I dobrze o tym wiesz.
— W nocy musimy o wiele bardziej polegać na naszym słuchu i węchu niż za dnia — zaczęła Psotny Nietoperz. — Każdy najmniejszy szelest może oznaczać zwierzynę, każdy zapach może doprowadzić cię do pożywienia. — Cis kiwneła łbem. — Trzeba również uważać na różne suche gałązki, których jest szczególnie pełno właśnie teraz, w porę opadających liści. To powiedz mi teraz, jak myślisz, jak odróżnić która zwierzyna zaszeleściła gdzieś w pobliżu? — zapytała mentorka.
***
— Nadszedł ten dzień. Dziś w końcu nauczę cię walczyć — oznajmiła Psotny Nietoperz. Od nocy w lesie minęły dwa dni. Dziś kotki wyszły z obozu, by wreszcie Cis nauczyła się bronić. Uczennica trochę obawiała się tego treningu. W końcu będzie musiała ćwiczyć te wszystkie ruchy w obecności jej mentorki i matki. Wolałaby sama to robić, ale oczywiście wtedy nie miałaby jak się nauczyć, bo nikt by jej nie pokierował jak odpowiednio ćwiczyć i walczyć.
— Jak według ciebie wyglądałaby pozycją do skoku? — zapytała ją starsza kotka. Cisową Łapę zmroziło. Miała sama zacząć? Przecież na oczy takiej pozycji nie widziała, nie takiej prawdziwej! Owszem, za czasów kocięcych widywała starszych uczniów lub inne, śmielsze kocięta, ale bez przesady, żadne z nich na pewno nie robiło tego na tyle dobrze, by mogła od nich nauczyć się czegokolwiek! Posłusznie nie jednak przykucnęła, I nerwowo ukazała mentorce pozycję podobną do tej do polowania.
— Całkiem nieźle, ale parę rzeczy trzeba poprawić — miauknęła jej matka. Cis poczuła się raźniej, gdy tylko usłyszała początek jej zdania, ale druga część sprawiła, że uszy ją zapiekły. — Przede wszystkim musisz wysunąć przednie łapy bardziej do przodu. Tak, wiem, że wydaje się to bardzo niekomfortowe, ale nie martw się, przyzwyczaisz się. Robimy to po to, żeby skok był na większą odległość, i żebyś mogła zaskoczyć wroga skokiem na niego, gdy on będzie myślał, że do niego nie doskoczysz! — Psotny Nietoperz poruszyła wąsami z rozbawieniem, zapewne wyobrażając sobie tę scenę. Jej córka wysunęła do przodu przednie łapy. Ta pozycja była niewygodna i nienaturalna, kotka czuła jakby za chwilę miała upaść, jakby w ogóle nie zapewniała sobie w ten sposób równowagi. Zacisnęła zęby z frustracją, I powiedziała sobie, że na pewno umie tak podstawową rzecz. Nauczy się.
[520 słów]
[10%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz