Żyła swoje księżyce. Widziała jak do klanu dołącza Żurawinowy Krzew. Widziała jak jej partner zostaje wojownikiem, jak najlepsza przyjaciółka rodzi swój jedyny miot. Jej oczy, jak i mózg, rejestrowały wiele narodzin i, ku jej niewielkiej rozpaczy - jeszcze więcej śmierci. Można wręcz powiedzieć że czuła się zmęczona tym wszystkim. Może powinna ustąpić już miejsca Deszczowi?
Westchnęła głośno, z trzaskiem prostując wyciągając kości. Wynurzyła się ze swojego legowiska, z świadomością wczorajszej rozmowy. Wezwała Rozżarzonego Popioła i Żurawinową Ścieżkę do siebie. Cała ich trójka była najstarszymi kotami w klanie, czego nie dało się ukryć. Powoli, bez pośpiechu, wspięła się na miejsce przemówień i głośno wezwała klan. Patrzyła na wszystkich z lekko przymrużonych oczu, czekając aż ruda oraz dymna sylwetka pojawią się w jej zasięgu wzroku.
- Rozżarzony Popiele, Żurawinowa Krzewie... podejdźcie. - Miauknęła przekrzywiając głowę z lekkim, acz zmęczonym, uśmiechem. Słyszała jak wśród młodszych kotów przebiega szmer, w końcu ona, jak i Żurka bądź Żar byli w ich życiu od samego początku. A teraz, pokazywały się znaki, że to miało się od tak zmienić. - Jak wiecie, ta dwójka była z nami od zawsze, widzieli jak większość z was się rodzi i nie tylko. Z tego powodu, Rozżarzony Żarze, Żurawinowy Krzewie, czy chcecie odejść na spoczynek w legowisku starszych i pozostawić przyszłość klanu młodszemu pokoleniu?
- Tak - Rzucili jednogłośnie, po krótkiej wymianie spojrzeń między sobą, jak i samą Żwirką. Kotka skinęła głową.
- Tak więc, Klan Nocy dziękuje wam za wieloksiężycową służbę oraz opiekę, i wita was w gronie najstarszych. Niech najbliższe wam sprzyjają, oby jak najdłużej.
Cichy, spokojny głos wydobył się z jej pyska, zeskakując po chwili z pnia. Może też powinna pójść w ich ślady i zostawić wszystko w łapach młodszych?
<jak ktoś chce, może sobie odpisać swoją perspektywę, lel>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żwirowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żwirowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
09 września 2019
26 sierpnia 2019
Od Żwirowej Gwiazdy C.D Wroniego Nieba
Do kotów, które czekały na granicy, dołączyła jako ostatnia. Kątem oka widziała Pstrągowy Pysk, która obija ogonem o pięty i z wysoko uniesioną głową znika pomiędzy Klanowiczami, którzy brali udział w tym nieszczęsnym zgromadzeniu. Stała twardo na łapach, zerkając na Deszczowego Poranka. Niebieski kocur miał na plecach swoją uczennice, której - ku uciesze liderki - nie stało się nic poważniejszego. Skończy z wielkim guzem i tyle... mimo to, nie zwalniało to uczennicy z odbycia kary, za to co zadziało się przy Wielkim Drzewie. Skinęła głową i ruszyli w stronę obozu.
Napięcie, przemykające miedzy pochodem było wyraźnie namacalne. Można nawet się pokusić, o stwierdzenie że dałoby się je pokroić nożem do masła. Przyśpieszyli tempa, gdy deszcz gradu zaszczycił także tereny klanów - ty samym i ich, uderzając małymi kuleczkami lodu w ich grzbiety.
Gdy tylko, dosłownie, wbili do obozu - Żwirowa Gwiazda stanęła nieco na uboczu, obok wejścia patrząc jak każdy kolejny udaje się w swoją stronę. Dymny zastępca w pierwszej kolejności udał się do medyka, by skontrolować i opatrzyć nieprzytomną uczennice. Gdy powróciła wzrokiem na Klanowiczów, spotkała się z pomarańczowymi ślepiami burej wojowniczki. Kocica prychnęła i dumnym krokiem skierowała się w swoją stronę, zadowolona ze swojego domniemanego zwycięstwa. Pstrokata skrzywiła się tylko na to. A tak z innej beczki, brakowało jej jednego kota. Niebieskie ślepia przesunęły się po obozie, rejestrując znajomą sylwetkę, która w paru susach znalazła się przed nią. Kaczy Pląs cofał uszy, by drobne kuleczki nie naleciały mu do środka. Zaraz za nim, nieco wolniej, powłóczyła się Wronie Niebo, która najwidoczniej zniknęła w środku zgromadzenia - bo to jej brakowało wśród pochodu powrotnego. Zerknęła na tą dwójkę pytająco.
- Mamo... możemy porozmawiać? - Miauknął, zerkając na czarną kotkę, która stała przy jego boku... i prawdopodobnie gdyby mogła, zniknęłyby w kolorowym futrze wojownika. Była widocznie nerwowa, kuliła się przy czym wyraźnie było widać że przebiega rozkojarzonym wzrokiem po otoczeniu w poszukiwaniu czegoś. Liderka zamrugała szybko, nie bardzo wiedząc jak zareagować. - To ważne.
- Dobrze. - Szylkretka westchnęła, kiwając głową. Wprowadziła ich do swojego legowiska, nieświadoma tego że jak tylko usiądą na spokojnie - zostanie zalana lawiną słów ze strony Wronki.
~*~*~*~
Gdy tylko Wronka wzięła pare głębszych wdechów, oraz słyszała słowa otuchy od syna liderki - wylał się z niej potok słów. Z początku pstrokata mało co z tego zrozumiała. Z tego względu, po poproszeniu czarnej by wyjaśniła wszystko jeszcze raz, tym razem pomijając cały zbędny monolog. Dowiedziała się tyle, że to co zadziało się tego samego dnia na zgromadzeniu - nie było pierwszym wybrykiem burej wojowniczki. Ten sam wojownik, którego Pstrąg zaatakowała w ''obronie'' Porzeczkowej Łapy - został wrzucony na poprzednim zgromadzeniu przez nią do ognia, który szalał w miejscu zebrania. Z każdym słowem kotki, Żwirowa marszczyła czoło jeszcze bardziej. Jakby tego było mało, pręgowana miała pare incydentów na granicy, co tłumaczyło czemu pewnego razu wróciła do obozu poraniona. Patrzyła twardo na siedzących przed nią wojowników, mając świadomość że przez wszystkie żarty Wrony - kotka mogła być postrzegana przez niektórych za nieodpowiednie źródło informacji, z tym że po tym co zobaczyła dzisiejszej nocy oraz fakty pasujące do siebie jak kawałki układanki - była, nawet bardzo, skłonna jej wierzyć. Podziękowała im, zapewniając że zajmie się tym.
Więc, gdy tylko promieniująca kula wspięła się na szczyt nieba - liderka stanowczym krokiem skierowała się w stronę lecznicy. Spytała Dryfującego Obłoka, czy Porzeczkowa Łapa jest zdolna do przyjścia na zebranie, które miała zamiar zaraz zwołać. Niebieski kocur stwierdził, że z pewnością nie obudzi się do momentu aż słońce nie będzie zachodzić. Cóż, najwyżej dowie się jak obudzi.
Stała twardo na pniu, czekając aż wszyscy się zjawią po jej wezwaniu. Oczekiwała w szczególności dwóch kotów, które.... no mówiąc krótko - miały swoje za uszami i teraz miał otrzymać za to karę.
- Pewnie wszyscy już wiedzą co się wydarzyło na minionym zgromadzeniu - Uniosła głos, gdy tylko dwójka delikwentów zjawiła się. Była świadoma, że plotki szybko się rozchodzą, co znaczyło tyle że wszyscy byli świadomi że Gwiezdni znowu interweniowali. Pomiędzy Klanowiczami przebiegł szmer. - Aroniowa Łapo, to co ty i twoja siostra robiliście na zgromadzeniu nie obędzie się bez kary.
Czarno-biały kocur skrzywił się niemiłosiernie, jakby zjadł wyjątkowo kwaśną papkę od Dryfującego Obłoka.
- W ramach kary, twoje imię będzie brzmieć Klifia Łapa, zaś imię Porzeczkowej Łapy - Guzowata Łapa. Poza tym, będziecie pomagać Dryfującemu Obłokowi i Słodkiej Łapie w lecznicy. - Miauknęła twardo, wbijając wzrok w ucznia, który w szoku zerkał na nią. Bo przecież, ona nie mówiła poważnie. Z jej strony to miała być nauczka, imiona nie miały brzmieć ładnie. Miały przypominać im to co zrobili - oraz jak skończyli, w przypadku Porzeczki. - Wasze imiona nie wrócą na właściwą formę, do czasu ukończenia treningu bądź momentu gdzie będziecie wiedzieć za co ponieście karę.
I mogłoby się wydawać że to był koniec całego zbiorowiska. Cóż... było to mylne wrażenie.
- Oblodzona Sadzawko, Żmijowy Języku, Deszczowe Futro chciałabym żebyście przyszli do mojego legowiska jak tylko księżyc będzie wschodzić. - Rzuciła do wymienionych kotów, musiała z nimi pogadać. - Zebranie uznaje za zakończone.
Zeskoczyła z pnia, kierując się do swojego legowiska. Miała zamiar zlecić tej trójce pilnowanie Pstrągowego Pyska.
12 sierpnia 2019
Od Żwirowej Gwiazdy
Koniec Pory Opadających Liści zbliżał się nieubłaganie i tylko śnieg zawita na terenach klanów. Co raczej i tak nastanie w najbliższym czasie, patrząc że temperatura spadała już drastycznie gdy słońce chowało się za horyzontem. Jednak to nie zwalniało mentorów, jak i ich uczniów z treningu. To samo tyczyło się również Żwirowej Gwiazdy, jak i jej terminatorki - Gawroniej Łapy. Tym razem ich nauka była połączona z spontanicznym patrolem. idąc wzdłuż granic, czarna kotka wypruła nieco do przodu wskakując na kamień położony zaraz przy rzece. Wychyliła się nieco w stronę wody, zerkając na ryby które uciekały w popłochu na widok cienia kotki.
Na pysk pstrokatej zawitał złowieszczy uśmieszek. Ona podczas treningu wpadła do tego strumienia, w dokładnie tym miejscu. To samo stało się z Ognikiem jak i Wierzbą, bo no cóż... Lew nie dotrwał do tego momentu w treningu. Identycznie zadziało się z uczniami Żara, jak i nim samym. Wszyscy lądowali w tej przeklętej wodzie, przy tym kamieniu. Taka rodzinna tradycja, można by powiedzieć, z tego powodu liderka w paru susach znalazła się przy długofutrej i biodrem szturchnęła jej zadek. W wyniku czego, tylko jej grzbiet ostał się suchy, a po najbliższej okolicy rozszedł się jej dziki pisk.
- ZIMEEEE! - Uczennica machnęła szaleńczo łapami i rzuciła się w stronę brzegu, tyle dobrze że brzeg był płytki, dzięki czemu czarna w pare sekund znalazła się na nim. Wzięła głębszy oddech dla uspokojenia, po czym rzuciła kotce pełne wyrzutu spojrzenie. - Żwirowa Gwiazdo!
Jęk kotki był przepełniony wyrzutem, co zagłuszył lekki śmiech liderki.
- To tak na pamiątkę, jako ostatni dzień naszego treningu. - Miauknęła z rozbawieniem, ruszając w stronę obozu machając wesoło kikutem. Zerknęła za siebie w stronę oniemiałej uczennicy. - Jak będziemy w obozie, idź do Dryfa po jakieś zioła na wzmocnienie a potem zasuwaj do kociarni lub do starszych! Chce cię widzieć rano wypoczętą!
~*~*~
I noc minęła dość szybko, zaś w momencie, gdy w obozie było najwięcej kotów wszyscy usłyszeli wezwanie liderki. Członkowie dość szybko zebrali się przy Powalonym Pniu, oczekując rozwoju sytuacji. Gdzieś kątem niebieskiego oka wychwyciła podekscytowanego Kaczorka, który ewidentnie wiedział co się święci. No tak, bo fakt że jego czarna ''przyjaciółka'' wróciła cała mokra, nie mogło mu ubiec.
- Gawronia Łapo, wystąp - Kolorowa skinęła jej głową, gdy wymieniona kotka zbliżyła się. - Jako Liderka Klanu Nocy, wołam do przodków nasz wszystkich, by spojrzeli na tę o to uczennice. Uczyła się pilnie, a z dniem dzisiejszym kończy się jej trening.
Kotka zamilkła na chwilę, a pare kotów poruszyło się niespokojnie na swoich miejscach. Mineło pare uderzeń serca nim liderka kontynuowała.
- Jednak, Gawronia Łapa nie zasiądzie w legowisku wojowników. Zamieszka ona w Żłobku, jako królowa i będzie pomagać obecnym, jak i przyszłym matkom. Gawronia Łapo czy przysięgasz wypełniać swoje obowiązki należycie, jak i bronić przyszłych pokoleń własną piersią?
-Przysięgam! - Czarna kotka powiedziała to bez większego wahania, zamiatając końcówką ogona podłoże.
- Tak więc z dniem dzisiejszym nie nazywasz się już Gawronia Łapa, a Gawronie Piórko!
Wraz z ostaniami słowami Żwirki, wśród klanowiczów wybuchła wrzawa. I mogłaby przysiąc że to Kaczka darł się najgłośniej, bo zwykłym krzykiem nie dało się tego nazwać
Na pysk pstrokatej zawitał złowieszczy uśmieszek. Ona podczas treningu wpadła do tego strumienia, w dokładnie tym miejscu. To samo stało się z Ognikiem jak i Wierzbą, bo no cóż... Lew nie dotrwał do tego momentu w treningu. Identycznie zadziało się z uczniami Żara, jak i nim samym. Wszyscy lądowali w tej przeklętej wodzie, przy tym kamieniu. Taka rodzinna tradycja, można by powiedzieć, z tego powodu liderka w paru susach znalazła się przy długofutrej i biodrem szturchnęła jej zadek. W wyniku czego, tylko jej grzbiet ostał się suchy, a po najbliższej okolicy rozszedł się jej dziki pisk.
- ZIMEEEE! - Uczennica machnęła szaleńczo łapami i rzuciła się w stronę brzegu, tyle dobrze że brzeg był płytki, dzięki czemu czarna w pare sekund znalazła się na nim. Wzięła głębszy oddech dla uspokojenia, po czym rzuciła kotce pełne wyrzutu spojrzenie. - Żwirowa Gwiazdo!
Jęk kotki był przepełniony wyrzutem, co zagłuszył lekki śmiech liderki.
- To tak na pamiątkę, jako ostatni dzień naszego treningu. - Miauknęła z rozbawieniem, ruszając w stronę obozu machając wesoło kikutem. Zerknęła za siebie w stronę oniemiałej uczennicy. - Jak będziemy w obozie, idź do Dryfa po jakieś zioła na wzmocnienie a potem zasuwaj do kociarni lub do starszych! Chce cię widzieć rano wypoczętą!
~*~*~
I noc minęła dość szybko, zaś w momencie, gdy w obozie było najwięcej kotów wszyscy usłyszeli wezwanie liderki. Członkowie dość szybko zebrali się przy Powalonym Pniu, oczekując rozwoju sytuacji. Gdzieś kątem niebieskiego oka wychwyciła podekscytowanego Kaczorka, który ewidentnie wiedział co się święci. No tak, bo fakt że jego czarna ''przyjaciółka'' wróciła cała mokra, nie mogło mu ubiec.
- Gawronia Łapo, wystąp - Kolorowa skinęła jej głową, gdy wymieniona kotka zbliżyła się. - Jako Liderka Klanu Nocy, wołam do przodków nasz wszystkich, by spojrzeli na tę o to uczennice. Uczyła się pilnie, a z dniem dzisiejszym kończy się jej trening.
Kotka zamilkła na chwilę, a pare kotów poruszyło się niespokojnie na swoich miejscach. Mineło pare uderzeń serca nim liderka kontynuowała.
- Jednak, Gawronia Łapa nie zasiądzie w legowisku wojowników. Zamieszka ona w Żłobku, jako królowa i będzie pomagać obecnym, jak i przyszłym matkom. Gawronia Łapo czy przysięgasz wypełniać swoje obowiązki należycie, jak i bronić przyszłych pokoleń własną piersią?
-Przysięgam! - Czarna kotka powiedziała to bez większego wahania, zamiatając końcówką ogona podłoże.
- Tak więc z dniem dzisiejszym nie nazywasz się już Gawronia Łapa, a Gawronie Piórko!
Wraz z ostaniami słowami Żwirki, wśród klanowiczów wybuchła wrzawa. I mogłaby przysiąc że to Kaczka darł się najgłośniej, bo zwykłym krzykiem nie dało się tego nazwać
29 lipca 2019
Od Żwirowej Gwiazdy C.D Porzeczki
Jeśli chodzi o samą postawę jego syna, można stwierdzić jasno że chciał być gdziekolwiek indziej. Mógłby nawet powymieniać cały mech w obozie, byle nie musieć siedzieć przed kociarnią razem z swoją matką i czekać aż ta zrobi mu pogadankę o tych rzeczach. Tylko że ta pogadanka nie nadeszła, a przynajmniej nie w takiej postaci jak się spodziewał. Tak samo nie rozumiał, czemu liderka tak dramatyzowała. Bo to nie tak, że wyraz pyska Kaczki... był na tyle nieziemski, że nie mogła sobie odpuścić. Wracając.
Obydwoje, Żwira - liderka klanu, oraz jej syn , który od dłuższego czasu nosił miano wojownika, siedzieli dłuższą chwilę w ciszy. On cały spięty, zerkający na pstrokatą, która powoli przesuwała kikutem ogona po ziemi wypatrując czegoś. Albo szybciej - kogoś. Gdy wreszcie w wejściu do obozu zawitała rudo-biała sylwetka, kotka podniosła się na łapy. Kiwnęła na czekoladowego i w paru susach znalazła się przy jej partnerze. Ten popatrzył na nich zaskoczony i to co rzuciło mu się pierwsze w oczy... był to cwaniacki uśmieszek, który znał aż za dobrze. Zazwyczaj znaczył tyle, że ma dla niego ''Misje specjalną'', która pewnie przysporzy mu nie mało problemów.
- Kooochanie - Mruknęła z uśmiechem, energicznie machając ogonem. Rudzielec cofnął się o krok, podnosząc uszy. I chyba nie dziwne, że Kaczemu Pląsowi, który stał obok, przez głowę przeszła myśl czy to nie jest jedyny moment by nawiać. - Mam dla ciebie zadanie, godne tylko ojca tego cwaniaczka. Kaczka, nawet nie waż się stąd odchodzić, bo wyrwe ci ten ogon przy samym zadku.
Zagroziła, widząc jak srebrny przesuwa powoli łapy w przeciwnym kierunku. Zatrzymał się z łapą uniesioną w powietrzu, mrugając zaskoczony. Tak, został przyłapany. A jeszcze chwila i by go tu nie było. Wiedział że jego matka go kochała... ale mimo wszystko obawiał się, że spełni swoją groźbę, więc siadł na tyłku.
- Czyli...? - Żar odłożył piszczkę, którą trzymał przez cały czas w pysku. Kaczka albo coś przeskrobał, albo.. albo sam nie wiedział co mogło wprowadzić jego partnerkę w taki pozytywny stan.
- Idźcie na jakieś polowanie, czy coś i wyjaśnij mu o pszczółkach i kwiatkach! - Miauknęła, przekrzywiając głowę, z zamiarem odejścia. Gdzieś z boku usłyszała zażenowane ''Mamo...", co kompletnie zignorowała. Żar chciał już protestować, ale ta odwróciła głowę, rzucając - A ja idę się zająć naszą, mam nadzieje, przyszłą synową.
I po chwili obaj mogli zobaczyć tylko jej krótki ogon znikający w kociarni.
~*~*~
Gdy Żwira wtuptała energicznie do żłobka, od razu Ognista przeniosła wzrok z Gawroniej Łapy na nią.
- Żwirowa Gwiaa.... - Urwała widząc znaczący wzrok swojej dawnej mistrzyni. Westchnęła rozbawiona. - No tak, Żwirko, bo Gawron źle sformułowała zdanie! Chodziło jej o coś innego, niż posiadani własnych kociąt.
- O co dokładniej chodziło? - Pstrokata przekrzywiła głowę pytająco, podnosząc uszy na sztorc. Zerknęła na czarną koteczkę, która z zakłopotaniem urwała rozmowę z Porzeczką.
- Chodziło o to.... że chciałam zostać Królową. Ale taką na stałe. Opiekowałabym się kociakami, pomagała innym wojowniczką na przykład przy porodzie, czy przy pilnowaniu ich pociech. - Miauknęła zakłopotana, owijając ogonem łapy. Przerzuciła wzrok gdzieś na bok.
- W sumie... To nie najgorszy pomysł. Ale mimo wszystko musisz dokończyć nasz trening, by w razie czego bronić kociarni. - Żwirka uśmiechnęła się do niej lekko, siadając na miękkim podłożu.
- A... A co do Kaczki... to znaczy Kaczego Pląsu... - Czarna Terminatorka zacięła się w połowie zdania, na co liderka zareagowała rozbawieniem.
- Spokojnie - Zaśmiała się. - Nie mam zamiaru wam niczego zakazywać czy coś. Tylko żebym nie musiała cię odsyłać na twoję przyszłe stanowisko przedwcześnie, jasne?
- T..Tak! - Rzuciła z roziskrzonymi oczami, z uśmiechem na pysku. W tym czasie Szylkretowa królowa wstała, liżąc swoje kocięta po głowie na do widzenia. W końcu była umówiona z Dębem na wspólne polowanie.
- To ja lece! Czas rozruszać kości - Miuknęła energicznie, żywym pląsem wychodząc kierując się do wyjścia z kociarni - Zostawiam ich w twoich łapach, Gawronia Łapo!
Obydwie kotki odprowadziły Ognistą wzrokiem, po czym Żwira podeszła bliżej do Gawroniej i Porzeczki.
- Więc... to ty jesteś Porzeczka, tak?
< Porzeczka? uvu>
Obydwoje, Żwira - liderka klanu, oraz jej syn , który od dłuższego czasu nosił miano wojownika, siedzieli dłuższą chwilę w ciszy. On cały spięty, zerkający na pstrokatą, która powoli przesuwała kikutem ogona po ziemi wypatrując czegoś. Albo szybciej - kogoś. Gdy wreszcie w wejściu do obozu zawitała rudo-biała sylwetka, kotka podniosła się na łapy. Kiwnęła na czekoladowego i w paru susach znalazła się przy jej partnerze. Ten popatrzył na nich zaskoczony i to co rzuciło mu się pierwsze w oczy... był to cwaniacki uśmieszek, który znał aż za dobrze. Zazwyczaj znaczył tyle, że ma dla niego ''Misje specjalną'', która pewnie przysporzy mu nie mało problemów.
- Kooochanie - Mruknęła z uśmiechem, energicznie machając ogonem. Rudzielec cofnął się o krok, podnosząc uszy. I chyba nie dziwne, że Kaczemu Pląsowi, który stał obok, przez głowę przeszła myśl czy to nie jest jedyny moment by nawiać. - Mam dla ciebie zadanie, godne tylko ojca tego cwaniaczka. Kaczka, nawet nie waż się stąd odchodzić, bo wyrwe ci ten ogon przy samym zadku.
Zagroziła, widząc jak srebrny przesuwa powoli łapy w przeciwnym kierunku. Zatrzymał się z łapą uniesioną w powietrzu, mrugając zaskoczony. Tak, został przyłapany. A jeszcze chwila i by go tu nie było. Wiedział że jego matka go kochała... ale mimo wszystko obawiał się, że spełni swoją groźbę, więc siadł na tyłku.
- Czyli...? - Żar odłożył piszczkę, którą trzymał przez cały czas w pysku. Kaczka albo coś przeskrobał, albo.. albo sam nie wiedział co mogło wprowadzić jego partnerkę w taki pozytywny stan.
- Idźcie na jakieś polowanie, czy coś i wyjaśnij mu o pszczółkach i kwiatkach! - Miauknęła, przekrzywiając głowę, z zamiarem odejścia. Gdzieś z boku usłyszała zażenowane ''Mamo...", co kompletnie zignorowała. Żar chciał już protestować, ale ta odwróciła głowę, rzucając - A ja idę się zająć naszą, mam nadzieje, przyszłą synową.
I po chwili obaj mogli zobaczyć tylko jej krótki ogon znikający w kociarni.
~*~*~
Gdy Żwira wtuptała energicznie do żłobka, od razu Ognista przeniosła wzrok z Gawroniej Łapy na nią.
- Żwirowa Gwiaa.... - Urwała widząc znaczący wzrok swojej dawnej mistrzyni. Westchnęła rozbawiona. - No tak, Żwirko, bo Gawron źle sformułowała zdanie! Chodziło jej o coś innego, niż posiadani własnych kociąt.
- O co dokładniej chodziło? - Pstrokata przekrzywiła głowę pytająco, podnosząc uszy na sztorc. Zerknęła na czarną koteczkę, która z zakłopotaniem urwała rozmowę z Porzeczką.
- Chodziło o to.... że chciałam zostać Królową. Ale taką na stałe. Opiekowałabym się kociakami, pomagała innym wojowniczką na przykład przy porodzie, czy przy pilnowaniu ich pociech. - Miauknęła zakłopotana, owijając ogonem łapy. Przerzuciła wzrok gdzieś na bok.
- W sumie... To nie najgorszy pomysł. Ale mimo wszystko musisz dokończyć nasz trening, by w razie czego bronić kociarni. - Żwirka uśmiechnęła się do niej lekko, siadając na miękkim podłożu.
- A... A co do Kaczki... to znaczy Kaczego Pląsu... - Czarna Terminatorka zacięła się w połowie zdania, na co liderka zareagowała rozbawieniem.
- Spokojnie - Zaśmiała się. - Nie mam zamiaru wam niczego zakazywać czy coś. Tylko żebym nie musiała cię odsyłać na twoję przyszłe stanowisko przedwcześnie, jasne?
- T..Tak! - Rzuciła z roziskrzonymi oczami, z uśmiechem na pysku. W tym czasie Szylkretowa królowa wstała, liżąc swoje kocięta po głowie na do widzenia. W końcu była umówiona z Dębem na wspólne polowanie.
- To ja lece! Czas rozruszać kości - Miuknęła energicznie, żywym pląsem wychodząc kierując się do wyjścia z kociarni - Zostawiam ich w twoich łapach, Gawronia Łapo!
Obydwie kotki odprowadziły Ognistą wzrokiem, po czym Żwira podeszła bliżej do Gawroniej i Porzeczki.
- Więc... to ty jesteś Porzeczka, tak?
< Porzeczka? uvu>
15 lipca 2019
Od Żwirowej Gwiazdy
Wychodząc z legowiska, czuła jakby strzelały jej kości. Serio? Ile ona już miała na karku? Osiemdziesiąt? A może dużo więcej? W sumie wolała zakładać że ma mniej, niż dobijać się odliczając księżyce do jej nieuniknionej starości. W legowisku, które zajmowała, od dłuższej chwili nie było już jej partnera. Co prawda nie miał obecnie ucznia, choć mogło się to zmienić ze względu na to że Łezka jak i Ognik urodziły jakiś czas temu, to wstawał o (jej zdaniem) karygodnej porze. Wychodząc ze śmiechem stwierdził, że nie tego jej uczył... w odpowiedzi dostał tylko widok pleców liderki.
Jeśli czymś Gawron miała się pochwalić, to tym że nie musiała wstawać przed wschodem słońca tylko po to by wyszykować się. A tak? Tak terminatorka szylkretki mogła na spokojnie powyciągać pozostałości mchu z futra, powitać każdego uczniaka, który razem z nią przebywał w legowisku terminatorów. I z tego co zauważyła sama liderka - miała wystarczająco czasu by zajrzeć do kociarni i popatrzeć na rosnące codziennie kluski. Serio! Jeśli ktoś nie był świadomy, że w ich obozie od dobrych dwóch księżyców biegały dzieci Łzawej i Ognistej... to musiał być chyba ślepy. Albo mieć niezłego pecha, bądź szczęście - zależy od punktu widzenia. Wracając.
Niebieskie ślepia przejechały po obozie, zaraz znajdując czarną kocice. Zaglądała ukradkiem do kociarni, najwidoczniej wymieniając pare zdań z... Łzawym Tańcem i jej synem, Kaczym Pląsem? Tak, chyba tak bo przez chwile mignęły jej bure uszy królowej, bo drugiego z wymienionych kotów, poznałaby nawet z kilometra. Gawron kiwnęła głową energicznie, odwracając się zaraz i napotykając wzrok liderki. Rzuciła szybkie pożegnanie do tamtej dwójki i potruchtała energicznie w stronę pstrokatej.
- Dzień dobry, Żwirowa Gwiazdo! - Miauknęła energicznie, zamiatając ogonem podłożę. Czasami nawet Żwira chciałaby mieć takie długie futro... tylko jak ona by wytrzymała wtedy w upalne dni?
- Dzień Dobry - Miauknęła pogodnie. Chyba ten dzień wyjątkowo, wstała odpowiednią łapą. Kiwnęła jej głową, po czym obie ruszyły w środek terenów ich klanów, a dokładniej prosto do Błotnistej Zatoczki.
~*~*~*~
Trenowały walkę. Tylko bardziej przypominało to zabawę w berka. Gawron miała proste zadanie, złapać ją. Za każdym razem jak czarna była blisko niej, uskakiwała w bok, tylko dlatego że kotka patrzyła centralnie w miejsce, w które celowała.
- Nie patrz gdzie celujesz! - Miauknęła energicznie, dosłownie przylegając do ziemi w momencie gdy jej uczennica przeleciała nad nią. Sama Gawronia Łapa przewyższała ją o dobrą głowę. Pewnie gdyby rosła jeszcze z dobre dwa księżyce, dogoniłaby Deszcza. Swoją drogą nie mogła się doczekać gromadki jego jak i Szron. Tak długo czekała by się zeszli! Mimowolnie na jej pysku pojawił się uśmiech, zaś gdy jej słowa dotarły do uszu długofutrej - ta zatrzymała się na chwile. - Jesteś duża a przy tym - silna, ale potrafisz byś szybka i wyciągać łapy przed siebie! Wykorzystaj to!
Kiwnęła głową, znowu wprawiając łapy w ruch, ruszając wielkimi susami w stronę Liderki. Tym razem nie patrzyła na miejsce gdzie celuje, lecz w oczy liderki. Pstrokata niby za późno ruszyła się z miejsca, przez co została przyszpilona do ziemi. Jednak Nie na długo - gdyż zaraz cofnęła się z bólu. Dostała tylnymi kończynami prosto w brzuch.
- To było nie fair... - jęknęła, klepiąc zadkiem na ziemię. Spotkała się z rozbawiniem liderki.
- W prawdziwej walce nie zawsze da się być ''fair'' - Miauknęła, podnosząc się przy czym wstrząsnęła całym ciałem by zrzucić pył. - Wracajmy.
~*~*~*~
Minęła dłuższa chwila, gdzie nawet sama Żwira nie ogarnęła w jaki sposób znalazła się w kociarni. I to na dodatek z własnym synem i Gawronem, która wgapiała się w śpiące kociaki jak w obrazek.
- Kaczka! Patrz jak fajnie śpią! - Miauknęła czarna ściszonym, acz energicznym, głosem, wlepiając w kocura ślepia. Syn liderki, która swoją drogą czuła się jak widz jakiejś komedii, kiwnął jej tylko głową. Bo to nie tak że miał ochotę podejść do nich i szturchnąć je łapą, by zobaczyć czy serio są takie puchate na jakie wyglądają. - Chciałabym mieć takie!
Kocur pomrugał zaskoczony, jakby nie wiedząc co powiedzieć.
- Czej co... - Miauknął w wielkim szoku, a Żwira po prostu parskła. Serio, to był jej syn? Chyba musiała zgarnąć Żara, by wyjaśnił skąd się biorą kociaki.
<Porzeczka? Gawron? >
Jeśli czymś Gawron miała się pochwalić, to tym że nie musiała wstawać przed wschodem słońca tylko po to by wyszykować się. A tak? Tak terminatorka szylkretki mogła na spokojnie powyciągać pozostałości mchu z futra, powitać każdego uczniaka, który razem z nią przebywał w legowisku terminatorów. I z tego co zauważyła sama liderka - miała wystarczająco czasu by zajrzeć do kociarni i popatrzeć na rosnące codziennie kluski. Serio! Jeśli ktoś nie był świadomy, że w ich obozie od dobrych dwóch księżyców biegały dzieci Łzawej i Ognistej... to musiał być chyba ślepy. Albo mieć niezłego pecha, bądź szczęście - zależy od punktu widzenia. Wracając.
Niebieskie ślepia przejechały po obozie, zaraz znajdując czarną kocice. Zaglądała ukradkiem do kociarni, najwidoczniej wymieniając pare zdań z... Łzawym Tańcem i jej synem, Kaczym Pląsem? Tak, chyba tak bo przez chwile mignęły jej bure uszy królowej, bo drugiego z wymienionych kotów, poznałaby nawet z kilometra. Gawron kiwnęła głową energicznie, odwracając się zaraz i napotykając wzrok liderki. Rzuciła szybkie pożegnanie do tamtej dwójki i potruchtała energicznie w stronę pstrokatej.
- Dzień dobry, Żwirowa Gwiazdo! - Miauknęła energicznie, zamiatając ogonem podłożę. Czasami nawet Żwira chciałaby mieć takie długie futro... tylko jak ona by wytrzymała wtedy w upalne dni?
- Dzień Dobry - Miauknęła pogodnie. Chyba ten dzień wyjątkowo, wstała odpowiednią łapą. Kiwnęła jej głową, po czym obie ruszyły w środek terenów ich klanów, a dokładniej prosto do Błotnistej Zatoczki.
~*~*~*~
Trenowały walkę. Tylko bardziej przypominało to zabawę w berka. Gawron miała proste zadanie, złapać ją. Za każdym razem jak czarna była blisko niej, uskakiwała w bok, tylko dlatego że kotka patrzyła centralnie w miejsce, w które celowała.
- Nie patrz gdzie celujesz! - Miauknęła energicznie, dosłownie przylegając do ziemi w momencie gdy jej uczennica przeleciała nad nią. Sama Gawronia Łapa przewyższała ją o dobrą głowę. Pewnie gdyby rosła jeszcze z dobre dwa księżyce, dogoniłaby Deszcza. Swoją drogą nie mogła się doczekać gromadki jego jak i Szron. Tak długo czekała by się zeszli! Mimowolnie na jej pysku pojawił się uśmiech, zaś gdy jej słowa dotarły do uszu długofutrej - ta zatrzymała się na chwile. - Jesteś duża a przy tym - silna, ale potrafisz byś szybka i wyciągać łapy przed siebie! Wykorzystaj to!
Kiwnęła głową, znowu wprawiając łapy w ruch, ruszając wielkimi susami w stronę Liderki. Tym razem nie patrzyła na miejsce gdzie celuje, lecz w oczy liderki. Pstrokata niby za późno ruszyła się z miejsca, przez co została przyszpilona do ziemi. Jednak Nie na długo - gdyż zaraz cofnęła się z bólu. Dostała tylnymi kończynami prosto w brzuch.
- To było nie fair... - jęknęła, klepiąc zadkiem na ziemię. Spotkała się z rozbawiniem liderki.
- W prawdziwej walce nie zawsze da się być ''fair'' - Miauknęła, podnosząc się przy czym wstrząsnęła całym ciałem by zrzucić pył. - Wracajmy.
~*~*~*~
Minęła dłuższa chwila, gdzie nawet sama Żwira nie ogarnęła w jaki sposób znalazła się w kociarni. I to na dodatek z własnym synem i Gawronem, która wgapiała się w śpiące kociaki jak w obrazek.
- Kaczka! Patrz jak fajnie śpią! - Miauknęła czarna ściszonym, acz energicznym, głosem, wlepiając w kocura ślepia. Syn liderki, która swoją drogą czuła się jak widz jakiejś komedii, kiwnął jej tylko głową. Bo to nie tak że miał ochotę podejść do nich i szturchnąć je łapą, by zobaczyć czy serio są takie puchate na jakie wyglądają. - Chciałabym mieć takie!
Kocur pomrugał zaskoczony, jakby nie wiedząc co powiedzieć.
- Czej co... - Miauknął w wielkim szoku, a Żwira po prostu parskła. Serio, to był jej syn? Chyba musiała zgarnąć Żara, by wyjaśnił skąd się biorą kociaki.
<Porzeczka? Gawron? >
17 czerwca 2019
Od Żwirowej Gwiazdy
~akcja dzieje sie w trakcie wojny (klany vs kw) i pare dni po niej~
Czuła ból.
Z tym że nie był on fizyczny, od ran które odebrały jej trzy, z siedmiu żyć. Nie był to także ten ze świadomości, że zrobili Klanu Wilka... to co zrobili.
Chodziło tu raczej o fakt że ona, mimo tego że jej fizyczna powłoka była w tak opłakanym stanie - wracała do niej za każdym razem, przywracając przed jej oczy obraz ciał, które powoli padały na przesiąkniętą krwią podłoże. Tak jakby odtwarzanie tego w kółko i, w kółko miało odpokutować jej grzech że zgodziła się na ten cholerny sojusz, tym samym prowadząc ich na rzeź.
Przez otumaniony umysł, po raz kolejny boleśnie przedarł się obraz wojny. Zacisnęła powieki, wbijajac przy tym pazury w podłoże. Nie chciała tego widzieć, lecz mimo to - nadzwyczaj żywy obraz odtworzył się w jej głowie.
Biegła, uderzając łapa za łapą o podłoże raz po raz unikając celującego w nią pazurami, osobnika. Czasem czuła jak te przejeżdzały po jej plecach, robiąc zadrapania. W pewnym momencie zaliczyła glebę na śliskim podłożu, uderzając podbrudkiem o ziemię. Gdy podniosła głowę, rozglądając się. Zerknęła na swoje łapy, spostrzegając że są umazane krwią, dopiero kierując wzrok w bok - dostrzegła zakrwawione ciało jakiejś pointki. Prawdopodobnie była ona z Burzy, gdyż wokół niej roznosił się zapach należący do tego Klanu.
Szeroko otwartymi oczami, przebiegła wzrokiem po otoczeniu. Wszedzie ktoś walczył. Kątem oka dostrzegła swoją córkę. Nawet z takiej odległości mogła dostrzegać że było coś konkretnie nie tak. Czarno-ruda pierś wojowniczki. unosiła się gwałtownie, by zaraz dwukolorowe oczy uniosły się na płowego kocura z szalonymi iskierkami. Z gardła liderki wydarło sie imię Maślaka, gdy owa kotka rzuciła się w stronę Burzaka.
Potem, sama nie wiedząc jak, znalazła się w walce z wojownikiem Wilka. Pewnie gdyby nie straciła skupienia, przez płaczliwy pisk, który przedarł powietrze - nie straciłaby życia. Widziała tylko jakąś postać która ją odpycha, po czym kły pointa mignęły jej przed oczami.
Na krótki moment znalazła się na srebrnej skórce, gdzie wśród tłumu zobaczyła swoją córkę, która niesłyszalnie mówiła "Przepraszam". Gdy znalazła się ponownie w swoim ciele, rykneła płaczem. Minęła krótka chwila gdy pognała między innych. Nie pamiętała... nie. Nie chciała pamiętać w których momentach straciła pozostałe dwa życia. Ważny był tylko fakt że tak się stało.
Teraz zaś siedzieli w grupce i liczyli straty. Dryf, oraz Szron mieli łapy pełne roboty. Nawet niebieski nie podważał faktu że szylkretka mu pomaga. Każda para łap była potrzebna. Najgorzej było jednak z jej synem oraz Żmiją. Czekoladowy stracił część ogona, przez co każdy ruch sprawiał mu ból, zaś czarna warczała w momentach gdy miejsce gdzie znajdowało się jej oko - zostało opatrzone opatrunkiem.
Sama Żwira nie pozwalała się sobą zająć w takim stopniu, jak powinni.
Chwile temu wbijała pazury w ziemię, odganiając Szron od siebie, gdy ta tylko kierowała się w jej stronę - tak teraz wtulała pysk w futro Maślaka. Nie chciała płakać, chciała być silna. Z tym że... rodzic nie powinien chować swojego dziecka. Nie mówiąc już o byciu świadkiem śmierci.
Bała się. Bała się jak spojrzy w oczy wszystkim w klanie. Najchętniej by nie wracała. Z tym że, czas powrotu nadszedł zdecydowanie za szybko.
~~~*~
Wchodząc do obozu nie potrafiła spojrzeć nikomu w oczy. Płacz, krzyki i inne tego typu reakcje towarzyszyły ich powrotowi. W pierwszym momencie mogło się wydawać że kotka zgubiła gdzieś część siebie. Wzrok miała nieobecny, a gdy tylko przed nią znalazła się tak znana jej sylwetka - nie potrafiła unieść wzroku. Jej maskę zburzyło pełne goryczy mruczenie, oraz ciepły język przejeżdżający po pstrokatej głowie. Po prostu płakała w białą pierś Żara.
Zaś po dwóch wschodach słońca - stwierdziła że nie ma już siły powtarzać tej czynności. Nie wychodziła ze swojego legowiska. Można wręcz powiedzieć że zapomniała na ten czas o klanie.
Wtedy właśnie z podłogi zniknęły rażące promienie słońca, gdyż zostały zatrzymane przez większą ilość postaci. Nie kontaktowała ze światem do tego stopnia, że w pewnym momencie skończyła w wielkim, grupowym przytulasie z członków klanu.
I w sumie prawie się dusiła w nim, przez ilość futra jaka do niej przylgneła
Czuła ból.
Z tym że nie był on fizyczny, od ran które odebrały jej trzy, z siedmiu żyć. Nie był to także ten ze świadomości, że zrobili Klanu Wilka... to co zrobili.
Chodziło tu raczej o fakt że ona, mimo tego że jej fizyczna powłoka była w tak opłakanym stanie - wracała do niej za każdym razem, przywracając przed jej oczy obraz ciał, które powoli padały na przesiąkniętą krwią podłoże. Tak jakby odtwarzanie tego w kółko i, w kółko miało odpokutować jej grzech że zgodziła się na ten cholerny sojusz, tym samym prowadząc ich na rzeź.
Przez otumaniony umysł, po raz kolejny boleśnie przedarł się obraz wojny. Zacisnęła powieki, wbijajac przy tym pazury w podłoże. Nie chciała tego widzieć, lecz mimo to - nadzwyczaj żywy obraz odtworzył się w jej głowie.
Biegła, uderzając łapa za łapą o podłoże raz po raz unikając celującego w nią pazurami, osobnika. Czasem czuła jak te przejeżdzały po jej plecach, robiąc zadrapania. W pewnym momencie zaliczyła glebę na śliskim podłożu, uderzając podbrudkiem o ziemię. Gdy podniosła głowę, rozglądając się. Zerknęła na swoje łapy, spostrzegając że są umazane krwią, dopiero kierując wzrok w bok - dostrzegła zakrwawione ciało jakiejś pointki. Prawdopodobnie była ona z Burzy, gdyż wokół niej roznosił się zapach należący do tego Klanu.
Szeroko otwartymi oczami, przebiegła wzrokiem po otoczeniu. Wszedzie ktoś walczył. Kątem oka dostrzegła swoją córkę. Nawet z takiej odległości mogła dostrzegać że było coś konkretnie nie tak. Czarno-ruda pierś wojowniczki. unosiła się gwałtownie, by zaraz dwukolorowe oczy uniosły się na płowego kocura z szalonymi iskierkami. Z gardła liderki wydarło sie imię Maślaka, gdy owa kotka rzuciła się w stronę Burzaka.
Potem, sama nie wiedząc jak, znalazła się w walce z wojownikiem Wilka. Pewnie gdyby nie straciła skupienia, przez płaczliwy pisk, który przedarł powietrze - nie straciłaby życia. Widziała tylko jakąś postać która ją odpycha, po czym kły pointa mignęły jej przed oczami.
Na krótki moment znalazła się na srebrnej skórce, gdzie wśród tłumu zobaczyła swoją córkę, która niesłyszalnie mówiła "Przepraszam". Gdy znalazła się ponownie w swoim ciele, rykneła płaczem. Minęła krótka chwila gdy pognała między innych. Nie pamiętała... nie. Nie chciała pamiętać w których momentach straciła pozostałe dwa życia. Ważny był tylko fakt że tak się stało.
Teraz zaś siedzieli w grupce i liczyli straty. Dryf, oraz Szron mieli łapy pełne roboty. Nawet niebieski nie podważał faktu że szylkretka mu pomaga. Każda para łap była potrzebna. Najgorzej było jednak z jej synem oraz Żmiją. Czekoladowy stracił część ogona, przez co każdy ruch sprawiał mu ból, zaś czarna warczała w momentach gdy miejsce gdzie znajdowało się jej oko - zostało opatrzone opatrunkiem.
Sama Żwira nie pozwalała się sobą zająć w takim stopniu, jak powinni.
Chwile temu wbijała pazury w ziemię, odganiając Szron od siebie, gdy ta tylko kierowała się w jej stronę - tak teraz wtulała pysk w futro Maślaka. Nie chciała płakać, chciała być silna. Z tym że... rodzic nie powinien chować swojego dziecka. Nie mówiąc już o byciu świadkiem śmierci.
Bała się. Bała się jak spojrzy w oczy wszystkim w klanie. Najchętniej by nie wracała. Z tym że, czas powrotu nadszedł zdecydowanie za szybko.
~~~*~
Wchodząc do obozu nie potrafiła spojrzeć nikomu w oczy. Płacz, krzyki i inne tego typu reakcje towarzyszyły ich powrotowi. W pierwszym momencie mogło się wydawać że kotka zgubiła gdzieś część siebie. Wzrok miała nieobecny, a gdy tylko przed nią znalazła się tak znana jej sylwetka - nie potrafiła unieść wzroku. Jej maskę zburzyło pełne goryczy mruczenie, oraz ciepły język przejeżdżający po pstrokatej głowie. Po prostu płakała w białą pierś Żara.
Zaś po dwóch wschodach słońca - stwierdziła że nie ma już siły powtarzać tej czynności. Nie wychodziła ze swojego legowiska. Można wręcz powiedzieć że zapomniała na ten czas o klanie.
Wtedy właśnie z podłogi zniknęły rażące promienie słońca, gdyż zostały zatrzymane przez większą ilość postaci. Nie kontaktowała ze światem do tego stopnia, że w pewnym momencie skończyła w wielkim, grupowym przytulasie z członków klanu.
I w sumie prawie się dusiła w nim, przez ilość futra jaka do niej przylgneła
03 czerwca 2019
Od Żwirowej Gwiazdy C.D Wrony(Wroniej Łapy)
Pozwalała jej moczyć mech łzami. Nie odzywała się, nie pośpieszała - czekała aż, w porównaniu do niej, koteczka przetrawi wszystko. Gdy, dzięki wąsom wyczuła ruch z jej strony, odsunęła się delikatnie. Widząc zaś uśmiech na czarnym pysku, odwzajemniła go.
Najwidoczniej Wrona zrozumiała że nie było sensu dalej gonić za siostrą, która wybrała wyrwanie się z codziennej rutyny i ruszyła w świat.
- Żwirowa Gwiazdo, proszę, daj mi tu zostać i być najlepsza.
Pstrokata kocica uniosła zadek z ziemi, stając solidnie i wbijając w towarzyszkę rozmowy roziskrzone spojrzenie.
- Jesteś świadoma, że dołączając do klanu odrzucasz wcześniejszy styl życia? - Miauknęła, ni to miękko ni to twardo - ale pewnie gdyby mówiła do narwanego gagatka, który działa pod wpływem zachcianki... wzbudziłaby u niego wątpliwości. Lecz w tym wypadku, spotkała się z stanowczym kiwnięciem głowy oraz machnięciem puchatym ogonem. Uniosła wargi, tworząc z nich lekki uśmiech. - Dobrze.
I w tym momencie, oderwała łapy od ziemi kierując się w stronę wielkiego, powalonego pnia. Był tu chyba od zawsze, bo nawet jak dołączała - Pierzasta Gwiazda stała stanowczo na jego korze. Teraz jednak, miejscami był nieco podgniły z powodu wilgocie, lecz nieprzerwanie służył do miejsc ceremonii oraz zgromadzeń. Już dość sprawnie wdrapała się na czubek truchła rośliny, stając w lekkim rozkroku.
- Niech cały Klan Nocy zbierze się pod Powalonym Pniem! - Miauknęła donośnie, zerkając na małą, wciąż chudą postać zerkającą na nią w lekkim zdezorientowaniu. Zaraz jednak przeniosła wzrok na kolorową kotkę z krótkim ogonem, która usiadła nadzwyczaj blisko niej posyłając ciepły uśmiech przybyszce. Prócz Ognistej, do centrum obozu napływało to coraz więcej kotów, a przez umysł liderki przemknęło rozbawione stwierdzenie że Wrona pewnie zachodzi w głowę, skąd nagle wzięło się tutaj tyle kotów. Bo nie można powiedzieć że były to dwie, czy trzy postacie. - Jak pewnie wiecie, ostatnio razem z Rozżarzonym Popiołem, na patrolu znaleźliśmy kocię. Przynieśliśmy je do obozu i oddaliśmy pod opiekę naszego medyka. Dzisiaj owa kotka oświadczyła, że porzuca swoje wcześniejsze życie i pragnie dołączyć do Klanu. Wrono, wystąp.
Po tłumie zebranym pod pniem przebiegł szmer, jednak nie dało się usłyszeć raczej negatywnych pomruków, gdyż albo ich nie było - albo zostały zagłuszone przez te pozytywne jak i wyrażające zainteresowanie całą sprawą.
Czarna koteczka zamrugała ślepiami, jednak nie sprzeciwiała się. Z wysoko uniesioną głową wyszła przed szereg.
- Z dniem dzisiejszy, otrzymujesz miano Wroniej Łapy. Nie zmieni się ono do czasu, aż nie skończysz treningu pod pieczą Pstrągowego Pyska. Mam nadzieje że przekaże ci wszystko to, czego ją samą nauczyła Żmijowy Język. - Oznajmiła donośnie, machając nadzwyczaj żywo kikutem ogona. - Wraz z dniem dzisiejszym zostajesz pełnoprawną członkinią Klanu Nocy, jak i naszej rodziny.
Momentalnie wybuchła wrzawa, przez skandujące koty. A ona sama, gdy tylko wzrok Wrony na niej spoczął, wymruczała niemo.
''Witaj w rodzinie''
<wronka? :3>
Najwidoczniej Wrona zrozumiała że nie było sensu dalej gonić za siostrą, która wybrała wyrwanie się z codziennej rutyny i ruszyła w świat.
- Żwirowa Gwiazdo, proszę, daj mi tu zostać i być najlepsza.
Pstrokata kocica uniosła zadek z ziemi, stając solidnie i wbijając w towarzyszkę rozmowy roziskrzone spojrzenie.
- Jesteś świadoma, że dołączając do klanu odrzucasz wcześniejszy styl życia? - Miauknęła, ni to miękko ni to twardo - ale pewnie gdyby mówiła do narwanego gagatka, który działa pod wpływem zachcianki... wzbudziłaby u niego wątpliwości. Lecz w tym wypadku, spotkała się z stanowczym kiwnięciem głowy oraz machnięciem puchatym ogonem. Uniosła wargi, tworząc z nich lekki uśmiech. - Dobrze.
I w tym momencie, oderwała łapy od ziemi kierując się w stronę wielkiego, powalonego pnia. Był tu chyba od zawsze, bo nawet jak dołączała - Pierzasta Gwiazda stała stanowczo na jego korze. Teraz jednak, miejscami był nieco podgniły z powodu wilgocie, lecz nieprzerwanie służył do miejsc ceremonii oraz zgromadzeń. Już dość sprawnie wdrapała się na czubek truchła rośliny, stając w lekkim rozkroku.
- Niech cały Klan Nocy zbierze się pod Powalonym Pniem! - Miauknęła donośnie, zerkając na małą, wciąż chudą postać zerkającą na nią w lekkim zdezorientowaniu. Zaraz jednak przeniosła wzrok na kolorową kotkę z krótkim ogonem, która usiadła nadzwyczaj blisko niej posyłając ciepły uśmiech przybyszce. Prócz Ognistej, do centrum obozu napływało to coraz więcej kotów, a przez umysł liderki przemknęło rozbawione stwierdzenie że Wrona pewnie zachodzi w głowę, skąd nagle wzięło się tutaj tyle kotów. Bo nie można powiedzieć że były to dwie, czy trzy postacie. - Jak pewnie wiecie, ostatnio razem z Rozżarzonym Popiołem, na patrolu znaleźliśmy kocię. Przynieśliśmy je do obozu i oddaliśmy pod opiekę naszego medyka. Dzisiaj owa kotka oświadczyła, że porzuca swoje wcześniejsze życie i pragnie dołączyć do Klanu. Wrono, wystąp.
Po tłumie zebranym pod pniem przebiegł szmer, jednak nie dało się usłyszeć raczej negatywnych pomruków, gdyż albo ich nie było - albo zostały zagłuszone przez te pozytywne jak i wyrażające zainteresowanie całą sprawą.
Czarna koteczka zamrugała ślepiami, jednak nie sprzeciwiała się. Z wysoko uniesioną głową wyszła przed szereg.
- Z dniem dzisiejszy, otrzymujesz miano Wroniej Łapy. Nie zmieni się ono do czasu, aż nie skończysz treningu pod pieczą Pstrągowego Pyska. Mam nadzieje że przekaże ci wszystko to, czego ją samą nauczyła Żmijowy Język. - Oznajmiła donośnie, machając nadzwyczaj żywo kikutem ogona. - Wraz z dniem dzisiejszym zostajesz pełnoprawną członkinią Klanu Nocy, jak i naszej rodziny.
Momentalnie wybuchła wrzawa, przez skandujące koty. A ona sama, gdy tylko wzrok Wrony na niej spoczął, wymruczała niemo.
''Witaj w rodzinie''
<wronka? :3>
20 maja 2019
Od Żwirowej Gwiazdy C.D Wrony
Thy. Kotka wypuściła powietrze nosem, unosząc kącik warg. Po twardym wyrazie pyska, zostało tylko wspomnienie w głowie czarnej, bo na jej pysk wpłyną rozbawiony wyraz, zaś oczy roziskrzyły się z tą samą emocją.
- W sumie, racja - Rzuciła, o wiele spokojniej. Machając, tym co zostało z jej ogona po, jakże fascynującej przygodzie z gwiezdnym klanem oraz zębami dwójki wojowniczkę jej klanu. - Cóż, wiesz nawet przypominasz mi jednego delikwenta co był jeszcze w klanie nim zostałam liderką.
Bo zastępczynią, nie dane było jej być.
- Kim był ten... delikwent? - Kotka zmarszczyła brwi. Oczywiście że chciała wiedzieć, w końcu skoro pstrokata poruszyła temat, że ona BYŁA do kogoś podobna to warto było się dowiedzieć do kogo. - I dlaczego nie ma go teraz w klanie?
- Kiedyś ci powiem - Żwirka rzuciła z rozbawieniem, choć pewnie i tak młoda wyczuła w jej głosie nutę żalu. Oczywistym było że tęskniła za tym głupim bucem, który nosił imię Srebrne Poroże. Durnemu narcyzowi zachciało się odchodzić... Pstrokata zaraz pokręciła łbem, jakby najmniej koło jej ucha przeleciał jakiś owadzi natręt, zaś na jej pysku zawitał krzywy uśmieszek. - O ile będziesz chciała zostać w klanie.
Liderka ruszyła w stronę legowiska medyka, prawdopodobnie po to by dopytać się o stan małej (jak na razie) samotniczki. Lecz tym co ją powstrzymało, była wcześniej wspomniana kotka, która słysząc ostatnie zdanie padające z jej pyska skoczyła na łapy zastępując jej drogę.
- Chwila! Ja nie mogę dołączyć do klanu! - Rzuciła szybko, jakby najmniej jej język był karabinem, zaś słowa - amunicją. Nie mogła dopuścić, w tym momencie, do siebie myśli że mogła by sobie od tak odpuścić poszukiwania spokrewnionej kotki. W końcu nie po to przedzierała się przez tą śmierdzącą, grzmiącą drogę jak i paskudne bagno. Jej szeroko otwarte ślepia, które raz przeskakiwały z kolorowego pyska na otoczenie, były szeroko otwarte ze zdenerwowania. - Muszę znaleźć siostrę!
- Cóż... wątpię byś ją znalazła. - Miauknęła spokojnie, przekrzywiając głową. Wrona pokręciła tylko przecząco głową. Ona na PEWNO ją znajdzie! - Mówiłaś że farma, z której jesteś jest gdzieś za bagnami i jakąś łąka.
- Znajde ją! Muszę tylko wrócić do tej drogi, tam się zapach urwał i ją znajdę! Zobaczysz! - Miuczała szybko, zmieniając się w koci karabin słowny - Ona nie mogła tak daleko odejść! Albo.... albo już sama wróciła do domu i pewnie mnie szuka, o!
- Wątpię że to zrobiła - Miauknęła tylko, kręcąc głową. Chciała ruszyć po raz kolejny do przodu, ale znowu czarne ciałko zagrodziło jej drogę a żółte ślepia wbiły się w nią twardo.
- Dlaczego? Dlaczego twierdzisz, że jej nie znajdę?! - Miauknęła, a jej ton przybrał piskliwy dźwięk. Jej uszy cofnęły się do tyłu, gdy liderka po prostu przekrzywiła głowę, kręcąc głową wzdychając.
- Gdyby wybyła z domu, tylko pod wpływem nerwów, raczej nie oddalałaby się AŻ tak. - Miauknęła, z pewnym rodzajem smutku. Jakby właśnie uświadamiała kociaka, że jego matka nie wróci. - Pewnie od dłuższego czasu planowała pójść swoją drogą, skoro doszła aż Drogi Grzmotu.
Wrona zagryzła zęby, w pierwszym momencie wydając z siebie coś co najbliżej miało do rozpaczliwego fuknięcia. Zaraz po tym, zaczęła mruczeć niezrozumiałe zdania typu ''To nie ma sensu'', bądź ''To po co ja mam wracać..."
<Wronka?>
- W sumie, racja - Rzuciła, o wiele spokojniej. Machając, tym co zostało z jej ogona po, jakże fascynującej przygodzie z gwiezdnym klanem oraz zębami dwójki wojowniczkę jej klanu. - Cóż, wiesz nawet przypominasz mi jednego delikwenta co był jeszcze w klanie nim zostałam liderką.
Bo zastępczynią, nie dane było jej być.
- Kim był ten... delikwent? - Kotka zmarszczyła brwi. Oczywiście że chciała wiedzieć, w końcu skoro pstrokata poruszyła temat, że ona BYŁA do kogoś podobna to warto było się dowiedzieć do kogo. - I dlaczego nie ma go teraz w klanie?
- Kiedyś ci powiem - Żwirka rzuciła z rozbawieniem, choć pewnie i tak młoda wyczuła w jej głosie nutę żalu. Oczywistym było że tęskniła za tym głupim bucem, który nosił imię Srebrne Poroże. Durnemu narcyzowi zachciało się odchodzić... Pstrokata zaraz pokręciła łbem, jakby najmniej koło jej ucha przeleciał jakiś owadzi natręt, zaś na jej pysku zawitał krzywy uśmieszek. - O ile będziesz chciała zostać w klanie.
Liderka ruszyła w stronę legowiska medyka, prawdopodobnie po to by dopytać się o stan małej (jak na razie) samotniczki. Lecz tym co ją powstrzymało, była wcześniej wspomniana kotka, która słysząc ostatnie zdanie padające z jej pyska skoczyła na łapy zastępując jej drogę.
- Chwila! Ja nie mogę dołączyć do klanu! - Rzuciła szybko, jakby najmniej jej język był karabinem, zaś słowa - amunicją. Nie mogła dopuścić, w tym momencie, do siebie myśli że mogła by sobie od tak odpuścić poszukiwania spokrewnionej kotki. W końcu nie po to przedzierała się przez tą śmierdzącą, grzmiącą drogę jak i paskudne bagno. Jej szeroko otwarte ślepia, które raz przeskakiwały z kolorowego pyska na otoczenie, były szeroko otwarte ze zdenerwowania. - Muszę znaleźć siostrę!
- Cóż... wątpię byś ją znalazła. - Miauknęła spokojnie, przekrzywiając głową. Wrona pokręciła tylko przecząco głową. Ona na PEWNO ją znajdzie! - Mówiłaś że farma, z której jesteś jest gdzieś za bagnami i jakąś łąka.
- Znajde ją! Muszę tylko wrócić do tej drogi, tam się zapach urwał i ją znajdę! Zobaczysz! - Miuczała szybko, zmieniając się w koci karabin słowny - Ona nie mogła tak daleko odejść! Albo.... albo już sama wróciła do domu i pewnie mnie szuka, o!
- Wątpię że to zrobiła - Miauknęła tylko, kręcąc głową. Chciała ruszyć po raz kolejny do przodu, ale znowu czarne ciałko zagrodziło jej drogę a żółte ślepia wbiły się w nią twardo.
- Dlaczego? Dlaczego twierdzisz, że jej nie znajdę?! - Miauknęła, a jej ton przybrał piskliwy dźwięk. Jej uszy cofnęły się do tyłu, gdy liderka po prostu przekrzywiła głowę, kręcąc głową wzdychając.
- Gdyby wybyła z domu, tylko pod wpływem nerwów, raczej nie oddalałaby się AŻ tak. - Miauknęła, z pewnym rodzajem smutku. Jakby właśnie uświadamiała kociaka, że jego matka nie wróci. - Pewnie od dłuższego czasu planowała pójść swoją drogą, skoro doszła aż Drogi Grzmotu.
Wrona zagryzła zęby, w pierwszym momencie wydając z siebie coś co najbliżej miało do rozpaczliwego fuknięcia. Zaraz po tym, zaczęła mruczeć niezrozumiałe zdania typu ''To nie ma sensu'', bądź ''To po co ja mam wracać..."
<Wronka?>
04 maja 2019
Od Żwirowej Gwiazdy
Fakt że Żmijowy Język kładła się spać jako jedna z ostatnich nikogo nie powinien dziwić. No chyba że zamiast położyć się, kocica uzna że wbije ci do legowiska z zawiadomieniem że brakuje jednego z klanowiczów. I nie mówi tutaj o osobnikach z nocnego patrolu, bo ich nawet dymna pod uwagę nie brała. Z tym, że tu nie chodziło o jakiegoś tam pierwszego lepszego terminatora czy wojownika, a o jej brata - Gołębia. I nie ważne jak bardzo miałaby mu ochotę urwać uszy, ten pokraka był jej bratem.
W pierwszym momencie uspokoiła córkę Pianki, choć chyba bardziej miało to zadziałać na nią samą, po czym wysłała ją do legowiska. Widziała jak czarno-biały oddalał się od wszystkich. Prosiła Żara, by ten jakkolwiek zwrócił uwagę na jego samopoczucie, a z tego co od niego usłyszała - syn jej przyjaciółki uśmiechał się lekko i mówił ''Wszystko jest dobrze''. Jakby przed kimś uciekał. Gdy księżyc chylił się ku ustąpieniu nieba słońcu, w obozie pojawiła się niebieska kocica z pręgami na pysku oraz kończynach. Pstrokata zmarszczyła nieco brwi, będąc przekonana że ta wchodziła w skład nocnego patrolu. Oblodzona Sadzawka rozejrzała się po obozie, zatrzymując wzrok na jej postaci.
- Znaleźliśmy Gołębią Łapę - Miauknęła wprost, na co Żwirowa Gwiazda nadstawiła uszu. Chociaż tyle że kocur znalazł się na ich terenach. Jednak to nie był koniec wiadomości, którą miała przekazać. Na pysku Lodu pojawił się grymas, jakby najmniej zjadła mysią żółć. - Jednak... wolelibyśmy żebyś sama zobaczyła co uczynił.
Szylkretka spojrzała na nią z nietęgą miną, zaś na kiwnięcie wojowniczki ruszyła za nią. Przeszły przez większość terenów, w tym przekroczyły mniejszy strumyk oraz rzekę po czym wkroczyły na mokradła.
Nie to chciała ujrzeć.
Wiedziała od Rozżarzonego Popiołu, że Gołębia Łapa nadzwyczaj często miał problem z dostosowaniem siły do zwierzyny na jaką polował, przez co małe ciałka myszy bądź innych wróbli kończyły zmasakrowane - inaczej się nie dało nazwać piszczek, spod skóry których przebujały się minimalne żebra, bądź nienaturalnie powyginane skrzydła bądź łapki. Ale... czy tym razem jego zwierzyną musiał zostać inny kot?
Pomrugała zaskoczona, przystając gwałtownie. Dosłownie przed nią siedział czarno-biały osobnik, pochylający się nad swoimi łapami dysząc ciężko. Niedaleko, z boku, leżało rude cielsko gdzie przez chwile można było mieć wątpliwości czy to na pewno jest kot, głównie z powodu błota oraz ran z których wypływała krew. Szkarłatna ciecz nie był tylko na pręgowanym futrze, ale i na całym podłożu dookoła jak i na samym uczniaku. Córka Mozaiki przełknęła ślinę, zwracając się do stojącej obok trójki, która wchodziła w skład patrolu.
- Idźcie do obozu, zajmę się tym. - Miauknęła, starając się zachować względny spokój. Mimo iż skręcało ją w środku, czuła że musi to zrobić... nie wiedziała czy otępiały kocur ich by rozpoznał. Czy nie rzuciłby się na nich, gdy tylko by podeszli uznając ich za zagrożenie. Ona miała życia, jeśli jakimś cudem ten by zdołał odebrać jej życie - wróciłaby i, mimo iż starannie odpychała to od siebie, mogłaby przerzucić jego duszę na drugą stronę. A wtedy trafiłby pod osąd Gwiezdnych, czy zostanie u nich - czy zesłany do Ciemnego Lasu.
- Żwirowa Gwiazdo... - Nim Oblodzona Sadzawka zdążyła w jakikolwiek sposób zaprotestować, że też się przydadzą, liderka wcięła się w jej słowa.
- Oblodzona Sadzawko - Zaczęła głośniej, nie świadoma tego że jej słowa wręcz wbijają się w otępiały umysł siedzącego za nimi ucznia, który wciąż patrzył rozbieganym wzrokiem po swoich łapach. Kolorowa wzięła głębszy wdech, z niechęcią powołując się na kodek, czego nie chciała robić. Nie chciała być jak Jagoda, który będąc przywódcą myślał że może starować klanem niczym teatrzykiem kukiełek. - Słowo przywódcy jest prawem. Więc proszę cię, byś zabrała tą dwójkę oraz siebie do obozu. Teraz.
Zmierzyła tylko niebieskimi ślepiami koty wchodzące w skład patrolu, zatrzymując się na równie niebieskiej kocicy. Gdyby ktoś mogłaby spojrzeć z perspektywy wojowniczki i opisać emocje w oczach przywódczyni byłby to na pewno fałszywy spokój, za którym kryła się gorycz świadomości tego co przyniosą następne dni. Ostatecznie Lód westchnęła z rezygnacją, zagarniając pozostałą dwójkę i ruszyła do obozu.
Żwirka westchnęła tylko, gdy ci zniknęli z jej pola widzenie. Nie ważne jak bardzo chciałaby to odkładać, na nią czekało zadanie, któremu jako przywódca musiała sprostać. Gdy jej płuca zapełniła większa dawka tlenu, odwróciła się w jego stronę i powoli ruszyła przez przesiąknięte krwią podłoże. Nie chciała nawet wiedzieć, czyjej krwi zostało więcej tutaj przelane, nawet jeśli kawałek dalej miała odpowiedź.
- Gołębia Łapo... - Kotka przystanęła kawałek obok Gołębia, obserwując jak ten przenosi na nią wzrok, źrenice miał rozszerzone do granic możliwości - dodatkowo wciąż wydawał się nieco nieobecny. - Wiesz co zrobiłeś?
-...- Młodszy kocur wziął rozdygotany oddech, spuszczając znowu spojrzenie na łapy. Cofnął nieco uszy, dopiero po chwili, gdy już się względnie uspokoił, zabrał głos. Jego ton był cichy, jakby powoli przyswajał całą istotę sytuacji w jakiej się znalazł. - Wiem...
- Wiesz... że to będzie miało swoje konsekwencje? - Miauknęła z goryczą, zerkając przelotnie na ciało pieszczoszka, na którego szyji wyraźnie odznaczała się niebieska, poszarpana obroża.
- Wiem. - Odpowiedział tylko w taki sposób, że musiała zagryźć wargę by nie zacząć się wydzierać na niego, chcąc doszukać się prawdy dlaczego los musiał iść taką drogą.
- To... dobrze - Mruknęła tylko, zaraz szturchając go łbem. - Chodź, musimy go zakopać. Nie chcemy by jakieś drapieżniki bądź terminatorzy znaleźli ciało.
~*~
Miała ochotę klnąć na Gwiezdnych, że dzień wstał tak szybko. Gdy tylko ciało Fenixa spoczęło pare łap pod ziemią, kazała Gołębiowi wymyć się w rzece z krwi, a następnie udać się do Dryfa. Przechodząc obok jego legowiska usłyszała jedynie ''Medyk nie ma odbierać życia, ma je ratować'', zaś emocje, które zawarł w tym Medyk ścisnęły jej serce.
Przez resztę czasu, jaki mogła poświęcić na sen - nie zmrużyła oka. Czuła się paskudnie rozdarta między klanem oraz rodziną, mimo tego że jedno i drugie było tym samym. W końcu, czarny uczeń był jej częścią, przez co chciała go zatrzymać na miejscu. Ale jednak... bezpieczeństwo klanu oraz następnych pokoleń było ważniejsze. Nie ważne jak bolesna była myśl, że ktoś z nich mógł skończyć na miejscu tamtego pieszczocha - ta zagnieździła się i nie chciała odejść.
Wchodząc na pień, wołając klan nie czuła się lepiej. Gdy przyszedł czas nieuniknionego, musiała zamknąć na moment oczy oraz wziąć głębszy wdech.
- Gołębia Łapo, przez to co zrobiłeś, będziesz musiał odejść z klanu. - Gdy wspomniany kocur usłyszał te słowa, kiwnął głową jakby był świadomy że jego przygoda w klanie zakończy się w taki a nie inny sposób, a zdarzenia z nocy były tylko gwoździem do trumny, która stanowiła jego życie z innymi tutaj.
I nic nie zmieni tego, że czuła się jakby zdradziła rodzinę, a ten fakt potęgowały tylko rozgoryczone spojrzenia innych klanowiczów. Zwłaszcza Piankę, tak jak i Łezkę oraz Szron.
W pierwszym momencie uspokoiła córkę Pianki, choć chyba bardziej miało to zadziałać na nią samą, po czym wysłała ją do legowiska. Widziała jak czarno-biały oddalał się od wszystkich. Prosiła Żara, by ten jakkolwiek zwrócił uwagę na jego samopoczucie, a z tego co od niego usłyszała - syn jej przyjaciółki uśmiechał się lekko i mówił ''Wszystko jest dobrze''. Jakby przed kimś uciekał. Gdy księżyc chylił się ku ustąpieniu nieba słońcu, w obozie pojawiła się niebieska kocica z pręgami na pysku oraz kończynach. Pstrokata zmarszczyła nieco brwi, będąc przekonana że ta wchodziła w skład nocnego patrolu. Oblodzona Sadzawka rozejrzała się po obozie, zatrzymując wzrok na jej postaci.
- Znaleźliśmy Gołębią Łapę - Miauknęła wprost, na co Żwirowa Gwiazda nadstawiła uszu. Chociaż tyle że kocur znalazł się na ich terenach. Jednak to nie był koniec wiadomości, którą miała przekazać. Na pysku Lodu pojawił się grymas, jakby najmniej zjadła mysią żółć. - Jednak... wolelibyśmy żebyś sama zobaczyła co uczynił.
Szylkretka spojrzała na nią z nietęgą miną, zaś na kiwnięcie wojowniczki ruszyła za nią. Przeszły przez większość terenów, w tym przekroczyły mniejszy strumyk oraz rzekę po czym wkroczyły na mokradła.
Nie to chciała ujrzeć.
Wiedziała od Rozżarzonego Popiołu, że Gołębia Łapa nadzwyczaj często miał problem z dostosowaniem siły do zwierzyny na jaką polował, przez co małe ciałka myszy bądź innych wróbli kończyły zmasakrowane - inaczej się nie dało nazwać piszczek, spod skóry których przebujały się minimalne żebra, bądź nienaturalnie powyginane skrzydła bądź łapki. Ale... czy tym razem jego zwierzyną musiał zostać inny kot?
Pomrugała zaskoczona, przystając gwałtownie. Dosłownie przed nią siedział czarno-biały osobnik, pochylający się nad swoimi łapami dysząc ciężko. Niedaleko, z boku, leżało rude cielsko gdzie przez chwile można było mieć wątpliwości czy to na pewno jest kot, głównie z powodu błota oraz ran z których wypływała krew. Szkarłatna ciecz nie był tylko na pręgowanym futrze, ale i na całym podłożu dookoła jak i na samym uczniaku. Córka Mozaiki przełknęła ślinę, zwracając się do stojącej obok trójki, która wchodziła w skład patrolu.
- Idźcie do obozu, zajmę się tym. - Miauknęła, starając się zachować względny spokój. Mimo iż skręcało ją w środku, czuła że musi to zrobić... nie wiedziała czy otępiały kocur ich by rozpoznał. Czy nie rzuciłby się na nich, gdy tylko by podeszli uznając ich za zagrożenie. Ona miała życia, jeśli jakimś cudem ten by zdołał odebrać jej życie - wróciłaby i, mimo iż starannie odpychała to od siebie, mogłaby przerzucić jego duszę na drugą stronę. A wtedy trafiłby pod osąd Gwiezdnych, czy zostanie u nich - czy zesłany do Ciemnego Lasu.
- Żwirowa Gwiazdo... - Nim Oblodzona Sadzawka zdążyła w jakikolwiek sposób zaprotestować, że też się przydadzą, liderka wcięła się w jej słowa.
- Oblodzona Sadzawko - Zaczęła głośniej, nie świadoma tego że jej słowa wręcz wbijają się w otępiały umysł siedzącego za nimi ucznia, który wciąż patrzył rozbieganym wzrokiem po swoich łapach. Kolorowa wzięła głębszy wdech, z niechęcią powołując się na kodek, czego nie chciała robić. Nie chciała być jak Jagoda, który będąc przywódcą myślał że może starować klanem niczym teatrzykiem kukiełek. - Słowo przywódcy jest prawem. Więc proszę cię, byś zabrała tą dwójkę oraz siebie do obozu. Teraz.
Zmierzyła tylko niebieskimi ślepiami koty wchodzące w skład patrolu, zatrzymując się na równie niebieskiej kocicy. Gdyby ktoś mogłaby spojrzeć z perspektywy wojowniczki i opisać emocje w oczach przywódczyni byłby to na pewno fałszywy spokój, za którym kryła się gorycz świadomości tego co przyniosą następne dni. Ostatecznie Lód westchnęła z rezygnacją, zagarniając pozostałą dwójkę i ruszyła do obozu.
Żwirka westchnęła tylko, gdy ci zniknęli z jej pola widzenie. Nie ważne jak bardzo chciałaby to odkładać, na nią czekało zadanie, któremu jako przywódca musiała sprostać. Gdy jej płuca zapełniła większa dawka tlenu, odwróciła się w jego stronę i powoli ruszyła przez przesiąknięte krwią podłoże. Nie chciała nawet wiedzieć, czyjej krwi zostało więcej tutaj przelane, nawet jeśli kawałek dalej miała odpowiedź.
- Gołębia Łapo... - Kotka przystanęła kawałek obok Gołębia, obserwując jak ten przenosi na nią wzrok, źrenice miał rozszerzone do granic możliwości - dodatkowo wciąż wydawał się nieco nieobecny. - Wiesz co zrobiłeś?
-...- Młodszy kocur wziął rozdygotany oddech, spuszczając znowu spojrzenie na łapy. Cofnął nieco uszy, dopiero po chwili, gdy już się względnie uspokoił, zabrał głos. Jego ton był cichy, jakby powoli przyswajał całą istotę sytuacji w jakiej się znalazł. - Wiem...
- Wiesz... że to będzie miało swoje konsekwencje? - Miauknęła z goryczą, zerkając przelotnie na ciało pieszczoszka, na którego szyji wyraźnie odznaczała się niebieska, poszarpana obroża.
- Wiem. - Odpowiedział tylko w taki sposób, że musiała zagryźć wargę by nie zacząć się wydzierać na niego, chcąc doszukać się prawdy dlaczego los musiał iść taką drogą.
- To... dobrze - Mruknęła tylko, zaraz szturchając go łbem. - Chodź, musimy go zakopać. Nie chcemy by jakieś drapieżniki bądź terminatorzy znaleźli ciało.
~*~
Miała ochotę klnąć na Gwiezdnych, że dzień wstał tak szybko. Gdy tylko ciało Fenixa spoczęło pare łap pod ziemią, kazała Gołębiowi wymyć się w rzece z krwi, a następnie udać się do Dryfa. Przechodząc obok jego legowiska usłyszała jedynie ''Medyk nie ma odbierać życia, ma je ratować'', zaś emocje, które zawarł w tym Medyk ścisnęły jej serce.
Przez resztę czasu, jaki mogła poświęcić na sen - nie zmrużyła oka. Czuła się paskudnie rozdarta między klanem oraz rodziną, mimo tego że jedno i drugie było tym samym. W końcu, czarny uczeń był jej częścią, przez co chciała go zatrzymać na miejscu. Ale jednak... bezpieczeństwo klanu oraz następnych pokoleń było ważniejsze. Nie ważne jak bolesna była myśl, że ktoś z nich mógł skończyć na miejscu tamtego pieszczocha - ta zagnieździła się i nie chciała odejść.
Wchodząc na pień, wołając klan nie czuła się lepiej. Gdy przyszedł czas nieuniknionego, musiała zamknąć na moment oczy oraz wziąć głębszy wdech.
- Gołębia Łapo, przez to co zrobiłeś, będziesz musiał odejść z klanu. - Gdy wspomniany kocur usłyszał te słowa, kiwnął głową jakby był świadomy że jego przygoda w klanie zakończy się w taki a nie inny sposób, a zdarzenia z nocy były tylko gwoździem do trumny, która stanowiła jego życie z innymi tutaj.
I nic nie zmieni tego, że czuła się jakby zdradziła rodzinę, a ten fakt potęgowały tylko rozgoryczone spojrzenia innych klanowiczów. Zwłaszcza Piankę, tak jak i Łezkę oraz Szron.
30 kwietnia 2019
Od Żwirowej Gwiazdy C.D Wrony
Kotka z każdą chwilą przekrzywiała bardziej głowę, raz w jedną bądź drugą stronę. Była zza bagien? Zmarszczyła nieco czoło, podczas wypowiedzi kotki. Musiała dość długo po nich błądzić, że dotarła aż tutaj. Nie mówiąc że z laskiem, jak i łąką o której kotka mówiła, nie miała nawet styczności. Wiedziała że za Drogą Grzmotu znajduje się dalsza część bagna. Nie chciała ryzykować życia nikogo z klanu, dlatego że chciała poznać co jest dalej. Nie czuła takiej potrzeby. Skoro, aktualnie wszystko było w porządku, zapuszczanie się tam było zbędne. Jedyne co ją niepokoiło, to szybko spadająca temperatura, oraz widniejące na horyzoncie ciemniejsze chmury, które na pewno szykowały dla nich niespodziankę.
- Żaden patrol nie doniósł mi, o jakimkolwiek naruszeniu granic. - Pokręciła głową, obserwując zmianę mimiki na pysku młodej. Kotka podniosła uszy, mrugając szybko. Nie dotarła tutaj? Potrząsnęła szybko głową, strząsając z siebie luźne drobinki kurzu i brudu. - Jak chcesz, to zaraz ci coś upolujemy, byś nam zaraz tutaj z głodu nie padła, chudzino.
Kotka spojrzała na nich niezdecydowana, bijąc się z myślami. Chciała zapełnić brzuch, odpocząć... z tym że wiadomość od pstrokatej zasiała w niej niepokój. Co jeśli siostrze się coś stało? Może leżała gdzieś w stanie... nawet gorszym od niej? Przebrała łapkami w miejscu.
- B-Bardzo chętnie, ale muszę odmówić! - Miauknęła pośpiesznie, rozglądając się na boki. Przeszła parę kroków w bok, starając się wyminąć dwójkę Klanowiczów. - Ja.. Ja muszę iść! Wiecie, znaleźć siostrę, całą i zdrową!
Czarna koteczka ruszyła szybko przed siebie, zaraz jednak łapy jej się poplątały gdy wdepła na większy liść leżący na błocie. Wyrżnęła porządnie w błoto, chwile tak leżąc.
- Wszystko okey? - Gdy liderka podeszła do niej, szturchając ją delikatnie łapką, kotka wypluła z pyska mulistą ziemie z obrzydzeniem. Zaraz spróbowała się podnieść na zmęczone kończyny, z tym że musiała się oprzeć o łapy Żwirki. - Hej, nie puszczę cię w tym stanie.
- Ale ja MUSZĘ iść! - Jęknęła, uparcie starając się iść dalej... z tym że chyba cały jej stan stwierdził '' Stop, nie ma mowy.'', bo kotka oparła milcząco na swoją poprzednią pozycje. Zaraz jej chude ciałko osunęło się na łapę liderki, która pomrugała zaskoczona. Zaraz do czarnej koteczki dopadł Żar, trącając ją nosem.
- Trzeba ją zabrać do Dryfa.- Miauknął, chwytając Wronę za skórę na karku po czym ich dwójka pognała do obozu, gdzie mieli zaprezentować medykowi nowego pacjenta.
~*~
W sumie, jakby nie patrzeć minęły dwa wschody słońca, jak do obozu przynieśli Wronę. Co prawda kotka większość czasu po prostu spała, jak to Dryf mówił - regenerując organizm. Z tego co słyszała od starszego kocura - jego pacjentka budziła się parę razy, ale zaraz na powrót zapadała w sen. Z tego co zrozumiała od Gołębiej Łapy to ich zacny medyk karmił koteczkę jakąś zieloną papką, jak tylko ta wracała świadomością na ziemie. W sumie, kij tam wie tą dwójkę, czy jakich nasennych ziółek nie wsadzili do tego zielska.
A ona? Ona teraz sobie dumnie stała na tym wielkim pniu, w samym środku obozu, zerkając na dwójkę swoich dzieci. Wyraźnie widziała że Kaczka wypinał pierś przed siebie, niczym indor by tylko pokazać że to JEGO dzień. A to że siostra stała obok było tylko szczegółem, zaraz czekoladowy uśmiechnął się do niej. Szylkretka tylko przewróciła oczami, zaraz jednak unosząc kącik warg w odpowiedzi.
- Tak więc czy składacie przysięgę klanowi, że będziecie wobec niego lojalni oraz bronili go nawet za cenę życia? A także przestrzegali Kodeksu Wojownika? - Nie lubiła formułek już wcześniej, a fakt co odwalił gwiezdny klan dwa zgromadzenia wstecz ciągle wisiało jej w pamięci... jakoś z większą przyjemnością to robiła. W każdym razie zawierała to samo, nie?
- Przysięgamy! - Raczej nie trzeba było się wdawać w szczegół, że to Kaczke było słychać najgłośniej, oraz że kocur o mało co nie poleciał do przodu z powodu nadmiaru energii.
- Tak więc, mam zaszczyt powitać was w szeregach wojowników jako Kaczy Pląs i Maślane Oko! - Rzuciła głośno, już słysząc skandujących klanowiczów, zsuwając się po tylnej części pnia, by nie zaliczyć taktycznej gleby. Gdy przechodziła obok swoich dzieci, ocierając się o ich boki. Kaczka był od niej wyższy, to na pewno. Swoją drogą, czekoladowy wraz z jego siostrą zostali dosłownie oblepieni przez innych. Co tylko pobudzało tego pierwszego, przez co Żwirka z rozbawieniem musiała stwierdzić że podpyta Dryfa czy mu kocimiętki z składzika nie ubyło.
- Przypomnę ci Kaczorku, że czeka cię czuwanie. W milczeniu. - Rzuciła wesoło, widząc jak pysk wspomnianego zmienia się w oburzenie z głośnym jękiem "HEEE?!''. Machnęła energicznie krótszym ogonem, zaraz uciekając z pola widzenia dwójki nowych wojowników, gdyż zauważyła czarny łepek wystający z lecznicy.
- Jak się czujesz?
<Wrona>
- Żaden patrol nie doniósł mi, o jakimkolwiek naruszeniu granic. - Pokręciła głową, obserwując zmianę mimiki na pysku młodej. Kotka podniosła uszy, mrugając szybko. Nie dotarła tutaj? Potrząsnęła szybko głową, strząsając z siebie luźne drobinki kurzu i brudu. - Jak chcesz, to zaraz ci coś upolujemy, byś nam zaraz tutaj z głodu nie padła, chudzino.
Kotka spojrzała na nich niezdecydowana, bijąc się z myślami. Chciała zapełnić brzuch, odpocząć... z tym że wiadomość od pstrokatej zasiała w niej niepokój. Co jeśli siostrze się coś stało? Może leżała gdzieś w stanie... nawet gorszym od niej? Przebrała łapkami w miejscu.
- B-Bardzo chętnie, ale muszę odmówić! - Miauknęła pośpiesznie, rozglądając się na boki. Przeszła parę kroków w bok, starając się wyminąć dwójkę Klanowiczów. - Ja.. Ja muszę iść! Wiecie, znaleźć siostrę, całą i zdrową!
Czarna koteczka ruszyła szybko przed siebie, zaraz jednak łapy jej się poplątały gdy wdepła na większy liść leżący na błocie. Wyrżnęła porządnie w błoto, chwile tak leżąc.
- Wszystko okey? - Gdy liderka podeszła do niej, szturchając ją delikatnie łapką, kotka wypluła z pyska mulistą ziemie z obrzydzeniem. Zaraz spróbowała się podnieść na zmęczone kończyny, z tym że musiała się oprzeć o łapy Żwirki. - Hej, nie puszczę cię w tym stanie.
- Ale ja MUSZĘ iść! - Jęknęła, uparcie starając się iść dalej... z tym że chyba cały jej stan stwierdził '' Stop, nie ma mowy.'', bo kotka oparła milcząco na swoją poprzednią pozycje. Zaraz jej chude ciałko osunęło się na łapę liderki, która pomrugała zaskoczona. Zaraz do czarnej koteczki dopadł Żar, trącając ją nosem.
- Trzeba ją zabrać do Dryfa.- Miauknął, chwytając Wronę za skórę na karku po czym ich dwójka pognała do obozu, gdzie mieli zaprezentować medykowi nowego pacjenta.
~*~
W sumie, jakby nie patrzeć minęły dwa wschody słońca, jak do obozu przynieśli Wronę. Co prawda kotka większość czasu po prostu spała, jak to Dryf mówił - regenerując organizm. Z tego co słyszała od starszego kocura - jego pacjentka budziła się parę razy, ale zaraz na powrót zapadała w sen. Z tego co zrozumiała od Gołębiej Łapy to ich zacny medyk karmił koteczkę jakąś zieloną papką, jak tylko ta wracała świadomością na ziemie. W sumie, kij tam wie tą dwójkę, czy jakich nasennych ziółek nie wsadzili do tego zielska.
A ona? Ona teraz sobie dumnie stała na tym wielkim pniu, w samym środku obozu, zerkając na dwójkę swoich dzieci. Wyraźnie widziała że Kaczka wypinał pierś przed siebie, niczym indor by tylko pokazać że to JEGO dzień. A to że siostra stała obok było tylko szczegółem, zaraz czekoladowy uśmiechnął się do niej. Szylkretka tylko przewróciła oczami, zaraz jednak unosząc kącik warg w odpowiedzi.
- Tak więc czy składacie przysięgę klanowi, że będziecie wobec niego lojalni oraz bronili go nawet za cenę życia? A także przestrzegali Kodeksu Wojownika? - Nie lubiła formułek już wcześniej, a fakt co odwalił gwiezdny klan dwa zgromadzenia wstecz ciągle wisiało jej w pamięci... jakoś z większą przyjemnością to robiła. W każdym razie zawierała to samo, nie?
- Przysięgamy! - Raczej nie trzeba było się wdawać w szczegół, że to Kaczke było słychać najgłośniej, oraz że kocur o mało co nie poleciał do przodu z powodu nadmiaru energii.
- Tak więc, mam zaszczyt powitać was w szeregach wojowników jako Kaczy Pląs i Maślane Oko! - Rzuciła głośno, już słysząc skandujących klanowiczów, zsuwając się po tylnej części pnia, by nie zaliczyć taktycznej gleby. Gdy przechodziła obok swoich dzieci, ocierając się o ich boki. Kaczka był od niej wyższy, to na pewno. Swoją drogą, czekoladowy wraz z jego siostrą zostali dosłownie oblepieni przez innych. Co tylko pobudzało tego pierwszego, przez co Żwirka z rozbawieniem musiała stwierdzić że podpyta Dryfa czy mu kocimiętki z składzika nie ubyło.
- Przypomnę ci Kaczorku, że czeka cię czuwanie. W milczeniu. - Rzuciła wesoło, widząc jak pysk wspomnianego zmienia się w oburzenie z głośnym jękiem "HEEE?!''. Machnęła energicznie krótszym ogonem, zaraz uciekając z pola widzenia dwójki nowych wojowników, gdyż zauważyła czarny łepek wystający z lecznicy.
- Jak się czujesz?
<Wrona>
22 kwietnia 2019
Od Żwirowej Gwiazdy C.D Wrony
Nauka chodzenia... była najmniej problematyczna. No w sumie nie tyle co stawiania kroków, a równowagi bo po dłuższych 'spacerach' w końcu zadek spadał jej nieco w bok. Można powiedzieć że kocica dostawała nerwice, zwłaszcza przez to że to DRYF ogłaszał różne rzeczy. Ona była przywódcą i to ona powinna tam stać przed klanem. A tak, to co najwyżej mogła się poślizgać na na pniu. Z tego co zdążyła usłyszeć, to trening jej dzieci niedługo miał się zakończyć, a co za tym idzie - ich ceremonia zbliżała się nieubłaganie. Mogła się zgodzić żeby Dryf zrobił ceremonie kogokolwiek, ale nie ich.
Z tego względu, kotka zaplanowała sobie samotny spacerek by wzmocnić mięśnie. Z jednym medyk miał racje, mogła siedzieć na zadku przez te parę wschodów księżyca, zamiast na siłe próbować chodzić. W międzyczasie jak przedzierała się przez obóz, dołączyła do niej nadzwyczaj znana jej kupa biało-rudego futra. Większość drogi przeszli w ciszy, do póki Żarowi nie zebrało się na żarty. Co dokładniej zrobił? Popchnął ją centralnie do rzeki, a gdy pstrokate ciało zetknęło się z wodą - wybuchł śmiechem. Jakoś nie mógł sobie podarować ''ostudzenia'' emocji partnerki. Przez ostatni księżyc chodziła napuszona jak wściekły królik. Poza tym, trochę wody jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
- Ruszaj zadek Zmokła Ścieżko! - Rzucił głośno, zerkając na swoją przywódczynię z rozbrajającym spojrzeniem. Żwirka zmierzyła go wzrokiem, o mało co się nie zapowietrzając. Cofnęła uszy do tyłu, nadymając poliki. Zaraz pokracznie wyskoczyła, na co van dał nogę po błotnistym podłoży, śmiejąc się głośno.
- Choć tu ty mysi bobku! - Wrzasnęła za nim, ruszając w pogoń. A o tym że zaliczyła po drodze poślizg, oraz o tym jak zakończył się pościg - lepiej nie wspominać
~*~*~*~*~
Dymna podczas powrotu była wciąż obrażona na wojownika. Nie tyle co, za wrzucenie do rzeki - a za to jak ją podszedł. Wredna, kupa sierści. Kotka miała nadęte poliki i szła w ciszy przez zarośla, nieco za zadowolonym kocurem. I właśnie w tym momencie przed nimi pojawiło się... czarne coś. Zaskoczona przez pierwsze parę uderzeń serca nie skojarzyła co się właśnie stało. Pokręciła głową, zaraz mrugając. Przejechała wzrokiem po całym jej ciałku. Kotka była młoda, zaś cała jej sierść czarna i chyba w niektórych miejscach skołtuniona? Cóż, jeśli spała na tutejszym podłożu.. to się nie dziwiła. Pstra zerknęła pytająco na towarzysza, na co on tylko wzruszył ramionami. Co on będzie ją wyręczał, w końcu to ona jest tutaj liderką.
- Ym... Dzień Dobry Wrono - Zaczęła uważnie obserwując jej reakcje. Koteczka podniosła uszy na swoje imię, przekrzywiając przy tym głowę z zadowoleniem że jej nie olali. - Jestem Żwirowa Gwiazda, a ten tutaj to Rozżarzony Popiół.
Przedstawiła ich kolejno, na co kotka zmarszczyła nieco czoło na ich imiona.
- Gwiazda? - Rzuciła, wbijając w nią żółte oczy. W sumie, Żwirka nie dziwiła się jej zachowaniem. Sama podobnie zareagowała za dwuczłonowe imiona, gdy pierwszy raz zawitała w klanie.
- Tak, jestem liderką Klanu Nocy, na którego terenach się znajdujemy. Mogłabyś nam powiedzieć co tutaj robisz?
<Wrona, nie dość że gniot to przepraszam jak rozwaliłam charakter tej kulki ;-;>
Z tego względu, kotka zaplanowała sobie samotny spacerek by wzmocnić mięśnie. Z jednym medyk miał racje, mogła siedzieć na zadku przez te parę wschodów księżyca, zamiast na siłe próbować chodzić. W międzyczasie jak przedzierała się przez obóz, dołączyła do niej nadzwyczaj znana jej kupa biało-rudego futra. Większość drogi przeszli w ciszy, do póki Żarowi nie zebrało się na żarty. Co dokładniej zrobił? Popchnął ją centralnie do rzeki, a gdy pstrokate ciało zetknęło się z wodą - wybuchł śmiechem. Jakoś nie mógł sobie podarować ''ostudzenia'' emocji partnerki. Przez ostatni księżyc chodziła napuszona jak wściekły królik. Poza tym, trochę wody jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
- Ruszaj zadek Zmokła Ścieżko! - Rzucił głośno, zerkając na swoją przywódczynię z rozbrajającym spojrzeniem. Żwirka zmierzyła go wzrokiem, o mało co się nie zapowietrzając. Cofnęła uszy do tyłu, nadymając poliki. Zaraz pokracznie wyskoczyła, na co van dał nogę po błotnistym podłoży, śmiejąc się głośno.
- Choć tu ty mysi bobku! - Wrzasnęła za nim, ruszając w pogoń. A o tym że zaliczyła po drodze poślizg, oraz o tym jak zakończył się pościg - lepiej nie wspominać
~*~*~*~*~
Dymna podczas powrotu była wciąż obrażona na wojownika. Nie tyle co, za wrzucenie do rzeki - a za to jak ją podszedł. Wredna, kupa sierści. Kotka miała nadęte poliki i szła w ciszy przez zarośla, nieco za zadowolonym kocurem. I właśnie w tym momencie przed nimi pojawiło się... czarne coś. Zaskoczona przez pierwsze parę uderzeń serca nie skojarzyła co się właśnie stało. Pokręciła głową, zaraz mrugając. Przejechała wzrokiem po całym jej ciałku. Kotka była młoda, zaś cała jej sierść czarna i chyba w niektórych miejscach skołtuniona? Cóż, jeśli spała na tutejszym podłożu.. to się nie dziwiła. Pstra zerknęła pytająco na towarzysza, na co on tylko wzruszył ramionami. Co on będzie ją wyręczał, w końcu to ona jest tutaj liderką.
- Ym... Dzień Dobry Wrono - Zaczęła uważnie obserwując jej reakcje. Koteczka podniosła uszy na swoje imię, przekrzywiając przy tym głowę z zadowoleniem że jej nie olali. - Jestem Żwirowa Gwiazda, a ten tutaj to Rozżarzony Popiół.
Przedstawiła ich kolejno, na co kotka zmarszczyła nieco czoło na ich imiona.
- Gwiazda? - Rzuciła, wbijając w nią żółte oczy. W sumie, Żwirka nie dziwiła się jej zachowaniem. Sama podobnie zareagowała za dwuczłonowe imiona, gdy pierwszy raz zawitała w klanie.
- Tak, jestem liderką Klanu Nocy, na którego terenach się znajdujemy. Mogłabyś nam powiedzieć co tutaj robisz?
<Wrona, nie dość że gniot to przepraszam jak rozwaliłam charakter tej kulki ;-;>
25 lutego 2019
Od Żwirowej Gwiazdy C.D Szałwi
<Opko jest kontynuacją TEGO opka. Co prawda nikt nie miał kontynuować, ale no.>
Gdy jej głos rozniósł się po obozie, przysiadła na Pniu, który robił jako miejsce przemówień. Poczekała aż wszyscy, których oczekiwała, znajdą się w centrum. Zwłaszcza kociaki, parę z nich podeszło na sztywnych łapach, a inne - na pełnym luzie. Bądź też z wypiętą dumnie piersią. W końcu mieli zostać uczniami! Małe postaci usiadły w nierównym szeregu, blisko swoich matek. Rozejrzała się jeszcze po zebranych wojownikach, zawieszając wzrok na Gołębiu i Dziku. Będzie musiała pogadać z tą dwójką w późniejszym terminie. Zaraz przesunęła spojrzenie na Lipe i Szron, które uśmiechały się do siebie, a raczej Lipa uśmiechała się do niskiej, która była wpatrzona w Deszcza siedzącego nieopodal. Może nie powinna już na początku zrzucać na nie obowiązku mentorów? Choć w sumie zrobiła tak z Łezką, więc czemu miałaby nie uczynić tego z tą dwójką?
- Gdy mianujemy uczniów, pokazujemy że nasz klan pozostanie silny. Każde z was ukończyło wiek sześciu księżyców, więc czas byście wkroczyli na nową ścieżkę by zostać wojownikami. - Zwróciła się do przyszłych terminatorów. Parę z nich wstrzymało oddech, a przynajmniej jedno przewróciło oczami na ten ruch. - Pstrągu - Wspomniany kociak podniósł ''brwi'' zerkając na przywódczynie. O nim mówiła? Mimo to, kotka uniosła kącik warg. Paczcie i podziwiajcie z zazdrością kto pierwszy zostanie mianowany!
- Pstrągu, od dzisiaj będziesz znana jako Pstrągowa Łapa, zaś twoją mistrzynią zostanie Żmijowy Język. - Na pysku czarnej kocicy wpełzł złowieszczy uśmiech, zaś ten na pysku świeżej uczennicy zrzedł. Najwidoczniej nagrabiła sobie u starszej za kociaka... i to nie bedzie spokojny trening. No nic. Reszta czeka, tak jak adminki nad głową piszącej to osoby. - Szakłaku, ty zostaniesz Szakłaczą Łapą. Twoim treningiem zajmie się Rybi Ogon
Burmanka, uśmiechnęła się żywo do liliowego kocurka. Podeszła do niego powoli i zetknęła z nim nos. Szepnęła pare słów, umawiając się na nauki, po czym wróciła na swoje miejce.
- Szałwio, a raczej już Szałwiowa Łapo, twoim nauczycielem zostanie Jagodowa Skórka. Mam nadzieje że wasz trening będzie przynosił oczekiwany przez was efekt. - Żwirka uśmiechnęła się do Jagódki oraz wcześniej wymienionych. No to dalej. Co by tu rzucić by nie brzmiało jak nudna formułka? - Komarze, aktualnie już Komarza Łapo twoim mentorem zostaje, od dzisiaj aż do zakończenia treningu, Oblodzona Sadzawka.
Niebieska kocica kiwnęła tylko głowa, postanawiając że wytłumaczy wszystko gdy ceremonia się zakończy.
- Pająku, ty jak pewnie się spodziewasz, będziesz Pajęczą Łapą. Zaś twoim treningiem zajmie się Oszroniony Płatek. - Widząc zdezorientowanie na pyskach obu kotek, miała ochotę się zaśmiać. Macie kochane wyzwanie. Ciekawe jak je wykonacie. - Twoim nauczycielem, Żółwia Łapo zostanie Lipowa Gałązka. Mimo iż niektórzy z was dostają w swoje łapy ucznia po raz pierwszy, mam nadzieje że dacie sobie z tym rade. W razie czego, możecie się zgłosić do mnie o pomoc. A teraz, ceremonie uważam za zakończoną.
Ona sama zeskoczyła zaraz z pnia, zerkając przez ramie na dopiero co mianowane kociaki i ruszyła w stronę Wierzbowej Łapy. Kiwnęła jej głową, po czym ruszyły w teren na trening.
Gdy jej głos rozniósł się po obozie, przysiadła na Pniu, który robił jako miejsce przemówień. Poczekała aż wszyscy, których oczekiwała, znajdą się w centrum. Zwłaszcza kociaki, parę z nich podeszło na sztywnych łapach, a inne - na pełnym luzie. Bądź też z wypiętą dumnie piersią. W końcu mieli zostać uczniami! Małe postaci usiadły w nierównym szeregu, blisko swoich matek. Rozejrzała się jeszcze po zebranych wojownikach, zawieszając wzrok na Gołębiu i Dziku. Będzie musiała pogadać z tą dwójką w późniejszym terminie. Zaraz przesunęła spojrzenie na Lipe i Szron, które uśmiechały się do siebie, a raczej Lipa uśmiechała się do niskiej, która była wpatrzona w Deszcza siedzącego nieopodal. Może nie powinna już na początku zrzucać na nie obowiązku mentorów? Choć w sumie zrobiła tak z Łezką, więc czemu miałaby nie uczynić tego z tą dwójką?
- Gdy mianujemy uczniów, pokazujemy że nasz klan pozostanie silny. Każde z was ukończyło wiek sześciu księżyców, więc czas byście wkroczyli na nową ścieżkę by zostać wojownikami. - Zwróciła się do przyszłych terminatorów. Parę z nich wstrzymało oddech, a przynajmniej jedno przewróciło oczami na ten ruch. - Pstrągu - Wspomniany kociak podniósł ''brwi'' zerkając na przywódczynie. O nim mówiła? Mimo to, kotka uniosła kącik warg. Paczcie i podziwiajcie z zazdrością kto pierwszy zostanie mianowany!
- Pstrągu, od dzisiaj będziesz znana jako Pstrągowa Łapa, zaś twoją mistrzynią zostanie Żmijowy Język. - Na pysku czarnej kocicy wpełzł złowieszczy uśmiech, zaś ten na pysku świeżej uczennicy zrzedł. Najwidoczniej nagrabiła sobie u starszej za kociaka... i to nie bedzie spokojny trening. No nic. Reszta czeka, tak jak adminki nad głową piszącej to osoby. - Szakłaku, ty zostaniesz Szakłaczą Łapą. Twoim treningiem zajmie się Rybi Ogon
Burmanka, uśmiechnęła się żywo do liliowego kocurka. Podeszła do niego powoli i zetknęła z nim nos. Szepnęła pare słów, umawiając się na nauki, po czym wróciła na swoje miejce.
- Szałwio, a raczej już Szałwiowa Łapo, twoim nauczycielem zostanie Jagodowa Skórka. Mam nadzieje że wasz trening będzie przynosił oczekiwany przez was efekt. - Żwirka uśmiechnęła się do Jagódki oraz wcześniej wymienionych. No to dalej. Co by tu rzucić by nie brzmiało jak nudna formułka? - Komarze, aktualnie już Komarza Łapo twoim mentorem zostaje, od dzisiaj aż do zakończenia treningu, Oblodzona Sadzawka.
Niebieska kocica kiwnęła tylko głowa, postanawiając że wytłumaczy wszystko gdy ceremonia się zakończy.
- Pająku, ty jak pewnie się spodziewasz, będziesz Pajęczą Łapą. Zaś twoim treningiem zajmie się Oszroniony Płatek. - Widząc zdezorientowanie na pyskach obu kotek, miała ochotę się zaśmiać. Macie kochane wyzwanie. Ciekawe jak je wykonacie. - Twoim nauczycielem, Żółwia Łapo zostanie Lipowa Gałązka. Mimo iż niektórzy z was dostają w swoje łapy ucznia po raz pierwszy, mam nadzieje że dacie sobie z tym rade. W razie czego, możecie się zgłosić do mnie o pomoc. A teraz, ceremonie uważam za zakończoną.
Ona sama zeskoczyła zaraz z pnia, zerkając przez ramie na dopiero co mianowane kociaki i ruszyła w stronę Wierzbowej Łapy. Kiwnęła jej głową, po czym ruszyły w teren na trening.
10 lutego 2019
Od Żwirowej Gwiazdy
Przez pierwsze księżyce można było stwierdzić że Klan Nocy, mimo nowej władzy, był w zastoju. I Żwirka o tym bardzo dobrze wiedziała. Z tym że zachodziła w głowę jak nadgonić wszystkie ceremonie, skoro... niektórzy byli do tyłu z treningiem. Nie mówiąc o fakcie że na świat przyszły kociaki Imbirki i Jagódki. Jak ojca kociąt tej pierwszej znała, tak tej drugiej... był zagadką. Liliowa odmówiła powiedzenia kto jest ojcem, ale i tak robiło jej się cieplej na sercu gdy widziała jak Jasny starał się być jak najbardziej pomocny przy małych pędrakach.
Czekała, choć po pierwszych dwóch księżycach(gdzie chodziła na ziarnach maku, przez ból głowy) zwołała do siebie wszystkich, obecnie posiadających uczniów, wojowników by wyjaśnić jedną kwestie. Gdy wszyscy zebrali się w jej norze, rozejrzała się po zebranych. Jej plan dotyczył tego, by najzwyczajniej w świecie sprawdzić ich umiejętności na własne oczy. Jak to miało wyglądać? Prosto. Gdy mistrz uznał że jego uczeń jest gotowy, miała zamiar przyjść na jego trening by sama się przekonać jak jest. W końcu nie chciała by świeżo mianowany wojownik zmarł z własnej głupoty na jakimś patrolu, czy ogółem gdzieś na terenach. Nie mówiąc już o tym, że nie znając kodeksu mógł narobić problemów sobie, jak i klanowi.
W pierwszej kolejności chciała pozbyć się Łzawej Łapy z legowiska terminatorów na dobre, więc umówiły się z Rybką że ta da jej nieco większy wycisk na treningu. Co burmanka sobie chyba do serca wzięła za bardzo, bo córka Żurawinowego Krzewu wracała cała brudna, spocona i zmęczona, jakby ją co najmniej stado dzików goniło. Przynajmniej w teorii było nieco ciszej w obozie gdyż kotka po prostu padała na mech i zasypiała. Szkoda że tylko w "teorii" bo buraska zawsze znalazła siłę by nakrzyczeć na Oszronioną Łapę, która ewidentnie czuła coś do Deszcza.
Nic dziwnego że jakiś czas potem zjawiła się na treningu, nieświadomej tego co chciała zrobić Żwirka, Łzawej Łapy. Następnie, jakiś wschód słońca później, stanęła na powalonym pniu, przykuwając uwagę, znajdujących się obecnie w obozie Klanowiczów.
- Niech Klan Nocy zbierze się pod Powalonym Pniem!
Jej głos rozniósł się po obozie, a także (jak miała nadzieje) po najbliższych okolicach. Zaraz zobaczyła jak sylwetki wypływały z każdego zakątka obozu. Nawet najmłodsi nie mogli powstrzymać ciekawości i przepuścić okazji zobaczenia, pierwszej w ich życiu, ceremonii. Małe ciałka plątały się pod łapami Jagódki oraz Imbiry, która popchnęła ich w stronę ojca. Widziała wyczekujący wzrok wszystkich, a ona szukała tego ubazgranego burym kolorem ciała. Gdy w końcu zauważyła Łezke, która wyturlała się z legowiska ziewając, machnęła energicznie ogonem. Zadarła głowę i spojrzała centralnie na nią.
- Łzawa Łapo, wystąp. - Miauknęła z uśmiechem, o mało co nie wypuszczając z siebie śmiechu na widok zdezorientowanego pyska pręgowanej. Uczennica zamrugała, przystając gwałtownie, jakby chcąc się upewnić że to ona została wywołana. Całe jej szok minął gdy wpadł na nią Gołąb i zmusił by postawiła pare kroków w przód. Kocurek zaraz pokręcił głową, patrząc przepraszająco na nią. Vanka tylko przewróciła oczami i wystąpiła przed wszystkich, będąc tym samym w centrum uwagi.
- Ja, Żwirowa Ścieżka, wołam do przodków nas wszystkich, by spojrzeli na tą o to uczennice. Trenowała wystarczająco pilnie, poznając wasz szlachetny kodeks, zatem polecam ją wam jako nową wojowniczkę Klanu Nocy. - W końcu, kto powiedział że ma się trzymać sztywno formułki? Była NUDNA i powtarzalna do bólu. Dosłownie mogła od tego rozboleć głowa. - Łzawa Łapao, czy przysięgasz przestrzegać Kodeksu Wojownika, jak i pozostać wierna Klanu Nocy oraz chronić go nawet za cenę życia?
Dała szczególny nacisk na czwarte słowo. Nie chciała obietnic, potrzebowała usłyszeć w tym moc wiary w te słowa. Przysięga. Żadne obietnice. Nie zawiedź, Łezko.
- Przysięgam - Nie zawiodła. Bura patrzyła pewnie w niebieskie oczy Żwirki, na co ta uśmiechnęła się szeroko.
- Zatem, na mocy nadanej mi przez Gwiezdnych, nadaje ci wojownicze imię! Od dzisiaj będziesz znana jako Łzawy Taniec, Przodkowie zaś cenią twoją Cierpliwość i Wytrwałość. Witam cię już nie jako uczennice, a wojowniczkę Klanu Nocy.
Cały obóz zagrzmiał imieniem nowej wojowniczki, bądź uderzania łap innych o ziemię. Skinęła burasce głowa, dając się nacieszyć innym pozytywnym zdarzeniem. Na jej pysku wciąż zostawał delikatny uśmiech, w końcu, ruszyła jakkolwiek klan by powrócił na odpowiednie tory. Jednak to nie była ostatnia rzecz jaką chciała ogłosić dzisiaj klanowi.
- Dzicza Łapo, wiem że dłuższy czas temu straciłeś mistrza, przed zakończeniem nauk. Mimo wszystko, Wrzosowy Kieł nie może już prowadzić twojego treningu, lecz jestem pewna że będzie czuwał nad tobą i twoim nowym mistrzem, którym zostaje Pstrokate Serce. To samo się tyczy ciebie, Oszroniona Łapo. Dokończenie twojego treningu zostawiam w łapach Ognistego Kroku. - Kolorowa kiwnęła wspomnianym wojownikom głową. Co prawda nie miała pojęcia w jakim momencie stanął trening córki Zawilec, ale wolała by ewentualnym dokończeniem go zajął się ktoś komu szylkretka ufała. Chciała co prawda pobawić się w swatkę i dać jej na mentora Deszcza... ale da niego miała inne plany. - Mianując nowych uczniów, pokazujemy że klan pozostaje silny i się rozwija. Maślaku, Kaczko, Wierzbo - podejdźcie.
Poczekała aż wspomniane, przerośnięte, kociaki podejdą, by ponownie zabrała głos.
- Od dziś, aż do zakończenia treningu będzie nosić te o to imiona. Maślaku, będziesz Maślakową Łapą i twoim treningiem zajmie Łzawy Taniec. Kaczko - od dzisiaj będziesz znany jako Kacza Łapa, a twój trening poprowadzi Deszczowe Futro. Wierzbo, a raczej już Wierzbowa Łapo, ja zajmę się twoim treningiem osobiście. Mam nadzieje że cała nasza trójka z sukcesem doprowadzi was do rangi wojownika. Zatem - witam was jako uczniów Klanu Nocy. - I nic was nie zeżre po drodze. Tak, cisnęło jej się to na wargi, ale powstrzymała się.
Zeskoczyła z pnia, podchodząc do swojej nowej uczennicy, stykając się z dumną kotką nosem. Siadła z boku przypatrując się jak klan skanduje nowe imiona, oraz podchodzi z gratulacjami.
<ktoś coś>
27 stycznia 2019
Od Żwirowej Ścieżki(Gwiazdy)
<muszę naprawić czasoprzestrzeń>
Stojąc przed Księżycową Zatoczką, wciąż nie docierało do niej że na prawdę tu stała. Uniosła niebieskie ślepia na horyzont, gdzie w teorii kończyła się woda. W teorii, gdyż za nia też musiała być jakaś ziemia. A na niej... może inne klany wierzące w Gwiezdny Klan? Pokręciła szybko głową, zerkając za siebie, gdzie siedział odwrócony do niej plecami Żar. Kocur odchylił się w jej stronę, posyłając lekki uśmiech. Mimo namowom dymnej, ten postanowił że będzie pilnował. W końcu, nie ważne czy w świętym miejscu czy nie - byli narażeni na niebezpieczeństwo.
Żwirka przewróciła tylko na to stwierdzenie oczami. Nie zostało jej nic innego jak wzięcie łyka wody, zaraz po tym zauważyła że jest nieprzyjemnie słona. Trzepnęła szybko głową oraz w tym samym tempie zamrugała. Zaraz przeciągnęła się, czując jakby ktoś zrzucił jej na plecy tone zmęczenia. Cofnęła się pod ścianę Głębokiej Ścieżki, w końcu nie chciała zostać zmyta przez przypływ czy coś takiego. Zwinęła się, już po paru uderzeniach serca poczuła się tak jakby ktoś kładł jej łapy na powiekach zamykając je.
Gdy ponownie otworzyła oczy, nie było już skalisto-ziemistej ściany, spokojnej zatoczki czy dźwięku obijania się fal o klif. Podniosła głowę, zdając sobie sprawę że czuje się niezwykle lekko. No przecież. Była na Srebrnej Skórce. Wyciągnęła spod siebie łapy, zaraz przenosząc na nie ciężar ciała by wstać. Postawiła parę kroków do przodu, badając otoczenie wzrokiem. Jednak nie zaszła za daleko, bo otoczenie pokryła gęsta, biała mgła... która ku jej zaskoczeniu zaczęła nabierać kształtów. Gdy zobaczyła pierwszą, długofutrą sylwetkę, myślała że stawy ją zawiodą i upadnie plackiem na ziemi.
- No już, bo ci gały wylecą! A nie mamy czasu by je zbierać! - Srebrny zaśmiał się, wlepiając w kotkę żółte ślepia. Wydawało się że ktoś zamknął w nich część nocnego nieba. Ogółem, tak jak wszystkie inne sylwetki, połyskiwał i mienił się raz to bladym blaskiem w białym bądź żółtawym kolorze. Dymna odwzajemniła uśmiech, jaki zagościł na pysku jej ''brata''. Wcześniej sądziła że zobaczy go dopiero gdy będzie się żegnać z tamtym światem na starość. Bądź przy odrobinie pecha, bądź szczęścia - zależy kto jak na to patrzał - Coś ją srogo poturbuje na polowaniu bądź w ogóle pozbawi ją na nim życia. Syn Sarenki chrząknął. - W każdym razie, masz zaszczyt otrzymać pierwsze życie ode mnie! Jest nim Spokój Ducha, żebyś żyła w zgodzie z resztą klanu, jak i samą sobą.
Blado różowy nos dotknął czubka jej czoła, wydając z siebie nieco jaśniejszy blask. Raczej nikogo nie powinno dziwić to co poczuła kotka, po takim darze. Mimo tego że Wojownik Klanu Nocy zrobił to co miał zrobić, stał jeszcze chwilę w miejscu. Było to spowodowane faktem że głowa pstrokatej zsunęła się na jego pierś, gdy zaczął ją ogarniać wewnętrzny spokój. Czuła jak jej futro na polikach robi się mokre. Zaraz jednak podniosła pysk, uśmiechając się do Srebrnego. Odbiła się przednimi łapami, liżąc go po czole.
- I coś zrobiła? Teraz będę musiał znowu układać futro nie wiadomo ile! - Wojownik naburmuszył się, wbijając w nią wzrok, który widziała już nie raz. Zazwyczaj w momentach gdy ona lub Żar, specjalnie wrzucali go w krzaki bądź do wody, psując tym samym jego 'idealny' wygląd. Żwirowa Ścieżka obdarzyła go lekkim śmiechem, przez co i on się rozchmurzył.
- Za życia byłeś ładniejszy - Rzuciła zaczepnie. Trzeba było nie umierać patałachu. Przez to stwierdzenie kocur wydał z siebie głośne "HA?!". Zaraz jednak wstał i ruszył w stronę mlecznej mgły. Zanim usiadł na swoje miejsce, posłał jej nieme zdanie, do którego odczytanie nie trzeba było być jakimś specjalnym mózgowcem. ''Trzymaj się''
Nie musiała długo czekać, bo wręcz równo z wycofaniem się Srebrnego, podeszła do niej druga postać. Krótkofutra, niebieska szylkretka ruszyła w jej stronę, roztaczając wokół siebie przyjemną ziołową woń a zarazem spokojem. Wojowniczka musiała się chwilę zastanowić kim jest kotka. Dopiero po paru uderzeniach serca ogarnęła, że prawdopodobnie jest to Miodowe Serce - dawna uczennica Dryfa. Tak na prawdę Żwira widziała ją pare razy przelotnie, gdy ta wchodziła do kociarni gdy ona oraz dzieci Ziewającej Łasicy byli jeszcze mali. Potem zniknęła, a przez to wszystko niebieskooka pamiętała tylko zamazaną plamę, zamiast wyraźną postać Miodka.
- Witaj Żwirowa Ścieżko - Kotka przywitała się pogodnie, kiwając jej lekko głową. Wlepiła w nią pomarańczowe ślepia, które podobnie jak te Srebrnego, miały w sobie jakby kawałek Srebrnej Skórki. Wzięła głębszy wdech nim zaczęła mówić. - Ja, Miodowe Serce, Asystentka Medyka Klanu Nocy wraz z drugim życiem ofiarowuję ci Opiekuńczość, byś nigdy nie zapomniała dbać o potrzeby klanu i jego dobro.
Kolejny nos dotknął jej czoła, gdzie zaraz poczuła tą dziwną siłę w żyłach. Niebiesko-ruda kotka kiwnęła jej głową i, podobnie jak poprzednik, wróciła na swoje miejsce. Zaraz obok niej siedziała czarna kocica, którą kotka znała nie od dziś. Mimo iż nigdy nie były blisko - to gdyby postawić dwie wręcz identyczne obok siebie, nie miałaby z problemu z odróżnieniem ich. W końcu do kogo mógłby należeć stanowczy wzrok, oraz równie stanowczy krok jakim podążała w jej stronę Pierzasta Gwiazda, która w ostatnich księżycach swojego życia spędziła pod imieniem Czarne Piórko? Czarna kocica przystanęła przed nią, wbijając w jej osobę twardy wzrok. Nastała chwila ciszy, którą przerwała swoim głosem.
- Ja, Pierzasta Gwiazda, ofiarowuję ci wraz z trzecim życiem Siłę, byś umiała zapanować nad klanem w najgorszych momentach jak i w tych wymagających stanowczych decyzji. - Rzuciła, unosząc kącik warg w lekki uśmiech. Nie musiała długo czekać na ruch pyskiem czarno-białej kocicy, by poczuć jak jej nos dotyka kolorowego czoła. I tym razem, jak w poprzednich, poczuła dziwne mrowienie a wraz z nim siłę. Była przywódczyni powróciła na swoje miejsce.
Zaraz w jej stronę zbliżyła się niższa od niej samej kocica o półdługim, białym futrze. Usiadła spokojnie, wlepiając w córkę Mozaiki zielone ślepia, po czym posłała jej pogodny uśmiech.
- Mimo iż nie zostałam oficjalnym członkiem Klanu Nocy i ja chciałabym ci podarować jedno z żyć. - Miauknęła w typowy dla siebie sposób - pełen ciepła, do tego stopnia że przyszła przywódczyni zapragnęła znów zobaczyć swoją matkę. Zawilec przeniosła ciężar ciała na tylne łapy, wyciągając się w górę by dosięgnąć, o własnych siłach, czoła wojowniczki. - Chce ci podarować Mądrość, byś umiała pielęgnować i poprowadzić odpowiednią ścieżką młodsze pokolenia, które będą tworzyć przyszłość twojego klanu.
I tym razem dreszcz przebiegł jej ciało, przez który włoski na jej karku stanęły dęba. Nawet nie zauważyła jak przed nią stanął niebieski kocur, którego widziała ostatni raz na jego własnym pogrzebie. Cyprys, a dokładniej Cyprysowa Łapa, był synem Rybiego Ogonu. W tym momencie chciała, by czarna burmanka stała obok niej i mogła zobaczyć się ze swoim dzieckiem. Mimo wszystko pamiętała go jako sympatycznego, pomocnego jak i ciekawskiego kocurka. Wojowniczka posłała mu lekki uśmiech, gdy ten stanął przed nią.
- Witaj Cyprysie - Rzuciła, używając jego kocięcego imienia, nie miała ochoty na formalne nazywanie kotów, które odeszły na Srebrną Skórkę tak wcześnie.
- Dzień Dobry, Żwirowa Ścieżko. - Kocur przymknął oczu, unosząc kąciki warg. - Widzisz, chciałbym ci podarować następne życie, a wraz z nim - Odwagę, byś mogła stanąć śmiało w obronie klanu!
Kocur odbił się łapami od podłoża, by dotknąć nosem czoła kotki. Była od niego wyższa, gdyż kocur nie zdążył osiągnąć swojego finalnego wzrostu. Tak, gdyby kocur żył te dwa księżyce dłużej, to z pewnością przerósłby pstrokatą, jak i swoją siostrę. Dreszcz zawładnął ciałem wojowniczki, w momencie gdy kocurek już odchodził.
Zaraz przed szereg wystąpił rudzielec, a córka Mozaiki wolałaby żeby go tu nie było. Zawsze żyła w świadomości że jej pierwszy terminator wyruszył własną ścieżką i żyje. A sam fakty że kocur stał teraz przed nią oraz błyszczał tak jak pozostałe sylwetki Gwiezdnych... temu wszystkiemu zaprzeczały. Zacisnęła szczękę, czując się co najmniej winna. Może gdyby lepiej poprowadziła trening bądź okazała mu wsparcie, ten nie zniknąłby z klanu? Miała nadzieje że to co go spotkało nie było bolesne.
Brat jej partnera uniósł dumnie pysk, wbijając w mentorkę pomarańczowe ślepia.
- Z szóstym życiem, chce ci podarować Lojalność, by wszyscy wiedzieli że można ci ufać i nie odwrócisz się do nich plecami. - Miauknął, bez większych emocji. Musiał być poważny, bardziej od tego idioty Srebrnego. To była poważna uroczystość! Tym razem to ona schyliła głowę, czym zdekoncentrowała kocurka, ten jednak szybko się opamiętał i dotknął nosem jej czoła. Szybko usunął się z drogi kolejnej postaci.. tym razem była to Mroczny Pysk, siostra Żara. Co prawda nie rozmawiały dużo, ale nie były w jakiś złych stosunkach. Można było je określić słowem neutralne. Tak samo jak z niebieską siostrą kocicy, która stała z tyłu i czekała na swoją kolej.
- Ja, Mroczny Pysk, wręczam ci siódme życie, a tym samym - Spryt, byś była nieprzewidywalna w walce z każdym przeciwnikiem, na jakiego przyjdzie ci trafić. - Miauknęła, zaraz ściszając głos. - I żebyś mogła więcej razy ucierać nosa mojemu bratu.
Na pysku czekoladowej kocicy zagościł złośliwy uśmieszek, a Żwirka tylko siłą woli powstrzymywała się by nie buchnąć niekontrolowanym chichotem. Długofutra przyłożyła nos do jej czoła, przez co całe futro na jej ciele stanęło dęba przez dreszcz jaki przebiegł jej po grzbiecie. Zaraz kotka skocznie powędrowała do niebieskiej siostry, gdzie dotknęła jej bark chcąc dodać jej otuchy. Żółtooka wzięła głębszy wdech i ruszyła szybko w stronę przyszłej przywódczyni. Im szybciej to załatwi, tym lepiej dla jej nerwów.
- Witaj Żwirko - Miauknęła, drżącym głosem, czując wzrok wszystkich innych na sobie. Nie macie na co patrzeć? Popatrzcie na swoich krewnych na ziemi, czy coś. Pstrokata uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco, na co niebieska wzięła głębszy wdech, powtarzając sobie szybko tekst, który tworzyła sobie od momentu przybycia Dryfującego Obłoka do Sadzawki. - Ja, Zapomniany Szlak, chce cię obdarzyć ósmym życiem a także Wyrozumiałość, byś mogła umiejętnie rozpatrywać błędy swoje i innych, a także przebaczać je.
Tym razem, po raz kolejny, to Żwirowa schyliła głowę by poczuć nos na czole i kolejny dreszcz, na wskutek czego przymknęła ślepia. Gdy uniosła powieki ponownie... ujrzała sylwetkę której w żadnym najśmielszym śnie by się nie spodziewała.
Mozaika, jej matka, czarno-biała dymna kotka stała przed nią uśmiechając się ciepło. Podeszła bliżej niż pozostali, nie licząc Srebrnego.
- Ma...ma - Tylko tyle zdążyła wykrztusić z zaciśniętego przez szok gardła. Zaraz ciemna łapa wraz z pyskiem przewiesiła się przez jej ramię, przyciągając kotkę do uścisku. Po raz kolejny po kolorowych polikach popłynęły łzy. Podświadomie wiedziała dlaczego kotka trafiła tutaj. Dziękowała swojej babce, Jutrzence, że tak zakorzeniła w swojej córce wiarę w klany i ich religie. W sumie, czy kocica nie powinna tu być? Nie miała pojęcia.
Gdy kotki odsunęły się od siebie, zmarła kocica przeszła do ostatecznego zamknięcia ceremonii.
- Ja, Mozaika, chce ci podarować ostatnie życie, oraz zaszczepić w tobie Ciepło, byś otworzyła serce na swój klan i nie tylko niego. - Miauknęła, tylko tym razem nie nos znalazł się na czole jej córki, a ciepły język przejechał po nim. Prócz dreszczu, poczuła rozchodzące się po jej ciele ciepło. - Mam też zaszczyt oficjalnie powitać cię pod nowym imieniem, Żwirowa Gwiazdo.
Ciemna kocica uśmiechnęła się czule, a zaraz całe zbiegowisko zafalowało wykrzykując nowe imię przywódczyni Klanu Nocy. Chwile potem poczuła się senna, a powieki jej opadły. Do ostatniego momentu próbowała zatrzymać wzrok na Srebrnym, bądź matce.
Ale teraz miała inny priorytet. Musiała postawić Klan, SWÓJ Klan na nogi. Więc nikogo nie powinno dziwić, że gdy tylko obudziła się z powrotem w swoim ziemskim ciele, pognała w stronę z której przyszła, zostawiając Żara nieco w tyle. Tia... kocur musiał się nieco namęczyć by dogonić partnerkę
<Nie miałam kompletnie pomysłu jaki charakter miały Zapomnienie i Mrok. Welp, poszłam na czuja. Jutro/pojutrze pojawi się (mam nadzieje) następne opko. :") >
Stojąc przed Księżycową Zatoczką, wciąż nie docierało do niej że na prawdę tu stała. Uniosła niebieskie ślepia na horyzont, gdzie w teorii kończyła się woda. W teorii, gdyż za nia też musiała być jakaś ziemia. A na niej... może inne klany wierzące w Gwiezdny Klan? Pokręciła szybko głową, zerkając za siebie, gdzie siedział odwrócony do niej plecami Żar. Kocur odchylił się w jej stronę, posyłając lekki uśmiech. Mimo namowom dymnej, ten postanowił że będzie pilnował. W końcu, nie ważne czy w świętym miejscu czy nie - byli narażeni na niebezpieczeństwo.
Żwirka przewróciła tylko na to stwierdzenie oczami. Nie zostało jej nic innego jak wzięcie łyka wody, zaraz po tym zauważyła że jest nieprzyjemnie słona. Trzepnęła szybko głową oraz w tym samym tempie zamrugała. Zaraz przeciągnęła się, czując jakby ktoś zrzucił jej na plecy tone zmęczenia. Cofnęła się pod ścianę Głębokiej Ścieżki, w końcu nie chciała zostać zmyta przez przypływ czy coś takiego. Zwinęła się, już po paru uderzeniach serca poczuła się tak jakby ktoś kładł jej łapy na powiekach zamykając je.
Gdy ponownie otworzyła oczy, nie było już skalisto-ziemistej ściany, spokojnej zatoczki czy dźwięku obijania się fal o klif. Podniosła głowę, zdając sobie sprawę że czuje się niezwykle lekko. No przecież. Była na Srebrnej Skórce. Wyciągnęła spod siebie łapy, zaraz przenosząc na nie ciężar ciała by wstać. Postawiła parę kroków do przodu, badając otoczenie wzrokiem. Jednak nie zaszła za daleko, bo otoczenie pokryła gęsta, biała mgła... która ku jej zaskoczeniu zaczęła nabierać kształtów. Gdy zobaczyła pierwszą, długofutrą sylwetkę, myślała że stawy ją zawiodą i upadnie plackiem na ziemi.
- No już, bo ci gały wylecą! A nie mamy czasu by je zbierać! - Srebrny zaśmiał się, wlepiając w kotkę żółte ślepia. Wydawało się że ktoś zamknął w nich część nocnego nieba. Ogółem, tak jak wszystkie inne sylwetki, połyskiwał i mienił się raz to bladym blaskiem w białym bądź żółtawym kolorze. Dymna odwzajemniła uśmiech, jaki zagościł na pysku jej ''brata''. Wcześniej sądziła że zobaczy go dopiero gdy będzie się żegnać z tamtym światem na starość. Bądź przy odrobinie pecha, bądź szczęścia - zależy kto jak na to patrzał - Coś ją srogo poturbuje na polowaniu bądź w ogóle pozbawi ją na nim życia. Syn Sarenki chrząknął. - W każdym razie, masz zaszczyt otrzymać pierwsze życie ode mnie! Jest nim Spokój Ducha, żebyś żyła w zgodzie z resztą klanu, jak i samą sobą.
Blado różowy nos dotknął czubka jej czoła, wydając z siebie nieco jaśniejszy blask. Raczej nikogo nie powinno dziwić to co poczuła kotka, po takim darze. Mimo tego że Wojownik Klanu Nocy zrobił to co miał zrobić, stał jeszcze chwilę w miejscu. Było to spowodowane faktem że głowa pstrokatej zsunęła się na jego pierś, gdy zaczął ją ogarniać wewnętrzny spokój. Czuła jak jej futro na polikach robi się mokre. Zaraz jednak podniosła pysk, uśmiechając się do Srebrnego. Odbiła się przednimi łapami, liżąc go po czole.
- I coś zrobiła? Teraz będę musiał znowu układać futro nie wiadomo ile! - Wojownik naburmuszył się, wbijając w nią wzrok, który widziała już nie raz. Zazwyczaj w momentach gdy ona lub Żar, specjalnie wrzucali go w krzaki bądź do wody, psując tym samym jego 'idealny' wygląd. Żwirowa Ścieżka obdarzyła go lekkim śmiechem, przez co i on się rozchmurzył.
- Za życia byłeś ładniejszy - Rzuciła zaczepnie. Trzeba było nie umierać patałachu. Przez to stwierdzenie kocur wydał z siebie głośne "HA?!". Zaraz jednak wstał i ruszył w stronę mlecznej mgły. Zanim usiadł na swoje miejsce, posłał jej nieme zdanie, do którego odczytanie nie trzeba było być jakimś specjalnym mózgowcem. ''Trzymaj się''
Nie musiała długo czekać, bo wręcz równo z wycofaniem się Srebrnego, podeszła do niej druga postać. Krótkofutra, niebieska szylkretka ruszyła w jej stronę, roztaczając wokół siebie przyjemną ziołową woń a zarazem spokojem. Wojowniczka musiała się chwilę zastanowić kim jest kotka. Dopiero po paru uderzeniach serca ogarnęła, że prawdopodobnie jest to Miodowe Serce - dawna uczennica Dryfa. Tak na prawdę Żwira widziała ją pare razy przelotnie, gdy ta wchodziła do kociarni gdy ona oraz dzieci Ziewającej Łasicy byli jeszcze mali. Potem zniknęła, a przez to wszystko niebieskooka pamiętała tylko zamazaną plamę, zamiast wyraźną postać Miodka.
- Witaj Żwirowa Ścieżko - Kotka przywitała się pogodnie, kiwając jej lekko głową. Wlepiła w nią pomarańczowe ślepia, które podobnie jak te Srebrnego, miały w sobie jakby kawałek Srebrnej Skórki. Wzięła głębszy wdech nim zaczęła mówić. - Ja, Miodowe Serce, Asystentka Medyka Klanu Nocy wraz z drugim życiem ofiarowuję ci Opiekuńczość, byś nigdy nie zapomniała dbać o potrzeby klanu i jego dobro.
Kolejny nos dotknął jej czoła, gdzie zaraz poczuła tą dziwną siłę w żyłach. Niebiesko-ruda kotka kiwnęła jej głową i, podobnie jak poprzednik, wróciła na swoje miejsce. Zaraz obok niej siedziała czarna kocica, którą kotka znała nie od dziś. Mimo iż nigdy nie były blisko - to gdyby postawić dwie wręcz identyczne obok siebie, nie miałaby z problemu z odróżnieniem ich. W końcu do kogo mógłby należeć stanowczy wzrok, oraz równie stanowczy krok jakim podążała w jej stronę Pierzasta Gwiazda, która w ostatnich księżycach swojego życia spędziła pod imieniem Czarne Piórko? Czarna kocica przystanęła przed nią, wbijając w jej osobę twardy wzrok. Nastała chwila ciszy, którą przerwała swoim głosem.
- Ja, Pierzasta Gwiazda, ofiarowuję ci wraz z trzecim życiem Siłę, byś umiała zapanować nad klanem w najgorszych momentach jak i w tych wymagających stanowczych decyzji. - Rzuciła, unosząc kącik warg w lekki uśmiech. Nie musiała długo czekać na ruch pyskiem czarno-białej kocicy, by poczuć jak jej nos dotyka kolorowego czoła. I tym razem, jak w poprzednich, poczuła dziwne mrowienie a wraz z nim siłę. Była przywódczyni powróciła na swoje miejsce.
Zaraz w jej stronę zbliżyła się niższa od niej samej kocica o półdługim, białym futrze. Usiadła spokojnie, wlepiając w córkę Mozaiki zielone ślepia, po czym posłała jej pogodny uśmiech.
- Mimo iż nie zostałam oficjalnym członkiem Klanu Nocy i ja chciałabym ci podarować jedno z żyć. - Miauknęła w typowy dla siebie sposób - pełen ciepła, do tego stopnia że przyszła przywódczyni zapragnęła znów zobaczyć swoją matkę. Zawilec przeniosła ciężar ciała na tylne łapy, wyciągając się w górę by dosięgnąć, o własnych siłach, czoła wojowniczki. - Chce ci podarować Mądrość, byś umiała pielęgnować i poprowadzić odpowiednią ścieżką młodsze pokolenia, które będą tworzyć przyszłość twojego klanu.
I tym razem dreszcz przebiegł jej ciało, przez który włoski na jej karku stanęły dęba. Nawet nie zauważyła jak przed nią stanął niebieski kocur, którego widziała ostatni raz na jego własnym pogrzebie. Cyprys, a dokładniej Cyprysowa Łapa, był synem Rybiego Ogonu. W tym momencie chciała, by czarna burmanka stała obok niej i mogła zobaczyć się ze swoim dzieckiem. Mimo wszystko pamiętała go jako sympatycznego, pomocnego jak i ciekawskiego kocurka. Wojowniczka posłała mu lekki uśmiech, gdy ten stanął przed nią.
- Witaj Cyprysie - Rzuciła, używając jego kocięcego imienia, nie miała ochoty na formalne nazywanie kotów, które odeszły na Srebrną Skórkę tak wcześnie.
- Dzień Dobry, Żwirowa Ścieżko. - Kocur przymknął oczu, unosząc kąciki warg. - Widzisz, chciałbym ci podarować następne życie, a wraz z nim - Odwagę, byś mogła stanąć śmiało w obronie klanu!
Kocur odbił się łapami od podłoża, by dotknąć nosem czoła kotki. Była od niego wyższa, gdyż kocur nie zdążył osiągnąć swojego finalnego wzrostu. Tak, gdyby kocur żył te dwa księżyce dłużej, to z pewnością przerósłby pstrokatą, jak i swoją siostrę. Dreszcz zawładnął ciałem wojowniczki, w momencie gdy kocurek już odchodził.
Zaraz przed szereg wystąpił rudzielec, a córka Mozaiki wolałaby żeby go tu nie było. Zawsze żyła w świadomości że jej pierwszy terminator wyruszył własną ścieżką i żyje. A sam fakty że kocur stał teraz przed nią oraz błyszczał tak jak pozostałe sylwetki Gwiezdnych... temu wszystkiemu zaprzeczały. Zacisnęła szczękę, czując się co najmniej winna. Może gdyby lepiej poprowadziła trening bądź okazała mu wsparcie, ten nie zniknąłby z klanu? Miała nadzieje że to co go spotkało nie było bolesne.
Brat jej partnera uniósł dumnie pysk, wbijając w mentorkę pomarańczowe ślepia.
- Z szóstym życiem, chce ci podarować Lojalność, by wszyscy wiedzieli że można ci ufać i nie odwrócisz się do nich plecami. - Miauknął, bez większych emocji. Musiał być poważny, bardziej od tego idioty Srebrnego. To była poważna uroczystość! Tym razem to ona schyliła głowę, czym zdekoncentrowała kocurka, ten jednak szybko się opamiętał i dotknął nosem jej czoła. Szybko usunął się z drogi kolejnej postaci.. tym razem była to Mroczny Pysk, siostra Żara. Co prawda nie rozmawiały dużo, ale nie były w jakiś złych stosunkach. Można było je określić słowem neutralne. Tak samo jak z niebieską siostrą kocicy, która stała z tyłu i czekała na swoją kolej.
- Ja, Mroczny Pysk, wręczam ci siódme życie, a tym samym - Spryt, byś była nieprzewidywalna w walce z każdym przeciwnikiem, na jakiego przyjdzie ci trafić. - Miauknęła, zaraz ściszając głos. - I żebyś mogła więcej razy ucierać nosa mojemu bratu.
Na pysku czekoladowej kocicy zagościł złośliwy uśmieszek, a Żwirka tylko siłą woli powstrzymywała się by nie buchnąć niekontrolowanym chichotem. Długofutra przyłożyła nos do jej czoła, przez co całe futro na jej ciele stanęło dęba przez dreszcz jaki przebiegł jej po grzbiecie. Zaraz kotka skocznie powędrowała do niebieskiej siostry, gdzie dotknęła jej bark chcąc dodać jej otuchy. Żółtooka wzięła głębszy wdech i ruszyła szybko w stronę przyszłej przywódczyni. Im szybciej to załatwi, tym lepiej dla jej nerwów.
- Witaj Żwirko - Miauknęła, drżącym głosem, czując wzrok wszystkich innych na sobie. Nie macie na co patrzeć? Popatrzcie na swoich krewnych na ziemi, czy coś. Pstrokata uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco, na co niebieska wzięła głębszy wdech, powtarzając sobie szybko tekst, który tworzyła sobie od momentu przybycia Dryfującego Obłoka do Sadzawki. - Ja, Zapomniany Szlak, chce cię obdarzyć ósmym życiem a także Wyrozumiałość, byś mogła umiejętnie rozpatrywać błędy swoje i innych, a także przebaczać je.
Tym razem, po raz kolejny, to Żwirowa schyliła głowę by poczuć nos na czole i kolejny dreszcz, na wskutek czego przymknęła ślepia. Gdy uniosła powieki ponownie... ujrzała sylwetkę której w żadnym najśmielszym śnie by się nie spodziewała.
Mozaika, jej matka, czarno-biała dymna kotka stała przed nią uśmiechając się ciepło. Podeszła bliżej niż pozostali, nie licząc Srebrnego.
- Ma...ma - Tylko tyle zdążyła wykrztusić z zaciśniętego przez szok gardła. Zaraz ciemna łapa wraz z pyskiem przewiesiła się przez jej ramię, przyciągając kotkę do uścisku. Po raz kolejny po kolorowych polikach popłynęły łzy. Podświadomie wiedziała dlaczego kotka trafiła tutaj. Dziękowała swojej babce, Jutrzence, że tak zakorzeniła w swojej córce wiarę w klany i ich religie. W sumie, czy kocica nie powinna tu być? Nie miała pojęcia.
Gdy kotki odsunęły się od siebie, zmarła kocica przeszła do ostatecznego zamknięcia ceremonii.
- Ja, Mozaika, chce ci podarować ostatnie życie, oraz zaszczepić w tobie Ciepło, byś otworzyła serce na swój klan i nie tylko niego. - Miauknęła, tylko tym razem nie nos znalazł się na czole jej córki, a ciepły język przejechał po nim. Prócz dreszczu, poczuła rozchodzące się po jej ciele ciepło. - Mam też zaszczyt oficjalnie powitać cię pod nowym imieniem, Żwirowa Gwiazdo.
Ciemna kocica uśmiechnęła się czule, a zaraz całe zbiegowisko zafalowało wykrzykując nowe imię przywódczyni Klanu Nocy. Chwile potem poczuła się senna, a powieki jej opadły. Do ostatniego momentu próbowała zatrzymać wzrok na Srebrnym, bądź matce.
Ale teraz miała inny priorytet. Musiała postawić Klan, SWÓJ Klan na nogi. Więc nikogo nie powinno dziwić, że gdy tylko obudziła się z powrotem w swoim ziemskim ciele, pognała w stronę z której przyszła, zostawiając Żara nieco w tyle. Tia... kocur musiał się nieco namęczyć by dogonić partnerkę
<Nie miałam kompletnie pomysłu jaki charakter miały Zapomnienie i Mrok. Welp, poszłam na czuja. Jutro/pojutrze pojawi się (mam nadzieje) następne opko. :") >
26 listopada 2018
Od Żwirowej Ścieżki C.D Srebrnego Poroża
Do ostatniego uderzenia serca dała mu wierzyć w fakt, że to nie ona stała nad nim, tylko Sarna. Że to jego, zmarła matka przyszła go odebrać z ziemi i zabrać na Srebrną Skórkę. Swoją drogą... czy owa kotka wierzyła w niego? Czy Srebny będzie mógł się z nią NAPRAWDĘ tam spotkać?
Gdy serce kocura wydało ostatnie bicie, kotka oderwała od niego język patrząc zaszklonymi oczami w te, pozbawione blasku wojownika. Zacisnęła szczękę nie chcąc wydać z siebie żałosnego, głośnego łkania, choć po jej pstrokatych polikach zaczęły spływać słone krople. Zacisneła ślepia, po czym przełożyła jedną łapę nad jego szyją i wcisnęła w jego futro nos. Podciągnęła jeszcze tylne łapy do siebie, przez co wyglądała jak zgarbiona istotka. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na zgłuszony krzyk, wprost w szyje (wciąż) ciepłego ciała.
Krzyczała do Gwiezdnych, by zwrócili jej Srebrnego.
Było wiele kotów zasługujących na taki los. Na przykład Jagodowa Gwiazda. Jego czyny były odczuwalne zwłaszcza dla terminatorów. Koty, które już dawno powinny dostać miana wojowników, kisiły się w legowisku uczniów mimo dorosłego wieku
Jastrzębia Szpon, mimo bycia zastępcą nic z tym nie robił.
Dryfujący Obłok, wciąż samolubnie zapatrzony w przeszłość i swoją, dawno nie żyjącą, uczennice - Miodowe Serce. On miał moc od Gwiezdnych, by przeprowadzić ceremonie i pchać klan na przód.
Więc dlaczego zabrali akurat tego wojownika? Czym im zawinił? Tym że był narcyzem? Że wolał kocury od kotek, tym samym czyniąc z zakochanej w nim współklanowiczki, tylko przyjaciółke? Nie wiedziała.
A kim ona dla niego była? Od momentu gdy znalazła go razem z Żarem, czuła wewnętrzną potrzebe opieki nad nim. Jak nad młodszym bratem, którego nigdy nie dane jej było posiadać. W Klanie Nocy znalazł drugi dom, wręcz całkowicie różny od tego w którym żył wcześniej.
- Żw... Ja jestem z ciebie dumna, Srebrny. Wszyscy jesteśmy - Mruknęła, jakby ten wciąż mógł jej wysłuchać. A możne słuchał, stojąc obok żałując że nie dostał tych paru dni więcej by podziękować wszystkim.
Leżała długo wtulona w poplamioną krwią sierść. Przez myśl jej przeszło by go zakopać gdzieś na terenach klanu, mówiąc reszcie że ten jest w lepszym miejscu, ale od razu zganiła się na tę myśl. Chciałby się pożegnać. Z pewnością.
Z trudem oderwała się od ciała Srebrnego Poroża, powoli skanując jego ciało. Było całe umorusane krwią, w niektórych miejscach już zastygła, tworząc kołtuny w biało-niebieskiej sierści.
Lizneła go po pysku, zamykając tym samym jego ślepia. Oglądanie ich bez tego zaczepnego blasku, było wręcz torturą... a tak? Wyglądał jakby spał.
Lizneła go po białym poliku, wylizując go z krwi. Nie chciałby żeby ktoś go widział z takim futrem. Znała go wystarczająco, żeby wiedzieć jak ten się przejmował wyglądem. Przeszła potem na pierś, szyje i resztę ciała, pozbywając się szkarłatnej cieczy, która zostawiała na jej języku gorzki, metaliczny posmak.
Miała go zamiar zabrać do Klanu.
Do domu. Do rodziny, która miała prawo się z nim pożegnać.
--------
Było ciemno gdy z trudem udało się jej wczołgać pod, coraz bardziej zimne, ciało Srebnego tylko po to by z równym wysiłkiem wstać na łapy. Kocur ją dawno przerósł, więc z boku, dla niewiadomego kota mogło wyglądać to co najmniej komicznie.
Ale jej nie było do śmiechu. Nawet jeśli próbowała siłą wepchnąć na pysk uśmiech. Powoli, nie chcąc strącić ze swojego grzbietu ciała, poruszała się na przód.
Do domu.
Gdy dotarła do obozu, przywitała ją właściwie przerażająca cisza. Kto by się spodziewał że gdy wszyscy śpią, panuje ty taka... pustka. Na spokojnie ułożyła ciało, w środku obozu, w taki sposób by zmarły wyglądał jakby spał. Jakby odszedł we śnie.
Nikt nie musiał wiedzieć co się wydarzyło, oraz z jakiego powody kocur zawędrował w szeregi Gwiezdnego Klanu. W sumie.. sama nie wiedziała co było dokładną przyczyną.
Długo nie musiała czekać aż pierwsi klanowicze zaczęli się wybudzać ze snu. Nie czekając, wspięła się na miejsce skąd zazwyczaj przemawiał przywódca tylko po to by zerwać resztki snu z powiek członków Klanu Nocy.
- Klanie Nocy! Zbierzcie się! - Ryknęła drżącym od emocji głosem. Już nie płakała, nie miała w końcu czym, ale mimo to na jej futrze było jawnie widać że to robiła. W oka mgnieniu głowy zaczęły wyglądać z legowisk. W końcu to nie Jagodowa Gwiazda, nie Dryfujący Obłok a ona, zwykła wojowniczka zwołuje klan.
W tym samym momencie do obozu wszedł nocny patrol na czele z przywódcą, Jagodową Skórką oraz paroma innymi osobnikami. Smolisty kocur marszczył czolo w gniewie pomieszanym ze zdziwieniem, w końcu nie planował na dzisiaj żadnego trupa, po czym posłał Żwirowej spojrzenie mówiące jasno "Nie pozwalasz sobie na za dużo?", w odpowiedzi dostając tylko twarde spojrzenie kotki, która paroma sztywnymi susami znalazła się na ziemi.
Może jeszcze miała poczekać i spytać czy łaskwie zwoła klan na pożegnanie Srebrnego? Jeszcze czego. Nigdy więcej nie pozwoli na skrzywdzenie jej rodziny. Nie przez głupotę innych. A jak on nie ruszy klanu na przód, to osobiście to zrobi.
<Łeeezku :3 >
Gdy serce kocura wydało ostatnie bicie, kotka oderwała od niego język patrząc zaszklonymi oczami w te, pozbawione blasku wojownika. Zacisnęła szczękę nie chcąc wydać z siebie żałosnego, głośnego łkania, choć po jej pstrokatych polikach zaczęły spływać słone krople. Zacisneła ślepia, po czym przełożyła jedną łapę nad jego szyją i wcisnęła w jego futro nos. Podciągnęła jeszcze tylne łapy do siebie, przez co wyglądała jak zgarbiona istotka. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na zgłuszony krzyk, wprost w szyje (wciąż) ciepłego ciała.
Krzyczała do Gwiezdnych, by zwrócili jej Srebrnego.
Było wiele kotów zasługujących na taki los. Na przykład Jagodowa Gwiazda. Jego czyny były odczuwalne zwłaszcza dla terminatorów. Koty, które już dawno powinny dostać miana wojowników, kisiły się w legowisku uczniów mimo dorosłego wieku
Jastrzębia Szpon, mimo bycia zastępcą nic z tym nie robił.
Dryfujący Obłok, wciąż samolubnie zapatrzony w przeszłość i swoją, dawno nie żyjącą, uczennice - Miodowe Serce. On miał moc od Gwiezdnych, by przeprowadzić ceremonie i pchać klan na przód.
Więc dlaczego zabrali akurat tego wojownika? Czym im zawinił? Tym że był narcyzem? Że wolał kocury od kotek, tym samym czyniąc z zakochanej w nim współklanowiczki, tylko przyjaciółke? Nie wiedziała.
A kim ona dla niego była? Od momentu gdy znalazła go razem z Żarem, czuła wewnętrzną potrzebe opieki nad nim. Jak nad młodszym bratem, którego nigdy nie dane jej było posiadać. W Klanie Nocy znalazł drugi dom, wręcz całkowicie różny od tego w którym żył wcześniej.
- Żw... Ja jestem z ciebie dumna, Srebrny. Wszyscy jesteśmy - Mruknęła, jakby ten wciąż mógł jej wysłuchać. A możne słuchał, stojąc obok żałując że nie dostał tych paru dni więcej by podziękować wszystkim.
Leżała długo wtulona w poplamioną krwią sierść. Przez myśl jej przeszło by go zakopać gdzieś na terenach klanu, mówiąc reszcie że ten jest w lepszym miejscu, ale od razu zganiła się na tę myśl. Chciałby się pożegnać. Z pewnością.
Z trudem oderwała się od ciała Srebrnego Poroża, powoli skanując jego ciało. Było całe umorusane krwią, w niektórych miejscach już zastygła, tworząc kołtuny w biało-niebieskiej sierści.
Lizneła go po pysku, zamykając tym samym jego ślepia. Oglądanie ich bez tego zaczepnego blasku, było wręcz torturą... a tak? Wyglądał jakby spał.
Lizneła go po białym poliku, wylizując go z krwi. Nie chciałby żeby ktoś go widział z takim futrem. Znała go wystarczająco, żeby wiedzieć jak ten się przejmował wyglądem. Przeszła potem na pierś, szyje i resztę ciała, pozbywając się szkarłatnej cieczy, która zostawiała na jej języku gorzki, metaliczny posmak.
Miała go zamiar zabrać do Klanu.
Do domu. Do rodziny, która miała prawo się z nim pożegnać.
--------
Było ciemno gdy z trudem udało się jej wczołgać pod, coraz bardziej zimne, ciało Srebnego tylko po to by z równym wysiłkiem wstać na łapy. Kocur ją dawno przerósł, więc z boku, dla niewiadomego kota mogło wyglądać to co najmniej komicznie.
Ale jej nie było do śmiechu. Nawet jeśli próbowała siłą wepchnąć na pysk uśmiech. Powoli, nie chcąc strącić ze swojego grzbietu ciała, poruszała się na przód.
Do domu.
Gdy dotarła do obozu, przywitała ją właściwie przerażająca cisza. Kto by się spodziewał że gdy wszyscy śpią, panuje ty taka... pustka. Na spokojnie ułożyła ciało, w środku obozu, w taki sposób by zmarły wyglądał jakby spał. Jakby odszedł we śnie.
Nikt nie musiał wiedzieć co się wydarzyło, oraz z jakiego powody kocur zawędrował w szeregi Gwiezdnego Klanu. W sumie.. sama nie wiedziała co było dokładną przyczyną.
Długo nie musiała czekać aż pierwsi klanowicze zaczęli się wybudzać ze snu. Nie czekając, wspięła się na miejsce skąd zazwyczaj przemawiał przywódca tylko po to by zerwać resztki snu z powiek członków Klanu Nocy.
- Klanie Nocy! Zbierzcie się! - Ryknęła drżącym od emocji głosem. Już nie płakała, nie miała w końcu czym, ale mimo to na jej futrze było jawnie widać że to robiła. W oka mgnieniu głowy zaczęły wyglądać z legowisk. W końcu to nie Jagodowa Gwiazda, nie Dryfujący Obłok a ona, zwykła wojowniczka zwołuje klan.
W tym samym momencie do obozu wszedł nocny patrol na czele z przywódcą, Jagodową Skórką oraz paroma innymi osobnikami. Smolisty kocur marszczył czolo w gniewie pomieszanym ze zdziwieniem, w końcu nie planował na dzisiaj żadnego trupa, po czym posłał Żwirowej spojrzenie mówiące jasno "Nie pozwalasz sobie na za dużo?", w odpowiedzi dostając tylko twarde spojrzenie kotki, która paroma sztywnymi susami znalazła się na ziemi.
Może jeszcze miała poczekać i spytać czy łaskwie zwoła klan na pożegnanie Srebrnego? Jeszcze czego. Nigdy więcej nie pozwoli na skrzywdzenie jej rodziny. Nie przez głupotę innych. A jak on nie ruszy klanu na przód, to osobiście to zrobi.
<Łeeezku :3 >
05 sierpnia 2018
Od Żwirowej Ścieżki
Od dnia gdy kociaki Pianki na stałe opuściły kociarnie, kotka czuła dziwną pustkę. Nie pomógł fakt że kociaki Zawilec, tej białej samotniczki, rosły z każdym dniem. Czy czuła dumę widząc jak małe kulki stawiają swoje pierwsze kroki. Czy.. ogółem czuła się szczęśliwa widząc jak Szron i Dzik są zdrowi i szczęśliwi? Z pewnością. O to nawet nie trzeba było pytać. Wystarczyło spojrzeć na pysk niskiej królowej, by znaleźć odpowiedź. Ona również uśmiechała się widząc kociaki podczas zabawy. Były takie niewinne i nie skalane Jęknęła przeciągle, gdy zakończyła się ceremonia mianowania kociąt wyżej wspomnianej kotki a oni znaleźli się poza obozem. Rudy kocur posłał jej pytające spojrzenie, na co ta nadęła poliki wyglądając jak wiewiórka zbierająca zapasy. - Oni za szybko rosną! - Fuknęła uderzając o dobrze znany jej głaz, na którym pamiętnego czasu oboje się poślizgneli i wpadli do wody, uciekając przez rozzłoszczonymi szerszeniami. Wredne, bzykające gówna... wrrr. Jakiś czas potem Srebrny i jej pierwszy terminator, Lew, podzielili ich los. Żar po raz kolejny przekrzywił głowę, nie rozumiejąc o co chodzi jego partnerce. Można powiedzieć że akcja z wyznaniem uczuć poszła w niepamięć, w teorii. Bo w praktyce Srebrny, Żwirka a nawet Pianka mu to wypominali. Biedny jego los, o zbyt szybko o tym nie zapomną. - Nie rób takiej miny! O kociaki mi chodzi! - Burknęła marszcząc nos. Od czasu jak dzieci Żurawiny oraz Pianki opuściły kociarnię, zrobiła się strasznie humorzasta. Jak kobieta z okresem, na czym najbardziej ucierpiał Żar. Zwłaszcza jak kotka mu wytknęła że za bardzo męczy Gołębia, choć kocurek się nie skarżył. Ostatecznie wymusiła na rudzielcu, by dał synowi Spienionej Fali jeden dzień wolnego... Ta jesne, wysłał go do Dryfa, który od czasu odejścia Łzawej Łapy miał roboty za dwóch.
- Gdybyśmy mieli kociaki... jakbyś chciał je nazwać? - Kotka przewróciła się, kładąc łapy na boku kocura. W tym momencie wyglądała na o wiele spokojniejszą, niż chwilę temu. Wpatrywała się w jakiś obiekt za wojownikiem, który uniósł pysk wyżej nieco zamyślony.
- Gdybyśmy mieli kociaki... jakbyś chciał je nazwać? - Kotka przewróciła się, kładąc łapy na boku kocura. W tym momencie wyglądała na o wiele spokojniejszą, niż chwilę temu. Wpatrywała się w jakiś obiekt za wojownikiem, który uniósł pysk wyżej nieco zamyślony.
- W sumie... Nie myślałem o tym. Ale może jakieś kwiaty? Albo ptaki? - Zerknął kątem oka na pstrokatą, napotykając jej wesoły uśmiech.
- Ptaki są ładne. Ale nazywam jednego po bracie! - Wytknęła bu rozbawiona język, po czym liznęła go w poliku kończąc na, obdartym z końcówki uchu. Podniosła się na łapy, przyciskając głowę do białego boku i zaczęła na niego napierać. A Żar? Żar nim się zorientował leżał mokry w rzece. Wojowniczka stanęła dumnie, wypinając pierś i śmiejąc się przy tym. Zerkała, dosłownie jak i w przenośni, z góry na powoli podnoszącego się z płycizny partnera. Kocur miał nieco opuszczoną głowę, którą zaraz podniósl z dziwnym błyskiem w oku i niepokojącym uśmiechem na pysku, powodując to że kotka stanęła na baczność. Gdy tylko van ruszył do przodu, ta również zerwała się do biegu zakłócając ciszę swoim śmiechem.
A czy na gonitwie się skończyło? Fiu, Fiu!
~*~
Byli na patrolu. Ona, Rozżarzony Popiół, Spieniona Fala oraz Srebrne Poroże. Każdy w sumie dziwił się że kotka wstała od tak, bez mruczenia i ruszyła szczęśliwa na patrol. Było to co najmniej dziwne, patrząc na to że ostatnio była niczym kobieta z okresem. Z okresem i w ciąży na dodatek. Dreptała na przodzie pochodu, stawiając nadzwyczaj żywo kroki. Można wręcz powiedzieć że jej wesoły nastrój zaszczepił się w reszcie kompani porannego patrolu. W pewnym momencie kotka wybiegła do przodu, wskakując na resztki z powalonego pniaka. Miała im do ogłoszenia wesołą wiadomość. Tego ranka była u ich medyka , Dryfującego Obłoku by potwierdzić swoje przypuszczenia. Żar przekrzywił głowę, a fakt że kotka uśmiechała się jeszcze szerzej wprowadził go w jeszcze większe zakłopotanie. Wiadomość którą usłyszał spowodowała wydobycie się z jego pyska głośnego i przeciągłego "Heee?!", a w jego mózgu zawitała wiadomość że zaraz zaryje nosem o glebę, bo łapy odmówią mu posłuszeństwa
- Żar, będziesz tatą. - Kotka zaśmiała się wprowadzając wszystkich w co najmniej szok. A jej postawa mówiła sama za siebie, nie żartowała.
~*~
Byli na patrolu. Ona, Rozżarzony Popiół, Spieniona Fala oraz Srebrne Poroże. Każdy w sumie dziwił się że kotka wstała od tak, bez mruczenia i ruszyła szczęśliwa na patrol. Było to co najmniej dziwne, patrząc na to że ostatnio była niczym kobieta z okresem. Z okresem i w ciąży na dodatek. Dreptała na przodzie pochodu, stawiając nadzwyczaj żywo kroki. Można wręcz powiedzieć że jej wesoły nastrój zaszczepił się w reszcie kompani porannego patrolu. W pewnym momencie kotka wybiegła do przodu, wskakując na resztki z powalonego pniaka. Miała im do ogłoszenia wesołą wiadomość. Tego ranka była u ich medyka , Dryfującego Obłoku by potwierdzić swoje przypuszczenia. Żar przekrzywił głowę, a fakt że kotka uśmiechała się jeszcze szerzej wprowadził go w jeszcze większe zakłopotanie. Wiadomość którą usłyszał spowodowała wydobycie się z jego pyska głośnego i przeciągłego "Heee?!", a w jego mózgu zawitała wiadomość że zaraz zaryje nosem o glebę, bo łapy odmówią mu posłuszeństwa
- Żar, będziesz tatą. - Kotka zaśmiała się wprowadzając wszystkich w co najmniej szok. A jej postawa mówiła sama za siebie, nie żartowała.
<Srebrny? xD>
24 czerwca 2018
Od Żwirowej Ścieżki
Dzień za dniem. Wschód, a potem zachód. Nie ważne czy to był księżyc, czy słońce, wędrówka ich obu wyglądała tak samo. Zastanawiała się co z jej matką, Mozaiką. Gdzie teraz była? Gdzieś za Bagnami? A może gdzieś za Siedliskiem Owiec, lub jeszcze dalej? Zaciągnęła się mroźnym powietrzem, stając na kamieniu, którego dolna część była do połowy zakryta przez wody należące do rzeki. Trzymała tlen i inne związki chemiczne w płucach, by po chwili zamienić je w dwutlenek węgla. Zima już zagościła na dobre na terenach, wszystko pokrywał biały puch, a większość Wodnych Głazów pokrywała cienka wartwa lodu. Przemknęła powieki spoglądając na niebo i zanim pogrążyła się w rozmyślaniach, przez myśl jej przemknęło że księżyc odsłoni niedługo pełną tarczę i nadejdzie zgromadzenie.
* * *
Poczuła jak coś nią potrzasą. Zamrugała gwałtownie otrząsając się z zamyślenia. Podniosła pysk z łap, spoglądając na przybysza pytająco. Westchnęła cicho i podniosła się do siadu, po chwili zdając sobie sprawe że jej pstrokate futro jest przemoczone. Zwlaszcza to od spodu. Potrząsneła całym ciałem, przez ci pare kropel wody spadło na rudzielca, a ona sama jakby ktoś dopiero co przetarł ją ręcznikiem. I to jeszcze nie dokładnie, bo wyglądała jak szczotka.
- Co takiego sprawiło, że w ogóle nie zwróciłaś uwagi na to że nadchodze? Zamiast mnie mógł być to lis albo jeden wie co. - Żar wskoczył na głaz, siadając obok dymnej kotki, oraz wpatrując się w nią oskarżycielsko. Od czasu gdy kocur wyszedł z depresji, można było zauważyć jedną ważną zmiane w jego zachowaniu. Zaczął się poważnie interesować bezpieczeństwem swoich bliskich. Zwłaszcza jej, Srebrnego bądź Pianki. Możnaby do tego zaliczyć też jej dzieci, oraz jego brata, Pstrokate Serce. Nawet jeśli nie okazywał tego otwarcie, czasem zżerało go od środka gdy nie wiedział gdzie się za podziała choć jedna z wyżej wymienionych osób.
- Nie dramatyzuj... Po prostu myślałam. - Zerkneła kątem oka na kocura, który posyłał jej pytający spojrzenie, a ona prócz tego dostrzegła pewnego rodzaju troskę, której nie potrafiła określić jednym słowem. - Myślałam o mamie, gdzie teraz jest. Czy żyje i ma się dobrze. I co by było gdyby... gdyby mnie nie przyniosła na nasze tereny. Czy żylibyśmy z bratem i mamą razem, a w pewnym momencie, tak jak ona, ruszyli w śwa...
I dostała po łbie. Autentycznie. Biała łapa, należąca do siedzącego obok wojownika wylądowała z mocą na jej głowie.
- Głupia jesteś. A pomyślałaś o nas? Gdybyś do nas nie dołaczyła to kogo bym szkolił jako pierwszego? Kto by znalazł Srebrnego. Już nie mielibyśmy Srebrnego Podróża, a Srebrną Mrożnke! - Z każdym słowem, jego ton z poważnego zmieniał się w rozbawienie. Zaśmiali się, tak szczerze, gdy w ich głowach pojawił się wspomniany wojownik sztywno stojący w wodzie zeszłej Pory Nagich Drzew. Umyśnie wepchneli go na płycizne i reszte dnia strzelał obraze majestatu.
- A Pianka dalej byłaby sztywna? - Zaśmiała się, spoglądając na towarzysza który nieudolnie powstrzymywał śmiech.
- Najpewniej. A w kim bym się zabujał? - Zamilkli oboje. Ona w szoku, z szeroko otwartymi oczami. A on? On z zażenowania, że powiedział coś takiego... od tak. Pod wpływem emocji.
Wojowniczka odwróciła powoli głowę w jego stronę, gdy ten ją zaatakował. I nie chodzi tu o walke. Nic z tych rzeczy. Wręcz nie można tego atakiem nazwać, bo było to zbyt delikatne acz kolorowa się nie spodziewała czegoś takiego. Nie była po prostu na to przygotowana. Serce biło jej mocno, a gdzieś z tyłu jej głowy pojawił się cichy głosik że zaraz wyrwie dziurę w jej żebrach. A Żar? A nasz wojownik spanikował widząc szok w oczach "przyjaciółki" i najzwyczajniej, prosto z mostu przesunął się do niej i zetkną się z nią nosem. A potem nawiał, zostawiając ją w jeszcze większej, o ile to możliwe, konfundacji. A gdy ruda kita zniknęła w krzakach z jej gardła wyrwało się głośne "HE?!".
Rozglądała się na wszystkie strony i ktoś patrzący z boku mógł zacząć główkować jak to jest możliwe, że łeb jej jeszcze nie odpadł. Warknęła cicho, po czym stanęła na łapach i susem, wrzeszcząc na całe gardło, ruszyła za uciekinierem. Mogła mu zrobić afere, nawet przy wszystkich w obozie. A niech ludzie wio co tu się dzieje. Chyba że ktoś usłyszał jedno krótkie zdanie, które wrecz z mocą karabinu wyleciało z jej gardła.
-ŻAR, WRACAJ TU W TEJ CHWILI!
<to jest rak, okey, nikt nie odpowiada bo nie. To podejście drugie do tego opka >
* * *
Poczuła jak coś nią potrzasą. Zamrugała gwałtownie otrząsając się z zamyślenia. Podniosła pysk z łap, spoglądając na przybysza pytająco. Westchnęła cicho i podniosła się do siadu, po chwili zdając sobie sprawe że jej pstrokate futro jest przemoczone. Zwlaszcza to od spodu. Potrząsneła całym ciałem, przez ci pare kropel wody spadło na rudzielca, a ona sama jakby ktoś dopiero co przetarł ją ręcznikiem. I to jeszcze nie dokładnie, bo wyglądała jak szczotka.
- Co takiego sprawiło, że w ogóle nie zwróciłaś uwagi na to że nadchodze? Zamiast mnie mógł być to lis albo jeden wie co. - Żar wskoczył na głaz, siadając obok dymnej kotki, oraz wpatrując się w nią oskarżycielsko. Od czasu gdy kocur wyszedł z depresji, można było zauważyć jedną ważną zmiane w jego zachowaniu. Zaczął się poważnie interesować bezpieczeństwem swoich bliskich. Zwłaszcza jej, Srebrnego bądź Pianki. Możnaby do tego zaliczyć też jej dzieci, oraz jego brata, Pstrokate Serce. Nawet jeśli nie okazywał tego otwarcie, czasem zżerało go od środka gdy nie wiedział gdzie się za podziała choć jedna z wyżej wymienionych osób.
- Nie dramatyzuj... Po prostu myślałam. - Zerkneła kątem oka na kocura, który posyłał jej pytający spojrzenie, a ona prócz tego dostrzegła pewnego rodzaju troskę, której nie potrafiła określić jednym słowem. - Myślałam o mamie, gdzie teraz jest. Czy żyje i ma się dobrze. I co by było gdyby... gdyby mnie nie przyniosła na nasze tereny. Czy żylibyśmy z bratem i mamą razem, a w pewnym momencie, tak jak ona, ruszyli w śwa...
I dostała po łbie. Autentycznie. Biała łapa, należąca do siedzącego obok wojownika wylądowała z mocą na jej głowie.
- Głupia jesteś. A pomyślałaś o nas? Gdybyś do nas nie dołaczyła to kogo bym szkolił jako pierwszego? Kto by znalazł Srebrnego. Już nie mielibyśmy Srebrnego Podróża, a Srebrną Mrożnke! - Z każdym słowem, jego ton z poważnego zmieniał się w rozbawienie. Zaśmiali się, tak szczerze, gdy w ich głowach pojawił się wspomniany wojownik sztywno stojący w wodzie zeszłej Pory Nagich Drzew. Umyśnie wepchneli go na płycizne i reszte dnia strzelał obraze majestatu.
- A Pianka dalej byłaby sztywna? - Zaśmiała się, spoglądając na towarzysza który nieudolnie powstrzymywał śmiech.
- Najpewniej. A w kim bym się zabujał? - Zamilkli oboje. Ona w szoku, z szeroko otwartymi oczami. A on? On z zażenowania, że powiedział coś takiego... od tak. Pod wpływem emocji.
Wojowniczka odwróciła powoli głowę w jego stronę, gdy ten ją zaatakował. I nie chodzi tu o walke. Nic z tych rzeczy. Wręcz nie można tego atakiem nazwać, bo było to zbyt delikatne acz kolorowa się nie spodziewała czegoś takiego. Nie była po prostu na to przygotowana. Serce biło jej mocno, a gdzieś z tyłu jej głowy pojawił się cichy głosik że zaraz wyrwie dziurę w jej żebrach. A Żar? A nasz wojownik spanikował widząc szok w oczach "przyjaciółki" i najzwyczajniej, prosto z mostu przesunął się do niej i zetkną się z nią nosem. A potem nawiał, zostawiając ją w jeszcze większej, o ile to możliwe, konfundacji. A gdy ruda kita zniknęła w krzakach z jej gardła wyrwało się głośne "HE?!".
Rozglądała się na wszystkie strony i ktoś patrzący z boku mógł zacząć główkować jak to jest możliwe, że łeb jej jeszcze nie odpadł. Warknęła cicho, po czym stanęła na łapach i susem, wrzeszcząc na całe gardło, ruszyła za uciekinierem. Mogła mu zrobić afere, nawet przy wszystkich w obozie. A niech ludzie wio co tu się dzieje. Chyba że ktoś usłyszał jedno krótkie zdanie, które wrecz z mocą karabinu wyleciało z jej gardła.
-ŻAR, WRACAJ TU W TEJ CHWILI!
<to jest rak, okey, nikt nie odpowiada bo nie. To podejście drugie do tego opka >
27 maja 2018
Od Żwirowej Ścieżki C.D Spienionej Fali
<przesuwam akcje do teraźniejszości>
Pstrokata zastrzygła uszami, wlepiając wzrok w niebo. Miała dwadzieścia pięć księżyców. Nie widziała czy chce partnera, już, teraz, zaraz. Choć.. perspektywa posiadania kogoś tak bliskiego była aż nazbyt kusząca. Mogłaby wspierać, leżeć obok, spędzać razem czas i najzwyklej delektować się obecnością drugiej połówki. I... uderzył ją jeden fakt. Miała przecież już kogoś takiego, nawet jeśli nie zdawała sobie do końca sprawy że czuję się bezpieczna leżąc obok pewnego, jakże głupiego, rudzielca. Była przy nim jak zmarły jego siostry. Pilnowała oraz budziła, gdy rzucał się po mchu przez koszmary. Zajmowała się Srebrnym. A mimo to, jej mózg jak gdyby nie chciał dopuścić informacji że Żar mógł być kimś więcej niż najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek miała. Nawet jeśli gdzieś z tyłu głowy przechodziła jej takowa myśl.
- Nie wiem... chyba byłoby fajnie posiadać takiego ktosia... by mieć do kogo wracać po patrolu czy polowaniu - mruknęła, dopiero po chwili kierując wzrok na niebieską, która kiwała powoli głową.
- A kocięta? - Spytała, zerkając na młodszą. W końcu ona też zadała jej te pytania. Też chciała wiedzieć, halo!
- SZELEST! - Czyjś wrzask przeciął powietrze.
Obydwie podniosły się na ugięte łapy wpatrując się w krzaki, zza których w pewnym momencie wyszła czekoladowa szylkretka. Rozglądała się nerwowo na wszystkie strony. Gdy tylko je zobaczyła, wykonała szybkiego susa by znaleźć się przy dwóch wojowniczkach.
- Ym... widziałyście może Szeles... Szeleszczącego Liścia? Poszedł na wieczorny patrol i nadal nie... - Miaukneła na jednym wdechu przebierając łapami w miejscu, gdy przerwał jej trzask. A raczej ogłaszający huk niosący się od strony Płaczącego Strażnika.
Calico wrzasneła imie brata, jak gdyby przeczuwając najgorsze. I w sumie miały racje.
Gdy obydwie rzuciły się za Wydrą, oraz dotarły do Strażnika, usłyszały kotkę jak powtarza jedno słowo.
- nie.. nie. Nie. NIE! - Córka Ziewającej Łasicy stała pare metrów od czegoś brązowego. Czegoś co śmierdziało jednocześnie znajomo, ale nie przypominało żadnego znanego Żwirce kota. Do czasu, aż nie zbliżyła się nieco i metaliczny zapach krwi nie zaatakował doszczętnie jej nozdrzy. Cały pysk, szyja oraz część ramenia była wrecz poszatkowana. Z pomiędzy skrawków (pozostałości) skóry oraz futra wystawało srebrne coś. Coś co do złudzenia przypominało ostre, miniaturowe odłamki skałek. Krew, z każdym kolejnym uderzenie serca, wypływała wolniej. A pstrokata na prawde powstrzymywała odruch wymiotny, krzywiąc się niemiłosiernie.
-Nie! To... to żart prawda? On.. on zaraz wstanie. Musi wstać... musi... - Głos czekoladowej załamywał się, po jej polikach spływały gęste łzy. Zaś nieobecny wzrok skupiony na zmasakrowanym ciele.
A Żwirke uderzył fakt kim był "Ktosiek". I na prawde zebrało jej się na zwrócenie zawartości żołądka. Tu i teraz.
<Wydra? Albo Mejbi Pianka? Dokonało się xD>
Pstrokata zastrzygła uszami, wlepiając wzrok w niebo. Miała dwadzieścia pięć księżyców. Nie widziała czy chce partnera, już, teraz, zaraz. Choć.. perspektywa posiadania kogoś tak bliskiego była aż nazbyt kusząca. Mogłaby wspierać, leżeć obok, spędzać razem czas i najzwyklej delektować się obecnością drugiej połówki. I... uderzył ją jeden fakt. Miała przecież już kogoś takiego, nawet jeśli nie zdawała sobie do końca sprawy że czuję się bezpieczna leżąc obok pewnego, jakże głupiego, rudzielca. Była przy nim jak zmarły jego siostry. Pilnowała oraz budziła, gdy rzucał się po mchu przez koszmary. Zajmowała się Srebrnym. A mimo to, jej mózg jak gdyby nie chciał dopuścić informacji że Żar mógł być kimś więcej niż najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek miała. Nawet jeśli gdzieś z tyłu głowy przechodziła jej takowa myśl.
- Nie wiem... chyba byłoby fajnie posiadać takiego ktosia... by mieć do kogo wracać po patrolu czy polowaniu - mruknęła, dopiero po chwili kierując wzrok na niebieską, która kiwała powoli głową.
- A kocięta? - Spytała, zerkając na młodszą. W końcu ona też zadała jej te pytania. Też chciała wiedzieć, halo!
- SZELEST! - Czyjś wrzask przeciął powietrze.
Obydwie podniosły się na ugięte łapy wpatrując się w krzaki, zza których w pewnym momencie wyszła czekoladowa szylkretka. Rozglądała się nerwowo na wszystkie strony. Gdy tylko je zobaczyła, wykonała szybkiego susa by znaleźć się przy dwóch wojowniczkach.
- Ym... widziałyście może Szeles... Szeleszczącego Liścia? Poszedł na wieczorny patrol i nadal nie... - Miaukneła na jednym wdechu przebierając łapami w miejscu, gdy przerwał jej trzask. A raczej ogłaszający huk niosący się od strony Płaczącego Strażnika.
Calico wrzasneła imie brata, jak gdyby przeczuwając najgorsze. I w sumie miały racje.
Gdy obydwie rzuciły się za Wydrą, oraz dotarły do Strażnika, usłyszały kotkę jak powtarza jedno słowo.
- nie.. nie. Nie. NIE! - Córka Ziewającej Łasicy stała pare metrów od czegoś brązowego. Czegoś co śmierdziało jednocześnie znajomo, ale nie przypominało żadnego znanego Żwirce kota. Do czasu, aż nie zbliżyła się nieco i metaliczny zapach krwi nie zaatakował doszczętnie jej nozdrzy. Cały pysk, szyja oraz część ramenia była wrecz poszatkowana. Z pomiędzy skrawków (pozostałości) skóry oraz futra wystawało srebrne coś. Coś co do złudzenia przypominało ostre, miniaturowe odłamki skałek. Krew, z każdym kolejnym uderzenie serca, wypływała wolniej. A pstrokata na prawde powstrzymywała odruch wymiotny, krzywiąc się niemiłosiernie.
-Nie! To... to żart prawda? On.. on zaraz wstanie. Musi wstać... musi... - Głos czekoladowej załamywał się, po jej polikach spływały gęste łzy. Zaś nieobecny wzrok skupiony na zmasakrowanym ciele.
A Żwirke uderzył fakt kim był "Ktosiek". I na prawde zebrało jej się na zwrócenie zawartości żołądka. Tu i teraz.
<Wydra? Albo Mejbi Pianka? Dokonało się xD>
23 kwietnia 2018
Od Żwirowej Ścieżki C.D Pstrokatej Łapy (Pstrokatego Serca)
- Hej, wchystko w porządku? - Miaukneła kładą niewielką kawkę tuż koło swoich łap. Wracała z polowania, jej krótka sierść wyglądała jakby ją wrzucili do rzeki. Prawdopodnie uderzyłaby, albo i nawet zdeptała, w terminatora gdyby jego "upadek" nie wydał charakterystycznego plask. - Wygladasz gorzej od swojego brata gdy wleciał do rzeki.
Czarny kocur wbił w nią wzrok jakby mu co najmniej matkę zjadła. Wydał z siebie fuknięcie a jego ogon zamiatał podłoże, przez co zbierał długie futro z każdą chwilą się coraz bardziej plątało. Ciekawe jak rozpląta te wszystkie kołtuny. Wojowniczka westchneła na jego reakcje, kręcąc przy tym.
- Chodź, zostawiłam jeszcze dwie ryby. Powiemy że jedną ty upolowałeś. - Łaciata uśmiechneła się krzywo do kocura, który położył po sobie uszy.
- Nie. To TWOJA zwierzyna. Ty to upolowałaś. - Fuknął, wbijając pazury w glebe. Powariowała, czy co? Nie będzie brał JEJ zwierzyny. Jakby się Fiołkowy Podmuch dowiedział, nie dałby mu żyć. Trzepnął gniewnie ogonem, widząc proszący wzrok kotki - Nie.
Zrobiła coś czego się nawet on niespodziewał. Ugryzła go. Użarła go w ogon i zaczęła ciągnąć go w stronę wyjścia. Ostatecznie nie przesunęła go za dużo, kończąc swój czyn klapnięciem na zad.
- Chodź. - Warknęła, niczym dziewczynka która potrzebuje uwagi rodzica, a ci są zbyt zajęci papierkową robotą. Zmarszczyła czoło i potrząsnęła wąsami, jakby na przekonanie dodając - Nikt się nie dowie, zwłaszcza ten gbur. Czego oczy nie widzą, tego duszy nie żal.
Kocur mierzył ją wzrokiem, od czubków palców po koniuszki uszu. Westchnął podnosząc się niechętnie.
- Nie dasz mi spokoju, co? - Burknął w jej stronę, na co kotka wykrzywiła wargi w krzywym uśmiechu. Wypuścił powietrze nosem i ruszył za wojowniczką przez 'bramę' obozu. Jakiś czas później można było zauważyć jak ta dwójka wchodzi do obozu z rybami w pyskach.
* * *
(Akcja dzieje się PRZED epidemią)
- Pstrokata Łapo, wystąp. - Czarna liderka zmrużyła oczy na terminatora, który od dawna powinien być wojownikiem. Pare wschodów wcześniej widziała jak szylkretowa calico podchodzi do Pierzastej Gwiazdy, a następnego poranka... widziała jak kocica wychodzi z bratem Żara poza obóz. Czarny kocur podniósł głowę i pierw niepewnie, wyszedł przed wszystkich członków klanu. - Ja, przywódczynie Klanu Nocy, wołam do naszych przodków by spojrzeli na tego terminatora. Trenował ciężko, by poznać dogłębnie wasz szlachetny kodeks. Pstrokata Łapo, czy przyrzekasz przestrzegać Kodeksu Wojownika, chronić oraz bronić klan nawet za cenę własnego życia?
Kocica wbiła w niego przeszywający wzrok, pomarańczowych oczu. Pstrokaty, już za chwile nie łapa, wziął głębszy wdech by wypowiedzieć od dawna wyczekiwane przez niego słowo.
-Przysięgam.
-Tak więc.. Z mocy nadanej mi przez Klan Gwiazd, nadaje ci miano wojownika. Pstrokata Łapo, od dzisiaj będziesz znany jako Pstrokate Serce. Klan Gwiazdy ceni twoją wytrwałość oraz poświęcenie, oraz wita cię w szeregach wojowników Klanu Nocy.
Przez pare uderzeń serca trwała, którą przerwało skandowanie rodzeństwa kocura. Zaraz dołączyła się i ona, oraz pozostali klanowicze.
Czarny kocur wbił w nią wzrok jakby mu co najmniej matkę zjadła. Wydał z siebie fuknięcie a jego ogon zamiatał podłoże, przez co zbierał długie futro z każdą chwilą się coraz bardziej plątało. Ciekawe jak rozpląta te wszystkie kołtuny. Wojowniczka westchneła na jego reakcje, kręcąc przy tym.
- Chodź, zostawiłam jeszcze dwie ryby. Powiemy że jedną ty upolowałeś. - Łaciata uśmiechneła się krzywo do kocura, który położył po sobie uszy.
- Nie. To TWOJA zwierzyna. Ty to upolowałaś. - Fuknął, wbijając pazury w glebe. Powariowała, czy co? Nie będzie brał JEJ zwierzyny. Jakby się Fiołkowy Podmuch dowiedział, nie dałby mu żyć. Trzepnął gniewnie ogonem, widząc proszący wzrok kotki - Nie.
Zrobiła coś czego się nawet on niespodziewał. Ugryzła go. Użarła go w ogon i zaczęła ciągnąć go w stronę wyjścia. Ostatecznie nie przesunęła go za dużo, kończąc swój czyn klapnięciem na zad.
- Chodź. - Warknęła, niczym dziewczynka która potrzebuje uwagi rodzica, a ci są zbyt zajęci papierkową robotą. Zmarszczyła czoło i potrząsnęła wąsami, jakby na przekonanie dodając - Nikt się nie dowie, zwłaszcza ten gbur. Czego oczy nie widzą, tego duszy nie żal.
Kocur mierzył ją wzrokiem, od czubków palców po koniuszki uszu. Westchnął podnosząc się niechętnie.
- Nie dasz mi spokoju, co? - Burknął w jej stronę, na co kotka wykrzywiła wargi w krzywym uśmiechu. Wypuścił powietrze nosem i ruszył za wojowniczką przez 'bramę' obozu. Jakiś czas później można było zauważyć jak ta dwójka wchodzi do obozu z rybami w pyskach.
* * *
(Akcja dzieje się PRZED epidemią)
- Pstrokata Łapo, wystąp. - Czarna liderka zmrużyła oczy na terminatora, który od dawna powinien być wojownikiem. Pare wschodów wcześniej widziała jak szylkretowa calico podchodzi do Pierzastej Gwiazdy, a następnego poranka... widziała jak kocica wychodzi z bratem Żara poza obóz. Czarny kocur podniósł głowę i pierw niepewnie, wyszedł przed wszystkich członków klanu. - Ja, przywódczynie Klanu Nocy, wołam do naszych przodków by spojrzeli na tego terminatora. Trenował ciężko, by poznać dogłębnie wasz szlachetny kodeks. Pstrokata Łapo, czy przyrzekasz przestrzegać Kodeksu Wojownika, chronić oraz bronić klan nawet za cenę własnego życia?
Kocica wbiła w niego przeszywający wzrok, pomarańczowych oczu. Pstrokaty, już za chwile nie łapa, wziął głębszy wdech by wypowiedzieć od dawna wyczekiwane przez niego słowo.
-Przysięgam.
-Tak więc.. Z mocy nadanej mi przez Klan Gwiazd, nadaje ci miano wojownika. Pstrokata Łapo, od dzisiaj będziesz znany jako Pstrokate Serce. Klan Gwiazdy ceni twoją wytrwałość oraz poświęcenie, oraz wita cię w szeregach wojowników Klanu Nocy.
Przez pare uderzeń serca trwała, którą przerwało skandowanie rodzeństwa kocura. Zaraz dołączyła się i ona, oraz pozostali klanowicze.
11 kwietnia 2018
Od Żwirowej Ścieżki C.D Srebrnego
- To co zrobiłaś, że nasz medyk po powrocie był taki przygnębiony? - Rudo-biały zakopał pod śniegiem dość pulchną wiewiórkę, która pewnie miała na dniach zasnąć w spóźniony sen zimowy, ale nie zdążyła dotrzeć do dziupli. Skierował pomarańczowe ślepia na towarzyszkę, która miała pochylony łeb i dość niemrawą mine.
- Dlaczego od razu, że to ja. - Obrzuciła go zmęczonym spojrzeniem. Fakt, faktem nagrabiła sobie nieco. Dobra, trochę bardziej, niż "nieco" ale słowa same przyszły jej na język. Po prostu... niektóre nawyki się nie zacierają.
- Bo wygladasz jakby cię pies wypluł - Żar zaśmiał się pod nosem, na obrazone fuknięcie kotki - A sam Dryfujący Obłok, po powrocie, chodził jak nabuzowana osa.
- Wracajmy do polowania. Pora nagich drzew nie zapowiada się łaskawie. - Mruknęła, odwracając głowę i bijąc ogonem po piętach. Ruszyła w stronę pobliskich krzaków, słysząc za sobą że wrócą do tej rozmowy.
Łaziła chwilę w gęstwinie, ale żadnej zwierzyny nie widziała. Podniosła głowę i, z lekko rozwartym pyszczkiem, wciągnęła powietrze. Prawie się zakrztusiła gdy poczuła woń kociaka, a gdzieś obok rozległ się pisk. Ruszyła ostrzenie w stronę dźwięku, a gdy przedarła się pośpiesznie przez rośliny doznała szoku. Jej mózg zamienił się w jedno, wielkie déja vu. Znała tą scenę aż za dobrze. Tylko w tym wypadku nie ona była ratowanym, tylko ratującym. Zmarźnięte ciałko kociaka podczas Pory Nagich Drzew. Było to aż nazbyt podobne.
Wstrząsnęła głośno by przywołać swojego towarzysza. Gdy ten, dość szybko, do niej dołączył spojrzał pierw na nią ze zmartwieniem, które po chwili przemieniło się w szok. Nie musieli się odzywać, w końcu mieli obowiązek zająć się kociakiem, wiec nikogo zdziwić nie powinno że pstra chwyciła srebrnego za skórę na karku i razem pognali do obozu.
* * *
Wpadli do obozu szybko, a do legowiska medyka - jeszcze szybciej, do tego stopnia że Dryfujący Obłok wypuści z zębów jakieś liście. Kocur odwrócił głowę w stronę przybyszów, a gdy spostrzegł Żwirową Ścieżkę, zmarszczył brwi. Chciał być zły, chciał wykrzyczeć całemu klanowi, światu że nie chciał terminatora i pewnie sam by ruszył na poszukiwanie swojej - jedynej, prawilnej - uczennicy... ale nie mógł zostawić Klanu na pastwę losu.
Pisk, krótki oraz cichy przykuł uwagę niebieskiego pręgusa, a gdy spostrzeł co było źródłem dźwięku doznał szoku. Cała jego złość wyparowała, doskoczył do wojowników i usadził kotkę w kącie, każąc lizać kociaka oraz jak najbardziej go ogrzać, a sam zaczął przygotowywać coś z ziół.
- Biegnij po Pierzastą Gwiazde, a nie stoisz w przejściu - Dymna kotka mruknęła głośniej na rudego towarzysza, który po paru uderzeniach serca wyskoczył z legowiska.
<Srebrny? przepraszam... w połowie straciłam wene... jak chcesz możesz Pierzastej przekazać opo potem |D>
- Dlaczego od razu, że to ja. - Obrzuciła go zmęczonym spojrzeniem. Fakt, faktem nagrabiła sobie nieco. Dobra, trochę bardziej, niż "nieco" ale słowa same przyszły jej na język. Po prostu... niektóre nawyki się nie zacierają.
- Bo wygladasz jakby cię pies wypluł - Żar zaśmiał się pod nosem, na obrazone fuknięcie kotki - A sam Dryfujący Obłok, po powrocie, chodził jak nabuzowana osa.
- Wracajmy do polowania. Pora nagich drzew nie zapowiada się łaskawie. - Mruknęła, odwracając głowę i bijąc ogonem po piętach. Ruszyła w stronę pobliskich krzaków, słysząc za sobą że wrócą do tej rozmowy.
Łaziła chwilę w gęstwinie, ale żadnej zwierzyny nie widziała. Podniosła głowę i, z lekko rozwartym pyszczkiem, wciągnęła powietrze. Prawie się zakrztusiła gdy poczuła woń kociaka, a gdzieś obok rozległ się pisk. Ruszyła ostrzenie w stronę dźwięku, a gdy przedarła się pośpiesznie przez rośliny doznała szoku. Jej mózg zamienił się w jedno, wielkie déja vu. Znała tą scenę aż za dobrze. Tylko w tym wypadku nie ona była ratowanym, tylko ratującym. Zmarźnięte ciałko kociaka podczas Pory Nagich Drzew. Było to aż nazbyt podobne.
Wstrząsnęła głośno by przywołać swojego towarzysza. Gdy ten, dość szybko, do niej dołączył spojrzał pierw na nią ze zmartwieniem, które po chwili przemieniło się w szok. Nie musieli się odzywać, w końcu mieli obowiązek zająć się kociakiem, wiec nikogo zdziwić nie powinno że pstra chwyciła srebrnego za skórę na karku i razem pognali do obozu.
* * *
Wpadli do obozu szybko, a do legowiska medyka - jeszcze szybciej, do tego stopnia że Dryfujący Obłok wypuści z zębów jakieś liście. Kocur odwrócił głowę w stronę przybyszów, a gdy spostrzegł Żwirową Ścieżkę, zmarszczył brwi. Chciał być zły, chciał wykrzyczeć całemu klanowi, światu że nie chciał terminatora i pewnie sam by ruszył na poszukiwanie swojej - jedynej, prawilnej - uczennicy... ale nie mógł zostawić Klanu na pastwę losu.
Pisk, krótki oraz cichy przykuł uwagę niebieskiego pręgusa, a gdy spostrzeł co było źródłem dźwięku doznał szoku. Cała jego złość wyparowała, doskoczył do wojowników i usadził kotkę w kącie, każąc lizać kociaka oraz jak najbardziej go ogrzać, a sam zaczął przygotowywać coś z ziół.
- Biegnij po Pierzastą Gwiazde, a nie stoisz w przejściu - Dymna kotka mruknęła głośniej na rudego towarzysza, który po paru uderzeniach serca wyskoczył z legowiska.
<Srebrny? przepraszam... w połowie straciłam wene... jak chcesz możesz Pierzastej przekazać opo potem |D>
Subskrybuj:
Posty (Atom)