Fakt że Żmijowy Język kładła się spać jako jedna z ostatnich nikogo nie powinien dziwić. No chyba że zamiast położyć się, kocica uzna że wbije ci do legowiska z zawiadomieniem że brakuje jednego z klanowiczów. I nie mówi tutaj o osobnikach z nocnego patrolu, bo ich nawet dymna pod uwagę nie brała. Z tym, że tu nie chodziło o jakiegoś tam pierwszego lepszego terminatora czy wojownika, a o jej brata - Gołębia. I nie ważne jak bardzo miałaby mu ochotę urwać uszy, ten pokraka był jej bratem.
W pierwszym momencie uspokoiła córkę Pianki, choć chyba bardziej miało to zadziałać na nią samą, po czym wysłała ją do legowiska. Widziała jak czarno-biały oddalał się od wszystkich. Prosiła Żara, by ten jakkolwiek zwrócił uwagę na jego samopoczucie, a z tego co od niego usłyszała - syn jej przyjaciółki uśmiechał się lekko i mówił ''Wszystko jest dobrze''. Jakby przed kimś uciekał. Gdy księżyc chylił się ku ustąpieniu nieba słońcu, w obozie pojawiła się niebieska kocica z pręgami na pysku oraz kończynach. Pstrokata zmarszczyła nieco brwi, będąc przekonana że ta wchodziła w skład nocnego patrolu. Oblodzona Sadzawka rozejrzała się po obozie, zatrzymując wzrok na jej postaci.
- Znaleźliśmy Gołębią Łapę - Miauknęła wprost, na co Żwirowa Gwiazda nadstawiła uszu. Chociaż tyle że kocur znalazł się na ich terenach. Jednak to nie był koniec wiadomości, którą miała przekazać. Na pysku Lodu pojawił się grymas, jakby najmniej zjadła mysią żółć. - Jednak... wolelibyśmy żebyś sama zobaczyła co uczynił.
Szylkretka spojrzała na nią z nietęgą miną, zaś na kiwnięcie wojowniczki ruszyła za nią. Przeszły przez większość terenów, w tym przekroczyły mniejszy strumyk oraz rzekę po czym wkroczyły na mokradła.
Nie to chciała ujrzeć.
Wiedziała od Rozżarzonego Popiołu, że Gołębia Łapa nadzwyczaj często miał problem z dostosowaniem siły do zwierzyny na jaką polował, przez co małe ciałka myszy bądź innych wróbli kończyły zmasakrowane - inaczej się nie dało nazwać piszczek, spod skóry których przebujały się minimalne żebra, bądź nienaturalnie powyginane skrzydła bądź łapki. Ale... czy tym razem jego zwierzyną musiał zostać inny kot?
Pomrugała zaskoczona, przystając gwałtownie. Dosłownie przed nią siedział czarno-biały osobnik, pochylający się nad swoimi łapami dysząc ciężko. Niedaleko, z boku, leżało rude cielsko gdzie przez chwile można było mieć wątpliwości czy to na pewno jest kot, głównie z powodu błota oraz ran z których wypływała krew. Szkarłatna ciecz nie był tylko na pręgowanym futrze, ale i na całym podłożu dookoła jak i na samym uczniaku. Córka Mozaiki przełknęła ślinę, zwracając się do stojącej obok trójki, która wchodziła w skład patrolu.
- Idźcie do obozu, zajmę się tym. - Miauknęła, starając się zachować względny spokój. Mimo iż skręcało ją w środku, czuła że musi to zrobić... nie wiedziała czy otępiały kocur ich by rozpoznał. Czy nie rzuciłby się na nich, gdy tylko by podeszli uznając ich za zagrożenie. Ona miała życia, jeśli jakimś cudem ten by zdołał odebrać jej życie - wróciłaby i, mimo iż starannie odpychała to od siebie, mogłaby przerzucić jego duszę na drugą stronę. A wtedy trafiłby pod osąd Gwiezdnych, czy zostanie u nich - czy zesłany do Ciemnego Lasu.
- Żwirowa Gwiazdo... - Nim Oblodzona Sadzawka zdążyła w jakikolwiek sposób zaprotestować, że też się przydadzą, liderka wcięła się w jej słowa.
- Oblodzona Sadzawko - Zaczęła głośniej, nie świadoma tego że jej słowa wręcz wbijają się w otępiały umysł siedzącego za nimi ucznia, który wciąż patrzył rozbieganym wzrokiem po swoich łapach. Kolorowa wzięła głębszy wdech, z niechęcią powołując się na kodek, czego nie chciała robić. Nie chciała być jak Jagoda, który będąc przywódcą myślał że może starować klanem niczym teatrzykiem kukiełek. - Słowo przywódcy jest prawem. Więc proszę cię, byś zabrała tą dwójkę oraz siebie do obozu. Teraz.
Zmierzyła tylko niebieskimi ślepiami koty wchodzące w skład patrolu, zatrzymując się na równie niebieskiej kocicy. Gdyby ktoś mogłaby spojrzeć z perspektywy wojowniczki i opisać emocje w oczach przywódczyni byłby to na pewno fałszywy spokój, za którym kryła się gorycz świadomości tego co przyniosą następne dni. Ostatecznie Lód westchnęła z rezygnacją, zagarniając pozostałą dwójkę i ruszyła do obozu.
Żwirka westchnęła tylko, gdy ci zniknęli z jej pola widzenie. Nie ważne jak bardzo chciałaby to odkładać, na nią czekało zadanie, któremu jako przywódca musiała sprostać. Gdy jej płuca zapełniła większa dawka tlenu, odwróciła się w jego stronę i powoli ruszyła przez przesiąknięte krwią podłoże. Nie chciała nawet wiedzieć, czyjej krwi zostało więcej tutaj przelane, nawet jeśli kawałek dalej miała odpowiedź.
- Gołębia Łapo... - Kotka przystanęła kawałek obok Gołębia, obserwując jak ten przenosi na nią wzrok, źrenice miał rozszerzone do granic możliwości - dodatkowo wciąż wydawał się nieco nieobecny. - Wiesz co zrobiłeś?
-...- Młodszy kocur wziął rozdygotany oddech, spuszczając znowu spojrzenie na łapy. Cofnął nieco uszy, dopiero po chwili, gdy już się względnie uspokoił, zabrał głos. Jego ton był cichy, jakby powoli przyswajał całą istotę sytuacji w jakiej się znalazł. - Wiem...
- Wiesz... że to będzie miało swoje konsekwencje? - Miauknęła z goryczą, zerkając przelotnie na ciało pieszczoszka, na którego szyji wyraźnie odznaczała się niebieska, poszarpana obroża.
- Wiem. - Odpowiedział tylko w taki sposób, że musiała zagryźć wargę by nie zacząć się wydzierać na niego, chcąc doszukać się prawdy dlaczego los musiał iść taką drogą.
- To... dobrze - Mruknęła tylko, zaraz szturchając go łbem. - Chodź, musimy go zakopać. Nie chcemy by jakieś drapieżniki bądź terminatorzy znaleźli ciało.
~*~
Miała ochotę klnąć na Gwiezdnych, że dzień wstał tak szybko. Gdy tylko ciało Fenixa spoczęło pare łap pod ziemią, kazała Gołębiowi wymyć się w rzece z krwi, a następnie udać się do Dryfa. Przechodząc obok jego legowiska usłyszała jedynie ''Medyk nie ma odbierać życia, ma je ratować'', zaś emocje, które zawarł w tym Medyk ścisnęły jej serce.
Przez resztę czasu, jaki mogła poświęcić na sen - nie zmrużyła oka. Czuła się paskudnie rozdarta między klanem oraz rodziną, mimo tego że jedno i drugie było tym samym. W końcu, czarny uczeń był jej częścią, przez co chciała go zatrzymać na miejscu. Ale jednak... bezpieczeństwo klanu oraz następnych pokoleń było ważniejsze. Nie ważne jak bolesna była myśl, że ktoś z nich mógł skończyć na miejscu tamtego pieszczocha - ta zagnieździła się i nie chciała odejść.
Wchodząc na pień, wołając klan nie czuła się lepiej. Gdy przyszedł czas nieuniknionego, musiała zamknąć na moment oczy oraz wziąć głębszy wdech.
- Gołębia Łapo, przez to co zrobiłeś, będziesz musiał odejść z klanu. - Gdy wspomniany kocur usłyszał te słowa, kiwnął głową jakby był świadomy że jego przygoda w klanie zakończy się w taki a nie inny sposób, a zdarzenia z nocy były tylko gwoździem do trumny, która stanowiła jego życie z innymi tutaj.
I nic nie zmieni tego, że czuła się jakby zdradziła rodzinę, a ten fakt potęgowały tylko rozgoryczone spojrzenia innych klanowiczów. Zwłaszcza Piankę, tak jak i Łezkę oraz Szron.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?W Klanie Nocy
Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz